![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #981 |
![]() | Tevonrel podszedł do panelu, gdy był w miarę pewien, że Sierściuch nic nie planuje, a gdy już był przy panelu, podważył go Asethem, zajrzał do środka i zobaczył pełno różnych kolorowych, nikomu nie potrzebnych nitek, więc postanowił ja wyrwać. Tygrys włożył rękę do środka, po czym chwycił za kable i wyrwał je, ale nie spodziewał się, że będzie tam płynęło coś strasznie agresywnego. Tevem zaczęły targać jakieś dziwne siły, których nie potrafił powstrzymać i te same siły nie dały mu puścić kolorowych nitek! Nagle jego łapa zapłonęła, a siła puściła, mało tego pchnęła Rakszasę, który padł na ziemię, a w oczach zrobiło mu się ciemno, ale gdy poczuł, że za ciepło mu w łapę, natychmiast skoczył na nogi, zaczynając gasić ogień, który został opanowany już po chwili. Ostatnie otrząśnięcie się z szoku nastąpiło szybko, zaś we wnętrzu Tevonrela zapłonął ogień furii, który kazał podejść do panelu, na który ryknął tak mocno, że mogło się wydawać, iż w pomieszczeniu jest stado tygrysów syberyjskich. -Niech Mag, który zaklął tą tabliczkę i włożył kolorowe nitki, pokaże się!!!-krzyknął ze złością, lecz nie usłyszał odpowiedzi ani nie zobaczył nikogo takiego i już miał rzucić się z wściekłością na panel, gdy usłyszał kroki. -Oto i Mag, którego chciałem dostać-mruknął, a w jego oczach zapłonęła żądza mordu. Szybkim ruchem schował Asetha, zaś Ilontha chwycił mocniej, podążając za głosem kroków, które prowadziły do zakrętu na lewo od Drzewkowni. Jeżeli po drodze nie znajdę nic co by otworzyło tą kupę blachy, to ten Mag musi mi pomóc. Musi, bo inaczej zginie-pomyślał, kierując się słuchem, po czym ostrożnie wszedł w drzwi po prawej stronie sali. Było tam ciemno, ale nie przeszkadzało to Tygrysowi, który dostrzegł małe pomieszczenie porośnięte gąszczem drzewek. Były tam też stare sprzęty, mogące służyć do ratowania życia, ale specjalnie nie napawałyby otuchą pacjenta. Tevonrel za żadne skarby nie chciałby być leczony w tym miejscu. Korytarz prowadził prosto, gdzie były wielkie, ale cieńsze drzwi z oknami, a gdy je minął, korytarz znowu skręcił w lewo. Słyszał, że Mag musi być bardzo nie daleko niego i niedługo do niego dojdzie. -...Powtarzam, teleport padł, co mam ro...?-urwał nagle dziwnie wyglądający stwór. -Chimery...?!-zdziwił się dobywając dziwnego miecza o nadnaturalnie długiej rękojeści i nadnaturalnie krótkim ostrzu z podobnego światełka jakie wydobywało się z żelastwa. Ilonth i broń stworzenia były bardzo podobne do siebie głównie rozmiarami, jednakże broń Tevonrela wydawała się trochę dłuższa. Korzystając ze swojej szybkości, zwinności i zręczności, rzucił karabiny, a zanim upadły z brzdękiem, wykonał błyskawiczne markowanie szerokiego ciosu ostrzem na głowę, jednocześnie podchodząc i starając się zablokować rękojeścią Ilontha, rękojeść dziwnej broni nie daleko od laserowego ostrza. Ułożenie Ilontha było ustawione po przekątnej, ostrzem na górze po prawej stronie. Wtedy właśnie miał zamiar markować na szyję, licząc na zasłonięcie, podczas gdy cios nadszedłby od dołu, od lewej strony Teva, na nogi, krótkim, silnym podcięciem nóg, co umożliwiała długa rękojeść. Jeżeli tamten nie zasłoniłby się, nie zrobiłoby to większej różnicy. Jeśli uniemożliwi lub udaremni próbę podcięcia lub wyprowadzi cios, Tev będzie się zasłaniał u unikał z jednoczesnym cięciem po nogach, a jeśli i to się nie uda, będzie próbował się wycofać z jednoczesnymi blokami oraz unikami, skąd będzie mógł wyprowadzić nową kombinację. Jeżeli jednak uda się powalić stwora, będzie chciał przydepnąć mu rękę, by nie wyprowadził więcej ciosów swoją dziwaczną bronią, z jednoczesnym wyciągnięciem Asetha i przystawieniem go do gardła dziwnej istoty. Tygrys nie chciał go zabijać, ponieważ mógł mu się przydać do otworzenia drzwi, a poza tym nie miało sensu zabijanie go. Brał pod uwagę, że stwór może być silniejszy, dlatego wykorzystał całą swoją prędkość i precyzję, jaką w tej chwili dysponował. Brał też pod uwagę to, że może być szybszy, dlatego chciał się wycofać po dwóch nieudanych próbach. |
| |
| Reklama |
| |
| | #982 |
![]() | Gengi ; Niestety śluza pozostała niewzruszona Twoją przemową, i pozostała w swoim, pożal się Boże, zacietrzewieniu, nieotwartą. Żołnierze patrzą po sobie, i niewiele już chyba trzeba żeby zaczęli pukać się w głowę, patrząc na Ciebie. W każdym razie - raz jeszcze zadziałał nieoceniony wojskowy rygor. Próbujecie rozsunąć ślużę; niestety - solidna socjalistyczna robota. Metal drgnął może na milimetr, po czym stanął w miejscu na dobre; teraz możesz tam włożyć AŻ dwa palce. Vriess ; - Poddajcie się!!!... – krzyknąłeś do dwóch nieszczęśników przed Tobą. Ku Twojemu zdumieniu obaj uśmiechnęli się wrednie. Poczułeś zimno metalu przy swojej skroni; łypnąłeś okiem - Otaczało Was co najmniej pięciu kolegów tamtych braci-bliźniaków. widać mieli gdzieś w rodzinie chamaeleonidae, albo innego syfa, skoro Was tak łatwo zaskoczyli. Cóż, nie pomyśleliście, że gady mogą mieć taką umiejętność, prawda - No, i kto się będzie poddawał, bladawcu? - zarechotał paskudnie przyjemniaczek z naprzeciwka. Vriess, poczułeś jak pomiędzy Twoimi palcami przebiegła złota iskra. Poczułeś się jakbyś zjadł zgrzewkę serków Vitalinea, skrzynkę "Lion'ów", pół kontenera szpinaku Popeye'a, i na dobitkę wypił wiadro Red Bulla. Zdaje