![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | Po pochowaniu Rohnaraa i zakopaniu Smoczydeł, drużyna ruszyła w dalszą drogę. Po walce wszyscy wydawali się zmęczeni i wyczerpani. -Musimy dotrzec do ruin wioski, tam będziemy mogli odpocząc.-Powiedział krasnolud. Po jego twarzy można było widac, że on takrze potrzebuje odpoczynku. Bohaterowie szli zdecydowanie wolniejszym tępem. Nikt nikogo nie poganiał. Koło godziny 20, kiedy słońce chowało się już za horyzontem, dotarli do ruin wioski. Stało tam kilka zniszczonych chat, kawałek starego płotu i świątynia pozbawiona dachu. -Przenocujemy tam-Mallun wsakzał ów świątynię. Przyjaciele nic nie mówiąc podeszli ostrożnie do drzwi, niechcąc znów dac się zaskoczyc. Krasnolud ostrożnie otworzył drzwi które zaskrzypiały donośnie. W środku nie było nic oprócz połamanych ław i ołtarza, poświeconemu bogu dobrobytu. Tym razem Kelgar obiął pierwszy wartę. Noc mineła spokojnie. Wczesnym ranikiem Mallun który trzymał wartę jako ostatni zbudził wszystkich. -Zjemy coś i ruszamy. Mamy jeszcze dzień drogi, powinniśmy dotrzec do celu w nocy.-mówiąc to wyciągnął z plecaka wode i prowiant. Po śniadaniu drużyna ruszyła w dalszą drogę. Dzień był chłodny i deszczowy. Bohaterowie szli więc cali przemoczeni, w ponurych nastrojach. -Przeklęty deszcz, musimy przez niego zmienic trase.-powiedział zdenerwowany krasnolud-mieliśmy iśc skrutem, lecz przez deszcz zrobiło się tam gigantyczne bagno. Możemy próbowac przejśc tamtędy lub obejśc je. To zajmie nam kolejny dzień... To jak ? Ostatnio edytowane przez Zak : 09-08-2007 o 13:46. Powód: Dalsza częsc historii |
| | |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | Veinsteel szedł osłaniając tyły. Był zmęczony, chociaż nie wiedział za bardzo po czym. Z pewnością kopanie sprawiło mu trochę trudności, ale przynajmniej nie było śladu po ich obecności. -Musimy dotrzeć do ruin wioski, tam będziemy mogli odpocząć-odpowiedziało mu skinienie głowy Veina, który szedł dalej. Półelf próbował mieć oczy dookoła głowy, chciał widzieć wszystko dookoła, pod nogami, a szczególnie na niebie, lecz nie za bardzo mu to się udawało. Dekoncentracja była zbyt duża, by mógł się skupić na obserwacji, więc szedł z kamienną twarzą, nie dając po sobie poznać, że jest zmęczony. Trzymał się z tyłu, idąc stanowczym krokiem z prawą dłonią na rękojeści miecza, zaś lewą rękę miał założoną na prawą, jednocześnie sprawiając, że mógł długo iść w tejże pozycji. Tępo marszu wyraźnie spadło, co spowodowane było zmęczeniem. Vein wiedział czym jest zmęczenie i jak to wpływa na walkę. Veinsteel trzymał się na nogach równie dobrze jak czynił to przed walką. Nic nie wskazywało na to, że choćby kiwnął palcem w bitwie z półsmokami lub, odkopał choćby grudkę ziemi, lecz tak naprawdę nie mógł się doczekać postoju. Półelf spojrzał na pozycję Słońca i stwierdził, że dochodzi 20, gdy w dali zaczęły majaczyć ruiny jakiejś wioski. No to jeszcze chwilę-pomyślał, wyjmując piersiówkę z winem i pociągając z niej tęgi łyk, po czym schował ją z powrotem. Już po kilku minutach dotarli do celu. Stał tam fragment starego płotu, zniszczone chaty oraz świątynia bez dachu. -Przenocujemy tam-to mówiąc wskazał budowlę pozbawioną dachu. Będzie wspaniale jak w środku będą nie tylko smoczydła, ale też smoki...