Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-23-2008, 20:20   #421
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Płaskowyż na wschodzie – 11.00 rano.
Morcruchus, Kejsi;

Docieracie do granicy gór, zdaje się, gdyż na drodze stanęły wam wysokie skalne ściany.



Wzdłuż nich przemyka stadko wielbłądów! [nie, nie zombi tym razem]



Przemowy Morcruchusa i poświęcenie cierpliwej Kejsi póki co nie przynoszą ekstremalnych efektów. Co gorsza, nie przynoszą wręcz ‘żadnych’ efektów. Wyznawcy, których Elf poszukuje, nie spieszą się chyba z ujawnieniem swojej kryjówki, o ile w ogóle są gdzieś tutaj.

Sathem; Przyjmujesz pozycję do walki, grożąc likaonom długim sztyletem. Drapieżniki przyglądają się tobie czujnie, zbite z tropu twoją odważną, agresywną postawą. Krążą chwilę wokół ciebie, nadstawiając uszu w kierunku skąd Kejsi nawołuje coś, wymachując łapkami. Wreszcie znikają w wysokiej trawie. Dwa najbardziej uparte zostają. Między nimi pojawia się naraz Archer, sługa Thomasa, łapie je za karki i zderza głowami, ogłuszając zwierzęta.
- Idź! Nie marnuj czasu. - mruknął spokojnie do ciebie.

Morcruchus, Kejsi;
Dotarł do was zziajany Sathem!

Errr Przybytek... 11.00 rano
Barbak;
Najpierw kufel potem obo... znaczy, najpierw obowiązek potem kufel... A najlepiej oba na raz!
- Nie płacisz, nie wchodzisz, prawda, Barbak?
- To prawda, co rzecze ta niewiasta. Nie płacisz, nie wchodzisz. Zastanów się zatem co zamierzasz zrobić wypierdku – jako nieugięty stróż ładu w tej melinie zabraniasz chucherku w czerwieni wstępu na górę.
- Że coooooo?! – jęknął młodzian. – Ale ja nie chcę tam iść, żeby... no ten tego... wiecie...! Ja chcę tylko iść po mój klucz!!!
W tym momencie zamilkł, gdyż dostał w zęby z twojej zielonej piąchy.
Z połamanymi łapkami i poważnymi ubytkami uzębienia, pan mag ląduje w zaułku, zatrzaskujesz za nim drzwi co ma oznaczać „i nie wracaj!”
- Noooo, nieźle, Barbak – panie chichoczą, raczej zadowolone.
Gramolisz się za ladę i nalewasz każdemu po kuflu solidnej gorzały.
- Niome, tego Pana nie stać było na Twe towarzystwo. Postaraj się lepiej dobierać klientów. A jeśli faktycznie zabrałaś mu ten klucz, bądź tak dobra i mi go przynieś.
- Tacy Jak my nie wybieramy sobie klientów, niestety – westchnęła z goryczą. – A tego przeklętego klucza nie mam i na oczy go nie widziałam! Szczeniak pewnie zgubił go gdzieś, jak szlajał się z kolesiami, a teraz tyłkiem trzęsie, że go tatuś złoi.

Tev;
Zabierasz się za podryw. Niezbyt udany, bowiem twój wrzask poderwał wszystkich w okolicy – przestraszeni nagłym rykiem omal nie wskoczyli na żyrandol. Oburzone twoim zachowanie panie umknęły po schodach na górę [słychać z piętra głośny trzask zamykanych drzwi].

Waldorff; Tev swym wdziękiem osobistym wypłoszył damy, więc musisz pofatygować się po nie na piętro. Na piętrze musisz niemal wywarzyć drzwi, bo obrażone nie chcą cię wpuścić. Wreszcie przyprowadzasz Niome i pytasz
w którym pokoju był ten dzieciak-mag. Naburmuszona kobieta wskazuje ci pierwsze drzwi po prawej.
- Brodaty Dziadku. Zatrzymaj się proszę, zejdź tu do mnie i wysłuchaj mnie – słyszysz z dołu głos Barbaka.

Barbak; Dysputy filozoficzne cd...

