![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #81 |
![]() | „Czy ja... umarłam?” – było to pierwsze, co przeszło jej przez myśl, kiedy przed oczami przewijały jej się obrazy kompletnie i totalnie nie pasujące do słów i dźwięków, jakie dochodziły do jej uszu. „Eeee tam, głupia! Nie mogłaś umrzeć, to po prostu jakiś sen...” Mio czuła się dziwnie, można nawet pokusić się o stwierdzenie – najdziwniej w życiu. Nie miała pojęcia, dlaczego akurat tak się czuje – przecież w miejscu, w którym się znajdowała nie było nic dziwnego, a w jej życiu zdarzały się sytuacje o wiele DZIWNIEJSZE, jak chociażby ta przemiana... Wszystko wokół było fioletowe: trawa, drzewa, liście... Choć wcale nie dziwiło to błękitnowłosej dziewczyny – może to było takie dziwne? Mimowolnie ruszyła w stronę samotnej ławki, która stała sobie nieopodal, oświetlana nieśmiałymi promieniami... słońca? Na drewnie wyryty był jakiś napis... Napis, który wydawał się byś wyświetlany – zupełnie jak jakieś durne napisy końcowe. „To wiersz...” pomyślała, by potem stwierdzić, że jest NAPRAWDĘ spostrzegawcza. „Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że osobiście nienawidzę lekcji języka japońskiego, a tym bardziej poezji...” Lekko zrezygnowana tym, że nie potrafi szybko dojść do prawdziwego sensu wiersza, usiadła na ławce i zaczęła wpatrywać się w napisy, jakby mając nadzieję, że coś się stanie. „Ciekawe, co robi Reita... NIE CZAS O TYM MYŚLEĆ!”
__________________ 5.07.08 - 30.07.08 - ograniczony, w połowie wręcz ZEROWY dostęp do internetu. For God's sake... I am woman! Upadamy po to, by wstać... wstajemy po to, by... upaść? |
| | |
| Reklama |
| |
| | #82 |
![]() | Mio siedziała na ławce i czekała na jakikolwiek znak. Jej umysł odbierał wszelkie bodźce zewnętrzne powstałe w świecie rzeczywistym. Czuła się dziwnie jednak nie wiedziała co może zrobić. Po jej głowie wciąż krążyły słowa wiersza wyświetlanego na ławce, które bez ustanku przewijały się od nowa i przewijały... Amelia szybko zaparzyła wywar o jaki prosił ją Reita. Nie wiedziała czy najpierw go zabić czy z nim porozmawiać a potem zabić. Tyle historii słyszała o wojownikach, tyle przeróżnych opowiadań, a tutaj jej własny brat niesie jedną z nich, nieprzytomną, do swego pokoju!! Dziewczyna zaniosła wywar. - Dziękuję Ci Amelio, teraz będę potrzebował Twojej pomocy. Mio prosiła mnie bym pomógł odkryć jej moce, jednakże nigdy przedtem tego nie robiłem. Może się teraz lekko rzucać i szamotać przez sen, ale pamiętaj - nie wolno Ci jej obudzić rozumiesz? - rzekł troskliwie Reita patrząc Amelii prosto w oczy. - Możesz do niej mówić i starać się jej pomagać. Ona aktualnie walczy wewnątrz samej siebie, w swoim umysle. Jednak niech to Cię nie zmyli. Słyszy Cię i odbiera każdy dotyk. Opiekuj się nią jeśli możesz. Na razie raczej nic jej nie grozi, więc możesz nawet zacząć pakować się do jutrzejszej wyprawy. Wyruszymy na Razganie, mam nadzieje, że nic mu nie będzie...ostatnio w Wiosce są kiepskie warunki do zycia... - powiedział wstając z łóżka na którym siedział tuż obok Mio. - W razie gdyby sytuacja była poważna, daj jej wywar. Powinien natychmiast postawić ją na nogi. Nie przewiduje żadnych skutków ubocznych. Tymczasem ja idę po Razgana. Musze przygotować go do wyprawy...Wrrr, mam nadzieje, że droga do groty będzie bezpieczna. Gdybym nie wrócił, dzwoń po wróżkę, może znajdzie moje ciało i wskaże