Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-05-2008, 15:40   #181
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 46 783
Szczęk wyjmowanych broni spowodował, że konie nieco nerwowo zaczęły poruszać się w miejscu. Ale żaden nie cofnął się, ani nawet nie parsknął. Dobry jeździec wiedział, że gotowe Hrabiowskie konie to w końcu rasowe wierzchowce nie byle chabety.

Franciszek także chwycił za miecz, ale pomiarkował z wyciąganiem go z jaszczura. Oparł tylko wygodnie dłoń na rękojeści bezwiednie gładząc kciukiem herb Arisch. Jeszcze niedawno byłoby nie do pomyślenia by władca sam musiał fatygować się we własnej obronie. Robbert jednak nie musiał bawić się w dyplomacje i już trzymał wycelowany garłacz w kierunku nadjeżdżających.

Dorian A’Grynn, skrępowany i eskortowany przez rycerza z imperium, jakąś kobietę, prawdopodobnie kapłankę, która opiekowała się młodym chłopcem. Innym razem taki widok oznaczałby dzień triumfu hrabiego, ale perspektywa ataku obcych wojsk, zdrady wśród członków największego zakonu i smoka szalejącego nad państwem znacznie umniejszała satysfakcję z tego cząstkowego sukcesu.

- Radziłbym uważać. Nie wiemy czy to nie jakiś podstęp, albo zasadzka z tym łże - klechom w roli przynęty, hrabio. Lepiej patrzeć im na ręce... odezwał się Andre

Franciszek nic nie odpowiedział, w skupieniu oczekiwał tylko, kiedy napotkani ludzie podjadą bliżej.

- Gościnność zeszła na psy w tym hrabstwie. Goście przybywają z prezentami, a tu takie przywitanie... - Powiedział z daleka przybysz.

Hrabia wykonał ruch ręką by kompani opuścili broń. Nie uśmiechnął się kulturalnie, jak nakazywały dworskie maniery. Nie byli w pałacu, a przybysz pozwalał sobie na zbytnią poufałość.

- Mam nadzieję, że wielmożny pan nie będzie miał okazji przekonać się jak postępujemy z wrogami. Ostrożności nigdy za wiele. - Odparł oschłym tonem. Znacznie więcej uwagi, poświęcał pojmanemu biskupowi niż jego eskorcie.

Wyciągnął rękę w której zaraz znalazły się dokumenty podane mu za pośrednictwem Roberta. Franciszek obejrzał dokumenty i na powrót podniósł głowę na konnych. Posłał jeszcze raz długie pełne triumfu spojrzenie Dorianowi i odezwał się już bardziej sympatycznie.

- Czy nasi zacni goście zechcieli by nam asystować w podróży? - Teoretycznie było to pytanie, praktycznie zadał je hrabia Arisch - Chętnie wysłucham jak taka niecodzienna kompania znalazła sobie tak niemiłego towarzysza.

Opowieść mogła być niewątpliwie interesująca, ale nie od nich oczekiwał odpowiedzi Franciszek, a właśnie od A'Grynna. Musi przecież suczy syn znać głównych przywódców wrogich wojsk i ich plany. Pewnie będzie też coś wiedział w sprawie smoka. A są ludzie i metody by tą wiedzę wydobyć.
 
__________________
Tuż za rogiem czai się nowa rekrutka. Albo ja ją wykończę albo ona mnie.
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 05-06-2008, 19:50   #182
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 7 Mira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetny
$: 207 242
„Pupa mnie już boli...” - narzekała w myślach Sara.

Jeździć na koniu potrafiła, ba! Spędzała godziny na wymyślaniu nowych sztuczek, które prezentowała potem przyjacielowi z dzieciństwa, budząc jego nieskrywany podziw.
Niemniej musiała teraz przyznać, ze nie przywykła do dłuższej jazdy. Zmiany pozycji w siodle tez już wiele nie dawały. Po prostu bolał zadek i już! Ale nie śmiała narzekać. Nie w towarzystwie hrabiego, który przecież znosił teraz o wiele gorsze męki i bynajmniej ich przyczyną nie był profil siodła.

