Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-26-2007, 21:46   #131
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Życie bywa uciążliwe - to fakt, któremu nikt nie może zaprzeczyć. Czasem dla realizacji swoich planów trzeba poświęcić naprawdę wiele, a czy nasze poświęcenie nie pójdzie na marne możemy się dowiedzieć dopiero wtedy, gdy ujrzymy jego rezultaty. Czasami, w imię wyższego dobra (choć według zasad moralnych większości istot bardziej pasowałoby stwierdzenie ,,wyższego zła") trzeba się upokorzyć, ukazywać nieistniejącą słabość lub całkowicie wyrzec się siebie. Trzeba często znosić poniżenie wiedząc dobrze, że jakakolwiek reakcja mogłaby zniszczyć misternie uknuty plan. Jeśli jednak ktoś jest wystarczająco sprytny i cierpliwy może osiągnąć tak naprawdę wszystko. Wystarczy zignorować granicę możliwości i sięgnąć dalej, niż ktokolwiek inny. To, co możemy osiągnąć nie zależy od tego kim jesteśmy, ale od tego kim gotowi jesteśmy się stać. Jeśli wystarczająco silne pragnienie pokona nasze instynkty, nasza determinacja otworzy nieosiągalną drogę a cała nasza istota będzie gotowa ruszyć nią, nie zważając na konsekwencje, wtedy... Nic nie będzie mogło stanąć nam na drodze. Nie należy więc kierować się kodeksami moralnymi stworzonymi dla zwykłych ludzi, którzy nie są gotowi na dążenie ku swoim celom gdyż te śmieszne zbiory reguł istnieją tylko po to, by mogli oni usprawiedliwiać nimi swoją bierność. Dużo łatwiej powiedzieć, że nie kroczy się własną ścieżką choćby i po trupach innych nie z braku odwagi ale dla tego, że tak jest dobrze. Dobro więc samo w sobie jest zbiorem ograniczeń i usprawiedliwień dla słabych, natomiast tego zaprzeczenie, prawdziwa siła określana jest przez nich złem. Słudzy dobra wolą żyć w ciemnocie i zabobonach obawiając się nieznanego, niż przyjmować je do siebie i wykorzystywać wedle swojej woli. Nawet wszelkie ich święte pisma wyraźnie to zaznaczają, że osoba przynosząca światłość wiedzy, Lucyfer jest symbolem zła. A czy tak naprawdę dobry może być Bóg, który od swoich wyznawców wymaga więc głupoty? Raczej nie... W takim razie pojęcia dobra i zła są względne, zależne nie od ogólnie przyjętych zasad ale od nas samych i nikt nie ma prawa nazywać naszego postępowania złym

Najlepszym tego przykładem był on sam. Zabicie ojca i rodzeństwa byłoby czynem złym według większości, lecz przecież i ojciec i brat zasłużyli na śmierć. Ojciec chciał jego, własnego syna pozbawić dziedzictwa, a brat odebrać ukochaną. Siostra nie zrozumiała jego racji i chciała stanąć w ich obronie. Cała trójka nie była więc godna do życia. Potem nie zabijał nigdy dla przyjemności, ale żeby przeżyć. Dawał z siebie wszystko, by uniknąć niepotrzebnej krwi, dążąc do wyzwolenia się spod wpływu demona. Nie zdradzał towarzyszy dla własnej korzyści lecz by uchronić znacznie większą liczbę przed swoim stwórcą, Rithem. Potem stał się demonem by odzyskać amulet powstały przez ich głupotę i chronić innych. Zmusił anioła do morderstwa nie dla przyjemności lecz w obronie własnej. Na statku paladynów ocalił ich dowódcę, gdyż jego śmierć nie była koniecznością nie wiedząc kim był naprawdę. W Rasganie przyjęto go jako zło wcielone i chciano zabić, więc całe sprowadzenie zarazy było również w obronie własnej by nikt nie mógł go skrzywdzić. W tym samym mieście uratował mieszkańców przed życiem pod rządami demona. Wszystkie więc jego poczynania były kierowane troską o innych oraz chęcią przeżycia, a różni głupcy źle interpretowali jego zachowanie.

