![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #521 |
![]() | Pierwszy Topór Lorda Inkwizytora Wielkiego Abazigala Genginkazzon von Armeshplaust Genginkazzona wybili z dobrego humoru strażnicy i Tom mamroczący i tłumaczący sięprzed nimi. Najgorsza jest bezczynność! - Z drogi Tom ! - Gengi przepchnął Thomasa na bok, chociaż na około miał mnóstwo miejsca i zwrócił się do strażników - Nie jestem jakimś tam gnomem ! Co to to nie ! Chyba postradaliście zmysły ! Żaden plugawy pies nie będzie legitynował wielkiego inkwizytora " Płonącego HERETYKA " ! , a jeśli mielibyście jakieś zakusy mówię jasno, będziecie mieć kłopoty, najpierw ze mną, a potem z prawem ! CZY TO JASNE ?! - mówiąc to potrząsnął groźnie toporzyskiem, a paladyńska zbroja lśniła w blasku zachodzącego słońca. Po tych słowach naburmuszony przebił się przez kordon (jeśli nic nie zrobili) i wyszedł na ulicę krzycząc " Złoto dla przewodnika ! Potrzebuje przewodnika! Hojnie płacę !
__________________ W skali od 1 do 10 jesteś idiotą. |
| |
| Reklama |
| |
| | #522 |
![]() | Astaroth, czując rozpierającą go energię, która nie znajdowała ujścia w ciągu morskiej podróży miał nastrój na demolkę. Bo, jakżeby na to nie patrzeć, w ciągu tej podróży dręczyła go straszna nuda, przerwana tylko wizytą metalowego krakena. Poza tym, złotozbrojny paladyn gdzieś uciekł, nie wiadomo po co. Przecież od początku zaznaczał, że nie jest on więźniem i może odejść w każdej chwili. Pewnie nie ufał mu, bo jest demonem. Cholerni rasiści... A teraz, kiedy był w porcie i oddawał się rozkosznej demolce, odbierając magowi jego zabawkę zauważył, że podpalone przez niego statki, z któcych płynął ku niemu chaos i przerażenie ludzi ugasili inni magowie z tych swoich wież. Początkowo miał zamiar zostawić ich nietkniętych, co najwyżej unieszkodliwić, ale teraz to już podchodzi pod osobistą urazę. Gdyż, trzeba wiedzieć, że Astaroth niczego nie znosił na równi z niszczeniem owoców jego pracy. Tak samo, jak gdy czasowo, po śmierci swojego krasnoludzkiego przyjaciela i zrujnowaniu planów otwarcia kopalni diamentów zatrudnił się jako ,,urzędnik od ściągania podatków od często niewypłacalnych wierzycieli". To były czasy. Jego zadaniem było odwiedzanie takiego denat... delikwenta, pocharatanie go nieco, jeśli był zbyt opieszały ze spłatą długu i ewentualnie odprowadzenie go do przedstawicieli władz. Raz jego zadaniem była dosyć gruba ryba, kupiec trzymający cały tamtejszy handel końmi, który wszelkimi dostępnymi sposobami unikał spłaty długów. Wtedy to, po przekonaniu szablą straży jego rezydencji wszedł do środka i wyciągnął go za włosy, które tamten kobiecą modłą miał do pasa zawlókł do ratusza, nie dość, że nie dostał nagrody, to wyrzucili go z pracy, a kupca bez żadnych konsekwencji wypuścili. (A żeby dowiedzieć się gdzie aktualnie kupiec przebywa poświęcił wtedy masę czasu i środków). To nie mogło imk ujść na sucho, gdyż, jak później odkrył tamtejszy burmistrz współpracował z kupcem. Tego było za wiele. Jednak zadowolił się widokiem ich łez, gdy obserwowali pogorzeliska swoich składów. Takie życie, może wyciągnęli z tego naukę. Teraz sytuacja była całkiem inna, ale także poświęcił swoje siły i środki na niszczenie tamtejszych okrętów, a oni to popsuli. Ignorując tego maga, szybkim teleportem przeniósł się do następnej wieży I tutaj został autentycznie zaskoczony, gdyż nie dość, że mag się go spodziewał, to na dodatek zdążył zareagować i go zranić. To mu nie mogło ujść na sucho. Co prawda, wolałby już, wiedząc że tu nie ma dział pokręcić się po mieście i narobić jak najwięcej zamieszania, to jednak ten tutaj musi się nauczyć pokory. Astaroth nabrał powietrza w płuca i wkładając w swój krzyk frustrację z powodu zaprzepaszczonego pożaru doków i starych, złych wspomnien starał się go powalić/ogłuszyć (Jeśli się to uda, bierze jego nieptrzytomne ciało i teleportuje się do drużyny)
