Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-17-2007, 14:56   #81
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 8 Kutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skałKutak jest jak klejnot wśród skał
$: 218 805
A jednak, nowy duch musiał prędko ustąpić z ciała Andre. Bo chociaż rzeczywiście słychać było tęten kopyt i zasiało to w sercach przeciwników ziarno strachu, to po paru chwilach (w czasie których najemnik zdążył przynajmniej zanurzyć sztylet aż po samą rękojeść w ciele jednego z wrogów) zrozumiał, że nikt nie jedzie do nich… „Rycerstwo Arish” najzwyczajniej w świecie ominęło ich, walczących tu na niepozornej polance! Dopiero wtedy umysł Al’Thora zaczął pracować na normalnych „obrotach”, odrzucając na chwilę zmęczenie walką- przecież zebrani tu przeciwnicy nie mogą być całymi siłami, kilkunastu ludzi nie ostrzela oddziału takim gradem strzał, mordując przy tym wielu znamienitych wojowników! Popędzili dalej, z pewnością do miejsca, gdzie według nich mogą znajdować się wrogowie… Tylko jak chcą ich odnaleźć?

Nie dość było czasu, by dokładnie się nad tym zastanowić. Walka trwała, chociaż gdy po chwili z dwoma napastnikami pomogli mu Ost i Radost, a z tyłu rozbrzmiewał się potężny, niski głos Archibalda, to wrogowie złożyli broń zadziwiająco prędko. Złożyli na własnych grobach, gdyż zdawali się walczyć uparcie do końca- czy tak ich szkolono, czy też po prostu byli durniami opętanymi szałem- trudno było określić. Zresztą, nikt nie miał już nawet ochoty próbować schwytać któregoś z nich- zaraz rozpęta się prawdziwa bitwa, a po takich starciach zawsze pozostaje wielu jeńców.

- Ruszać zadki, jeno ostrożnie! Idziem zobaczyć, jak to pan Aleksander się miewa, a jak mniemam, z wojskiem jest daleko już, tak więc trochę wędrówki nas czeka…- zawołał jeszcze Roderyk, ostatni raz spoglądając na pobojowisko. Polana cała była we krwi, z której wyłaniały się jedynie płatki stokrotek, jak małe wysepki na szkarłatnym oceanie cierpienia. Spojrzał na Sarę, dziewczynka nie była już przesadnie wesoła. Stała na miejscu śmierci trzynastu ludzi, w tym też i swojej własnej, z czego dobitnie zdawała sobie sprawę… Jak wiele takich zdarzeń było w stanie znieść serce tej wciąż niedoświadczonej szesnastolatki?

A potem wyruszyli, nie zauważając, iż płatki kwiatów zaczęły gnić w zastraszającym tempie…

***
„Wojskom Arish zaś rozkazy wydawał Aleksander z Fabercechii, jak nazwał go kiedyś Franciszek I- „Jeden z największych bohaterów hrabstwa”. Można powiedzieć, iż tym razem z pewnością nie zasłużył sobie na ten tytuł, lecz nie uprzedzajmy faktów. Stanął on na czele naprawdę skromnych i w większości kiepsko zorganizowanych oddziałów- prędko zorganizowany garnizon małego posterunku przy jednym z traktów pełen był biedniejszego rycerstwa i straży werbowanej z pospólstwa. Mało kto z zebranych uczestniczył w regularnej bitwie, dla wielu z nich największymi osiągnięciami było dłoń odciąć złodziejowi bądź łeb matce, co w szaleństwie dzieci swe pomordowała. Nie było to więc wojsko dobre, nie było także ich wielu (w różnych podaniach liczba wacha się między czterdziestką a sześćdziesiątką zbrojnych), lecz w porównaniu do wrogich sił (szacowanych na- w najlepszym wypadku- 50 osób) była to siła zdolna pokonać wroga bez wielkich strat w wypadku dobrego dowodzenia. Tego jednak zabrakło.

W swoim dziele „Sto Błędów Dowódców” opisałem, jak mniemam, bardzo dokładnie wszelkie decyzje, które podjął Aleksander. Począwszy od wyniesienia Dedericha (giermka znanego i szanowanego wówczas rycerza, Archibalda de Vasloy’a) na stanowisko dowódcy oddziałów piechoty, poprzez przygotowanie do podpalenia lasu (co, zważywszy na to, iż cały trakt leżał w niemalże bezwietrznej dolinie, doprowadziłoby do pożaru tysiąclecia), aż do pomysłu konnej szarży w lesie, co można by było nazwać „ciosem we własne plecy”. Jeżeli dodamy do tego również fakt, iż przez cały czas nie miał nawet pewności, gdzie znajduje się jego wróg, możemy uznać, iż fakt przeżycia przezeń i przez część jego ludzi owego starcia był chyba aktem łaski Powracającego dla wiernego sługi.

