Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie > Archiwum sesji Autorskich
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-01-2007, 22:18   #221
 
Sumar's Avatar
 
Reputacja: 2 Sumar jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 425
Niziołek z uśmiechem wyjął z worka naszyjnik z kamieniem w kształcie kropli krwi i pokazał go Sumarowi.
Sumar zawsze wiedział, że Alfred, to pożądny niziołek.
- Kuuna... ale mi nie lza czerwonego kamyka. Ni mosz nic wiencej? - krasnal ku swojemu zdziwieniu oddał niziołkowi naszyjnik. Zwykle to by zaraz coś wykombinował, coby tylko naszyjnik sobie zostawić, ale tym razem nie błyskotki mu były w głowie.

- Myślę, że powinniśmy stąd uciekać by nie zostać tu na zawsze mości krasnoludzie - rzekł jeszcze Niziołek. - Golem nam chyba nie pomoże. On chyba zasnął - dodał.

- Czort z golemem! - Sumar prawie krzyknął - Niech go sztuczne biesy gryzą... Jo tera potrzebuje znaleźć taki.. taki kamyk inny. Jakiś fijoletowy. - powiedział i rozejrzał się.
 
__________________
"Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir"
Sumar jest offline  
Reklama
Stary 12-02-2007, 15:58   #222
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 831
Johann z rezygnacja spojrzał w kierunku krasnoluda i niziołka po czym pokręcił głową. Zaklął cicho pod nosem i znowu zaczął ciągnąć Verena w stronę wyjścia z jaskini, nie wiedział o co dokładnie chodzi ale nie miał zamiaru utknąć wewnątrz bo Sumarowi ubzdurało się, że musi mieć jakiś durny kamień. Klnąc na czym to świat stoi z wysiłkiem zbliżał się krok po kroku do celu.

"Cholerny golem, jakby nie miał kiedy zasnąć! Tak w ogóle to ciekawe czy on śpi czy co? A zresztą co mnie to obchodzi! A ci tam dalej tego kamienia szukają. O bogowie! Jakby nie mieli innych problemów!"

-Długo macie zamiar tak stać? W międzyczasie jak szukacie to może chociaż przenieślibyście tutaj Ann i Sandora? Na nic wam się ten kamień zresztą nie zda jak przejście zostanie zamknięte!- wykrzyknął w stronę Alfreda i Sumara nadal kierując się do wyjścia.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline  
Stary 12-03-2007, 07:30   #223
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 229
Niziołek był mile zaskoczony słaba spostrzegawczością Sumara. Jeszcze przed chwilą myślał, że będzie musiał pokazać wszystkie kosztowności jakie znalazł, a tu krasnolud nie zorientował się, że golem wspominał nie tylko o naszyjniku. Kolejnym powodem do zadowolenia było to, iż poczciwy brodacz nie zabrał tego naszyjnika. Alfredowi ów wisior nie podobał się, ale wiedział, że jest cenny i może za niego dostać dużo pieniędzy.

- Nie widziałem fioletowego klejnotu mości krasnoludzie - rzekł szczurołap. - Musimy ruszać - dodał podchodząc do nieprzytomnej Ann. Nie uważał ani przez moment, że kłamie, przecież faktycznie nie widział żadnego fioletowego kamienia.

Podniósł dziewczynkę trzymając ją pod pachy. Ann była mniej więcej jego wzrostu i niziołek nie przywykły do noszenia ciężarów nie był wstanie wziąć ją na ręce. Zaczął ją więc ciągnąć tak, że jedynie jej stopy dotykały ziemi. Wysiłek ten był naprawdę duży jak dla niego, dlatego już po przejściu kilku kroków jego twarz zaczerwieniła się z wysiłku.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 12-03-2007, 16:32   #224
 
Sumar's Avatar
 
Reputacja: 2 Sumar jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 425
- Nie widziałem fioletowego klejnotu mości krasnoludzie - rzekł szczurołap. - Musimy ruszać - dodał podchodząc do nieprzytomnej Ann.