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #523 |
![]() | - Więc...? Zakaszlał i splunął krwią. Wielka dłoń zacisnęła się na fałdach jego czarnego płaszcza i przyciągnęła zesztywniałe ciało ku człowiekowi o posturze niedźwiedzia. - Gadaj – syknęły usta noszące brzydką bliznę. - Nie mamy... o czym... gadać... – wydyszał cichutko i uśmiechnął się złośliwie. Trzaśnięty w twarz raz i drugi, jęknął tylko i spuściwszy ciężką głowę, splunął znów krwią. - Mam czas. Jak długo jeszcze wytrzymasz? - Nie powiem – wymusił na sobie uśmiech, choć twarz zabolała go od tego. - Na pewno? – warknął i z całych sił wpakował swoją wielką pięść w brzuch szczupłego, zdrętwiałego ciała. - Na... pew...no... – wykrztusił z trudem na bezdechu. Oprawca zacisnął pięści i zadrżał aż z wściekłości. Czarnowłosy uśmiechnął się złośliwie i upierdliwie uparty, niezrozumiale spokojny, kasłał sobie cichutko, raz po raz spluwając czerwona pianą. - I tak je znajdziemy – zapewnił wściekle kat. – Myślisz, że nie?! - Nie powiem... - Dobrze się bawisz powtarzając to? - Nie powiem – uśmiechnął się obłąkańczo. - Nie? A dobrze się bawisz obrywając? – warknął i trzasnął znów jeńca w twarz. - Nie powiem – szepnął. - Bo ja świetnie się bawię tłukąc ciebie. Wiesz o tym, prawda? - Moja wiedza nie jest przeznaczona dla ciebie, szumowino – wysapał boleśnie. - A dla kogo? - Nie powiem. * * * Różyczka Wychodzisz z tawerny za dwoma podejrzanymi, przystojnymi typkami (w odróżnieniu od reszty towarzystwa nie są schlani, umorusani niewiadomo czym i nie cuchną, a przeciwnie – pachną całkiem przyjemnie, jakąś lawendą). Panuje noc, deszczyk pada. Rozglądasz się wokół. Wąska uliczka, po obu stronach domy przypominające kamienice. Ani śladu po podejrzanych przystojnych panach, deszcz zatarł też zapach lawendy. Cóż. Przynajmniej wiesz, że masz udać się do portu. Idąc brukowaną uliczką starasz się trzymać blisko ścian domów po lewej, gdyż dachy chronią nieco przed deszczem. Jest późno, chłodno i mokro, więc po ulicach snują się tylko ci, którzy są do tego zmuszeni. Ostatni handlarze ciągną wózki z towarami, tu znów jakiś pijaczyna próbuje ustać na nogach i doczłapać do domu, a tu nadchodzą strażnicy, którzy już namierzają srogim wzrokiem owego pijaczka. O tak, Rasgan zdaje się dobrze chronionym miastem. Ulice oświetlają liczne latanie, a patroli nie brakuje. Ostatnio pojawiło się ich wręcz multum. Wielki szczur przebiegł ci drogę. Fuj. Wielki jak krowa. Z prawej dolatuje zapach zwierząt hodowlanych. Zerkasz na duży budynek przypominający wielki płaski spodek ze „stożkowatym” dachem. Nad wrotami wisi tablica „Zwierzęta”. Idziesz dalej, omijając kałuże. Po lewej mijasz wysoki budynek, przypominający latarnię. „Mapy” – informuje tabliczka. Idziesz dalej w ciemną deszczowa noc. Przynajmniej jesteś najedzona, nie ma to jak darmowy bigos. Nagle dosłyszałaś jakieś podejrzane, ściszone szepty. Męskie głosy. Obejrzałaś się. Ups. Za późno...! W ciemnym, ciasnym (no bo jakXD) zaułku stoją dwaj niezbyt urodziwi i na pierwszy rzut oka niezbyt mili panowie. Wyglądają na robotników portowych. Cuchnący, w wysłużonych ciuchach, brzydkie nieogolone gęby i wielkie oczy pełne zdumienia wpatrzone w ciebie. Chyba znalazłaś się w złym miejscu w złym czasie. Prócz dwóch panów w zaułku znajduje się bowiem dziewczyna, wyraźnie przestraszona i przyparta do muru. Szczupłe, młode dziewczę, długie, jasne włosy, zdążyłaś zauważyć w półmroku. Thomas; Próbujesz wykręcić się sianem i wcisnąć strażnikowi bajkę o sztormie i utracie załogi. Hm. Strażnicy nieufnie zerkają po was. Coś im nie pasuje. Załoga faktycznie uboga jakaś. Starzec nie wygląda groźnie. Dziewczynka – hm, takie chucherko o niewinnych oczkach raczej nie da rady nawet jednemu