Dziewczyna rzuciła ciekawskie spojrzenie Archibaldowi. Widząc jego zacięta minę, uśmiechnęła się złośliwie. W trakcie ostatniej podróży zdołała przyuważyć smarowidło w jukach starego rycerza. A że znała się na specyfikach, bez problemu rozpoznała też jego charakterystyczny zapach.

„Tego to dopiero musi teraz piec zadek. Trza jednak staruszkowi przyznać, że trzyma się dziarsko... niejeden by kwiczał, jeno siadając okrakiem.”

I tak zrodził się w umyśle alchemiczki pomysł, jak dopomóc udręczonym lędźwiom Archibalda. Już miała do niego podjechać i wybawić ode złego, kiedy coś się w niej obudziło. Coś, czego nigdy wcześniej nie posiadała, a teraz... z rzadka zaprzątało jej myśli. Było to przy tym coś bardzo dorosłego... wyczucie.

Przez chwilę Sara udawała, że jej uwagę zwraca wszystko prócz de Valsoy’a i niby przypadkiem zrównała swego wierzchowca z tym należącym do Dedericha. Gdy upewniła się, ze są poza wzrokiem jego pana, podała giermkowi niedużą buteleczkę.



- Psssyt! Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać! – zagadała konspiracyjnie – To jest lekarstwo na dolegliwości Archibalda. Starczy posmarować raz na trzy dni i nic nie piecze. Ale nie częściej! To o wiele skuteczniejsze smarowidło niż to, które on stosuje.

- Ależ panienko, nie bardzo rozumiem, o czym mówisz.

- No o jego rzyci, a o czym!
– wypaliła, po chwili znów zniżając głos do szeptu – To go znieczuli, a i wybije paskudztwo przy regularnym smarowaniu. Trzeba tylko głęboko sięgać, a i o podcieraniu zadka pamiętać.

Zbity z tropu taką bezpośredniością Dederich przyjął bez słowa prezent Sary. Skinął przy tym na znak zrozumienia głowa kilka razy, by dziewczę wiedziało, że pojął sens jej słów i bardziej konkretna być nie musi.

Ta zresztą uśmiechnęła się zadowolona, z poczuciem dokonania dobrego uczynku.

***

Pojawienie się nowych jeźdźców bardziej zaciekawiło alchemiczkę, niż zaniepokoiło. Jakoś wciąż nie potrafiła pojąć, że zagrożeniem dla ludzi mogą być także ludzie. W jej umyśle wciąż tliła się wizja wielkiego sojuszu mieszkańców Arish w celu pokonania bestii - smoka, który napadł na ich ziemie. Niestety, dla innych widać nie było to tak oczywiste.

- Kim oni są? – rzuciła pytanie do swych towarzyszy, obserwując jednocześnie rycerza, który zbliżał się do nich z jakimś jeńcem.

Nagle wzrok Sary przykuli towarzysze jeźdźca, a szczególnie kobieta w specyficznym stroju. Dziewczyna zresztą bardzo szybko rozpoznała krój, który był charakterystyczny tylko dla jednej grupy „zawodowej” Arish. Chcąc podzielić się swym odkryciem, zbliżyła się do Andre’a. Ten wszak z racji swego obcego pochodzenia powinien podzielić jej entuzjazm.

- Patrz tam, patrz! Prawdziwa druidka! Patrz na jej szatę i włosy... Jak prawdziwy ogień! Cholibka, tez bym chciała takie mieć. – zakończyła Sara z westchnieniem smutku i odruchowo odgarnęła czarne jak noc kosmyki z twarzy.

"Głupie kłaki... i jeszcze głupsza pupa."
 
__________________
Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty
Z nich ułożę baśń o królewnie co
Zmarła z żalu, bo
Nie poznała Cię
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-08-2008, 06:51   #183
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 6 Kerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skał
$: 170 583
Pełne zaciekawenie spojrzenia, jakie rzucała w ich stronę młoda dziewczyna dały się zauważyć równie łatwo, jak jak błysk niechęci w oku z obca ubranego najemnika. Widac było, że ten ostatni należał do kategorii "najpierw strzelać..."