Ci na mapie, haha - zażartował Reita. Było można się domyslec, że to żart ponieważ wasza cywilizacja nie posiadała żadnych telefonów, ani wróżek szukających ciał zaginionych. Ale ten Reita jest zabawny, ha-ha-ha xP - To cześć Amelia...PA MIO!! UWAŻAJ NA SIEBIE!! - dodał na odchodne po czym wyszedł z pokoju. Tymczasem Mio Minoru nie wiedziała co ma ze sobą robić. Siedziała na ławeczce machając sobie nóżkami. Było tutaj dość cicho i spokojnie. Kwitnące drzewa dawały niesamowity zapach zaś wiatr delikatnie pieścił bladą skórę dziewczyny. Było tu nadzwyczaj miło i przyjemnie, ale tylko do czasu. - PA MIO!! UWAŻAJ NA SIEBIE!! - usłyszała gdzieś w oddali głos Reity i wstała rozglądając się. Nie wiedzieć kiedy i jak nagle znalazła się w zupełnie innym miejscu. Sen, dawał o sobie znać niewyjaśnionymi przeskokami światów i miejsc. W ostateczności dziewczyna znalazła się w dość ponurym, ciemnym miejscu. http://fc03.deviantart.com/fs27/f/20...by_LuGiais.jpg Z jednej strony ogarnęła ją radość - W końcu cywilizacja! - jednak z drugiej czuła dziwny niepokój. Nie wiedziała czemu tak się dzieje, nie znała jego przyczyn, po prostu był. Gdzieś w oddali uliczki dostrzegła światło, to samo, które widziała w poprzednim, przepięknym miejscu. Nagle poczuła dziwny, nieprzyjemny zapach. Niebo zakryło się kłębem poszarzałych chmur. - Gdzie jest ta słynna, wojownicza odwaga? Nie stać Cię na nic konkretnego? Sterczysz tu jak kretynka...nie wstyd Ci nazywać siebie Sailor Venus? Ops, ja bym się wstydził... - zadrwił jakiś męski głos jednak nigdzie nie dostrzegałaś właściciela. Jednak jakby nie było, ten głos nie był przyjazny, zdecydowanie nie był...
__________________ Everyone Else Has Had More Sex Than Me ;< - Bunny Nami-chan |
| | |
| | #83 |
![]() | - Może, te - powiedziała kobieta pokazując na podłużny, żółty owoc, przypominający cukinię - są bardzo słodkie i soczyste. Mają w środki miąższ. Posmak jest lekko miętowy, ale orzeźwiający. Nazywają się Uriocje. To bym Panu poleciła. Co prawda są drogie, ale naprawdę nadają się na upalne dni. - Naprawdę?! - zapytał z niedowierzaniem. Owoc przypominał cukinię, a cukinii Kakeshi nie lubił. Zwłaszcza pieczona lub grillowana była nie do przełknięcia. Wolał kapustę, sałatę, czy marchew. Ogólnie bardziej smakowały mu surowe warzywa i uważał, że gotowanie lub pieczenie ich pozbawiało je smaku. Jednakże te Uriocje były owocami, a opis przekupki był zachęcający między innymi dlatego, że lubił smak mięty. Nagle przypomniał sobie o pieniądzach, które były w każdym cywilizowanym świecie powszechnym środkiem płatniczym. Ten świat był inny od świata Kakeshiego i jak sądził pieniądze też są inne. Na jego twarzy pojawił się grymas zawodu. Chciał spróbować dziwnego owocu, lecz nie wiedział czy kupi go za pieniądze jakie posiada. Wyjął z kieszeni drobne jakie zawsze nosił ze sobą. Spojrzał na nie z rezygnacją. - Nie jestem stąd - stwierdził. - Jestem znajomym Reity, jest podobno znany w tej miejscowości. Nie dawno przybyłem i nie wiem jaką waluta się tu posługujecie. Mam takie monety - pokazał kobiecie pieniądze, które trzymał w dłoni. - Jestem głodny i z chęcią bym kupił ten owoc, ale nie wiem czy jestem w stanie za niego zapłacić. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś wynegocjować ten owoc. Może sprzedawczyni zadowoli się yenami, a może odstąpi mu kawałek owocu za darmo. Głód ponaglał Kakeshiego, a ten czekał na reakcję kobiety. Kobieta spojrzała na monety i skrzywiła się lekko. Chciała już coś powiedzieć, ale wtedy to chłopak wspomniał o Reicie. Kobiecie od razu polepszył się wyraz twarzy i machnęła tylko ręką - No już dobrze dobrze, skoro od Reity to chyba rozumiem. Wezmę te monety i choć na niewiele mi się zdadzą, z nich tez będę mieć pożytek, dziękuję Ci serdecznie. Prosze tylko, wpisz się do tej księgi, bym wiedziała, że byłeś i brałeś owoc na koszt Reity. - kobieta najpierw podała chlopcu owoc, a potem księgę i długopis, by mógł wpisać się do księgi osób, które brały coś "na krechę". Kakeshi odłożył na chwile owoc by wziąć do ręki kajecik, który podała mu przekupka. Otworzył go na pierwszej nie zapisanej stronie, wcześniej przyjrzał się kilku wcześniejszym stronom, by zobaczyć czy dużo osób załatwia interesy w podobny co on sposób. Po chwili napisał swoje imię i nazwisko: Kakeshi Kokozuma. Starał się pisać wyraźnie by nie było problemów. Nie lubił pożyczać pieniędzy, ale w tym momencie głód tak mu dokuczał, że nie miał innego wyjścia. Gdy już wpisał się do zeszytu, oddał go i zabrał owoc. Nie ruszając się z miejsca ugryzł go. Na jego twarzy pojawiła się zadowolona mina, faktycznie owoc miał miętowy posmak, który tak bardzo lubił. Podziękował i opuścił targ. Spacerował uliczkami jedząc łapczywie owoc i przyglądając się budynkom oraz ludziom. Chciał poznać układ ulic w tej wiosce. Zawsze lubił spacerować po miejscowościach, do których po raz pierwszy przyjeżdżał. Gdy już obszedł większość uliczek, co zajęło mu trochę czasu, postanowił udać się do Reity. Nie przepadał za nim, ale nie wiedział co ma robić.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 Ostatnio edytowane przez Kokesz : 05-19-2008 o 16:26. |
| | |
| | #84 |
![]() | Mineso uważnie wysłuchała rozmowy. Czyli nie muszą płacić? Fajnie. Mimo, że wydawało się dziwne. Zresztą jak wszystko tutaj. Ciekawe, co się stało z resztą. Z Ashurą (ew. Ashurem - Nie wiem, jak się to odmienia... XD), Mio, Eliss i Reiką. Dlaczego nie ma ich tu z nimi? Przecież też powinni zobaczyć swoje moce. A może nie? - Jeśli nie będzie Wam to przeszkadzać, Mineso-san i Kamiiru-san Mogłabym iść z Wami? Mam mapę... - Im nas więcej, tym lepiej. Przynajmniej według mnie. - powiedziała cicho, z pewną dozą nieśmiałości w głosie. Niemniej, jej głos był wesoły. Znała ich tak niedługo. Od kilku godzin. Czy to możliwe, aby tak szybko połączyła ich nić przyjaźni? Przyjaźnie tworzą się nieraz latami. A i wtedy nie muszą być prawdziwe. Tworzyli grupę. Mineso pierwszy raz czuła, że jest członkiem jakiejś grupy. Do tej pory było jej to obojętne. Czy to, co teraz czuła, było brakiem obojętności? Zależało jej. Pierwszy raz tak mocno zależało jej na czymś, co nie jest związane ze szkołą. - To gdzie chcecie iść? - odezwała się, gdy wyszli ze świątyni. - Mnie to obojętne... - zawsze mówiła, że jej jest obojętne. Nigdy nie dawała swoich propozycji. Zawsze liczyła na pomysły innych, nawet gdy swoje miała genialne. Sama jednak uważała, że wszystko co wymyśli jest do niczego. Może dlatego nie znosiła prac grupowych? Głęboki wdech. W końcu jest wojowniczką, nie? Musi być odważna. Dokończyła więc nieśmiałym i niepewnym siebie głosem - ...ale mundurki nie są zbyt dobrym strojem do podróży. Może... - zacięła się. A co, jak wyśmieją jej pomysł? Na tym jej odwaga się skończyła XD.