zbrojnemu. Gnom. Z toporem w ręku, z kuszą na plecach, w paladyńskiej zbroi i z obszernym płaszczem z emblematem liścia figowego rodu Larteonów Draco, nocne zwierzątko, wyłazi spod pokładu i przeciąga się. Na widok zbrojnych przestraszył się trochę i podbiegł do ciebie. Rozgląda się z zagubieniem, nigdy przecież nie był w mieście. - Czego chcecie od Thomasa? – pyta rozpaczliwie strażników. – Nie pozwolimy go skrzywdzic! To dobry człowiek, widziałem wiele razy, dobry i szlachetny! - Zatem odda nam na moment swoją broń, abyśmy mogli ją sprawdzić – rzekł zbrojny. – Oddamy ją mu zaraz. Kiedy jednak strażnik kończy to zdanie, rozlega się wokół przeraźliwy wrzask. Gengi;„Z drogi Tom! - Genginkazzon von Armeshplaust przepchał się na czoło drużyny, stawiając czoła strażnikom i przerywając ich rozmyślania. - Żaden plugawy pies nie będzie legitymował wielkiego inkwizytora " Płonącego HERETYKA " ! Cóż, strażnicy wyglądają na skonsternowanych. Ucieszyli się, że dobrze odgadli kim jesteś. „Zasmucił” ich fakt, że nazwałeś ich plugawymi psami. - Nie wiem skąd przybywasz, mości inkwizytorze – odezwał się któryś – ale w Rasganie to MY jesteśmy prawem (Spritem XD)! Jako że szanujemy członków wsławionego zakonu, które liczne ma zasługi dla naszego miasta, tym razem przymkniemy oko na twe „niedoinformowanie”, ale następnym razem waszmośc winien bardziej... uważać... – zmrużył groźnie oczy. Gengi przebił się przez kordon strażników, którzy odprowadzili go surowym wzrokiem. „Złoto dla przewodnika! – zaczął się wydzierać gnom - Potrzebuje przewodnika! Hojnie płacę!” Ku twemu zdumieniu przez dłuższy moment nie znajdują się chętni. - J-j-jjjjja cię pop-hep-rowazzzzzzzzę....! – stwierdził wesoło jakiś pijaczyna, zmierzając ku tobie bardzo chwiejnym krokiem. Na szczęście, nim doszedł do ciebie, potknął się i padł plackiem, po czym... zasnął. - Znam to miasto – usłyszałeś głos z lewej. – Chętnie oprowadzę mości inkwizytora. Zerkasz w bok. Stoi przed tobą wysoki, zadbany młody mężczyzna w długich czarnych szatach z czerwonymi obszyciami rękawów i szerokiego dekoltu. Na szyi nosi dziwny wisiorek w kształcie metalowego kła, w uchu kolczyk od kompletu. Jego twarz, z lewej strony, zdobi czerwony tatuaż. Zerka na ciebie złotawymi oczami. - Port zrobił się niespokojny – zauważa z niesmakiem, zerkając na strażników którzy nadal poszukują tego, kto podpalił żagle. Poprawia mokre od deszczu, długie czarne włosy. - Dokąd chcesz się udać, szanowny panie? – pyta grzecznie, wyczekując na odpowiedź. Słysząc dziwny, ni to zwierzęcy, ni ludzki, ni diabelski wrzask, mężczyzna spogląda w górę, na jedną z wież w porcie. Astaroth; Nie ma to jak wściekłość. Nikt nie potrafi wściekać się tak jak ty Ogień trawiący żagle tutejszej floty tak pięknie odbijał się tysiącami odblasków na falach oceanu... A tu ni stąd ni zowąd jacyś magowie, bah, wszystko zepsuli. Ignoranci. Kiedy trafił się jeszcze ten zarozumialec, który śmiał cię zranić, nie wytrzymałeś. Po prostu nie wytrzymałeś. Twój wizg zadudnił echem w całym porcie, o ile nie w całym Rasganie pogrążonym w mrokach nocy. Strażnicy z całego portu zadarli głowy i głupkowato gapią się w kierunku wieży. A mag? Mag złapał się za głowę, z jękiem cofnął się, ale... troszkę za daleko. Fyrt, załopotała toga maga, gdy jej właściciel fiknął nogami wypadając do tyłu przez duże okno wieży. PAT – zarejestrowały twoje czułe uszy. Nie całkiem o to chodziło, wprawdzie, ale Tacy Jak Ty nie brzydzą się zbierać połamanego ciałka z bruku spod wieży. Teleportujesz się z nim do drużyny. Nikt nie zauważy, że delikwent to denat, a nie nieprzytomny. Prawda...? Zastajesz na statku wszystkich prócz Gengiego, który stoi niopodal i rozmawiał najwyraźniej z jakimś mężczyzną. Strażnicy gapią się na ciebie w niedowierzaniu, 8 jest blisko, reszta rozproszona w okolicy.
