Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-16-2008, 15:02   #171
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 2 Odyseja wkrótce będzie znany
$: 54 004
Nicole podniosła prawą rękę do dzwona przy drzwiach. Było to na tyle nisko, że nie musiała robić tego lewą ręką, w której zresztą trzymała wszystkie zakupy.


Dzyyyyń

...

Dzyyyyń



Dwa długie dzwonki do drzwi. Jak zawsze. Na pewno po tym można było rozpoznać Nicki. Po sposobie dzwonienia do drzwi. To była taka jej rodzinna wizytówka. Po chwili w drzwiach pojawiła się babcia Marie.

- Nicole kochanie.- rzekła zmartwionym babcia Marie na widok swej wnuczki.- Ubieraj się cieplej...To już jesień.

- Dobrze babciu. - powiedziała Nicole, siląc się na wesoły głos. Weszła do środka dźwigając zakupy w lewej ręce. Taki odruch z dzieciństwa.

Nicki pomogła babci rozkładać talerze. Starsza kobieta nie musi przecież robić wszystkiego sama. Zabrała się do jedzenia pysznych pierogów. Nie szczędziła też babci pochwał na temat posiłku.

- Nicole, do pani MacGarrison ma przyjechać z Bostonu, jej syn. Pracuje w agencji nieruchomości, jest przystojny, grzeczny... Dobrze mu się powodzi. Może pokazałabyś mu Nowy York jak przyjedzie?

Nicole uśmiechnęła się. ~Znowu się zaczyna...~

- Wiesz babciu, nie musisz mnie swatać. Dam sobie radę. - powiedziała rozbawionym, serdecznym głosem. Znów się uśmiechnęła.

- Jak ci się powodzi Nicole? Wydajesz się nieco smutna. Stało się coś...nieprzyjemnego?

Dziewczyna na moment zmieszała się. Przed jej oczami znów stanęły ciała studentów.

- Wszystko w porządku, babciu. Jestem tylko trochę zmęczona. Pierwszy dzień w nowej pracy zawsze jest męczący. - odpowiedziała prawie naturalnym głosem.

Po jedzeniu porozmawiała jeszcze chwile z babcią na różne tematy, ale starając się unikać rozmowy o pracy. O dziewiątej jednak podziękowała za posiłek i pojechała do domu.

***

Wpadła do mieszkania i nie rozbierając się odpaliła komputer. Dopiero wtedy zdjęła buty i kurtkę, dała kręcącej się przy jej nogach Kitce saszetkę i podeszła do komputera. Rzuciła okiem na gadu i włączyła internet. Rozpoczęła przeszukiwanie. Nie tylko w ogólnodostępnej sieci. Również ostrożnie w prywatnych komputerach. Wypisywała wszystkie hasła, jakie przychodziły jej do głowy. Nazwiska studentów, informacje o panu Napierze, informacje o książce... Przeszukiwała nawet listę bogatszych ludzi w mieście, szukając "znajomej" twarzy o różnokolorowych oczach. Jednym słowem wszystko, co mogło mieć związek ze sprawą.

Dopiero po dwunastej położyła się spać.
 
__________________
W poniedziałek wieczorem, ew. we wtorek wyjeżdżam na działkę. Raczej rodzice nie pozwolą mi wziąć laptopa :/.

13-19 lipca w ogóle nie będę miała dostępu do komputera.
Odyseja jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 05-16-2008, 16:02   #172
Newsman
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 2 Hawkeye wkrótce będzie znanyHawkeye wkrótce będzie znany
$: 36 973
Chris systematycznie sprawdził czy nie brakuje mu żadnych rzeczy. Wszystko wydawało się w porządku ... nawet na całe szczęście niczego nie zgubił. Usiadł z powrotem na łóżku wsłuchując się w muzykę z radia "I'm on the Highway to Hell" śpiewał wokalista zespołu AC/DC. Policjant patrząc na budzik zrobił zbolałą minę i powiedział lekko trzęsącym się głosem

-Nie ty jeden bracie, nie ty jeden- trzeba było wstać i pójść do pracy ... a powinien położyć się i przespać jeszcze parę godzin. Głowa bolała go tak, jakby ktoś walnął go kijem do golfa.

Ruszył w stronę łazienki, nie chciał się spóźnić, bo jeżeli szef postanowi trochę na niego pokrzyczeć, to umrze na miejscu. Przypominając sobie wczorajszą dziwną rozmowę ... halucynacje? Spowodowane alkoholem? Jednak to nie mogła być prawdziwa postać, przecież to jest proces chemiczny! A czarne, szaty, kosa to antropomorfizacja, nie istnieje ... chociaż z drugiej strony, nie istnieją też wampiry, duchy i demony ... przynajmniej tak myślał do niedawna? Może to było coś związanego z wiarą? Stare powiedzenie, mówi że wiara, może przenosić góry, nie powinna mieć w takim razie problemów, w stworzeniu takiej postaci. Te przemyślenia były znów niepokojące, znaczy że co pił ze śmiercią? O nie, on na pewno tego nikomu nie powie, a wątpił żeby śmierć należał do tych gadatliwych ... sam zaśmiał się ze swojego żartu, co spowodowało tylko nieznośne pulsowanie w głowie.

Detektyw rozebrał się, porzucając ubrania na podłodze, nie miał ani siły, ani ochoty ich teraz nie podnosić, a ponieważ mieszkał sam, nikomu to nie będzie przeszkadzać i nikt z tego powodu nie będzie mu suszył głowy. Gości też się nie spodziewał, więc nie było żadnego problemu.

Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. To troszkę go ocuciło, teraz nie wyglądał jak zombi, które wyszło prosto z grobu, tylko jak wampir z bezsennością.

Kiedy był już umyty wyszedł z łazienki w poszukiwaniu czystych rzeczy. Może jak się ładnie ubierze, to nikt nie zauważy jego stanu ... o ile wszyscy nagle oślepną? Tym razem powstrzymał śmiech, nie chcąc zwiększyć tego pulsowania. Królestwo, za kolejną godzinę snu! Ponieważ jednak nie miał ani królestwa, ani godziny snu, musiał się sprężyć, żeby nie spóźnić się do pracy.

W końcu zdecydował się na czarne jeansy, t-shirt i skórę z wczoraj. Po szafkach odszukał swoje okulary przeciwsłoneczne i kiedy tylko schował po kieszeniach wszystkie potrzebne mu do pracy rzeczy włożył je na nos i wyszedł z domu.

Kiedy tylko zamknął drzwi ruszył chodnikiem na przystanek autobusu, którym chciał podjechać na metro. Wyjął komórkę i napisał również kolejny SMS do wujka: "Dzięki za wczorajsze, po pracy wpadnę po samochód. Może jeżeli nie będę miał dużo roboty to odwiedzę cię w biurze, o ile dzisiaj pracujesz. Jeszcze raz wielkie dzięki wujku".

