Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-12-2008, 21:44   #191
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
Po walce z osami, Sathem podszedł do włazu. Było strasznie ciemno, lecz wilk wiedział jak zniwelować ten efekt. Pstryknął palcami, które zaczęły się palić i wylewitował ten płomyk do środka tunelu. Coraz niżej i niżej aż w końcu dotarł do podłogi. Tunel schodził na około 6 metrów w dół. Sathem podszedł do krawędzi i usiadł na niej tak, że nogi zwisały mu swawolnie. W międzyczasie Kejsi zagrzewając ich do "boju" wskoczyła do tunelu nie zważając na wysokość.

- Czekaj, to jest bardzo... Ehhh... - westchnął wilkołak.
- CO TO JEST!? - krzyknęła Kejsi.

Słysząc ten krzyk, Sathem skoczył do środka, hodując sobie długą i sprężystą sierść na brzuchu, która w pewnym stopniu złagodziła upadek. W pewnym stopniu. Kiedy wilk uderzył w podłogę, wokół niego uniosła się mała chmurka kurzu, co spowodowało, że Sathem zaczął niekontrolowanie kichać i parskać, próbując oczyścić swoje nozdrza z pyłu. Wilk podniósł się i oparł o ścianę próbując powstrzymać kichanie. Kiedy udało mu się - jak się później okazało - chwilowo opanować ten odruch, zobaczył Thomasa, Astarotha i przerażoną Kejsi pośród bardzo dziwnego widoku. Pentagram za podłodze i kupka popiołu przed Aniołem. Jednak najbardziej Sathema zadziwiła inna rzecz. Pochodnie płonące ogniem. Tyle że nie byle jakim ogniem, tylko czarnym. Sathem podszedł do nich, przyglądając się im.

~~Czarny ogień... Kto by pomyślał...~~

Wilk jeszcze nigdy nie myślał o "kolorowaniu" swojego ognia. Lecz podczas głębszej analizy tych płomyków, cząsteczki pyłu które nadal tkwiły w nosie wilkołaka, burzliwie zaczęły domagać się wyjścia, co zaskutkowało niekontrolowanym skurczem płuc który zaś spowodował kichnięcie tuż przy ogniu. Lecz te nawet nie drgnęły. Nawet cząsteczki pyłu, które wzięły ze sobą coś więcej niż sam pył (tzn. gluty, gile czy jak je tam nazwiecie XD) nie spalały się. To było conajmniej dziwne.

Nagle jednak Astaroth wszedł do środka kręgu. Pochodnie wybuchnęły, przez co Sathem odskoczył od nich, łapiąc Kejsi i popchnąwszy ją w stronę wylotu tunelu, odwrócił się do ognia stając pomiędzy nimi a Kejsi. Rozwarł łapy na całej szerokości, chcąc ochronić ją przed jakimikolwiek obrażeniami od Thomasa i Astarotha, jednocześnie patrząc na nich i próbując zrozumieć co oni robią.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...

Ostatnio edytowane przez Amman : 01-12-2008 o 21:48.
Amman jest offline  
Reklama
Stary 01-12-2008, 21:49   #192
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Tevonrel ciął wściekle osy, przecinając je na połówki, rozrywał je i miażdżył w łapach, aż w końcu przyleciał Smok, który wymroził ostatnie osy.
Wtedy właśnie do uszu Rakszasy dobiegły lamenty i błagania o pomoc. Kejsi biegała wokół włazu, krzycząc, że trzeba mu pomóc.
-JUŻ JA MU POMOGĘ!!!-wrzasnął, po czym rycząc podbiegł z ogromną prędkością na Waldorffa, od którego chwilowo pożyczył młot, po czym wskoczył błyskawicznie, zaś przy lądowaniu wykonał przewrót, stając na nogi, jednakże nie przerwał swego pędu. Furia rozsadzała go od środka, jednakże nie aż tak jak w przypadku ataku os.
Zaczął pędzić z niezwykłą prędkością z zamiarem ucięcia głowy jeńcowi w pentagramie, po czym chciał go poszatkować na drobne kawałeczki, które chciał zmiażdżyć młotem. Kości nie były problemem dla Ilontha i Asetha, które przetną je jak masło.
Jego zamiarem było zrobienie z jeńca mokrej plamy w sensie dosłownym, po czym to, co z niego zostanie, porozrzucać jak najdalej.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 01-12-2008, 22:24   #193
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Post God save Thomas o_o XD

Xwtrąc XD

Thomas; ....

Astaroth; .... [zrobił to, naprawdę to zrobił!...XD]


Thomas; - Drugi raz dla Ciebie zabiłem. Dobrze mi z tym.
[czyżby zasada „nie możesz ich pokonać – przyłącz się do nich”?...]

Astaroth; no niezły paradoks. Anioł w świecie Bieli poddaje się woli Chaosu! Thomas zabił już wcześniej pewną szamankę, gdyż transem przekonałeś go, iż to bestia w ludzkim ciele. Tym razem zaś nie musiałeś robić kompletnie nic!

Powątpiewasz jednak, czy aby ofiara rzeczywiście nie żyje...
- Bał się ubrudzić ręce niewinną krwią;3 – słyszysz w myślach znajomy głos Kihary Riona. – Z moich dyskretnych obserwacji wynika, że zabrał tego śmiertelnika do tutejszego planu astralnego będącego odpowiednikiem waszego „nieba”. Śmiertelnicy przebywający tam umierają, yhym;3 A teraz najlepsze; Thomas o tym WIEDZIAŁ ;3

Cóż, to całkiem zadowalający efekt... Zabierasz się do dzieła. May it be….

Kejsi: O___O HOLLY SH….LIGHT! O_O’’’’ STOOOOOP, IN THE NAME OF SACRED WHITNESS! >_<

Sathem:
O_o robi się gorąco…! Stajesz bohatersko w obronie Kejsi!