__________________ I never cared before I met you |
| |
| | #524 |
![]() | No i pieknie, jak zwykle sie spoznilam. Rozyczka niepewnie rozgladnela sie wokolo przyzwyczajajac jednoczesnie wzrok do panujacych ciemnosci. Niby bowiem latarnie swiecily lecz po jasnosci wnetrza nie byly wystarczajace. Co oni mowili? Potr? No coz chyba nie mam innego wyjscia jak chce sie czegos dowiedziec do rana. Zrezygnowana ruszyla. deszcz zacinal tak jakby chcial ja przekonac, ze jednak powinna wrocic do przytulnego wnetrza. Dzieki bogom chociaz za te male daszki. Ostroznie, krok za krokiem brnela dalej. W pewnym momencie spostrzegla pijaka ledwo trzymajacego sie na nogach. Przywarla szybko do muru aby jej przez przypadek nie dojzal. Jeszcze jej tylko brakowalo teraz namolnego pijaczyny ktory by zaczal sie do niej dobierac. Fee. Na szczescie zajeli sie juz nim straznicy. Z cichym westchnieniem ulgi ruszyla dalej tylko po to by natychmiast zatrzymac sie ponownie gdy wielgachny szczur przecial jej droge. Serce zaczelo bic zdecydowanie za szybko. Niemaz z placzem pomyslala: Co ja tu do wszystkich diablow robie. Czemu jak inne madre ksiezniczki nie siedze w swoim ukochanym pokoju tylko szwendam sie po cuchnacych portowych ulicach. Ja chyba zwariowalam. Jednak parla dalej do przodu. W koncu im szybciej dotrze w poblize tego statku tym lepiej. Nagle uslyszala ciche glosy. Moze to oni? Lecz nie to zdecydowanie nie byli ci dwaj z karczmy. W przeciwienstwie do tamtych, ci cuchneli jakby od urodzenia zyli w rynsztoku. Zepsute zeby, brudne ubranie, nieprzyjazny wyglad i... Czy jej sie wydawalo czy tez faktycznie pomiedzy nimi, przycisnieta do muru stala dziewczyna? Tak to nie moze byc przewidzenie wyraznie bowiem ujzala dlugie blad wlosy i przerazona twarzyczke. Mysl Rozyczko, mysl byle szybko. Nagle wpadla na pomysl. Moze nie byl on jakis wspanialy ale miala nadzieje, ze w tej chwili wypali. Usmiechnela sie przyjaznie do mezczyzn po cyzm przeniosla wzrok na jasnowlosa. - Tu jestes Meliso. Toz my z ojcem i Tarikiem szukamy cie juz blisko godzine. Komendant strazy prosil abysmy wstapili do niego przed wyjazdem. Zwracajac sie do mezczyzn powiedziala. - Dziekuje wam stokrotnie za zajecie sie moja siostra. Jestem pewna iz komendant nagrodzi was za to solidnie. Poki co macie tu ta monete. Jestem pewna iz starczy na kilka kolejek w pobliskiej karczmie. Niestety wiecej nie mam przy sobie ale mysle ze ojciec i tak postara sie was jakos wynagrodzic. Usmiechnela sie slodko i wyciagnela dlon do dziewczyny caly czas jednak majac na oku obu "panow" jak idruga dlon lekko wsparta na mieczu.
__________________ Zapytałam dziecko niosące świeczkę: - Skąd pochodzi to światło? Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął. - Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi. |
| |
| | #525 |
![]() | Genginkazzon von Armeshplaust - prawie żal mu było, że nie stawili oporu. Widział, chyba pod hełmem jednego rogi, a od drugiego śmierdziało likantropią na kilometr i widać było, że pożera niemowlęta na śniadanie. W ogóle wszyscy byli jacyś podejrzani. *** Nie, nie, nie powtarzałem ci to już tyle raz Gen. Opanuj się - to są tylko szanujący się strażnicy, tarcza pospólstwa i obrońcy sprawiedliwości. Nie bądź na nich zły. *** Po krótkich przemyśleniach zauważył mężczyznę, który zwrócił się do niego - miał sprytny plan hehehehe. Tak, doskonale. - Witam wielmoża - wyjął toporzysko, gdyż nie sądził, że Rasgan jest bezpiecznym miastem, głowne zagrożenie stanowili wbrew pozorom strażnicy...i paladyni, tak oni w priorytecie, wyjął trzy złote monety i dał nieznajomemu - drugie tyle dostaniesz pan jak zaprowadzisz mnie pod pałac, lub główny ośrodek, nieruchomość zamieszkałą przez księcia. Gdy zmierzali ulicą w stronę ów pałacu starał się wypytać jegomościa o najnowsze plotki.
__________________ W skali od 1 do 10 jesteś idiotą. |
| |
| | #526 |