Pędząca konno przez las zgraja jeźdźców, usiłująca omijać drzewa i formować klin jednocześnie, ciągle musiała się zatrzymywać- piechota bowiem wędrowała wolno, jak to w lesie, a do tego musieli odszukać przeciwników, których odnaleźli chyba tylko dzięki temu, iż ci powitali ich morderczą salwą. Jak się okazało, nie tylko łuki były na wyposażeniu wrogiego oddziału- gromkie wystrzały z hakownic wskazały przynajmniej drogę oddziałowi pod wodzą Aleksandra. I owszem, zgodnie z zamierzeniem, konnica uderzyła w spętane już walką z oddziałem Dedericha wrogie wojska z prawej flanki, klinem tak dobry, na jaki tylko pozwalały warunki. Jednak w lesie nie udało się nabrać odpowiedniej prędkości, tak ważnej w szarży, nie udało się również po uderzeniu szybko wydostać spomiędzy wrogich wojsk- tak też chyba wszystkie konie padły, a ciężkozbrojni rycerze zostali dobici niczym psy wrzucone do worka. Dość powiedzieć, iż najbardziej pesymistyczne informacje mówią o trzech ocalałych.

Całe zwycięstwo było zasługą piechoty. Ta, mimo niedoświadczonego dowódcy, rozłożyła doskonale wyszkolone najemne wojska, wówczas jeszcze niewiadomego pochodzenia. Z napisanego później o tym starciu utworu „Las we krwi cały” pochodzi najlepiej opisujące całe starcie zdanie- „Jeden nasz na stu w brunatnych kaftanach”- wojska Arish bowiem nie dość, iż usiłowały osłaniać rycerstwo, to jeszcze błyskawicznie pokonały wrogów, wcześniej wybijając ich wojska niemal do nogi. Historia nie wyróżniła żadnego z walczących, nikt nie opowiadał o pojedynczym bohaterze- cały oddział okazał się być godny tytułu herosa.

A gdy cała ta masakra dobiegła końca, przyszedł czas na wyjaśnienia…"

Krótka historia Arish: XII wiek
Pióra Derteita Czarnego
Lato roku 1321
***
Najniżsi stanem zrzucali powoli martwe cielska na kupy, szykując je do spalenia. Zwłoki rycerzy zaś były ściągane przez innych „stanu najwyższego” (wszystkich ocalałych, całą dziesiątkę) na pobliską polanę, gdzie szykowano im prowizoryczny pogrzeb, jak nakazywała tradycja. Tylko Aleksander ze smutkiem w oczach stał na granicy lasu, oglądając miejsce, w którym zatryumfował, lecz zrobił to ogromnym kosztem.

- Panie, przybyli nasi przyjaciele…- oznajmił Atter, mocno cięty przez ramię w ogniu bitwy, wskazując na nadchodzącego Archibalda i jego „nietypową świtę”.

Krótka wymiana spojrzeń między rycerzami wystarczyła, by de Vasloy zrozumiał, co miało tu miejsce. Wykonał parę gestów modlitewnych spoglądając na groby rycerzy, w czym „towarzyszyli” mu Ost i Radost.

- Ale co tu się właściwie stało?- spytała Sara, wciąż odrobinę zagubiona, wciąż nie do końca rozumiejąca chwilę.

- Nie teraz…- mruknął Andre, kładąc dziewczynie dłoń na ramieniu.

Tak, tu potrzeba było chwili ciszy… A natura przewrotnie nie chciała pomóc w chwili zadumy- zbliżał się świt, słońce powoli wyłaniało się zza horyzontu, ptaki zaczynały swój śpiew… Czy były to treny dla poległych? Cóż, rozumienie zwierzęcej mowy wciąż pozostawało jedynie domeną druidów, o ile i oni nie kłamali w żywe oczy.

- Jeńcy gotowi do przesłuchania.- zakrzyknął w pewnym momencie któryś z rycerzy, wskazując na piątkę odzianych już jedynie w płócienne worki mężczyzn, po barbarzyńsku wręcz przywiązanych do kolejnych drzew. Cóż, powinni dziękować, iż Aleksander pozwolił tym prostakom ze straży jedynie ich związać, a nie również przesłuchać…
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.