Wszyscy; przez okno, a konkretnie szparę między kotarami, zobaczyliście, jak elf w szarych szatach stojący dotąd przed wejściem pognał gdzieś.


* * *
Usłyszał głośny, dokuczliwy płacz. Wzdrygnął się, gdy ujrzał mężczyznę rozkraczonego niezgrabnie na drżących nogach, z wiszącymi bezwładnie jak u kukły rękoma.
- Se...?!
- Kiren! Pomóż...
Młodzian w czerwieni zachwiał się i omal nie runął na ziemię. Elf skoczył ku młodzieńcowi, któremu z wielkich oczu patrzyła gorączka po szoku. Twarz miał czerwoną, zapłakaną, z ust leciała mu krew. Pechowo, w okolicy znaleźli się jacyś kupcy; mężczyzna i kobieta, oboje przerażeni widokiem rannego.
- Co się stało?! –sapnął zdruzgotany Elf. - Kto to zrobił?!
- Barbak!... – wychrypiał skomląc z bólu. - Ten ogr... i jego kumple, rak...szasa i jakiś... facet ze skrzydłami!...
- Wezmę cię do...
- Nie!... – przerwał rozpaczliwie.
Elf obejrzał się na zamurowanych kupców.
- MEDYKA, SZYBKO! – wrzasnął.
Mężczyzna nakazał towarzyszce wracać do domu, sam zaś pognał gdzieś. Mag w czerwonych szatach łkał, zerkając wciąż na swe drżące, połamane ramiona.
- Musisz tam iść... – jęknął poufnie do Elfa. - Zabrali mi klucz!... Łajdaki!...
- Jaki klucz?
- Ważny! Idź po niego, ta dziewka go zabrała!... W pokoju na piętrze!...
- Spójrz na siebie! – syknął otrzeźwiająco Elf. - Spójrz! Potrzebujesz lekarza!
- Rozkazuję ci iść po ten cholerny klucz, TERAZ!... – wrzasnął w histerii, szarpiąc go bolącą ręką za szare szaty. – TERAZ, słyszysz?! TE...!
Brzdęk, brzdęk – miedziany klucz zastukał o bruk.
- Skąd...?! – jęknął zdumiony mag.
Elf przypadł do niego błyskawicznie. Mag sapnął zdławionym głosem.
- Ćśśś... – szepnął Elf, obejmując wiotczejące ciało i głaszcząc je po włosach.
Mag chrypiał, bulgocząc krwią. Elf przyklęknął, kładąc obejmowane ciało na bruku, na plecach. Szybkim ruchem ręki zgarnął z ziemi klucz.
- TUTAJ! – nadbiegł kupiec, pięciu zbrojnych i ktoś, kto wyglądał jak druid.
Zatrzymali się, widząc elfa klęczącego nad ciałem młodzieńca w czerwonym szatach.
- Severyn!... SEVERYN!!! – elf lamentując potrząsnął rozpaczliwie ciałem z wybałuszonymi, martwymi ślepiami. - O Święta Almanakh, błagam, nie, to tylko dziecko, to jeszcze dziecko, o wielkie Światło, proszę, nie!... – głaskał młodzieńca po włosach.
Druid przypadł do ciała, szeptał coś, obsypał maga jakimś srebrnym proszkiem. Po chwili westchnął ciężko i zerknął żałobnie za elfa, ocierającego łzy.
- Severyn!!!... Ten zielony gnój zapłaci za to, przysięgam!!! – elf zerwał się z miejsca, chwytając za dwa krótkie miecze. - Mordercy!!!
* * *

