![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #191 |
| Wasteland warrior ![]() | Andre nie uczestniczył w przesłuchaniu biskupa. Zdenerwowała go obojętność hrabiego na mizerne wytłumaczenia rycerza, który pojmał Doriana. "Coś tu śmierdzi i to nie jest końskie łajno" - pomyślał patrząc z niesmakiem na zakrwawioną twarz zdrajcy. Nie interesował się zeznaniami, kto wie ile było w niech prawdy a ile łgarstwa. Stał na uboczy z Archibaldem i Sarą, stary rycerz mruczał coś do siebie i Andre był gotów przysiąc, że słowo "chędożony sodomita" przewinęło się więcej niż raz. ***** Tępo nadane koniom było mordercze. Już po kilku milach z pyska wierzchowców leciały białe płaty piany, a ich skóra była mokra od potu. Ciężkie oddechy zwierząt i coraz częściej tracony rytm chodu zwiastował ich krańcowe wyczerpanie. Andre z satysfakcją obserwował, jak jego własny wierzchowiec wygląda najlepiej ze wszystkich. Nie było się co dziwić, kary ogier Zefir pochodził z najlepszej stadniny Arish, nie licząc oczywiście stajni hrabiowskiej, był podarunkiem, chyba jednym z najcenniejszym jakie w życiu otrzymał. Mimo pośpiechu zwierze nadal utrzymywało równy rytm biegu. Na znak hrabiego zatrzymali się, spojrzał na okolicę i odgadł dlaczego dowodzący nakazał się zatrzymać. Mała dolinka - idealne miejsce na zasadzkę, jeśli mieli na nich czekać, to tylko tu. I tak było, ciszę rozerwał huk hakownic. Liczne oddziały piechoty zagrodziły im przejazd. Przewaga liczebna była przytłaczająca. Najemnik rozglądał się po stojących na przeciw legionom piechoty... nie było miejsca by przecisnąć się bokiem, czy spróbować jakiejś spektakularnej szarży - "To było by cholerne samobójstwo" - a na to Andre miał ochotę najmniej. Druidka widocznie w jakiś sposób kontaktowała się z Naturą, bo na pytanie rycerza Hella, odpowiedziała: -Wielu... - No tak to bardzo odkrywcze - mruknął pod nosem Andre w kierunku Archibalda, wskazując na stojące kilka stajań dale wojska. Siedząca na rumaku tuż obok niego Sara zawołała: - Słyszeliście?! - Co mieliśmy słyszeć, oprócz strzałów i buciorów piechoty? - odpowiedział jej Hell. Andre wolał nie wiedzieć... i tak mieli dość zmartwień na głowie.
__________________ Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji. 11844451 - moje gg. Sobota: Wielkie odpisywanie!!! |
| | |
| Reklama |
| |
| | #192 |
| Obsługa ![]() | - Co mieliśmy słyszeć, oprócz strzałów i buciorów piechoty? – zapytał Hell. Sara spojrzała teraz wprost na rycerza. Coś w jej oczach... coś tam się kryło, co było o wiele starsze niż szesnastolatka. Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo, bez wesołości, a na jej czoło wystąpiły krople potu. „Ryćkaj się z krowami ścierwojadzie własnej matki! Oto i twoja odpowiedź.” Głos w umyśle umilkł czy to z oburzenia, czy zajęty przygotowaniami do ataku. Choć ramię wciąż rwało, Sara uniosła do góry miecz, kierując pozdrowienie w stronę hrabiego de Clee. - Słyszycie?! – powtórzyła zapytanie, obracając się, by wszyscy wojacy mogli dojrzeć zdecydowanie, malujące się na jej licu. – To pieśń krwi, której melodie wygrywa wiatr, a słowa zna jeno Powracający. Pieśń domagająca się krwi naszych wrogów! Za ojczyznę, za Franciszka! Chociaż nieco zdziwieni bojowością małej kobietki, wielu rycerzy odpowiedziało na jej wezwanie, unosząc w górę broń. Sara podbiegła do hrabiego, ustawiając się tak, by w miarę możliwości móc chronić możnowładcę własnym, drobnym ciałem. Splunąwszy na ziemię wzorem zatwardziałych wojaków, odwróciła lekko głowę do Franciszka. - Panie... – szepnęła starając się, by nikt inny jej nie słyszał – Coś tu jest. Coś, co odezwało się w mej głowie, by złożyć propozycję: nasze życie za wolność biskupa. Ja... posłałam to gówno do czorta, tam gdzie jego miejsce. Ale... boje się, bo to co nam zagraża, to nie tylko plugawe ostrza.