Ostatnio edytowane przez Kutak : 11-17-2007 o 17:45.
Kutak jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 11-20-2007, 23:30   #82
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 135 543
Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał

Masakra. Kupa zabitych I poranionych. Archibald podszedł do Dedericha, który opierał się na pokrwawionym toporze. Z bliska rycerz zobaczył postrzępioną tarczę i pęknięty naramiennik. Pokiwał tylko głową, łowiąc oczyma wzrok giermka:


- Żyjesz, to dobrze. To dobrze… - Dawno nie brał udziału w większej bitwie, toteż znużenie, które go opadło, zdało się czymś nowym, niepoznanym. Już zapomniał, że kosztem odrzucenia strachu jest późniejsza słabość w kolanach, gdy irracjonalny lek powraca. Poszukał wzrokiem Sary. Dziewczyna siedziała nieopodal, okrywszy się grubym pledem. Zapewne też doskwierał jej ów nagły stres, który dopada wojownika po walce.


- Dederichu, całyś?
Giermek ze znużeniem pokiwał głową. Archibald raz jeszcze powiódł wzrokiem po zabitych rycerzach:
- Co tu się stało?
- Bitwa, straszna bitwa panie. Jazda imć pana Aleksandra uderzyła na wroga, lecz tamtych zbyt wielu było. Las, wykroty, rycerstwo jakoś nie bardzo nawykłe do takiej walki. To nie chorągwie hrabiowskie, panie.
De Valsoy spuścił głowę.
- Tylu zabitych, ja naprawdę jestem chyba na to za stary… - w jego głosie pobrzmiewał smutek.
- Ja wiodłem piechotę przez las. W samą porę dopadliśmy tamte psy, które rycerze pana Aleksandra związały walką. Wycięliśmy ich w pień, ale zabitych mrowie mamy... Okrutną rzeźbę nam w tym lesie zrobili…
Rycerz zacisnął pięści. Wreszcie wypalił:
- Kim oni byli, Dederich?! Chyba nie banici? Przecież to regularne wojsko, strzela salwami, w szyk się ustawia. Tego zbóje nie potrafią. Jakim, kurwa, cudem przeniknęli do serca Arish. Granice otworem stoją? Każdy tu może wejść jak do zamtuza? Wleźć, poryćkać, butów nawet nie wytrzeć?


Dederich bezradnie rozłożył ręce. Archibald Roderyk de Valsoy ruszył w stronę pana Aleksandra, który w równie ponurym nastroju przysiadł na kamieniu, spoglądając na przywiązanych do drzewa jeńców. Stary rycerz zaczął bez niepotrzebnych ceregieli:
- Panie Aleksandrze, pozwól mi uczestniczyć w przesłuchaniu… Jeśli trzeba ja im z gardła wyciągnę, kto ich wynajął!!


Zatrzymał się i krzyknął do Sary:
- Saro, idźże do namiotu, odpocznij. My tu chwilę z panem Aleksandrem pobędziemy, musimy z tymi łapserdakami pomówić. A to niemiła i głośna rozmowa będzie. Chyba nie powinnaś na to patrzeć.


Skończył się wydzierać, po czym zrzucił rękawice z dłoni, by nie ograniczały mu ruchów. Dobył sztyletu i zgrubiałym opuszkiem kciuka sprawdził ostrość głowni. Wystarczy, by urżnąć co nieco tym bydlętom. Całe szczęście, że jeńców było kilku. Jednemu się pourzyna odstające części, to reszta będzie śpiewać niczym chór chłopięcy w świątyni. A jak nie, to im się też coś pourzyna, by głosy ładniejsze mieli.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-21-2007, 18:57   #83
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8 Mira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 226 408
Sara szła powoli, trzymając się z tyłu. W tej chwili nie chciała z nikim rozmawiać, nawet ze starym rycerzem. A może przede wszystkim z nim?

Każda emocja mogła zwolnić lawinę uczuć, która gromadziła się w młodym sercu.

"Więc tak wygląda bitwa, więc tak wygląda śmierć..."

Gdy dotarli do Aleksandra, dziewczyna ożywiła się nieco i zapominając o swym własnym nieszczęściu, wielkimi oczami przyglądała się otoczeniu. Przerażające wizje śmierci wbijały się w jej umysł niczym ogromne szpile, które miały niepokoić ją, gdy tylko zaśnie. Mimo to patrzyła, a umysł jej analizował sytuację.

Choć bitwa się skończyła, a oni sami wciąż żyli, nie byli wygrani. Świadectwem klęski było każde martwe ciało, każda odniesiona rana.

