Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-23-2007, 12:00   #71
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 2 Mi Raaz jest na bardzo dobrej drodze
$: 29 355
- Dobra. Od czego zaczynamy? Hotele, Harvard, kafejka.
- Nie wiem. Nie mam siły myśleć. Daj mi trochę czasu na dojście do siebie. Skoczmy po drodze do biblioteki.
- Jeszcze zajrzyjmy do mnie. Przebiorę się w coś...- lekki uśmieszek zagościł na jej młodej twarzy.- ...bardziej odpowiedniego dla oka.
Mike zmierzył ją wzrokiem. Był bardzo ciekaw co może być bardziej odpowiedniego dla oka. Podjechali do biblioteki. Mike wyskoczył z auta i poszedł wypożyczyć wybrane książki. Wiedział co nieco o wierzeniach Egipcjan, ale ograniczało się to do wiedzy o tym, że Set porąbał swojego brata Ozyrysa. Ogólnie Set był złym bogiem, pewnie dlatego tak interesował MacGregora. Mike wrócił do samochodu z kilkoma książkami. Siadł na miejscu pasażera i zaczął przeglądać tytuły. Lou odpaliła auto i ruszyli. Po chwili dotarli do domu Lou.
- Zaczekaj w aucie, zaraz wracam, partnerze.
Mike skorzystał z chwili i wertował książki. Nagle go olśniło. Wyszedł z samochodu, wziął telefon i wykręcił numer do informacji.
- Dzień dobry, może mi pani podać numer do sekretariatu Harvardu? Dziękuje.
Po chwili dzwonił już do uczelni.
- Dzień dobry, tu detektyw McMurry, z Departamentu Policji Nowy Jork, mój numer odznaki to 74791. Prowadzę sprawę w sprawie waszego byłego studenta, Harolda MacGregora. Czy może mi pani podać szczegóły odnośnie jego wydalenia z uczelni? Na czym polegały te eksperymenty socjologiczne które prowadził?
Mike czekał na odpowiedz, w tym czasie szedł do budki z hot dogami. Zamówił sobie jednego, bo zgłodniał. Kawy w życiu nie piłby z fast foodów. Wrócił z hot dogiem do samochodu. Nalał sobie kawy z termosu rozmawiając dalej z dziekanem jednego z wydziałów Harvardu. Gdy skończył rozmowę wziął się wreszcie za jedzenie hot doga. Poszło mu bardzo sprawnie, bo zanim Lou wróciła nie było po jedzeniu śladu. I dobrze, bo pewnie spadłoby obok metalowego kubka z którego reszta kawy rozpływała się właśnie na chodniku.
Lou uśmiechnęła się i kazała tylko:
- Wsiadaj i nie patrz się jak napalony małolat.
~~Kurcze, trochę szkoda, że nie ciągną jej faceci, ale romans w pracy zrujnowałby mi życie~~
Ruszyli przed siebie, Mike w końcu powiedział:
- Dzwoniłem do Harvardu, na miejscu raczej nic więcej sie nie dowiemy. - Po tych słowach streścił swoją rozmowę telefoniczną.
- W takim razie dokąd jedziemy?
 
__________________
Powiedzcie ktoś tym od "Opowieści z Narni", że Mi Raaz pisze się przez 2a i ze spacją!!
Dobrze, że ten cały Miraz jest chociaż zły

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 11-29-2007 o 13:23. Powód: sekretarka została dziekanem:)
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 11-25-2007, 15:25   #72
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 4 Odyseja ma w sobie cośOdyseja ma w sobie coś
$: 61 984
- Jak by coś będę przy tobie, więc o nic się nie martw, a jak byś miała z czymś problemy, to pomogę. Każdy z nas się kiedyś uczył, a tutaj wygląda to inaczej niż na szkoleniu.

- Okey... No to raz kozie śmierć - powiedziała wesołym, ale trochę niemrawym głosem. Zdążyła zauważyć, że nie wszystko jest tak jak na szkoleniu...