się, że cokolwiek blokowało Twoje umiejętności już skończyło z tą zabawą. Bierz ich, tygrysie Waldorff - Ha jestem pewien że w życiu nie widziałeś karła - stwierdziłeś do rannego. Niestety nie odpowiedział. To zresztą raczej naturalna rzecz dla kogoś kto stracił już dosyć krwi, żeby ufundować własną stację honorowego krwiodastwa, i właśnie jest całkowicie pochłonięty płynięciem żabką przez Styks w kierunku Valhalli... Modlisz się do Moradina. Twoja moc uzdrawia żołnierza; a przynajmniej na to wygląda, bo facet zaróżawia się i zaczyna coś mruczeć przez sen. Ale wybudzanie go teraz, nie byłoby zbyt mądrym pomysłem; chyba że macie gdzieś namiary na łódzkie pogotowie. Wygląda na to, że będziecie jednak musieli rozszyfrować zagadkę Przykro mi Tevonrel; Kiedy tylko rzucasz karabiny i łapiesz za broń z jaką jesteś bardziej obyty, wróg atakuje. Jego cięcie z wykroku przypomina ci twoje wymachiwanie patykiem w młodzieńczych latach. Rękojeść Ilontha z brzdękiem zderza się z bronią wroga, tuż poniżej miejsca gdzie jaśnieje jej ostrze. Chwila przepychanek, zwinny półobrót – zbite ostrze wroga powędrowało zupełnie nie w tę stronę, gdzie znajdował się cel, zaś koniec długiej rękojeści Ilontha trzasnął w tył kolan wroga, siłą uderzenia zginając owe [i kto powie, że długość nie jest ważna?XD]. Przeciwnik dobywał akurat małego pistoletu lewą ręką, lecz skoro stracił równowagę i wywijał rękami w daremnych próbach ocalenia się od upadku – trudno, aby miał szansę dobrze w ciebie wycelować. Oddaje jednak strzał, a za swymi plecami słyszysz jęk Sathema. Sathem; Tevonrel wszczął bójkę z dziwaczną, ludzko-gadzią istotą, i zanim cokolwiek zrobić, w ruch poszła ciężka artyleria należąca do wroga. Tev uniknął spotkania z jej śmiercionośnymi pociskami, ale główka twojego kapelusza niestety nie, i zdobi go teraz urocza dziura na wylot. Tevonrel; ups ^_^’. W ramach zemsty za kapelusz kolegi przydeptujesz rękę lezącego wroga, przystawiasz sztych Asetha do gadziego gardła. - Nie zabijaj mnie...! – wychrypiał pokonany. – W zamian cię uwolnię! Nie zostaniesz naszym niewolnikiem!
__________________ I never cared before I met you |
| |
| | #983 |
![]() | Nie wiem jakim cudem, do Astarotha, ta pokryta łuską pokraka uniknęła promienia wystrzelonego ku niej z zasadzki, promienia będącego kluczową częścią mojego masterplanu. Byłem pewien, że padnie trupem, lub chociaż pomajta zabawnie krzywymi nóżkami i fiknie kozła, lądując efektownie parę metrów dalej na jędrnych gadzich pośladkach, czy też skończy jako oryginalna ozdoba wgnieciona w ścianę. Podbudowany tymże przekonaniem, krzyknąłem „poddajcie się”. I co mnie spotyka? Nie ma majtania nóżkami, nie ma dekoracyjnych flaczków, pozostał odór delikwentów, brzydota ich mord, wzmocniona dodatkowo niezwykle urokliwymi uśmiechami. Puk – twarda lufa stuknęła jakże delikatnie o moją skroń. O wielki Moradinie, co tu się dzieje...?! Nie poddam się, jakem Drugi Sztulet Lorda Inkwizytora z Trygies...! Tfu, Chaosie święty, co ja bredzę?! (nawiedziła mnie nagle wizja, jak w domu starców odwiedza mnie Astaroth i przy herbatce wcinamy Zozole). Thomasie, stróżu mój – bez anioła stróża jest gnój. To jakiś koszmar!... Miałem ochotę roześmiać się histerycznie, wyrwać gadowatemu broń i samemu się zastrzelić. Ujrzałem jednak wizję, w której Charlotte odnajduje moje zwłoki i natychmiast stwierdziłem, iż nie godzi się tak łatwo poddawać. Dobrze już, skończ obijać tą lufą moją głowę, bo mi guz wyskoczy i będę przypominał Valgaava (miałem pewną teorię jak powstał ten jego smoczy róg – ktoś po prostu solidnie przypie... przyłożył mu między oczka łopatą. Tak, to musiała być łopata. Ewentualnie wałek do ciasta, ale przecież Val nie był żonaty). Członkowie mojego wiernego oddziału, widząc, że kapitan ma szansę stracić głowę, w przenośni i jak to mówią, „w realu”, niczym jeden mąż opuścili broń i cisnęli ją na ziemię. Trzeba integrować się z grupą. Pokojowo-poddańczym gestem uniosłem broń lufą w górę, w międzyczasie gromadząc w dłoniach niewidzialną, magiczną energię. „Szepcie zrodzony w otchłani fioletu, błysku śmierci zrodzony w sercu pustki...” – skupiłem myśli wokół jednego tylko; nienawiści do wrogów i walki o przetrwanie. Złożyłem palce tak, jak uczył mnie Rith, i delikatnie zatoczyłem ręką koło, wskazując okrąg na podlodze; taki, aby wszyscy wrogowie stojący przede mną znaleźli się wewnątrz kręgu. Pamiętałem doskonale słowa białookiego drania. - ....To zaklęcie czerpie moc z mojej własnej, i jest zabójczo efektywne. Działa wtedy kiedy na to pozwolę... Wątpiłem, aby pozwolił mi czerpać ze swój energii, teraz, kiedy byliśmy śmiertelnymi wrogami. Dlatego postanowiłem zmienić nieco drętwą formułkę... „...popioły tych ciał ofiarowuję tobie, VERION, użycz mi swej mocy i spal ich dusze...!!!!!”. Następnie, pokojowo uśmiechnięty do niczego nie spodziewających się wrogów, udałem, że się poddaję i rzuciłem broń na ziemię. W magiczny, niewidzialny krąg. W oczekiwaniu na nieuniknione, wielkie BUM, postanowiłem skorzystać z własnej mocy. - Creare exanimus hedera!!! – krzyknąłem, kierując kościany bluszcz na wrogów stojących poza zasięgiem kręgu. Sekundę później rzuciłem się szczupakiem na podłogę w celu schwycenia którejś sztuki broni należącej do załogantów z mojego oddziału. Żubrem, tfu, Żywcem mnie nie weźmiecie, a trupem się nie dam! Tak! Właśnie!!!
