Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Toplisty > Raporty z sesji
Zarejestruj się Użytkownicy


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-01-2011, 20:30   #1
 
Cohen's Avatar
 
Reputacja: 1791 Cohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłośćCohen ma wspaniałą przyszłość
[WFRP] Rycerskie Obyczaje I

To była pierwsza sesja kampanii, której zamysł narodził się w głowie Bielona dość dawno, jeszcze na bissel.pl. Kampania ta przeszła tam swój chrzest bojowy, dając w rezultacie bodaj pięć sesji, notabene w jednej brałem udział jako gracz.
Była to również pierwsza sesja, w której wystąpiłem jako dodatkowy MG. Interesujące doświadczenie, o którym więcej napiszę dalej.
Sesja skończyła się podsumowującym postem Bielona i zakończeniem w stylu „James Bond powróci w filmie…”.

Koncepcja ogólna sesji

Pomysł świetny w swej prostocie: ot, jest sobie jakiś niewielki zamek, w którym poszczególne funkcje pełnią postacie graczy. A potem nękamy ich różnymi problemami.
Problemów było kilka: porwanie pana zamku i przyległych ziem, sąsiedzka wendeta, tajemniczy zdrajca, nadchodzący poborca podatków oraz kilka pomniejszych, że tylko wymienię użeranie się z dziedzicem.

Czas i miejsce akcji

Czas bliżej nieokreślony, miejscem zaś było wybrzeże Akwitanii, jednego z bretońskich księstw, gdzie swe dobra miały cztery szlacheckie rody, D’Arvill, Du’Ponte, de la Rocque i Rouen.

Streszczenie akcji

Zaczęło się od sformowania graczy, na mocy testamentu rzekomo zmarłego lorda Berengera, w Bractwo, grupę mającą sprawować pieczę nad jego synem i rodzinnym majątkiem. Tutaj zdradzę, że dostałem od Bielona prikaz, żeby tych, co nie zechcą do Bractwa dołączyć, ubić zaraz po wyjściu z domu Cecile’a. Cały Bielski
Szybko jednak okazało się, że szlachcic może wciąż żyć, choć w niewoli. Od razu zebrała się grupa ratunkowa w składzie: Yavandir, Peter i kilku NPCów, która ruszyła na poszukiwania.
Jednak ci, którzy liczyli na spokojne wygrzewanie się przy kominku, podczas gdy frajerzy będą odparzać sobie tyłki w siodłach, zawiedli się. Wyszło bowiem, że zamek jest infiltrowany przez siły wrogie graczom i ich świętemu spokojowi. Zaczęło się więc polowanie na zdrajców i ogólne intrygowanie.
W międzyczasie grupa ratunkowa dotarła do miejsca, gdzie rzekomo miał być przetrzymywany ich pryncypał, natrafiając przy okazji na podejrzane działania ludzi wrogiego im rodu Du’Ponte, co tylko utwierdziło ich w przekonaniu, że to oni stoją za porwaniem i uwięzieniem Berengera. Jak się wkrótce okazało, słusznie.
Po różnych perypetiach, sprytnych planach i odrobinie kapryśnej, nadprzyrodzonej mocy ratownicy o mało nie zgubili swojego szefa w oceanie i sami potrzebowali ratunku. W pewnym sensie go otrzymali, ludzi Du’Ponte przepędziła obstawa kolektora, na którego obóz się natknęli. Z tym, że zaraz potem napadła na niego moja banda badgajów (a propos, zapamiętam sobie, że zdjęliście typa, którego chciałem uczynić naczelnym skurwielem sesji) i wyrżnęła niemal wszystkich. Jakby tego było mało, w pobliżu czeka lord Du’Ponte ze swoimi przydupasami.
Tymczasem wydarzenia w mieście nabrały tempa. Najpierw przyjechał niejaki Richelieu z córką sąsiada, lorda de la Rocque i propozycją ożenku, która natychmiast została zaakceptowana przez Malcolma, syna Berengara, który zdążył już obwołać się lordem. Potem powoli i opornie zaczęto odkrywać spisek.
W końcu spiskowcy, mając widać dość czekania, ujawnili się sami, wywołując tym sekwencję niespodziewanych, acz efektownych zdarzeń. Gracze chyba im pozazdrościli i sami zaczęli psocić.
Ale najpierw co nieco o samym spisku: Cecile okazał się być przyrodnim bratem z nieprawego łoża Berengera, zwąchał się więc z lordem Du’Ponte w celu przejęcia władzy w D’Arvill, zaś sam Berenger miał posłużyć jako kozioł ofiarny – organizator napadu na kolektora.
Cecile ujawnił to Frankowi Kressowi, licząc, że przejdzie na jego stronę albo na tamten świat. Ani jedno, ani drugie nie miało miejsca, bowiem zdrada się wydała i żołnierze wraz ze strażą zaatakowali dom wyrodnego krewniaka, odbiła Kressa, a Cecile’a zmusili do ucieczki.
Od tego momentu ostateczna rozprawa z między jego ludźmi a wiernymi D’Arvillowi była już tylko kwestią czasu. Doszło więc do niej, a było to starcie godne eposu. Skutki natomiast godne były trzęsienia ziemi albo innego tsunami, bo obrócono w ruinę chyba z pół miasta i część zamku.
Czyli ogólnie epicki melanż.