Nicole stanęła przed drzwiami i wzięła głęboki wdech. A nawet dwa. Stanowczo i mocno, ale nie niegrzecznie zapukała do drzwi. W myślach przygotowywała sobie przemowę:

~- Policja. - odpowiedziałaby na pytanie przez drzwi, lub ewentualnie, gdyby "sataniści" otworzyli drzwi: - Dzień dobry. Jesteśmy z policji. Dostaliśmy zawiadomienie o... zakłócaniu spokoju innym mieszkańcom tego budynku.~ Więcej nie mogła wymyślić. Miała nadzieję, że na poczekaniu uda się jej coś wymyślić. Wszystko zależało od reakcji "satanistów"
 
__________________
Ponieważ drugi etap olimpiady informatycznej mam dopiero 19 stycznia, na razie powinnam odpisywać w miarę regularnie
Odyseja jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-26-2007, 21:36   #73
 
TwoHandedSword's Avatar
 
Reputacja: 2 TwoHandedSword jest na bardzo dobrej drodze
$: 22 454
-Masz jakieś pomysły co do tego gdzie możemy zjeść? Jeśli nie to zapraszam do „Babci Jadzi” na polskie kluski. Chyba, że nie lubisz takich potraw. Po obiadku pojedziemy do tego szpitala. Potem pomyślimy co dalej. Co o tym sądzisz? Jedziemy?
- Jeżeli u tej "Babci Jadzi" dają też jakieś mięso, to czemu nie, możemy tam jechać. - odparł Kevin szczerząc zęby w uśmiechu. - Myślę, że nie musimy się za bardzo spieszyć do tego szpitala, lepiej dać facetowi trochę więcej czasu na ochłoniecie. W końcu widok wnętrzności rozwleczonych na paru ładnych metrach kwadratowych to nic przyjemnego. No i jeszcze te kłopoty z sercem. - Kevin zamyślił się na chwilę. Nie czuł żadnego dyskomfortu oglądając zwłoki ofiary, a raczej to, co z nich zostało. "A niech mnie, co za znieczulica! Ledwie trzy lata w policji, a już prawie wyzbyłem się ludzkich odruchów. Dobrze, że chociaż odczuwam głód."
- Jak już z nim pogadamy, wpadniemy na uniwerek, tam też możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego. Co ty na to? - zaproponował po chwili włączając silnik. - A propos, mówiłeś, że z wykształcenia jesteś psychologiem. Gdzie studiowałeś?
 
__________________
Magia nigdy nie zostanie w pełni poznana i ujarzmiona. Z każdym nowym dniem przychodzi kolejne odkrycie, każdego dnia śmiało wydeptywana jest nowa ścieżka, którą podążają zarówno doświadczeni magowie, jak i kompletni nowicjusze. Mogą podążać nią do końca swojego życia. Mogą też zakończyć swoje życie na samym jej początku.
TwoHandedSword jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-28-2007, 17:55   #74
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 5 abishai ma w sobie cośabishai ma w sobie cośabishai ma w sobie coś
$: 246 358
Mieszkanie Adelaide Black, Bronx 10:27

Chris starał się utrzymać powagę, powiedział
-Sprawdzimy to pani Black, ale jeżeli tylko zakłócają spokój to przyjedzie tutaj później ktoś z prewencji ... jeszcze jedno pytanie, który to numer mieszkania?-
- Mieszkanie obok...numer 13, liczba szatana.- rzekła konspiracyjnym tonem staruszka.
Ponieważ uświadamianie jej, że liczba szatana jest inna mogło zakończyć się religijnym kazaniem, oboje z policjantów przemilczeli tą sprawę.
Kiedy Chris usłyszał odpowiedź, podziękował i ruszył w stronę drzwi dając znak swojej partnerce aby poszła za nim. Na korytarzu uśmiechnął się szeroko, ale nic nie powiedział. Podejrzewał, że staruszka siedzi i obserwuje ich. Również Niki wyglądała na taką która miała za chwilę wybuchnąć śmiechem.
-Nicole chcesz spróbować swoich sił z tymi typkami?- zapytał świeżo upieczoną policjantkę z uśmiechem -Takie drobne zadanie na początek-
- Hm... Mogę spróbować. Wchodzę, mówię, że jestem z policji, próbuję przesłuchać, stwierdzam, że są tylko studentami, mówię im, że oskarżono ich o zakłócanie spokoju... Tak? Tylko nie za bardzo tylko wiem, co dalej - Powiedziała Niki z szerokim uśmiechem na twarzy.

