Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-18-2008, 19:54   #171
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 48 879
Hrabia jak zwykle w sytuacji podważania jego zdania najpierw zmarszczył groźnie zmarszczył czoło, ale zaraz złagodniał i jeszcze raz rozważył problem.

- Archibaldzie nie zmienimy planów, kiedy załatwimy sprawy w kopalni, gdzie stacjonują nasze wojska ruszymy zapewne od razu do Ville de Clee. Rozumiem że się troszczysz o sprawy taktyczne, ale stosowne polecenia wydane i czyni się właśnie pełna mobilizacja. W Ville de Clee znajduje się obecnie więcej magów niż jeszcze parę lat temu w całym Arisch, łowcy smoków, wojsko, rzesze taktyków i inżynierów. Jeśli miasto spłonie, to nasza grupka i tak dużo nie wskóra nawet z cudownym remedium na jaszczurki. - Ściszył głos by przez przypadek nie urazić Sary, choć w jego głosie nie było nuty szyderstwa - Jeśli miasto spłonie to propaganda i tak nie będzie miała wtedy najmniejszego znaczenia. Bardzo cenię sobie Archibaldzie twoje rady, ale to nie jest po prostu zwykłą wojna w której możemy przeprowadzić odsiecz, to skomplikowana gra, której zasad nikt nie lubi, a mimo wszystko trzeba w nią grać. - Rysy twarzy ściągnęły mu się w chwilowym zamyśleniu - Tymczasem pospieszmy konie!
 
__________________
Coś fajnego odroczone chwilowo przez sprawy osobiste :|
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-18-2008, 20:04   #172
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 478
Hell zmagał się z wiosłem sterowym i uważnie wysłuchiwał słów pomagającego mu wojaka. A słowa te zbyt optymistycznie nie brzmiały... Wynikało z nich jasno, że lądowanie w tym momencie nie należy do najlepszych pomysłów. Buszujący tu i tam ludzie A'Grynna mieli ponoć dość sił, by zmieść z powierzchni ziemi taką niewielką grupkę ludzi...
Hell uśmiechnął się dość krzywo po wysłuchaniu tej nowiny.
- Jeszcze trochę pobędziemy na tej kupie wiórów, nie wiadomo czemu zwanej barką, to ludzie biskupa do niczego nie będą potrzebni - stwierdził. - Musimy wylądować w miarę szybko, albo pójdziemy na dno.
Zastępujący go od czasu do czasu barbarzyńca uśmiechnął się równie krzywo, jak Hell, jednak ze względu na stan uzębienia jego uśmiech był dużo mniej przyjemny.
- Gdzieś tam - machnął ręką przed siebie - powinni być nasi ludzie. Tam będzie bezpieczniej...

Bez wątpienia wszędzie byłoby bezpieczniej, niż na łodzi.
"Że też wielmożnego biskupa nie było stać na coś lepszego" - narzekał Hell - "niż to coś..."
Stuknął parę razy w deski pokładu. Wbrew niepochlebnym słowom skierowanym pod adresem barki w pokładzie nie zrobiła się wielka dziura. Deski były dziwnie solidne.
"Może to te nieszczęsne kule" - pomyślał Hell, gdy spod pokładu wynurzył się kolejny wojak i pokazał, że ilość wody wzrosła o kolejne pół stopy. - "Albo to zderzenie..."
Jakimś dziwnym trafem więcej kul trafiło w barkę, niż w ludzi. I nie da się ukryć, że na zakręcie rzeki prąd zniósł ich za blisko brzegu i zawadzili o zatopione drzewo, ale mimo wszystko...
- Zanim pójdziemy na dno - powiedział do wojaka - warto by było zabrać coś z zapasów pana biskupa. Po co ma się zmarnować...
Żołnierz kiwnął głową i zniknął ponownie pod pokładem...

Hell przeniósł wzrok na leżącego na ławie biskupa.
A'Grynn zakłócał nieco ciszę nocną swoimi jękami, ale poza tym zachowywał się nad wyraz spokojnie. Nie groził gniewem bożym. Nie zapowiadał srogiego odwetu, gdy zjawią się jego oddziały. Nie powiedział ani słowa na temat tego, co zrobi, gdy na czele armii księstwa Geutrin przybędzie sam książę Viktor. Szósty bodajże.
Z pewnością biskup zastanawiał się, co stanie się z nim, gdy trafi w ręce hrabiego de Clee... I z pewnością snuł plany na wypadek dużo bardziej pomyślnego zdarzenia - wpadnięcia grupy, która go porwała, w ręce jego sojuszników...
Jednak ani jedno, ani drugie nie powinno nastąpić tej nocy...

