![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #11 |
![]() | Tłum śmierdział - Hoshmash się temu nie dziwił - sam był w drodze od bardzo dawna - a ostatnia kąpiel brał chyba 10 dni temu. Więc zapachy tłumu nie dziwiły go - wielu z tych ludzi było w drodze dużo dłużej niż on i nie narzekali. Tłum był podekscytowany - On też - cień Rioco powolutku się zbliżał, był coraz bardziej "namacalny", wielu ludzi wokół niego klękało odmawiając cicho modlitwy - Hoshmash nie zrobił tego - był dużo bardziej podekscytowany niż inni. Dodatkowo przybywał Bera-man - wieczny pielgrzym. Askota maksymalnie wyciągnął swoje ciało w górę chcąc dojrzeć Kapłana. Promienie Rioco w końcu pokryły ziemię wokół askoty jak i jego samego - przebiegł go dreszcz podniecenia - Nareszcie.. Hosmash przyklęknął i zaczął się modlić - "O przedwieczna Ikono - do Ciebie wznoszę me modlitwy - spraw by ta pielgrzymka była dla mnie nauką i odkupieniem, bym nigdy już nie zbłądził z drogi którą powinienem podążać. Daj mi mądrość bym mógł zrozumieć moje przeznaczenie. Daj mi siłę bym mógł wyjść mojemu przeznaczeniu naprzeciw..." Kiedy wstał i znowu spojrzał na Wiecznego Pielgrzyma icho oczy na ułamek sekundy się spotkały, a moze to było złudzenie? Hohsmash jeszcze chwilę patrząc za pielgrzymem odwrócił się i ruszył w miasto - musiał jeszcze kupić trochę prowiantu na pielgrzymkę. Idąc ulicą rozglądał się ciekawie oglądając cuda na straganach, przystając przy co lepszych grajkach słuchając radosnych dźwięków, wdychał wspaniałe zapachy potraw, kwiatów i niezbyt wspaniały zapach ludzi. Kupił suchary i trochę rzemienia - torba którą miał przewieszoną przez ramię zaczynała się pruć - musiał przysiąść i to naprawić. Potem podszedł do miejskiej fontanny i i napełnił bukłak z wodą. Przy okazji odświeżył się trochę.. Swoje fizjologiczne potrzeby załatwił w publicznym szalecie. Po kilku godzinach takiego krzątania się po mieście poczuł się zmęczony. Ruszył z powrotem do portu. Tam usiadł pod murem i pozwolił nogom trochę odpocząć. Znużenie dało o sobie znać - na chwilę przysnął. Śnił że wędruje w blasku - nic nie widział - ale szedł dalej mimo bólu zamkniętych oczu.. |
| |
| Reklama |
| |
| | #12 |
![]() | Uira patrzyła jak świat kolorów znikał pod czerwonym półcieniem jaki rzucał na ziemię Rioco. Wracały odcienie czerni i czerwieni. "Szkoda"- pomyślała kobieta spoglądając w niebo. W pielgrzymce najbardziej Uirze właśnie brak kolorów przeszkadzał. Rozmyślanie kobiety przerwało gwałtowne zderzenie z innym ciałem.Spojrzała gniewnie w kierunku osobnika który ja tak brutalnie potrącił.Oczy zaiskrzyły gniewem, prawa dłoń odruchowo sięgnęła po oręż. Uira spojrzała na kobietę szermierza, i z wściekłości zacisnęła pięści. Skupiła się na jej zachowaniu. Kolejna "wybrańczyni" pomiatająca słabszymi, jak wszyscy szermierze zresztą. Nienawiść Uiry wzbierała niczym fale morza atakujące tamę jaką był rozsądek. Chciała podejść uderzyć w twarz tego aroganckiego babsztyla, wyzwać na pojedynek i rozpruć wnętrzności naręcznymi nożami. Ale wiedziała, że nie jest to najlepszy pomysł...Trzeba czekać na sposobniejszą okazję na uderzenie. O potrąceniu przez metysa już zapomniała. Gdy tylko kobieta zaczęła się oddalać, Uira ostrożnie ruszyła za nią, chowając dłonie w poły swej obszernej szaty, by ukryć tanais. Starała się ostrożnie śledzić kobietę szermierza...Twarz Uiry skryta pod obszernym kapturem była uśmiechnięta. Ale nie był to miły uśmiech. Przypominał grymas drapieżnika na tropie zwierzyny.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. |
