![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #211 |
![]() | - Jestem Panem i Władcą tego królestwa naturalnie - Wcale nie tak trudno się tego domyślić. Chciałbym wiedzieć tylko jakiego królestwa. - Chciałbym zatrudnić Cię jako ochroniarza dla mojej córki...tym bardziej, że ona zadaje się z tymi idiotami, z rodu Wertyness! Agrh, nieważne. Co powiesz na 500zk miesięcznie plus premia za trudne zadania? Garret odwrócił głowę i chwilę pomyślał. Pracowanie jako najemnik niezbyt go pociągało. Mógł najwyżej przystąpić do pojedynczych zleceń, ale to miała być praca na dłuższy czas. Musiał jeszcze wyzdrowieć i poczekać na towarzyszy. Miał nadzieję, że pojawią się tutaj prędzej czy póżniej. Oczywiście jeśli tylko nie zginęli. Poczeka na nich przynajmnije po to żeby wsadzić topór w dupę temu krasnoludowi za to, że go zostawili. Ogolnie cieszyło go to, że od czasu dotarcia do wyjścia z lasu nie miewał już żadnych halucynacji. Wiedział, że powrócą prędzej czy póżniej. - Przykro mi. Nie mogę przyjąć stałej pracy. Szczególnie przy ochronie kogoś ważnego. Nie jestem na to... (Jakby to wyrazić) odpowiedzialny. To chyba właściwe słowo. Poza tym muszę poczekać na towarzyszy. Póki nie dotrą tutaj mogę być ochroniarzem dopóki nie znajdzie pan kogoś stałego. |
| |
| Reklama |
| |
| | #212 |
![]() | Spokojnie leżał sobie na miękkiej trawie z zamkniętymi oczyma; wygrzewając się spokojnie w promieniach słońca. Ból z porażonych prądem mięśni zniknął już niemal zupełnie kiedy nagle coś rzuciło cień na jego twarz burząc przyjemny nastrój chwili. „Głupi golem” pomyślał i powoli otworzył jedno oko a zaraz potem drugie. Jak się jednak zaraz okazało to nie kamienny stwór przesłonił słońce. To co zobaczył najemnik nie nastroiło go zbyt optymistycznie. Na niebie zaczynały się gromadzić, ciężkie, niskie i czarne chmury deszczowe. „No ładnie jeszcze tylko deszczu nam tu brakuje. Niedobrze to wygląda, pewnie będzie z tegp niezła ulewa. Cholera!” Na samą myśl o wilgoci i wszechobecnym chłodzie skrzywił się z niezadowoleniem. - Hejże! Który widział który jakikolwiek kamień fioletowy!? - wykrzyknął krasnolud, niziołek w tym czasie grzebał w jakimś woreczku - Joki kolwiek... kamień nie wiem jakiej wielkości, jeno jakiś fioletowy! Myśleć i dawać jak mocie! Ino biegiem.- Johann zwrócił twarz w stronę Sumara, żeby powiadomić go, że nie tylko nie wie nic o żadnym przeklętym kamieniu, ale też o tym, że nic a nic go to nie obchodzi. Wizja lejącego deszczu do szczętu zepsuła mu humor, nie wspominając już o tym, że zaczynał być lekko głodny. Zanim jednak spełnił swój zamiar zobaczył, że coś stało się z wyjściem z jaskini. Przez chwilę spoglądał na nie ze zdziwieniem po czym spostrzegł w czym rzecz. Wyglądało na to, że wyjście zamykało się stopniowo kiedy oni rozmawiali. Kiedy tak przypatrywał się z uwagą na jego oczach zniknął kolejny centymetr potwierdzając jego obawy. -Szlag by to trafił jeszcze to na dodatek.- wymamrotał niewyraźnie pod nosem po czym zwrócił się do reszty kompanów –Albo mi się wydaje, albo wyjście się powoli zamyka. Jeśli chcemy się stąd wydostać to musimy się pospieszyć. A tak co do tego kamienia Sumarze to ani go nie mam ani nie widziałem.- Wstał szybko i otrzepał ubranie z kilku źdźbeł trawy które uczepiły się spodni, spojrzał ponownie na krasnoluda i niziołka. –To jak idziemy?-