__________________ Dwóch pancernych i Kotecek - wkrótce ostatni sezon. Akademik - opowiadanie inspirowane rocznym pobytem w poznańskim akademiku :). |
| |
| | #984 |
![]() | Katedra - miejsce świętości, gdzie ponoć złe duchy tracą swoją moc, demony są wygnane ze świata materialnego a człowiek otrzymuje boskie błogosławieństwo, bożą odwagę i mnóstwo innych bożych akcesoriów, których połowy nie był nawet w stanie wymienić. Jak każdy wymysł o potędze bieli było to po prostu przesadzone - w tej katedrze nie poczuł nawet najdrobniejszego wpływu na swoje jestestwo. Albo więc katedry nie miały na demony legendarnego wpływu, albo po prostu miał rację i nie dał się nabrać na podstęp, a ta katedra nie była zbyt świętym miejscem. Jak na boskie sanktuarium wnętrze nie wyglądało zbyt przyjaźnie. Błyskawice z zewnątrz, tajemnicze szepty usiłujące wymówić jego imię oraz piękne wnętrze jakoś nie pasowały mu do tego miejsca. Droga skończyła się na ołtarzu, gdzie tajemniczemu szeptowi w końcu udało się wydukać jego imię, a na dodatek zewsząd rozległ się szept Veriona - Wieki temu z otchłani wyruszyły trzy demony, z niebios zaś trzy anioły. Cała szóstka spotkała się nad brzegiem rzeki, gdzie zaleźli też pustą łódź, wystarczająco dużą, by zmieściły się w niej tylko dwie osoby. Całą szóstka musi dostać się na drugi brzeg. Problem pierwszy; jeśli na którymś z brzegów będzie więcej demonów niż aniołów, demony zabiją anioły, i koniec gry. Problem drugi; pusta łódź nie jest w stanie przepłynąć rzeki, ktoś musi w niej siedzieć i wiosłować. Taaak... Astaroth mistrzem w zagadkach logicznych być może nie był, żadko udawało mu się rozwiązać coś, co wykraczało poza inteligencję przeciętnego człowieka. Ale, z drugiej strony nie był też kompletnym bezmózgiem, więc gdy usłyszał zagadkę roześmiał się cicho. - Verionie, nieważne czy to ty, czy żółte światło to już jest drobna przewaga. Jeden z demonów wsiada do łódki i robi za przewoźnika, przewożąc najpierw jednego demona, potem po koleji trzy anioły a następnie ostatniego z demonów, z którym razem wysiadają na ląd. Czyż nie?
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #985 |
![]() | Jak można zgwałcić Sukuba? Właśnie, niby jak można zgwałcić Sukuba? Dobre pytanie, ale jeszcze lepszym by było, jak można TAK wyglądać? Obślizgła łapa maszkarona zacisnęła się na udzie Charlotte. Gdyby nie to, że połowa jej duszy nie jest Sukubem, tylko kobietą ze szlacheckiej rodziny, pewnie i coś by z tego było, w końcu po co są tego rodzaju demony? Jednak wygląd prawdziwej Sukuby ma ona tylko podczas snu, w świecie realnym jest po prostu kobietą z nie lada talentem. Usta jaszczura zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do jej ust jednak nagle gdzieś obok coś błysło zaś głowa gada wybuchła. Dziewczyna odruchowo zamknęła oczy. Resztki mózgu - o ile jaszczur posiadał go - obryzły się na jej ubraniu a część nawet na twarzy. - Odbiło Wam?! - syknął generał w kierunku żołnierza, który miał jeszcze komplet uszu - Wodzowie życzą sobie zakładników żywych i nietkniętych! Brutalnie chwycił on Charlotte za ramię i przyciągnął do siebie. - Zabieram ją do Wodzów! - stwierdza do żołnierza, po czym zaczyna prowadzić ją przez korytarz. Dziewczyna długo nie zastanawiała się co ma robić. Mimo iż generał był wyglądem identyczny z tamtymi gadami, miał w sobie choć trochę ogłady. Gdy rozległ się kolejny strzał Charlotte na szczęście nie widziała śmierci jaszczura, który w jej oczach był obleśnym i obślizgłym zbokiem. Rudowłosa demonica uśmiechnęła się i rzekła przesłodko. - Byłabym Ci podwójnie wdzięczna gdybyś zluźnił uścisk, boli jak tak mnie mocno trzymasz...proszę. - spojrzała na niego spode łba z wielkim cierpieniem i błaganiem w oczach. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. - Nie jesteś tacy jak oni prawda? A możesz mi powiedzieć dokąd mnie prowadzisz? I co ze mną będzie? Bardzo byłabym Ci wdzięczna - szepnęła mu soczyście do ucha ostatnie słowo i oblizała usta.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #986 |
