Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Belleteyn.<!-- google_ad_section_end -->
Belleteyn.
Autor artykułu: Gildean
01-03-2010
Belleteyn.

Tekst napisany, pod wpływem natchnienia twórczością i światem wykreowanym przez Andrzeja Sapkowskiego na potrzeby sagi o wiedzminie. Przeleżał troszku w szufladzie, aż w końcu postanowiłem poddać go srogiej Lastinnowej krytyce. Akcja rozgrywa się tuż przed rebelią Falki, o której mowa jest w trakcie sagi.



Pierwsze pąki zakwitły wraz z początkiem kwietnia. Pierwsze ptaki powracały do kraju. Niedługo drzewa znów się zazielenią, morza traw zaleją puste do tej pory pola. I znów zakwitnie szczęście, radość i miłość. Nastanie nowy dzień. Nic dziwnego zatem, że ostatnie tygodnie były pełne oczekiwania. Ludzi przepełniała już tylko jedna myśl, a było nią Belleteyn. Promienie słońca odegnają zimę, mrok i strach. Wszyscy czekali więc w napięciu i nikt nie przypuszczał, nikt nie mógł wiedzieć, że wiosna tego roku nie zagości w ich duszach. Zima za to będzie bardzo długa. I okrutna. Serca zostaną skute lodem, a strach i mrok ogarną wszystkich i wszystko. Nie zakwitnie nowa miłość, a żaru w oczach nie rozpali namiętność. Będzie jednak inny żar. Żar i pożoga. I śnieg. Śnieg, który karmazynem swej barwy przykryje i zadusi znany nam świat. Ale oni nie mogli o tym wiedzieć.

***

We wsi Samhain płonęły ogniska, a dym palonej jodły wypełniał nozdrza.
Ludzie tańczyli i śpiewali, porwani wirem muzyki.
- Baw się z nami ! To Belleteyn, to koniec zimy !
Wykrzyczała młoda dziewczyna przyozdobiona wiankiem. W tańcu, w zielonych szatach wyglądała niczym driada. Wiedzmin uśmiechnął się do niej, poczym sięgnął po kubek z miodem.
Trwał Belleteyn ale on nie miał ochoty na zabawę. Przynajmniej nie teraz. Zresztą taniec i zabawa przychodziły mu zawsze ciężko i nigdy na trzeżwo. Pił więc wpatrzony w narodziny wiosny.
Był smutny. Ostatnimi czasy zawsze bywał smutny. Z początku w ogóle nie chciał się tu zatrzymywać ale uprosił go sołtys. Sołtys, któremu kiedyś syna wybawił z jamy wilkołaka.
Dług wdzięczności. To dziwne ale ludzie czasem pamiętają. Siedział zatem, patrzył i pił. I choć był w samym środku tłumu, tak naprawdę nie należał do niego. Był na uboczu. Tak od zawsze, na uboczu społeczeństwa.
Jesteś wiedzminem, tłumaczył to sobie. Nie tobie szczęście i miłość, nie tobie spokojne życie. Nie tobie dom, kobieta i rodzina lecz miecz, koń i smutek. I jama albo grobla w której kiedyś znajdą twoje obgryzione kości.
Bowiem jesteś wiedzminem. Przejechał wierzchem dłoni po swoich krótkich włosach, które dopiero zaczynały odrastać. Dłoń zatrzymała się, a palce namacały długą i szeroką bliznę. Odkąd pamiętał golił głowę na łyso.
To było wielce praktyczne. Teraz zapuszczał włosy, bowiem chciał ukryć szpetną szramę. Ludzie i tak bali się go wystarczająco nawet bez niej. Był przecież potworem, mutantem i wielu było takich, którzy mu z tego powodu złorzeczyli. Wielu chciałoby zobaczyć jego rozszarpane truchło, gdzieś w śmierdzącej grobli jak najszybciej. Wielu byłoby gotowych za to zapłacić. Dlatego wiedzmin nie rozstawał się nigdy ze swoim mieczem, miał go przy sobie nawet teraz, podczas zabawy. Miecz go uspokajał. Nie był tylko tępym narzędziem lecz częścią jego duszy.


