Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Tajemnica Wampirów<!-- google_ad_section_end -->
Tajemnica Wampirów
Autor artykułu: Alaron Elessedil
13-02-2009
Tajemnica Wampirów

Tajemnica Wampirów

Kiedy zapada noc, na spoczynek udaje się większość ras Kalminu, lecz „większość” nie znaczy „wszyscy”. Są stworzenia, które dopiero wtedy rozpoczynają porę czuwania. Zazwyczaj rasy budzące się po zachodzie słońca, należą do ciemnej strony świata, ale jest to pojęcie względne. Jeżeli spojrzeć na takie istoty od strony ich charakteru oraz moralności, okazać się może, iż to właśnie Ludzie są tworami ciemności, natomiast Lisze, Kostuchy, Szkielety, Zombii czy Wampiry, są pod tym względem tworami światła. Bywa czasem tak, że to właśnie Ludzie wykazują się największym bestialstwem spośród wszystkich, większym nawet niż Cienie, będące jedną z najpodlejszych ras.
Jak mawiał Salvador: „Klasyfikacja istot według ich pochodzenia, jest pomyłką już w miejscu, w którym ta myśl się narodziła”.
Nie podlegało jednak najmniejszej wątpliwości, że to właśnie Nieumarli są tym, co nie zostało stworzone droga naturalną, ale poprzez magię Nekromanty lub, jak ma to miejsce w przypadku Wampirów, drogą Kreacji.
To właśnie jest wyjątkowa rasa, nawet spośród Nieumarłych. Pomimo względnej powszechności tychże istot, tylko najwyżsi mogą szczycić się tym, iż powstali z rąk Nekromanty, ze względu na to, iż powołanie do życia Wampira, u którego pominięty jest etap Kreacji, wymaga niezwykle potężnych zaklęć ze strony ich mistrza. Ponadto, jako jedyne twory, w celu stworzenia potomka, nie używają rozmnażania.
Jakże dziwnie skonstruowany został ten świat. Czemu akurat Kalmin został wyróżniony przez Bogów? Iminlan to planeta równie dobrze nadająca się na „dom”. Co prawda jest mniejsza, ale krąży po tej samej orbicie-rozmyślał Demisir Sanhtes. Rzeczywiście obie planety krążyły po tej samej orbicie z tą samą prędkością, po przeciwległej stronie.
Pytanie zadane w myślach przez młodego mężczyznę, zadawało sobie wielu filozofów, w tym największych z owych myślicieli, jednak żaden nie poznał odpowiedzi.
Tymczasem Mnich, gdyż tak był nazywany ów młodzieniec, chodził w tą i z powrotem, patrząc w górę oraz powtarzając sobie wszystkie formuły, jakie musi wygłosić. Musiał wypowiedzieć je bezbłędnie, więc już od dwóch lat powtarza je sobie tuż po przebudzeniu. Stało się to swego rodzaju mantrą dla niego, a także rutyną. Wiedział, że nie przygotuje się do tego lepiej.
Gdyby teraz był na dworze, w ich świecie, zobaczyłby trzy księżyce stojące na nieboskłonie: złoty Elline, srebrny Grine oraz niebieski Revine. Nie mógł ich zobaczyć z prostego względu. Znajdował się w Darfanilionie, Planie, który był domem dla samego Salvadora, najpotężniejszego Czarnoksiężnika-Nekromanty wszechczasów, a jakby tego było mało, właśnie znajdował się w podziemiach, pod wzgórzem cmentarnym.
Kiedy Demisir stał przed owym wzniesieniem i patrzył na wysokie, dwuskrzydłowe wrota wykonane z materiału niezwykle podobnego do obsydianu, zdobione portalem z tej samej skały, wiedział, że Rada już jest w jednym z pomieszczeń podziemia. Nie mylił się.
Tradycja wymagała jednak tego, by po stawieniu się na miejsce uderzyć w dzwon, oznajmiając przybycie, po czym czekać okrągłą dobę. Teraz mijała powoli mijała ostatnia godzina oczekiwania, a Mnich rozejrzał się po poczekalni jeszcze raz, niemniej jednak nie robił tego z chęci przyjrzenia się jej. Przez całą dobę zdążył nauczyć się jej na pamięć. Robił to tylko i wyłącznie dlatego, by zabić ostatnie chwile.
Spoglądał na kamienne ściany z palącymi się pochodniami w pierścieniach, a także na podłogę, pokrytą pięknym, czerwonym dywanem z bogatymi zdobieniami. Na środku pomieszczenia stał duży, ciemnobrązowy stół z jednym, czerwonym fotelem, do którego właśnie podszedł i usiadł, patrząc na znajdujące się na wprost, jednoskrzydłowe, drewniane drzwi. Tymi wkroczył tutaj prawie dwadzieścia cztery godziny temu.