__________________ Czy wiesz że gdy pada śnieg Moje oczy stają się większe A światło którym lśnisz jest niewidoczne? Ostatnio edytowane przez Mira : 08-26-2008 o 18:59. |
| | |
| | #193 |
![]() | Hrabia nie ukrywał satysfakcji z widoku, sponiewieranej twarzy tej zdradzieckiej gnidy, co tu dużo mówić, prywatnie sam chętnie sam by to zrobił i jeszcze poprawił butem, ale ze względu na swoją godność i na użyteczność jeńca nie zamierzał tego robić. Z drugiej strony brutalność Archibalda, do której nie był przyzwyczajony, zaczynała go niepokoić. Taki gest był zdecydowanie niepotrzebny, w Kopalni już by się nim odpowiednio zajęli. Teraz najważniejsze są informacje. Bez nich nie musiał nawet przystępować do wojny, bo i jak kiedy nie wiadomo z kim tak naprawdę walczyć? Biskup i pewni ludzie w kopalni mogli w tym zdecydowanie pomóc. Jechali już długo i podróż nie należała do przyjemnych, ale hrabia nie był jednym z tych rozkapryszonych księżulków typu Wiktora z Geutrin. Nie robił głupich min, nie narzekał, ani się nie wściekał. Skupiony rozmyślał o rozmieszczeniu armii, transporcie żywności, korzyściach terenowych i próbował poskładać informacje, które do tej pory zebrał. Nie było chwili do stracenia, musiał dostać się do Kopalni, by stanąć na czele tamtejszej armii. I kiedy byli już tak blisko, mówiąc językiem pospólstwa, wszystko się zjebało. Szach. Nie mieli najmniejszych szans próbując stawić czoło, wrogowi o przynajmniej dziesięciokrotnej przewadze liczebnej, na niesprzyjającym terenie. Ale jak to się do cholery dzieje, że różne armie wałęsają się po jego własnym, nie tek wielkim, przecież hrabstwie i on nie ma o tym pojęcia. Franciszek był wściekły. Nie wiedzieć czemu przeciwnik do pertraktacji wybrał sobie, niezbyt obytą w sztucę dyplomacji, młodziutką Sarę. Hrabiemu owszem, podobał się jej hart ducha, ale na Powracającego nie odsyła się do diabła, kogoś kto może okazać się jego kumplem. - Trzymajcie go - Hrabia wyciągnął miecz i obrócił się do Doriana - Powiedz nam kim oni są i lepiej każ im odejść, - Z szachu wychodzi się bijąc figurę szachującą, uciekając królem, lub zastawiając go innymi figurami. Hrabia przycisnął czubek miecza do pachwiny biskupa, - albo osobiście nałożę na ciebie celibat absolutny. Radzę ci się śpieszyć, wiesz że jestem gwałtowny, a przecież nie muszę wykonać całej operacji od razu. Przewaga w figurach nie jest jednak równoważna ze zwycięstwem, zawsze można jeszcze liczyć na błąd przeciwnika.
