Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Nocna Robota<!-- google_ad_section_end -->
Nocna Robota
Autor artykułu: Makotto
06-03-2011
Nocna Robota

Jedno z moich pierwszych, krótkich opowiadan w klimatach Neuroshimy. Może się spodoba, może nie. Proszę o ocenę obiektywną. I życzę (na co liczę) miłego czytania

Nocna Robota

Kilka przecznic na północ od Mechstone odbywał się mały wyścig motorowy. Paru szalonych rajdowców z gangu Huronów ścigało się między przęsłami zawalonego mostu, wyjąc przy tym dziko i wykonując akrobacje. Kolejni szaleńcy, jakich pełno w Detroit. Detroit żyło wyścigami.

William „Cyngiel” Woods spojrzał jak jeden z motocyklistów z wrzaskiem wyleciał w powietrze, gdy jego motor zahaczył o drut wystający z kupy gruzu. Tłum zawrzał, kiedy maszyna uderzyła w ziemie, eksplodując widowiskowo. Kierowca zniknął w płomieniach. Mężczyzna skrzywił się i oparł plecami o bok autobusu szkolnego przerobionego na bar. Stojący za ladą gruby Włoch zagwizdał cicho. Marciano był właścicielem Real Fast Ford i zawsze można było go znaleźć tam, gdzie odbywały się najbardziej widowiskowe wyścigi. A nic nie było równie widowiskowego jak krwawy wypadek i mała eksplozja.

Włoch podał zabójcy talerz swojego, średniej, jakości spaghetti. Will spojrzał na brejowate kluski zapieczone z serem i keczupem a następnie zaczął jeść.
-Słyszałeś o eksplozji w Mechstone? – zapytał właściciel wyszynku, wkładając porcje makaronu do starego piekarnika. – W Camino są pewnie nieźle wkurwienii. Wingates był pierwszym liderem z ich gangu, od kiedy Maria Ortega rzuciła wyścigi.

William włożył do ust widelec i wyjął zza pasa manierkę. Obrzucił Włocha dokładnym spojrzeniem.
-Szybko się rozeszło, co? – rzucił, przepłukując usta wodą.
-Dziwi cię to? Szczury już się podniecają możliwa nagrodą za łeb zabójcy Marcelusa.

Mężczyzna uśmiechnął się do swojego talerza. Na to czekał.
-Nie słyszałeś tego, że to najwyraźniej sam mechanik Wingates’a wysadził ich boks w powietrze? –głos zabójcy był spokojny i lekceważący. Jeśli wciśnie ten kit Marciano to tak jakby wcisnął go połowie rajdowców. A o to właśnie chodziło. O zatarcie śladów.- Ćpun gadał podobno coś o żarcie z bombą, i zamiast atrapy, kupił autentyk... Ode mnie.- dodał w myślach Will, śmiejąc się sztucznie. Tak, ta robota była dziecinnie prosta.

Kucharz przetarł z roztargnieniem pokryty krótką szczecinką podbródek. Automatycznie wyjął półmisek z piekarnika i postawił go na ladzie.
-Marc załatwiony przez swojego własnego pomocnika… Nie do wiary…

William uśmiechnął się do siebie. Podziałało.
-A wiesz, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Młodzian dokładnie tego samego dnia…- nagle urwał w pół słowa i zesztywniał.

Marciano spojrzał ze zdziwieniem na młodego Meksykanina, który niespodziewanie podszedł do lady. Włoch znieruchomiał widząc pistolet, który chłopak przystawił Willowi do żeber. Bardzo powoli cofnął się od lady.

