![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #211 |
![]() | - Taa… mam pytania. Co to za hotel, w którym ma nastąpić atak EMO-wampira? Co to za konwent? Skąd wiadomo, że tam ma nastąpić atak? - powiedział Vincent. - Przypuszczamy, że atak nastąpi w hotelu Pensylwania, w którym byłem z Junem... - Przy nazwie hotelu wyraźnie zatrzymał się, jakby coś go zastanawiało - Konwent to VampirCon, coś dla fanów wampirów... Na tej imprezie będą sprzedawane gadżety z nimi związane, którymi zresztą handlują Carversowie. Firma zajmująca się organizacją tejże imprezy nie jest zbyt bogata, wystrój pomieszczenia w którym konwent miał się odbywać, wyglądał jak z horrorów najgorszej klasy. Tymczasem Carversowie są właścicielami VampCorpu, firmy, która zajmuje się dystrybucją gadżetów związanych z podobną tematyką. Przeglądałem ich ofertę, ale nie ma tam nic, co mogłoby wzbudzać jakiekolwiek podejrzenia. Oczywiście nie wiemy na 100 %, czy tam nastąpi atak. Policja ma jednak dobre przesłanki, by to przypuszczać - EMOwampiry lubią przebywać wśród tłumów, gdzie trudniej wykryć ich działanie, a poprzednie przypadki także wydarzyły się na tego typu masowych imprezach - w Waszyngtonie i Filadelfii. Ambers zaśmiał się wesoło, słuchając jak jego partner mówi o broni. - No tak, wybacz mi roztargnienie, ostatnio mam z tym duży problem. Zapasowe magazynki możesz schować tu - wskazał mu schowek w samochodzie, gdzie znajdował się już nóż do rzucania i sporo magazynków - wydziałowych i nie tylko. Część zostawił tu jeszcze Jun. Ambers kiwnął głową, słuchając wypowiedzi partnera na temat gustu muzycznego. - To bardzo dobrze się składa, bo ja też lubię ostrzejszą muzykę. Słysząc odpowiedzi na dalsze pytania Ambers uśmiechnął się zadowolony, niczym nauczyciel, dumny z ucznia który dobrze się sprawuje. "No, zielony różku*, może jednak na coś się nam przydasz" - Oczywiście, w obecnej sytuacji pozostaje nam jedynie rozmowa telefoniczna. Tylko cię sprawdzałem. - rzekł życzliwie, po czym kontynuował rzeczowym tonem - Dzwoniąc do firmy, możemy się upewnić, czy bierze ona udział w tej imprezie, i jakie towary planują wystawić na targi. Jedyną cechą wyróżniającą EMOwampiry, o jakiej się dowiedziałem, jest pociąg do przebywania w tłumie - jako psycholog, mógłbyś spróbować dyskretnie wyciągnąć informacje na ten temat od Carversów, być może spróbować jakiejś manipulacji... Wątpię, by byli tak głupi by ujawnić się ze swoimi umiejętnościami, ale jeśli sprawnie zastawisz przynętę, lub wyprowadzisz ich z równowagi - kto wie? Warto też zapytać się czy planują osobiście stawić się na VampirConie. - odchrząknął - Ja zajmę się biurem, a ty małżeństwem - pasuje ci taki podział pracy? Masz może jeszcze jakieś pomysły na pytania, które moglibyśmy zadać? Może chciałbyś jeszcze raz przejrzeć akta, nim zaczniemy dzwonić? Ambers odetchnął głęboko. Wreszcie elementy układanki zaczęły powolutku odnajdywać się w jego głowie i układać na swoich miejscach... Nagle, odczuł, jak zaczyna doskwierać mu głód. - Chyba muszę coś zjeść - powiedział, wyjmując kanapki wzięte z domu i odgryzając duży kęs jednej z nich. W tle cicho puścił utwór z płyty. To była Metallica. [...]Look out motherfuckers here i come I'm gonna make my head my home The sons of bitches tried to take my head Tried to make me someone else instead It's my world You can't have it![...] [...]I'm out my head, out my head Get'em out my head, out my head Get'em out[...] - Chcesz może przemieścić się w jakieś dogodniejsze miejsce do rozmowy, czy robienie tego niedaleko wydziału Ci odpowiada? - rzekł, tak, jakby wspominał o całowaniu się, a nie o rozmowie telefonicznej, po czym znów błysnął zębami. *ang. Greenhorn - nowicjusz. Ostatnio edytowane przez Umbriel : 07-05-2008 o 19:52. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #212 |
![]() | czw. 11 X 2007; wydział 13, świetlica, 09:44 p.m - No to śmigajmy po tą pukawkę. Dają taką a nie inną wiec nie ma co grymasić. No i może wyłudzimy szybko samochód no chyba, że wolisz taksówkę. - Pociągnęła go za sobą całkowicie nie zważając na to, że Mike jest tu "u siebie" i korzystając ze wskazówek których detektyw Ambers udzielił Vincentowi. Beretta 92. Dwa dodatkowe magazynki. Ładownica. Kamizelki kuloodporne w aucie. -Fajno. Nie nie zamierzam w tym paradować, ale czasami dobrze mieć ją w bagażniku.- Apteczkę. - Skoro już zmusili mnie do robienia EMT-D, to głupio nie było by mieć pod ręką plastra, prawda? - Amunicja "khum... jednak jest kolorowa?!" do berrety i glocka 19 którego Amy wyciągnęła z poziomej kabury przypiętej z tyłu do paska do spodni i podała "Świętemu" do spisania odsłaniając przy tym skryte pod podkoszulkiem zaraz koło kabury futerały na magazynki do glocka, taser i kajdanki. Wszystkie z tłoczonymi logo NYPD. Pozostała sprawa samochodu więc Amy rozpoczęła przebijanie się przez konieczny formularz. Marka jej nie obchodziła. Miało mieć cztery koła, mieścić co najmniej dwie osoby i jeździć dość żwawo. Zdała się tu całkowicie na kwatermistrza otrzymując w końcu niebieskiego cosia z automatyczną skrzynią biegów. W końcu dotychczas nigdy nie myślała o posiadaniu takowego. Gdy tylko formalnością udało się zadośćuczynić wręczyła dokumenty konieczne do odebrania pojazdu McMurremu i pozwoliła by zajął się tym jak i zabraniem do nowego auta pobranego sprzętu. - Zaraz spotkamy się na parkingu!- Dodała jeszcze przez ramię umykając z powrotem w głąb Wydziału. czw. 11 X 2007; wydział 13, parking Po chwili terkotliwy dźwięk kosiarki oznajmił dotarcie detektyw Walter na jej krwistoczerwonej demonicznej maszynie. W lewej ręce trzymała kubełek z chińszczyzną dla którego najlepszym określeniem było... rodzinny. ![]() Całkowicie niezrażona wrażeniem jakie mógł wywołać jej wehikuł rozpoczęła moszczenie się w nowym samochodzie. Sprawdziła zamknięcie bagażnika i schowek. Wrzuciła do tego pierwszego apteczkę i kamizelkę, a do drugiego schowała służbową berettę wraz z magazynkami i tymczasowo oba zestawy amunicji. - Chyba możemy ruszać. - Stwierdziła sadowiąc się na miejscu pasażera i przesuwając fotel maksymalnie do tyłu tak by móc podkurczonymi nogami zaprzeć się o zewnętrzną obudowę schowka, a następnie zabrać się za zawartość kartonowego pudełka nim ta ostygnie zupełnie. Co z tego, że w papierach auto było na nią? Przecież facet na pewno prowadził znacznie lepiej. Poza tym miała aktualnie pilniejsze zajęcie. - To jaki mamy plan? - Ostatnio edytowane przez carn : 07-06-2008 o 09:08. Powód: korektum |