__________________ Coś fajnego odroczone chwilowo przez sprawy osobiste :| . . . . . Zwierzątka . . . . . |
| | |
| | #194 |
![]() | Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał Archibald w milczeniu wsłuchiwał się w otaczający go las. Wzrokiem starał się przeszyć gęstwinę, by dojrzeć, kto lub się w niej jeszcze kryje. Czy wroga piechota jest tylko przed nimi czy po bokach też? Może sypnęli z większości hakownic i jesz szansa, by całkiem nie po rycersku umknąć stąd? Hakownice niezbyt celne są, o ile nie walą w kupię ... lub w kupę jeźdźców. Cóż, pewnie nie wszyscy by uciekli: - Dederich, Ost... W razie czego jedziemy na końcu, przygotujcie się. Podjechał spokojnie do Sary i hrabiego, który właśnie groził kastracją zdrajcy: - Córciu, są po bokach? Tam też się kryją? A z tyłu? Możesz to jakoś sprawdzić? I zaraz do hrabiego: - Wasza Miłość, dobre posunięcie – wskazał głową przerażonego biskupa. – Trzeba nam grac na czas, a jeśli się da to umykać czym prędzej. Gdybym tylko wiedział, czy są po bokach... Tak czy inaczej najlepiej zawrócić i znaleźć inną drogę, choćby na przełaj. Ja ze swoimi ludźmi choć na chwilę ich zatrzymam. Jeśli nie mają lekkiej jazdy, to bez trudu umknięcie. A nawet jeśli mają, to nim wylezie z chaszczy będziecie daleko. Jeśli tu zostaniemy i oddamy im tego skurwiela, – mówiąc te słowa nie raczył nawet spojrzeć na niegdysiejszego biskupa – to i tak nas nie puszczą. Doskonale Wasza Miłość o tym wie. Zabiją Waszą Miłość a kraj się posypie. Nim ktokolwiek zbierze do kupy szlachtę i wojsko, to Arish wpadnie w łapska Geutrińczyków czy tego skurwysyna, któremu służy to ścierwo. Mogą też zrobić coś gorszego, wziąć żywcem Waszą Miłość, powieść na powrozie do stolicy. Pokazać poddanym... Nie możemy im oddać tego bydlaka. On jest już nasz. Zawiesił głos i spojrzał triumfalnie na Doriana. |
| | |
| | #195 |
![]() | Pośród mrocznych borów zlewających się w jedną, ciemną masę z czarnym niebem tej nocy nierozjaśnianym żadnymi gwiazdami, bohaterowie myśleli nad odpowiednim wyjściem z sytuacji bez wyjścia. Otaczały ich wrogie wojska, nad wyraz liczne, jeżeli wierzyć słowom drzew, tłumaczonym przez Venti. I chociaż Archibald, przywołujący mobilność grupy jako główną zaletę, z pewnością miał rację, to mógł o tym pomyśleć także i ich przeciwnik. Zgromadzone tu oddziały były łatwe do zauważenia, ale jeżeli do ukrycia stacjonujących na wcześniejszych odcinkach ich drogi wojsk przyłożono się zdecydowanie bardziej…? Cóż, w tej sytuacji nic nie było pewne… Może poza tym, co czuła w swojej głowie Sara. Jej odczucia były bowiem, przynajmniej dla niej, bardzo jasne. Trudno bowiem niejasno słyszeć cudzy głos… „Nie wiem, dlaczego kogoś takiego jak ty obdarzono taką mocą, zaprawdę nie wiem. Ale nie rozwijasz jej, nie potrafisz tego zrobić. Mógłbym zmiażdżyć twój umysł krótką, ulotną myślą. Rycerstwo jednak zobowiązuje, negocjatora się nie wiesza. Cóż, twoja decyzja jest twoim prawem, młoda kobietko, lecz gdy tylko zechcesz ją zmienić… Pomyśl o tym. Macie jeszcze trochę czasu…” – spokojny głos nagle przestał rozbrzmiewać w umyśle dziewczyny, zastąpiła ją cisza. A tę w chwilę potem pokonały głosy współtowarzyszy. Ci w tym samym momencie zajęci byli kimś innym. A’Grynn, przywiązany do konia, obrócony na plecy i przez to wygięty w groteskowy sposób, w niczym nie przypominał już „Marmurowego Biskupa”, jak często zwano go na salonach magnackich dworów. Zacięta twarz teraz bardziej przypominała krwawą miazgę, z ust zamiast rzeki słów błogosławionych przez Powracającego, ciekł nieśmiało strumyk krwi. Czy tak za jakiś czas będą wyglądać wszystkie „legendy” Arish? - Nic nie wiem! – warknął biskup, ale ostrze wbijające się powoli w jego skórę prędko skłoniło go do zmiany zdania – To nasze wojska, z obozu, leży całkiem niedaleko, na północ! Tych powinno być koło setki w całej okolicy, tyle mi