Tevonrel: .... GRAAAAWR!!!!! >_< Nie podoba ci się, że ktoś wydziera się w niebogłosy, raniąc twoje biedne uszy ><; Szarżujesz na jeńca, który siedzi obok Thomasa. Thomas nawet na ciebie nie spojrzał. Astaroth spogląda na ciebie z wyższością, cedząc przez zęby:
- Odejdź, póki pozwalam ci żyć i nie wtrącaj się w sprawy silniejszych!
O-ho-ho! Że niby masz się przestraszyć?! ATAAAAAAK!XD Próbujesz sięgnąć wrzeszczącego w panice jeńca Ilonthem – kiedy tylko twoja broń wchodzi w zasięg ponad okręgiem z pochodni, uderza o coś niewidzialnego z ogromną siłą, jakby walnął nią w litą skałę! OO’’ Siła uderzenia wyrwała ci broń z ręki, Ilonth z brzdękiem spadł na podłogę. Chwytasz więc za Asetha, ale by sięgnąć nim jeńca musisz wejść w krąg. Argggghhhh >_< - kiedy próbujesz, uderzasz nogą o niewidzialną barierę oO’
- Oh my, so fierce, and vehement – usłyszałeś nagle męski głos.
Znasz go!…. Słyszałeś go… kiedy pilotowałeś latającym statkiem! OO’

Wszyscy; cokolwiek robi Astaroth, wygląda to niebezpiecznie oO’’ Zasłona z ognia zakrywa wnętrze pentagramu. Zaczynacie słyszeć dziwne szepty, ze ścian i sufitu wyłaniają się delikatne, falujące welony z ziarenek piasku oO’ Lewitujące sylwetki z piasku gromadzą się wokół pentagramu i przenikają przez ogień do wnętrza!

Thomas; uuuuuh....? ’ Nie jest źle, póki co nie boli. Aczkolwiek te wszystkie dziwaczne zabiegi trochę cię niepokoją. Uśmieszek na twarzy Astarotha również nie jest zbyt pociesza....ŁAH! oO’ Lewitująca chmura piasku oO’ krąży wokół ciebie, wreszcie rzuca się ku tobie; delikatny piasek osiada na twojej skórze. Co to było?! Drugie...! Trzecie... to się... przylepia do ciebie, fu... to... jesttegopełnocotododiabłajest?!?!?!??

Wszyscy; wszystkie sylwetki z piasku znikły we wnętrzu pentagramu. Zasłona z czarnego ognia opada, widzicie Astarotha i Thomasa, który... cały pokryty jest warstewką lśniącego, złotego pyłku! Pyłek wsiąka w jego ciało!...

Thomas;....co to tak wła....aaaaaaaaaaaaaaangghhhhhh!!!! X_X – potworny ból szarpnął twoim ciałem, kiedy piasek wniknął pod twoją skórę, i głębiej, poprzez kości, ściągną, mięśnie, trzewia...
Po chwili ból mija. Otrzepujesz się, potrząsasz głową... hm o_o BIAŁA koszula?!

Wszyscy: .....! Thomas... zmienił wygląd oO’’’ Z czarnowłosego, czarnoskrzydłego, odzianego w czarne szaty i czarne rękawice, zmienił się w...?!?!??!?!

White Angel by *ramy on deviantART

Astaroth; .....Biały....?!XD GAH! >_< no cóż, nikt nie jest idealny...

Wszyscy; Znienacka Thomas znów zmienia się w dawnego-czarnego siebie, jakby za dotknięciem magicznej różdżki oO’’’ i znów – w białego oO’’ w czarnego.... no dobra, kto się bawi tą różdżką?!XD

Zauważacie nagle, że w korytarzu ktoś stoi oO’’ jesteście pewni – to nie figura, to wysoki i szczupły młodzieniec o krótkich, czarnych włosach, odziany w czerwoną koszulę i czarne spodnie. Gdy uniósł powieki, jego przepiękne, fioletowe oczy zabłysły w półmroku.
- Witam – uśmiechnął się serdecznie. – My się jeszcze nie znamy. Chociaż...?;3 – zerknął kolejno na Waldorffa, Teva, Sathema i Kejsi. – Mam na imię Verion – ogłosił wesoło. – Lord Demonów Rion, skaziciel żywiołu powietrza, hm, kojarzycie?;3 – mrugnął rozbrajająco. – Każdy Lord Demonów ma swojego Kiharę, którego nazywa od swego własnego imienia. Ve-rion. Nadążacie?;3 – zerknął nieufnie na Kejsi. – Rion to jedna wielka, ogromna, monstrualna, nadęta, fruwająca kanalia, yhym =^_^= Bez obaw, ja taki nie jestem!;3 Oh my, taaaak....! – pokiwał potakująco głową, patrząc na Kejsi. – To ja byłem tym przystojnym draniem, który przybył tu przez Bramę lata temu, aby uśmiercić wasza ukochaną wojowniczkę światła, Almanakh!;3 Jak widzisz, wieści o mojej śmierci są z grubsza przesadzone – rozłożył bezradnie ramiona. – Prawda jest taka... - w oka mgnieniu teleportował się obok struchlałej Kejsi, przykucnął przy niej i z rozkoszą zaczął bawić się jej rozpuszczonymi, niebieskimi włosami. - ....że dopiąłem swego. Zabiłem Almanakh – uśmiechnął się jadowicie, z rozbawieniem trącił palcem kolczyk Kejsi. – Wcześniej kazałem jej patrzeć na śmierć jej ukochanego Lavendera. Stworzyłem jej imitację, abyście mogli ją nadal wielbić, yhym;3 Jestem wszechstronnie utalentowany jak widzisz – natychmiast teleportował się z powrotem tam, gdzie stał. – A ty jesteś Waldorff – skinął na dwarfa. – Ymmm, to tej pory jeszcze pachniesz mgłami fioletu tamtego wymiaru!;3 Mój niezbyt udany twór, Rith, zabrał cię do wymiaru demonów, pamiętasz? Od tego to wszystko się zaczęło.... A wy – spojrzał na Sathema i Teva. – Musicie jeszcze dużo poćwiczyć, zanim kolejny raz zasiądziecie za sterami Averońskich statków;3 Gdybym was wtedy nie wytargał za kłaki z tych maszyn, zostałby po was tylko swąd spalenizny. No;> Czujcie się jak u siebie – wykonał ręką zapraszający gest w głąb świątyni.