| | |
| | #213 |
![]() | czw. 11.X.2007 Pickersgill Avenue #13, mieszkanie Hitohiro Yagami 11:10 a.m. Wyszedłszy spod prysznica, Yagami otworzył walizkę. Zawsze w ramach próśb o mieszkanie, specyfikował parę rzeczy. Prywatność, spokój, ogród, krzewy i drzewa, raczej parkowa dzielnica. Jeśli możliwe, staw, choć na to nigdy nie nalegał. By numer domowego telefonu znała jego najbliższa rodzina. By ilość wejść do domu była mniejsza niż pięć. By przy każdym oknie, każdych drzwiach był pleciony sznurek. I wreszcie, by numer domu był równy trzynaście. Teraz, otwierając walizkę, wydobył strażnicze hitogata. Te proste uroki podróżowały z nim przez wszystkie dotychczasowe miejsca zamieszkania. Rozwieszał je na sznurkach, szepcąc cicho zaklęcia, tworząc sieć punktów kontrolnych. Przejście przez drzwi czy okna człowieka, który nie był Yagamim zostawało zapamiętane. Zostawało jeszcze jedno. - Uho tenhou tennai tenshou tenho tennin kenko genkou ritei - wyrecytował cicho lecz z mocą Japończyk, kładąc dłoń na kartce ozdobionej z jednej strony pentagramem, z drugiej grawerunkiem kota otoczonym jakąś inskrypcją. Kartka zatrzepotała, jej brzegi zaczęły błyszczeć światłem tak intensywnym, że Yagami musiał zamknąć oczy. Zamknięcie oczu świadków było momentem, w którym otwierały się bramy. Blask zelżał, Yagami otworzył oczy i spojrzał na śliczną białą kotkę, spokojnie liżącą sobie łapę. - Byakko, popilnuj proszę domu. Kocica podniosła się, by ciekawie zacząć się rozglądać i badać otoczenie... czw. 11.X.2007 , wydział XIII, kostnica 12:11 p.m. "Rozumiem, kuzynie. Przykro mi, że nalegałem, ale jestem na obcym terenie i muszę wiedzieć na kim i jak bardzo mogę polegać." To byłoby dobre zdanie, które wytłumaczyłoby Hasamichi-san zachowanie przybysza, ale jego kuzyn nie umiał się zdobyć na to, by je powiedzieć. Zresztą, wkrótce miało mu ono wylecieć z głowy wskutek rozwoju wydarzeń. Widząc twarz brata, Yagami zadygotał, niemal tracąc panowanie nad sobą. Jego prawa dłoń mimowolnie sięgnęła ku twarzy zmarłego, lecz Japończyk dostrzegając nieświadomy gest zwinął dłoń w pięść i zmusił rękę do powrotu na swoją zwykłą pozycję. Hitohiro miał tuzin pytań, ale wiedział, że zadanie ich teraz jedynie zdradzi, jak bardzo jest poruszony. Nie ufał głosowi. Po prostu wpatrywał się więc w twarz Juna, zapamiętując szczegóły upiornego widoku, wiedząc, że będzie go on nawiedzać w koszmarach. Gdy zdołał się już trochę uspokoić, z nosa Juna wypełzła ta pokraka, a Yagami aż pobladł z wściekłości. Pisk stworka zbiegł się z cedzoną przez zęby recytacją: - Watashino kuiki, anatano sakai. Hoi! Mizu no Kukaku, Tsuchi no Shikiri, Jyoso! Ama kakeru; ketsu! Każdemu wykrzyknikowi towarzyszył odpowiedni gest, zakreślania, podnoszenia oraz złapania; każdy wykonywany prawą ręką; każdy wykonywany z gracją płynącą z praktyki. Błękitno-brązowa bariera elementów Wody i Ziemi wzniosła się by złapać stworka. Yagami początkowo zamierzał przesunąć się tak, by zasłonić cel kobiecie, ale nie znał jej na tyle, by wiedzieć, że w nerwach nie strzeli, wyciągnął więc jedynie ku niej lewą dłoń w powstrzymującym geście rzucając jednocześnie szybko: - Nie strzelać, chyba że ucieknie lub się przebije! Mikannosuke! To nie miejsce dla ciebie, idź! Weź tego ze słuchawkami ze sobą! Nie spuszczał stworka z oczu. Miał zamiar złapać to coś i zbadać skąd się wzięło, ale jeśliby zagroziło tu komuś... Yagami w myślach przepowiadał sobie kolejne dwa zaklęcia, odpowiednio elementu Powietrza i Ognia.
__________________ Dwanaście Masek - sesja w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji Strona z dodatkowymi materiałami do sesji. Ostatnio edytowane przez Tammo : 07-06-2008 o 12:07. Powód: wstawiono fragment z PW |
| | |
| | #214 |
![]() | - Cóż...Nie zawsze...- te słowa nieco uspokoiły młodego księdza, ale już kolejne zdanie rozbiło złudzenia, iż może jednak jest tu w miarę normalnie -...Nie tylko zajmują sie tu sprawami kryminalnymi, ale także robią za hycli, jak stwory ciemności wypełzną w zbyt dużej liczbie...Pamiętam jak do Metropolitan Museum przywieźli mumię Tut-at..eee..Tut-at...Jakiegoś Tuta.- zaczął wykład O’Doom. -Tut-athep-sepa. Kapłana boga Anubisa z czasów III-ej dynastii.- poprawiła Corneliusa Daria. - Właśnie...Przywieźli ową mumię zamkniętą. A jego sarkofag zabezpieczało trzynaście pieczęci, ostrzegające potencjalnych rabusiów grobów przed ich zerwaniem. „Zerwij pieczęć, a zeżre cię piekielny szakal”, lub coś w tym stylu. Problem był jednak w tym, że akurat te pieczęcie działały. I gdy się dwóch złodziejaszków włamało do muzeum, by ukraść złoto z sarkofagu, uwolnili owe trzynaście demonów...- No tak, zawsze gdy jest czerwony guzik i jest napisane wyraźnie, że pod żadnym pozorem nie można go wciskać, zawsze znajdzie sie ktoś kto tego spróbuje- nie mógł się powstrzymać by w myślach skomentować ową sytuację. Choć wcale nie było mu do śmiechu. Cała historia brzmiała jak kolejna część "Mumia Powraca", w każdym razie na scenariusz wydawała sie idealna. A coś czuł, że jednak owa historia nie jest bajerem dla nowych, by nie co ich postraszyć, ale historią, która miała miejsce naprawdę. I to go niepokoiło. Chris słuchał opowiadania o 13 egipskich demonach, podczas gdy nieświadomie stopniowo tracił kontrolę nad wszystkimi mięśniami swej twarzy, przez co w konsekwencji, pod koniec historii, twarz Dawkinsa przedstawiała obraz całkowitego załamania i jakiejś rezygnacji. Uświadomił sobie to dopiero, gdy pani porucznik znów zabrała głos i opanował sie zupełnie. -Ale takie sytuacje, nie są normą, choć się zdarzają...-rzekła Daria.- Prowadzimy tu normalną policyjną robotę, pomijając sytuacje awaryjne. I niech się pan nie martwi. Czarny punkt nie jest zaliczany do sytuacji awaryjnych. Chyba, że jest duży. - Zawsze jakieś pocieszenie, choć w tej chwili, niezbyt pomogło księdzu, który mimowolnie próbował sobie wyobrazić demonicznego szakala. Jeszce raz spróbował odejść od trudnej problematyki zadając kolejne pytanie. -... Robolawyer, to nieoficjalna ksywka Filipa Gardnera, prawnika obsługującego nasz wydział, i robiącego za rzecznika prasowego XIII-ki. Lepiej tak przy nim nie mówić, bywa na tym punkcie drażliwy.- rzekła Daria Logan. - Ale za to ma przemiłą żonkę...A jak ona gotuje. Jej ciasta to prawdziwe majstersztyki wśród deserów, palce lizać.- dodał swą opinię O’Doom.