Chcąc jednak na przekór bólowi w sercu, utrzymać swą żywotność iskierki, Sara przyglądała się wszystkiemu i starała brać udział w rozmowach...

- Ale co tu się właściwie stało?- spytała na głos.

- Nie teraz… - mruknął Andre, kładąc dziewczynie dłoń na ramieniu.

Puff! I iskierka zgasła. Choć mężczyzna z pewnością nie chciał źle, to cała energia uszła z młodej alchemiczki, jak powietrze. Nie patrząc już na towarzyszy powlokła się do pniaka, na którym usiadła. Tam też wyjęła swój miecz i bezmyślnie poczęła go czyścić jakimś skrawkiem materii – zapewne czyjej peleryny. Nawet nie zauważyła, gdy któryś z wojaków przykrył ją pledem – jej oczy były martwe.

Wreszcie miecz był już zupełnie czysty, więc Sara schowała go do pochwy. Nie wiedząc za bardzo co z sobą zrobić, dziewczyna sięgnęła do kieszonki, gdzie w pośpiechu wrzuciła kilka „krwawych” stokrotek. Jej dłoń trafiła jednak w pustkę, a zamiast spodziewanych kwiatów, znalazła tylko skromne resztki zbutwiałych roślin.

„Zgniły... czy i ze mną tak się stanie? Cuda są wspaniałe, ale jednak dlatego są cudami, ze zdarzają się tak rzadko... Może więc i ja zaraz umrę?”

- Saro, idźże do namiotu, odpocznij. My tu chwilę z panem Aleksandrem pobędziemy, musimy z tymi łapserdakami pomówić. A to niemiła i głośna rozmowa będzie. Chyba nie powinnaś na to patrzeć. – usłyszała donośny głos Archibalda.

Słowa rycerza wzbudziły w niej gniew. Więc oto walczyli razem, zabijali, a on wciąż traktuje ją jak zdziecinniałą pannę! Czy nawet on nie rozumiał, że nikt, po prostu nikt nie może pozostać dzieckiem, kiedy w jego oczy wejrzała śmierć?!

- Zostanę tutaj.
– rzekła twardo. – Ja też mam parę pytań. Nigdzie wszak nie widziałam ciała Vilemo czy kilku innych naszych towarzyszy. Należy zatem przypuszczać, że i oni dostali się w niewolę, a nasi wrogowie robią im dokładnie to, co wy właśnie zamierzacie... szlachetni panowie. – ostatnie słowa wysyczała niemal, mrużąc przy tym oczy.

„ Niczym się nie różnimy od nich. Też mordujemy i też krzywdzimy, nie ma w tym za grosz wzniosłości, o której pieprzycie co rusz! Dla Arish? Gówno prawda! Dla was życie człowieka, to życie robaka, a dla mnie... życie to życie - i taka sama jest jego wartość!”
 
__________________
Czy wiesz że gdy pada śnieg
Moje oczy stają się większe
A światło którym lśnisz jest niewidoczne?
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-21-2007, 20:43   #84
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 48 879
Cena chwały, już prawie zapomniał jak naprawdę wysoko stoi. Jak zawsze doświadczał tego nieprzyjemnego uczucia po stracie takiej ilości ludzi, tym bardziej, że nie miał jak wykorzystać tego zwycięstwa taktycznie. Mimo, że krwawo okupiony, sukces mógł wydawać się nieoczekiwany. Co by gryzipiórki nie skrobały w swoich dokumentach, Aleksander cieszył się z pomyślnego przebiegu bitwy. Ruszając zupełnie w ciemno z niewielkim, kiepsko wyszkolonym i wyekwipowanym garnizonem, na nieznanego wroga, który miał przewagę terenu i zaskoczenia po stronie, wydarzenia mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Powracający musiał im sprzyjać, bynajmniej samym tylko, łaskawym wejrzeniem, bo innych wymiernych korzyści Aleksander nie odnotował. Nie jest to jednak dobra pora, by obrażać siły nadprzyrodzone, dlatego wyszeptał kolejną pokorną modlitwę, za zmarłych i jeszcze jedną, za żywych.

Są jednak jakieś plusy potyczki i siedzą właśnie teraz związane pod drzewem. Czy to możliwe że tajemniczy żołnierze pochodzili z Ziem Niczyich? Ale jak to się stało, że obce wojska chwytają się wojny szarpanej na terenie obcego państwa? Albo infiltracja wrogich państw zagłębia się mocniej niż przypuszczał, albo to wcale nie są obce wojska...