| |
| | #13 |
![]() | Isseno patrzył na zbliżający się księżyć z wyczekiwaniem. Kiedy cień wreszcie go przykrył spojrzał na swoje ciało przykryte czerwonym blaskiem. Jak wszyscy miał wrażenie, że księżyc go przyciąga, uważał to za miłe uczucie. Wstał przeciągająć się, wyglądało to jakby wyciągał ręce w stronę Rioco próbując go dotknąć. Potem czekał na ceremonię. Gdy Bera-man machnął ręką i jasne się stało, że to już wszystko, andryl bardzo się uradował. Był szczęśliwy i trochę rozśmieszony całym ceremoniałem. Zaśmiał się cicho i radośnie. Zdało mu się wtedy, że błękitny gwaith na niego spojrzał i przez moment Isseno poczuł się nieswojo. Jednak już chwilę później znowu się cieszył czerwonym blaskiem i przyjemnym uczuciem ciągnięcia w górę. Uciecha trawała tylko chwilę, jako że szybko zaczął się przyzwyczajać. Powróciły problemy. Isseno zaczął się rozglądać wkoło patrząc po archejczykach zgromadzonych w tłumie. Zastanawiał się nad następnymi krokami. Gdzie mógł zostawić bagaż? A może w ogóle go nie potrzebował? Co z prowiantem? Podobne pytania mnożyły się w jego głowie. Starał się znaleźć na nie odpowiedź w zachowaniu reszty nowych pielgrzymów. Miał szczerą nadzieję, że byli lepiej zorientowani od niego. |
| |
| | #14 |
![]() | Wytrącony z koncentracji, syknął na kobietę i odskoczył. Jej dotyk drażnił i wzruszał sierść na jego ciele. Nie cierpiał tego. Głupia samica, nie umie chodzić... Zamieszanie odwróciło uwagę od wojowniczki. To tylko Szermierka szukająca guza... czy raczej –kogoś-, jak po chwili zauważył. Szanował szermierzy... Może raczej – szanował ich siłę. Oni sami frustrowali go. Nawet najbardziej żałośni słabeusze dzięki tej niepojętej mocy stawali się śmiertelnym zagrożeniem. Otrzymywali za darmo potęgę, na którą Ran pracował całe życie. To było niesprawiedliwe. Osoby niegodne, przez ślepy traf losu przewyższały nawet najzręczniejszych shivów. Ci dranie sprawiali, ze czuł się bezsilny... Odprowadził Szermierkę wzrokiem, zauważając, ze wojowniczka z tanais szybko podążyła za nią, po czym zwolniła wtapiając się w tłum... Czyżby chciała ją śledzić? Cóż, nie jego interes. On tymczasem, szukał Bera-Mana. Jeśli miał podróżować z Marthoontem, będzie to robił w sposób do jakiego jest najlepiej predysponowany. Zostanie jego strażnikiem. Słyszał o niebezpieczeństwach jakie czyhają na pielgrzymów, ale niebezpieczeństwa nie słyszały o nim... i może przysiąść, że ostatnią rzeczą jaką usłyszą, będzie śpiew jego shiviany. Bera-Man musi go przyjąć. Kto inny lepiej poradziłby sobie z takim zadaniem, jeśli nie prawdziwy shiv? Jego miejsce jest w pierwszym szeregu. Nigdy się nie pogodzi, jeśli ten należny honor nie zostanie mu udzielony... W razie czego, są różne metody by udowodnić swoją przydatność. Był pewien, że czasowa niedyspozycja jednego z jego poprzedników nie zaszkodzi bezpieczeństwu wędrówki... Nie wtedy, gdy on będzie o nie dbał. Szedł marszowym krokiem ku barkom...