Spojrzenie Hella spotkało się ze wzrokiem Ventri. Bez wątpienia myśleli o tym samym - jakim cudem wplątali się w tą awanturę. I jakim cudem zdołają się wyplatać.
"A to miała być zwyczajna podróż spowodowana zwyczajnym zaproszeniem" - pomyślał Hell i zatęsknił przez moment za swoimi przyjaciółmi. Bez wątpienia mając ich przy sobie czułby się lepiej...
Uśmiechnął się do Venti.
"Jakoś to będzie" - pomyślał.
Zostawił na moment ster w rękach żołnierza i ruszył w stronę dziewczyny. Ledwo zdążył zrobić kilka kroków, gdy nagle łódź zaczęła się obracać, a z rufy dobiegło pełne ekspresji, soczyste przekleństwo.
Hell rzucił się w stronę steru. Łatwo było zobaczyć przyczynę wypadku. Jedna z lin przytrzymujących wiosło sterowe pękła i siła pojedynczego człowieka nie starczała, by utrzymać ster.
- Dajcie jakąś linę - zawołał Hell, pomagając żołnierzowi w sterowaniu barką.

Jedyną chyba osobą, która zachowywała całkowity spokój i wyglądała, jakby nic go nie obchodziło, był chłopiec. Stał co prawda cały czas obok biskupa, ale nie dotknął go nawet palcem. Spoglądał tylko na niego z miną pełną można by rzec 'dorosłej' satysfakcji.
"Ciekawe, co kryje się w tym chłopaku" - pomyślał Hell. Zostawiając rozwiązanie tego problemu na inne spokojniejsze czasy...

Prowizorycznie przymocowane wiosło sterowe działało dużo gorzej, niż poprzednio. Nie było mowy o beztroskim siedzeniu na burcie i podziwianiu gwiazd - i tych w górze, i tych odbitych w rzece.
W pewnym momencie w oddali, na brzegu, zamigotała grupa ogni.
- To chyba nasi - powiedział, nieco niepewnie, jeden z barbarzyńców.
Hell nie dziwił się tej niepewności. W świetle księżyca i z takiej odległości trudno było powiedzieć, czy ludzie trzymający pochodnie i dający znaki, by przybić do brzegu są sprzymierzeńcami, czy nie.
- Jeśli to nie nasi - powiedział z pozornym spokojem Hell - to po prostu nie przybijemy...
"Może wszystkich nie wystrzelają w tych ciemnościach..." - pomyślał.
Widząc potwierdzające skinięcie głową, jakie wykonał drugi sternik skierował barkę do brzegu...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-19-2008, 21:29   #173
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 135 543
Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał

Archibald wysłuchał uważnie swego władcy. Z każdym słowem Franciszka twarz zastygała mu w maskę obojętności, nie chciał pokazać emocji, które nim targały. Wreszcie odezwał się w te słowa:

- Jak uważasz, miłościwy panie. Sam chciałeś, bym ci doradzał, nie narzucałem się ze swoją radą. Stary jestem, jedyne czego chciałem, to jeszcze zapolować na gadzinę. Nie planowałem udziału w wojnie, zwłaszcza czymś tak obrzydliwym i brudnym jak to, co się wokół nas dzieje. Nie znaczy to, że jest to dla mnie zaskoczenie, jako miłościwy panie zdajesz się sugerować. Nie chcę podkreślać swego doświadczenia ni wieku, bo obaj wiemy, ile miłościwy panie miałeś lat, gdy dobywałem ostróg rycerskich podczas wojny z Geutrin. Ty panie decydujesz, chcę tylko zwrócić twą uwagę na fakt, że nie wiedząc nic o sytuacji. O mobilizacji, jej czasie, o potencjale naszych wojsk i ich gotowości do walki, wreszcie o niespodziankach, które wrogowi wyszykowałeś, nie mogę służyć ci efektywnie radą. Wybacz mą śmiałość, miłościwy panie, lecz to twoja gra w takim razie, nie moja. Mi zostanie tylko używać miecza, czy podejmiesz dobrą, czy złą decyzję.

Skłonił się hrabiemu, a potem przywołał Dedericha i Osta, który wciąż nie doszedł do siebie po śmierci brata:

- No psubraty, porobiło się kurewsko. Brudu i szlamu pełno. Gdzie nie stąpniesz, tam w gówno depczesz. Jechaliśmy, by smoka ubić, a tu bijemy się z nomadami, zbuntowanymi rycerzami, ba biskupami, co to od Powracającego odstąpili, zaprzedawszy się obcym kultom. I wiecie, co wam powiem? Widać Powracający chce, byśmy tu byli i sprzątali w jego imieniu, to i sprzątamy. A jak przyjdzie lec, to pobiegniemy za Radostem, by ten sukinsyn nie wychlał nam w raju wszystkiego wina i nie wyryćkał wszystkich dziewek, bo przecież pies z niego był i na baby, i na trunki. I chuj jeden wie, w czym większy. Prawda Ost?!

