![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #41 |
![]() | "-Łowca czarownic..." Rzekł szeptem pod nosem, w trakcie deklarowania Gnoma swojego beznadziejnego planu. Akurat tak by nie słyszał słów. Avalanche, nie miał dobrej opinii na temat ich organizacji, zabijali niemalże wszystkich na kogo padło podejrzenie uprawiania czarnych modłów, nawet tych niesłusznych. Paladyni w miejsce bezsensownego marnotrawstwa życia, próbowali wszelkimi sposobami wyegzorcyzmować delikwenta/kę , jednak gdy modlitwy nic nie wskórały, należało słusznie odebrać życie opętanemu. Swoją drogą Avalanche przemilczał aluzję która miałaby wymusić na nim przedstawienie się Gnomowi z rurą na hełmie, którą nazywał celownikiem...Avalanche'a już nawet nie interesowało jak się z tego korzysta, po prostu nie chciał wiedzieć. Niestety, nieznajomi nie odpuszczali tak łatwo,: "-I jeśli łaska nie "zielony" mości panie a Akrenthal - psion. Swoją drogą może mógłbyś powiedzieć, kim ty jesteś i skąd się tu wziąłeś?" Raczyła rzec zielonkowata istota. Avalanche ponownie bezczelnie przemilczał kwestię spoufalania się o sobie, spojrzał raz ku "Zielonemu" siedzącego na piasku, na starca walczącego z kokosem, oraz na bezproduktywnie zachowanie Gnoma "Łowcy Czarownic". Pomimo takiej mieszanki jaka znajdowała się na plaży, najbardziej osobliwa wydawała się mała dziewczynka, samotnie stojąca pod palmą, spoglądającą na Astrala. Jakim cudem ona się tu znalazła? W przeciwieństwie do niej, inni wydają się być zaprawionymi podróżnikami, bądź wojownikami przemierzającymi świat w poszukiwaniu swoich celów, a ona... Powinna całymi dniami spacerować wzdłuż i wszerz łąk zbierać kwiatki, i śpiewać do motyli. Lub pozory mylą. Postanowił że baczniej się jej przyjrzy. "-Rozumiem ze Wy niczego nie wiecie..." Rzekł do nowo poznanych mu istot, chowając swoje ostrze z powrotem zza plecy, kierując się ku dziewczynie. Podchodził do niej powoli by jej nie wypłoszyć, dziewczynka zdawała się być przestraszona Astrala, który co róż oblizywał swój pysk przyglądając się Sowie, jej tresowanemu zwierzątku. Gdy już był z jakieś 2 metry od niej, zimne, błękitne oczy Avalanache'a zbadały ją od stóp po głów, cień jego padał na jej kolana, stojąc za słońcem. "Może Ty mi powiesz jak się tutaj znalazłaś?"- Po czym Paladyn podszedł bliżej delikatnie chwytając ją za mokre włosy - "Pewnie powiesz że również w pław przypłynęłaś?"- Dodał zrezygnowany perspektywą że również od małej dziewczynki nie otrzyma żadnej informacji, na temat miejsca w którym się znajdują, lecz mógł się mylić sowa na pewno długo nie mogła krążyć bez odpoczynku po bezkresnej wodzie. Czekając na odpowiedź nogą zaczął grzebać bezradnie w piasku, a jego wzrok skierował się przypadkowo na odciski palców,kopyta bądź racicy bestii którą spłoszył Gnom. "Kto ze mną pójdzie za śladami tego stwora co Mały go wystraszył? " Tu wskazał ręką ku Gnomowi, a następnie wskazał w stronę lasu w którym udała się kreatura.
