![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #71 |
![]() | Wkroczywszy na polankę Guldrig podrapał się po brodzie, po czym wyjął mapę. Po kilku minutowym studiowaniu owej mapy rzekł do jednego ze swych wojów: - Bornak, zbierz kilku chłopaków i idźcie po drewno, rozpalimy ogień i zbudujemy naprędce małą hallę. Jeno szybko. Pomnij, że do króla się wybieramy. - rzucił na twarz paskudny uśmiech, po czym zwrócił się do innego ze swoich wojowników: - Ty, Kandrim zabierz również kilku i zapolujcie na zwierzynę. Musimy mieć co jeść, ja poszukam w okolicy jakiegoś strumienia i napełnię wasze bukłaki . Wtem jego żołnierze oddali mu swoje bukłaki. - Weźcie kusze, Kandrimie i wracajcie szybko z łupami. Po tych słowach zabrawszy bukłaki swych ludzi rozejrzał się w okolicy w poszukiwaniu jakiegoś źródła wody pitnej. Oczywiście miał ze sobą swą buławę, z którą nigdy się nie rozstawał... |
| |
| Reklama |
| |
| | #72 |
![]() | Morfik Śpiący strażnik leżał martwy. Schowałeś się za skrzynią, za którą spał strażnik. Nikt cię nie widział... Ranulus Rzuciłeś z nienacka kamieniem w głowę strażnika, który był ogłuszony. Wyciągnąłeś miecz i skoczyłeś wprost na strażnika, wbijając miecz w jego brzuch. Wyciągnąłeś miecz i dźgnąłeś go jeszcze dwa razy, po czym ciało strażnika osunęło się na ziemię. W mgnieniu oka rzucił się na ciebie kolejny strażnik, jednak.... Abdel Grimm, Morfik, Ranulus Celnie rzucone noże trafiły prosto w gardła strażników. Padli na ziemię, sycząc w agonii. Wskoczyłeś do środka wieży, chwyciłeś za kuszę i zobaczyłeś, że była ona załadowana. Nie myśląc długo wycelowałeś w ostatniego strażnika, który skoczył na Ranulusa. Celny bełt przebił przeciwnika na wylot, przelatując obok głowy twego kompana. Tymczasem Ranulus widząc co się dzieje odparł cięcie strażnika, a gdy strzała Adbela go przebiła, sam pchnąłeś go mieczem w brzuch. Umierający strażnik uniusł miecz i prawie ciął nim w twarz Ranulusa, gdy czający się w koncie Morfik skoczył na niego i sparował atak strażnika. Po chwili Ranulus wyjął miecz z ciała przeciwnika, a ten upadł na ziemię. Udało wam się pokonać pięciu strażników dzięki współpracy. Damien Mactare Brad wskoczył w mgnieniu oka na wieżę. Zaatakował zaskoczonych strażników i jednym cięciem topora przeciął jednego z nich pod kątem 45 stopni, przy szyji. Topór utknął w ciele wroga, więc sołtys szybko wyciągnął miecz i zanim wróg upadł na ziemię pchnął mieczem w drugiego strażnika, który trafiony w serce osunął się na ziemię. Wtedy na plecy Brada skoczył trzeci strażnik. Chwycił się go, nie dając mu szans na obronę przed czwartym strażnikiem. Wtedy wskoczyłeś do środka i ciachnąłeś mieczem w rękę strażnika odcinając mu ją. Zanim zdążył krzyknąć, wsadziłeś mu miecz w gardło, przez co nie wydał z siebie dźwięku. W tej chwili strażnik zeskoczył z pleców Brada i wyciągnął z pochwy na łydce sztylet, który niespodziewanie wbił ci w szyję, po czym próbował krzyknąć, jednak stracił głowę od cięcia mieczem sołtysa. Upadłeś razem ze strażnikami. Sołtys pochylił się nad tobą, próbując pomóc. Niestety, nic się nie dało zrobić... Zginąłeś, nie mogąc wydać z siebie ani słowa. Brad wyjął z ciebie sztylet, po czym zamknął ci powieki i przykrył kocem leżącym obok. Wyszedł szybko z wieży i pobiegł do tej, w której stali Morfik, Ranulus i Abdel. -Towarzysze...Damien poległ.... Teraz musimy iść do zbrojowni. Prowadzi do niej kilka dróg, proponuję się rozdzielić... wykorzystajcie dobrze układ ulic, oraz cienie, aby zapobiec waszemu wykryciu. Powodzenia! - powiedział sołtys, po czym zszedł po schodach i zniknął w mroku... [Opiszcie swą drogę do zbrojowni, na drodze każdego z was stoji po 6 strażników, omicnie ich, wykorzystajcie cienie, zabijcie - róbcie co uważacie za stosowne. Ci strażnicy patrolują miasto, mają miecze i łuki. Rozkład ulicy jest dowolny, zbrojownia znajduje się na pólnocy miasta.] Kiki Ruszyłaś raźnym krokiem do miasta najemników. Podczas marszu obserwowałaś gwiazdy, łącząc je sobie wyobrażonymi liniami w różne kształty. Od twego celu dzieliło cię jeszcze kilka godzin... Guldrig Twoi podopieczni z zapałem zaczęli wykonywać twe polecenia. Rozejrzałeś się po polanie, jednak w mroku nic nie widziałeś. Płomieniem pochodni rozświetlałeś sobie drogę, poszukując wody. W pewnym momencie wpadłeś w małą kałurzę. Kilka kroków dalej znalazłeś strumień, z czyściutką wodą. Usłyszałeś, jak jakieś zwierzę ucieka przed tobą i twoją pochodnią. Misja wykonana, znalazłeś wodę. [Z powodu czasu, w jakim dowódcy walczyli na wierzach, nie mogę napisać Ra6narowi i Nami dalszego roziązania, ponieważ wszystko dzieje się w jednym czasie...] Moldgard Zanim Brad wszedł do drugiej wieży, dał znak Steliosowi, że Damien zmarł. Stelios pobiegł wtedy na farmę sołtysa. Zajęło mu to chwilkę. Wbiegł do stodoły i obudził śpiącego Moldgrada -Wstawaj. Jesteś potrzebny w mieście, nie tutaj. Weź smolną kopiel i chodź za mną! * * * Gdy byliście już na miejscu, Stelios wskazał drabinę i powiedział -Według planu wszyscy są teraz w zbrojowni. Jest na północy miasta... jeśli się pośpieszysz, jeszcze ich złapiesz. W drogę! - powiedział wojownik, wracając na swą pozycję. Ostatnio edytowane przez Grom : 08-25-2007 o 10:44. |
| |
| | #73 |
![]() | Ranulus skinieniem głowy podziękował kompana za szybką interwencje. Serce nadal biło mu mocno i szybko. *Żyje, ja jeszcze żyje...* pomyślał. Wydarł swój miecz w resztki ubrania jednego z zabitych.Przeszukał wieże strażniczą, liczył, że znajdzie jakąś kuszę i kilka bełtów. Taka broń zdawała się być bardziej poręczna i użyteczna od miecza. Wyszedł na zewnątrz, spojrzał na dół i jeśli nie było zbyt wysoko zeskoczył.( ewentualnie szuka dogodniejszego miejsca).Chciałby powiedzieć- nie boję się- lecz było by to kłamstwem.Poruszał się blisko ścian budynków gdzie cień był najciemniejszy. Skręcił w pierwszą uliczkę w lewo. Zatrzymał się na moment by nasłuchiwać, czy ktoś przypadkiem się nie zbliża. Otwarta konfrontacja nie wchodziła w grę. skradał się po woli gdy ktoś był w pobliżu. Naładował kuszę ( jeśli jej nie ma dobywa miecz). Zamierzał się skierować w wąską uliczkę prowadzącą na północ miasta, gdy za jego plecami ukazali się patrolujący strażnicy. Było ich dwoje i najwyraźniej go dostrzegli. Ruszył co sił w nogach w najbliższą uliczkę, która okazała się by tak ciemna jak smoła w której się wykąpał. Tu miał nad nimi przewagę, gdyż nie mogli go dostrzec. Wycofał się niebywale zręcznie unikając zwarcia. Pobiegł na zachód mijając kilka domów skręcił ponownie na północ. Gdzie stał kolejny strażnik*po prostu pięknie, jak tak dalej pójdzie będę musiał obejść całe miasto... nie tym razem nie obędzie się bez rozlewu krwi*. Zaatakował znienacka, mężczyzna nie miał szans, zginął na miejscu. Ranulus zawlókł zwłoki w mniej rzucające się w oczy miejsce. -ilu jeszcze do czorta dziś spotkam?-zaklął z cicha. Z jego obliczeń powinien znajdować się w połowie drogi do zbrojowni. Mijał kolejne uliczki klucząc pomiędzy nimi. Dwa razy trafił na ślepy zaułek. Ta cała wyprawa zaczynała oprowadzać go do obłędu. Kolejnych patrolujących minął ukrywając się w cieniu. Już myślał, że się zgubił gdy jego oczom ukazała się zbrojownia a pomiędzy nią a Ranulusem Strażnik. Ten sięgnął po łuk i chciał strzelic, Ranulus wykorzystał kusze (w przypadku jej braku uskakuje na bok i w dzikiej szarży atakuje wroga) ps. nie jestem pewien czy oto Ci chodziło grom. jak nie to postaram się zedytowac post.