Słyszał jego głos i dlatego był pewien, że to wujek Damian zajął się nim. Jednostka przestępstw poważnych znajdowała się na Manhattanie, a więc niedaleko 13 wydziału, mógł się tam przejść.

Na przystanku nie musiał wcale długo czekać, potem przesiadka na metro, przystanek i ostatni krótki spacerek na posterunek. Najgorsze było to, że okropne samopoczucie wcale go nie opuszczało. A do tego jeszcze miał ochotę coś zjeść. Na szczęście przechodząc przy parku zauważył jakąś piekarnię. Wszedł do środka i kupił 3 pączki, oraz małą butelkę coli, może nie zdobyłoby to nagrody najzdrowszego śniadania świata, ale przynajmniej pozwoliło na oszukanie jego żołądka.

Wchodząc na posterunek spojrzał na zegarek, na szczęście się nie spóźnił. Może uda mu się jakoś przebiedować dzisiejszy dzień poszukując Napiera i gościa w białym garniturze. Spokojnie ruszył do swojego biurka starając się nie rzucać w oczy ...
 
__________________
We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling
Hawkeye jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-20-2008, 16:37   #173
 
Umbriel's Avatar
 
Reputacja: 2 Umbriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 012
- S.B.A. nie wystawi dodatkowej ochrony ze względu na koszty. Jeśli pan lub nowojorska policja wyłoży pieniądze na ich wynajem to nie widzę problemu. Ale stowarzyszenie ma wyznaczony budżet na tą imprezę. Ściśle określony budżet, muszę dodać. I każdy niespodziewany wydatek może nim zachwiać.

„Skąpiec” – przeszło mu z obrzydzeniem przez myśl – „Albo gołodupiec”.

- Tak się zawsze składało, iż jeśli policja obstawiała jakąś imprezę masową to przesyłała do nas informujące o tym pismo, oraz wysyłała oficjalnego koordynatora do zatrudnionej przez nas firmy ochroniarskiej. Pismo z XIII wydziału policji dotarło do nas dzisiaj rano... Natomiast pańska wizyta jest co najmniej, zaskoczeniem. Co prawda nie jest to moja sprawa, ale tak z ciekawości, pan ma w ogóle doświadczenie w ochronie imprez masowych?

Ambers spojrzał krytycznie zza okularów na szefa.

- Czy otrzymanie nagrody policera w roku 2006 wystarczy jako dowód mojej skuteczności? – powiedział ironicznie – Nie ma się pan czego obawiać.

Po otrzymaniu odpowiedzi dodał.- Nie sądzę by jakaś akredytacja z naszej strony była konieczna, lub też pomocna. Choćby z tego powodu, że nigdy takiej nie wystawialiśmy... Poza tym. Vampircon ochrania firma polecona przez zarząd hotelu i poprzez zarząd hotelu negocjowane były warunki umowy między S.B.A. a nimi. Osobiście ich nie znam. Co do szczegółów imprezy, przy wyjściu sekretariatu są szczegółowe ulotki reklamowe dotyczące poszczególnych wydarzeń na tej imprezie, proszę pamiętać o zniżkach rodzinnych.

- Rozumiem. Do widzenia – Ambers odwrócił się i po prostu wyszedł, biorąc po drodze wspomnianą ulotkę reklamową.

Pieprzeni biurokraci – westchnął w duchu. W akcji nie zawodził, ale gdy należało załatwiać formalności natychmiast tracił cierpliwość. Był zdecydowanie człowiekiem czynu.

Wsiadł do samochodu, trzasnął drzwiami i sprawdził czas. 4:35 p.m.

„No tak! Zebranie w szkole…”

- Mam pół godziny i parę spraw do załatwienia – powiedział do siebie bębniąc palcami w kierownicę.

- No to jedziemy. – mruknął, startują z piskiem opon.

Następnie skontaktował się z centralą.

- Tu Chris Ambers z XIII wydziału NYPD. Właśnie przeprowadziłem rozmowę z szefem firmy organizującej VampirCon. Po pierwsze, mój partner zginął w hotelu w którym ma być organizowana impreza i jestem niemal pewien, że coś tam się wydarzy – tu lekko zadrżał mu głos. Dlatego chciałbym się spytać o ewentualne dofinansowanie dodatkowej ochrony, a także o przekazanie mi kto jest koordynatorem z policji. Jeśli nikogo nie ma, to pozwolę sobie o prośbę przydzielenia mi tej funkcji. – tu zszedł trochę z oficjalnego tonu – Miałem dziś cholernie ciężki dzień…

Po uzyskaniu odpowiedzi spróbował skontaktować się z Vincentem.

- Hej Vinc, tu Chris. Zabijesz mnie jak Ci to powiem, ale mam do Ciebie prośbę. Dasz radę zrobić coś dla mnie przyjacielu?
Kolejny telefon, tym razem do żony.

- Witaj Kochanie! Już do was jadę, postaram się nie spóźnić. Całuski – wyraźnie starał nadać swemu głosowi ciepły rodzinny ton.

W głowie ułożył sobie mapkę myśli. Zebranie, spotkanie u Vinca, a następnie jeśli los dopisze wizyta w firmie ochroniarskiej jako koordynator, lub, jeśli los mniej dopisze, rozmowa z koordynatorem.
 
__________________
13 wydział NYPD
Pijaczek Barry
"Omnia mea mecum porto"
Umbriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-21-2008, 09:57   #174
 
Mi Raaz's Avatar
 
Reputacja: 1 Mi Raaz jest na bardzo dobrej drodze
$: 29 355
Michael nie miał praktycznie żadnego wyboru. Powrót na posterunek nie wchodził w grę. Ruszył więc do domu poety. ~~Ciekawe z jakiego powodu nie odbiera telefonów? Czyży był zajęty przygotowywaniami? A może coś mu się stało? Dowiem się na miejscu.~~ McMurry'emu nie spieszyło się w cale. Jechał przestrzegając wszystkich możliwych przepisów pogwizdując melodie które dochodziły z odtwarzacza w jego aucie. Żałował, że nie ma z nim jego nowej partnerki. Rzadko miał dobre kontakty ze swoimi poprzednimi partnerami, dlatego tak mu przypadł do gustu niezobowiązujący flirt, który do tej pory prowadzili. Po drodze myślał też o Nati, swojej narzeczonej. Właściwie to myślał o wszystkim tylko nie o śledztwie. Jedynie gdzieś tam głęboko w nim kiełkowała nadzieja, że MacGregor sprawdzi maila.