Sesja

Jej ciężar spoczywał głównie na barkach Bielona, choć pisaliśmy na zmianę. Na ogół. Ja byłem raczej pomagierem, niż współmózgiem operacji, ale czasami urywałem się ze smyczy.
Po raz pierwszy prowadziłem w takim systemie i przyznam, że spodobał mi się. Po raz pierwszy grałem też z Bielskim nie jako gracz. Mam nadzieję, że nie zawiódł się na mojej pomocy i nasza współpraca na tym polu będzie trwała.
Sama sesja szła, w mojej opinii, w miarę gładko i równo, bez większych przestojów, głównie ze względu na dwóch MG i w miarę terminowe pisanie graczy. Co prawda w pewnym momencie zapowiadało się, że będę prowadził sam, na szczęście problemy Bielona nie przerodziły się w coś znacznie gorszego i mógł wrócić do zabawy.
Ja z kolei miałem przerwę jakoś na jesieni, gdy zmogło mnie choróbsko, a na końcówkę się nie załapałem, gdyż jak Bielon ruszył już po świętach to wypadłem z obiegu i nie chciałem już motać.
Choć uważam grę za udaną, wyznam, że czuję jednak pewien niedosyt, głównie przez potraktowanie przeze mnie niektórych wątków po macoszemu, ale przy tak rozbudowanej fabule, gdzie prawie każda postać to osobna gra, czasem po prostu nie miałem chęci zajmować się pomniejszymi motywami.
Teraz parę słów o jej rozegraniu.
Ogólnie rzecz biorąc, najbardziej podobali mi się członkowie ekspedycji. Posty raczej krótsze, za to konkretne, popychające akcję do przodu. Osiągnęli też zamierzony cel, z dość niewielkimi stratami zresztą, w przeciwieństwie do innych.
Rozwalali mnie natomiast gracze, których postacie były w mieście. Skupili się albo na samych sobie, albo na lokalnych przekrętach, bodaj tylko jeden kset próbował na serio odnaleźć zdrajców.
Ale i on przyprawił mnie o opadnięcie szczęki, w ogóle nie próbując przeciwdziałać mariażowi Malcolma z Yolande, który śmierdział na kilometr i sądziłem, że jako Richelieu będę musiał się nieźle nagimnastykować, żeby coś z tego wyszło.
Generalnie mimo podsuwanych przez MG śladów i tropów poszukiwanie spiskowców wyglądało dla mnie jak walenie głową w mur. Gracze albo celowali jak kulą w płot, albo czepiali się z zapałem godnym lepszej sprawy jakiś kompletnie nieistotnych wątków.
Grupka, która dobiła w końcówce sesji jakoś okazji do wyróżnienia się nie miała, a w końcu Bielon i tak ją uszczuplił.

Prowadzący

Cohen - ocenę, jak wypadłem jako MG zostawiam Wam. Liczę na parę konkretnych uwag, gdyż za chwilę ruszam z własną sesją i Wasze spostrzeżenia mogą być pomocne.

Bielon – jak zwykle, klasa sama w sobie. Więcej pisać nie będą, bo robiłem to już nie raz i w swojej ocenie tylko się utwierdziłem.

Gracze

Całkiem sporo, choć widywałem już więcej. Obowiązywał stosowany przez Bielona podział na Graczy i Tło, choć moim zdaniem w niektórzy nie mogli się zdecydować, do której grupy się zaliczają.

Kerm jako Peter d’Orr – ładnie odegrany mag, mógł w pewnym momencie przejść na stronę własną, że tak to ujmę, ale odrzucił moc Głosa ; gratuluję skutecznie przeprowadzonej akcji ratunkowej; aha – masz u mnie przechlapane za ubicie de Raisa

Komtur jako Zygfryd de Leve – postać zapowiadała się ciekawie, ale praktycznie rzecz biorąc w żaden sposób nie wpłynęła na fabułę gry, jedyny wątkiem w jakim się udzielał były pyskówki z Richelieu, a na końcu pomachał mieczem, stanąwszy po stronie prawowitego pana D’Arvill ; szkoda, bo mogło być coś więcej

Sythriel jako Lady Lucienne – mignęła na początku sesji i tyle; pierwszy trup i pierwszy mój frag

kset jako Tupik – wszędobylski majordomus, który robił wszystko, ale w sumie niewiele z tego wynikło; niemniej jednak postać odegrana porządnie, brawo; długość postów doprowadzała mnie do szału

Mike jako Yavandir – z Mike’em grałem już nie raz, raz chyba mi prowadził, ale pierwszy raz ja prowadziłem jemu, mam nadzieję, że się podobało; elfi łowczy-skurwiel odegrany przednio, moim zdaniem gracz który dokonał najwięcej, niewiele mając do dyspozycji; gratuluję udanej akcji ratunkowej, Berenger Ci tego nie zapomni

Miacur-Dymek jako Otto – sługa, którego kopnął zaszczyt; póki grał, grał nieźle, potem przestał, więc zginął

Akwus jako Frank Kress – świetny gracz, świetnie piszący, bodaj on odkrył, kto był głową spisku; długość jego postów przyprawiała mnie o białą gorączkę i chęć rzucania przedmiotami

Tła nie oceniam, gdyż Tło grało jak mu się podobało, bo o to w byciu Tłem chodzi.
 
Cohen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-01-2011, 20:53   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 12825 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Później prawdopodobnie się rozpiszę, ale teraz, tytułem sprostowania, jedno tylko zdanie.
Nie Peter, ku mojemu żalowi, zabił de Raisa, do czego z przykrością się przyznaję.
 
Kerm jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 00:17   #3
 
Bielon's Avatar
 
Reputacja: 449 Bielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetnyBielon jest po prostu świetny
Jako, że byłem zmęczony z Raportem spuściłem się na Cohena. Wybacz stary.

O fabule wypowiadał się nie będę, bo nie lubię obnażać skrytych meandrów mego intryganctwa ponad normę w sesji przewidzianą. Odnośnie spraw czysto technicznych powiem jedynie, że ta kampania, podobnie jak większość moich, zaczyna się późnym latem. Przed nami więc piękna jesień…

Miejsce akcji to nasz skrawek WFRP, który z czasem, jak Bóg da, rozszerzy się o inne ziemie. Zawsze tak czynię i się mi to sprawdza. Ot „maj stajl”. Choć przyznam, że trudno mi oderwać się od porównań do Bissel. Wiecie, lata…

Sam jednak pozwolę sobie na jedną uwagę stricte osobistą. Na tę sesję przypadł ciężki dla mnie okres odstawiania leków przez moją kochaną połowicę. W takich chwilach, pomimo tego, że miałem czas, to nie miałem nerwów do myślenia o sesji. Zwyczajnie będąc kłębkiem nerwów, nie potrafiłem układać sensownych zdań, co przełożyło się na moje chwilowe oderwanie od Forum. Ucierpiały na tym dwie sesje które prowadziłem [Bissel i RU], ale WFRP udało się z pomocą Cohena ocalić. Bissel poprowadzili dalej moi druhowie, Panicz i malahaj, więc tak po prawdzie ucierpiała wyłącznie RU. Nie mniej jednak sumiennie ostrzegam i powtarzać to będę póki nie uzyskam pełni spokoju: MOŻE SIĘ ZDAŻYĆ, ŻE Z SESJI ZNIKNĘ. Tym razem na szczęście wróciłem. Dzięki Wam za to, że moja nieobecność Was nie zniechęciła.