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony. |
| |
| | #213 |
![]() | - Hejże! Który widział który jakikolwiek kamień fioletowy!? - wykrzyknął krasnolud - Joki kolwiek... kamień nie wiem jakiej wielkości, jeno jakiś fioletowy! Myśleć i dawać jak mocie! Ino biegiem. Alfered popatrzył na Khazada zaskoczony. Przez chwilę nie wiedział co ma powiedzieć. Przypomniał sobie wygląd pierścienia, a w szczególności kamienie znajdujące się w tym pierścieniu. Jeden kamień mienił się nieco na fioletowo, ale tak na prawdę wyglądał na czarny. Po chwili rozważań jaki kolor ma ten klejnot, niziołek doszedł do wniosku, że nie o ten kamień chodzi. Lubił Sumara, ale bądź co bądź był dla niego osobą obcą. Poza tym te kosztowności mogły zmienić jego życie. Lubił swój zawód, ale marzył mu się ładny domek pod wzgórzem i pełna spiżarnia. Z tych powodów nie miał zamiaru wspominać reszcie o wszystkich kosztownościach. - Tutaj nie ma żadnego fioletowego klejnotu panie krasnoludzie - stwierdził pokazując worek. - Albo mi się wydaje, albo wyjście się powoli zamyka. Jeśli chcemy się stąd wydostać to musimy się pospieszyć. A tak co do tego kamienia Sumarze to ani go nie mam ani nie widziałem - odezwał się Johann – To jak idziemy? Niziołek słysząc te słowa spojrzał na wyjście. Przez moment przyglądał się wyjściu i choć nie zauważył by się zamykało, ale jednak musiał przyznać, że jeszcze nie dawno kamienne drzwi były wyżej. - Jeśli mamy iść to musimy ich jakoś zabrać - powiedział wskazując na nieprzytomnych towarzyszy. - Czy widziałeś mojego psa? - powtórzył pytanie skierowane do golema. - To dla mnie bardzo ważne.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #214 |
![]() | Alfred - Czy widziałeś mojego psa? - powtórzył pytanie skierowane do golema. - To dla mnie bardzo ważne. - Psa nie widziałem. Ale jeśli mógłbyś to oddaj mojemu Panu te skarby, pierścień, wisior i świecący kamyczek jeśli się obudzi. Ty przyjaciel ^ ^ - odparł Ci golem i zamknął kamienne oczy. Wyglądało to tak jakby na chwilę wyłączył się. Sumar - Czy widziałeś mojego psa? - Alfred powtórzył pytanie skierowane do golema. - To dla mnie bardzo ważne. - Psa nie widziałem. Ale jeśli mógłbyś to oddaj mojemu Panu te skarby, pierścień, wisior i świecący kamyczek jeśli się obudzi. Ty przyjaciel ^ ^ - odparł Ci golem i zamknął kamienne oczy. Wyglądało to tak jakby na chwilę wyłączył się. Spojrzałeś podstępnie na Alfreda. - Sumarze - usłyszałeś w swoim umyśle - Ja nie jestem pewna wyglądu tego kamienia. On był szlachetny. Przypomnij sobie w jakich odcieniach pojawiłam się przy Tobie. Przypomnij sobie jakie światło dominowało w okół mnie. Przypomnij, bo ja nie wiem . . . i pamietaj, że jeśli odejdziesz stąd, nie będziesz mógł uczynić tego...tylko w obrębie lasu, tu gdzie jestem uwięziona, możesz mnie uratować. Pamiętasz jeszcze, te słowa? - rzekła. Johann –To jak idziemy? - spytałeś, ale nikt Ci nie odpowiedział. Wejście naprawdę osuwało się co raz niżej. To nie były ani żarty ani wymysł Twojego umysłu. Możliwe, że ostatnia szansa zamyka Ci sie tuż pod nosem. Pamiętasz że za wyjściem gdzieś dalej było jakieś spore miasto. Garret - Przykro mi. Nie mogę przyjąć stałej pracy. Szczególnie przy ochronie kogoś ważnego. Nie jestem na to... (Jakby to wyrazić) odpowiedzialny. To chyba właściwe słowo. Poza tym muszę poczekać na towarzyszy. Póki nie dotrą tutaj mogę być ochroniarzem dopóki nie znajdzie pan kogoś stałego. - 1000zk za miesiąc!