Dojechał na miejsce. Sprawdził swojego glocka i schował do kabury. Zadzwonił jeszcze do dyspozytorni, żeby poinformować gdzie jest. ~~Szkoda byłoby żeby zaginął. Przezorny zawsze ubezpieczony.~~ Michael wyszedł, zamknął samochód, sprawdził czy zamek trzyma. Ruszył pewnym krokiem obserwując bacznie okolicę. Podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. Teraz pozostało mu ładnie się przedstawić i zapytać, czy może zadać kilka pytań panu Pirsonowi.
 
Mi Raaz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05-31-2008, 12:05   #175
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 3 abishai wkrótce będzie znany
$: 196 396
czw. 11.X.2007; Wydział 13; 8:05 a.m.


- Jo...wygląda na to, że nie tylko ja miałam długą noc.- rzekła wesoło Pavlicek, niosąc pod pachą teczkę. – Sok z pomidorów zmieszany z chili powinien pomóc.
Głos koroner wbijał się w głowę Chrisa z siłą młota pneumatycznego.
- Troszkę ciszej.- wychrypiał De Luca.
- Pomyślałam, że zechcesz obejrzeć wyniki sekcji zwłok tych dzieciaków oraz wizji lokalnej miejsca zbrodni... zanim przekażę sprawę do dyspozycji por. Logan.- rzekła z lekkim uśmiechem i złośliwymi ognikami w oczach Czeszka machając teczką przed oczami Chrisa. – Ale chyba nie jesteś w stanie czytać.
De Luca błyskawicznie wyrwał teczkę z dłoni Laury i zaczął kartkować raport.
- Zupełnie, jakby karmić tygrysa w Zoo.- skomentowała Pavlicek i zaczęła mówić, gdy przeglądał. – W każdym razie, w śmierć tych dzieciaków nie została spowodowana magią, choć oczywiście ciężko tu mówić wypadkach. Zginęli za sprawą złego oka. To rodzaj mutacji spotykanej głównie w rejonie Basenu Śródziemnomorskiego. Urodzeni z tym nim obdarzeni za pomocą swego spojrzenia mogą sprowadzać pecha, chorobę, a nawet... śmierć. Ten tutaj jest wyjątkowym przypadkiem. Jego złe spojrzenie musi być wyjątkowo mocne. Rzadko bowiem obdarzony tym darem może zabijać tak szybko. Zwykle klątwa wymaga tygodni by spowodować śmierć, a ten zabił w kilkanaście minut...Nie zazdroszczę policjantom, którzy zmierzą z tym skurczybykiem.
Po czym wyrwała teczkę z dłoni Chrisa, mówiąc.- Dosyć tego dobrego...Chcesz poczytać dłużej? Uproś Darię, by tobie przydzieliła tą sprawę. No to ciao.
Następnie ruszyła w kierunku biura por. Darii Logan gwiżdżąc pod nosem jakiś jazzowy kawałek. De Luca zauważył, że idąc, kręciła tyłeczkiem...Mógłby się założyć o 100 dolców, że inne wydziały z zazdrościły 13-sce obecności doktor Pavlicek. Tymczasem odezwała się komórka. I Chris odczytał SMS-a „Dzięki twojemu znajomemu z baru udało sie odwieźć i ciebie i samochód."
Czyli wóz powinien być w garażu. Cóż...Chris uznał, że i tak nie byłby w stanie prowadzić. Inną sprawą jednak było to, kim miałby być ów znajomy?... Zapewne któryś z gliniarzy, chyba. Niki tymczasem się...spóźniała. Zapewne wczorajszy dzień dał jej mocno w kość. W końcu, w przeciwieństwie do niego, była bardziej cywilem niż gliną.


czw. 11.X.2007; Mieszkanie Nicole „Niki” Merth; 9:33 a.m.


Coś łaskotało ją w nos, więc Nicole otworzyła oczy, spojrzała na kota, potem na zegarek, potem na ko.. Spojrzenie Nicole szybko pognało do budzika. Zaspała ! Ponad półtorej godziny!
"Pięknie, pięknie...Dopiero drugi dzień pracy a ty już się spóźniasz. I nawet nie możesz zwalić winę na korki na drogach. Nie przy szefie, który potrafi czytać w myślach" - pomyślała spanikowana dziewczyna. Szybko ubierając skupiła się na przypominaniu wczorajszego wieczoru... Rozmowa z babcią jakoś wczoraj się nie kleiła. Po wczorajszym widoku Nicole trudno było rozmawiać swobodnie o problemach babci z sąsiadkami, problemach sąsiadek i sąsiadów...etc. A zwierzyć się z własnych, Nicole nie mogła. Zebrała kupkę papierów które były jej zdobyczą z wczoraj. Miała co prawda zapisane wszystko na pendrivie...Ale papier miał tą przewagę, że można zapisane na nim informacje przeglądać bez komputera. A było tego sporo...Jack Cyrano Napier, alias Bloodmaster Jack dla sympatyków. Przez przeciwników zaś zwany Butcher Napier, dlatego że "zarzynał" gitary intensywną grą, i zużywał je znacznie szybciej inni gitarzyści. Okazało sie, że "Hell Hyenas" nie były pierwszym zespołem Jacka. Wcześniej grał "Devil's Monarchy", założył "Fire Torment", grał "Inferno Kittens" i w kilku innych niszowych black i deathmetalowych zespołach. Miał oficjalną stronę wraz z własnym forum i istniały dwa nieoficjalne fora o znaczących tytułach: "Za co nienawidzę Jacka Napiera", i "Gitarowy i muzyczny Rzeźnik". Udzielał sie nieregularnie na wszystkich trzech forach wykazując wybuchowy charakter, niewyszukane słownictwo oraz duży brak tolerancji na odmienne opinie.Jerry Guire alias Sabbatoth też miał interesujący życiorys, zwłaszcza jeśli chodzi o łamanie prawa. Jazda po pijanemu, kasacja trzech aut, jazda bez prawa jazdy, bójki, obnażanie się w miejscach publicznych i posiadanie narkotyków. Prowadził też blog pełen informacji o swoim "mrocznym" życiu. Nicole podejrzewała jednak, że większość opisów: zwłaszcza narkotycznych orgii, koncertów które urządzał, a ściągały setki fanów, nielegalnych walk i wyścigów (zwycięskich oczywiście), zrodziło się w wybujałej fantazji Jerrego.
Bardzo bowiem przypominały jej filmy które oglądała w kinie. Na tej dwójki Robert Bowhite i Henry Rodrigez wypadali blado. Ot, dobrze się uczący i spokojni chłopcy. Szczególnie zaś Henry, otrzymał bowiem stypendium za świetne wyniki w grze na oboju.
Niestety, o ile ofiarach dowiedziała się sporo...To nie odkryła żadnych informacji dotyczących winowajcy.