__________________ Od 1 sierpnia raczej nie będę miała dostepu do neta. Wyjeżdżam nad morze. Ostatnio edytowane przez Odyseja : 05-13-2008 o 05:50. |
| | |
| | #85 |
![]() | Mineso uśmiechnęła się do Kamiiru i odpowiedziała: - Ja też nie mam najmniejszej ochoty iść sama. Nie potrafię się poruszać po obcym mieście.- Po chwili Mori odpowiedziała: - Jeśli nie będzie Wam to przeszkadzać, Mineso-san i Kamiiru-san ...Mogłabym iść z Wami? Mam mapę...- Kiedy wszyscy już mieli wychodzić.. jeszcze Mineso odmieniła się.. ze stroju czarodziejki.. Kamiiru również to zrobił. Wszyscy we trójkę wyszli ze swiątyni, wtedy Mineso spytała: - To gdzie chcecie iść? Mnie to obojętne...ale mundurki nie są zbyt dobrym strojem do podróży. Może... - Kiedy Kamiiru czekał na dokończenie wypowiedzi Mineso.. w pewnym momęcie nie wytrzymał i zrobił to za nią. -Dobrze więc.. pójdziemy kupić sobie jakieś ciuchy.. ale obiecajcie, że.. potem pójdziemy kupić coś do jedzenia, bo zgłodniałem trochę.- Powiedział, na końcu lekko wystawiając język. Kiedy szukali jakiegoś stoiska z ubraniami.. Kamiiru czuł gorące, palące Słońce, a podczas drogi ciągle rozglądał się dookoła, obserwując wszystko co dzieje się , wszystko było niby zwykłe, ale jednak fascynowało... w końcu nie są teraz w swoim świecie. *Ehh.. prawdę mówiąc nie wiem jak możemy sobie tak spokojnie chodzić po straganach.. kiedy ta biedna dziewczyna jest w tarapatach.. tak chciałbym jej móc pomóc.. ale wiem.. że teraz nie byłbym w stanie.. licze tylko na to.. że uda nam się ją szybko odnaleźć i ocalić przed wrogami.. i wciąć mnie zastanawia to.. jakie dokładnie moce posiadam..*
__________________ Mój nr gg ------> 146938. |
| | |
| | #86 |
![]() | Amelia trzęsącymi rękoma niosła filiżankę do pokoju Reity. Chyba tylko troska o Mio powstrzymała ją od chęci wylania wrzątku na swojego brata. Podała mu zaparzony wywar i spojrzała na to co robi. -Dziękuję Ci Amelio, teraz będę potrzebował Twojej pomocy. Mio prosiła mnie bym pomógł odkryć jej moce, jednakże nigdy przedtem tego nie robiłem. Może się teraz lekko rzucać i szamotać przez sen, ale pamiętaj - nie wolno Ci jej obudzić rozumiesz? - rzekł troskliwie Reita patrząc Amelii prosto w oczy. "Czyżbym pomyliła się co do niego? On chyba naprawdę się o nią troszczy, tylko czemu ona zemdlała i to przy nim?" pomyślała Amelia po zagadkowych słowach brata. -Możesz do niej mówić i starać się jej pomagać. Ona aktualnie walczy wewnątrz samej siebie, w swoim umysle. Jednak niech to Cię nie zmyli. Słyszy Cię i odbiera każdy dotyk. Opiekuj się nią jeśli możesz. Na razie raczej nic jej nie grozi, więc możesz nawet zacząć pakować się do jutrzejszej wyprawy. Wyruszymy na Razganie, mam nadzieje, że nic mu nie będzie...ostatnio w Wiosce są kiepskie warunki do zycia... - powiedział wstając z łóżka na którym siedział tuż obok Mio. - W razie gdyby sytuacja była poważna, daj jej wywar. Powinien natychmiast postawić ją na nogi. Nie przewiduje żadnych skutków ubocznych. Tymczasem ja idę po Razgana. Musze przygotować go do wyprawy...Wrrr, mam nadzieje, że droga do groty będzie bezpieczna. Gdybym nie wrócił, dzwoń po wróżkę, może znajdzie moje ciało i wskaże Ci na mapie, haha - zażartował Reita. Amelia spojrzała z niedowierzaniem na swojego brata " Jak on może żartować w takiej chwili!?". Kiedy została w pokoju sama, spojrzała na Mio. "Wygląda tak spokojnie. Reita powiedział, że bedzie się rzucać. Może powiedziała mu, że miewa koszmary? W każdym razie..." Amelia spojrzała na wywar. " Tego mam użyć dopiero w ostateczności. W takim razie przydalo by się przygotować" Czarodziejka wystawiła ręce nad Mio, gotowa w każdej chwili jej pomóc. Zebrała energię w dłoniach, starając się nie zużyć jej za wcześnie. Takie utrzymywanie mocy było bardzo męczące, ale zaklęcie które przygotowała Amelia, należało do jej ulubionych. Wkrótce jej dłonie zaczeły promieniować lekkim, żółtym blaskiem - Nie bój się, wojowniczko. Jestem przy tobie - powiedziała cicho, patrząc na spokojną twarz Mio.