- Saro, idźże do namiotu, odpocznij. My tu chwilę z panem Aleksandrem pobędziemy, musimy z tymi łapserdakami pomówić. A to niemiła i głośna rozmowa będzie. Chyba nie powinnaś na to patrzeć. - Stary rycerz powiedział zawczasu do Sary. Jego słowa także jemu uzmysłowiły, co teraz winni zrobić, dla Arisch.

- Zostanę tutaj. Ja też mam parę pytań. Nigdzie wszak nie widziałam ciała Vilemo czy kilku innych naszych towarzyszy. Należy zatem przypuszczać, że i oni dostali się w niewolę, a nasi wrogowie robią im dokładnie to, co wy właśnie zamierzacie... szlachetni panowie. - Butna dziewczyna pewnie źle znosiła widok okolicy.

Archibald już nabrał powietrza w płuca, ale Aleksander go uprzedził podszedł do dziewczynki i nachylił się nad nią. Ile to ona mogła mieć lat? Bardzo przypominała mu pewną młodą osóbkę, pewną młodą osóbkę z którą nie widział się już...

- Saro. - Pierwszy raz zwrócił się do niej po imieniu. - Zadamy odpowiednie pytania nie bój się o to. - Jego głos był spokojny, a aktorem był naprawdę niezłym - Jeśli masz jakieś możesz je przekazać Atterowi, - spojrzał na niego porozumiewawczo, - on dopilnuje wszystkiego. Jednak teraz chcę, abyś poszła razem z nim ponownie opatrzyć jego ranę, dobrze? Zrób to, póki możesz w nocy spokojnie sypiać. - To nie była prośba, mimo, że szlachcic wypowiadał ją bez nacisku.

Jego uwagę przykuł teraz Herbert, który skończył akurat zszywać ranę jednego z żołnierzy. Koniecznie chciał z nim porozmawiać. Stał na skraju zagajnika, pod wielkim dębem. Aleksander położył jeszcze rękę na ramieniu dziewczyny, przeprosił na moment obecnych i podszedł do swego medyka. Nikt ze stojących na polanie nie mógł usłyszeć, o czym rozmawiają ponieważ mówili przyciszonymi głosami, ale każdy mógł zobaczyć, że rozmowa była krótka i ekspresyjna. Zaraz Aleksander z Fabercechii wraz z towarzyszem wrócili do reszty.

- Ależ panie... - Kontynuował za plecami idącego.

- Herbercie! - uciął - Ostatnie wydarzenia jeszcze bardziej, uświadczyły mnie w moim postanowieniu. Wrócimy do rozmowy później, teraz przyszykuj mi gołębia, napiszę list do hrabiego. Przynieś przy okazji jakieś ostre... narzędzia z chatki drwali. Wydaje mi się, że musimy trochę popracować. - Odwrócił się do reszty - Nie chcę robić tłoku także, muszę wiedzieć o każdej osobie, która zostaje, reszta musi nas na ten czas opuścić, to co usłyszycie będzie objęte tajemnicą... państwową.
 
__________________
Może dziś?
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-21-2007, 21:24   #85
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8 Mira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 226 408
Młoda alchemiczka podniosła głowę i wściekłym wzrokiem popatrzyła na pooraną szramami twarz Aleksandra. Hamowana do tej pory furia rozprzestrzeniała się na całe jej ciało, a wraz z nią narastał bunt przeciw temu, co się stało, temu co zrobili i mieli zrobić... bunt przeciw wszystkiemu co ludzkie!

Zmrużywszy jak kot oczy, Sara wpatrywała się w oblicze rycerza. Nie znali się dotychczas zbyt dobrze. O ile pamięć ją nie myliła, ów wojak po raz pierwszy zwrócił się do niej bezpośrednio.

„I jeszcze śmie mi rozkazywać!”

- Jak chcesz to sam idź opatrzyć te cholerne rany.
– wysyczała szesnastolatka, zadzierając głowę. – Ja nie jestem znachorką, jestem alchemiczką i jeśli coś potrafię zrobić, to zabijać– tak jak wy. Nie traktuj mnie zatem z góry mój panie, bo jedziemy na tym samym wozie i mamy to samo zadanie. Czy Franciszek kazał wam niańczyć mnie? – tu zwróciła się do obu mężów. – Nie! Jestem tu by odkupić swe winy – dorosłe winy, które napiętnowały mnie tak, jak czas twoją twarz sir Aleksandrze.

Wiedziała, ze powiedziała zbyt dużo, ale nagromadzone emocje wreszcie znalazły ujście. Sara odetchnęła głęboko i już bez złości, popatrzyła poważnie w oczy rycerza z Fabercechii.