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| | #15 |
![]() | Uira śledziła kobietę przeciskającą się przez tłum. Wiedziała dobrze, że jeśli ma do czynienia z potężnym Szermierzem, to szybko zostanie zauważona mimo wszelkich jej wysiłków, stosowała więc najlepszą technikę śledzenia - nie ukrywała się. W ten sposób zawsze mogła udawać, że po prostu zainteresowała się Szermierzem, i w razie czego odpuścić. Kobieta lawirowała w ciasnych uliczkach Portu, kierując się w stronę doków, i jak na razie nie zwracała na Uirę uwagi. *** W miarę jak gasło słońce ulice powoli pustoszały. Archejczycy zbierali się w barach i klubach, żeby popić, potańczyć i pohałasować. Pielgrzymi kładli się czym prędzej spać w wynajętych lub udostępnionych za darmo pokojach, ciesząc się wygodą, której tak mało doznawali po drodze. Księżyc nie zatrzymywał się jednak. Pielgrzymka musiała wyruszyć najpóźniej o piątej, dwie i pół godziny przed ponownym rozpaleniem się słońca. - Hej - zawołała młoda kobieta z kolorowego wozu. - Chcesz dołączyć do Pielgrzymki? Przechodzący obok Isseno rozejrzał się, upewniając się, że pytanie było skierowane do niego. Kobieta wyglądała na nidyjkę - oliwkowa cera, jasne włosy. Daleko jej było do ideału. Jej prosty, wąski nos i wysoki podbródek nadawał jej twarzy arystokratyczny wygląd, zupełnie nie pasujący do prostej sukni którą nosiła, ani do pary wychudłych winksów zaprzężonych wciąż do jej wozu. *** - Więc chcesz zostać strażnikiem..? - Łysy, szczupły mężczyzna zerkał głównie na shivianę, zamiast na metysa. - Możemy zagwarantować jedynie miejsce do spania i pożywienie. Żadnych pieniędzy. - Mężczyzna zerknął w oczy Ran-Rothy, szukając śladów zniechęcenia. - Jesli się zgadzasz, to zaczynasz od razu. Bera-man wspominał coś o Askocie, wyglądającym, jakby chciał dołączyć. To pewnie jedyny Askota w mieście. Masz go znaleźć, i zaprowadzić do Bera-mana jeszcze tej nocy. Potraktuj go jako gościa. *** Słońce wreszcie przestało pęcznieć, i choć Rioco zasłaniało je całkiem, po chwili ściemniło się jeszcze bardziej, a na niebie, poza czerwonym okręgiem pojawiły się drobinki słońca. Gwiazdy wolno wypływały spoza księżyca, i układały się w konstelacje. Marathoont sprawiał wrażenie krwawego klosza, który zamknął się nad pielgrzymami.
__________________ .:Arch Inverted:. [link na forum designerskie w ostatnim poście tematu] |
| |
| | #16 |
![]() | Metys skłonił się z szacunkiem, obrócił na pięcie i ruszył do miasta. Zadanie jak zadanie. Nie spodziewał się, ze przydzielą go od razu do walki z Szermierzami. Krążył po zaczerwienionych ulicach od czasu do czasu przystając, by wypytać przechodniów, czy popatrzyć na ogromny, fascynujący księżyc zasłaniający niemal całe niebo. Zadanie było nużące. Kilka osób widziało Askotę, ale żadna nie potrafiła wskazać gdzie go szukać. Swoją drogą, to ciekawe, czemu Bera-Man tak wyróżnił jego osobę. Kim by nie był, musiał być ważny... albo zagrożony. Zapadał wzrok, a Ran nadal nie był nawet blisko. Warknął i usiadł na ławce. Słońce wybuchło, kolory zbladły, czerwień wypełniła noc. Co niezwykłe, krwisty kolor nie wywoływał w nim agresji. Ran, wyobrażając sobie wcześniej podróż w cieniu Rioco, obawiał się, że po dłuższym czasie wścieknie się do reszty... teraz widział czemu nie słyszało się o takich przypadkach. Magiczna czerwień, co...? Zamknął oczy i odrzucił głowę. Nie czuł się silniej ani lepiej, niepokój nie minął. Oczywiście, oczekiwanie, ze jego stan polepszy się już w pierwszych chwilach podróży było głupotą, ale... tak długo na to czekał. Chciał, żeby już było po wszystkim. Naiwne marzenia, że Rioco wyleczy go przy pierwszym dotyku pozostały niespełnione. Dotyk. Wzdrygnął się na wspomnienie zderzenia z wojowniczką. Dlaczego te baby nie umieją patrzeć gdzie lezą. Musiała się z nim zderzyć... tutaj... w ramię... Potrząsnął głową odganiając natarczywe myśli. Zamiast zajmować się głupotami, powinien wykonywać zadanie – zastrofował sam siebie. Shivowie nie zawodzą, nie dają się hamować własnym słabościom. Askota musiał spać, czyli w najgorszym razie przebiegnie się nocą po tawernach. Na razie jednak, nie ma powodu by rezygnować. Po kilku minutach leniwego odpoczynku, zwlókł się niechętnie z miejscówki i pomaszerował dalej. Jego cierpliwość i nieustępliwość zostały nagrodzone. Askota spał sobie w najlepsze w porcie, niedalej niż kilometr od postoju Bera-Mana. Tyle się naszukał, by znaleźć go tak blisko, praktycznie w miejscu początku poszukiwań. Ran równie dobrze mógł się wcale nie ruszać, wyszłoby na jedno. Fuknął zirytowany, zmrużył miodowe oczy, podparł się o biodra i rzekł podniesionym głosem - Askoto! Obudź się. Bera-Man cię wzywa. Mam cię do niego doprowadzić. Opór jest bezcelowy.