Przeszedł również próbę cierpliwości wiedząc, że któryś z głupców najpewniej chciałby go powstrzymać przed realizacją wielkiego planu. By dotrzeć do tego miejsca upozorował po raz kolejny własną śmierć i zniknął zabierając nieświadomemu aniołowi jego miecz, przedmiot potrzebny mu do realizacji celów. By jego plany nie zostały przejrzane przybrał postać ślepca, zakapturzonej postaci która grając na sumieniu drużyny wykorzystała ją by wygrać turniej. Jako Azmaer udawał znacznie słabszego, niż był naprawdę, pozwalał się obrażać i poniżać wiedząc, że są to po prostu głupcy zaślepieni własną niewiedzą. Wystarczyłoby tylko pokonać własną pychę i zdjąć kaptur a ujrzeliby swojego przyjaciela, Astarotha. Tak niewiele, a jednak przekroczyło znacznie ich możliwości... Cóż, trudno teraz zdobył to, czego chciał. Wykorzystał ich a oni jak słudzy wykonali jego polecenie. Teraz kurtyna w dół, koniec przedstawienia

- Dziękuję moi przyjaciele, że tak bezinteresownie spełniliście moje polecenia. Nieczęsto spotykam się z taką dobrocią w zamian za co zmieniam swoje plany i możecie śmiało nie czuć się z mojej strony zagrożeni - powiedział Astaroth, zrzucając płaszcz-przebranie Azmaer'a - Teraz jednak musimy się rozstać. Aha, Thomas tobie dziękuję za mieczyk, dobrze się sprawuje. Kejsi, nie musisz się więcej martwić o moje zdrowie
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline  
Reklama
Stary 12-27-2007, 12:38   #132
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Kejsi podniosła kwiatek.

Nagle obcy w płaszczu zrzucił okrycie i...zamienił się w Astarotha!
- Astaroth!!! – zakrzyknęła wesoło Kejsi-Tev. – Tu jesteś, jesteś, jesteś! Myśleliśmy, że się zgubiłeś! Fajna sztuczka! – przyznała. – Ale to nieładnie podszywać się pod rannych i potrzebujących!
- Kejsi, nie musisz się więcej martwić o moje zdrowie
- To dobrze! – odparła lekkodusznie, nie rozumiejąc. – A nie widziałeś gdzieś Vriessa? Zgubił się! A wiesz, co nam się przytrafiło!? – pożaliła się. – Jestem tu, a powinnam być tam!!! – powiedział tygrysim głosem Tev, wskazując Kejsi. – Może znasz na to jakąś sztuczkę!?

Astaroth był istotą, od której bił wyraźny chłód. Mimo wszystko, nigdy nie obraził Kejsi ani nie był dla niej niemiły, w przeciwieństwie do Charlotte, Genghiego i Tevonrela! Kejsi prawie go nie znała, ale stwierdziła, że mogliby się zaprzyjaźnić. Przeciwieństwa się przyciągają.

Nagle pojawił się dragonita, i okropnie przestraszył Kejsi, kiedy skoczył na żyrandol.
- DUCHYYYY!!! – wrzasnęło ciało Teva, zwijając się w kulkę i chowając się za Waldorffem.
Dragonita doskoczył do ciała Kejsi i dziwnie się w nie wpatrywał.
- Hej! – Tev jęknął w panice. – Czego od niej chcesz!? Nie strasz jej! Kim jesteś!? Wygraliśmy turniej, przyszliśmy tu do kapłana, i chcieliśmy poświęcić świątynię Almanakh! – oczywiście, że Almanakh, stwórczyni chimer! Przecież nie Lavenderowi, bo nie było wśród nas smoków, a tym bardziej nie Khemetrze, stwórczyni ludzi skażonych cząstkami chaosu!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 12-27-2007, 15:03   #133
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
Na placu panował niesamowity rozgardiasz. Pełnym tego transparentem była rozgwiazda. Waldorff nie zaszczycił jej kolejnymi oględzinami. Był całkowicie dobity i zrezygnowany. Jego własne ciało właśnie rozrabiało i zachowywało się tak jak na prawdziwego karła przystało. On starał się uciekać od głośnego okazywania wszystkich swych przymiot i zalet wywodzących się rodu Moradine. Tu na ziemi pod sło cem nie zawsze były dobrze rozpoznawane.

Weźmy takie beknięcie. W jego mniemaniu była to pochwała na dobrze przyrządzoną strawę. Tu na powierzchni zwłaszcza w otoczeniu długouchach oraz co bardziej wybredniejszych Ludzi taki komplement mógł się zdecydowanie łatwo zmienić w bójkę. I znów byłyby słuchy, że brodacze nie potrafią koegzystować.