- Ivjiiiidjiia hapsen….
- Ymmm;3 – Verion z rozkoszą zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu.
Zdało się wam, że ściany, podłoga i sufit zaczęły falować. Wszystko rozdwajało się wam przed oczami, jakby... duchowy odpowiednik każdej otaczającej was cząstki materii opuścił nagle swoje siedlisko. Widmowa sceneria zlewała się z materialną na waszych oczach. Słyszeliście dziwne szepty, tysiące głosów, szmery, syczenie, krzyki, śmiech, wołanie... Dziwne pasma białej, żywej mgły falując przesuwały się po korytarzu. Mrok świątyni zamienił się w lśniący fiolet, w fioletową, gęstą maź, zalewająca tunel, falującą i zatapiającą was.
- Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen-sjooovna...! Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen...!”
Verion roześmiał się głośno, mrożącym krew w żyłach, strasznym, chorym śmiechem. Sprawiał wrażenie szaleńca w ekstazie.
- MWAHAHAHA, yesssss, yes Mistress! Ohhhh, so nice to feel it again!.... – zakrzyknął z rozkoszą.
W otaczającym was szemrającym fiolecie rozbłysły dwa karmazynowe punkty, dwa lśniące krwisto wrzeciona. Skurczyły się gwałtownie, znikły. Były epicentrum potężnego wybuchu. Odczuliście niewidzialną falę energii, nie słyszeliście już głosów i szmerów poprzez przerażający śmiech Veriona. Ściany zaczęły się poruszać oO’’ Wyginać się, falować, pulsować! Korytarz rozszerzył się w jednych miejscach do 30 metrów szerokości, w innych zwężał do 1 metra! Sufit stał się falisty, wystrzeliły z niego kolce, haki, w innym znów miejscu pękł i sypnął gruzem. Podłoga bulgotała w jednym miejscu, metr obok zaś pojawiła się bezdenna dziura. Wszystko co was otacza, ściany, podłogi, sufit, pustka – wszystko nabrało różnych odcieni fioletu.
Verion przestał się śmiać. Być może śmiał się nadal – w każdym razie już nie tutaj, zniknął.
- Hapsen-hapsen-sjooovna!… - rozbrzmiewało nadal melodyjne nucenie.

Thomas;....... przed oczami migają ci setki obrazów, wspomnień – nie twoich wspomnień! Słyszysz obce głosy, nawoływania, jęki, prośby...! Nagle ujrzałeś, dosłownie centymetry przed sobą, dziwną postać o niesamowitych, hipnotyzujących oczach!
+Black Angel+ by ~raptorzysko on deviantART
Tochybakobietaobożenagaczarnakobietauśmiechneła sięjestempewiennnnnn....Wyciągneła do ciebie dłoń, czule musnęła twój policzek i podbródek. Głosy ucichły, dziwne obrazy rozsadzające twój umyśl wygasły. Ukojenie. Zapadła ciemność. Straciłeś przytomność X_X

Wszyscy; Thomas znów stał się Białym Thomasem, po czym zapatrzony w nicość, z jękiem omdlał nagle i padł na podłogę! OO’’’’

X
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 01-13-2008, 14:27   #194
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
- Charlotte'o... Wyjdź, zobaczysz coś ciekawego. - Thomas wystawił rękę w kierunku gdzie znajdowała się dziewczyna - Zobaczysz narodziny potęgi, która zatrzęsie wszystkimi wymiarami. - uśmiechnął się zawadiacko.
Dziewczyna poczuła jak znów staje się widzialna. Przez chwile Anioł patrzył jej tak głęboko w oczy, że czar prysł. Podała mu rękę, a ten pociągnął ją ku sobie, a następnie obrócił tak, że stanęła obok Astarotha.
Gdy Anioł zabił jeńca, Charlotte z wrażenia otworzyła lekko usta w dwuznacznym uśmiechu. Z jednej strony nie mogła uwierzyć, a z drugiej nie mogła oderwać wzroku. Przez chwilę zapomniała o Innym Świecie, zapomniała zupełnie o tym w jakich okolicznościach tu się znalazła. Niestety ta błoga chwila nie trwała długo, gdyż nagle usłyszała coś, co sprawiło iż jej euforia zamieniła się w niesmaczny grymas.

– Thomas, wyjdź stamtąd, wyjdź, wyjdź!!! To jakieś zło! Czarny ogień!? Nie podchodź tam! Jedenaście i okrąg to symbole chaosu, chaosu, chaosu, tfu!!! Uważajcie na klątwę Świątyni Przybycia! Odejdźcie stamtąd, odejdźcie, odejdźcie, Thomas, Astaroth! – rozpaczała Kejsi.
Charlotte posłała jej piorunujące spojrzenie i krzyknęła w jej myślach na tyle głośno by ta, poczuła ból.

- Zamknij się, Ty mała zabaweczko!!!! - telepatyczne przesłanie dla Kejsi odbijało się w jej umyśle z niewyobrażalnym bólem głowy.

Gdy Astorh i Thomas czynili coś co jak określił Anioł miało być "Narodzinami potęgi, która zatrzęsie wszystkimi wymiarami", dziewczyna stała i przyglądała się wszystkiemu z satysfakcją jak i również wielkim zdziwieniem. Musiała przyznać iż pokaz był piękny.

Dziewczyna zauważyła nagle, że w korytarzu ktoś stoi - wysoki i szczupły młodzieniec o krótkich, czarnych włosach, odziany w czerwoną koszulę i czarne spodnie. Gdy uniósł powieki, jego przepiękne, fioletowe oczy zabłysły w półmroku. Charlotte uśmiechnęła się szeroko jednak nic nie powiedziała.

- Witam – uśmiechnął się serdecznie. – My się jeszcze nie znamy. Chociaż...?;3 – zerknął kolejno na Waldorffa, Teva, Sathema i Kejsi. – Mam na imię Verion. - rzekł.

- Witaj Lordzie - przesłała mu telepatyczną myśl, brzmiącą jak zawsze urokliwie, i puściła do niego oczko.

