![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #401 |
![]() | - Nędzna karykaturo anioła - rzekł Morcruchus kontent - Wielki Abazigal daje życie i je odbiera, konstruuje człowieka, dlatego nazywany jest Lordem Konstruktorem. Światło nie ma tu nic do rzeczy. A już tylko jakieś chore bóstwo mogłoby stworzyć takich jak wy na swoje sługi...! - powiedział stanowczo, wyniosłym, elfim głosem z nutą dystansu - Wojownicy, jeżeli taka jest wola tego anioła, poprowadźcie ją przed sąd w świątyni Światła i zobaczycie, że ono nie zdecyduje inaczej. A tymczasem pozwólcie mi w końcu przejść, jeżeli nie pragniecie jej śmierci...! Tym razem nie zważając już na to co powie ktokolwiek przeszedł przez tłum rozglądając się za jakimś nie rzucającym się w oczy wałachem, bądź kucem. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #402 |
![]() | Xwtrąc 2 Górnolotne przemowy Elfa wprawiły wojowników w niebywałe zakłopotanie. - Złapcie ją, na lorda Konstruktora ! Albo pogadamy z moim dobrym przyjacielem Genghinkazzonem Von Armeshplaustem ! Bojownicy zerkali po sobie we frustracji, wreszcie odebrali te słowa jako daleko idącą aluzję. Elf przemawiał jak rodzony Abagazilian [Abazigalita?XD], i zmotywował wreszcie zbrojnych do natarcia, jakże żwawego... Spięci i czujni, namierzając ‘demonicę’, podkradali się do niej dyskretnie, okrążając ją, odcinając drogę ucieczki. Thomas jednak stanął w bohaterskiej obronie Charlotte i zasłonił ją swoim skrzydlatym ciałem. - Stać mówię, w imię Światła! W imię Bieli zatrzymajcie się. Przystanęli, czujni, z bronią gotową do użycia. Odstawiasz pokaz anielskości! - Jam jest syn Boży, który sprowadza tą zagubioną owieczkę na drogę światła! – trochę dziwnie patrzyli na ciebie, kiedy to powiedziałeś; nie padło imię Almanakh, a wyglądasz na Averona lub przynajmniej chimerę. Zastanawiają się kim jest ten „Bóg”. Kiedy jednak przemawiałeś w uniesieniu o opętaniu i próbie ocalenia, twoja aura anielskości dała o sobie znać i wyglądała bardzo przekonująco. - Opętana? Może dlatego amulety słabo zadziałały – zaczęto się zastanawiać. - On ma rację, jeśli jest opętana, można ją ocalić! Twierdzisz, że Genghi jest oszustem, ale... dowód się nie pojawia. - Panowie, wiecie co robić, służycie Wielkiemu Abazigalowi, a nie Światłu, a on nie jest taki miłosierny – rzucił Elf. Wzbudzającym tym samym falę oburzenia wśród wojowników... - Można przeprowadzić egzorcyzm! Można ją ocalić! - A jeśli jest za późno? – inny mieli wątpliwości. - Może i jesteście Sługami Abazigala lecz to Światło dało Wam życie! – ryknął Thomas. To zdaje się odpowiadać dzieciom światła, którzy wyznają tę samą prawdę. - Wojownicy, jeżeli taka jest wola tego anioła, poprowadźcie ją [Charlotte] przed sąd w świątyni Światła i zobaczycie, że ono nie zdecyduje inaczej – nalega Genghi - I tak powinna trafić do świątyni, trzeba spróbować egzorcyzmu, by ocalić jej duszę! – zdecydował ktoś. - Słusznie! Gdyby się nie powiodło ulżymy jej duszy, oddając ją Światłu! - Wspomóż nas w tym, przyjacielu! – skierowali do Thomasa. Genghi w tym czasie usiłował wymknąć się wraz z Kejsi, namierzył porzuconego konia, którego jeździec został kontuzjowany w walce z demonem. Ma nie lada problem jak go dosiąść, z Kejsi w ramionach. Genghi; - Jedźmy! – a niech to, jakiś pomocny wojak z mieczem uczepił się ciebie! – Samemu z ranną podróżować do świątyni za górami niebezpiecznie! Wskoczyłeś w siodło, on pomógł ci wciągnąć Kejsi na koński grzbiet i sam wskoczył na własnego wierzchowca. Thomas; Charlotte; sukkuba dostała zbrojną obstawę pt „żadnych gwałtownych ruchów, idziemy do świątyni w mieście...” X