Ost zamruczał w odpowiedzi, a Dederich uśmiechnął ponuro. Archibald odchrząknął, by zrzucił z siebie narastające wzruszenie, wreszcie rzekł cicho:

- Moi chłopcy, coś mi mówi, że koniec idzie. Od nas tylko zależy, jaki to koniec będzie. Czy w strachu, plując krwią i złorzecząc Powracającemu, czy też w chwale. Z piersią co prawda rozrąbaną, lecz żelazem w dłoni. Od teraz nie rozdzielamy się. Ja przed hrabią, Ost po lewej, Dederich po prawej. W razie czego sobą chronić!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 00:42   #174
SG
 
SG's Avatar
 
Reputacja: 2 SG wkrótce będzie znany
$: 16 821
Delikatny nocny wiatr muskający twarze obecnych na łodzi osób dziwnie podkreślał stosunkowy spokój, jaki zapanował, bo choć prawie każdy miał jakieś zajęcie, a barka bliska była zatonięcia, nie było słychać zbyt wielu rozmów. Venti odniosła wrażenie, że to jakby cisza po, ale i przed burzą. Druidka nigdy nie sądziła, że kiedyś wplącze się w polityczno-religijną aferę ze smokiem w tle. W głowie huczało jej od obfitości wydarzeń, jakie miały miejsce tego dnia, a przeczuwała, że czas na punkt kulminacyjny całej awantury jeszcze nie nadszedł. Nie było przy tym drogi odwrotu, ale kobieta wcale nie miała zamiaru nawet próbować się wycofać – teraz, kiedy już znalazła się w samym centrum wydarzeń, była ciekawa obrotu spraw i ich zakończenia. Uważała przy tym, że przyda się jej chwilowa, a może dłuższa, zmiana trybu życia, bo choć przebywanie na łonie natury przynosiło jej ukojenie, to ostatnio popadła w pewną rutynę, która zaczynała ją nużyć. Miała tylko nadzieję, że gdzieś po drodze nie doścignie jej własna przeszłość i odrzucona tożsamość…

Venti westchnęła głośno na samą myśl o takiej możliwości i skierowała się w stronę kolejnego rannego, rozglądając się po pokładzie zmęczonym wzrokiem. Jej uwagę przykuł chłopiec i sposób, w jaki przyglądał się biskupowi. Było w nim coś osobliwego, zupełnie niedziecięcego, a nawet niepokojącego.
„Co on widzi w A’Grynnie, że patrzy na niego z taką satysfakcją w oczach?” – zastanawiała się. – „Ta widoczna wyższość… kim ty jesteś, do diabła?”
Postanowiła przy najbliższej okazji zapytać Doriana o malca jeszcze raz, o ile będzie chciał współpracować. Powiedział im, że nie uważa chłopca za Powracającego. Więc skąd on się według niego tutaj wziął?

***

Gdy łódź zbliżyła się do brzegu, okazało się, że w istocie nie ma powodu do niepokoju, czekali tam na nich pozostali barbarzyńcy. Zeszli na ląd, a po niedługim czasie ich wodny środek transportu przestał istnieć.
„Było blisko” – pomyślała druidka.

Gdy rozpalono ognisko, nadszedł moment wytchnienia. Venti oparła się o okoliczne drzewo z winem w ręce i przysłuchiwała się rozmowie na temat krążących w okolicy ludziach A’Grynna, korzystając z ostatnich najprawdopodobniej tak spokojnych chwil. Początkowo nie chciała tknąć dziczyzny – jak wszyscy druidzi uważała polowania na dzikie zwierzęta za zakłócanie harmonii w naturze, głód jednak wziął górę nad przekonaniami i po pewnym czasie kobieta wzięła kawałek mięsa. Ognisko przypomniało druidce o zbliżającym się święcie dębów, gdy zwykła wraz z wszystkimi druidami ze swego kręgu zbierać się na ucztę pod koroną wielkiego dębu, by przy dźwiękach muzyki i blasku wielu ognisk oczekiwać północy. Wtedy wszystkie drzewa dąbrowy zaczynały nucić dziwną melodię, która hipnotyzowała swoim pięknem, nasyconym magicznym pierwiastkiem. Kobieta poczuła przemożną chęć wsłuchania się w szepty drzew, teraz nie było jednak na to czasu.

