Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-07-2007, 07:55   #31
 
Xawante's Avatar
 
Reputacja: 2 Xawante wkrótce będzie znany
$: 8 490
Andzia uspokoił nieco uśmiech na twarzy Jaśki -"poznała mnie jest dobrze", ledwo zdążyła opowiedzieć jej o trupie na torach i medalionie kiedy tamta zalała ją potokiem wymowy tak płynnym, wartkim i momentami kompletnie pozbawionym spójności,że Ankę zatkało." Matko Boska ...ta to dopiero wdepnęła,skin na dodatek martwy i jeszcze dzieciak"...Anka przyjrzała się uważniej Małej ...no dziecko jak dziecko.Kot mimo, że fukał po swojemu od momentu jej przyjścia, też nie prezentował jakiś dziwnych odchyleń od normy...
-Jaśka ja tam specjalnie przesądna to nie jestem, ale Co powiem co Ci powiem- tu się jakaś afera szykuje i jak na mój rozum tośmy wpadły jak śliwki w kompot! No popatrz czy to normalne? Ja znalazłam trupa normalnie prawie w ogródku za domem, no jakbym miała ogródek to by mogło tak być nie??? Do trupa zaprowadził mnie pies, i na dodatek znalazłam medalion.Nie ja zabobonna nie jestem ale to mnie śmierdzi jakimiś nieczystymi zagrywkami. Tyś znalazła dzieciaka bo Ci kot przylazł i kazał za sobą lecieć, medalion też jest na Małej ale jest. Co te zwierzaki jakieś inteligentniejsze się nagle porobiły czy jak , przecież do wigilii jeszcze daleko a one jakby mogły to by zaraz zagadały.
Anka zamilkła na chwilę...
-Ty Jaśka my się musimy poważnie zastanowić ... teraz to dwa trupy są do zakopania. Czy ja ci mówiłam,że jak tu szłam to mnie niebiescy na dwóch takich duperszwancach na czterech kołach wylegitymowali??? Ja Ci powiem bieremy nogi za pas i chodu... nie mieszkasz w pobliżu to skina ktoś znajdzie i pochowa takiego łysego to nie żal nawet
Nerwowo przełknęła ślinę .. w gardle jej zaschło... odruchowo sięgnęła za pazuchę ale nic nie znalazła. Zrezygnowana spojrzała na Jaśkę, miała nadzieję,że ta ma cosik na zwilżenie gardła i zaproponuje łyczek....
- No ... tośmy wpadły oj wpadły.... skoro pomysłu nie masz to chodźmy do tego jak mu tam Alojza, jak taki mądry to może coś wymyśli. Chociaż ja bym tam szczęśliwa nie była jakby mi kto trupy i dzieciaki do domu znosił z rana ...ale chyba wyjścia to my innego nie mamy co??? Chodź Jaśka, prowadź, we dwie raźniej masz racje a poza tym mówi się przeca,że "gdzie diabeł nie może tam babę pośle" damy radę nie???Przecież my twarde baby ....
Andzia zamilkła ... czuła,że dzieje się coś złego w co obie z Jaśką zostały wmieszane bez pytania o zgodę, ale cóż przypadki chodzą po ludziach a nieszczęścia zazwyczaj nawet parami...pozostawało mieć nadzieję, że Alojz coś poradzi. Anka spojrzała na Jaśkę i uśmiechnęła się do niej tak dla dodania otuchy ... chociaż sama czarno to wszystko widziała.
 
Xawante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 11-12-2007, 13:19   #32
 
Geisha's Avatar
 
Reputacja: 2 Geisha jest na bardzo dobrej drodze
$: 18 439
Jaśka od razu rozpoznała ten uśmiech. Pogmerała w saszetce przy pasku i wytargała z niej piersióweczkę. Podała koleżance łyczek. Przedni, najprzedniejszy bimberek jej własnego wyrobu... Sama też pociągnęła niezłego łyczka.
- To dla kurażu - szepnęła do dziewczynki usprawiedliwiając się nieco.
I chętnie zgodziła się z Andzią. Bóg normalnie zesłał tę kobitę, i jej dobre rady. Chociaż... jej trup z kolei nie był już tak mile widziany. Pewnie nie mniej martwy niż jej osobisty skin, ale jak to powiedziała Andzia, to już dwa trupy do zakopania. Jaśka zastanowiła sie... szpadel został na działce, a zakopanie dwóch trupów szpadlem to już jest nieco roboty. I to przy dziecku... nie, absolutnie odpada. Chociaż, jak stwierdziła ze zdziwieniem, umierający skin nie zrobił na Ladiji jakiegoś większego wrażenia. A to było już niepokojące...
Pogoniła więc całe towarzystwo i ruszyły do Alojza, zostawiając trupy przypadkowym przechodniom, którzy, w to nie wątpiła, zareagują prawidłowo, wykonując pełen przejęcia telefon do władz, a one już się tym zajmą. W takiej sytuacji wypadało jedynie się postarać, żeby nikt ich skromnych osób nie powiązał z tymi wypadkami.
Szły więc dalej, pilnując zwierzaków, coby się nie pogryzły, i dziewczynki, żeby znów jakaś dziwna persona nie stanęła na jej drodze. Łykały od czasu do czasu bimberku, którego ilość niepokojąco malała. Jaśka miała dwie nadzieje,: że Alojz będzie u siebie, i że bimberku starczy i nie będą musiały napoczynać butelki wziętej na prezent dla niego.
 