Po jego prawej stronie umieszczone są kolejne wrota, ale materiałem na te było ciemne drewno, a nie kamień. Miały jednak cechę wspólną, zaś był nią portal. Na szczycie jednego i drugiego widniała twarz Boga Ciemności. Były tu również jego dwa posągi stojące po obu stronach dwuskrzydłowych drzwi. Przedstawiały go one, jako wysokiego mężczyznę w zbroi płytowej o spokojnym oraz lekko znudzonym obliczu, na które opadały długie włosy. Opierał się prawym łokciem o miecz wbity w podłoże, natomiast pod pachą drugiej ręki miał rogaty hełm z wykrzywionymi złowrogo otworami na oczy. Obie statuy były swoimi lustrzanymi odbiciami.
Przy skrzydle drzwi wyjściowych, wisiała z sufitu gruba, złota lina, która była mechanizmem pobudzającym dzwon, znajdujący się nad sufitem, do ruchu, przez co wydaje swe dźwięczne bicie.
Demisir uśmiechnął się przewrotnie, ukazując nieco dłuższe kły, charakterystyczne dla Wampirów. Mnich odgarnął długie, czarne włosy za ucho, gdy usłyszał dźwięk dzwonu, na który gwałtownie poderwał się na nogi. Ostatni raz spojrzał na białą koszulę z krawatem oraz garniturem i poprawiając je, podszedł do wrót, prowadzących przed oblicze Rady. Kiedy tylko zbliżył się do nich, one otworzyły się do wewnątrz, wpuszczając kandydata. Sanhtes ujrzał przed sobą okrągłe pomieszczenie, przypominające nieco amfiteatr. Jedyną różnicą było to, że naprzeciw drzwi, na wysokości około dwóch metrów, był balkon z centralnie umiejscowionym podwyższeniem. Po obu jego stronach, umieszczono luksusowe krzesła z czerwonym obiciem oraz oparciami na ręce. Niemal czarne drewno idealnie komponowało się z czerwienią siedzisk. Na podeście stał złoty tron, również obity w czerwienie, a na nim siedział nie kto inny jak Renevir sil Verneghi, najpotężniejszy Wampir, stworzony przez Nekromantę, jako jedyny na świecie, zrodzony bez użycia ciała istoty żywej, prawa ręka samego Salvadora, swego stwórcy. Miał na sobie czerwoną koszulę, czarny garnitur oraz pelerynę w takiej samej barwie, zapiętą na czerwono-czarną broszę z elementami złota. Był to wysoki mężczyzna, co dało się ocenić nawet wtedy, kiedy siedział. Jego czarne oczy przyglądały się uważnie Demisirowi spomiędzy długich, czarnych włosów, zasłaniających część twarzy. Mimo wszystko, wyglądał raczej przyjaźnie, uśmiechając się lekko. W jego uśmiechy była nuta drapieżności właściwa dla Wampirów, lecz sprawiał miłe wrażenie. Mnich kiedyś słyszał o Renevirze i ze zdziwieniem stwierdził, że jak na kogoś stojącego tak wysoko w hierarchii istot mroku, opinie o nim były samymi superlatywami. Niektórzy nawet wysuwali śmiałe stwierdzenia, że jest jedną z najbardziej reprezentatywnych osób, która faktycznie dyktuje modę wśród swej rasy i nie tylko, choć w przypadku innych stworzeń nie było to rozpowszechnione na aż tak ogromną skalę. Teraz, zastanawiając się nad tym, kandydat na Wampira Wysokiego, stwierdzał, że może to być prawdą.
Po prawej stronie Renevira, siedział blond włosy, nieznany Sanhtesowi Nieumarły o niebieskich oczach, niezwykle podobnych odcieniem do jego koszuli. Wyglądał na stosunkowo młodego, więc można było przypuszczać, że został stworzony przez Nekromantę. Znudzony wyraz twarzy idealnie odzwierciedlał jego emocje, a także chęć do angażowania się w całe to przedsięwzięcie.
Lewe krzesło zajmował Perrin Teliani, mężczyzna w średnim wieku o kasztanowych włosach związanych z tyłu niebieską wstążką. Ubranie miał takie samo jak Wampir zajmujący prawe krzesło. Demisir znał go. Często wspominany jest w księgach, jako najstarszy i najbardziej doświadczony przedstawiciel swojej rasy. Teraz przyglądał się pretendentowi do, swego rodzaju, awansu, bez najmniejszych znaków emocji na licu.
Nie były to jednak jedyne Wampiry. Było ich nie więcej jak dwudziestu, siedzących w różnych częściach trybun.