Jako, że sporo napisał Cohen, ja odniosę się do Graczy, takich jakimi ich widziałem. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moje, subiektywni kłamliwe paszkwile. Wiecie, zawsze to słodko obsmarować dupsko bliźniemu

Kerm, jako Peter d’Orr: zawiodłeś mnie, zawiodłeś srodze i wierz mi lub nie, zemszczę się. Miałeś w zasięgu ręki moc. MOC! A Ty co? Wrrr… Zapamiętam to sobie, bo obaj poczuliśmy się zlekceważeni. A poważnie przyzwoicie odegrany czarodziej w obcym miejscu. Bez akcji rodem z Indiana Jones, ale też równo i rzetelnie i bez wodolejstwa, na które niektórzy Koledzy się rozchorowali. Mnie się podobało, ale mam nadzieję, że w kolejnych sesjach, jeśli przyjdzie nam razem grać, uda mi się z Petera wywlec więcej emocji. Że obu nam się to uda.

Komtur, jako Zygfryd de Lewe: para w gwizdek, jak powiedział mój szacowny przedmówca. Choć może nie do końca. Jako tchórzliwy rycerz, odegrany został przyzwoicie, ale bez fajerwerków. Jego rozmowa z Tupikiem na temat „podtrucia” Richelieu przed pojedynkiem PORAZIŁA mnie, ale przyznam szczerze wkomponowała się idealnie w moją wizję tego Zygfryda. To zaliczam Ci zdecydowanie na duży „+”. Brakowało mi jednak nieco fajerwerków w tym wszystkim. Zwyczajnie brakowało mi Zygfryda. Jakoś tak zagrany na minimum, choć wiem po tej jednej akcji, że stać Cię na więcej. Mam nadzieję, że będzie w przyszłości, jeśli takową wspólnie mieć będziemy, lepiej.

Sythriel jako Lady Lucienne: DUPA. W całym słowa tego rozciągłości. Choć z drugiej strony udało mi się to sensownie wykorzystać. I też dobrze.

Kset jako Tupik: człowiek, tfu! nieludź, orkiestra z czasowstrzymywaczem. Choć uwielbiam go jako Gracza Tupik zaczyna mnie nużyć tym, że robi wszystko x2 i jeszcze ma czas na pykanie fajki. Zwyczajnie wiele jego akcji zgrzytało mi z racji braku na nie czasu. Ale to w sumie drobiazg, który na szczęście nie zaważył mi na sesji. Na przyszłość Kolega ze ścisłego podium wodolejstwa proszony jest w tej materii o urealnienie działań. Natomiast większość akcji na starym, dobrym poziomie. QLL jest.

Mike jako Yavandir: syndrom łowczego z Krull i jego dopadł. Kolega zwrócił mi uwagę na pewne niedogodności takiej postaci. Cóż, bywa. Nie ja Ci postać dobierałem. Posty zważywszy na lekkość stylu boleśnie krótkie. Na przyszłość weź linijkę i zwyczajnie po napisaniu przyłóż ją do monitora i podwój ilość posta. Materiałem na podobnym poziomie. Nie „Copy” „Paste”. Generalnie bardzo mi się podobało, ale było tego mało. Niemal każdy post pchał akcję do przodu, co jest ogromnym „+”. Akcja najpiękniejsza wykonana została Yavandirem przez wszędobylskiego… Akwusa. Zgroza. Nie mniej jednak po tej sesji postrzegam go jak tropicieli z Unkasa z „Ostatniego Mohikanina”. Pisz więcej, proszę…

Miacur-Dymek jako Otto: był, ale się zmył. Jak pisał to pisał ładnie i z sensem. Jak zniknął to i tak przysłużył się sesji. Szkoda, że zniknął, ale bywa.

Akwus, jako Frank Kress: cóż… Akwus… Tak… No… Jak to Akwus. Jak dla mnie postać nr1 sesji. Dla tego, że pisał bez martwienia się o konsekwencje dla swej postaci. Nie dla „zwycięstwa” tylko dla kreacji świata. Osobiście uważam, że zrobiłem duży błąd jako MG nie uśmiercając Kapitana, bo mu się należała piękna, heroiczna śmierć. Co ma wisieć nie utonie. Podium ma również z wodolejstwa. W podpierdalaniu innym Graczom, z czego słynie, tym razem dał sobie spokój. A szkoda. Wszystko jednak przecież przed nami. Lubię Kolegę osobiście, bo goli dla mnie nogi. Nie zmienia to jednak faktu, że oceniam go jako Gracza nr 1 z racji zdrowego, zdystansowanego podejścia do swej postaci i sesji. Tego się odeń uczmy.

Teraz Tło, które chwilami miało z byciem Tłem problem:

Aschaar jako Młokos: Genialny, choć również chorujący odrobinę na syndrom czasowstrzymywania i możeniawszystko+1. Bardzo mi się podobały działania Młokosa i choć w pewnych momentach musiałem Światem uzmysławiać mu, że nie chwycił jeszcze Pana Boga za jajca, to jednak uważam Kolegę za PIERWSZOPLANOWE TŁO. I Oscar za role drugoplanowe. Szkoda, że nie wiedziałem iż nie piszesz postów bitewnych. W przyszłości wezmę to pod uwagę.

Pteroslaw jako Grimm: jak był, było nieźle. Jak zniknął, to zniknął. Nawet Tło w chwilach jak wchodzi w interakcje z Graczami musi pisać systematycznie o czym pisałem. Stąd i „Zed zszedł”. Bywa.

Azazelo, jako Walter szczurołap: w zasadzie Kolegi nie było. Podejrzewam nietrafiony dobór postaci. Szkoda, bo wiem że piszesz przednio.