obiecano, ale ilu… Na Jedynego, przestań barbarzyńco, przecież mówię! – krzyknął nagle, patrząc w twarz Franciszka, który z rozkoszą wbijał ostrze coraz mocniej w „święte ciało” – Ilu tutaj jest po prostu nie wiem! - A w obozie? – spytał przytomnie de Valsoy - Tego nikt nie wie… Czeka tam armia Geutrin, Oberycuma i kilku magnatów, do tego pełno barbarzyńców, ale ilu ich jest konkretnie… Nie wiem, sam nie wiem! – krzyczał, bowiem ostrze ciągle się nie cofało - A gdzie jest teraz smok? – kolejne pytanie padło z ust hrabiego - Smok… Smok… Bliżej, niż wszyscy myślicie! – krzyknął, a potem zaczął się śmiać. I nagle przestał zważać na ból, na kolejne pytania, na wszelkie zasady zdrowego rozsądku i, jak gdyby nagle stracił poczytalność, po prostu rechotał, opętańczo wył ze śmiechu. To nie mogło oznaczać niczego dobrego. Sara doskonale to czuła. Podobnie jak narastający własny gniew. Była wściekła na swego rozmówcę, zła z powodu sytuacji, w której się znaleźli, jej serce przepełniało przerażenie i gniew, gdy czuła fale złej energii bijącej od Doriana. Stojąc i dysząc ciężko powoli przestawała sobie zdawać sprawę, co dzieje się wokół niej. Jej umysł jakby odpłynął, uniósł się do gwiazd, by odpocząć, by ukoić swe skołatane nerwy. Chwilę trwał ten stan zawieszenia, a gdy nagle znów „poczuła” swe ciało, jej dłoń dotykała jakiegoś futra… ![]() Na właściciela tego futra, czy raczej grzywy, już od jakiegoś czasu wpatrywali się wszyscy towarzysze dziewczyny. Ogromna, blisko dwumetrowa bestia wyłoniła się jak gdyby nigdy nic spośród drzew i powolnym krokiem podeszła do dziewczyny, która sama teraz wpatrywała się w nią oszołomiona. A niektórzy mogliby przyznać, że to już nie pierwszy raz zdarza się jej coś takiego…
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. Ostatnio edytowane przez Kutak : 09-02-2008 o 20:33. |
| | |
| | #196 | |||
| Public Relations ![]() | ... w międzyczasie ... Cytat:
* * * ![]() miejskie lochy Arish Resztki kolejnego szarego dnia rzucały się w półmroku długimi cieniami, przez solidne kraty okiennego otworu. Zimne ściany i sklepienia wysokich lochów łagodziły swą surowość plamami brudno-zielonego mchu albo grzyba. Grobową ciszę korytarza zmącił narastający z oddali metaliczny brzęk kluczy i powolne szuranie butów włóczonych przez zgiętego kalectwem więziennego dziada. Jan oparty plecami o kamienną ścianę obrócił głowę ku górze w stronę dziennego światła. Pod sufitem szczerzyły się, grube na trzy palce, stalowe pręty na tle szarego nieba. Nieugięte jak ten człapiący staruch, głuchy na jego prośby i przekleństwa. "- A jakoś to kurwa by wyjaśnić trzeba!" - zwykł powtarzać sobie niczym akt strzelisty. I tylko za tę ukochaną lutnię był mu Jan jakoś-tam wdzięczny, choć wiedział, że garbus zrobił to bardziej z egoizmu jak dobrej woli. Stary Juras – bo tak miał na imię najstarszy z żyjących strażników lochu - dygotał dziąsłami w przenikliwym chłodzie, do którego nie mógł się po tylu latach do końca przyzwyczaić. W kościach kręciło go niemiłosiernie. Coraz częściej rozmyślał o losie skazańca, którym już długo się nie nacieszy... - "Wszak wyrok wydadzą lada dzień... a może nawet lada godzinę..." I chociaż ciężko mu się było do tego przyznać, to mimo żelaznej reguły obojętności, którą to klucznik sam sobie obrał przed laty - intrygował go ten dziwny nieszczęśnik. Było w nim coś szczególnego, czego nawet Jurasowa skleroza pewnie zapomnieć nie będzie mogła. Młodzieniec potrafi grać! Ba! I to jeszcze jak! A głos miał niemal doskonały... Stary Juras znał się na tym. Po ponad półwiecznych ślubach milczenia słuch jego był wszak równie niemal absolutny. Przystanął pod celą z okratowanymi drzwiami, i razem z gestem lewej ręki nastawiania ucha, posłał jej mieszkańcowi spode garba bezzębny uśmiech. W Janowej dłoni pojawił się opuszczony z rękawa flet, który oburącz przyłożył do ust.