Sukuba zauważyła, jak Verion znęca się psychicznie nad Kejsi, co, szczerze powiedziawszy, wprawiało ją w co raz większe zadowolenie. Jednak gdy Verion skończył swoje soczyste nękania, ściany zaczęły dziwnie falować i zmieniać swój kształt. Charlotte usłyszawszy cichy jęk bólu Thomasa spojrzała gwałtownie w jego stronę i zauważyła jak zaczyna on upadać. Szybko teleportowała się i złapała go tuż przed samym upadkiem. Spojrzała z dołu na twarz Astarotha. Z tej perspektywy, gdy ona klęczała a Demon stał nad nią, wydawał jej się bardziej potężny. Przeszły ją ciarki, jednak nie przestraszyła się.

- Uważam iż powinniśmy stąd znikać . . . - rzekła patrząc w oczy Astarotha po czym dodała niepewnie - . . . Panie.

Przytuliła Anioła do siebie i teleportowała się z nim w inne miejsce świątyni. W takie, które nie zmienia swojego kształtu, i nie tworzy w podłodze dziur. Stwierdziła, że jeśli Demon zechce znaleźć Anioła to na pewno mu się to uda.
Mimo iż nie znała ich planów, postanowiła się wtrącić.

- Będzie jak ma być - szepnęła przymykając oczy podczas teleportacji.
W myślach miała wciąż nadzieje, że Demon zatrzyma ją i zaplanuje coś innego, może nawet, podpowie jej? Jednak niepewność nie dawała jej spokoju. Z czasem, zaczęła tracić sens istnienia . . . przez te dwa lata bycia demonicą, całkiem pogubiła się w irracjonalnej rzeczywistości.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<

Ostatnio edytowane przez Nami : 01-13-2008 o 14:32.
Nami jest offline  
Stary 01-13-2008, 15:11   #195
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Kejsi była ogarnięta paniką. Kiedy zjawił się „Verion”, kiedy się przedstawił jako zabójca Lavendera i Almanakh, a Charlotte nazwała go Lordem, Kejsi zaczęła drżeć na całym ciele i wtuliła się z rozpaczą w Sathema.
- To...to nie jest prawda!... – z jej oczu ciurkiem leciały łzy. – Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz!!! Almanakh żyje!!! Jesteś zjawą, zmorą, klątwą tej świątyni!!! Jesteś tylko cieniem, który ginie pod blaskiem Światła!!! Nigdy byś go nie pokonał, nigdy, nigdy, NIGDY!!!!

Verion zamknął oczy i uśmiechnął się rozkosznie; wyglądał tak niewinnie, niegroźnie i krucho.
- Skoro, jak twierdzisz, nie zabiłem Almanakh, jak wyjaśnisz to, że ona przez te wszystkie lata nie uśmierciła mnie i jestem teraz tutaj, hm?;3 – uśmiechnął się jadowicie.
- Nie mogłeś, nie mogłeś, draniu, NIE MOGŁEŚ!!! – rozpłakana Kejsi rzuciła się na Veriona z gołymi pazurami.
Verion teleportował się nagle, co zupełnie ją zaskoczyło. Wylądowała zgrabnie na czterech łapach, wróciła do Sathema i wtuliła się w niego z płaczem.
- On nie mógł, to nieprawda!...
***
Z Thomasem działo się coś złego! Zemdlał, Charlotte zjawiła się przy nim.
- Thomaaaaaaas! – Kejsi ruszyła w ich kierunku. – Thomas, Thomas, ocknij się!!! Zostaw go, odejdź od niego!!! – wydarła się na Charlotte. – Teraz wiem wszystko!!! Jesteś demonicą, złą, okrutną, wstrętną, przemądrzałą demonicą!!! Zostaw Averona w spokoju, kusicielko!!! Genghiiii! – miała nadzieję, że Wielki Inkwizytor Abazigala nie będzie tolerował tego że demonica krzywdzi naszego przyjaciela Thomasa!
Na pewno ona i Astaroth są w zmowie, tak jak mówił Irh!
 
__________________
a takie tam

Ostatnio edytowane przez Kejsi2 : 01-13-2008 o 20:15.
Kejsi2 jest offline  
Stary 01-13-2008, 17:21   #196
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 3 Panda jest na bardzo dobrej drodze
$: 75 167
Thomas - White Emo.