__________________
Oto tańczę na Twoim grobie;
Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów...
Geisha jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-13-2007, 19:54   #33
 
Syl Daar's Avatar
 
Reputacja: 0 Syl Daar nie jest za bardzo znany
$: 2 015
-Dobrze od dzisiaj zajmiemy się twoją tresurą szczurku!
Z uśmiechem rekł Lutek. Wziął resztki kolacji i zaczął tresować szczura.

Najpierw szczur szedł za jedzeniem, potem za rodzynkami, aż w końcu zaczął chodzić za kluczem.
-Haha! mamy szansę.
 
Syl Daar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-03-2007, 07:20   #34
 
Toho's Avatar
 
Reputacja: 2 Toho wkrótce będzie znany
$: 32 717
Magister Alojzy Chemik


Chatka w Lasku Brzozowym

W głowie Alojza kłębiły się niemiłe przypadłości, którymi chciał „obdarować” akwizytora. Facecik nie zdając sobie sprawy z tego co mu grozi trajkotał dalej. Alojzy delikatnie złożył palce do magicznego uciszenia delikwenta. Ku jego zdziwieniu gość wcale nie zamilkł.
”Ki diabeł pomyślał Alojzy. Magiczny czy jak?” Alojzy dokładniej obejrzał sobie jegomościa. Tym razem jego uwagę przykuł niewielki tatuaż na przedramieniu.


Alojzy ze zdziwieniem stwierdził, że jest dość fachowo wykonany. Dyskretnie rzucił niegroźny urok pozwalający sprawdzić aurę istoty (czy rzeczy). W tym przypadku zbadał tatuaż. Przypłynęły delikatne wibracje, niczym szept wiatru. Alojz poczuł się pewnie i bezpiecznie, starał się wyłowić, kto wykonał to dzieło. Jednakże próby te spełzły na niczym.

Magister chemik pomyślał sobie, że najwyższy czas poprawić zaklęcia ochronne wokół domu nim znów ktoś mu tu wlezie. Był pewien, że aura pentagramu poplątała jego misterne zabezpieczenia. „Ciekawe kto go tak ładnie zabezpieczył?” Alojzy się zastanawiał co ma zrobić dalej. Z pewnością nie było dobrym pomysłem rzucać jakiś potężny urok – groźba odbicia była bardzo realna.

Alojzy stwierdził, ze pozbędzie się go klasycznie – powie żeby się wynosił, dorzuci do tego zaklęcie odgłosów szczekającego psa. Jak natrętowi będzie mało to wrzuci iluzorycznego brytana. Jak pomyślał tak też zrobił.
- Szanowny panie. Przepraszam, że przerywam, ale nie ma pan nic co mogłoby mnie skłonić do zakupów czy promocji. Czy byłby Pan łaskaw pójść sobie? Właśnie czesałem mojego psa Brutusa. To wielkie i złośliwe bydlę. Mam nadzieję, że nie wyrwie się z pokoju.
Akwizytor przestał na chwilę trajkotać zaskoczony przemową Alojza. Na koniec grzecznie stwierdził, że i owszem może sobie już pójdzie. A psów to się panicznie boi. Facet pożegnał się grzecznie i odszedł w swoją stronę.

Alojzy poczuł się szczęśliwy i spokojny. Szybkim krokiem poszedł do regału z książkami i poszukał kilka pozycji, które mu będą niezbędne w naprawie sieci zabezpieczeń wokół domu. Jednocześnie zabrał się za przygotowania do sprawdzenia czyją twarz udało mu się odbić na kawałku szmaty.
- Cholera, cholera, cholera perpetum demonum ex komunen, cholera zaburczał głośno pod nosem. Jakoś czuł w kościach że to nie jest dobry dzień dla naukowca. Tyle problemów a tak mało czasu. Alojzy miał nadzieję, że Dyzio się jakoś spisze i w końcu dowie się kto mu podrzucił te ogórki …

Przygotowania płynęły spokojnie. Kilka kropel krwi, nieco octu i moczu. Kilka ziarenek soli, ziemia okrzemkowa, kilka liści urtica dioica, kwiatostan arctium. Alojzy chwilę się zastanawiał co mu będzie potrzebne. No tak … liście verbena officinalis no i nie wolno zapomnieć o naparze z artemisia absinthium. Dla zabezpieczenia wystarczy pentagram wygrawerowany srebrnym rylcem, o liniach poprawionych solą. Do tego kilka czerwonych i zielonych świec dla pewności…. Alojzy jednocześnie myślał o przygotowaniach w celu zabezpieczenia kryjówki dla Dyzia, poszukiwaniach sprawców podrzucenia ogórków i sprawdzenia kim była mumia z młyna. W tak zwanym międzyczasie zastanawiał się jak sprawdzić kim jest osobnik z wizji, którą miał w czasie podnoszenia wisiora.

