![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #211 |
![]() | - What the fu . . .?? - przeszło jej przez myśl gdy wilk wgryzł się w jej ramię. Na początku krzyczała próbując zepchnąć z siebie zwierza jednak szybko przypomniała sobie o swoich zdolnościach. Teleportowała się i z przyzwaną przez siebie bronią pojawiła się tuż nad zwierzakami. Mocą fioletu, lewitując nad nimi uderzyła hurtowo kilka wilków na raz silnym, tnącym ruchem. - Bez zła nie istniałoby dobro! - krzyknęła i nagle zniknęła. Lewitowała tuż przy suficie korytarza chcąc zdezorientować wilki. Syknęła w ich myślach. - Hapsssen, hapssssen . . . - wyszeptała kąśliwie sycząc w ich myślach i doprowadzając do bólu głowy. - Nominem essssert, etrotssss - syknęła głośniej, rozrywając ich umysły od wewnątrz. Docierając do ich umysłów starała się wyczuć Sathema. Z impetem spadła z sufitu na grzbiet jednego z wilków, najlepiej Sathema z zamiarem obcięcia mu głowy. Unikała ataków zwierzów teleportując się i lewitując, atakowało zaś swoją bronią otoczoną fioletową, chaotyczną mgłą.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| Reklama |
| |
| | #212 |
![]() | X wtrącX Charlotte; udało ci się zasiekac przyzwanym mieczem trzy ogniste wilki, które rozpadły się na płomienie, czwartego raniłaś dotkliwie. - Hapsssen, hapssssen . . . - wyszeptałaś kąśliwie. Pogryzione, podrapana, stargane rude włosy! Czarna suknia w strzępach i przypalona -_-#. Kończąc lewitację spadasz na grzbiet Sathema, przygważdżając go do ziemi. Płomienie z jego łap parzą cię okazyjnie po gołych nogach! Bierzesz zamach, szykujesz się do zadania ciosu w wilczy kark... Cios pada. Rozbłysk przed oczami, chwilowa głuchota. Ocknęłaś się leżąc na ziemi, spoglądając w zdumioną twarz Thomasa, i Sathema, który się otrzepał i odskoczył. Zbierasz się do pozycji siedzącej. A wtedy tuż przed tobą zjawia się Verion i brutalnie chwyta cię za włosy! O_O’’’ - Co to było...? Coś powiedziała...? – jego fioletowe oczy lśnią taką dzikością i rozkoszą sadyzmu, że zamarłaś w bezruchu z przerażenia. Sathem i Thomas również nie mogą się ruszyć. - You dare to make fun of Mistress?!?! – warknął bezlitośnie Verion, targając cię za włosy raz i drugi. – I should kill you right now, you unfaithful witch!!! Ale... o co chodzi?!?!?!... O__o Chyba... powiedziałaś/pomyślałaś coś... czego demonom wymawiać nie wolno... ’ Starasz się to wyjaśnić, chciałaś dobrze...! O_o- Oh really? – tak wkurzonego Veriona nikt chyba jeszcze nie widział. Przynajmniej nikt żywy ^__^’’’’ - Mam dziś dobry humor, yhym....;3 – uśmiechnął się przerażająco. – I lubię twoje zielone oczy. Całuj...! – warknął przez zęby, puszczając pukiel twoich włosów i podstawiając ci swoją rękę pod nos, jak pan i władca XD X
__________________ I never cared before I met you ***Your Exel is my command! *** xD |
| |
| | #213 |