Hell udał, że nie dosłyszał docinka hrabiego.
- Z wielką przyjemnością przyłączymy się do orszaku Waszej Wysokości - powiedział, z szacunkiem jaki należał władcy Arish. - Hell de Mer - skłonił się.
- Jeśli Wasza Wysokość pozwoli, przedstawię moich towarzyszy...
- Pani Venti - z uprzejmością skłonił głowę w jej stronę. - Druidka - dodał.
- Jego Ekscelencję biskupa A'Grynna z pewnością Wasza Wysokość zna - w oczach mówiącego zamigotał cień kpiny, ale wyraz twarzy był stale poważny.
- Zaś ten młodzieniec... - Hell zawahał się na moment. - Według niektórych przedstawicieli Zakonu Jedynego ten chłopiec został uznany za samego Powracającego... I jest jakby konkurentem drugiego Oberycuma, który dowodzi sprzymierzeńcami jego ekscelencji biskupa...
Burza, jaka wybuchła po jego wypowiedzi, nie pozwoliła mu na dalsze kontynuowanie...
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 05-08-2008 o 06:55.
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-17-2008, 20:19   #184
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie cośAngrod ma w sobie coś
$: 46 783
Franciszek przywitał uprzejmym skinieniem głowy dwoje nieznajomych. Na ostatnie słowa uniósł jednak swe hrabiowskie brwi w wyrazie zdumienia. Zdziwienia nie wywołało jak by się to mogło zdawać stwierdzenie, że ten chłopiec jest Powracającym, ale to że Hell nazwał go konkurentem drugiego Oberycuma. Czyżby to kolejna sugestia od losu, że sytuacja nie jest, aż tak beznadziejna, że można ją przezwyciężyć?

Ukłonił się lekko chłopcu tak jak się kłania dostojnym gościom, jednak z sympatycznym uśmiechem jakby tylko bawił się z chłopcem w "ważnych panów".

A co jeśli to naprawdę Powracający? Przemknęło mu w końcu przez głowę. Dochodziły go przebąkiwania kapłanów o jego powrocie. Co teraz zrobi z młodocianym bogiem pod opieką? A co jeśli to ten drugi jest bogiem? Czy można w ogóle stawać przeciw niemu?

- Mniemam że czka nas interesująca rozmowa.
 
__________________
Tuż za rogiem czai się nowa rekrutka. Albo ja ją wykończę albo ona mnie.
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-31-2008, 17:45   #185
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 132 514
Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał

- Ja będę pilnować zatem tyłu Archibaldzie, jeśli innego zadania mi nie przydzielisz.

Słowa Sary były dla starca pretekstem, by choć na chwile spuścić z tonu i odwrócić wzrok od wiernych przyjaciół. W samą porę, bo już go łzy coraz mocniej paliły pod powiekami. Spojrzał na dziewczynę przeciągle, a potem nagle uśmiechnął się:

- Z tyłu to pojedzie tamten – wskazał ręką Andre. – To doskonały wojownik. Poradzi sobie bez ciebie, a i lepiej pewnie włada bronią, toteż większe szanse da hrabiemu. A ty… A ty mi tu na przedzie jesteś potrzebna. Na przedzie, nie gdzie indziej, tam gdzie rycerze jadą.

Szybko odwrócił głowę, bo i w tej chwili łzy wróciły, a głos zaczynał drgać niebezpiecznie. Kochana córcia, kochana!

Wyjechał przed swoich, udając, że bacznie rozgląda się i wypatruje niebezpieczeństwa. Niewiele przecież mógł na większą odległość zobaczyć, bo przecież wzrok nie ten, ale całe szczęście nikt o tym nie wiedział. Szczęśliwie słuch miał nadal świetny, toteż dobiegło go szept Osta:

- Czego pan wypatruje? Przecież ślep niczym nitopyr.
Archibald odwrócił się w siodle:

- Może i ślep, ale przypieprzyć dalej potrafi!

***

Kilka godzin później podjechał do niego Dederich i spojrzał znacząco na rycerza:

- Czegóż!? – warknął Archibald niechętnie, bo dupa znów prażyła niemiłosiernie. Jeśli nawet nagrzeszył w życiu tyle, że czekała go po śmierci niełaska Powracającego, to męki spowodowane przez hemoroidy przynajmniej część kary pozwolą mu darować.