-pomyślał sarkastycznie, gdy Krasnolud otwierał drzwi. Na szczęście w środku były tylko połamane ławy i ołtarz jakiegoś boga dobrobytu. Nie było tam nic co żyło. -To nie ma sensu. Widać nas jak na dłoni, więc po co tu zostajemy? Wystarczy, że przeleci jeden, a zaraz zleci się tu kilku, a my sobie już z nimi nie poradzimy-wyszeptał do Malluna. Może i ciało miał zmęczone, ale umysł bystry. Krasnolud wyznaczył Kelgara na pierwszą wartę, więc Vein podszedł do niego. -Jak tylko poczujesz się senny to mnie obudź. Biorę drugą wartę-rzekł cicho, kładąc się pomiędzy ławkami, przy ścianie, a gdy przyłożył głowę do ręki, którą podłożył pod głowę, poczuł się niezwykle senny i poddał się temu. Półelfa obudziło przeczucie, że ktoś idzie, więc otworzył oczy i faktycznie, zobaczył nad sobą brodatą twarz Kelgara, który zakończył swoje czuwanie. Skinął Krasnoludowi głową, wstał i poszedł w kąt komnaty, gdzie wyjął strzały oraz szmatkę. Rozpoczął staranne wycieranie ze smoczej krwi, brudu i kurzu. Czyszczenie broni podczas nocnej warty stawało się już swego rodzaju tradycją, zwyczajem, a gdy zakończył owy "rytuał", zaczął zastanawiać się kogo obudzić, gdyż Mallun zapowiedział się jako ostatni. Ze względów taktycznych, warto by było, żeby Adrila czuwała tuż przed Krasnoludem, zaś przed nią Tantalion. Może Peredhil... Nie Aquodayro-postanowił, podnosząc się. Podszedł bezgłośnie do starca i przykucnął, po czym wyszeptał: -Aquodayro... Aquodayro... Twoja kolej. Gdyby pojawiły się ważki, półważki lub coś, co nam zagraża, to obudź mnie pierwszego, ale budź cicho... Z resztą, po co ja ci to mówię, jak ty to pewnie wiesz. Na następną wartę obudź Peredhila, potem niech będzie Tantalion, Adrila i dopiero Mallun. Przekaż to Bardowi, a niech on przekazuje dalej. Nie pytaj dlaczego tak, po prostu taka taktyka-to mówiąc, poklepał starca po ramieniu i ponownie położył się spać. Rano, wszystkich obudził Mallun. -Zjemy coś i ruszamy. Mamy jeszcze dzień drogi, powinniśmy dotrzeć do celu w nocy-rzekł, wyciągając prowiant i wodę. Siedząc w kącie miał bardzo dobry widok na wszystko, więc tam też się posilił i napił, a gdy reszta już skończyła posiłek, ruszyli w dalszą podróż. Był chłodny i deszczowy dzień, więc szedł jak zwykle ostatni, tyle, że teraz był przemoczony. Długie, czarne włosy lepiły mu się do twarzy, do kołczanu dostawała się woda, dlatego też musiał ją co jakiś czas wylewać. Jednocześnie koncentrował się na lustracji otoczenia, gdyż tym razem postanowił sobie, że nie da się zaskoczyć. Brał pod uwagę każdy kierunek przyjścia nieprzyjaciela, w tym przekopanie się pod ziemią. -Przeklęty deszcz, musimy przez niego zmienić trasę-powiedział zdenerwowany Krasnolud. -Mieliśmy iść skrótem, lecz przez deszcz zrobiło się tam gigantyczne bagno. Możemy próbować przejść tamtędy lub obejść je. To zajmie nam kolejny dzień... To jak?-zapytał Mallun. -Moim zdaniem lepiej obejść skrót. Skoro jest tak bagno, to nawet jeżeli teraz zaczęłoby świecić Słońce to i tak go nie wysuszy, co sprawi, że będziemy musieli włożyć więcej sił w przebycie tej drogi, a podejrzewam, że zajmie nam to niewiele mniej czasu niż obejście, gdzie droga będzie dłuższa, lecz mniej męcząca, co oszczędzi nam sił, które teraz są niezwykle potrzebne. Wiem, że czas również się liczy, ale podejrzewam, że skrót zajmie nam koło półtora dnia bez możliwości na odpoczynek, gdyż brak tam miejsca, by można było się swobodnie położyć, więc zmęczenie się zwiększy. Używając skrótu możemy dotrzeć do celu ostatkiem sił, a tam potrzebna będzie ich pełnia. Falco musi poczekać jeden dzień dłużej, gdyż bardziej przydamy mu się jeden dzień później niż martwi, a tacy możemy się stać przez ewentualne wyczerpanie. Takie jest moje zdanie. Uważam, że najsłuszniej byłoby iść obejściem-rzekł ze spokojem i niezmiennym wyrazem twarzy. |
