Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie > Archiwum sesji Autorskich
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-30-2007, 14:30   #21
 
Geisha's Avatar
 
Reputacja: 2 Geisha jest na bardzo dobrej drodze
$: 18 439
Ewa ocknęła się w nieprzeniknionych ciemnościach. Bolało ja wszystko - wykręcona nieco za bardzo dłoń, na którą upadła, głowa, którą uderzyła o coś twardego, biodro, którym huknęła o ziemię. Najbardziej bolała ją głowa. Przymrużyła oczy i otworzyła je jeszcze raz. Nie była aż tak ciemno - to skrzepła na jej powiekach krew zasnuła wszystko. Teraz w pół mroku widziała kilka poruszających się promieni latarek, oświetlających leżących w korytarzu ludzi. Było cicho - tylko ciche jęki i gdzieś w oddali kapanie wody. Nikt nie krzyczał, gdzieś tylko daleko jakaś dziewczyna pochlipywała cicho. Poruszyła ręką i wymacała kawałek czegoś ciężkiego i dużego - coś musiało oderwać się z sufitu i uderzyć ją w głowę. Miała głębokie przekonanie, że kask uratował jej życie.
Mimo to Ewa nie czuła sie aż tak przerażona, jak powinna. Uczucie paniki było jej obce, mimo strachu zawsze starała sie myśleć racjonalnie. Trzęsienie ziemi w tym regionie? Raczej nie... raczej zawał. Może nie duży.
Ewa zapragnęła papierosa...
Bardzo ostrożnie wstała. Bolało ją wszystko, ale nie wydawało jej się, żeby miała coś poważniej uszkodzone. Chociaż znała przypadki, kiedy ludzie nie wiedzieli, że mają złamane kości, aż szok nie minął.
Jakiś mężczyzna obok niej poruszył się i syknął z bólu. Ewa kucnęła przy nim - to ten facet od dyktafonu. Ewa nie lubiła dyktafonów, zawsze uważała, że mimo iż dokładniejsze, rozleniwiają pamięć. Wzięła do ręki latarkę, która leżała obok, i wstała, oświetlając okolice. Teraz dopiero zobaczyła, jaki ścisk leżących osób jest w korytarzu. Zrobiło jej się słabo. I duszno. Ewa nienawidziła tłumu, tłoku, dotyku, oddechu innych. Drżącym krokiem, przechodząc nad leżącymi ludźmi, odeszła na bok, mijając sie z nielicznymi członkami wycieczki, którzy, stojąc na nogach, śpieszyli pomóc innym. Skinięciem ręki dała znać jednemu z przewodników, ze nic jej nie jest, i stanęła pod ścianą. Wyciągnęła z kieszeni papierosy, i, mimo, że w głowie kołatały jej myśli o metanie i innych gazach i niebezpieczeństwach czekających w kopalni, zapaliła papierosa. Zaciągnęła sie głęboko i poczuła znacznie lepiej.
"Nie ma powodów do paniki..." - pomyślała z przekąsem, szukając snopem światła latarki blond przewodniczki, która próbowała rozpaczliwie zapanować nad tłumem tak głupimi słowami. Ludzie powoli wstawali, pochylali się jedni nad drugimi. Było coraz głośniej, ciszę burzyły ciche, przestraszone szepty. Coraz częściej też słuchać było płacz. Nad tym wszystkim górował donośny głos jednego z opiekunów ich grupy - głos nawykły do wydawania rozkazów. Kazał odezwać się każdemu po kolei, poprosił o spokój, który pomoże w rozeznaniu się w sytuacji. Ewa odezwała sie pierwsza, oświadczyła, ze nic jej nie jest, i zgasiła niedopałek o wilgotną ścianę. Sprawdziła swój sprzęt fotograficzny. przez myśl przeszło jej nawet, by zrobić zdjęcie - jednak Ewa, mimo, iż wiedziała że gdy stad wyjdą (o ile w ogóle wyjdą), mogła by je sprzedać jakiemuś brukowcowi za górę kasy, miała swój własny kodeks etyczny. Nigdy nie robiła takich zdjęć. Sprzęt był w porządku, o dziwo...
Ewa przemogła się i ruszyła z powrotem do grupy, by pomóc przy ewentualnych rannych i zorientować się w sytuacji.
 
__________________
Oto tańczę na Twoim grobie;
Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów...

Ostatnio edytowane przez Geisha : 11-30-2007 o 14:33.
Geisha jest offline  
Reklama
Stary 12-01-2007, 12:32   #22
 
Mordragon's Avatar
 
Reputacja: 2 Mordragon ma wyłączoną reputację
$: 36 375
Mito był tak zaciekawiony całym tym miejscem, że nie zdołał przez ten cały czas dopuścić żadnych myśli ani o jego pięknych koleżankach z wycieczki, ani o ojcu czy siostrze. Będąc w Europie widział już sporo, a teraz miał okazje jako jeden z pierwszych przemierzać te tajemnicze i zapomniane tunele.
Automatycznie przypomniał sobie komiksy o Kapitanie Ameryce i Red Skull'u czy też gry komputerowe w realiach drugiej wojny światowej - naprawdę jest ich sporo. A jak powiedział Einstein - logika może zaprowadzić cie tylko z punktu A do B, natomiast wyobraźnia... oh wyobraźnia może zabrać cie wszędzie. A jakże często Mito uciekał w światy stworzone przez swoją bujną wyobraźnie, a taki bunkier tylko karmił jego ciekawość i nowe pole do pomysłów.