Otworzył oczy. Nadal znajdował się w korytarzach tylko... gdzieś głębiej? Nigdzie nie dostrzegał drużyny prócz... Charlotte'y?! Usta wykrzywiły się w grymasie zdziwienia. Znajdował się w jej ramionach co spotęgowało jego zdziwienie. Przez moment przyglądał sie jej oczom. Coś się w nim zmieniło. Dawniej po prostu by odskoczył w bok i patrzył na dziewczynę z odrazą, teraz leży spokojnie a jego usta powoli zmieniają się, uśmiechają? Jego zachowanie go odrobinę zdziwiło. No cóż, zbawienny wpływ fioletu.
Czuł się jak na kacu, psychotropach albo innym świństwie. W głowie mu się trochę kręciło, lecz powoli przestawało. Wszystko co widział przysłaniała fioletowa mgiełka.
- Gdzie ja jestem? - uśmiechnął się do dziewczyny.
- Nie ważne gdzie, ważne z kim . . . - odpowiedziała patrząc na jego ImoŁ ciuch.
- Z kim to ja wiem. Ciekawi mnie gdzie reszta i czy będzie nam przeszkadzać. - sam nie wiedział co mówi.
- Nie wiem, co jest z innymi. Ale nie znajdą nas tu. Nie martw się nic im nie będzie - uśmiechnęła się szczerze i cały czas trzymając jego głowę na kolanach, otuloną w swe delikatne dłonie, pogładziła jego miłe w dotyku włosy.
Wtulił się w nią, lekko zdziwiony swoim zachowaniem. Nie wiedział czy to wpływ fioletu czy może jakiś zabieg Astaroth'a?
- To dobrze... - mruknął prawie szeptem.
- Co...co Ci jest? Thomas, dobrze się czujesz? - rzekła z troską i nachyliła się nad nim. Położyła mu dłoń na policzku chcąc sprawdzić czy aby nie jest zbyt gorący.
- Nie wiem... Chyba mam kaca. - mruknął w odpowiedzi.
Dziewczyna roześmiała, jednak nie chcąc robić hałasu swoim śmiechem zakryła usta dłonią. Opanowała się i z szerokim uśmiechem odpowiedziała
- Nie kochany, nie masz kaca. To tylko . . . piach pewnie wpadł Ci do oka jak bawiłeś się w pentagramie.
- I to chyba nie jedno ziarenko. - dopowiedział z deka ironicznie.
- Dużo . . . - rzekła początkowo i ucałowała jego czoło - . . . ziarenek - dokończyła przyglądając się jego oczom, które prawdopodobnie wydawały jej się inne. Wyglądało to tak, jakby szukała w nich jakiejś głęboko ukrytej tajemnicy.
Zdziwił się, gdy dziewczyna go pocałowała. Nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Ani za życia, ani będąc Aniołem. Było to przyjemne chociaż tylko w czoło. Mimowolnie uśmiechnął się.
- Pójdź teraz do Astaroth'a. Ja tam za kilka minut się zjawie. - uśmiechnął się złowieszczo.
Wstał i zaczął się otrzepywać. Dopiero teraz zauważył, że ubrany jest w białe ubranie. Nie ma jego płaszcza, nic... Zdziwił się gdy biała grzywka spadła mu na oczy. O ironio... Twór bieli chodził w czerni, teraz, gdy stał się dzieckiem fioletu ubiera się na biało. O ironio...
- Ale . . . ale tam się ziemia trzęsie, wszystko się niszczy! - zaprotestowała.
- Zaufaj mi. - uśmiechnął się.
- A jeśli go tam nie ma? Albo stanie się coś, co nam zaszkodzi? - jej uśmiech zastąpiła powaga a oczy prawie zaczęły jej się szklić i zachodzić małą mgłą. Być może dlatego, że nic nie rozumiała?
- Na pewno tam jest. Póki będziesz przy mnie i nim nic Ci się nie stanie. - zapewnił.
- Yhy. - kiwnęła znacząco głową i zniknęła.
Teraz pozostało zrealizować resztę planu. Po chwili znikł.
Pojawił się kilka minut po Sukkubie wraz z Tworem Astaroth'a. Uśmiechnął się złowieszczo do Demona po czym podszedł do Astaroth'owego tworu. Położył rękę na jego ramieniu. W drugiej ręce zabłysło ostrze Żywego Ognia. Thomas pchnął z zamiarem przebicia Demona. Wszystko to robił na oczach Astaroth'a by udowodnić mu, że dobrze zrobił, przemieniając go w Demona.
 
Panda jest offline  
Stary 01-13-2008, 18:19   #197
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Kim tak naprawdę był? Ojciec mówił mu, że jest zerem i przez swoją dumę i upartość do niczego w życiu nie dojdzie. Teraz z perspektywy czasu okazało się, że jednak miał rację. Za życia nie osiągnął niczego - do swoich celów musiał umrzeć i powstać na nowo do życia. Wcześniej załował tego, że nie pozwolono mu zostać w ciemnej, zimnej ziemi, w wiecznym spokoju i ukojeniu śmierci. Teraz jednak, gdy przełamał wcześniejsze trudności i zaczął tworzyć zrozumiał że śmierć jest po prostu najłatwiejszym wyjściem. Jedynym słusznym wyborem jest trzymać się życia za wszelką cenę i nie oddawać go za nic, gdyż nic tak naprawdę nie można mieć cenniejszego. Na co nam wszystkie skarby tego świata, jeśli co najwyżej złożą je z nami w grobie? Śmiechu warte pragnienia posiadania - dziś tak mu odległe, a przecież kiedyś, nie w tym życiu, również ich doświadczał. Ta ludzka słabość, teraz napawająca go obrzydzeniem - a czy kiedyś sam nie był gorszy? Czy sam w swoim bezmyślnym pędzie nie podążał za materialnymi pragnieniami? Dlaczego to on został wybrany z wielu innych i dostał swoją szansę?

Odpowiedzi na te pytania również przyszły z czasem. Jego możliwość była dziełem przypadku, ale tak naprawdę to sami tworzymy te przypadki. Być może był równie słaby jak inni - ale dostrzegał swoją słabość i nienawidził za nią samego siebie, chciał ze wsyzstkich sił odrzucić ją jak najdalej od siebie. A ta możliwość kiełkowała w nim powoli przejmując pierwsze miejsce w jego świadomości. I choć nie zdawał sobie z tego sprawy już w tym momencie odrzucał powoli z siebie to, co ludzkie. Żeby wyrwać się z kajdan tego co ograniczało go w ludzkim ciele musiał również odrzucić to, co w jego duszy było ludzkiego. Jednak zbiorowa świadomość, podtrzymująca skorupę jego ciała i promyk nadzieji w postaci demonicznego zwierzchnika dawały mu siłę. Nie miał żadnych oporów przed zdradzaniem tych, którzy nazywali go swoim towarzyszem - byli dla niego bandą głupców, również ślepo biegnących za doczesnością. Wykorzystywał ich i... przegrał. Został pokonany przez nekromantę, a z jego martwe zwłoki zostały zbeszczeszczone do roli służalczego szkieletu. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewał - demon widocznie zadowolony z jego roli dotrzymał słowa i stworzył z niego przemienieńca dając szansę zemsty na swoim byłym panu oraz dążeniu do stania się silniejszym.