Pod przymkniętymi powiekami Jana przepłynął korowód obrazów ze wspomnień. "Ojciec - zawsze żył honorem - zginął w zemście rycerskiej albo szaleństwie... jak kto woli... Siostra. Iskierka pełna życia – dzisiaj zgaszona dla świata za murami Sióstr... Tak Powracający... może z nią wszystko dobrze się skończy? Oby... Matka... mało w niej życia widział w przeszłości - dzisiaj nieboszczka..." - smutniej się Janowi zrobiło, bo tyle razy odgrażał się, że na jej grobie noga jego nie... - "Arish. Dom rodzinny i okolice znajome... Arish... - piękne twarze i kształty kobiety, które zapewniał, że kochał i te które kochały jego. - Beatrice miała fajny pieprzyk..." - Miejsca, które zwiedził w wieloletnich podróżach jak fala wracały do niego - "... i ona... Pojawia się coraz częściej i już nie tylko w snach piękna..." - dumał sobie - "Baronowa... Wyrzut sumienia? Zjawa?" - Czasami zdaje mu się widzieć jej zieloną suknię na jawie - "Ta jej smutno-surową twarz w zieleni... Umrzeć przyjdzie... Nie, nie przez nią..."- Myślec o niej nie chciał - "Arish tęsknię za tobą, za strumieniami górskimi, skałami z dzieciństwa Wilczych Kłów... Tylko tyś pewna... Szkoda... Świat cały zwiedziłem, za siódmą górą i rzeką byłem, jak każdy czegoś w życiu szukałem, by przed śmiercią chcieć raz jeszcze Arish ujrzeć tylko... Eh... Brat. Ludwiku, gdzie jesteś? Może żyjesz skoro mnie za Ciebie biorą... Musiałeś przeżyć... Siedzieć tak za niewinność i jutro niepewne..." - I tylko postać ojca i wzrok jego surowy trzymał go w postanowieniu - "Nie poddam się! To nie może być koniec... Muszę przeżyć, przetrwać, przeczekać i uciec... wyjaśnić wszystko i ubić Smoka!" "I znowu Ty..." – zadrgała zmarszczka na Janowej skroni – "Nienawidzić mi Cię przyjdzie i przeklinać przed śmiercią... przepiękna... diablico... z marmuru... baronowo de Marco..." ![]() Baronowa Beatrice de Marco Zza mgłą zasnutych białek oczu zaufany sługa zakonu nie widział nic od urodzenia. Mimo to, jego pomarszczona twarz wykrzywiona zasłuchaniem w melodię fletu, mówiła jakby wręcz przeciwnie – jakby widok w tej celi wszystko mu powiedział... Starzec zgięty niemal po pas w swojej naturalnej postawie kopnął niezdarnie pod kratą Janowej celi drewnianą tacę ze śmierdzącą kaszą, uprzednio ostrożnie ustawiając ją na brudnej skalnej ziemi. Po chwili zawahania potrząsnął nerwowo siwą brodą i dalej człapał korytarzem oświetlonym smugami blasku wyższego korytarza, przedostającym się do piwnic kilkoma zakratowanymi otworami kamiennego sklepienia. Kroki umilkły i słychać już było tylko leniwe krople spadające w ciemnościach – Tap! – tu... - Tap! – tam... – Tap! – znowu echem wracające – Tap! - niewzruszone łzy skostniałej klepsydry lochów. W celi konające promienie z zewnątrz oświetlały już tylko twarz skazańca, oddając pomieszczenie objęciom ciemności i ciszy, mąconej w równych odstępach pluskiem kropel rozbijających się o skałę. Ostatnio edytowane przez Niles Elmwood : 09-10-2008 o 02:58. | |||
| | |
| | #197 |