![]() | Tevonrel spokojnie przeszedł przez most, chwycił mocno Ilontha, zamachnął się i uderzył z całej siły w drzwi, ale dalej stały. Rakszasa oddalił się kawałek, obejrzał je jeszcze raz, po czym nabrał powietrza w płuca i ryknął potężnie w kierunku drzwi, powietrze wokół zafalowało, a sople zaczęły spadać z góry, więc przestał. Zbliżył się do drzwi, przyglądając się im, ale ze zdziwieniem stwierdził, że nic im się nie stało. -Ciekawe-mruknął, po czym postanowił wrócić. -Może Sathem ze swoimi ognikami coś pomoże-powiedział sobie pod nosem, przechodząc przez most. Wracał powoli przez lodową grotę, aż doszedł do murowanej części, lecz to co się tam działo wprawiło Tevonrela w rozbawienie. Chaos panujący tam był tak wielki, że zapewne nie jeden umierający Demon mógłby czerpać, aż byłby pełen, a to tak pozostałoby go wiele. Genghi walczył z Astarothem, Kejsi imponująco darła się na Veriona, Thomas i Charlotte romansowali pod ścianą, ale wkroczył Sathem pod postacią wilka. -I rzekł Savil: mrokiem nie jest zabić kogoś, ale patrzeć jak jeden zabija drugiego i nic nie uczynić-powiedział na głos, lecz był pewien, że nikt go nie usłyszał. Sierściuch całkiem dobrze sobie radził z Demonicą i Demonoaniołem, więc postanowił nie wkraczać, ale na wszelki wypadek sprawił, że wyrosły mu dodatkowe ręce, a jedną z nich wyjął Asetha. Na wszelki wypadek. Niestety po chwili sytuacja odwróciła się i to Sathem był w kłopocie, gdyż Charlotte, chciała mu uciąć głowę, więc Tev zaczął na nią biec, chcąc wykonać rzut Ilonthem, ale do akcji wkroczył Verion, a Rakszasa zatrzymał się. -I rzekł Savil: Ty, który... bredzę jak potłuczony-pokręcił głową, po czym oparł się o ścianę, obserwując wszystko. Wściekły Verion targał Charlotte za włosy, po czym kazał jej całować jego rękę, na co Tygrys prawie wybuchnął śmiechem. Powstrzymał się jednak i obserwował dalej. Przydałoby się jakoś dojść do Sathema-pomyślał, czekając. |
| |
| | #214 |
![]() | - Kejsi powstrzymaj ich...! - krzyknął Genghi - Mam zadanie do wykonania ! Genghinkazzon razem z toporem był tak przejęty tą chwilą, że zauważył okazję, to było to. Kiedy zobaczą to uwierzą, że Abazigal czuwa ! Tak...! Gnom poleciał na wskroś przez pokój wprost do stworzonego przez Astarotha pentagramu. Odrzucił hełm ( czy wspominałem już, że swoich rzeczy nie traktował zbyt dobrze ? ) i z nabożeństwem podniósł ręce. Nagle, wokół opuszek palców zaczęło wirować miliony złotych iskier, podczas gdy gnom z zamkniętymi oczami mruczał inkatację. Iskry spływały na ziemię i formowały się z nich sylwetki. Potem można było już rozróżnić postacie, aż w końcu wszystkie nabrały kolorów i wyglądali jak normalni, uzbrojeni ludzie. - Zaprzysiężeni bracia Abazigala - zahuczał tak, że echo z pewnością potoczyło się po korytarzach - Wezwałem was tutaj by uczcić moment, w którym dobro pokonało zło w jego własnych progach ! To tu, w siedlisku demonów, pomiotu fioletu zjednoczonymi siłami dobro zniszczyło, i oby raz na zawsze demona, który w przyszłości mógłby osiągnąć potęgę nawet jednego z Skazicieli ! To wielki triumf ! Manifestacja potęgi Wielkiego Abazigala, bo to on mi pomógł, a więc teraz, moi drodzy, moi bracia...! Zdejmijmy zły czar ze świątyni i wypędźmy z niej wszystkie złe duchy ! Wezwałem was TUTAJ, abyście sprawowali władzę w nowej świątyni Abazigala...! Razem podnieśmy swe ręce i złóżmy mu hołd a on w całej swej potędze przepędzi stąd mroczne siły ! Razem z innymi Wielki Inkwizytor podniósł topór, sam relikt Wielkiego, na którego wezwanie bóg nie mógł nie odpowiedzieć.