Teraz... znaleźliby się tacy, którzy po poznaniu jego historii nazwaliby go szaleńcem. Bo kto normalny zdradzałby demona dla innego przedstawiciela tego gatunku w zamian za obietnicę w którą na dobrą sprawę nie wierzył? Normalnym nie było jednoczesne pragnienie śmierci i chęć życia w trakcie jego podróży, to że jednocześnie był przyjacielem i wrogiem, kompanem i zdrajcą a w trkacie tego tak naprawdę dobrze się bawił. Szaleństwem było po nieprawdobobnym osiągnięciu statusu przemienieńca sięganie po więcej - a jednak to zrobił. Również ostatni szaleniec zaraz po trafieniu do świata bieli... tworzyłby w nim chaos. A na dodatek tworzył anioła bytem fioletu. Tak, nazwanie go szaleńcem nie byłoby błędem

Inni, którzy poznaliby jego historię nazwaliby go potworem. Swoją ścieżkę od początku do końca opłacał krwią innych - zaczynając od swojej rodziny, poprzez swoich wrogów i przyjaciół na całkowicie obojętnych lub wręcz przypadkowych ludziach kończąc. Ilu zginęło tylko z tego powodu, że miał taki kaprys by przelać ich krew? Ilu zginęło przypadkiem, dlatego że znaleźli się na jego drodze? Nigdy nie miał oporów przed odebraniem komuś życia, a błagania ofiar o litość tylko powiększały radość, jaką z tego czerpał. Lojalność, przyjaźń i honor traciły swoje znaczenie gdy zaczynało chodzić o jego własny zysk. Z wiel sytuacji znalazłby się bezkrwawe wyjście - ale on zawsze wybierał to, gdzie część swojego cierpienia i złości mógł oddać innym. Dla własnej rozrywki był w stanie nawet sprowadzić zarazę na całe miasto. Nie pomyliłby się zatem ten, kto nazwałby go potworem

Ostatecznie, znaleźliby się tacy którzy znając jego historię pokiwaliby głową z uznaniem i nazwali go... no właśnie - kim? Stwórcą? Kpiną z zasad? Piewcą chaosu? Niechcianym zbawicielem? Złamał wszystkie ograniczenia jakie istniały, dokonywał niemożliwego. Niósł zbawienie tam, gdzie go nie chciano - pokazywał chaos tym, którzy go widzieć nie chcieli, uświadamiał gdzie tkwi różnica między siłą a słabością, udowadniał że tak naprawdę biel nie jest siłą wcielonego dobra, a chaos nie jest ostatecznym złem. Wszystko zależało od tego, jak wykorzystywano swoją moc. On nie chciał rządzić tym światem, władza tak naprawdę go nie interesowała - zbyt długo znosił władzę innych by teraz doprowadzać innych do stanu poddaństwa, którego sam tak nienawidził. Od chwili gdy zaczął interesowało go tylko tworzenie. Ta radość, ekstaza, to najpiękniejsze z uczuć - nie potrafił wyrazić słowami tego, co czuł podczas gdy tworzył mgły chaosu. Słowa zdolne to określić nie istniały w żadnym słowniku. To był teraz jego najważniejszy cel - być Stwórcą.

Pasowało do niego wiele określeń, ale żadne nie było trafniejsze od innych. Był więc po prostu sobą - i to musiało wystarczyć. Po prostu ,,Jestem, który jestem"

W tym momencie był po prostu zmęczony. Zmęcznie to nie przypominało zwykłego wyczerpania pracą fizyczną - towarzyszyło mu ogromne samozadowolenie. Jego dzieło było gotowe. Zignorował zmiany w środowisku - dla fioletu przestrzeń nie miała zbyt wielkiego znaczenia, więc to co działo się z tym miejscem nie powinno być groźne - zwłaszcza, skoro Verion zapraszał do środka, a z jego strony nie miał się czego obawiać, przynajmniej na razie. Współpraca była korzystna dla obu stron.

- Uważam iż powinniśmy stąd znikać... Panie - powiedziała do niego Charlotte

Zastanowiło go to - nie był niczyim panem. Chaosu w tym świecie było zbyt mało, by bawić się w stosunku poddaństwa. Po drugie władza niosła odpowiedzialność, a jej nie był w stanie przyjąć

- Nie jestem panem - odpowiedział, wyciągając rękę i pomagając jej wstać - jestem... Astarothem. I zawsze nim będę

Pozostała dwójka bytów demonicznych zniknęła na chwilę, Charlotte powróciła pierwsza, niedługo po niej zjawił się Thomas w towarzystwie Azmaera. Po czym... chciał go zabić. Gdy anioł wznosił miecz do cięcia Astaroth powiedział wyraźnie

- Nie... Chaosu jest zbyt mało w tym świecie by pozwolić sobie na jego marnotrawstwo. Wiedz, że chaos poza siłą i radością może również nieść... ból

***
Taki bonus - sytuacja jakby skądś znajoma, nieprawdaż?
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline  
Stary 01-13-2008, 20:16   #198
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Angry

Charlotte z Thomasem zniknęła, ale za chwilę powrócili oboje! Później zaś Thomas zniknął znowu i pojawił się z Azmaerem! Wszyscy oni nie zwracali zupełnie uwagi na Kejsi. Wiedziała już dlaczego – są skażeni chaosem!
Thomas zignorował zupełnie Kejsi, kiedy ta próbowała mu pomóc – to bardzo zabolało chimerkę! Jeszcze bardziej uraził ją fakt, że Averon wcale nie przejął się wieścią o śmierci Almanakh! Jakby nigdy nic! Kłamstwo czy prawda – nic go to nie obchodziło! Kejsi nie umiała powstrzymać łez. Jej jedyną ostoją został Sathem. Waldorff był jakiś nieobecny ostatnio. Genghiego i Teva chimerka też zdążyła już polubić.

Smętnie odwracając głowę i odrywając wzrok od Thomasa, Astarotha i Charlotte, otarła łzy i stanęła obok Sathema na dwóch tylnich łapkach. Wyjęła z torebki kwiat otrzymany w świątyni w Ditrojid i zerknęła na niego. Mutacja z gadzimi łuskami, ogonem, i skrzydłami papużki już minęła, Kejsi znów była sobą.
- Jeśli Verion mówił prawdę – spojrzała w głąb korytarza – Zamierzam go znaleźć i ukarać za to, co uczynił Irhowi, Lavenderowi i Almanakh!!! – stwierdziła stanowczo, ocierając nowe łzy cisnące się jej do oczu. – I... za to co uczynił wam! – zerknęła na Thomasa, Astarotha i Charlotte.