-Saerrinie! Ja, Demisir Sanhtes ośmielam się stanąć przed Radą, by pokornie prosić o przyjęcie mnie do kręgów Wysokich Wampirów!-powiedział głośno kierunku Renevira, będącego Najwyższym Rady. Tradycja wymagała wypowiedzenia tych słów dokładnie takimi, jakie usłyszał pierwszy w historii Najwyższy, stojący w tej sytuacji. Mnich wiedział, że jeżeli by zapomniał o słowie „saerrin”, nie przystąpiłby do Prób, nie zdając testu, do którego można było przystąpić jedynie raz w życiu. Wyraz ten nie oznaczał nic. Był po prostu zwrotem grzecznościowym używanym w stosunku do osoby stojącej w hierarchii wyżej niż ten, który zwraca się do swego rozmówcy.
-Jeerjinie, nie znamy ciebie ni twoich możliwości, więc brak nam podstaw, by ocenić czy na przyjęcie zasługujesz-odparł Najwyższy, prastarą formułą. Podobnie jak w przypadku terminu „saerrin”, poważnym przeoczeniem byłoby nie umieszczenie w wypowiedzi, wyrażenia „jeerjin”, będącym wyrazem szacunku dla osoby niższej w hierarchii.
-Jak, zatem mam dowieść, iż godzien jestem miana, o które się staram?
-Nie inaczej jak Próby przechodząc, przez nas wyznaczone-na tych słowach kończyło się tradycyjne rozpoczęcie, lecz nie znaczyło to, iż ceremoniał dobiegł końca.
¬-Odpowiedz teraz na pytania, Demisirze. Jaki jest twój wiek i kto zdradził ci tajemnicę przemiany w Wysokiego Wampira?-zapytał Renevir, zaś Mnich wiedział, jakiej odpowiedzi oczekują. By móc przystąpić do Prób, należy przeżyć na świecie co najmniej połowę tysiąclecia oraz otrzymać wiedzę o rytuale od jednego z tych, który go przeszedł.
-Już sześć wieków i dwanaście wiosen przebywam na tymże świecie. Źródłem mojej wiedzy był Keriel Salinyr. Tradycję wypełnił ponad cztery wieki temu-odparł ze spokojem.
-Kiedy przekazał ci Tajemnicę?
-Dokładnie w dniu, w którym minął piąty wiek mojego stąpania po tym świecie.
-Więc, na co czekałeś?
-Do Prób mogę podejść tylko raz, dlatego też musiałem być pewien, że przygotowałem się tak, jak tylko mogę najlepiej.
-Obyczaj nakazuje mi zadać to pytanie oraz uprzedzić cię o konsekwencjach. Czy jesteś gotowy? W przypadku jakiegokolwiek niepowodzenia przy wykonywaniu Prób, możesz stracić życie, zaś żaden z nas nie ma prawa ci pomóc. Jeżeli jednak odejdziesz, nie będziesz miał szans na stanięcie tu ponownie w tej właśnie sprawie.
¬¬¬-Jestem gotowy.
-Pierwsza Próba, jak wiesz, jest najłatwiejszą ze wszystkich…
Nagle błysnęło oślepiające światło, na które Wampir musiał zmrużyć oczy, lecz kiedy zgasło, nie znajdował się przed Radą. Było niedługo po zachodzie słońca. Prawdę mówiąc wyglądało na to, że właśnie zniknęło ono za horyzontem.
Demisir stał w polu. Po horyzont rozciągały się kłosa pełne zbóż, zaś pod nogami leżała kosa. Wampir czuł się nieco niepewnie w obliczu słońca, które jeszcze nie całkiem zgasło z nieboskłonu. Przed nim stał Renevir.
-Jak zapewne się domyślasz, twoje zadanie polega na ścięciu całego zboża z pola. Powodzenia-po ostatnim słowie zniknął.
Nie tego się spodziewał. Oczekiwał walk ze wściekłymi Minotaurami czy Ogrami, rzucenia wyjątkowo skomplikowanego zaklęcia, wszystkiego, ale nie tego. Przecież to zadanie było niezwykle proste, bo miał przed sobą około dziesięciu godzin. Zdążyłby wykonać to trzy razy i jeszcze zostałoby kilka godzin.
No nic. Należało wziąć się do pracy, niezależnie od prostoty zadania. Im szybciej zostanie wykonana, tym szybciej przejdzie do kolejnego zadania.
Chwycił kosę, zaczynając cięcia. Zajęcie nie było dla niego trudne, lecz niezwykle żmudne i czasochłonne. Gdyby tylko można było jakoś to przyspieszyć… W każdym razie był Wampirem, dlatego jego siła była większa niż ludzka. Był również od nich szybszy i wytrzymalszy, więc rolnik, spędzający w polu cały dzień, nie skończyłby nawet połowy, a on nie będzie miał z tym najmniejszego problemu.