Barbak, Waldorff, Tev, Thomas, Charlotte;
Pijecie w najlepsze, kiedy drzwi otwierają się z hukiem i do środka wpada pięciu zbrojnych z mieczami. Zerkają na plamki krwi na stoliku i podłodze.
- Co tu zaszło, spowiadać się w tej chwili w imię Światła!
Trochę was zamurowało. Po elfie w szarości i magu ani śladu...
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Reklama
Stary 02-23-2008, 22:24   #422
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Likaony dały spokój Sathemowi, z pomocą przyszedł mu nieoczekiwanie Archer, pomocnik Thomasa! Thomas najwyraźniej nie mógł się zdecydować, czy stoi po stronie tych dobrych, czy też tych złych, ale Zakalec nie odstępował go na krok, co zniesmaczyło Kejsi i sprawiło że z dystansem podchodziła do działań Thomasa. Sathem dotarł cały i zdrowy choć zmęczony.
- Sathem! – ucieszyła się Kejsi. – Gdybym miała teraz choć odrobinę wody dla ciebie! – zasmuciła się. – Nie martw się, nic nam nie jest, nic, Genghi, znaczy Morcruchus, przyszedł tu żeby... szukać swoich braci...? – zdziwiła się po namyśle.

Morcruchus nawoływał, ale zupełnie nic się nie stało. Smutny i zmieszany wyraz twarzy Elfa zasmucił chimerkę, pomyślała, że zrobiła coś nie tak, że nie przeszła próby.
- Może nas nie słyszą!!! – pocieszyła Kejsi. – Może trzeba wołac głośniej!!! OTH-ASTAR!!! OTH-ASTAR!!! – zaczęła nawoływać.
Nic się nie stało.
- Zaczekaj!!! – Kejsi pognała do najbliższego drzewa i wdrapała się na nie. - OTH-ASTAR!!!
Nic.
- Jesteśmy tutaj!!!
Nic.
Speszona Kejsi zeszła na dół. Nadal nie wiedziała czego oczekiwał od niej Morcruchus, a bardzo chciała, żeby nie był smutny, żeby się udało, tylko nie wiedziała co ma się udać i jak zrobić żeby się udało! Padła na kolana i modliła się.
Nic.
Zaczęła biegać wokół konia Morcruchusa, skakać i wołała wciąż "OTH-ASTAR!!!”
Nic.
- OTH-ASTAR!!! – złapała kamyk i rzuciła nim ku skałom.
Nic.
- OTH-ASTAR!!! ASTAROTH!!! – rzuciła znowu.
Nic.
- KEJSI…!? – wołała bezradnie.
Nic.
- JSI-KE...!?
Nic.
- HUS-MORCRUC !!! MORCRUCHUS!!!
Nic.
- Na wszystkie cienie Świętego Światła, niech coś się stanie noooo!!! – rozpaczliwie zaczęła tupać niczym Tev, po czym zdała sobie z tego sprawę i zaczerwieniła się jak burak. – ŚWIATŁO!!! TŁO-ŚWIA!!!
Nic.
Kejsi zrobiła fikołka i stanęła na głowie.
Nic.
- GHI-GEN!!!
Nic.
Kejsi skoczyła na tylnie łapki i co tchu w płucach krzyknęła:
- LEC-ZA-KA !!! ZAaaaaa-KAaaaaaa-LEeeeeeeC !!!
I tym razem nic się nie wydarzyło. Kejsi traciła już nadzieję. Niewiele myśląc wbiegła na skały, najwyżej jak mogła i zawołała:
- OOOOOoooTH-aaaaaaAAAAAAaaaaaaAAaAaAaAaAsssssssssTAAAAAARRRRrr rrrrrrrrr !!!

Z wysoka spostrzegła nagle jakiś ruch przy skałach!
- Tam!!! – pisnęła radośnie, wskazując łapką Morcruchusowi i Sathemowi.
W tej samej chwili łapki osunęły się jej na piasku i Kejsi z piskiem zjechała ze skalnej półki na dupsku. Lądując wstała, w zmieszaniu czyszcząc swoją białą sukienkę.
- Tam się coś poruszyło, tam, tam! – wskazała i pobiegła ku skałom.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 02-23-2008, 22:46   #423
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Morcruchus obrzucił góry gniewnym spojrzeniem. " Zakłamany demon, nie powinienem mu ufać... " - pomyślał, a potem - " a może jednak powinienem się zwrócić do tego łącznika...? " - ale teraz było już za późno." Jeszcze ukaram tych niekompetentnych głupców... " Sathem był coraz bliżej, a odpowiedź nie nadchodziła. Och, dokładnie zobaczył jak ktoś przytrzymuje wilki, aby tylko ich dwunożny odpowiednik, mógł się przedostać. Gdy Sathem podchodził już pod kamienisty stok, Kejsi zaczęła się wygłupiać, ale w głębi duszy czuł, że jednak chciała mu pomóc. Zabawnie przestawiała wyrazy i nekromanta nie odrywał od niej oczu, śledząc jej ruchy. Nagle krzyknęła:

- OTH-ASTAR!!! ASTAROTH!!! - zrozumiał w jednej chwili. Najwyraźniej ktoś go wrobił.

Oczy błysnęły mu niespokojnie i kiedy Kejsi popędziła w kierunku zauważonego ruchu, spiął nagle brutalnie konia, który zeskoczył z półki, po której przed chwilą zjechała chimera. Dostrzegł Kejsi bliżej niż mu się wydawało. Złapał ją w locie w pół, gdyż nie dość, że Sathem przybył już na miejsce to jeszcze odkrył spisek przeciwko sobie. Teraz podejrzewał jak skończyły by się odwiedziny u bractwa. Będzie musiał z nim o tym pomówić. Wystawianie wspólnika na wiatr nie podobało się nekromancie. Dlaczego zawsze, wszystko musiał robić sam...?

- Chrzanię to - przygryzł lekko wargę sadzając ją przed sobą - Musimy się zwijać, kwiatuszku. - uśmiechnął się bez cienia humoru.

Jego koń popędził stromym, skalnym zboczem prosto w kierunku rozgrzanego piasku pustyni.
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 02-23-2008 o 22:52.
Mijikai jest offline  
Stary 02-24-2008, 08:14   #424
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
-Mieliśmy się tu tylko na chwilkę zatrzymać i coś napić! Karzeł skacząc po kilka stopni gonił jedną z nie-dziewic. Był absolutnie zły z tego co zrobił ich zielony kompan.
-Nie ma to jak wpakować się gówno tylko po wejściu do miasta! Z dołu usłyszał jak Zielony tłumaczy swoje zachowanie, Jego to nie przekonywało, Po prawie 600 latach na tej i innej ziemi jak i pod nią wiedział swoje.

Niobe pokazał mu pierwsze drzwi po prawej jako te właściwe. Karzeł podszedł i sprawdził czy ktoś tam jest. Wydawało mu się że tak. Stwierdził że może poczekać chwilę i nie będzie przerywał komuś. Poza tym nie byłby praworządnym kapłanem wyważając każde napotkane drzwi a potem mówiąc „Przepraszam”. Odwrócił się od nich i skierował się w dół schodów.

-Barbak z całym szacunkiem ale właśnie udowodniłeś że jesteś śmierdzącym zielonym orkiem. I nie chodzi tu o to że dbasz o swoje życie. Od momentu gdy zaproponowałeś nam poczęstunek i napitek wziąłeś odpowiedzialność za NAS.! Dwarf bez wątpienia się wkurzył i teraz musiał dać upust swym emocjom. Nikt z nas obecnych -rozejrzał się wśród pozostałych -[i] nie będzie cię osądzał, do momentu gdy twe działania nie zagrożą nam!
-Chcę dostać Ritha i podziękować mu za uwiezienie mojej duszy w kamieniach. Ale jak mam to zrobić gdy będziemy siedzieć w ciemnicy.

Gdy do lokalu weszli strażnicy, krasnoluda ogarnęła feeria barw. Od fioletowego przez czerwony do bladości. Warknął do orka.
-No to się spowiadaj teraz...

Waldorff następnie poszedł do szynkwasu a ponieważ nie było nadal barmana odszukał jakąś wódkę wziął dzban i przysiadł się do stołu zresztą drużyny. Poczęstował kompanów i sam wziął ze trzy mocniejsze kubki. Gdy podejdzie oficer zacznie z nim rozmawiać powołując się na niedawno wygrany konkurs że oni nie mając z tym nic wspólnego, Jednocześnie wyjaśni jemu że mag który opuścił ten lokal w dość przyspieszonym tempie złamał zasady savoir-vivre przez co sam sobie jest winien. Na dodatek Pan Barbak na pewno przeprosi go za to że użył zbyt mocnych środków przekonywania w stosunku do niego..
 