Przed mieszkaniem nr 13, Bronx 10:30


-Pamiętaj, że nie mamy nakazu, dlatego musimy działać ostrożnie. Pogadamy, pewnie nic z tego nie będzie. Jeżeli to zwykli chłopaki słuchający "złej" muzyki, to zajmie się nimi prewencja ... aha poproś ich o dokumenty, może będziemy mieli któregoś w bazie, nigdy nic nie wiadomo, a przy takich sprawach, wpadają w sidła prawdziwe zdobycze-
Chris przerwał na chwilę zastanawiając się czy czegoś nie pominęli. Po sekundzie kontynuował
-Jak by coś będę przy tobie, więc o nic się nie martw, a jak byś miała z czymś problemy, to pomogę. Każdy z nas się kiedyś uczył, a tutaj wygląda to inaczej niż na szkoleniu.-
- Okey... No to raz kozie śmierć - powiedziała wesołym, ale trochę niemrawym głosem. Zdążyła zauważyć, że nie wszystko jest tak jak na szkoleniu...
Nicole stanęła przed drzwiami i wzięła głęboki wdech. A nawet dwa. Stanowczo i mocno, ale nie niegrzecznie zapukała do drzwi. W myślach przygotowywała sobie przemowę:
- Otwarte Jack, strasznie się grzebałeś...Lepiej żeby to browce były zimne..- otworzył nieco drzwi zarośnięty chudzielec w okularach z czarna koszulką "IRON MAIDEN". Na widok Niki krzyknął.- Robić porządek ! Lasencja przyszła!
- Policja. -rzekła Nicole - Dzień dobry. Jesteśmy z policji. Dostaliśmy zawiadomienie o... zakłócaniu spokoju innym mieszkańcom tego budynku.-
- Panno władzo , pani władzo...ma'am.- rzekł nieco speszony chłopaczek.- My tu piszemy teksty i musimy przy tym odegrać parę sampli podkładu muzycznego...Ale nic poza tym. Słowo skauta.
- Bobby nie stój tak w drzwiach, wpuść policyjną lalunię do środka. - rozległ się ryk jakiegoś faceta.
- Proszę wejść.- rzekł Bobby otwierając szerzej .
Mieszkanie było zwalone papierami, jakimiś książkami z łacińskimi inskrypcjami, starymi i nowymi pornosami, butelkami po piwie. Jeden mężczyzna o szerokich barach trzymał w ręku książeczkę pt. "Nauka pisania wierszy i tekstów piosenek w 12 łatwych krokach".
Ściany były obwieszone plakatami różnych zespołów metalowych. Oprócz tego było tu stare radio, wyrko oraz szafa na ubrania. A także dwie gitary, przy czym na jednej opierał się kolejny członek zespołu, łypiąc "mhrocznie", na obydwoje policjantów.

- Jestem Sabbatoth, lider zespołu "Darth Black Devil"- rzekł i zapalił skręta.
- Te, nie mieliśmy być "Metal Blood Dragon", Jerry? - rzekł umięśniony student czytający książeczkę.
- Nie brzmi dostatecznie mrocznie...Co ci mówiłem o image? -rzekł Sabbatoth wyraźnie wściekły na zburzenie jego wizerunku.
- Dobra, ale Jack będzie wście..- odparł czytelnik, ale przerwał widząc , że Nicole zbladła. Po czym zachwiała się i upadlałby na ziemię. Gdyby jej Bobby wraz z Chrisem w porę nie złapali.
Wzrok Nicole bowiem nie widział przez chwilę tego miejsca...Zamiast tego podłoga z granitowych płyt ciągnącą się w ciemność na granicy pola widzenia. Gdzieś w górze słyszała wyraźny huk, przemieszczający się szybko. I kroki, setki kroków, setki stóp przemierzających ową podłogę, setki stóp w różnych butach. Ale jedne buty skupiły uwagę Niki. Białe zamszowe z najlepszej włoskiej skóry, męskie półbuty. Ich właściciel nosił też białe spodnie, i sygnet, złoty sygnet na serdecznym palcu lewej dłoni...To był ostatni szczegół, zanim wróciła do rzeczywistości.

Hotel Pensylwania 11:15

Hotel Pensylwania należał do jednych z najbardziej znanych hoteli w nowym Jorku.Nic dziwnego, że detektywi Ambers i Hirohito trafili tam szybko i bezbłędnie. Choć nieco musieli postać w korkach. Jak wszystko w hotelu także recepcja była urządzona stylowo i ze smakiem.