- No, panie… - zaczął z wahaniem giermek. – No mam taką maść…
- Maść? A na pytę mi maść, szaleju się objadłeś? – wyraźnie rozgniewał się starzec.
- No w zasadzie nie na pytę, lecz blisko… No to na hemoroidy… - Dederich widząc rosnące zaskoczenie w oczach Archibalda zaczął gadać niczym geutrińska katarynka – No bo to trza na palec i wetrzeć tam gdzie boli, znaczy w dupę, no w środek, no głęboko, najgłębiej jak się da! Kazała tak czynić panien… znaczy taka stara wiedźma, co to ją spotkał w Devis. Mądra kobieta, się zna pewnie, no…

Gniew z Archibald umknął niczym powietrze z balonu:

- Ech, ty stary capie. Stary, głupi capie… - spojrzał niby surowo na Dedericha, lecz iskierki radości wesoło tańczyły w jego oczach. – Znaczy mam to na palec nałożyć i w rzyć wsadzić i trzeć, by maść w środku została?

Dederich pokiwał entuzjastycznie głową, jakby nie widząc, że rycerz krzywi się z obrzydzenia.

- Ech, to podziękuj tej starej wiedźmie. Podziękuj serdecznie, kiedy ją zobaczysz. Cnotliwa to musi być baba, co to chłopom każe się samemu po rzyci masować.

I uśmiechnął się do Sary.

***

Wszystkiego mógł się spodziewać, lecz nie tego, że A’Grynn sam wpadnie im w łapska. A raczej pewien woj. I druidka oddadzą zaprzańca i zdrajcę w ręce ludzi hrabiego. A tak przecież się stało. I w tej właśnie chwili Archibald jak nigdy dotąd uwierzył w Powracającego, uwierzył całym swym steranym, starczym sercem. Uwierzył, że jak się mocno wierzy w Powrót Boga, to może nie Bóg powróci, ale chociażby znienawidzony wróg w pętach wyjątkowo tym razem zelżywych, a wierzący mocno dostanie szansę wysłania do piekła tegoż wroga.

Wojownik, nomen omen Hell, wdał się miłą, wręcz krotochwilną pogawędkę z hrabią de Clee, jednakże treść rozmowy dziwnym trafem nijak nie dotarła do uszu rycerza. Słyszał tylko szum i pulsowanie, coraz szybsze, krwi w uszach. Patrzył prosto w oczy byłego biskupa. Skurwiela przez którego Radost podążył w zaświaty. A potem zdecydował:

- Sara, Dederich, Ost… w razie czego, zajedźcie drogę tym, którzy będą chcieli mi przeszkodzić.

Podjechał od niechcenia do Doriana A’Grynna i rzucił mu w twarz:

- To za Radosta i innych szlachetnych ludzi. Zęby ci chuju nie będą potrzebne.

I z całej siły władował opancerzoną pięść w starczą twarz biskupa. Poczuł jak pod knykciami pęka nos, kruszą się zęby. Wargi pękają, zalewając krwią brodą i policzki. Jak cała twarz zmienia się w potworną, krwawą maskę. A’Grynn wyleciał z siodła niczym z procy i wylądował na trakcie, krztusząc się własną posoką. Chwilę wcześniej hrabia Franciszek de Clee wyrzekł znaczące słowa:

- Mniemam, że czeka nas interesująca rozmowa.

Archibald uśmiechnął się mściwie:

- Zapewne, Wasza Miłość.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-31-2008, 21:55   #186
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 5 merill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetnymerill jest po prostu świetny
$: 104 286
Musiał przyznać, że stary rycerz miał jeszcze niekiepską krzepę. Trzymał się trochę z tyłu za Franciszkiem obserwując z mściwą satysfakcją Doriana... "co ma wisieć nie utonie - dobiorę się ja Tobie do skóry... "

Nie zdążył skończyć myśli, bo właśnie wtedy mocarne knykcie pięści Archibalda zrobiły z twarzy ex-arcybiskupa krwawą miazgę. Z nieskrywaną uciechą obserwował jak plujący krwawo biskup rachuje zęby trzymane w dłoni...

