Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-18-2008, 20:37   #391
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Kejsi przyglądała się walce, wciąż się modląc, kiedy nagle usłyszała, że ktoś biegnie ku niej, za jej plecami. A potem skoczył, nie powstrzymując dłużej złośliwego chichotu. Kejsi obróciła się błyskawicznie, to był...!!!
- Mam cię!!! – zawołał z dziką radością.
Zdezorientowana Kejsi wykonała unik, skoczyła i odbiła się od pleców napastnika, lądując na gałęzi drzewa rosnącego obok, napastnik zaś stracił równowagę i padł na trawę.
- Kissi!? – jęknęła zdumiona Kejsi, odwracając się twarzą do niego i zeskakując z gałęzi.
Nie mogła uwierzyć własnym oczom! Myślała, że już nigdy go nie zobaczy, a on niespodziewanie po prostu zjawił się i zaatakował z zasadzki, tak jak miał w zwyczaju czynić, kiedy... kiedy byli razem!

lastinn player

Kissi podniósł się z ziemi i otrzepał się, machając niewinnie do ciebie.
- Co ty tutaj robisz!? – spytała ogłupiała Kejsi.
- Mieszkam tu! Znalazłem tu dom parę miesięcy temu, kiedy wróciłem z Conandoire. Dokonałem tego! – powiedzial w uniesieniu, rozejrzał się podejrzliwie i dodał szeptem. – Udało mi się! Dokonalem tego! Spełniłem swoje marzenie, a teraz znalazłem i ciebie! Zostaniemy razem, Kejsi! – ogłosił radośnie.
To było stwierdzenie, bez pytania o zgodę.
- Jak to zostaniemy razem!? – jęknęła podenerwowana Kejsi.
- Wiem, głupio wyszło, że musiałem wyjechać, kiedy... – przerwał ci niewinnie.
- Nie wyjechałeś, zostawiłeś mnie, zostawiłeś!!! – krzyknęła z wyrzutem i rozpaczą.
- Nie chciałaś jechać ze mną! – zauważył.
- A mimo to pojechałeś, beze mnie, bez! – pisnęła, spuszczając wzrok.
- Kejsi, to było bardzo ważne! – objął cię zachłannie. – To było ważne dla mnie, dla ciebie też, dla nas! Zobaczysz, to jest cudowne! – zapewnił entuzjastycznie. – Podzielę się tym z tobą, tylko z tobą, i będziemy już razem! Już nie wyjadę! Ty też nie – dodał dziwnym tonem.
- Nie chciałam, żebyś tam szedł – wyznała smutnie.
- Ale wszystko dobrze się skończyło! – przerwał ci znów. – Udało mi się! Wróciłem! Będzie jak dawniej, jak miało być, Kejsi! Wszystko się udało! Nie rozumiesz? To odkrycie zmieni świat, nasz świat!
- Ciebie już zmieniło – szepnęła cichutko Kejsi i cofnęła się.
Prychnął drwiąco pod nosem.
- Nie zrozumiesz, póki nie zobaczysz! – wyciągnął do ciebie rękę.
Kejsi nie podeszła bliżej do niego.
- Dlaczego nie cieszysz się, że spełniłem swoje marzenia, nasze marzenia?! – zdumiał się. – Przecież chciałaś żebyśmy byli razem, na zawsze! Teraz będziemy!
- Miałam co innego na myśli, co innego, nie...to! – jęknęła. – Zostawiłeś mnie i tak po prostu odszedłeś do Conandoire!
- Gdyż ty nie miałaś wiary i odwagi, by iść ze mną! Ale to nic, Kejsi! – ruszył ku chimerce.
Kejsi zaczęła się cofać, ale on doskoczył do niej i złapał ją za rękę.
- Nadal cię kocham – szepnął, dziko patrząc w oczy Kejsi. – I podzielę się z tobą tym, co sam zdobyłem!
- Dlaczego opuściłeś Światło? – szepnęła z wyrzutem i szklistymi oczami.
Zaśmiał się krótko, pogardliwie.
- Nie zrobiłem tego!
- Zrobiłeś, zrobiłeś! Nie uszanowałeś odwiecznej woli najczystszej Bieli! Tak nie powinno być, nie powinno, nie! Zacząłeś ulepszać świat, który stworzyło Światło, znienawidziłeś go, zacząłeś go zmieniać, na inny, na swój, na nie-świetlisty, inny, inny! Gdyby Światło chciało, dałoby nam nieś...! – uciszył cię pocałunkiem.
Kejsi z piskiem zdumienia i oburzenia odepchnęła go od siebie. Z niewinnym uśmiechem przyłożył palec do swoich ust, prosząc, byś mówiła ciszej.
- Światło mi na to pozwoliło, pozwoliło mi tego dokonać, nie zabiło mnie, nie zginałem, nie zbłądziłem, znalazłem! Udało mi się, Światło chciało, aby mi się udało! - przekonywał. – I nie ukarało mnie! Jest ze mnie dumne, ty też powinnaś, Kejsi!