- Zresztą Robolawyer w weekendy bywa gościnny. Od czasu do czasu można załapać się na grilla. -Dawkins uśmiechnął się szczerze choć nieco słabo, nadal nie nie wychodząc z swoistego szoku, po historii z mumią Tut-atep-jakiegoś tam. W sumie historia pokrywała się z niewiarygodnymi, jak dotąd sadził opowiadaniami Skawicy. -Teraz kostnica, mam tam znajomą, ogień nie dziewczyna. Świetnie gra w pokera... Dawkinsa aż onieśmielała postawa Corneliusa. Nie to, że nigdy nie spotkał księdza, który lubił sobie pojeść, jego rozmowa z kobietami była nieco... dwuznaczna podobnie jak jego żarty, lubił wyskoczyć na piwo, pograć w pokera, nawet raz czy dwa spotkał się z duchownymi, którzy hobbystycznie praktykowali boks. Nie obce było również zainteresowanie sportowymi samochodami, czy bronią. Ale O'Domm bił ich na głowę w wszechstronności... zainteresowań. Nie dało się jednak ukryć, że pomimo tych przywar, młody ksiądz dążył Corneliusa coraz większa sympatią. Już miał odwrócić sie i udać do prosektorium, gdy otworzyły się drzwi do jednego z gabinetów. Wyszła z niego blondynka, lecz nie to odwróciło jego uwagę - Żadnego pokera w prosektorium...Tu się pracuje. Więc nawet nie planuj.- rzekł murzyn, który również był w tym pokoju. Zwrócił się następnie do Dawkinsa. - Ksiądz Dawkins? Miło poznać, jestem Charles Rook, pański szef od jutra. Choć właściwie od dziś. Eee, skąd on wiedział o tym pokerze? I skąd u licha on mnie zna?- sytuacja nieco zaskoczyła Dawkinsa, który jak do tej pory przechodził z jednego zaskoczenia w kolejne. - A czy ja coś mówiłem?- spytał O’Doom. - A musiał ksiądz?- spytał, jakby retorycznie, Rook i dodał.- Wejdźcie. Chris skinął na pożegnanie pani porucznik, która najwyraźniej miała coś innego do załatwienia. Kiedy wchodził do pokoju nadal zastanawiał się nad całą ta sytuacja. Ale szybko pojawiły sie w miarę racjonalne wytłumaczenia. Przecież mógł słyszeć rozmowę przez drzwi, a poza tym prawdopodobnie już zna na tyle ojca Corneliusa, iż wie co może planować. a co do rozpoznania mnie... pewno wiedział, że dzisiaj mam się zjawić z O'Doomem, a dodatkowo na pewno ma moje zdjęcie w aktach Usiadł nieco spokojniej na krześle przed biurkiem i zaczął słuchać swojego nowego szefa -(...) Sytuacja jest taka...Mamy czarny punkt. Trzeba go zamknąć. Według jajogłowych, których przysłało wojsko... Jest niewielki, ale mamy już jednego denata dzięki niemu.- rzekł Rook siadając za biurkiem. Rzucił w kierunku obu niewielką teczkę.- Tu jest adres i wszelkie znane szczegóły...No, to powodzenia. Reszta jest już w drodze. Zaprawdę Boże, gdzie ty mnie prowadzisz tymi swoimi ścieżkami? Będę miał nadgodziny, zanim oficjalnie zacznę pracę.- chociaż i tak był pewien (z jakiegoś jeszcze bliżej nie zlokalizowanego, ale raczej niezbyt ważnego powodu), że to dzisiaj zaczyna. Wstając z swojego miejsca zapytał o kolejną kwestię, która z jakiegoś powodu nieco zaniepokoiła Dawkinsa (to znaczy zaniepokoiła bardziej) - Dlaczego właściwie wojsko przysyła swoich naukowców do badania spraw, którymi się zajmuje policja? Usłyszawszy odpowiedź wyszedł z O'Doomem z gabinetu Rooka. - Będziemy musieli podskoczyć po mój samochód. Mam tam rzeczy potrzebne do egzorcyzmów Po czym umilkł, probując wszytko poukładać w głowie. Sytuacja mu się nie podobała, ale w sumie już sie pogodził, z tym do czego został posłany. Najbardziej obawiał się egzorcyzmów. Były niby bezpieczne, ale trzeba było uważać by wszytko szło zgodnie z rytem. Jeśli z jakiegoś powodu gdzieś nastąpi pomyłka skutki mogły być opłakane. A teraz przyszło mu po raz pierwszy uczestniczyć w egzorcyzmach. Przynajmniej nie będzie to wstęp solo - pocieszył się nico - Często przeprowadzane są egzorcyzmy w Nowym Yorku? spytał się już na parkingu, kierując się w stronę czarnego samochodu. Chirs wysiadł pod kurią z Deloreana, W głowie nadal brzmiała mu melodia dziwnie brzmiących piosenek. - Chyba najlepiej jak pojadę po prostu za tobą ojcze. Niezbyt jeszcze znam tutejsze ulice, a w sumie powrót potem tutaj po samochód mógłby być kłopotliwy
__________________ "Żona myśli że jestem u kochanki, kochanka, że u żony, a ja tym czasem hyc, hyc i na rybki" Ostatnio edytowane przez enneid : 07-07-2008 o 21:58. |
| | |
| | #215 |
| Newsman ![]() | Wspomnienia wczorajszego picia nadal nie chciały dać o sobie zapomnieć. Szkoda, że nie mógł po prostu przykryć się dziś kołdrą i nie wstawać ... najlepiej do śmierci. Chociaż pamiętając wczorajszą rozmowę, wolał nie ... jeszcze wypiłaby mu całe piwo z lodówki. Wiedział, że samochód musi prowadzić Nicole, on nie był w stanie, w końcu mieli pilnować prawa, a nie go łamać w tak perfidny sposób. Dlatego podając jej kluczyki pod komisariatem uśmiechnął się przepraszająco -Jestem jeszcze trochę wczorajszy, gdybyś mogła poprowadzić- Dzisiaj mógł spokojnie słuchać radia i patrzyć na zmieniającą się scenerię, zapowiadał się długi i ciężki dzień, żmudnych poszukiwań. Taka to już praca, w pewnym momencie popatrzył na kierującą pojazdem Nicki -Po rozmowie z taksiarzem skoczymy do sklepu, może w końcu uda nam się załatwić dla ciebie jakąś porządniejszą spluwę, a ja bym sobie kupił jakąś wodę - przypomniał sobie o wczorajszej rozmowie, nie miał najlepszej opinii o Berettach, szczególnie tych wydawanych standardowo przez policję, często przechodziły przez wiele rąk, a nie każdy umiał czy chciał zadbać odpowiednio o broń. A przecież była to rzecz, która mogła ocalić im życie. -A tak w ogóle jak minął twój dzień?- zapytał po pewnym czasie, nie lubił ciszy, a rozmowa o zwykłych rzeczach pozwalała się przynajmniej zrelaksować. Kiedy w końcu dojechali na miejsce detektyw wysiadł z auta i poprawił swoje ciemne okulary. Wolał nie narażać się na bezpośrednie promienie słońca, przynajmniej jeszcze nie przez najbliższych parę godzin. Spokojnym krokiem podszedł do taksówki i czekających na nich Timothy'ego Daltona. Kiedy usłyszał jego słowa uśmiechnął się lekko, nie ma to jak pogoń za pieniądzem, wyścig szczurów dotarł nawet tutaj, przynajmniej w policji nie był tak wielki. -Dobrze panie Dalton będziemy się w takim razie streszczać. Czy wiózł pan wczoraj starszego mężczyzna o dwukolorowych oczach na Bronx w okolice 3rd Avenue i Fairmont Parkway?- jeżeli udało im się trafić będą musieli się dowiedzieć skąd odbył się kurs, czy zrobił kurs powrotny i inne ciekawe informacje, być może facet miał kartę stałego klienta, albo coś w tym rodzaju.