Sukkuba spojrzała raz jeszcze jak karzeł manifestuje swoje emocje w stronę rozgwiazdy zarażając jednego z Wojowników zapaleniem wyrostka robaczkowego(w jej dotychczasowym życiu tylko raz widziała jak ktoś miał taki atak zdecydowania częściej powodem takich reakcji były ciosy najczęściej metalowymi narzędziami wprost w żołądek. Chciała wierzyć, że to ta pierwsza opcja tu zaistniała) a potem odwróciła się i poszła do pierwszego z brzegu stoiska z domowymi łakociami i zamówiła sobie kubek delikatnego lipowego miodu pitnego z goździkami i innymi przyprawami, o których nawet nie słyszała. Waldorff w ciele Charlotte spróbował przekonać się, w czym jest piękno trunków o nieprzejrzystej konsystencji. Naprawdę długo walczył ze sobą. Skoro już był w ciele Charlotte nie chciał jej przynosić ujmy. Wiedział, (choć raczej należy użyć słowa" miał nadzieje"), że w ko cu się odmieni los i właścicielka wystawi mu rachunek. Naprawdę nie chciał się tłumaczyć, dlaczego nie spróbował być przez chwilę nią. Po trzecim łyku stwierdził, że już wystarczy tego próbowania. Solidnie splunął na ziemie (w większości miodem spadziowym), po czym zamówił kwartę pełnego spirytu. Czas był ku temu właśnie najwyższy, ponieważ właśnie ogłoszono zwycięzców. Dopił/a jeszcze kilka łyków tak długo wyczekiwanego trunku i pobiegł do świątyni by zobaczyć, co dalej z tego wyjdzie.

Trójkątny kamyk w dło , krótkie błogosławie stwo i już się za nimi zamknęły bramy. Karła w kobiecej skórze wybitnie zainteresował styl i materiały, z jakich wzniesiono świątynie. Już od pierwszych kroków można powiedzieć, że wsiąkł w temat i z prawdziwym podziwem a na pewno zaakceptowaniem i emfazą wykrzykiwał, gdy rozpoznawał kolejne gatunki kamienia lub sposoby jego obróbki.
-Ależ zobaczcie jak promieniście jest szlifowany ten piaskowiec. A tu zobaczcie jak rozdzielono te łupki! * Biegał(tfuuu) biegała i skakała z niesamowitą radością. Nawet nie zauważyła zadania, jakie stanęło przed nimi. Dopiero, gdy Rath ją rozwiązał Sukkuba zauważyła, że była.

Jeszcze większym szokiem był dragonita. Ciało Charlotte może i w jej obejściu było doskonałym narzędziem na przeżycie w lochach lub też w niebezpiecze stwach, ale jemu ono nie pomagało. Czuł się w nim obco. Dlatego też i tak mocno odbiło się w jego duszy przywiązanie do tradycji kamieniarskich. Jakże on tego teraz się wstydził. Stojąc kilka kroków od Nich miał sparaliżowane gardło. Zdołał przemówić tylko:
Ciip, ciip, Dobry smoczek? mając nadzieje, że smokowiec tylko przez brak światła wyglądał tak nie szczególnie...
 
Vireless jest offline  
Stary 12-27-2007, 16:58   #134
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
Gdy Sathem wrócił po "małych zakupach", Thomas wiedział kto siedzi w tym ciele.
~~To musi być ta sukuba~~ pomyślał.
Waldorff zaraz poleciał do tej gwiazdy, tymczasem niebo zasłoniła magiczna kurtyna na której pojawiły się różne wybuchy i wystrzały. Thomasowi nie specjalnie się to podobało, lecz oglądał to, gdyż myślał, że na koniec dadzą coś naprawdę fajnego. Lecz fajerwerki ucichły nagle, bez jakiegoś konkretnego finału.

- Sam potrafiłbym lepiej. -
mruknął pod nosem.

***

Kiedy przed Thomasem pojawił się koszyk, wziął go do ręki.

- Po co mi jakiś garnek? Czyżby ktoś wątpił w moje zdolności gotowania? Ha! To nie ma w co wątpić, bo ich nie ma! - przyjrzał się bliżej prezentowi - To nie jest garnek tylko jakiś koszyk! - podrapał się po głowie - Czy ktoś może powiedzieć o co w tym chodzi? A może ktoś się chce zamienić? Bo ja jestem chętny!