__________________ Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany. |
| |
| | #215 |
![]() | – I should kill you right now, you unfaithful witch!!! - usłyszała rozwścieczony głos, jednak w tej chwili była prawdziwym Demonem, nie zlękła się go. - Gdy zrobiłeś ze mnie demona . . . niczego mnie nie nauczyłeś, rozumiesz?? NICZEGO!! - krzyknęła gniewnie i poczuła mocniejsze pociągniecie za włosy. Zabolało ją to więc syknęła i żeby zmniejszyć ból uniosła się lekko. - Oh really? – tak wkurzonego Veriona nikt chyba jeszcze nie widział. - Nie wymagaj ode mnie czegoś, czego mi nie powiedziałeś. Zrobiłeś ze mnie demona i co? Myślałeś, że douczę się wszystkiego z nędznych ksiażek??- dodała dysząc ciężko. - Mam dziś dobry humor, yhym....;3 – uśmiechnął się przerażająco. – I lubię twoje zielone oczy. Całuj...! – warknął przez zęby, puszczając pukiel jej włosów i podstawił swoją rękę pod jej nos, jak pan i władca. - Za to ja mam fatalny, wyglądam jak zmora! - syknęła odwracając głowę w bok. Zamyśliła się na chwilę i ukradkiem spojrzała na jego dłoń. To była ręka jej stworzyciela, tego którego kochała szczerą nienawiścią, a czasem nienawidziła szczerą miłością. Ujęła ją delikatnie w swe dłonie i najpierw pocałowała czule, a potem bardziej namiętnie. Zaczęła wstawać na równe nogi i przechodziła swoimi ustami coraz wyżej. Chciała więcej jak nowo narodzony wampir, który dopiero poznał smak krwi. Zatrzymała swoje usta tuż przed zgięciem ręki i wyprostowała się. Stanęła przed Verionem i podniosła głowę patrząc mu w oczy. Stała niewzruszona i patrzyła. Na jej twarzy pojawił się lekko złośliwy uśmieszek.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #216 |
![]() | Kiedy Charlotte zaatakowała kilka z jego kopii, te rozpadły się na kawałki, lecz nie zdążyły spaść na podłogę, a już zmaterializowały się z nich spowrotem trzy wilki. Gdy sukuba zaatakowała Sathema, nagle wyskoczył Verion i zaczął delikatnie mówiąc "upominać" dziewczynę. To dało wilkowi czas na odskok i otrzepania się z kurzu, jak i przygotowania się do kolejnego ataku. Popatrzył na Anioła, który cały zaczynał się palić. Wziął ogień z jego ubrań i utworzył kolejną iluzję. Tworząc ją wilk zauważył jakiś kształt w głębi korytarza, więc puścił świeżo co zrobionego wilka aby zaatakował przybysza. Lecz gdy ten już skakał do ataku, w przybyszu Sathem rozpoznał Teva, więc iluzja zatrzymała się przed nosem Rakszasy, opadła powoli na ziemię i wróciła do swojego stwórcy. Wilkołak korzystając z tego, że sukuba nadal zajęta jest Verionem, podszedł do niego, zmienił się w wilkołaka i nadal utrzymując iluzje zapytał: - Co ty tu robisz?