__________________ We giving all gained all. Neither lament us nor praise. Only in all things recall, It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |
| | |
| | #216 |
![]() | Nicki szybkim krokiem wyszła za Chrisem. Zapowiadał się kolejny ciekawy dzień. Oby tylko nie tak "ciekawy" jak wczorajszy. Najprościej byłoby wywołać wizję. Jednak po tym, co Nicole widziała wczoraj, nie miała na to najmniejszej ochoty. Po prostu bała się, że ujrzy coś równie potwornego. Może po rozmowie z taksówkarzem będą wiedzieć coś więcej. Wtedy nie będzie potrzeby, by uciekać się do wykorzystania nadprzyrodzonych mocy. -Jestem jeszcze trochę wczorajszy, gdybyś mogła poprowadzić - Pewnie, że tak. Dawno nie prowadziłam samochodu, ale takich rzeczy się chyba nie zapomina. - uśmiechnęła się. Ostatnio autem jechała... Na egzaminie. O wiele bardziej wolała skuter. Przynajmniej nie musiała stać w korkach. Wsiadła do auta, zamknęła drzwi, a gdy Chris był już w środku, przekręciła kluczyk i wyjechała na ulicę. Była bardzo skupiona, ale starała się tego nie okazywać. Nie za bardzo jej to wychodziło. -Po rozmowie z taksiarzem skoczymy do sklepu, może w końcu uda nam się załatwić dla ciebie jakąś porządniejszą spluwę, a ja bym sobie kupił jakąś wodę - Ok. Ja kupiłabym sobie jakąś drożdżówkę. Potem na chwilę zapadła cisza. Względna, bo z samochodowych głośników wydobywał się cichy dźwięk muzyki. -A tak w ogóle jak minął twój dzień? - Nawet dobrze. Zrobiłam zakupy dla babci, posiedziałam u niej, a potem w domu przeszukiwałam internet. - odpowiedziała mu rozbawionym głosem. - A tobie? Potem Nicki uważnie przysłuchiwała się rozmowie Chrisa z taksówkarzem.
__________________ Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba to tylko zrozumieć... // Maria Skłodowska-Curie |
| | |
| | #217 |
![]() | Hotel Pensylwania, zabawny zbieg okoliczności – pomyślał detektyw Grey słuchając wypowiedzi Christophera, a gdy ten skończył, obrzucił go kolejną porcją pytań: - Mówiłeś, że kiedy odbędzie się konwent? - Jakieś inne firmy interesują się tą imprezą? - …A całe to VampCorp… to jest jakąś dużą firmą, czy głównie znaną w Pittsburghu? Mają inne wydziały, prowadzą sprzedaż on-line? ----------------------------------------------------------------------------------- - Oczywiście, w obecnej sytuacji pozostaje nam jedynie rozmowa telefoniczna. Tylko cię sprawdzałem. – rzekł życzliwie Ambers, po czym kontynuował rzeczowym tonem - Dzwoniąc do firmy, możemy się upewnić, czy bierze ona udział w tej imprezie, i jakie towary planują wystawić na targi. Jedyną cechą wyróżniającą EMOwampiry, o jakiej się dowiedziałem, jest pociąg do przebywania w tłumie - jako psycholog, mógłbyś spróbować dyskretnie wyciągnąć informacje na ten temat od Carversów, być może spróbować jakiejś manipulacji... Wątpię, by byli tak głupi by ujawnić się ze swoimi umiejętnościami, ale jeśli sprawnie zastawisz przynętę, lub wyprowadzisz ich z równowagi - kto wie? Warto też zapytać się czy planują osobiście stawić się na VampirConie. - odchrząknął - Ja zajmę się biurem, a ty małżeństwem - pasuje ci taki podział pracy? Masz może jeszcze jakieś pomysły na pytania, które moglibyśmy zadać? Może chciałbyś jeszcze raz przejrzeć akta, nim zaczniemy dzwonić? - Niech będzie, zajmę się Carvesami. Z akt nic ciekawego nie wynikało, zostawmy je "na deser"… A jeśli chodzi o dyskrecję, to wydaje mi się, że ona, akurat naszej sprawie, nie pomoże. Gdy Ambers zajął się kanapkami i włączył muzykę, Vincent postanowił zabrać się za robotę. Skoro Christopher nie dzwoni do sekretariatu, ja zacznę od Hildy. Wybierając numer i mając nadzieję, że kobiecie spodoba się ciężkie brzmienie gitar w tle powiedział w stronę swojego partnera: - Wrzucę ją na głośnik, ale nie wyłączaj radia. - Dzień dobry, mówi detektyw Grey z wydziału trzynastego policji Nowego Jorku. Czy mam przyjemność z panią Hildą Carver, menedżerem firmy VampCorp? Byłbym wdzięczny, gdyby udzieliła mi pani odpowiedzi na kilka pytań. Obiecuję nie zabrać pani wiele czasu. – powiedział uprzejmie, choć wcale nie miał zamiaru się do tego stosować - Czy pani firma będzie brała udział w VampirConie? - Aha… a kto będzie reprezentował firmę VampCorp na tym konwencie? - Czy na spotkaniu pojawią się jakieś… nowe produkty? - Dobrze… jeszcze tylko parę pytań… Gdzie pani firma zamierza promować swoje wyroby, po spotkaniu w Nowym Jorku? Vincent uśmiechnął się lekko, gdy przyszło mu na myśl kolejne pytanie. Dowiedziałem się wystarczająco dużo, zobaczymy jak zareaguje na niestandardową sytuację. Ambers chyba nie będzie miał nic przeciwko, obaj nie za bardzo wiemy co zrobić, aby rozwiązać tę sprawę. - Wywiad z wampirem… wolała pani książkę czy film? – zapytał koleżeńskim tonem, schodząc powoli na błahe tematy i sprawdzając jej cierpliwość. […]- Gdyby miała pani wybrać: krawat w paski lub gładki do gładkiego garnituru i koszuli, który pani by wybrała? Koszula jest jasnozielona, a garnitur czarny. – detektyw miał nadzieję, że kobieta nie wyłączy komórki po tym pytaniu i będzie miał okazję kontynuować rozmowę. Ostatnio edytowane przez Vincent : 07-13-2008 o 17:01. |
| | |
| | #218 |