![]() | Nie można powiedzieć, by otrzymał odpowiedź na swoje pytanie, chociaż musiał przyznać, że to, co ujrzał w oczach dziewczyny nie bardzo mu się podobało. Mimowolnie wstrzymał oddech. Albo wewnątrz umysłu Sary kryło się to COŚ, co wyglądało na potwornie stare, albo też przed chwilą owo COŚ pokonwersowało sobie z dziewczyną. A to z pewnością nie było zbyt przyjemne. Pieprzona telepatia... A raczej włażenie do czyjegoś umysłu... Sara, ku jego żalowi, nie raczyła się podzielić z resztą kompanii treścią komunikatu, który został jej przekazany w taki ciekawy i niezbyt typowy sposób. Dziewczyna uznała, może i słusznie, że jedyną osoba godną tego zaszczytu jest władca Arish. A może po prostu nie chciała na innych zwalać niepotrzebnego ciężaru... Przekazane wieści nie mogły być zbyt optymistyczne, skoro hrabia przeszedł do czynów i zachęcił biskupa do podzielenia się wiedzą. Składane A'Grynnowi obietnice były tak obrazowe i poparte takimi argumentami, że biskup zdecydował się zerwać podjęte parę godzin wcześniej śluby milczenia. Najwyraźniej był nad wyraz przywiązany do niektórych fragmentów swego ciała. Niestety informacje, które przekazał im A'Grynn nie były zbyt pomocne, przynajmniej jeśli chodzi o znalezienie wyjścia z tej sytuacji. O tym, że wrogowie gromadzili się w coraz większej liczbie wszyscy wiedzieli, natomiast biskup nie potrafił podać liczebności i rodzaju wojsk swoich sojuszników... Histeryczny śmiech, wprost rżenie, jakie wydobywało się z ust biskupa skutecznie oderwało myśli od spraw związanych z ucieczką czy próbą przebicia się. "Zwariował" - pomyślał Hell. - "Bez wątpienia oszalał..." Jedynie z ust szaleńca mogły się wydobywać takie dźwięki. Pytanie tylko, co wywołało atak? Myśli o smoku? Radość z tego, że za chwilę bestia spadnie z nieba i rozprawi się z jego, A'Grynna, wrogami? Odruchowo spojrzał w niebo sprawdzając, czy gdzieś na horyzoncie nie pojawi się wielkie, skrzydlate stworzenie. Gdy opuścił głowę poczuł, że problem smoka i czekających w lesie wrogich wojsk gwałtownie zszedł na drugi plan. "Piękna kicia" - pomyślał. Dopiero wtedy zorientował się, że trzyma w dłoni obnażony miecz skierowany w stronę wielkiego kota. Widocznie jego podświadomość była szybsza, niż on sam. Opuścił miecz, ale nie schował go do pochwy. Nie wyglądało na to, że wielki lew, który nagle wynurzył się z lasu, ma wrogie zamiary, ale tego nikt nie mógł być pewien... - Twój przyjaciel? - spytał Sarę. |
| | |
| | #198 |
| Obsługa ![]() | „ Moc-sroc! O nic takiego nie prosiłam. Ja chciałam być rycerzem, nie magiem! To znaczy... nie mogę być rycerzem, bo jestem baba, ale jakąś wojowniczką, specjalną gwardią przyboczną, czy cóś... i w ogóle to wszystko jest bez sensu!” Rozsierdzona niczym osa Sara nawet nie zauważyła, jak zatonęła we własnym świecie myśli. Zupełnie zapominając o tym, co dookoła niej się działo, starała się dotrzeć do źródła przedziwnego głosu, nawet jeśli ten teraz milczał. Może faktycznie się pospieszyła z brawurą? Może to wcale nie byli wrogowie wokół, lecz istoty, którym biskup i jego banda wyrządzili niemniejszą krzywdę? Chciała wiedzieć więcej, chciała wypytać o to tajemniczego rozmówcę...” Nagle