Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-14-2008, 22:01   #381
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Tevonrel patrzył znudzonym wzrokiem na nieskuteczne zaklęcie Thomasa i samego Anioła, po czym odezwała się Kejsi.
-Waldorff ma rację! Rozumiem, żeby kłócić się z chaotami! Ale żeby Biali kłócili się między sobą!? Tev, jak możesz wyzywać Genghiego tylko dlatego, że jest...no... niższy od ciebie!? Wstydziłbyś się, a fe! O co wam właściwie chodzi!? O CO SIĘ KŁÓCICIE!? Teeev, moc tej świątyni źle na ciebie wpłynęła, wyzbądź się niej i pozwól najwyższemu Światłu oczyścić twe myśli! To przecież Genghi, Taki Jak Ty, a to Tev, nasz przyjaciel, a nasz wróg jest tam, w mieście, w mieście, tam!!! Chaos was zaślepił, zaślepił, ohydny! Wróg jest taaaaam, tam, tam, tam!!!...-mówiła Kotka, ale w pewnym momencie Rakszasa przestał słuchać, bo właśnie wzbierała w nim furia, która w pewnej części wyszła z Tygrysa ze słowami.
-NIE JESTEM CHIMERĄ!!! NIE JESTEM BIAŁY!!! NIE NALEŻĘ DO TYCH, KTÓRZY WYZNAJĄ BIEL!!! NIC MNIE NIE OBCHODZI ALMANAKH I CAŁY LAVENDER, DOPÓKI NIE CHCĄ ZE MNĄ ZAWSZEĆ SOJUSZU!!! ZWOŁAJ ICH TU, TO WTEDY Z NIMI POGADAM I MOŻE PRZEJDĘ NA STRONĘ BIELI!!! NA RAZIE NIE WIDZIAŁEM ICH ANI RAZU, A VERIONA WIDZIAŁEM!!! ZWOŁAJ ICH TO UWIERZĘ, ŻE ISTNIEJĄ I POGADAM Z NIMI!!!
ALMANAKH!!! SŁYSZYSZ MNIE?! PRZYŁAŹ TUTAJ, BO CHCĘ POGADAĆ, ROZUMIESZ?! PRZYŁAŹ TUTAAAJ!!!
TO SAMO TY, LAVENDERZE!!! JUŻ MI TU NATYCHMIAST!!!
WIDZISZ, NIE PRZYSZLI, NIE MA ICH!!!
-darł się na chimerę, całkowicie ignorując Gnoma i jego tandetną podróbkę Asetha.
Odetchnął głęboko, ale dalej ignorował Nekromantę, gdyż tamten zaczął go wybitnie nudzić.
-Papa Gnomie-warknął, nie odwracając się nawet do niego.

~Co ty się tak wściekasz?-zapytał Ravist.
~Zamknij się. Dyplomata się znalazł. A kto niby zabrał głos podczas wyzywania knypka?!-warknął do Półelfa, a ten zaśmiał się cicho.
~Ale to tylko trochę. To ty darłeś się wniebogłosy.
~No i? To ty chciałeś z niego zrobić podnóżek.
~Uspokój się, opanuj emocje-rzekł pojednawczo Ravist.
~Zamknij się wreszcie, bo cię uduszę-warknął ponownie.
~Dobrze już dobrze, niech ci będzie, moja wina, ale przyznaj, że ty też trochę namieszałeś. No, może więcej niż trochę-uśmiechnął się zadziornie Półelf.
~Ja powiedziałem tylko prawdę.
~Bolesną.
~Co z tego, prawdziwą...
~Prawdziwa prawda... Językoznawca-odgryzł się Ravist.
~Mam cię dość-warknął Tev, wracając do rzeczywistości.

Tev zobaczył, że pozostali oddalają się.
~Idź za nimi-odezwał się Ravist w jego głowie.
~Odkrywca-odwarknął Tygrys, ruszając za pozostałymi, do których dobiegł kilkoma skokami.
Po jakimś czasie znowu zobaczył Ditrojid.
~Jak mogłeś nie zapamiętać takiego architektonicznego cuda?-wypytywał Ravist.
~Oj, zamknij się wreszcie!-wrzasnął w swojej głowie Tev.
~Zobacz, chyba miasto nie jest w czasie pokoju-stwierdził ponuro Ravist ignorując wrzaski Tevonrela.
~Chyba nie, ale zerknij sobie w moją pamięć.
~W naszą pamięć. Już zajrzałem. Bardzo ładne miasto-oboje patrzyli na coś, co wyglądało jak Gryfy z ich świata, ale Ravist wiedział, że nie może nimi być, ponieważ oni byli mylnie nazywani chimerami, pomimo tylu uwag.
Były też smoki wykonujące dziwne manewry.
Nagle coś wynurzyło się z lasu od strony jeziora i zaatakowało rybaka.
~Myślę, że lodowe dyski powinny tu pomóc-rzekł Ravist wyciągając Tygrysią dłoń do przodu.
~Nic nie będziesz wysyłał-burknął Tev, opuszczając rękę i wpatrując się w ataki Gryfów i innych oddziałów.
-Ork, żołnierzyki, Gryfiki i inne badziewia, schylić się! Uwaga, bo leci fala!-wrzasnął, nabierając pełne płuca powietrza, nasycając furią, po czym zabarwił ryk na fioletowo i wypuścił gwałtownie powietrze, celując w Demona, co powinno go zranić, gdyż oprócz chaosu, który nie działał, nie pomagając Demonowi, była również duże część Bieli, która była w tym wypadku jak najbardziej aktywna.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Reklama
Stary 02-14-2008, 23:11   #382
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Elf podniósł brew, gdy ujrzał, że tygrys przeżywa walkę ze swoją drugą jaźnią. Wyglądało to nieprzymierzając zabawnie, więc Morcruchus postanowił zaczekać i przyjrzeć się. Wiedział co za chwilę nastąpi, oczywiście Tev wyładował swoją złość wrzeszcząc na nekromantę i używając na niego specjalnie słowa "gnom", co było przejawem chęci zakończenia dyskusji, która wynikała z totalnej bezsilności. "Ha...!"