__________________ Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu! Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek... |
| |
| | #217 |
![]() | Gdy już miał pobawić się w kotka i myszkę z Charlotte wpadł między nich Wilk. Sathem swoim cielskiem odepchnął Anioła od Sukkuby i zaatakował ją. W tym samym czasie ubrania opętańca zajęły się ogniem. Thomas wyciągnął Żywy Ogień i klingą przeleciał po ubrani tak, że ogień został wchłonięty do ostrza. Już miał odwdzięczyć się za próbę spalenia jego nowego wdzianka gdy ni z tond ni zowąd wpadł Verion i zaczął zabawę z Charlotte. No cóż... Widać dziewczyna zrobiła coś czego nie powinna. -...Całuj...! - usłyszał i spojrzał na parę chaotów. Kihara Riona trzymał rękę w stronę dziewczyny tak jak to Senior do swego Wasala. Sukkub przez chwilę się wahał lecz zaraz łapczywie zaczęła go całować aż po sam łokieć. Anioł spojrzał na nią ni to z litością ni to z pogardą... No cóż... Nie każdy jest taki jak on... Thomas by się postawił, chociaż wie, że byłby na straconej pozycji. - Czas się odwdzięczyć. - mruknął do siebie, przenosząc swój wzrok na pieska... Rozmył się. Po chwili każda jego kopia została kopnięta z ogromną siłą w okolice żeber tak, by lotem koszącym wylądować gdzieś za Wilkołakiem i Koteckiem, który właśnie się zjawił. Gdy każda marna kopia znalazła się na swoim miejscu Anioł zjawia się jakieś dwa metry przed dwoma Panami i stawia za sobą ścianę, by nikt im nie przeszkadzał. Kolejnym jego krokiem była przeszycie każdej kopi Sathema Żywym Ogniem, by wchłonąć ich paliwo - płomień. Gdy to wszystkie pieski przestały istnieć Anioł znów pojawił się na poprzednim miejscu (czyt. w miejscu, z którego stawiał barierę) - Spaliłeś mi ubranie... - mruknął wściekły. W jego oczach dało się dostrzec rządzę mordu. Spojrzał głęboko w oczy Wilka. - Kotku nie wtrącaj się, jeśli nie chcesz źle skończyć. - mruknął do Tev'a. Sięgnął za plecy, wyciągając Ostrze Upadłych, które zaczęło pulsować niebieskim światłem. Chwile później klinga Żywego Ognia pulsowała fioletem. Ostatnio edytowane przez Panda : 01-16-2008 o 21:39. Powód: Waaa, pardon omyłeczka... Thx Black. |
| |
| | #218 |
![]() | Nagle, podczas rozmowy z Tevonrelem, Sathem poczuł, jak od jego umysłu odłączają się kolejne połączenia. Szybko odwrócił głowę. Zdążył zobaczyć, jak Anioł wchłania mieczem ostatnią z jego iluzji. Gdy stanął przed nim, wymamrotał: - Spalieś mi ubranie... - Więc ciesz się, że nie spaliłem ci niczego więcej... – odwarknął Sathem – Na przykład włosów.... – głowa Sathema zaczęła płonąć – albo że ci skrzydełek nie przysmoliłem – całe plecy wilka stanęły w ogniu – albo reszty twoich ubrań nie spaliłem.... – wilk zamienił się w wielki płomień – albo nie przysmażyłem twojej „kochanki” – ostatnie słowo zaakcentował pogardliwie. - Więc zanim poczynisz zbyt pochopny krok – pomyśl dwa razy, gdyż może to się odbić nie tylko na moim lub twoim zdrowiu. Radzę ci to przemyśleć. Wilk wiedział, że dyplomacja w tym wypadku nie odniesie większego skutku, lecz chciał rozzłościć przeciwnika do granic możliwości.