- Pięknie mości rycerzu... choć można to było zrobić bardziej efektownie i jeszcze bardziej wrednie... ale widzę, żeście woleli wybrać prostsze rozwiązanie... następnym razem służę pomocą... sam z chęcią bym obłożył tego wychędożonego w zadek katamitę... ale musi coś jeszcze powiedzieć hrabiemu...

Odwrócił się gwałtownie do nowych członków orszaku: - Chwileczkę, co ty nam tu za przeproszeniem dam - skłonił się ku nieznajomej i ku Sarze - pierdolicie? Że gościnność... że na psy... myślę, że prezentacja jest też zbędna... pytanie mam jedno i to bardzo ważne... Mości rycerzu - ostatnie dwa słowa wypowiedział wręcz kapiące pogardą - w jaki sposób biskup dostał sie w wasze ręce? Bo gdy go ostatnio widziałem, spieprzał w otoczeniu zapewne swych pachołków... bo taka persona jak on zapewne wielu ich miała na usługach. A Ty mi nie wyglądacie na takiego, który samojeden pokonał by tuzin albo i więcej sługusów tej kanalii?
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
W sobotę odpisuję do: Rivera,RR,Deusa,Fontanny i Światów. Wszystkich MG i graczy przepraszam, ale w związku z nową pracą nie dam rady inaczej. Proszę o wyrozumiałość.
merill jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-01-2008, 08:33   #187
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 6 Kerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skał
$: 170 583
Hell nie zdołał powstrzymać starego rycerza przed uderzeniem biskupa, który krztusząc się krwią i plując zębami zwisł w siodle.
"Widać nie tylko gościnność zeszła na psy" - pomyślał. Nic nie usprawiedliwiało bezmyślnego katowania związanego biskupa.
Co innego tortury w celu wymuszenia zeznań, ale w biciu bezbronnych, nawet z zemsty, nie było nic racjonalnego...
"Trzeba było sobie go złapać" - pomyślał - "a jak nie potrafiłeś, to się trzymaj z daleka..."

Na mówiącego najemnika spojrzał z zainteresowaniem podobnym do tego, jakim obdarza się kundla szczekającego pod płotem.
I w żadnym wypadku nie miał zamiaru udzielać odpowiedzi na postawione pytanie.
- Widziałeś go i pozwoliłeś mu uciec? - spytał obojętnie. - Widocznie znalazłem lepszych pomocników...
Przeniósł wzrok na A'Grynna.
- Jeśli ma coś powiedzieć, to lepiej byłoby go opatrzyć - stwierdził równie obojętnie, jak przed chwilą.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-12-2008, 20:55   #188
SG
 
SG's Avatar
 
Reputacja: 2 SG wkrótce będzie znany
$: 16 711
Władca Arish, podstarzały rycerz herbu, zdaje się, Pęk Strzał z dwójką giermków, wyglądający na nie byle łotrzyka najemnik i młodziutka jeszcze panna. Trzeba przyznać, że była to kolorowa, dość osobliwa kompania. Niemniej jednak ze strony wyżej wymienionych widok rycerza i druidki eskortujących tak ważnego jeńca, jakim był A’Grynn, którym towarzyszył mogący okazać się bogiem chłopiec, musiał być co najmniej równie interesujący.

Venti skinęła lekko głową, gdy Hell ją przedstawił i uśmiechnęła się na tyle uprzejmie, na ile było to konieczne – ale tylko ustami. Oczy kobiety uważnie przyglądały się bowiem twarzom hrabiowskich towarzyszy. Młoda dziewczyna patrzyła na nią z zachwytem od momentu, gdy tylko druidkę dostrzegła. Venti mimowolnie uniosła brwi, lecz bardziej w geście zrezygnowania, aniżeli zdziwienia.
„Większość z nas pochowała się głęboko w puszczach, nic dziwnego, że druid w drodze wzbudza ciekawość…” – westchnęła w duchu.

