![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #221 |
![]() | -nie chcę cię zabić, i raczej nie myślę w tym momencie o jedzeniu-odpowiedział Alex siląc się by jego glos brzmiał pewnie i spokojnie, nie spuszczając wzroku z tej dziwnej postaci - chciałbym tylko wiedzieć gdzie jestem, i z jakiego powodu? nie mógł się powstrzymać, by nie rzucać ukradkowych spojrzeń na pomieszczenie, jego dziwny wystrój i zawartość A może znajdzie się coś co mi pomoże? albo chociaż przybliży gdzie jestem...
__________________ przepraszam za błędy ortograficzne tudziesz:) i inne... |
| |
| Reklama |
| |
| | #222 |
![]() | Lukas [33] Wchodząc do zionącego stęchłym powietrzem pomieszczenia, w którym znajdował się Ignacy, Shade postanowił mu wygarnąć mu zaistniałą niedawno sytuację z potworem, ale po chwili się opanował. "Cholera... W końcu nie miał żadnego obowiązku o czymkolwiek mi mówić. Pewnie nawet nie wiedział, że coś takiego się stanie.". Lukas zatrzymał się u wejścia, nie do końca wiedząc, co zrobić. Ignacy nadal zdawał się być nieświadomym jego obecności. Po chwili wahania, Shade pozostawił go w tym stanie i wyszedł za kamienicy. Ostatnio stale myślał tylko o tym, jak zdobyć obiecaną moc. Chciał odpocząć i zorganizować kolejne spotkanie z pozostałymi z grupy. Wyciągnął z kieszeni telefon i ignorując trzech nieciekawie wyglądających nastolatków, którzy przybierając złowrogie wyrazy twarzy najwyraźniej liczyli na 'zadymę', przeszukał listę numerów telefonicznych w celu zlokalizowania posiadaczy Daru. Kilku się znalazło [[Nie wiem, rzecz jasna ilu "Tu Lukas. Przekaż, jeśli możesz, pozostałym z naszej nowopoznanej paczki, że trzeba się spotkać i pomyśleć, co dalej. Proponuję spotkanie jutro o 14ej na Placu Artystów na Sienkiewicza, dajmy na to przy Dziku. Liczę, że wkrótce się zobaczymy. Z wyrazami szaunku;*" Nie czytając treści wysłał ją. Słońce przyjemnie grzało, nawet Shade musiał to przyznać. Po chwili zastanowienia ponownie wyjął telefon i napisał krótką wiadomość do Sh'eenaz. "Yo;* Ostatnio nie było za dużo szans, żeby się rozluźnić... Może zechcesz pójść ze mną na drinka do Efektu Motyla dziś o 20ej? Liczę na odpowiedź. Lukas." Uśmiech wykwitł na jego twarzy, gdy szedł w stronę domu.
__________________ LoBo "Rzucę pawiem dalej niż widzę!" |
| |
| | #223 | ||
![]() | Tak gwoli ścisłości - czarne to ja, niebieskie MG, jako że część dynamiczna tego posta była pisana na gadu-gadu. Po północy, co też wiele wyjaśnia. Tak więc przedstawiam wam coś, co można nazwać tylko w jeden sposób: Wielki Post. * * * Ktoś, kto wnikliwie obserwowałby Simbę od dłuższego czasu, już na pierwszy rzut oka dostrzegłby, że wieczór był wyjątkowy. Dlaczego? Otóż chłopak siedział przy biurku. Niby to nic specjalnego, jednak robił to pierwszy raz od dobrych kilku miesięcy. Tak więc jak gwiazda dla mędrców ze wchodu, tak to zdarzenie mogłoby być znakiem dla obserwatora chłopaka. Problem tkwił tylko w tym, że nikt go nie obserwował. A może...? W przerwie na oddech, gdy już nie wyrabiał niebotycznych wysokości piosenek Moire'a, usłyszał dziwne dźwięki za sobą. Obrócił się powoli i zaraz żałował, że to zrobił. "Rayman!" - zdążył pomyśleć Simba, zanim wielka głowa wparowała z bezgłośnym hukiem do pokoju, powodując, że blondyn spadł z krzesła