Nagle do środka wpadło jakieś... no właśnie. Ni to zwierze, ni to osoba. Podbiegło do Kejsi i zawarczało zwierzęco. Anioł przypomniawszy sobie, że nie jest w ciele Sathema, poszukał go wzrokiem. Kiedy go znalazł, podszedł do niego, chwycił za ramię i szepnął do ucha:
- Zagadaj do niego. Jeśli to jest zwierzak, to masz największe szanse by cię zrozumiał.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 12-28-2007, 11:55   #135
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Astaroth ma ciekawy zestaw hobby. 1) wysadzanie się w powietrze XD 2) mordowanie 3)pozorowanie własnej śmierci. 4)przebieranki XD
Okazuje się, że Diabeł może być wszędzie, może być nawet Taki Jak Ty, a nikt tego nie zauważy!
Azmaer, Pan Szrama czy jak kto zwał, przyjmuje postać białolicego demona w czerwonym żupanie.

Sekundę później zjawia się dragonita i doskakuje do ciała Kejsi.

Tev-Waldorff dba o własne ciało z duszą Kejsi, i próbuje odciągnąć je od walki.

Kejsi-Tev próbuje się z nim dogadać...
* * *
Więc to ON nosi imię Astaroth?... Jak to możliwe, że Mój nazwał go „Nowym Shabranido”, skoro demoniczna energia Astarotha ma się jak iskierka do pożaru w porównaniu z Jego mocą...? Pozory mylą, jednak. Dlaczego Nowy Shabranido, Ast i Aroth, zadaje się z Takimi Jak Oni? Może ich opętał...?
Jednak nie. Oni mają uczucia. Ten tygrys, ten dziwny niski człowiek z młotem... Oni się martwią, oni współczują, cieszą się...
Mimo wszystko, nie przyjęli mojego zaproszenia. Nie przyjęli, nawet wówczas, gdy pojmałem tamtą kobietę znad wodospadu i zostawiłem im wezwanie. Nie szukali jej. Nie przyszli po nią. Nie martwili się o nią. A jednak ten Averon ocalił topiąca się...
Sam nie wiem. Nie są istotami bieli. Nie są tworami chaosu. Więc kim są Tacy Jak Oni...? Na co zasługują?

Nadal go ma. Nie powinna...?
* * *
Wyjrzałem ostrożnie zza kolumienki dzielącej okno bez szyb na pół. Jeśli mnie zauważył, mistrzowsko udawał, że było inaczej. Zbliżał się do człowieka w czarnych szatach. Ukłuł mnie niewyjaśniony strach, we wspomnieniach widziałem siebie na miejscu tego mężczyzny. Nie uciekał, nie panikował, nie spojrzał na Mojego, zanim ten nie znalazł się całkiem blisko, tuż obok niego. Nie wiedział.
- Szukasz swojej siostry, hm?;3
Mężczyzna obejrzał się, widziałem teraz jego ciemne oczy, pełne Averońskiego spokoju i dumy. Tak, musiał mieć w sobie krew Averonów.
- Kiedy Valgaav spytał dlaczego pozwoliłem ci zachować Wiatr Lodu... – Mój uśmiechnął się krzywo, a mężczyzna w czarnym płaszczu otworzył szerzej oczy pełne zdumienia. - ...odparłem, że chaos nie słyszy pytań rozpoczynających się na „dlaczego”. Nie ma jej tutaj. Aenis. Nie ma jej. Byłeś dobrą kryjówką, tak dobrą, że nawet twoi przyjaciele nie wiedzieli. Niestety, ktoś zauważył. Ktoś z głębi mgieł chaosu zobaczył oczami Astarotha, jak chowasz Wiatr Lodu do kieszeni, po tym, jak ukradłeś go własnej siostrze. Potrzebuję nowej kryjówki ;3 – Mój wyciągnął oczekująco dłoń. – Oddaj;3
Mężczyzna w płaszczu prychnął drwiąco, arogancko, mrużąc gniewnie brwi.
- Wiedziałem, że nie oddasz – westchnął z rezygnacją Mój, kręcąc przecząco głową. - W takim...razie... – uśmiechnął się, speszony i rzekł ulegle – Yes, Mistress, I won`t hurt him... Erh...? ’ But... Yes... Yes, I... Yes, Mistress. I`ll find her…
Spojrzał znów w oczy mężczyzny w płaszczu, wyraźnie niezadowolony.
- Oni wiedzą, że masz Wiatr, przyjdą po niego. Zrobimy tak... – zaczął po namyśle. – Oddasz mi Wiatr Lodu, a ja zbiorę cię do Aenis, hm?;3
Nie zgodził się. Mój wybuchł śmiechem.
- A zatem zabiorę sobie Wiatr Lodu, a potem zabiorę ciebie do Aenis – mrugnął i teleportował się błyskawicznie.
Wokół mężczyzny w płaszczu zaszumiał nagle gąszcz kościanego bluszczu, wijące się łodygi wystrzeliły z podłogi i ścian. W dłoni mężczyzny zajaśniał ognista kula. Mój, uśmiechnięty niewinnie, pojawił się tuż przed nim.
- Śmiało, uderz – zachichotał, złapał za przegub jego ręki i zderzył jego płonącą magią dłoń ze swoją twarzą.
Wybuch zasnuł wszystko tumanami dymu, kościany bluszcz popękał i zniknął, podobnie jak Mój i ten mężczyzna.
* * *
Śledziłem Mojego, kiedy znów się zjawił. Poszedł na ucztę i tańce, widziałem go przez okno. Nagle podszedł do chimery, która zatańczyła taniec Wakalaka. Dał jej prezent.
* * *
I oto ona. Nadal go ma. Nie powinna...?
- Zagadaj do niego. Jeśli to jest zwierzak, to masz największe szanse by cię zrozumiał.
Zerknąłem kątem oka na Averona, który szemrał do wilczka.