![]() | czw. 11.X.2007; Wydział 13- pokój Rooka; 10:20 a.m. - Dlaczego właściwie wojsko przysyła swoich naukowców do badania spraw, którymi się zajmuje policja?- zdziwił się Dawkins. - NYPD zajmuje się sprawami o strony kryminalnej. Natomiast wojsko, od strony naukowej. To diametralnie różne podejścia, jak się ksiądz wkrótce przekona. Im bowiem nie zależy na złapaniu przestępcy, bądź unieszkodliwieniu zagrożenia. A im jedynie na materiałach badawczych dla Strefy 23.-odparł Rook.- Ale to chyba wszystko, co chciał ksiądz wiedzieć i wszystko co może wiedzieć. czw. 11.X.2007; Wydział 13 10:30 a.m. Dawkins otrzymawszy odpowiedź wyszedł z O'Doomem z gabinetu Rooka. - Będziemy musieli podskoczyć po mój samochód. Mam tam rzeczy potrzebne do egzorcyzmów O’Doom wzruszył ramionami mówiąc.- To nie będą egzorcyzmy. Tylko konsekracja pomieszczenia. Czarny punkt nie jest jeszcze groźny, zazwyczaj. Ruszyli obaj na parking, a podczas tej podróży O’Doom przekomarzał się z każdym napotkanym policjantem. Widać był tu dobrze znany. - Często przeprowadzane są egzorcyzmy w Nowym Yorku?- Christopher spytał się już na parkingu, kierując się w stronę czarnego samochodu. Wielebny O’Doom podrapał się po głowie mówiąc.- Czy ja wiem...Może raz na miesiąc, może rzadziej. Choć ostatnio...Coś się dzieje w mieście niedobrego…Aktywność agentów szatana wzrosła w Nowym Yorku. Wsiadając do samochodu O’Doom włożył kolejną kasetę podpisaną „The best of Krawczyk”i opowiedział kolejne „pocieszające inaczej” szczegóły pracy w NYPD. -Egzorcyzmy policyjne różnią się od typowych, pacjent rzadko jest unieruchomiony. I można mówić o szczęściu jeśli ma tylko długie pazury...Bo często plują ogniem piekielnym i innym paskudztwem...Wtedy dopiero jest zabawa. czw. 11.X.2007; Wydział 13 10:48 a.m. Chris wysiadł pod kurią z Deloreana, w głowie nadal brzmiała mu melodia dziwnie brzmiących piosenek. No i ilość sensacyjnych ciekawostek jakie serwował O’Doom, trochę go przerastała. Zwłaszcza, że jedna była straszniejsza od drugiej. - Chyba najlepiej jak pojadę po prostu za tobą ojcze. Niezbyt jeszcze znam tutejsze ulice, a w sumie powrót potem tutaj po samochód mógłby być kłopotliwy -Nie ma problemu.- rzekł O’Doom uśmiechając się szeroko, jak to miał w zwyczaju. czw. 11.X.2007; Hotel Pensylwania10:56 a.m. O’Doom zaparkował przed hotelem, a Dawkins obok niego. Także O’Doom targał ze sobą spory neseser, co jakoś Dawkinsowi kojarzyło sie snajperką jaką noszą zawodowi zabójcy w filmach. Widząc zaciekawienie w oczach młodego księdza, ojciec Cornelius otworzył swój skarbczyk pokazując sprzęt jaki brał w do walki z siłami nieczystymi...Nie był to karabin snajperski...ale...Z tradycyjnego sprzętu miał tylko biblię i kilka zakorkowanych flakoników z wodą święconą. Oprócz nich, starannie ułożoną amunicję do swoich rewolwerów, a także...granat zaczepny pokryty takimi samymi znaczkami jak broń. Choć było to niezwykłe, to obecność granatu, nie dziwiła tak bardzo jak stary kaseciak i kilkanaście kaset magnetofonowych, ułożonych w starannie wyściełanych przegródkach. - Pieśni kościelne po łacinie, z dwunastego i jedenastego wieku. Siły piekielne, strasznie ich nie lubią, podobnie jak dźwięku poświęconych dzwonów.-wyjaśnił O’Doom, wyciągając ze schowka pistolety, a spod swego siedzenia skórzane kabury. Schowawszy rewolwery do kabur, a kabury pod marynarkę, ruszył w kierunku hotelowego holu. W holu czekało dwóch księży. Łysiejący nieco jezuita w okularach. ![]() oraz drugi ksiądz. O nerwowym spojrzeniu oi nieco posiwiałej brodzie. ![]() Tak samo jak Dawkins i O’Doom mieli ze sobą torby z ekwipunkiem. Jednak w przeciwieństwie do O’Dooma, były pełne normalnego ekwipunku egzorcystów. - Ojciec Pedro Rodrigez - rzekł O’Doom wskazując na tego z posiwiałą brodą, a następnie wskazał okularnika-... oraz jezuita Damian Frost. To jest ksiądz Christopher Dawkins...Ten nowy. Damian Frost rzekł ściskając rękę Dawkinsa.- Witamy na pokładzie. -Jak sprawy?- spytał O’Doom.- Możemy już sprawdzić jak dobre browary mają w hotelowym barze? -Powinno być wszystko w porządku. 13-stka zadbała by dyrekcja hotelu nam nie przeszkadzała.-odparł Frost. - No to szybkie poświęcenie. I parę drinków na uczczenie wykonania zadania.- zaproponował O’Doom. - Ja nie mogę, dzisiaj na parafii jest odpust zupełny z okazji dnia patrona świątyni.- odparł Rodrigez.- A dzisiaj spowiadamy przez cały dzień. Wyrwałem się na godzinkę albo dwie i nie mogę wracać pijany.- - Może tylko jeden, prowadzę śledztwo...-dodał Frost .- ...A tego się nie da po pijaku. Po czym dyskretnie szepnął Dawkinsowi. -Nie daj się wciągnąć w popijawę, a i przypilnuj O’Dooma. Nie zna umiaru w piciu... -Ale ty chyba nie odmówisz nowicjuszu Dawkins?- spytał nachalnie ojciec Cornelius. czw. 11.X.2007; Hotel Pensylwania 10:56 a.m. Pokój który mieli poświęcić, był zniszczony. Co prawda ślady pożaru zostały usunięte, ale niezbyt dokładnie. Drzwi wejściowe przecinała policyjna wstęga z napisem „Police line. Do not cross.” ![]() Ale ani O’Doom, ani pozostali księża nic sobie z tego napisu nie robili. Ominęli ową wstęgę i rozpoczęli przygotowania. Wchodząc do środka Dawkins czuł sie dziwnie...Niby było to tylko zwykle pogorzelisko, ale Dawkins czuł przez skórę, że coś jest z tym miejscem nie tak. I to go przerażało. O’Doom stanął w rogu pokoju, ustawił magnetofon i wsunął kasetę, wyjął z kabur owe wielkie pistolety. Zaś pozostali dwaj księża, założyli stuły i przygotowali wodę święconą oraz kropidła. czw. 11 X 2007; wydział 13, ulice NY, 10:15 a.m Gdy Christopher skończył, Grey obrzucił go kolejną porcją pytań: - Mówiłeś, że kiedy odbędzie się konwent? - W ten weekend.- odparł Ambers. - Jakieś inne firmy interesują się tą imprezą? - W końcu to targi.-stwierdził Ambers, nie odpowiadając bezpośrednio na pytanie. - …A całe to VampCorp… to jest jakąś dużą firmą, czy głównie znaną w Pittsburghu? Mają inne wydziały, prowadzą sprzedaż on-line? - Nie wiem ...sprawdź w dokumentacji.