__________________ Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu! Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek... |
| |
| | #219 |
![]() | Przeklęta moc oka światła – w jaki sposób mogła ona pomóc Genghiemu w takiej chwili? Bolesne uczucie przeszywania całego jestestwa przez miliardy drobnych cząsteczek bieli, świadomość zbliżającej się zagłady całego jego jestestwa i tylko jedna myśl, uparcie kołacząca się wśród bólu. ,,Nie pozwolę się zabić, zbyt wiele osiągnąłem”. Część jego ludzkiej natury żałowała swoich towarzyszy i przez tą lukę światło uderzyło go najboleśniej, zwracając jego żal i litość przeciwko niemu samemu. Był słaby, dopóki pozwalał choć szczątkowym swoim uczuciom istnieć. Mimo tak wielu zmian zachował swoje dawne ciało jako coś w rodzaju pamiątki po tym, kim był dawniej. Jednak… już go nie potrzebował. Musiał odrzucić swoje dawne ciało, a wraz z nim swoje dawne słabości. Wezwał do siebie chimerę i nakazał jej chłonąć chaos, aż przybrała formę dużego, czarnego kruka. Swoje ciało również zmieniał – z twarzy zniknął mu cały zarost, ubrania z czerwonych stały się fioletowe, a na plecach pojawiły mu się czarne, pierzaste skrzydła. Źrenice oczu zmniejszyły mu się do normalnych rozmiarów a oczy przybrały ciemnofioletową barwę. Skoro zamierzał być stwórcą i równie daleko jak sięgnął Shabranigdo, stworzyć chaos tam, gdzie jemu się nie udało musiał odrzucić w sobie wszystko, co słabe lub niepotrzebne. A jedną z jego słabości była tamta drużyna. Nadeszła pora by dokonać selekcji – zadecydować, komu pozwolić przeżyć a kto musi zginąć. Ci, którzy zdecydują się stanąć po jego stronie odnajdą swoje miejsce w nieuchronnym, nowym porządku. Ci, którzy mu się sprzeciwią… Odnajdą swoje miejsce w grobie. Świat musi zostać zburzony i odbudowany od nowa z pomocą chaosu, gdyż w przeciwnym razie wszechprzenikająca biel zawsze będzie w przewadze. Almanakh… to ona go unicestwiła tą potężną bielą, pokazując mu że nie toleruje chaosu. W takim razie jedyną drogą ku stworzeniu świata idealnego było unicestwienie jej, co było raczej poza jego możliwościami – najpierw musiałby pokonać jej strażnika, Veriona, a z nim tymczasem mieli wspólne interesy. Choć z drugiej strony… Verion służył jeszcze komuś, poza nią. Jego realną szansą było doprowadzenie do konfliktu między tymi dwoma stronami i zmuszenie Veriona do wyboru. Albo stanie po którejś stronie albo zagubiony stanie obok konfliktu, a wtedy Almanakh zostanie unicestwiona. Plan jego działań nie był taki trudny, choć tymczasowo musiał odłożyć go w czasie. Skazić żywioły by dostąpić mocy, wynieść pięć demonów do rangi skazicieli i wspólnymi siłami zająć ten świat dla wszechpotężnego chaosu. Kwestia Ritha… Był jego ojcem stworzycielem, jego mistrzem, jego wrogiem i najbardziej znienawidzoną osobą. Jednak teraz, zwarzywszy na okoliczności nienawiść nie miała nic do rzeczy – jakby nie patrzeć był on silnym demonem, a w tym świecie, gdzie chaosu jest tak niewiele każda pomoc się liczy. Zabijanie go nie miało większego sensu, chyba że odrzuci jego propozycję. Potrzebował kandydatów na skazicieli – trzech wystarczająco godnych już znalazł, brakowało mu jeszcze dwóch. Jednego miał zamiar przeciągnąć przez bramy, a na miejsce ostatniego Rith pasowałby jak znalazł. Nie powinien odrzucić takiej szansy, zwłaszcza że najpewniej szczerze nienawidził Veriona i szansa zdobycia większej siły by się na nim zemścić powinna go skusić. Zemsta była rzeczą ludzką, a ten kto chce stać ponad ludźmi musi wyrzec się swego człowieczeństwa. Po drugie ta świątynia – zdjęcie z niej klątwy było mu nie na rękę. Przydałoby się siedlisko w świecie materialnym, a klątwa skutecznie chroniła przed intruzami. Może i stał jedną nogą po drugiej stronie, może i tak naprawdę był unicestwiony – ale nie mógł zostawić samych Thomasa i Charlotte, dzieci chaosu na pastwę tych białych barbarzyńców, którzy w strachu usiłowali niszczyć wszystko, czego nie rozumieli. Wbrew temu, co powszechnie było przyjęte żeby usprawiedliwiać okrucieństwo bieli