Mówiąc krótko Alojzy był nieźle zajęty i cały czas chodził po swojej szopie i mruczał do siebie niczym stary kocur. Alojzy był też niewymownie wkurzony. Na cały świat, na Dyzia, na marudnego akwizytora.

Po godzinie intensywnych przygotowań Alojzy miał gotowy pentagram i kadziło fumigacyjne z ziół. Siadł na chwilę na zydelku napił się nieco bimberku i odpoczywał. Musiał się zebrać i przygotować na różne problemy i niespodzianki w czasie rzucania zaklęć. Przez chwilkę zdawał się nie myśleć o niczym innym.

Dobrą godzinę później Alojzy sprawdził ponownie całe swoje przygotowania do rzucenia zaklęcia. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Alojzy wziął szmatę z odciśniętą twarzą, skropił ją octem i moczem. Zapalił kadzidło fumigacyjne i okadził szmatę porządnie z każdej strony. Później podszedł do półki zawierającej pozornie mało ciekawe rzeczy (głównie puste słoiki i jakieś zioła). Z niewielkiej i dobrze ukrytej wnęki wyjął nieduże lusterko w srebrnej oprawce.

Spokojnym ruchem wszedł w środek pentagramu i rozpoczął inkantacje:
- Per aspera ad vincere. Per demonix alkoholix. Ad vivem vicem. Tempus fugit, aeternitas manet. Na Hadesa, Chorosa, Flynza, na Abaddona, Adada, Bulau. Zaklinam Cię duchu nieznany w formę odciśnięty, wyzwolony. Co umarło powrócić nie może. Zaklinam Cię, stań tu i teraz w formie nie ohydnej, odpowiedzieć na pytania zdolnej w ludzi językach. Zaklinam Cię per supremem vincis, demonie, lux imperfecta, aeternitas...

Zaklęcie było cholernie złożone, ale Alojzy bał się używać czegoś prostego. W końcu nie wiedział kto może się mu pojawić i jak bardzo jest potężny. Po dobrej godzinie wyklinania przez Alojzem na rogu pentagramu zadrgała niewyraźna forma osoby. Była bardzo słaba. Alojz pomyślał że może to wynikać ze sposobu w jaki umarła. Sam duch był lekko srebrny i wydawał się utkany z nieznanej materii.

- Kto mnie wzywał, czego chciał? odezwało się srebrzyste widziadło miękkim i chłodnym głosem.
- Alojz. Zaklinacz Cię tu wezwał. Tyś jest duchem tej osoby? Alojz dopowiedział spokojnie na pytanie ducha. Później pokazał odciśniętą twarz zmarłego.
- Ja, mnie, ja, pochowaj, pochowaj, pochowaj … duch wyraźnie zadrgał w powietrzu na widok twarzy ze szmaty.
- Pochowam Cię, spełnię obowiązek wobec umarłego. Ale wpierw powiedz kto Cię tak urządził i kim byłeś Alojzy korzystał z okazji aby wypytać ducha o to co go trapiło.

Duch na chwilę zaniemówił, nie wiadomo czy się zastanawiał, czy robił coś innego. Po chwili milczenia odezwał się spokojnym głosem:
- Nazywałem się Jan Ireneusz Dziewiatowski. Byłem zwykłym podrzędnym skoczybruzdą na Uniwerku. Wiodłem spokojne życie, ale tylko do czasu, do czasu … w wypowiedzi pojawiła się dziwna pauza.
- Skoczybruzda? A kto to taki? Alojzy nie bardzo wiedział o jakim zawodzie mówił duch.
Widziadło zdawało się westchnąć, tak to przynajmniej wyglądało.
- Byłem podrzędnym archeologiem od brudnej roboty. Jakiś profesor miał teorię, że tu, a tu leży coś ciekawego i się jechało, kopało, szukało, zbierało, załatwiało, itp. A później i tak on zgarniał całą śmietankę, a my? Nic, czasem nawet „dziękuję” nie powiedzieli… duch znów uczynił niewielką przerwę, ale po chwili mówił dalej.
- Teraz to i tak nieważne. Ale do rzeczy. Wiodłem spokojne i dość nudne życie, do czasu gdy nasz prof. Wilkowski znalazł kamienną tablicę wskazującą według niego na nieznaną świątynię Horusa w Egipcie. Jak zwykle miałem jechać ja i czterech innych z wydziału. Nie będę tu nudził o papierkowej robocie przed wyjazdem i drodze do Egiptu. Po czterech miesiącach przygotowań byliśmy niedaleko Doliny Królów. Kopanie szło opornie, władze się wkurzały, prof. się wkurzał. Nędza i rozpacz nas tam brała. Pewnego dnia znaleźliśmy. Ale nie świątynię Horusa, a dom kapłana Isis. Wewnątrz początkowo niewiele było ciekawych znalezisk… garnki, malowidła, trochę monet. Pewnej nocy miałem sen, że w tym domu w najmniejszym pokoju, który zapewne był spiżarnią jest ukryte wejście do podziemi. A w nich skarby …. widmo przerwało swoją opowieść. Alojzy był pewien, że nie należy go poganiać, miał czas, mnóstwo czasu.