Trojan jako Jean Pierre: jw.

Icarius, jako Profesorek: Taaaaaaak! Dłuższa historia. Kolega jak dwóch innych, choruje na chorobę sesyjną. U niego jednak diagnozuję maniewszystkiego+1 oraz może odrobinę organizowaniewszystkiegolepiej+1. Jako Profesorek nie zaistniał mi w tej formie, jaką pamiętam z Księstw Granicznych. Lubię i Gracza i postać, ale tym razem z racji miejsca na podium z wodolejstwa czytało się go ciężko. Mimo tego do sesji dołączył sprawnie. Gratuluję i jak Bóg da liczę na więcej. Może w końcu wezmę Cię na jaką naukową dysputę. Czas pokaże…

Noraku jako Klaus: Jak kilku innych w sesji w zasadzie nie zaistniał częściej pojawiając się w postach Icariusa niż własnych. Szkoda.

Nefarius jako Ryszard: jw. A szkoda bo Gracz przedni.

Teraz jeszcze mała dygresja odnośnie współprowadzenia jako sposobu na PBF i Cohena jako współmistrza. Współprowadzenie, jako takie ma podstawową zaletę: pozwala rozłożyć ciężar pisania na dwóch MG. Ma jednak jedną podstawową wadę: pozwala „odskoczyć i odpocząć” od nurtu sesji Mistrzowi, przez co gubi on wątek co utrudnia późniejsze pisanie. To wbrew pozorom ogromna wada. Mimo to prowadzenie z Cohenem zaliczam na duży „+”. Kolega mi się nie wpieprzał w fabułę z buciorami a własne pomysły miał przaśne. No mieliśmy kilka trudniejszych rozmów odnośnie np. pewnego Inkwizytora, ale na wszystko przyjdzie pora. Jako prowadzący cechuje się chyba większym polotem i lekkością stylu dialogów. Czego jemu i Jierowi zazdroszczę. Za to słabiej wypada Kolega w braniu akcji za ryj. I dobrze bo bym w kompleksy popadł. Myślę, że troszkę sobie razem jeszcze pospiskujemy, jeśli wola Kolegi będzie. Bo mnie się podobało. Był, jak miał być. Zniknął, jak ja być mogłem. Idealne dopasowanie


Tyle tytułem Graczy, Tła i MG. Teraz czekam na Wasze podsumowania dokonań postaci celem przyznania PeDeków. I pomyślimy nad czymś dalej. Jak zwykle szybko, więc bądźcie czujni!

Pozdrawiam
B
.
 
Bielon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 01:04   #4
 
Komtur's Avatar
 
Reputacja: 3440 Komtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputację
Bielon i Cohen chyba trafnie oceniliście mój udział w grze. Początkowo nie bardzo miałem pole do popisu bo w mojej koncepcji Zygfryd był leniwym i rządnym władzy sukinsynem. Lord Berengar nie obchodził go wcale, a młody Malkolm miał być swoistą marionetką w jego planach. Dopiero pojawienie się ścierwa Richelieu zmusiło go do działania (a mnie podniosło poziom adrenaliny). Szkoda że Tupik nie przyłączył się do planu przytrucia gnojka. Zygfryd szczerze nienawidzi tego pyszałka i przyrzekł sobie go kiedyś dopaść.

Co do mojego pisania to ostatnio miałem wyczerpujący okres w pracy zawodowej więc też odbiło się to na jakości postów.

Do Mistrzów Gry nie mam żadnych zastrzeżeń, panowie co tu dużo gadać jesteście z Ekstraklasy rpg.
Z postów innych graczy najbardziej podobał mi się duet Kerm-Mike, bo pisali krótkie, zwięzłe i konkretne posty takie jakie lubię.
 
__________________
"Kto się wcześniej z łóżka zbiera, ten wcześnie umiera" - Mag Rincewind
Torchbearer dla opornych. Ostatnia edycja 29.05.2017.
Komtur jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 10:23   #5
 
Akwus's Avatar
 
Reputacja: 47 Akwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodze
No to lecimy z pierwszym postem w raporcie

Cohen - pierwszy raz jako mój MG i przyznam, że nie do końca coś mi podpasowało. Posty faktycznie fajne i lekkie a to niesamowicie miłe wytchnienie po pomiędzy postami B lecz z drugiej strony kilka razy strasznie raziło mnie gdy miałem wrażenie, że w swoich postach nie liczy się z moimi, zupełnie nie biorąc pod uwagę przygotowań jakie postać poczyniła. Skończę post, to postaram się przypomnieć i zacytować tu konkretne akcje o jakie mi chodziło, było tego raptem dwie czy trzy, więc bez dramatu Gracza lubię jednak od dawna, więc i tak na plus.

Bielon – jedna z lepszych jeśli nie wiodąca nasza wspólna sesja, po pierwsze dla tego, że pierwszy raz obaj dograliśmy ją do końca, po drugie mam wrażenie, że przy okazji przygód Bractwa ostatecznie dotarliśmy się prywatnie, z czego cieszę się bardziej niż z samej sesji
Mogę się już po sesji przyznać, że byłem autorem większości cytatów, które przytaczał B w komentarzach, żeby nakręcić Wasz poziom wkurwu - NIE DAJCIE SIĘ MU PODPUSZCZAĆ - dupek gra słowem i emocjami, jego podstawową zasadą jest skłócić gracz i nastawić ich przeciwko sobie. B prowadzi sesje dla osób łapiących los za jaja, a nie dla tych, którzy trzęsą się o swoją postać i jej majątek. Zdecydowanie bardziej Indiana Jones niż Tony Stark.

Gracze

Faktycznie tak jak napisał Cohen, było nas dużo i chyba w moim przypadku była to najliczniejsza sesja, lecz wbrew mym obawą zupełnie to nie przeszkadzało. MG z problemem przeludnienia poradzili sobie przednio.