- „Światło wskazuje drogę, lecz ci, którzy przymykają oczy na drogowskazy, zbłądzą w mroku!” – zacytowała słowa samej Almanakh z pism.
- Ależ ja bardzo dobrze trafiłem, i ty również! – zapewniał. – Światło przygnało tutaj ciebie i mnie! Szłaś za Światłem, prawda, Kejsi? Za jego wolą!
Zagubiona Kejsi wspomniała świątynię w Ditrojid, gdzie dostała biały kwiat, a ten wskazał jej drogę na pustynię i do świątyni przybycia, skąd znaleźli się tutaj!
- Idź dalej, Kejsi! – uśmiechnął się, wyciągając znów rękę. – Pójdź ze mną.
Kejsi spuściła smętnie wzrok.
- Ja... cieszę się, że spełniłeś swoje marzenie, cieszę się, cieszę, naprawdę, chociaż się martwiłam, ale... ja...
- Co? – zdziwił się.
- Spotkałam... kogoś... – wydukała speszona Kejsi.
Zamrugał ze zdumieniem.
- „Kogoś”?!
- Takich Jak Ja! Przyjaciół, dobrych przyjaciół!
- Tylko „przyjaciół”? – zmarszczył gniewnie brwi.
Kejsi z rumieńcem na twarzy zerknęła kątem oka w kierunku miasta, gdzie pod murami dzielni wojownicy walczyli z demonem. Kissi również tam spojrzał i sapnął z wściekłości.
- ON?!?! – jęknął we wściekłym zdumieniu. – Ten... pies?!?!
- Nie mów tak o nim!!! – krzyknęła oburzona Kejsi. - Ma na imię Sathem!
- Więc to tak?! – syknął. – Wyruszam na koniec świata, abyśmy mogli być wiecznie ze sobą, a ty znajdujesz sobie „najlepszego przyjaciela”?!
- On przynajmniej mnie nie zostawił kiedy go potrzebowałam!
- Nie, to ty mnie zostawiłaś! To ty nie chciałaś iść ze mną, miałaś gdzieś moje... nasze wspólne marzenia!
- Postąpiłeś wbrew woli Światła, postąpiłeś źle, źle, źle!
- A tamten?! Zabija demony, i dlatego jest taki boski i dobry?! Lepszy ode mnie?! W którejś walce on w końcu zginie, Kejsi! MNIE się to NIE może zdarzyć! – szepnął z błyskiem w oku.
- Przynajmniej on walczy za to, co słuszne, słuszne, słuszne!
- Chcesz, żebym zabijał demony?! – zdumiał się. – Dobrze! Będę! – ogłosił uroczyście. – Żaden wyczyn!
- Nie rozumiesz! On to robi, bo kocha Światło i... mnie!
- Ja też cię kocham! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – I zabiję każdego kto... każdego demona! – poprawił się i uśmiechnął czule. –Naprawdę mi na tobie zależy – ujął delikatnie twoją dłoń i pogładził ją. – Każdego dnia, każdej nocy na wyprawie myślałem o tobie, tęskniłem! Może... może nie do końca słusznie postąpiłem... Daj mi szansę, Kejsi! Chcę być z tobą na zawsze, zawsze chciałem!...
Kejsi spojrzała na niego smętnie. Zmienił się, jeszcze bardziej niż wtedy! Ale wciąż był jej przyjacielem i chciała wysłuchać jego historii.
- Długo się nie widzieliśmy... Opowiesz mi co porabiałeś?
- Oczywiście! – ucieszył się.
- Ale teraz moi przyjaciele potrzebują pomocy! Tam jest demon, demon, demon!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Reklama
Stary 02-18-2008, 21:22   #392
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Znalazł ją. Kłóciła się. Z kim ? Nie wiedział, ale zdecydował, że jej rozmówca wygląda śmiesznie i zachichotał nerwowo. Przywrócił się do porządku i przylgnął do ściany. Oczy zwęziły mu się i obserwował. Nie umiał dosłyszeć słów wypowiadanych w rozmowie, ale widział, że chimera jest targana emocjami. Rozdarta na dwie połówki. Wprawnym okiem eksperta ocenił, że chodzi o sprawy sercowe. Zamyślił się i wsparł głowę na ramieniu opartym o ścianę. Niesforna grzywka opadła mu na twarz. Odgarnął ją uśmiechając się do siebie. " Może jeszcze coś zostało z dawnego mnie ? " - odrzucił tą myśl z powątpiewaniem. Wiedział, że niedługo musi ich opuścić, ale. Tak było jedno ale. Rozkazy wypowiedziane przez niego zawierały liczne luki czasowe, które Morcruchus chciał wypełnić czymś pożytecznym. Dla niego.