rozbijając sobie głowę o panele. Zaraz jednak pozbierał się i wstał na nogi, nie spuszczając wzroku z dziwnej, lewitującej głowy. Unosiła się nad biurkiem i sięgała... Do sufitu. No i były też pazury. O pazurach nie wolno zapomnieć. Luźno latające obok Ahmedowej czaszki sprawiały wrażenie, że ciężko by znaleźć coś, czego nie mogłyby z łatwością posiekać. Simba rozejrzał się dookoła szukając czegoś, co polepszyłoby jego pozycję w zgoła niesprawiedliwym teraz podziale sił. Na szczęście wylądował w części pokoju mniej mieszkalnej, a bardziej zagraconej niebezpiecznymi rzeczami. Jego wzrok padł na początku na stojący tuż obok półtorametrowy pocisk. Gdyby tylko nie był taki ciężki i nie zdemolowałby połowy domu... "Nie, może lepiej nie...". Dalej, gitara. Stos książek na półkach mógłby się przydać w nagłym wypadku. Rakiety tenisowe... To już wyglądało lepiej, lecz sięgając po jedną z nich, zobaczył jeszcze jeden, idealny wprost przedmiot. "Trochę nie wypada... Ale sytuacja jest wyjątkowa. No... To hop!" Flaga Unii Europejskiej przyczepiona była do idealnego wprost, ponad dwumetrowego metalowego pręta obitego jakimś gumopodobnym materiałem. Wziął ją do rąk i ustawił się w pozycji, która wydała mu się najbezpieczniejsza. -Te! - powiedział do przybysza, spodziewając się wszystkiego. - Ty gadasz? Indywiduum zmarszczyło brwi i ponownie rozwarło paszczę wydając z siebie coś na krztałt zirytowanego "Gaaahh!". W geście jakby zabierania niegrzecznemu dziecku lizaka, chwyciło skierowany w swoją stronę maszt flagi i szarpnęło za niego, próbując Ci go wyrwać. Mina była... Niesłychana. Ale jednak, na tyle na ile Simba znał się na mimice potworów z innych wymiarów, wydawała się nie być wroga. Okrzyk i marszczone brwi raczej miały powiedzieć "Ty głupi jesteś? Odłóż to bo się skaleczysz!". Chłopak zerknął w bok - stała tam jeszcze flaga Polski... Jak coś. Uznał więc za stosowne (a nawet jeśli nie, to zrobił to) powolne, acz stanowcze położenie trzymanego pręta na ziemi. "Ale machać tym nie będziesz..." - pomyślał. Potwór po chwili posłusznie puścił pręt. Odczekał, aż położysz go na ziemię, wodząc za nim oczami. Gdy już to zrobiłeś i wyprostowałeś się, mruknął, jakby z aprobatą i rzucił się na ciebie, rycząc i znów otwierając na pełny zasięg kończącą się w innym wymiarze szczękę. - Oż ty frajerze! - zdążył krzyknąć Simba zanim głowa straszydła wparowała w niego rzucając go na półki z książkami. Kilka woluminów spadło, robiąc nieco huku. Bez namysłu, chłopak sięgnął za siebie i złapał kilka książek, którymi też zaraz nie omieszkał rzucić w zdradziecką bestię. - Tylko poczekaj, aż trafię na Sienkiewicza, to popamiętasz! Simbie zdecydowanie udzielił się chory nastrój zdarzeń ostatnio go spotykających. Tak więc niczym dziwnym nie było złapanie rakiety tenisowej, która mogła stanowić nieco skuteczniejszą obronę przed... Czymś. Potwór zawył w odpowiedzi na zlatujące na niego pociski. Nie zdążyłeś co prawda trafić na Sienkiewicza, ale pod rękę nawinęła Ci się jedna czy dwie ilustrowane encyklopedie. Monstrum straciło cierpliwość. Złapała Cię swymi pazurskami i rzuciło dwa metry dalej, na biurko. Mnogość przedmiotów na nim zgromadzonych zamortyzowała nieco upadek, jednak z rozdartym sercem zarejestrowałeś odgłos mnących się pod twoimi