![]() | Astaroth przeniósł się z ciałem maga do drużyny... i zastał tam strażników. Pewnie to anioł wraz z nimi zorganizował na niego pułapkę. Jak zawsze - im ktoś bardziej strzegł prawa, tym większy był z niego skurczybyk. Bo nikt prawdziwie dobry nie mógł się ochronić przed złem - tylko złem dało się zło odeprzeć. Aniołka, który uważał się za osobę idealnie dobrą zdemoralizował nakłaniając do morderstwa z zimną krwią. On był pierwszym, z długiego łańcucha ,,nawróconych" Ale na to przedsięwzięcie musi mieć siłę. A żeby mieć siłę, chaos musi panować wokół. Wręczył on z niewinną miną jeszcze (oby!) zaszokowanemu strażnikowi zwłoki maga mamrocząc niewinnie - On się, eee tego.. zepsuł. Ty go napraw, dobrze? Po czym teleportował się w głąb miasta, by wprowadzić w nie zamieszanie. Niech wszyscy się przygotują, gdyż z miasta najpewniej pozostaną tylko zgliszcza! Ciekawe, jak zareagują zwykli mieszkańcy na widok demona? (Jeśli jest tutaj jakaś siedziba straży/paladynów/innych antagonistów demonów teleportuje się przed nią i z radosną miną przechodzę przed jej frontem. Chwilę później teleportuję się dalej)
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #527 |
![]() | Tłumaczyłem strażnikom, że to nie my, że to kto inny i w ogóle nie wiem o co chodzi tym Panom, aż tu nagle słyszę krzyk... i to nie byle jaki... Nie raz już go słyszałem... Domyślałem się, z której krtani się wydobył... Chwile później pojawił się koło mnie... Astaroth...- przeszło mi przez myśl a na mej twarzy malował się grymas pogardy i złości. Przeszedł koło mnie i wręczył coś, co kiedyś było humanoidem, strażnikom, po czym znikł. No pięknie, teraz znając życie strażnicy będą mieć do MNIE pretensję... Bo to JA się zjawiłem i w mieście zaczęły się zamieszki...- pomyślał. -Panie, jestem ostatnim z mego rodu. Mój dziad był...- zacząłem im opowiadać historię, którą wciąż wymyślałem-... wielkim wojem, założył klan Smoka, o którym zapewne nie słyszeliście...- chwile wymieniałem gdzie się znajduję wyspa i inne duperele i w ogóle zmyślałem jak najęty, moja ręka spoczęła na rękojeści miecza-... i wiecie Panowie, Rycerze Smoka nie oddają swojej broni, no chyba że polegną. Wyglądam na starca, lecz ruszam się żwawo. Jeśli chce Pan mi miecz odebrać, proszę spróbować.- skończyłem. Strażnik wyglądał na inteligentnego, nie rzuci się na wielkiego rycerza itd, nawet w 8, no ale zawsze można się mylić. Ukradkiem spojrzałem na gnoma, właśnie gdzieś się wybierał. |
| |
| | #528 |
![]() | Gdzie jesteś...? Rozejrzała się z rozpaczą. Miała nadzieję, że lada moment ON wyłoni się zza rogu, spojrzy na nią swymi niesamowitymi, fioletowymi ślepiami i uśmiechnie się czule. Rzuciłaby się w jego ramiona, zamknęłaby oczy i przytuliła do niego z całych sił, a jego płaszcz otuliłby ją jak skrzydła cichej nocy. Gdzie jesteś? Zerknęła na zbliżającego się obdartusa, bezdomnego czy pijaka. Z lękiem i obawą wycofała się prędko w głąb uliczki. Na skrzyżowaniu z inną, większą ulicą, spotkała się z niskim mężczyzną odzianym jedynie w podarte spodnie i stare buty. Pchał przed sobą wózek pełen ryb. Zerknął na nią i uśmiechnął się okropnie. Serce podskoczyło jej do gardła. Pobiegła przed siebie. Raz po raz spoglądała z rozpaczą w niebo. Gdzie jesteś?! Została sama, sama z tym wszystkim, z tymi ludźmi, w ich mieście, w ich chaosie. Zmęczona, głodna, zziębnięta, bez jego ciepłego spojrzenia, bez jego protekcyjnie obejmujących ramion, bez jego uspokajającego głosu. Oszukał ją...? Daleko nie dotarła. Ci dwaj mężczyźni, a teraz i ta kobieta... * * * Różyczka;„Tu jesteś Meliso. Toż my z ojcem i Tarikiem szukamy cie już blisko godzinę...” Dwaj robotnicy zerkają na ciebie z niesmakiem i wahaniem. Zadbana pannica, ładna i strojna, do tego... miecz ze zdobioną misternie rękojeścią u pasa, na plecach łuk i kołczan strzał. Pewnie toto umie nieźle walczyć, skoro szwenda się tak beztrosko samo w nocy. Zbytnio to podejrzane. Lepiej odpuścić, za dużo dziwnych rzeczy dzieje się ostatnio w Rasganie... - Dziękuję wam stokrotnie za zajęcie się moja siostra. Póki co macie tu ta monetę. Jestem pewna iz starczy na kilka kolejek w pobliskiej karczmie. Jeszcze forsą szasta. Nie, lepiej odpuścic. - Do usług! – skłonił się koślawo jeden z robotników, wyszczerzając w uśmiechu cztery ostatnie zęby. Razem z kolegą wymknęli się zwinnie do sąsiedniej uliczki i tyle ich widziałaś. Jasnowłosa dziewczyna podeszła bliżej, ale wpatruje się w ciebie lękliwie, jakbyś przerażała ją równie mocno co te dwa przyjemniaczki. Szlachcianka jakaś chyba. Ładna jak lalka, ubrana w długą, czerwoną suknię i czerwono-białe, pięknie zdobione koralikami sandały. Poza tym skromnie – żadnych ozdób, kolczyków, pierścionków. - Nie... nie nazywam się Melisa... – wyjąkała niewinnie, z zagubieniem, jakby z księżyca spadła. Stoi i patrzy na ciebie, moknąc i kuląc się z chłodu. Gengi; Oferujesz przewodnikowi 