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| | #17 |
![]() | Uira trzymała się z tyłu idąc powoli uliczkami zatłoczonego miasta. Niewiele osób zwracało uwagę na otuloną workowatym strojem i zakapturzoną Tarentiankę. Blask krwawego księżyca wszyscy powitali z radością... czyż nie jest on błogosławieństwem z racji uzdrowicielskich własności. Uira ignorowana przez gapiów przepychała się w kierunku portu za szermierką... W jej umyśle niecierpliwość walczyła z rozsądkiem. Kobieta szermierz kierował się do doków...Ale Uira nie interesowała się dlaczego. Jej głowę zaprzątało tylko jedno słowo: ZEMSTA. Z każdym krokiem obmyślała kolejny plan ubicia kobiety. Oceniała każdy krok, każdy ruch jaki wykonywała szermierka. Szukała słabych punktów. Doszli do doków. Uira spojrzała na morze krwi...Takie skojarzenie idealnie pasowało do morza skąpanego w czerwonym blasku księżyca. Przez moment spojrzenie na morze wzbudziło w kobiecie dziecięcy zachwyt. Pojawienie się księżyca wywołało fale, nadając morzu dziki wygląd. Doki wydawały się pustoszeć. Większość pielgrzymów kierowała się w głąb miasta. A wraz z nimi miejscowi, handlarze zarówno z miasta jak i z okolic, którzy przybyli specjalnie na tą okazję...Było tu ciszej, jedynie wiatr od morza wiał mocniej poruszając szatą Uiry...Odsłaniając długie i zgrabne nogi, przyzwyczajone jednak do długiego wysiłku. Uira szła nadal za kobietą, choć cierpliwość kończyła jej się z każdym oddechem...Była niemal gotowa zaatakować i zabić tą kobietę...Niemal. Uira zdawała sobie, że przeciwniczka jest szermierzem...Taki niespodziewany atak mógł Uirze dać kilka minut przewagi. Ale potem szanse na zwycięstwo malałyby powoli z każda sekundą. Nie, Uira miała dość porażek, dość lizania ran...Tym razem nie pozwoli, by gniew przyćmił rozeznanie w sytuacji. Postanowiła, że poczeka i tak zrobi. Sięgnęła po kawałek materiału wystającego z jednej skrzyń...Jeśli jej się uda zauważyć Uirę, to ta na migi wytłumaczy, że chciałaby jej autograf...Tak, to był według Uiry, dobry pomysł. Ci szermierze są tacy zadufani w sobie. Na pewno uwierzy.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. |
| |
| | #18 |
![]() | - Eee... - Isseno zawahał się - Tak. Tak. Mimo że właściwie oczywistym było, że do niego było skierowane pytanie kobiety, andryl wciąż nie był pewny siebie. Skoro jednak odpowiedział musiał kontynuować. Uspokoił się i podszedł spokojnie do wozu. Nie wiedział co powinien powiedzieć, ponieważ nie był pewien jak nastawiona była w stosunku do niego kobieta. Sięgnął na głowę aby zdjąć z niej nakrycie, w tym wypadku prostą chustę, odsłaniając białe włosy połyskujące w czerwonym blasku. Pod Rioco zresztą i tak nie była mu potrzebna, wątpił by mógł się nabawić udaru w słabym blasku księżyca. Chustę trzymał w ręce kiedy delikatnie się skłonił. Kupił sobie trochę czasu do namysłu, i miał nadzieję że także zrobił dobre pierwsze wrażenie. - Jestem Isseno. - przedstawił się spokojnym głosem - Chcę dołączyć do pielgrzymki, ale krótko mówiąc jestem słabo zorientowany w tym wszystkim. Pierwsz raz w życiu w ogóle widzę Marathoont. Może mogłabyś mi w jakiś sposób pomóc? Wypowiedź udekorował najnaturalniejszym uśmiechem na jaki mógł sobie pozwolić. Cały czas starał się spoglądać na kobietę, ale czasem wzrok uciekał mu w stronę winksów, których możliwości, ze starego przyzwyczajenia, próbował oszacować. Miał szczerą nadzieję, że szczęście wciąż mu dopisuje tak jak zawsze. |
| |
| | #19 |
