Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Miasteczko gdzieś na północy Stanów<!-- google_ad_section_end -->
Miasteczko gdzieś na północy Stanów
Autor artykułu: Arsene
02-03-2011
Miasteczko gdzieś na północy Stanów

Tekst napisany od tak sobie, z różnych targających mną powodów. Luźno związany z Neuroshimą. Mile widziane jakieś oceny etc. Acha, mogą wystąpić sceny brutalne, ale to chyba wynika z samego powiązania z Neuro. Miłego czytania.

Miasteczko gdzieś na północy Stanów

Niewielkie miasteczko, które wyglądało jakby bomby nuklearne nigdy tu nie dotarły żyło swym życiem. Przynajmniej do wczoraj. W nocy mieszkańcy za wzgórzem na północy, od zmierzchu aż do świtu mogli obserwować jarzącą się czerwonym blaskiem łunę światła. O poranku łuna, a wraz z nią towarzyszące jej przeraźliwe huki i hałasy, zanikła. Lokalny szeryf Edd zebrał wszystkich pięćdziesięciu mieszkańców na głównej … i jedynej asfaltowej ulicy. Był to wysoki, barczysty facet. Łysina lekko zaznaczona resztką szarych włosów na bokach pasowała do pomarszczonej i poszytej bliznami twarzy. Przy boku miał rewolwer, a przez ramie przerzuconą starą strzelbę myśliwską. Ubrany w typowy mundur policyjny, chociaż nigdzie indziej nie był on już oznaką siły i prawości. Owy człowiek budził respekt już z daleka. Przy jego boku stał czarny koń, na którego zarzucone były juki.

Sami mieszkańcy także wyglądali jakby cofnęli się o epokę lub dwie. Kowbojskie kapelusze u mężczyzn, wszędobylskie rewolwery, kobiety w długich sukniach. Takiego widoku nie można było spostrzec chyba nigdzie indziej.

Dyskutując na temat tego co robić, rada mieszkańców składająca się z pastora, lokalnego sklepikarza, szeryfa, fryzjera i pewnej starszej, bogatej kobiety podjęła ostateczną decyzję. Stróż prawa pojedzie zobaczyć jak wygląda sytuacja i co właściwie działo się zeszłej nocy.

Z kamiennym wyrazem twarzy, wybrany zgodnie z własną wolą, wsiadł na konia i bodąc go ostrogami ruszył z wolna w górę drogi. Gdy minął ostatni z białych, schludnych domków rodem z Amerykańskiego Snu drżącymi rękoma sięgnął do kieszeni po flakonik z tabletkami. Z trudem otworzył go i połknął dwie pigułki. Na chwilę zamknął oczy czekając na efekt. Wreszcie uspokoił się, mógł już normalnie jechać.

Dotarłszy do końca asfaltowej drogi zjechał z ubitej ziemi na bezdroże. Piach, kaktusy i krzewy charakterystyczne dla postnuklearnego klimatu pustynnego nie były tu niczym nadzwyczajnym, mimo iż przed dniem apokalipsy było tutaj zimno, mokro i bardzo zielono. Tych czasów jednak nikt już nie pamiętał, może tylko ten stary szeryf. Kiedy wreszcie dotarł na szczyt wzgórza zsiadł z wierzchowca i zostawił go, idąc przed siebie.

W czasie kiedy stróż prawa podziwiał widoki mieszkańcy zebrani przed swymi domami zaczęli się niepokoić. Ziemia lekko zadrżała, lecz było to drżenie dziwne. Nie takie jak przy trzęsieniu ziemi, jego epicentrum było jakby pod ulicą, zbliżało się i rosło w siłę. Stara latarnia przy jednym z domów rozbłysła na ułamek sekundy i posłała w niebo kawalkadę iskier. Ludzie w panice pędzili do domów. Po chwili wracali z bronią. M16, AK, strzelby i pistolety. Każdy miał w ręku chociaż jedną sztukę broni. W tych czasach nie może być inaczej, nawet w tak spokojny miejscu jak to.