- Rano dyskretnie sprawdziłem to, co widziałem we śnie. Sen okazał się prawdą. Po podłogą spiżarni znalazłem tajne wejście do niedużej piwnicy. Owa piwnica okazała się ołtarzem Seta. Na samym środku ołtarza leżał niewielki wisior. Nie myślałem wtedy za wiele – ubrałem go. Później niewiele się działo. Dwa tygodnie temu pojawił się w moim śnie tajemniczy gość, nie wiem jak się nazywa i skąd się wziął, i nakazał pewne przygotowania. Miałem zebrać jakieś dziwne rzeczy, sam już nie wiem co … nie chciałem mu pomóc. On na koniec powiedział, że i tak mnie dopadnie. Nie uwierzyłem. Uciekłem z miasta. Ale on zawsze mnie znajdował. Ostatnie co pamiętam, że szedłem w stronę starego młyna, strasznie lało. Położyłem się spać … we śnie czułem się dziwnie… więcej nie wiem. Czy wiesz jak umarłem?
Alojzy odpowiedział, że niestety nie wie. Widział tylko ciało wysuszone jak mumia. Alojzy chciał o coś jeszcze zapytać, gdy rozległ się głośny trzask tłuczonego szkła. Misternie utkany czar pękł. Chwilę później dobiegło namolne pukanie do drzwi.

- Cholera jasna, na alokoholix demonix i per pro publico bono utłukę namola, kimkolwiek jest! Alojzy był niewymownie wściekły. Wiedział, że szansa na ponowne przywołanie ducha jest bardzo nikła. Marudząc pod nosem różnorakie przekleństwa Alojzy podszedł do drzwi. Otworzył szeroko lewą ręką, prawą miał gotową do rzucenia czaru…

Za drzwiami stała Jaśka i jeszcze ktoś, jakaś inna kobieta, dziecko, pies i kot. Z całego towarzystwa Alojzy kojarzył Jaśkę i jej niezły bimberek. A reszta? Całkiem w „Czarnoksiężniku z Oz”. Alojzy przyjrzał się ponownie wszystkim po kolei, przy dziewczynce i kocie poczuł dziwne mrowienie, wibracje mocy. Zignorował je, to przecież niemożliwe, aby dziecko miało moc. A kot? Kot tym bardziej.
Alojzy zapytał możliwie niemiło:
- Czego chcesz Jaśka? Stało się co? Bo cholernie zajęty jestem i czasu nie mam!
Przemowie odpowiedziały dwa westchnienia i ciekawe spojrzenie małej dziewczynki. Pierwsza odezwała się Jaśka:
- Alojz! Pomóż, mamy problem i to chyba niemały. Pozwól to Ci opowiem co i jak, sam zobaczysz. Przyniosłam bimberku …
Ostatnie dwa słowa zadziałały na Alojza niczym klucz na zamek … uśmiechnął się i nieco rozpogodził. Pomyślał sobie, że i tak z duchem raczej skończył, a bimberku i to Jaśki chętnie wypije… zaprosił całe towarzystwo do chatki.

Wszyscy się rozsiedli, gdzie kto mógł. Alojzy przyniósł nieco domowej roboty kompotu i szklaneczki. Następnie powiedział:
- Dobra Jaśka. Ciebie znam, ale kim są pozostali? Wpierw przedstaw innych, a później opowiadaj co i jak. A tylko nie zapomnij nalać bimberku. Dla małej mam kompot ze śliwek …
 
__________________
IFCS 2009

Ostatnio edytowane przez Toho : 12-04-2007 o 06:36.
Toho jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-04-2007, 06:35   #35
 
Toho's Avatar
 
Reputacja: 2 Toho wkrótce będzie znany
$: 32 717
Janina „Jaśka| Gąbczewska i Anna „Andzia” Jeziorkowska


Obrzeża Lasku Brzozowego


Od spotkania z Jaśką Andzia czuła się o wiele spokojniej. Także Jaśka czuła się o wiele pewniej. Wspólnie podzielone problemy nie wydawały się obu już takie ciężkie. Szły obok siebie, rozmawiając, jak dwie przyjaciółki, które dawno się nie widziały.