- krzyknął podnosząc się i walnął pięścią w stolik. Zmieszany usiadł z powrotem i opanował nerwy - Uważam, że Twoim towarzyszom na pewno przyda się taka sumka pieniędzy. To TYLKO - JEDEN - MIESIĄC. - rzekł dosadnie i spojrzał na Ciebie ogniem w oczach. Nagle do pokoju weszła jakaś służka o urodzie dosć przeciętnej. - Panie, Juliette znowu wyszła na targ . . . sama. - Niech to szlag! - rzucił soczyście mężczyzna i spojrzał na Ciebie. - To jak będzie?? - spytał wyciągając dłoń w Twoją stronę. SANDOR - czytaj poprzednią stronę.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #215 |
![]() | - Psa nie widziałem. Ale jeśli mógłbyś to oddaj mojemu Panu te skarby, pierścień, wisior i świecący kamyczek jeśli się obudzi. Ty przyjaciel ^ ^ - odparł golem i zamknął kamienne oczy. Wyglądało to tak jakby na chwilę wyłączył się. - Dobrze - odpowiedział Alfred trochę zmieszany tym, że wydało się, iż znalazł jakieś kosztowności. Czuł, że za chwilę ktoś zacznie mu zadawać niewygodne pytania. Wiedział, iż słowa golema mogą mogą spowodować, że niektórzy wezmą go za zwykłego złodzieja, a przecież tego chciał uniknąć. - Johannie masz rację, że wrota się zamykają - zwrócił się do wojownika, próbując odwrócić uwagę innych od znalezionej biżuterii. - Musimy jakoś wyciągnąć Verena, Ann i Sandora z taj jaskini. Lepiej, żeby ktoś z nimi był jak się obudzą bo sie pozabijają na wzajem - dodał z uśmiechem. - Nie jestem zbyt silny, ale mogę zabrać Ann - oznajmił i podszedł do leżącej dziewczynki. Spojrzał na nią i przypomniał sobie, że jeszcze niedawno wydawało mu się, że wyjdzie z niej jakiś potwór. Na samą myśl o tym przeszedł go dreszcz i delikatnie dotknął jej skóry palcami sprawdzając czy go nie porazi jak Sandora.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #216 |
![]() | - 1000zk za miesiąc!- krzyknął podnosząc się i walnął pięścią w stolik. Zmieszany usiadł z powrotem i opanował nerwy. Dobrze, że skończyło się tylko na walnięciu w stół. Raz jak nie przyjął zlecenia to jakiś szlachcic nasłał na niego strażników kiedy wychodził z miasta. Od tamtej pory nie był tam mile widziany. - Uważam, że Twoim towarzyszom na pewno przyda się taka sumka pieniędzy. To TYLKO - JEDEN - MIESIĄC. - rzekł dosadnie. Tak. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc bezczynności. Siedzenia w jednym mieście. Był tak długo w drodze, że zakochał się w wędrówce. Nie uśmiechało mu się pozostawać w jakimś miescie na dłużej. Z drugiej strony tyle złota piechotą nie chodzi. Miałby za co wyżyć. W końcu czasy są dosyć ciężkie i ciężko zdobyć coś do jedzenia. Nagle do pokoju weszła jakaś służka o urodzie dosć przeciętnej. - Panie, Juliette znowu wyszła na targ . . . sama. - - Niech to szlag! To jak będzie?? - rzekł wyciągajac w jego stronę dłoń. Obecnie i tak nie miał żadnych planów, a poza tym uznał, że najlepiej nie wkurzać już bardziej władcy. Uścisnął wyciągniętą w jego stronę dłoń. - Zgoda. Rozumiem, że muszę teraz iść na targ. Upewnił sie, że miecz ma nadal na plecach i ruszył do drzwi. Kiedy już miał przez nie wyjść stanął w nich i odwrócił się. - Gdzie on jest? |
