![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #11 | |
![]() | Cóż - być może włóczenie się po lesie bladym świtem, w poszukiwaniu nieznajomej dziewczyny miało swój sens... jeśli tak, był to sens głęboko ukryty. Szczególnie, że poszukiwania okazały się bezskuteczne - przynajmniej jeśli chodzi o podstawowy ich cel. Znaleźli za to kilka garści jagód, siedem grzybów (w tym dwa trujące), bardzo ładnie kwitnący bluszcz, porozrzucane ptasie pióra, patyk w kształcie królewskiej buławy i trochę sarnich bobków. Jak na dwie godziny poszukiwań - niezły łup. Kiedy niedospani i zmęczeni poszukiwaniami wrócili na miejsce w którym spędzili noc - był już piękny, słoneczny poranek. Słońce wysyłające złociste promienie przez gęste listowie wprost zapraszało do wyciągnięcia się na zielonej trawie i ucięcia sobie króciutkiej uzupełniającej drzemki. Oczywiście zaraz później zajmą się ratowaniem świata, księżniczek i smoków... Zaaaraaaz... Hhhhrrrrrrrrrr..... *** Tym razem obudziły ich przenikliwe dźwięki trąbki, w którą dął mężczyzna ubrany w strój dworzanina siedzący na pięknym, siwym rumaku - jak przystało ważnemu posłańcowi. ![]() Zakończywszy brutalną pobudkę piskliwym przejściem w najwyższe tony dworzanin rozpoczął przemowę: - Z polecenia córki najjaśniej nam panującego króla Dantora III, pięknej jak jutrzenka księżniczki Ciatynne, hrabianki Nadmorskich Klifów, panującej nad Szesnastoma Wyspami, Głosicielki Piękna,... - lekko skołowanym bohaterom umknęła reszta tytułów, jakimi herold obdarzał swoją zleceniodawczynię. - Proszę. - mężczyzna podał zwitek pergaminu bliżej stojącemu Hadrianowi, zawrócił rumaka w miejscu i efektownie poderwał go do galopu. Po chwili pozostał po nim tylko tuman kurzu na trakcie... i list w dłoni grajka. Cytat:
| |
| |
| Reklama |
| |
| | #12 |
![]() | Posłaniec odjechał, zostawiając osłupiałego Hadriana z listem w dłoni, śpiochami w oczach oraz gorącym pragnieniem dorwania blacharza, co tak trąbkę skrewił. Nijak bowiem nie mogło się w głowie muzyka mieścić, by ktoś takie tony dobywał z tak szlachetnego instrumentu. Czyli - trąbka skiepszczona być musiała. "Księżniczka? To była księżniczka?!" Tymczasem minstrel pieczołowicie list schował, twarz przepłukał resztką wody z bukłaka, wytarł chusteczką, w którą później osuszył i ręce, by wreszcie na głos, lecz tak, by jeno Bayard usłyszał, odczytać list księżniczki, której Hadrian upatrywał w niedawno poznanej dziewczynie. Inaczej wszak nie miałoby sensu tak nagłe pojawienie się posłańca. Odczytawszy list przyciszonym głosem, przypatrzył się pismu, oglądnął papier szukając pieczęci. Następnie podał go Bayardowi. - Tam do kaduka! Księżniczka! Nigdy bym nie pomyślał. - wyraził swe zdumienie minstrel. Po chwili zaś dodał: - Bayardzie, co powiesz? Ruszamy? Ja bym ruszył. Mędrzec, czy pomoże, ciężko rzec, a królewskiej krwi sojusznika dobrze mieć po swojej stronie. Przy tym, przyznaję, że główną mą motywacją ciekawość. Dziwna to sprawa, dziwna i intrygująca. Hadrian uśmiechnął się, dodając: - Z takich są NAJLEPSZE opowieści. |
| |
| | #13 |