3 złote monety. - Waszmośc też słyszał ten przedziwny pisk?... – spytał podejrzliwie, zerkając wciąż na wieżę. – Cóż, już ucichł, nieważne. Miewamy tutaj w Rasganie problemy z wampirami – uśmiechnął się krzywo. – Ludzie montują krzyże na dachach i smarują drzwi sokiem z trzustki jagniąt. Ale ja nie uważam, żeby wampiry były problemem. Klan Narogan, tak się zwą ich stada. Żyją w lasach koło Rasganu, a podobno i w mieście, w kanałach. Żaden wampir nie chciałby siedzieć w tych cuchnących rurach, na pewno nie! – zażartował. – Dobrze, ruszajmy już, bo deszcz wzmaga na sile. Z chęcią zaprowadzę lorda inkwizytora pod pałac księcia. Tędy – ruszył przodem. - Rasgan to największe miasto w okolicy. Postawiono je na planie pięciokąta foremnego - podzielone jest na 5 jednakowych dzielnic, z których każda otoczona jest grubym, strzeżonym murem i ma połączenie z 2 sąsiednimi dzielnicami 2 bramami. Dzielnica portowa jest chyba najbardziej obskurna. Oczywiście, za dnia znajdziemy tu ulice pełne bogato zastawionych straganów i ekskluzywnych sklepów, przednie tawerny i bary, ale roi się tu też od bezdomnych, złodziejaszków, ponurych knajp i chat biednych robotników. Na wschód stąd znajduje się dzielnica handlowa. Tutaj można kupić wszystko. Znajduje się tu osławiona Gildia Hodowców, oferująca zwierzęta gospodarskie, juczne i domowe. W centrum dzielnicy wybudowano klasztor zakonu Płonącego Heretyka. Biedacy [chybaXD] źle znoszą niedalekie sąsiedztwo największego domu uciech w Rasganie, o nazwie Dusza Róży. Dalej, mamy Szmaragdową Dzielnicę, gdzie latarnie płoną nocą seledynowym ogniem. Tutaj zamieszkuje szlachta i bogaci kupcy. Strzeże ich Katedra zakonu Sarafan. Prowadzą największą w miecie bibliotekę. Znajduje się tu też Akademia i Szpital, oraz Teatr i Stadion. Czwarta, Południowa Dzielnica, to siedlisko magii. Znajdziemy tutaj Gildię Magów, oraz wsławiony zakład produkujący wszelkie magiczne sprzęty – Złoty Pył. Warto czasem odwiedzić pewnego szalonego wynalazcę zamieszkującego tam – nazywa się Gal Anonim i tworzy różne dziwne rzeczy, jak na przykład mechaniczne, metalowe konie. Ostatnia dzielnica, sąsiadująca z portową od południowego zachodu, to dzielnica Purpurowa. Nie pamiętam skąd wzięła się nazwa. Gnieżdżą się tutaj przedstawiciele różnych ras, innych niż ludzka, oraz przybysze z innych miast. Poza tym mieszkają tu najubożsi. Jeśli masz mocne nerwy, możesz zajrzeć czasem do Domu Don Viesco, tawerny gdzie mieści się podobno Gildia Złodziei. Hazard czeka tam na ciebie. Przy większej bramie mieści się siedziba Paladynów, którzy mają strzec tam porządku. Miasto jak miasto – tłumaczył z uśmiechem, kiedy szliście uliczkami. – Ostatnio straży przybyło na ulicach. Powiadają, że książę prowadzi jakieś nielegalne interesy – dodał szeptem. – Już kiedyś podobnie było, potem ucichło i teraz z znów się zaczęło. Mówią, że książę przekupił egzorcystów, aby nie wypędzali złych duchów z Rasganu, i z nimi to knowania dziwne układa. Dotarliście do wysokiego, solidnego muru, po którym, pomimo deszczu, snują się kusznicy. Czeka na was wielka dwuskrzydłowa brama, lekko tylko otwarta. Strzeże jej sześciu porządnie uzbrojonych gwardzistów z halabardami i mieczami. Kiedy podchodzicie do bramy zerkają na was nieufnie, ale pozwalają wam przejść. - Teraz idziemy właśnie przez dzielnicę handlową – powiadamia przewodnik. – Zechciej zauważyć, że mniej tu strażników niż w porcie, choć z reguły jest odwrotnie. Podejrzane, hm? Widać książę spodziewa się jakiegoś prezentu który przybędzie drogą morską. Szczęśliwie pokonujecie dalszy kawał drogi, mijacie kolejną bramę. - Jesteśmy w szmaragdowej Dzielnicy. Fakt, domy od razu o wiele większe i ładniejsze, z pięknymi ogrodami. Gdy przechodzicie obok niektórych ogrodzeń, z ozdobnych krzaków wyskakują olbrzymie psy i ujadając biegają wzdłuż ogrodzeń, ogłaszając że bronią terenu. - Oh!!!! – usłyszałeś nagle radosne westchnienie. – To jest to!!! O_O Panie... szlachetny panie, proszę zaczekać...! Odwracasz się i widzisz jakiegoś mężczyznę w długich brązowych szatach. Szlachcic jakiś, wypucowany, zadbany, tyle że mokry. Sługa, młody, wysoki chłopaczek, biegnie za nim z czymś na kształt plecionego parasola z rzeźbioną rączką (hit sezonuXD) - Panie! – macha do ciebie zmoknięty szlachcic. – Och... Niech będzie pochwalony Najjaśniejszy Pan i władca niebios! – skłonił ci się, sądząc, że