Usłyszał, że Kejsi się zdenerwowała, wiele razy ją obserwował, ale nigdy jej nie widział w takim stanie. Usłyszał ostatnią wymianę zdań:

- Długo się nie widzieliśmy... Opowiesz mi co porabiałeś ?
- Oczywiście! – ucieszył się nieznajomy.
- Ale teraz moi przyjaciele potrzebują pomocy! Tam jest demon, demon, demon!

Teraz była chwila, którą Morcruchus stanowczo przemyślał, gdyż wszystkie jego działania opierały się na głębokiej analizie i pomyślunku, logice. Z odzyskaną mocą, mógł stawić czoło nawet dwóm rozszalałym demonom, jak ten grasujący teraz po mieście. Robiąc najlepsze wrażenie wszedł w stronę, w którą pokazywała Kejsi. Szaty lśniły na nim leciutko, majestatycznie wzbijając tumany kurzu w kontakcie z ziemią, srebrno-blond włosy powiewały mu na wietrze, a twarz wyrażała całą złośliwość i samozadowolenie jakie nim kierowało:

- Ha...! Masz rację Kejsi, prawdziwy demon jest tutaj ! - wskazał na siebie długim, zgrabnym palcem i roześmiał się złowieszczo.

Z jego prawej ręki wystrzelił, niewielki, chociaż precyzyjnie wymierzony pocisk utkanej z cienia energii w towarzysza chimery. Odrzucony powinien polecieć na około trzy metry i upaść nieprzytomny. Zanim Kejsi zdąży się zorientować co się dzieje miała uderzyć w nią moc, czerpana z wypaczonych pokładów magii gnomiego inkwizytora, pod której wpływem z łatwością zasłabnie, a on razem z nią uda się w stronę najbliższej bramy miasta...
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 02-19-2008 o 07:09.
Mijikai jest offline  
Stary 02-19-2008, 09:10   #393
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Skąd on się tu wziął? To chyba prawdziwy cud, że znów się spotykamy! Bardzo się zmienił, nie był już dawnym, zabawnym, sympatycznym nicponiem, stał się nieustępliwy, władczy, ogarnięty obsesją. Kejsi bardzo chciała usłyszeć jego historię, pomóc przyjacielowi, który tej pomocy potrzebował, choć nie zdawał sobie z tego sprawy być może. Czy coś iskrzyło jeszcze między nimi? Czy w jego pięknych oczach doszukać się mogła jeszcze dawnej miłości? Bardzo się zmienił!
Nagle Kissi z jękiem potoczył się po ziemi, trafiony pociskiem z cieni i zemdlał. Przerażona Kejsi doskoczyła do niego, ale za sekundę sama straciła przytomność.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 02-19-2008, 18:21   #394
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Tev; Kuj żelazo póki gorące, mówią. I jeszcze jeden, i jeszcze raz – fala za falą, na demona! Powietrzne strumienie energii z echem niosącego się za nimi ryku przeszywają powietrze – jedne trafiają w cielsko demona, inne rozbijają się o nieszczęsne mury; to miasto zostało wybudowane przez pokojowe istoty, nie jest przystosowane do oblężeń! Demon zyskał za to parę dziur na wylot, uderzenia falami cisnęły nim o białe mury. Sypnęły lawiny białych cegieł, fiknęło w dół kilku łuczników...