| Banned ![]() | Bayard wpatrywał się w zwój pergaminu z zamyśloną miną, zmarszczył przy tym niesamowicie czoło by wyglądać niczym człek uczony, którego trapi sprawa wielkiej wagi. Jedynym mankamentem zaistniałej sytuacji był fakt iż trzymał pergamin pismem do góry nogami. Nie przeszkodziło mu to bynajmniej w wysnuciu klarownych wniosków. - Tak... - chrząknięcie - Zróbmy to co należy zrobić! Świniopas rzucił jeszcze kilka bystrych spojrzeń na kawałek papieru, wymownie drapiąc się po podbródku, po czym oddał go Hadrianowi. - Jedno mnie zastanawia, drogi Hadrianie, czemuż ta księżniczka ugania się razem z dzikim zwierzem po lesie? Wydawało mi się, że szlachetnie urodzone damy czekają na swoich wybawicieli w wyłożonej złotem, tak złotem, sali tronowej lub PRZYNAJMNIEJ w wysokiej niczym 100 letnie drzewo wieży! Bayard zdawał się być co najmniej poirytowany zaistniałą sytuacją. - Gdybym wiedział, zawczasu poszedłbym do lasu i sobie jakąś księżniczkę ucapił! Ino lepiej odżywioną... Toć to była sama skóra i kości! Pewno na jagodach się pasła... Po zakończeniu tyrady młodzieniec, mamrocząc coś niezrozumiale pod nosem, naprędce sklecił cały swój dobytek w łatwo przenośny pakunek i po chwili był gotowy do dalszej drogi. Ostatnio edytowane przez Cep : 03-27-2007 o 17:36. |
| |
| | #14 |
![]() | Krztusząc się ze śmiechu minstrel rozpoczął pospieszne pakowanie obozowiska. Nie było tego wiele, wkrótce więc, nadal z widocznym na twarzy uśmiechem stanął przy swoim towarzyszu, by rzec: - Ruszajmy zatem. Pozwól zaś, drogi Bayardzie, żeć coś opowiem. Mniemam bowiem, że przybliży Ci to postać dopiero co spotkaną, naszą Nocną Napastniczkę, zwaną przez niektórych również Nieszczęśliwą, a przez okrutne języki nawet i przeklętą. Otóż wiedzieć Ci trza, towarzyszu, że przed laty... Popłynęła opowieść o klątwie księżniczki Ciatynne, będącej dziełem zawistnej księżnej. Potem popłynęła opowieść kolejna, w której to Ciatynne samą swą pięknością rozkochiwała w sobie młodzieńców tak, że im serca pękały. Kiedy dowiedziała się o tym, przeklęła się sama. Potem kolejna opowieść, w której księżniczkę przeklęła macocha, pragnąca by jej córka przyćmiła ją urodą. W kolejnej macocha pragnęła by ojciec porzucił córkę z pierwszego małżeństwa. W jeszcze kolejnej po prostu zazdrosną była o jej urodę. W jeszcze kolejnej zazdrosną o urodę Ciatynne była wróżka z Glittaryngii, w kolejnej zaś... Chwilę wytchnienia Bayardowi zapewniło dopiero zaschnięte gardło towarzysza. Słońce zdążyło przesunąć się na niebie, minstrel zaś popił łapczywie z bukłaka i rzekł: - Towarzyszu, nim spytasz, nie wiem, na prawdę się klnę, nie wiem. Czy któraś z tych opowieści prawdę niesie w sobie, która, której zaufać powinniśmy, wszystko to nie wiem. Wiem jednak, że księżniczka zapewne klątwę jakowąś nosi. Dobrze to tłumaczy czemu naszła nas tak niespodziewanie, by uciec jeszcze prędzej. Jako bard, opowieści takowej odpuścić nie mogę. To rzekłszy, Hadrian zamilkł, próbując do ładu dojść z nękającym go wizerunkiem ślicznej, owalnej twarzyczki, okolonej złotymi splotami gęstych, długich włosów. Przecież jego ścieżka w inną wiodła stronę, gdzie tam księżniczka, a gdzie syn kowala. "W potrzebie, toć i w pamięć mi zapadła dziewuszka. Pomogę tedy, a potem pójdę w swoją stronę." Aby skupić myśli, począł trenować żonglerkę szyszkami. Potrafił żonglować trzema przedmiotami chodząc po scenie, potrafił pięcioma stojąc, ale idąc jeszcze nie próbował. Zaczął więc od dwu. |
| |
| | #15 |