__________________ Jedni mówią na to gandzia, inni mówią na to kali, inni znowu marihuana "Dwóch pancernych i Kotecek" A to się po prostu pali... Ostatnio edytowane przez Extremal : 03-27-2007 o 21:38. |
| |
| Reklama |
| |
| | #42 |
![]() | Astral (Feanim) Plan zadziałał lepiej niż się spodziewał. Dziewczę podeszło i przykucnęło, a nawet przytknęło swój nos do jego nosa. Niewiele myśląc, Astral polizał ją, kosztując jej smaku oraz smaku jej energii. Definitywnie człowiek. Młode z niej kocię, ale patrząc jak dorasta, kiedyś niewątpliwie będzie całkiem zgrabna. Ma pewną magię, ale nic takiego, czego bym się spodziewał patrząc po całej tej zgrai rozsianej po tej plaży... Dziwne, naprawdę dziwne. Zdrowo i czysto pachnie. Kim ona jest? - Druhu, nie ruszaj przyjaciela - powtórzył z przekąsem kot za dziewczyną. Szczególny nacisk położył na nie ruszaj. Cień ruszył do akcji. Kiedy Sangre powstała, by się otrzepać z piasku, jej sowa napięła się na moment, zaś sama dziewczyna ze zdumieniem stwierdziła, że siedzący przed nią kot nie rzucał cienia. Jego cień natomiast trzymał paszczę wokół sowy, stojącej doskonale nieruchomo. - Wspaniale wytresowana. Ale nie jest moim przyjacielem. Moi przyjaciele są mi znani z imienia. I tak. Ich nie ruszam, bez ważkiego powodu. Wróć, druhu. - Cień wrócił na swe miejsce przy nogach właściciela. Kot oglądnął - Nie wiem kim jesteś, młode kocię, lecz mam wrażenie, że Twoi rodzice zbyt wcześnie wypuścili Cię z rodzinnego legowiska. Pozostali tutaj wyraźnie mają więcej doświadczenia niż Ty - głos kota był spokojny i łagodny, jego złociste oczy spoglądały na dziewczynę z pewną sympatią i sporą dojrzałością - Ładnie pachniesz, więc mam dla Ciebie propozycje. Pierwsza, wróć do domu. Są inne przygody, są też lepsi od tych tutaj kompani. To rozsądna propozycja. Jeśli jednak czujesz lub wiesz, że jesteś tu w jakimś celu, wtedy mam dla Ciebie propozycję kota. Pantera zamilkła na moment, obserwując zbliżanie się paladyna, dotychczas zajętego rozmową z rozbitkami. Irbis spojrzał na dziewczynę, na rosłego wojownika i nic nie mówiąc, przesunął się. W tle słychać było całkiem sensowną mowę, jaką demon Astaroth wygłosił nekromancie. Mimowolnie Astral przyłapał się na uśmiechu. Ciekaw był riposty... Póki co jednak, odezwał się Avalanche. Irbis odrzekł, umieszczając się pomiędzy wysokim wojownikiem, a dziewczyną: - Po pierwsze obserwuj, nim zapytasz. Wątpię, by przypłynęła razem z nimi. Jest już sucha, nie ma w jej ubraniu morskiej soli, ma też inny zapach niż tamci. Jej zapach kojarzy mi się z zielenią, regeneracją i spokojem, a nie z wodą, zmęczeniem i strachem. Po drugie, odrobina taktu. Przedstawiłem jej pewne propozycje, jestem ciekaw jej odpowiedzi. Po trzecie, maszerowanie za stworem. Mogę, ale po co? - Mogę udać się do wymiaru demonów, by delikatnie wypytać się o ten cały amulet. Feanimie, od ciebie również czóję coś na kształt aury demonów. Jeśli to tylko złudne wrażenie, to skaczę sam. Ale jeśli również jesteś po części demonem i potrafisz przeskakiwać między wymiarami, to może ,,przejdziemy" się razem? Kot zmarszczył pysk w grymasie irytacji słysząc niedyskretne pytanie Astarotha. Robił się tu tłum, a on nie cierpiał tłumów. Zapach tego dziewczęcia działał kojąco. Ale jeśli miała z nimi pozostać, potrzebowała dyskretnej opieki. Przynajmniej na pierwszych parę dni, nim wszystko nie okrzepnie. Postanowił odłożyć kwestię na później jednak, a teraz odpowiedzieć: - Plan, z którego pochodzę jest inny niż te, które planujesz odwiedzić. Nie wybiorę się z Tobą zatem, zbyt to kłopotliwe. Sam pomysł jednak... przedni. Zajmę się za to zwiedzeniem okolicy. Kiedy wrócisz i jak nas znajdziesz? Pantera nieustannie strzygła uszami, nasłuchując. W pewnym momencie odwróciła się po prostu tak, by mieć i paladyna i dziewczynę na oku i móc w razie potrzeby interweniować.