Tygrys mruknął coś do niego, a nekromanta tego nie usłyszał bowiem nie chciał usłyszeć, rakszasa minął go. Nekromanta zamrugał zaczepnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, gdy ten przechodził obok, nie widział powodów do dalszej sprzeczki, więc warknął tylko:

- Jeszcze z tobą nie skończyłem, serdeńko.

Ruszył za nim zamiatając nowym ubraniem, wzbijając niewielką chmurę kurzu. Podążał przez jakiś czas w niewielkim dystansie od grupy, lecz gdy wkroczyli na zielone połoniny dołączył do reszty i powiedział słodkim głosem:

- Byłoby tu jeszcze piękniej gdyby tutejsi nie przywiązywali takiej wagi do infrastruktury - wskazał lekkim ruchem na zabudowania i mrugnął do Kejsi przyjaźnie, po czym przeniósł wzrok na Sathema, a kiedy ich spojrzenia się zetknęły złowrogo błysnął okiem.

Zmienił się po zmianie postaci nie do poznania. Uwięziony Morcruchus, sceptyczny, wyrachowany, oziębły i ziejący nienawiścią do swych dawnych wrogów zmienił się w Morcruchusa, którym zawsze był przed wypadkiem, podstępnego i dwulicowego, ale kierującego się również emocjami i działającego pod wpływem impulsów, skłonnego do zabawy, nawet tej niegrzecznej, której będąc zamkniętym w umyśle gnoma pewnie by się powstydził. Jednak czuł się znowu sobą i chwytał to co z życia najlepsze. Przynajmniej dla niego...

Na horyzoncie pojawiło się miasto. Uśmiechnął się. Już się zaczęło. Kiedy weszli do miasta, rozeznał się w sytuacji. Z niesmakiem dojrzał grupę "braci" zakonnych Genghinkazzona von Armeshplausta, nie mogli robić zbyt wielu problemów, ale ich obecność przeszkadzała Morcruchusowi w błogostanie, który ten osiągnął po zmianie ciała. Postanowił się nie mieszać do walki, więc kiedy Tevonrel zaczął wrzeszczeć nekromanta wycofał się na przedmieścia Ditrojid. Skupił energię w prawej dłoni i spowodował eksplozję drzwi w najbliższym budynku. Wszedł do pustego domostwa. Usiadł skupiony na podłodze i zamknął oczy.

" Rozpoczęło się. Dzięki twojej pomocy znów jestem sobą, czas spłacić mój dług wobec Ciebie... Czego oczekujesz ? "
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 02-15-2008 o 06:58.
Mijikai jest offline  
Stary 02-15-2008, 13:00   #383
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
Charlotte wygodnie zasiadła na miękkiej i soczysto zielonej trawie nad strumykiem. W jej głowie nie szumiała kłótnia odbywająca się między towarzyszami podróży. Nie słyszała także skrzeków Kejsi, ani nawet nowego przybysza. Nie słyszała niczego poza szumem wiatru, kołysaniem się traw, gałęzi, liści. Nie dostrzegała również niczego poza oddalającym się pejzażem. Cały świat stał się dla niej obcy. Znów popadła w arystokratyczną zadumę, dostrzegała tylko piękno natury, tak jak kiedyś. W głowie brzmiała jej jedyna pieść, którą zawsze nuciła, za którą została uznana za wybitnie uzdolnioną. Wszyscy zawsze powtarzali, że ma talent artystyczny, zaś ona sama nie miała zamiaru przeczyć. Była kiedyś arogancka i zadufana w sobie. Wiele cech z dawnych lat zostało jej do dziś, a w tym miejscu zaczęły się uwydatniać na nowo. Spojrzała na swoją zniszczoną suknię, którą niegdyś tak bardzo kochała i każde nowe podarcie zaszczycała swoją rozpaczą i łzami niezadowolenia. Teraz zaś, po tylu przejściach, podarć jest coraz więcej. Postanowiła, że musi coś w sobie zmienić, ale będą to tylko zmiany zewnętrzne. Czuła się dziwnie mając w sobie odrobinę bieli. Zapewne miało to związek z jej świadomym niepokojem.
Charlotte nieświadomie bawiła się długimi i szczupłymi palcami swoich zgrabnych dłoni gdy niespodziewanie poczuła męski uścisk na nadgarstku. Siła, o której na razie nie miała pojęcia, pociągnęła ją tak mocno, że dziewczyna momentalnie wstała na równe nogi. Gdzieś mignęła jej rozbawiona twarz Anioła gdy nagle ręka, która pociągnęła ją ku górze z niesłychaną pewnością targnęła nią jak pluszowym misiem i wrzuciła do wody.
Dziewczyna wynurzyła się mając rude włosy na całej twarzy. Zagotowała się ze złości i wydawać by się mogło, że zaraz wybuchnie i zacznie bić pięściami tafle wody, albo co gorsza połamie i skrzywdzi biedną trzcinę (która, jakby nie było, nikomu nie zawiniła), jednak zamiast tego zaczęła się śmiać. Jej pełen uroku i elegancji śmiech, całkowicie szczery, świadczył o poprawie humoru Charlotte. Co prawda nie miała ona ochoty na kąpiel, ale gest Thomasa, mimo iż dość brutalny, wydał jej się pocieszający. O dziwo ktoś zainteresował się nią i chciał pomóc.

