![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #151 |
![]() | Kevin przez chwilę zastanawiał się nad tym, co powiedział Piotr i uświadomił sobie, że powrót do Brainfordów byłby bezcelowy. Jeżeli nawet wszystko poszłoby wyjątkowo sprawnie, to i tak raport od ekipy śledczej ujrzałby światło dzienne dopiero następnego dnia, a sama obecność detektywów w trakcie przeszukiwania domku Brandona mogłaby co najwyżej opóźnić pracę. Kevin tak bardzo chciał popchnąć śledztwo do przodu, że przestał zwracać uwagę na zegarek. Starał się jak najlepiej wypaść pierwszego dnia po przeniesieniu, co trochę przysłoniło mu resztę świata, a niejasne przekonanie, że innym detektywom na bank wszystko szło gładko jak po maśle nie pomagało w pamiętaniu o tak błahych sprawach, jak położenie słońca na niebie. W końcu skoro nie mieli żadnych godnych uwagi pomysłów, a powrót do Brainfordów również do nich zaliczyli, to pozostało im tylko, jak powiedział Piotr, odetchnąć i spojrzeć na sprawy z dystansu. Może faktycznie na drugi dzień coś im przyjdzie do głowy? - Kevin, podrzucisz mnie do baru "Babci" co? Przepraszam, ale nie pojadę do Branifordów. Musze jeszcze coś załatwić. Wystarczy na dziś tego wszystkiego. - Jasne, nie ma sprawy. - odparł Kevin i ruszył w stronę samochodu. - Wiesz, chyba faktycznie powinniśmy sobie dać już na dzisiaj spokój. Prześpimy się z tym wszystkim, czego się dzisiaj dowiedzieliśmy i jutro wrócimy do śledztwa ze świeżymi głowami. Detektywi dojechali do baru i tam się rozstali. Kevin ruszył w stronę domu z cichą nadzieją na jakąś dobrą kolację i spokojny wieczór w towarzystwie Julii.
__________________ Magia nigdy nie zostanie w pełni poznana i ujarzmiona. Z każdym nowym dniem przychodzi kolejne odkrycie, każdego dnia śmiało wydeptywana jest nowa ścieżka, którą podążają zarówno doświadczeni magowie, jak i kompletni nowicjusze. Mogą podążać nią do końca swojego życia. Mogą też zakończyć swoje życie na samym jej początku. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #152 |
![]() | Ulice Nowego Yorku , 16:20 p.m. Noga Ambersa nie żałowała gazu. Podczas gdy jego dłonie prowadziły pojazd, on rozpamiętywał odpowiedź madame Olgi na jego pytanie.- Nie jestem detektywem, przekazałam to co powiedziały karty. Nic więcej nie wiem. Taki podział uwagi szybko przyniósł konsekwencje... Chris zahaczył zderzakiem o inny wóz. Nie miał jednak zamiaru sie długo tym zajmować. Obejrzał tylko uszkodzenia swojego wozu i samochodu o który zahaczył. Nie były zbyt duże, na szczęście...Następnie wsunął kartkę z numerem swego telefonu i ruszył. Czas bowiem nie był po stronie Chrisa. Jeśli chciał jeszcze dziś coś załatwić w Small Business Association, to musiał się spieszyć. Siedziba Small business Association , 16:20 p.m. Siedziba stowarzyszenia mieściła się na 15-tym piętrze wieżowca wybudowanego w sercu miasta. Stowarzyszenie pogodziło prestiż z kosztami prowadzenia działalności poprzez wynajęcie jedynie sali konferencyjnej i kilku pokojów w pomniejszym biurowcu. Za to w prestiżowej biznesowo części miasta. ![]() Gdy Christopher Ambers dotarł na miejsce zobaczył sekretariat, który...Nie był to sekretariat jakiego się spodziewał. Brak tu było gustu i powiewu nowoczesności. Sekretariat przypominał te prowadzone w małych firmach. Na widok wchodzącego Ambersa, sekretarka uśmiechnęła sie służbowo i spytała. ![]() - Pan, w jakiej sprawie?