Pies szedł grzecznie obok Andzi. Kot biegał gdzieś pomiędzy trawami. Ladija szła obok Jaśki, całkiem jak córka obok matki. W pewnym momencie pobiegła kawałek dalej. Stanęła, odwróciła się do Jaśki i Andzi. Patrzyła na nie chwilę. Później się odezwała:
- Ladija pokazała palcem na siebie
- Smiergieł wskazała na kota czającego się na coś w trawie. Chwilę później odezwało się stamtąd dostojnie miauknięcie.
- Jaszka mała wskazała na Janinę.
Andzia już była pewna co będzie dalej. Rzeczywiście jak się tego spodziewała Ladija wskazała wpierw na psa, a później na nią i zapytała – Leh’eh’t seem viivis at’h Re?

Jaśka zatrzymała się, spojrzała na Andzię. Powiedziała – Pewnie mała chce wiedzieć jak masz na imię i jak się nazywa ten psiak … tylko powiedz od razu swoje imię, inaczej może tego nie zrozumieć . Andzia odparła, że pojęcia nie ma jak się nazywa ten pies. W sumie to bez znaczenia – niech wabi się Burek. Andzia odezwała się do Ladij:
- Andzia wskazała na siebie, - Burek wskazała na psa. Ladija myślała przez chwilę nad tym co usłyszała. Po chwili zastanowienia odparła:
- Anzia wskazała na Andzię całkiem zadowolona, później wskazała na psa mówiąc całkiem ładnie i wyraźnie Burek.

Po tym jak konwenansom stało się zadość cała piątka ruszyła dalej. Jaśka kolejny raz opowiadała Andzi jak to było z tym kotem, oczywiście ukryła całą rozmowę z Heniem. Później Andzia opowiedziała, jak to było w jej przypadku. W końcu obie zgodziły się, że wszystkie te wydarzenia wydają się tylko pozornie bez związku. Andzia zastanawiała się co to za kot, początkowo nie wiedziała, czy może zapytać czy nie. Ale nie wytrzymała:
- Jaśka? A co to za futrzak? skinęła delikatnie w kierunku Smiergieła. Kot wyraźnie fuknął ze złością na słowo „futrzak”. Jaśka odparła
- Nie mów tak o nim, bo gotów się obrazić. Nie wiem jaka to rasa. Na pewno nie perski. Jest całkiem inny niż zwykłe koty. Nie do końca jestem pewna jaką on gra tu rolę w tym zamieszaniu.

Ladija milczała przez całą drogę. W pewnym momencie ona i Smiergieł zatrzymali się. Andzia i Jaśka również stanęły. „Co do cholery? Oby coś ważnego.” pomyślała Jaśka. Andzia była zaciekawiona co tym razem chce to dziwne dziecko. Ladija głaskała machinalnie kota. Patrzyła nie na Jaśkę i Andzię, ale w dal. Nagle głośno wypowiedziała słowa:
- Apperi se magia!
Powietrze zapachniało lekko ozonem, całkiem jak po burzy. Andzia rozdziawiła ze zdziwienia usta i popatrzyła na Jaśkę. Ta wbrew jej oczekiwaniom zachowywała się całkiem jakby już coś takiego widzała.
- Jaśka? Ta mała to co ona? W jakim języku ona gada?
- Andzia! Pojęcia nie mam słowo. Ale nie pierwszy raz robi coś podobnego. Nie wiem co to znaczy. Brzmi dziwnie. Czasem przypomina mi to słowa Alojza., gdy mówi, że rzuca czar. Ale ja wiem, magia w XXI wieku?
- Nie wiem Jaśka, nie wiem. Ale powiem Ci, że trochę się boję.

W tym czasie Ladija i Smiergieł byli znów gotowi do drogi. Przez resztę trasy do chatki Alojza obie przyjaciółki milczały. Niedaleko domku Jaśka odezwała się do Andzi:
- Słuchaj! On Cię nie zna, więc jak coś mówię ja. Chyba że będzie się o coś pytał to odpowiedz. A tylko pamiętaj ani słowa o ogórkach – on ma na ich punkcie jakąś fobię czy coś takiego. Ja wyciągam bimberek i delikatnie nakreślę sprawę. Później Ty mu opowiesz co i jak, tylko delikatnie.

Niebawem cała piątka doszła do drzwi chatki Alojza. Andzia pomna nauk Jaśki milczała. Jaśka podeszła do drzwi i głośno w nie zastukała. Przez chwilę ze środka nie dobiegał żaden dźwięk, Jaśka zastanawiała się czy czasem Alojza nie ma w domu. Ale chwilę później ze środka dobiegł ją znajomy głos. Po tonie poznała, że Magister Chemik jest coś delikatnie mówiąc wkurzony. Wiedziała, że bez bimberku się nie obejdzie. Alojzy w końcu otworzył drzwi, na widok Jaśki, Andzi, Ladiji, Smiergieła i obcego psa odezwał się oschle:
- Czego chcesz Jaśka? Stało się co? Bo cholernie zajęty jestem i czasu nie mam!
Odpowiedziało mu niekontrolowane westchnienie Jaśki i Andzi. Dobrze przynajmniej, że Ladija milczała. Jaśka postanowiła działać:
- Alojz! Pomóż, mamy problem i to chyba niemały. Pozwól to Ci opowiem co i jak, sam zobaczysz. Przyniosłam bimberku …
Odezwała się spokojnym głosem. O dziwo podziałało. Alojz zaprosił ich do środka. Później przyniósł nieco kompotu i szklaneczki na bimberek. Następnie poprosił o przedstawienie nieznajomych, a dopiero później opowiedzenie o co chodzi.
 