chaos rzadko bywał agresorem – zwykle działał w obronie własnej. Czy ktoś kiedyś słyszał, by nie sprowokowane demony zaatakowały siedzibę paladynów? Być może zdarzył się jeden taki incydent, ale nigdy o nim nie słyszał. A ile demonów zginęło tylko za to, że byli inni od ludzi? Czy ci wszyscy nędzni słudzy bieli aż tak zazdroszczą tego, że chaos daje moc nie ograniczając jednocześnie? Z tego, co powiedział mu Verion powinien po cichu tworzyć chaos tak, by nie zwracać na siebie uwagi, zawsze chowając się jak tchórz. Ta taktyka mogła być dobra na samym początku, gdy chaosu jest jeszcze tak mało ale nie miał zamiaru chować się dalej, jeśli zaistnieje choć cień szansy na to, że zdołają pokonać biel. Świat, choć nic na to nie wskazywało zmierzał ku wojnie, którą zamierzał wygrać. Szczerze cieszyło go, że po raz pierwszy nie jest sam, że ma kogoś po swojej stronie. Skoro już teraz przyłączył się do jego sprawy anioł, oznaczało to że jest na dobrej drodze ku zwycięstwu. Nie był pewien, czy nie był to jego własny, zły wpływ ale był on dowodem na to, że nie wszystkie stworzenia bieli są ostatnimi głupcami – skoro jeden ich zatwardziały przedstawiciel przyjął do siebie chaos być może inni pójdą za jego przykładem? W czasie, gdy jego ciało zmieniało się, w myślach analizował kto z jego towarzyszy może brać udział w nadejściu nowego porządku. Thomasa początkowo uważał za wroga, którego musi unieszkodliwić, gdyż w krytycznej chwili mógłby namieszać, ale ten ku jego zaskoczeniu przeszedł na jego stronę. On też miał być jednym z pierwszych w nowym porządku, jemu miał zamiar oddać jeden z żywiołów. Charlotte była jego naturalnym sprzymierzeńcem i choć była demonem trochę innego rodzaju wiedział, że jej także nowy porządek będzie odpowiadał. Jej również, jeśli się zgodzi miał zamiar powierzyć jeden z żywiołów. Sathem był dla niego obcy – nie przeciwstawił mu się otwarcie, ani otwarcie mu nie sprzyjał. Szaleństwo i wściekłość Teva przypominały mu trochę dawnego siebie i on mógłby stanąć po jego stronie, ale tymczasem również był dla niego obcy. Waldorff był neutralny a Astaroth prawdę mówiąc za jego spokój i opanowanie darzył go sympatią. Kejsi mimo swojego zapału w służbie bieli raczej nie stanęłaby otwarcie przeciw nim, ale mimo wszystko nikogo nie można ignorować i lepiej uważać na wszystkich. Więc tylko Genghi sam zdecydował po której stronie stanąć, świadomie lub nie wzywając pomoc stworzyciela chimer. On był wrogiem, którego należało zabić, lub przynajmniej porządnie okaleczyć Almanakh, stwórczyni chimer… Zaraz, zaraz. Przypomniały mu się słowa Kejsi, mówiącej o stwórcach. Taaak, bo było to. Przypomniał sobie imię tej, która stworzyła ludzi z pierwiastkiem chaosu. Khemetra. Ona mogła być tą, po której stronie stał Verion i być może udałoby się nakłonić ją do współpracy – w końcu, skoro obdarowała ludzi tą iskrą istniała szansa że będzie sprzyjała chaosowi. Jej odnalezienie najpewniej nie będzie proste, ale jeśli jest choć szansa, należy z niej korzystać. Być może jego zamiary były straszne lub okrutne w rozumieniu tych, którzy nie potrafili wyzwolić swoich myśli, ale był gotowy przyjąć odpowiedzialność za wszystko, co robił w imię chaosu. ,,Pierwsza, najważniejsza i najbardziej dalekosiężna decyzja jaką musi podjąć dowódca, to decyzja o rodzaju wojny jaką będzie prowadził” Skoro sam nie był w stanie mierzyć się z takimi siłami, a przy próbie konfrontacji zostałby zniszczony zanim zdążyłby się spostrzec musiał znaleźć siłę równorzędną i przy jej pomocy zwyciężyć. Teraz pozostawało wrócić do świątyni i zabezpieczyć ją. Może i był chwilowo osłabiony, ale to i tak niczego nie zmieniało – nie na darmo tyle czasu spędził jako Legion by teraz nie móc poradzić sobie w najgorszej nawet sytuacji. Przeniósł się więc do świątyni, stając plecami do pleców Thomasa. Był pewien, że anioł dzięki mocy jaką został obdarowany poradzi sobie bez problemu w walce, ale tyły na wszelki wypadek mógł mu ubezpieczać, a w razie czego również zaatakować przeciwnika używając łańcucha.