Vireless jest offline  
Stary 02-24-2008, 10:51   #425
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
- Kejsi! - krzyknął wilk, trzymając Kocicę w objęciach. - Nic wam nie jest? - zapytał.

- Sathem! – ucieszyła się Kejsi. – Gdybym miała teraz choć odrobinę wody dla ciebie! – zasmuciła się. – Nie martw się, nic nam nie jest, nic, Genghi, znaczy Morcruchus, przyszedł tu żeby... szukać swoich braci...?

- Braci? -
powiedział patrząc na Morcruchusa z niedowierzaniem.

Kiedy puścił Kejsi, ta pobiegła na drzewa i skały wołając jakieś dziwnie przekręcone wyrazy. Sathem podszedł do elfa.

- Dzięki, że wziąłeś ją stamtąd. Mogło jej się coś stać... Ale ważne że nic wam nie jest. - rzekł, poklepując Morcruchusa po ramieniu.

Lecz naglę elf ruszył na koniu w stronę Kocicy, chwycił ją i popędził po zboczu w stronę pustyni.

- Zaczekajcie! Poczekajcie na... mnie... - dyszał Wilkołak, każdy wyraz jednak coraz słabiej, gdyż był wymęczony po długim biegu.
- Czemu oni nigdy na mnie nie zaczekają? - mruknął z żalem, po czym zaczął iść w kierunku Kejsi i Morcruchusa. O ile włóczenie nogami po ziemi można nazwać chodzeniem.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 02-24-2008, 12:15   #426
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Kiedy Tevonrel grzecznie zapytał o jaki klucz chodzi, odezwał się Barbak, który wybił Magowi wszystkie zęby i połamał ręce, a następnie wyrzucił Maga na zewnątrz, zaś za chwilę wdał się w kłótnię z Waldorffem.

~Może trzeba było na niego ryknąć... Nie miałby całej zabawy dla siebie-potarł czoło w zamyśleniu Tygrys, ale Ravist nie odezwał się ani słowem, dalej czytając księgę.
~Nie chciałbyś dać temu czerwonemu klaunowi w pysk?-zachichotał Tev, ale Rav dalej nic nie mówił. Wydawało się, że nie słyszał.
~POWIEDZ COŚ GNOJU!!!-wrzasnął Rakszasa.
~Czytam, nie przeszkadzaj-burknął obrażonym tonem.

W tym samym czasie Tev usiadł przy barze, gdzie z nudów skrobał pazurem po blacie, robiąc wyżłobienia, gdy nagle otworzyły się drzwi i wpadło pięciu zbrojnych.
Tev szybko odwrócił się patrząc podejrzliwie na wojowników.
-No to się spowiadaj teraz...-warknął Waldorff do Barbaka, a Tygrys wyszczerzył się radośnie.

~Zobacz kto przyszedł!-powiedział radośnie Tev.
~Widzę i nic mnie to nie obchodzi-mruknął Ravist.
~Nie chcesz się pobawić? No, pobaw się z nimi. Pobawisz się na podwojonej i zwiększonej szybkości. Wiesz jak fajnie? Do tego ulepszone, ostrzejsza bronie. Wspaniale łebki spadają. Ty będziesz kontrolował-wyszczerzył się Tev, a Półelf słysząc to, zamarł z kartką w ręku.
~Baw się sam. Mnie nie pozwoliłeś pobawić się z tą kobietą, więc idź sobie sam-warknął, zagłębiając się w lekturze.
~Jak sobie chcesz-westchnął Tygrys.