śr. 10 X 2007; Ulice Nowego Yorku, 04:50 p.m.


Ambers skontaktował się z centralą.
- Tu Chris Ambers z XIII wydziału NYPD. Właśnie przeprowadziłem rozmowę z szefem firmy organizującej VampirCon. Po pierwsze, mój partner zginął w hotelu w którym ma być organizowana impreza i jestem niemal pewien, że coś tam się wydarzy – tu lekko zadrżał mu głos.- Dlatego chciałbym się spytać o ewentualne dofinansowanie dodatkowej ochrony, a także o przekazanie mi kto jest koordynatorem z policji. Jeśli nikogo nie ma, to pozwolę sobie o prośbę przydzielenia mi tej funkcji. – tu zszedł trochę z oficjalnego tonu – Miałem dziś cholernie ciężki dzień…
- Pysiu, współczuję ci z powodu straty, ale to jest centrala komunikacyjna, a nie dowództwo.-odezwała sie kobieta przez policyjne CB-Radio.- Takie sprawy musisz załatwić oficjalnymi kanałami. Jednak z tego co wiem koordynatorem z ramienia 13 -tki jest niejaka porucznik Daria Logan.Chris musiał przed sobą przyznać, że ostatnie wydarzenia nieźle nim wstrząsnęły skoro popełniał takie błędy... "Weź się w garść." - skarcił siebie w duchu. Po czym odparł nieco speszonym głosem.- Dzięki za informacje.
Pewnie teraz będzie brany za żółtodzioba.
Po uzyskaniu odpowiedzi spróbował skontaktować się z Vincentem.
- Hej Vinc, tu Chris. Zabijesz mnie jak Ci to powiem, ale mam do Ciebie prośbę. Dasz radę zrobić coś dla mnie przyjacielu?
-Nie dziś, przybądź jutro wieczorem, ok?- odparł swym typowo grobowym głosem Vincent.

śr. 10 X 2007; Szkoła podstawowa im. Thomasa Jeffersona w Nowym Yorku, 04:50 p.m.




Ponieważ zebrania Markusa i Jonathana odbywały się jednocześnie, Christopher poszedł na zebranie starszego syna, zaś Violet na zebranie dla młodszego.
Nauczycielka rozpoczęła zebranie od poinformowania rodziców o postępach ich pociech, sugestiach co do ich wychowania, oraz prezentacji prac plastycznych najlepszych z wychowanków. Po tym przydługim wstępie rozpoczęła omawianie tematu dzisiejszego zebrania...A mianowicie przedstawienia z okazji Dnia Dziękczynienia przypadającego na 22 XI, które w tym roku miało być przygotowane przez klasę Jonathana.
- Ważnym też jest, by rodzice nie tylko byli na tym przedstawieniu.- rzekła pani Forest, wychowawczyni Jonathana.- Powinni też aktywnie uczestniczyć w przygotowaniach. Mają państwo jakieś sugestie?
-Moglibyśmy... zrobić na przykład.. dekoracje.-
rzekł pulchniutka kobieta w bladoróżowej sukience.
- Tak, tak...To dobre na początek. Może spotkamy się w tę sobotę i wraz z pociechami przygotujemy je? Myślę, że o dwunastej sala teatralna będzie wolna.- zaproponowała nauczycielka.(Szkoła bowiem miała nieduża salę teatralną, którą zajmowało się kółko dramatyczne i która wykorzystywana była do apeli szkolnych, przedstawień i innych imprez masowych takich jak np. doroczny konkurs ortograficzny.)
-Dobry pomysł. Dostarczę materiały.- odezwał się elegancko ubrany mężczyzna. Z tego Ambers się orientował, właściciel sklepu papierniczego. Zebranie wydawało się przeciągać, więc Christopher zorientował się, że dzisiaj już nie zdąży do firmy ochroniarskiej...Także wizyta na komendzie mogła okazać się niepotrzebna. Istniała możliwość, że Daria Logan opuściła posterunek.


śr. 10 X 2007; Mieszkanie Piersona 03:00 p.m.




To nie było to czego spodziewał się zastać McMurry...Po autorze mrocznych wierszy Michael oczekiwał się czegoś bardziej... ekstrawaganckiego. A tu zwykły domek.
Niemniej zadzwonił do drzwi Piersona, raz, drugi, trzeci...Nikt nie odpowiadał. Czyżby znowu wpadka? Poirytowany tą sytuacją, Michael kopnął drzwi... które otworzyły się.
Nie były zamknięte. Dlaczego? Jakikolwiek był tego powód, dawał Michaelowi możliwość wejścia. Oczywiście McMurry był na tyle obeznany z policyjnym rzemiosłem, by sięgnąć po spluwę. A nawet gdyby nie był, każdy amerykański nastolatek, wychowany na horrorach wiedział, że nie należy wchodzić do cichego domu bez broni w dłoni.
Zwykle w takich filmach bohater ginął w makabryczny sposób z ręki jakiegoś potwora.
McMurry zaś nie chciał zakończyć życia śmiercią w stylu agonii bohatera niskobudżetowego horroru. Ostrożnie przemierzał przedpokój. Uwagę policjanta skupił szum dochodzący zza drzwi na parterze po lewej stronie. Jakby dźwięk włączonego telewizora. Kopniakiem wyważył drzwi...aż mu cała stopa zdrętwiała. Widok jaki zobaczył za drzwiami nie należał do najprzyjemniejszych.
W telewizorze leciało nagranie z magnetowidu. Amatorska relacja z larpa WOD Enthusiasts Society...podobne do tego które otrzymali od wydziału z Filadelfii.
Na stoliku obok fotela , leżało kilka torebek plastikowych i biały proszek.

McMurry jakoś nie wierzył by to była mąka.
Zaś sam Pierson wisiał na żyrandolu, z szyją oplątaną sznurem. Wisielec drgał jeszcze w nieudolnych próbach zerwania liny, więc dopiero co spróbował popełnić samobójstwo. Ciało, wbrew umysłowi, próbowało uwolnić się od sznura...McMurry miał więc szansę uratowania jego życia, o ile zadziała szybko.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-07-2008, 16:32   #176
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 3 abishai wkrótce będzie znany
$: 196 396
czw. 11.X.2007 lotnisko LaGuardia 09. 45 a.m.