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny Ostatnio edytowane przez Blacker : 01-17-2008 o 15:20. |
| |
| | #220 |
![]() | Tevonrel patrzył, chichocząc, jak Charlotte całuje rękę Veriona, przechodząc coraz wyżej. Ciekaw był reakcji wściekłego Demona, ale nagle pojawił się Sathem. -Co ty tu robisz?-zapytał. -A nie widać? Stoję i patrzę jak górę bierze wasz kretynizm. Przypominam o plamach Sierściuch, a ty wolisz bawić się w berka. Tak jak inni, z resztą...-powiedział zgryźliwie. -Nie ważne, trzeba zająć się tym, czym powinniśmy, czyli...-nie dokończył, gdyż pojawił się Thomas, co zirytowało Tevonrela. -Spaliłeś mi ubranie...-zaczął Aniołodemon. -Więc ciesz się, że nie spaliłem ci niczego więcej... Na przykład włosów... albo że ci skrzydełek nie przysmoliłem albo reszty twoich ubrań nie spaliłem... albo nie przysmażyłem twojej „kochanki”. Więc zanim poczynisz zbyt pochopny krok – pomyśl dwa razy, gdyż może to się odbić nie tylko na moim lub twoim zdrowiu. Radzę ci to przemyśleć-mówił, zaczynając płonąć. Rakszasa postanowił się nie mieszać, do czasu, i popatrzeć na głupotę dwóch stworzeń, chichrając się do rozpuku. Już zaczął chichotać, ale mina zrzedła mu po kolejnej wypowiedzi Thomasa: -Kotku nie wtrącaj się, jeśli nie chcesz źle skończyć-po tych słowach śmiech spełzł po twarzy, przybierając wyraz wściekłości, ale opanował to, z trudem, ale opanował. -I rzekł Savil: Tchórzliwy ten, który wyrzeka się przekonań w swym świecie na rzecz przekonania, które wydaje się mu silniejsze. Rozumiesz aluzję ANIELE-wywarczał, specjalnie kładąc nacisk na ostatnie słowo. -To jest świat bieli i tej bieli się w niej wyrzekłeś na rzecz słabszego, tutaj, chaosu. Jak inaczej to można nazwać? Gardzę takimi decyzjami-prychnął pogardliwie. -I rzekł Savil: Nigdy nie obrażaj Rakszasy, nie wiedząc CZYM jest to stworzenie, a gdy już popełnisz ten błąd, uważaj na swoje plecy. Zapamiętaj, nigdy nie obrażaj Rakszasy. Teraz już wiesz, więc bądź pewien, że kolejnej zniewagi płazem nie puszczę. Poza tym, jestem Tevonrel, nie koteczek, którego możesz pogłaskać. Ten kotek może ci najwyżej rękę obciąć. Masz jakąś sprawę do Futrzaka? Zaczekaj w kolejce, bo ja byłem pierwszy. Jak ja załatwię swoją sprawę z nim, będziesz mógł się z nim bawić ile chcesz, a teraz idziemy-warczał cały czas. -I rzekł Savil: Do wszystkiego jest prawo pierwszeństwa, które respektować należy-rzekł, odchodząc. -Sathem, chodź, pomożesz mi-powiedział. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 563 | 11-14-2007 11:52 |
| Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 1012 | 11-14-2007 11:49 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 11:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 70 | 03-23-2007 21:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 550 | 03-23-2007 20:59 |