__________________ Dobry Polak , to mądry i światły człowiek , otwarty na innych ludzi i inne kultury , ale też człowiek ostrożny , człowiek czujny , mający regał książek , komputer z internetem i Ak 47 na strychu <joke> |
| |
| | #74 |
![]() | Abdel wyjął noże z ciał i spojrzał na martwych żołnierzy. Nic nie poczuł. Żadnego współczucia. Nic. Kompletna pustka. Po prostu zrobił to co musiał. Przeraziło go to. Nie znał siebie od tej strony; nigdy wcześniej nie zabił kogoś z zimną krwią. Teraz jednak nie było czasu o tym myśleć. Musiał dotrzeć do zbrojowni. Zszedł zaraz po Ranulusie i skręcił w prawo. Szedł na ugiętych nogach, nieco pochylony do przodu i trzymał się blisko ścian budynków. Teraz docenił w pełni pomysł Brada ze smołą. *Dzięki sołtysie* - uśmiechnął się w duchu. Nie uszedł pare kroków, jak natknął się na dwójke strażników. Obaj byli pijani jak bela i z trudem trzymali się na nogach. Wyższy z nich, próbował najwidoczniej założyć hełm na lewą stronę, klnąc przy tym niemiłosiernie. - Nie tak Greg... hik! Nie tak, dawaj! - wyrzęził drugi i próbował pomóc towarzyszowi. - Zostaw to! Zostaw, mówię! Bleeaaahhhhhhrrr... - odparował Greg, zwracając zawartość żołądka na spodnie towarzysza. - Ty... - hik! - zalana świnio! Zlizuj to! - Ja zalany!?! Ja??? - to mówiąc, Greg rzucił się na towarzysza. Obaj zaczęli się szamotać, nie zwracając uwagi na otoczenie. *Teraz* - pomyślał Abdel i ruszył przed siebie, mijając nieświadomych niczego pijaków. Byli zajęci sobą i nie stanowili zagrożenia. Przy najbliższej okazji Abdel skręcił, kierując się na północ. Potem w lewo i znów na północ. Z daleka już widział zbrojownię. Wtedy opuściło go szczęście. Z za załomu wyszło czterech żołnierzy. Maszerowali uliczką, przez całą jej szerokość. Byli dość czujni i uważnie się rozglądali. Abdel prawie spanikował, bo był w połowie drogi i nie miał gdzie skręcić. Obrócił się na pięcie i zaczął szybko się wycofywać. - Hej! Ty tam! Coś za jeden? - zawołał jeden z nich i ruszył naprzód, pociągając innych za sobą. Abdel skręcił w najbliższą uliczkę i wtedy usłyszał: - Tutaj, tutaj panie. - powiedział jakiś niewieści głos z ciemnej wnęki budynku. W uchylonych drzwiach stała jakaś kobieta i machała na niego ręką. Abdel długo się nie zastanawiając skorzystał z zaproszenia. Kobieta zamknęła drzwi, a zaraz potem dały się słyszeć kroki przebiegających żołnierzy. Gdy już ucichły, Abdel powiedział: - Dziękuję szanowna pani. Nie wiem jak mam si... - kobieta przerwała, uśmiechając się smutno: - Że też kary boskiej na nich nie ma. Straciłam męża i dwóch synów na tej przeklętej wojnie, a w zamian odebrano mi prawie wszystko. Idz już, panie. Abdel skłonił głowę i wyszedł na ulicę. Teraz drogę miał czystą. Pobiegł szybko w stronę zbrojowni, przy której ujrzał walczącego Ranulusa... |
| |
| | #75 |