***

Nie zauważył ich. Nie usłyszał gdy nadchodzili. Jego wyczulone zmysły przytępił alkohol. Wpadli do wsi z dwóch stron. Konni, a za konnymi piesi. Otoczyli bawiących się, stłoczonych ludzi. Momentalnie zapadła grobowa cisza.
Było ich ponad tuzin, a każdy z nich pod bronią. Pierwszy odezwał się wysoki brodacz na koniu. Wiedzmin popatrzył na herb Redanii wyhaftowany na jego piersi.
- Z rozkazu Vridanka miłościwie panującego króla Redanii obwieszcza się co następuje !
Zahuczał potężnym, niedzwiedzim głosem.
- Na mocy królewskiego majestatu i danego mi prawa mam rozkaz nałożenia oraz pobrania grzywny od mieszkańców wsi Samhain o łącznej wadze 80 orenów.
Grzywna ta jest karą za udzielanie pomocy rebeliantom buntowiczki Falki. Kto tu jest sołtysem ? Wystąpić !
Zapadła cisza. Kilka osób cofnęło się pozostawiając poczerwieniałego wąsacza w umazanej koszuli na pastwę żołnierza. Sołtys głośno przełknął ślinę.
- Wyście sołtys ?
- Jam, wielmożny panie. Ale my nie pomagali nigdy tej diablicy, zapewniam was panie miłościwy ...
Zaskomlał roztrzęsiony.
- Milcz psie, bo batem każe wysmagać ! Was obliguję do zebrania grzywny. W walucie bądz towarze. Zróbcie gdzieś miejsce i ławy przestawcie, bo wyceniać będziemy.
I módlcie się coby się do orena zgadzało, bo sroga was inaczej kara spotka. Was sołtysie pierwszego. Zapewniam to wam.
Sołtys spuścił wzrok, a ręce zaczęły mu coraz bardziej dygotać.
- Tak jest wielmożny panie. Zbierzem, zbierzem co do orena.
Jeden z konnych podjechał do sołtysa poczym smagnął go z całej siły po głowie nahajką.
- Tedy ruszaj się i precz z oczu chamie !
Znów zapadła cisza. Przerwał ją dopiero inny konny. Ten był bardzo młody i chudy z długimi rozpuszczonymi włosami oraz w modnym ubiorze.
- Na mocy władzy królewskiej mamy również nakaz aresztowania Adriana oraz Adama Cholcowych, a także Kiry córki Hiroma. Wystąpić !
Zadudnił zadziwiająco silnym i donośnym jak na młodzieńca głosem, po którym wszyscy zamarli.
Nikt się nie poruszył. Nikt nie dał pretekstu zbrojnym którzy tylko czekali by wyłowić najdrobniejsze drgnięcie bądz szept.
Nie zauważyli oczywiście wiedzmina. Bowiem wiedzmin był na to zbyt sprytny. Miecz miał już na kolanach, ukryty pod stołem. Gmerał teraz palcami w skórzanej torbie poszukując właściwej mikstury.
Tłum nadal się nie poruszył. W końcu jeden z pieszych dopadł do pierwszej z brzegu dziewczyny, silnym szarpnięciem odciągnął ją na bok, po czym rzucił na kolana i złapał za długie, słomianej barwy włosy.
Matka dziewczyny zawyła gdy zobaczyła ostrze przystawione do gardła córki.
- Albo wydacie mi tych których wymieniłem albo znajdziemy ich sobie sami. Wybór należy do was. Ale śpieszcie się bo moi ludzie bardzo niecierpliwi dziś. Wszak mamy Belleteyn wielkie święto, wżdy każdy
chcę się zabawić.
Rozpłakana matka chciała rzucić się na ratunek córce, lecz ktoś rozsądny w tłumie ją powstrzymał.
- No dalej !
Zaryczał znów młody swym zadziwiająco mocnym głosem. Żołdak trzymający dziewczynę wziął zamach, by wykonać pchnięcie. Dziewczyna płakała, a matka wyła.
- Nie ubijaj ! Ona niewinna. Ja jestem Kira córa Hiroma.
Z tłumu wyszła młoda, chuderlawa dziewuszka. Na oko miała szesnaście lat. Jeszcze kilka chwil temu prawie dała się uwieść jednemu z synów pszczelarza Balvelda.
Chciał zabrać ją za sady, gdzie znajdował się stary gnomi młyn, opustoszały po pogromie jaki miał miejsce wiele lat temu i tam kochać się z nią przez całą noc. Teraz czekał na nią tłusty żołdak i powróz. Odwaga, która kazała jej uratować Malinę nagle ją odstąpiła, nogi poczęły się trząść, gardło wyschło i poczęło palić. Serce załomotało. Żołdak ze sznurem zbliżył się, a tłum nadal stał bez ruchu.
- Ostawcie ją ! Ostawcie !.
Zawołał zrozpaczony głos gdzieś posród chłopów. Po chwili wyskoczył z tłumu mężczyzna, wysoki i silny, lecz teraz blady i przerażony. Stanął na drodze żołnierzowi, swym ciałem zasłaniając dziewczynę.
- Ostawcie moją córkę, błagam was panie.
Padł na kolana.
- Ona niczemu winna, młode to i głupie, mogło nieumyślnie naszkodzić. Mnie weżcie jak musicie. Błagam was !
Żołnierz nie słuchał. Parł do przodu nie zważając na lament ojca.
- Z drogi chłopie !
Wycharczał unosząc buzdygan.