Pracował już około godziny, posuwając się nieustannie do przodu, jednak końca pola nie było widać. Dopiero kwadrans później dotarł na skraj terenów zboża. Nagle zorientował się, że w tym tempie z pewnością nie skończy.
Postanowił wykorzystać pełnię siły i szybkości, więc koszenie przebiegało o wiele sprawniej. Szeroki zamach kosą, duży łuk zakreślany przez ostrze, spadające kłosy, powtórzenie sekwencji. Wydawało się, że powtarzał ją w nieskończoność, zaś każda chwila wydawała mu się męką. Kolejny taki sam, monotonny ruch i jeszcze jeden, i jeszcze jeden. Znudzenie oraz brak determinacji osiągnęło apogeum. Ileż można? Mnich miał ochotę rzucić narzędzie na ziemię, wrócić do Rady i powiedzieć, że rezygnuje. Już wolał być zwykłym Nieumarłym. Wiedział jednak, że z Próby, w jej trakcie, zrezygnować nie może.
Cały ten rozległy obszar dawał mu się we znaki. Nie był przyzwyczajony do narzędzi rolniczych, prac tego typu. Ponad to od ponad dziewięciu godzin kosa nie zetknęła się z glebą, co nadwątliło część sił z Demisira, a i garnitur nie ułatwiał mu zadania. Swoją drogą był ciekaw jak w takich wypadkach radzą sobie rolnicy.
Cały czas obserwował jednak nocne niebo. W tej chwili szarość poranka wymazała ciemność nocy. Do świtu zostało mu już tylko pół godziny, gdy nagle zobaczył koniec pola. Ostatnie cięcie i… koniec! Całe zboże leżało na ziemi, zaś Wampir upuścił kosę z westchnieniem ulgi.
-Skończyłem!-zawołał z satysfakcją w głosie.
-Nie skończyłeś-odezwał się głos Renevira.
-Zostały jeszcze dwa kłosy, które nie zostały ścięte-dokończył, natomiast Sanhtesowi mina zrzedła. Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, gdy nagle je zamknął i pokręcił głową. Wiedział, że dyskusja nie ma sensu. Spojrzał z obrzydzeniem na ostrze, które jeszcze raz musiał użyć. Oparł przyrząd na ramieniu, po czym zaczął biec, rozglądając się uważnie. Posuwał się po polu, ruchem spiralnym od zewnątrz, zaś, kiedy dotarł do środka, do świtu zostało nie więcej niż pięć minut. Jak na domiar złego, nie zauważył niczego, co mógłby przeoczyć.
-Przecież ściąłem wszystko!-krzyknął, a następnie ponownie oślepiło go światło. Ponownie pojawił się naprzeciwko Rady. Wszystko wyglądało tak, jak przedtem, z tą różnicą, że on teraz był lekko zmęczony i, co przyjął ze sporą dozą radości, w dłoniach nie miał już tej przeklętej kosy.
-Właśnie wykonałeś pierwszą Próbę. Sprawdzała twoją cierpliwość oraz zdeterminowanie. Pora na drugą z nich-oznajmił Najwyższy, natomiast w dłoniach Mnicha pojawiła się lina. Spojrzał na nią ze zdziwieniem, niemniej nie zdążył się jej nawet przyjrzeć, gdy sala zniknęła, zaś jego ciało szarpnęło się w dół. Instynktownie zacisnął dłonie na sznurze, oplatając również nogi, wokół niego. Rozejrzał się, pragnąc zorientować się w otoczeniu. Był w okrągłym, wysokim pomieszczeniu, a pod nim była tylko nieprzenikniona ciemność. Zapewne zabiłby się, gdyby spadł. Wysoko w górze, sufit ukryty był w mroku.
Kiedy przebiegł wzrokiem jeszcze raz, zdał sobie sprawę, że do kamiennych ścian z pewnością nie dosięgnie, gdyż dzieliło go od nich około trzech metrów.
-Jeśli dotrzesz na szczyt, zakończysz Próbę pomyślnie-ponownie głos Renevira udzielił mu instrukcji.