Samolot pasażeski United Airlines właśnie skończył kołować na płycie lotniska i pasażerowie lotu nr. 2435 Seul-Tokio- San Francisco -Denver-Saint Louis-Nowy York.
Pomiędzy japońskimi i koreańskimi studentami z wymiany zagranicznej, turystami z Niemiec i biznesmenami z Doliny Krzemowej kręcił się niepozorny z pozoru japończyk.
Do niego podszedł własnie mężczyzna rasy żółtej w świetnie skrojonym garniturze.
- Uerukamu Yagami-san - rzekł jak do krewnego (którym był zresztą w istocie).- Witamy w Nowym Yorku...Tym razem na stałe?
- Hai! Tak, jak wspomniałem w mailu.- rzekł w odpowiedzi Yagami.- Więc wszystko załatwione Mikannosuke-san?
- Tak.- odparł Mikannosuke.- I...przykro mi z powodu śmierci twego brata. Przyjmij moje kondolencje.
Te słowa zmroziły serce Yagami. O śmierci swego brata nie wiedział. To znaczy, przewidział ją ale miał na dzieję... „ Tym razem...Spóźniłem się” - pomyślał. Ale nie dając po sobie poznać rzekł obojętnym głosem ze spokojną twarzą.-Jak to się stało?
- Pożar...tyle, jeżeli chodzi o oficjalne wyjaśnienie.- odparł Mikannosuke.
Nie, nie....to się nie zgadzało z jego wizją. Widział ciemność pożerającą jego brata, nie ogień.
- Mam polecenie odwieźć cię do twego domu i przekazać ci iż Satomi–san spotka się z tobą na kolacji wieczorem.-dodał Mikannosuke.- Nie masz chyba zbyt wielu bagaży?
Gdy tylko rozwiązali sprawę bagaży ruszyli ku wyjściu z budynku lotniska i skierowali się na parking.
Obaj podeszli do kilkuletniej Toyoty Yaris stojącej na parkingu, należącej do Mikannosuke. A następnie wyruszyli do domu Yagamiego.

Za nimi, z pobliskiego lasu, służącego jako ściana oddzielająca port lotniczy od miasta mająca wyciszyć odgłosy lotniska ruszył motocyklista. Rosły mężczyzna w czarnym ubraniu.

Cały czas trzymał się z tyłu, śledząc jadących Mikannosuke i Yagami.

czw. 11.X.2007; Wydział 13; 8:08 a.m.


Nowy przydział, w wydziale od wilkołaków...Amy mogła się tylko śmiać. Po jakie licho zesłano ją tutaj? Owszem, mówiono że XIII –stka ma różne ciekawe przypadki, i że żadna sprawa którą prowadzi nie jest typowa. Ale w porównaniu z NYPD ESU to i tak byli szaraczki. Bo co mogło się równać z pracą w Bomb-squad jak potocznie zwano ESU ? Chyba tylko SWAT. A tak trafiła do dochodzeniówki... Siedziała więc pod drzwiami inspektora Rooka i czekała na powitalną rozmowę...Która póki co stała się druga pod względem ważności. Inspektor Rook prowadził bowiem rozmowę służbową z kimś z Japonii. Tak można było sadzić po wyrażeniach jakie od czasu do czasu dyktowała mu pani/panna (?) psycholog, najwyraźniej biegle władająca tym językiem.
Póki co więc czekała i nudziła się...
- Jo, ty tu nowa?- rzekła drobna blondynka podchodząc do niej. Była dość ładna w białym kitlu, a pod pachą niosła kilka teczek.
Amy skineła głową.
- Długo juz tak gadają?- dodała blondynka, sięgając po papierosa i zapalniczkę.
-Chyba, tak...Niedawno przyszłam.- rzekła zniechęconym głosem Amy.
Kobieta zaproponowała jej papierosa, ale ta odmówiła, słowami.- Nie palę.
- Szczęściara z ciebie.- rzekła zapalając papierosa i zaciągając się dymkiem.- No cóż, będę musiała zanieść teczki wprost do...
Tymczasem do dwójki kobiet podszedł Vincent. Mężczyzna spojrzał na obie kobiety i rzekł .- Ja do inspektora Rooka.
- Nie ty jeden...- rzekła amatorka papierosów.- Wygląda na to gołąbeczki, że później przyjdzie wam poznać serducho wydziału. Chodźcie za mną, pójdziemy do por. Logan. Ona chyba zajęta nie jest. Przy okazji, jestem Laura Pavlicek. Ale dla początkujących tutaj, raczej: doktor Pavlicek.

czw. 11.X.2007; Kuria arcybiskupstwa Nowego Yorku; 9:00 a.m.

Kardynał przeglądał poranna prasę, gdy do pokoju wszedł ksiądz Christopher Dawkins.
- Ekscelencjo.- rzekł Christopher nieco speszony. Nieczęsto bowiem był wzywany na dywanik do arcybiskupa Nowego Yorku.
Kardynał odłożył gazety i spojrzał na młodego księdza i uśmiechnął się.

- Aaa...Dawkins. Ufam że już się rozgościłeś w nowej parafii do której cię przydzieliłem?- rzekł kardynał Edward Egan.
- Tak ekscelencjo.- odrzekł Dawkins.
- Ależ usiądź chłopcze.- rzekł kardynał wskazując krzesło. A gdy ksiądz usiadł, Egan kontynuował.- Jak wiesz ze względu na swe możliwości, zostałeś przydzielony jako pomoc do wydziału XIII-tego policji Nowy York. Będziesz wspierał policję w sprawach, w których obecność egzorcysty jest cóż...potrzebna. Masz jednak mało doświadczenia, jak na te poważne, zadanie więc przyda ci...
Słowa kardynała przerwał donośny śpiew w języku którego Dawkins nie znał.

Brunetki, blondynki - ja wrzysztkie was dżewczynki
Całowacz chcem,
Lecz przyznam siem o jednej tylko szniem
Tom kochacz chce

Bo ta jedyna, szlodkousta ma dżewczyna
Jej czar znam i dlatego
Tylko jej jedynej serce dam!


Głos był donośny i dźwięczny, ale linia melodyczna chwiała się jak pijak na prostej linii.
Ciężko było te ryki nazwać muzyką. Widać było że kardynał rozpoznał ten głos, bo pocierając ze zmartwienia czoło rzekł do siebie.- Co mnie podkusiło by go umieszczać w polonijnej parafii. Jaki diabeł był tak perfidny, by mnie do tego namówić!
Do pokoju wszedł ksiądz o sporej tuszy, olbrzymich barach i brzuchu jak bęben.
Ubrany czarny garnitur z koloratką zanucił już nieco ciszej kolejną zwrotkę piosenki, gdy zamykał za sobą drzwi.

Brunetki, blondynki - ja wrzysztkie was dżewczynki
Całowacz chcem,
Lecz przyznam siem o jednej tylko szniem
Tej wysznonej, wymarzonej dam serce me!