Barbak; ...no tak, taki pożytek z kapłana na polu walki! Klęknął i medytuje! Myśli, że kto tym młotem za niego będzie wymachiwał?!XD
Ciśnięte sztylety wbiły się gładko po same rękojeści w odsłonięte gardło bestii, kiedy ta na kształt wielkiego, tłustego wulkanu ziała zielonymi oparami w krążące nad nią skrzydlate chimery. Z dziur, w których utkwiły ostrza, zaczęła wyciekać zielona maź, a demon przestał ziać oparami; jeden z gryfopodobnych natychmiast zanurkował w dół i pikując wystawił szponiastą łapę, rozorał nią oba złote ślepia po prawej stronie pyska. Chwytasz za dwie ciężkie szable.
Kiedy fale ryku Teva rzucają demonem na prawo i lewo, obijając nim o białe mury, uważając na wielkie, miażdżące łapska podbiegasz i na zasadzie nożyc odcinasz szablami łapkę najbliższą kikutowi, którego odrąbała jedna z fal Teva. Udało się, cielsko z hukiem zaryło na mordę, lecz dźwignęło się ponownie, a ogromne szczęki z trzaskiem kłapnęły tuż przed tobą, kiedy odskoczyłeś. Niewiele myśląc wpakowałeś szablę sztychem w ryj bestii. Z wyciem potrząsnęła łeb, wyrywając ci broń z ręki; szabla została, wbita, stercząc niczym róg. Z ran parują fioletowe kłęby.

Waldorff; Wspierasz walczących... tyle, że duchowo...XD

Sathem; Demon jest już podziurawiony od strzał, od fal ryku Teva, i ma ozdobę na mordzie w postaci szabli Barbaka. Przez most naciera fala wojowników, zaczyna się walka wręcz z pokraką!

Wszyscy; wojacy z miasta przeprowadzają atak! Konni zjawiają się pierwsi – włócznie wbijają się w demoniczne cielsko, chaos odpowiada huknięciem łap o ziemię, wzbudzając coś w stylu fali uderzeniowej – grunt unosi się, na trawie powstaje fałda, jak na wielkim dywanie, i mknie ona ku wojownikom; jednymi cisnęła o mury, innych wraz z końmi wyrzuciła w powietrze, część chlupnęła do wody. W ruch idzie wielki ogon bestii i sam jej łeb, działający niczym taran.

Sathem; wojak przed tobą miał tego pecha, że pawęż nie powstrzymał pchnięcia czubkiem demonicznego łba. Wystrzelony niczym z katapulty, zbrojny przefrunął nad tobą, gdy się schyliłeś. Mogłeś teraz podziwiać głowę zielonej pokraki w całej okazałości, z dwoma wydłubanymi ślepiami. Stwór odwrócił się, próbując dopaść wojaka atakującego z boku; TERAZ! Wskoczyłeś na zielony pysk, chwytając się wbitej weń szabli Barbaka.

Barbak; ...! – uchyliłeś się przed ogonem demona, omal cię nie zmiótł do rzeki. Jeden z konnych miał mniej szczęścia i chlaśnięty ogonem, wypadł siodła, potoczył się po trawie.

Sathem; Na lewo, na prawo, kołysze się łeb bestii. Krótkie łapki są zbyt nieporadne, by cię sięgnąć, ale... nadchodzi ogon! W ostatniej chwili przeskakujesz nad nim. Modlitwy Waldorffa i Kejsi chyba jednak działają!
A MASZ !!!! – lądując wbijasz trzymany oburącz sztylet w czoło bestii, i wieszasz się na nim, próbując rozedrzeć demoniczną mordę. Po sztylecie zostaje długa na za dwa metry, świecąca bielą szrama.

Wszyscy; podziurawiony i pocięty demon zaczyna falować [tak dokładnie to wygląda] i jakby roztapia się, znikając na tle trawy. Szabla Barbaka ląduje w trawie, Sathem ze swym sztyletem stał do końca na cielsku topniejącym niczym śniegowy bałwan w słońcu.
Bilans walki; jeden uśmiercony demon.
Wyrwa w murze. Jeden trup [elfi łucznik zginął pod gruzami muru], trochę rannych.