__________________ I never cared before I met you |
| | |
| | #403 |
![]() | Morcruchusowi nie przypadł do gustu jeszcze jeden towarzysz, ale powinien być z siebie zadowolony. Przed chwilą wyprawił Charlotte na bardzo prawdopodobną śmierć, wymknął się tłumowi i zdobył Kejsi. Jechali trochę dłuższą trasą, gdyż Morcruchus obawiał się pościgu, jeżeli rozmówca Kejsi zdołał go zobaczyć. Natomiast sama Kejsi przerzucona przez konia, skrępowana zaraz po wyjeździe z miasta, co wytłumaczył, tym że nie chce by chimera wymknęła się z pod kontroli jeżeli rzeczywiście ciąży na niej klątwa sukkuby i po przebudzeniu na pewno będzie bredzić, podnosiła się i opadała bezwładnie w takt kłusu konia. Uśmiechnął się do niebieskowłosej dyskretnie i popatrzył uważnie na towarzysza, jakby ten miał zamiar pokrzyżować jego staranne plany. Gdy byli w jakimś dogodnym do postoju i osłoniętym miejscu zarządził, że tu się prześpią przed dalszą drogą. Rozpalił niewielkie ognisko za pomocą płomyczka i ułożył przy nim subtelnie chimerę. Żołnierzowi powiedział, że wartę obejmie według jego woli. Niezależnie, który stróżował zaraz po zaśnięciu zbrojnego wydobył garstkę fioletowego pyłu używanego przez gnomiego inkwizytora i bezceremonialnie sypnął nim w twarz wojownikowi. Teraz powinien spać godzinę, dwie... Namyślił się. Sypnął jeszcze raz. Teraz wybudzenie się zajmie mu stanowczo więcej czasu... Rozejrzał się i stwierdził, że niektórych rzeczy mu brakuje na przykład broni. Miecz ( topór/obuch XD ) śpiącego wydawał się wciąż zdatny do użycia, więc podniósł go obrócił w rękach i sieknął na odlew konia pogrążonego w błogim śnie "ochroniarza". Bez transportu nie zawiadomi tak szybko nikogo o zamiarach nekromanty... A poza tym nawet nie wiedział jakie one rzeczywiście są... Nie zabił go tylko dlatego by mieć mentalną satysfakcję z trudów człowieka, który przed chwilą mu towarzyszył. Podniósł Kejsi i powiedział: - No to jedziemy, moja droga - zaśmiał się czysto wskakując na zdrowego konia i wciągając na niego chimerę - W góry. Ruszył stępa, lecz po chwili przyspieszył. Propozycja była zbyt fascynująca by dalej czekać. |
| | |
| | #404 |
![]() | Elf łotr zdenerwował nieco Charlotte jednak gdy zbrojni zaczęli ją okrążać trochę się zmieszała. Nagle jakiś mężczyzna podszedł do niej z amuletem wyciągniętym w jej stronę. Medalion zaświecił i wszyscy stwierdzili, że elf ma rację i jest ona zwykłym demonem. Charlotte zrobiła minę przerażenia i skuliła się zasłaniając głowę rękoma. - Ja nikogo nigdy nie zabiłam, ja szukam swojej matki, ja nie jestem zła, nie jestem. . . - zaczęła lamentować i utworzyła wśród zbrojnych wizję jak jej twarzyczka jest cała zatopiona we łzach zaś niewinne, zielone oczka błagają o zrozumienie i dostrzeżenie prawdy. Wtedy to też Thomas stanął w jej obronie. Gadka o Bogu nie była zła, jednak Charlotte pomyślała, że jest on lekko stuknięty :P - I tak powinna trafić do świątyni, trzeba spróbować egzorcyzmu, by ocalić jej duszę! – zdecydował ktoś. - Słusznie! Gdyby się nie powiodło ulżymy jej duszy, oddając ją Światłu! - Nie cche umierać, ja chce do swojego ojca, on jest ciężko chory on umiera. ANIELE!! - powiedziała z rozpaczą wyciągając dłoń ku Thomasowi prosząc go o pomoc- Obiecałeś, że uratujesz moją rodzinę od demonów, obiecałeś, że nie stanie mi się krzywda! Ile jest warte słowo Bieli, ile jest