__________________ you will never walk alone |
| | |
| | #87 |
| Administrator ![]() | Mori uśmiechnęła się i lekko skłoniła słysząc aprobatę nowych przyjaciół. Co prawda była przywiązana do swojego mundurka, ale jeśli nie było innego wyjścia - należało spełnić prośbę Luny. Położyła więc otwartą księgę na dłoni, tak aby pozostała dwójka towarzyszy też mogła ją widzieć i spróbowała poprowadzić ich do najbliższego targu. Zadanie to okazało się nadzwyczaj proste. Być może sprawiła to moc księgi, a być może poruszanie się po nieznanym świecie wcale nie było takie skomplikowane - dość, że Mori instynktownie wyczuwała gdzie się znajdują i wystarczył jeden rzut oka na mapę, aby wiedziała w którym momencie skręcić i gdzie iść. Nie minęło wiele czasu, gdy razem z Mineso i Kamiiru znaleźli się na wielkim placu targowym. Towary porozkładane na straganach w większości nie przypominały niczego, co Mori do tej pory znała. Nawet jeśli próbowała się domyśleć do czego służą dziwne przedmioty i przeróżne różności, zwykle okazywało się, że nie są tym, na co mogłyby wyglądać. Trudno kupować potrzebne rzeczy, jeśli nie ma się pojęcia do czego mogłyby się przydać. Wkrótce jednak przyjaciele trafili wreszcie do wielkiego straganu, który oferował swoim klientom najmodniejsze i najlepsze stroje dla każdego, od księżniczki po zwykłego chłopa. Mori zaświeciły się oczy, gdy zobaczyła piękne, drogie suknie z tkanin, dla których nazwy nie umiała znaleźć. Mieniły się w słońcu tysiącami barw, zdawały się lekkie i zwiewne, choć bogato zdobione. Wszystkie stroje były tak piękne, że dziewczynie zaparło dech w piersiach. Sprzedawca, widząc dwie młode panienki, które z namaszczeniem i zachwytem oglądają najdroższe stroje, podszedł czym prędzej służąc im radą i sprawiając same komplementy. Mori nie mogła się oprzeć, zupełnie tak, jakby suknie były zaczarowane i każdy, kto na nie patrzył, znajdował się pod ich urokiem. Po prostu trzeba je kupić! Trzeba je nosić! Są piękne, cudowne, niesamowite.... Dziewczyna opamiętała się jednak. Gwałtownie potrzepała głową, aby usunąć z głowy nachalne myśli. Przycisnęła mocno księgę do swojej piersi, jakby to miało dodać jej otuchy i zwróciła się do swoich przyjaciół, tak aby sprzedawca dobrze to słyszał: - Korzystamy z gościnności naszego przyjaciela, Reity, nie powinniśmy więc nadużywać jego zaufania i kieszeni, kupując drogie ubrania. Poprosimy więc pana - tu zwróciła się do kupca - Aby pokazał nam pan niedrogie i dobre rzeczy, które są wygodne i nie zniszczą się szybko. Będziemy wkrótce podróżować. Sprzedawca speszył się słysząc imię Reity, od razu zmienił wyraz twarzy z chytrego pochlebcy, na rzeczowego kupca. Poprosił troje przyjaciół, aby weszli wgłąb obszernego straganu i zaczął krzątać się dookoła, dobierając odpowiedni ubiór. - Nie wiedziałem, że jesteście gośćmi Reity. Wybaczcie więc i nie miejcie mi za złe niewielkiej sztuczki. Te suknie są wykonane z niezwykłego materiału, godnego królewskiego pałacu. Prawda jest taka, że budzą zachwyt, podziw i pożądanie. Są naprawdę piękne, ale... mają też swoją drugą stronę. Lepiej, żeby panienki nie zaprzątały sobie głowy pięknymi błahostkami. Mori poczuła się dumna, że potrafiła opanować się przed pokusą posiadania tego cudownego stroju. Przeczucie i tym razem jej nie zawiodło. - Mam coś odpowiedniego dla panienki - odezwał się do niej sprzedawca - Myślę, że będzie leżeć idealnie i będzie panienka bardzo zadowolona. Wygodne ubranie a przy tym bardzo gustowne. Zapraszam do buduaru. Dziewczyna weszła do niewielkiego pomieszczenia, szczelnie zasłoniętego grubą warstwą materiałów. Spędziła tam sporo czasu, a kiedy przyjaciele