- Nie wiem jak Ty, Thomasie, ale ja wychodzę. Przez Ciebie wyglądam gorzej niż Kejsi, a to godzi w moją godność - rzekła stanowczo acz z rozbawieniem i zaczęła wychodzić z wody. Spojrzała na swoje przemoczone ubranie i . . . włosy. Rude, proste...mokre. Zgroza!
I suknia! Na twarzy dziewczyny wymalowała się rozpacz i niesmak, choć szybko przerodziły się w całkowitą radość. Gdzieś w głębi, pomimo utraty "ludzkości" czuła miłe ciepło. Ułożyła, jak najlepiej potrafiła, swoje mokre włosy.
Gdy pomału wychodziła z wody, Anioł objął ją w talii i silnym ramieniem przyciągnął do siebie. Złożył czuły pocałunek na jej karku i dłonią zsunął materiał sukni zasłaniający jej blade ramię. Odwróciła się do niego przodem chcąc zaprotestować. Rozwarła lekko usta by wydobyć z siebie sensowną wymówkę jednak jego wskazujący palec delikatnie pieszcząc nosek zjechał do samych ust zabraniając im przemawiać. Wydała z siebie nieme westchnienie gdy jego druga dłoń wplątała swe palce w jej mokre włosy z tyłu głowy. Dziewczyna dopiero teraz zatęskniła za swoją ludzkością. Demony nic nie czują, była tego pewna do czasu gdy usta Thomasa nie obdarowały jej ust delikatnym pocałunkiem, który jak pachnący płatek róży swobodnie i nadzwyczaj delikatnie łaskotały teraz jej szyję, a potem dekolt, zsuwając się coraz niżej i w zdobytych już miejscach zostawiając wilgotny, słodki ślad. Trudno było jej pojąć jego zachowanie, a zachowywał się tak jakby czegoś pragnął od samej Charlotte, jednak ona nie mogła wychwycić tego tajemniczego błysku, iskrzącego się zalotnie w jego oczach. Co prawda często miała sposobność patrzenia prosto w jego oczy, jednak były one bez wyrazu. Zimne, obojętne...sam ich wyraz często przeczył jego słowom i uśmiechowi. Dziewczyna nie zdała sobie sprawy, że stoi w nie dość głębokiej wodzie z prawie nagim Aniołem i nie wiedziała nawet co tak naprawdę tu robi. Jednak co można robić z mężczyzną...nagim w dodatku? Właśnie dziś Charlotte stroniła od erotyzmu jaki zawsze targał jej demonizmem. Owy demonizm miał zawsze władzę nad człowieczeństwem, dominował i był na szczycie. Teraz, gdy na przeciwko demonizmowi stanęła w pewnym stopniu "anielskość", Charlotte trudno było poddać się jednemu z nich, dlatego też połówki dusz toczyły wewnątrz niej walkę. Tę bitwę wygrała anielskość, jednak dziewczyna była pewna, że wojnę wygra jej przeciwieństwo. Tym bardziej, że zawsze gdy widziała Kejsi, wzbierała się w niej złość i miała ochotę rozszarpać tą kotkę na małe strzępki, zamknąć ją w puszce i przykleić etykietkę "Przeterminowany Whiskas". Sathem też przyprawiał ją o mdłości. Ciągle latał za tą swoją kotką i zamiast porządnej kopulacji . . .
Thomas zsunął z ramion Charlotte suknię, jednak dziewczyna nie zdała sobie nawet z tego sprawy. Nie wiedziała kiedy i jak to się stało. Verion miał rację, że wszystko co miała dawało jej człowieczeństwo. Niczego jej nie nauczył, a po paru latach zaczyna się wymądrzać, że powinna wiedzieć to i powinna wiedzieć tamto. Nadęty burak. - pomyślała z oburzeniem
- Charlotte. . . ? - usłyszała głos Thomasa- Charlotte słyszysz mnie w ogóle? - dziewczyna otrząsnęła się i tuż przed sobą ujrzała roziskrzone oczy Thomasa. Był nad nią lekko pochylony. Odruchowo chciała dać krok w tył ale jakoś zaplątała się i upadła do tyłu. Chcąc się czegoś złapać chwyciła mężczyznę w objęcia i pociągnęła go za sobą. Anioł przywarł czule do jej ust, a ona zatopiła się w długim i namiętnym pocałunku.

Gdy wyszli na brzeg byli cali mokrzy. Thomas miał o tyle dobrze, że jego ubrania były suche, u Charlotte zaś nic nie było suche. Jedyny plus tego wszystkiego był taki, że dziewczyna odzyskały znaczną ilość energii. Podeszła do Thomasa gdy ten stał do niej tyłem i poprawiał właśnie kołnierz swojej białej koszuli. Objęła go wtulając w plecy swe rude włosy.

- Jesteś mokra. - mruknął i chciał się do niej odwrócić jednak dziewczyna wepchnęła go brutalnie do wody. Anioł wylądował w tyłkiem w strumyczku. Miał mokrą znaczną część pleców i cały dół garderoby.