Ambers był dopiero po lekturze oferty "Vampcorpu", która miała w swym repertuarze także kilka pozycji dla dorosłych. Ale niczego co można by było zaskarżyć.
Ambers znał na tyle dobrze NY, że wiedział iż wokół Pensylwanii jest pięć porządnych i jakieś 12 gorszej jakości hoteli. Jak i sam Hotel Pensylwania oprócz organizowania imprez masowych zapewniał i tradycyjne usługi w tym wynajmowanie pokoi.
Recepcjonista na widok wchodzących gości rzekł.- Słucham, w czym mogę pomóc?

Central Park, Scena zbrodni, 11:00

-Kevin – powiedział Hex-Cherem nagle wyrwany z toku myślowego – damy starszemu panu chwilę odpoczynku. Przejedziemy się coś zjeść – Piotr uśmiechnął się szeroko – bo strasznie burczy mi w brzuchu. Zaczekaj chwilkę na mnie bo musze tylko załatwić pewną sprawę.Piotr wstał, zapalniczkę schował do kieszeni i podszedł do Laury. Pani Pavlicek właśnie wyciągała kolejnego papierosa. Piotr stanął naprzeciw niej, otarł palce, a nad jego dłonią pokazał się mały płomyczek. Kobieta nie była zbyt zdziwiona. Spojrzała tylko na Piotra i stwierdziła:
-Przydatne – odpaliła papierosa.
-Panno Pavlicek, wiem, że będzie to brzmiało głupio, ale nienawidzę gdy ktoś ironizuje. – Piotr spojrzał na nią wymownie. – Rozumiem, że nie wypada żółtodzioba traktować na równi ze sobą i wiem, że nie uda mi się ze wszystkimi żyć w zgodzie, ale z tak piękną kobietą chciałbym zachować jak najlepsze stosunki.
Te słowa poparł szerokim uśmiechem.
-Tak przy okazji to Ramonę też poznam z wielką chęcią, a i do ekipy mogę dołączyć. W sumie to – Piotr poczuł się zakłopotany, nawet nie wiedział co chciał osiągnąć przez tę przemowę – chyba nic więcej od pani nie chciałem.
- To był żart.- rzekła z uśmiechem Laura, wypuszczając kółko dymu papierosowego. - Nie ma żadnej Ramony. Zdaję sobie sprawę, że dla ciebie to pewnie pierwsza sprawa ...Ale dla mnie to trzeci trup w tym tygodniu i kolejne rutynowe czynności. Jak chcesz o tym pogadać to koło 18:00 kończę kroić nieboszczyków w prosektorium.
Zmieszany stał tak chwilę czekając na odpowiedź. Po jej usłyszeniu pożegnał się grzecznie i odszedł w stronę samochodu Kevina.
- Na razie.- usłyszał w odpowiedzi od Laury.
Wsiadł i przez krótką chwilę nie mówił nic.
-Masz jakieś pomysły co do tego gdzie możemy zjeść? Jeśli nie to zapraszam do „Babci Jadzi” na polskie kluski. Chyba, że nie lubisz takich potraw. Po obiadku pojedziemy do tego szpitala. Potem pomyślimy co dalej. Co o tym sądzisz?
-Jedziemy?
- Jeżeli u tej "Babci Jadzi" dają też jakieś mięso, to czemu nie, możemy tam jechać. - odparł Kevin szczerząc zęby w uśmiechu. - Myślę, że nie musimy się za bardzo spieszyć do tego szpitala, lepiej dać facetowi trochę więcej czasu na ochłonięcie. W końcu widok wnętrzności rozwleczonych na paru ładnych metrach kwadratowych to nic przyjemnego. No i jeszcze te kłopoty z sercem. - Kevin zamyślił się na chwilę.
- Jak już z nim pogadamy, wpadniemy na uniwerek, tam też możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego. Co ty na to? - zaproponował po chwili włączając silnik. - A propos, mówiłeś, że z wykształcenia jesteś psychologiem. Gdzie studiowałeś?

Greenpoint, U Babci Jadzi, 11:30

Bar powoli zaludniał się pracownikami przychodzącymi tu na przerwę obiadową. W powietrzu królował obcy Kevinowi Polski i Ponglish -zniekształcony na polską modłę język angielski. Także potrawy opisane na dużym blacie zawieszony nad ladą wzorem z Mac'Donalda brzmiały obco. Jedyne co kojarzył to Polish Vodka. Naprawdę mocny trunek.
Ale Peter Hex-Cherem czul tu się swobodnie wśród zgromadzonych tu Polaczków. Wielu z nich znał z widzenia. W głowie Piotra panował lekki zamęt. Wyczuł bowiem, że Laura jest bezpośrednia i szczera aż do bólu. Mówi co myśli i nie przejmuje się jak to inni przyjmą.