zaczęli się o nią niepokoić i zapytali co się dzieje, odparła, że... wstydzi się wyjść! Po namowach i prośbach zgodziła się wreszcie odsłonić zasłonę i tylko na chwilę pokazać strój, który zaproponował sprzedawca. Mori ukazała się z zaczerwienioną ze wstydu twarzą. Nie chciała patrzeć na reakcję towarzyszy. Czuła się dziwnie z tak dużym dekoltem i strojem mocno podkreślającym jej figurę. Trzeba było jednak przyznać, że leżał tak, jakby był na nią szyty, a wyglądała w nim naprawdę pięknie. ![]() Po kolejnych namowach i zapewnieniach sprzedawcy, że nic lepszego i bardziej pasującego do niej nie znajdzie, Mori zgodziła się na przyjęcie tego stroju. Wciąż czuła się dziwnie, ale skoro wszyscy twierdzili, że wygląda ładnie, nie miała powodu, aby im nie wierzyć. Musiała przyzwyczaić się do nowego stylu i pożegnać ukochany mundurek. Ale im więcej czasu spędzała w tym stroju, tym bardziej się do niego przekonywała, szczególnie dlatego, że był niezwykle wygodny i praktyczny. A zbyt duży dekolt mogła zawsze zasłonić, związując dwie strony rękawów. Zakupy dobiegły końca, gdy każdy miał już nowe ubranie, a Mori wybrała sobie jeszcze wygodną torbę na ramię, do której schowała szkolny mundurek i księgę. Upewniła się jeszcze, że nie będzie to drogo kosztować Reity i wówczas spokojnie mogli już udać się na zasłużony obiad.
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |
| | |
| | #88 |
![]() | Zakupy przebiegły bez najmniejszych problemów. Az dziw was czasem brał, że mieszkańcy wierzyli jak powiedzieliście, że jesteście od Reity. No, bo przecież chyba każdy mógł sobie przyjśc i powiedzieć "Na koszt Reity!". Biedak, pewnie jest zadłużony po same uszy. Wasze nowe stroje niczym nie wyróżniały się od rodzaju strojów mieszkańców. Były wręcz równie skromne i pasujące do klimatu toteż po wyjściu ze sklepu nikt specjalnie nie zwracał na was uwagi. Idąc do domu Reity jakiś jegomość potrącił Mori, aż tej książka wypadła z ręki. Facet coś tam burknął pod nosem i poszedł dalej. Sytuacja może i niekoniecznie przyjemna, ale przekonała was, że w tych strojach faktycznie wcieliliście się w mieszkańców Wioski. Jednak czasem miło jest nie wyróżniać się z tłumu. Można spokojnie być kim innym niż jest się w rzeczywistości, a ludzie i tak tego nie zrozumieją, nie spostrzegą...to takie...ciekawe? Racja, bo nigdy się nad tym nie zastanawialiście. Nigdy nie przyszłoby wam do głowy, ba!, nawet nie zastanawialibyście się, że człowiek, który nie wyróżnia się z tłumu może być kimś naprawdę niezwykłym! Z mapą Mori bez problemu odnaleźliście dom Reity. Nie był on nadzwyczaj duży, może jedynie nieco większy od pozostałych, ale nie od razu duży! Okrągły, pseudo-gliniany dom o szarej barwie z niewielkimi oknami, za którymi dało się widzieć ciepły, jasnożółty kolor ścian, który aż przyciągał swoim sympatycznym wyglądem. Samo wejście do domu było dość dziwne, bo wyglądało jak portal do jakiegoś wielkiego drzewa. ![]() Niestety, ale widok ten was trochę zasmucił, ponieważ wcale, że nie było tam roślinności ;) Na pustyni raczej rzadko się to zdarza, więc i tym razem się nie zdarzyło, i roślinności stanowczo nie było! Mogło wam się jedynie wydawać, że domek wyglądałby bardzo ładnie z wijącymi się wokół niego chwastami, ale nie mogliście nic na to zaradzić, że nic tam się nie wiło. Staliście tak chwilę przed drzwiami zastanawiając się kto ma je otworzyć. Patrzyliście po sobie, ale jakoś nikt nie był chętny. W końcu Mineso wzięła się na odwagę i weszła na pierwszy schodek kierując się w stronę drzwi. Pomału i nieśmiało szła gdy nagle nie uniosła nogi wystarczająco wysoko i potknęła się. Z niesamowitą szybkością, teatralnie