„Nie wypada przerywać” – stwierdziła w myślach Venti i postanowiła chwilowo nie wtrącać się do rozmowy. Odkłoniła się hrabiemu i zajęła się chłopcem, który w trakcie drogi sprawiał wrażenie dość niepokojące. Malec nie zdradzał jednak żadnych objawów choroby, co uspokoiło druidkę. Wydawał się zwyczajnie zmęczony długą podróżą. Kobieta pogłaskała go więc po płowej główce, obdarzając życzliwym uśmiechem. W tym samym momencie usłyszała za sobą głuche łupnięcie połączone z chrzęstem łamanych kości. Błyskawicznie zwróciła głowę w stronę, z której dochodził dźwięk. Gdy tylko zauważyła ogłuszonego biskupa usiłującego odnaleźć na ziemi wszystkie stracone zęby, zeskoczyła z konia z czymś brzmiącym jak „pięknie, teraz będzie go trzeba poskładać” na ustach i niespiesznym krokiem podeszła do rannego. Próba oporu skończyła się przeszywającym bólem szczęki i A’Grynn pozwolił druidce obejrzeć rany.

- Nie rachuj tak tych zębów, i tak nie będzie już z nich żadnego pożytku… złamany nos, wybite zęby, co najmniej pęknięta szczęka i mam nadzieję, że tylko tyle, bo inaczej może zacząć gnić, a do tego przestawiona żuchwa – zaczęła wyliczać Venti, zupełnie nie przejmując się zmieniającym się z każdym jej słowem wyrazem twarzy Doriana. – Nieźle… tylko powinszować mości rycerzowi siły. Uważam jednak, że uciekanie się do takich czynów naprawdę nie było konieczne – rzekła poważnie, patrząc na starego wojownika. Z wyrazu jej twarzy można było wywnioskować, że na chwilę obecną uważała go za niezrównoważonego. – Z przykrością stwierdzam, że będzie miał poważne problemy z mówieniem, ale lepsze to, niż dostać obuchem… to dopiero paskudny widok. – Drwiący uśmieszek pojawił się na twarzy kobiety, gdy ponownie zajęła się oględzinami.

- Przestań się wiercić… Nie jestem dentystą, ale ze szczęką mogę w wolnej chwili i w odpowiednich warunkach coś zrobić – kontynuowała druidka, zakładając podstawowy opatrunek. – Żuchwę mogę nastawić od ręki. Wtedy powinien być w stanie coś wydukać, co, jak mi się wydaje, jest w tej chwili raczej istotne. Tylko niech go ktoś przytrzyma – dodała z westchnieniem.
 
__________________
Do zobaczenia za kilka miesięcy :)
SG jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-12-2008, 16:56   #189
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 7 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 209 595
Chwilę jeszcze trwały nocne dyskusje na jednym z wielu leśnych traktów hrabstwa Arish. W tym czasie Dorian zdążył trzykrotnie zakrztusić się krwią z całkowicie zmiażdżonego nosa (po krótkich oględzinach Venti stwierdziła, iż kość jest w takim stanie, że łatwiej będzie ją wysmarkać niż złożyć), druidka po paru próbach nastawiła biskupowi żuchwę, Archibald przetarł parokrotnie swe wciąż brudne od krwi tego „kurwisyna” rękawice, a Sara otrzymała w prezencie od Dedericha jakąś szmatę (zapewne jedną z koszul starego giermka), którą z dziką radością wsadziła pod swój młodzieńczy zadek, przynosząc mu tym przynajmniej częściową ulgę.

Później zaś ruszyli. Czasu było coraz mniej, konie więc musiały przyspieszyć. Co by nie mówić o szacunku do tych zwierząt, jak to głosi stare porzekadło – najlepszych przyjaciół rycerza, rozwikłanie tajemnicy, która mogła prowadzić do końca całego Arish, było ważniejsze. A że po drodze było kilka wsi, to półmartwe konie zawsze mogli wymienić na te wypoczęte. Może i nie tej klasy, ale teraz najważniejsza była szybkość.