- Ciip, ciip, Dobry smoczek? – odezwała się do mnie wysoka kobieta o niebywałej figurze, zaokrąglonej jak trzeba tu i ówdzie.
Łypnąłem na nią spode łba. To ciało... Ta półdemoniczna manifestacja... Ona była córką Mojego! Była jego tworem!
Dobry smoczek...
Dobry smo...
Dobry...
Widziałem matkę. Jej piękne oczy pełne miłości. Czułem dotyk jej ciepłych, smoczych łap, delikatniejszych od powiewu wiatru.

Jego fioletowe oczy...

- Oh my;3 – powiedział tylko, kiedy strumień ognia zalał jego sylwetkę.

Nie nazywał siebie zabójcą smoków. Jedne demony dręczą klątwami. Inne uwielbiają wpędzać w szaleństwo. Niektóre nawiedzają sanktuaria. On zabijał smoki. Dlaczego...? – Mój nie słyszał takich pytań i z tego też powodu nie kłopotał się poszukiwaniem odpowiedzi na nie.

Ojca nigdy już nie spotkałem. Nie wiem, czy żyje. Nie chciałbym, aby mnie zobaczył w takim stanie.

Popatrzyłem znów na niebieskowłosą chimerę przede mną. Nie. Ast i Aroth. Twór Mojego. Averon o czarnych skrzydłach, który zostawił porwaną towarzyszkę na pastwę losu. Ten niski człowiek z młotem... słyszałem, jak wydzierał się przed świątynią, heretyk, i jakim tonem zwracał się do przyjaciół. To nie jest godne towarzystwo dla Wiatru Lodu, dla duszy białego smoka Starfire, dla bohatera, który poległ w walce z Shabranido!
* * *
Tłum czekał w podekscytowaniu przed zamkniętą bramą świątyni, wpatrując się we wrota.
- Ciekawe, co dostaną od kapłana! – zastanawiały się Ej, Bi, Si i Di.
- Ciekawe, komu poświęcą świątynię! – Nag drapał się po głowie.
- Jasne, że hykLavenherrrovi! – wymamrotał Ryu-ac.
- Coś długo tam siedzą – mruknął Beulf.
Naraz rozległ się głośny brzdęk, i grad kolorowych odłamków szkła sypnął wokoło. Przez wielką rozetę nad wrotami świątyni, rozdzierając ją i kusząc, przedarł się dragonita wyciągnięty w dalekim skoku.
- DEMON!!!! – zaświdrował kobiecy wrzask.
- To on!!!! To Demon z Ditrojid!!!
Przerażony tłum z westchnieniem zgrozy cofnął się gwałtownie zgraną falą, robiąc tym samym miejsce na lądowanie. Dragonita, taszcząc oplecioną długim ogonem Kejsi, z sapnięciem wylądował na czterech łapach na placu przed świątynią.
- On porwał Kejsi! – pisnęła Si.
- Puść ją, ścierwo chaosu! – wydarł się srebrnowłosy solista z karczmy, szykując na dłoni jakieś ogniste zaklęcie.
- Zostaw dziewczynę w spokoju, zakało mego rodu! – Beulf uderzył pięścią o rozłożoną dłoń, ruszając bojowo na „Demona”.
Demon zakręcił się w miejscu, szukając luki w tłumie, w którą mógłby czmychnąć. Migał wzrokiem spłoszonego zwierzęcia po twarzach wojowników; stanęli w obronie Kejsi i najwyraźniej zamierzali walczyć.

W ich oczach byłem tym, który Uległ. Byłem zabójcą własnej matki.