machając rękami wpadła na drzwi i gdy myśleliście, że może być tylko lepiej, drzwi otworzyły się i Mineso jak długa leżała już za drzwiami w salonie Reity. Nie było co się rozwodzić nad tym wszystkim, bo jakby nie było kwestie pukania mieliście już za sobą. Bez mniejszych wątpliwości weszliście do środka jednak dom wydawał się być pusty. Na samym środku stała pomarańczowa kanapa, za nią całą powierzchnie ściany zajmowały półki z książkami, przed nią był stolik zaś z boku na wprost waszego wzroku widoczne były drewniane schody prowadzące na górę. Z tego, co wydawało wam się, dom ma co najmniej dwa piętra. Mio stała jak wryta nie wiedząc co się dokładnie dzieje. Znowu słyszała głos, jednak nie miała pojęcia skąd on dochodzi. Po prostu był. Oschły i twardy, zupełnie beznamiętny. Zimny i brutalny. Nagle przed zdezorientowaną dziewczyną pojawił się dość wysoki mężczyzna ubrany cały na czarno. http://www.quizilla.com/user_images/...IZZES2evil.jpg Jego krucze skrzydła wychodzące z łopatek zdawały się obejmować dziewczynę. Chłopak uśmiechnął się wrednie i uderzył Mio kolanem w brzuch po czym przywalił jej z pięści prosto w twarz. Dziewczyna poleciała do tyłu i uderzyła plecami o mury budynki, osuwając się bezwładnie na ziemie. Poczuła niesamowity ból, który wbrew pozorom był całkiem realny. Poczuła w ustach nieprzyjemny smak krwi. - Zazwyczaj nie biję kobiet, ale Twoja słabość mnie bawi. - rzekł triumfalnie. Amelia była dosłownie: gotowa na wszystko. Przygotowała już odpowiedni czar czekając na to co może się wydarzyć. Dziewczyna miała się ponoć rzucać przez sen i być agresywna a tym czasem zupełnie nic się nie działo. Podtrzymywanie czaru było nieco męczące, ale do zniesienia co najmniej na 40 minut. Tyle zdecydowanie powinno wystarczyć. Dziewczyna co chwila patrzyła na przygotowany przez siebie wywar, jednak zdawała sobie sprawę z tego, że jak użyje go zbyt wcześnie to wszystko zepsuje. Pełna skupienia czekała, gdy nagle usłyszała jakiś huk dochodzący z samego dołu. "Włamywacze!" - przeszło przez jej bojowe myśli, a podtrzymywany dotąd czar zniknął pod wpływem zaskoczenia. W tym samym momencie niespodziewanie Mio uniosła się delikatnie, kaszlnęła i leżąc na boku plunęła krwią, brudząc przy tym białą pościel.
__________________ Everyone Else Has Had More Sex Than Me ;< - Bunny Nami-chan |
| | |
| | #89 |
![]() | Kakeshi idąc powoli rozkoszował się smakiem miętowego owocu. Nie wiedział czy to chwilowe uczucie, lecz smak tego smakołyka powodował, że coraz bardziej podobało mus się w tym dziwnym świecie. Nigdy nie był łakomczuchem, ale jeśli coś mu smakowało, to nie mógł się temu oprzeć. Podążając w kierunku domu Reity doszedł do wniosku, że jest jedna rzecz, do której nigdy się nie przyzwyczai: upał. Pustynne słońce zaczęło mu poważnie doskwierać. Pot spływał mu po skroniach. Zdjął swoją bluzę i przewiązał ją sobie przez pas. Jak się okazało koszulka jaką miał na sobie też nie była odpowiednia na taką pogodę. Kokozuma pod bluzą ukrywał czarny T-shirt z nazwa swojego ulubionego zespołu "Evanescence" i zdjęciem wokalistki. http://www.evanescence.com/gallery/images/3.jpg Chłopiec próbował się ochłodzić machając dłonią niczym wachlarzem przy swoim policzku. Wreszcie po kilkunastu minutach dotarł do domu Reity. Budynek nie przypominał żadnego stylu architektonicznego jaki znał. Jenak Kakeshi już zdążył zauważyć, że ten świat ma swój niepowtarzalny styl. Kokozuma nie dotarł pierwszy do domostwa Reity, przed drzwiami stali jego towarzysze. Szybko podbiegł do nich, co wyraźnie sprawiło mu duże kłopoty. Upał wycisnął z niego dużo sił. Jego koleżanki i kolega nie wyglądali tak jak jeszcze w tedy