| | |
| | #63 |
![]() | Kelgar stojący obok Veina słyszał dokładnie jego monolog (a może rozprawkę) był pełen podziwu dla mądrości a za razem jego doświadczenia. Po chwili zastanowienia podzielił zdanie Veina.-Uważam że też powinniśmy obejść to bagno.Powiedział Kelgar z pewnym strachem w głosie jak by czegoś się bał po chwili dodał.A może nasz Bard zaśpiewa pieśń a bagno wyschnie.Z leeką ironią w głosie powiedział Kelgar rozluzowując napiętą atmosferę |
| | |
| | #64 |
![]() | Tantaliona obudził Peredhil, oznajmiając, że teraz jego kolej na objęcie warty. Łowca podniósł się szybko, wział leżącą obok katanę i usiadł przy wejściu, aby mieć dobry widok na to co dzieje się na zewnątrz. Noc mijała spokojnie. Tantalion siedział nieruchomo w pozycji medytacyjnej, której nauczył się w zakonie. Mógł w ten sposób wytrzymać bardzo długo, a jednocześnie odpoczywać wewnętrznie. Patrzył na księżyc, który swoim blaskiem rozświetlał mroki nocy. Wszystko było takie ciche i spokojne. Można było prawie zapomnieć o toczącej sie wojnie i okrucieństwie zalewającym świat. Kiedy stwierdził, że jego czas minął, podszedł i delikatnym szturchnięciem obudził Adrilę. Uśmiechnął się do niej, widząc jej zaspane oczy. Wygladała słodko i niewinnie. W końcu odezwał się: - Powiedziano mi, że masz objąć warte po mnie. Już czas. - zabierał się do odejścia, ale sobie coś przypomniał - Aha, nastepny jest Mallun. - to powiedziawszy, położył się na swoje miejsce i po krótkiej chwili usnął. Ze snu wyrwał go Mallun, który polecił wszystkim sie posilić przed drogą. Tantalion wyjął z sakwy trochę suchego prowiantu i popił wodą z manierki. Jadł w samotności, do nikogo sie nie odzywając. Gdy już się posilił, zarzucił ostrze i tarcze na plecy, zapiął sakwę i wyszedł na zewnątrz. Dzień był chłodny i deszczowy, toteż łowca naciągnął kaptur na głowę, chroniąc się przed deszczem. Szli tak jakiś czas, moknąc i grzęznąc w błocie. W końcu Mallun zatrzymał się i powiedział: "- Przeklęty deszcz, musimy przez niego zmienic trase. Mieliśmy iśc skrutem, lecz przez deszcz zrobiło się tam gigantyczne bagno. Możemy próbowac przejśc tamtędy lub obejśc je. To zajmie nam kolejny dzień... To jak ?" Na jego sugestię pierwszy zareagował Veinsteel, przekonując do obejścia trasy. Natychmiast poparł go Kelgar. Tantalion zabrał głos jako nastepny: - Słusznie mówicie towarzysze. Zgadzam się z wami. Oprócz tych powodów, które podaliście, jest jeszcze jeden przemawiający za zmianą trasy. Gdybyśmy brocząc w bagnie zostali zaskoczeni przez jakieś smoki, żywa noga by stamtąd nie uszła. To jedna z podstawowych zasad zakonu w walce ze smokami: unikać bagien i mokradeł za wszelką cenę. - powiedział, po czym potarł ramiona, gdyż zrobiło mu się zimno. Ostatnio edytowane przez Astaroth : 09-09-2007 o 14:36. |
| | |
| | #65 |
![]() | Walka…Kopanie grobu…Postój w starej świątyni, a teraz zalana droga. Wiele czasu, a jeszcze więcej drogi wpłynęło, od kiedy opuścili karczmę. Bard zgadzał się na propozycje obejścia trasy. - Macie rację, powinniśmy obejść tę trasę. Co więcej ruszmy się stąd. Stojąc na rozdrożu możemy zostać łatwo zauważeni. Smoki mają na pewno mnóstwo swoich szpiegów, szpiegów może i doszła do nich już wiadomość o porażce ich sług, i teraz poszukują grupy śmiałków, która tego dokonała. To jak ruszamy?