![]() | Miejsce to, oddalone od nadrzecznej ścieżki o kilkaset kroków i ukryte wśród zarośli było Tajnym Zakątkiem Chudego Tommiego. Tutaj jego właściciel krył się przed ciężką ręką ojca, ścierą matki, połajaniami babki i ciotek - a przede wszystkim ŁOWIŁ RYBY. ![]() Tym razem jednak kiedy szedł tam spędzić kilka spokojnych chwil ujrzał dwóch jegomościów zbaczających ze ścieżki i zmierzających WPROST do jego kryjówki ( jeden z nich znakomicie żonglował trzema szyszkami ). Tchórzliwy z natury - przeszedł dalej ( jakby-nigdy-nic ) a później wrócił do wsi omijając to miejsce z daleka. Oby tylko zostawili moje spławiki... *** Miejsce na obozowisko było wprost idealne - nad rzeką, na lekkim wzniesieniu ale od strony ścierzki zasłonięte gęstymi krzewami. Dobrana para - świniopas i grajek - uznała je za takie również. Uznali także, że bez przesady z tą całą konspiracją - małe ogniseczko jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Po chwili wśród zarośli rozlał się ciepły blask - a po kolejnej doszedł do tego cudowny zapach pieczonego pstrąga ( pod kamieniem znaleźli świetne spławiki! ). Postanowili tym razem nie spać i rozmawiając poczekać na wysłannika księżniczki . Swoją drogą - ciekawe, jak on ich tutaj znajdzie? Cóż... może mają jakieś magiczne sposoby, licho ich tam wie. Czas im się nie dłużył - grajek snuł ciekawe opowieści (w końcu - zawodowiec) a świniopas nie był mu dłużny bajdurząc o swoich autentycznych przeżyciach jako rodowego szlachcica. Słońce zaszło już dawno, Gwiazda Śródnocna dotarła nawet prawie do zenitu... a oni - mimo, że starali się być uważni - nie wykryli na ścieżce żadnego, najlżejszego nawet ruchu. Ostatnio edytowane przez Tahu-tahu : 03-27-2007 o 18:55. |
| |
| | #16 |
| Banned ![]() | - Hadrianie... Skoro już przybyliśmy na ratunek owej damie w potrzebie, księżniczce Ciatynne, a czasu mamy pod dostatkiem, chciałbym abyś wiedział ,że podczas mej niebezpiecznej wędrówki straciłem bliskiego memu sercu towarzysza podroży. Był nim mój dzielny giermek Miguel... - głębokie, "prawie" teatralne westchnięcie - To był wspaniały druh lecz pożarły go leśne dziwożony, kiedyśmy to nocowali niedaleko Czarciego Jaru. Nocą... obudziły mnie jego przeraźliwe krzyki, lecz nic nie mogłem uczynić bo już go przy mnie nie było! Zostały po nim tylko buty a mnie otaczała złowroga, nieprzenikniona ciemność! Bayard wbił smutny wzrok w płomienie ogniska. Uronił nawet kilka łez, przynajmniej bardzo się starał. Po krótkiej chwili ciszy odwrócił się w stronę Hadriana uważnie lustrując go wzrokiem. - Księżniczka może być i pomylona ale pewnikiem ma jeszcze resztki rozumu w głowie! Jak zobaczy mnie, swego rycerza, skłonna pomyśleć "ho, ho, ho, cóż z niego za chwat, kiedy to do mnie przychodzi sam, bez wiernej świty, obdarty niczym chłop z folwarku?!" Tedy mam do Ciebie mój druhu takową prośbę! - chwila ciszy - W geście wspaniałomyślności jestem gotów pasować Ciebie na giermka! Twa służba trwać będzie przynajmniej do czasu spotkania z księżniczką... Proszę... Zgodzisz się? Po chwili dodał jeszcze lekko się przy tym jąkając: - Odzieniem też byśmy się zamienili, na czas jakiś... Toć nie przystoi rycerzowi w łachach przed królewskim obliczem stawać! Co o tym sądzisz? Widzę iż uradowała Cię moja propozycja! Wiedz, że wielu chciałoby być teraz na Twoim miejscu. Ostatnio edytowane przez Cep : 03-28-2007 o 13:08. |
| |
| | #17 |