- odparł odgryzając kęs kromki. Według dokumentów VampCorp miało swą siedzibę w Pittsburgu i zero oddziałów w innych miastach. Prowadziło jednak sprzedaż swych produktów przez Internet. Gdy Ambers zajął się kanapkami i włączył muzykę, Vincent postanowił zabrać się za robotę. Wybierając numer powiedział w stronę swojego partnera: - Wrzucę ją na głośnik, ale nie wyłączaj radia. Gdy usłyszał :- Słucham? - Dzień dobry, mówi detektyw Grey z wydziału trzynastego policji Nowego Jorku. Czy mam przyjemność z panią Hildą Carver, menedżerem firmy VampCorp? Byłbym wdzięczny, gdyby udzieliła mi pani odpowiedzi na kilka pytań. Obiecuję nie zabrać pani wiele czasu. – powiedział uprzejmie, choć wcale nie miał zamiaru się do tego stosować - Czy pani firma będzie brała udział w VampirConie? - Tak... - Aha… a kto będzie reprezentował firmę VampCorp na tym konwencie? - Ja i mój mąż, i paru pracowników. - Czy na spotkaniu pojawią się jakieś…nowe produkty? - Niech się z tym pytaniem zwróci bezpośrednio do działu obsługi klienta...Numer jest na naszej stronie internetowej. - Dobrze… jeszcze tylko parę pytań… Gdzie pani firma zamierza promować swoje wyroby, po spotkaniu w Nowym Jorku? -Najpierw w Bostonie, potem w Cleveland i Buffalo. - Wywiad z wampirem… wolała pani książkę czy film? – zapytał koleżeńskim tonem, schodząc powoli na błahe tematy i sprawdzając jej cierpliwość. - Słucham?- zdziwiła się Hilda. - Wywiad z wampirem… wolała pani książkę czy film? –powtórzył pytanie Grey. - Nie czytałem książki. Film był niezły.- rzekła Hilda. - Gdyby miała pani wybrać: krawat w paski lub gładki do gładkiego garnituru i koszuli, który pani by wybrała? Koszula jest jasnozielona, a garnitur czarny. – kontynuował Grey. - Cholerne nastolatki i ich dowcipy telefoniczne.- krótki i gniewny komentarz Hildy zakończył tą rozmowę. czw. 11.X.2007; wydział 13 parking; 10:15 a.m. Po chwili terkotliwy dźwięk kosiarki oznajmił dotarcie detektyw Walter na jej krwistoczerwonej demonicznej maszynie. Po chwili Amy rozpoczęła moszczenie się w nowym samochodzie. Sprawdziła zamknięcie bagażnika i schowek. Wrzuciła do tego pierwszego apteczkę i kamizelkę, a do drugiego schowała służbową berettę wraz z magazynkami i tymczasowo oba zestawy amunicji. Czemu w spokoju przyglądał się Michael. - Chyba możemy ruszać. - Stwierdziła sadowiąc się na miejscu pasażera i rozpoczynając pożywianie. - To jaki mamy plan? -spytała. - Dostałem cynk, że wisielec którego uratowałem od pewnej śmierci się przebudził .Przesłuchamy go.- rzekł Michael, tak dobierając słownictwo, by nowa partnerka uznała go za doświadczonego glinę, który zjadł zęby na dochodzeniach i znał NY jak własną kieszeń. Wiedział, że tacy twardziele robią wrażenie na dziewczynach...Na większości dziewczyn, jeśli chodzi o dokładność. Potrzebował bowiem zdobyć jej zaufanie, jeśli miałby liczyć na szczerą odpowiedź, na następne pytanie.- A ty, masz jakieś...no...nadnaturalne zdolności, albo znasz się tej...mmmh...magii? Wiedział bowiem jak głupio to musiało zabrzmieć. Wydukawszy trudniejsze pytanie, przeszedł do łatwiejszych spraw.- Co robiłaś, zanim trafiłaś do 13-tki? czw. 11.X.2007; North Central Bronx Hospital; 10:40 a.m. ![]() Gdy oboje dojechali do budynku szpitala, ruszyli w kierunku recepcji. McMurry spytał się tam o pacjenta o imieniu i nazwisku Jack Pierson. Na to pielęgniarka zawołała.- Doktorze Matthews! Jeden z lekarzy, sprawdzających coś na tablicy dyżurów, dość masywny murzyn obrócił się w ich kierunku ![]() - Pan musi być tym detektywem, o którym wspomniała załoga karetki, tak? Doktor Walter Matthews.- rzekł ściskając dłoń McMurrego. Po czym dodał.- Za mną. I cała trójka ruszyła korytarzem. ![]() Dojście do pokoju pacjenta Matthews wykorzystał na wyjaśnienie sytuacji. -Obecnie pacjent Pierson jest na lekach uspokajających, nie może też mówić. Ale może pisać. Nie należy go jednak za bardzo, że tak powiem przyciskać, jest w ciężkim stanie psychicznym. W dodatku na silnych antydepresantach. Więc nie jest w stanie zbyt jasno myśleć. W końcu dotarli do pokoju nr.60 - Oto pokój pacjenta Piersona...Macie jakieś 45 minut na przepytanie.- Matthews zakończył wykład tymi słowami, i podając obojgu notatnik i długopis, zapewne, dla komunikacji z Piersonem. czw. 11.X.2007; ulice NY; 10:38 a.m. -Dobrze panie Dalton będziemy się w takim razie streszczać. Czy wiózł pan wczoraj starszego mężczyzna o dwukolorowych oczach na Bronx w okolice 3rd Avenue i Fairmont Parkway?- - Chłopie...A skąd mam wiedzieć, jakie kolory oczu, mieli moi pasażerowie. co ja jestem? Okulista? Wiesz ilu ludzi wożę? -zaczął narzekać Timothy.- Jakieś inne szczegóły? Byleby bardziej rzucające sie w oczy niż ...oczy. -Nosił biały garnitur.- rzekła Nicky. - A...był taki jeden, zawiozłem go także tam.- rzekł Dalton. - Także?- zdziwił się De Luca. - Zabrałem go z lotniska Kennedy’ego, potem była taka ładna willa- Todt Hill na Staten Island.- Na dźwięk tej nazwy ciarki przeszły Chrisowi po plecach. Todt Hill było siedzibą szefów syndykatu przestępczego Gambino, jednej z rodzin włoskiej mafii.-...Potem był wspomniany adres, a na końcu kazał się wysadzić w SoHo i zapłacił spory napiwek. To było sprytne posunięcie. SoHo to jedna z najsłynniejszych ulic handlowych w mieście, pełna sklepów...i kupujących. Łatwo tam zniknąć w tłumie. Chris, równie dobrze mógłby szukać igły w stogu siana. -Przedstawił się?