| |
| | #217 |
![]() | Najemnik skinął głową niziołkowi po czym bez słowa ruszył ku magowi. Przez chwilę spoglądał w stronę zwierząt Verena a następnie spróbował przerzucić go sobie przez ramię co jednak skończyło się tym, że sam o mało co nie upadł. Johann zaklął pod nosem, czarodziej okazał się cięższy niż sądził więc złapawszy go pewnie pod pachami zaczął ciągnąc go w stronę wyjścia. Kiedy obejrzał się za siebie, żeby się nie potknąć o jakiś kamień zobaczył, że Sumar nadal stoi przypatrując się Alfredowi. -Do ciężkiej cholery Sumar, długo będziesz się tak patrzył? Weź Sandora i wyciągnij go na zewnątrz, przejście niedługo się zamknie!- Kiedy na chwilę przystanął by zaczerpnąć tchu wpadła mu do głowy pewna myśl. -Hmm... Golemie! Słyszysz mnie? Może mógłbyś przytrzymać te opadające wrota? Twojemu panu z potrzeba świeżego powietrza jeśli ma dojść do siebie.- miał tylko nadzieję, że stwór nie okaże się na tyle inteligentny by uświadomić sobie, że nad woda wcale nie jest duszno. "W końcu on chyba nie musi oddychać?" pomyślał.
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony. |
| |
| | #218 |
![]() | Sandor patrzył na wbrew pozorom wyrównaną walkę z miną, która sugerowała duże oszołomienie patrzącego. Istotnie był dość "zakłócony" psychicznie po dziwnym porażeniu spowodowanym przez Ann. *** Nagle coś sobie przypomniał. Przypomniał sobie jak kiedyś razem z "Krwawymi Komediantami", kiedy byli jeszcze gildią, a raczej kompanią... legalną to za mocne słowo, ale tolerowaną, służyli w wojence urządzonej przez dwóch szlachetków kresowych. Jeden wynajął silnego maga, drugi - ich. W zasadce, urządzonej przez sierżanta Shagga ( jednego z doborowych i zaufanych poruczników Sandora ) jako pierwszy poległ dowódca zbrojnych karawany, w której jechał zwaśniony sąsiad. Przeciwnicy poszli w rozsypkę. Wydawało się, że było już po wszystkim, gdy nagle z powozu wyszedł ów czarodziej. Sandor dostał podstawowe informacje o nim. Astromanta, czarodziej domeny niebios. Jego szlachcic zamierzał wykończyć sam. Dziwne było gdy tamten ze stoickim spokojem przyjął sztych w brzuch. Dziwne. To ostatnie so wtedy pamiętał Sandor. Kiedy się obudził wszyscy myśleli, że nie żyje i już lali się po mordach kto będzie następcom. Sandor przez chwile też miał wrażenie, że umarł. Lecz wtedy umarła ostatnia dobra część jego duszy. Czyż to nie zadziwiające, jak magia może zmienić człowieka ? - zapytał sam siebie. *** Otrząsnął się z osłupienia. Popatrzył wprawym okiem na potyczkę i ocenił, że dziewczyna w końcu przegra jeżeli on jej nie pomoże. Rzucił się po miecz. Przyjął pozycję. Natarł na flankę płomienistego kolegi i uchylając się chlasnął demona pod żebra. Na dobicie swoich czynów zaatakował jeszcze barkiem, by wyprowadzić tamtego z równowagi.