"Nie odnaleziono ciał?! może użyto ich jako budulca jak na przykład w 300stu Spartan" - pomyślał dość dziecinnie Mito o sprawach naprawdę smutnych i zawiłych.. wychował się w Japonii więc otoczenie nie wpajało mu powagi tych spraw. Oko nerwowo parę razy zamrugało, po chwili Mito zwiesił głowę - najwyraźniej zdał sobie choćby szczątkową sprawę z brutalności historii.

...Nie jesteśmy dokładnie pewni do jakich, zdania na ten temat są podzielone niektórzy wierzą, że pracowano tutaj nad tajną bronią Hitlera albo w doświadczenia na ludziach jednakże nie znaleziono żadnych dowodów na...
-[]Yatta!![/i] - krzyknął Mito podnosząc ręce, te sprawy naprawdę interesowały - alternatywna historia, coś o czymś wiedzieli tylko nieliczni.. Atlantyda, Sasquatch czy Yeti.. Mito wiedział o nich naprawdę dużo. Ale widząc brak jakiego kolwiek poparcia ze strony towarzyszących mu osób, opuścił powoli ręce poprawiając przy tym fryzurę.
Nagle wszystko zaczęło się lekko trząść.. wszystko działo się bardzo szybko - Mito zdołał tylko usłyszeć, że to trzęsienie ziemi i równie szybko odpowiedzieć, że w Europie nie ma trzęsień ziemi, po czym wszystko stało się czarne i ciemne....

Mito otworzył powoli oczy - o dziwo nic mu nie było... W koło było pełno gruzu, a żarówka która wcześniej oświetlała im drogę mrugała nerwowo niczym prawe oko młodego Japończyka. Nagle światło zgasło i zrobiło się bardzo ciemno, a co gorsza cicho - a w koło nikogo Mito nie zdołał zobaczyć.
Światło ponownie zapaliło się dalej migając - tuż pod nim Yamato zauważył czarną postać, którą widział już wielokrotnie - był to Czarny Samuraj, najgorszy z koszmarów Japończyka, który kojarzył mu się tylko ze wszystkim co złe, a co gorsza.. również z jego siostrą. Te połączenie kończyło się zawsze w bardzo istotny i oczekiwany sposób.....
Mito powoli podniósł się na nogi, oko nerwowo drgało coraz szybciej i szybciej - nie mógł on nad tym zapanować, nie mógł również wydusić ani jednego słowa. Czarny Samuraj podniósł ręke i wskazał palcem na Mito, a następnie na swoje serce, a potem na miecz... wtedy światło znowu zgasło..

Zdawało się, że Mito zasnął albo znowu stracił przytomność... obudziła go woda kapiąca mu na czoło. Światło znowu dziwnie mrugało, a oko Japończyka to już napewno - wszystko wydawało się trochę inne niż wcześniej...
"To był tylko sen.." - stwierdził Yamato, próbując rozejrzeć się dookoła.
Mito za dużo nie widział, a przynajmniej niezbyt wyraźnie - ręką w koło zaczął szukać okularów i nagle coś zabolało go strasznie w łokciu, kiedy próbował go wyprostować; najwyraźniej musiał upaść dość mocno gdy to wszystko się zaczęło. Okulary leżało dosłownie obok; przetarł najpierw twarz, a następnie założył swe okno na świat.. spojrzał wtedy na ręce i zauważył krew. Dokładnie zaczął sprawdzać swoją twarz i..
-Kso - zaklął Mito; z czoła sączyła się delikatna strużka krwi, z pierwszych oględzin (rękoma) wydawało się to być zwykłym otarciem. Szybko Japończyk pomyślał o swych super bohaterach, w których po wielokroć się się wcielał. Nagle znowu wszystko zgasło..
-Niee- powiedział na głos Mito, bał się tego.. bał się okropnie.. a może jednak Czarny Samuraj mu się nie śnił?! Przez młodego Japończyka przemawiała już w tym momencie panika, pomimo tego że wiedział że nie może tego robić i że powinienen naśladować swych idoli z dzieciństwa to i tak strach i krew były góra. Po chwili zauważył blaski latarek - to go naprawdę otrzeźwiło, równie szybko zauważył innych ludzi i głosy!.. głosy dochodzące ze wszystkich stron.
Całe szczęście prócz tej krwi na czole, kilku zadrapań na dłoniach i nadwyrężonym łokciu to nic mu nie było, mógł zatem udać się do innych, do tych którzy mieli mniej szczęścia, do tych którym kask nie wystarczał... miał tylko nadzieję że takich osób nie będzie...
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!
Mordragon jest offline  
Stary 12-02-2007, 02:05   #23
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 5 Midnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skał
$: 148 425
Dominika jednym tylko uchem sledzila slowa przewodniczki. Ojciec zapewne zbeszta ja za to po przujezdzie do domu gdy nie bedzie potrafila wymienic przynajmniej podstawowych informacji o tym miejscu. Teraz jednak wszystko to miala w czterech literach. Bolaly ja stawy, kosci, skora, rzesy i paznokcie. Boala ja glowa, nogi, gardlo, rece.. do diabla bolalo ja cale cialo wlacznie z nosek, ktory zapewne wkrotce odpadnie na skutek przedawkowania tworu papierowego, ktory ponoc mial byc delikatny jak aksamit. Ta.. jasne... Aksamit o strukturze papieru sciernego, gruboziarnistego papieru sciernego. Ta aspiryna z recepcji musiala byc chyba kupiona w Tesco na przecenie. Szlak by ich trafil nawet lekarstw porzadnych nie maja, a co tu mowic o budzikach przy wannach. Trageda. Gdyby chociaz miala pod reka faceta mogacego ja rozgrzac, przytulic, dac buzi na pocieszenie... duuuuze buzi.. takie z......

\ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \
<huk> <huk> <huk><huk> <huk> <huk><huk> <huk> <huk>
\ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \
<huk> <huk> <huk><huk> <huk> <huk><huk> <huk> <huk>
\ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \ \



****************

Co tu sie do diabla dzieje?
To bylo pierwsze pytanie jakie w miare sensownie udalo sie jej wypowiedziec po szoku spowodowanym prawdopodobnym trzesieniu ziemi czy czyms podobnym. Piekielnie bolalo ja kolano, ktore najprawdopodobniej rozbila upadajac na kolana. Po krotkich ogledzinach doszla do wniosku, ze nie liczac paru innych otarc i skaleczen nic wiecej jej nie dolega. Odetchnawszy z ulga zaczela po omacku szukac innych wspoltowarzyszy niedoli. Dookola slyszala jakies jeki i chyba mamrotanie ale nic nie widzac ciezko sie bylo zorientowac skad dochodza i kto je wydaje. Miala nadzieje iz jak najszybciej zostanie uruchomione awaryjne oswietlenie, ktore w takim miejscu powinno byc zainstalowane. Puki co stwierdzila iz najlepiej zrobi nie ruszajac sie z miejsca i spokojnie czekajac na dalszy bieg wypadkow.
 
__________________
Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę.
Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009
Midnight jest offline  
Stary 12-04-2007, 13:55   #24
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 3 traveller wkrótce będzie znanytraveller wkrótce będzie znany
$: 43 489
Ciemność.

Najpierw straszne odgłosy spadających gromów z nieba. A potem cisza i nic. Przez chwilę żadne z was nie było tak naprawdę pewne tego czy żyje czy nie. Wydawaliście się zawieszeni w próżni gdzieś pomiędzy tym światem a tym drugim którego poznanie jak mieliście się niedługo przekonać odłożycie sobie na inną chwilę.
Świadomość tego jak bardzo jesteście bezradni i zagubieni w tym momencie przyniosła ze sobą strach.
Nagle wszystko zaczęło się zmieniać usłyszeliście jakieś głosy, jedne jęczały inne szły z pomocą jeszcze inne o tą pomoc wołały.
Brzmiało to ja jęki potępionych w piekielnej otchłani, ale wraz z dochodzącymi głosami pojawiły się też błyski latarek.
Pojawiło się światło.
Wyglądało na to, że wciąż żyjecie i żadne z waszej trójki nie ucierpiało poważnie. Ocena sytuacji była dosyć trudna poza tym, że gruz co chwilę sypiał się z sufitu i nie czuliście się z tym zbyt dobrze.

Dominka

Zostałaś na swoim miejscu chyba trochę zrezygnowana i bezradna jak zresztą większość osób niespodziewanie postawionych w takich sytuacjach. Po prostu czekałaś żeby to wszystko okazało się snem.
Ubranie miałaś trochę postrzępione, parę siniaków zwłaszcza jeden dość duży na rozdartym kolanie.
Nie rozumiałaś w pełni głosów rozlegających się zewsząd w twojej głowie.
Tu był za duży zamęt, chaos. Ktoś krzyczał:

-Maria.. puśćcie mnie.. moja żona.. - nagle ten męski głos urwał się i zamienił w szloch.

Boże czy jesteśmy w piekle..?
Nagle jakby na zaprzeczenie twoich myśłi czyjeś silne ręce uniosły cię z ziemi. Nie widziałaś twarzy, ale coś w środku mówiło że to sam anioł Gabriel wnosi cię właśnie do bram niebieskich. Spokojna odetchnęłaś z ulgą i uśmiechnęłaś się do swojego wybawcy.
Oczy zamykały ci się same, czułaś że poruszasz się unoszona nad ziemią tak spokojnie i kojąco jakbyś płynęła. Zasnęłaś.

Ewa

Najwyraźniej doszłaś już po części do siebie przynajmniej chwilowo gdyż zarzuciwszy swój sprzęt na ramię i używając latarki która należała wcześniej do waszej przewodniczki dotarłaś do w miarę bezpiecznego miejsca.
Miałaś cholerne szczęście w tym jednym wielkim nieszczęściu. W tym momencie to wydawało się to naturalne więc drżącymi rękoma zapaliłaś papierosa. Nie przejmując się możliwym zagrożeniem ze strony gazu. W tej chwili dokładnie tego było ci trzeba, nic się nie stało tak jak podejrzewałaś.
Ciężko wdychając i wypuszczając kolejne porcje powietrza zmieszanego z zapachem tytoniu i wszędobylskiego kurzu, brudna; spocona na całym ciele i totalnie wyczerpana przyglądałaś jak wasi "ratownicy" pomagają kolejnym osobom.
Dwoje z nich niosło właśnie młodą nieprzytomną dziewczynę. Trzeci kucał nad kimś sprawdzając mu puls, po czym przestał i złapał się za głowę. Najwyraźniej pojawiła się pierwsza ofiara śmiertelna.
Nie chciałaś na to patrzeć, byłaś dziennikarką ale po prostu nie mogłaś. Dwójka ochroniarzy niosła w twoim kierunku tą dziewczynę. Słuchałaś ich jak przez mgłę a słowa ciągnęły się jak słoma.
Nie mogłaś uwierzyć w to wszystko. Mówili coś, a raczej prawie krzyczeli żebyś przypilnowała tą małą. Kiwnęłaś głową, to akurat mogłaś zrobić.