- spytał Chris. - Nie, w ogóle niewiele mówił, ale śmiesznie jak gadał, jak Brytol. Tyle że był Włochem. Od czasu do czasu mu się włoskie słowa wyrywały. - rzekł Timothy.- A akcent miał jak matka mojej byłej dziewczyny...Zdaje się, że pochodziła z Sycylii. Tymczasem uwagę trójki rozmówców przyciągnęły głośne krzyki...A wzrok, wydarzenia dziejące przy białej furgonetce. YouTube - Insane Driver Ani De Luca, ani Nicole nie mieli dość czasu, by zareagować na sytuację od razu...Ale biała furgonetka z każdą minutą nabierała prędkości, niebezpiecznej prędkości na ulicach zatłoczonego miasta. czw. 11.X.2007 , wydział XIII, kostnica 12:20 p.m .- Watashino kuiki, anatano sakai. Hoi! Mi...-strumień niebieskawego ognia uderzył w twarz Yagamiego, boleśnie parząc lewy policzek. Nie przerwał jednak inkantacji, całą siłą woli tłumiąc jęk bólu.- ...zu no Kukaku, Tsuchi no Shikiri, Jyoso! Ama kakeru; ketsu! Wiedział bowiem, jakie będą konsekwencje niedokończenia formuły. Błękitno-brązowa bariera elementów wzniosła się by złapać stworka. Yagami krzyknął szybko: - Nie strzelać, chyba że ucieknie lub się przebije! Mikannosuke! To nie miejsce dla ciebie, idź! Weź tego ze słuchawkami ze sobą! Mikannousuke, sparaliżowany strachem, jednak nie poruszał się. Zamknięty w barierze stworek miotał się plując ogniem, ale nie mógł przebić swego więzienia. Yagami sięgnął po kartkę z wypisanymi symbolami i słowami w kanji. Wypowiedział formułę ciskając nią w barierę. Kartka zapłonęła i ognisty pocisk, uderzył w stwora...Jednak ogień nie zrobił na nim żadnego wrażenia. - Wiesz, że mogę cię aresztować za stosowanie magii bez licencji i stwarzanie zagrożenia pożarowego?- spytała doktor Pavlicek takim tonem, że trudno było wywnioskować, czy mówi serio, czy też kłamie. W ojczystym kraju Yagami nigdy nie spotkał sie z czymś takim jak licencja na czarowanie...Ale był w USA. Potem krzyknęła.- EJ PABLO! Jej współpracownik az podskoczył i rozejrzał się za siebie zdziwionymi wzrokiem. I wydukał.- Co do...- - Skocz po sprzęt badawczy, przyjrzymy się jego aurze.- rzekła doktor Pavlicek.- i pospiesz się, z tym zanim...nasz napalony gość ponownie powtórzy sztuczkę z płomyczkiem. -Czy XIII posterunek tak traktuje ciała swoich poległych?- rzekł z drgającą od gniewu i bólu twarzą, Yagami. - To znaczy jak?- Pavlicek, nie wydawała się przejmować gniewem w głosie japończyka. - Jeśli chodzi bowiem o robaczka, to nie było go w ciele twego brata, ani nie mógł dotrzeć tutaj sam. Ktoś je tutaj przywołał. Nie jestem specem w tych sprawach, ale zapewne byłeś to ty...panie japoński czarowniku. - Ja?! To niedorzeczne.- twarz Yagamiego wróciła do swego typowego braku wyrazu, pomijając paskudne poparzenie, od lewej wargi przez policzek do podstawy ucha. - Zobaczymy- rzekła Pavlicek, sięgając po sprzęt przyniesiony przez Pablo. ![]() Pavlicek zrobiła kilka „fotek”, po czym podłączyła urządzenie do komputera, włączyła jakiś program, i wybrała opcję „Find similar pattern”. “Two matches found” wyskoczyło. Jedno odnosiło się do stworka zwanego robakiem dusz. Nazwa ta była znana japończykowi...Robaki dusz, to były bezrozumne prymitywne oni, powstające z koszmarów sennych.Takie koszmary wywołujące, oraz żywiące się snami śmiertelników, zatruwając je przy okazji. Czasami miały i inne zdolności, w zależności, od tego, z jakiego koszmaru się narodziły. Ale czy nie powinien mieć on twarzy człowieka. Oczywiście, odpadała szansa komunikacji, robaki dusz były bezrozumnymi oni. Drugie odnosiło się do czar- pułapka. - Szlag...-zaklęła kobieta. Sięgnęła po komórkę szepcząc.- No, O’Doom staruszku...Odbierz. -Cholera, pewnie już zaczęli.-zaklęła pod nosem, po czym zaczęła wydawać rozkazy.- Pablo goń do Blackrooka, i powiedz mu że w hotelu Pensylwania jest sytuacja awaryjna, znowu. Ty panie japoński czarownik, jedziesz ze mną. Sądząc po tonie w jakim to mówiła, nie żartowała. W dodatku nadal miała rewolwer. Z uzbrojoną kobieta lepiej sie nie sprzeczać. -A i weź tamtą gaśnicę.- wskazał sprzęt zaczepiony przy ścianie. ![]() czw. 11.X.2007; Hotel Pensylwania 12:30 a.m. To był już dziesiąte poświęcenie tego pomieszczenia pod rząd. Ale prowadzący ceremonię ksiądz Rodrigez nadal nie był zadowolony z rezultatów. -Zróbmy małą przerwę...co?- spytał ksiądz Frost. - No nie wiem. Nadal ciemność nie ustąpiła z tego miejsca. - rzekł Rodrigez. - Ale poświęcamy to miejsce juz od godziny...Bez efektu. Piętnastominutowa przerwa dobrze nam zrobi.- rzekł Frost. - Dobra...Ale nie więcej niż dwadzieścia minut.- rzekł Rodrigez. - Może pośpiewamy?- zaproponował O’Doom.- Mogą być pieśni religijne. - NIE!- zakrzyknęli razem Frost i Rodrigez.- Bez śpiewania. - Szkoda.- mruknął pod nosem O’Doom, który wyraźnie się nudził. Jako że jego rola, ograniczała się do bierne obserwacji tego, co robili pozostali. -Czy tu nie robi się ciemno?- zdziwił się Frost. Dawkins musiał przytaknąć Frostowi. Rzeczywiście, jakby się robiło ciemniej. -Robi.- zdenerwowanie było widoczne w głosie Rodrigeza.- Przygotujcie się na atak Złego. -Wreszcie jakaś akcja.- szepnął O’Doom. W pokoju momentalnie zrobiło się ciemno. Tak, że Dawkins nie mógł dojrzeć drzwi wejściowych do tego pokoju. Za to usłyszał piski. Tysiące pisków, jakby coś się zbliżało. Ściana naprzeciw pękła ukazując setki robali wyłażących z niej. ![]() Momentalnie w pokoju zrobiło się ciepło i sucho, jak na pustyni.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. Ostatnio edytowane przez abishai : 07-20-2008 o 10:17. |
| | |
| | #219 |