Jeden z najemników zaczął właśnie mówić o eskorcie, jaką Venti i Hell mieli stanowić dla biskupa i chłopca. Druidka uniosła brwi, gdy pod nogi rzucono jej dwa listy, po czym wzrokiem pełnym niepewności i zmieszania spojrzała na rycerza, jakby pytając: „I co ty na to?”. Na ich barkach położono właśnie ciężar zadania, od którego zależeć mogło wiele przyszłych wydarzeń i losy Arish. Nie sposób było jednak odmówić, choćby ze względu na to, że barbarzyńcy uratowali im skórę. A poza tym, to nie była prośba, tylko nakaz. Próba odmowy mogła nie spotkać się z przychylnym nastawieniem…

- Dobrze – odezwała się w końcu Venti zrezygnowanym tonem, szukając potwierdzenia u de Mera. – Wyruszymy z rana, gdy tylko wypoczniemy. Postaramy się dotrzeć do… „Smokobójców” jak najszybciej – zapewniła.

- Nie podoba mi się to – oznajmiła półgębkiem Hellowi, gdy tylko najemnik się odwrócił. – Ale wyboru nie mamy żadnego, chyba że chcemy zostać posądzeni o szpiegostwo lub coś podobnego i być ściganymi zarówno przez wojska Doriana, jak i hrabiego Franciszka.

Kobieta westchnęła ciężko i wzięła łyk wina.
„Cudownie” – pomyślała. – „Naprawdę cudownie…”
 
__________________
Do zobaczenia za kilka miesięcy :)
SG jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 09:58   #175
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8 Mira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 226 366
Sara przyjęła dar od hrabiego z niemym zaskoczeniem i czcią.

Kiedy ostatnio ktoś jej podarował cokolwiek? Bywało, że siostra nawet o jej urodzinach zapominała, dopiero wielki tort kucharki wywabiał na jej twarzy tajemniczy uśmiech i słowa „Wiem, że dziś twoje urodziny kochanie, ale ja przygotowałam dla ciebie rzecz naprawdę niezwykłą. Poczekaj jeszcze kilka dni a się nie zawiedziesz”. Póki Sara była mała – czekała, z czasem jednak zaczęła lepiej rozumieć sytuację, chociaż i tak tłumaczyła ją sobie mnogością zajęć starszej siostry.

A teraz dostała prezent i to od samego Franciszka I! Dziewczyna opuściła głowę w niskim ukłonie, by nikt nie zobaczył łez wzruszenia w jej oczach.

- Dziękuję... panie. Czuję się zaszczycona i bardzo chętnie nauczę się gry na tym... czymś.

Dokończyła niezgrabnie, ale inaczej nie potrafiła – głos jej wiązł w gardle. Kiedy Archibald i Franciszek rozmawiali, ona otarła zdradliwe perełki z policzków oraz siąknęła kilka razem nosem – z tym akurat się nie kryjąc, bo tak robili przecież starzy wojowie.

Rozkaz Franciszka padł i alchemiczka nie mogła się wyprzeć – poczuła ulgę, że to jeszcze nie teraz przyjdzie zmierzyć się jej ze smokiem. Bo co gdyby mikstura zawiodła? Wtedy powiodłaby na zatracenie wielu wspaniałych rycerzy... W tym zapewne de Valsoy’a.
Na samą tylko myśl o tym, dziewczyna uchwyciła ramię starego wiarusa. Widząc jego pytający wzrok, poczęła szeptać.

- Hrabia ma niestety racje. Ten jad na smoka opracowałam dopiero tutaj na zamku. Warto by było sprawdzić go na jakiejś mniejszej potworze pokrytej grubą łuską. Słyszałam, że takie w lasach żyją... może by tak się wybrać i zapolować? Oczywiście, jak czas będzie trochu spokojniejszy.

Jak gdyby w odezwie na słowa dziewczyny gdzieś odezwały się przerażone krzyki. Sara zmarszczyła brwi i zacisnęła silniej rękę.

„Muszę być silna, muszę być mądra, muszę... dorosnąć!”

Tymczasem de Valsoy rzucał swojej drużynie polecenia gromkim głosem. No tak, znów zapomniał o Sarze. Choć – niestety – to nie jego wina, a samej niewiasty, która wciąż nie potrafiła okiełznać swych słabości. Zagryzła teraz zęby i obnażyła miecz.

- Ja będę pilnować zatem tyłu Archibaldzie, jeśli innego zadania mi nie przydzielisz.
 