Meksykanin uśmiechnął się triumfalnie. Mocniej przycisnął pistolet do boku mężczyzny.
-Zrobiłeś błąd zadzierając z Camino Re…-chłopak urwał gwałtownie gdy zabójca odwrócił się szybko i lewą ręką odepchnął lufę Desert Eagle na bok. Cyngiel poderwał łokieć ku górze, silnym ciosem rozbijając nos napastnikowi. Był zbyt długo w swoim fachu, żeby nie nauczyć się tak prostej sztuczki. Meks zatoczył się, do tyłu. To wystarczyło. Pięść Williama łupnęła go w krtań, miażdżąc chłopakowi grdykę. Nieestetycznie i paskudnie, ale skutecznie.

Marciano niewiele myśląc chwycił podczepionego pod ladą Colta i rzucił do przyjacielowi.
-Masz, i spieprzaj stąd. Nie wiem w jakie gówno wpakowałeś się tym razem, i nie chcę nawet wiedzieć. A teraz spierdalaj!

William spojrzał na niego z wdzięcznością i rozejrzał się. W jego stronę szło już trzech następnych napastników.
-Mam u ciebie dług…
-Leć już! – Włoch pobladł i schował się za ladą.

Zabójca odbiegł kawałek od autobusu i przebadał wzrokiem okolicę. W sumie miał na głowie pięciu kolorowych z Camino. Dwóch zachodziło go z obu stron, a trzech pozostałych od przodu. Za plecami miał rozochocony tłum oglądający wyścig. Przeczesał palcami włosy. Dlaczego nie strzelali? Mężczyzna uśmiechnął się do siebie gorzko. Pewnie zaplanowano dla niego znacznie bardziej bolesne zabawy. Marcelus Wingates, jego ostatnie zlecenie… Po kiego chuja się na nie zgodził? Pieniądze, koleżko, cała góra gambli! Głos wewnątrz jego umysłu odpowiedział cicho.
No tak, kasa.

Tłum zawył radośnie gdy, kolejny z motocyklistów rozbił się. Okolica pojaśniała gdy w powietrze wystrzeliła kolumna ognia. Will zerwał się i szybkim skokiem wpadł między ludzi.Za sobą usłyszał przekleństwa ścigających go gangsterów. Bez skrępowania, używając łokci przedostał się przez tłum i wpadł na tor wyścigu. Osłonił dłonią oczy, gdy stanął na drodze jednego z motorów. Kierowca wydał z siebie jęk zdziwienia. Skręcił ostro mijając o włos oślepionego mężczyznę. Z donośnym trzaskiem wjechał w innego uczestnika wyścigu.

William skulił się i przebiegł na druga stronę toru. Przebił się przez tłum i rozejrzał się uważnie. Zakładając na głowę zwędzoną komuś czapkę z daszkiem zniknął w jednej z uliczek obok knajpy pod Płonącą Oponą. Włożył ręce głęboko do kieszeni i powoli uspokoił oddech.
Skąd się dowiedzieli? Zabezpieczył teren. Zmylił tropy. Załatwił nawet świadków z gangu czarnuchów… Myśli Woods pędziły jak oszalałe. Kto mógł go wsypać? Na myśl przyszła mu Veronica. Od razu odrzucił tą opcję. Zbyt długo się znali by mogła go tak wrednie wrobić. Ale jej ojciec… Schultz mógł to zrobić nawet bez jej wiedzy. Ale po co, skoro już mu zapłacił? Takie rzeczy załatwia się zwykle przed zapłatą. Ted słynął ze swojej logiki podejmowania decyzji, a to byłoby bez sensu.

Tylko dzięki adrenalinie buzującej w żyłach, udało mu się uniknąć kolejnego ataku. Tym razem przeciwnik był profesjonalistą. Kopnięcie, które zostało wyprowadzone w stronę głowy zabójcy, z cienia jednego z zaułków. Pewnie pozbawiłoby go przytomności. I paru zębów, dla ścisłości. Will uchylił się do tyłu, niemalże kładąc na ziemi. Wzmacniana metalem podeszwa śmignęła mu przed twarzą, roznosząc dookoła drobinki piasku i błota.