Ciążyło nad nimi widmo kolejnych walk. Przecież wiozą A’Grynna, jedną z najważniejszych kart w talii przeciwnika, więc mogli mieć pewność, że jego poplecznicy będą chcieli go odzyskać. Może nie był najlepszym wodzem, ale w tkaniu politycznej pajęczyny intryg był nad wyraz sprawny – hrabia doskonale pamiętał liczne potyczki słowne z Dorianem, wiele głosowań w radzie, które przegrał poprzez układy głowy kościoła… Nikt nie pozwoliłby sobie na utratę tak przydatnego człowieka…

Wszyscy mieli racje. Chociaż krew przeciwników nie wyschła jeszcze na ich ostrzach, to niebawem będzie jej jeszcze więcej…

***
Kasandra obudziła się z krzykiem w środku nocy. Do jej komnaty od razu wpadło trzech chłopców służebnych, przydzielonych do opieki nad nią, i dwóch zbrojnych. Ci jednak tylko zerknęli do środka i, widząc, iż nie ma żadnych dla dziewczyny zagrożeń, wrócili do spania na ławie przy drzwiach. Trzech mężczyzn, jeden z chlebem, drugi z wodą i trzeci (jedyny, który zdołał opanować trudną sztukę czytania i pisania) z kawałkiem pergaminu i piórem nadal otaczali łóżko, czekając na jakiekolwiek słowa padające z ust wieszczki.

- Widziałam! – krzyknęła i dopiero wtedy zwrócili na jej oczy – puste, nieobecne, na jej dłonie zaciskającej się na czerwonej pościeli, na jej twarz, twarz pełną przerażenia – Widziałam męża w zbroi, przybył już na swój ołtarz! I wiernych, tysiące wiernych z mieczami uniesionymi ku górze! I deszcz krwi, deszcz krwi powoli spadający na Arish! Pionki powoli ruszają, gońce i wieże także atakują… Ale brakuje im… Brakuje im hetmana…

Zawiesiła głos.

- W tej chwili walczą o niego…- nagle opadła na łóżko, zamykając oczy.

I gdy już wszyscy chcieli opuścić komnatę Kasandry, podnieceni kolejną wróżbą, ta rzekła cicho te dwa słowa…

- Jesteśmy zgubieni…

***
Tym razem ich nie zaskoczyli. Przejazd doliną, trudny teren, zewsząd otaczają ich lasy i stoki, a oni idą ledwie parę metrów od ścieżki, lasem, w miejscu, gdzie jeszcze nie jest tak gęsty, że konie mają problemy z przejazdem. Jeżeli gdzieś mają ich atakować, to tylko w takim miejscu. I zaatakowali.

Ale nie był to atak zwyczajny. Nikt nie starał się wykorzystać przewagi, którą dałaby nagła szarża, nikt nie postanowił ostrzelać wędrujących dnem doliny z wyższych pozycji. Strzały były, owszem, huk przynajmniej czterdziestu hakownic przeciął nocną ciszę. Ale to były wystrzały w niebo. W chwilę potem rozległo się rżenie koni i stukot ciężkich butów uderzających o ziemię – to wojska, dotychczas kryjące się w lesie, stanęły na drodze smokobójców. Na pytanie Venti o to, jak wielu jest przeciwników, drzewa odpowiedziały tylko „Wielu”, powtarzając te słowa śpiewnie, jak jakąś mantrę. A jeżeli jest ich wielu według niezliczonych drzew rosnących w okolicy, to musi być to naprawdę spora ilość wojska…

I gdy już kompletnie nie wiedzieli, co robić, nagle usłyszeli stłumiony krzyk Sary. Ta zaś usłyszała inny głos – spokojny, melodyjny, a zarazem mocny.

- Oddajcie nam biskupa, a pojedziecie dalej. Oddajcie nam biskupa, a wasza ojczyzna przetrwa. – powiedział spokojnie, powoli.

- Słyszeliście!? – zapytała dziewczyna, a wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Nie słyszeli… „A jak nie, to co?”, pomyślała.

Jej zaskoczenie było jeszcze większe, niźli to towarzyszy, gdy w swej głowie usłyszała odpowiedź.

„Sami go zdobędziemy.”
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.

Ostatnio edytowane przez Kutak : 09-02-2008 o 18:13.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-13-2008, 11:55   #190
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 6 Kerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skałKerm jest jak klejnot wśród skał
$: 170 583
Sytuacja do najlepszych nie należała.
A'Grynn, chociaż w kiepskim stanie, jakoś nie bardzo palił się do podzielenia się z innymi swą wiedzą. A czasu raczej nie starczało na to, by w mniej lub bardziej wyszukany sposób skłonić biskupado wylewności. Nawet zwykłe powieszenie kogoś nad ogniskiem w celu zwiększenia rozmowności wymagało ładnych paru chwil. I prawdziwego fachowca. A żadna z jadących z Hellem osób nie mogła konkurować ze sprawnym katem. W dodatku biskup, chociaż nie wyglądał na wielkiego twardziela, z pewnością nie byłby skłonny do szybkiego powiedzenia wszystkiego, co wie.