Tym razem nie był wcale taki pewny swego sukcesu, nauczony doświadczeniem pierwszego zadania. To również wydawało się niezbyt trudne, jednakże Demisir spodziewał się komplikacji. Te jednak nie nadchodziły nawet po kwadransie wspinaczki. Nagle poczuł ból w plecach. Szybko obejrzał się i zobaczył, że w jego łopatce tkwi gwiazdka, używana do uśmiercania, przez cichych zabójców. Skoczył do góry, łapiąc się liny, gdy ze ścian, z czterech stron wystrzeliły języki ognia, przypalając jego odzienie oraz liżąc skórę. Wykonał kolejny skok, po czym jeszcze jeden. Okazało się to dobrym wyborem, gdyż poziome wahadło, będące ostrzem na długim drzewcu, przecięło w powietrzu miejsce, w którym znajdował się jeszcze przed chwilą. Nierozsądnym rozwiązaniem okazało się jednak zatrzymanie, ponieważ trzy wiązki elektryczne trafiły go prosto w pierś. Jego mięśnie doznały bolesnego, paraliżującego skurczu. Ni stąd ni zowąd wyładowania ustały, natomiast Mnich po chwili zmusił się do podejścia trochę wyżej, co było słusznym rozwiązaniem. Kolejny strumień elektryczności popłynął tuż pod jego stopami. Teraz zawisł na linie, pragnąc chwili wytchnienia. Kiedy stwierdził, że wyładowania były ostatnią pułapką, wyszarpnął gwiazdkę z kości, zacisnął modniej lewą dłoń, odplątał nogi i jednocześnie podciągnął linę, obwiązując się w pasie. Było to ciężkie zadanie, gdyż lina praktycznie nie miała końca, a przynajmniej on go nie widział, ponadto wisiał na jednej ręce.
Błyskawicznie przeciągnął linę w kroku, obwiązując luźno jedną nogę, potem jeszcze raz okręcił ją wokół pasa, powtarzając to samo z drugą nogą, co z pierwszą. Na koniec opasał się jeszcze raz i zaplątał nogi w sznur, chwytając go również rękami. W ten sposób utworzył prowizoryczne siedzisko. Stwierdził, że człowiek nigdy nie dałby rady.
Kiedy odpoczął na tyle, by móc ruszyć dalej, zaczął odplątywać się z lin. Nie wiedział czy minęło dziesięć minut czy półgodziny. Tutaj czas tracił jakiekolwiek znaczenie, więc nie starał się nawet odgadnąć go.
Wspinaczka potrwała sporo czasu, w którym Nieumarły musiał kilka razy wykonać ten sam manewr i za każdym razem, nawet po odpoczynku, wydawał się coraz słabszy. Coraz trudniej było wytrzymać, pomimo tego, że właściwie nic się nie działo.
Wnet wysoko w górze, zobaczył sufit-cel jego wspinaczki. Zostało nie więcej jak dwadzieścia metrów, jednakże każde kolejne posunięcie było coraz cięższe. Tak jakby coś osłabiało go tym bardziej, im wyżej się znajdował… Nieoczekiwanie odpowiedź napłynęła sama do jego głowy. Węch wyczuł w powietrzu jakiś gaz. Nie znał go, lecz był prawie pewien, że to on jest powodem osłabienia.
Jeszcze tylko metr. Z wysiłkiem położył dłoń na linie, pół metra wyżej. Podciągnął się z wysiłkiem. Jeszcze tylko jedna połówka metra. Druga dłoń powędrowała do pierścienia, do którego, solidnym wiązaniem, przywiązana została lina. Jednakże tym razem dalej wisiał. Nic się nie działo, zaś stężenie gazu było tak wysokie, że nos Wampira zaczął protestować, zasypując umysł informacjami o szkodliwości tego miejsca. Chciał zawołać Najwyższego, że dotarł do końca. Niech go stąd zabierze! Nie miał jednak siły nawet na otworzenie ust. W oczach mu pociemniało i czuł jeszcze tylko jak jego mięśnie wiotczeją, puszczając sznur. Ostatnim wysiłkiem wyrzucił ręce w górę, gdzie… nie trafił na linę! Źle ocenił jej położenie, więc trafił dłonią sufit. Potem czuł jeszcze tylko jak spada.
Jednakże niespodziewanie uderzył w kamienną posadzkę. Nie mógł spaść na sam dół, bo do tego jest o wiele dłuższa droga. Tymczasem jego oczy odzyskiwały zdolność widzenia. Ponownie znajdował się przed Radą, wcale już nie taki pewien, że chce zobaczyć następną Próbę.
-Test na zręczność i siłę woli wypadł pomyślnie-podsumował Renevir, po czym zamilkł, pozwalając kandydatowi odpocząć, ale było to tylko pięć minut, po których sala rozmazała się, zaś kiedy odzyskała ostrość, stwierdził, że znajduje się na arenie gladiatorów. Poraz pierwszy widział, żeby walki odbywały się w nocy. Powietrze rozdzierały wrzaski i wiwaty tłumu, gdy po drugiej stronie areny pokazał się opancerzony Ogr w hełmie z otworami na oczy i z potężną maczugą, nabijaną kolcami.
Demisir rozejrzał się i stwierdził, że on nie dostał żadnej broni, lecz w końcu trafił na konkurencję, w której mógł się wykazać.