jesteś paladynem. – Zsyła mi on ciebie, szlachetny panie! Mam ogromny problem! Na jutrzejszą gonitwę wielkie zakłady poszły... Tymczasem mój najlepszy jeździec gorączki dziś rankiem dostał i leży półprzytomny, za – tfu – diabła nie idzie na koń go wsadzić! Rozpaczam, wychodzę z domu, a tu bóg dobry mi zsyła nadzieję! Wzrost nieduży, więc i waga mała, wojownik – znaczy się konno jeździ podoła bez problemu! Zgodzisz się panie w jutrzejszej gonitwie z samego rana ruszyć po zwycięstwo na moim najprzedniejszym wierzchowcu? Oczywiście nagrodę dzielimy po połowie, datek jeszcze złożę na Klasztor!... Astaroth; Sprezentowałeś strażnikowi zwłoki maga. Chyba średnio się ucieszył. Ignorant. A tak się starałeś. Wyszukałeś swym demonim zmysłem czegoś... z takim wewnętrznym fuj, z takim pśśśfle. Teleportujesz się tam. ![]() Fuj. Aż cię ciarki przeszły. Wokół zrobiło się jakoś tak... nie zimno, a ostro. Nie dusi, nie śmierdzi, ale ktoś wycisnął tlen z powietrza jak wodę z gąbki. Niby nie ma mgły, ale widzisz wszystko jak przez falująca firankę. Nie, stanowczo, to miejsce źle działa na demony. Z wymuszoną radosną miną przechodzisz przed frontem katedry. Dobra, starczy. Teleportujesz się dalej. - Stawiam na niego 50 złotych monet! - Drwisz? Ja daję 60! - Ja 40 na tamtego! - Wolne żarty, no, dalej, porządną kasę chcę widzieć!.... Zwabił cię zapaszek wściekłości, bólu i korupcji. Teleportowałeś się niepostrzeżenie do jakiejś podziemnej speluny. Fuj, ale smród. Grupka ludzi przy stolikach, stawiają zakłady. Wyglądasz zza załomu. Obok ludzi przy stolikach jest coś co wygląda na nieczynny kanał ściekowy. Głęboka na kilka metrów, kwadratowa „arena”, 5 metrów na 5. Wytapetowaną krwią, resztkami szlamu, gdzieniegdzie leży jakiś ząb. - A ty czego tu szukasz?! - za tobą znikąd wyrasta wielki ‘goryl’, ‘spuchnięty’ wręcz od masy mięśni. - Przystojniaczek – dorzuca kąśliwie patykowaty palant przeżuwający jakąś trawkę i szczerzący krzywe zęby. – Coś mało się opalasz... – ma na myśli twoją białą skórę. - Może to szpicel...? – zainteresowało się tobą całe towarzystwo. - A może chcesz walczyć, hę? Z XF? Ziemia zadrżała. Znów. Coś idzie. Skrzypi żelastwo. Z ciemności kanału wyłania się wielki golem. ![]() Thomas; Wymigujesz się kolejną bajeczką. Oj oj, ładnie to tak kłamać? XD jaki przykład dajesz ludzkości, Aniele? XD Strażnicy słuchają, piąte przez dziesiąte, bo większość z nich stara się znaleźć źródło tego dziwnego wycia. Gdy zjawia się Astaroth z prezentem, cała uwaga stróżów prawa skupia się oczywiście na nim. Astaroth zjawił się z trupem, którego podarował strażnikowi, i znów zniknął. Strażnicy oczywiście zaczęli szaleć. Cały port szuka pana z białą skórą i kozią bródką. Póki co straż dala wam spokój. Schodzisz po trapie do portu, Draco za tobą. Gengi wyruszył na miasto XD Zauważasz też, jakże bystro XD, że Akrenthal zniknął. Musiał zniknąć w innym stylu i okolicznościach niż Astaroth, bo przecież nie umie się teleportować. Wszystkiemu winne całe to zamieszanie. Kto wie, czy zniknął zgodnie ze swoją wolą... tylko gdzie, jak, kiedy...?! oO’ Zostaliście w trójkę. Trójka bohaterów ma ratować świat i szukać Wiatru Lodu. Póki co mokniecie sobie XD Strażnicy dali wam spokój bo uganiają się za Astarothem. W... trójkę....? oO Zerkasz na pokład. Pusto. Marcjana i Czacha zniknęli. Wracasz na pokład, pod pokład, szukasz, wszędzie, nawołujesz ich... Odpowiadają ci tylko duchy. Fajnie... Zostałeś SAM! ;( No, Z Draco. Z demonem na karku [nie dosłownieXD]. Snujesz się po porcie w deszczu. Włazisz do pierwszej lepszej tawerny. Tawerna jak tawerna. - Powiadam, że to szczera prawda!!! - WAHAHAHHA!!! - Prawdę mówię...!!! - WAPFFFFHAHAHAHA!!!! - A niech was szlag!!! – bil się w piersi mężczyzna. – Przysięgam na duszę prababki!!! - Gadający czarny lew?!?! WAHHAHAH!!!! - Najprawdziwszy!!! – upierał się mężczyzna. – Czarniutki jak sama noc!!! Wielki, kudłaty, ze złotymi ślepiami!!! Jednym susem przeskoczył z jednej ściany wąwozu na drugą, a potem w dół, tuż przede mną wylądował!!! Kiedy nazwałem go lwem, rzekł ludzkim zupełnie głosem: Irbis jam jest!!! Tak, Irbis miał na imię!!! - AHHAhAHA!!! To on nawet ci się przedstawił!??! HAHAHAH!!!! - Był lepiej wychowany niż ty!!!! Czarny lew, powiadam wam, ludzie!!! Oczy miał niesamowite, płonące wręcz, hipnotyzujące! I miał na łbie hełm okazały ze szpikulcem straszliwym, a grzbiet