__________________
IFCS 2009
Toho jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-05-2007, 10:56   #36
 
Geisha's Avatar
 
Reputacja: 2 Geisha jest na bardzo dobrej drodze
$: 18 439
- Więc ja Ci opowiem od początku. - Jaśka podała kompot dziewczynce, ciekawie rozglądającej się wokoło. - To jest Ladija. I właśnie w jej sprawie przyszłyśmy. Ach, a Ta Pani do Andzia - koleżanka, spotkałam ją po drodze. Więc, przyszedł do mnie jej kot, Smiergieł. Ach, właśnie, to jest Smiergieł. - Jaśka wskazała na kota. - I przekazał mi wizję tej dziewczynki samej w lesie. Ja wiem, ze to brzmi głupio, ale jestem pewna, że to zrozumiesz, bo mnie znasz... - Jaśka uśmiechnęła się przymilnie. - No to poszłam za tym kotem, i znalazłam ją. Ona jest dziwne, nie stąd chyba, i ma taki wisiorek na szyi, chyba egipski, albo co... Zabrałam do siebie na ogródek, ale mała nie może tam chyba zostać, zwłaszcza, że... - Jaśka zawahała się nieco. - Bo widzisz, ja widziałam Heńka. W drzewie. I nie byłam ubzdryngolona, trochę tylko łyknęłam dla odwagi. No i Heniuś taki był poważny i smutny, jak nigdy... i ostrzegł mnie... powiedział, ze ta dziewczynka jest w niebezpieczeństwie... Heniuś zawsze dbał o mnie... - Jaska zrobiła krótką przerwę na no otarcie łez, które pojawiły się w jej oczach. Chlipnęła kilka razy, smarknęła w chusteczkę, pociągnęła nosem, wymamrotała jakieś przeprosiny, znów pociągnęła nosem, otarła jeszcze jedną spóźnialską łzę i kontynuowała - W każdym razie zobaczyłam jeszcze w wyobraźni taką kobietę w czarnej sukni i makijażu, jak Ci metalowcy, co u nas kiedyś byli. Ale ona była jakaś inna, blada. Do tego ta dziewczynka nie mówi po naszemu. Tak naprawdę to nie mam pojęcia w jakim języku ona gada. Dziwnym jakimś, z niczym mi się nie kojarzy... No w każdym razie postanowiłam pójść do siebie. Ty jesteś uczony, sie znasz na takich różnych dziwnych sprawach. Może coś będziesz wiedział... Ale najgorsze to sie zdarzyło, jak żeśmy szli. Jakiś skin czy co zastąpił nam drogę. On był chyba napchany jakimiś prochami, oczy miał takie jakieś... kaprawe. A jego głos! tak przepitego głosu nie miał nawet Stary Mietek, wiesz, ten co mu się zeszło zeszłego roku. Najpierw gadał coś do tej dziewczynki, w jej języku, a Ladija chyba nie była zachwycona. Potem gadał po naszemu, żebym dzieciaka oddała, i że to nie moja walka. jaka walka znowu, to nie wiem. Oczywiście go pogoniłam, bo ja tam się skinów nie boję i dzieciaka takiemu menelowi nie oddam, i wiesz co on zrobił, Alojz? Kurde, umarł mi, no! Normalnie powiedział coś że śmierć jest bramą czy inną filozofię i padł na pysk.. Myślałam, ze udaje, ale on, kurna, normalnie martwy był, jakby atak serca miał, czy co. A jechało od niego, no mówię Ci! To co miałam zrobić? To nie widok dla dziecka, w te pędy do Ciebie pognałam! POo drodze Andzię tę tutaj spotkałam, ona też ma coś do opowiedzenia. Normalnie Alojz, no dziwne czasy nastały... - dokończyła filozoficznie, i spojrzała na niego znad szklanki bimberku, którego łyk łagodził nerwy i obyczaje.
 