- Cholerna jego chędorzona rzyć! - wykrzyknął w przestrzeń wiązkę wulgarnych słów Sumar. Nie podobało mu się to.
- Dobra. To chocieżmy już, byle szybko skoro tak. - powiedział i zabrał, czy też pomógł zanieść kogo trzeba.
Był tak pochłonięty kamieniem, że nie miał pojęcia, czy niesie jednego ze swoich towarzyszy, czy tylko pomaga, czy po prostu próbuje swój brzuch przecisnąć gdzieś, czy jaki inny czort.
W każdym razie postanowił jednak wyjść z tond ze swoimi towarzyszami. Nie wierzył w obecną rzeczywistość, ale wolał być w tej nie-rzeczywistości z towarzyszami niż bez nich. Nawet jeśli i oni nie są prawdziwi, w co jednak Sumar nie wierzył. A może chciał wierzyć, że są naprawdę...
 
__________________
"Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir"
Sumar jest offline  
Stary 12-23-2007, 16:07   #225
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
Garret

Mężczyzna wskazał palcem na okno i uśmiechnął się pod wąsem aż przeszły Cię dreszcze. Podszedłeś i wyjrzałeś przez okno. Dostrzegłeś dość spory ogród. Wąską, ziemistą ścieżką biegła Juliette, kierowała się w stronę bramy posiadłości. Pierwsza myśl jaka przyszło Ci do głowy to wyskoczyć przez okno i ją dogonić jednak gdy wsparłeś się silnymi rękoma o parapet zauważyłeś, że jesteś na co najmniej 6-tym piętrze.

- Oj nie radzę młodzieńcze, nie radzę. Proponuje iść do windy. - rzekł mężczyzna, a pierwsze co przeszło Ci przez myśl to "co to jest ta cholerna winda?"

Służka ukłoniła Ci się

- Proszę iść za mną, Proszę Pana. - rzekła wbijając wzrok w podłogę. Zaprowadziła Cię do dziwnych drzwi, które otworzyły się po sygnale dzwonka. Ukazało Ci się bardzo malutkie, kwadratowe pomieszczenie, bez okien. Jedyne co tam było to dźwignia przymocowana do podłogi oraz mężczyzna w garniturze.

- Proszę się trzymać, sir. - rzekł elegancik nie zmieniając postury i przesunął drąg dźwigni. Poczułeś dziwnie przyciąganie, w brzuchu przewróciły Ci się wszystkie wnętrzności.

- Proszę wysiąść, sir. - dodał a drzwi otworzyły się. Wyszedłeś z owej windy z lekkim zawrotem głowy.

Bez wahania wyszedłeś z posiadłości. Zanim jednak przemierzyłeś jej ogród i doszedłeś do bramy, Juliette zniknęła gdzieś w tłumie targowym.
Sięgnąłeś mimowolnie do kieszeni spodni i wyczułeś sakiewkę pełną złota, o której zapomniałeś w całym tym zamieszaniu.

- Hmm, zaliczka od staruszka . . . - popatrzyłeś w okna dworu rodziny Schatte. Staruszek stał przy oknie i obserwował targ. Można się było tego spodziewać po takim zgredzie xP
Schowałeś sakwę do kieszeni i rozejrzałeś się w okół siebie. Dziewczyny jak nie było tak nie ma. Zacząłeś przepychać się przez tłum ludzi, ale ten ciągnął Cię w przeciwnym kierunku, było Ci naprawdę trudno. Dostrzegłeś, że ten targ jest naprawdę bogaty.
"Stoisko z magiczną bronią. PRZECENY!" - zalśnił Ci wielki napis na jednym z namiotów. Kuszące ogłoszenie . . . a Julietty i tak nigdzie nie ma.


Sandor

Wyrwałeś się z osłupienia i szybko dorwałeś broń leżącą nieopodal Ciebie. Ruszyłeś w kierunku demona i tylko gdy dotknąłeś go mieczem, ogień, który go opętał zaczął gasnąć, a sam stwór przemienił się w kupę pyłu jednak zanim to się stało ostatkiem sił uderzył dziewczynę w twarz, a ta poleciała prosto na Ciebie.
Upadłeś daleko, zatrzymało Cię drzewo. Ból jaki przeszedł po Twoich kręgach wydawał się mniej bolesny niż w rzeczywistości by on był.

- Wcale nie jesteś złym człowiekiem . . . Twoje dobro mnie ocaliło. Uwolniło i nas . . . - wyszeptała dziewczyna siedząc na tobie tyłem. Trzymałeś ją mocno w talii, uścisk nie zwolnił się odkąd ona upadła na Ciebie. Zamknąłeś na chwilę oczy Poczułeś się bardzo zmęczony . . .