Kerm jako Peter d’Orr – zdecydowanie ładnie odegrana postać, chyba najlepsze wypośrodkowanie pomiędzy treścią a długością posta. Również mnie zawiódł nie słuchając Głosu, bo byłem święcie przekonany, że to kolejne skurwysyństwo ze strony MG i ciekaw byłem jak się rozwinie Z punktu widzenia postaci decyzja jednak jak najbardziej prawidłowa, nawet jeśli zachowawcza, to prawidłowa. Ciekaw jestem interakcji z Frankiem, bośmy na to właściwie nie mieli okazji, do zobaczenia więc w kolejnej sesji.
I co byś Kerm nie pisał, to Ty w swym poście ubiłeś de Reisa elf strzelił jeno pozostawiając sprawę losowi, Tyś był tym losem - wendetta Cohena jest uzasadniona

Komtur jako Zygfryd de Leve – niewykorzystany potencjał, acz z drugiej strony wydarzenia za szybko nabrały takiego tempa i poziomu, że knucie na rzecz zakonu w takiej chwili byłoby faktycznie szaleństwem. Trochę ograniczaliśmy go z Tupikiem bojąc się oddać mu władzę nad ludźmi, za co gracza przepraszamy w imieniu nas obu, lecz jak to między postaciami bywa Posty same w sobie mało porywające, lecz nie przekombinowane co akurat tu bywało miłą odmianą. Postać jeśli ma grać dalej, to zdecydowanie jako gość, któremu Frank nadal nie ufa do czego potrzeba czynów, bo Lady Lucienne której czepnąłem się z początku nam wypadła.

Sythriel jako Lady Lucienne – dobrze pamiętam, że grał ją facet? Jeśli tak, to jestem zdecydowanie przeciw. Nie potrafię się wczuć w jakiekolwiek relacje damsko męskie wiedząc, że dama damą nie jest.

kset jako Tupik – podczas pierwszych rozmów z B wskazany mi jako przodujący gracz z zaproszonych do sesji, co było dla mnie wystarczającą rekomendacją, żeby się go trzymać. Stworzyłem więc od razu w historii postaci wątki łączące Kapitna z Majordomusem i na ile mogłem starałem się tą wieź zaznaczyć. Ogólny koncept na sesję zakładał jednak nieufność pomiędzy postaciami, więc nawet nam się to w pewnym momencie udzieliło, za co gratuluję zarówno MG jak i ksetowi. Postać irytowała mnie myśleniem o dziesiątkach spraw związanych z nią samą, podczas gdy miałem wrażenie, że wydarzenia toczą się tak szybko, że nie ma niemal miejsca na odpowiednie reagowanie a co dopiero martwienie się o pancerzyk z Wernyhory ;p Posty długie, czasem dla mnie za długie (choć sam również czasem płynę w tym temacie) lecz jednocześnie dające się w miarę łatwo czytać - gdyby jeszcze wynikało z nich więcej dla akcji a mniej dla samego Tupika
Dobrze się jednak z ksetem dogadywałem i jeśli tylko i on ma podobne odczucia, to ma kolejnej sesji zgramy się do końca i nie trzeba będzie podstępem przejmować niczyich wpływów

Mike jako Yavandir – Jeden z moich ulubionych kompanów jeszcze z dawnych czasów. Pisze tak żałośnie krótko, że gdyby nie jakoś tego pisania, to głosowałbym za jego powieszeniem na suchej gałęzi za niszczenie mojej radości jaką przeżywam każdorazowo na mail o nowym poście na forum. Jest to jednak jedyny gracz, który w tak małej ilości słów potrafi tak bardzo pchnąć akcje do przodu.

Miacur-Dymek jako Otto – to była taka postać? zupełnie nie zrozumiałem jej założeń.

Akwus jako Frank Kress – Masz mnie boże jakim mnie stworzyłeś - jak mawia moja mamusia. Nigdy nie ukrywałem, że jestem trudnym graczem i znam tylko dwóch MG, którzy potrafią się ze mną zgrać i nie uznają mego sposobu pisania jako wpieprzania im się w fabułę. B stanowi połowę z nich, Kiaryn zaś chyba już nie prowadzi jakiś czas, więc pozostaje mi ten stery zgred. B słusznie zaznaczył, że liczy się dla mnie HISTORIA a nie los/posiadanie/szczęście/pozycja/wpływy postaci, to wszystko są tylko i wyłącznie narzędzia do wykorzystania, ale tak samo nadają się do tego siadanie/szczęście/pozycja/wpływy INNYCH postaci, dla tego tak szczodrze tworzę BNów jeśli tylko są mi przydatni do opisywania fabuły.

Gram tak samo jak prowadzę, czyli bawię się całym światem (czasem gracze nie potrafią tego udźwignąć na moich sesjach) nie ograniczam się do mojej postaci, kreując BNów, miejsca, wydarzenia, sytuacje, przejmując kontrolę nad czymś stworzonym przez innych graczy i MG. Wczucie się w postać innego gracza jest tu oczywiście sprawą najdelikatniejszą i wymagającą ode mnie doskonałego wyczucia. W tej sesji pozwoliłem sobie na to tylko raz i wyłącznie w przypadku gracza, który mam nadzieję zna mnie na tyle, że się nie obruszy za usieczenie jego postacią kilku bandytów. Obiecuję nie ruszać postaci które po pierwszych mych próbach nie będą na to wyrażały zgody, przed pierwszymi próbami nijak mnie jednak nie powstrzymacie

Kwestia podpierdalania innych graczy - słusznie prawisz MG, żem z tego znany, lecz grając pierwszy raz w nowym gronie nie wiedziałem jeszcze na ile mogę sobie pozwolić, bo wiedziałem, że zgrzyty przez to miałem nie raz na Bissel. Powstrzymywałem się więc aż do ostatniego posta, nie chcąc wywołać przedwczesnej dyskusji na ten temat, teraz jednak włączę się w nią z pełnym przekonaniem. Lecz najsampierw poczekam na zarzuty, by systematycznie rozbierać je niczym nieudaną konstrukcję element po elemencie ;p

To z pewnością jeszcze nie mój ostatni post w raporcie, lecz podsumowując ten kawałek, grało mi się przednio, świetnie dobrałem sobie postać, doskonale się w nią wczułem, musiałem co prawda lekko ją zmienić w stosunku do pierwotnych założeń, lecz chyba nie było to jakoś specjalnie zauważalne. Dobry styl i co tempo prowadzenia, dobra jakość postów współgraczy (tu szczególnie dziękuję Mikowi i Kermowi - długość Waszych postów pozwalał mi śledzić akcję w tej lokacji w przeciwieństwie do większości sesji w których miałem możliwość czytania tylko tego co działo się u mnie ze względu na brak czasu). Kress już zaciera ręce żeby mścić się na zdrajcach, więc do zobaczenia w drugiej części.