Rakszasa wyszczerzył się i szybko stanął na palcach, a łapy zetknął nad głową, po czym zaczął stawiać szybkie, drobne kroczki, udając baletnicę. Do tego zaczął śpiewać straszliwie fałszując.
-Raz, dwa, trzy, wynoście się wszyscy! Cztery, pięć, sześć, bo nie będziecie mięli czym jeść! Siedem, osiem, dziewięć, będziecie pocięci! Dziesięć... WON MI STĄD KRETYNY!!!-zakończył śpiew zwyczajowym wrzaskiem, po czym nabrał powierza, nasycił furią, zabarwił i ryknął na wojowników.

~Co ty robisz?!-odezwał się Ravist.
~Chcesz mieć całe miasto na łbie?!-powiedział, po czym dodał:
~Daj!-po tym przejął kontrolę, lecz niestety ryk już się wydobył.

Ravist szybko podjął zamierzenia kolejnych działań. Błyskawicznie chciał wytępić całą piątkę i przemienić się w Genghiego zanim ktoś kolejny zdąży wejść lub zauważyć.
W razie próby ucieczki żołnierzy wyśle za nimi dwa stalowe, płonące tygrysy.
Jeżeli będą ogłuszeni rykiem, doskoczy do nich i zacznie po kolei ucinać im głowy.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 02-24-2008, 12:44   #427
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Nagle Morcruchus przestraszył się czegoś, popędził wierzchowca, złapał Kejsi i pogalopował ku pustyni.
- Chrzanię to - przygryzł lekko wargę sadzając ją przed sobą - Musimy się zwijać, kwiatuszku.
- Czemu, czemu!? – zdziwiła się Kejsi, ale siadła w siodle i jechała z Elfem na koniu. – Zrobiłam coś źle!? Nie chciałam, nie chciałam, chciałam pomóc! – zasmuciła się. – Zaczekaj na Sathema, zaczekaj, zaczekaj! Morcruchusie, czemu uciekamy, przed czym uciekamy!? ZATRZYMAJ SIĘ, Sathem nie nadąża, CZEKAAAJ!
Spróbowała przekonać konia w mowie zwierząt, żeby zwolnił i się zatrzymał.
- Morcruchusie, wyjaśnij, czego szukamy, i przed czym uciekamy, wyjaśnij! – poprosiła stanowczo Elfa.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 02-24-2008, 20:01   #428
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
Czy oni wszyscy są tacy tępi ? Czy tylko udają ? Myślał, że Sathem będzie płonął gniewem na samą myśl o porwaniu Kejsi , a ten klepnął go w ramię i pochwalił. Musi być obrzydliwie głupi. Albo sprytny. Albo szalony. Z uśmiechem pomyślał, że każda odpowiedź wydaje się prawdopodobna w tym samym stopniu.

[...]
- Po pierwsze - obrażonym tonem powiedział - nie mały. Po drugie mogłeś mi to wszystko wyjaśnić, gdyż byłem uwięziony dość długo w głowie tego parszywego malca i nie miałem czasu na nadrobienie zaległości. - słuchał dalej - Thomas wydaje mi się, że 600 lat, mógłby przeżyć, przecież to anioł. - dodał grzecznie, ale on nie wydawał się być tym zainteresowany - Dobrze, dobrze wszystko już rozumiem. Ale Ci nie ufam, nie myśl sobie, nie zasłużyłeś.

Zatrzymał konia z rozgoryczeniem i obejrzał się na skały. Szukał wzrokiem czegoś, a raczej kogoś kogo ujrzała jeszcse przed chwilą Kejsi. Musiał się ukrywać.

- Gdzie zauważyłaś to poruszenie Kejsi ? - spytał i dodał po chwili - Wiem, że Sathem nie nadąża, ale będzie musiał nas dogonić. To naprawdę ważne - skrzywił się lekko - To nie twoja wina, moja droga, po prostu niektórzy sądzą, że wszystko można zostawiać na ostatnią chwilę...
 
Mijikai jest offline  
Stary 02-24-2008, 20:04   #429
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 55 723
[i]-Barbak z całym szacunkiem ale właśnie udowodniłeś że jesteś śmierdzącym zielonym orkiem. I nie chodzi tu o to że dbasz o swoje życie. Od momentu gdy zaproponowałeś nam poczęstunek i napitek wziąłeś odpowiedzialność za NAS.! Dwarf bez wątpienia się wkurzył i teraz musiał dać upust swym emocjom. Nikt z nas obecnych -rozejrzał się wśród pozostałych - nie będzie cię osądzał, do momentu gdy twe działania nie zagrożą nam!
-Chcę dostać Ritha i podziękować mu za uwiezienie mojej duszy w kamieniach. Ale jak mam to zrobić gdy będziemy siedzieć w ciemnicy.