-Musisz go pokonać-zadźwięczał mu głos Najwyższego, kiedy podnosił się z klęczek. Był zmęczony, a ciało bolało go niepomiernie.
-No to zaczynajmy-rzekł, stając normalnie, kiedy Ogr popisywał się swoją wielkością oraz siłą. On czekał spokojnie, pozornie ignorując tamtego, lecz tak naprawdę szukał tętnic. Naraz dało się usłyszeć wściekły ryk przeciwnika Wampira, który zaczął szarżować na Mnicha. Ten jednak uśmiechnął się szyderczo, znając wady i zalety swego wroga. Mógł zmiażdżyć Sanhtesa, lecz inteligencją nie grzeszył. Ogr wzniósł broń nad głowę, spuszczając ją nagle na Demisira, na co ten tylko czekał. W oka mgnieniu uchylił się w lewo przed śmiercionośnym obuchem, który wbił się w ziemię i natychmiast skoczył na barki oponenta, przekręcając mu hełm tak, że tamten przestał widzieć cokolwiek, po czym zeskoczył drugim barkiem tam, skąd wykonał skok. W chwili, lądowania rzucił się na rękę przeciwnika, wbijając w nią kły. Co prawda nigdy nie smakował w krwi tych ras, ale sytuacja tego wymagała.
Rozciął kłem tętnicę, po czym odskoczył i odbiegł stosunkowo daleko, siadając na glebie. Patrzył jak tamten powoli wykrwawia się i traci siły. Próbował jeszcze wraz ze swoją maczugą podbiec do Wampira, ale ten był za daleko. W pewnym momencie padł na ziemię nieprzytomny, a Nieumarły spojrzał na swoją postrzępioną marynarkę, wzruszył ramionami i zdejmując ją z siebie, podszedł do adwersarza i zawiązał ją powyżej rany, którą uczynił. Zacisnął materiał z całej siły, tamując krwotok.
Po tym natychmiast znalazł się przed Radą. Blond włosy członek rady, który początkowo był znudzony, teraz spojrzał na Mnicha z lekkim zaskoczeniem, na co pretendent uśmiechnął się. Trzecia Próba miała być teoretycznie trudniejsza niż pierwsza i druga, ale on zakończył ją bez najmniejszego problemu.
-Świetnie. Wykonałeś próbę siły, a przy okazji pokazałeś, że potrafisz działać do pewnego stopnia niekonwencjonalnie. Czeka cię teraz przedostania Próba, której treść przedstawię tutaj. Zostaniesz przeniesiony do Puszczy Eliorinii ve’Nellion, gdzie wejdziesz na dwór Fliviusza Filla. Musisz zdobyć zaufanie choć jednego, Elfiego arystokraty. Wtedy Próba zostanie zaliczona i będziesz mógł podejść do ostatniej z nich. Powodzenia-wyjaśnił Renevir, po czym przeniósł Demisira do puszczy Elfów.
Wampir stał na obrzeżach lasu, wpatrując się w piękno drzew nocą. Światło księżyców rozświetlało korony drzew, zaś wiatr szumiał w nich cicho. Nagle przyszło mu do głowy, by zlustrować swój ubiór, obawiając się, zastania tam postrzępionej koszuli oraz zniszczonych spodni. Nic takiego jednak tam nie było. Na powrót miał swój garnitur w nienaruszonym stanie.
Ruszył śmiało w kierunku drzew, gdy spomiędzy nich wyleciała strzała, lądująca tuż przed jego stopami.
-Kto idzie?-zapytał jakiś głos.
-Demisir Sanhtes, gorliwy wyznawca Niralli!-zawołał. Wszystko, co powiedział było prawdą. No, może prawie wszystko, gdyż nie był nawet w połowie tak żarliwy, jak twierdził.
-Mamy w to uwierzyć?-prychnął.