![]() | Tevonrel z rzucił karabiny i chwycił Ilontha, a w tym czasie stwór zaatakował z wykroku, na co Tygrys mało się nie roześmiał, ale opanował się i z łatwością zablokował cios, po czym nastąpiła chwila przepychania, lecz była to tylko zagrywka taktyczna w celu częściowej osłony zamiaru wykonania półobrotu, w który błyskawicznie przeszedł, zaś końcem swojej broni uderzył w tył kolan, zginając je i zmuszając stwora do upadku. Stwór dobył jeszcze jakieś metalowe coś, co strzeliło omijając Teva, za względu na to, że przeciwnik starał się zachować równowagę wymachując rękami. Nagle z tyłu dobiegł jęk Sierściucha, a Tev, błyskawicznie wyciągając Asetha, rzucił okiem do tyłu i zobaczył dziurawy kapelusz, na co zaśmiał się, przydeptując rękę stwora i przystawiając ostrze do szyi nieznajomego. -Nie zabijaj mnie...! W zamian cię uwolnię! Nie zostaniesz naszym niewolnikiem!-powiedział, a Rakszasa już miał go wyśmiać, gdy przypomniał sobie, że tamten gadał z czymś i zobaczył, że stwór ma coś w uchu. -Dziękuję, Panie za tą wspaniałą łaskę, jakiej dostąpiłem z twojej ręki-powiedział służalczo, po czym szybkim ruchem wyjął dziwne coś z jego ucha i zmiażdżył pod stopą. -Teraz słuchaj dziwny pajacu, gdybyś nie zauważył, to ty możesz umrzeć, a nie ja trafić do niewoli, więc daruj sobie-rzekł, wyrywając bronie z rąk stwora. -A teraz idziemy. Wstawaj i bądź pewny, że jeżeli spróbujesz coś kombinować, to twoje życie zakończy się bardzo gwałtownie-mruknął do stworzenia, próbując schować ostrze broni, ale nie wiedział jak, więc zabrał je ze sobą razem z malutkim pistolecikiem, lecz Asetha nie odrywał od szyi stwora, po czym idąc schylił się po karabiny. Nie chciał, żeby zostały do użytku stworzeń, które tu przybędą. -Czego chcesz?-zapytał stwór. -Chcę dużo rzeczy, ale o co mi chodzi teraz, dowiesz się później lub za chwilę. Teraz idziemy-rzucił ostro. |
| |
| | #987 |
![]() | X wtrącenie czas goni ;/ XD Astaroth;- Nie jestem twoim wrogiem, Astaroth – szept Veriona przypominał głos kogoś, kto w tajemnicy przed otoczeniem daje dobre rady. - ....Khhhhhaarrrroh...! – wychrypiał zezłoszczony głos z ciemności katedry. – Assssthar....! - Udało ci się pokonać wpływ Żółtego światła i nie doświadczysz namiastki obłędu. Rżenie zmory, syk dziwnego głosu. Katedra znika, pojawiasz się... w miejscu, które dziwnie ci się kojarzy. ![]() Verion zjawia się przy kratach, łagodnie uśmiechnięty po swojemu. - Wpływ Białego światła byłby zbyt silny, abyście mogli go przezwyciężyć – zaczął Verion. – Biel zabiłaby was, gdybyście znaleźli się w jej zasięgu tuż po przybyciu do tego wymiaru. Dlatego poprosiłem Słonko, aby przyzwała was w zasięg promieni Żółtego światła, z którym jesteście najbardziej obeznani. Pechowo, w okolicy najbliższej Ziemi żółtej gwiazdy nie istnieje planeta, na której moglibyście żyć, oddychać, jeść, pić. Znalazła się za to przystań w postaci opuszczonego statku kosmicznego Averonów. Statek kosmiczny to pojazd z metalu, który może przemierzać to, co jest ponad niebem, przestrzeń między gwiazdami. Dzięki wymyślnej aparaturze jest tam sztuczne powietrze, sztuczna grawitacja. Kim są Averoni? To rasa stworzona przez Almanakh. Skrzydlate, łagodne, praworządne istoty. Ich cywilizacja rozwijała się bardzo szybko dzięki wsparciu Almanakh, stąd potrafili budować pojazdy kosmiczne. Ty, i twoi towarzysze, jesteście właśnie na pokładzie takiego statku. Averoni, prawowita załoga pojazdu, zginęła dawno temu. Ludzka rasa nienawidziła Averonów. Ukradli ich technologię, ukradli ich statki, stworzyli armię zwaną Bractwem Wspólnoty i wyruszyli w pogoń za Averonami, którzy opuścili Ziemię w obawie przed zagładą z ich rąk. Wiedz, że Averonów nie było wielu. Te istoty są długowieczne, a każda z nich mogła mieć w życiu tylko jednego potomka. Ludzka przewaga liczebna i nienawiść były ich klątwą. Teraz, ci sami ludzie wciąż atakują napotkane w kosmosie statki Averonów, a nawet ich wraki. Kosmiczna baza Bractwa Wspólnoty znalazła się kilkadziesiąt lat temu w strefie wpływów Żółtego światła. Nie byli tak odporni jak ty. Oszaleli. Zdołałem opętać garstkę, są teraz na pokładzie statku, i za sprawą mej mocy widzą w was swoich sojuszników, swoich dowódców. Pomogą wam w walce z... Oślepiło się jasne światło. - Musicie uruchomić statek i dolecieć na Ziemię – usłyszałeś jeszcze. – Rith jest właśnie gdzieś tutaj. Zasłaniałeś oczy ręką. - Pamiętaj, Astaroth, Biel jest teraz twoim śmiertelnym wrogiem. Żeruje na każdy twoim wysiłku i skradnie każdą cząstkę energii wystawioną na jej działanie. Im więcej energii włożysz w jakieś działanie, w walkę, tym trudniej będzie ci daną akcję wykonać. Ocknąłeś się. Ze zdumieniem odkrywasz, że jesteś w innym pomieszczeniu, aniżeli to, gdzie straciłeś przytomność. Korytarz. Przed tobą zamknięte wrota, dziwny panel sterowania, przy którym grzebie Genghi. Waldorff zaś klęczy przy rannym człowieku w dziwnym stroju. Paru podobnych jegomościów stoi w szeregu obok Genghiego. Wstajesz z podłogi i otrzepujesz się. Obcy ludzie w dziwnych strojach są początkowo przestraszeni twoją wizytą, ale po chwili tak po prostu uspokajają się. To chyba ci opętani przez Veriona i wiedzą, kim jesteś. - Za tymi drzwiami są ładunki wybuchowe, trzeba je rozbroić! – powiadamia szybko któryś z panów w ‘piżamie’. Zerkasz na konsolę z szyfrem, na drzwi. Hm... Tevonrel, Sathem; Tev