Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-29-2007, 09:41   #61
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 229
Bruno otworzył oczy i podniósł się z łóżka. Rozejrzał sie w około i popatrzył na towarzyszy, którzy albo jeszcze spali, albo zaczynali się budzić. Przeciągną się tak, aż jego stawy zatrzeszczały. Powoli zaczął się ubierać leniwie naciągając nogawki spodni na prawą nogę, a następnie na lewą. Jego sztywne włosy sterczały na wszystkie strony i nie wyglądał on zbyt poważnie.

W głowie mieszały mu się strzępki snu jaki miał tej nocy. Bruno nie miewał często snów, a przynajmniej nie często o nich pamiętał. Ten sen wydawał mu się trochę dziwny, lecz przecież każdy sen był na swój sposób dziwny. "Być przygotowanym z reputacją... zobaczenia, zobaczenia" - te słowa krążyły mu po głowie. Wyjęte z kontekstu nie były zbyt zrozumiałe dla trapera. Ze snu pamiętał jeszcze jakieś słowa o tym że powinni brać przykład z niego. Bruno nigdy nie uważał się za ważną personę, bo to z reguły przyciągało kłopoty.

- Wstawać! - krzyknął do pozostałych siedząc nadal na łóżku. - Mamy coś do zrobienia. - Jego głos nie był władczy, raczej wynikało z niego, iż jest on wypoczęty i zadowolony. - Miałem ciekawy sen związany z tym nieborakiem co się nam wykrwawił wczoraj - ciągnął nakładając buty i nie zważając na to czy w ogóle ktoś reaguje na jego słowa. - Nie pamiętam całego snu jedynie coś o tym, że powinniście brać ze mnie przykład - roześmiał się szczerze - i coś o reputacji, ale nie wiem o co chodziło. A wam jak się spało - zakończył i kopnął w najbliższe stojące przy nim łóżko, na którym spał jeden z jego towarzyszy.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Reklama
Stary 09-29-2007, 14:21   #62
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 176 893
Albreht zbudził się zlany potem w łóżku wstrząsanym kopniakami Bruna.
„Jak on mógł sugerować łachudra, iż brak mi honoru. Sam zaczyna od oszustwa, dla kłamców i oszustów nie ma honoru im tylko żelazo w serce. Ja swojego honoru wielokrotnie dowiodłem w czasie ostatniego najazdu chaosu. Zresztą, co będę się usprawiedliwiał przed takim dekownikiem, dorabiającym się pewnie na tej wojnie. Tfu, paskudny sen” pomyślał spluwając do niedaleko ustawionej spluwaczki poczym wstał z łóżka i powoli zaczął się ubierać.

- Paskudnie toż to nie warunki do snu, co sobie myśli ten gospodarz. Dla ciebie to luksusy po biwakach w lesie, ale jak na gospodę to nie warta naszych pieniędzy. Jaką reputację Bruno mówisz przecież Vintilianowi nie udało się mu pomóc z początku wydawał się iż będzie dobrze a potem się wykrwawił. No nic nie będziemy języka po próżnicy strzępili zejdźmy do tego karczmarza i dowiedzmy się, co on wie. – to powiedziawszy kontynuował uzbrajanie się i wdziewanie uzbrojenia ochronnego i sprawdzanie broni. Rozładował pistolety zachowując proch poczym je przeładował, aby były świeżo nabite.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk jest offline  
Stary 09-29-2007, 16:05   #63
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
-Co? Co ja wam zrobiłem?! Toć ja wam prawdę powiedziałem... o kamyczku nie wspominałem, bo nie widziałem takiej potrzeby. Ja niczego nie ukrywam, czemuż miałbym cokolwiek ukrywać, skoro gdyby nie wy, to już bym żadnej tajemnicy nigdy nie miał. Jestem waszym dłużnikiem, a wy tu mi robicie jakieś przedstawienie?!-nagle mężczyzna się wyprostował.
-Naprawdę przesadziliście. Biednego człowieka tak straszyć? Uważajcie bo...!-głos mu poważniał i nagle urwał, prawie krzycząc. Przez jakiś czas trwała cisza, którą przerwał Marc.
-Mogę wam pomóc... ale pozwólcie mi dotrzeć do Karczmarza-powiedział już spokojnie, a jego wzrok wskazywał, że jest to człowiek wielkiej mocy i takiego wzroku bali się prawie wszyscy, lecz na Vintilianie nie zrobił wrażenia.
Półelf zobaczył jak szlachcic poluzował pistolety i wydmuchał kolejny obłoczek w twarz mężczyzny.
-Naprawdę bardzo źle rozpocząłeś, kłamstwo teraz próbujesz straszyć. Nie wiem chyba przestanę pilnować Vanessy i pozwolę jej się z tobą trochę zabawić, a bądź pewny nie spodoba ci się to, oj nie spodoba, a jej sprawi wielką przyjemność-powiedział z rozbawieniem.
-Mieliśmy zamiar zabrać cię do karczmarza, ale w tej chwili nie jesteśmy pewni twojej uczciwości, udowodnij ją mówiąc, co wiesz i wtedy już w oczyszczonej atmosferze pojedziemy do niego razem ziomku-dodał.
Bruno nie dołączał do pozostałych i trwał spokojnie przy koniach.
-Phi ! Nie podlizuj się-powiedziała Vanessa.
-A Ty opowiedz nam co nieco. Skąd jesteś? Czemu podążasz tą drogą? Czemu akurat do tej karczmy? W którym mieście dostałeś ten kamyk i na jakich warunkach . . . od kogo?-przerwała.
-Wiem, może i pytań jest zbyt dużo, ale sądzę, że bardziej Ci się podoba konwersacja niż przemoc...choć wiesz, Twój wybór. Ja nie przepadam za rozmową-kontynuowała, prostując palce u rąk, które strzeliły.
-Spokojnie-rzucił poważnie, po czym podszedł do Marca i powiedział.
-Chcielibyśmy się tylko dowiedzieć prawdy. Nie ma sprawy, zabierzemy cię do karczmy, ale chcemy, żebyś powiedział prawdę. Skąd niby mamy wiedzieć, że nie wbijasz nam sztyletu w plecy? Skąd mamy wiedzieć, że nie masz złych zamiarów? Nie wiemy tego, a do tego zaczynasz od nie wspominania o kamieniu, który jak wiemy, jest dosyć ważne. Jeżeli chcesz wody, to proszę bardzo, zaraz...-mówił Vintilian, lecz przerwał mu Marc.
-Dosyć!-krzyknął, a jego głos zdawał się dobiegać ze wszystkich stron.
-Powiadacie, że przemoc jest dla was dobrym rozwiązaniem... taak?-mówił głosem, który nie należał już do rannego mężczyzny spod drzewa, a jego szaty zaczęły wyglądać jak szaty największego władcy. Nagle zaczął lewitować, a cała sytuacja wydawała się mu taka, jakby ze snu, co nie spodobało się Vinowi bardziej niż owy mężczyzna, więc podświadomie zamknął umysł najszybciej jak mógł, by uchronić się przed tym.
-Chcę byście wiedzieli... jest coś ważniejszego, niż tylko odwalenie roboty i zdobycia nagrody... jest też coś takiego jak reputacja... - ciągnął powoli i z władczym tonem - Kilku z was jest już gotowym, bierzcie przykład z Bruna... Lecz póki wszyscy razem nie będziecie przygotowani, nie dostąpicie zaszczytu wykonania nawet pierwszego zadania...-powiedział, a przez umysł Vina przebiegło jedno słowo:
Sandriel!-pomyślał, a do pierwszego słowa dołączyły następne:
Czy to możliwe? Czy to rzeczywiście on? Czy ten Mag w czerni, który zapisał się u Krasnoludów to może być zarówno Sandriel jak i Marc? Czy te trzy postacie to jedna osoba?-przebiegało mu przez myśli.
-Dobrze, że tak się stało... przynajmniej wiecie, co was czekać może. A teraz... oddalcie się spokojnie, przecież sen ten was ukoi... A gdy się obudzicie, przypomnicie sobie tylko, że chłop umarł, gdyż wykrwawił się doszczętnie-powiedział.
-Do zobaczenia-powiedział, lecz wydawało się jakby to echo było autorem tych słów.
Nagle rozległ się huk i wszystkich odrzuciło do tyłu, a Vin skupił całą uwagę na jego najcenniejszym skarbie, umyśle, zamykając do najmocniej jak potrafił, gdyż tam właśnie widział największe zagrożenie ataku nieznajomego, być może Sandriela.
Wolał ochronić mózg niż ciało.

Rano Vintilian obudził się chwilę po Brunie i natychmiast wyskoczył z łóżka. Miał niejasne przeczucie, że coś jest nie tak jak być powinno. Widział jak traper ubierał się, lecz nie zwracał na to uwagi, gdyż już wiedział co jest nie tak jak być powinno.
Miał ogromną dziurę w pamięci, której nie dało się załatać, gdyż nie mógł sobie przypomnieć co się stało.
-Wstawać!-Bruno krzyknął radośnie.
-Mamy coś do zrobienia. Miałem ciekawy sen związany z tym nieborakiem co się nam wykrwawił wczoraj. Nie pamiętam całego snu jedynie coś o tym, że powinniście brać ze mnie przykład...-powiedział, po czym roześmiał się.
-... coś o reputacji, ale nie wiem o co chodziło. A wam jak się spało?-zapytał radośnie.
-Paskudnie toż to nie warunki do snu, co sobie myśli ten gospodarz. Dla ciebie to luksusy po biwakach w lesie, ale jak na gospodę to nie warta naszych pieniędzy. Jaką reputację Bruno mówisz przecież Vintilianowi nie udało się mu pomóc z początku wydawał się iż będzie dobrze a potem się wykrwawił. No nic nie będziemy języka po próżnicy strzępili zejdźmy do tego karczmarza i dowiedzmy się, co on wie-przeładował pistolety.
-Nie wiem... Mam lukę w pamięci!-powiedział siadając na łóżku i rozkładając bezradnie ręce.
-To nie był zwykły dzień i wierzcie lub nie, ale wydarzyło się coś, co nie jest zwykłym zjawiskiem-powiedział w zamyśleniu.
Pamiętał jak próbował uratować człowieka, ale tamten się wykrwawił. Dalej nie pamiętał nic oprócz słów, które pouczały, by brali przykład z Bruna i coś o reputacji, ale i to co pamiętał nie wydawało się oczywiste.
Wertował, lustrował oraz przewracał pamięć do góry nogami do tej pory aż dowiedział się, czego chciał.
Wspomnienie nie wydawało się zbyt prawdziwe i skłaniał się ku temu, że prawdziwe wydarzenia są zatarte i schowane w jednej z szufladek, której nie mógł otworzyć.
-Nie podoba mi się to...-mruknął, wstając z podłym humorem.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 09-30-2007, 17:24   #64
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 229
- A tam - machnął ręką Bruno słysząc słowa Vina. Fakt faktem on też nie pamiętał jakiś szczegółów z tego co się działo wczoraj po śmierci tego nieznajomego. Jednak nie zamierzał zaprzątać sobie tym głowy. Uważał, że mają ważniejsze rzeczy do roboty i czas ich goni.

- Chodźmy wreszcie do tego karczmarza i ruszajmy w dalszą drogę, bo jak znajdziemy tego Sandriela to okaże się, że już po wszystkim. - Wstał z łóżka i przechodząc przez cały pokój budził soczystym kopniakiem w łóżka pozostałych towarzyszy. - Jak się już pozbieracie to będę na dole. Zjeść coś muszę - rzekł i wyszedł z pokoju.

Gdy znalazł się w części karczmy w której znajdowały się stoły oraz bar, rozsiadł się przy jednym ze stolików. Widząc karczmarza krzyknął do niego:
- A daj mi coś do zjedzenia i pica, ale nie alkohol, bo to tej porze nie pijam mocnych trunków. Jak przyjdą tu moi towarzysze to będziemy musieli chwilę pogawędzić z tobą więc bądź tak dobry i nie odchodź zbyt daleko.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 09-30-2007, 18:37   #65
 
Sumar's Avatar
 
Reputacja: 2 Sumar jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 425
Ta pustka w pamięci była dość trudna do zniesienia. Szczególnie Vintillianowi to przeszkadzało. Nic w tym dziwnego, bo rzadko kiedy nie był w stanie sobie czegoś przypomnieć. Pamiętał on w dodatku z was wszystkich najwięcej... jedynie on, choć w niewielkim stanie, zdołał się trochę uchronić od tej luki, mimo że teoretycznie, wszystko się zgadzało z tym co się wczoraj wam przytrafiło. Ale Vin czuł, że coś w tym wszystkim nie pasowało... wiedział, ze gdzieś tam głęboko w jednej ze "szufladek" jest coś bardzo ważnego.

Najmniej tym wszystkim się przejmował chyba Bruno, który już za chwilę, całkiem wypoczęty zszedł na dół, aby trochę się posilić.
Było dość rano, ale już widać było kilka osób w karczmie. Sama karczma była dość przytulna, było sporo stołów i krzeseł, a za barem stał karczmarz. Karczmarz był trochę przy sobie, jak to zwykle bywają karczmarze, ale z twarzy był uprzejmy. Jego córka, którą śmiało można by nazwać atrakcyjną, pomagała mu. Pewnie właśnie dzięki niej karczma ta miała dość spore powodzenie, bo oprócz tego, że dziewczyna miała całkiem pokaźne kształty, to jeszcze jej sposób poruszania się i jej skromne ubranka czyniły to miejsce przyjemne do wypoczywania, po ciężkim dniu, albo przed nim.

Bruno usiadł przy jednym z wolnych stolików, a widząc karczmarza krzyknął do niego:
- A daj mi coś do zjedzenia i pica, ale nie alkohol, bo to tej porze nie pijam mocnych trunków. Jak przyjdą tu moi towarzysze to będziemy musieli chwilę pogawędzić z tobą więc bądź tak dobry i nie odchodź zbyt daleko.
Karczmarz, gdy usłyszał Bruna, szeroko się do niego uśmiechnął, powiedział coś córce i podszedł do niego.
- O witajże mości panie. To wy jesteście pewno od tej wyprawy prawda? Coście wczoraj przyszli... No to najpierw chciałem zwrócić monety, któreście wczoraj mi tak pochopnie dali. Nie zdonżyłem wam powiedzieć, ale dla tych co do Sandriela idom, to nocleg mamy za darmo. - uśmiechnął się i położył na stół kilka monet - Sam znam trochę Sandriela. To poczciwy człek. Dlatego szanuję wszystkich, jego przyjaciół.
- Zaraz coś wam przygotuje, jakieś śniadanie, cobyście mieli siły na wyprawę, a jak przyjdą Twoi towarzyszę to i pogodamy. - dodał jeszcze, po czym się oddalił.

Za chwilę podeszła córka karczmarza z kozim mlekiem i pajdą chleba ze smalcem.
-Witam. Nazywam się Anela. Tatuś powiedział, że jak przyjdzie reszta to wtedy przyniesie śniadanie, a to, abyś panie nie siedział głodny. - powiedziała bardzo miło dziewczyna. na oko wyglądała na jakieś 19, może 20 lat. Miała ciemne włosy sięgające prawie pasa, długie zgrabne nogi i bluzkę z dość sporym dekoltem.
- Może pomóc w czymś jeszcze? - zapytała tak, że serce od razu zaczynało szybciej bić.
 
__________________
"Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir"

Ostatnio edytowane przez Sumar : 09-30-2007 o 18:39.
Sumar jest offline  
Stary 09-30-2007, 20:23   #66
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
-Nie podoba mi się to...-mruknął Vin, wstając z podłym humorem.
-A tam-rzekł Bruno, nie przejmując się niczym.
-Chodźmy wreszcie do tego karczmarza i ruszajmy w dalszą drogę, bo jak znajdziemy tego Sandriela to okaże się, że już po wszystkim-dodał, przechadzając się po pokoju i budząc pozostałych, kopniakami w łóżka, na których leżeli.
-Jak się już pozbieracie to będę na dole. Zjeść coś muszę-powiedział i wyszedł, zamykając drzwi, a Vintilian usiadł ponownie, zaczynając po raz wtóry wertować swoją pamięć, ale tym razem z siłą, jakiej nie przykładał nigdy, co spowodowało szok, gdyż nie był przyzwyczajony do takiej siły.
Obrazy napływały nieustającą falą, gdyż podłączył świadomość do każdego zakamarka pamięci. Przed oczami przeleciały mu chwile z życia zaczynając od jego narodzin, co zdziwiło go niezmiernie. Zobaczył swojego ojca, który trzymał syna na rękach. Zobaczył swoją naukę magii i przeżył po raz kolejny pierwsze spotkanie z trzema Magami oraz zaklęcie rzucone przez nich.
Widział i czuł znowu to, co czuł przy przywołaniu zaklęcia, które okazało się tak tragiczne w skutkach oraz swoich braci i siostry, a także ból odrzucenia. Widział wszystko, co w życiu przeżył, widział, słyszał i czuł. Przypomniał sobie każdy szczegół mapy oraz terenu, gdy nagle... nagle dotarł do czegoś, czego nie widział, a przynajmniej tak mu się zdawało. Dotarł do czegoś szczelnie zamkniętego zakamarka i części umysłu. Zobaczył głęboką nieprzeniknioną czerń. Doznał takiego uczucia, jakie czuje ktoś, kto ma daną informację "na końcu języka", więc naparł z jeszcze większą siłą, otwierając drzwi z wyrazem bezgranicznej koncentracji i napięcia na twarzy.
Szedł niezwykle sztywno, gdyż napięty miał każdy mięsień do granic możliwości.
Jeszcze trochę...-pomyślał napierając jeszcze mocniej. Po chwili wszedł do pomieszczenia barowego i nagle doznał niezwykle bolesnego skurczu mięśni, który uniemożliwił chodzenie, więc Półelf stanął jak wryty, ale nie poddał się i zwiększył moc jeszcze bardziej, co spowodowało jeszcze większy skurcz.
Nagle wszystko zaczęło się klarować, ciemność rozjaśniać, a mgła rozwiewać, lecz nagle zakręciło się mu w głowie tak potężnie, że nie wiedział gdzie jest podłoga, a gdzie sufit, zaś wnętrzności wywróciły mu się na drugą stronę, a w oczach mu pociemniało tak bardzo, że przestał widzieć cokolwiek, ale wirowanie nie ustawało. Przeciwnie, nabierało prędkości, a powietrza zaczęło uchodzić z ciała Maga, który poczuł, że zaraz zemdleje. Musiał wycofać się z tego skrawka pamięci, wycofał się oraz odłączył świadomość od wszystkich części pamięci. Napięcie zmalało, a koncentracja zniknęła, co spowodowało rozluźnienie mięśni, które nieznośnie bolały, a Półelf stracił grunt pod nogami i całe szczęście, że ściana podążyła mu na spotkanie, podtrzymując Maga swoim chłodem, a ten przyjął wszystko z wdzięcznością.
-Ufff...-odetchnął głęboko, a obraz zaczął wracać. Zobaczył Bruna siedzącego przy stoliku, co prawda jak przez mgłę, ale zawsze.
Nagle zobaczył, że nie ma swojego kostura, więc szybko wrócił po niego, chwiejnym krokiem, zaś po chwili wrócił do pomieszczenia barowego, gdzie podpierając się, podszedł do towarzysza i opadł na krzesło.
-To koniec bitwy, ale nie wojny...-mruknął, po czym delikatnie sprawdził "szufladkę", w której była owa informacja, ale ze zdziwieniem stwierdził, że jej już tam nie ma.
-Znajdę to ponownie i odczytam...-warknął ze złością, zamykając oczy i podpierając głowę na kciuku i palcu wskazującym, które przytknął w okolicach oczu.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 10-02-2007, 15:27   #67
Newsman
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5 Cedryk ma w sobie cośCedryk ma w sobie coś
$: 176 893
Albreht był człowiekiem pragmatycznym wiedział więc, iż jego życie w dużej mierze zależy od uzbrojenia. Nie mógł sobie przypomnieć czy należycie zajął się swoim uzbrojeniem zeszłego wieczoru wiec ranek tez był w jego mniemaniu dobry, aby zająć się swoją ochrona osobistą. Jako iż zbroja kolcza przez jakiś czas nie bzie wymagała dbałości zajął się, więc półpancerzem posprawdzał wszystkie paski mocujące i natarł tłuszczem, aby nie wyschły i były sprężyste. Wszakże dbałość taka była przesadna, ale wiele razy widział już młokosów lekceważących te podstawowe czynności, gdy pancerze spadały z nich po pierwszym ciosie na wskutek złej dbałości o popręgi.
Przygotowania trwały długo, gdy już wdział zbroje i półpancerz zszedł do towarzyszy zajadających śniadanie, gestem przywołał karczmarza.

- Jeszcze jeden dzban wina no i kawał dziczyzny, jak już to zaordynujesz zechciej się do nas przysiąść gdyż mamy do ciebie parę pytań. – poczym opiął rapier i postawił go obok bo zbyt przeszkadzał on wygodnym siedzeniu.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk jest offline  
Stary 10-05-2007, 14:49   #68
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
Venessa obudziła się w jakimś pomieszczeniu. Pod jej rudymi włosami była miękka poduszka, jej ciało spoczywało na śnieżno białej pościeli zaś ona sama . . .
Dziewczyna gwałtowanie zerwała się z łóżka i macając się dłońmi sprawdziła czy ma na sobie ubranie. Gdy upewniła się, że przynajmniej ta część jest w porządku zawarczała gniewnie pod nosem i kopnęła w łóżko.

- Co to ma być za cholerna czystość?! Czuje się jakby mi matka łóżko posłała! - wykrzyczała ze złością rudowłosa i odgarnęła włosy z czoła. Jej oddech był przyspieszony. Usiadła na łóżku i runęła plecami na kołdrę, patrząc w sufit.

- Nie dziwi was to, że prosto z lasu znaleźliśmy się w łóżkach? - szepnęła jakby do siebie i wzniosła ręce ku górze gestykulując niby w sposób przypominający zaklęcia wykonywane gestami dłoni.

Gdy zobaczyła, że wszyscy wychodzą sama wstała w łóżka i zarzucając włosy na plecy wyszła ostatnia tuż za Vintilianem. Szła za nim cały czas, przyglądając mu się uwaznie. Całe czoło zmarszczone było od nadmiernego wysiłku jakim jest myślenie.

"Rany, ale on wytrwale myśli. Destrukcja mózgu niebawem nastąpi" - pomyślała beznamiętnie i wzruszyła ramionami. Było jej to całkowicie bez różnicy.
Nagle półelf przystanął.

- Ej, no co jest? - spytała półelfka z wyraźnym oburzeniem i stojąc nadal za mężczyzną wysunęła głowe do przodu by spojrzeć na niego. Vanessa dostrzegła w Vinim niesamowity ból który jak niebo na obrazach, malował się na jego twarzy. Wydawał się taki spięty taki . . . zamyślony? Zupełnie jakby miał zaraz pęknąć.