-Sądzę, że tak. Niralla jest jednym z Wyższych Bóstw, ściśle związanych z Sylliną. Są to siostry, a ich symbole wywodzą się z dawnego, używanego przez obie. Do pewnego czasu działały nierozłącznie, lecz po pewnym czasie oddaliły się od siebie przez ludzi. Pierwotne instynkty oraz przetrwanie, wymagające pewnej dozy szczęścia, zostały wyparte przez bardziej zaawansowane myślenie. Tak właśnie siostry stały się patronkami różnych domen-właśnie dlatego nazywany był „Mnichem”, a mało kto z ludzi nie wyznających Niralli lub Sylliny, potrafił tyle powiedzieć. Potrafił rozprawiać na tematy religijne bez zająknięcia się. Odpowiadała mu cisza, aż w końcu z gęstwin wyłonił się oddział Leśnych Elfów, ubranych w stroje poprzetykane gałązkami i liśćmi. Idealnie wtapiali się w otoczenie nawet z kołczanem pełnym strzał i łukiem. Dowódca oddziału przywołał go machnięciem ręki, czego Wampir posłuchał i zbliżył się. Tymczasem dowódca wskazał ręką w stronę któregoś z żołnierzy, po czym wykonał serię innych gestów, na co tamten skinął głową. Tym razem tamten dłonią nakazał iść za sobą, na co Nieumarły wzruszył ramionami i poszedł, trzymając się przewodnika. Nie miał pojęcia gdzie idą, ale sądził, że tamten prowadzi go do komendanta czy kogoś jego pokroju. Marsz trwał blisko piętnastu minut, kiedy to znaleźli na polanie około dziesięciu Gryfów, które łypały wrogo na Wampira. One mogły wiedzieć kim jest, ale na razie się nie sprzeciwiały. Razem z łucznikiem wsiadł na stworzenie, a to błyskawicznie wzbiło się w powietrze, szybując w głąb puszczy. Lot potrwał jedynie kwadrans, lecz przez ten czas zdążyli zalecieć bardzo daleko. Znaleźli się w centrum Puszczy. Raptem Gryf zaczął pikować, co wywołało w Demisirze nieprzyjemne skojarzenia spadania podczas drugiej Próby, jednakże zdążył się powstrzymać przed drążeniem tego tematu w swoim umyśle.
Gwałtowne lądowanie odbyło się jednak bardzo łagodnie, wbrew jego oczekiwaniom, a kiedy zszedł na ziemię, zobaczył przed sobą ogromne miasto gigantycznych drzew. Część mieszkań umiejscowiona była w rozległych koronach, lecz inna część, miała swe miejsce w wydrążonym pniu. Eledir, stolica Leśnych Elfów.
Żołnierz oddelegowany do prowadzenia przybysza, ruszył przed siebie śmiałym krokiem, prowadząc go w stronę, z której dobiegała muzyka, a po chwili spomiędzy drzew wyłoniły się stoły, przy których bawili się mieszkańcy. Musiało to być jakieś święto, lecz Mnich nie miał o nim żadnych informacji.
-Zostań tutaj-odezwał się przewodnik, zaś Sanhtes wzruszył ramionami i zatrzymał się. Chwilę później szedł do niego elegancko ubrany, wysoki Elf o długich, ciemnobrązowych włosach z wyrazem zamyślenia na twarzy.
-Komendant Straży Granicznej. Przedstaw się i wyjaw cel wizyty-powiedział, natomiast Demisir już wiedział, kogo zaufanie będzie chciał zdobyć.
Ponad połowa wieku minęła niezwykle szybko, jak przypominał sobie Wampir. Wykonywał wtedy rozliczne przysługi dla swojego nowego przyjaciela. Na początku maskował się skutecznie, uzasadniając nieobecność w ciągu dnia poprzez fascynację domem Elfów, ale w końcu zdradził Erlinerowi, gdyż tak miał na imię komendant, swoją prawdziwą rasę. Początkowo oczywiście był zszokowany, lecz w końcu pogodził się z tym faktem, pomagając mu się ukryć. Już od kilku lat jego zaufanie było zyskane, zaś właśnie ta persona należała do wąskiego kręgu arystokratycznej elity. Podejrzewał, że znowu czegoś nie dopatrzył, więc analizował słowa Najwyższego wielokrotnie, gdy tamten w końcu odezwał się.
-Wykonałeś czwartą i przedostatnią Próbę. Czeka cię jeszcze jedna, lecz najpierw zakończ to, co masz do zakończenia…
Była to wyraźna sugestia, żeby nie zaprzepaścić zdobytego zaufania, gdyż każdy sojusznik oraz przyjaciel jest na wagę złota w tych czasach, więc przeprowadził rozmowę z Erlinerem, w której wyjaśnił wszystko i obiecał nie zawieść zdobytej wiary w niego. Tak naprawdę robił to dla przyszłych korzyści, ale też ta osoba przypadła mu do gustu jak żadna inna w jego długim życiu, chociażby ze względu na jego wysoką inteligencję oraz mądrość, a on zawsze lubił rozmawiać z kimś takim. Niestety zaczyna takich person brakować.
Natychmiast po tym pojawił się przed Radą. Wszystko wyglądało tak, jakby zniknął stąd przed chwilą, nie zaś ponad pięćdziesiąt lat temu. Wszystko? Jednak nie. Przed nim stał mały stoliczek, na którym stał flakonik z zielonym płynem.