po obezwładnieniu gadziej pokraki bierze ją w niewolę. Zwiedzacie przez chwilę nieznaną wam jeszcze część okolicy – trafiacie do dużej sali za drzwiami na wprost, ale nie ma tam nic ciekawego poza wielkim stołem, krzesłami i niedziałającymi monitorami. No i drzewka. Kępki drzewek rosnących w okręgach. Na ich widok wasz jeniec wpada w panikę i nie chce do nich podejść. - To fraxinusy!... Pasożytnicze, endofityczne grzyby, których zarodniki wnikają do organizmu przez drogi oddechowe i kiełkują wewnątrz ciała! Strzępki grzyba wypełniają wszystkie komórki, zabijają żywiciela i wydostają się na zewnątrz, tworząc kolejne owocniki! Nagle, Tev zauważa wśród korzonków drzewek resztki kombinezon i coś pobłyskującego. Okazuje się, że to karta dostępu. Ymmm, gdyby tylko panel do którego ta karta pasuje nie był w strzępkach...XD Zawracacie na korytarz, ale ten jest dalej zawalony gruzem i niedrożny. Tev prowadzi wiec jeńca pod znienawidzone drzwi hangaru XD Pokraka ze zdumieniem zerka na rozbity panel, ale Tev, dobierając odpowiednie argumenty, stanowczo żąda otwarcia drzwi. Więzień proponuje, abyście wycięli otwór we wrotach ostrzem jego broni. Palnięty upominająco w łepetynę tygrysią łapą, sam ofiarnie zabiera się do dzieła. Wycinanie otworu w grubych wrotach trochę trwa. Oboje, Tev i Sathem, zaczynacie odczuwać wpływ zatrucia dymem [-10pd każdy]. Wreszcie, otwór jest gotowy, owalny fragment metalowej płyty z hukiem pada na ziemię i zaglądacie do wnętrza hangaru. W rogach zauważacie duże, dziwne twory, które okazują się dystrybutorami paliwa, jak zgadujecie po podłączonych do nich, dudniących rurach, jakie widzieliście pokład niżej. Od każdego z dystrybutorów biegną kolejne grube rury podłączone do dwóch dziwacznych, wielkich pojazdów. Trzeci stoi obok, ale wygląda na maszynę pozostawioną w trakcie remontu. Nasuwa się wam jedno pytanie. Co to za maszyny?!OO’ http://www.bestqualitywallpapers.com/Games/GunMetal.jpg [mam nadzieję, że ktoś grał w Gun metalXD ale to nic;p] - To jest HAVOC suit – wyjaśnia stuknięty Ilonthem w łeb jeniec wojenny. – Robot bojowy przekształcający się w myśliwiec. Można używać ich również w przestrzeni kosmicznej. Są szybkie, zwinne i zwrotne, ale nie mają osłon. Jak zdążyliście zauważyć, w każdym z robotów jest miejsce na jednego pilota. - W wyposażeniu każdego myśliwca są działa laserowe, Phoenix; działa wystrzeliwujące samonaprowadzające pociski, rakiety Tomahawk służące do niszczenia celów naziemnych, oraz osiem kompletów rakiet przeciwlotniczych, w jednym po cztery. A więc, to coś to latające maszyny, jak wnioskujecie z dalsza, szczegółową rozmową z jeńcem. Są zatem tym, co może zabrać was stąd. Zauważacie również trzy wielkie, grube wrota, na ścianie przeciwległej do tej, gdzie były drzwi, którymi weszliście. Wrota te mają duże, owalne okna, przez które widzicie coś w stylu... http://www.startrekdesktopwallpaper....lpaper_800.jpg Zapytany o to cudo więzień, puknięty dla zachęty Ilonthem, odpowiada: - To Averoński statek kosmiczny, który nas właśnie holuje. Averoński! Znaczy się statek wrogów!!! Holuje! Znaczy się zwyczajnie uprowadzili pojazd, na pokładzie którego jesteście! Zaczynacie rozumieć. Najwyraźniej jakimś cudem znaleźliście się na jednym ze statków waszych sojuszników, a ten wdał się wymianę ognia ze statkiem Averonów! Averoni wygrali starcie, zmasakrowali pokonany pojazd, wybili załogę, a wam jako jedynym udało się przeżyć! Stąd te gruzy i zniszczenia! Z kolei pan gadzia morda to zapewne członek rasy również wrogiej Averonom, i zjawił się tu by zaatakować Averoński pojazd osłabiony potyczką z waszymi sojusznikami. I wszystko jasne. A skoro tak, nie ma na co czekać – trzeba wsiadać do niszczycielskich maszyn i pokonać Averonów, póki są osłabieni! Przyciśnięty odpowiednio jeniec wyjaśnia, jak obsługuje się HAVOCi. Stery, banalne. Dźwignia zamiany konformacji z ludko-podobnej maszyny w myśliwiec, proste. Tym przyciskiem uzbraja się torpedy, tym się je odpala. Tym włącza dodatkowe silniki, tym wyłącza, spowalniając maszynę. A tu puszcza się sygnał do otwarcia luk prowadzących na zewnątrz, w tę gwieździstą pustkę. W hangarze są też śmieszne kombinezony i hełmy. Niestety, na Tevonrela kombinezon jest za mały, na Sathema za duży. Za to hełmy wam pasują. Możecie dzięki nim utrzymywać ze sobą łączność, choć jesteście od siebie znacznie oddaleni! Thomas; Znienacka słyszysz głos Vriessa. Czy raczej... jego myśli...?! Nie zwraca się wprawdzie ani do Boga, ani do żadnego z aniołów, czy tworów białego Światła. ‘Nie poddam się. Nie walczę tylko za siebie, ale za nich wszystkich. Oni walczą również za moje życie. Nie jesteśmy drużyną, nigdy nie byliśmy... więc... dlaczego... chcę walczyć za nich...?’ Dogłębnie wyczuwasz, że Vriess znalazł się w jakichś tarapatach. Wiesz, że sobie poradzi. Wiesz też, że odrobina ‘bożej łaski’ by mu nie zaszkodziła. Ze ‘snu’ Nefertiri umykasz póki co do świata ‘realnego’ i zjawiasz się pod metalowymi, drzwiami zza których słychać strzały. X
