Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-04-2008, 21:57   #471
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Astaroth wydostał Sathema spod kopuły, jednak akcja z płaszczkolotem niezbyt mu się udała - zwyczajnie został przez niego zrzucony. Była to obraza, której nie mógł puścić płazem więc z odpowiedzi koncentrując wizg jak bicz przeciął nim tą i dwie inne które się nawinęły. Niech nauczą się, że jeśli chce polatać na płaszczce to zrobi to, albo nie dopuści by ktoś inny to zrobił!

Radosne zestrzeliwanie płaszczek przerwał mu jednak nagły atak szcześciu demonów, sądząc po energii tworów Ritha. Mógł podejrzewać, że jego ojczulek nie da mu spokoju obawiając się go, jednak podejrzewał że atak nastąpi albo nieco słabszy, albo nieco później. Wysyłać szcześć demonów na niego samego już teraz - jednak Rith naprawdę czuł się zagrożony! Jakby mało było ich ilości, byli dość dobrze ze sobą zgrani, atakowali jeden po drugim nie dając mu nawet sekundy odpoczynku.

Pierwszy z nich przyzwał jednym ruchem ręki jedenastu pomocników z kuszami i rzucił się do ataku. Astaroth płynnie odskoczył by nabrać impetu do cięcia gdy uderzył w niewidoczną barierę. Nie miał czasu zastanowić się, czym na dobrą sprawę to jest gdyż przeciwnik nacierał - w ostatniej chwili, dzięki byciu o krok do przodu zablokował ostrze rękami wprawiając w zdumienie przeciwnika. Czyżby nie byli uprzedzeni, że nie walczą z byle opętańcem? Tym lepiej dla niego...

Gwałtownie podskoczył w górę, unikając salwy z kusz. Część bełtów uderzyła o bariery, pozostałe zbił w locie. Jednak, skoro bariery przeszkadzały zarówno jemu jak i przeciwnikom, to skąd do ciemnej bieli się tutaj wzięły? Jednak nie dane mu było zatrzymać się nawet na chwilę - był zmuszony do uniknięcia ataku psiego demona. Gdy tylko wylądował kolejny demon zaatakował go dwoma łańcuchami, starając się go unieruchomić. Szybka zmiana pozycji i płynny ruch szabli pozwoliły, by łańcuchy zamiast na jego rękach owinęły się na szablach. Wykorzystał ten moment, by odskokiem w tył naprężyć łańcuchy i wytrącić przeciwnika z równowagi, a następnie przydeptując łańcuchy wykorzystać zasadę nożyc i zniszczyć broń przeciwnika. W międzyczasie zapamiętał ułożenie barier, by chwilę potem cieszyć się z tego ruchu - dzięki temu udało mu się uniknąć ataku ognistego demona, a dzięki szybkiej teleportacji ujść bez szwanku przy ataku lodowego.

Trzeba było im przyznać - dawno nie widział równie zgranej drużyny i tylko cudem nie oberwał od ich zmasowanego ataku. Walka z całą szóstką najpewniej byłaby trudna i już miał zamiar użyć swojej ostatecznej umiejętności by zetrzeć ich na pył bez względu na przypadkowe ofiary gdy do ich walki wtrącił się... no właśnie, daniej gnom, teraz elf. Genghi, niezależnie od tego jak się teraz nazywał chciał z nim walczyć, wyrażając swoją prośbę w dość aroganckich słowach. Cóż, skoro tak tego pragnie... Niech wie, że ma dobre serce i spełni jego marzenie

- Oh my :3 - powiedział gdy tylko się pojawił - wiedziałem że od zawsze chcesz być ze mną sam na sam, ale moment wybrałeś trochę nie tego...
- Astaroth, Astaroth, jesteś przykładem demona, który zaszedł stanowczo za wysoko - błysnął okiem - Uważasz się za niepokonanego, nie mów mi, że tak nie jest... Dwa razy bardziej potężny, dwa razy mniej szalony - zachichotał - A więc szanse są wyrównane... Nieprawdaż ?
- Tak myślisz? Wiesz, mógłbym się kłócić, kto z nas próbuje zajść wysoko - odpowiedział, kładąc szczególny nacisk na słowo wysoko - Miło, że uważasz mnie za niepokonanego, choć przydałoby się byś poznał Valgaava w trakcie furii. Choć ciekawsza walka czeka mnie na zewnątrz, to jednak niech stracę, powalczę z tobą. Choć wiesz co? Powalcz sobie najpierw z własnymi słabościami by w ogóle zasłużyć na walkę ze mną

Astaroth, wykorzystując jedną ze swoich umiejętności wyciągnął szable i stanął w szermierczej pozycji, po czym z płonącymi szablami rzucił się do ataku na Genghiego
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline  
Reklama
Stary 03-04-2008, 22:08   #472
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
- Tak myślisz? Wiesz, mógłbym się kłócić, kto z nas próbuje zajść wysoko - odpowiedział, kładąc szczególny nacisk na słowo wysoko.

- Ja byłem wysoko, kiedy ty jeszcze nie egzystowałeś Astarothu, Legionie, czy jak Cię tam zwą...! - to był jego czuły punkt w zawsze głęboko ukrywanych uczuciach - To tacy jak ty sprowadzili mnie do tego stanu, w którym teraz jestem... Owszem, odzyskałem wiele - tu potarł wierzchem dłoni płaszcz - Ale nie potęgę i nie zawaham się po prostu ją wziąć twoim kosztem.

- Miło, że uważasz mnie za niepokonanego, choć przydałoby się byś poznał Valgaava w trakcie furii. - Morcruchus mu przerwał grzecznie.

- O nie mój drogi, nie przekręcaj mych słów, to ty się za takiego uważasz i nie omieszkam wyprowadzić Cię z błędu.