- Mieszkanie nr 13, Bronx, 03:30 p.m. Nawet z "kogutem" jazda zajęła Chrisowi trochę czasu. W kierunku mieszkania, szedł już z wyciągniętą bronią trzymaną w dłoniach. Plecami opierając się o ściany i obserwując otoczenie...To wszytko robił odruchowo, bez zastanowienia. Nie zwrócił nawet uwagi na to kiedy wyjął broń. De Luca był psem policyjnym, po treningu i praktyce. Nicki szła za nim. Nigdy nie pozwoliłby praktykantowi, zwłaszcza płci żeńskiej, wystawiać się na ostrzał potencjalnego przeciwnika. De Luca kopniakiem wyważył drzwi i rozejrzał się. Pierwsze co rzuciło się mu w oczy to dwa trupy. Jerry leżał przygnieciony szafą, a jego czaszka przypominała pęknięty orzech. Henry wykrwawił się z przebitej widelcem krtani...Zdołał co prawda wyrwać widelec, ale krwi zatamować już nie zdążył. Jego krew mieszała się z sosem do spaghetti. Gdyż biedny Henry umarł przy pałaszowaniu posiłku postawionego niedużym stołku...Cały pokój wyglądał jakby przeszło tornado...Co prawda przedtem był tu bajzel. Ale w porównaniu z poprzednim stanem pokoju, obecny bałagan był znacznie większy. Ktoś gorączkowo przeszukiwał to miejsce. Czy znalazł to czego szukał? Chris nie zauważył magicznej księgi, ale z tego co pamiętał leżała na wierzchu dobrze widoczna. Więc przeszukiwanie całego mieszkania, wydawało się być mało racjonalne. Ruszył do kuchni, gdzie znalazł ostatniego denata. Pobieżna sytuacja pozwoliła stwierdzić, że rewolwer wybuchł mu w dłoniach. Niezwykle dziwny zbieg okoliczności...W dodatku trzeci z kolei...Jak można było przewidzieć, zabójca już opuścił miejsce zbrodni. Tymczasem Nicole stała nieopodal wejścia do mieszkania. Trzymała pistolet tak ją nauczono...ale...Nicky dotąd strzelała jedynie do tarczy na strzelnicy. Nigdy do żywego człowieka. Nie była pewna, czy by potrafiła zabić. Poza tym wiedziała co tam znajdzie. Czy miała na tyle odwagi by przyjrzeć się temu co dotąd widziała w wizjach? Które nie były aż tak ostre...I w których nie czuć było zapachu krwi. Mieszkanie Kevina Richardsa; 04:00 p.m. -Home, sweet Home.- to motto musiało przemknąć przez głowę Kevina, gdy wchodził do domu. Z kuchni dobywały się szlagiery lat 50-tych i 60-tych. Znaczy się, że ciocia Sara przygotowywała obiad. Co prawda czwarta po południu to późna pora na obiad, ale ani Kevin, ani jego żona nie mogli sobie pozwolić na wcześniejszy posiłek. Julia siedziała w salonie i rozmawiała przez komórkę.- Tak?...dowieźli?...świetnie...Harry, nie oczekuj ode mnie cudu...nie...za pół godziny najwyżej...wiem...czas jest ważny. Ale muszę odpocząć, nie chcesz żebym mu przypadkiem coś obcięła, prawda? Będę za godzinę, obiecuję...Jesteś potworem Harry, buziaki. Harry, imię to Kevin kojarzył. Harry Stie...jakiś tam. Szef chirurgów czy coś w tym rodzaju. Znajomy Julii z pracy i jej przełożony. Kevin ledwo go kojarzył...Zapewne się już spotkali na jakimś służbowym przyjęciu. Ale zarówno twarz jak i nazwisko owego chirurga ciągle umykały Kevinowi. Julia skończyła rozmawiac przez komórkę i następnie rzekła do Kevina.- Witaj kochanie, jak w pracy? Fajnie, że zjemy razem obiad. Potem musze lecieć. Pilna operacja, sam wiesz, dowieźli organy do przeszczepu wcześniej. A im krócej siedzą w lodówce tym lepiej. „Jak w pracy”- małżeński tajny kod oznaczający.- „Możesz mi się wyżalić.” Greenpoint, U Babci Jadzi 04:20 p.m. Piotr pogrążył w rozmyślaniach nad sprawą, która stawała się zagmatwana. Ofiara nie okazała się taka niewinna...Niestety przyglądając sie życiu ofiary, nie odkrył żadnych poszlak które mogłyby naprowadzić go na ślad mordercy...I kim byli HELL 7? Gangiem, sektą...klubem miłośników książek? Gdyby nie frustracja która gnębiła Piotra, zapewnie uznałby ostatnią myśl za zabawną. Skupiony na sprawie popijał cappuccino ze śmietanką...To serwowane w U Babci Jadzi miało gęstą pianę i było bardzo kaloryczne...i słodkie. Podobno krył się za tym jakiś staropolski sekret kulinarny z osiemnastego wieku. - Wyglądasz jak zbity pies, koleś.- Don bezceremonialnie przysiadł sie naprzeciw Piotra. - Problemy w pracy.