- Ty też. - odpowiedziała zgryźliwie i uniosła się skromnym, arystokratycznym śmiechem.
Planowali teraz iść do miasta. Co prawda jakieś tam demony nie obchodziły ich w ogóle, ale od czegoś trzeba było zacząć. Dziewczyna zaczekała aż Anioł wygramoli się z wody i razem z nim poszła w kierunku miasta. Miała nadzieje nie zobaczyć już Kejsi, tego jak skacze...no, chyba, że miałaby złamać nogę. Na to ewentualnie z łaski swojej mogłaby jeszcze popatrzeć, a wtedy cała przyjemność po jej stronie.
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<

Ostatnio edytowane przez Nami : 02-16-2008 o 15:48.
Nami jest offline  
Stary 02-16-2008, 14:16   #384
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
Kiedy Sathem ocknął, chwilę poleżał, nie otwierając oczu ani nie poruszając się zbytnio. Usłyszał ptasi śpiew.

~~ To nie możliwe... Ptaki NIGDY nie śpiewają... Coś tutaj jest nie tak~~

Pociągnął nosem. Nie poczuł nic oprócz świeżego powietrza. To było bardzo dziwne. Pociągnął jeszcze raz - znów to samo. To Sathemowi nie odpowiadało, więc otworzył oczy i powoli podniósł się na nogi. Zobaczył całą swoją drużynę. Zarówno tych, co chciał zobaczyć, jak i tych, których zobaczyć nie chciał. Jak można było się spodziewać, Tev zaczął obrzucać obelgami pierwszą z brzegu osobę - wypadło na Genghiego. Sathem nie miał zamiaru dołączać się do tej "interesującej dyskusji", więc zaczął otrzepywać się z kurzu i brudu. Tymczasem Kejsi podbiegła do Wilkołaka i "podziękowała" mu za wsparcie w świątyni. Gdyby Sathem nie miał sierści na twarzy, można by było dojrzeć dwa wielkie płomiennie czerwone rumieńce.

- No bo tego... - zaczął się jąkać, spuszczając głowę i robiąc kółka stopą
- Nie ma za co...

Tymczasem w polu widzenia Wilkołaka znalazł się zielony ork. Orkowie zazwyczaj byli nieprzyjaźni, więc Sathem podpalił sobie dłonie. Albo raczej chciał rozpalić, ponieważ nic się nie stało. Kiedy zobaczył, że ork nie ma wrogich intencji, podszedł do niego i podał mu rękę, tak jak zwykle się to robi.

- Jestem Sathem. - powiedział.
Widząc jak Kejsi biegnie za konnym, Sathem krzyknął "Poczekaj!" i puścił się za nią, rzucając się do przodu tak, jakby się potknął. Lecz kto znał Sathema, wiedział, że tak naprawdę zrobił to specjalnie, gdyż chciał się przekształcić w wilka. Kiedy poczuł, że również z tego nic nie będzie, zdążył tylko pomyśleć: "What the..." przed zaoraniem ryjem w glebę.
Szybko wstał, otrząsnął się i pobiegł razem z Waldorffem za Kejsi i jeźdźcem.

Kiedy doszli do miasta, Sathem zaczął przyglądać się gryfom. Nie przejmował się tym, że miasto było podobne do Ditrojid. Zaciekawiły go możliwości takich latających, a za razem dobrych w walce stworzeń. W podziwianiu tych stworzeń przeszkodził mu Tev, przez którego musiał kucnąć. Lecz kiedy tylko fala przeszła nad jego głową, Sathem wstał i pobiegł do przodu ile sił w nogach, szukając po drodze czegoś, co pomogłoby, mu w walce z bestią, jakieś widły, miecz lub cokolwiek innego.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 02-17-2008, 20:23   #385
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Barbak;
Szykujesz się na bitwę. W skupieniu ruszasz w kierunku wroga, licząc na wsparcie Waldorffa, który wygląda na zaprawionego w bojach wojaka.
- Ork, żołnierzyki, Gryfiki i inne badziewia, schylić się! Uwaga, bo leci fala!
Usłyszałeś gromki ryk za plecami, ryk wściekłego tygrysa.

Tev;
Targają tobą rozterki wewnętrzne [i póki co tylko one na szczęścieXD]. Ravist to kawał gadatliwego tygrysa, jak się okazuje. Widok zielonej, opasłej i zębiastej pokraczności nie wzrusza cię specjalnie, demony obserwowane z odległości dalszej, niż sięgają ich paszcze czy szpony zawsze wyglądają na o stokroć mniej niebezpieczne niż są w rzeczywistości.
Fala twojego ryku pomknęła w kierunku chaotycznego dziadostwa i trzasnęła go w jedną z kończyn, pod którą pechowy rybak miał właśnie zakończyć swój żywot. Fala zadziałała niczym włócznia ciśnięta ze spartańską mocą i precyzją, odrywając zielone łapsko od korpusu demona, wybijając go przy tym z równowagi.

Wszyscy; trafiona przez Teva bestia omal nie upadła, podparła się jednak szeroko rozstawionymi łapami, uniosła wykręcony nienaturalnie, ku tyłowi, łeb i rozwarła paszczę, zionąc w nadlatujący szwadron chimer chmurą zielonych oparów. Chimery umknęły na wszystkie strony, parę z nich krztusząc się umknęły chwiejnym lotem ponad miasto. Łucznicy z murów miasta pakują w zielone cielsko strzałę za strzałą, wokół sterczących z demona promieni pojawiają się białe promienie. Raniona bestia rzuca się i wije, bierze rozpęd, uderza łbem o mury. Z hukiem sypnęły w dół kamienie, z wrzaskiem pospadało kilku łuczników.