- NO CHODŹ!!!! – wrzasnął Beulf, rzucając się z pięściami na Demona.
Ten uskoczył zwinnie do tyłu, zawrócił, lecz zahamował gwałtownie przed wielkim, czarno-fioletowym kształtem, który wyrósł nagle spod ziemi tuż przed bramą świątyni.
Tytaniczna rozgwiazda. Otworzyła się nagle niczym pąk kwiatu, a z jej wnętrza wyłoniła się lśniąca bestia!

http://pearlphoenix.deviantart.com/a...ation-69241095

Tłum przytłoczony tym widokiem cofnął się znów.
- Ajssss Łynnnnd...! – warknął stwór, obracając się ku Demonowi i Kejsi. – GIFHHH IT!!!
Przez moment na twarzy Demona malowały się strach i rozpacz. Potem zacisnął zęby, zawrócił znów i z rozpędu skoczył ponad tłum.
Bestia z rozgwiazdy rozdziawiła paszczę i plunęła za nim... chmurą malutkich fioletowych rozgwiazd! O_o Pociski sypnęły na tłum i poprzyczepiały się szczelnie tam, gdzie upadły – jedne do ramion, inne do nóg, torsów, a kto miał pecha skończył z rozgwiazdą na twarzy XD Demon wpadł w tłum i w zwinnych unikach umykał przed rozzłoszczonymi wojownikami, korzystając z faktu, że większość tu zebranych starała się go uniknąć i pierzchali, robiąc mu przejście. Ciało Kejsi, owinięte ogonem, taszczył cały czas ze sobą, uniesione nad ziemią.
* * *
OMG!...O_O
Dragonita nagle ucapił ciało Kejsi, owijając ogon wokół jej pasa, po czym skoczył, odbił się od kolumny, jednej i drugiej, skąd niczym z procy wystrzelił na balkon i zniknął wam z oczu! Pierwszy raz widzicie kogoś, kto skacze tak wysoko z taką łatwością!
BRZDĘĘĘEK! – poszedł witraż ponad wrotami świątyni!
Uprowadzono Kejsi!!!!!! Errrr... Genghiego!..... OO’’’ to się nazywa upiec dwie pieczenie na jednym ogniu! XD
Z zewnątrz słychać wrzawę, wrzaski, piski i krzyki! Wrota świątyni otwierają się... Znów ta wielka meduza, tyle, że...coś z niej wyrosło, i to coś atakuje tłum zebrany przed świątynią o_o’ Dragonita z porwaną Kejsi zniknął!

**BŁYSK!**
Oooooo, chyba... wróciliście do własnych ciał! [macu macu tu i ówdzie – taaaak, to twoje własne kochane ciałkoXD]
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 12-28-2007, 15:33   #136
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
Znowu te światło. Ale po przebudzeniu, zobaczył rzecz, która go ucieszyła. Zobaczył swój ogon. Zerknął za ramię - skrzydła zniknęły. Pstryknął palcami, które natychmiast zapłonęły ogniem.
- Nareszcie. - mruknął.
Spojrzał w górę, szukając dragonity z Kejsi. Nie było go. Uciekł. Sathem nie przejmował się, wrzaskami sprzed budynku. Odwrócił się i krzynął do towarzyszy:
- Kto leci ze mną szukać Kejsi? - nie bez powodu użył wyrazu "leci". Niezważając na zdziwione miny swoich towarzyszy, zaczął wypowiadać regułkę:

- Z ognia zrodzony,
pośród płomieni,

Sathem nagle cały zapłonął

pisklak popiołów
przodek i następca
nie kończącej się
historii żywiołu.

Przednie łapy Sathema wystrzeliły w boki, formując skrzydła długie na 3 metry każde

Jedyny na świecie,
samotny od wieków,
wciąż błądzi ,
ciągle się łudzi,
że znajdzie,
to czego poszukuje.

Nogi wilkołaka skróciły się i wyrosły na nich białe pazury, a ogon wydłużył i poszerzył na końcu

Pragnie wolności,
ukrócenia cierpienia,
jakiegokolwiek końca
niekoniecznie szczęśliwego,
uwieńczenia.

Wilcza głowa wydłużyła się i zamieniła w ptasią głowę, pysk zamienił się w dziób, a korpus przekształcił się w pierzastą kulę.

Feniks.





Sathem zakończył regułkę i wzbił się w powietrze, robiąc przy okazji rundkę wokół świątyni. Slalomował między kolumnami.
~~Chwila w ciele Thomasa dużo mnie nauczyła~~ pomyślał.
Gdy wylądował w miejscu z którego startował, ponowił pytanie do współtowarzyszy:
- To leci ktoś ze mną czy nie?
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...