- O’Doom, zapominasz chyba gdzie jesteś.-rzekł nieco zrezygnowanym głosem kardynał.
- Sorki szefie...Po prostu dzionek taki ładny.- rzekł nieznany Dawkinsowi ksiądz, Egan spiorunował go wzrokiem. Zaś O’Doom szybko się poprawił.- A tak ! Znaczy...Ekscelencja wybaczy.
Dawkins zaś miał okazję przyjrzeć się twarzy O’Dooma, jego siwym włosom i śmiejącym się, szaroniebieskim oczom.

- Ojcze Corneliusie to jest...- rzekł kardynał.
- Christopher Dawkins, czytałem akta...Jestem ojciec Cornelius O’Doom, weteran wojny w Wietnamie, kapelan wojskowy podczas operacji Pustynna Burza, a teraz główny cyngiel arcybiskupstwa Nowego Yorku. Ale mów mi Dzik. Tak mnie zwali w woju.- rzekł O’Doom.
- Ojciec Cornelius chciał powiedzieć, że jest głównym egzorcystą Nowego Yorku i naszym głównym kontaktem z NYPD jeśli chodzi o sprawy...metafizyczne.- westchnął Egan.- Niestety. Jeśli chodzi o dyscyplinę duchową ...wykazuje spore braki. Nieprawdaż O’Doom?
- Jeśli chodzi o ta ostatnią rozróbę, to wszystko mogę wyjaśnić...Otóż.- zaczął się tłumaczyć kapłan.
- Dość! Nie chcę o tym słyszeć! Niech się zajmie tym twój spowiednik. I oby tym razem pokuta wpłynęła na poprawę twego zachowania! Osoba duchowna nie może mieć reputacji rozrabiaki!- krzyknął Egan. Po czym spokojniejszym głosem dodał.- Ojciec Cornelius wprowadzi cię w szczegóły twego specjalnego przydziału.
- Właśnie chłopie...Jak masz jakieś pytania to wal jak w dym. – rzekł O’Doom szczerząc zęby w uśmiechu.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.

Ostatnio edytowane przez abishai : 06-07-2008 o 16:53.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-07-2008, 20:24   #177
 
Umbriel's Avatar
 
Reputacja: 2 Umbriel jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 012
Po skompromitowaniu się i kolejnym rażącym błędzie skontaktował się z Vincentem.

- Hej Vinc, tu Chris. Zabijesz mnie jak Ci to powiem, ale mam do Ciebie prośbę. Dasz radę zrobić coś dla mnie przyjacielu?

-Nie dziś, przybądź jutro wieczorem, ok?- odparł swym typowo grobowym głosem Vincent.

Ambers westchnął

- To sprawa nie cierpiąca zwłoki, ale dobrze, jeśli naprawdę nie mogę – rzekł z lekkim żalem – to wpadnę jutro.

Samochód śmignął, mijając dużą ciężarówkę sunącą ulicami Nowego Jorku. Ambers włączył muzykę i oparł obie ręce, odziane w skórzane czarne rękawiczki – na kierownicy. Kierował się prosto do szkoły, uważając zarazem, by nie łamać zbyt wielu przepisów na oczach zbyt wielu kolegów po fachu.

Gdy dotarł do szkoły, sprawdził godzinę i zamknął samochód. Sprężystym krokiem pomaszerował do wnętrza budynku, starając się porzucić myśli o pracy i przestawić na „życie rodzinne”. Nie było łatwo. Gdy miał już wejść na miejsce spotkania, przypomniało mu się, że ma przy sobie broń. Tak się przyzwyczaił do całego tego sprzętu, że niemal o nim zapomniał. Zaklął w duchu i ruszył szybkim krokiem do samochodu, gdzie złożył cały swój „arsenał”.
Ponownie go zamknął i wszedł do Sali, gdzie odbywało się zebranie. Zapukał, przywitał się serdecznie i wszedł spokojnie, zerkając na ludzi wokół. Jego wygląd musiał budzić zdziwienie – mundur policjanta, czarne okulary, rękawiczki – nie wyglądał jak typowy rodzic. Podszedł do żony i ucałował ją na przywitanie.

- Witaj kochanie, mam nadzieję, że się nie spóźniłem? – zerknął badawczo na żonę i spoczął na miejscu obok niej.
 
__________________
13 wydział NYPD
Pijaczek Barry
"Omnia mea mecum porto"

Ostatnio edytowane przez Umbriel : 06-08-2008 o 13:07.
Umbriel jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-07-2008, 21:16   #178
Newsman
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 2 Hawkeye wkrótce będzie znanyHawkeye wkrótce będzie znany
$: 36 973
De Luca popatrzył za odchodzącą koroner "Jakby karmić tygrysa w zoo, nie wiedziała, że to dość bliskie porównanie ... chociaż raczej właśnie wypuściła tygrysa" uśmiechnął się do tej myśli, wiedział, że musi dostać tą sprawę. Nie zamierzał jej odpuścić, z pewnością wolał narażać swój tyłek ... a co zaś się tyczy Nicki, wiedział że będzie w stanie się nią w stanie zaopiekować, nie narazi jej na niebezpieczeństwo, a ponieważ ona była niedoświadczona w pracy policyjnej, łatwiej da się namówić na czekanie na wsparcie ... pamiętał jak na szkoleniu powtarzali: "Czekajcie na wsparcie" . Cóż gdy pierwszy raz jeszcze jako młody policjant był świadkiem napadu na stację benzynową to nie czekał tylko działał.

Teraz podniósł się z krzesła, kac mu przeszkadzał, a sprawa tajemniczego kolegi wydawała się dziwna, ale nie zamierzał zaprzątać sobie tym głowy. Przynajmniej nie w tym momencie. O nie, z pewnością nie teraz. W jego głowie włączył się prosty mechanizm. Pewnie podobnie myślały inne drapieżniki, bo w pewnym sensie Chris nim był. Tylko, że on robił to aby zapewnić innym bezpieczeństwo.

Pewnym krokiem udał się pod biuro porucznik Logan, w głowie układał już sobie swoje przemówienie. Miał nadzieję, że jego nieodparty urok osobisty zadziała na przełożoną, a jeśli nie to parę trafnych argumentów, nie może zaszkodzić. Ostatecznie powie, że i tak będzie szukał tego faceta, więc najlepiej i tak przydzielić mu tę robotę, nie będzie wtedy żadnego konfliktu interesów.

Zapukał i odczekał chwilę, na pozwolenie wejścia. "Ostatecznie, tak czy siak, mogę tam wbić, nie mam zamiaru zbyt długo czekać, jeszcze da tę sprawę komuś innemu."