Sumar

- Przykro mi Sumarze . . . naprawdę. Ale pamiętaj, że zawsze możesz tu wrócić. - zabrzmiał głos dziewczynki w Twoich skołowanych myślach. Kiwnąłeś stanowczo głową. Obiecałeś sobie, że jej pomożesz, jeśli tylko będziesz mógł.
Wziąłeś Sandora na bark i ruszyłeś ku wyjściu. Byłeś tak zamyślony i zapatrzony, że sam nie wiedziałeś co dokładnie robisz.
Na szczęście byłeś niski, toteż nie musiałeś się zbytnio schylać. Wyszedłeś z jaskini bez najmniejszych problemów. Rzuciłeś Sandora na ziemi i obejrzałeś się za siebie, na las.
Nad lasem padał mroźny śnieg.
Do was on już nie sięgał.
Gdy próbowałeś skontaktować się z dziewczynką, Twoje myśli całkowicie milczały . . .

Johann

Pospiesznie ruszyłeś ku wyjścia ciągnąc za sobą Verena. Niestety, był zbyt tłusty żeby go nieść XD
Jako pierwszy wyszedłeś z jaskini. Miałeś trochę dosyć całej tej zgrai. Wlokli się i nie wnosili niczego nowego do przygody. Byli kulą u nogi, całkowicie zbędną. Teraz kiedy wyszedłeś z lasu, nie potrzebowałeś pomocy, nikt jej nie potrzebował.
Zauważyłeś w oddali wielką Metropolię. Uśmiechnąłeś się na myśl o ciepłym miejscu i strawie. Twój żołądek całkowicie się z Tobą zgadzał. Spostrzegłeś też że nad lasem zaczął padać śnieg. Dziwne zjawisko.

Alfred

Mała Ann na szczęście była lekka. Nie miałeś problemu z tym, żeby ją przeciągnąć. Gdy rozdzielałeś ją z Sandorem zauważyłeś że między nimi iskrzą małe przepływy elektryczności. Z przerażenia puściłeś dziewczynkę jednak postanowiłeś się nie poddawać i ciągnąć ją opuścić jaskinię. Wszyscy już wyszli, zostałeś tylko Ty i Ann. Wyjście pomału zaczęło się osuwać. Pozostało Ci zdecydowanie zbyt mało czasu!
Johann zabrał od Ciebie dziewczynkę i szybko wyciągnął ją z jaskini. Gdy Ty zacząłeś się wyślizgiwać, kamienny portal runął z hukiem.
Z radością zorientowałeś się, że nic Ci się nie stało jednak gdy chciałeś wstać okazało się że kamień przygniótł Twoje spodnie. Z kieszeni wyleciały Ci wszystkie kosztowności, zaś szlachetny, pomarańczowy kamień wyturlał się z sakiewki.

Wszyscy; Zauważyliście, że jak Alfred chciał wstać z kieszeni Alfreda wyleciała sakiewka a z niej wyturlał się szlachetny kamień o dyniowym kolorze.
Kamienne wrota najwyraźniej przytrzasnęły spodnie niziołka.

Sandor

Otworzyłeś mozolnie oczy. Leżałeś na trawie poza jaskinią. Spostrzegłeś, że wszyscy stoją tyłem do Ciebie przyglądając się śniegowi, który prószył nad lasem. Nikt nie zorientował się, że się przebudziłeś. Obok Ciebie leżała mała Ann. W tej rzeczywistości wydawała się być zaledwie małą dziewczynką, zwykłym dzieckiem.
Obudziła się i wstała do pozycji siedzącej. Już miała coś powiedzieć gdy ty przyłożyłeś jej palec do ust. Nie miałeś ochoty na kolejną bójkę.
A to dobre, Alfred przytrzasnął sobie spodnie a z jego kieszeni wyturlał się szlachetny kamień! Cwaniak.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<
Nami jest offline  
Stary 12-23-2007, 23:44   #226
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 3 John5 wkrótce będzie znanyJohn5 wkrótce będzie znany
$: 84 831
Kiedy w końcu opuścił jaskinię Johann z ulgą rozejrzał się po okolicy. W oddali widać było jakieś spore miasto, co od razu polepszyło mu humor. Miasto oznaczało ludzi, ludzie prace a praca pieniądze, za które można się było porządnie najeść. Po chwili ze zdumieniem zauważył także, że nad lasem zaczyna padać śnieg.