Ostatnio edytowane przez Amman : 12-28-2007 o 19:58.
Amman jest offline  
Stary 12-28-2007, 16:21   #137
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Tevonrel patrzył w milczeniu na całe zajście, ściskając młot w dłoni. Nagle odwrócił się do tyłu, żeby popatrzeć na swoje ciało, a dobiegł go trzask, zaś dragonita zniknął. Spojrzał na rozbitą rozetę i już wiedział co stało się z tym stworem. Nie zwrócił w ogóle uwagi na Astarotha, który ujawnił się zdejmując przebranie faceta, którego walnął w brzuch.
-No to ruszamy utłuc pajaca-powiedział, ruszając do wyjścia, gdy nagle rozległ się błysk, a on kulił się na posadzce trzymany przez kogoś. Spojrzał w górę i stwierdził, że widzi o niebo lepiej. Nadstawił uszu, a usłyszał delikatny podmuch wiatru. Wstał i spojrzał po sobie. Srebrne futro, Ilonth w dłoni.
-Nareszcie!-z gardła wydobył się jego niski głos przypominający warkot tygrysa.
Nagle nabrał powietrza do płuc i zaryczał potężnie, zaś jego głos rozległ się ogromnym echem po świątyni.
-Waldorffie, raczyłbyś mnie puścić-zwrócił grzecznie uwagę, a uścisk zniknął.
-Dziękuję-mruknął, zaczynając wymachiwać swoją bronią w powietrzu, kręcąc młynki, tnąc, czyniąc obroty wokół własnej osi oraz serie innych kombinacji, podczas których przyglądał się Sierściuchowi, który gadał przekształcając się powoli w Feniksa, który wzbił się w powietrze, latając slalomem wokół kolumn, po czym wylądował.
-To leci ktoś ze mną czy nie?-zapytał Futrzak, a Tev ponownie zaryczał, tym razem jeszcze silniej. Ryk był tak głośny, że sam, uodporniony na niego, ledwo go zniósł.
-Do tego potrzebny jest ktoś szybki-warknął, wskakując na Feniksa, upewniając się, że ogień nie czyni mu szkód.
-Wio!-zawołał.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 12-28-2007, 20:23   #138
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 3 Panda jest na bardzo dobrej drodze
$: 75 167
Wróciłem.

Podniósł prezent, jaki dostał. Ciekawy amulet. Założył go na szyję. Po chwili spojrzał na Astarotha. Niestety znów widział jego facjatę...
- Porozmawiamy jak wrócę. - uśmiechnął sie diab... anielsko.
Rozłożył skrzydła, schował laskę za pas (LoL ) i wzbił się w powietrze. Wyleciał za Dragonitą. Na placu przed klasztorem (czy co to tam jest) ujrzał tłum przerażonych istot oraz wielkie rybopodobnecoś i meduzę,rozgwiazdę czy innego gluta. Stwór, który przypominał wielką krewetką zmutowaną z wielorybem plunął w Thomasa jakimś czymś. Jedno "coś" zostało podzielone na pół a drugie przywarło do nogi Anioła. Szybko postawił magiczną barierę, na której zatrzymały się kolejne "cosie"...
"Averon" schował się za swoją barierę i starał się uwolnić od meduzy. Ręką zaczął grzebać przy tym czymś. Nic... Zaczął dźgać szpadą, nic. Gdy odciął kawałek to coś zaczęło się mocniej wbijać w nogę mężczyzny. Mocno szczypało. Kolejny pomysł był typowo głupi. Na ręce Thomasa pojawiła się kula ognia, którą przypalił sobie nogę i... To coś. Piekło jak cholera. "Coś" zaczęło się mocniej wbijać w nogę i nie chciało wyjść. Na to Anioł odpowiedział ciężką artylerią. Klinka szpady zaczęła emanować niebieską aurą. Dźgnął dwukrotnie gluta, który się rozpłynął w fioletowych mgłach. Nagiął przestrzeń i znikł. Pojawił się pod wielkim glutem, który chwilę temu zamknął w sobie rybę. Wykonał dwa szybkie cięcia po glucie po czym wzbił się w górę. Miał nadzieję, że ryba wyskoczy zaraz po zaatakowaniu gluta. Gdy ryba wyskoczy dostaje cięcie między oczy.
 