__________________ Dwanaście Masek - sesja w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji Strona z dodatkowymi materiałami do sesji. Z racji dość ciężkich przepraw, bywam niezmiernie rzadko, ale postaram się pisać. Ostatnio edytowane przez Tammo : 03-28-2007 o 01:07. Powód: Literówka |
| |
| | #43 |
![]() | Gen pokręcił głową, no cóż warto będzie na chwilę przyłączyć się do paladyna... przynajmniej teraz, widział, że paladynowi nie przypadła do gustu jego organizacja, nic dziwnego w sumie stali po jednej stronie barykady, ale tylko zakon miał na celu prawdziwe oczyszczenie od grzechów, oni byli zbyt miękcy. Szczęśliwie paladyn zaproponował całkiem niezły, jak na początek plan. - Może być ja idę. Popatrzył w końcu w stronę dziewczyny, dziwne kot obdarzał ją dużym szacunkiem, może jednak trzeba było ją obdarzyć większym kredytem zaufania? - A plan, niezły myślę, że możemy iść maksymalnie w czwórkę i Thomas sądzę, że rozdzielenie się na kilka godzin nie jest wcale złym pomysłem. No to tak idą : Avalanche, Ja, Astral tak ? Słyszałem jak tak nazwał Cię paladyn kocisko ty wielkie, no i Thomas ? Nikt nie ma zastrzeżeń ? Wy w tym czasie możecie przeszukać plażę. Po czym dopiął do boku sakwę z fioletowym pyłem.
__________________ W skali od 1 do 10 jesteś idiotą. Ostatnio edytowane przez Mijikai : 03-28-2007 o 15:02. Powód: Lista osób |
| |
| | #44 |
![]() | Na gnoma który oferował mi łyk gorzałki spojrzałem jakby wypadł kozie spod ogona. Kpił czy tylko o drogę pytał? Miałżebym ja, Vriess, Nekromanta pić z kimś takiego marnego pokroju? Z kimś z kogo nawet nieumarłego nie warto tworzyć bo grawitacja będzie dla takiego tworu zbyt silna? Że już nie wspomnę, że mógł tam dosypać jakichś ciekawych w efekcie ziółek. - Żeby pić ten twój syf trzeba wpierw upaść na głowę. Albo być bardzo zdesperowanym - syknąłem w kierunku "łowcy czarownic". Po czym, słysząc jego dalsze inwektywy, uśmiechnąłem się cierpko, podniosłem rękę i szepnąłem po cichu: - Resurgere sphaera ignis! Mała kula ognia sformowała się z sykiem przy moich dłoniach po czym pofrunęła prosto w kierunku gnoma. - Tak właśnie wygląda kula ognia, "łowco"! - całkiem radośnie krzyknąłem do niego widząc malowniczy efekt. Starzeję się moi kochani. Takich wypierdków zwykle po prostu szlachtowaliśmy jak prosiaki i było po krzyku. No nic, porobi sobie nasz gnom trochę "ognistego tańca" to może mu rozum z tyłka do głowy wróci i nauczy się właściwego szacunku do mnie. Wróciłem obserwować Astarotha. Ten, uraczył mnie drugą tyradą w której logiki było mniej więcej tyle ile w ówczesnych księżniczkach dziewictwa. Zaśmiałem się cicho. - Faktycznie, tylko Legion mógłby być takim nieukiem żeby mówić takie niedorzeczności - rzuciłem w kierunku demona - Jeśli sądzisz, że bycie mistrzem mrocznej magii jest takie proste i przyjemne, to czemuś sam nie został jednym z moich konfratrów? Dążymy ku wiedzy, ku nieustannym eksperymentom i poprawianiu świata. Na nasz obraz i podobieństwo oczywiście. Szkoda, że nie widziałeś nigdy wieśniaków którzy gonią "czarownicę" bądź "czarownika" z widłami, po czym łapią go i nabijają na pal, żeby na koniec obciąć mu głowę i związać sznurem ręce aby nie wstał z grobu. A ileż w tych "obrońcach dobra" braku zainteresowania beszczeszczeniem trupów! Ach, jacyż oni szlachetni i niewinni! - westchnąłem teatralnie - Nigdy więcej nie wypowiadaj się na tematy o których nie masz zielonego pojęcia. - warknąłem groźnie, po czym postanowiłem przejść się po plaży. Było piaszczyście, paskudnie, kamieniście. Jakoś straciłem całą sympatię dla tego miejsca kiedy tylko zrobiło się tu tak tłoczno. Nie było rady - trzeba się było stąd ewakuować póki jeszcze było można. - Nie wiem jak wy - zwróciłem się do Avalanche'a i Astrala - Ale mnie już zbrzydło oglądanie obleśnych facjat tej hołoty. Z ulgą więc pójdę z toba na ten rekonesans, Avalanche. Po czym pogwizdując pod nosem skierowałem się w stronę lasu zostawiając za sobą hałaśliwych rozbitków.