plecami zeszytów i książek. Chłopak jęknął, tak z bólu fizycznego spowodowanego byciem żywym frisbee, jak z cierpienia czysto psychicznego, mając świadomość jak wiele ważnych rzeczy znajduje się właśnie pod nim. Jednak w obolałej głowie narodziła się idea. Gdyby wybiec z pokoju, a zrobiwszy to poczekać (te długie milisekundy) na dziwadło, wpuścić za sobą jego łapki, a przed wielką głową, która bądź co bądź musiałaby się przez futrynę przeciskać, zamknąć drzwi? Może wtedy by się stało... Coś tam... Niedobrego... Dla potworka, rzecz jasna. Jak więc pomyślał, tak zrobił. Oby się tylko udało, bo zaczynało mu już zaczynać brakować pomysłów na tyle głupich, żeby miały szanse na powodzenie. Wybiegłeś z pokoju, a potwór podążył za tobą, nie spiesząc się jednak zbytnio. Z dołu dobiegł Cię głos rodzicielki: - Julek! Co się tam dzieje? Przez szparę pomiędzy drzwiami a futryną przeszła pierwsza z łap potwora. Stwierdziłeś, że to już jest nie na Twoje nerwy i zatrzasnąłeś drzwi. W jakiś dziwny sposób czułeś konsternację tego indywiduum. Łapa na chwilę znieruchomiała, po czym wykręciła się i nacisnęła na klamkę, popychając drzwi. - Nic, mamo! Spoko, chill out! Odkrzyknął Simba, obserwując wyrwaną z kontekstu łapę. Wywinęła się i nacisnęła na klamkę. Chłopak chwycił pierwszy twardy przedmiot leżący obok - okazał się on być znalezioną niegdyś kamienną końcówką siekierki z epoki.... Epoki Jakiejśtam, w każdym razie starej. Z całej siły przyłożył nim w pazurzastą łapę na klamce. [przyp. autora: w tym miejscu chciałbym zauważyć, że rzeczy, które są pod ręką Simby nie są moim wymysłem, tylko tym, co rzeczywiście leży w miejscach, w których rozgrywa się akcja] Potwór nie był bierny - bronił się pazurami, zostawiając na twych rękach i twarzy krwawe bruzdy. Wydawał się być jednak trochę nieporadny w tym co robił. Udało mu się wszakże uchwycić między szczęki twoją dłoń wraz z zaciśniętym weń kamieniem - dłoń udało ci się wyrwać, kamienia już nie. Szybko doskoczyłeś do flagi unii europejskiej i kontynuowałeś walkę za pomocą tego narzędzia. Za którymś razem dźgnąłeś tak mocno i z taką furią iż... Przebiłeś potwora prętem na wylot. Wypuściłeś flagę z rak, lekko przestraszony obrotem sytuacji. Łeb wyprostował się, jakby skonsternowany, uczynił wysiłek by zazezować na sterczący mu koło prawego oka patyk. - Nie - mruknął, po czym... Wybuchnął, rozsyłając na cały Twój pokój i ciebie samego, lepką, białawą maź, podobną, jak w przypadku ostatniego poznanego potwora. Mama znów coś krzyczała z dołu. Maź po chwili zaczęła wyparowywać aż do zupełnego zniknięcia. Szramy pozostały. Simba oddychał głośno. A więc to coś jednak mówiło! Po ludzku! Przynajmniej po części... "Szkoda, że nie wiedziałem tego wcześniej" - pomyślał Simba zdenerwowany i wykończony. - "Uświadomiłbym mu parę rzeczy na temat takich jak on. Ono." Rozejrzał się po całkowicie zdemolowanym pokoju. Jedna rzecz była pewna: miał duży, duży problem… Zaraz zabrał się za układanie na półkach sterty książek i wszystkiego innego, co walało się po podłodze. Czyli dokładnie wszystkiego. Uśmiechnął się, zauważając podstawowy plus posiadania bez przerwy bałaganu w pokoju – teraz, gdy tylko trochę się to ogarnie, nie będzie widać jakiejś kolosalnej różnicy w stosunku do codzienności. Gorzej sytuacja miała się z zadrapaniami. Zszedł do łazienki, przemył się, umył i zrobił co mógł, by wyglądać jak najnormalniej. Rany piekły go niemiłosiernie. Wracając do pokoju rzucił mamie „Dobranoc!” i wszedł pod kołdrę. Wreszcie miał spokój – a przynajmniej robił sobie takie nadzieje. Mógł w spokoju pomyśleć, co się (do cholery) stało. Leżał więc chwilę na łóżku kontemplując zdarzenia, dopóki coś nie tknęło go, by wziąć do ręki telefon. Aha! SMS! Od Lukasa… Cytat:
Wpadł na pewien pomysł. W sumie w takiej grupce rzeczywiście trudno się dogadać… Ale gdyby ją zmniejszyć? Nie na stałe, rzecz jasna, tylko spotkać się inaczej niż w 5, czy 6 osób. Wyłączył wiadomość od Lukasa i wszedł w okno edycji nowego SMS-a. Cytat:
__________________ On m’a appris a me méfier des Anges_____Nauczono mnie nie ufać Aniołom Des chemins étranges____________________Nieznanym ścieżkom Qui mènent a l’infini______________________Które prowadzą w nieskończoność Graal, la Legende Musicale Ostatnio edytowane przez julekpb : 03-03-2008 o 22:42. | ||
| |
| | #224 |
![]() | Nadal sobota Lukas Najwyraźniej byłeś na tyle zapobiegliwy, by w końcu zapisać numery wszystkich pozostałych z waszej szóstki. Po chwili komórka dała ci znać, że dostarczyła pięć wiadomości - wszystkie, oprócz tej wysłanej do Alexa... Wieczorem, niedługo przed 20, piękny i odświeżony podążałeś chodnikiem przy starym cmentarzu w kierunku centrum, do "Efektu Motyla". Słońce prześwitywało zza drzew, wielkie i pomarańczowe. Zapatrzyłeś się w niebo, gdy usłyszałeś, iż coś wylądowało przed tobą ciężko, chrzęszcząc na kostce brukowej. Odwróciłeś wzrok i zamarłeś w pół kroku. ![]() Gargulec? Najwyraźniej. Wyciosany z szarego kamienia, szpetny, wypłukany przez spływające po nim strugi deszczu... Łypnął na ciebie zezowato, mruknął coś. Rozciągnął palcami wargi, pokazując ci jęzor w groteskowym grymasie. Sh'eenaz Pogaworzyłaś jeszcze chwilę z Nadią, czując się odrobinę, choć nie zanadto, pokrzepiona. Wróciłaś do domu i próbowałaś zająć się czymś twórczym - ale gdy myśli kołatały się po głowie, wcale nie było to takie proste. Dostałaś smsa od Lukasa - przynajmniej ten jeden pozytywny akcent tego dnia. Przed 20 zaczęłaś pospiesznie się przygotowywać - przecież Lukas miał za moment się pojawić! Właśnie chciałaś nakładać buty, gdy dojrzałaś coś niepokojącego... ![]() We wnętrzu tego, co akurat miałaś założyć (nie wiem, nie znam się - szpilki, półbuty, glany, kozaki, gumiaki?) siedziało... Coś. I machało ci, zadowolone, plakietką z pogodnym powitaniem. Schyliłaś się, niedowierzając i próbując przyjrzeć się "temu" bliżej... Stalker Pingwinek przekrzywił głowę, patrząc na ciebie swym maślanym, nieszkodliwym wzrokiem. Nie bardzo wiedząc, co powinieneś począć, postąpiłeś o krok w jego kierunku. I to był błąd... Momentalnie, szybciej niż byłby to w stanie uchwycić wzrok, pingwin na powrót urósł do monstrualnych, karykaturalnych rozmiarów i chapnął twoją, lekko wyciągniętą przed siebie rękę. Przeraziłeś się, jednak nie mogłeś się mu wyrwać. Pingwin zaciskał dziób dosyć boleśnie, a cała twoja ręka, od łokcia do dłoni była zamknięta w jego nieprzyjemnym, wilgotnym (z tego co czułeś na skórze) wnętrzu. Pingwin kwęknął nosowo i zazezował na ciebie z furią. Dobrze, że ptaki nie mają zębów...