Okolice mieszkania Lou Pihn, 10:50


- Zaczekaj w aucie, zaraz wracam, partnerze.
Mike skorzystał z chwili i wertował książki. Nie było jednak w nich nic ciekawego. Może, gdyby był czas wczytać się bardziej. Nagle go olśniło. Wyszedł z samochodu, wziął telefon i wykręcił numer do informacji.
- Dzień dobry, może mi pani podać numer do sekretariatu Harvardu? Dziękuje.
Po chwili dzwonił już do uczelni.
- Dzień dobry, tu detektyw McMurry, z Departamentu Policji Nowy Jork, mój numer odznaki to 74791. Prowadzę sprawę w sprawie waszego byłego studenta, Harolda MacGregora. Czy może mi pani podać szczegóły odnośnie jego wydalenia z uczelni? Na czym polegały te eksperymenty socjologiczne które prowadził?
- Już łączę z dziekanem Pilbeamem.- odparła nerwowym głosem sekretarka.
Mike czekając na odpowiedz, w tym czasie szedł do budki z hot dogami. Zamówił sobie jednego, bo zgłodniał. Wrócił z hot dogiem do samochodu.
- Tu David Pilbeam, w czym mogę pomóc?- spytał głos po drugiej stronie słuchawki. A gdy Mike ponownie wyłuszczył sprawę, dziekan odparł.- Sprawa wydalenia została zamknięta i wszystkie strony zgodziły się jej nie nagłaśniać. Więc o ile nie dostanę pisma urzędowego nie mogę udzielać szczegółowych w tej sprawie informacji. Jeśli jednak obiecuje pan nie mieszać w to uniwersytetu i nie pytać o szczegóły mogące dodatkowo zaszkodzić ofiarom tego przykrego incydentu. To udzielę panu kilku informacji nieoficjalnie.
Gdy Mike się zgodził, dziekan rzekł. - Harold Mac Gregor wydawał się obiecującym studentem. Dlatego też otrzymał od swego promotora profesora Haralda Philipsa wolną rękę i pewne przywileje...Które niestety wykorzystał aż nadto. Pisał on pracę na temat utrwalonych symboli w świadomości społeczeństw. Jednak jego eksperymenty były bardziej na pograniczu hipnozy i zakończyły się nieszczęśliwie dla studentów i studentek w nich uczestniczących. Najgorsze przypadki do dziś są praktycznie warzywami.Mike nalał sobie kawy z termosu. Gdy skończył rozmowę wziął się wreszcie za jedzenie hot doga. Poszło mu bardzo sprawnie, bo zanim Lou wróciła nie było po jedzeniu śladu. I dobrze, bo pewnie spadłoby obok metalowego kubka z którego reszta kawy rozpływała się właśnie na chodniku.
Lou uśmiechnęła się i kazała tylko:
- Wsiadaj i nie patrz się jak napalony małolat.
Ruszyli przed siebie, Mike w końcu powiedział:
- Dzwoniłem do Harvardu, na miejscu raczej nic więcej się nie dowiemy. - Po tych słowach streścił swoją rozmowę telefoniczną.
- W takim razie dokąd jedziemy?
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.

Ostatnio edytowane przez abishai : 11-28-2007 o 18:19.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-28-2007, 19:55   #75
 
RyldArgith's Avatar
 
Reputacja: 2 RyldArgith ma wyłączoną reputację
$: 16 305
- W takim razie dokąd jedziemy?

Lou zamyśliła się. Rośliny, powiadasz. Hmm. Niezwykle ciekawe. To nawet niepokojące. Nie chciałabyś się zamienić w coś takiego. Biedni, wzięli w tym udział myśląc że oddają swoje usługi nauce. Jakimś szczytnym celom, a tu proszę. Oto jak zostali nagrodzeni.

Główny podejrzany? Na chwilę obecną, tak. Ale to dopiero początek, więc za chwilę może być nim kto inny. Jednak to cholernie dziwne że kilkoro studentów tak nagle zostało zamienione w żywe warzywa, w dodatku przez udział w eksperymentach jednej osoby.


Lou otrząsnęła się.