![]() | Morfik skierowal sie w strone ciemnej uliczki. Nie chcial juz nikogo zabijac. Bezposrednie zabijanie to co innego niz zabijanie z luku. Wtedy na farmie Brada, Morfik nie widzial twarzy ludzi, ktorych zabija, strzelal glownie na oslep. Teraz wydarzenia z wiezy uswiadomily mu, ze ciezko jest zabic kogos gdy widzi sie jego twarz. Morfik nie musial zabijac w drodze do zbrojowni, mogl przeslizgnac sie niezauwazenie. Jezeli pozniej bedzie musial zabic w obronie wlasnej czy kogokolwiek z jego towarzyszy nie bedzie mial wyjscia. Na razie kroczac powoli ciemna uliczka zauwazyl dwoch ze straznikow, ktorzy patrolowali miasto. Ukucnal i powoli poruszal sie w cieniu. Schowal sie za stojaca nieopodal beczke wlasnie w momencie gdy straznicy zawrocili sie i zaczeli isc w jego strone. Morfik ukryty w cieniu, czekal az straznicy go ominal i ruszyl szybkim krokiem dalej. Zobaczyl kolejnych dwoch straznikow idacych w jego strone wiec ukryl sie w cieniu zakretu jednej z ulic. Czekal az straznicy przejda. Ruszyl dalej na polnoc. W oddali widzial juz zbrojownie. Zaczal biec szybko i na chwile sporzal sie za siebie. Gdy spojrzal znow przed siebie zobaczyl kolejnych dwoch straznikow idacych tuz przed nim. Nie zdazyl sie ukryc. Straznicy zaczeli biec w jego strone. Morfik nie mial wyjscia musial zabic ta dwojke. Rzucil sie na jednego i przewrocil go. Szybkim ciosem z lokcia uderzyl go w twarz. Uderzyl tak mocno, ze mlody straznik stracil przytomnosc. Morfik szybko wyrwal mu miecz z reki. Nagle zauwazyl, ze drugi ze straznikow atakuje go. Szybko zrobil unik(i jezeli udalo mu sie) i pchnal go mieczem. Gdy obaj straznicy lezeli na ziemi, Morfik uslyszal tuz kolo zbrojowni halas walki. Pobiegl szybko w tamta strone i zobaczyl Ranulusa walczacego ze straznikami. Ostatnio edytowane przez Morfik : 08-24-2007 o 11:38. |
| |
| | #76 |
![]() | Wdrapując się po drabinie myślał o towarzyszach *co musiało się stać, że mnie wezwano*. Na murze zauważył ślady walki, głęboko w duchu uśmiechnął się, że żyją. Nie trać czasu, ruszaj - mruknął pod nosem, po czym ruszył, za ostatnim trupem zauważył rozwidlenie ulic. *Rozdzielili się* - pomyślał. Moldgard bez wachania wybrał najczarniejszą uliczkę (tą samą co Morfik). Gdy dochodził do końca niespodziewanie usłyszał patrol, było to 2 strażników. Wdrapał się na beczkę przy końcu tunelu wyjmując toporek i sztylet do lewej ręki, błagam oby się udało - wyszeptał do samego siebie. Jak tylko spostrzegł 1 z nich wybił się w powietrze, strażnik najbliżej niego dostał toporkiem w głowe umierając na miejscu, drugiego przewrócił skokiem po czym zaczął sztyletować jego ciało. Gdy wiedział, że obaj nie żyją chciał ruszyć dalej. W oddali usłyszał równe kroki, *nie mają co robić* - pomyślał po czym schował szybko ciała do jakiegoś zaułku. Tym razem nie było walki. Jak tylko się oddalili poszedł dalej. Pod jednym z budynków leżała dwójka nieżywych już strażników. Był dobrej myśli widząc te trupy. Schował je do beczek nieopodal magazynu czy karczmy, szyld był niewyraźny. W oddali zobaczył czarną postać i zbrojownie. Podbiegł do towarzyszy cały czarny jak i oni, jego ciemne rude włosy straciły swój kolor, smoła skapywała wraz z kroplami potu z koziej brudki i kucyka na ziemie a krzaczaste brwi niegdyś dające łagodny wyraz twarzy teraz przyprawiały o dreszcze. Sylwetka się prawie nie zmieniła dalej wyglądał na dobrze zbudowanego chłopa.