- Choć ciekawsza walka czeka mnie na zewnątrz, to jednak niech stracę, powalczę z tobą. Choć wiesz co? Powalcz sobie najpierw z własnymi słabościami by w ogóle zasłużyć na walkę ze mną.

Morcruchusa niesamowicie bawiło to co mówił demon, gdyż nawet nie wiedział, że stoczy jedną z najtrudniejszych walk dotychczas... właśnie z samym sobą. A groził tym elfowi, co za paradoks... Co za paradoks... Na moment przed atakiem demona, Morcruchus zanurzył swe eteryczne ja we właściwym demonie.

Pod szable o mało co nie poszła by siostra byłego szlachcica ! Erenis, stała i wpatrywała się w niego smutnymi oczami. Pozlepiane krwią włos opadały jej w kosmykach na twarz. Czy, czy ona się uśmiechała ? Czy wciąż wierzyła w jego zmianę ? Wydawało się, że po prostu... Mu wybaczała. Powstrzymując z trudem płacz ledwie wydobywała z siebie głos.

- Znowu mnie zabijesz ? - jęknęła - Czy znowu użyjesz przeciwko mnie tego swojego ognistego miecza ? Rodzoną siostrę ? Wstydziłbyś się, patrz co się z tobą stało, nigdy bym po tobie nie spodziewała się takiego okrucieństwa... Jestem bezbronna, chyba nie zabijesz bezbronnej po, po... po raz kolejny...

Elf natomiast był zbyt zatopiony w świadomości Astarotha, by przejmować się tym co mówiła siostrzyczka demona. Witaj w moim świecie, Astarothu...
 
Mijikai jest teraz online  
Stary 03-05-2008, 12:59   #473
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Starfire zrobił wredne płaszczki na szaro!
Nieoczekiwanie pojawił się Astaroth! Kiedy przeniósł się pod kopułę do Sathema, Kejsi zamarła z przerażenia.
- Zostaw go, zostaw, odejdź od niego, nie dotykaj go!!! – krzyknęła z rozpaczą, sądząc, że demon chce skrzywdzić wilczka!
Jednak Astaroth teleportował Sathema, wyciągając go z kopuły! Chimerka była bardzo zdziwiona i trochę speszyła się, że tak krzyczała nienawistnie przed chwilą w kierunku demona. Ale z demonami nigdy nie wiadomo, nigdy!
- Sathem! – chimerka obejrzała się na wilczka siedzącego za nią. – Astaroth...! – spojrzała demonowi w zimne fioletowe oczy.
Czy zobaczyła współczucie? Iskrę dobra? Tajemniczą sympatię? Skrywaną głęboko nienawiść do wszystkiego co żywe? Zobaczyła chłód. Czuła go na całym futerku, kiedy Astaroth był obok. Astaroth nie był... zły. Był... zimny.
- Astaroth...! – szepnęła znów. – Dzię...kuję...!
Zniknął! Po chwili pojawił się znowu i walczył z sześcioma innymi demonami! Kejsi przestraszona tym jak walczyli, ich szybkością, siłą i brutalnością, prędko popędziła konia, aby zawrócił i jak najszybciej oddalił się z miejsca bójki. Astaroth zdawał się od nich silniejszy, nawet go nie zadrapali!
- Sathem, jak się czujesz!? Nie możemy się teraz zatrzymać, musimy uciekać, uciekać!
Obejrzała się, by sprawdzić jak idzie Astarothowi. A jego tam nie było! Sześciu wrogów podejrzanie gapiło się na chimerkę i wilczka.
- Gdzie Astaroth, gdzie Morcruchus!? – zdziwiła się. – Czego chcą od nas te demony, dlaczego nas atakują!? Czego chcecie!? Idźcie, przepadnijcie w blaskach świętego Światła!!! Starfire, pomóż nam, pomóż! Zabierz nas do reszty, do miasta, szybko! Musimy wezwać Almanakh!

Obejrzała się za siebie, i trzymając się mocno w siodle galopującego konia zawołała;

Odbicie świetliste zmrożone rozkazem bieli,
Skuj swoim gładkim lustrem ciszy wrzask złych dusz,
Zduś ogień nienawiści ich umysłów i serc,
Blizzard wind!!!

Naraz usłyszała dziwny, miękki, męski głos. Wesoły głos, szepczący melodyjnie, zawadiacko;

Jego Jegomość Pan Cienia leży przy tobie
Nocą potężniejszego od niego
nie ma!
Przed nim jedynym tajemnic nie masz
Czujesz mrożącą moc bijącą od każdego
Cienia
Składaną Ci w hołdzie ludzkich
twarzy upiornego uwielbienia
Milionom krwawią oczy
Bo spojrzeli na Ciebie nie widząc
cierpienia
Czyja więc dusza nie zazna
zbawienia?

- ...Huh..!? – zdziwiona Kejsi rozejrzała się wokół.
Sathem nie wyglądał na zaskoczonego, chyba nie słyszał głosu!

Czy boisz się nocy?
W której budzisz się sam
Jeszcze z sercem, tylko na jak długo?
A oczy niczego nie widzą,
Choć czujesz, że patrzysz w lustro
I wyglądasz jak zmora
Odbite myśli wracają do Ciebie
Widzisz czyjeś dni i noce
Twoje! Swoje! Niczyje noce!
Puste chwile pustki
Szukając ucieczki chowasz się głębiej
W sumienie!

- Kim jesteś, kim!? Gdzie jesteś, pokaż się! – Kejsi rozglądała się, ale nikogo poza sześcioma demonami nie widziała, a to chyba żaden z nich.

Odpowiedzi...alność
W ciemności wszystko znika
Więc kto tu jest?
Kto patrzy? - pytając zasypiasz
Gdy echo odpowie
A kto pyta?
Czy boisz się mroku
Zapytam?

- KIM JESTEŚ!?