- Vin, co jest . . .? - spytała, pierwszy raz, z troską w głosie gdy nagle mężczyzna zachwiał się i poleciałby bezwładnie w tył gdyby nie to, że Vanessa go podtrzymała. Mężczyzna nagle przypomniał coś sobie i lekko zdezorientowany poszedł z powrotem na górę.

Vin ! . . . yhh, dziwak! - warknęła gdy ten był już daleko na schodach.

Dziewczyna podeszła do stolka gdzie siedzieli znajomi jej ludzie, których musiała nazywać swymi towarzyszami.

- Ale jarmark . . . - burknęła siadając przy stoliku razem z nimi i ułożyła ręce pod piersiami trzymając się za niewyrobioną talię.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<
Nami jest offline  
Stary 10-09-2007, 21:22   #69
 
Sumar's Avatar
 
Reputacja: 2 Sumar jest na bardzo dobrej drodze
$: 19 425
Karczmarz, gdy byliście już w komplecie przyniósł wam, pyszne śniadanko. Wlaściwie było tego tak sporo, że chyba każdy znajdzie co lubi. I jajecznica na wielkiej patelni, i kawały jakiegoś mięcha, sery… w każdym razie tyle, aby spokojnie można by to nazwać „śniadaniem” dla sześciu osób.
Córka karczmarza przynosiła jeszcze ostatnie kubki, czy inne potrzebne naczynia. W tym czasie karczmarz się dosiadł i zaczął opowiadać:

-No.. Miło was widzieć. Nazywam się Getr, a to moja córka Anela... Choć.. no choć tu.... – dodał do córki, by ta usiadła obok niego. Dziewczyna siadając zgrabnie założyła nogę na nogę. – Zapewne dostaliście kamyki i kartkę… A ja mam wam powiedzieć coś więcej. Hmmm… to tak: Waszym pierwszym zadaniem jest dotarcie do Sandriela, który mieszka teraz w najbliższym mieście Krasnoludzkim. Ochoćże to na pozór proste zadanie, to do tego czeka was, echem… jedna próba. Jeżeli ją wykonacie… - zaczął, a zabrzmiało to jakby zakończył poprzednie zdanie - To Sandriel da wam pieńć kolejnych zadań. Pewno zdziwiło was, że jest was sześciu i sześć zadań macie… Ja tak szczerze to nie wiem jak to jest, bo Sandriel to dziwnie tłumaczył, ale wiem, że ma to znaczenie… jeno dziwne.
- No, to mili przyjaciele częstujcie się i pytania ślijcie, jeno po kolei. – powiedział z uśmiechem.
 
__________________
"Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir"
Sumar jest offline  
Stary 10-10-2007, 13:40   #70
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 2 Kokesz jest na bardzo dobrej drodze
$: 50 229
Bruno powoli żuł mięso, gdy karczmarz przysiadł się do nich. Z wszystkiego co powiedział najbardziej zaciekawiła go ta pierwsza misja czy zadanie jak to określił Getr. Widząc, że nikt nie wyrywa się z pytaniami, przełknął mięso i powiedział:

- Co to za zadanie nas czeka? - spytał gospodarza patrząc mu się prosto w oczy jakby sam chciał wyczytać odpowiedź z jego źrenic. - I powiedz nam proszę co takiego dziwnego mówił Sandriel na temat tych sześciu zadań i ich związku z naszą szóstką.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Podróż po więcej. Sumar Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 123 04-23-2008 14:00
[Autorski] Podróż poniżej głębokich lasów Syl Daar Archiwum sesji Autorskich 10 12-28-2007 18:07
Podróż poniżej głębokich lasów Syl Daar Archiwum rekrutacji 23 12-18-2007 19:44
[Autorski] Podróż po więcej Sumar Archiwum rekrutacji 35 08-30-2007 20:39
Jeszcze więcej D&D i AD&D Milly WIEŚCI 1 10-19-2005 23:46


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 13:19.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110