__________________ Quick! Like a Shadows we must be! Ostatnio edytowane przez Moldgard : 08-25-2007 o 12:20. |
| |
| | #77 |
![]() | Ranulus Oddałeś celny strzał z kuszy i dotarłeś do zbrojowni jako pierwszy. Nie było nigdzie widać żadnego strażnika, ten był jedynym patrolującym tę ulicę. Abdel Grimm Udało ci się dotrzeć do zbrojowni bez wdawania się w bójkę. Z oddali usłyszałeś tylko bełta, który przeciął powietrze oraz cichy jęk pokonanego strażnika. Zobaczyłeś Ranulusa. Morfik Silnym uderzeniem w twarz przewróciłeś jednego ze strażników, chwyciłeś jego miecz, jednak nie zdążyłeś uniknąć ataku drugiego strażnika. Dostałeś mieczem po korpusie. Z twego boku zaczęła wypływać krew. Strażnik nie próżnował i zaatakował ponownie, tym razem jednak zrobiłeś unik i nadział się na twój miecz. Gdy strażnicy leżeli na ziemi, sprawdziłeś swą ranę. Ucieszyłeś się, ponieważ było to tylko płytkie rozcięcie, kolczuga zatrzymała atak. Udałeś się do zbrojowni, lecz nikogo tam nie zobaczyłeś. Wszedłeś do środka i zobaczyłeś tam Ranulusa i Abdela. Nie robili nic specjalnego, czekali na ciebie. Minęła dłuższa chwila. Do zbrojowni wpadł zdyszany Brad. Miał rozcięte ramię, jednak nie było to nic wielkiego. -Dobra, taki jest plan. Musimy wysadzić tą kratę w murze, którym weszliśmy. Wtedy nasi ludzie wejdą do środka. Będzie też trzeba zająć się koszarami, w których śpi większość strażników. Zrobimy tak: dwie osoby pójdą podpalić koszary i jedna pójdzie otworzyć kratę. Ja zajmę się trzema dowódcami miasta. Gdy zapanuje tu chaos, nikt nie będzie w stanie bez nich nad nim zapano... - Brad nie dokończył, ponieważ do zbrojowni wpadł właśnie Moldgrad. Brad powtórzył mu plan, zmieniając ilość osób - dwie do kraty i dwie do koszar. -Zanim zaczniemy - tu jest wiadro. - pokazał Brad - Obmyjcie w nim twarz, a następnie załóżcie na siebie te zbroje strażników. Musicie nałożyć tylko skórzaną górę stroju, ich pancerz składa się z kolczej koszuli i skórzanego pancerza na niej. Gdy już to zrobicie, weście te wybuchowe strzały. Sami wybierzcie, co chcecie zrobić... Trzeba podłożyć około sześciu wybuchowych strzał przy kracie, a potem z odległości strzelić siódmą. Krata wybuchnie, ale nie wiem, czy was nie wykryją... Te strzały nie wybuchają głośno, więc możliwe, że nikt was nie zobaczy. Co do koszar, to weście kilka wybuchowych strzał i strzelcie najpierw jednocześnie w dwa wejścia. Wtedy strzelajcie przez okna. Strażnicy usmażą się w środku. Gdy zauważycie, że już wystarczy, wracajcie do kraty. Ludzie którzy przez nią wejdą będą wiedzieć co mają robić. Słuchajcie Steliosa, on wam wyjaśni co dalej robić. - To mówiąc Brad umył twarz ze smoły, założył na siebie skórzany pancerz i szyszak strażnika, po czym wyszedł. Zostaliście w zbrojowni sami, myśląc, kto pójdzie zniszczyć kratę, a kto podpali koszary. Guldrig Po jakimś czasie napełniłeś bukłaki swoich wojów wodą, a gdy wróciłeś na miejsce w którym miałeś wybudować hallę, zobaczyłeś Bornaka, który uwijał się z kilkoma twoimi ludźmi przy robocie. Oceniając wielkość halli i ilość robotników wywnioskowałeś, że budynek będzie gotowy za godzinę, może trochę dłużej. Minęło około dziesięciu minut, gdy zobaczyłeś Kandrima i pozostałych ludzi. Mieli ze sobą dwa jelenie. -Nie złość się panie. Wpadliśmy