- rzekł Piotr. - Acha. Cieszę się, że cię złapałem.- rzekł Don.- Nie chce mi się ganiać pod prosektorium na rozmowy. A co właściwie miałeś tam zamiar robić? Ciąć zwłoki dla organów ?..Jak tak, to bym znalazł kupca na świeżą wątrobę. Chińskie triady zbijają kokosy na nielegalnych transplantacjach...To bezpieczniejszy i bardziej opłacalny biznes niż dragi, wiesz? - Masz coś dla mnie?- spytał Piotr kończąc rozmowę o triadach. - O zwierzaczkach nic...Nie są na topie. Chyba, że jako dodatek do obiadu w chińskich restauracjach. Ale w Nowym Yorku coraz mniej się to opłaca. Bogaci amerykańscy Chińczycy są na tyle wykształceni, że nie wierzą w to iż zasuszony siusiak tygrysa zrobi z nich ogiera w łóżku. A ci, którzy wierzą, szyją spodnie w nielegalnych fabryczkach. –rzekł Don.- Co zaś do Central Parku, to też niewiele. Jeden żebrak co prawda widział nad Central Parkiem wielkie trzy ptaszyska. Ale z bardzo daleka, w dodatku cuchnęło od niego, jak z gorzelni więc gwarancji na prawdziwość nie daję.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. Ostatnio edytowane przez abishai : 04-10-2008 o 12:21. Powód: poważne byki ze strony MG! |
| | |
| | #153 |
| Newsman ![]() | Byli za późno. Cholera jasna byli za późno! Jak on tego nie nienawidził. Właśnie dlatego przeszedł z wydziału zabójstw do przestępczości zorganizowanej. Nie mógł zdzierżyć tego, że kiedy ich wzywali było już za późno. Oczywiście złapanie mordercy i wpakowanie go do aresztu sprawiało dużo satysfakcję, cholernie dużą satysfakcję. Chociaż czasami detektyw miał wielką ochotę zrobić jak brudny Harry i władować sukinsynowi, kule kalibru .50 w mózg. Czasami musiał sobie przypominać, że jest policjantem. Jest lepszy od tych sukinsynów. Jeszcze raz popatrzył na leżące w mieszkaniu ciała. Byli tacy młodzi, tacy młodzi a teraz nie żyję. Ale dorwę tego kto to zrobił. To był jego obowiązek. Po Nowym Yorku poruszał się, ktoś kto zabił 3 osoby i będzie musiał za to zapłacić! Chris podszedł do drzwi i popatrzył na Nicki -Słuchaj nie musisz tutaj wchodzić, nie musisz tego oglądać. - powiedział i wyjął swój telefon komórkowy wybierając numer posterunku. Kiedy tylko ktoś odebrał bez ceregieli zaczął mówić -Detektyw De Luca jestem na skrzyżowaniu 3rd Avenue i Fairmont Park way pod numerem 13. Mam tutaj trzy 10-105 - 10-105 w policyjnym kodzie radiowym oznaczało DOA. Odnalezienie ciał po przybyciu na miejsce zdarzenia. Jeżeli dyspozytor miał jakikolwiek staż zorientuje się od razu, o co chodzi. Jeżeli nie jakiś jego przełożony powinien go pogonić. Nie miał jednakże czasu czekać, aż na posterunku zdecydują co robić z takim fantem. -Przyślijcie tutaj ekipę śledczą i koronera- powiedział jeszcze do słuchawki i rozłączył się chowając telefon do kieszeni. Był zły, nie potrzebny był geniusz psychologi żeby to zobaczyć. Szkolenie i lata praktyki, czasami czuł się bezradny, ale to zawsze mijało. Za to nie miał nic przeciwko złości, oczywiście dopóki nie zaślepiała, a pomagała mu w pracy. Była pewnym dopalaczem. Pozwalała działać kiedy inni odpadali i rezygnowali. Zapiał kaburę, do której wcześniej włożył pistolet. W końcu morderca nie wróci na miejsce tego zdarzenia. "Zabrał księgę, ale zrobił przy tym straszny bałagan. Co może oznaczać, że albo nie wiedział nigdy tej książki i szukał jej wszędzie ... chociaż to było mało prawdopodobne, albo chodziło o księgę, a rozwalił całe mieszkanie, żeby zbić nas z tropu ... lub przyszedł po coś innego, a księga była dodatkiem. Tak czy siak, musiał wiedzieć o jej wartości, w końcu inne zostały" -Poczekamy na ekipę i trochę pokierujemy ich pracą. W końcu dwójka detektywów nie jest od tego, żeby zajmować się każdym najmniejszym śladem. A księga zniknęła, co może oznaczać kłopoty ...