__________________ Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany. |
| |
| | #219 |
![]() | - Ale jeśli mógłbyś to oddaj mojemu Panu te skarby, pierścień, wisior i świecący kamyczek jeśli się obudzi - usłyszał krasnolud, co go bardzo zaciekawiło. - Sumarze - usłyszał Sumar w swoim umyśle - Ja nie jestem pewna wyglądu tego kamienia. On był szlachetny. Przypomnij sobie w jakich odcieniach pojawiłam się przy Tobie. Przypomnij sobie jakie światło dominowało w okół mnie. Przypomnij, bo ja nie wiem . . . i pamietaj, że jeśli odejdziesz stąd, nie będziesz mógł uczynić tego...tylko w obrębie lasu, tu gdzie jestem uwięziona, możesz mnie uratować. Pamiętasz jeszcze, te słowa? - rzekła dziewczynka. Sumar pamiętał. Pamiętał wszystko, pamiętał otoczenie, gdy ona pojawiła się przy nim, pamiętał to bardzo dobrze. - Hej Alfred! - wykrzyknął, patrząc podstępnie, ale bez złości. - Weź no pokaż mnie te wisiorki, co? - krasnal zaczął podchodzić do Alfreda. Sumar sam do końca nie wiedział, czy robi to dlatego, że w jednym z nich może być ukryty ten kamień którego szuka, czy też dlatego, że po prostu zawsze bardzo lubił świecidełka. Reszta chciała uciekać przez zamykające się drzwi. "Ale przecież ich tu nie ma!" - pomyślał krasnal. - Do ciężkiej cholery Sumar, długo będziesz się tak patrzył? Weź Sandora i wyciągnij go na zewnątrz, przejście niedługo się zamknie! - powiedział któryś. - Mamy golema - krasnal powiedział jakby od niechcenia, jednak tamten chyba się na chwile zamyślił bo za chwilę wpadł na podobny pomysł. Co prawda Sumar miał na myśli to, ze taki golem pewnie rozłupał by całe drzwi... ale co tam. Przecież to nie jest prawdziwe. Najważniejsze to znaleźć teraz ten kamień... - Alfredzie, proszę pokaż mi to... - Powtórzył. Jego myśli były nieobecne... gdzieś daleko od rzeczywistego... a raczej nierzeczywistego świata.
__________________ "Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir" |
| |
| | #220 |
![]() | - Alfredzie, proszę pokaż mi to... - Sumar zwrócił się do niziołka. Początkowo Alfred myślał, że da się zignorować słowa krasnoluda, ale gdy powtórzył on prośbę było wiadomo, że jego nadzieja na bogactwo i dostatnie życie prysła jak bańka mydlana. Dziadek Alfreda opowiadał mu o Khazadach, którzy kochali szlachetne kamienie. Opowiadał mu o wojnach prowadzonych przez niech z powodu właśnie takich kosztowności. Te wspomnienia uświadomiły szczurołapowi, że praktycznie rzecz biorąc stracił już swoje znalezisko. Niziołek powoli odwrócił się w stronę Sumara i z sztucznym uśmiechem wyjął z worka naszyjnik z kamieniem w kształcie kropli krwi. - Myślę, że powinniśmy stąd uciekać by nie zostać tu na zawsze mości krasnoludzie - rzekł do Sumara. - Golem nam chyba nie pomoże. On chyba zasnął - dodał.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 2 (0 użytkownik i 2 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] "Inny Świat" | Nami | Archiwum sesji Autorskich | 204 | 03-25-2008 12:12 |
| [Autorski- J- RPG] Inny świat | Nergala | Archiwum rekrutacji | 9 | 12-10-2007 16:03 |
| [autorski] "Inny Świat" | Nami | Archiwum rekrutacji | 16 | 07-23-2007 11:24 |
| [Manga] "Świat z papieru i stali. Okruchy Japonii" | Sayane | WIEŚCI | 0 | 12-13-2005 21:17 |
| plansza do systemu "Świat: Odrodzenie" | Jah | Kufer skarbów | 0 | 11-08-2004 17:16 |