Sathem; W iście bohaterskim zrywie ruszasz do ataku! Demon jest pod ostrzałem Teva, łuczników, przez most zbliża się oddział wojaków. Szukasz desperacko jakiejś broni, łapiesz kamień... nie, idiotyczne...! Jakiś drąg...? Ważysz w ręku porządny kawał gałęzi... nie no, to jakiś koszmar! W zagubieniu oglądasz się na wojaków zmierzających wrzeszczącym potoczkiem mieczy, włóczni i toporów ku demonowi. Tętent, rżenie koni. Obejrzałeś się, zdumiony.

Wolf Knights by ~jeddibub on deviantART

Dwie wilcze chimery spojrzały na ciebie. Zrozumieliście się bez słów. Jeden z konnych rzucił ci długi sztylet, schwyciłeś go wprawnie.

Stock - Dagger by ~Dan14Stock on deviantART

Popędzili wierzchowce, pognali do walki. Pobiegłeś za nimi ile sił w nogach.

Genghi/Morcruchus;
Dobrze być znowu sobą! Już nie taki niski, nie taki krótkouchy, ruszasz za resztą drużyny.
Demon. Hm, cóż, zdarza się. Ruszasz ku bramom miasta, dumny, dostojnym, zgrabnym elfickim krokiem, kiedy na powitanie wybiega ci tabun dzikusów, ryczących jak chimery głodnych niedźwiedzi z zarzynanymi kojotami. Między okrzykami typu HUUU! i UAAA! słychać czasem „Abazigal!”. Oczywiście żaden z tych narwańców nie przejmuje się twoją skromną elficką osobistością i tym, że chcesz wejść do miasta. Konie z łomotem kopyt przebiegają tuż obok ciebie. Rżenie, jęk zdumienia, ogier w ostatniej chwili odskoczył w bok, spięty przez jeźdźca. Postrzeleniec z toporem trącił cię w bok, przebiegając obok, wrzeszcząc ci nad głową WUUUAAAH!!! Zniesmaczony zachowaniem tubylców, ignorujesz demona i wkraczasz do miasta. Jak na złość wszyscy udają się akurat w przeciwnym kierunku i co chwilę ktoś gnający z mieczem czy toporem omal na ciebie nie wpada, wielce są przy tym zdumieni, że wędrujesz sobie z takim spokojem. Kilku nawet przystanęło, minąwszy cię, i zerkają za tobą podejrzliwie. Mimo to udaje ci się zgubić biegająco-taranująco-rozwrzeszczaną hołotę, znajdujesz sobie kryjówkę i próbujesz porozumieć się z kimś ważnym...

[....]
- CZEGO ZNÓW...?!?!??!!? Aaaa, to ty... Aaaah, to TY!... –głos nagle zdaje się rozradowany. – Witam, jak czujesz się w swoim nowym-starym ciele?
[....]
- Zastanów się. Czy też chcesz żeby Tacy Jak Oni wszystko zepsuli...? Chcesz być znowu malusim wyśmiewanym gnomem, małym inkwizytorkiem i ich ulubionym popychadłem?... – spytał z rozkoszą.

Thomas; po wodnych igraszkach z Charlotte, chwytasz sukkubę na ręce i naginając czasoprzestrzeń ruszasz od niechcenia tropem drużyny. Na miejscu, oceniasz sytuację. Banda Białych broni desperacko miasta przed zielonym demonem. Hm. W skupieniu modelujesz falę fioletowo-bialego wizgu i tworzysz z niego kule energii, która posyłasz na bestię.
Kula zmierza ku celowi z zastraszającą szybkością. Z lekkiego wzniesienia, na którym stoisz widzisz, jak demon rozmywa się na tle zieleni łąki przed murami, kiedy kula uderza w niego. Słychać jego kwik i potężny łomot, kiedy pocisk oderwawszy kawał grzbietu demona pomknął dalej, i huknął w białe mury miasta!
Demon po prostu się otrzepał i materializował znów w pełni, naszpikowany strzałami, podziurawiony białymi plamkami, z wygryzioną przez twój pocisk półokrągłą dziurą na plecach, z białą obwódką. Miasto zaś ma się trochę gorzej.

Genghi/Morcruchus; domem wstrząsnęło i usłyszałeś potworny huk wybuchu z zewnątrz. OO’’

Wszyscy; po ataku Thomasa w murze została spora wyrwa, widać przez nią zgrupowanie zawalonych białych kamienic i panikujących mieszkańców biegających wokół gruzów, rannych na ulicach, do których podbiegają pobratymcy, zbierając ich z ziemi i taszcząc gdzieś.

Kejsi; Ze zgrozą, ale i ogromną dumą odprowadzasz wzrokiem Sathema, który chwycił za broń i ruszył odważnie do walki. Wołasz go, ale twój głos ginie pośród krzyków wojowników, wycia bestii i huków walących się kamieni z rozdartej ściany białego muru. Stwierdzasz, że nie pomożesz jemu i reszcie, nie umiesz walczyć. Klękasz, zamykasz oczy i modlisz się do Światła za Wojowników.
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 02-17-2008, 22:52   #386
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Tev zaryczał i stał, patrząc na efekty swojego działania.