![]() | Na widok prześlicznego doprawdy zakątka Hadrian stanął jak wryty. - A niech mnie... - wydarł mu się cichy, pełen zachwytu okrzyk w połowie opowieści o wiwernie spłatanej w dzwonka przez straszliwego rycerza Dębową Głowę. Chwycił towarzysza za ramię, wskazując mu widok. A było na co popatrzeć. Złociste (niczym włosy księżniczki, co podsunął grajkowi jakowyś chochlik złośliwy bez miary) promienie słońca przedzierały się przez luźniejszą w paru miejscach koronę lasu, pysznie doprawdy barwiąc brązową korę, przeróżnie odbijając się od szemrzącej cicho rzeki. - A niech mnie... - powtórzył oczarowany Hadrian - Toż to zakątek Jutrzenki, Bayardzie! Zakątek Jutrzenki z pieśni o "Łowcy, Granitem zwanym"! Pamiętasz?! - dobywszy fletu, Hadrian zaimprowizował naprędce smutny wstęp, by zaśpiewać: Marko, Granitem zwany łowca nie byle jaki nigdy nie odniósł rany nigdy nie poznał strachu Chłopięciem będąc maleńkim Usłyszał on Przepowiednię "Zabije go własne serce Znalazłszy się w ręce kobiecej" Zawarł więc pakt był z diabłem Co żył w dalekich pustkowiach Za serce miał czarny granit A serce ukrył w ostrowiu Głębokim a czarnym a groźnym, Gdzie zwierz nawet żaden nie chadza Tam serce swe skrył sprytny Marko "Mnie serce nie będzie przeszkadzać!" Znalazła je jednak Jutrzenka I dla niej serce ożyło Granit się musiał więc skruszyć A Marka to z miejsca zabiło Lecz nie smuć się, ty, co to słyszysz Co noc Łowca po niebie gania Jutrzenka go wszak ukochała Stąd świt porą jest polowania. Minstrel skończył ostatnią zwrotkę w znacznie radośniejszej kadencji, po której skłonił się dwornie, mówiąc: - Jako żywo, kiedym zobaczył ten kącik, pomyślałem, że kiedy Jutrzenka zstępowała do ostrowia, gdzie Marko skrył swoje serce, musiało tam tak pojaśnieć, jak tam, o - tu minstrel wskazał ręką z fletem - jaśnieje od słońca promieni. Ale! Przerwałem Ci, mówże tedy, proszę. W międzyczasie, rozbijmy obóz. Młodzieńcy zakrzątnęli się, przy wtórze kolejnej opowieści zgrodzili ognisko, znaleźli spławiki, złowili, sprawili i upiekli swą kolację, którą następnie ze smakiem zjedli, na moment porzucając opowieści. Zaraz jednak wrócili do nich, a konkretnie wrócił Bayard, Hadrian bowiem zdawał się być pochłonięty wynalezioną w lesie gałęzią wierzby, którą hołubił przy sobie całą drogę, a którą teraz zaczął okorowywać. Słuchając słów towarzysza Hadrian skoncentrował się na jak najdokładniejszym, jak najlepszym zdejmowaniu kory. Swobodnie płynące słowa Bayarda zdawały się go nie docierać, co nieco trapiłoby niektórych. - Uprzejma to propozycja. - zaczął wreszcie grajek, przestając okorowywać ten cholerny patyk - Zanim jednak podejmę decyzję, pozwól, cny Bayardzie, iż o parę spraw zapytam. Jakie rycerskie rodowody przedstawisz księżniczce? Jakie turnieje wygrane opiszesz? I mówię tu o tych sławnych na całą Hadrancję, znanych wszem i wobec, których zwycięzcy rozpoznawani są w całym królestwie! Dajmy pokój, proszę, Dębowej Głowie, Bayardzie. Księżniczka, jeślić chowana jak te damy, o których słyszałem, szlachtę królewską ma opanowaną, herby czytać umie jak ja litery a myśliwy tropy. Koligacyje będzie zapewne umiała wyłożyć, glejty rycerskie pozna, a i o turniejach pewnikiem co słyszała. Co tedy chcesz jej powiedzieć? Dla niej strojny rycerz, toć na pewno nie pierwszyzna. Wątpię, by mój strój wywarł na niej jakiekolwiek wrażenie, wszak na co dzień znakomicie lepsze ogląda. Hadrian w trakcie przemowy powrócił do zdejmowania kory, co robił z wielką pieczołowitością. - Na sam koniec dodam. Giermka we mnie rycerz Dębowa Głowa mieć nie będzie. Ale Bayard może mieć we mnie towarzysza. Jak będzie? |