Astaroth; ratujesz Azmaera oddając dla niego trochę chaosu. Już masz się teleportować, kiedy Azmaer chwyta cię za ramię.
- Astaroth, tu jest bardzo niebezpiecznie. Wojownicy wiedzą już, co to jest demon, wiedzą, jak z tym czymś walczyć. Zauważyłem jednak coś ciekawego... Kiedy Rith przejął władzę nad planem mgieł, zaczął tworzyć demony, a potem wysyła ja dla planu materialnego. Mnie przez długi czas nie pozwalał manifestować się w realnym wymiarze, a kiedy wreszcie zdobyłem na to pozwolenie odkryłem, iż amulety dzieci bieli, jaśniejące w obecności demonicznej energii, nie reagują na mnie! Byłem twoim tworem, nie Ritha! Możliwe, że te amulety nie są przystosowane do wykrywania twojej i mojej energii! Że dzieci bieli nie będą postrzegały cię jako demona – dodał obiecująco. – Rith boi się ciebie – dodał. – Chciał cię zabić. Ileż radości sprawiłoby mu torturowanie cię przez wieczność... lecz on lęka się ciebie, dlatego chciał uśmiercić cię natychmiast kiedy tylko cię ujrzał. Musimy odkryć czym go tak przerażasz. Wspomniał coś o zacieraniu śladów... nie wiem co miał na myśli, spróbuję się dowiedzieć.

Migrujesz.
Whoah! X_X To miejsce aż kipi Bielą i wiarą, a fu X_X

http://nathanielwilliam.deviantart.c...Ruins-56592999

Moc Bieli tak cię tu oślepia, że nie możesz nawet klarownie spojrzeć na mury! Nie masz ochoty włazić do środka, musisz oszczędzać siły. Snujesz się chwilę pod budynkiem - sądząc po posągach, które zauważyłeś jako tako, i po okrzykach paru spóźnialskich wojowników, jest to siedziba zakonu Lorda Abazigala!

Genghi/Morcruchus;
Cóż, wygląda na to, że wizja lepszego bytu roztoczona przez siły wyższe zadziałała i błyskawicznie opracowujesz plan! Twoja niczego-nie-spodziewająca się kocio-ogoniasta ofiara została na niewielkim wzgórzu obok mostu prowadzącego do bram miasta, sama, modląca się. Pechowo, naraz zjawia się jakiś długouchy piękniś z gołym brzuszkiem i dwoma dziwnymi troczkami u gaci XD ni to elf, ni chimera. Traktujesz gada demoniczną energią cieni; padł. Osłabiasz też Kejsi, a kiedy traci przytomność, porywasz na swe elfie ramiona!XD
Oczywiście, trudno nie zauważyć elfa z omdlałą chimerą w ramionach, więc niemal natychmiast przyczepia się do ciebie garstka tubylców, w panice wypytujących co się stało i czy Kejsi jest ranna.
Próbujesz oddalić się z nią w kierunku gór, ale grupka tubylców wlecze się za tobą, przekonując że ranną Kejsi trzeba zabrać do szpitala!
- Dokąd ją zabierasz?! – pytają wciąż.
Ktoś zbiera też nieprzytomnego Kissi, medyk go ogląda.

Barbak, Waldorff, Sathem; Po skończonej bitwie próbujecie rozeznać się w sytuacji. Astaroth nadal nie wrócił, Tev i Thomas pomagali ostrzałem, Charlotte jest z nimi ale nie w głowie jej walki. Ze swojego miejsca, blisko murów i rzeki, nie widzicie Genghiego ani Kejsi. Wojownicy wznoszą zwycięskie okrzyki, po czym zbierają rannych z pola walki i oglądają straty po zburzonym murze.

Tev, Thomas, Charlotte; widzieliście sprzeczkę Kejsi i jakiegoś dziwnego długouchego kogoś, ale bardziej interesował was wtedy demon. Widzicie, że Genghi niesie Kejsi w ramionach, a tubylcy taszczą gdzieś tego długouchego.
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 02-19-2008, 19:24   #395
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Plan oczywiście nie był doskonały. Żadna nowość, nie było planów doskonałych. Gdy, wziął Kejsi na ręce na około niego od razu przyleciała zbieranina, najprzeróżniejszego tałatajstwa - mieszkańcy Ditrojid. Zaczęli od razu wypytywać o jej stan zdrowia i przekonywać go, że trzeba chimerę zabrać do szpitala. Zamierzał spełnić ich oczekiwania. Z miną eksperta zaczął:

- Tak Kejsi jest ranna, gorzej...! - jęknął z udawaną rozpaczą, śmiejąc się w duchu - Ktoś rzucił na nią klątwę ! - oskarżycielsko przejechał po zebranych palcem i dodał - Tu, w Ditrojid jest zdrajca ! Czarnoksiężnik władający mroczną mocą - by dodać sprawie dramatyzmu złapał się za gardło wolną ręką i zrobił minę jakby go duszono, po czym szybko złapał wyślizgującą się Kejsi XD - Wiem jednak, że w Świątyni hen za murami miasta jest ktoś kto może uzdrowić tą kocicę ! Dajcie mi konia, a zabiorę ją jak najprędzej do sanktuarium na pustyni !

Był z siebie zadowolony, że odegrał ładną scenę przed tym naiwnym plebsem, może odrobinę przesadził z ekspresją twarzy, ale nie mógł się powstrzymać. Najprawdopodobniej zaraz, któryś z nich powinien dostarczyć mu środek transportu i będzie mógł opuścić to przeklęte... " O nie, nie, nie, tylko nie oni " - zauważył Thomasa i Charlotte, którzy się mu przyglądali, lecz po chwili oczy mu się zaiskrzyły i powiedział drżącym głosem wskazując sukkubę:

- Macie winnego ! - rzekł z gniewem - Wszyscy widzieliście jak odnosiła się do biednej Kejsi na turnieju ! - pogładził niebieskie włosy chimery i kontynuował - A poza tym ona jest demonicą, parszywą, rozwiązłą i bezwstydną sukkubą ! - tu kropla goryczy musiała się przelać.

Tłum istotnie musiał się w tej chwili rzucić z nowym zapałem na Charlotte, która nie dość, że była chaotką to jeszcze tak potraktowała Kejsi ! " Mwahahaha... Morcruchusie, muszę Ci to przyznać, jesteś geniuszem..." W tej chwili natomiast zamierzał się wymknąć i znaleść coś co pozwoli mu się szybko wydostać z miasta.
 
Mijikai jest offline  
Stary 02-19-2008, 21:05   #396
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
X wtrącenie dla Genghiego i Charlotte!
- Tak Kejsi jest ranna, gorzej...! Ktoś rzucił na nią klątwę! Macie winnego! - rzekł z gniewem, wytykając palcem Charlotte. - Wszyscy widzieliście jak odnosiła się do biednej Kejsi na turnieju!
- Na turnieju...? – zdziwił się ktoś.
- A poza tym ona jest demonicą, parszywą, rozwiązłą i bezwstydną sukkubą ! - tu kropla goryczy musiała się przelać.
- Demonica?! GDZIE?! – wokół ciebie momentalnie zjawiła się grupka zbrojnych, w zagubieniu poszukujących celu.
Zerkali co chwilę na swoje amulety, zdobiące tarcze i broń, ale żaden z magicznych kamieni nie świecił.
- Jakiś podejrzany jest... – szepnął ktoś.
- Coś gada o turniejach i demonicach...
- Ktoś go w ogóle zna?
- Pierwszy raz go widzę...
Szukają na twoim płaszczu symboli Abazigala, ale nie znajdują.
- Co to za elf?
- Z naszego miasta nie pochodzi, pierwszy raz na oczy go widzę – szepnął elfi łucznik stojący nieopodal.
- A kiedy walczyliśmy z demonem, on stał z boku! – zauważył ktoś odkrywczo.
- Tak, to jego omal nie stratował mój koń! – odezwał się jeździec. – Szedł do miasta, kiedy szarżowaliśmy na bestię!
- Zaraz... – czyjś zdumiony głos skupił uwagę innych.
Do Charlotte podszedł wojak z jednoręcznym mieczem. Kiedy znalazł się bliżej sukkuby, jego amulety zaczęły świecić. Wszyscy zbrojni wokół prowizorycznie skierowali ostrza broni w kierunku Charlotte. Nieopodal kręci się też wojak na koniu, którego spotkaliście w lesie.

Charlotte; No tak, zostałaś wystawiona! Musisz coś wymyślić!