Mito

Wstałeś niepewnie z ziemi próbując przyglądnąć się panującemu zamieszaniu. Wzrok miałeś jeszcze zamglony a okulary choć nie naruszone poza małym pęknięciem były brudne od kurzu którego w tej sytuacji ciężko było się pozbyć. Nagle padło na ciebie światło latarki powodując pojawienie się zielonych plam przed oczami. I głos którego nie słyszałeś nigdy wcześniej.

-Wszystko w porządku chłopcze?

Zasłaniając twarz rękoma wybełkotałeś coś niewyraźnie co brzmiało jak bywało lepiej. Światło latarki oświetliło na chwilę drogę przed tobą.
A ty sam usłyszałeś jedno słowo "tam". Wyglądało to na misję ratowniczą, mimo tego że faktycznie bywało lepiej postanowiłeś pomóc. Kierując się we wskazanym kierunku usłyszałeś cichy płacz niedaleko.
Chwyciłeś przewodnika za rękę wskazując mu kierunek i zacząłeś wolno za nim podążać. Kiedy światło padło na scenę przed wami odruchowo odwróciłeś wzrok. Młody mężczyzna trzymał w swoich ramionach jakąś postać. Przypomniały ci się uśmiechnięte twarze pary, która darzyła się wtedy na oko tak wielką i nieskrępowaną niczym miłością.
Ratownik położył mężczyźnie dłoń na ramieniu, ale ten wydawał się tego nie zauważać. Pomyślałeś o umierającej matce próbując zrozumieć żal tego człowieka. Nagle koło ciebie przeszedł ktoś jeszcze, gruby lekko przygarbiony facet z twarzą pokrytą wielkimi zmarszczkami w którym rozpoznałeś osobę z waszej grupy. B
ez słowa chwycił mężczyznę pod ramię i dając znak ratownikowi oboje podnieśli go z kolan. Ten poddał się bez oporów nieustannie coś mamrocząc będąc prawdopodobnie ciągle w szoku.
Przez chwilę stałeś tylko tak nie wiedząc co masz robić, ale ta chwila minęła i odzyskałeś pewność siebie. Ratownik najwyraźniej musiał dalej szukać innych osób bo przekazał ci mężczyznę którego ramię podobnie jak facet obok założyłeś sobie za głowę. Najwyraźniej sam nie był w stanie iść.
Starałeś się nie myśleć o ciele, które przed chwilą widziałeś ale jego wspomnienie nie dawało ci spokoju. To już nie był komiks, to prawdziwy świat.

---

Wydobyto większość osób znajdujących się z wami w grupie, jeden z waszych wybawców. Drżącym głosem oświadczył, że dwie osoby nie żyją. Łysy facet o gróźnym wyglądzie, którego przestraszył się Mito oraz żona młodego mężczyzny, który najwyraźniej jeszcze się z tym nie pogodził.
Poza tym młoda dziewczyna wciąż była nieprzytomna. Reszta grupy z milczeniem przyjmowała te słowa.
Nikt się nie odezwał, jedynym odgłosem był cichy płacz który należał prawdopodobnie do waszej blondy przewodniczki której oblicze nie bardzo przypominało już tego co wcześniej. Każdy był zajęty własnym przeżywaniem tej chwili.
Nawet waszych trzech ratowników stało zrezygnowani nie bardzo wiedząc jak powinni się zachować. Chyba nikt z tu obecnych nie spodziewał się znaleźć w takiej sytuacji.

 
__________________
<miejsce na twoją reklamę> xD

Ostatnio edytowane przez traveller : 12-04-2007 o 13:59.
traveller jest offline  
Stary 12-05-2007, 18:43   #25
 