Co do tła wypowiem się w kolejnym poście, bo muszę zebrać sobie sprawę do kupy, prócz tego uciekł mi w nocy wąż z terrarium, o czym jeszcze nie wie moja śpiąca wciąż połówka i muszę go znaleźć nim się zorientuje, że krwiożercza zbożówka biega samopas po mieszkaniu w każdej chwili gotowa rzucić się jej do gardła...
 
Akwus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 11:24   #6
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 12825 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Nie mam zwyczaju oceniać po sesji ani osoby prowadzącej, ani też współgraczy. I nie zamierzam tego w zbyt wielkim stopniu zmieniać.
Ogólnie tylko powiem, że zagram z przyjemnością w tym gronie (jeśli ciąg dalszy przygody nastąpi), mam jednak nadzieję, że niektóre posty będą nieco krótsze

Jeśli o Głos chodzi, to przepraszam tych wszystkich, którzy byli ciekawi, co za świnię chce nam MG podłożyć. Ja też byłem ciekaw, ale taka była postać i tyle.
Gdyby MG zbyt szybko nie podesłał barki pełnej dupontowców, to może do bliższej konfrontacji z Głosem by doszło, bo pewnie w końcu Peter by się skusił na wyprawę podziemnym korytarzem, gdyby wszystkie inne środki zawiodły.
Pewnie jednak byłyby to starania, by zniszczyć Głosa, a nie stać się jego niewolnikiem. Trzeba było używać słodkich słówek, na które złapałby się młody i głupi mag, a nie straszyć i grozić

Śmierć nieodżałowanego Hugona jest wynikiem zakulisowych rozmów. Nie żebym się bronił, ale byłem tylko i wyłącznie tym, który wyroki Losu obwieścił.
Biada tym, co złe wieści przynoszą. Wiem, wiem...

Na zakończenie słów kilka.
Pierwszy raz zdarzyło mi się w Młotku grać czarodziejem. Byle podrzynacz gardeł pewnie lepiej by się sprawdził w tej awanturze
No i z Bielonem też pierwsza (w zasadzie) to była sesja. Z Cohenem takoż. A wobec licznych pogróżek z dwóch co najmniej stron to kto wie, czy nie powinna być ostatnia
 
Kerm jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 11:53   #7
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 3357 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Cóż ja to muszę rozłożyć na ostre raty z powodu braku czasu.

Dziś zacznę od siebie i Akwusa oraz obu MG.

Akwus- Gracz jako Frank Kress, dobry posty ciekawe. Jeśli patrzeć na odegranie postaci bohaterskiego kapiatana. Rycerza niemal w ślącej zbroi bardzo dobre... Uruchamianie nowych wątków też należy zaliczyć temu graczowi na plus. Minusy? Brak realizmu takiego ze starego dobrego warhammera. To nie jest heroic fanatsy. Ok nie trzeba od razu iść w konwencję dark jak to w tym świecie być powinno. Ale Frank to nie supermen. Umierał ze 3 razy i za każdym razem oczywiście szedł dalej... Wyrzynał tabuny wrogów niczym Conan.... Uważam to za przesadę. Byłaby dla mnie to zrozumiałe gdyby jak napisał Bielon Frank w końcu padł. Dokonał rzeczy heroicznych ale zginął. To byłoby dopełnienie dla tej postaci to bym zrozumiał. Dobre zakończenie opowieści.... Ale nie Frank wpisał kody na nieśmiertelność.

Co do wpieprzania się w sesję MG lub graczom. Bielon ma specyficzny styl prowadzenia kto go zna ten wie kto nie i tak nie zrozumie. W takim stylu prowadzenia ludzie typu Akwus są na wagę złota. Pomniki im się powinno stawiać. Uzupełniają świat nadają mu wyrazu barwy... Cenię to i to na podwójny nawet "+". Ale akurat Akwusa czasami ponosi.... Każdego kiedyś ponosi ale staraj się to kontrolować. Znów wychodzi brak realizmu a w jednym miejscu wyłapałem nawet brak sensu... Oczywiście akurat na sytuację z Profesorem musiało trafić..... Na przyszłość jedna sprawa w mój kawałek przygody w tak bezpośredni sposób właź swoją postacią albo w ogóle od tego mam MG.

Bielon- stary dobry bulionik. Mój ulubiony MG na tym forum. Jako człowiek również bardzo w porządku. Ma wadę znikania ale wiadomo real zawsze robi swoje...

Cohen- Odkąd doszedłem dwa posty.... Zaraz po moim dojściu. W pierwszym zupełnie nic nie napisał dla mnie. Więc musiałem lać sobie wodę sam. W drugim uświadczyłem jednej linijki tekstu. Ograniczającej się do: Stać kto idzie.... Rozumiem brak czasu ale trochę mało jak dla graczy bo było nas 3 którzy mają się wciągnąć w fabułę. W konsekwencji do końca sesji zostałem sam.