-Teraz to już naprawdę jestem w czarnej dupie.- myśli pędziły jak oszalałe, w trawionym domysłami umyśle zabójcy. Odruchowo przechwycił na ramię kolejne kopnięcie, i unieruchomił napastnika prostą dźwignią. Drugą rękę ustawił tuż pod kolanem, tak że skurwiel nie miał szansy opuścić nogi. Rzut, który nastąpił potem, rozbryzgał czaszkę niedoszłego hycla na asfalcie.

-Ile im za mnie dali?- kolejne pytanie pojawiło się w głowie zabójcy, gdy seria kul z pistoletu maszynowego przeorała ziemię tuż pod jego stopami. Ingram, gnoje strzelali mu po nogach z Ingrama. Wyglądało na to, że całe miasto zaczęło obławę na nieszczęsnego killera.

William obrócił się wokół własnej osi i położył dłoń na języczku rewolweru. Kolejne trzy postacie pojawiły się w ciemnej uliczce. Trzy postacie, cztery strzały. Jedna z kul spudłowała, rozwiewając tylko długie włosy jednego z myśliwych. Kolejna dokończyła to, czemu nie sprostała poprzedniczka.

William Woods, lat trzydzieści sześć. Zabójca mieszkający i pracujący w Detroit. Wolny strzelec. Najemnik, na usługach każdego, kto zapłacił. Miasto było podzielone, frakcje walczyły o wpływy, łącząc się w sojusze i wypowiadając sobie wojny. Tutaj nie było wolnych strzelców. Detroit na to nie pozwalało. Camino Real, Schultzowie, Sand Runners czy Kompania Handlowa Ósmej Mili. Każdy musiał wybrać. A dla Williama Woods’a, lat trzydzieści sześć, nadszedł czas wyboru. Biegnąc ciemnymi uliczkami Detroit był tego świadom. Kolejne kule opuszczały lufę Colta, gdy przeładowywał, na przemian oganiając się od goniących go kundli. Biegł, biegł ile sił. A na końcu tej gonitwy czekał go wybór. Wybór, będący za razem wyrokiem.

W noc niosły się dźwięki wystrzałów. To nic, w Detroit było to normalne. Normalne w Zasranych Stanach Ameryki, ponad dwadzieścia lat od upadku cywilizacji.
Autor artykułu
Makotto's Avatar
Zarejestrowany: Dec 2010
Miasto: Downtown
Posty: 944
Reputacja: 86
Makotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znany

Komentarz Autora
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
85%85%85%
4.25
Kreatywność
90%90%90%
4.5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
95%95%95%
4.75
Głosów: 4, średnia: 90%

Narzędzia artykułu

  #1  
Arsene on 06-03-2011, 23:24
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%
Fajne. Po pierwsze i najważniejsze: szkoda, że makaroniarz przeżył Po drugie: jest otrchę literówek, brakuje tu i ówdzie znaku czy przecinka. No i enterów. Daj kilka(naście) enterów, bo tekst trochę odrzuca wyglądem (podchodziłem 2 razy ). Poza tym fajnie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Makotto on 06-03-2011, 23:28
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%
Sądzisz że poprawienie go teraz, nie będzie nietaktem?
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Arsene on 06-03-2011, 23:36
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%
Nie, enterów nigdy za wiele ... znaczy, w granicach rozsądku

Od razu lepiej!
Ostatnio edytowane przez Arsene : 06-03-2011 o 23:55.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Shooty on 07-03-2011, 18:41
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:88%
Przyznam z ręką na sercu, że opowiadanie mnie wciągnęło, aczkolwiek mam kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim, przy tak krótkich tekstach staraj się ograniczać liczbę nazw i imion, bo ich ilość potrafi przytłoczyć czytelnika i wymusić na nim kilkakrotne lustrowanie tych samych fragmentów. Jest jeszcze kilka literówek, czasami brakuje kropki czy tam przecinka, ale na szczęście po zabawie enterami, opowiadanie czyta się już o wiele przyjemniej. Tylko tak trzymaj!
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164