__________________
Oto tańczę na Twoim grobie;
Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów...
Geisha jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-08-2007, 11:38   #37
 
Syl Daar's Avatar
 
Reputacja: 0 Syl Daar nie jest za bardzo znany
$: 2 015
Lutek już nie mógł wytrzymać w czterech ścianach.Oczywiście w więzieniu nie podawali jego ulubionej wódki. Lutek miał dziwne wizje nocami, chodził zaspany dniami. Lutek nie miał ludzkiego towarzystwa, tylko szczurze. Szczur dobrze by chodził za kluczem, ale jak wróciłby! Lutek więc się zabrał do treningu mrucząc pod nosem "Tam gdzie trzeba glin to ich nie ma, a tam gdzie ich nie ma być to są, tak jak w autobusie CBA!" Po paru dniach szczurek szedł za kluczem, a wracał za resztkami kolacji. Teraz tylko żeby miał
klucz i wracał razem z nim! Jednak 5 dni tresury wystarczało, żeby dokonać dzieła ucieczki z więzienia i wyjrzenie na świat! Lutek wyczekiwał, kiedy ten klawisz zaśnie na krześle. Pewnego dnia tak się stało. Lutek puścił szczura, zamknął oczy i próbował nim "sterować" myślami.
 
Syl Daar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-11-2007, 08:10   #38
 
Xawante's Avatar
 
Reputacja: 2 Xawante wkrótce będzie znany
$: 8 490
Andzia z zadowoleniem usiadła w chacie Alojza, uprzedzona przez Jaśkę nie zamierzała sie wychylać w końcu zależało jej na jego pomocy..Na dodatek jeszcze Alojz nie przywitał ich zbyt entuzjastycznie na szczęście sława bimberku Jaśki tym razem wystarczyła do przełamania lodów. Z wdzięcznością przyjęła poczęstunek i słuchała opowieści Jaśki...
Zastanawiała się z skąd Ladija może pochodzić??? W końcu żyje na tym świecie kilka latek ale takiej szwargotaniny jeszcze nie słyszała i ten kot ....no i czary.Andzia czuła,że sprawa ją przerasta. Czary, magia, zabobony, dwa trupy ....
Tok myśli Andzi przerwało coś niespodziewanego... Jaśka wspomniała coś o twarzy w drzewie ...jakiś Heniek???? "Nie no człowiek po pijaku to różne zwidy miewa- myszki, krasnoludki uśmiechnięte pomidory ale ...to???Na dodatek na trzeźwo...". " Nie jest dobrze oj nie...może lepiej było jednak pójść do kanałów, zadekować się, przeczekać...."
Andzia spojrzała uważniej na Alojza. " Ten też ma jakieś fiksum dyrdum ...ogórków się boi, całe życie z wariatami" Andzia zasępiła się wyraźnie.... czy Oni napewno wiedzą co robią???
Spojrzała na Burka, który uskuteczniał poranną toaletę... " cóż, chyba nie mam wyboru, co ma być to będzie ". Pociągnęła bimberku zapiła kompocikiem i czekała spokojnie na swoją kolej...
 
Xawante jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-29-2007, 15:10   #39
 
Toho's Avatar
 
Reputacja: 2 Toho wkrótce będzie znany
$: 32 717
Lutek


Data nieznana, cela więzienna numer 730


Lutek w celi nudził się w celi jak nigdy dotąd. Starał się tresować szczurka i zmusić go do podążania tam gdzie chciał tego Lutek. Niestety w większości przypadków kończyło się to nijak. Szczur chodził tam gdzie mu się podobało i Lutka cholera jasna brała.

Lutek postanowił „sterować” szczurkiem myślami. To był akt czystej desperacji. Bez wódki, piwa czy wina i tak tu długo siedział, zbyt długo. Lutek skupił się na szczurze, przez chwilę wyglądał jakby miał straszliwe zatwardzenie. Niestety szczur go kompletnie olał i poszedł spać w kąt.

Nagle drzwi się otworzyły z głośnym trzaskiem, Lutek nie słyszał szczęku zamka i rygla zapewne z powodu nadmiernej koncentracji na szczurze… Do środka wpadło czterech rosłych strażników więziennych, i mimo wszelkich protestów Lutka, wywlekli go na zewnątrz. Szczur zapewne wiedziony instynktem zdołał uciec gdzieś w kąt.

„Panowie” byli cokolwiek szorstcy i przy próbach stawiania oporu „dali delikatnie” Lutkowi do zrozumienia, żeby ich nie denerwował. Kilka mocnych argumentów w postaci celnych uderzeń tonfy zupełnie wystarczyło…

Lutka wprowadzono do niewielkiego pokoju, w którym oprócz przyspawanego do podłogi stołu i dwóch przyspawanych krzeseł była tylko lampa. Strażnicy weszli za Lutkiem do środka i wyraźnie na coś czekali. Nie reagowali na próby zagadywania. Po chwili do środka wszedł oficer.


Strażnicy zasalutowali służbiście. Facet wszedł i usiadł naprzeciw Lutka. Po pachą miał niewielką brązowo-rudą teczkę Teka nie była zbyt gruba. Oficer rozłożył ją tak, aby Lutek widział co w niej jest. Nie było tego za wiele – zdjęcie Lutka zrobione po zatrzymaniu, jego odciski palców, kilka zdjęć Wanii i zdemolowanego autobusu.