Genghi/Morcruchus; a to pech! Te ich amulety najwyraźniej służą do wykrywania demonów, lecz na Charlotte zadziałały z opóźnieniem, lub też słabiej niż powinny! W każdym razem teraz już ją wykryły, na szczęście! Nie jest źle. Teraz tylko musisz wytłumaczyć się prędko dlaczego nie walczyłeś z demonem i czego akurat wtedy szukałeś w mieście, a wygląda na to, że tutejsi będą po twojej stronie! A może by tak jakoś perfidnie ‘wspomóc’ demonizm Charlotte...?;3 Hm i ten wojak na koniu, który widział was w lesie... widział też „Genghiego-sługę-Abazigala...” ;3
X
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 02-19-2008, 21:44   #397
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Morcruchus uśmiechnął się, gdy nikt na niego nie patrzył. " Udało się, udało, dobrze, teraz jeszcze trzeba ją dobić. No i kto powiedział, że nie kopie się leżącego...? " Zbrojni na chwilę o nim zapomnieli zwracając uwagę na niczego nie świadomą demonicę. Dalej jednak, nie mógłby się przez nich przecisnąć, a użycie mrocznej magii z pewnością wyczuliby żołnierze. " Do cholery, nie mógł przecież walczyć z całym miastem ! " A poza tym... To była świetna zabawa... " Drań z ciebie Morcruchusie..." - zachichotał w duchu. Postanowił natomiast zapanować nad żołnierzami roztaczając aurę przywódczą typową dla zakonników w kościele Wielkiego Abazigala...

- Ruszać się...! Złapcie ją, na lorda Konstruktora ! - krzyknął ochoczo, marszcząc złowrogo - Albo pogadamy z moim dobrym przyjacielem Genghinkazzonem Von Armeshplaustem ! Jeżeli to nie pomoże zwrócę się do samego Arcybiskupa Vess, Torgathona, Dziesiątego Klanissa Thun, że nie pozwalacie mi ratować życia biednej chimery, a do tego najwyraźniej boicie się schwytać byle sukkubę ! A może was opętała ?! - grzmiał swoim dość cienkim głosem, co przynosiło dość śmieszny efekt, jeżeli stało się z boku, ale dla wojaków musiało to być upokorzenie - Wiecie co się za to robi ?! Pali się na stosie ! Najwyraźniej życie wam nie miłe !

Zrugał tak wojowników, powołując się na przecież bardzo ważne osobistości, by tamci bez dalszej sprzeczki ruszyli pojmać Charlotte, miał dość użerania się z Abagazilianami, tylko po to by Ci pozwolili mu przejść. Bez pardonu zaczął się przepychać, ale i tak wiedział, że zaraz się przed nim rozstąpią. Po czym zamierzał wrócić do szukania środku transportu... No i skrępowania Kejsi, ale to już poza murami miasta.
 
Mijikai jest offline  
Stary 02-20-2008, 00:19   #398
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 3 Panda jest na bardzo dobrej drodze
$: 75 167
Thomas

Fala niszczycielskiej energii trafiła demona wyrywając mu przy tym kawał cielska. Niestety siła była tak duża, że pocisk wyrwał dziurę w murze, raniąc przy tym ludzi... No cóż, skutek wojny...
Chociaż z drugiej strony było mu trochę żal osób, które mogą zginąć pod gruzami muru, może powinien im pomóc?
Już miał iść pomóc w leczeniu rannych gdyż tu nagle pojawił się Gnom w skórze Elfa i zaczął nasyłać Białasków na Charlotte. Wygłaszał przy tym dziwne przemowy, powoływał się na jakieś znakomitości ze świata Abizikogośtam. Postępowanie tej małej paskudy zeźliło Thomasa nie na żarty. Najpierw zabiera gdzieś Kejsi później nasyła na jego towarzyszkę wojsko... To go zirytowało.
Stanął przed Charlotte, zasłaniając ją własna piersią(lol ) po czym rozłożył skrzydła.
- Stać! - ryknął - Stać mówię w imię Światła! W imię Bieli zatrzymajcie się.
Tym powinien zwrócić na siebie uwagę wszystkich w pobliżu. Sięgnął po Ostrze Upadłych i obnażone uniósł w górę. W tym samym momencie klinga zabarwiła się na niebiesko, po chwili mieniąc się błękitem. W tym też momencie Thomas postanowił "wyrzucić" z siebie Biel, która delikatnie powinna rozjaśnić jego postać, tym samym dodać mu trochę "anielskości".
- Jam jest syn Boży, który sprowadza tą zagubioną owieczkę na drogę światła! Ja przelałem w nią swą Biel, by wyrwać to niewinne dziewczę z rąk demona, który zawładnął jej ciałem. Ja obiecałem jej rodzicom, że ta niewiasta wróci do domu cała i zdrowa... Więc jeśli Wy, dzieci światła, macie zamiar zabić ją tylko dla tego, że padła ofiarą Demona, jeśli Wy unicestwicie ją, nie dając szans na powrót na Łąki Pańskie nie macie prawa nazywać się Wojownikami w Służbie Bieli. - zagrzmiał.
Rzucił złowrogie spojrzenie za oddalającym się Gnomem w Elfiej skórze.
- A Ty! - ryknął za nim - Kim Ty jesteś, by decydować komu Ojciec pozwala żyć a komu ten dar odbiera? Kim jesteś, by wydawać wyroki ostateczne? Jesteś zwykłym oszustem!
Thomas zrobił krok za Genem i wycelował w niego klingę Ostrza Upadłych. Użył błysku, by sprawić, że Demonica, która oddała swą moc rękawicy gnoma schowała się choć na moment do swojego lokum ukazując tym samym sylwetkę tej małej pokraki.