że gdy zachodzi Światła bożek
złocisty pył powietrze orze
krwawe refleksy rzuca falom
usychając

kiedy ból wżyna swoje dłonie
w usta w oczy
ból jak latarnia święta płonie
broczy

szyldy imiona światła czekam
wciśnięte w głąb w nocy aksamit
i tylko czas płynie jak rzeka
pomiędzy nami

skłębione góry ciemnych pragnień
z materii blado-krwawej
rosną w światłości barwy pawie
nad bagnem

że gdy usycha słonecznik boski
zamiera pieśń
zamiera słowo
zostaje tylko ból
nieboskłon
lęk zbudzony na nowo

Diamenty obłoków już schodzą
Na Ziemi popielnej dłonie
a moje oczy za Tobą błądzą
serce płonie
Rozbite lustra Czasu
stracone nadzieje
na niebie z grząskich atłasów
nie dnieje
słońce nie wschodzi nigdy
na moim czarnym niebie
słońce nie wschodzi nigdy
nie ma Ciebie
Zimna, Czysta, Kryształowa. Witaj
Rozświetlaj
Czarną zorzą co nocy
Zakwitaj.

po ścieżkach niebios naucz mnie chodzić
gwiazdy jak płatki śniegowe swym palcem namaluj
złocistą strugą na pokuszenie racz mnie wodzić
zacałuj
na ciepłych piaskach ułóż swoje stopy
nad nami księżyc jak głaskany srebrem sporysz
a ty mnie cieniem swego serca uśpij
ukołysz
przez pianę fal wołam
krzyczę twoje imię fałdom oceanu
wołam twe imię mrocznym otchłaniom
przez ciche pola
na niebiańskich stołach
w piaszczystym posłaniu
buduję dla ciebie zamki
puste sale
świeczniki
perłami zdobię blanki
sadzę róże
kryształowe mozaiki posągi z miki
na dnie oceanu
na dnie mgieł
w nocy w kościołach twe imię wołam
pod chmurami mnie schowaj
w swoich ustach zanurz
niech połączy nas mowa
oceanu
mgieł
weź mnie proszę do siebie
w ramion twych słodki tokaj
weź mnie proszę do siebie
pokochaj

Kejsi nastroszyła futerko i złapała się za głowę, targając nerwowo włosy i piszcząc;
- Idź sobie, idź sobie, głosie, z mojej głowy! Przestań mnie dręczyć, demonie, złośliwy duchu, zamilcz, ucisz się!!! Demony nie zagrzeją tu miejsca, milcz, cicho! Starfire!!!

Kiedy smok zanurkuje w dół Kejsi podjedzie konno blisko niego i spróbuje wskoczyć na smoczą szyję wraz z Sathemem, albo poprosi smoka, aby on schwycił ją i Sathema w łapę i zabrał ich szybko do Ditrojid, po drodze zamrażając nadal płaszczki.

* wiersze dostarczyła Almena
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 03-05-2008, 20:53   #474
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
- ZOSTAW MNIE! - krzyknął Sathem, kiedy Astaroth chwycił go pod kopułą.

Kiedy Demon usadowił Wilka na koniu tuż za Kejsi, Wilkołak nie wiedział co o tym myśleć. Po co on go stamtąd zabrał? Jaki miał w tym cel? Sathem nie widział, aby ta akcja była przejawem dobroduszności wobec niego.

~~On musiał mieć w tym jakiś cel... Tylko jaki?~~

Na to pytanie Sathem nie mógł znaleźć odpowiedzi. Jego rozmyślania jednak przerwała niehonorowa walka Astarotha z szóstką jego "pobratymców". W końcu jednak zniknął z Morcruchusem, zostawiając ich samych z demonami. Nie uśmiechało się to im.

– Czego chcą od nas te demony, dlaczego nas atakują!? Czego chcecie!? Idźcie, przepadnijcie w blaskach świętego Światła!!! Starfire, pomóż nam, pomóż! Zabierz nas do reszty, do miasta, szybko! Musimy wezwać Almanakh!

Na te słowa Sathem bez wątpienia objął Chimerkę w pasie i przemienił się jeszcze raz w ognistego Starfire'a.

- ...Huh..!?

Kejsi zaczęła rozglądać się dziwnie dookoła.

- Kim jesteś, kim!? Gdzie jesteś, pokaż się!

Sathem popatrzył w dół.

~~To na pewno te demony.~~ pomyślał, i skupił się na jak najszybszym wznoszeniu się w górę.

- KIM JESTEŚ!?

- Spokojnie Kejsi... Jestem przy Tobie... Nie masz się czego obawiać... -
Sathem przyłożył swoją głowę do twarzy Kejsi, jednocześnie wznosząc się coraz szybciej w górę. Przez chwilę Kocica nic nie mówiła, lecz po chwili Smok usłyszał:

- Idź sobie, idź sobie, głosie, z mojej głowy! Przestań mnie dręczyć, demonie, złośliwy duchu, zamilcz, ucisz się!!! Demony nie zagrzeją tu miejsca, milcz, cicho! Starfire!!!

- Leć przodem!! -
krzyknął Sathem, tak jakby dokańczając wypowiedź Kejsi, po czym sam skierował się w stronę miasta.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 03-06-2008, 15:00   #475
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 3 Panda jest na bardzo dobrej drodze
$: 75 167
Thomas/Archer.

Thomas, Ditrojid

- Robi się nieciekawie... - mruknął Anioł spoglądając na zamęt - Dawno tego nie robiłem... Płoń, Żywy Ogniu!! - przejechał ręką po szpadzie.
Żywy Ogień przybrał postać wielkiego miecza, przypominający ogromną szable. Przybrał postać miecza, jakim był przed przekuciem go w rapiera.
- Przybądź przyjacielu i wspomóż nas swym ognistym oddechem. Spopiel dzieci Rotha pomagając Światłu... - szepnął.