warta Biel, skoro mój ojciec umiera?! Moja matka przeklęta, spalona na stosie za to że żyła, a ja mam być potępiona za miłość do ojca?? On umiera...on cierpi . . . a teraz ktoś, kto podszywa się pod Wielkiego Abazigala, chce mnie spowolnić by zginął mój . . . mój . . . - dziewczyna z braku sił padła efektownie na ziemie tracąc przytomność jednak w porę Thomas złapał ją w objęcia. No świetnie, żeby skomleć o litość . . . świetnie! - przekazała telepatyczną myśl Aniołowi wciąż grając bezwładną, nieprzytomną dziewczynę. Słodką i niewinną jaką w zasadzie była od strony zewnętrznej.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| | |
| | #405 |
![]() | Podziurawiony i pocięty demon zaczyna falować [tak dokładnie to wygląda] i jakby roztapia się, znikając na tle trawy. Szabla Barbaka ląduje w trawie, Sathem ze swym sztyletem stał do ko ca na cielsku topniejącym niczym śniegowy bałwan w sło cu. Barbak odczekuje aż demoniszcze dokona żywota (przynajmniej na tym planie). Gdy po demonie nie zostaje już nic wykonuje salut pozostałą szablą w kierunku Sachema ...... i Waldorfa (choć w kierunku tego drugiego jakby z mniejszym przekonaniem). - Dobra walka Sachemie . Przyznam, miałem pewne obiekcje co do Twych umiejętności, gdy podążyłeś w pierwszym szeregu bez broni. Jednak teraz widzę, żeś wojownik prawy i znający wojenne rzemiosło. - To mówiąc Barbak wykonuje delikatny skłon głowną, iście na żołnierską modłę. Następnie ork przyklęka i wspiera się na szabli, której ostrze wbite zostało chwilę wcześniej w ziemie. *Panie, przyjmij tę walkę oraz śmierć tego pomiotu, Jako mój dar dla Ciebie. Spraw aby mój umysł był, jasny oko celne, a ręka pewna.* Gdy Barbak składa modlitwę dziękczynną, emblematy na jego pancerzu emanują delikatnie Bielą. Palladine jest ze mnie zadowolony. Pomyślał ork. Następnie pozbierał bro z pola walki i dokładnie powycierał ją z demoniej posoki. Sprawdził również stan swojego pancerza. Wszystko grało. Oruken sięgnął do przytroczonego do paska bukłaka. - Może by tak uczcić wygraną? - Pociągnął zacnie z naczynie, a następnie rzucił je Sathemowi. - Tylko ostrożnie. Ten spirytus wyprodukowali ziomkowie naszego kapłana. Jest równie dobry do czyszczenia broni, dezynfekcji ran jak topienia smutków. Ork wyszczerzył się. - Panowie, może by tak nie poprzestać jedynie na tym skromnym bukłaczku. Tak się składa, że tutejsze miasteczko, albo to co z niego zostało (Barbak przesunął wzrokiem po zniszczonych murach) było ostatnio dla mnie domem. W tutejszym przybytku rozkoszy znalazłem prace.... dzięki temu w karczmie mam otwarty kredyt i pewne... hmmmm... przywileje . Ork uśmiechnął się do swoich myśli. Zapraszam. |
| | |
| | #406 |
![]() | - KISSI!!! – jęknęła odruchowo, kiedy tylko się ocknęła. Zupełnie nie wiedziała, co się dzieje! Miała mętlik w obolałej głowie, czuła tylko, że leżała na czymś, co podskakiwało i tupało głośno! Trochę ją zemdliło. Próbowała się podnieść, ale miała skrępowane łapki! - Co to jest, co to jest!? – pisnęła w przestrachu piskliwym głosikiem. – Kissi!!! Co się dzieje, kto...!? – wierciła się, widząc tylko trawę w dole i końskie kopyta. Zaczęła wściekle wywijać kocim ogonem, aż trąciła jeźdźca w czoło. - Kissi, co zrobiliście z Kissim!? – wołała wściekle. – Kim wy jesteście, czego chcecie!? Na pomoc!!! Gdzie jest Sathem!? Teeeev!!! Waldorff!!! Wielki Inkwizytorzeeee!!! Zostawcie mnie, gdzie mnie taszczycie, kim jesteś, czego chcesz!? Próbowała wic się, żeby uwolnić się jakoś z więzów.