__________________ Ich bin ein Teil von jener Kraft Die stets das Böse will Und stets das Gute schafft... Ostatnio edytowane przez Hael : 03-04-2008 o 19:32. |
| |
| | #225 |
![]() | Lukas [34] "No nieźle... Jeśli to bydle ma wobec mnie wrogie zamiary, to może być niewesoło..." Pomyślał Lukas, lustrując wzrokiem masywne kamienne cielsko. Coś mu mówiło, że ten kamień nie rozpadnie się tak łatwo, jak by chciał. Wierzył jednak, że uda mu się wyjść z zaistniałej sytuacji bez rozlewu (zdecydowanie własnej) krwi. Shade starał się wyglądać na możliwie jak najbardziej rozluźnionego. -Pięknie... Zgaduję, że chcesz ode mnie czegoś więcej niż podziwiania Twojego... wspaniałego języka. Z przyjemnością Cię wysłucham. Potwór sięgał ci mniej-więcej do pasa, jednak gdyby przestał się tak kurczyć, pewnie sięgał by ci powyzej piersi. W odpowiedzi na twą próbę nawiązania konwersacji stwór wyszczerzył się tylko, prezentując braki w kamiennym uzębieniu i pokazał rzymski gest uniesionego kciuka. Następnie wybił się swymi pokracznymi odnóżami, rozłożył skrzydła i machnąwszy nimi kilkakrotnie, wzbił się na kilka metrów w powietrze. Zatrzymał się na chwilę, po czym zacharczał agresywnie, rozczapierzył pazury i zapikował. Prosto na ciebie. "Bydlę..." Lukas przemyślał to, co miało miejsce i już po ułamkach sekund wiedział, co robić. Czekał tak długo, jak pozwalała mu siła woli, stojąc bez ruchu i licząc na to, że Gargulec jest tak mało mobilny, jak to oceniał. Jeśli zdołałby w ostatniej chwili szybko uchylić się sprzed linii jego lotu, stworzenie powinno nie zdążyć wyhamować i wpaść na ziemię... Wtedy może nawet udałoby się je przygwoździć. W trakcie kilkusekundowego oczekiwania, Shade szukał w otoczeniu jakiegoś wsparcia, badź pseudobroni. Zastanawiał się zarazem, jak wiele dałby jego Płaszcz Cieni, ale wiedział, że nie ma już czasu na jego aktywację. Zostały ułamki sekund do zderzenia... Postanowił uskoczyć nisko przed siebie, w kierunku gargulca. Łapska maszkarona minęły szczyt twej czaszki o kilka centymetrów, a on sam, wbrew nadziejom, nie rozbił się na bruku. Zanurkował jedynie, ponownie wzbijając się w powietrze. Leżałeś na chodniku. Przekręciłeś się na plecy, rzucając dookoła spojrzeniem. Jako broń mogłyby się nadawać luźne kostki brukowe, które odstawały u boku chodnika, kamienie na poboczu, czy gałąź drzewa - o ile zdążyłbyś ją ułamać. Najbliższym ostrym przedmiotem były potłuczone znicze, leżące po drugiej stronie cmentarzowego murku - zawsze mozna go było przeskoczyć. Maszkaron obrócił się, zawisł na chwilę w powietrzu i znów ruszył na ciebie. "Jak ja to wyjaśnię Sh'eenaz..." W Lukasie zaczęła wzbierać wściekłość. Czuł, jak powoli adrenalina rozpędza bicie jego serca. Zastanawiał się tylko, czy adrenalina mu wystarczy... Szybko chwycił kostkę brukową w ręce i rzucił w kierunku nadlatującej maszkary. Po chwili Shade postanowił, że najlepszym wyjściem będzie taktyczne przegrupowanie się, najlepiej w miejscu, gdzie gargulec miałby ograniczone możliwości manewrowania przy lataniu... Gargulec zerwał ciężką kostką prosto w wykrzywioną mordę, co spowolniło go na chwilę, jednak zdało się nie