![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #481 |
![]() | Demon. Miał już do czynienia z takimi jak on, był pewien, że Astaroth nie jest potężniejszy niż jego dawni oponenci. Magia, potęga, dobytek... To wszystko stracił, chociaż zamierzał odzyskać, lecz doświadczenia nie dało się wydrzeć. Demon triumfował, gdyż jego cios sięgnął celu, ale w myślach elfa było teraz tylko rozbawienie. Czyżby pomiot chaosu był aż taki ślepy ? To było niemożliwe. To tylko ten demon przejawiał ów samo zapatrzenie, które w efekcie miało go nie długo zgubić. Długa blizna pulsowałaby bólem, gdyby nie to, że skóra nekromanty była umartwiona i czuł jedynie lekkie mrowienie. Fioletowi cechowali się olbrzymią ignorancją i Astaroth nie widział, że ruszając na niego wściekle jedynie się odsłania. A tego szukał Morcruchus. Pięty Astarotha. Mógłby oczywiście stoczyć otwartą walkę z demonem, ale wtedy jego cel by się nie wypełnił, a miał on istotną rolę w jego skomplikowanym planie. - Boli ? Pomyśl, że to dopiero początek naszej zabawy. Zadbam, byś poznał prawdziwy ból. Wiesz, jakie to uczucie gdy twoje kości wychodzą z ciebie żywcem ? Ja wiem. A teraz ty poznasz coś podobnego. Ciekawe, kiedy zrozumiesz swój błąd ? - usłyszał Astarotha. - Czy właśnie to nie jest geniusz ? Przegrać szereg bitew i znienacka wygrać wojnę ? - serdecznie się uśmiechnął, tylu już wrogów zgubił ten uśmiech. Wiedział, że nie może tak po prostu zamienić Astarotha w strzępy egzystencji, co mógłby zrobić już dawno, musiał posłużyć się fortelami, które osłabią przeciwnika. