![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #71 |
![]() | Vintilian, podpierając głowę, starał się myśleć o czymś innym niż o wydarzeniu z poprzedniego dnia, więc zaczął przypominać sobie każde zaklęcie po kolei razem z inkanatcją, gestami, tonem oraz charakterem głosu, a także efektem działania. Nagle usłyszał jak do stołu dosiada się ktoś, więc podniósł głowę i spojrzał na przybysza, którym okazała się rudowłosa Vanessa. Jeszcze trochę trzeba poczekać i niedługo dowiemy się czegoś o owym zadaniu, które czeka nas niedługo. Ciekawe co to jest za misja do wykonania-zastanowił się, a w tym czasie zaczęli schodzić się pozostali, zaś gdy wszyscy byli w komplecie, Albreht rzekł do karczmarza: -Jeszcze jeden dzban wina no i kawał dziczyzny, jak już to zaordynujesz zechciej się do nas przysiąść gdyż mamy do ciebie parę pytań. Oberżysta przyniósł wszystkim śniadanie, a Vintilian zmierzył je podejrzliwym spojrzeniem, lecz widząc, że wszyscy jedzą i nie doznają żadnego uszczerbku na zdrowiu bądź przytomności, czy świadomości, również zaczął jeść z apetytem, ale nie łapczywie. Półelf nałożył sobie sporą porcję jajecznicy, duży kawał mięsa oraz inne smakołyki, a gdy zaczął jeść, przysiadł się gospodarz. -No... Miło was widzieć. Nazywam się Getr, a to moja córka Anela... Choć.. no choć tu.... Zapewne dostaliście kamyki i kartkę… A ja mam wam powiedzieć coś więcej. Hmmm… to tak: Waszym pierwszym zadaniem jest dotarcie do Sandriela, który mieszka teraz w najbliższym mieście Krasnoludzkim. O chodźże to na pozór proste zadanie, to do tego czeka was, echem… jedna próba. Jeżeli ją wykonacie… - zaczął, a zabrzmiało to jakby zakończył poprzednie zdanie - To Sandriel da wam pięć kolejnych zadań. Pewno zdziwiło was, że jest was sześciu i sześć zadań macie… Ja tak szczerze to nie wiem jak to jest, bo Sandriel to dziwnie tłumaczył, ale wiem, że ma to znaczenie… jeno dziwne-mówił karczmarz, a dziewczyna usiadła również zakładając nogę na nogę. Nie uszło to uwadze Vina, chociaż nie wiele go to obchodziło. Uważał on, że wdawanie się w gierki miłosne oraz namiętne zabawy nie są dla niego, więc stronił od nich tak jak potrafił, zaś gdyby nie potrafił, zawsze pozostaje bariera elektryczności, która czasami bywała przydatna. -No, to mili przyjaciele częstujcie się i pytania ślijcie, jeno po kolei-zakończył, a w tym samym czasie Vino włożył sobie do ust kawał mięsa. Z milczenia towarzyszy skorzystał Bruno. -Co to za zadanie nas czeka? I powiedz nam proszę co takiego dziwnego mówił Sandriel na temat tych sześciu zadań i ich związku z naszą szóstką-zapytał taper, patrząc oberżyście prosto w oczy. -Jak mamy wejść do Krasnoludzkiego miasta i jak odnaleźć wejście do niego? Z tego co wiem, Krasnoludowie skutecznie bronią swoich twierdz, a samo odnalezienie wejścia i spowodowanie otworzenia owych wrót jest nie lada zadaniem. Czy Karły będę wiedziały kim jesteśmy? Raczej nie uśmiecha nam się perspektywa ataku z ich strony, podczas gdy my będziemy wchodzić do ich miasta. Jak mamy im udowodnić, że jesteśmy tymi za kogo się podajemy? Będą wiedzieli o kamieniach? Do czego one służą?-zasypał pytaniami oberżystę, nie podnosząc głowy znad talerza i uporczywie wpatrując się w jajecznicę. Mówił obojętnym głosem, a gdy zakończył, włożył sobie do ust kolejną porcję śniadania. |
| |
| Reklama |
| |
| | #72 |
![]() | Gdy Wpierw Bruno, a potem Vintilian zadali pytania karczmarzowi, ten chwile pomyślał i odpowiedział: -Dobre pytanie. - odpowiedział oberżysta Vintilianowi. -W pobliże masywu skalnego nie powinniście mieć kłopotu się dostać, bo prowadzi tam ścieżka od miasta Brimm. A co do samego wejścia, toś dobrze myślał, bo kamienie te wam to ułatwią. Z tym nie powinniście mieć problemów. Bo i krasnale o tym wiedzą i kamienie też. - w tym momencie Getr troszeczkę ściszył głos i powiedział: - Bo muszę wam powiedzieć, że kamienie owe mają sporoą moc... lepiej ich nie tracić, hehe. - Skończył tonem jakim mówi ktoś, komu zależy na dobru innego. - Aha, co do Twego pytania - karczmarz skiną głową do Bruna - to niestety tylko Sandriel wie jakie będzie wasze pierwsze i każde następne zadanie. -A co do kamyków, to mówił mi Sandriel coś takiego, że ten co jest sam i ma jeden kamień, to będzie miał tysiące, zaś ci co mają sześć: Tysiące dzielone na sześć. Dlatego i ja za bardzo nie rozumiem co miał on na myśli. - karczmarz podrapał się po głowie. - Co jeszcze chcecie wiedzieć? Jak bende wiedział, to chętnie odpowiem. - Pogłaskał córeczkę.
__________________ "Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir" |
| |
| | #73 |
| Newsman ![]() | „Dziwne zadania w zagadkach, zagadki w zadaniach wszystko to strasznie pokręcone. Więc i nagroda musi być wielka.” Albreht obejrzał się po towarzyszach powiódł wzrokiem po karczmarzu w zmyśleniu powoli pykał ze swojej fajeczki. „Ciekawe o cóż może chodzić z tymi kamykami” pomyślał powoli bawiąc się swoim. „Czyżby nagroda miała wynosić tylko tysiąc sztuk złota i dzielona na ilość grupy albo nie, jeśli tylko jeden się zgłaszał. Dziwne przecież Sandriel zawsze był opisywany jako chojny nie tylko przez mieszczan, ale i przez szlachtę tysiąc sztuk złota to w nie jego stylu. Chociaż krasnoludy mówiły, iż ledwo mu pieniędzy wystarczyło na zapłatę dla nich. Oczywiście to wszystko może być celowym zagraniem, aby zniechęcić najmniej wytrwałych.” Rajtar dalej w zamyśleniu pykał z fajeczki, próbował przypomnieć sobie, co słyszał o nagrodach maga, ale jakoś nie mógł sobie przypomnieć, jakie i kto je otrzymał. - Mieszkasz już długo w tej okolicy zechciej, więc powiedzieć nam, kto ostatnio wygrał nagrodę Sandriela i co to było? No i może opowiesz coś o innych nagrodach, o których słyszałeś. – zapytał wpatrując się intensywnie karczmarza i jego córkę.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| |
| | #74 |
![]() | Vintilian zaczął przeżywa kolejny kęs mięsa oraz jajecznicy, gdy usłyszał odpowiedź karczmarza. -Dobre pytanie-rzekł Półelfowi. -W pobliże masywu skalnego nie powinniście mieć kłopotu się dostać, bo prowadzi tam ścieżka od miasta Brimm. A co do samego wejścia, toś dobrze myślał, bo kamienie te wam to ułatwią. Z tym nie powinniście mieć problemów. Bo i krasnale o tym wiedzą i kamienie też. Bo muszę wam powiedzieć, że kamienie owe mają sporą moc... lepiej ich nie tracić, hehe-ściszył głos przy ostatnim zdaniu, więc Vino wsłuchał się i przestał jeść, zaś gdy oberżysta skończył, powrócił do jedzenia. -Aha, co do Twego pytania to niestety tylko Sandriel wie jakie będzie wasze pierwsze i każde następne zadanie-rzekł gospodarz do Bruna. -A co do kamyków, to mówił mi Sandriel coś takiego, że ten co jest sam i ma jeden kamień, to będzie miał tysiące, zaś ci co mają sześć: Tysiące dzielone na sześć. Dlatego i ja za bardzo nie rozumiem co miał on na myśli-ciągnął, przedstawiając zagadkę, którą Półelf natychmiast zanotował w głowie. -Co jeszcze chcecie wiedzieć? Jak będę wiedział, to chętnie odpowiem-zakończył Getr. -Gdzie dokładnie jest brama do miasta Krasnoludów i jak ją otworzyć? Co wiesz o tym co zdarzyło się wczoraj przed naszym przybyciem? Mówiliśmy coś? Jakieś inne źródła? Powiedz po prostu co wiesz na te dwa tematy-rzekł do karczmarza. "Ten co jest sam i ma jeden kamień, to będzie miał tysiące, zaś ci co mają sześć: Tysiące dzielone na sześć"-przypomniał sobie Vin, po czym przypomniał sobie jeszcze coś: "Każdy niech kamyk weźmie i trzyma, aby dotrzymać obietnicy. Każdy niech trzyma go przy sobie, by nie stracić nagrody i jej tajemnicy. Macie sześć kamyków, sześć osób i sześć prób do wykonania. Pierwsza wasza próba zaczyna się już teraz. Musicie dotrzeć do mnie i wykonać pięć kolejnych próśb. Każda następna otworzy wam wrota do rąbka tajemnicy. Ostatnia wykonana, pozwoli wam na więcej… Karczmarz w Benger ma wiedzę, którą mu przekazałem. Może warto tam wpaść, i dowiedzieć się więcej? Czas ucieka, a rywali nie brakuję. Powodzenia. Sandriel"-tak głosiła treść listu, który zostawił im Sandriel. Co zdarzyło się wczoraj? Czy ma to jakiś związek z zadaniem? Co znaczy zagadka? Czy da się ją powiązać z listem? Jeżeli tak to jak?-pytał siebie, lecz na większość nie znał odpowiedzi. "Ten co jest sam, ma jeden kamień...". To może odnosić się do tego Maga w czerni, bo on jest jeden, sam i ma jeden kamień, ale może też być treścią, która chce nas skłócić, by jeden z nas odłączył się i działał sam, na własną rękę. "...to będzie miał tysiące...". To może być przenośnia lub pierwsza część dwóch wyrazów. Przykładem mogą być "tysiące dóbr", "tysiące budów", "tysiące mocy". Może to być również określenie na mnogość czegoś, na coś czego jest bardzo dużo lub niezmierzone ilości. "...ci co mają sześć...". To może znaczyć, co będzie, jeżeli będziemy trzymać się razem. "...tysiące dzielone na sześć". To może znaczyć ową mnogość, która podzielona będzie na sześć osób, czyli na jedną osobę przypadnie mniej. Cała zagadka może znaczyć ni mniej, ni więcej niż to, że jeżeli wygra człowiek w czerni, jeżeli wygra, otrzyma wszystko, a jak wygramy my to na osobę przypadnie jedna szósta wygranej. Tylko kim jest Czarny? Skąd Sandriel wiedział, że nas będzie sześciu, a on jeden? Skąd wiedział, że w "konkursie" nie bierze udział nikt więcej jak nasza siódemka? Może moja koncepcja, że mężczyzna w czerni jest Sandrielem, jest słuszna. Już sam nie wiem-pomyślał, po czym rzekł: -Zagadka może znaczyć tylko to, że jeżeli wygra czarny to dostanie wszystko, a jeżeli wygramy my, każdy z nas dostanie jedną szóstą nagrody, lecz według mnie ma drugie dno, którego trzeba się doszukać-rzekł wszystkim Mag, dalej nieustannie wpatrując się w talerz i nie podnosząc głowy. |
| |
| | #75 |
![]() | - Mieszkasz już długo w tej okolicy zechciej, więc powiedzieć nam, kto ostatnio wygrał nagrodę Sandriela i co to było? No i może opowiesz coś o innych nagrodach, o których słyszałeś. – zapytał Albreht karczmarza. Karczmarz zmarszczył czoło i podrapał się po głowie: - W tamtym roku, kiedy Sandriel urządzał swoje konkursy, to do wygrania było czyste złoto i inne dobra. No nie powiem, że złota było mało, bo tera pan Vincenty Le Grothe jest jednym z najbogatszych gości w tym mieście. A najpierw nie chcieli go przyjąć do konkursu, bo w szmatach się szlajał i wyglądał jakby z dziczy wylazł... On właśnie wygrał ten konkurs wtedy... - ciągnął karczmarz - ... a chodziło o to, by przynieść jak najszybciej stołek z drewna jakiegoś bardzo rzadko spotykanego... Traf chciał, że Vincenty był rzemieślnikiem. I choć nie znalazł najszybciej tego drewna, to sprawnie i szybko go wykonał. Oczywiście przed rozpoczęciem nikt nie wiedział co trzeba będzie zrobić, bo same rzemieślniki by się zlazły. - oberżysta chwycił swój kubek z kozim mlekiem i łyknął trochę. - No, ale tym razem to się wszystko pozmieniało, bo właśnie te kamyki Sandriel poczciwy wymyślił, do tego jakeś próby... A i nagroda ma być "cenniejsza niż złoto", czyli tylko jaki czort chyba by to wiedział o co chodzi. Hehe. - Getr się roześmiał. W tym momencie zamyślony Vintilian rzekł wszystkim, nieustannie wpatrując się w talerz i nie podnosząc głowy: - Zagadka może znaczyć tylko to, że jeżeli wygra czarny to dostanie wszystko, a jeżeli wygramy my, każdy z nas dostanie jedną szóstą nagrody, lecz według mnie ma drugie dno, którego trzeba się doszukać. - A może i tak być - wtrącił się karczmarz - Jeno ja myślałem, że tu chodzi bardziej o te próby, bo... - zaciął się - ... bo jakoś tak mi głupio się pomyślało, hehe. - dokończył jakby zakłopotany. - Sandriel przyszoł do mnie, wiecie i powiedział co nie co... ale powiedział też, jedną rzecz, której niestety wam powiedzieć za żadne skarby nie mogę. Ale wiedzcie, że skoro wygrana, to cenniejsze niźli złoto, to i może nie taka wielka to będzie strata, gdy na sześciu wam się ją podzieli. - uśmiechnął się. - Aha, jeszcze któryś się pytał, co wiem o tym co zdarzyło się wczoraj przed waszym przybyciem? Ja wam powiem tak... samiście mi powiedzieli, że jakiś biedak się wykrwawił, i że chciał do mnie przyjść. Ja wam powiem, że znałem chłopaka i strasznie mi żal, że tak się skończyło. Wiem, że chcieliście pomóc, ale cóż... Dobrze, ze to nie była wasza próba. - dokończył z bardzo dziwnym tonem, przypominającym coś jakby przekorę, albo próbę zasugerowania czegoś. Albo wam się tylko zdawało. - A czemu was jest tutej tylko czterech? miało być sześciu. - zapytał po chwili karczmarz, a wy sobie uświadomiliście, że rzeczywiście nie ma przy stole Aranela i Kate. Dziwne, co się z nimi stało? Nie zeszli? Wtem córka karczmarza, chrząknęła cicho i bardzo kobieco, poczym się wtrąciła: - Pan mówił coś o jakimś "czarnym", tak? Ja chyba wiem o kogo chodzi... był tu wczoraj taki przed wami. Bardzo dziwny mężczyzna. Trudno go zrozumieć. - mówiła bardzo słodkim i kojącym dla ucha głosem. Za chwilę poprawiła dekolt o patrzyła na dalszy rozwój rozmowy.
__________________ "Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir" |
| |
| | #76 |
![]() | - A czemu was jest tutej tylko czterech? miało być sześciu. - zapytał po chwili karczmarz. Bruno odruchowo spojrzał w stronę schodów jakby spodziewał się zobaczyć tam nieobecnych towarzyszy. "Ciekawe co oni tam robią?" - pomyślał uśmiechając się sam do siebie. Wtem córka karczmarza, chrząknęła cicho i bardzo kobieco, po czym się wtrąciła: - Pan mówił coś o jakimś "czarnym", tak? Ja chyba wiem o kogo chodzi... był tu wczoraj taki przed wami. Bardzo dziwny mężczyzna. Trudno go zrozumieć. - Był tu przed nami? - zapytał zdziwiony retorycznie. - A to czort. Macie jeszcze jakieś pytania? - spytał towarzyszy. - Wydaje mi się, że powinniśmy ruszać w drogę, w końcu to wyścig. Niech ktoś może pójdzie może konie przygotuje, a ja pójdę na górę i pogonię Aranela i Kate - zakończył po czym wstał i ruszył w stronę schodów. - Ruszać się! Na nas już czas! - krzyknął otwierając drzwi do pokoju, w którym spali tej nocy.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #77 |
| Newsman ![]() | „Wyprzedził nas przecież nawet tutaj się nie udawał – dziwne”. Albreht pociągnął kilkukrotnie z fajki zanim spojrzał na dziewczynę. - A co takiego ciekawiło czarnego może pytał się o coś innego niż my. I jeśli łaska, jakie zadał pytanie. – popatrzył po towarzyszach i jak karczmarz zwrócił uwagę - widzę iż panie jeszcze nie zeszły, nic to przekaże im się co postanowiliśmy. Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi. Zanim pojedziemy musimy zadać wszelkie pytania potem na to czasu nie będzie.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| |
| | #78 |
![]() | Vanessa siedziała i z obojętnością słuchała wszystkich durnot o jakich rozmawiali pozostali. Dla niej były to głupoty. Co to ma być za jakaś "próba" ?? Kto w ogóle śmiał wystawiać ją na coś takiego? To niedorzeczne! "Banda idiotów" - przeszło jej przez myśl zupełnie bez poczucia winy. Vanessa była dziewczyną, która lubiła zadzierać nosa, którą nie obchodziło niczyje życie i która drwiła sobie ze słabszych ras. Ale najbardziej denerwowało ją jedno, a była to rasa, której nie mogła z cierpieć, pół elf. Tak, to było coś na co mimowolnie zaciskała jej się dłoń na rękojeści - A czemu was jest tutej tylko czterech? miało być sześciu. - zapytał po chwili karczmarz, a wy sobie uświadomiliście, że rzeczywiście nie ma przy stole Aranela i Kate. "Dziwne, co się z nimi stało? Nie zeszli?" - pomyślała drwiąco Vanessa i zaśmiała się, zakrywając usta dłonią. Nikt tego nie dojrzał, jednak uwadze reszty na pewno nie umknął dziwny uśmiech na twarzy rudowłosej. Dziewczyna przetarła policzek, na którym był ślad ciętej rany, coś w rodzaju kociego zadrapania, bądź cięcia po nożu. * * * Po przybyciu do karczmy, noc. Wszyscy zniknęłi za drzwiami pokoju w którym cała druzyna miała spędzić spokojną i bezpieczną noc. Wszyscy poza kilkoma osobami. Kate postanowiła, że zostanie na dole w stajni i zaopiekuje się swoim nowo znalezionym kotkiem. - Przepraszam, widział Pan śliczną, blondwłosą dziewczynę? To moja siostra, trochę się . . . martwię. - spytała ponuro Vanessa spode łba, patrząc złowrogo na karczmarza. - Ta, ta...tak panienko, w stajni jest. Z kotem...i chciała dla niego... - karczmarz z przerażeniem popatrzył na dziewczynę, to była chyba jego pierwsza, nocna zmiana. Vanessa przerwała mu - ...mleko. Wiem. - wzięła z blatu miskę z mlekiem i ruszyła w stronę stajni nie oglądając się za siebie. Bezszelestnie wkroczyła do stajni. Kate stała pochylona nad małym kudłaczem. Nawet nie zorientowała się że za nią ktoś stoi. Vanessa wyjęła sztylet i schowała go pod rękaw płaszcza, trzymając go w pogotowiu. - Przyniosłam Ci mleko - parsknęła od niechcenia, mimo iż chciała być miła. Kate odwróciła się zaskoczona jednak szybko się uspokoiła. Uśmiechnęła się do niej szeroko i odebrała mleko. - Dziękuję Vanessa - rzekła i podało mleko kotu, który gwałtownie zaczął opróżniać miseczkę. Dziewczyna schowała sztylet i wyjęła rapier. - Rasa pół elfów nie powinna istnieć. - powiedziała obojętnie a gdy Kate przekręciła głowę by na nią spojrzeć Vanessa jednym ruchem ścięła jej głowę. , która bezbronnie potoczyła się w kierunku stosu siana z którego jadły konie. Rudowłosa spojrzała na małego futrzaka i brutalnie podniosła go do góry za skórę karku. - Durny futrzak! - parsknęła mu w twarz, a ten drapnął ją w policzek. Vanessa odruchowo upusciła go i cofnęła się w tył wdeptując jedną nogą w krew pół elfki. Kot zwinnie spadł na cztery łapy i uciekł. Dziewczyna wytarła ręką krew z policzka i uśmiechnęła się szeroko. - A jednak...bardzo mądry kociak Vanessa odwróciła się i już miała wyjść gdy nagle usłyszała kroki. Gwałtownie schowała się za stosik siana po drodze łapiąc głowe Kate za blond włosy i zabierając ją ze sobą. - Kate? Karczmarz mi powiedział, że tu jesteś...Kate? - dziewczyna usłyszała głos elfa, tego Aranela "A niech to! Znalazł zwłoki...teraz nie mogę go puscić!" Vanessa bezszelestnie wysunęła się zza siana i rzuciła w elfa nożem wyjętym z cholewki buta, a następnie dobiła go sztyletem spod płaszcza. Elf padł na kolana i spojrzał z zawiścią na rudowłosą. - Ty . . .kim Ty jesteś? - spytał konając - Aktualnie? - rzekła triumfalnie i niespiesznie podeszła do mężczyzny wyjmując rapier. - Twoim ślicznym koszmarem - dodała czule i z uśmiechem wbiła mu ostrze prosto w serce. Ciała skrupulatnie zostały sprzątnięte, Vanessa rozebrała ich i położyła na sobie by zasugerować seksualny przebieg akcji, krew zaś przykryta sianem. - Kochaliście się co? No to razem będzie wam tu dobrze - powiedziała do siebie i zakryła ciała ogromną stertą siana. - Prawdopodobnie odkryją was jak skończy się siano a to będzie...hm, za co najmniej dwa dni, nie wcześniej. - skwitowała i w ukryciu zabrała się za skrupulatne czyszczenie broni, oraz w razie potrzeby ubrania. Jednak na szczęście takiej potrzeby nie było. Dwa konie, elfa i półelfki, wypuściła tylnym wyjściem ze stajni. Gdy skończyła pochowała broń i weszła do karczmy tak by nikt nie zwrócił na nią uwagi, szczególnie nocny karczmarz. Dziewczyna dyskretnie weszła na górę i otworzyła drzwi do pokoju. Wszyscy już spali, trudno się dziwić. W końcu był środek nocy. Ułożyła dwa łóżka tak, żeby wyglądało, że ktoś tam śpi, a następnie zdjęła wierzchnie ubranie i ułożyła się do snu. Uśmiech nie znikał jej z twarzy. * * * - Bruno, daruj sobie. Oni nie znoszą naszego towarzystwa. - rzekła do mężczyzny ze spuszczoną głową, kryjąc swój złośliwy uśmieszek. - No chyba, że tak bardzo Ci zależy. Nie wiadomo co oni tam robią, trochę głupio było by im przeszkadzać nie sądzisz? - dodała i spojrzała na niego uprzejmie.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #79 |
![]() | - No chyba, że tak bardzo Ci zależy. Nie wiadomo co oni tam robią, trochę głupio było by im przeszkadzać nie sądzisz? - powiedziała Vanessa, gdy Bruno zbliżał się do schodów. Traper machnął jedynie ręką i wszedł na górę. - Ruszać się! Na nas już czas! - krzyknął otwierając drzwi do pokoju, w którym spali tej nocy. Jego oczom ukazał się widok kilku łóżek. Dwa z nich wyglądały jakby jeszcze ktoś w nich spał. Bruno nie widząc reakcji na jego krzyk i nie wiele się zastanawiając podszedł do pierwszego łoża. Kopnął w nie jak najmocniej potrafił. Mimo, że kopniak obudziłby nawet umarłego, postać pod kocem nawet się nie poruszyła. - Co jest? - powiedział na głos do siebie zdziwiony tą sytuacją. Chwycił za koc i odsłonił łóżko. Jego zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, ponieważ zamiast Kate lub Aranela zastał tylko stertę szmat. Podszedł do drugiego łóżka i także odsłonił koc. Może się tego spodziewał może nie, lecz tu także znalazł jedynie jakieś szmaty. Po towarzyszach nie było śladu. Bruno rozejrzał się po pokoju jakby miał nadzieję, że znajdzie ich w tym pomieszczeniu. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem udał się na dół. Gdy wrócił do pozostałych przy stole towarzyszów wyprawy, stanął przed nimi i podrapał się po głowie. - Nie ma ich - oznajmił. - Pod kocami były tylko jakieś szmaty. Jakby się zapadli pod ziemię.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #80 |
![]() | -Mieszkasz już długo w tej okolicy zechciej, więc powiedzieć nam, kto ostatnio wygrał nagrodę Sandriela i co to było? No i może opowiesz coś o innych nagrodach, o których słyszałeś-zapytał Albreht. -W tamtym roku, kiedy Sandriel urządzał swoje konkursy, to do wygrania było czyste złoto i inne dobra. No nie powiem, że złota było mało, bo tera pan Vincenty Le Grothe jest jednym z najbogatszych gości w tym mieście. A najpierw nie chcieli go przyjąć do konkursu, bo w szmatach się szlajał i wyglądał jakby z dziczy wylazł... On właśnie wygrał ten konkurs wtedy... a chodziło o to, by przynieść jak najszybciej stołek z drewna jakiegoś bardzo rzadko spotykanego... Traf chciał, że Vincenty był rzemieślnikiem. I choć nie znalazł najszybciej tego drewna, to sprawnie i szybko go wykonał. Oczywiście przed rozpoczęciem nikt nie wiedział co trzeba będzie zrobić, bo same rzemieślniki by się zlazły-rzekł karczmarz, biorąc łyk koziego mleka z kubka. -No, ale tym razem to się wszystko pozmieniało, bo właśnie te kamyki Sandriel poczciwy wymyślił, do tego jakieś próby... A i nagroda ma być "cenniejsza niż złoto", czyli tylko jaki czort chyba by to wiedział o co chodzi. Hehe-zaśmiał się Getr, po czym skomentował pogląd Vina. -A może i tak być. Jeno ja myślałem, że tu chodzi bardziej o te próby, bo... bo jakoś tak mi głupio się pomyślało, hehe. Sandriel przyszoł do mnie, wiecie i powiedział co nie co... ale powiedział też, jedną rzecz, której niestety wam powiedzieć za żadne skarby nie mogę. Ale wiedzcie, że skoro wygrana, to cenniejsze niźli złoto, to i może nie taka wielka to będzie strata, gdy na sześciu wam się ją podzieli-rzekł, a to dało do myślenia