"Śnieg? Teraz i o tej porze? O co tu chodzi? mniejsza z tym trzeba się jak najszybciej dostać do tego miasta i zdobyć jedzenia i nocleg. Im szybciej tym lepiej."

Kiedy odwrócił się, by sprawdzić co z resztą zauważył, że Alfred i Ann nadal są wewnątrz.

-Wiedziałem, że tak będzie po prostu wiedziałem.- mrukną pod nosem, po czym wyciągnął dziewczynkę własnoręcznie. Ledwo co zdążył, na szczęście niziołkowi też udało się wydostać.

Johan spojrzał na Alfreda, czy aby nic mu się nie stało. Nie to, żeby się martwił o jego zdrowie, po prostu nie miał ochoty na powolną podróż z rannym. Nagle na ziemię upadła sakiewka, z której wytoczył się kamień dyniowatego koloru. Johann lekko uniósł brwi, spojrzał na niziołka chłodnym wzrokiem po czym podniósł kamień do słońca.

-A co takie świecidełko robiło w sakiewce takiego niziołka jak ty? Czyżbyś coś przed nami ukrywał Alfredzie? Na razie zatrzymam ten kamień, dopóki nie wyjaśnisz nam skąd go wziąłeś.- powiedziawszy to Johann schował kamień do własnej sakiewki - W tym mieście, może uda nam się dostać coś do zjedzenia, a i rozejrzenie się za noclegiem nie byłoby głupią rzeczą. Jak widzę Sandorze ty i Ann już się obudziliście. To świetnie. Pozostaje nam jedynie przyrządzić nosze dla Verena i możemy ruszać. Im więcej czasu stracimy tym gorzej, ten śnieg mi się nie podoba. W mieście przynajmniej mamy szansę na nocleg w cieple. Zresztą nie wiemy, na co możemy trafić jeśli tu pozostaniemy.-
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Art o Armii Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
Od 1 listopada prawdopodobnie nie mam neta na czas nieokreślony.
John5 jest offline  
Stary 12-24-2007, 08:34   #227
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 322
Sandor obudził się na zewnątrz jaskini. Chwilkę przed dziewczyna powiedziała mu jeszcze: "Wcale nie jesteś złym człowiekiem . . . Twoje dobro mnie ocaliło. Uwolniło i nas . . ." - [i]albo mnie się wydaje albo według tego rozumowania każdy kto chce ocalić życie może być dobry, ciekawe czy w sądzie przyjmują takie wytłumaczenia... Przetarł oczy. Ann leżała nie daleko, obudziła się zaraz po szlachcicu, najwyraźniej chciała coś powiedzieć, ale on uspokoił ją gestem.

- Nie teraz Ann, rozumiem. - szepnął z uśmiechem.

Zrozumiał, że musi się do niej odnosić z wielką godnością, gdyż mogła mu się przydać nie tylko jako element fortelu przeciwko Verenowi, ale również i później. Jeśli tylko uda mu się ją otumanić...

Tymczasem spojrzał na siebie. Ubranie było na szczęście tylko trochę pomięte, ale czyste, więc wstał i pomógł wstać małej.

Oboje po chwili Alfreda, któremu portki przytrzasnęły drzwi. Ze spodni szczurołapa wypadła sakiewka, a z niej natomiast kamień... szlachetny...

- Och Alfredzie dziękuję, że tak owocnie pilnowałeś mojego skarbu, oczywiście do mojego powrotu...

Wtej chwili jednak najemnik zaczął monolog i życie Sandora z każdą chwilą traciło trochę blasku.

- Nie, nie, nie najemniku, to mój kamień, jak słyszałeś ze skarbu, którego pilnował golem. - wyciągnął rękę - Więc mi go oddasz.
 
__________________
Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany.

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 12-27-2007 o 08:34.
Mijikai jest offline  
Stary 12-24-2007, 09:12   #228
 
wojto16's Avatar
 
Reputacja: 3 wojto16 wkrótce będzie znanywojto16 wkrótce będzie znany
$: 92 945
Zobaczył, że szlachcic uśmiecha się wskazując mu okno. Garret wyjrzał przez nie tylko po to żeby zobaczyć uciekającą Juliette.
- Czemu mam dziwne wrażenie, że robi to ona specjalnie żeby mnie wyciągnąć z zamku. Mogę się jednak mylić. Dobra. Ruszam.
Zobaczył wtdy, że znajduje się na jakimś 6 piętrze.
- JULIETTE. OBIAD - krzyknął. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi wzruszył ramionami i poszedł zabrać topór Sumara. Kiedy przypasał topór usłyszał:
- Oj nie radzę młodzieńcze, nie radzę. Proponuje iść do windy.
" Co to jest ta cholerna winda?" - pomyślał.