__________________ I never cared before I met you |
| |
| | #988 |
![]() | Najwyraźniej jego rozwiązanie było satysfakcjonujące, gdyż obraz katedry wokół rozwiał się, a zamiast tego znalazł się w podziemnym lochu w przesympatycznym towarzystwie szkieletu pod ścianą oraz Veriona stojącego przy kratach i spokojnie rozpoczął swój wykład - Wpływ Białego światła byłby zbyt silny, abyście mogli go przezwyciężyć. Biel zabiłaby was, gdybyście znaleźli się w jej zasięgu tuż po przybyciu do tego wymiaru. Dlatego poprosiłem Słonko, aby przyzwała was w zasięg promieni Żółtego światła, z którym jesteście najbardziej obeznani. Pechowo, w okolicy najbliższej Ziemi żółtej gwiazdy nie istnieje planeta, na której moglibyście żyć, oddychać, jeść, pić. Znalazła się za to przystań w postaci opuszczonego statku kosmicznego Averonów Planety... Światła, gwiazdy, Averoni, statki kosmiczne... o czym on do cholery mówił? Czyżby i jemu żółte światło pomieszało zmysły? A może był po prostu kolejną próbą ogłupienia go? Jeśli tak, to wyjątkowo nieudaną. Jednak demon kontynuował - Statek kosmiczny to pojazd z metalu, który może przemierzać to, co jest ponad niebem, przestrzeń między gwiazdami. Dzięki wymyślnej aparaturze jest tam sztuczne powietrze, sztuczna grawitacja. Kim są Averoni? To rasa stworzona przez Almanakh. Skrzydlate, łagodne, praworządne istoty. Ich cywilizacja rozwijała się bardzo szybko dzięki wsparciu Almanakh, stąd potrafili budować pojazdy kosmiczne W tym momencie Astaroth nie wytrzymał i zaczął złośliwie chichotać. Tłumiąc śmiech wykrztusił - Verion, bez obrazy ale żółte światło chyba naprawdę ci zaszkodziło. Szkoda, że nie słyszysz tego, co mówisz. Metalowe statki pływające po kosmosie... Statki są drewniane i pływają po wodzie, a kosmos to ta pusta przestrzeń nad nami. Sztuczne powietrze, dobre sobie. A czym niby się różni od prawdziwego? I ta grawitacja... Co to niby ma być? Jednak Verion, niezrażony mówił dalej -Ty, i twoi towarzysze, jesteście właśnie na pokładzie takiego statku. Averoni, prawowita załoga pojazdu, zginęła dawno temu. Ludzka rasa nienawidziła Averonów. Ukradli ich technologię, ukradli ich statki, stworzyli armię zwaną Bractwem Wspólnoty i wyruszyli w pogoń za Averonami, którzy opuścili Ziemię w obawie przed zagładą z ich rąk. Wiedz, że Averonów nie było wielu. Te istoty są długowieczne, a każda z nich mogła mieć w życiu tylko jednego potomka. Ludzka przewaga liczebna i nienawiść były ich klątwą. Teraz, ci sami ludzie wciąż atakują napotkane w kosmosie statki Averonów, a nawet ich wraki. Kosmiczna baza Bractwa Wspólnoty znalazła się kilkadziesiąt lat temu w strefie wpływów Żółtego światła. Nie byli tak odporni jak ty. Oszaleli. Zdołałem opętać garstkę, są teraz na pokładzie statku, i za sprawą mej mocy widzą w was swoich sojuszników, swoich dowódców. Musicie uruchomić statek i dolecieć na Ziemię, Rith jest właśnie gdzieś tutaj. Pamiętaj, Astaroth, Biel jest teraz twoim śmiertelnym wrogiem. Żeruje na każdy twoim wysiłku i skradnie każdą cząstkę energii wystawioną na jej działanie. Im więcej energii włożysz w jakieś działanie, w walkę, tym trudniej będzie ci daną akcję wykonać. Na szczęście chore wizje oszalałego Veriona rozwiały się i Astaroth ze zdumieniem odkrył, że jest w innym pomieszczeniu, niz to, gdzie stracił przytomność. Korytarz, zamknięte wrota, dziwny panel sterowania, przy którym grzebie Genghi. Waldorff klęczący przy rannym człowieku w dziwnym stroju. Paru podobnych jegomościów stoi w szeregu obok Genghiego. Obcy ludzie w dziwnych strojach są początkowo przestraszeni wizytą demona, ale po chwili tak po prostu uspokoili się. To chyba ci opętani przez Veriona... Zaraz, czyżby to nie był wytwór jego umysłu? - Za tymi drzwiami są ładunki wybuchowe, trzeba je rozbroić! – powiadamił któryś z panów w ‘piżamie’. Ładunki wybuchowe, statki kosmiczne, gwiazdy, planety, układy sterujące, sztuczna grawitacja, Averoni, Verion, żółte światło, Rith, katedra, zmora, biel, skrawek chaosu, ludzkie dusze... Wszystko naraz kołatało się w głowie demona. Nie potrafił nic z tego zrozumieć. Statki z metalu szybujące nad ziemią? Ale... to przecież niemożliwe! To nie może być prawda... Jednak przez to wszystko przebłysnęła się jedna myśl. Averoni. We wspomnieniach stanął mu jeden obraz, jak po śmierci przed grotą życia jego jestestwo stawało się demonem, tuż przed śmiercią ,,drużyny" Vriess, z ukrwioną ręką i wyrazem prawdziwego szczęścia na twarzy unosi ją powoli na wysokość swojej twarzy, a przed nim klęczący Vriess, z rozprutym brzuchem powoli odchodzący w śmierć. I słowa Ritha ,,Piękna, Averońska krew". Więc... Vriess był jakoś spokrewniony z Averonami, konstrukorami metalowych statków. ON mógłby to wszystko wytłumaczyć... Ale najpierw wypadałoby zająć się tymi całymi ładunkami, więc Astaroth przeniósł się tam, gdzie ponoć miały się one znajdować