__________________ Wyjechałem na dłużej! Nie mam dojścia do kompa! Help! MG niech poprowadzą lub uśmiercą moją postać wg. uznania! Graczy przepraszam i proszę o wyrozumiałość! |
| | |
| | #66 |
![]() | -Aquodayro... Aquodayro... Twoja kolej. Gdyby pojawiły się ważki, półważki lub coś, co nam zagraża, to obudź mnie pierwszego, ale budź cicho... Z resztą, po co ja ci to mówię, jak ty to pewnie wiesz. Na następną wartę obudź Peredhila, potem niech będzie Tantalion, Adrila i dopiero Mallun. Przekaż to Bardowi, a niech on przekazuje dalej. Nie pytaj dlaczego tak, po prostu taka taktyka- rzekł łowca do obudzonego przed chwilą maga, który zrozumiał z jego wypowiedzi tylko tyle, że to ona ma tera pełnić wartę. Czarownik wymamrotał coś markotnie pod nosem, ale w względnym spokoju udał się w kont komnaty i usiadł. Wpierw chciał zasnąć i nie przejmować się niczym. Już mu się oczy same zamykały, kiedy z tego stanu wybódził go głos...jego własny, lecz trochę inny... - Zabij ich...- rzekł Ruvulus, tak aby nikt go nie usłyszał- nudzi mnie ich towarzystwo. - A mnie nie.- odrzekł krótko Aquodayro - A mnie TAK- powiedział z dużym naciskiem na ostatnie słowo Ruvulus. - A nie zaciekawiony walką z ważkowym królem jesteś? Poza tym ganiać z widłami mnie nie chcą... - Bo dostrzegają twoją potęgę. Nie ośmielą się Ciebie zaatakować, bo są za słabi. Ale założe się, że odwrócą się od Cibie po tym jak zabijesz smoczego władce. Jesteś im poterzebny, dlatego jesteś przez nich tolerowany. Sami możemy pokonać władce smoków... - Nie odwrócą się. A ważkowy Pan jest silniejszy pewnie od tego jak myślisz. - Ahhh uparleś się na tego smoczego władce!- rzekł już wyraźnie poirytowany Ruvulus- kiedyś byłeś inny. Pamiętasz jak zarżneliśmy tego miernego maga? Albo jak sprawiliśmy że wszyscy goście tamtej karczmy spłonęli? Kiedyś było fajniej...- starzec zamyśloiuł się przez chwilę. Trzeba było przyznać że właśnie tego teraz mu najbardziej brakowało- wesołej rzezi na niewinnych. - Jeszcze nie teraz- odrzekł Aquodayro, ale to zapenienie najwyraźniej wystarczało Ruvulusowi, bo nie odzywał się już do dziada do końca jego warty. Staruch tylko szturchnięciem obódził barda wymamrotał szybko instrukcje podane mu przez łowcę i zapadł w twardy sen. Następnego dnia mag był jakiś markotny i małomówny. |
| | |
| | #67 |
![]() | -A więc obejdziemy skrót. Myśle, że Adrila też nie chce ryzykowac-krasnolud uśmiechnął się do dziewczyny. Deszcz stawał się coraz silniejszy, w oddali śłychac było grzmoty. Zapowiadała się silna burza. Mineło połódnie gdy krasnolud zarządził krótką przerwę w małej jaskini. -Lepiej się posilcie, uzupełnicie w ten sposób energię-powiedział krasnolud poczym sam zabrał się za jedzenie. Po godzinie odpoczynku bohaterowie ruszyli w dalszą drogę. Burza zbliżała się donośnie, błoto robiło się uporczywe. Jednak towrzysze szli dalej. Późnym popołudniem oczom bohaterów ukazała się straszna scena. Na drodze leżało pełno trupów mężczyzn, kobiet na wpół obnażonych i dzieci. Obok stał pusty już powóz. Toważysze podbiegli natychmiast na miejsce i zaczeli się rozglądac. W pewnym momencie Adrila zawołała reszte towarzyszy. -Ten jeszcze żyje- powiedziała. Mallun zaraz przepchał się przez przyjaciół. -Kto to uczynił?! Smoki?!