Wokół Thomasa zaczął zbierać się ogień, przypominający łby smoków. Oczy Anioła przybrały czerwony kolor, jego włosy zaczęły unosić się w powietrzu targane gorącymi podmuchami.
Ogień buchnął do góry jasnym snopem. Nad głową Thomasa pojawił się Żywy Ogień. Smok ogłosił swe przybycie groźnym, donośnym rykiem, zwracając tym samym uwagę wszystkich na siebie.
- Żywy Ogniu! Pomóż! Spopiel wroga! Wierze w Ciebie! - krzyknął Anioł.
- Jak sobie życzysz, Thomasie. - odpowiedział mu gardłowym warknięciem i wzbił się w powietrze.
Smok ruszył do walki, spopielając swym oddechem każdego demona w zasięgu wzroku. Z rozpędem wpadł między skupisko płaszczek. Jedną rozdarł swą potężną łapą, inną spopielił... Kolejna została przecięta w pół jego ogonem. Walka się zaczęła!

W tym czasie Thomas wzbił się w powietrze. Zawisł jakieś pięć metrów nad ziemią i przyjrzał się sytuacji. Płaszczki były wszędzie, ścigały ludzi na chodnikach, walczyły w powietrzu z gryfopodobnymi chimerami... Nagle, powoli, wszystko zaczynało zwalniać. Thomas widział jak demony "wiszą" w powietrzu. Podleciał do jednej i wbił jej miecz prosto w otwór gębowy. Wyszarpnął z dużą siłą swój oręż, rozrywając przy tym płaszczce głowę. Szybko skoczył do kolejnej.
Płaszczki leciały trzy. Pierwsza zginęła od cięcia w tułów, kolejna znalazła pasażera na gapę, który przebił ją na wylot swoim mieczem. Poczuł coś na plecach. Zaczął spadać, wszystko zaczęło przyśpieszać. Spadając widział, jak demony, które zaatakował zmieniły się w fioletowe mgiełki.
Przed spotkaniem z twardą ziemią uchronił go Żywy Ogień, łapiąc go w swe szpony.
- Dzięki druhu. - powiedział szczerze.
- Nie ma za co. - znów odpowiedział mu gardłowym pomrukiem.
Thomas znów wzbił się w powietrze.

Ledwo zdołał zablokować mieczem cios ogonem. Sypnęło iskrami... Rozległ się kwik płaszczki, która straciła ogon. Chwile później jej pisk urwał się w pół, gdy klinga przeszyła jej ciało. Anioł znalazł się w kłębie fioletowego dymu, który rozwiał się po machnięciu skrzydłami. Wystawił rękę w bok. Jedna z płaszczek rozbiła się na niewidzialnej ścianie, przybierając fioletowy kolor po czym przemieniła się w mgłę i wyparowała.

Thomas zatrzymał się na moment. Nie ważne ile zabijał, ile zabijali inni, płaszczki nie ubywały. Wręcz przeciwnie - było ich coraz więcej!

Anioł niewiele myśląc wskoczył na Żywego Ognia i stawiał ściany w i przed płaszczkami. Starał się też paraliżować je tak, by spadały. Na ziemi zajmą się nimi inni wojownicy.

Archer, stepy przed Ditrojid

Archer rozmył się, znikł. Chwile później pojawił się pomiędzy Demonami ze swoimi długimi nożami.
- Witam. Mój Pan, Thomas, przekazuje Wam pozdrowienia. Liczy też na to, że grzecznie wrócicie do wymiaru fioletu i zostaniecie tam na zawsze. W innym wypadku będziecie unicestwieni. - powiedział spokojnie, spoglądając Demonom w oczy.

Było pewne, że Demony zaatakują. Archer stał wyprostowany, spokojny... Wyglądał tak, jak by w ogóle się nie przygotował na ewentualne ciosy. Jednak ciągle był uważny, czekał. Nasłuchiwał... W razie ataku rozmywa się, znika... By pojawić sie nieznacznie obok i wbić nóż w klatkę piersiową demona. Po tym wyrywa go z klatki tak, by rozerwać "ranę" i tnie drugim w okolice karku. Potem znów znika.
 
Panda jest offline  
Stary 03-06-2008, 15:58   #476
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
„Podczas walk w mieście najgorszy jest chaos. Nic tak bardzo bałagan i zamieszanie nie wyzwala we wszystkich uczestnikach walk tak niskich instynktów.” Pomyślał krasnolud i biegł dalej w kierunku sadzawki a raczej wypielęgnowanego oczka wodnego. Wokół niego panowało zamieszanie i gorączka wojenna. Napastnicy nietypowi i w niesamowitej liczbie wskazywały, że to nie jest codzienny rytuał. Waldorff trzymając Młot w dwóch rekach przed sobą skoczył do sadzawki. Duża ilość wody wylała się na kwiatki, chodnik i pozostałe elementy ogrodu. Krasnolud nie zważał na to. Dziękując w myślach, że próby pomocy ze strony mrocznych nie skończyły się jakimś skaleczeniem postanowił sam usunąć demonie gluty. Udało mu się. Przynajmniej w stopniu, jaki mógł przyjąć.

Nad głową przeleciał kolejny demon ścigany przez strzały obrońców. Jego młot bojowy obudził się ze swojego letargu. Zaczął przyśpiewywać sobie. Waldorff nie miał nic do jego tekstów nawet wtedy, gdy chciał palić dziwki, ratować smoki i gwałcić dziewice. Kolejność nie była ważna. Nie wytrzymał, gdy ten znów przypomniał mu, że jest neutralny w tej walce. Dla niego było to nie do pomyślenia. Dla krasnoluda wręcz przeciwnie. Uważał, że walka jest wliczona w jego życie i rolę na tym świecie, ale nigdy nie podejmował jej, gdy nie wiedział, z kim i dlaczego oraz jak ma wygrać. Gdy przyjdzie na to czas, będzie walczył, ale teraz trzeba znaleźć kogoś, kto pomoże mu rozszyfrować tę zagadkę. Nie w walce jest nasze uwolnieni. Rozejrzał się wokół. Nie było Astarotha, Thomasa, Teva czy Barbaka. Kilkanaście metrów dalej na chwilę mignęła mu sukuba. Chciał już za nią pogonić by poprosić ją o skontaktowanie się, z Asthem ale zreflektował się, że ona go nie lubi i nie koniecznie będzie chciała mu pomagać, ponieważ nie oddał się fioletowi. Na szczęście zobaczył w tle Beulfa. Ruszył w jego stronę biegiem orientując się czy coś lub coś na niego nie spadnie. To nie była dobra chwila na umieranie od zabłąkanej strzały czy spadającej cegły.