__________________
Czy wiesz że gdy pada śnieg
Moje oczy stają się większe
A światło którym lśnisz jest niewidoczne?
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-21-2008, 10:38   #176
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 478
Na okrzyk jednego z wojaków odpowiedziało kilka głosów.
- To nasi - stwierdził towarzyszący Hellowi żołnierz. Mimo mroku widać było, że się odprężył,
Wyładowanie siebie oraz zapasów nie zajęło 'załodze' dużo czasu. Paru żołnierzy z brzegu skoczyło na pomoc. Jeden z nich zajrzał nawet pod pokład ciekaw, czy nie da się jeszcze czegoś wydobyć, ale szybko się wycofał klnąc w głos.
Zabrał co prawda dwa bukłaki z winem, ale uznał, że nie było to warte przemoczenia nóg.
Widocznie poziom wody ponownie wzrósł.

Powitanie na brzegu było dość serdeczne. Nieufność, według Hella dość zrozumiała, rozwiała się, gdy zebrani na brzegu ujrzeli 'łup' w postaci D'Agrynna i usłyszeli relację z przebiegu zdarzeń. Błyskawicznie podjęto (przy zerowym współudziale Venti i Hella decyzję o rozbiciu obozu.
Jeden z barbarzyńców, na oko niczym nie różniący się od innych, wydał kilka poleceń. Paru żołnierzy zniknęło w mroku. Po chwili dwaj z nich wrócili niosąc kilka kawałków drewna. Nim minęły trzy minuty na przybrzeżnej polanie zapłonęły trzy niewielkie ogniska.

Posiedzieć przy ognisku, rozkoszując się zapachem pieczonego mięsa i trzymając w ręku kielich dobrego wina z zapasów biskupa to była czysta przyjemność. Szczególnie po tak długim i ciekawym dniu.
"Jak w ciągu paru godzin można się wplątać w największą aferę polityczno-religijną ostatnich lat" - zastanawiał się Hell, rozsiadłszy się wygodnie przy ognisku, które rozpalili barbarzyńcy z dziwną jak na siebie beztroską.
Chociaż, jak sądził Hell, z pewnością patrole pilnowały okolicy... A poza tym, jak zdołał zaobserwować, obozowisko było tak prawdę mówiąc widoczne tylko od strony rzeki.

Spojrzał na moment na Venti.
W świetle rzucanym przez niezbyt wysokie płomienie ogniska dziewczyna wydawała się dziwnie nieobecna duchem, jakby nagle myślą przeniosła się w inne miejsce. A ponieważ nie wydawała się zbyt przygnębiona, więc nie zamierzał przerywać jej rozmyślań.
"Całe szczęście, że dała się namówić na trochę jedzenia" - pomyślał, przypominając sobie, z jaką niechęcią druidka sięgnęła po kawałek mięsa. Nie dziwił się jej zbytnio, ale - z drugiej strony - nie mogli sobie pozwolić na wybrzydzanie.
Jakby nie było - nie jedli od dawna i organizm domagał się uzupełnienia zapasów. Szczególnie przed czekającą ich podróżą...
Ugryzł kolejny kawałek pieczeni. Mięso pieczone nad ogniskiem miało niepowtarzalny smak.

Czując na sobie wzrok Venti przeniósł spojrzenie na dziewczynę. W jej oczach zobaczył potwierdzenie swoich wątpliwości. I jej, i jemu ta misja niezbyt się podobała. Ale podobnie jak Venti wiedział, że wykręcic się od tego obowiązku nie sposób.
- Potrzebowalibyśmy nieco jedzenia, by nie tracić czasu na polowanie. I czy nie dałoby się zdobyć trzeciego konia? - spytał. - Jestem pewien, że jego eminencja - spojrzał w stronę, gdzie leżał związany i pod strażą biskup - umie jeździć konno...
Był świadomy tego, że Dorian musiałby jechać z Venti, a nie był pewien, jak druidka dałaby sobie radę z koniem i biskupem równocześnie.
- A nawet gdyby nie umiał - dodał nieco złośliwie - to przywiązany do siodła i tak by nie spadł... Zaś wzięty na arkan nawet nie miałby szans na ucieczkę.