uzmysłowiła sobie, że jej ręka spoczywa na czymś przyjemnie miękkim i gładkim, jak... futro?! Ze zdziwieniem spojrzała na wielkiego, niebieskawego kota lub też raczej tygrysa. Zwierze patrzyło ze spokojem w jej oczy, bez lęku czy też agresji wyczekując jej reakcji. To nie mogło być zwykłe stworzenie... - Twój przyjaciel? - spytał ją młody rycerz imieniem Hell, który niedawno do nich dołączył. Cóż miała odpowiedzieć? Sama zadawała sobie to pytanie. Wszystko było takie rozmyte od czasu... od czasu jej śmierci. Tak, właśnie wtedy otworzyły się przed nią nieznane ścieżki, gdzie rozsądek nie bardzo się sprawdzał. Jeśli więc czemuś mogła tu zaufać, to tylko własnym przeczuciom. - Tak. - odpowiedziała zdecydowanie i zdawało jej się, że w oczach wielkiego kota dostrzegła błysk aprobaty. To trochę złagodziło poczucie, że właśnie przyznała się, że jest wiedźmą! „Skoro jednak słowo się rzekło, trza dokończyć mowy...” Bojąc się spojrzeć w oczy Archibaldowi, by nie ujrzeć w nich strachu czy pogardy, skierowała się wprost do hrabiego Franciszka. - Panie, proszę, byś pozwolił mi udać się z moim przewodnikiem w głąb tego lasu. Chociaż są to tylko moje przypuszczenia, śmię myśleć, że cokolwiek znajduje się w tym miejscu, jest naszym sprzymierzeńcem, a na pewno wrogiem Smoka i tego tu kmiota, zwanego biskupem. – splunęła pogardliwie na ziemie, jak to zwykli czynić towarzysze de Valsoy’a – Jeśli się nie mylę, do czasu mego powrotu nikt nas nie zaatakuje, więc prosiłabym być wydał rozkaz wstrzymania się z atakiem. Jeśli zaś w błędzie jestem, to sama poniosę tego konsekwencje, zwalniając was - rycerzy z obowiązku ratowania mnie. Sara ukłoniła się nisko, a towarzysząca jej bestia spojrzała teraz swymi mądrymi oczami na hrabiego.
__________________ Czy wiesz że gdy pada śnieg Moje oczy stają się większe A światło którym lśnisz jest niewidoczne? Ostatnio edytowane przez Mira : 09-14-2008 o 12:38. |
| | |
| | #199 |
| Wasteland warrior ![]() | - Panie, proszę, byś pozwolił mi udać się z moim przewodnikiem w głąb tego lasu. Chociaż są to tylko moje przypuszczenia, śmię myśleć, że cokolwiek znajduje się w tym miejscu, jest naszym sprzymierzeńcem, a na pewno wrogiem Smoka i tego tu kmiota, zwanego biskupem. – splunęła pogardliwie na ziemie. - Jeśli się nie mylę, do czasu mego powrotu nikt nas nie zaatakuje, więc prosiłabym być wydał rozkaz wstrzymania się z atakiem. Jeśli zaś w błędzie jestem, to sama poniosę tego konsekwencje, zwalniając was - rycerzy z obowiązku ratowania mnie. Andre nie mógł uwierzyć własnym uszom, słowa dziewczyny tak go zdumiały, że zapomniał o trzymanej w rękach myśliwskiej kuszy, z której cały czas mierzył do biskupa. Sara stała obok przedziwnego zwierzęcia, podobnego łudząco do bestii jaką wdział wtedy w lesie, po potyczce z wrażymi knechtami. Kiedy siedział na kamieniu zmęczony walką, wymiotował żółcią ze zmęczenia. Wtedy stworzenie pojawiło się tylko na chwilę, a potem znikło leśnych ostępach. Al`Thor złożył to w tedy na karb zmęczenia i wziął za omam. Teraz jednak owo stworzenie był realne, jak na widzimisię