- Ona młoda niczemu winna, weżcie mnie ! Błagam. Mam pieniądze zapłacę wam ! Konia oddam, narzędzia sprzedam, nie krzywdzcie jej paaan...
Zrozpaczony głos momentalnie się urwał. Krew z rozbitej głowy trysnęła na sparaliżowaną córkę, która nie mogła się ruszyć, nie mogła nic powiedzieć. Nie wierzyła w to co się stało. Ciało Hiroma padło w kałużę błota. Jego martwe oczy patrzyły jak żołnierz obala młodziutką córeczkę i mocno wiąże jej ręce powrozem. Tłum milczał. Wiedzmin zacisnął dłoń na rękojeści miecza.
Modnie ubrany młodzieniec w siodle przyglądał się chłopom. Chciał spojrzeć im w oczy, lecz żaden z nich nie miał tyle odwagi. Żaden prócz jednego, który wcale nie wyglądał na chłopa. Młody żołnierz dopiero teraz
go zauważył.
- Ty tam z tyłu ! Zawołał, podjeżdzając bliżej koniem.
Adam, któremu właśnie udało się przedrzeć na sam koniec tłumu zamarł. Słyszał tylko bicie swojego serca. Ręce mu zadygotały, kolana ugięły się.
-Byłem już tak blisko.- Pomyślał. - Prawie się udało wydostać, a niech to diabli !
Konny wyprostował się w siodle i znów zahuczał swym majestatycznym głosem.
- Coście głusi ? Zaraz was posłuchu obuczym. Wstawaj psie gdy pan do was mówi ! Brać go !
Adam zamarł. Widział żołnierzy przeciskających się przez tłum. Ręka namacała ukryte za pasem ostrze i dopiero wtedy dotarły do niego słowa konnego. Spojrzał w prawo. Nieznajomy siedział przy stole, groteskowo
się uśmiechając. Adam przyjrzał się jego twarzy i wtedy właśnie poczuł dopiero prawdziwy strach. Twarz nieznajomego była bowiem przerażająca. Na bladej niczym u trupa skórze znać było każdą żyłkę.
Jego oczy były nienaturalnie podkrążone. Jakby trup wstał z grobu i zasiadał przy ławie pośród żywych. Chciał odwrócić wzrok lecz nie zdążył, spojrzał nieznajomemu prosto w oczy i zobaczył tam śmierć. Zbrojni sunęli, grożnie pobrzękując żelazem.
Wiedzmin zastanawiał się czy było warto. Przecież nie dam rady wszystkim, wszystkich nie położę. Nic to. Ubiję tylu ile mogę. Chłopi zajmą się resztą. Powinno im się udać, jeśli wykorzystają zamieszanie.
Neutralność. Mentorzy wpajali przecież neutralność. Pieprzyć ich. Gadanina starych dziadów. Nie da się być neutralnym. Nie, gdy widzi się takie sceny. Nie można milczeć, gdy trzeba krzyczeć.
Żołnierze nie widzieli dobrze jego twarzy. To dlatego szli tak pewni siebie. Skąd mieli wiedzieć ? Pierwszy z nich nawet nie zauważył żadnego ruchu. Nie mógł zauważył, bowiem wiedzmin był szybki jak błyskawica. Niczym wąż doskoczył do nich i brutalnym uderzeniem miecza zdekapitował tego idącego przodem. Drugi żołnierz był martwy nim głowa pierwszego upadła na ziemię. Dostrzegł tylko rozmazany kontur ostrza, które trafiło go pod żebra, a następnie przebiło na wylot. Wiedzmin złapał oszczep wypuszczony przez żołdaka i wskoczył na stół. Lekko i zwinnie niczym kot. Tłum milczał. Młody rycerz na koniu próbował poskładać myśli i obrazy tak, by uzyskać odpowiedz na to co się przed chwilą stało. Nie zdążył, wiedzmin był bowiem zbyt sprytny. Podrzucił oszczep w dłoni i przebiegł na drugi koniec stołu. Zbyt szybko, by
ktokolwiek zareagował. Dobiegł na skraj i wyskoczył. Oszczep zasyczał przecinając powietrze, a młody rycerz jęknął i zachwiał się w siodle pod wpływem uderzenia. Nie wiedział co się stało. Zorientował się dopiero
spadając z konia, gdy uderzył z hukiem o twardą ziemię. Upadł niefortunnie bowiem wbity w pierś oszczep przebił go na wylot. Zacharczał i poczuł smak krwi. Zamknął oczy i nigdy więcej już ich nie otworzył.
Wiedzmin przekoziołkował po ziemi, wykonał zgrabny piruet rozpoczynając taniec śmierci. To nic, że jest ich więcej. To nic, że są na koniach. Uskok, piruet, unik, cios. Tylko koni żal. Pomyślał. Konie niczemu
winne. Ale nie zawahał się. Ciął rumaka, który obalił się razem z jeżdzcem. Wiedzmin walczył niesamowicie, za każdym razem, gdy uderzał zadawał śmierć. Jednak nie dał rady wszystkim. Otoczyli go, końmi przyparli do ściany budynku. Był ranny i krwawił, lecz dzięki eliksirom nie czuł bólu, trzymał się na nogach. W końcu musiał jednak ustąpić. Padł po uderzeniu kiścieniem w bark. Poczuł zimno stali, przystawionej mu do szyi.
- Żywcem brać !
Wykrzyczał jeżdziec, który go obalił. Wiedzminowi zrobiło się czarno przed oczami, zamroczyło go. Potem stracił przytomność.