Jeśli Almanakh i Lavender, wojownicy światła, zginęli z rąk demona, wszystko straciło nagle sens. Gdzie niepokonane światło!? Gdzie biel niszcząca chaos!? Jakim cudem demon przetrwał w tym świecie!? Może ich jest więcej!? Całe hordy demonów, ukrywających się przez tysiąclecia!? Gdzie jest dobro!? Gdzie Biel!?

- Ja idę – ogłosiła.
Ruszyła przed siebie biegiem, gnając korytarzem. Miała nadzieję, że jeśli nie wszyscy, to przynajmniej Sathem i Tev do niej dołączą. W końcu Almanakh stworzyła rasę chimer
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 01-14-2008, 15:09   #199
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
- Nie jestem panem - odpowiedział, wyciągając rękę i pomagając jej wstać - jestem... Astarothem. I zawsze nim będę.

Charlotte podniosła się trzymając jego rękę i wyprostowując się spojrzała mu prosto w oczy.

- Wybacz, ale to określenie zostało w moim słownictwie jeszcze z czasów człowieczeństwa. W szlacheckich rodach była to forma grzecznościowa. - wytłumaczyła łagodnie, jednak po chwili spuściła wzrok z niezrozumieniem. Przecież Demon na pewno o tym wiedział. Poczuła jak odnawia się w niej człowieczeństwo, czuła jak pół jej duszy, zaczyna rozumieć, udzielać się i pragnie zaistnieć.
Uklękła z powrotem i wzięła Anioła w swe objęcia.

- Zostaw go, odejdź od niego!!! – wrzasnęła Kejsi – Teraz wiem wszystko!!! Jesteś demonicą, złą, okrutną, wstrętną, przemądrzałą demonicą!!! Zostaw Averona w spokoju, kusicielko!!!.

Charlotte nie wytrzymała jej jęków i uderzyła kotkę z otwartej dłoni w policzek, nie oszczędzając swoich demonicznych sił. Podczas uderzenia podrapała chimerę długimi paznokciami.

- Odsuń się!! - syknęła z pogardą i teleportowała się wraz z Thomasem.

* * *

- Gdzie ja jestem? - uśmiechnął się do dziewczyny.
W Charlotte obudzone uczucie ludzkiej duszy nie chciało zniknąć. Trwało tak odkąd tylko spojrzała na Anioła, od kiedy go przytuliła do siebie, i wtedy powstało ludzkie ciepło.

- Nie ważne gdzie, ważne z kim . . . - odpowiedziała patrząc na jego ImoŁ ciuch. Był taki biała i czysty, a sam Aniołek był Zuy i Emo. Sweet :P

- Z kim to ja wiem. Ciekawi mnie gdzie reszta i czy będzie nam przeszkadzać. - usłyszała w odpowiedzi i uśmiechnęła się szerzej. Fiolet, który bił od jego jestestwa był niczym magnez, który przyciągał ją do niego. Chciała czegoś więcej, lecz z drugiej strony, bała się tego.

- Nie wiem, co jest z innymi. Ale nie znajdą nas tu. Nie martw się nic im nie będzie - uśmiechnęła się szczerze i cały czas trzymając jego głowę na kolanach, otuloną w swe delikatne dłonie, pogładziła jego miłe w dotyku włosy.
Wtulił się w nią, a dziewczyna nawet nie myślała by protestować.

- To dobrze... - mruknął prawie szeptem. Zdziwiona jego cichym głosem zmartwiła się się.

- Co...co Ci jest? Thomas, dobrze się czujesz? - rzekła z troską i nachyliła się nad nim. Położyła mu dłoń na policzku chcąc sprawdzić czy aby nie jest zbyt rozpalony.

- Nie wiem... Chyba mam kaca. - mruknął w odpowiedzi.
Dziewczyna roześmiała, jednak nie chcąc robić hałasu swoim śmiechem zakryła usta dłonią. Opanowała się i z szerokim uśmiechem odpowiedziała

- Nie kochany, nie masz kaca. To tylko . . . piach pewnie wpadł Ci do oka jak bawiłeś się w pentagramie. - rzekła miło i pożądliwie spojrzała na jego usta. Były lekko wysuszone, dyszące. Przez chwilę poczuła pragnienie zwilżenia ich, jednak nie wiedziała czy było to pragnienie wzięte z troski czy z pożądania. Szybko uspokoiła swoje myśli i wzięła głęboki wdech.

- I to chyba nie jedno ziarenko. - dopowiedział z deka ironicznie.

- Dużo . . . - rzekła początkowo i ucałowała jego czoło - . . . ziarenek - dokończyła przyglądając się jego oczom, które wydawały jej się inne. Dziewczyna zaczęła szukała w nich jakiejś głęboko ukrytej tajemnicy. Dostrzegła w Aniele wielkie zmiany. Nie brzydził się nią, a właściwie nawet wtulił się w jej przyjemny w dotyku brzuch. Przez chwile wydawało jej się, że zaczyna ją pałować, jednak jak nie trudno było się tego domyśleć, wracała jej Demoniczna natura. Półduszy zaczęło usypiać, jednak zanim to zrobiło musiało jeszcze dać upust swoim człowieczym emocjom.

- Pójdź teraz do Astaroth'a. Ja tam za kilka minut się zjawie. - uśmiechnął się złowieszczo. Wstał i zaczął się otrzepywać.

- Ale . . . ale tam się ziemia trzęsie, wszystko się niszczy! - zaprotestowała.

- Zaufaj mi. - uśmiechnął się.

- A jeśli go tam nie ma? Albo stanie się coś, co nam zaszkodzi? - jej uśmiech zastąpiła powaga a oczy prawie zaczęły jej się szklić i zachodzić małą mgłą. Być może dlatego, że nic nie rozumiała? W końcu widziała jak wszystko faluje, niszczy się i wariuje.

- Na pewno tam jest. Póki będziesz przy mnie i nim nic Ci się nie stanie. - zapewnił ją i jej dusza usnęła. Charlotte poczuła przypływ sił. Kiwnęła znacząco głową i zniknęła.

* * *

Pojawiła się z powrotem obok Astarotha i jakby zawisła na jego ramieniu.