- Nie mamy czasem jakichś mikstur lub ziół, które pomogłyby naszemu zacnemu biskupowi w odzyskaniu krasomówstwa? - spytał.

Co prawda informacje uzyskane od A'Grynna w tym momencie nie przydałyby się na wiele, ale wiedza na temat sytuacji ogólnej, planów i sił przeciwnika pozwoliłaby na, być może, lepsze zorganizowanie własnych sił i podjęcie konkretnych działań.

(...)

Ruszyli w drogę. Jak najszybciej mogli. Nie zważając na to, że niektórzy z trudem utrzymywali się w siodle. Nie patrząc na to, że zmęczone konie mogą po prostu paść. Nie uwzględniając faktu, że słowa "Wymienimy je w najbliższej wiosce" mogą równie dobrze oznaczać "Dalej trzeba iść pieszo"...

"Nieszczęsne zaproszenie" - pomyślał Hell z niechęcią.
Poznanie Venti czy Sary nie rekompensowało niedogodności.
Gdyby nie ów list, Hell nie tłukłby się przez bezdroża Arish, na chabecie której daleko do miana prawdziwego rumaka. W towarzystwie osób, z których co najmniej niektóre były mu niechętne. W dodatku było ich żałośnie mało, a tylko głupiec mógł sądzić, że wrogowie hrabiego nie pokuszą się o odzyskanie swego asa.
Niestety oni sami nie mieli żadnej ukrytej w rękawie karty. Przynajmniej Hell nie wiedział o niczym takim.

Zamyślił się na moment.
Zaczął się zastanawiać, jak możnaby się przemknąć z biskupem... Być może jeszcze mniej liczny orszak - hrabia, biskup i jeszcze ktoś do pomocy - prześlizgnąłby się przez sieć zastawioną przez wrogów. Wątpliwości co do tego, że sieć taka istnieje nie miał chyba nikt, co było widać po postawie wszystkich, przygotowanych w każdej chwili na atak. I po minie biskupa, który wyglądał tak, jakby w każdej chwili oczekiwał na pojawienie się swoich sojuszników. Jedyną pociechą było to, że nawet po pomocy udzielonej przez Venti A'Grynn raczej nie byłby w stanie wołać o pomoc.

(...)

Wystrzały z hakownic i zagradzające im drogę wojska nie zaskoczyły chyba nikogo. Tylko głupiec mógłby się spodziewać tego, że wrogowie nie wykorzystają takiego układu terenu. Zaskakujące było tylko to, że strzały, jak na razie, były ostrzegawcze.

- Ilu jest przeciwników - Venti skierowała to pytanie do otaczających ich drzew.

Co prawda Hell nie zrozumiał, o czym szumi las, ale bez wątpienia odpowiedź dotarła do druidki. I z pewnością nie była optymistyczna, co było widać z wyrazu twarzy dziewczyny.

- I co? - spytał Hell.

- Wielu - odrzekła Venti.

I chociaż nie zinterpretowała słów drzew, to jednak do wszystkich dotarła smutna wymowa płynących z tego faktów. Wrogów rzeczywiście musiało być wielu...

Hell spojrzał na hrabiego. W końcu do niego należała decyzja, co robić. Walczyć? Przebić się? Uciekać? Oddać więźnia?
Nie zdążył jednak zadać pytania. Słysząc krzyk Sary odwrócił się w stronę dziewczyny. I jako pierwszy zareagował na słowa, które padły z jej ust.

- Co mieliśmy słyszeć - spytał zaskoczony - oprócz strzałów i buciorów piechoty?
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Rycerska Rzecz Kutak Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 141 09-14-2008 20:22
[rekrutacja dodatkowa]Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 9 12-24-2007 13:33
Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 48 06-24-2007 22:00


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 23:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105