- powiedział do dziewczyny, a po chwili wahania dodał -Przepraszam Nicole, to moja wina, że miałaś taki okropny pierwszy dzień.- mówił szczerze. Gdyby nie naciskał tak na tą księgę, to może w pierwszym dniu swojej pracy, nie zobaczyłaby takich okropności. Jeżeli miałaby się załamać, mogła to być jego wina. Wszystko było strasznie skomplikowane, niestety taka była ta praca -Nie wiem jak ty, ale ja się chyba dzisiaj będę musiał czegoś napić. Ten skurwiel, który to zrobił będzie musiał za to zapłacić ..- Włoch zamilkł na chwilę i zacisnął pięści. Uświadomił sobie, że czekała go pewnie rozmowa z rodzicami zmarłych. Jedna z najgorszych czynności jaka może przypaść policjantowi. Widzieć rozpacz ludzi, którzy stracili wszystkich. -To jest nasze śledztwo i nikt nam go nie zabierze, chcę złapać tego faceta - popatrzył dziewczynie w oczy i uśmiechnął się ponuro -Razem sobie poradzimy, nawet Starksy i Hutch nie daliby nam rady- starał się choć trochę "rozrzedzić" atmosferę, nie wiedział czy dziewczyna oglądała ten serial, ale nie było to teraz ważne, pewnie mogła się domyśleć o co chodzi ...
__________________ We giving all gained all. Neither lament us nor praise. Only in all things recall, It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |
| | |
| | #154 |
![]() | Nicki stała przed drzwiami. Wiedziała, co zobaczy w środku. Pomimo to nie była jednak w stanie zrobić ani kroku. Chris długo nie wychodził. Cisza jaka panowała wewnątrz wskazywała, iż Nicole nie pomyliła się ani trochę. Słowa Christophera potwierdziły tylko jej przypuszczenia. Tak bardzo chciała się mylić... - Ja... Muszę się trochę oswoić z tą sytuacją... Za chwilę... chyba będę wstanie tam wejść... - wyszeptała słabym głosem. Przyglądała się, jak Christopher dzwonił na posterunek. 10-105... Co to oznaczało? Mówili o tych kodach na kursie, ale Nicki za nic nie mogła sobie przypomnieć o czym te liczby informowały. Jej partner był zły. Było to widać. Co więcej, było to zrozumiałe. Nie dawno zginęło tu trzech chłopaków. Nicole cały czas miała przed oczami ich twarze gdy byli tu po raz pierwszy, oraz te martwe, z wizji... - Poczekamy na ekipę i trochę pokierujemy ich pracą. W końcu dwójka detektywów nie jest od tego, żeby zajmować się każdym najmniejszym to śladem. A księga zniknęła, co może oznaczać kłopoty... Przepraszam Nicole, moja wina, że miałaś taki okropny pierwszy dzień. - To nie jest twoja wina... - odpowiedziała mu cicho Nicole. - Sama chciałam wywołać wizję. Może gdybym wcześniej wywołała wizję, mogłabym temu zapobiec, ale dzięki wizji przynajmniej wiem trochę o sprawcy... - jej głos był całkowicie pusty. Można było z niego wyczytać, że trochę obwiniała się o śmierć tych chłopaków. Ale przecież nie mogła temu zapobiec... -Nie wiem jak ty, ale ja się chyba dzisiaj będę musiał czegoś napić. Ten skurwiel, który to zrobił będzie musiał za to zapłacić... Przytaknęła milcząco. Nigdy nie paliła, nigdy nie piła. Chyba będzie musiała zacząć. Na razie jednak by się uspokoić wyciągnęła gumę. - Ja nie piję, ale gdy jestem zdenerwowana żuję gumę... - powiedziała tym samym pustym i ponurym głosem co wcześniej -To jest nasze śledztwo i nikt nam go nie zabierze, chcę złapać tego faceta Chris spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się ponuro. -Razem sobie poradzimy, nawet Starksy i Hutch nie daliby nam rady Uśmiechnęła się smutnie, ale trochę pogodniej. Słyszała o takim serialu, jednak oglądała tylko kinową ekranizację. - Jak myślisz, jak wiele osób ma prawe oko zielone, a lewe brązowe? Oprócz tego nosi sygnet i białe, zamszowe buty...- przed jej oczami znów stanęły te oczy, w które samo spojrzenie powodowało chęć ucieczki. - Czy te informacje coś pomogą?