Mordragon's Avatar
 
Reputacja: 2 Mordragon ma wyłączoną reputację
$: 36 375
Mito był nadal w wielkim szoku.. myślał, że ma wszystko pod kontrolą.. jednak nie. Ożywił się dopiero kiedy ratownik do niego podszedł. Wszystko działo się tak szybko....
Kiedy we wszystkich marzeniach i historiach, które tworzyły się w głowie chłopaka.. na ogół zawodziła siła.. czyli cielesność, teraz najwyraźniej zawodziła psychika... Pomimo tego że Mito był cały i sprawny to szok i chaos, który nim ogarnął był przeważającym czynnikiem. Działał zatem bardzo mechanicznie i intuicyjnie - idąc za swym przewodnikiem nie myślał o niczym. Wszystko działo się tak szybko.... Obaj dotarli do młodego chłopaka trzymającego swą ukochaną w swych ramionach. Młody Yamato stanął nieruchomo - całe ciało ogarnęły ciarki i dreszcze, a napływ myśli był nie do okiełznania, w szczególności kiedy pomyślał o stracie matki. Nagle z małego letargu wytrącił go czyjś bark - był to przygarbiony facet, który bez najmniejszego zastanowienia wraz z ratownik wziął, jeszcze bardziej niż Mito, zszokowanego młodego człowieka.
Mito stał bez ruchu, co chwile spoglądając na ciało, które zostawali i na młodego chłopaka, który stracił ukochaną.. nie wiedział kompletnie co robić i jak się zachować - niegdyś sądził, że jest w stanie zachować się szybko i sprawnie, że jedynie co go ogranicza to wątłość i ułomność ciała - okazało się, że prawda jest inna.
W takich przypadkach wszystko opiera się na ludzkiej intuicji i pędowi do ratowania i pomagania innych, co Mito dopiero odzyskał kiedy ratownik podał mu ramię mężczyzny, który stracił ukochaną i najwyraźniej nie mógł chodzić. Yamato nie mógł zapomnieć o ciele kobiety, które widział; w dodatku oko, ciągle mrugające, nie dawało mu spokoju, a widoczność nie była zbyt najlepsza.
A wszystko działo się tak szybko....
Mito najwyraźniej potrzebował małej pomocy, wskazania kierunku, niestety to nie jest tak jak mlody Japończyk sobie wyobrażał, to już nie jest komiks.. a prawdziwy świat.

---

Mito Yamato zauważył, że wydobyto niemalże wszystkich. Z trochę surowym i sztucznym uśmiechem spojrzał na swe dwie koleżanki, które gdzieś przelotnie zaczepił w autobusie czy to podczas posiłku, czy podczas samego zwiedzania. Wiedział o jednym ciele, które sam widział; wiedział, że ta osoba już nigdy nie wróci i wiedział co musi czuć ten młody chłopak....
Dowiedział się jeszcze, że jest druga ofiara - dziwny i tajemniczy człowiek, którego wcześniej się przeraził - niestety strata tej osoby szybko znikła gdzieś w myślach.. gdzieś pomiędzy ciągle powracającym widokiem ciała młodej kobiety, a wspomnieniami matki..
A wszystko stało się tak szybko.....
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!
Mordragon jest offline  
Stary 12-05-2007, 21:34   #26
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 5 Midnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skał
$: 148 425
Wszystko bylo takie ... inne.... Pieklo czy niebo? Nigdy nie byla wierzaca wiec zupelnie nie miala pojecia skad ten obraz Gabrsia bioracego ja na rece sie wzial. A pozniej ... Ciemnosc... Ciemnosci i....

*************************************

Powoli i najdelikatniej jak potrafila otworzyla oczy. Ostre swiatlo sprawialo jej bol.

- Gdzie jestem?

Glos drzacy i lekko chrapliwy jakby nieuzywany od dluzszego czasu zaskoczyl ja sama. Ostroznie poruszyla glowa chcac zobaczyc miejsce w ktorym lezala.. Ale czy aby napewno lezala? Hmm chyba tak... Gdyby chociaz to swiatlo bylo lagodniejsze. Czy to wlasnie widza ci, ktorzy umarli? Czy to wlasnie to swiatlo opisuja?... Ale przeciez zawsze jest tez jakis tunel. A czy tu napewno nie ma tunelu?... Nie....
Ktos sie nagle poruszyl. Nie widziala kto to, jedynie jakies przeczucie podpowiedzialo jej iz nie jes tutaj sama.

- Kto tu jest?

Spytala, lecz odpowiedz nie nadeszla. Nawet sie nie zdziwila. Z kazda chwila odkrywala coraz to nowsze elementy otoczenia. Teraz juz byla pewna iz lezy. Lezy na czyms twardym lecz wcale nie niewygodnym. Z cala pewnoscia tez znajdowala sie w jakims pomieszczeniu na co wskazywal niewyrazny zarys blekitnych scian. No i jeszcze ten odglos.... Jakby ogromna pompka wciagala i wypuszczala powietrze. Wciagala i wypuszczala.. wciagala i wypuszczala....
Teraz pojawil sie kolejny element... Cos duzego i okraglego dokladnie nad jej glowa. Starajac sie skupic wzrok na owym zjawisku uniosla delikatnie glowe do gory.. To cos.. Tak to wlasnie stamtad bilo to swiatlo....

- Niech ktos to do cholery wylaczy!

Nawet nie spodziewala sie jakiejs reakcji dlatego niemal krzyknela gdy ktos pojawil sie w zasiegu jej wzroku. Uslyszla slowa:

- Doktorze mozemy przystepowac do sekcji.


SEKCJI?!.. Sekcji czego?.. Przeciez do diabla ona zyje!

- JA ZYJE!!!.

Krzyk zabrzmial ogluszajaco w jej wlasnych uszach lecz najwyrazniej nikt tak wlasciwie go nie slyszal. Ktos jednak podszedl. Wysoki mezczyzna z maseczka na twarzy i.....

- NIE!!!

Ogromna strzykawka z gruba igla sukcesywnie zaczela zblizac sie do jej oka. Byla coraz blizej... blizej... blizej...

- NIE!!!!!!!