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #989 |
![]() | Żołnierz zaróżowił się na policzkach i szyi. Jego oddech do tej pory nierównomierny i rwany stał się ciut bardziej wyrównany. Ale tylko trochę, moce Moradine widocznie zadziałały. Zawrócił go z długiej drogi... Ale jeszcze bardziej niż żołnierzowi chwila obcowania pomogła krasnoludowi. Jego ruchy stały się bardziej płynne i pewne siebie. Wokół krzątanina i bieganina nie ustawała. Waldorffa nie zbyt to obeszło ponieważ zimował się wszystkim tylko nie drzwiami podczas gdy wszyscy wokół robili na odwrót. Dwarff sprawdził czy uleczony ma się dobrze. Runa nad jego głową jarzyła się lekkim niebieskim światłem i rzucała delikatny ale miły blask. Z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku karzeł wstał i odwrócił się do drzwi zobaczyć co się tam dzieje. Kątem oka zobaczył przez kilka chwil Astarotha, który jak się pojawił tak szybko się i ulotnił. Na szczęście gorzałka jeszcze się nie ulotniła z manierki. Dość skwapliwie wykorzystał to Waldorff i pociągnął sobie tęgiego łyka idąc jednocześnie w stronę drzwi. Gnom przewodząc swojej gwardii nadal robił dużo zamieszania. Trzeba było zobaczyć czy nie można zrobić tego powoli ale z głową. No cóż z racji wieku Waldorff nie miał już inklinacji do pośpiechu w swych działaniach - Pokażcie co tam macie - Pokazali mu panel i w skrócie wyjaśnili na czym polega działanie - Hmmm, może to nie jest takie trudne to tylko matematyka. - Karzeł powąchał manierkę pociągnął łyka a następnie zaczął wklepywać kombinacje* jeżeli nie zadziała pierwsza to wpisywał kolejną... 22+2+2+2, 2+22+2+2, 2+2+22+2, 2+2+2+22 |
| |
| | #990 |
![]() | Ruszyli zwiedzając nieznaną jeszcze część dziwnego, metalowego czegoś. Minęli drzwi na wprost i weszli do dużego pomieszczenia, w którym były tylko krzesła, stół, jakieś nie działające, płaskie coś i oczywiście drzewka, na których widok stwór wpadł w panikę, nie chcąc podejść bliżej. -To fraxinusy!... Pasożytnicze, endofityczne grzyby, których zarodniki wnikają do organizmu przez drogi oddechowe i kiełkują wewnątrz ciała! Strzępki grzyba wypełniają wszystkie komórki, zabijają żywiciela i wydostają się na zewnątrz, tworząc kolejne owocniki!-powiedział z paniką w głosie. -Fraxi...co? Mów po ludzku Gadzino... a z resztą nie ważne. Futrzak, spal to!-polecił i zobaczył jak Sierściuch podpala, mrucząc coś niezadowolony, ale Tygrys tylko warknął na niego i nie zwracał więcej na niego uwagi, ponieważ w środku dostrzegł skafandry i kartę. Szkoda, że tabliczka się zniszczyła... sama-pomyślał, śmiejąc się w duchu. -Gadzie, idziemy-powiedział do dziwnej istoty, po czym ruszyli korytarzem, lecz ten okazał się zawalony kupą gruzu, więc zaczął prowadzić Gada do wielkich drzwi, zaś gdy już tam byli, istota ze zdziwieniem spojrzała na panel. -Co się tak patrzysz pokrako jedna?! Otwieraj tą kupę złomu, bo ja cię otworzę, a jak to zrobię to zobaczysz jak wyglądają twoje flaki, ołuskowany pajacu z piekła rodem!!! Masz to otworzyć kretynie, słyszysz?! Słyszysz?!-wrzeszczał do Gadziny i trudno, żeby nie słyszał, jak stał na odległość mniejszą niż wyciągnięcie ręki od Tevonrela. -Sami sobie je otwórzcie. Proponuję moją bronią-powiedział, po czym został pacnięty w łeb ręką Teva. -JAK MÓWIĘ OTWÓRZ JE TO ZNACZY, ŻE MASZ OTWORZYĆ, A NIE PROPONOWAĆ, ROZUMIEMY SIĘ?! MASZ JE OTWORZYĆ DO CHOLERY JASNEJ I NIE OBCHODZI MNIE JAK TO ZROBISZ!!! ZNISZCZ JE!!!-wrzasnął ile sił w płucach, po czym Gadzina Wyciągnął rękę do Tygrysa w geście proszącym o broń, którą Rakszasa mu dał, lecz nie opuszczał swojej własnej broni. Pokraka zabrał się do wycinania otworu, co trochę czasu potrwało, gdyż były grube i mocne, a przy tym wydzielał się nie przyjemny dym. W końcu owalny, wycięty fragment padł z hukiem na podłogę. -MÓWIŁEM!!!-wrzasnął uradowany Tevonrel. -MÓWIŁEM, ŻE PADNIESZ, ZNISZCZONA KUPO ZŁOMU, MÓWIŁEM, ŻE SIĘ PODDASZ!!! HAHAHAHAHA!!!-zaśmiał się obłąkańczo, po czym zajrzał do środka, a następnie wszedł. W rogach pomieszczenia znajdowały się dziwne, wielkie twory. Może działają na to coś jak jedzenie, bo są takie duże, a do nich podłączone są rury, które były poziom niżej...