[A tu planik jak by nie wyszło i nadal chcieli bić Cicho]
Gdyby przemowa i manifestacja Bielskości nie wypaliły Thomas bierze Charlotte na bark i zwiewa od tubylców za pomocą naginania czasoprzestrzeni.
 
Panda jest offline  
Stary 02-20-2008, 07:07   #399
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Morcruchus zgrzytnął zębami i z uśmiechem ogłosił odwracając się na pięcię w stronę Thomasa i wojowników:

- Panowie, wiecie co robić, służycie Wielkiemu Abazigalowi, a nie Światłu, a on nie jest taki miłosierny - rzucił zaintrygowane spojrzenie w stronę anioła - Doktryna głosi, że każde nasienie chaosu, zwykły demon, heretyk, czy opętaniec powinien zostać zgładzony na miejscu, osoba ukrywająca zainfekowanego spaczeniem również nie zasługuje na to by żyć, widzę jeszcze nigdy nie spotkałeś się z Inkwizycją, prawda ? Nie ma taryf ulgowych wobec aniołów - powiedział, kiedy ten rozjaśnił się i wycelował w niego klingę.

Według anioła "coś" miało się za chwilę zdarzyć po najwyraźniej na to "coś" czekał, ale los chciał, że nic się nie stało i zapadła cisza. Morcruchus wzruszył ramionami i powiedział nieco ciszej:

- Jak już powiedziałem, wiecie co robić. A ja na miłość Abazigala nie mogę czekać.

***

Tu małe sprostowanie, nic się nie mogło wydarzyć, gdyż ciało elfa to jest już prawdziwe ciało Morcruchusa, który najpierw przejął kontrolę nad samym gnomem,a potem trwale powrócił do swojego ciała, nie jest chroniony żadną iluzją.
 
Mijikai jest offline  
Stary 02-20-2008, 09:34   #400
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 3 Panda jest na bardzo dobrej drodze
$: 75 167
Thomas.

No cóż, Thomas lubi się wygłupiać '

***

- Może i jesteście Sługami Abazigala lecz to Światło dało Wam życie! - ryknął w odpowiedzi na słowa gnoma - Jeśli nadal chcecie zabić tą biedną dziewczynę stanę Wam na drodze i nie pozwolę, by stała jej się krzywda. Jest dla niej ratunek! I ja ją uratuje! - zagrzmiał.
Złapał pewniej Ostrze Upadłych prawą ręką, lewa spoczęła na lasce.
- Więc jeśli chcecie ją zabić najpierw musicie mnie pokonać! - dodał po chwili.

Plan Anioła był prosty. Gdyby przekonywania nie poskutkowały za pomocą naginania czasoprzestrzeni ogłuszyć przeciwników celnym uderzeniem w potylice po czym wrócenie na swoje miejsce. Najlepiej, żeby to wyglądało jak by przeciwnicy sami padali a Thomas nie ruszał się z miejsca. Do tego robi zdziwioną minę jak by nie wiedział co się stało().
Gdyby ktoś się jeszcze czepiał -> akcja z poprzedniego posta (ten dopisek).
 
Panda jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110