wyrzadzić mu większej krzywdy. Stwór warknął, zdegustowany, a ty miałeś kilka chwil więcej dla siebie. "Tak jak myślałem, ten kamień to nie żarty... Dlaczego mnie to spotyka?" Shade postanowił przeskoczyć przez murek oddzielający go od cmentarza. Niemile zaskoczyła go zwrotność gargulca. Przez chwilę głupi instynkt wojownika chciał zmusić go do stawienia czoła zagrożeniu, ale dzięki Bogu, rozsądek wziął nad nim górę. Biegnąc wśród nagrobków, Shade co chwilę wykonywał ostry zwrot w losowym kierunku, utrudniając bezpośrednie pikowanie kamiennego stwora. Po kilku minutach zaczął odczuwać ciężar swojego oddechu, potęgowany lekko kłującym bólem zadyszki. Słońce bardzo leniwie chyliło się ku horyzontowi. Zdecydowanie za wolno, żeby mógł wykorzystać swój dar... Więc biegł tak przed siebie, szukając schronienia, lub broni zdatnej do skruszenia kamienia... * * * * * Ciąg dalszy nastąpi jak tylko MG znajdzie czas i inwencję...
__________________ LoBo "Rzucę pawiem dalej niż widzę!" |
| |
| | #226 |
![]() | Szkoda, że nie mam ze sobą katany... Margot szybko oceniła odległość między stonogozwierzątkiem a sobą, przeczesując szybko wzrokiem ten dzielący je obszar, w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby się w jakikolwiek przydać do ataku lub obrony. Z prawej strony miała siatkę odgradzającą jakiś pusty plac a z drugiej zaczynała się skarpa opadająca w dół rzeki.
__________________ Ja jestem diabłem na dnie szklanki... Trzeba mnie pić do dna! |
| |
| | #227 |
![]() | Margot W krótkim przebłysku uświadomiłaś sobie, że stoisz na ścieżce rowerowej i Filon prawdopodobnie by cię za to zabił. Stonoga znajdowała się jakieś trzy metry przed tobą i najwyraźniej czekała na twój ruch. Potencjalne bronie - niewiele, choć wymienić trzeba kilka solidnie wyglądających, niewielkich kijków, leżących pod siatką i szklaną butelkę tamże. W korycie rzeki dostrzegłaś także niewielką zbitkę żelastwa, która kiedyś prawdopodobnie była ramą dziecinnego trójkołowca, a kilka kroków dalej, na trawniku, wyglądające, jakby ktoś dopiero co je zgubił, małe, szkolne nożyczki z zielonym uchwytem. Lukas Maszkaron leciał za tobą z zawrotną szybkością, oszczędnie machając skrzydłami, rycząc i skrzecząc. Nadal jednak pozostawał w tyle za tobą, zmuszany co chwilę do ostrych zakrętów i wymijania sterczących krzyży przy nagrobkach. Kilka razy obejrzałeś się na swojego prześladowce i coraz bardziej zaczynałeś już gubić równy oddech. Zauważyłeś jednak pewną fascynującą rzecz: tych kilku ludzi, którzy spacerowali po cmentarzysku na twój widok zatrzymywało się i patrzyło na ciebie jak na skończonego idiotę. Jeśli chodzi o możliwość ukrycia, miałeś ich mnóstwo - jak to na cmentarzu. Kamienne nagrobki, kopce ziemi, postawne grobowce, stosunkowo grube pnie drzew to tu, to tam... Jeśli byś chciał, możesz wskoczyć do jakiegoś grobowca rodzinnego, krata akurat jest otwarta. Z boku cmentarza znajduje się otwarta kapliczka. W przebłysku geniuszu uświadamiasz sobie, iż w kieszeni nadal ciąży ci wielki, mosiężny klucz do grobowca rodziny Malinowskich... Broń - co tylko można znaleźć na cmentarzu, łącznie z tym, za czego zabranie