| |
| | #18 |
| Banned ![]() | Po wysłuchaniu odpowiedzi grajka Bayard podniósł się na równe nogi i zagrzmiał gniewem: - Jak śmiesz nastawać na me szlacheckie urodzenie! Toż to zniewaga która... - nabrał powietrza głęboko w usta - Lecz dzień zbyt piękny na zabijanie, a mój miecz gdzieś w gęstwinie leży. Tedy zachowasz swą przystrajaną lokami makówkę. Znaj łaskę pana, ten niecny występek będzie Ci darowany. Zagotowany młodzik usiadł z powrotem na kłodę i tym razem podjął rozmowę spokojniejszym tonem: - Wybacz mój wybuch lecz krew uderza mi do głowy kiedy słyszę takie wywody. Taka już cecha dziedziczna mego rodu, do bitki zawsze pierwsi jesteśmy! Niewielu słyszało o 'Dębowej Głowie' gdyż mój dwór daleko stąd położony... Za wieloma górami... Nieważne. Tak daleko, że wzrok mieszkańców Hadrancji tam nie sięga. W turniejach nie chciałem się pojedynkować bo gardzę udawaną walką. Zawsze walczę do ostatniego tchu - wykonał wymowny gest podrzynania gardła - Właśnie tak, żaden z pokonanych wrogów swej historii już opowiedzieć nie może. Niechaj cieszą się turniejowe rycerzyki, że w szranki ze mną im nie dane było stanąć! "Pewnikiem przesadziłem z tą zamianą ubrań, może za jakiego sodomitę mnie wziął? O matulo..." - Co do Twojej propozycji to, jeśliś taki oporny, chętnie na nią przystanę... Nie chcesz być mym giermkiem to bądź mi wiernym zuchem a naocznie się przekonasz, jaki ze mnie chwat! Ostatnio edytowane przez Cep : 03-28-2007 o 13:29. |
| |
| | #19 |
![]() | I tak płynął naszym bohaterom czas - wśród przekomarzań, żartów, opowieści... noc, pora spotkania, nadeszła już dawno - a wysłańca panny wciąż nie mogli dojrzeć na ścieżynie. *** Szmer wśród nadrzecznych trzcin... skoncentrowani na ledwo widocznej w mroku ścieżce młodzieńcy prawie nie zwrócili uwagi na Zim-ptaka który przysiadł na kamieniu obok ogniska. ![]() Stworzenia te w nocy zajmują się zwykle spaniem... jeśli zaś któryś z nich przebudzi się - oznajmia to światu cichym ćwierknięciem, przekręca się w ciepłym gniazdku i powraca do ptasich snów. O Zim-ptakach zmieniających się w piękne dziewczęta nie słyszał dotąd żaden ornitomędrzec. Siedząca przy ognisku 'hrabianka Nadmorskich Klifów' była wyraźnie rozbawiona zdumionymi spojrzeniami obu mężczyzn. Roześmiała się perliście i teraz dopiero okazało się, dlaczego najlepsi minstrele cywilizowanego świata sławili jej piękno - była bowiem naprawdę urzekająca. Odrzuciła złotą kurtynę włosów na plecy i rozpoczęła przemowę - tak należy nazwać jej słowa, znać w nich bowiem było wyszkolenie najlepszych oratorów kraju: - Tak, ja wysłannikiem o którym mówiłam rano. Wybaczcie, szlachetni panowie - nie planowałam okrutnej drwiny a jednie radosną - mam nadzieję - niespodziankę. Jestem tutaj, ponieważ o jednym z was obecna przy moim narodzeniu wyrocznia powiedziała: 'Młodzieniec ów dokona cudu odskrzydlenia' - wtedy jeszcze nikt nie rozumiał jej słów... - po rozpoczęciu przemowy księżniczka wyraźnie odetchnęła z ulgą - a nawet bez zaproszenia poczęstowała się rybką. Porzuciła też wystudiowaną manierę planowania wypowiedzi i ozdabiania ich odpowiednimi gestami - na rzecz zwykłej rozmowy. - Świetny pstrąg. Nazywam się Ciatynne i jestem córką króla - przeklętą przez zabawkę wędrownego kupca. Kim jesteście? Czym się zajmujecie? Dokąd zdążacie? Będę potrzebowała waszej pomocy... a na rozmowę mam bardzo niewiele czasu. Z własnej woli mogę zmienić swoją nocną postać jedynie na godzinę. |