Służka zaprowadziła go do małego pomieszczenia gdzie stał już jakiś koleś. Przemawaił do niego bardzo grzecznie i usłużnie co go bardzo irytowało, ponieważ nie był do tego przyzwyczajony. Szarpnięcie w dół było tak nagłe, że o mało nie zwymiotował. Kiedy wysiadł odwrócił się i powiedział:
- Dzięki. Jednak chyba następnym razem wybiorę schody.
Zaraz po tym wybiegł na targ.

Targ był duży, a Julia malutka. Było bardrzo trudno ją znależć. Próbował podążać w kierunku gdzie ona pobiegła, ale tłum znosił go w przeciwnym kierunku. Wściekły nagle zobaczył przed sobą zakrwawionego człowieka przed jakiś drzwiami. Od razu domyślił się, że to halucynacja. Był jednak tak wściekły, że krzyknął do niego:
- Spierdalaj pedale zasrany.
Wszyscy ludzie zaczęli na niego patrzeć. Nie wiedział co powiedzieć. Widmo juz zniknęło i wyglądało na to, że gadał do drzwi. Podszedł do drzwi i poklepał je.
- Ładne drzwi. Twarde i dźwiękochłonne. Tylko do kupienia u miejscowego cieśli. Polecam Tom'ash Aep Raczek.

Zobaczył nieopodal stragan z magiczną bronią. Była reklama o obniżkach. Julliette nigdzie nie było. Wtedy jednak stwierdził, że nie ma czasu na zakupy i trzeba się przepchnąć przez tłum. Miał kilka pomysłów. Najgłupsze zawsze są najskuteczniejsze. Wszedł na podest i krzyknął:
- DOSYĆ TEGO.
Kiedy wszyscy zwrócili na niego uwagę kontynuował:
- Dosyć mam tego rasizmu. Ludzcy kupcy mówią, że elfki to dupodajki. Elfy mówią, że ludzie to gównojady. Krasnoludy mówia, że nizołki to kurduple. To wszystko słyszałem na tym targu przez ostatnie kilka minut. Mam tego dosć. Idę stąd.
Zszedł z podestu i poszedł w kierunku gdzie poszła Juliette licząc na to, że tym razem jego plan odniesie skutek.
 