__________________ a takie tam |
| | |
| | #407 |
![]() | Nagle, ku zaskoczeniu elfa Kejsi zaczęła się rzucać wykrzykując imię swego przyjaciela, jak przypuszczał Morcruchus. Po chwili szamotaniny pacnęła go w czoło, a nekromanta roześmiał się serdecznie i pomógł jej przekręcić się na drugą stronę. Delikatnie, acz stanowczo przywrócił ją do pozycji siedzącej, podtrzymując jednym ramieniem, aby nie spadła a drugim trzymając wodze. - Och, a więc nazywał się Kissi ? - zaczął spokojnie - Nic mu nie jest. - mrugnął do niej przyjaźnie - A ja jestem Morcruchus, jakbyś nie pamiętała. Odrzucił grzywkę, marszcząc czoło i kontynuował: - Wydaje mi się, że zostałaś porwana, ale nic Ci się nie stanie Kejsi. Nie śmiałbym Cię uszkodzić, jesteś niezwykle cenna - odgarnął jej błękitne włosy z czoła - A teraz powiedz mi, czy mogę bez obawy przerwać te więzy ? Ostatnio edytowane przez Mijikai : 02-20-2008 o 19:52. |
| | |
| | #408 |
![]() | - Tyyyyy!? – jęknęła zdumiona Kejsi, kiedy jeździec podniósł i odwrócił skrępowaną chimerkę twarzą do niego.- Morcruchusie, dlaczego...!? Dokąd...!? – nie mogła się wysłowić. – I gdzie jest Genghi, gdzie Genghi, gdzie Wielki Inkwizytor!? Czy Tacy Jak Ty, zawsze tak robicie!? Najpierw Azmaer w płaszczu okazał się Astarothem, Czarny Thomas zrobił się Białym Thomasem, a teraz Genghi Morcruchusem!? - Wydaje mi się, że zostałaś porwana, ale nic Ci się nie stanie Kejsi. - Wydaje ci się!? To ty mnie porwałeś, ty, ty!!! - A teraz powiedz mi, czy mogę bez obawy przerwać te więzy ? Kejsi zamrugała ze zdumieniem. - Nie chcę robić ci krzywdy, nie chcę, tylko nie rozumiem, dlaczego mnie tak nagle... porwałeś! Przecież poszłabym z tobą gdybyś spytał! Dokąd jedziemy!? Rozwiąż mnie, rozwiąż! – poprosiła ze smutną minką
__________________ a takie tam |
| | |
| | #409 |
![]() | Morcruchus uśmiechnął się do Kejsi, po czym na chwilę wpatrzył się w dal. Spojrzał jej w twarz i rzekł zamyślony: - Och, nie jestem tego taki pewien, że pojechałabyś ze mną, gdybyś wiedziała gdzie i po co jedziemy. - złapał ją subtelnie za podbródek i odwrócił jej głowę w stronę gór - Tam nie musi być przyjemnie. Więc cokolwiek się stanie trzymaj się mnie. Nawet gdyby przyjechali po Ciebie "przyjaciele" ala Sathem... Teraz powrotu już nie ma, jeżeli jesteś tą Kejsi, za którą się podajesz - budował aurę napięcia. Dotknął więzów, a pod wpływem mrocznej mocy rozpłynęły się. Pokiwał głową ze zrozumieniem. - Genghi nie był mną. Zniewolił mnie w swoim ciele, ale to już nie ważne, Genghi prawdopodobnie już nieistnieje. I na całe szczęście nie powróci. Ale nie o nim mowa. Jesteś mi potrzebna Kejsi. Twój wybór, wróć do nich i pozostań mało znaczącą chimerą, albo wpisz się w karty historii jako ktoś...wielki. Przez twarz przemknął mu smutny uśmiech i powtórzył prawie bezgłośnie: - Twój wybór. Ostatnio edytowane przez Mijikai : 02-20-2008 o 20:24. |
| | |
| | #410 |
![]() | Thomas/Archer. Thomas, tereny pod Ditrojid. Thomas z lekka kiwnął głową na znak, że zrozumiał słowa Charlotte. Teraz musiał się zastanowić co zrobić z tą bandą... - Bracia! - krzyknął - Wojownicy w służbie Światła, Bieli... W służbie DOBRA! Pomóżcie! Przerzucił wątłą sukkube prze bark. - Pomóżcie! - powtórzył - Którędy do świątyni?! Nie ma czasu do stracenia! Wskażcie mi drogę! - krzyknął. Miał nadzieję, że istoty się przejmą jego słowami i wskażą mu drogę w tym czasie on zacznie biec aż w końcu "rozmyje się" uciekając gdzie indziej. No cóż... Taka prawda, trzeba pomagać Takim Jak On. Archer, koń Gnoma w Elfim Ciele. Nagle przed gnomem (obrócony był plecami do kierunku jazdy bo rozmawiał z Kejsi, która była z tyłu konia. Czyli Archer siedzi na zadku konia, w sumie stoi) pojawił się mężczyzna... Ten sam, którego starał się uśpić swoim proszkiem. Mężczyzna o mlecznobiałych włosach w czerwonym płaszczu spojrzał na Elfiego Gnoma. Odchylił poły płaszcza ukazując brązową, skórzaną kamizelkę. - Masz dwie rzeczy, które należą do mnie... - mruknął. Wystawił rękę na której zmaterializował się długi nóż, który podwędził mu Gnom. Tak więc Elf został bez broni. - A teraz oddaj mi to dziecko... - mruknął w stronę dziwoląga. |
| | |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 563 | 11-14-2007 10:52 |
| Tacy jak ty 2 | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 1012 | 11-14-2007 10:49 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 10:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 70 | 03-23-2007 20:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Sesje RPG -Autorskie | 550 | 03-23-2007 19:59 |