__________________ Dwóch pancernych i Kotecek - wkrótce ostatni sezon. Ody(n)seja - już we wrześniu Akademik - opowiadanie inspirowane rocznym pobytem w poznańskim akademiku :). You talk to God, you're religious. God talks to you, you're psychotic. Ostatnio edytowane przez Chrapek : 03-28-2007 o 13:51. Powód: Albowiem błogosławieni niewiedzący, gdyż niewiedza ich błogosławieństwem. |
| |
| | #45 |
![]() | -Wojowniku, zwany Avalanche, a raczej Paladynie... Ty wraz z swoimi druhami idź za stworzeniem. Ja pójdę wzdłuż plaży, jak zaproponował gnom. Preferuje ktoś spacer ze mną??- zapytałem, po czym wstałem i ruszyłem przez plażę w kierunku oceanu. Obróciłem głowę by sprawdzić co robi resztę. Paladyn w raz z,chyba, magiem wchodzili do lasu, za nimi pokracznie dreptał gnom. Pantera przyglądała się, widać było że nad czymś myślała. -Widać, że najbliższy czas spędzę sam. Nic nowego.-Uśmiechnąłem się sam do siebie i powędrowałem wzdłuż plaży, brodząc po kostki w słonej wodzie. |
| |
| | #46 |
![]() | Akrenthal "- Powtarzam już musimy spenetrować teren! Jestem za rozdzieleniem się. Plan będzie taki... o ile oczywiście się zgodzicie: Jedna grupa wejdzie w głąb dżungli i zbada najbliższy teren. Druga spróbuje hmmm.... rozejrzeć się po plaży, gdzie tu w tym punkcie, gdzie kładę ten oto kokos spotkamy się za 3 godziny." - powiedział gnom. Hmm... cóż plan jak plan. W sumie nic specjalnego. Jednak od razu zauważyłem w nim kilka wad. Np. co robimy jeśli ta pierwsza grupa nie wróci? (Chociaż z drugiej strony, to jej problem nie pierwszej). Poza tym czy nie lepiej iść tam razem? W końcu zupełnie nie wiemy co może nas tu spotkać. Jednak za chwilę wypłynęła kolejna propozycja. Tym razem złożył ją ten dziadek-żagiel: "- Panowie i droga Pani, chodźmy wszyscy razem najpierw do puszczy. Będziemy szli w jednej linii a odstępy między nami będą wynosić od dwóch do trzech metrów, w ten sposób będziemy widzieć więcej niż idąc w grupie czy gęsiego. Co Wy na to??- spojrzałem po wszystkich czekając na opinię." Plan nawet całkiem sensowny, nie powiem, że nie, nie ma jednak wątpliwości, że ja mógłbym wymyślić lepszy. Powstrzymałem się jednak od wyrażenia mojej opinii. *** "- Kto ze mną pójdzie za śladami tego stwora co Mały go wystraszył?" - usłyszałem.Zapytany przeze mnie nieznajomy nie raczył odpowiedzieć, na moje pytanie, zamiast tego powiedział tylko zdawkowe: "-Rozumiem ze Wy niczego nie wiecie..." - po czym odszedł w stronę siedzącej nieopodal dziewczynki. Najwyraźniej nie uważał za stosowne, abyśmy wiedzieli kim jest. No nic trudno w ostateczności sam się dowiem - pomyślałem, po czym rozejrzałem się po okolicy. I poraz kolejny dzisiejszego dnia ogarnęło mnie bezgraniczne zdziwienie. Otóż zobaczyłem, jak morze wyrzuca na brzeg dziwnie znajomą mi torbę. Uradowany pobiegłem w tamtym kierunku. Na brzegu leżała podarta trochę torba. Moja torba, którą miałem na statku. Otworzyłem ją i zacząłem przeglądać jej zawartość. Eh... tak jak myślałem... Prawie wszystko wypadło... Został tylko namiot, lina i zamokła hubka i krzesiwo. Po pieniądzach oczywiście ani śladu, bo po co... Z kolei na co mi tutaj pieniądze, przecież nie miałbym nawet na co je wydać. Mimo wszystko mam chociaż namiot, który może się zawsze przydać. Popatrzyłem