Schował jeden z dwóch listów, jakie wylądowały u stóp Venti. Miał tylko nadzieję, że zdąży go pokazać, gdy natkną się siły hrabiego.
Nad tym, co zrobią, gdy spotkają się z siłami buntowników wolał nawet nie myśleć. Na wstawiennictwo biskupa z pewnością nie mogliby liczyć. Nawet gdyby D'Agrynn odczuwał wcześniej wdzięczność za pomoc w ucieczce z pałacu, to bez wątpienia uczucie to wyparowało z niego podczas zdarzeń, jakie miały miejsce podczas ostatnich kilku godzin.
Popatrzył w ślad za odchodzącym barbarzyńcą, a potem powiedział:
- Wyboru faktycznie nie mamy.
Inne możliwości, takie jak puszczenie biskupa wolno lub poderżnięcie mu gardła i pozbycie się kłopotu zdały mu się zdecydowanie mało atrakcyjne.
Po chwili dodał:
- Spróbuj się nieco zdrzemnąć. Skoro świt ruszamy...
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-27-2008, 14:19   #177
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 218 805
Podróżowali całą noc. Nie był to nieprzerwany galop, po prostu spokojna jazda – tak, by nazbyt nie zmęczyć koni, a zarazem nie stawać co kilka kilometrów. Trakt zdawał się być wyjątkowo spokojny – nie napotkali żadnych ludzi, żadnych zwierząt, nawet wiatr zdawał się nie wiać tej nocy. Rzec można, iż wszystko było nawet zbyt spokojne, by można było nazwać to normalnym…

Franciszek i jego orszak nie rozmyślali o tym – ich umysły były zajęte czymś zupełnie innym. Cóż może się dziać w hrabstwie? Smok atakujący Ville-de-Clee, plotki o najeździe samego Victora IV, bunt rycerstwa, najazdy barbarzyńców, kolejne wieści o magnatach wypowiadających posłuszeństwo hrabiemu… To nie mogą być zbiegi okoliczności. Ktoś tym kieruje, ktoś popycha hrabstwo ku upadkowi… Ale kto?

Wszyscy liczyli, że wizyta w kopalniach przybliży ich do odnalezienia odpowiedzi na to pytanie…

***
Głęboko w borach hrabstwa rodziła się nowa potęga. Ogromne obozowisko, dziesiątki tysięcy ludzi gotowych do walki za swego nowego pana, za wolność, za wiarę, za garść złota. Największe zbiry Imperium stawały ramię w ramię z prawdziwymi rycerzami, szamani z dalekich krajów wschodu i zachodu dyskutowali o skuteczności zaklęć z mnichami i duchownymi, zaś potężne bestie nieśmiale obserwowali medycy. Prawdziwa armia zniszczenia.

Ich pan zaś patrzył na swą wielobarwną hordę ze spokojem w oczach. Znał swe przeznaczenie, sam je w końcu ustanowił, sam wiele lat temu podyktował te słowa, kilka wersów o jego powrocie. Widząc twarze spływające łzami obiecał swym dzieciom, iż ponownie stanie na tych ziemiach, że i wówczas wyleczy ich świat ze wszelkiego zła i poprowadzi ich do raju. A teraz on, Oberycum, powrócił. I szykował się do walki ze złem świata tego…

- Panie, nasi zwiadowcy spotkali przedni patrol armii Geutrin. Już niebawem książę Victor zjawi się tu wraz ze swym wojskiem.- meldował jeden z dawnych Rycerzy Dębu, rzekomy Powracający zaś z satysfakcją pokiwał swą, osłonięta hełmem, głową.

- Niestety, jest też pewien problem – Dorian A’Grynn wciąż się nie pojawił, a zgodnie z naszą z nim umową mieliśmy posłać za nim grupę naszych najlepszych jeźdźców, jeżeli nie zagości w obozie o poranku…

- Tak też zróbcie.- odezwał się mężczyzna w zbroi, a głos jego idealnie pasował do samego boga – był niski, mocny i dogłębnie wbijający się w ludzki umysł…

***
Dostali wszystko, czego tylko chcieli. Zresztą, Hell zdawał sobie z tego sprawę całkiem dobrze – barbarzyńcom zależało na tym, by ktoś ich wyręczył, a oddanie jeszcze jednego konia… No, cóż to za problem? I chociaż w chwili przypieczętowania ich umowy uściskiem przeciętej nożem dłoni (stary zwyczaj ze wschodu) było już za późno, by z czegokolwiek się wycofać, to… Czy wcześniej nie byli już w to tak wplątani?