wojto16 jest teraz online  
Stary 12-26-2007, 08:33   #229
 
Sumar's Avatar
 
Reputacja: 2 Sumar jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 425
Sumar był lekko rozkojarzony. I zły. Nie podobało mu się, że wyszli, że musiał wyjść z stamtąd. Chciał pomóc... ale towarzysze... cóż. "Jak już się z kimś podróżuje to tak czasem jest..." - stwierdził niechętnie.
Rozejrzał się, czy nikomu nic sięnie stało. Jak się okazało Alfred prawię, prawie zostałby nieprzyjemnie zmiażdżony przez tę ścianę, czy cokolwiek to było. Ale sądząc po tym jak wyglądał Niziołek, to chyba nic mu nie było. Aczkolwiek jak się zaraz okazało, miał przytrzaśnięte spodnie, przez co za chwilę wypadła mu sakiewka, a z niej wturlał się szlachetny kamień o dyniowatej barwie. Krasnal nie był pewien jaki to był kamień, ale przypominał lekko Fluoryt, albo Spinel. Mógłby to też być znany powszechnie Topaz, ale musiałby go wpierw obejrzeć, jego kształt, oraz kolor. Będąc w górach, w swoich kopalniach Sumarowi udało się już poznać wiele różnych gatunków kamieni szlachetnych, nieczęsto też sam też coś wykopał. W każdym razie nie był jubilerem, więc tak z marszu nie potrafił nazwać owego "kamyczka", bądź co bądź całkiem ładnego.
W każdym bądź razie zachowanie Johanna bardzo nie spodobało się krasnalowi.
- A co takie świecidełko robiło w sakiewce takiego niziołka jak ty? Czyżbyś coś przed nami ukrywał Alfredezie? Na razie zatrzymam ten kamień, dopóki nie wyjaśnisz nam skąd go wziąłeś.- powiedział to Johann i schował kamień do własnej sakiewki. Sumara to wyraźnie oburzyło. "Jakim prawem!?" pomyślał. To był ewidentnie kamień niziołka. To że reszta nie wiedziała, że go ma, to nie powód, by pozbawiać go tej własności.
- Nie, nie, nie najemniku, to mój kamień, jak słyszałeś ze skarbu, którego pilnował golem. - wyciągnął rękę tym razem Sandor - Więc mi go oddasz.
To przekroczyło wszelkie oczekiwania Krasnala, oraz wszystkie możliwe granice i w ogóle wszystko.
- Że co, do cholery!? Co to, kruca, ma być? Miał kamień? I co? Bo co, jak szczurołap, to kamieni mieć nie może? A co, jakbym se w kopalni wynalazł ładny kamyczek, to byś mi go też zabrał, bo nie wiesz skąd go mam? Hę? - krzyczał w kierunku dwóch tych typów, którzy przekraczali owe granice - A ty, psia krew, przestać tu ściemniać, że to wszystko twoje, że ten golem co tam został, to twój... Boś cholernik pieprzony i tyla.
- Więc radzę oddać mu ten ładny kamyczek wpierw, a potem pogadać, zapytać jak tak interesuje nie inaczej! - pogroził ostro paluchem krasnal głównie w kierunku Johanna, powstrzymując się z wielkim trudem, by go nie odepchnąć.

Mówiąc... a raczej krzycząc to Sumar zastanawiał się jak by zareagował, gdyby z sakiewki Alfreda wturlał się kamień barwy ciemnofioletowej, bądź czarnej. Szczerze mówiąc nie był pewien, co by zrobił.
 
__________________
"Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir"
Sumar jest offline  
Stary 12-26-2007, 10:43   #230
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 229
Kamienne wrota zatrzasnęły się tuż za plecami Alfreda. "Czy ja żyje?" - zapytał zam siebie w myślach. Obejrzał swoje ręce, nogi oraz inne partie ciała. Z zadowoleniem stwierdził, iż jest cały i zdrowy. Chcąc sie podnieść zauważył, że ma przytrzaśnięte spodnie, a sakwa schowana wcześniej w kieszeni leżała obok niego. Z sakwy wypadł bursztynowy kamień, a na twarzy szczurołapa pojawił się niepokój. Nie wiedział jak zachowają się jego towarzysze i to go niepokoiło.

kamień podniósł Johann, a następnie Sandor, który dopiero co się ocknął zażądał zwrotu klejnotu. W tym momencie Alfred pomyślał, że wpadł w poważne kłopoty i zaczął zastanawiać się nad sposobem wyjścia z tej niezręcznej sytuacji. Na szczęście Sumar przyszedł mu z pomocą i skarcił obydwu.

- Dzięki Ci mości krasnoludzie - podziękował za wsparcie chowając sakwę tak by drugi raz nie wypadła. Szarpnął spodnie by się wydostać, rozerwał przy tym tylną kieszeń, lecz spodnie zostały nie naruszone. - Kamień jest mój i nie wydaje mi się bym musiał się tłumaczyć - z każdym słowem napierał pewności siebie.
- Los mas złączył, ale ja nie wiem wszystkiego o was i nie uważam bym musiał mówić o sobie wszystko. To co dotąd powiedziałem o sobie było prawdą i to powinno wam wystarczyć. Zawsze chciałem mieć jakiś domek położony w spokojnej okolicy. Wieczna wędrówka od wsi do wsi powoli zaczyna być nużąca, a ten kamień ma mi to zapewnić.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] "Inny Świat" Nami Archiwum sesji Autorskich 204 03-25-2008 12:12
[Autorski- J- RPG] Inny świat Nergala Archiwum rekrutacji 9 12-10-2007 16:03
[autorski] "Inny Świat" Nami Archiwum rekrutacji 16 07-23-2007 11:24
[Manga] "Świat z papieru i stali. Okruchy Japonii" Sayane WIEŚCI 0 12-13-2005 21:17
plansza do systemu "Świat: Odrodzenie" Jah Kufer skarbów 0 11-08-2004 17:16


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110