w morze i znowu zauważyłem tam coś interesującego - jakieś 200m ode mnie unosił się tam jakiś pakunek. Niewiele się zastanawiając przyklęknąłem i utkwiłem w nim wzrok. Wyobraziwszy sobie linię biegnącą od niego do mnie, całą wolą zapragnąłem go po niej przesunąć. Nagle rozległy się dwa odgłosy przywodzące na myśl małe wybuchy (z tego co pamiętam z akademii wywołane chyba tym, że w miejscu gdzie obiekt się znajdował przed deportacją pojawia się próżna natychmiast wypełniana przez powietrze, zaś w miejscu gdzie się pojawia rozpycha on gwałtownie powietrze na boki), a przede mną leżał całkowicie mokry i całkowicie pusty plecak. Szkoda, choć i tak zawsze może się na coś przydać. Wsadziłem rzeczy do plecaka. *** Obejrzałem się i zauważyłem palącego się gnoma i uśmiechnąłem się. Wyglądał... śmiesznie. Cóż, musiał chyba komuś podpaść któremuś z towarzyszy, co mnie specjalnie nie zdziwiło. - Cóż, może i ja pójdę... - powiedziałem, po czym ruszyłem w stronę puszczy. |
| |
| | #47 |
![]() | Sangre bacznie obserwowała zgromadzonych na wyspie rozbitków. Czuła lekką odrazę do demonów, lecz nie ujawniała się z żadnymi uczuciami. Gdy pantera liznęła po twarzy, Sangre poczuła pozytywne fluidy emanujące od dużego białego kota. I nie musiała nawiązywać z nim, żadnych nici porozumienia, on sam gadał w człowieczym języku. -Być może duży kocie, sowa nie jest twym przyjacielem, ale mym z pewnością jest i będę jej bronić, jeśli miało by się coś jej stać. I ona nie jest tresowana, po prostu rozumie mnie, a ja ją.- Skończyła mówić kiedy to postawny rycerz stanął na przeciw dziewczynki lekko się zmieszała, lecz zachowała zimną krew. Pewniej czułą się w obecności i towarzystwie roślin i zwierząt, inne istoty zwykle ją przerażały. -Może Ty mi powiesz jak się tutaj znalazłaś?" -Pewnie powiesz że również w pław przypłynęłaś? I dotknął jej włosów. -Nie dotykaj mnie-Odparła zdecydowanym tonem dziewczynka i spiorunowała wzrokiem rycerza. I usiadła koło pantery. Przez chwilę chciała się do niej przytulić, lecz szybko się powstrzymała. chwila nie minęła, kiedy sowa usiadła na ramieniu Sangre. Dziewczynka obejrzała się za siebie i zobaczyła, że wgłąb puszczy i tej chaszczy wchodzi rycerz, nekromanta i ten gnom. Nie miała zamiaru siedzieć na plaży i nic nie robić, siedzieć bezczynnie i patrzeć, czy może gdzieś nie nadejdzie przypadkiem pomoc. Chodzenie po plaży tez nie było zbyt rozsądne. Rozsądne w tym wypadku było znalezienie jakiegoś schronienia, nim zapadnie noc. Bo kto wie co czyha w gęstwinie leśnej czy może i na plaży. Sangre bezpieczniej czułą się między mięsistymi liśćmi i delikatnymi kwiatami, dlatego postanowiła śledzić grupę wędrującą w głąb lądu. Wstała otrzepała się z piasku i weszła w puszczę 4 metry od zwiadowczej drużyny. Ukrywała się naprawdę świetnie, to było w końcu jej królestwo i znała praktycznie wszystkie roślinne sekrety.
__________________ Porzuć ten świat, porzuć następny świat, porzuć porzucanie. |
| |
| | #48 |
![]() | - Auuu ! - wrzasnął Gen, zrywając płonący płaszcz - trupolubie ! Już po tobie. Po czym odpowiedział w stronę nekromanty kulą ognia, którą często podpalał stosy... i nekromantów takich jak on. - Nie baw się ogniem czarowniku, bo możesz się sparzyć ! Po czym szybko pobiegł za paladynem.