![]() | Obudziły go szarpanie i wołanie: Askoto! Obudź się. Bera-Man cię wzywa. Mam cię do niego doprowadzić. Opór jest bezcelowy. Myśli mu się zakotłowały, poczuł gniew. Jego oczy otowrzyły się i zobaczył Gwaitha. Gamno pod skórą zaczęło szybciej krążyć tworząc skomplikowane wzory na skórze. Powoli wstał, nie spuszczając wzroku z Gwaitha. Witaj. nieładnie budzic kogoś kto odpoczywa po długiej wędrówce - to po pierwsze. Po drugie - nic nie muszę Arch jest światem wolnych istnień - mam wolną wolę mogę robić co zechcę. Po trzecie - a jeżeli stawię opór to co mi zrobisz? Skoro wzywa mnie Wieczny Pielgrzym to raczej chce bym stanął przed nim w jednym kawałku. Radzę troszkę więcej pacjencji i grzeczności. To że wyglądasz na wyszkolonego żołnierza nie znaczy że możesz pomiatać innymi.. W miarę jak mówił gniew z niego uchodził. Po chwili zniknął kiedy dokładniej przyjrzał się Nisowi. Typowy żołdak - ale z wyglądu wydawał się sympatyczny. Lubił Gwaithów - ich futra były piękne i mówiły swoim kolorem i układem łat - tak jak jego gamno. Przezwycieżył resztki gniewu i uśmiechnął się. Przepraszam za mój wybuch złości. Może zacznijmy od początku - jestem Hoshmash - Askota. Powiadasz że sam Wielki Bera-Man Ciebie po mnie wysłał? Wiec nie każmy mu czekać. Ruszajmy! A po drodze poznamy się lepiej. Masz może ochotę na coś do jedzenia? Wyjął kawał kupionego dziś chleba podróznego, przełamał na pół i podał Nisowi.. |
| |
| | #20 |
![]() | W miarę monologu Askoty, oczy Rana powoli rozszerzały się, mięśnie napinały do skoku a ogon w jednej chwili przestał poruszać się z boku na bok i zjeżył się lekko. Chciał stawiać opór, czyż tak? Dalsze słowa przestały go interesować... Nie spotkał jeszcze Askoty i mało o nich wiedział, ale jeśli te gwałtownie poruszające się tatuaże na skórze są podobne do tanais, to musiał być uważny.Czuł się niepewnie, nie będąc w stanie rozpoznać zapachu emocji, jaki nagle zabił od potencjalnego przeciwnika. Jego wzrok śledził każde drgnięcie mięśnia na ciele rozmówcy. Nawet nie poczuł, kiedy górna warga delikatnie odchyliła się a krtań gotowała się do ostrzegawczego syknięcia. Futro zjeżyło sie pod ubraniem. Pazury cicho wysunęły się z opuszków. Był gotowy do skoku przy pierwszym gwałtownym ruchu gdy... Przepraszam za mój wybuch złości. Może zacznijmy od początku - jestem Hoshmash - Askota. Powiadasz że sam Wielki Bera-Man Ciebie po mnie wysłał? Wiec nie każmy mu czekać. Ruszajmy! A po drodze poznamy się lepiej. Masz może ochotę na coś do jedzenia? Zmieszany, zamrugał kamieniejąc w lekko przykurczonej do skoku pozycji, po czym wolno wyciągnął dłoń po jedzenie. Dawno nie jadł, teraz to sobie uświadomił. Wogóle ostatnio mało jadł, przez to wszystko... Patrzył na Askotę nie zmieniając pozycji. To podstęp, as w rękawie? Ale był taki godny... Mimo, że chleb nie wyglądał tak smacznie jak mięso, to w tej chwili jego zapach napełniał usta śliną. Popatrzył ponownie w oczy lekko zaskoczonego reakcją mężczyzny. Jeśli spróbuje czegoś głupiego, będzie lazł do Bera-Mana bez palców. Fuknął głośno, potwierdzając swoje słowa, wyrwał szybko bochenek z wyciągniętej reki i lekko odskoczył. Powąchał chleb. Pachniał Askotą, skórzaną torbą, piekarnią i człowiekiem. Zdecydowanie nie był zatruty. Wsadził go sobie w usta i szybko przeżuł. Patrząc podejrzliwie na Askotę wskazał drogę i plując okruszkami wybełkotał przez zapchane usta - Tydy.
__________________ "To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Komentarze] [Arch Inverted] Marathoont | Ninetongues | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 17 | 12-01-2007 10:47 |
| [Autorski] Arch Inverted - Marathoont | Ninetongues | Archiwum rekrutacji | 30 | 10-06-2007 10:59 |
| Arch Inverted | Ninetongues | Autorskie systemy RPG | 36 | 09-03-2007 14:10 |
| Arch Inverted - "Ławica Mieczy" | Ninetongues | Opowiadania | 1 | 08-08-2007 18:19 |