gdy wychodził ze świątyni. Nosili na sobie stroje przypominające, te w których chodzili mieszkańcy wioski. "Dlaczego ja o tym nie pomyślałem?" - zapytał w myślach sam siebie z wyrzutem. - Gdzie znaleźliście takie ciuchy? - zapytał w momencie, gdy Mineso ruszyła w stronę drzwi. To co się zdarzyło sekundy potem spowodowało, że wszyscy zapomnieli o pytaniu Kakeshiego. Niczym dziki kot Kokozuma doskoczył do dziewczyny w mgnieniu oka i pomógł jej wstać. - Nic Ci nie jest? - zapytał. Upewnił się czy koleżanka jest cała i rozejrzał się po salonie. - Reita! - zawołał i po chwili zwrócił się do towarzyszy. - Chyba nikogo nie ma.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| | |
| | #90 |
![]() | Jak żałośnie musiała wyglądać, kiedy klęczała na czworakach pod jakąś obskurną ścianą, plując swoją własną krwią na zimny chodnik. Cud, że nie straciła żadnego zęba! Zastanawiające, że w tak krótkim czasie można doprowadzić zwykłą dziewczynę do stanu krytycznego. Czuła ogromny ból... Choć właściwie nie powinna go czuć. A może powinna? Czy w snach ludzie czują cokolwiek? A jeśli tak, to czy czują to wszystko aż tak realistycznie? A może ona wcale nie śniła? Może to była rzeczywistość... okropna rzeczywistość, w której stała o krok od śmiejącej się do niej śmierci. Kilka czerwonych kropelek dołączyło do niewielkiej kałuży na chodniku, kiedy błękitnowłosa dziewczyna próbowała się podnieść na nogi. Może to było głupie, ale nie chciała uciekać... Postanowiła, że stawi czoło wrogowi – nawet wtedy, kiedy będzie od niej o wiele, wiele silniejszy. Nawet wtedy, gdy szansa na jej porażkę jest niemal stuprocentowa. - Mnie natomiast bawi twoja ambicja. Dobrałeś sobie idealnego przeciwnika, słabą, bezbronną dziewczynę – rzekła, kiedy w końcu udało jej się stanąć na równych nogach. Właściwie to miała rację – była słaba. Bo co mogła mu zrobić? Porazić go zniewalającym uśmiechem? Zabić mrugnięciem oka? COŚ musiała zrobić... Tylko tak właściwie co? Może jednak lepszym rozwiązaniem byłaby ucieczka? „Nie mogę się poddać... Tak czy siak umrę, więc chociaż może spróbuję być w tych ostatnich chwilach mojego życia tą cholerną Czarodziejką z Wenus! Mioo, poczuj w sobie tą moc... Mooooc... NIE DZIAŁA! Co mam robić?! Co mam robić?! Umrę, zginę, zabije mnie...” Nagle poczuła się dosyć dziwnie, jakby wszystkie wnętrzności znikły – była strasznie lekka. Unosiła się kilka centymetrów nad ziemią, a włosy rozwiewały jej delikatne podmuchy wiatru. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, ale poddała się temu całkowicie. Przymknęła powieki, a jej oczom ukazała się kwiaciarnia jej matki... mnóstwo kwiatów, ich piękna woń. - Ivy cruris! – krzyknęła, wykonując skomplikowany gest rękoma, które w końcowym wyniku wyprostowała, a wskazującymi palcami wycelowała w skrzydlatego przeciwnika. Spod jego nóg zaczęły w zastraszającym tempie wyrastać łodygi bluszczu, które miały go oplątać i udusić... w najlepszym wypadku.
__________________ 5.07.08 - 30.07.08 - ograniczony, w połowie wręcz ZEROWY dostęp do internetu. For God's sake... I am woman! Upadamy po to, by wstać... wstajemy po to, by... upaść? |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Sailor Moon] - komentarze | Nami | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 150 | Dzisiaj 15:30 |
| [autorski, Sailor Moon] "Nim umrze księżyc" | Nami | Archiwum rekrutacji | 48 | 08-20-2007 11:07 |
| Run "Runy", czyli dokąd pędzi "Runa"? | kitsune | WIEŚCI | 0 | 08-11-2007 15:21 |
| News: Reflections of Japan in Sailor Moon | Sayane | Tokyo Underground | 11 | 05-31-2005 13:13 |
| "Ględźby ropucha" i "Ostatni smok" | Milly | WIEŚCI | 0 | 05-16-2005 21:16 |