prawdopodobnie zostaniesz ekskomunikowany. Możesz urwać rurę od zlewu, bądź złapać spory młot bądź łopatę, które leżą przy wejściu do kaplicy. Stalker Pingwinek przekrzywił głowę, patrząc na ciebie swym maślanym, nieszkodliwym wzrokiem. Nie bardzo wiedząc, co powinieneś począć, postąpiłeś o krok w jego kierunku. I to był błąd... Momentalnie, szybciej niż byłby to w stanie uchwycić wzrok, pingwin na powrót urósł do monstrualnych, karykaturalnych rozmiarów i chapnął twoją, lekko wyciągniętą przed siebie rękę. Przeraziłeś się, jednak nie mogłeś się mu wyrwać. Pingwin zaciskał dziób dosyć boleśnie, a cała twoja ręka, od łokcia do dłoni była zamknięta w jego nieprzyjemnym, wilgotnym (z tego co czułeś na skórze) wnętrzu. Pingwin kwęknął nosowo i zazezował na ciebie z furią. Dobrze, że ptaki nie mają zębów...
__________________ Ich bin ein Teil von jener Kraft Die stets das Böse will Und stets das Gute schafft... Ostatnio edytowane przez Hael : 08-27-2008 o 11:06. |
| |
| | #228 |
![]() | Jeeeeej jakie to słodkie...- po przeżyciach ostatnich dni nic już nie mogło jej zdziwić. Uklękła nad małym stworzonkiem i zastanawiała się czy to coś ma zęby. A zresztą, raz się żyję - wyciągnęła rękę i zaraz miała małego dziwaka na dłoni. - Co mały? Pójdziesz ze mną pokazać się Lukasowi?
__________________ Gdybym to ja ukradł słońce, nie dałbym go ludziom, aby mieli ciepło. Utopiłbym je w oceanie i zaczął lupować ich dusze, sprzedając im ogień... |
| |
| | #229 |
![]() | Lukas [35] "Mam... tego... dość!" Lukas zatrzymał się tak nagle, że gargulec ledwo go minął (najpewniej w odruchu bezwarunkowym). Delikatna słoneczna poświata zaróżowiła chmury, wyłaniające się znad pobliskich drzew. Gargulec z błazeńskim uśmiechem usiadł na nagrobku, około 10 metrów od Shade'a. On zaś złapał pobliski młot, czując gładkość rączki wręcz idealnie łączącą się z ciężarem głowni. Zamach tym morderczym narzędziem na pewno będzie wymagał dużego wkładu wysiłku i będzie wykonany z pewnym opóźnieniem... Po dokonaniu kilku pomiarów teoretycznych i jednego szerokiego zamachu, czuł się gotowy. Problem polegał na tym, że ruchomy posąg nie był łaskaw zaczekać do końca tej 'rozgrzewki'. W końcowej fazie zamachu młotem, gargulec zdąrzył już skrócić dystans o połowę. Jedyne reakcje, na jakie zdobył się Lukas, to miernie przemyślana zasłona drzewcem i lekki unik. Obie te czynności z pewnością uratowały go od stania się posiadaczem kilku zgruchotanych żeber. Impet zderzenia był na tyle intensywny, że skutecznie wytłoczył powietrze z płuc Lukas'a, odrzucając go na 2-3 metry i wytrącając młot z jego rąk. Strugi sliny z jego ust mieszały się z pyłem na chodniku. Gargulec, najwyraźniej diabelnie zadowolony z siebie, głupio podskakiwał na innym nagrobku. Shade zmierzył otoczenie wzrokiem, powoli dźwigając się i stając nogach. Miał świszczący oddech. Wiedział, że coś jest nie tak z jego płucami, albo żebrami. Miał tylko nadzieję, że to tylko mocne obicie. Zmierzył poczwarę wzrokiem, który niejednego mógłby przyprawić o dreszcz... Gardził nią z całej mocy. Wiedział, że jeśli tylko mu się uda, to zmażdży każdy kawałek ciała tego konstruktu. Czuł