__________________ Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba to tylko zrozumieć... // Maria Skłodowska-Curie |
| | |
| | #155 |
![]() | Chris szedł szybkim krokiem korytarzami wieżowca. Tak szybkim, że był to niemal trucht. Brwi miał teraz zmarszczone, okulary błyszczące - szedł wściekły i zarazem dumnie wyprostowany. Wreszcie dotarł na odpowiednie piętro. "Niezła dziura" - rzucił w myślach. Wydawało mu się, że spotka na swej drodze coś bardziej imponującego. Jedynym atutem mógł być dla firmy fakt odpowiedniego położenia. Przed drzwiami do sekretariatu przystanął. Odetchnął głęboko uspokajając się. Jeśli coś mogło pogłębić poprzedni zły humor Ambersa to właśnie przyrąbanie w cudzy samochód. W wyobraźni niechcący znów przywołał niedawną sytuację: "I jeszcze będę musiał za to płacić!" - dodał w myślach, pisząc kartkę ze swoimi namiarami. Po jej doręczeniu trzasnął drzwiami i ruszył dalej, rzucając soczyste przekleństwa w stronę okrutnego świata. Odetchnął jeszcze kilka razy i zapukał do drzwi. Chwile potem, znajdował się już w sekretariacie, który conajmniej zawiódł jego oczekiwania. Zwykła, mała firemka - taki obraz rzucił mu się w oczy. Lecz w jakiejś części jego głowy, za ciemnymi okularami zakołatała się myśl: "Nie oczekuj od życia samych niesamowitości. To że jesteś w porąbanym, paranormalnym wydziale nie znaczy, że od tej pory napotykać się będziesz tylko na czerwone dywany i złote tarasy... Takie rzeczy zdażały się częściej raczej w wydziale narkotykowym." Uśmiechnął się lekko do sekretarki i przedstawił, wyjmując i pokazując odznakę policyjną: - Dzień dobry, nazywam się detektyw Christopher Ambers, z XII wydziału NYPD. - Pan, w jakiej sprawie? - Kontaktowałem się dzisiaj z panią - chciałbym pilnie porozmawiać z szefem - dotyczy to sprawy którą zajmuje się policja - wrócił do dawnego tonu - spokojnego, niskiego i wyrazistego. Dbał o to, by to co mówił wywarło jak największy wpływ na sekretarkę i pozwoliło mu przeprowadzić wreszcie rozmowę. Nie chciał więcej marnować czasu, więc starał się użyć jak najwięcej swojego talentu negocjacyjnego. Ostatnio edytowane przez Umbriel : 04-03-2008 o 19:07. |
| | |
| | #156 |
![]() | Mieszkanie nr 13, Bronx, 04:00 p.m. Zanim przyjechała panna koroner, Chris jak i Nicki mieli okazję się rozejrzeć. Bądź co bądź, Chris już zbierał argumenty mające przekonać szefa, żeby to im właśnie przydzielił tą sprawę. Poza tym ich odciski palców Chrisa i Nicki w tym mieszkaniu już były. A oni nawet nie wiedzieli jak wygląda Jack Cyrano-Napier, tajemniczy właściciel mieszkania i być może były właściciel księgi. Koroner okazała się energiczną, acz zblazowaną blondynką, na której trupy zrobiły niewielkie wrażenie. Za to bajzel panujący w mieszkaniu...ogromne. - Powinni mi dopłacać za sprzątanie takiego bałaganu.- rzekła po czym zwróciła się Chirsa i Nicki.- Doktor Laura Pavlicek jestem. To wy znaleźliście denatów? Pstryknęła palcami i krzyknęła do ekipy śledczej.- Dobra chłopcy, znacie procedurę, oznakować, zrobić zdjęcia i do worków. Sięgnęła po paczkę Marlboro, w milczeniu zaproponował je Chrisowi i Nicki, po czym sama wyciągnęła jednego z nich i zapaliła. - To już kolejne z kolei zwłoki w tym dniu...Jak tak dalej pójdzie będę mogła urządzić bank organów w prosektorium.- rzekła pomiędzy dymkami, po czym dodała.- Spieszy wam się z ekspertyzą? Bo mam jeszcze dwóch innych nieboszczyków do cięcia...No i randkę. No, może nie tyle randkę, co spotkanie...Ale może być przyjemnie.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. |
| | |
| | #157 |