Kiedy tylko znalazł się w środku zwrócił się bezpośrednio do przełożonej

-Pani porucznik, mam do pani dużą prośbę. Chcę dostać sprawę "Napiera" i tego całego złego oka ... - popatrzył w twarz kobiety i uśmiechnął się lekko. Jego oczy zdradzały wielką determinację, a także pewien drapieżny "błysk". Nie dał jednak nic powiedzieć kobiecie i kontynuował swoją przemową

-Za nim podejmie pani decyzje, chciałem tylko prosić o rozważenie moich argumentów. Po pierwsze to my razem z Nicole zaczęliśmy zajmować się tą sprawą, sporo już wiemy i nie będzie trzeba wprowadzać nikogo trzeciego w arkana tej sprawy. Po drugie może i moja partnerka jest żółtodziobem, ale ja uważam się za doświadczonego gliniarza, może to co robimy tutaj jest czymś nowym, ale pracowałem w wydziale zabójstw i w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną. Umiem posługiwać się bronią i jestem jednym z lepszych detektywów ... - wziął głęboki oddech

-Poza tym chcę złapać tego skurwysyna, który jest odpowiedzialny za te morderstwa. Jestem cholernie zdeterminowany do wykonania tego zadania i chyba po to zostałem też tu przeniesiony ... - popatrzył prosto w oczy pani porucznik mając nadzieję, że się powiodło ...
 
__________________
We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling
Hawkeye jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-08-2008, 13:28   #179
 
carn's Avatar
 
Reputacja: 0 carn jest na bardzo dobrej drodze
$: 6 265
"A żeby ją... Chociaż tu powinni zakazać palić."

Nieukontentowana, podświadomie, pokręciła głową wprawiając w ruch burzę kruczoczarnych włosów stroszących się groźnie na wszystkie strony z utrwalonej pokładami lakieru fryzury. Rozmówczyni nie przykuwała uwagi. W przeciwieństwie do Amy. "Locksmith" od razu rzucała się w oczy. Niekonwencjonalna fryzura. Przekłuta dolna warga. Mocno podkreślone czarną kredką oczy i na ogół nieobecne spojrzenie. Gdyby nie kształtne, choć nie za duże piersi, mocno nadrozmiarowa białą koszulka z logo NYPD wisiała by na niej jak na wieszaku. I tak zsuwała się ona co chwila z ramienia odsłaniając niemal przekłuwający się przez skórę obojczyk. Na nadgarstkach kolekcja sznurkowych bransolet. Dalej smukłe dłonie zakończone granatowymi paznokciami. Resztę ubioru stanowiły wąskie czarne rybaczki. Agresywno pasiaste żółto-czarne podkolanówki i pomarańczowe adidaski.

- Wygląda na to gołąbeczki, że później przyjdzie wam poznać serducho wydziału. Chodźcie za mną, pójdziemy do por. Logan. Ona chyba zajęta nie jest. Przy okazji, jestem Laura Pavlicek. Ale dla początkujących tutaj, raczej: doktor Pavlicek.

- Walter, panna. Funkcja i aktualny stopień na razie nie znany. -

Potarła z zakłopotania lewe ucho prezentując przy tym małżowinę uszną "zaobrączkowaną" srebrnymi kółeczkami na całej jej długości. To, że została zdegradowana było pewne. Nie dość, że odesłali ją do dochodzeniówki to jeszcze do "łowców duchów" czyli na największe zapupie z którego nie da się wrócić do normalnej pracy. Masz w aktach XIIItkę? Dla reszty jesteś ciamajdą lub wariatem.

- Możemy spróbować i u pani porucznik. Najwyżej już pierwszego dnia podpadnę komu trzeba. -

Nie siliła się na optymizm. W końcu nic tu nim nie napawało. Marne widoki na awans. Zapewne gorsze pieniądze i do tego robota o której miała blade pojęcie. Wstała prezentując, że wraz z podeszwami i fryzurą mierzy niemal sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i mimo swej anemicznej budowy góruje nad panią doktor. Luźny podkoszulek kończący się teraz w pół uda uwypuklił się na wysokości paska na przedmiotach być może świadczących, że jednak należy do tej całej policyjnej bajki.

- Czy jest tu jakiś bufet? -

Dodała poprawiając koszulkę i ruszając za blond przewodniczką.
 
carn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 06-08-2008, 13:35   #180
 