***********************************
 
__________________
Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę.
Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009
Midnight jest offline  
Stary 12-13-2007, 19:07   #27
 
Geisha's Avatar
 
Reputacja: 2 Geisha jest na bardzo dobrej drodze
$: 18 439
Ewa pochyliła sie nad dziewczyną. Spojrzała na jej twarz - brudną od pyłu, ale spokojną. Przez chwile zazdrościła jej, ze nie ma świadomości, co się dzieje i czy w ogóle mają szansę. Wygrzebała gdzieś w zakamarkach pamięci zasady pierwszej pomocy, które kiedyś ktoś próbował wbić jej do głowy na jakimś z wielu kursów opłacanych przez gazetę, w której pracowała. Ewa liczyła, że ta wiedza nigdy sie jej nie przyda, ale stało się inaczej. Teraz powtarzając sobie w myśli zasady ABC zajęła się dziewczyną.
Dzięki Bogu dziewczyna była nieprzytomna, ale oddychała normalnie, a serce biło jej równomiernie. Ułożyła ją w pozycji "bezpiecznej" i usiadła obok niej pod ścianą, co jakiś czas badając puls. Była wdzięczna za to zadanie, nie musiała dzięki temu chodzić pomiędzy rannymi. Przyglądała sie ludziom w korytarzu, wyłoniła kilka co bardziej charakterystycznych osób i obserwowała, jak uwijają się między rannymi. Jej dłoń nieświadomie sięgnęła po kolejnego papierosa, ale w ostatniej chwili przypomniała sobie o zagrożeniu. W końcu mogli wylecieć w powietrze. Ewa przeklnęła w dusz.
 
__________________
Oto tańczę na Twoim grobie;
Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów...
Geisha jest offline  
Stary 12-20-2007, 17:11   #28
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 3 traveller wkrótce będzie znanytraveller wkrótce będzie znany
$: 43 489
Powietrze było ciężkie, prawie nienadające się do oddychania. W tym miejscu iIstniała masa różnych zagrożeń jak np. to że w każdej chwili mógł obsunąć się strop powodując dalsze ofiary.Tą chwilę milczenia i niezdecydowania wśród tej grupki zszokowanych ludzi przerwał jeden z pracowników ochrony.
Początkowo wodząc wzrokiem, po brudnych i dotkniętych ostatnimi wydarzeniami twarzach nie wiedział jak zacząć, ale w końcu zebrał w sobie dość siły wiedząc że coś trzeba zrobić.

-Proszę państwa o uwagę.. nazywam się Henry i jestem szefem ochrony bunkra.

Poczuł na sobie, liczne spojrzenia. W jednych wyczuwał, strach, rezygnację ale przede wszystkim dojrzał pojawiającą się ludzką ciekawość i gdzieniegdzie małą iskierkę nadziei. To dobrze, przemknęło mu przez myśl. Ci ludzie będą potrzebowali nadziei a chwilowo właśnie tylko ty Henry Lukerze możesz im ją dać.

-Niewątpliwie tragedia, która spotkała nas wszystkich jest szczególnie wielka. Jednak jako szef ochrony mam obowiązek dbać o państwa bezpieczeństwo nie bacząc na panujące warunki. Ciała zostaną tu - odrazu podniósł ręce by uciszyć mający nastąpić okrzyk oburzenia - do czasu.. aż doprowadzimy państwa bezpiecznie do pokoju ochrony w którym będą państwo bezpieczni.

Przerwał na chwilę, dając im chwilę by przyswoili te słowa. Od razu rozległy się szmery i pełne podniecenia głosy. Ale wyglądało na to, że wszyscy zaakceptowali takie postępowanie.

-Co z rannymi?

Dość niespodziewanie to pytanie, które dość niespodziewanie wypłynęło z ust młodego Japończyka okazało się katalizatorem dla działań reszty.
Być może tylko chwilowo ale czasem w ekstremalnych sytuacjach chłopcy zamieniają się w mężczyzn no cóż czasem bywa też zupełnie odwrotnie jednakże w tym przypadku Mito trzymał się dość dzielnie. Chwilę później dołączył się do niego kolejny głos któremu towarzyszyły aprobujące pomruki.

-No właśnie co z rannymi? Przecież te dwie kobiety są nieprzytomne a ten facet który stracił żonę jest w szo..

Starszy jegomość, którego przewodniczka wcześniej określiła jako "Vandermayera" prawdopodobnie Belg albo Holender. Nie dokończył swojej myśli, którą zagłuszył niespodziewanie kobiecy krzyk. Dominika nagle otworzyła oczy i zaczęła krzyczeć tak głośno, że niektórzy albo wpadli w panikę nie wiedząc co sie dzieje albo zakrywali sobie uszy wrzeszcząc żeby przestała. Henry przyklęknął przy niej na moment i uspokojąco dotknął czoła ręką.

-Spokojnie, proszę pani.. nie ma już czego się bać..

Dziewczyna spojrzała na jednego z ratowników, być może właśnie jej anioła który wyrwał ją z tych okropnych ciemności i rzuciła się na niego obejmując ramionami. Z oczy padały jej łzy niczym przezroczyste perły.

-Strz.. strzykawki Boże.. to było takie prawdziwe..

-Już dobrze, to tylko zły sen. Teraz jest pani z nami.

Te słowa wydawały się ją trochę uspokoić ale mężczyzna wciąż trzymał ja mocno w ramionach. Dreszcze, które wstrząsały jej ciałem przekonały go, że nie żartuje. Ci ludzie są w szoku, Jezu wszyscy jesteśmy. Cii dziecino wszystko będzie dobrze.