- Jedziemy do tej twojej kafejki. Prowadź.

Po czym włączyła się do ruchu i pojechali sprawdzić jakich informacji tam im udzielą.
 
RyldArgith jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-28-2007, 21:46   #76
 
Marcellus's Avatar
 
Reputacja: 0 Marcellus nie jest za bardzo znany
$: 23 107
-Ty sie tym zajmij partnerze. Ja zrobie to w czym jestem najlepszy.
-powiedzial mnich klepiac Ambersa lekko w ramie.

Nastepnie stanal troche za Ambersem pozostawiajac mu kontakty z recepionistka.
Sam z koncentrowal sie i oczyscil umysl. Ulozyl rece "na amen" i odedchnal gleboko laczac sie duchowo ze swoim wewnetrznym duchem ale takze z duchami przebywajacymi w tym miejscu.
Po chwili zaczal wykonywac szybkie ruchy rekami, ukladajac je w serie roznych znakow. Ruchy byly bardzo szybkie i trudne do rozroznienia. Widac w nich bylo lata praktyki i doswiadczenie.

-Rin pyou tou sha kai jin retsu sai zen- wypowiedzial przy tym inkantacje. Na kazde slowo przypadalo jedno ulozenie dloni.
Inkantacja miala na celu wykrycie wszystkich nienaturalnych istot ( w sensie normalnych ludzi. Dla tao kazde istnienie jest mniej lub wiecej naturalne) w Hotelu.
 
Marcellus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11-29-2007, 16:11   #77
Newsman
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 4 Hawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skał
$: 54 422
Christopher razem z jednym z metalowców złapał upadającą Niki. Nie zważając na żadne protesty pomógł jej usiąść na najbliższym krześle. Podejrzewał, że jego partnerka mogła zasłabnąć a wiadomo co w takich przypadkach należy zrobić. Popatrzył po lokatorach, którzy wpatrywali się w policjantkę z ciekawością

-Na co czekacie? Niech jeden z was otworzy okno i przynieś, któryś szklankę wody!- rzucił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Chłopaki popatrzyli po siebie zdziwienie i prawie równocześnie wstali z miejsc

-Ja pójdę po wodę- rzucił ten czytający książkę

-Spadaj stary, ja to zrobię- odparł Jerry - Sabbatoth. Policjant popatrzył na studentów, lekko zdziwiony. Nie spodziewał się takiego odzewu

-Przestańcie się kłócić i niech któryś w końcu przyniesie tą wodę!-. Po chwili przed Niki stali Bobby i Jerry ze szklankami pełnymi wody, a trzeci chłopak otworzył okno. De Luca pokiwał głową z niedowierzaniem, oni chyba dawno nie gościli u siebie kobiety. Trzeba było jednak przerwać rozmyślania i powrócić do pracy. Co chwila zerkając na Merth i sprawdzając czy jest z nią wszystko w porządku, postanowił dać jej chwilę odetchnąć. Przeszedł się po pokoju przypatrując się zebranym tutaj książkom. Interesowały go szczególnie te łacińskie. Nie kojarzył żadnej z tych nazw ... nie były to książki historyczne, co było jego pierwszym założeniem. Nie znał ich ... ale kojarzył niektóre słowa.

-Panowie dajcie jakieś swoje dokumenty ... - powiedział spokojnym tonem -Widzę, że interesuje was literatura. Co studiujecie i gdzie na uniwerku nowojorskim?- czekając na dokumenty przyjrzał się uważnie muzykom i zajmowanemu przez nich mieszkaniu. -Gracie metal? Ja tam wolę Rock, ale lubię niektóre kawałki Iron Maiden, starej Metallici czy Black Sabbath.- powiedział kiedy wręczali mu dokumenty. Wyjął z kieszeni swoją komórkę i wybrał numer komisariatu.

-Witam, detektyw Christopher De Luca, potrzebuję sprawdzenia kilku danych ... - kiedy tylko jego rozmówca potwierdził gotowość zaczął dyktować mu dane poszczególnych lokatorów. Kiedy skończył dodał -Oddzwońcie do mnie kiedy sprawdzicie- i rozłączył się. W końcu to nie była służbowa komórka. Teraz trzeba było tylko zaczekać na odzew z centrali

-Podobno często urządzacie jakieś duże imprezy?- zapytał patrząc na Jerry'ego.
 