enneid's Avatar
 
Reputacja: 2 enneid jest na bardzo dobrej drodze
$: 20 270
Gdzie jak gdzie, ale w gabinecie biskupa nigdy nie czul się swobodnie, ani tym bardziej pewnie. Tak było od samego początku, gdy jeszcze jako kandydat do seminarium biskup jego macierzystej diecezji przeprowadzał rozmowę kwalifikacyjną, później gdy w trakcie rozmowy, w której poinformowano go, iż jedzie do New York, do nowej diecezji, aż po ostatnią wizytę, w trakcie której oznajmiono mu iż został przydzielony do XIII-stki. Za każdym razem czuł się w jakiś irracjonalny sposób czegoś winny, a rozmowa ta ma zadecydować o jakiejś karze. A to, ze proboszcz, z którym nie dawno miał sprzeczkę, wystawił mu negatywną opinie, a to, że nie sprawdził się na wiejskiej parafii, i tak dalej i tak dalej... Christoper wiedział, iż owe przyczyny były wytworem jego wyobraźni, niemniej i tak zostawały poczucie winy i w jakiś sposób brak swobody.
Chris stał już niemal na ostatnich światłach, za chwile powinien dojechać do kurii. Może wyniki z egzaminów kończących jego szkolenie policyjne nie są zadowalające dla Jego Eminencji? Ledwo zdał część z procedurami. Nie wiedząc kiedy sięgnął po różaniec na palcu i zaczął podświadomie się modlić. to go uspakajało, w tym zawsze czuł ulgę. w końcu gdy już zaparkował i miał już wejść do budynku kurii uświadomił sobie, że odmawia różaniec. Zatrzymał się by go skończyć, jakoś bowiem nie wydawało mu się to stosowne modlić sie przed kardynałem. Odetchnął przyglądając sie sporemu gmachowi kurii. nigdy jakoś nie myślał o jakimś szczególnym awansie w hierarchii kościelnej. Nigdy nie chciał być biskupem, a jego perspektywy kończyły się na objęciu probostwa. Po części spowodowane było to jego brakiem zainteresowania studiami doktoranckimi, bardziej jednak pragnął po prostu pracować z ludźmi, zajmować się przyziemnym światem parafii. A tu wyniosło go aż do NYPD i nic nie wskazywało by szybko skończył tą pracę. "Chyba bardziej odsunąć się od pracy duszpasterskiej mogłem jedynie wstępując do zakonu kontemplacyjnego"- pomyślał gorzko i mruknął jakby do siebie - Naprawdę, nie zbadane są twoje drogi - po czym ruszył w stronę gabinetu kardynała.
Wchodząc po schodach na drugie piętro, gdzie Jego Eminencja urzędowała Chris uświadomił sobie, że nie ma nawet koloratki. "Czy to tak wypada? A zresztą i tak koszula z koloratką została w domu", zaraz przecież jedzie do nowej pracy. Tak, dzisiaj zaczynał. Nie był również znów jakoś niestosownie ubrany. Czarna koszula, nieco jaśniejsza marynarka, Nawet buty, dość eleganckie, ale przy tym jak najbardziej wygodne wypastował. W końcu znalazł się przed gabinetem sekretarz kardynała skinął mu na powitanie, i nadal pisząc coś na komputerze powiedział:
-Jego Eminencja już czeka
"Czyżbym sie spóźnił?" Spojrzał na zegarek, była punktualnie 9. Wziął głębszy oddech, by się uspokoić i wszedł do środka. kardynał czytał właśnie gazetę.
- Ekscelencjo.- rzekł Christopher nieco speszony. Kardynał odłożył gazety, spojrzał na młodego księdza i uśmiechnął się.
- Aaa...Dawkins. Ufam że już się rozgościłeś w nowej parafii do której cię przydzieliłem?- rzekł kardynał Edward Egan. Parafia św. Alberta, gdzie został przydzielony oficjalnie jako ksiądz pomocniczy ale pracujący w kurii, rzeczywiście stała się dla niego niczym drugi dom. Szczerze kiedy tylko miał trochę wolnego czasu starał się tam go właśnie wykorzystywać.
- Tak ekscelencjo.- odpowiedział niemal automatycznie Chris, stojąc prawie tak spięty jak uczeń podstawówki w gabinecie dyrektora.
- Ależ usiądź chłopcze.- rzekł kardynał wskazując krzesło. Młody ksiądz usiadł, nie mając jednak odwagi nawet zająć jakiejś wygodniejszej pozycji. Egan kontynuował.- Jak wiesz ze względu na swe możliwości, zostałeś przydzielony jako pomoc do wydziału XIII-tego policji Nowy York. Będziesz wspierał policję w sprawach, w których obecność egzorcysty jest cóż...potrzebna. Masz jednak mało doświadczenia, jak na te poważne, zadanie więc przyda ci...
Słowa kardynała przerwał donośny śpiew w języku którego Dawkins nie znał. "Może to ruski? brzmienie podobne do tego Auganowa, który raz był w barze." rozmyślania jednak przerwał, gdy ujrzał zrezygnowaną twarz kardynała. Dyplomatycznie milczał, zmuszając przy okazji twarz by nie ukazała uśmiechu czy rozbawienia.
Do pokoju wszedł ksiądz o sporej tuszy, olbrzymich barach i brzuchu jak bęben.
Ubrany czarny garnitur z koloratką zanucił już nieco ciszej kolejną zwrotkę piosenki, gdy zamykał za sobą drzwi.

Brunetki, blondynki - ja wrzysztkie was dżewczynki
Całowacz chcem,
Lecz przyznam siem o jednej tylko szniem
Tej wysznonej, wymarzonej dam serce me!

- O’Doom, zapominasz chyba gdzie jesteś.-rzekł nieco zrezygnowanym głosem kardynał. Młody ksiądz szybko przeszukał pamięć, by przypomnieć sobie to nazwisko. nic jednak o nim tak naprawdę nie wiedział.
- Sorki szefie...Po prostu dzionek taki ładny.- rzekł nieznany Dawkinsowi ksiądz, Egan spiorunował go wzrokiem. Zaś O’Doom szybko się poprawił.- A tak ! Znaczy...Ekscelencja wybaczy.- Niemal cudem Chris parsknięcie śmiechu zmienił na kaszel. Wstał by się przywitać z księdzem.
- Ojcze Corneliusie to jest...- rzekł kardynał.
- Christopher Dawkins, czytałem akta...Jestem ojciec Cornelius O’Doom, weteran wojny w Wietnamie, kapelan wojskowy podczas operacji Pustynna Burza, a teraz główny cyngiel arcybiskupstwa Nowego Yorku. Ale mów mi Dzik. Tak mnie zwali w woju.- rzekł O’Doom.
- Ojciec Cornelius chciał powiedzieć, że jest głównym egzorcystą Nowego Yorku i naszym głównym kontaktem z NYPD jeśli chodzi o sprawy...metafizyczne.- westchnął Egan.- Niestety. Jeśli chodzi o dyscyplinę duchową ...wykazuje spore braki. Nieprawdaż O’Doom?
- Jeśli chodzi o ta ostatnią rozróbę, to wszystko mogę wyjaśnić...Otóż
.- zaczął się tłumaczyć kapłan.
- Dość! Nie chcę o tym słyszeć! Niech się zajmie tym twój spowiednik. I oby tym razem pokuta wpłynęła na poprawę twego zachowania! Osoba duchowna nie może mieć reputacji rozrabiaki!- krzyknął Egan. Po czym spokojniejszym głosem dodał.- Ojciec Cornelius wprowadzi cię w szczegóły twego specjalnego przydziału.
- Właśnie chłopie...Jak masz jakieś pytania to wal jak w dym. – rzekł O’Doom szczerząc zęby w uśmiechu.
Dopiero teraz Chris zdołał się włączyć w rozmowę, która jak dotąd przypominała nieco walkę dwóch gigantów. Nie speszony wcale zachowaniem księdza uśmiechnął sie skromnie Corneliusa.
- Na prawdę miło mi ojca poznać, jak dotąd nie miałem okazji spotkać żadnego duchownego pracującego na wydziale. Z pewnością będę miał sporo pytań odnośnie egzorcyzmów jak i na temat samej policji. Przyznaję, że szczególnie w tej drugiej materii nadal czuję się mało pewnie. Czy są jeszcze jacyś księża pracujący w XIII-stce? - Jak już Christoper zauważył cała sprawa z wydziałem w kurii jest traktowana bardzo poufnie.
Dawkins również spojrzał dyskretnie na duży zegar stojący z boku. Niezbyt dużo miał czasu, musiał jeszcze dojechać na komisariat, gdzie pewnie czekała go jeszcze rozmowa z komendantem
 
__________________
Jak nie może być dobrze niech przynajmniej będzie śmiesznie
enneid jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wł.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze]13 wydział NYPD abishai Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 284 07-07-2008 18:54
[autorski] XIII wydział NYPD Umbriel Toplista sesji 1 07-02-2008 17:05
Wydział XIII do spraw nadnaturalnych abishai Archiwum rekrutacji 56 11-02-2007 15:36


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93