na trop jeleni, jednak udało nam się złapać tylko te dwa. Coś spłoszyło pozostałe. - powiedział Kandrim. -Jakie są twe dalsze rozkazy? [P.S. Jeśli ta halla ma być mniejsza, to opisz mi ją na PW, wtedy odpowiednio zredukuję czas jej budowy.] Kiki: Twa droga była łatwa dla wypoczętych elfów. Szliście sobie spokojnie do miasta najemników - Rolgardu. Obliczałaś drogę i wyliczyłaś, że dotrzecie do miasta jutro w nocy, jeśli zrobicie jeden odpoczynek. Tymczasem krzaki przed tobą zaczęły się ruszać. Zatrzymałaś pochód i wszyscy zaczęli się przypatrywać krzewom, trzymając broń w pogotowiu. Z krzaków wyszedł ranny wilk. Szedł na trzech nogach, czwartą miał złamaną. Był zalany krwią, jednak nie był rozwścieczony. Nocne elfy mają zdolność rozmowy ze zwierzętami. Starszyzna potrafi nawet wydawać im rozkazy. Ty jednak miałaś słabo opanowaną tą umiejętność i rozmawiałaś ze zwierzętami tylko wtedy, gdy one tego zechcą. -Pomóżcie mi... - usłyszałaś w głowie - Jestem szkarłatnym wilkiem, przywódcą mej watahy. Moje wilki zostały schwytane i uwięzione przez bandę goblinów, chowają się w jaskini, niedaleko stąd. Jeśli się pośpieszymy, uda nam się jeszcze uratować kilka wilków. Błagam cię...pomóż mi! - zrozumiałaś, że to mówi ten wilk. Co robisz? |
| |
| | #78 |
![]() | Morfik obmyl twarz woda. Wreszcie pozbyl sie tej okropnej smoly. Stanal przed towarzyszami i powiedzial-Ja pojde podpalic koszary. Kto mi pomoze?- zapytal Morfik z udawana odwaga. Nie wiedzial czy to dobry wybor. Oba zadania byly bardzo trudne. Moze gdyby byl przy nim jego brat Kmil... Morfik natychmiast pozbyl sie uczucia niepewnosci. Musial to zrobic aby nie zginac. Musial myslec trzezwo. -A wiec kto pojdzie ze mna?- zapytal raz jeszcze. |
| |
| | #79 |
![]() | Ranulus podszedł do wiadra z wodą i spłukał z siebie smołę. Trochę to trwało, zanim rozlepił swe sumiaste wąsy. gdy już zakończył rzekł głównie do morfika: -[i]Idę z tobą...Damy razem rade[i]-dodał dla otuchy. Zabrał się za zmianę przyodzienia na te strażnicze łaszki. Czuł po kościach, iż będzie ciężko. Lecz wolał sam siebie okłamywać:-spieczemy ich jak dzikie świnie i nawet nie zobaczą kiedy znajdą się na tamtym świecie. Zabrał ze zbrojowni sporo wybuchowych strzał i solidny łuk. Kuszę którą miał przypiął sobie do boku na rzemieniu, za pas wcisnął kilka bełtów. Co tu wiele mówi wyglądał po prostu komicznie...
__________________ Dobry Polak , to mądry i światły człowiek , otwarty na innych ludzi i inne kultury , ale też człowiek ostrożny , człowiek czujny , mający regał książek , komputer z internetem i Ak 47 na strychu <joke> |
| |
| | #80 |
![]() | Wygląda na to Moldgarze, że nam przypadła rola wysadzenia kraty. - powiedział Abdel do towarzysza, zmywając smołę z twarzy. Wytarł ją o rękaw koszuli i założył skórzaną zbroję na swoją kolczugę. Następnie wymienił część własnych strzał z tymi wybuchającymi. Wziął ich więcej niż potrzeba do wykonania zadania. Sądził, że przydadzą się w przyszłości w jakiejś szczególnie trudnej chwili. Gdy skończył przygotowania, zwrócił się do Moldgarda: - Gotowy? |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Rebelia | Grom | Archiwum sesji Autorskich | 108 | 10-07-2007 09:12 |
| [Autorski] Rebelia | Grom | Archiwum rekrutacji | 17 | 08-01-2007 09:21 |