-Oto twoja ostatnia, najtrudniejsza Próba. Musisz wypić ten eliksir. Jest to silna trucizna, a za razem mutagen. Jeżeli mutacja przebiegnie szybciej niż destrukcja, do tej drugiej nie dojdzie. Jeśli jednak to destrukcja dopadnie cię pierwsza, mutacja już nie zdąży. Wszystko zależy od twojego organizmu i na to nie masz już wpływu. Po wypiciu tego, w przypadku zmutowania komórek, podatność na światło słoneczne spadnie, a wrażliwość na srebro będzie podobne jak na inne metale. Twoja siła, szybkość, wytrzymałość oraz inne cechy, ulegną polepszeni, natomiast picie krwi przestanie być obowiązkiem. Staniesz się Wysokim Wampirem. W przeciwnym razie trucizna spowoduje wytworzenie się kwasu, który rozpuści cię od środka-słowa Renevira nie były pocieszające, lecz nie mógł już zrezygnować. Jeżeli by zrezygnował, to każdy z obecnych tutaj, miałby prawo, podyktowane przez tradycję, zabić go. Pewnie by to zrobili, więc jeżeli miał umrzeć, to przynajmniej ze świadomością, iż próbował. Demisir skrzywił się, po czym sięgnął po buteleczkę, odkorkował i bez dodatkowych zastanowień wypił ją do dna.
Przez chwilę nie działo się nic, lecz moment później w żołądku poczuł coś, jakby żywy ogień zaczął trawić go od środka. Potworny ból zaczął rozrywać jego ciało, rozlewając się na każdy pojedynczy organ czy część ciała, promieniując od brzucha. Minutę później czuł to całym sobą. Stracił nawet zdolność myślenia, widzenia czy słyszenia czegokolwiek. Nie kontrolował już swojego ciała, więc po prostu upadł na chłodny kamień, doświadczając istnej martyrologii. Podświadomie wiedział, że jego egzystencja kończy się, gdy nagle gehenna ustała.
Początkowo leżał tak bez zdolności do czegokolwiek. Nie wiadomo czy w tej chwili nawet odczuwałby ból, gdyby ktoś śmiał mu je zadać. Stopniowo zaczął odzyskiwać utracone funkcje. Pierwszą z nich było myślenie, więc od razu napłynęły do jego umysłu tysiące pytań takich jak o miejsce, w którym się znajduje. Nie wiedział czy umarł po raz drugi czy jeszcze żyje. Odpowiedź na to pytanie nadeszła chwilę później, Kiedy odzyskiwał zdolność widzenia, gdyż stwierdził, że jednak leży na podłodze, więc musi żyć. Powrót zmysłu słuchu powiedział mu, że w środku pomieszczenia panuje grobowa cisza. Około minuty później mógł się ruszyć. O dziwo czuł się świetnie, lecz i tak ledwo wstał, trzęsąc się. Panowało przekonanie, że Wampiry nie odczuwają niczego takiego jak strach, złość oraz inne emocje, jednakże nie było nic bardziej błędnego. Sam był tego żywym przykładem. „Żywym” było jednak zbyt mocnym słowem jak na stan, w którym znajdował się na obecną chwilę. i w którym pozostanie na zawsze.
Demisir rozejrzał się po Sali i stwierdził, że nikt już nie siedzi, a wszyscy stoją wokół niego, więc poprawił jedynie garnitur, skinął głową i uśmiechnął się.
-Witamy w gronie Wysokich Wampirów-rzekł przyjaźnie Renevir ściskając dłoń nowicjusza, a po nim każdy czynił to samo. Mnich czuł niewysłowioną radość. Przez ponad półtora wieku marzył o takiej właśnie chwili, aż w końcu doczekał się. Jego organizm był jednak na tyle silny, by zwolnić działanie toksyn, umożliwiając działanie części mutagennej.
-Jak mogę się przenieść?-zapytał, natomiast Renevir pokręcił głową.
-Tylko ja mogę cię wynieść z Darfanilionu. Dalej będziesz mógł chodzić gdzie chcesz-stwierdził.
Nagle zorientował się, że jest dokładnie na tym samym polu, na którym wykonywał pierwszą Próbę. Był środek dnia, słońce przyjemnie grzało jego ciało, choć dalej czuł się mocno nieswojo. Jednakże jedno nie podlegało wątpliwości. Jego strefa wpływów rozszerzyła się na okrągłą dobę, przez co będzie mógł działać również w dzień…
Autor artykułu
Alaron Elessedil's Avatar
Zarejestrowany: Apr 2007
Posty: 4 149
Reputacja: 8904
Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację

Oceny użytkowników
Język
80%80%80%
4
Spójność
86.6%86.6%86.6%
4.33
Kreatywność
66.6%66.6%66.6%
3.33
Przekaz
40%40%40%
2
Wrażenie Ogólne
73.4%73.4%73.4%
3.67
Głosów: 3, średnia: 69%

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166