__________________
We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling
Hawkeye jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-01-2007, 13:47   #78
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 4 Odyseja ma w sobie cośOdyseja ma w sobie coś
$: 61 984
Nicole oddychała ciężko. Niekontrolowana wizja... Myślała, że to się skończyło... Ze umie nad tym panować... Jednak widać szkolenie nie zmieni wszystkiego... Co to mogło być... Ten mężczyzna. Zamszowe buty i sygnet. Kto to mógł być? Starała się przypomnieć sobie symbol z sygnetu. Wizje zawsze dotyczyły czegoś ważnego. Zawsze.
- Nic mi nie jest... - powiedziała cichym, słabym głosem Chrisowi. Ten jednak nie zważał na jej protesty i podprowadził ją do krzesła. Wypiła szklankę podanej jej wody, próbując zrzucić sprzed swych oczu widok tych butów i sygnetu na palcu mężczyzny. Żeby choć na chwilę zapomnieć, próbowała przysłuchiwać się temu, co mówił Chris. Musiała się nauczyć pracować. Za nic, nie potrafiłaby w takiej sytuacji być tak stanowcza. Trzymają półpustą szklankę czekała, aż jej partner skończy i wyjdą. Wtedy powie mu, co się stało.
 
__________________
Ponieważ drugi etap olimpiady informatycznej mam dopiero 19 stycznia, na razie powinnam odpisywać w miarę regularnie
Odyseja jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-02-2007, 14:15   #79
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 2 Mi Raaz jest na bardzo dobrej drodze
$: 29 355
- Jedziemy do tej twojej kafejki. Prowadź.

- Daj mi chwilkę, dobrze? Ta kafejka to może być ślepy zaułek. Może, ale nie musi. Wolałbym mieć pewność. Podskoczmy do mnie na chwilkę, zabiorę laptopa.
-Mike mówił Lou dokładnie dokąd ma jechać. Cieszył się, że nie prowadzi. nie musiał być skupiony.
~~Kurcze, kawa mi się skończyła. A dopiero po jedenastej. Musze wlecieć do domu. I koniec na dziś z wykorzystywaniem mojego daru.~~
Gdy Lou zaparkowała, Mike powiedział:
- Chodź ze mną na górę, bo trochę mi zleci, a Ty będziesz miała chociaż okazje wypić więcej kawy w moim wykonaniu - Chyba po raz pierwszy posłał Lou uśmiech jaki posyła się dobrym przyjaciołom. Taka odmiana. Wcześniej zawsze były to uwodzicielskie, jak między kochankami. Teraz coś się zmieniło. Lou musiała to zauważyć. Gdy weszli do małego mieszkania Mike'a detektywowi przeszła przez głowę myśl: ~~Teraz to już nici z jakiegokolwiek romansu. Złamałem jedną z głównych zasad. Nie sprowadzaj nigdy kochanki do domu. Ale w sumie to nawet dobrze.~~
- Rozgość się, zrobię kawę - Lou miała przed sobą pokój gościnny w stylu Hi-Tech. Meble z tworzywa sztucznego, szklana ława, skórzana kanapa i fotele, telewizor plazmowy. Mike może i oszczędzał na mieszkaniu, które było małe i w nieciekawej okolicy, ale zawsze starał się o sprzęt elektroniczny najwyższej jakości. Miał o to wiele kłótni z Natashą. Może nie tyle kłótni. W myślach zawsze nazywał te sprzeczki "konstruktywną dyskusją". Na jednej z półek było oprawione zdjęcie Mika i Natashy ściskających się, a w tle za nimi wodospad Niagara. Mike w kuchni zaparzył kawę dla siebie, dla Lou i do termosu. Po czym wszedł do pokoju gościnnego. Postawił kubki na szklanej ławie i przeprosił na chwilkę Lou i poszedł do sypialni po laptopa. Jego Apple leżał w torbie obok PCeta stojącego na biurku. Szybko wrócił z komputerem do pokoju i usiadł obok Lou. Z za kanapy wyciągnął przedłużkę, którą podłączył pod USB. Po chwili jego przenośny Mac był już połączony z internetem.
- Widzisz, może zaoszczędzimy trochę czasu. No i benzyny. - Mike miał strasznego bzika na punkcie oszczędności w różnych kwestiach. Kupił jeden z tańszych samochodów i to na raty. Do tego zawsze kierował się przy zakupach cenom, a nie jakością różnych towarów. Tylko z elektronikom miał odwrotnie. Jego oba komputery i telefon komórkowy w sumie były droższe od samochodu. Jego telewizor plazmowy kosztował tyle co roczny czynsz za mieszkanie. Tak można by długo wymieniać.
- Widzisz, Harold często sprawdza pocztę. A każde logowanie na pocztę zostawia ślad w bazie danych serwera. Taki ślad, to dokładny czas logowania, wykonane operacje i adres IP. Chcę sprawdzić wszystkie miejsca z których się logował. Może jeżeli one zakreślą krąg, to uda nam się w przybliżeniu określić gdzie on teraz jest. A najlepiej byłoby gdyby logował się w ciągu ostatnich kilku godzin. Tylko, ze mi może to troszkę długo zająć, żeby obejść te zabezpieczenia wszystkie i zatrzeć ślady. To trochę potrwa. Ale mogę to robić w samochodzie. Nie chce już dziś nadużywać moich zdolności. Bo może się okazać, że będę jak warzywo jeszcze zanim spotkamy Emowampira. Poza tym przydałoby się zadzwonić do tego profesora Haralda Philipsa. Może ma jeszcze jakąś szczegółową dokumentacje z tego eksperymentu. Dobrze by było gdyby to nam na maila podesłał. Tylko bądź miła i obiecuj dyskrecje. To musiało być dla niego ciężkie przeżycie, może czuje się współodpowiedzialny. A i jeśli możesz zadzwoń do dyspozytorni i zapytaj ich, czy przesłali nam jakieś nagrania wideo z całego tego zamieszania na poprzednich eventach. W końcu na takich imprezach zawsze jest masa ochrony i pełen nadzór. - Mike upił kawę, - Przepraszam, że mówię Ci co masz robić, ale tak wyszło. Po kawie zawsze mam masę pomysłów, a wiem, że sam nie dam rady zrobić wszystkiego. Jeżeli nie znajdę żadnych podstaw, żeby szukać Mac Gregora gdzie indziej, to za czterdzieści minut, góra godzinę jedziemy do tej kafejki. Ale wątpię, żebyśmy coś tam znaleźli. W mało których kafejkach jest obowiązek rejestrowania się z imienia, nazwiska i adresu. A nawet jeśli w tej będzie, to jeżeli nasz Harold się ukrywa, to pewnie nie podał prawdziwych danych.
 