- I co Lutek, przyznasz się w końcu czy nie przyznasz? Twój kumpel Jan „Wania” Kozłowski już się przyznał. O tu masz podpisane zeznanie … Oficer podetknął Lutkowi pod nos zeznanie spisane na maszynie i podpisane przez Wanię. Lutek nie mógł uwierzyć, że Wania dał się złamać.
- Nie przyznam się, jestem niewinny. Niewinny!
- Więzienia są pełne niewinnych. Zabrać go. Do celi 650 z nim. Lutek załamał się, że rozstaje się ze szczurkiem. W nowej celi mogło nie być szczurów.

Strażnicy z użyciem niewielkiej przemocy zaprowadzili Lutka do celi. Na grubych pancernych drzwiach wypisano niebieska farbą „650”, a pod spodem widniała wielka litera „N”. Szczęknęły głośno otwierane zamki i odsuwane rygle. Ku swojemu zdziwieniu Lutek odkrył, że cela nie jest pusta. W środku siedział jakiś człowiek.


Na widok Lutka facet zerwał się i stanął koło zakratowanego okna.
- Zabierze go stąd. Nie chcę tu żadnego prowokatora. Czuję od niego smród psa. Wszędzie rozpoznam tajniaka. Nie chę go tu!

Lutek mimo swej woli i krzyków lokatora celi został do niej wepchnięty, tuż za nim zatrzaśnięto rygle i zasuwy. Mieszkaniec celi otaksował Lutka nieżyczliwym wzrokiem i powiedział.
- Nic Ci nie powiem psie. Jestem niewinny, słyszysz? Niewinny! Spieprzaj z mojej celi i powiedz swemu szefowi, że mnie nie złamie …
 
__________________
IFCS 2009
Toho jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-31-2007, 11:57   #40
 
Toho's Avatar
 
Reputacja: 2 Toho wkrótce będzie znany
$: 32 717
Janina „Jaśka" Gąbczewska i Anna „Andzia” Jeziorkowska


Chatka Alojza Chemika


Alojz siedział początkowo nic nie mówił. Polał nieco bimberku przyniesionego przez Jaśkę. Popijał powoli małymi łyczkami, najwyraźniej delektował się jego smakiem i zapachem. O dziwo w czasie opowieści o całych przygodach, jakie Janinę spotkały tego dnia zarówno Ladija jak i Smiergieł siedzieli grzecznie. Ktoś nieznający całej sprawy wziąłby ich niechybnie zna dziewczynkę zagubioną w lesie i zwykłego kota.

Mimo wszystko Alojzy słuchał opowieści dokładnie. Na koniec pokiwał mądrze głową o powiedział:
- Cholera jasna, na alokoholix demonie. Wiedziałem że jednak juefoł, wiedziałem. Pieprzone, zielone ludki prosto z ciemnej strony Marsa. Andzię nieco przeraził ten wybuch złości Alozja, „jakie znowu juefoł” pomyślała sobie „czy wszyscy tu zwariowali?” Popatrzyła na Jaśkę, Alojza, Ladiję i Smiergieła. Wyglądali normalnie, o ile takie towarzystwo mogło wyglądać normalnie… „Ten Alojzy chyba ma jakiegoś kręćka … „ pomyślała. Postanowiła, że przynajmniej na razie pozwoli sytuacji toczyć się dalej i później powie o swoim problemie.

Jaśkę wybuch Alojzego na temat „juefoł” nie zaskoczył zbyt wielce. Być może dlatego, że słyszała już nieraz, że „zielone ludziki” oraz ogórki to dwa podstawowe rzeczy których nie cierpi Magister. Pomyślała, że szkoda, iż nie powiedziała wcześniej o tym Andzi.

Alojz po opowieści Janiny milczał przez chwile, a później powiedział:
- Dziwne, nad wyraz dziwne. Jakoś na alkoholix demonix mam przeczucie, że moja sprawa też się z tym wiąże … Ale nim zacznę działać to chcę wiedzieć z czym przychodzi do mnie Twoja koleżanka.
- Opowiedz, z czym do mnie przychodzisz, tylko proszę krótko. Alojzy wstał i poszedł na tył chatki, po chwili wrócił z większą bańką bimberku i zakąskami.
- Jak to mówią na wschodzie – bez pałitra nie rozbierjosz. Trzeba solidnie pomyśleć, a bez paliwka nie nada.

Andzia odetchnęła głęboko i zaczęła swoją opowieść...
 
__________________
IFCS 2009
Toho jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Dziady Żuliborskie - rekrutacja dodatkowa Toho Archiwum rekrutacji 8 04-26-2008 17:01
[Komentarze] Dziady Żuliborskie Toho Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 24 04-05-2008 11:51
[Autorski] Dziady Żuliborskie Toho Archiwum rekrutacji 8 11-06-2007 07:17


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 14:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110