- Zostaję. – rzekła jedynie.

Ten dzień nie mógł wszak jej już bardziej złamać. Zresztą... teoretycznie przecież była martwa, więc czym się przejmować?
 
__________________
Czy wiesz że gdy pada śnieg
Moje oczy stają się większe
A światło którym lśnisz jest niewidoczne?
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-22-2007, 16:17   #86
 
Angrod's Avatar
 
Reputacja: 4 Angrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skałAngrod jest jak klejnot wśród skał
$: 48 879
Większość zebranych zaczęła ukradkiem odchodzić nie chcąc mieć nic wspólnego z dokonywanym tutaj. Aleksander spostrzegł kto zamierzał zostać, pokrywało się to z jego oczekiwaniami. Archibald, Dederich, Ost, Radost i... Sara wyraźnie nie zamierzała się podporządkować. Wyrzuciła co miała na sercu.

- ...Jestem tu by odkupić swe winy – dorosłe winy, które napiętnowały mnie tak, jak czas twoją twarz sir Aleksandrze. Zostaję.


Rycerz w innym przypadku kazałby wybatożyć delikwenta za taką niesubordynację. Za jakieś uwagi co do jego wyglądu sam trzymał by bat, może nawet miecz. Lecz trudno mu było być aż tak konsekwentnym w odniesieniu do dziewczyny. jak w takim razie pójdzie mu z przesłuchiwaniem bezbronnych ludzi?

- Tak się składa, że nie możesz tu być tylko dlatego że tak ci się uwidziało. Żaden rycerz nie podejdzie do nich, bez mojej zgody. Nikt nie może tutaj sobie zostać, jeśli nie jest to niezbędne. - Jego ton był stanowczy i protekcjonalny - To, co oni powiedzą jest obecnie najwyższej wagi sprawą Arisch i nie mogę pozwolić żeby nikt kto nie jest wymagany uczestniczył w przesłuchaniu. Wierz mi sam chętnie nie zbliżył bym się do tych łotrów, ale tego wymaga ode mnie państwo. Zatem jeśli mi nie udowodnisz, że w jakikolwiek sposób jesteś istotna dla naszej okrutnej rozmowy, nie podejdziesz bliżej, niż żaden pieczętujący się nawet najznamienitszym herbem szlachcic.

Dziewczyna przyglądająca się torturom tego mu było jeszcze potrzeba! Zwrócił gniewny wzrok na mężczyzn.

- Przeniesiemy ich pojedynczo do chaty drwali! Nie pozwolimy naszym gościom zmarznąć.
 
__________________
Może dziś?
. . . . . Zwierzątka . . . . .
Angrod jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-22-2007, 22:04   #87
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8 Mira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 226 408
Dziewczyna wysłuchała słów Aleksandra wciąż z uwagą wpatrując się w jego twarz. Ręce jej były spuszczone wzdłuż tułowia, a pięści zaciśnięte, trudno więc odgadnąć czy uspokajała się właśnie, czy szykowała do kolejnego wybuchu.

Wreszcie, gdy człowiek o pobliźnionej twarzy skończył swą przemowę, odezwała się - o dziwo – spokojnym, pozbawionym niemal emocji głosem.

- Jeśli sprawa dotyczy Twego rozkazu – rozumiem, jeśli rozporządzenie obowiązuje zgromadzone rycerstwo, to obowiązuje i mnie – też to rozumiem. Nie rozumiem tylko, jakim prawem waść odsyłasz mnie do rannych, jak jakąś... dziewkę służebną! Niech wiek mój i płeć nie będą wyznacznikiem mych umiejętności, o to tylko pomstuję. To zaś co zamierzacie uczynić tym ludziom... nie jest mi ani miłe, ani bliskie. Wiem jednak, że walka rządzi się swymi prawami i obecny tu Archibald zaświadczyć może, iż w ostatnim czasie aż za dobrze przekonałam się o tym. Pytasz o me umiejętności... Cóż, nie wyrywałam paznokci, nie łamałam kłykci i nie plotłam warkoczy z bebechów. Wiem jednak, jak nie dotykając więźnia, zmusić go do mówienia.

Odsunąwszy się nieco Sara wyjęła nieduży woreczek z kieszeni spódnicy.