| Newsman ![]() | De Luca nie raz i nie dwa zajmował się podobnymi rzeczami ... jeszcze jak pracował w wydziale zabójstw - jak twierdzili niektórzy policyjnej elicie, chociaż on i tak wolał ekipę i pracę w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną. A Wydział 13 ... okazał się być czymś zupełnie niezwykłym, a jednocześnie jakiś taki ... "zwyczajny". Miał ciała trzech młodych chłopaków, zamordowanych, co do tego policjant nie miał żadnych wątpliwości ... tylko jak? Magią. Taka odpowiedź sama cisnęła się na usta, w końcu księga zniknęła. Pozostawała tajemnica niezwykłego bałaganu pozostawionego w pokoju. I gdzie jest pan Napier? Odnalezienie tego gościa było kolejną rzeczą na jego liście do zrobienia. Pani koroner, która przybyła na miejsce zdarzenia wydawała się jakaś taka zblazowana. Nie przejęła się widokiem ciał, może to ciągłe krojenie uodporniło ją na takie widoki, chociaż dla policjanta było to dziwne. Jasna cholera, zdarzało mu się zabić przestępce, a jednak nadal posiadał uczucia. W tym momencie, nie wiedział czy powinien współczuć czy zazdrościć pani doktor. -Tak, znaleźliśmy tych chłopaków - odpowiedział krótko na pytanie Laury. Chwilę obserwował jak ekipa wtacza się do pokoju i zaczyna zajmować się bałaganem. "Nie mogli przy okazji przysłać kilku posterunkowych? Trzeba było przesłuchać sąsiadów, w końcu musieli słyszeć przynajmniej wybuch rewolweru, a może widzieli naszego tajemniczego mordercę?" Wziął podanego papierosa i z kieszeni wyciągnął srebrną zapalniczkę Zippo z logiem NYPD. Sprawnym ruchem otworzył ją i odpalił papierosa - najpierw pani doktor a potem sobie. Z trzaskiem zamknął ją, gasząc przy okazji płomień, wrzucił ją z powrotem do kieszeni kurtki i wciągnął dym w płuca. Nie palił zbyt często, ale z drugiej strony, nie codziennie miał okazje oglądać coś takiego. Poza tym sprawa z wizjami jego partnerki, jeszcze jakiś czas temu żył w błogiej nieświadomości. Rzeczywistość okazywała się bardziej złożona, niż kazano mu w wierzyć, trzeba było się do tego dostosować, a to akurat wychodziło mu nieźle ... pewnie przez dzieciństwo spędzone w różnych wojskowych bazach rozsianych po całych stanach zjednoczonych. - To już kolejne z kolei zwłoki w tym dniu...Jak tak dalej pójdzie będę mogła urządzić bank organów w prosektorium.- słuchał słów pani koroner, wypowiadane pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami się papierosem.- Spieszy wam się z ekspertyzą? Bo mam jeszcze dwóch innych nieboszczyków do cięcia...No i randkę. No, może nie tyle randkę, co spotkanie...Ale może być przyjemnie. De Luca wzruszył ramionami -Ekspertyza może poczekać do jutra, oficjalnie i tak mamy już wolne- odpowiedział spokojnie patrząc Pavlicek prosto w oczy -Chciałbym wiedzieć jednak parę rzeczy. Między innymi czy do popełnienia przestępstwa użyto magii. Byłbym również bardzo wdzięczny gdybyś zechciała nam użyć dwóch ludzi z twojej ekipy. Mogliby przejść się po sąsiadach wypytać czy czegoś nie słyszeli, albo czy nie widzieli kogoś podejrzanego.- mówił spokojnie i rzeczowo, miał nadzieje, że jego prośba zostanie wysłuchana -Przestępca pewnie miał rękawiczki, dobrze jednak byłoby sprawdzić czy nie zostawił odcisków palców.