Vintilianowi, który notował w pamięci to, co oberżysta mówił. -Aha, jeszcze któryś się pytał, co wiem o tym co zdarzyło się wczoraj przed waszym przybyciem? Ja wam powiem tak... samiście mi powiedzieli, że jakiś biedak się wykrwawił, i że chciał do mnie przyjść. Ja wam powiem, że znałem chłopaka i strasznie mi żal, że tak się skończyło. Wiem, że chcieliście pomóc, ale cóż... Dobrze, ze to nie była wasza próba-rzekł jakby z przekorą, chcąc coś zasugerować. Vino zbladłby, gdyby tylko mógł, gdyż to również dało dużo do myślenia Półelfowi, który po raz pierwszy podniósł głowę i obejrzał się po towarzyszach. Żaden o tym nie myślał, co dało się wyczytać z ich twarzy. -A czemu was jest tutej tylko czterech? Miało być sześciu-powiedział gospodarz, a Mag dopiero zorientował się, że ich nie ma. Musiało się to stać przez moją próbę dobrnięcia do prawdy-pomyślał, znajdując przyczynę tego, że nie zauważył nieobecności kompanów. Nagle kobieta chrząknęła i rzekła: -Pan mówił coś o jakimś "czarnym", tak? Ja chyba wiem o kogo chodzi... był tu wczoraj taki przed wami. Bardzo dziwny mężczyzna. Trudno go zrozumieć. -Był tu przed nami? A to czort. Macie jeszcze jakieś pytania? Wydaje mi się, że powinniśmy ruszać w drogę, w końcu to wyścig. Niech ktoś może pójdzie może konie przygotuje, a ja pójdę na górę i pogonię Aranela i Kate-zaproponował Bruno. -A co takiego ciekawiło czarnego może pytał się o coś innego niż my. I jeśli łaska, jakie zadał pytanie. Widzę iż panie jeszcze nie zeszły, nic to przekaże im się co postanowiliśmy. Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi. Zanim pojedziemy musimy zadać wszelkie pytania potem na to czasu nie będzie-wtrącił Albreht, po czym odezwał się Vintilian: -Albreht ma rację. Musimy wiedzieć co mówił, o co pytał, jak się zachowywał, gdzie zmierzał mężczyzna w czerni. Wszystko. Powiedz wszystko co wiesz, ponieważ może się to okazać niezwykle istotne dla nas. Bruno, wyścig wyścigiem, ale głodny koń nie prześcignie najedzonego, lecz nie przejedzonego rumaka. Nieznajomość przeciwnika może być naszym najgorszym błędem, który może nas wyeliminować w każdej chwili, więc trzeba owy "błąd" wyeliminować. -Bruno, daruj sobie. Oni nie znoszą naszego towarzystwa-powiedziała Vanessa, po czym dodała: -No chyba, że tak bardzo Ci zależy. Nie wiadomo co oni tam robią, trochę głupio było by im przeszkadzać nie sądzisz?-zapytała. -A od kiedy ty taka miła się zrobiłaś? Coś knujesz, coś zrobiłaś lub coś jest w trakcie, a owe "coś" jest twoją sprawką. Wiesz dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie istnieje coś takiego jak nagła przemiana bez bodźców zewnętrznych, zaś ty ich nie miałaś-stwierdził chłodno i popatrzył na Vanessę, lecz nie było to spojrzenie wrogie, wyzywające, karcące. Było ono łagodne, a za razem lodowate. -Nie ma ich. Pod kocami były tylko jakieś szmaty. Jakby się zapadli pod ziemię-skomentował traper, a Półelf popatrzył podejrzliwie w stronę pokoju, w którym spali. Przeklinał dzień, w którym musiał zamknąć umysł nie dopuszczając nawet do zapisu wspomnień, ponieważ nie wiedział nawet kiedy widział ich po raz ostatni, gdzie ani w jakiej okazji. Nie wiedział na czym stał i to go irytowało. -Później ich poszukamy, a teraz, Anelo, Getrze, powiedzcie nam wszystko, od kiedy przyszedł Mag w czerni-poprosił, po czym począł zastanawiać się nad tym co powiedział już karczmarz. "Traf chciał, że Vincenty był rzemieślnikiem." Tak mówił karczmarz....hmmm... Może ten "traf" miał na imię Sandriel. Kto jak kto, ale ja nie wierzę w przypadek i jestem przekonany, że coś takiego nie istnieje, więc to nie mógł być szczęśliwy zbieg okoliczności. Trzeba