- Atropina. Przyspiesza bicie serca, rozszerza źrenice, powoduje problemy z przełykaniem. Starczy podawać więźniowi co kilkanaście oddechów pół miarki, żeby stan się ten pogłębiał, a człowiek był świadom, że każda kolejna dawka może rozerwać mu serce. – mówiła monotonnie, jakby recytując formułki z księgi. Zaczerpnąwszy oddechu, sięgnęła po kolejny woreczek. – Strychnina. Kilka uderzeń serca po wchłonięciu trucizna zaczyna oddziaływać na ciało – paraliżując je. Powoduje równoczesne skurcze wszystkich mięśni, które cały czas się nasilają. Nawet cichy dźwięk, błysk światła czy poruszenie powoduje pogorszenie stanu ofiary i kolejną falę drgawek. Śmierć następuje w wyniku uduszenia lub wyczerpania spowodowanego ciągłymi skurczami, o ile nie zostanie podana odtrutka... Mam dalej wymieniać?

Młoda alchemiczka triumfująco uśmiechnęła się do Aleksandra. Przypomniawszy sobie jednak o powodach swego wystąpienia, spoważniała.

- Nie chcę brać udziału w torturowaniu jeńców. – rzekła cicho. – Jestem temu wręcz przeciwna. Nie znoszę... nie chcę jednak, byście traktowali mnie jak bękarta, którego rola ogranicza się jedynie do przeszkadzania!
 
__________________
Czy wiesz że gdy pada śnieg
Moje oczy stają się większe
A światło którym lśnisz jest niewidoczne?
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-23-2007, 22:39   #88
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 135 543
Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał

Archibald ze smutkiem słuchał kłótni Sary I pana Aleksandra. Możnowładca nienajlepiej to próbował rozwiązać, ale z Sarą można było tylko negocjować, mając chorągiew kopijników za plecami. O ile przy tym nie zaczęłaby znów szarżować. Stary rycerz podszedł do dziewczyny, wyciągnął rękę, lecz zawahał się. Czy to była jeszcze jego Sara? Czy to była dziewczyna z krwi i kości? Co ona mogła widzieć po drugiej stronie, czego żaden ze śmiertelników nie widział? Ręka zawisła w powietrzu, a potem opadła bezwładnie.

- Saro, nie powinnaś tego oglądać. To nie widok dla młodych kobiet… A ja nie jestem dobrym dziadziem, jak pewnie o mnie myślisz. Zostań tu, poczekaj…

Słowa gasły mu w gardle, wydobywając się z ust ledwie słyszalnym, gardłowym szeptem. Emocje wrzały w nim. Ledwie godzinę wcześniej utracił ją, widział jej śmierć, która splamiła jego ręce. Nie potrafił jej obronić. A później wróciła zza gronu. Nie rozumiał tego, natomiast wiedział, kto za to zapłaci. Spojrzał złowrogo na przenoszonych do drewutni jeńców.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-23-2007, 23:04   #89
Obsługa
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8 Mira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnieMira jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 226 408
Ciepły, a zarazem silny głos Archibalda był niczym wymarzony głos ojca. Głos, który, jeśli już słyszała, zwykle chwalił urodę jej siostry lub informował o kolejnej podróży.

Sara zacisnęła pięści i obróciła się do rycerza, by teraz jemu spojrzeć w oczy. Na końcu języka miała kolejną powódź słów, lecz, kiedy otworzyła usta, by wylać je z siebie... zapadła cisza.

Wielkimi ze zdziwienia oczami, młoda alchemiczka przyglądała się stężałej i smutnej twarzy rycerza. Co się stało?

Szczęka dziewczyny zadrżała, kiedy na myśl przyszło jej, iż powodem smutku Archibalda jest nie kto inny, lecz ona sama... Że stary wojak jest nią zapewne rozczarowany i – kto wie- może żałuje, ze podjął się nad nią opieki? Sara chrząkneła, by zdusić płacz serca.

- Tam w wiosce to też nie był widok dla młodej kobiety i tu na polu walki również. – rzekła ze zwieszona głową, gapiąc się w ziemię. – Kto, jak kto, ale ty Archibaldzie powinieneś już wiedzieć, że życie nie zawsze jest sprawiedliwe.

To rzekłszy, alchemiczka ruszyła w stronę chaty.

- Idę. Jak przesadzicie, będę w stanie utrzymać ich przytomność, żeby mogli gadać.
 
__________________
Czy wiesz że gdy pada śnieg
Moje oczy stają się większe
A światło którym lśnisz jest niewidoczne?
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-23-2007, 23:33   #90
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetnykitsune jest po prostu świetny
$: 135 543
Archibald Roderyk de Valsoy h. Pęk Strzał

“Głupia dziewucha” – pomyślał. Pokręcił głową, a potem rzucił zupełnie innym tonem do pana Aleksandra:


- Cny rycerzu, jeńcy w drewutni. Róbmy swoje. – W jego głosie pobrzmiewały twarde nuty i coś, co niektórym mogło się kojarzyć z dźwiękiem stali, płomieniem, krwią i agonalnym krzykiem.