~Interesujące-mruknął Ravist.
~Zrób tak jeszcze raz, ale tym razem naceluj na łeb. Jeżeli zadziała tak samo jak na łapę to efekt może być interesujący-uśmiechnął się złośliwie, ciągnąc dalej.
~Cicho będziesz?!-warknął Tev.
~Uspokój się-odparł cierpliwie Półelf.
~Zirytuj mnie jeszcze raz to ty oberwiesz.
~Ciekawe jak... ja to ty, ty to ja... Po co masz krzywdzić siebie-zaśmiał się Ravist, a Tygrys odpowiedział tajemniczym uśmiechem.
~Głowa?-zapytał Tevonrel.
~Nie, lepiej traf w cielsko, bo łbem może łatwo uniknąć ciosu-mruknął po chwili zastanowienia.
~Tak, odkrywca. Jakbym nie chciał tak zrobić zanim się o tym dowiedziałem od ciebie-warknął Rakszasa.

Zobaczyli jak jedna łapa trafiona przez ryk, odrywa się od ciała Demona, który stracił równowagę.
Na ten widok Tygrys zachichotał i rozejrzał się, tocząc rozmowę ze złotym Rakszasą.
Zobaczył pełno chimer i innych stworzeń lecących do ataku.
Za chwilę jakaś kula wystrzeliła w Demona, odrywając kawał grzbietu i trafił w mur rozwalając go.
Rakszasa rozejrzał się i odkrył, że kula ciśnięta została przez Thomasa, którego zmierzył uważnym wzrokiem, ale szybko zaniechał patrzenia, bo bestia jeszcze chodziła.
Szybko nabrał powietrza, nasycając je furią i zabarwiając na fioletowo.

~A wiesz, że możesz przypadkowo trafić innych?-zapytał z rozbawieniem Ravist.
~Ojojoj... Szkoda... Jeżeli są aż tak głupi, żeby atakować wręcz podczas, gdy trwają ataki dystansowe, to ich problem. Jakby coś to oni stracą łby-zachichotał Tev.
~Jest w tym niezaprzeczalna prawda względna.
~Jaka?
~Względna. Dla nas jest to prawdą, bo tak jest wygodniej, ale dla nich już może to nie być prawdą. Rozumiesz?-pouczył Ravist, siadając za biurkiem i zaczynając czytać księgę.
~Tak, jasne-burknął Tygrys.

Gdy tylko zabarwił powietrze, od razu wypuścił je, celując w cielsko Demona. Miał zamiar ryknąć na niego kilka razy aż w końcu gadzina padnie. Chciał powtórzyć ryk kilka razy z zamiarem zabicia Demona.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 02-18-2008, 09:04   #387
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
[...]
- Och, tak, tak, propozycja wydaje się poniekąd kusząca, ale to znaczy, że będę musiał działać sam - odpowiedział Morcruchus.

Klasnął w dłonie z radości. Złożona mu propozycja wydawała się nie do odrzucenia. Fascynujące było to, że jednak opłaciły się te lata czekania, nie poszły na marne. Przez chwilę wyczuwał podstęp, ale szósty zmysł nie podpowiadał mu niczego, więc postanowił wykonać rozkazy, ale je... odpowiednio zmodyfikować. Zawsze był skłonny do tego by wypaczać rozkazy, do których nie był przyzwyczajony. Nauczył się wydawać rozkazy, więc do słcuhania ich odnosił się z dystansem.

Wyszedł na zewnątrz, gdy budynkiem wstrząsnęło coś od podstaw. Przegarnął długie włosy jak zawsze wtedy, gdy myślał. Pociągnął wzrokiem po walczących, w oddali widział Teva, ale to nie jego szukał.

Obojętnie chodził pomiędzy walczącymi, nie wpasowując się w otoczenie ze swoimi nieskazitelnie czystymi, długimi szatami. Szukał jednej osoby. Która była na jego celowniku od dawna.
 
Mijikai jest offline  
Stary 02-18-2008, 10:29   #388
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
** Za plecami zostawili miejsce nad rzeczką oraz Teva i Gengego.
„Nie to już nie Gengi” dwarf w myślach się zmitygował.
Poprawił pas torby i majtając wesoło młotem poprawił krok by utrzymać
tempo za orkiem, Sathem i Kejsi.

Już dawno nie czuł tyle przyjemności z tego, że idzie spokojną drogą i
widzi elfickie krajobrazy. Zmienił się, odkąd pamiętał uczył się czegoś
nowego. To, że nie gdy zamykał się na z góry ustaloną i jedyną prawdę w
przeszłości sprawiło że musiał opuścić miejsce które kochał najbardziej.
Gdzieś na dnie serca nadal miał wbitą zadrę z nazwą Czarna Góra,
sztolnie Thana Germiona. Mimo że ten władca dosłużył się miana
czcigodnego Waldorff nie chciał dłużej tam przebywać. Postanowił, że
poniesie słowo Wiecznego Kowala dalej. Miał w sercu coś, co powodowało,
że Najwyższy Kapłan ze Złotej Groty obdarował go tym młotem. Wtedy
jeszcze nie wiedział, co mają znaczyć słowa. Dzięki tej podróży
znajdziesz nowego wiernego przyjaciela. Pamiętaj jednak! Jesteś kapłanem
i musisz to udowodnić swymi czynami. Tylko w ten sposób będziesz mógł
zmazać swój grzech z duszy i sam sobie przebaczyć.
Teraz już
wiedział o co chodziło, Elishtanowi.

W czasie podróży starał się utrzymywać rozmowę z pozostałymi
towarzyszami. Wiedział z autopsji, że najlepiej na długie mile są
rozmowy i zajęcie uwagi czymś innym. Najgorzej jest podróżować samemu i
w milczeniu.