Dragonita był w swoim żywiole. Walczył i emanował wprost charyzmą wzmacniając wysiłki tych, którzy byli wokół niego. Dwarf wiedział, że tylko on przeżył z dawnych czasów. Gdy dotarł do niego schwycił go za ramię i zakrzyknął
-Musimy szybko porozmawiać!! Nie wiedział czy on go dobrze usłyszał, więc krzyknął raz jeszcze –Wiem jak pokonać te demony raz na zawsze!

Odciągnął go na bok pod kawałek jakiegoś drzewa.
-W imię wszystkich bóstw, które czcisz oraz na dusze moją z ciężkim bólem odzyskaną zaklinam Cię! Wysłuchaj mnie proszę...
-Tych demonów nie pokonamy strzałami, magią lub mieczem. One są tu, ponieważ ktoś je tu przysłał. Musimy Go zneutralizować. Wiesz nie lubię ostatecznych określeń. Ja i moi druhowie przybyliśmy tu kiedyś z innego świata. Sam nie wiem jak jesteśmy daleko i czy to są jeszcze te czasy, w których żyliśmy.
–Mimo toczącej się walki Waldorff starał się mówić powoli i tak by Beulf nie musiał się domyślać, co on mówi.- –Kiedyś dawno temu pewien potężny demon skradł dusze śmiertelników by oni zrobili coś dla niego. Oczywiście nie było to przytarganie koszyka z jabłkami. Był to początek spisku, jaki On wywołał. Wśród tych, którzy to rozpoczęli byłem ja. Cała historia jest długa. Jej epilogiem a przynajmniej obecnym rozdziałem jest Ditroid. Przybiliśmy tu w poszukiwaniu za Rith’em Demonem, który kontroluje te stwory. Gdy je zabijemy on przyśle kolejne i ta będzie cały czas. Musimy się dobrać mu do skóry! Tylko w taki sposób możemy przetrwać. Niedaleko od nich zawaliła się ściana jednego z domu robiąc niesamowity łoskot i wzbudzając obłoki kurzu. Krasnolud schylił głowę i mówiąc do brody kontynuował swoją wypowiedź.
-Pamiętasz jak spotkaliśmy się w świątyni? Ty uważasz że minęło kilkaset lat a dla nas. Tych, którzy weszli do świątyni. Nie mineło więcej niż kilka dni. Wszystko dlatego że Rith, po wygranym przez nas konkursie rzucił potężny czar. Zaklął czas i przestrzeń. W ten sam sposób postąpił ze smokami. Nie dziwi że jesteś jedynym ze smoków? Dodatkowo świątynia Abazigala? Cenię Go i oddaję mu hołd ale co się dzieje z starymi bogami? Ale musimy to zmienić. Jest jeden sposób na złamanie jego uroku. Musimy znaleźć i usunąć wszystkie ślady istnienia mnie i mojej drużyny. Każdy zapis. Tylko w ten sposób uda się wyrwać wszystkie asy z talii Rith’a i zwyciężyć Go.
Nie wiesz może co się stało z księgą wejścia do Ditroid oraz z księgą zapisów na turniej? Swoją drogą również i notatki z mojego przesłuchania. Powiedz czy zrozumiałeś, o co mi chodzi, możesz nam i sobie pomóc?


Rozejrzał się wokół, szukał wzrokiem Thomasa i lub Astarotha. W głowie Dwarf był jeszcze jeden pomysł na myśl którego aż wzdrygał się z obrzydzenia na własną osobę.... Chciał z nimi porozmawiać
 
Vireless jest offline  
Stary 03-07-2008, 13:26   #477
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Astaroth;
Dobywasz szable i rozpalasz je czarnofioletowymi płomieniami.

Morcruchus;
Obok ciebie pojawia się twoja wierna kopia! Demon rzuca się do ataku, przechodząc w niematerialność.

Astaroth;
Bezczelność. Ten elf śmiał wyzwać cię na pojedynek! Cóż, nie zamierasz go zawieść... używając transu przekonujesz go, że jesteś gdzie indziej, że nadal szarżujesz na niego, podczas gdy tak naprawdę jesteś w zupełnie inny miejscu. Zjawiasz się za plecami Morcruchusa, gotów by zadać cios!
Znienacka twój umysł wypełnia wizja twojej siostry. Dawne wspomnienia, tragiczne wydarzenia, niepotrzebna śmierć... Jakże brutalna śmierć, zadana twoją własną szablą... Jej oczy, jej łzy, jej słowa... Czy zawsze była nikim, czy zawsze była tylko pustym ciałem z ulotną duszą, którą jej wyrwałeś...?
Nie możesz skupić się w pełni na ataku. Cios zadany lewą szablą chybia głowy Elfa, rozjuszony tym wkładasz więcej finezji w drugie cięcie.

Morcruchus; Szabla Astarotha ze świstem cięła cię w plecy, zostawiając długą, skośną ranę. Odskakujesz, Astaroth zdaje się odporniejszy na wyrzuty sumienia niż sądziłeś!