Panda jest offline  
Stary 12-29-2007, 08:28   #139
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Gnom otrząsnął się z osłupienia w jakie wpadł będąc zaatakowanym i uniesionym w połowie już chciał dać cherlawą piąstką dragonitowi w pysk, ale zanim to się stało już stał bezpiecznie w świątyni. Rozejrzał się zdezorientowany i spojrzał na amulet wiszący na jego szyi. Co prawda kontent był bardziej z kryształu ale amuletem pogardzić również nie mógł. Wszyscy zbierali się do pościgu za porywaczem, kiedy gnom miał jeszcze wiele niedokończonych spraw tu w świątyni...! Widocznie będą musiały poczekać. Zaklął szpetnie pod nosem. Jeśli cały jego misterny i arcygenialny plan legnie w gruzach przez tego drania, będzie go ścigał przez siedem piekieł...! Podświadomie inkwizytor wyczuwał, że ulega po części jakiemuś podszeptowi, ale nie mogąc znaleźć logicznego wytłumaczenia zrzucał to na karby nerwów z uciechą stwierdzając, że ma jeszcze jeden temat, na który może po marudzić.

***

Z naładowaną uprzednio kuszą Von Armshplaust wskoczył na grzbiet feniksa za w czasu upewniając się, że w efekcie nie spłonie żadna z jego rzeczy. Vriessowi mojego płaszcza nigdy nie daruje - pomyślał i przygryzł wargę po czym oznajmił głośno z uznaniem:

- Następnym razem wielki kapłanie zamiast się chować zaszczyć nas swoją obecnością chyba nie muszę Cię uczyć jak wykonywać zawód...prawda ?

Uśmiechnął się sam do siebie i tym razem zaczął przytraczać ładunki z fioletowym pyłem, których w sumie jeszcze nigdy nie użył oprócz uleczenia jeden centaurki dawno temu, jeszcze na wyspie. Wtedy Abazigal był z nim i nadal tak jest. Abazigal to moja tarcza wszędzie dokąd się ruszę. Swoimi czynami daje świadectwo, drżyjcie heretycy...!

- No jazda, chyba nie chcemy tu przeczekać całego dnia...?
 
__________________
Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany.
Mijikai jest teraz online  
Stary 12-29-2007, 09:44   #140
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
-Kto, z kim przestaje takim się staje. Cichutkim westchnieniem przypomniała sobie charlotte. W tej sytuacji oznaczało to że dwarf w ciele demonicy powoli zaczynał nabierać jej cech. To było straszne. Ale tak tylko trochę. Nie więcej, niż gdy ludzie mówili, że smoków nie ma są tylko w bajkach a potem dość mocno się rozczarowywali. Sytuacja nadal była napięta i Charlotte zachowała zdrowy umiar w podejmowaniu decyzji. Stała ładne kilka kroków dalej.. Jak tu być w kimś i zostać sobą? To chyba najcięższa próba, jakiej został poddany do tej pory.

Rozmyślania i użalanie nad sobą przerwała jej/jemu ucieczka dragonity. Na pierwszy rzut oka był nawet zadowolony z tego. Konfrontacja, w której musiałby być widzem odeszła w zapomnienie. Szkoda, że odeszła również i z nim Kejsi... Waldorff skwitował to tylko skinieniem głowy i krótkim komentarzem "Bywa.."

Taki rozwój sytuacji można uznać za zbawczy, bo nic tak nie rozrusza drużyny jak jasno wytyczony cel. Jakieś zagrożenie lub skarb potrafi zdziałać cuda. Na znak tego, co w głowie się kołatało kapłanowi Moradine chaotyczny los, zbawczy fengszui czy też któryś z innych bogów spowodował rozbłysk.

Waldorff już wiedział gdzie jest a raczej, w jakim ciele jest. Modlił się o to przez ostatnie godziny wytrwale acz nie za często. Poruszył ręką, postanowił podskoczyć. No z tym drugim to tak nie do końca miał na sobie torbę z różnymi fiolkami i spirytem. Ale przynajmniej poruszył się na boki. To w gruncie rzeczy doprecyzowało jego myśl, że już jest w swym ciele. Pomacał manierkę, była pełna, więc pociągnął łyka. Potem położył dłoń na świętym symbolu i zmówił krótką modlitwę. Pamiętał o darach, ale ponieważ się przeniósł w swoje ciało nie miał już zakładki. Natomiast miał przed sobą klatkę na ptaki?

Rozmyślania nad praktycznym zastosowaniem takiego prezentu przerwały popisy Sathema. Waldorff rozejrzał się raz jeszcze, po czym podreptał do feniksa by zająć sobie miejscówkę w oczekiwaniu na niecodzienny lot.

-Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, po co mi to. Niosąc klatkę musiał pomarudzić będąc w doskonałym nastroju
 
Vireless jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110