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12-02-2007, 16:38   #80
 
RyldArgith's Avatar
 
Reputacja: 2 RyldArgith ma wyłączoną reputację
$: 16 305
Lou przystała bez oporów na propozycje Michaela. Kiedy weszła do jego mieszkania z miejsca zaproponował jej kawę. To dobrze, pomyślała. Nie ma do mnie pretensji za ten pseudo romans w pracy. Oby tak dalej.

- Wolałabym czekoladę z mlekiem- odparła.- Ale jak nie masz to samą wodę z cukrem.

Pokój zrobił na niej wrażenie, było to widać i zapewne jej partner też to widział. Ale szybko powróciła do rzeczywistości. Nie miała czasu na rozmarzania. Trzeba się było wziąć do pracy.

Michael objaśnił jej swój plan, co prawda nie była specem od informatyki, ale znała się co nieco, więc pojęła w czym rzecz. Przytaknęła i wzięła komórkę.

- Podaj numer tego profesora.

Kiedy otrzymała go zadzwoniła.

- Dzieńdobry. Dzwonię w sprawię waszego byłego studenta, Harolda Mac Gregora. Chciałabym rozmawiać z profesorem prowadzącym jego eksperymenty, Haraldem Philipsem. Dziękuję.

Kiedy uzyskała połączenie wyjaśniła profesorowi z czym dzwoni, uzyskała odpowiedź, po czym zadzwoniła do dyspozytorni i spytała się ich o kasety z poprzednich imprez o tematyce wampirów, a na których zdarzyły się przypadki EMOwampiryzmu. Następnie przedstawiła sprawę Michaelowi.
 

Ostatnio edytowane przez RyldArgith : 12-02-2007 o 16:40.
RyldArgith jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze]13 wydział NYPD abishai Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 373 11-17-2008 16:45
[autorski] XIII wydział NYPD Umbriel Toplista sesji 1 07-02-2008 18:05
Wydział XIII do spraw nadnaturalnych abishai Archiwum rekrutacji 56 11-02-2007 16:36


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:08.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110