domyśleć się prawidłowości w wyznaczaniu miski przez Sandriela, a będzie dużo prościej, gdyż będzie można się przygotować do zadania. Sandriel nie daje zadań ot tak po prostu, bo mu się zachce, czy takie mu się aktualnie podoba. Zadanie przystosowane jest do osoby, więc paradoksalnie, jeżeli Czarny nie jest Sandrielem, ma łatwiej wykonać zadania, ponieważ ma zadania do wykonania tylko pod siebie, więc mnie więcej wie czego ma się spodziewać, a my, mający każde zadanie pod kogo innego nie wiemy czego się spodziewać w przyszłości. Trzeba ustalić prawidłowość, w której wyznaczane są zadania pod osobę. Tego trzeba się dowiedzieć> Oczywiście jest to prawdziwe tylko wtedy, kiedy założymy, że zadania są układane pod daną osobę-pomyślał, po czym "na warsztat" wziął kolejną sprawę, która go zaniepokoiła, a w międzyczasie zadał kolejne pytanie. -Gospodarzu, podaj jeszcze chociaż jeden przykład nagrody, którą ktoś wygra, jaką miał misję i kim był z zawodu, co lubił robić... nie wiem... hobby jakieś... jakaś umiejętność danej osoby, która jest związana z zadaniem, które miała wykonać-poprosił poraz kolejny, zaczynając analizę kolejnego fragmentu rozmowy. "Jeno ja myślałem, że tu chodzi bardziej o te próby, bo..." Jeżeli oberżysta ma rację to może tu chodzić również o to, że zadania są trudne i ten co jest sam, będzie sam musiał się z nimi uporać, a sześciu będzie musiało uporać się z tymi zadaniami wspólnymi siłami, ale pewny nie jestem...-pomyślał i odezwał się po raz kolejny. -Mówiłeś, Panie w sprawie zagadki myślałeś o zadaniach, które zleca Sandriel. Powiedz nam co myślałeś, bo to co proponujesz może mieć sens, a my potrzebujemy informacji-poprosił znowu. "Dobrze, ze to nie była wasza próba." Tą wypowiedzą coś zasugerował. Sądzę, że to właśnie była nasza próba, której nie skończyliśmy pomyślnie. Teraz już jestem pewien, że to co pozostało mi w głowie z tamtego dnia, nie jest prawdą, a przynajmniej nie wszystko. To jest obraz nałożony przez kogoś, a żaden człowiek od tak po prostu nie może włamać się do umysłu i umieścić tam obrazu, który mu się podoba, a szczególnie do dokładnie kontrolowanego umysłu Maga. Musiał być tam jakiś Mag, a to mogło znaczyć, że ten wieśniak był kimś więcej niż tylko wieśniakiem lub ktoś krył sie niedaleko. Jednakże nikt nie włamuje sie do umysłu bez powodu, co znaczy, ze miał w tym jakiś cel... tylko jaki? Nie zdziwiłbym się, gdyby tym Magiem był mężczyzna w czerni, a jeszcze mniej bym się zdziwił, gdyby tym człowiekiem okazał się Sandriel. To by się zgadzało, bo był tutaj przed nami. Jednakże jaki cel miałby mieć Sandriel w pozbawianiu nas pamięci? To nie ma sensu... Ależ ma sens!!! Wieśniak był naszym zadaniem, którego nie wykonaliśmy, a Sandriel chciał nam dać drugą szansę i wytarł z naszej pamięci to, że nie wykonaliśmy zadania i wstawił własny obraz. Zostawił nam też pouczenie, żebyśmy brali przykład z Bruna, by wykonać kolejne zadanie! Tak, to musi być to, ale czemu dał nam drugą szansę, a nie zdyskwalifikował nas z zadania?-zamyślił się, jednocześnie słuchając, czy karczmarz lub jego córka nie mówią czegoś, wymagającego uwagi. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Podróż po więcej. | Sumar | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 123 | 04-23-2008 14:00 |
| [Autorski] Podróż poniżej głębokich lasów | Syl Daar | Archiwum sesji Autorskich | 10 | 12-28-2007 18:07 |
| Podróż poniżej głębokich lasów | Syl Daar | Archiwum rekrutacji | 23 | 12-18-2007 19:44 |
| [Autorski] Podróż po więcej | Sumar | Archiwum rekrutacji | 35 | 08-30-2007 20:39 |
| Jeszcze więcej D&D i AD&D | Milly | WIEŚCI | 1 | 10-19-2005 23:46 |