najemnika zbyt realne. W głosie dziewczyny prócz determinacji i odwagi, wyczuwał też strach i nutkę niepewności. Musiał przyznać, że ten podlotek imponował mu odwagą i wiarą w ideały, a tej wiary jemu brakowało już od bardzo dawna. Zawsze był zgorzkniały, egoistyczny i hedonistyczny do szpiku kości, zawsze swoje dobro przedkładał nad dobro innych. I było mu z tym cholernie dobrze, od czasu kiedy przystąpił do ekipy smokobójców... choć jemu raczej kojarzyła się nazwa samobójców. Wtedy w lesie rzucił się za dziewczyną zasłaniając ją własnym ciałem przed salwą ze strzał, później kiedy spotkali tego wieśniaka, przy spalonej chacie, nie podejrzewałby siebie o taką dozę współczucia i chęci niesienia pomocy. Ci ludzie mieli na niego jakiś dziwny wpływ, różnili się od sposobu życia, który on prezentował przez swoje dotychczasowe życie, życie zimnego, wyrachowanego profesjonała, biorącego od życia tylko przyjemność, a niewygody i ból omijając jak się da. Zeskoczył z konia i podszedł powoli do dziewczyny, uważnie przy tym obserwując reakcję stojącego przy niej zwierzęcia. Powiedział do niej cicho: - Skoro uważasz, że to jedyne wyjście, to nie będę Cię zatrzymywał. Proszę Cię tylko o jedno, pozwól mi sobie towarzyszyć... Nie chciał by dziewczynie stała się krzywda. Jego głos był łagodny i spokojny, stanowczy ale nie władczy. Wiedział, że Sara jest teraz w bojowym uniesieniu i w takim stanie mogłaby źle odebrać jego słowa.
__________________ Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji. 11844451 - moje gg. Sobota: Wielkie odpisywanie!!! |
| | |
| | #200 |
| Obsługa ![]() | Sara podniosła swe wielkie, ciemne oczy na Al`Thora i uśmiechnęła się doń smutno. Było przy tym coś w jej wyrazie twarzy... coś obcego. Jakby już teraz odeszła gdzieś daleko, podążając za swoim niezwykłym przewodnikiem. Chwilę patrzyła na strapione oblicze mężczyzny, po czym skinęła głową i rzekła: - Chciałabym ci tego zabronić, Andre. Chciałabym zakazać ci iść za mną, bo nie wiem czy miejsce, do którego zmierzam, przeznaczone jest dla śmiertelników... Zbyt wiele jednak sama słyszałam takich zakazów „w trosce” o mnie. Czyń zatem to, co uważasz za słuszne. Nie mogę niestety zagwarantować ci bezpieczeństwa. Odwróciła się ponownie w stronę lasu, by iść krok w krok za ogromnym kotem, którego sierści wciąż dotykała dłonią. To dodawało jej odwagi. Patrząc na młodą alchemiczką jednemu z rycerzy przypomniała się baśń o Pani Lasu. „ A promienie słońca migotały w jej oczach A we włosach słychać było szum liści Jej oddech był tchnieniem wiatru Co spomiędzy warg jeziora taflą lśnił... Do stu piorunów... Kim jest ta dziewucha?!”
__________________ Czy wiesz że gdy pada śnieg Moje oczy stają się większe A światło którym lśnisz jest niewidoczne? |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Rycerska Rzecz | Kutak | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 146 | 11-13-2008 12:54 |
| [rekrutacja dodatkowa]Rycerska Rzecz | Kutak | Archiwum rekrutacji | 9 | 12-24-2007 14:33 |
| Rycerska Rzecz | Kutak | Archiwum rekrutacji | 48 | 06-24-2007 23:00 |