__________________ W skali od 1 do 10 jesteś idiotą. |
| |
| | #49 |
![]() | W takich sytuacjach należało działać sprawnie. Łaskawym skinięciem głowy kwitując słowa gnoma doń skierowane, Feanim rozpoczął rytuał przeciągania się. Wyciągnął łapy, pokazał pazury, wbił je w piasek, wyciągając je możliwie jak najdalej, podczas gdy jego ogon smagał go po bokach. Następnie zrobił koci grzbiet i otrzepał się, wyraźnie zadowolony. Rozglądnąwszy się, kot ziewnął jeszcze przeciągle, rzucając: Polujemy druhu. Chwilę później cień pantery podbiegł powoli do starca, nabierając z każdym krokiem kształtu, coraz mniej będąc płaskim cieniem, coraz bardziej będąc stukilogramowym choć niematerialnym cienistym irbisem. Wyglądał zdumiewająco materialnie, a trzymał się z dala od wody bardzo po kociemu. W tym samym czasie pantera odmruknęła leniwie, po tym, jak Sangre nazwała ją wielkim kotem: - Astral. A Ciebie jak zwą, kocię? - i podreptała razem z Sangre, nie spuszczając z oczu paladyna i nekromanty, a skinąwszy Astarothowi na pożegnanie głową. Astral - wypisał na ziemi cień pantery, kiedy upewnił się, że starzec patrzy w jego stronę. A Ty? - wypisał w chwilę później.
__________________ Dwanaście Masek - sesja w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji Strona z dodatkowymi materiałami do sesji. Z racji dość ciężkich przepraw, bywam niezmiernie rzadko, ale postaram się pisać. Ostatnio edytowane przez Tammo : 03-28-2007 o 15:59. Powód: paragraf dla Mijikaia |
| |
| | #50 |
![]() | Gengi tankuje mleczko kokosoweXD Proponuje rozdzielenie się i zbadanie terenu ale ten pomysł spotyka się z dezaprobatą Thomasa i Avalancha. Thomas; popijając mleczko kokosowe proponuje wypad do dżungli. Avalanche; poniekąd popiera plan Thomasa. Chce wyruszyć śladami dziwaczej istoty która zaatakowała gnoma. Gengi przystaje na koncept rycerza i chce mu towarzyszyć. Niestety, wtedy właśnie nadchodzi pora by zaznać konsekwencji przekomarzania się z nekromantą... Hm... Cos ciepło się nagle zrobiło... Do wszystkich diabłów, skąd ten smród?! Coś się chyba wędzi...! Zrywasz płonący płaszcz, ale i spodnie odzienie zajmuje się już ogniem, więc przez chwilę opętańczo biegasz wokół, starając się ugasić pożar jaki harcuje na twoim ubraniu. Wreszcie wbiegasz do wody i rzucasz się w fale. Wstajesz ugaszony, mokry, z malowniczym morszczynem na hełmie. - Trupolubie ! Już po tobie – cedzisz do Vriessa i odpowiadasz kulą ognia, po czym biegniesz za paladynem. Vriess; odpłaciłeś pięknym za nadobne jegomościowi który w swoich złotych czasach palił podobno Takich jak ty. Gnom ugasiwszy się ciska w ciebie małą kulą ognia. Oczywiście, decydując się na atak, spodziewałeś się odzewu, więc rzucasz się plackiem na piach i kula ognia z hukiem płomieni przelatuje nad tobą, po czym uderza w pień palmy. Mewy i papugi w panice oddalają się od miejsca wybuchu. Następnie stwierdzasz że z ulgą pójdziesz na rekonesans z Avalanchem. Pogwizdując oddalasz się, idąc plażą, a rycerz w czarnej zbroi wkrótce dołącza do ciebie. Avalanche: -Nie dotykaj mnie-Odparła zdecydowanym tonem Sangre, gdy dotknąłeś jej włosów, i spiorunowała cię wzrokiem. Speszony, cofnąłeś się aż. Głupio wyszło – pomyślałeś i zanim cokolwiek rzekłeś, ugryzłeś się w język. zrobiło ci się trochę głupio, że tak bez głębszego zastanowienia nagadałeś Akrenthal trochę niemiłych rzeczy. W sumie facet niczym ci nie zawinił. Nie chcesz przyznać się do błędu, ale posyłasz