***

Ocuciła go zimna woda, którą wylano mu na twarz. Dziwił się, że żyje. Nie czuł wcale swojej lewej nogi. Czuł za to bark, który piekł i palił przerażliwym, rozchodzącym się po całym ciele bólem.
- No, wreszcie żeś wrócił skowroneczku pośród nas. Zaczął mówić nachylając się nad wiedzminem brodaty rycerz z wyhaftowanym na piersi herbem Redanii. - Już my się martwili, że nam sczeźniesz ale twardy z was chłop jak widać. Znaczy wiedzmin chciałem to ja powiedzieć. Ale nic się nie martw
znamy się my i z wiedzminami. Już my ci pokażemy naszą szczerą przyjażń, oj pokażemy.
- Nagrodę wiedzminowi damy za przedstawienie. I za to, że pana de Lyete ubił.
Wtrącił młody żołnierzyk w kapalinie. Brodaty rycerz odwrócił się po czym huknął młodego żołnierza pięścią w twarz.
- Zawrzyjcie gębę ! I chłopów mi pilnować bo pouciekają. Jeden już spieprzył co miał w dyby iść.
- Znajdziemy go panie. Wtrącił drugi żołnierz, wyglądający na giermka - Daleko nie umknie. Zresztą jak nie my to go w tych borach jakie licho dopadnie i po kłopocie będzie...
Chciał jeszcze coś dodać ale pod wpływem wymownego spojrzenia, które rzucił mu brodacz postanowił, słusznie zresztą milczeć.
Brodaty rycerz ponownie popatrzył na wiedzmina. Uśmiechnął się przerażająco, dając mu jasno do zrozumienia, że będzie umierał długo i powoli.
Wiedzmin rozejrzał się wokoło. Widział chłopów zbitych w kupę, otoczonych przez żołnierzy. Było ich praktycznie tyle samo co przedtem. Nikt zatem nie rzucił się do walki za wiedzminem.
Nie rozumiał tego, przecież dał im szanse, kupił trochę czasu. Sołtys znosił kolejne garnce miodów, futra i narzędzia, które miały posłużyć jako zapłata za grzywnę. Kusze, topory i oszczepy były w pogotowiu.
Ktokolwiek wykona nieodpowiedni gest zostanie natychmiast zabity. Bez żadnych zbędnych pytań. Wiedzmin rozglądał się dalej. Pod ścianą jednej z chaup leżały trupy. Zbrojni, których usiekał.
Uśmiechnął się w myślach sam do siebie. I wtedy zobaczył jak jeden z żołnierzy wyciąga z ogniska rozgrzane do czerwoności obcęgi.
- A już ci, gówno mi tym zrobisz. Mówił sam do siebie w myślach. - Nie podejdziesz nawet skurwysynu, bowiem ja już będę martwy. Umrę ale zabiorę wam tą zasraną satysfakcję.
Nie weżmiesz wiedzmina na tortury.
Faktycznie nie wziął. Żołnierz wypuścił bowiem pod siebie rozgrzane obcęgi po czym sam w nie upadł. Nie odczuł jednak oparzenia,gdyż stercząca mu z pleców strzała zabiła go na miejscu. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wypadli z cieni jak duchy. Uderzyli włóczniami, mieczami i toporami. Zaskoczeni żołnierze padali jeden za drugim. Brodacz sięgnął po miecz. Nie zauważył jednak
rudej diablicy, która pojawiła się z jego lewej strony. Wiedzmin ją zauważył, nie ostrzegł jednak brodacza. Diablica cięła rycerza oraz stojącego obok niego giermka. Poprawiła jednemu i drugiemu. Obaj padli na ziemię, po czym zostali dobici.
Zaskoczona kobieta popatrzyła na wiedzmina, a równie zaskoczony wiedzmin popatrzył na nią.
- Falka
- Witaj Jastrzębiu. Nie sądziłam, że cię jeszcze kiedyś spotkam. I, że spłacę dług jaki u ciebie zaciągnęłam.
Niech zatem wybawienie będzie zapłatą bowiem nic innego wiedzminie, obiecać ci nie mogę.
- Niech będzie.
Falka skinęła na swoich ludzi i chłopów.
- Opatrzcie go ! Chleba z pajęczyną mu ugnieść. Wykrzyczała - Jastrzębiu, masz ze sobą swoje mikstury ?
- Mam. Tą w zielonej fiolce. Jest przy jukach.
- Słyszeliście. Podać mu !