- nie takiej odpowiedzi oczekiwałem... po bądź co bądź teologu. Na mówię o bieli i fiolecie, Ty o odpowiedzialności zbiorowej. tak po prawdzie to nie odpowiedziałeś wogule na moje pytanie.......


Pijecie w najlepsze, kiedy drzwi otwierają się z hukiem i do środka wpada pięciu zbrojnych z mieczami.
- Co tu zaszło, spowiadać się w tej chwili w imię Światła!
Trochę was zamurowało. Po elfie w szarości i magu ani śladu...

- i jak mi się wydaje narazie nie odpowiesz.

-Raz, dwa, trzy, wynoście się wszyscy! Cztery, pięć, sześć, bo nie będziecie mięli czym jeść! Siedem, osiem, dziewięć, będziecie pocięci! Dziesięć... WON MI STĄD KRETYNY!!!


- TEV to przedsawiciele tutejszej straży. Nie prowokuj proszę. Nie trzeba nam na głowie całego miasta. prawda?

- Waldorfie wyspowiadam się ze wszystkiego, a potem mam nadzieje powrócić do rozmowy.

- Panowie. Jestem tu gospodażem. W czym mogę pomoc? to nasze nie pierwsze spotkanie. Mam nadzieje, że i jak poprzednimi razami, odłożymy na bok wszelakie popędliwe ruchy i na spokojnie postaramy się wyjaśnić to co Waćpanów tu sprowadza.


To mówiąc Barbak powolutku odpiął szable i delikatnie położył je na stole (mniej więcej w zasięgu ręki). ręce na tomiast zaplótł na przedramionach zasłaniając dłońmi sztylety.
 
hollyorc jest offline  
Stary 02-24-2008, 20:53   #430
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Morcruchus nagle zatrzymał konia i zaczął mówić sam do siebie!
- Po pierwsze - obrażonym tonem powiedział - nie mały.
Kejsi czerwona na twarzy zasłoniła usta łapkami.
- Przecież zawsze byłeś Wielki, zawsze byłeś Wielkim Inkwizytorem! – speszyła się.
- Po drugie mogłeś mi to wszystko wyjaśnić, gdyż byłem uwięziony dość długo w głowie tego parszywego malca i nie miałem czasu na nadrobienie zaległości...
Kejsi ze zdumieniem spoglądała na Elfa. Wychyliła się w siodle, na lewo, potem na prawo, próbując dostrzec twarz Elfa siedzącego przed nią, podrapała się za uchem, zerknęła pytająco na Sathema i wzruszyła w zmieszaniu ramionami.
- Thomas wydaje mi się, że 600 lat, mógłby przeżyć, przecież to anioł.
Thomas jest Averonem! – pomyślała Kejsi, ale nie odezwała się. Co to jest „anioł”? Ten dziwny facet, Jacob, też wspomniał to słowo! „Anioł stróż” powiedział wtedy, czy coś takiego. To chyba pozytywne określenie.
- Dobrze, dobrze wszystko już rozumiem. Ale Ci nie ufam, nie myśl sobie, nie zasłużyłeś.
- Morcruchusie, z kim rozmawiasz, z kim!? – zachichotała Kejsi.
Elf zatrzymał konia.
- Gdzie zauważyłaś to poruszenie Kejsi?
- Ale nic mi jeszcze nie wyjaśniłeś! – jęknęła smutnie, spuszczając ogon. – Rozmawiasz z duchami, wołasz kogoś, uciekasz, wracasz! Powiedz chociaż kogo szukamy! Nie wiadomo co dzieje się z Waldorffem i Tevem, co knują Zakalec i Astaroth! A mi nigdy nikt nic nie mówi!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110