Zresztą, teraz już nie było się nad czym zastanawiać. Jechali naprawdę szybko, w końcu czas się liczył – i to bardzo. Musieli znaleźć poruszający się w kierunku kopalni orszak smokobójców – trzeba dodać, że poruszający się zapewne dość prędko i przez całą noc. Oczywiście mogą liczyć na to, iż spotkają się w kopalni, ale zawsze bezpieczniej było podróżować w większej grupie. A teraz mogli być niemal pewni, że obok tak ważnego traktu znajduje się pełno oddziałów biskupa i sprzymierzeńców…

Venti obserwowała z pewną dozą niepokoju chłopca, gdyś odpowiednio skrępowanego Doriana nie trzeba było się obawiać. Dziecko wyraźnie zmarkotniało, już całkowicie przestało się odzywać, spało coraz więcej… Objawy jakiejś choroby? Tylko jakiej? Podczas galopu nie miała szans przebadać małego pacjenta

I gdy już miała zapytać się de Mera o ewentualny postój, oboje wstrzymali w miejscu konie. W ich kierunku stała obrócona grupka konnych. Dziewczynka, stary, rosły rycerz z dwójką podwładnych, najemnik (Hell natychmiast poznał tę twarz – to on był w rezydencji A’Grynna!) i… sam Franciszek de Clee! Oni jednak nie wydawali się być tak uradowani spotkaniem, gdyż wszyscy w swych dłoniach dzierżyli broń i zdawali się szykować do ataku…
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-27-2008, 21:33   #178
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 478
Sen nie trwał zbyt długo. Nie dość, że późno szli spać, to jeszcze wojacy zerwali się zanim słońce chociażby pomyślało o wstaniu.
Hell zerwał się na nogi ledwo w obozowisku zaczął się ruch. Venti nie pozostawała w tyle. Za to z D'Agrynnem był kłopot. Za nic w świecie nie chciał uwierzyć, że nie pośpi sobie dłużej.
"Widać wiele czasu minęło od chwili, gdy byłeś młodym klerykiem, mości biskupie" - pomyślał Hell.
W końcu jeden z żołnierzy kuksańcem przekonał D'Agrynna, że naprawdę trzeba wstawać.
Mina biskupa świadczyła nie tylko o niechęci do wstawania. Można by sądzić, że gdyby miał wolne ręce to z przyjemnością by kogoś udusił. Ale, może z rozsądku, ograniczył się do wymruczenie kilku słów, których jednak nie dało się zrozumieć. Naprędce spożyty posiłek nie poprawił D'Agrynnowi humoru.
Nie tracąc czasu na niepotrzebne pożegnania obie grupy rozjechały się w różne strony.
"Aż dziw" - przemknęło przez głowę Hellowi - "że nie dali na eskorty. Widać rozpoznali w nas uczciwych ludzi..."

Podróż nie była zła. Ręka, w zasadzie niepotrzebnie opatrzona przez Venti, nie dolegała, konie były szybkie, a biskup, starannie skrępowany i przywiązany do siodła, nie utrudniał podróży. Jedynie spojrzenia Venti, kierowane od czasu do czasu na chłopca, wydawały się świadczyć o jakimś niepokoju. Ale ponieważ druidka nie powiedziała ani słowa, a oni dosyć się spieszyli, Hell postanowił nie przerywać jazdy. Co prawda wiedział, którędy jechać, to nie bardzo miał pojęcie, jak daleko jest do tych kopalń. A im krócej trwała podróż, tym mniejsze były szanse na napotkanie kogokolwiek - czy ludzi biskupa, czy stronników hrabiego.
Poplecznicy D'Agrynna załatwiliby ich natychmiast, a ludzie hrabiego? Zawsze mogli trafić na takich, co najpierw wolą zabić, a potem żałować, że nie zadawali pytań.
"Może jednak będziemy mieli szczęście i trafimy na hrabiego Franciszka..." - pomyślał.

Równocześnie wstrzymali konie.
- Sam hrabia - powiedział Hell, który, chociaż osobiście nie miał przyjemności poznać Franciszka de Clee, to znał jego twarz z paru portretów. Nieco upiększających oblicze władcy, ale i tak wystarczająco dokładnych. - A ten najemnik ... To chyba on był w siedzibie D'Agrynna...
Nie był tego pewien - tylko przelotnie widział człowieka idącego na czele atakujących, a i to z daleka, z okna pałacu...

Teoretycznie byli sojusznikami, ale na twarzach napotkanych nie widać było przyjacielskich uśmiechów. Wprost przeciwnie - wyglądali, jakby szykowali się do ataku.
"Ładne mi szczęśliwe spotkanie" - przemknęło przez głowę Hellowi.
Na głos zaś powiedział:
- Gościnność zeszła na psy w tym hrabstwie. Goście przybywają z prezentami, a tu takie przywitanie...
Sięgnął za pazuchę i wyciągnął glejt. Wziął go do ręki i uniósł w taki sposób, by pieczęć hrabiego była widoczna z daleka.
- W ramach okazania braku wrogich zamiarów zwykle wysyła się kobiety lub dzieci - powiedział do Venti - ale lepiej będzie, jak poczekasz tutaj...