***
Obudził się wiele godzin póżniej, gdzieś na skraju leśnej polany.
Słońce właśnie leniwie wdrapywało się na horyzont. Czuł się okropnie, targały nim dreszcze i gorączka. Najmniejszy nawet ruch sprawiał mu ogromny ból.
Ruda dziewczyna podeszła i przysiadła obok niego.
- Pij wiedzminie. Musisz pić. Odpocznij chwilę i zaraz podam ci znowu ten twój eliksir. Strasznie po nim majaczyłeś, jakby w klątwie jakiej.
- Falka. Skąd wiedziałaś, że tam będą Redańczycy ?
- Nie wiedziałam. Jechałam, żeby dorwać kogoś kto mnie zdradził, kogoś z naszych. Niestety nie udało się, uciekł bowiem. Swoją drogą, gdybyś tak mocno nie przerzedził Redańczyków,
gdyby nie to, że na skutek całego zamieszania jakie uczyniłeś jedna chłopka uciekła i wpadła na nas, ostrzegając przed niebezpieczeństwem... Falka zamyśliła się, patrząc przez chwilę na rozświetlone czerwienią niebo - ... - Dziękuję ci zatem ponownie wiedzminie. Wierzę, że i ten dług przyjdzie mi kiedyś wobec ciebie spłacić.
Chwilę milczeli oboje.
Z krzaków wyszedł młody mężczyzna, ubrany jak rycerz, lecz z twarzy wyglądający na chłopa.
- Pani przynieśliśmy wywar dla wiedzmina. Podać ?
- Podawaj.
Odpowiedział wiedzmin.

***
Niewyleczony bark dawał się mu mocno we znaki. Zwłaszcza, po całym dniu spędzonym w siodle. Nie mógł jednak zejść i odpocząć, musiał szukać tropu. Każda minuta jest cenna, każda minuta
może zadecydować o czyimś losie. Gdy czas jest niespokojny, nie można siedzieć i odpoczywać. Wreszcie po wielu godzinach jazdy odnalazł trop. Kareta pozbawiona koni stała
samotnie na drodze. Wiatr złośliwie targał w tę i nazad czerwonymi drzwiczkami. Przy kołach leżały ciała. Wiedzmin podjechał bliżej, by się im przyjrzeć. Wożnica, ochrona i dziewczyna.
Młódka jeszcze, może trzynastolatka. Naga, zgwałcona wymazana krwią i szlamem. Patrzyła na niego pustymi oczodołami. Wyłupili jej oczy. Oni. Był, więc ponownie na ich tropie.
Musieli być tu niedawno, ciała są jeszcze świeże, może zdążę ich jeszcze złapać. Muszę ich złapać. Muszę złapać jego, bo to ja go wypuściłem. Wypuściłem go tam we wsi Samhain podczas
święta lata. Wypuściłem tego, którego chciała pochwycić Falka. Tego, który dopuścił się tej masakry. Wypuściłem go, bo nie chciałem być neutralny. Lecz wytropię go teraz za wszelką cenę, bowiem
jestem wiedzminem. Obowiązkiem wiedzmina jest chronić ludzi przed potworami. Dzis zapoluję więc na potwora.
źródło: http://forum.freeware.info.pl/
Autor artykułu
Gildean's Avatar
Zarejestrowany: Sep 2009
Miasto: tutejszy
Posty: 30
Reputacja: 12
Gildean wkrótce będzie znanyGildean wkrótce będzie znanyGildean wkrótce będzie znanyGildean wkrótce będzie znany

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166