mu porozumiewawcze, przyjaźniejsze spojrzenie. Ruszasz z Vriessem w puszczę. Gnom biegnie za wami, starając się dotrzymać wam kroku, ale cóż... ma krótsze nóżki ~^’ Thomas: Zamierzasz wybrać się na mały patrol wzdłuż brzegu. Pogoda piękna, widoki cudne, woda obmywająca stopy chłodna i orzeźwiająca. Nie jest najgorzej. Akrenthal: wyłowiłeś swój ekwipunek i od razu poczułeś się lepiej. Wolisz wyruszyć w dżunglę palm niż iść brzegiem. Cichy i czujny, ruszasz na końcu pochodu Vriess-Avalanche. Sangre; decydujesz się wyruszyć w głąb dżungli. Podążasz więc za nekromantą i rycerzem, którzy idą na przedzie; za nimi w pewnej odległości podąża Akrenthal, a gnom Gengi stara się ich dogonić. Thomas; cień pantery powiadamia cie pisemnie, że jego właściciel ma na imię Astral. Widzisz jak reszta drużyny poza bialą panterą wchodzi w dżdunglę. Póki co spacerujesz sam wzdłuż brzegu, aż zostawiona za towimi plecami pantera wygląd ajak kropka na horyzoncie. Krzyk mew, szum fal, słoneczko... Zauważasz jakieś kawałki drewna dryfujące na falach. Nagle znajdujesz coś zakopanego w piachu. http://fotografia.interklasa.pl/zdje...0222144111.jpg Ze zdumieniem rozglądasz się wokół. Coś leży nieopodal, lecz nie przy brzegu, a bliżej palm. Czy to... człowiek?! Podchodzisz do nieruchomego ciała leżącego na boku, plecami do ciebie. To nastoletni mężczyzna, odziany w starganą, białą koszulę, czarne spodnie i jeden but. Zdaje się, że żyje, ale jest nieprzytomny. Rycerz, nekromanta, psion i gnom, Wkraczajcie do dżungli. Szybko kończy się pasmo palm i zaczyna się prawdziwa, gęsta jak diabli dżungla. Vriess klnąc stara się przedrzeć przez plątaninę lian i zasłony z dużych liści. Avalanche dobywa swego potężnego, lśniącego miecza i ostrymi cięciami toruje drogę reszcie drużyny. http://tlfe.org.uk/imart/jungle/Images/jungle07.JPG Avalanche mamrocząc pod nosem z niezadowolenia (upał, od potu niemal pływa we własnej zbroi, no i te niezmordowane moskity), agresywnym cięciem ostrza odgarnia ze swej drogi wielki liść filodendrona i... staje jak wryty. Za liściem wyłoniła się bowiem iście intrygująca postać... http://img296.imageshack.us/img296/1...ownik27vd2.jpg Vriess, szedłeś zamyślony, zaciekle opędzając się od owadów, zwisających lian i liści. Z rozpędu ze stęknięciem wpadasz na Avalancha, który nieoczekiwanie zatrzymał się. Masz zamiar wrzasnąć na niego, ale wtedy zauważasz powód, dla którego rycerz ee stanął - Musicie być kolejnymi rozbitkami – odzywa się nieznajoma, wyzywającym i głodnym wzrokiem mierząc barczystego paladyna w atrakcyjnej nowiutkiej zbroi (no i ten wielki miecz...XD) – Czy są wśród was ranni? Nie, całe szczęście. Wyglądacie znacznie lepiej niż reszta... o wiele lepiej... – uśmiecha się do Avalancha. - Dwa zostali jeszcze na plaży...? Powinniście udać się do wioski, zbierają się tam wszyscy ocaleli za statku. Wyruszyłam właśnie na poszukiwania rozbitków. Mogę odprowadzić was do osady, jeśli nie znacie terenu.
__________________ I never cared before I met you |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Tacy jak ty 3 | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 682 | 05-08-2008 20:12 |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 563 | 11-14-2007 10:52 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 10:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 70 | 03-23-2007 20:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 550 | 03-23-2007 19:59 |