Z tropieniem miał tyle wspólnego, że wiedział jak trafić w mieście do
najbliższej knajpy i/lub kaplicy. A tutaj natomiast ślady dawały mu
poznać kierunek drogi. Szli do Ditroijd. Poznał jego mury. W gruncie
rzeczy był zadowolony, ponieważ bardzo chciał spocząć i uzupełnić siły i
zapasy. Po za tym był pewien, że biblioteka elfów mogła mu pomóc. Musiał
się dowiedzieć, kim był ten Rith tak naprawdę, gdzie go można znaleźć i
jak zaciukać. Na drużynową wiedzę jakoś nie mógł się zdać od czasu, gdy
każdy szedł spać nie pewny poranka.
**

Pod murami czekało go kolejne zaskoczenie. Ale nie ze strony demonów,
chimer, czy upadłych aniołów. Gorzej ze strony białej części drużyny.
Wszyscy pobiegli na demona nie patrząc, że Tev tłucze pokrakę na
odległość. On sam na pewno nie dożyłby takiego sędziwego wieku gdyby na
lewo i prawo nim szastał i ryzykował. Ale no cóż jest starszy niż Tev i
Barbak razem wzięci ze dwa razy.

Mimo długiej i wyczerpującej podróży ruszył biegiem za orkiem mając
zamiar go osłaniać. Kątem oka zobaczył, że Sathem pobiegł również i to
bezbronni... W jego myślach kotłowały się różne określenia, ale wolał
ich na głos nie wyrażać. Jego młot natomiast używał je i to bardzo
często. Pierwsze ataki przyniosły tylko nieznaczne szkody. Tak, więc
dwarf, gdy tylko dobiegł na odpowiednią odległość przyklekł i zaczął
składać modlitwę przed bitwą. Równocześnie nie chciałby przypadkiem Tev
go strącił. Patrzył, co wyprawiają Sath i Barbak. Był gotowy wkroczyć z
pomocą gdyby, któremuś powinęła się noga. Jednak nie zamierzał się
wtrącać do walki, jeżeli szłoby im dobrze.
 
Vireless jest offline  
Stary 02-18-2008, 15:54   #389
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 55 723
Na drodze do demnona stanął orkowi pewien jegomość... dość dziwnie wyglądający zdawało by się... ale uprzejmy zarazem.

- Jestem Sathem. - powiedział.
- Babrak syn Zerathula.
- ork odpowiedział szybo i już chciał przeprosić, jako że spieszył się do pewnego piekliszcza, demoniszcza ale nie musiał. Sathem wyprzedził jego myśli i sam pobiegł w tym samym kierunku. Wykonał zabawnie przy tym wyglądający pad, ale zasadniczo biegł w dobrym kierunku. Szkoda że bez broni, ale na pewno w dobrym kierunku.

-Ork, żołnierzyki, Gryfiki i inne badziewia, schylić się!

Barbak usłyszał i niemal instynktownie wykonał pad do przody. Gdy to czynił poczuł gorąco na plecach. Nie to było jednak w tej chwili jego zmartwieniem. Zresztą nawet gdyby ogie trafił go teraz i tak by nic nie poczuł. Teraz nic się nie liczyło był tylko on i demon. Jego krew wrzała, serce niczym wielki tłok pompowało adrenalinę po całym ciele. Zanim zdążył zauważyć już nie leżał, już biegł. Skórzane buty wydawały specyficzne łupnięcia charakterystyczne dla zielonych 150kg. przemieszczających się już pełnym sprintem. Nie to było jednak ważne. Ważny był Demon. Demon. Demon.......

Zanim Barbak dobiegł do Demona uchem wychwycił jeszcze postękiwania Waldorfa wiedział, że krasnolud musi być gdzieś za nim.

- Mam nadzieje, że ta wykałaczka, którą nosisz na ramieniu przyda się do czegoś prócz dłubania w zębach.- rzucił ork za siebie. Chciał zagrać na ambicji Dwarfa. Nie ma to tak krasnolud dobrze zmotywowany do walki. A dobrze zmotywowany krasnolud do wnerwiony krasnolud..


Skup się Barbaku, skup. Nie pierdoły w głowie.... Demon.

Barbak przyspieszył już i tak karkołomny bieg. Gdy był w odległości około 30m. Od demona sięgnął do pochew na naramiennikach, i jednym płynnym ruchem posłał w kierunku Demona oba sztylety. Celował w krta , która po tym jak Demon oberwał tym czymś ciepłym była odsłonięta. Nie liczył na nic rewelacyjnego.... ale i tak warto było spróbować. Gdy tylko sztylety opuściły zielone dłonie, zaraz pojawiły się w nich kolejne rękojeści. Rękojeści najlepszych przyjaciół jakich ork miał do tej pory.

Ostrze jednej z nich zatrzymało się pionowo przed zieloną twarzą. A następnie powędrowało na prawo i w dół. To prastary salut, coś czego i tak nie był wart jego przeciwnik, ale przyzwyczajenie było zbyt silne.


Gdy dobiegał do przeciwnika, tupot nóg krasnoluda ustał. Nie wiedzieć czemu nagle przykląkł i zaczął składać modlitwę.

- Zaj...iście *Umiesz liczyć, licz na siebie".
Ork zamłynkował i starł się z Demonem.
 
hollyorc jest offline  
Stary 02-18-2008, 19:19   #390
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Zaskoczona demonica widząc swojego niknącego w oczach towarzysza i słysząc pytania zadane jej przez Astarotha cofnęła się zaskoczona. Być może wystaszyła się że spotka ją los podobny do jej towarzysza lub nie znała odpowiedzi na pytania - w każdym bądź razie z fioletu odpowiedział mu inny głos, ten który rozpoznałby w najgłębszych czeluściach bieli, choćby i w szumie tysięcy anielskich skrzydeł - głos jego stwórcy, Ritha. Fiolet zafalował wypluwając wręcz sylwetkę jego ojca i odrzucając demonicę.