| |
| | #20 |
![]() | Wybuch Bayarda Hadrian przeczekał bez większej reakcji. Przez moment narastała w nim ochota, by powstać i odpowiedzieć równie buńczucznie, ale zbył to, koncentrując się na tworzeniu tego, co tworzył. Kiedy przebrzmiały słowa Bayarda, skinął głową w milczeniu, w głębi serca przestrzegając się przed opowiadaniem mu czegoś więcej o sobie. Ten człek miał zbyt bujną fantazję i zbyt mało pokory a przede wszystkim zbyt był skoncentrowany na sobie, by Hadrian chciał mu się zwierzyć ze swego kłopotu. Minstrel powstał. Podszedł do drzewa, na którym wcześniej wypatrzył zaschłą żywicę. Nożem począł zeskrobywać kleistą substancję. Chwilę później pochylił się nad ogniem, coś kombinując z korą, nożem i zdartą żywicą. - Zatem Bayardzie, towarzysze. - rzucił poważnie, znad ogniska spoglądając na drugiego młodziana. Chwilę później robota była skończona. Odegrawszy parę nut na wciąż śmierdzącej żywicą i dymem z ogniska fujarce, minstrel uśmiechnął się do siebie. Spokojnie ruszył w stronę kamienia, pod którym znaleźli spławiki i złożył tam instrument oraz trzy szyszki, którymi dziś żonglował, szepcząc podziękowanie. "Po kiego szyszki składam? Przecież szansa, że nas dziś tu kto widział, niewielka, jeśli nie żadna. A, kij z tym. Położyłem, niech leżą." Wrócił do ognia w sam raz, by zjeść swoją część ryby. Wcinał ją w najlepsze, kiedy stał się świadkiem Magii, przez duże M. Oto bowiem śpioch północny, zimptakiem zwany przez niektórych, jedno z leniwszych stworzeń o jakim kiedykolwiek słyszał... "Zmienił się w... księżniczkę?!" Przez dłuższą chwilę zapomniana ryba stygła w dłoniach minstrela, on zaś sam bezgłośnie pracował szczęką. Mowę odzyskał, kiedy księżniczka zdołała się przedstawić, sprawę wyłuszczyć, a nawet o coś spytać i - "o, bezczelna, dwadzieścia minut łowiłem tego pstrąga!" - podjeść im rybę! - Więc jednak klątwa? - wymruczał bardzo cicho grajek, po czym zorientowawszy się w swojej gafie, zerwał się na równe nogi i zgiął się w ukłonie - Pani, przywilej to i honor Cię poznać, widzieć Twą urodę własnymi oczyma. Jestem Hadrian, minstrel. Z Rękogrodu. Poszukuję Drittham... a raczej poszukiwałem przed wydarzeniami dzisiejszego poranka. Ujrzawszy Cię pani rano, zląkłem się, czyś cała i zdrowa, wydawałaś się bowiem przestraszona nieco, choć może to nasze zbójeckie facjaty ze snu co wyrwane dopiero. - szmaragdowozielone oczy obserwowały uważnie dziewczynę, owal jej twarzy, cienie, jaki rzucały nań kosmyki gęstych włosów. "Piękna... Durniu! Jest księżniczką, oczywiste, że jest piękna!" - Jak nas, pani znalazłaś? I proszę, częstuj się, mamy do picia jedynie wodę, ale ze szczerego serca proszę. - zgiąwszy się ponownie w ukłonie, Hadrian podał Ciatynne bukłak. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Odskrzydlenie | Tahu-tahu | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 233 | 03-29-2008 01:28 |
| [Autorski] Odskrzydlenie | Tahu-tahu | Toplista sesji | 4 | 09-13-2007 10:35 |
| [autorska] Odskrzydlenie | Tahu-tahu | Archiwum rekrutacji | 7 | 04-21-2007 18:53 |