osłaniała mu kolczuga potężna! - UHUHUHU!!!! Czarny gadający lew w kolczudze!!!! - A nie było z nim białej śpiewającej lwicy w sukience?! UHUHUHU!!!!! – sala buchnęła śmiechem. - Nie, ale był tam z nim rycerz postawny w czarnej zbroi, w długim płaszczu ze znakiem krzyża! – odparł poważnie bajdurzący mężczyzna. – Rycerz mocarny, poznasz po mieczu – ostrze długie na trzy metry, powiadam, lśniło ci ono wszystkimi kolorami tęczy! Wojownik prawego serca, odwaga w jego oku migotała, jak ta polarna gwiazda na niebie! Takiego wzywać na pomoc w potrzebie! I był też krasnalod, jegomość krępy, ale potężny jak dąb najpotężniejszy! Topór jego jednym ciosem na pół przeciąłby dzika, nie, wołu!!! Wojownik to był z dalekich krain, sługa wiary i dobrego boga, poznasz od razu! On pierwszy, mnie, zmarzniętego i słabego, resztkami swej gorzałki uraczył! - Za dużo jej wypiłeś, do dziś widać, whahahah! XD - Była jeszcze elfka nadobna, przepiękne, delikatne stworzenie o białych jak śnieg włosach! – rozmarzył się. – I był też jej towarzysz, elf ponury, mag zacny, acz życiem zmęczony... Oraz dziewczę jakieś, trzymające się na uboczu, stale w cieniu i skryte niezmiernie... - Uwierzę w rycerza i krasnoluda, ale w lwa i elfy nie! – wyznał któryś gość tawerny. - Ta jest! – dodał inny. – krasnolud i elfy razem?! Bwaahhah, to dobre! To prawie jakby demon z aniołem podróżowali razem, wahhahaahh! XD - Gadający lew! Uhuhuhu!!!! - Elfy i krasnal, hahaha! - Ludzie, prawdę wam mówię!!!... – przekrzykiwał ich bezradnie mężczyzna. – Do diabła z wami!!!!... Usiadł przy stole i łyknął na pocieszenie. - Ciekawe, co się z nimi stało... – mruknął do siebie.
__________________ I never cared before I met you |
| |
| | #529 |
![]() | Rozyczka odetchnela z ulga widzac jak mezczyzni znikaja w waskiej uliczce. Wcale nie byla pewna sukcesu, ale widac miala wiecej szczescia niz rozumu. Usmiechnela sie do siebie na to stwierdzenie i przeniosla wzrok na dziewczyne, ktora wlasnie uratowala. Ladnie ubrana, zadbana, lsniace wlosy. Zdecydowanie nie pasowala Rozyczce do tego miejsca. - Nie... nie nazywam się Melisa... Wyjąkała niewinnie, z zagubieniem przy czym wpatrywala sie w ksiezniczke ze strachem. - Alez ja to wiem. Wazne, ze tamci tego nie wiedzieli prawda. I usmiechnela sie przyjacielsko chcac dodac nieznajomej otuchy. Nagle spostrzegla jak tamta drzy z zimna. Przeciez ona ma na sobie tylko ta cieka suknie. Rozyczce zrobilo sie glupio, ze tak stoi i zwyczajnie sobie z nia rozmawia zamiast jak najszybciej odprowadzic ja do jakiejs karczmy lub do jej domu. - Tak wlasciwie to co ty tu robisz? Mieszkasz gdzies w poblizu? Moze cie odprowadzic do domu lub jakiejs karczmy zanim sie przeziebisz. Przeciez nie bedziemy tu tak stac. Dwoch mezczyzn musi narazie poczekac, stwierdzila w myslach. Przeciez nie moze zostawic tej drobnej istoty samej w tym miejscu bo niewatpliwie znow wpakuje sie w klopoty. Pomyslec co by sie stalo z ta dziewczyna gdyby ona sie tu nie pojawila. - To co? Idziemy? A i mow mi Rozyczka. Ksiezniczka wyciagnela przyjaznie dlon w strone przerazonej szlachcianki.
__________________ Zapytałam dziecko niosące świeczkę: - Skąd pochodzi to światło? Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął. - Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi. |
| |
| | #530 |
![]() | Astaroth rozejrzał się po, arcyciekawej spelunce. No, niekoniecznie mu o to chodziło, ale... po co ma walczyć? Pieniędzy nie potrzebuje, dla honoru nie będzie walczył - nie jest rycerzem, zakutołbym idiotą. Ale... może by jednak? Ale na jego, nie na ich zasadach. Nie będzie walczył z kupą złomu przecież. Na takie coś łaszczył się w dawnych, Legionich czasach, ale nie teraz - A może mam lepszy zakład? Dwóch z was na mnie? No, chyba że przytłacza was moja siła, to zrozumiem... - powiedział, wkładając w to swoją perswazję. Podrażnienie ich ambicji powinno być wystarczająco dobrym powodem, by któryś z idiotów stanął z nim w szranki
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Tacy jak ty 3 | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 682 | 05-08-2008 20:12 |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 563 | 11-14-2007 10:52 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 10:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 70 | 03-23-2007 20:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 550 | 03-23-2007 19:59 |