Archibald ruszył, nie czekając na Aleksandra i Sarę, w stronę drewutni. Po drodze ryknął w stronę swojej służby:

- Dederich, Ost, Radost! Psie juchy, żywo do mnie! Dederich czarci chwoście weź worek płócienny i sznur. Idziemy rozmawiać!
Był zły nie na żarty. Wściekłość tkwiła w nim, a on ją teraz podsycał, by rosła duża i zdrowa.
- Żywo gnoje! Żywo, bo karki poprzetrącam.


Otworzył niskie drzwi do drewutni i wszedł do pomieszczenia. Momentalnie poczuł zapach świeżego drewna i trocin, które grubą warstwą pokrywały podłogę. Sześciu jeńców służba pana Aleksandra przywiązała gdzie popadło. Do podtrzymujących strop słupów, stołu z zamocowaną krajzegą, a nawet kozła, na którym poukładano drwa na opał. Zamachowcy nie wyglądali już tak dumnie. Nerwowo oblizywali wargi, widząc wchodzących. Archibald wyjął zza rycerskiego pasa znoszone rękawiczki z jagnięcej skóry. W wielu miejscach były już przetarte, ale Archibald nie wiadomo dlaczego lubił je. Naciągnął ja na dłonie, sprawdził, czy dobrze leżą, uderzając parokrotnie pięścią w otwartą dłoń. Potem spojrzał w oczy wybranej ofiary. Dobrze zbudowanego chłystka przywiązanego do słupa, pewnie jednego z szeregowych żołdaków z grupy, która ich ostrzelała. Archibald nie chciał przypadkowo uszkodzić kogoś ważnego.


Aleksander zaczął mówić. Stary rycerz nie słyszał go. Krew dudniła mu w uszach, zalała czerwienią oczy. Pielęgnował w sobie złość. Gniew. Gniew! Aleksander mówił spokojnym, opanowanym głosem. Coś o informacjach, o winie i karze. A Archibald podszedł do jeńca, kucnął przed nim. Uśmiechnął. Wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny, który drgnął zauważalnie:


- No już, już synku… Wszystko będzie dobrze… - familiarnie poklepał jeńca po policzku. A potem chwycił za ucho i jednym, szybkim ruchem je urwał. Mężczyzna wrzasnął i zaczął kląć, a Archibald spokojnie oglądnął zakrwawione trofeum. W oberwanym uchu tkwiły trzy złote kółka. Rycerz rzucił trofeum niedbale za siebie. Mężczyzna już nie krzyczał, coś mówił, tłumaczył.


- Ćśśśśś, będzie dobrze, będzie synku…
Wbił mu wyprostowany kciuk w oko, a potem szarpnął. Zawartość gałki ocznej spływała po jagnięcej skórze rękawiczki. Jeniec już nie wrzeszczał. Wył jak zwierzę. Śluz i krew mieszała się na jego policzku. Pozostali jeńcy patrzyli z rosnącym przerażeniem na rozgrywającą się scenę.


De Valsoy zwinął dłoń w pięść i z całej siły uderzył w otwarte w krzyku usta mężczyzny. W całej drewutni rozległo się chrupnięcie. Wargi jeńca pękły jak dojrzałe owoce. Usta stały się krwawą jamą, w której gdzieniegdzie błyszczały pogruchotane zęby. Jeniec krztusił się, chlipał. Z ocalałego oka, płynęły strumieniem łzy:


- Błagam, błagam… już nie… dobij... nie męcz…


Archibald uśmiechnął się:
- Jeszcze nie, synku, jeszcze musisz pocierpieć.
Palcem wyszarpnął drugie oko jeńca. Głowa mężczyzny obwisła bezwładnie. Ze zmasakrowanej twarzy kapała krwawa, gęsta breja.


Rycerz wstał i zdjął rękawiczki. Zrobił swoje. Pozostali chyba zrozumieli, że musza mówić szczerze i otwarcie jak na spowiedzi.


Nie śmiał się obrócić, nie śmiał spojrzeć w oczy Sarze i Aleksandrowi.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Rycerska Rzecz Kutak Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 146 11-13-2008 12:54
[rekrutacja dodatkowa]Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 9 12-24-2007 14:33
Rycerska Rzecz Kutak Archiwum rekrutacji 48 06-24-2007 23:00


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 11:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110