jak boska adrenalina uśmierza ból i napina mięśnie... Nim gargulec zdążył zerwać się do lotu, Lukas rzucił się między dwie krypty, gdzie upadł młot. Po kilku chwilach trzymał w dłoniach ten sam młot, choć teraz wydawał się znacznie lżejszy. Lukas złapał młot oburącz, trzymając nisko prawą, a wyżej lewą ręką. Głownia znajdowała się na wysokości jego głowy, on sam zaś uklęknął na prawym kolanie i czekał. Usłyszał po chwili łopot skrzydeł i chrobot pazurów o kamień. Shade idealnie wyczuł moment i wypchnął młot w górę tak, że aż słyszał świst przecinanego powietrza do akompaniamentu chrzęszczących kości. Owocem tej akcji był doskonały cios kontaktowy w twarz stwora, który ukruszył jeden z jego rogów (a może uszu?). Powtór z cichym jękiem zatoczył się w tył. Po chwili podskoczył, teraz już wyraźnie rozjuszony... Lukas wyszedł spomiędzy krypt i młotem wkruszył w ziemię to, co odpadło z poczwary... Butnym głosem wrzasnął: -Widziałeś, Ty kupo gruzu? Kiedy z Tobą skończę... Tylko tyle z Ciebie zostanie! "Wygląda na nieźle wk*rwionego... Ciekawe, czy on też może mieć zastrzyki adrenaliny... Zaraz się dowiem." Lukas mocno złapał drewniany trzon. I czekał...
__________________ LoBo "Rzucę pawiem dalej niż widzę!" Ostatnio edytowane przez DoomThrower : 03-13-2008 o 08:06. |
| |
| | #230 |
![]() | Lukas Maszkaron ponownie ruszył na Ciebie. Tym razem jednak nie uskoczyłeś. Gdy znalazł się dość blisko, zamachnąłeś się młotem. Stwór poderwał się w górę w ostatniej chwili, a ty zachwiałeś się - młot niemal pociągnął cię za sobą. Gargulec błyskawicznie zakręcił w powietrzu i znów zapikował na ciebie. Nie spodziewał się jednak równie błyskawicznej reakcji. Odwinąłeś się, trafiając stalowym młotem idealnie w centrum kamiennego cielska. Czas jakby zatrzymał się na ułamek sekundy. Morda maszkarona wykrzywiła się w złośliwym grymasie. - Taaaaaaak! - warknął przeciągle ludzkim głosem. I rozprysł się na tysiące kawałków, niczym szyba w fiacie. Stwierdziłeś, iż pomimo że jeszcze przez chwilę miał konsystencje granitu, jego resztki były czarniawą, ciemną mazią, podobną do tej, z której stworzony był ostatni potwór. Po chwili owa przedziwna substancja która rozprysnęła się wokół zaczęła parować, ostatecznie znikając bez śladu. Sh'eenaz Stworek zadarł głowę, uśmiechając się szeroko i mrugając swoim jednym okiem. I nagle, zupełnie niespodziewanie, zagłębił swe ostre niczym małe brzytwy ząbki w twoim kciuku. Pisnęłaś, strzepując szkodnika ze swojej dłoni. Na palcu miałaś krew - bolało jak cholera. Mały, beżowy potworek upadł na ziemię, podniósł się i natychmiast z powrotem ruszył w twoją stronę. Nim zdążyłaś się odsunąć, skoczył i wgryzł ci się w nogę tuż obok kostki. Jęknęłaś, próbując go strzepać ze swojej konczyny. Naprawdę miał ostre zęby.
__________________ Ich bin ein Teil von jener Kraft Die stets das Böse will Und stets das Gute schafft... |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Mirabiliter Kielcensis | Hael | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 409 | 11-16-2008 10:30 |
| [Autorskie] Mirabiliter Kielcensis | Naikelea | Toplista sesji | 10 | 11-07-2007 14:41 |