Rith... zmienił się. Nie był już okaleczonym przez Veriona śladem dawnego siebie - teraz promieniowała z niego siła i głupia pewność siebie która kiedyś prawie go zgubiła. Teraz stał przed nim a fiolet szeptał do niego, wręcz łasił się. Był posłuszny jemu. Jednak wzrok Ritha wyrażał zdziwienie i niedowierzanie. I wtedy zaczął mówić. Powiedział mu o wydarzeniach, które nigdy nie istniały. O tym jak zawarli pakt i zabili dwa najpotężniejsze demony. Jak zostało tylko ich dwóch, ojciec i syn pragnący tej samej roli, roli pana i stwórcy oraz o tym, że przez amulet dusz Rith zwyciężył unicestwiając go. Gdy tylko skończył mówić fiolet unieruchomił Astarotha blokując jego zdolności i gdy już był pewny że zostanie unicestwiony pojawił się ratunek - Azmaer, jego pierwszy twór

Dzięki jego zdolnością teleportacji ponownie wylądowali przy strumieniu. Uniknął śmierci, jednak stracił wszystko co osiągnął - jego najgoszy wróg władał jego dziełem a on sam stał się uchodźcą, wygnańcem. Także z Azmaerem nie było najlepiej - przy próbie ratowania najpewniej został ciężko ranny w brzuch a jego rana nie goiła się. Astaroth używając swojego chaosu zasklepił mu ranę, by nie zginął po czym usiadł obok niego na trawie i zagłębił się we własne myśli, część uwagi koncentrując jednak o krok do przodu, by nikt nie zaskoczył go nagłym atakiem.

Było beznadziejnie. Fiolet pod kontrolą wroga, a Verion jedyny który mógł odpowiedzieć na jego pytania nie żyje, zabity zresztą ponoć przez niego samego. Również Valgaav jest martwy, czyli nasępnym pod względem wieku demonem jest... Rith. Od niego uzyskanie odpowiedzi również nie będzie najpewniej możliwe. Najpewniej nigdy nie pozna odpowiedzi na swoje pytania, lecz nie to było najważniejsze. By pokonać Ritha i jego twory potrzebaby mu najpewniej armii a tą nie dysponował. Również Thomas nie mógł skontaktować się ze sferą bieli, więc mogli liczyć tylko na siebie. Nie było nikogo, kto mógłby stanąć po jego stronie. Nikogo... przegrał, jedynym co mu pozostawało to egzystować jako cień, uciekać przed demonami i żyć jako najżałośniejsza z istot...

Zaraz... o czym on do cholery myślał! To niemożliwe by mógł przegrać! Musiał walczyć, walczyć do końca i ze wszystkich sił, nie zważając na poświęcenia i konsekwencje jakich będzie wymagał los. Zwycięży odzyska swój fiolet dla siebie i przywróci chaos taki, jakiego pragnął... chaos żyjący w pokoju, współpracujący ze światem na którego widok tłumy zamiast wzywać pomocy bieli wiwatować będą z radości lub po prostu zniszczyć to co powstało - chaos albo będzie jego, albo będzie niczyj.

Sytuacja również, nawet jeśli wydawała się fatalna miała swoje plusy. Zaskoczenie Ritha sugerowało, że najpewniej inne jego ,,ja" które dokonało tych wszystkich czynów zginęło, a teraz niespodziewanie jego prawdziwe ,,ja" pojawiło się w tym świecie. Dla świadków jego śmierci wygląda to najpewniej jak zmartwychwstanie, a Rith najpewniej jest na granicy obłędu. Również Thomas może być jego atutem, gdyż jego powrotu du życia ten głupiec się nie spodziewa. Khemera i oko światła tajemniczo zniknęły, więc gdyby udało mu się ich odnaleść byłby to kolejny krok do zwycięstwa. Otwarcie bramy i wezwanie zza niej sojusznika w postaci demona uważającego go za zmarłą ukochaną oraz wsparcie Legionu... Choć były niewielkie szanse wciąż istniały! Poza tym dowiódł, że jest potężniejszy od Ritha w każdym względzie - najoczywistszym dowodem tego były konsekwencje polityki wobec haosu. Rith wykorzystywał go tak jak w poprzednim świecie, prowadząc go tą samą drogą do podupadania i nienawiści. Efektem tego jest że przyszło mu walczyć z własnym tworem. A polityka Astarotha? Jego twór oddał prawie własne życie by go chronić. Gdyby każdy z demonów tak traktował swojego stwórcę lub poddanego chaos byłby niezniszczalny. By jednak do tego doprowadzić musiał przygotować się do prawdziwej wojny, a w niej kluczem jest zdobycie sojuszników. Spojrzał na Azmaera obserwując czy jego przyjaciel odzyskuje siły i powiedział

- Dziękuję ci, ocaliłeś mnie. Jestem z ciebie prawdziwie dumny i wiem, że nikt bardziej od ciebie nie zasłużył na to, by żyć. Pamiętaj zatem o moim jedynym rozkazie jaki ci zostawiłem: nie daj się zabić, żyj za wszelką cenę. A teraz odpocznij i odzyskaj siły

Po czym korzystając z teleportacji przeniósł się do miasta, chcąc odnaleść najbliższą katedrę/kwaterę paladynów lub dowolną inną placówkę zajmującą się walką z fioletem
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110