Kejsi, Sathem;
Starfire z melodyjnym wyciem zwinnie nurkuje w dół, rozpościerając znów ogromne białe skrzydła kilkanaście metrów nad trawiastą równiną, i sunie z gracją ku wam, falująca trawa niemal smaga go po brzuchu. Wciąż pojawiające się płaszczkowate demony krążące wokół niczym sępy, giną sukcesywnie od przebijających sopli Wiatru Lodu. Smok w całym swym majestacie przelatuje ponad galopującym koniem i ostrożnie, delikatnie, zgarnia na nadstawioną łapę Kejsi i Sathema, po czym uderza głośno skrzydłami i błyskawicznie wzbija się bardzo wysoko. Puszcza Sathema, ten przemienia się w ognistego smoka. Kejsi zwinnie zeskakuje na jego grzbiet. Starfrife wykonuje powietrzną pętlę i rusza przodem ku Ditrojid.

Przy demonach zjawia się Archer. Wykorzystując swą szybkość, wbija nóż w klatkę piersiową demona w okularach.
- Żgnął mnie! – stwierdził ze zdumieniem.
Jedna z demonic zachichotała, rozbawiona.
- Witam. Mój Pan, Thomas, przekazuje Wam pozdrowienia. Liczy też na to, że grzecznie wrócicie do wymiaru fioletu i zostaniecie tam na zawsze. W innym wypadku będziecie unicestwieni.
Archer zniknął, zjawił się znowu, wyrywając nóż i wbijając go w bark demona. Ten błyskawicznym ruchem ręki chwycił go za gardło.
- Przekażemy Thomasowi nasze pozdrowienia – uśmiechnął się.
Drugą rękę zgiął nienaturalnie, wbrew prawom anatomii, wyjął nóż z gojącej się już rany, i z chrupnięciem wbił ostrze po rękojeść w czoło Archera. Upuścił martwe ciało na ziemię.

Wszystkie demony zadarły glosy, spoglądając w niebo.
- ZABIĆ ICH!!!
- ...
- JUŻ!!!
- Tam jest Starfire!...
- Jeśli natychmiast nie zabijecie tych dwóch żałosnych chimer, zakończę waszą egzystencję nim Starfire zdąży na was spojrzeć!!!
Demony w dole zniknęły, by za sekundę pojawić się wokół Sathema – lewitowały, i przesuwały się wraz z nimi.

- Światło Mothol!
-TarnishedDragon- by *lone-momo on deviantART
Od demona błysnęło opalizujące, fioletowo-czarne światło, które gęstą zasłoną zasnuło wszystko! Kejsi, Sathem, oślepieni, nic nie widzicie poza fioletem! Słyszycie ryk Starfire, który prawdopodobnie walczy z napastnikami.

- Chaotic rage!!! – usłyszeliście.

Sathem, poczułeś nieodpartą, niemożliwą wręcz do odparcia, wściekłość. Niczym w oślepiającym szale berserkerskim, zapałałeś chorą żądzą mordu i opanowała cię czysta nienawiść do najbliższego żywego celu. Do Kejsi! Nie byłeś sobą. Po prostu naraz ujrzałeś nie ją, a wroga, kogoś, kogo trzeba natychmiast zniszczyć! Natychmiast skierowałeś swój ogień na nią tak, aby zaczął ją parzyć, jednocześnie próbowałeś sięgnąć ją swoim smoczym ogonem.

- Kinetic blast!
Potężny podmuch wiatru uderzył w was, i posłał w dół. Sathem bezradnie koziołkował przez chwilę w powietrzu, kiedy wreszcie zdołał wznosić lot – nie wiadomo dokąd, gdyż stale był oślepiony. I nadal ogarnięty szałem.

Sathem; Krwi, krwi, KRWI, ŚMIERĆĆĆĆ!!! Twoim celem jest dopaść Kejsi!!! Możesz próbować przełamać szał, w końcu Kejsi i ty jesteście dobrymi przyjaciółmi, lub nawet czymś więcej [więc granica błędu w rzucie +20 w obie strony]

Kejsi; nic nie widzisz, a do tego nie wiadomo czemu podłoże na którym siedzisz zamienia się w żywy płonący stos! Twoje ubranko i futerko natychmiast staje w ogniu!!!

Ditrojid
Thomas
dołącza się do walki w towarzystwie Żywego Ognia!
- Żywy Ogień!!! – ludność miasta powitała drugiego z legendarnych smoczych bohaterów z entuzjazmem.
Thomas dosiadłszy smoka przedziera się na jego grzbiecie poprzez plagę latających demonów, niewidzialnymi ścianami rozcinając demony krążące po bokach smoka. Ognisty dech Żywego Ognia falami spopiela zaś wszystkich wrogów przed smokiem. Smok zawraca zwinną pętlą i sytuacja się powtarza.
Wojownicy Ditrojid dobijają demony które w ucieczce przed smokiem zapuszczą się zbyt nisko ponad miasto.

Waldorff; w ferworze walki odbiegasz do Beulfa i nawołujesz do niego.
- Ja i moi druhowie przybyliśmy tu kiedyś z innego świata
- Skąd?! – zawołał, wyrywając parkową ławkę i ciskając nią w nadlatującego demona.
BĘC! – odbiła się od łba bestii.
- Z innego świata?!
- Sam nie wiem jak jesteśmy daleko i czy to są jeszcze te czasy, w których żyliśmy.
- Jak to przecież żyjesz...?! – Beulf wyrwał latarnię parkową i cisnął nią w kolejną płaszczkę.
- Przybiliśmy tu za Rith’em Demonem, który kontroluje te stwory.
- Za Rithem?! Za panem mgieł?! – zdumiał się. – Ale to legenda! Nikt go nigdy nie widział! Czekaj czekaj czy ja dobrze rozumiem...?! Chcesz usunąć wszystkie ślady istnienia siebie i swojej drużyny aby dorwać Ritha?! Tacy Jak Wy...?! WY chcecie z NIM wlaczyc!? Bez urazy, ale...?
- Dodatkowo świątynia Abazigala? Cenię Go i oddaję mu hołd ale co się dzieje z starymi bogami?
- Z bogami...? Światło przecież...? – Beulf przygląda ci się uważnie.
- Nie wiesz może co się stało z księgą wejścia do Ditroid oraz z księgą zapisów na turniej?
- Takie rzeczy trzyma się w podziemiach biblioteki, gdzie tylko najwyższa kapłanka ma dostęp!
- Swoją drogą również i notatki z mojego przesłuchania?
- Pewnie ma je Ilundil, jej doradca.
- Powiedz czy zrozumiałeś, o co mi chodzi, możesz nam i sobie pomóc?
- Spróbuję, Waldorff, chociaż... nie wiem jak pamiątkowa księga z tamtego turnieju pomoże zgładzić Ritha! Trochę to dla mnie skomplikowane! – przyznał, zagubiony. – Zniszczycie ją, tak? Trochę szkoda, nie wiem czy kapłanka wam pozwoli... I co to da? Jak Rith od tego umrze?!