-zapytał. -kklll, nie...-powiedział mężczyzna kaszląc krwią-To bandyci... Zaatakowali nas, zabili wszystkich i zabrali żeczy... Chcieliśmy uciec przed smokami... lecz oni nas dopadli... Proszę, po...po...pomóżcie mi... nie chcę...-W tym momencie ostatnie tchnienie uszło z mężczyzny. Mallun delikatnym ruchem zamknął oczy człowieka. -Wiem, że nasza misja jest ważna... ale nie moge tak tego zostawic.-spojżał na przyjaciół z ogniem w oczach. |
| | |
| | #68 |
![]() | Zgodnie z sugestią reszty grupy, Mallun zdecydował się obejść skrót. Ulewa była coraz gorsza, a niebo zaczęły rozdzierać błyskawice. Tantalion był już przemoczony do suchej nitki, toteż gdy zatrzymano się na odpoczynek w jaskini, zdjął płaszcz i wykręcił go z wody. Następnie rozłożył go na skalnym podłożu, aby choć odrobinę przeschnął. Zjadł kawałek suchego chleba, zagryzając suszonym kawałkiem mięsa i pociągnął soczysty łyk z manierki. Po godzinie odpoczynku drużyna ruszyła w dalszą drogę. Tantaliona przeszły dreszcze, gdy zarzucił wilgotny ciągle plaszcz na ramiona. Na zewnatrz było coraz ciemniej, a deszcz utrudniał widoczność. Jedynie blask błyskawic rozświetlał okolicę. Po kolejnych godzinach żmudnego marszu na drodze w oddali coś zamajaczyło. Początkowo Tantalion myślał, że to zwalone drzewo, rozdarte uderzeniem pioruna. Jednak w miarę zbliżania się do celu, jego oczom ukazał się straszny widok. Na drodze stał pusty powóz, otoczony trupami mężczyzn, kobiet i dzieci. W pierwszej chwili Tantalion myślał, że to robota smoków, ale nigdzie nie zauważył charakterystycznych dla nich śladów. *Kto to mógł zrobić?* - zafrasował się głęboko, ale jego rozważania zaraz przerwała Adrila, wołając do towarzyszy "Ten jeszcze żyje". Tantalion podbiegł w tamto miejsce i zobaczył zakrwawionego mężczyznę, który ostatkiem sił odpowiadał na pytanie Malluna dotyczące sprawców: "- To bandyci... Zaatakowali nas, zabili wszystkich i zabrali żeczy... Chcieliśmy uciec przed smokami... lecz oni nas dopadli... Proszę, po...po...pomóżcie mi... nie chcę..." - Nie żyje. - powiedział ponurym głosem zakonnik. Przykleknął obok ciała i tak jak w przypadku Rohnaara, zmówił cichą mądlitwę patrząc w niebo. Wtedy Mallun przymknął powieki nieszczęśnika i powiedział: "- Wiem, że nasza misja jest ważna... ale nie moge tak tego zostawic." Tantalion podniósł się, a na jego ponurym obliczu pojawił się gniew. Jego oczy zdawały się zapowiadać komuś okrutną śmierć. Odezwał się straszliwym głosem: - Zdrada. Zgodnie z kodeksem zakonu, ci, którzy dopuścili się tej zbrodni, nie zasługują na to, aby mienić się ludźmi. Są gorsi niż smoki, gdyż skrywają swoje prawdziwe oblicze pod maską człowieczeństwa. Karą będzie smierć, a wyrok zostanie wykonany natychmiast. - zwrócił się do Malluna - Nie traćmy już czasu i znajdźmy ich. Nie mogli ujść daleko. Ostatnio edytowane przez Astaroth : 09-10-2007 o 11:17. |
| | |
| | #69 |