Profesor- Cóż powiem szczerze ta sesja była dla mnie jedynie wstępem bo i dołączyłem na końcu. Zacznijmy od tego że Wolfborg to postać stworzona do sesji życie. Którą to niedobry Bielon porzucił nie dokańczając. I zgodnie ze swym zwyczajem zaraz po powrocie z dłuższego niebytu uznał za nie istniejącą. Profesor jednak nie poddał się i cześć tamtej sesji czyli siebie i karawanę ocalonych przeniósł do tej sesji. Bielon na to przystał z jednym zastrzeżeniem że karawana dołączy później czytaj w nowej odsłonie jak się już wtedy domyślałem albowiem za dużo by teraz namieszała. Co jednak mógł zrobić Profesor odkąd wkroczył na scenę wydarzeń ano niewiele więc nie miałem szansę rozwinąć skrzydeł. Profesor to taki trochę innowacyjny naukowiec (z wynalazkami typu dragi czy dynamit) trochę człowiek z dużymi ambicjami dorównania sławie i czynami słynnej rodzinie. Chce koniecznie zdobyć pozycję wpływy taki kompleks z jego dzieciństwa i wieków młodzieńczych..... Taka postać mało się sprawdza z 5 ludzi u boku w środku lasu podczas ataku ponad 90 łącznie ludzi. Robił co mógł żeby namieszać w fabule. Ukradł połowę podatków i je ukrył. Oraz jego ludzie wysadzili połowę ludzi De Raisa i siebie przy okazji. Na nic więcej jednak nie starczyło czasu.... Ale nie martwcie się stać mnie na więcej i dam wam się jeszcze we znaki jak to robiłem w życiu. Tylko dogadam z Bielonem bardziej precyzyjnie mój przyszły udział. Teraz było to tak trochę z marszu na szybko...
 

Ostatnio edytowane przez Icarius : 17-01-2011 o 12:38.
Icarius jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 13:05   #8
 
Mike's Avatar
 
Reputacja: 4297 Mike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputację
Jak Bielon wspominał, dopadł mnie syndrom myśliwego. W skrócie chodzi o osobnika niespecjalnie przystosowanego do spiskowania na dworze itp. Myślałem, że poradzę i pokaże swój kunszt , niestety gdyby nie wyprawa po lorda to Yavandir byłby tylko jednym z npców i co najwyżej powalczył by na koniec. Jeśli miałbym pozostać w roli łowcy, bo wychodząc z niej spokojnie bym sobie poradził spiskując

W zasadzie czytałem tylko fragmenty dotyczące naszej części. Resztę, zwłaszcza tą obszerniejszą :P, przeglądałem po łepkach. Zwłaszcza końcową zadymę

Ogólnie grało mi się dobrze i jeśli wystąpię w kontynuacji to albo rola łowcy się ciut rozszerzy, albo elf uda się do lasu a zza krzaka wyjdzie odpowiedni do knucia koleś

A teraz czas spisać dokonania Yavandira, i niestety będzie tego ze trzy strony! W dodatku pisane w punktach :P
 
Mike jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 17:41   #9
Banned
 
Reputacja: 0 Aschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znanyAschaar wkrótce będzie znany
Będzie trochę nie po kolei, ale co tam. I tak są to "wrażenia na ciepło".

Po pierwsze - grało się fajnie. Zapewne mogłoby być lepiej - główny problem - IMHO - polega na niedopasowaniu w zakresie swoboda kreacji świata. Traktuję więc tę sesję jako swoisty try-out. GM ma jakiś tam styl prowadzenia i jako gracz "coś z tym muszę zrobić". Prawdę powiedziawszy jeszcze nie wiem co.

Po drugie - świat. Jaki był każdy widział. Wydaje mi się, że był odpowiednio opisany, choć parę razy złapałem się na tym, że źle ustawiam budynki. Ex. praktycznie do końca wydawało mi się, że koszary/garnizon są na cyplu, ale w obrębie miasta (a nie poza nim). No, szczegóły kosmetyczne. W niektórych momentach nie obraziłbym się o większe dookreślenie świata.

Po trzecie - prowadzenie. O stylu nie będę dyskutował, bo uważam, że gracz albo go akceptuje, albo zwija się z sesji. Były takie momenty (u obu panów), które powodowały stek bluzgów; bo moim zdaniem logiki za grosz w nich nie było. I - szczerze - musiałem się mocno hamować przed trzaśnięciem drzwiami. Może to po części wynikało z scenariusza i koncepcji, może to po prostu styl.

Po czwarte - scenariusz - jako taki. Dla mnie trochę za szybko. Może takie było założenie, ale działo się wiele i postać taka jak Kedgard musiała o pewnych sprawach wiedzieć i powinna na nie reagować. Technicznie zaś ja gracz nie miałem czasu na ustalenie szczegółów czy napisanie posta. Stąd może te +1 do czegośtam i dla mnie widoczne zgrzyty w logice sesji.

Po piąte - koncepcja gracze / tło. W mojej opinii średnio się sprawdziła - ktoś coś chciał od Kedgarda, Kedgard miał coś do kogoś - wszystko brało trochę w łeb, bo akcja poszła do przodu zanim ja napisałem posta. Niektóre zdarzenia w ogóle nie zaszły (spotkanie z "przeciwnikami"), bo po prostu zostały ominięte przez pędzącą akcję. Chyba sensowniej byłoby pójść w kierunku tego, aby postacie tła miały obowiązek w każdej turze co najmniej określenia akcji; a nie jak obecnie - pisania kiedy im się chce.

Po szóste - gracze. Ciężko tutaj coś pisać, skoro nie znam założeń postaci. Z niektórymi graczami w ogóle nie udało się wejść w interakcję. Z tymi, z którymi się udało - mój punkt widzenia. Ksetowi osobiście daję +3 do czasowstrzymywania i zdolność specjalną "hiperkompresja akcji". Widząc, że w sesji pojawił się post Kseta, włączało mi się "co do diabła zaś się stało w ciągu tych 30 minut?!?". Praktycznie każdy post gracza "miejskiego" był kwitowany postem Kseta przepychającym akcję w jakąś stronę... często zupełnie inną niż we wcześniejszym poście. Przyznaję, że często już tego już nie czytałem (co za dużo to nie zdrowo). Akwus z kolei z niewiadomych dla mnie przyczyn - przez długi czas, jak ognia unikał ruszenia czegokolwiek co "było Kedgarda", albo wydawało się być. Przy tym ja trochę głupiałem - z jednej strony GM mówiący: "pisz co chcesz, definiuj akcje, popdierdalaj graczy", z drugiej gracz wyjadacz robiący co innego.

Wydaje mi się, że pewne rzeczy gdzieś nie zostały do końca ustalone i trochę się to "pogubiło". Tu wstawiam te +1 możeniawszystko. Przykładowo - swoją robotę jako Kedgarda - rozumiałem bardziej jako tworzenie graczom możliwości do wykorzystania i wystawianie do wiatru niż jakieś faktyczne działania. Problemem szybko stało się tempo akcji i - autentycznie zaskakujący dla mnie - koniec sesji zanim pewne plany udało mi się wprowadzić w życie. Bywa. Jeżeli będzie jakaś kontynuacja będę musiał pomyśleć jak to poprawić.