Thomas, Waldorff, Tev, Barbak, Charlotte;
Z pomocą Teva-gryfa, Thomasa i Żywego Ognia, wszystko zdaje się zmierzać w dobrym kierunku – ku wygranej obrońców miasta.
- Leci!!!
- Wiej!!!
- Dorwę...!
- WIEJ!!!
- SPADAAAAAAaaa!!!
- UWAGA!!! – wrzaski łuczników na balkonie ponad wami.
- Psia jego MAAAAAaaaaaaaĆĆ!!!...
Kiedy słońce ponad wami zasłonił wielki cień, było już za późno.
- Niech to licho, kryć się!!! – krzyknął Beulf.
Konający demon naszpikowany strzałami i rozcięty falą ryku Teva, runął z niebios lotem koszącym i huknął z całym impetem w mur siedziby zakonu Abazigala. Białe kamienie zburzonej wieży z potwornym łomotem sypnęły w dół lawiną.
- Wszyscy cali?! Waldorff...?! WALDORFF!... – Beulf rozejrzał się wokół gruzowiska. – A, tu jesteś! Żeś mnie wystraszył!...
- Szybko! – wojownicy zbiegli się do gruzów. – Tam jest kobieta!
- Kobieta? – Beulf skoczył i zaczął szybko przerzucać kamienie silnymi ramionami.
Wojownicy odkopali w końcu leżącą wśród gruzu, nieprzytomną Charlotte. Sukkuba ocknęła się i rozejrzała nieprzytomnie. Prawa ręka była pewniakiem złamała.

Wrzawa bitwy cichnie równie nagle jak się zaczęła. Demony rejterują, znikając, umykając w plan niematerialny. Wojownicy wznoszą tryumfalne okrzyki, świętując też pojawienie się Żywego Ognia i Starfire, po czym zabierają się za szukanie ofiar i rannych.
- Niech mnie – żachnął się Beulf. – Takiej zadymy dawno żem nie widział! Starfire i Żywy Ogień! – spojrzał w górę. – Skąd... jak...?! – zerknął na Waldorffa. – Pomogę ci, mów co mam robić. Trzeba działać! Miasto nie wytrzyma wielu takich szturmów!

Póki co wiecie, co trzeba zrobić. Zniszczyć wasze imiona zanotowane w księdze i te, które zostały w Świątyni Przybycia, a teraz Świątyni Abazigala.
By to osiągnąć jest wiele sposobów. Wiecie póki co, że księga z waszymi imionami jest prawdopodobnie gdzieś w bibliotece w Ditroji, a dostęp do niej ma kapłanka. Kapłanka, która niestety uważa Barbaka i Teva za winnych spowodowania śmierci pewnego maga, Severyna.

- Ej!... – wojownik wskazał Barbaka. – A ten jeniec co tu robi?!
- To opętaniec!
- To zabójca Severyna!
Tłumek ludzi z bronią zbiera się asekuracyjnie wokół orka.
- Barbaku, jesteś oskarżony o współudział w zabójstwie Severyna Kembereit, oraz zabójstwo Ilundila, doradcy najwyższej kapłanki! – ogłosił wszem i wobec jeden z wojowników. – Waldorffie Steelhammen jesteś oskarżony o pomoc w ucieczce jeńców, oraz ukrywanie opętanej – wskazali na Charlotte. – Averonie! – zerknęli na Thomasa. – Jesteś oskarżony o okrywanie opętanej, oraz współudział w zabójstwie Ilundila, doradcy najwyższej kapłanki!
- Co ty bredzisz?! – zniecierpliwił się Beulf.
- Udajcie się proszę wszyscy do najwyższej kapłanki, aby poddać się sądowi! – odparł wojownik. – Nie stawiajcie oporu! Znajdźcie drugiego zbiega, tego rakszasę!
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 03-07-2008, 14:29   #478
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 55 723
- Barbaku, jesteś oskarżony o współudział w zabójstwie Severyna Kembereit, oraz zabójstwo Ilundila, doradcy najwyższej kapłanki!; Waldorffie Steelhammen jesteś oskarżony o pomoc w ucieczce jeńców, oraz ukrywanie opętanej....
- A kimże ty jesteś aby obrażać mnie tak przyziemnymi oskarżeniami?


W Barbaku gotowała się krew. Świat nigdy nie był sprawiedliwy to prawda. Ale osoby, które poznał przed kilkoma chwilami okazały się dla niego bardzo życzliwe (no może poza małymi wyjątkami, ale ork nikogo nie winił. Wiedział iż nie łatwo jest przełamać stereotyp i przyznać się do przyjaźni z orkiem). Więc, gdy wszystko zaczynało się już jakoś układać, gdy w końcu spotkał kogoś kto tak jak on chciał walczyć z siłami chaosu, ta marna kreatura chciała wszystko zepsuć.