- na chwilę przerwał i popatrzył na Nicki -Chyba trzeba by pogadać jeszcze raz z panią Black. Powinna była coś słyszeć- Nie czekając nawet na odpowiedź uśmiechnął się czarująco i wyciągnął telefon -Przepraszam, że muszę na chwilę opuścić takie urocze towarzystwo, ale muszę gdzieś jeszcze zadzwonić- Odszedł parę kroków, żeby nie przeszkadzać ekipie zajmującej się mieszkaniem i wykręcił numer posterunku -Tu De Luca- dzisiaj dzwonił już tyle razy, że powinni go byli poznawać po głosie -Podajcie na kanale ogólnym, że poszukuję niejakiego Jacka Cyrano-Napiera. Był notowany, więc powinniśmy mieć jakieś jego zdjęcia. Musimy go przyprowadzić na przesłuchanie, bardzo chciałbym zadać mu kilka pytań. Jeżeli chodzi o dane trójki ofiar są to: Henry Rodrigez, Robert Bowhite i Jerry Guire. Pan Rodrigez studiował drugi rok na LaGuardia Arts, kurs gry na perkusji i gry na oboju. Bowhite uczył się na ostatnim roku w szkole średnie, nie wiem w której. A pan Guire jest synem właścicielki "U Mamy Guire"- detektyw mówił te dane spokojnie, tak żeby operator zdążył je sobie zapisać i niczego nie pomylił. Kiedy tylko usłyszał potwierdzenie rozłączył się i wrócił do pań. -Co za czas wolny. Cóż dopóki nie znajdziemy Jacka, niewiele możemy zrobić. Chyba będzie trzeba zacząć od jutra na spokojnie. Chciałbym jeszcze dzisiaj jedną rzecz załatwić na mieście- "Tak chcę pogadać z paroma osobami i chociaż ufam Nicki, to nie znaczy, że moi informatorzy będą chcieli przy niej mówić. Poza tym miejsca, w które się wybiorę nie są najlepsze do zwiedzania pierwszego dnia pracy, szczególnie gdy ten jest pełen tylu niespodzianek" Chris nawet nie zauważył, że prawie cały czas bawił się przekręcając sygnet swojej uczelni ... -Co za paskudny dzień - zwrócił się do Merth -Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie lepszy. Chociaż najlepszy będzie, kiedy powiem temu, który jest za to odpowiedzialny Yippie-kay-yay ... wiecie jak dalej leci- powiedział policjant uśmiechając się lekko. Oczywiście, że miał na myśli słynny tekst wypowiedziany przez Bruce'a Willisa w "Szklanej Pułapce" ... czasami taka wizja roboty wydawała się pociągająca.
__________________ We giving all gained all. Neither lament us nor praise. Only in all things recall, It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |
| | |
| | #158 |
![]() | Nicole była zaskoczona zachowaniem pani koroner. Kobieta pewnie musiała przywyknąć do widoku ciał. Taka praca. Dla Nicole nie były to tylko trupy, które należy zbadać i złapać mordercę. To byli ludzie, którzy mieli rodziny, marzenia, plany... Jednak Pavlicek musiała się "uodpornić"... Nicki stała zamyślona pod ścianą, tuż przy drzwiach wejściowych. Żal jej było tych chłopaków. Dokładnie pamiętała ich twarze, gdy byli tu po raz pierwszy. Muzycy, planowali założenie zespołu... Nie. Zmusiła się, by skończyć o tym myśleć. Musi się skupić na pracy, która na dzisiaj już się skończyła. Nicole uważnie słuchała, jak Christopher rozmawia z Laurą. Tak Pani Black na pewno coś słyszała. W końcu tak się na nich uwzięła, że musiała zauważyć coś niepokojącego. Nicole słuchała, jak De Luca rozmawia przez telefon z centralą. Wiedziała, że musi się takich rzeczy jak najszybciej nauczyć. Umiejętność powiadomienia komisariatu o wydarzeniach, wezwania posiłków etc., mogła się bardzo przydać. -Co za paskudny dzień - zwrócił się do niej Chris. -Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie lepszy. Chociaż najlepszy będzie, kiedy powiem temu, który jest za to odpowiedzialny Yippie-kay-yay ... wiecie jak dalej leci Nicole uśmiechnęła się. Oglądała Szklaną Pułapkę kilka razy, więc doskonale wiedziała o co chodzi. - Taak... Ciekawy pierwszy dzień pracy... W domu przejrzę jeszcze internet w poszukiwaniu jakichś informacji. Raczej mało prawdopodobne, ale może uda mi się znaleźć coś ważnego. W końcu w internecie jest praktycznie wszystko... To teraz przesłuchamy sąsiadów, czy kończymy? - zapytała na koniec.