![]() | czw. 11.X.2007; wydział 13 parking; 10:15 a.m. - Dostałem cynk, że wisielec którego uratowałem od pewnej śmierci się przebudził .Przesłuchamy go.- Powiedział Mike, a Amy pozwoliła sobie dyskretnie odetchnąć z ulgą. W końcu skończyli z tą całą nadnaturalną szopką i zabrali się za coś normalnego. Detektyw Walter nie cieszyła by się tak zapewne gdyby wiedziała kto był owym wisielcem i że zamiast oddalać sie od wampirzego cyrku brną w jego głąb ubabrani już po kolana. Dlatego zupełnie nieświadoma operowała dwoma kawałkami struganego drewna sprawnie transportując zawartość kubełka do czeluści swych ust. Dlatego kolejne pytanie dopadło ją niemal bezbronną. - A ty, masz jakieś...no...nadnaturalne zdolności, albo znasz się tej...mmmh...magii? - Niewiele brakowało a malowniczo udekorowała by przednią szybę kawałkami właśnie gryzionej chińszczyzny. Jednak chęć dotarcia do dna kubełka bez zmarnowania choćby ziarenka ryżu była tak wielka, że Amy zastygła w pozie zszokowanego chomika patrząc na swego partnera kątem oka. "Nadnaturalne zdolności?!" Przełknęła. - Ymm... Potrafię zjeść cztery duże hamburgery bez przepicia? - Ton jej głosu wskazywał, iż sama zastanawia się czy jest to na tyle niezwykłe by zadowolić detektywa McMurry'ego. - Jeśli zamierzasz patrzyć na mnie jak na freeka to droga wolna, ale nie oczekuj ode mnie tekstów w stylu "tak jestem emo-wampirem i zaraz wam wyjaśnię co i jak"! Możesz sobie odpuścić wszystkie te historie o tańczących białych myszkach, ufo, różowych słoniach i innych cudach. Wbrew powszechnej zmowie nie jestem dzieckiem i z bajek już wyrosłam. Mam w nosie co nawtykali ci do głowy ci jajogłowi w kamaszach, mnie tylko zapadło w pamięci z całych tych kursów ,że jest to wszystko przejaw masowej histerii i upychania bóstw i zabobonów tam gdzie dzisiejsza nauka nie potrafi poradzić sobie z wyjaśnieniami. A to, że ktoś ma 6 palców u lewej stopy to wielkie mi halo... Ślepe ogniwa ewolucji są wśród nas i nic na to nie poradzimy. Nie oznacza to jednak, że mam wierzyć w ludzi-pterodaktyli, prawdziwość wróżek i całego tego cyrku naciągaczy. A co do magii... - Nabrała powietrza szykujac się do kolejnej ofensywy. - Czy ja wyglądam na jakiegoś Merlina?! Z osiemdziesiątką na karku, sękatym kosturem i licencją na wiedzenie wszystkiego najlepiej? - Jej oczy zwęziły się do wąskich szparek jakby właśnie przejrzała myśli Mike'a. - A jeśli spróbujesz porównać mnie do Morgany, to, uwierz mi, będziesz pierwszym detektywem Wydziału 13tego którego śmierć zajdzie w całkowicie normalnych, typowych i odtwarzalnych warunkach.- Nadąsana odstawiła kubełek na wycieraczkę ostentacyjnie pokazując, że straciła apetyt. Całkowicie zachmurana zabrała się za przeładowywanie do magazynków kolorowych kulek w miejsce zwykłej, twardej i rzeczywistej amunicji na ludzi. - Co robiłaś, zanim trafiłaś do 13-tki?- "Oho kolejne pytanie z cyklu udawania, że nie dostał akt żółtodzioba zanim go z nim sparowali." Jasnym było dla niej, że Mike lubi te droczenia się z nowymi. Ale przechodziła to wiele razy. Jeden więcej nic nie zmieni... - Nic ambitnego. Akademia. Potem pomocnik technika. Ostatnio pełniąca obowiązki technika. I, jako, ze nie widziałam się jeszcze z szefem wydziału, przeniesiona tutaj z nieznanego bliżej powodu. - Ciekawa była ile detektyw zamierza to ciągnąć. Ale postanowiła nie odbijać piłeczki. Skoro z własnej woli postanowił ją przesłuchiwać nie dając nic w zamian to i pytania o jego osobę odbiją się od niewidzialnego muru lub zostaną zbyte półsłówkiem. czw. 11.X.2007; North Central Bronx Hospital; 10:40 a.m. Gdy oboje dojechali do budynku szpitala, ruszyli w kierunku recepcji. McMurry spytał się tam o pacjenta o imieniu i nazwisku Jack Pierson. Co do końca popsuło Amy humor. Ów pacjent widniał w dokumentacji wampirzego śledztwa. Nieudolny poeta. Postanowiła nie mieszać się do tego co McMurry będzie chciał wydusić z podejrzanego w końcu nie wiedziała co dotychczas ustalił, a pośpiech związany z przebudzeniem niedoszłego wisielca nie dał okazji na przejrzenie przyniesionych przez detektywa do wydziałowej jadalni materiałów. Ostatnio edytowane przez carn : 07-20-2008 o 19:47. Powód: brak jednego [/b |
| | |
| | #220 |
| Newsman ![]() | Chris wiedział, że nie ma za dużo czasu, trzeba było działać, biegiem rzucił się w stronę samochodu, krzycząc przy tym -Dawaj Nicki, bo jeszcze ucieknie- otworzył drzwi samochodu i władował się na siedzenie kierowcy, ze schowka wyjął i założył na dach policyjnego koguta. Teraz pozostawało mu tylko czekać na swoją partnerkę, gdy ta znalazła się w aucie, jak najszybciej ruszył nim w pościg za białą furgonetką. -Będziemy potrzebowali przy tym pomocy, daj znać przez radio co się dzieje- powiedział Nicole jak najszybciej opuszczając parking. Wiedział, że będą mieli szansę dogonić wariata, jeżeli tylko szybko znajdą się na ulicy. Nie mogli mu pozwolić na zbyt długą jazdę. Nie obchodziło go teraz, że nie pożegnał się z taksówkarzem, było co innego do roboty, a adrenalina sprawiła, że całkowicie się otrzeźwił. Był gotowy do działania, teraz wystarczyło nie zgubić ściganego ...
__________________ We giving all gained all. Neither lament us nor praise. Only in all things recall, It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze]13 wydział NYPD | abishai | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 341 | 10-04-2008 15:40 |
| [autorski] XIII wydział NYPD | Umbriel | Toplista sesji | 1 | 07-02-2008 17:05 |
| Wydział XIII do spraw nadnaturalnych | abishai | Archiwum rekrutacji | 56 | 11-02-2007 15:36 |