Po chwili przerwy zdecydowano, że jeden z ochroniarzy którzy chwilowo zmienili zawód na bohaterskich ratowników będzie nieść młodą dziewczynę na plecach. Ciała przykryto materiałem i jak jeszcze raz zapewnił Henry w miarę możliwości się nimi zajmą. Koniecznie zależało im na nie wprowadzaniu paniki, ale w obecnej sytuacji było to co najmniej trudne. Ich przewodniczka, Nadia nagle jakby straciła ochoty do popisywania się i uszło z niej całe powietrze.
Facet, który stracił żonę szedł spokojnie niczym nie zdradzając po sobie, że coś z nim nie tak.
Dominika spojrzała na niego przez moment a on uśmiechnął się słabo. Odwzajemniła uśmiech i speszona odwróciła wzrok. Przez myśl przemknęło jej, że ten mężczyzna długo jeszcze nie pogodzi się z tą stratą.
Ewa szła składając ręce na piersi nie skupiając swojego spojrzenia praktycznie na niczym, błądziła gdzieś daleko myślami które zahaczały wciąż o znajomych i o twarz nieprzytomnej dziewczyny której nie mogła się pozbyć z pamięci.
Korytarz raz skręcał w lewo, raz w prawo kilka razy rozdzielił się w kilku miejscach. Dobrze, że byli z nimi ludzie którzy znają to miejsce. Ciężko było określić jego dokładne rozmiary, ale jedno było pewne. Lepiej nie kręcić się samemu po ciemnych korytarzach tego miejsca. Światła nie działały, poruszali się dość wolno oświetlając sobie drogę latarkami. W końcu dotarli do zielonych drzwi oznaczonych białą tabliczką z napisanymi czerwonymi literami.

Security Room - Authorized Personnel Only

Henry pchnął lekko drzwi i pokój stanął przed nimi otworem. W środku było ok 20 monitorów do których zwykle obraz przechodził przez podłączone w całym bunkrze kamery. Teraz wszystkie świecił pustkami przy biurkach. Jeden ze strażników podszedł do szafki i wyjął z niej kocy i śpiwory.

-Lepiej żeby, państwo przespali się trochę. Zostanę z państwem dla bezpieczeństwa w czasie gdy moi chłopcy zajmą się ciałami. Nie mamy co prawda prądu ale jest jedzenie.

W tym właśnie momencie drugi strażnik stojący w drzwiach do magazynu wyszedł stamtąd a następnie otworzył jednym ruchem sporą puszkę mielonki. Po chwili większość osób wcinała konserwy.Wraz z resztą mogliście chwile odpocząć, zjeść coś i zregenerować siły, zwłaszcza psychiczne. W chwili gdy atmosfera trochę zelżała dwoje ratowników wyszło zając się ciałami. W pół godziny potem wrócili i przy pomocy Henrego i Mito umieścili ciała w rogu magazynu starannie przykryte kocami.

-No cóż, narazie nic więcej nie poradzimy w tej kwestii.. Jeśli chodzi o wydostanie się z tego miejsca to jedyne wyjście leży właśnie pogrzebane pod gruzami o ile.. o ile oczywiście nielicząc tajnych niemieckich przejściach o których niestety nic nam nie wiadomo. W tej chwili naszym priorytetem jest ręczne włączenie zapasowych generatorów i skontaktowanie się ze światem zewnętrznym. W bunkrze jest także grupa dr. Hammy ale chwilowo nie możemy jej pomóc bo jest w odosobnionej części bunkra. Muszę państwa uspokoić, że postępujemy wg. standardowej procedury w takich sytuacjach i wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Nikt mu nie odpowiedział, wyglądało na to, że on sam nie bardzo wierzył w to co mówił ale wiedział że przynajmniej niektórych da się tym uspokoić. Godzinę później ta sama dwójka która wróciła z ciałami wyruszyła w innym kierunku. Uzbrojona w dwie latarki i Beretty kaliber 40 żeby włączyć generatory i przywrócić dwie rzeczy, które zgasły w tym samym momencie. Prąd i ludzką nadzieję.

 
__________________
<miejsce na twoją reklamę> xD

Ostatnio edytowane przez traveller : 12-20-2007 o 17:22.
traveller jest offline  
Stary 12-26-2007, 08:35   #29
 
Mordragon's Avatar
 
Reputacja: 2 Mordragon ma wyłączoną reputację
$: 36 375
Wszystko nagle ustało - cała panika, niepokój. Zapadła dziwna cisza - całe szczęście, że wszyscy byli razem - Mito delikatnie odwrócił wzrok w kierunku ciał - prawie razem.
Czuł się dziwnie, zarazem połamany że takie coś się stało - są odcięci od świata w dziwnym, nieznanym kompleksie, a zarazem był rad że nie jest sam, że jest z nim dość duża grupka osób, w tym kilka naprawdę odpowiedzialnych i dzielnych istnień.
Oko niedawało mu spokoju, zaczął je trzeć, przez co zaczęłu mu łzawić i zrobiło się całe czerwone - cóż lepiej chyba je zamknąć; przymknął je delikatnie i przesłonił ręką.
Nie mógł zapomnieć o tym co się stało, o tej młodej kobiecie....ale dzisiaj nie mógł niczego zawalić, musiał twardo stąpać po ziemi. Poczuł ból w obitym łokciu i zadrapanym czole, rozejrzał się po innych "ocalałych" i zawuażył, że niektórzy są jeszcze bardziej poobijani niż on. Widząć że nikt na to nie reaguje rzekł dość niewyraźnie i niepewnie:
-Co z rannymi?!
Najwyraźniej nikt o tym nie pomyślał, bowiem wzbudziło to wyjątkowe poruszenie....