__________________ Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba to tylko zrozumieć... // Maria Skłodowska-Curie |
| | |
| | #159 |
![]() | Mieszkanie nr 13, Bronx, 04:25 p.m. De Luca wzruszył ramionami -Ekspertyza może poczekać do jutra, oficjalnie i tak mamy już wolne- odpowiedział spokojnie patrząc Pavlicek prosto w oczy -Chciałbym wiedzieć jednak parę rzeczy. Między innymi czy do popełnienia przestępstwa użyto magii. Byłbym również bardzo wdzięczny gdybyś zechciała nam użyć dwóch ludzi z twojej ekipy. Mogliby przejść się po sąsiadach wypytać, czy czegoś nie słyszeli, albo czy nie widzieli kogoś podejrzanego.- Chris mówił spokojnie i rzeczowo, miał nadzieje, że jego prośba zostanie wysłuchana - Zwykle detektywi wolą sami robić te przesłuchania...Zwłaszcza, w tym wydziale. Posterunkowi zwykle sypią serią standardowych pytań, a w tej robocie sprawy rzadko są standardowe.- rzekła Laura pomiędzy jednym a drugim dymkiem.- Przy okazji...Niegrzecznie jest nie podać swojego imienia przy prezentacji, wiesz? Gdybym miała czas, może nauczyłam bym cię dobrych manier.- słowa te zakończyła perlistym śmiechem. -Przestępca pewnie miał rękawiczki, dobrze jednak byłoby sprawdzić czy nie zostawił odcisków palców.- detektyw na chwilę przerwał i popatrzył na Nicki. -Tak, tak, wiem.- rzekła doktor Pavlicek potrząsając głową.- W dzisiejszych czasach pobieranie próbek DNA to standard, a odcisków palców to rutyna. Po czym uśmiechając się enigmatycznie zaczęła narzekać z przesadnym dramatyzmem w głosie. – Uczy się człowiek w uczelni kilka lat, potem kroi nieboszczyków jako praktykantka, by na końcu każdy detektyw w mieście uczył cię twego zawodu. Po co lata strawione na nauce? Powinnam balować na imprezach. Przecież wszystkiego by mnie nauczyli detektywi, którym ani razu nie było dane porządkować wnętrzności nieboszczyków. -Chyba trzeba by pogadać jeszcze raz z panią Black. Powinna była coś słyszeć-De Luca nie czekając nawet na odpowiedź uśmiechnął się czarująco i wyciągnął telefon -Przepraszam, że muszę na chwilę opuścić takie urocze towarzystwo, ale muszę gdzieś jeszcze zadzwonić- Odszedł parę kroków, żeby nie przeszkadzać ekipie zajmującej się mieszkaniem i wykręcił numer posterunku. Ten czas wykorzystała Laura, by rzec półżartem-półserio do Nicole.- Typ słodkiego drania, dziewczyno. Do rany przyłóż i do podusi też, ale zapewne nie wytrzymuje długo w stałych związkach. Tacy wieczni chłopcy są dobrzy tylko na kilka godzin dobrej zabawy. Ale za to przedniej...No to ja biorę się do obowiązków, a ty bierz się za niego. Może kiedyś poplotkujemy o jego "możliwościach". W razie czego łatwo mnie znaleźć, no to pa. Gdy De Luca wrócił Laura dyskretnie się wycofała się do swoich obowiązków pozostawiając dwójkę detektywów samych sobie...
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. Ostatnio edytowane przez abishai : 04-14-2008 o 17:16. |
| | |
| | #160 |
| Newsman ![]() | -Myślę, że możemy się podzielić tym piętrem po połowie i zapytać czy ktoś coś słyszał - odpowiedział detektyw na pytanie swojej partnerki -Nie zajmie nam to, nie wiadomo ile czasu. Podejrzewam, że większość osób odpowie, że nic nie wie ... ale będzie to swojego rodzaju dobre przysposobienie dla ciebie - uśmiechnął się po tych słowach, jeżeli ktoś chciał się nauczyć dobrze pływać, to musiał w końcu wejść do wody sam. Nicole, była bystra, a jeżeli ich zabójca, był jakimś magiem, to jak mówiła pani doktor, standardowe pytania mogą nie starczyć, trzeba myśleć nie standardowo ... świeżo. -A kiedy skończymy podrzucę cię na posterunek i pojadę porozmawiać z kilkoma osobami o pewnej .... ciekawej reputacji. Dam znać, że szukam tej książki i jeżeli gdzieś wypłynie w pół-światku, będziemy o tym wiedzieć. Chociaż intuicja mówi mi, że ktoś dokonał tego przestępstwa albo na zamówienie, albo wyłącznie pod siebie. Trzeba jednak szukać ... -
__________________ We giving all gained all. Neither lament us nor praise. Only in all things recall, It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze]13 wydział NYPD | abishai | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 341 | 10-04-2008 15:40 |
| [autorski] XIII wydział NYPD | Umbriel | Toplista sesji | 1 | 07-02-2008 17:05 |
| Wydział XIII do spraw nadnaturalnych | abishai | Archiwum rekrutacji | 56 | 11-02-2007 15:36 |