Pękający asfalt powoli rozstępował się. Ludzie w amoku biegli niczym stado bydła pędzone strachem we wszystkie strony. Mężczyźni, kobiety, dzieci - wszyscy uzbrojeni - chowali się po domach i odskakiwali na boki. Odłamki ziemi, kamieni i drogi wzbiły się w powietrze rozrzucane na wszystkie strony, jakby pod ziemią miała miejsce potężna eksplozja lub erupcja wulkanu. Pastor biegając z M16 między ludźmi wrzeszczał o apokalipsie, karze za grzechy i innych głupotach, w które tak naprawdę nikt nie wierzył. Nie mógł wierzyć, nawet gdyby chciał.

Ostatni policjant w tej zatęchłej dziurze, która kiedyś była największą potęgą ekonomiczną i militarną świata przyległ do ziemi. Wyczołgał się zza wielkiego kamienia i dostrzegł źródło hałasu mającego miejsce poprzedniej nocy. Po drugiej stronie wzgórza powinna być piaszczysta równina, na której od czasu do czasu występowały karłowate porosty i kaktusy. Teraz jednak, tak daleko jak tylko szeryf był w stanie sięgnąć wzrokiem, znajdowała się iście szatańska maszyneria.

W centrum tego wszystkiego był wysoki, mechaniczny słup, od którego odchodziły setki rur, struktur i dziwnych mechanicznych ramion. Wszystko jakby żyło. Wielkie, pokraczne roboty jakby w symbiozie z tym wszystkim zalewały grunt srebrną, metaliczną substancją. Z ziemi wyrastały coraz to nowe maszyny i struktury, wyglądające przerażająco. Szeryf zamrugał kilka razy. Myślał, że Stwórca jednak istnieje i objawił mu wizję piekła - świata bez miejsca dla ludzi. Mylił się jednak, wszystko to było realne i namacalne. Z przerażeniem malującym się na twarzy popędził do wierzchowca, a następnie do miasteczka.

Po przejechaniu kilkunastu metrów zatrzymał rumaka. Zwątpił w sens jechania tam. Z środka ulicy wyjechała wielka maszyna ze świdrem i piłami na przedzie. Była wielkości przedwojennego czołgu, zamiast wieżyczki miała coś co mogło by przypominać mechaniczną głowę, a od nieregularnych i ruszających się stale boków odchodziły stalowe ramiona. Zakończone szczypcami, iglicami, piłami i innymi strasznymi narzędziami chwytały ludzi i zadawały im tyle bólu ile tylko się dało. Krew popłynęła ulicą, spływając do potężnego tunelu wydrążonego przez maszynę. Przyprowadzony o obłęd pastor stanął przed tarczą ze świdrem i piłami, wzywając Boga i argumentując prośbę M16.
Opróżnił cały magazynek, a pociski strawione przez narzędzia zagłady nawet nie rykoszetowały. Chwilę później ciało nieszczęsnego człowieczka wzywającego istotę z dawna zapomnianą zmieniło się w krwawą plamę na ryczącym stalowym diable.

Padłszy na kolana starzec wzniósł ręce do nieba. Widząc, że dzieje się to naprawdę, zło i śmierć są namacalne, niebezpiecznie bliskie, wstał i zrzucił z ramienia karabin i przyłożył kolbę do ramienia. Ręce mu drżały, ale dłoń nadal była pewna. Wzrok osłabł przez lata, lecz nadal precyzyjnie widział przyrządy celownicze. Oddech był niespokojny, nieregularny, ale dał się opanować. Huknął strzał. Stróż prawa popatrzył na swoją klatkę piersiową. Straszyła z niej spora dziura. Lecąc ku ziemi niczym w odmęty oceanu zobaczył stojącą za nim postać. Jak przez mgłę spostrzegł jeszcze stalową kończynę obok jego głowy. Druga spadła na nią zostawiając jedynie krwawą plamę. Przeciw potędze stali i energii elektrycznej ludzkie ciało było bez szans.