Niezbyt szybko ruszył do przodu, ciągnąc za wodze rumaka, do którego przywiązany był D'Agrynn. Mimo wiary w to, że hrabia i jego towarzysze okażą rozsądek, był gotów w każdej chwili sięgnąć po miecz...
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 04-28-2008 o 20:50.
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-02-2008, 21:56   #179
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 117 697
Zatrzymali gwałtownie konie na widok konnych wyłaniających się zza zakrętu drogi. Może kilka tygodni temu nikt nie zareagowałby na widok innych podróżnych, chwytaniem za rękojeść oręża... ale przez te kilka tygodni wiele się zmieniło.

Smok... ataki dzikich plemion... wojska Geutrin sprzymierzone ze zdrajcami stanu i chędożonym biskupem oraz równie chędożonym Zakonem Poranka... czy jakoś tak - Andre nigdy nie miał głowy do tych ich patetycznych nazw... "zapomniałeś dodać - głupich" - poprawił sam siebie. To wszystko sprawiło, że teraz na widok jeźdźców chwycił za swą myśliwską kuszę. Lekka, delikatna broń cechowała niesłychana celność... a ta cecha był dla najemnika najważniejsza.

Pozostali zareagowali podobnie... Al`Thor wolał najpierw strzelać, potem pytać... obserwował więc z zaciekawieniem reakcję Hrabiego.

Szczegół który dostrzegł, sprawił, że krew odpłynęła z jego ogorzałej twarzy. - Dorian!!! To ten arcypies!!! - wyrwało mu się z ust. Stracił masę czasu szturmując jego pałac, a ta szuja uciekła kanałami - "jak szczur".

Jeden z jeźdźców ruszył w ich stronę, wymachując z daleka jakimś pismem.

- Radziłbym uważać - rzekł. - Nie wiemy czy to nie jakiś podstęp, albo zasadzka z tym łże - klechom w roli przynęty, hrabio. Lepiej patrzeć im na ręce...
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-02-2008, 23:26   #180
SG
 
SG's Avatar
 
Reputacja: 2 SG wkrótce będzie znany
$: 16 821
Venti zbudziło świergotanie pierwszych ptaków zwiastujących rychłe nadejście dnia, choć w lesie panował jeszcze mrok. Druidka przetarła dłonią zaspane oczy i powiodła wzrokiem po coraz ruchliwszym obozowisku. Wszyscy zbierali się w pośpiechu – czas był teraz tym, co liczyło się najbardziej. Kobieta z powątpiewaniem kręciła głową, przyglądając się z siodła zawieranemu paktowi krwi. Przez myśli biegła jej lista chorób, którymi można się w ten sposób zarazić.

Cwałowali traktem, nie szczędząc koni. Te nie skarżyły się jednak zanadto, zdążyły dobrze odpocząć przed jazdą. Wiatr rozwiewał druidce włosy, wykradając słabo spięte rzemykiem rude kosmyki. Venti niepokoiło osobliwe zachowanie chłopca, jednak niewiele mogła stwierdzić, obserwując dziecko z końskiego grzbietu, a na postój nie mogli sobie teraz pozwolić.
„Trzeba cię będzie przy najbliższej okazji przebadać” – postanowiła.

Na widok grupy konnych wstrzymali konie. Odrobinę narowisty siwek kobiety zatańczył niespokojnie w miejscu. Wśród jeźdźców dostrzegli dwie znajome twarze.
- Tak, to chyba on – odpowiedziała rycerzowi druidka, gdy bliżej przyjrzała się najemnikowi. Jego obecność nie wróżyła dla nich niczego dobrego, widział w końcu, jak uciekali z biskupem. Z drugiej jednak strony A’Grynn garbił się właśnie solidnie związany na swoim wierzchowcu, Venti i Hell mogli więc liczyć, że napotkani poczekają, nim zaczną strzelać.

Na dźwięk słów rycerza twarz dziewczyny wykrzywił grymas niezadowolenia. Venti westchnęła, po czym szturchnęła konia piętami, doganiając wychodzącego na spotkanie de Mera. Była przyzwyczajona do bezwzględnej wolności w decydowaniu o swoim losie i nawet tak wyrażony nakaz ją irytował.
- Może i tak – odparła druidka, śmiejąc się. – Ale wybacz, bo nie mam najmniejszego zamiaru.

„Może i jestem rozkapryszona” – przemknęło jej przez myśl. – „Ale… co z tego?”
 
__________________
Do zobaczenia za kilka miesięcy :)
SG jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Rycerska Rzecz Kutak Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 146 11-13-2008 12:54
[rekrutacja dodatkowa]Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 9 12-24-2007 14:33
Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 48 06-24-2007 23:00


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110