- Oczy są zwierciadłem naszej duszy. - rzekła gdy jej wzrok znów utkwił w jego oczach. Przez chwile poczuła się dziwnie. Czuła się skończoną idiotką porównywalną do skikającej z euforią Kejsi. Dopiero gdzieś bardzo głęboko, w samej głębi duszy wiedziała, że tak nie jest. Po prostu, cieszyła ją odrobina poezji, arystokracji i sztuki.
Ze wstydu chciała spuścić wzrok i odsunąć się od Demona jednak w mgnieniu oka pojawił się Anioł wraz z tworem Astarotha.
Chciał go zabić, ale Demon, zabronił mu.

- Nie... Chaosu jest zbyt mało w tym świecie by pozwolić sobie na jego marnotrawstwo. Wiedz, że chaos poza siłą i radością może również nieść... ból. - rzekł Astaroth kategorycznie

- A jest świat w którym jest go więcej? - spytała jakby retorycznie Charlotte, która przestała wierzyć w ilość wielkości chaosu. Po ostatniej wizycie w mieście Bieli, na samą myśl o Dobroci zaczynało ją mdlić, a chęć kopulowania zamieniała się w niesmaczną powinność.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<

Ostatnio edytowane przez Nami : 01-14-2008 o 15:11.
Nami jest offline  
Stary 01-14-2008, 15:34   #200
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Thomas; Azmaer przyszedł tu z tobą tylko dlatego, że przewidywał od ciebie niemiłych niespodzianek skierowanych przeciwko Astarothowi. Czy chciał bronić swego stwórcy, z „miłości i wierności”, czy też dlatego, że osamotniony czułby się słabiutkim, nic nie znaczącym cieniem – kto wie. Azmaer szybko dostrzegł co kombinujesz, z wrogim warknięciem szykował się do teleportacji. Cóż, jest jeszcze młody, słaby. Byłeś szybszy. Uniosłeś ostrze, byłeś pewien, że zdążysz go ugodzić.
- Nie...
Nie.
Nie.
NIE.
Ręka ci zadrżała.
- Chaosu jest zbyt mało w tym świecie by pozwolić sobie na jego marnotrawstwo – Astaroth mówił powoli i spokojnie, lecz w jego głosie zawarta była groźba nie do zignorowania.
Nie.
Nie.
Nie, nie, nie, nie...
Z niedowierzaniem zacisnąłeś zęby, silniej zdusiłeś w zaciśniętej pięści rękojeść miecza. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową.
Nie.
- Wiedz, że chaos poza siłą i radością może również nieść... ból – ostrzegł Astaroth.- Widzisz... Najpierw umocnimy chaos w drużynie... Potem razem zapanujemy nad światem bieli... - mruknął wykonując pchnięcie.
Próbujesz, naprawdę. Twoje ramię, jakby nie twoje, przeszyte cięciem bólu, za Diabła nie chciało wykonać prostego ruchu i pchnąć ostrzem w pierś Azmaera, który z tryumfalnym uśmiechem odwrócił się twarzą do ciebie.
- Dziękuję – skierował Azmaer do Astarotha. – Wyjątkowo udany młodszy brat. See you soon, dear otōtosan – klepnął Thomasa w ramię i teleportował się znów do ludzkiej wioski.
„Zdziwiony?;3 – usłyszałeś w myślach głos Veriona. – Zdołałeś częściowo oczyścić się z legionu dusz w niebie, przeklęty Lavender. Tak to bywa z aniołami, są oporne na chaos. Może wyparłbyś się mocy Astartoha. Ale jak długo będziesz opierać się Ast i Arothowi,hm?;3 Jak długo zniesiesz opętanie przez trzy demony?;3 W gruncie rzeczy moja energia i energia Ast i Arotha pochodzi z tego samego źródła. Czerp z niego, miłej zabawy, ono już czerpie z ciebie;3 Piękne prawda? Widzisz te widmowe kształty? Widzisz, jak trzy plany astralne przenikają się w tym miejscu? Może być tego więcej. Może być tego cały świat;3 A wiesz zapewne... że istoty śmiertelne w planach niematerialnych umierają, hm?;3”

Sathem, Tev, Kejsi, Waldorff, Genghi;
Dziwne, fioletowe, pulsujące i rozdwajające się otoczenie działa na was bardzo krępująco. Co najgorsze, zaczyna was swędzieć skóra oO’’ Na waszych ramionach pojawiają się miejscami żółtawe plamki, jakby obsypano was drobnym, złotym brokatem czy piaskiem! Czyżby klątwa świątyni Przybycia?! O_o

Kejsi;
Zdeterminowana, wypowiadasz wojnę Verionowi. Uderzona i podrapana przez Charlotte, coraz bardziej ufasz słowom Irha. Ruszasz korytarzem, aby go dogonić i wymierzyć sprawiedliwość!
Korytarz biegnie prosto, ciągnie się w nieskończoność. Stale to samo – cegła, pochodnie płonące fioletem na ścianach. Dziury w podłodze, falujące ściany, kałuże, kolce na suficie. Pokonujesz zwinnie zwężenia korytarza i wszelkie terenowe przeszkody. Korytarz kończy się gwałtownie i wbiegasz nagle do... lodowej jaskini! O_O



Wokół jest cicho i zimno – czy to prawdziwy lód?!



Dochodzisz do miejsca, gdzie prostopadle do wylotu tunelu płynie szeroka na 15 metrów rzeczka. Suną po niej grube i duże, nieliczne fragmenty kry. Sufit ponad rzeką naszpikowany jest cienkimi, lodowymi stalaktytami, po których kapią malowniczo kropelki wody.



Na stalaktytach... siedzą dziwne...ptaki?!

http://www.dargate.com/242_auction/242_images/3212.jpg

Nie ruszają się, wyglądają jak lodowe figurki!
Po drugiej stronie rzeki widzisz ciąg dalszy lodowego tunelu, oraz wielkie wrota, zamknięte wrota z niebieskiego lodu, tego samego koloru co ptaszki na soplach. Drzwi nie mają zamka ani klamek.
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110