Tyle wrażeń na ciepło.
 
Aschaar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-01-2011, 20:06   #10
 
Akwus's Avatar
 
Reputacja: 47 Akwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodzeAkwus jest na bardzo dobrej drodze
Więc lecimy dalej

Icarusie, przytocz proszę uprzejmie te momenty moich postów, w których brak realizmu, a jeszcze lepiej te w których brak sensu Mam wrażenie, że chodzi i jakieś sytuacje które innym graczom są nie na rękę i nie chcą nawet spróbować zastanowić się, że istnieją racjonalne okoliczności, których nie muszą w końcu znać, że zadziało się co zadziało. Jest wszak piękne z praw Murphiego które mówi: "Istnieje nieskończenie wiele racjonalnych hipotez mogących wyjaśnić jakieś zjawisko". Hołduję tej zasadzie i między innymi dla tego potrafię grać z B bez nerwicy w młodym wieku.

Przechodząc zaś do tła, to pozwolę sobie wypowiedzieć się troszkę szerzej, bo poczuwam się jako współautor wprowadzenie takowej koncepcji w sesjach dość dawnymi czasy już, notabene chodziło chyba o mój udział w pierwowzorze naszej aktualnej przygody, gdzie nie mogłem zagrać jako pełnoprawny gracz a miałem na to ochotę.

Założeniem tła jest opisywanie świata w miejscach na które MG nie starcza czasu i energii. Mają też tworzyć świat takim o jakim MG rozumując na swój sposób nawet by nie pomyślał. Po rozegraniu kilkunastu sesji tym systemem dochodzę do wniosku, że troszkę nie trafiliśmy tu z grupą docelową. To oczywiście tylko moje zdanie i mogę się mylić, ale w sesjach B roli tła nie mają szansy udźwignąć mniej doświadczeni gracze, których zogniskowanie kończy się tylko i wyłącznie na ich własnych postaciach. Z założenia MG pisze dla graczy, jak ma za dużo czasu, może pisać do Tła, ale jego priorytetem powinni być jednak gracze, zgodnie z rekrutacją, lub ci, którzy do przygody dołączyli w trakcie. Wynika to dla mnie z umowy jaką zawieramy między sobą na starcie. Właśnie z takiego podejścia wynika dla mnie, że Tłem powinni grać gracze doświadczenie, którzy bez uwagi MG będą potrafili pisać dalej opisując coś, co jednak dla graczy ma znaczenie i nie jest opisem ich stanu posiadania...

No i dochodzimy do mojego konika Bielski cytował już moje narzekania w komentarzach do sesji, a teraz sam napiszę to wprost. To samo zastrzeżenie mam do Icarusa oraz Asharaa, Wasze pierwsze posty skupiły się na tym co postać, co zgromadziła, jak wiele znaczy, ilu ma sługusów, etc, etc, etc. No niezmiernie to ciekawe, ale jeśli utworzymy galerię sław, to faktycznie możemy tam wrzucać elaboraty o naszych postaciach i ich szlachetnych rysach. Czytając sesję wolałbym poczytać co Wasze postacie zrobiły a nie co posiadają, obaj umiecie o tym pisać, co udowodniliście w innych fragmentach, czepiałem się głównie tych wstępnych. To samo w postaci Tupika tak bardzo nie raziło, bo była to postać gracza i pasowało do jego ogólnego stylu opisywania postaci. To, że niziołek miał więcej akcji na turę niż inni, to może i trochę śmieszyło, ale ponownie pasowało do żywiołowego i energicznego niziołka, równowagi sesji nijak nie zaburzając.

Szczurołap, Kowal, Ryszard, Klaus, już nawet nie pamiętam kto jeszcze zupełnie się jako tło nie wykazali, nie udźwignęli w mej opinii tej roli co po raz kolejny przekonuje mnie, że to fucha dla bardziej doświadczonego gracza.

Zaznaczę od razu, że z całym wymienionym powyżej składem gram po raz pierwszy w życiu, więc moje odczucia wysnuwam na podstawie tylko i wyłącznie tej jednej sesji, acz samych spostrzeżeń to nie umniejsza

Jakimś tam, może nie wielkim, ale jednak, problemem tej sesji był fakt, że postać Asharaa będąca tłem miała w pewnych momentach akcji kluczowe znaczenie. Wydaje mi się, że albo gracz powinien tu się zmobilizować do zdwojenia tempa, albo MG powinien prowadzić postać nie oglądając się na gracza. Ponownie przypomnę, że to gracze powinni być jego priorytetem.

Kreacja Młokosa pomimo mojego narzekania powyżej strasznie przypadłą mi do gustu, miałem wrażenie młodego przedsiębiorczego gnojka, który już jest w księciem półświatka a ma ambicje na króla jest ekstra. Uniezależniłbym go tak zupełnie od MG tylko, żebyś stanowił dla nas wsparcie w walce z tymi dwoma skubańcami. Byś prowadził gościa z zasobami, znajomościami, powiązaniami, których żadna z postaci nie ma, a które mogą się przydać w rozrywaniu intryg MG na strzępy Oczywiście nic za darmo, ty nam pomoc my Ci przysługi i mamy kolejną masę pobocznych wątków, coś jak mały kontrMG w obrębie samego miasta.

Dla Profesora i jego karawany w mieście jest zaś aż nazbyt miejsca po ostatnich wydarzeniach, jeśli jednak chcesz grać jako gracz, to chyba łatwiej będzie w głównej drużynie na zamku Jak znam Bielona to będzie mu jednak zupełnie obojętne gdzie kto jest i co robi, bo i tak będzie nam później wprowadzał bajzel, więc powyższe jest naturalnie tylko moim skromnym zdaniem.

Bardzo fajnym tłem byli zaś zupełnie niezamierzenie Lady Lucianne (czy jak jej tam) i Otto. To jest dokładnie pułap jakiego oczekuję od tła.
 
Akwus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164