![]() | Kelgar będąc w jaskini zjadł to co mu zostało i na chwilke zasnoł. Przyśniły mu sie smoki tak jak co noc. Prawde mówiąc Kelgar miał fobie smoków nie nawidził ich pałach do nich okrótnym nienawiścią.Po szybkim przebudzeniu przez Malluna ruszyli dalej. Gdy doszli do miejsca Masakry i rozmawali z jeszcze żywym człowiek pomyślał że to niemozliwe jak można tak zabić z zimnąkrwią dla materii.-Zrobimy tak ruszym na poszukiwanie tych bandytów a potem odpoczniemy troche dłużej bo już dalej tak sie nie da bez snu i bez poządnego jedzenia tzeba też sie wysuszyćPowiedział zdecydowanym tonem był niesamowić zły. |
| | |
| | #70 |
![]() | Kiedy dotarli do ruin świątyni, Adrila nie czuła się zmęczona, jednak jak tylko się położyła od razu zasnęła. Nagle obudziło ją szturchnięcie i kiedy otworzyła oczy zobaczyła pochylającego się nad nią Tantaliona. Powitał ją uśmiechem, który odwzajemniła, po czym usiadła przy wejściu. Siedziała myśląc o tym co zrobi jak już dojdą do tego całego władcy smoków, albo jak wyciągną tego Falco. w końcu wstała i poszła obudzić Malluna, kiedy ten usiadł na warcie, położyła się i jakimś cudem jeszcze udało jej się zasnąć. Kiedy ruszyli w dalszą podróż, dziewczyna nic nie mówiła, z jedej strony chciała poznać swoich kompanów, ale z drugiej strony nie była jeszcze gotowa do tego żeby zacząć rozmowę. Czuła się samotna i przybita, ale starała się tego nie okazywać. -Przeklęty deszcz, musimy przez niego zmienic trase.-powiedział zdenerwowany krasnolud-mieliśmy iśc skrutem, lecz przez deszcz zrobiło się tam gigantyczne bagno. Możemy próbowac przejśc tamtędy lub obejśc je. To zajmie nam kolejny dzień... To jak ? Kiedy usłyszała to pytanie nawet nie chiała odpowiadać w końcu ona sama nic o tym nie wie, jak zadecydują tak będzie, ale kiedy usłyszała argumenty kompanów za tym żeby obejść drogę, była zadowolona, że ominą skrót. Do momentu aż na horyzoncie nie zarysował się powóz i aż nie zobaczyła tych wszyskich trupów. Była tak zszokowana i przerażona jak jeszcze nigdy w życiu. Pierwszy raz widziała tyle martwych ludzi z bliska, rozpaczliwie rozglądając się w okół, zrobiła dwa kroki w tył i wpadła na jakiegoś leżącego, popatrzyła w dół i zobaczyła, że jeszcze oddycha: - Ten jeszcze żyje - zdołała z siebie wydusić, chociaż sama nie wie jak, kiedy reszta podeszła ona wstała i odeszła kilka kroków, jednak słyszałą ostatnie słowa konającego. Po chwili zawróciła, kiedy tylko Kelgar wypowiedział ostatnie słowa, a ona podeszła i teraz już ze wściekłością w oczach, ale spokojem powiedziała: - Oko za oko, znajdźmy ich, a Tantalion dokładnie określił wyrok jaki na nich zapadł - w tym momencie cały strach odszedł na drugi plan, teraz chciała pomścić zmarłych i to nie tlyko tych którzy tutaj leżeli
__________________ Irokez lub glaca to powód do dumy... |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] Polowanie na smoki | Zak | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 386 | 10-23-2008 14:43 |
| [Rekrutacja dodatkowa] Polowanie na smoki | Zak | Archiwum rekrutacji | 17 | 01-27-2008 18:10 |
| [autorski]- Polowanie na smoki | Donki | Toplista sesji | 1 | 09-29-2007 21:42 |
| [Autorski] Polowanie na smoki | Zak | Archiwum rekrutacji | 21 | 08-31-2007 18:04 |
| Polowanie | Redone | Lastinn'owy hydepark | 34 | 11-12-2005 11:35 |