Wtem usłyszał kobiecy krzyk - to Dominika, która właśnie odzyskała przytomność; całe szczęście że były tu osoby takie jak Henry. Mito tylko posłał w jej kierunku ciepły uśmiech.

Młody Japończyk starał się być pomocny jak tylko mógł - nie był mocno poobijany, a adrenalina jakoś we wszystkim mu pomagała. Roznoszenie kocy i konswerw to nic w porównaniu z tym co potem musiał zrobić... Starał się przemóc, przezwyciężyć strach i myśli... niestety nie zdołał; odłożył wraz z Henrym i ratownikami ciała, ale poczuł się okropnie niedobrze.. - cóż spojrzał tylko na konserwe i oddał swoją porcję, którejś z dam, które towarzyszyły mu na tej wycieczce.

Kiedy usłyszał o komunikacji ze światem zewnętrznym, wyciągnał komórke, ale na zasięg chyba nie miał co liczyć - "Trzeba oszczędzać baterie, być może przyda się na potem" - pomyślał, chowając swój telefon.
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!
Mordragon jest offline  
Stary 01-01-2008, 18:16   #30
 
Geisha's Avatar
 
Reputacja: 2 Geisha jest na bardzo dobrej drodze
$: 18 439
Ewa obserwowała wszystko w milczeniu, ale sytuacja nie podobała sie jej coraz bardziej. Tym bardziej, że z każdym krokiem coraz więcej pytań rodziło się w jej głowie. W pewnym momencie poczuła sie zupełnie jak królik doświadczalny, wpuszczony w jakiś labirynt i obserwowany przez ciekawskich uczonych. Ewidentnie coś tu było nie tak...
Pokój z monitorami jeszcze wzmógł jej podejrzliwość. Takie "centrum" w zwykłym bunkrze? W wielu już była zbierając materiał do swoich książek i artykułów, ale w żadnym nie było czegoś takiego. Kompleks musiał być o wiele większy niż przypuszczała. Była ciekawa, czy ich przewodniczka o tym wie. dwadzieścia monitorów... sporo. W Ewie powoli zaczęła włączać się reporterska żyłka. Wiec minimum 20 kamer. Po co one? czy jest jakieś połączenie ze światem zewnętrznym? Dlaczego ten pokój jest tutaj, nie na górze? I dlaczego nie mają osobnego źródła zasilania... Dlaczego...? Pytań było tysiące. czyżby, jak już wiele razy sie zdarzało, turyści zostali wpuszczeni do nie do końca przygotowanego i zabezpieczonego obiektu? czyżby kolejne niedopatrzenie? A ona w samym jego środku? Tak, pomysł na artykuł wprost idealny. Ewie znów zachciało sie palić, ale tym razem wstrzymała sie. Nie wiadomo, jak długo tu zostaną, a papierosów ma... policzyła je palcami, nie wyjmując opakowania z kieszeni... papierosów ma 12. Kurna!
Ewa przyjęła swoją porcję konserwy, i odłożyła ją do torby. Nie była głodna. Była zaaferowana. Chociaż na zewnątrz wyglądała na oazę spokoju, gorączkowo przemyśliwała sytuację. Nie ruszył jej nawet widok ciał przykrytych kocem.
Wzmianka o generatorach trochę ją uspokoiła, ale zrodziła też wiele innych pytań. Nie można ich włączyć stąd? Pewnie nie.. więc gdzie są?
Jeszcze bardziej zdziwiła ją wzmianka o "grupie doktor Hammy". Co to za grupa? Inni turyści, czy może jacyś badacze, historycy, geolodzy...
Chyba nadszedł czas, żeby zadać te pytania.
Ewa wstała i podeszła do Henrego.
- Ewa Wolf.- podała mu rękę przedstawiając się. Na to, by przyznać się, ze jest dziennikarką, było jeszcze za wcześnie, wiedziała z doświadczenia, że właśnie przed pismakami ukrywa się najwięcej faktów. - Proszę mi powiedzieć... - lecz zanim zadała jakieś pytanie, zauważyła rzecz, która zdziwiła ją bardziej niż wszystko inne... - Na Boga, po co wam broń do włączenia generatorów? czy istnieją jakieś inne zagrożenia?
Spojrzała w lekko spłoszone tym pytaniem oczy mężczyzny. - Czy istnieją jeszcze jakieś inne zagrożenia? - powtórzyła głośniej, dając mu do zrozumienia, że w razie braku odpowiedzi nie zawaha sie zapytać tak, żeby wszyscy słyszeli pytanie. A to wzbudziło by kolejną falę paniki... i on powinien o tym wiedzieć.
 
__________________
Oto tańczę na Twoim grobie;
Ty, który wyzwałeś mnie od Aniołów...

Ostatnio edytowane przez Geisha : 01-01-2008 o 18:19.
Geisha jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Bunkier traveller Archiwum sesji Autorskich 24 01-31-2008 23:00
Bunkier [Autorski] traveller Archiwum rekrutacji 15 10-21-2007 17:09
Bunkier Milly Konwenty oraz forumowe zloty 1 09-30-2005 15:07


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110