- Kimże jesteś, że w obliczu tak otwartego i bezczelnego ataku, wobec takiego przejawu zła i przemocy ośmielasz się mówić o takiej błahostce. Mówisz o śmierci dwóch ludzi w chwili gdy zagrożone jest istnienie całego miasta. Mówisz o zabójstwie, wobec rozgrywającego się tu ludobójstwa. Oskarżasz mnie, sługę Palladine’a o czyn haniebny. Już za sam ten fakt powinienem Ci przemówić tym ostrzem do rozumu......

Barbak szybkim ruchem dobył szabel. I zamłynkował nimi wprawnie. Po czym ostentacyjne wbił je w ziemię.

... ale tego nie zrobię. Wiesz dlaczego? Bom jest sługą światła i istotą prawą . Bom razem z przyjaciółmi niósł pomoc temu miastu i tym ludziom, którzy teraz będą dybać na moje życie. Bom w końcu nie zabił ani Severyna Kembereit, ani Ilundila. A jeśli ktoś uważa inaczej niech się ze mną zmierzy na Sądzie Bożym.

- Udajcie się proszę wszyscy do najwyższej kapłanki, aby poddać się sądowi! odparł wojownik. Nie stawiajcie oporu! Znajdźcie drugiego zbiega, tego rakszasę!

- Udam się do Waszej kapłanki. Ale na chwałę Palladie i na swój własny honor klnę się, jeśli ktoś tknie mnie lub moich przyjaciół zginie z mojej ręki. Znacie mnie wszyscy. Ork rozejrzał się po mieszkańcach. W tym mieści żyję z Wami już długo. Wiecie czym jest dla mnie honor i własne słowo. Jeśli ktoś z Was uważa mnie za istotę złą i zatrutą chaosem niech tu stanie i powie mi to w twarz, a potem niech przygotuje się na mój gniew. Jestem wojownikiem Światła i jestem z tego dumny a Ci (Brabak przejechał wzrokiem po drużynie), są również prawi, choć sami może nie zdają sobie sprawy jak bardzo.


Ork stanął ostentacyjne w oczekiwaniu na oponentów chętnych rzucić mu wyzwanie.
 
hollyorc jest offline  
Stary 03-07-2008, 14:29   #479
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, Ognisty Smok zapłonął wielkim ogniem. Było widać, że coś jest nie tak. Ogień zaczął parzyć Kocicę i trawić jej ubranie. Kiedy oślepiony Sathem uspokajał lot po uderzeniu wiatru, ogonem próbował trafić Kejsi. Raz, drugi, trzeci. Ani jeden cios nie doterł do celu. ale Wilk już miał plan.

Smok poderwał się nagle wysoko do góry, prawie pionowo. Podczas lotu ciągle próbował sięgnąć Kota ogonem, niestety bez skutku. Kiedy tak wznosili się dobrą chwilę, Sathem powiedział sadystycznym głosem:

- Wysiadka.

I zamienił się w małego wróbelka, który zaraz uciekł spod jej nóg.

- Miłego spadania życzy firma "Żyj Długo" MWAHAHAAHHAAHAHHAHHAAA!!!! - Smok zarechotał jak nigdy wcześniej...
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 03-07-2008, 14:55   #480
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
- Nie zawachasz się jej wziąść moim kosztem, co? - wysyczał demon w odpowiedzi - obawiam się, że muszę cię wyprowadzić z błędu. Ja nie mam zamiaru ci nic oddawać, o czym zaraz się przekonasz

Obok przeciwnika wykwitła jego prawie dokładna kopia, będąca ucieleśnieniem jego słabości. Tak, nigdy nie rzucał słów na wiatr, więc gdy mówił, że ktoś się zmierzy z własnymi słabościami miał na myśli dosłowne starcie. Przesłał swojemu nowemu sojusznikowi instrukcje, by chwilowo się nie wtrącał po czym rzucił się do przodu. Umiejętność transu jak zawsze była nieoceniona, dzięki czemu bez najmniejszych problemów znalazł się za plecami gnoma. Wyprowadził cios dwoma szablami, jedną celując w głowę, a drugą w plecy, gdy nagle przed nim zjawiło się widmo jego siostry. Plan gnoma może i byłby dobry na przeciętnego przeciwnika, jednak Astaroth śmiał się w myślach z jego głupoty. Jego dalekosiężny plan w tym momencie przyniósł swoje słodkie owoce. Już dawno, jeszcze przed przejściem przez bramę stworzył wizerunek swojej siostry jako własną słabość. Był pewien, że znajdą się tacy, którzy chcąc go pokonać będą szukać jego słabości więc sam ją stworzył, by wyprowadzić ich wszystkich w błąd. I w tym momencie przekonał się, że miał rację! Jego przeciwnik nie mógł wiedzieć, że Erenis nie zasługiwała na życie, z własnej woli stanęła mu na drodze. Jej śmierć była kolejnym epizodem, wraz ze śmiercią jego ojca i brata rozpoczynała podróż do tego, kim stał się teraz. Wraz ze starym ciałem porzucił również człowieczeństwo, a reraz przeciwnik naprawdę myślał, że zdoła wykorzystać jego własną sztuczkę przeciwko niemu samemu? Głupota, arogancja czy jedno i drugie zaowocowało podłużną raną na plecach dawnego gnoma.

Astaroth uśmiechnął się triumfalnie widząc reakcję przeciwnika

- Boli? Pomyśl, że to dopiero początek naszej zabawy. Zadbam, byś poznał prawdziwy ból. Wiesz, jakie to uczucie gdy twoje kości wychodzą z ciebie żywcem? Ja wiem. A teraz ty poznasz coś podobnego. Ciekawe, kiedy zrozumiesz swój błąd?

Być może przeciwnik nie zdawał sobie z tego sprawy, jednak nawet gdyby jakimś cudem udałoby mu się pokonać Astarotha i tak zginie... As w rękawie tylko czekał, by go wyciągnąć jeśli walka przybierze niekorzystny obrót
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110