W przeszło dziesięć minut zwiastun samego diabła zrównał miasteczko z ziemią. Nie oszczędzając nawet starego, drewnianego kościoła, machina która przybyła spod ziemi obróciła w gróz wszystkie budynki. Kiedy to się stało, niewielkie pajęczaki wykonane z metalu, naszpikowane elektroniką, posiadające niewielkie rączki do chwytania, przemierzały zgliszcza szukając cennych z punktu widzenia algorytmów przedmiotów. Kiedy już stado mniejszych maszynek wybrało wszystko co było warto, humanoidalne machiny ruszyły od północy na południe, przemierzając całą wioskę niczym pluton egzekucyjny dobijający rannych. Zamiast jednej kończyny miały piłę tarczową, zamiast drugiej zaś miotacz polewający wszystko metaliczną substancją. Owa maź, po zetknięciu się z resztkami budynków, ciałami czy ziemią przekształcała ją w materię formowalną dla odpowiedniego rodzaju machin. Te, unoszące się nad nią, przypominające karaluchy z ogromną ilością odnóży nadawały jej ponury, sztuczny kształt. Coraz to nowe struktury formowały się, dawały istnienie kolejnej armii maszyn tworzonych z największą precyzją.

Taki właśnie los spotkał miasteczko gdzieś na północy Stanów …
Autor artykułu
Arsene's Avatar
Zarejestrowany: Oct 2008
Miasto: Kutno
Posty: 1 097
Reputacja: 28
Arsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodzeArsene jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
90%90%90%
4.5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
90%90%90%
4.5
Głosów: 2, średnia: 88%

Narzędzia artykułu

  #1  
Gerhagox on 05-03-2011, 09:04
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
80%80%80%
4
Średnia:84%
""W przeszło dziesięć minut zwiastun samego diabła zrównał miasteczko z ziemią."" - bardzo oniryczne..
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Arsene on 05-03-2011, 10:52
Wybacz mi moją niewiedzę i lenistwo, ale co znaczy ... oniryczne ?

EDIT: Już wiem co to znaczy Kolejne, nowe słowo w słowniku.
Ostatnio edytowane przez Arsene : 05-03-2011 o 11:13.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Fearqin on 06-03-2011, 17:19
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:92%
Aj ty nieuku Bardzo ładne napisałeś opowiadanie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Makotto on 06-03-2011, 18:44
A mi się tam podoba Lubię klimat NSa, a tutaj właśnie go znajduję
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
JanPolak on 08-03-2011, 15:59
Całkiem fajne. Podoba mi się, że choć całość jak byk nawiązuje do Neuroshimy, nigdzie nie używasz nazewnictwa typowego dla NS (np. Moloch). Stąd czytelnik nie znający sytemu się nie gubi.

Coś mi nie tego w języku. Jest wyprany z emocji, zdawało mi się, że czytam sprawozdanie, albo raport, a nie beletrystykę. Zdanie"Dyskutując na temat tego co robić, rada mieszkańców (...) podjęła ostateczną decyzję." brzmi jak "Następnie protestujący udali się pod siedzibę Parlamentu", lub "Oskarżony utrzymywał stosunki z licznymi konkubinami".

Podobał mi się pastor z emszesnaście.

Nie podobała mi się scena pojawienia tej dużej maszyny. "Z środka ulicy wyjechała wielka maszyna ze świdrem i piłami na przedzie." - zdanie takie mało emocjonujące. Ot, maszyna wyjeżdża. Dopiero parę zdań później okazuje się, że nie jedzie ot tak sobie, tylko robi totalną rozpierduchę. Lepiej niech "Z rykiem silnika i wśród wicia pił i świdrów wielka maszyna wyprysnęła spod ziemii" - czy coś w ten deseń.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166