-pomyślał, patrząc na połączenia. Idąc połączeniem rurowym, od każdego dużego pojemnika, biegły grube rury, połączone z dwoma dziwnymi, wielkimi pojazdami, zaś trzeci stał z boku, jakby wymagał naprawy. -Co to za dziwna kupa złomu, Gadzino?-zapytał ostrym głosem, po czym stuknął go w głowę Ilonthem. -To jest HAVOC suit-Robot bojowy przekształcający się w myśliwiec. Można używać ich również w przestrzeni kosmicznej. Są szybkie, zwinne i zwrotne, ale nie mają osłon. Jak zdążyliście zauważyć, w każdym z robotów jest miejsce na jednego pilota-powiedział, jakby to coś miało wyjaśnić, ale na tym wykład się nie skończył. -W wyposażeniu każdego myśliwca są działa laserowe, Phoenix; działa wystrzeliwujące samonaprowadzające pociski, rakiety Tomahawk służące do niszczenia celów naziemnych, oraz osiem kompletów rakiet przeciwlotniczych, w jednym po cztery-zakończył. -Robo...co? MÓW PO LUDZKU GADZIA POKRAKO!!!-wrzasnął, a następnie dodał: -Z resztą nie ważne, bo nazwy brzmią bardzo zachęcająco... Czyli to coś lata... Ciekawe...-powiedział powoli. -ZNISZCZYĆ!!!-krzyknął z lubością i obłąkaniem. Nagle Rakszasa zobaczył trzy wielkie, grube wrota na przeciwległej ścianie, w nich były owalne okna, zaś kiedy Tev wyjrzał przez nie, oniemiał z wrażenia. -Czy to jest plan astralny?-zapytał, lecz nagle zauważył za oknem coś bardzo dziwnego. -Co to jest?-zapytał ostro, pukając jeńca Ilonthem. -To Averoński statek kosmiczny, który nas właśnie holuje-powiedział. -Ave...co? ZNOWU GADASZ NIE PO LUDZKU!!! W KOŃCU UTNĘ CI TEN NIELUDZKI ŁEB!!!-wrzasnął na niego, ale nagle w głowie zaświtał błysk zrozumienia -Niszczyć?-zapytał uradowany z komicznym wyrazem pyska. -Zniszczę, będzie bum! Zniszczę, będzie bum! Zniszczę, będzie bum!-powiedział szczęśliwy, po czym spojrzał na roboty. -Jak się to obsługuje, Gadzino?-zapytał Tevonrel, prowadząc do jednego z robotów. -Tu są stery, którymi kierujesz. No wiesz, góra, dół, prawo, lewo włącznie z wszelkimi kombinacjami, które nie są sobie przeciwstawne. Z resztą nie możliwym jest wykonanie jednocześnie dwóch przeciwstawnych czynności...-rozpędził się w tłumaczeniu, ale szybko został przywrócony na ziemię pacnięciem łapą w łeb. -Tą dźwignią zmieniasz postać HAVOCa z podobnej ludziom, na myśliwiec, co jest niezbędne do sterowania w kosmosie i nie zapomnij o tym. Tutaj, tym przyciskiem uzbraja się torpedy, a tym przyciskiem się je odpalaaaaaaa.... NIE!-krzyknął, gdyż Tevonrel chciał sprawdzić czy rzeczywiście działają. -Nie teraz! Wysadziłbyś coś!-powiedział, po czym kontynuował. -Tym przyciskiem uzbrajasz rakiety typu Tomahawk, tym je odpalasz. To służy do uzbrojenia rakiet samonaprowadzających, zaś tym je odpalasz. To służy do strzelania z dział laserowych Phoenix. Tym przyciskiem włączasz dodatkowy silnik, który zwiększa prędkość, a tym je wyłączasz, spowalniając HAVOCa. Tym przyciskiem dajesz sygnał do otworzenia luk, prowadzących w przestrzeń kosmiczną. To by było na tyle, jeżeli chodzi o sterowanie HAVOCem, ale trzeba jeszcze założyć kombinezon i hełm-powiedział, przynosząc dziwne ubranka, w które Tev próbował wejść, ale doszło do tego, że rozerwał kombinezon, ale hełm pasował. -Dzięki hełmom będziecie mogli zachować łączność-powiedział Gad. -Futrzak, Futrzak, odbiór. Jak mnie słyszysz?-wyszczerzył się, po czym wsiadł do myśliwca, zamykając go. Patrzył teraz jak Gadzina udziela rad Sathemowi, który mało nie utopił sie w kombinezonie, lecz hełm również pasował. Poczekał aż Sierściuch wsiądzie do swojego myśliwca. -TRZYMAJ SIĘ CZEGOŚ GADZIA TWARZO!!!-wrzasnął, po czym widząc, że Wilk jest zamknięty jest w myśliwcu, otworzył drzwi przyciskiem i ruszył w przestrzeń. Dziwnie kołysało tą kupą złomu, ale kiedy wypadł ze statku, pociągnął dźwignię, która zmieniła robota w myśliwca, po czym odpalił silniki, zaś gdy Sathem wyleciał również, zamknął drzwi przyciskiem. -Niiiiiiiiiszzczyyyyyyyyyć!!!-krzyknął niczym obłąkany, uzbrajając rakiety przeciwlotnicze i wystrzeliwując je oraz strzelając z działa laserowego Phoenix. Nie przejmował się tym, że tylko w teorii wie jak tym sterować, ponieważ teraz chciał tylko zniszczyć tą kupę złomu, która latała przed nimi. Jakby leciał jakaś rakieta czy inny pocisk zagrażająca jego bezpieczeństwu, chciał uniknąć skręcając myśliwcem. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Tacy jak ty 3 | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 682 | 05-08-2008 20:12 |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 563 | 11-14-2007 10:52 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 10:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 70 | 03-23-2007 20:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 550 | 03-23-2007 19:59 |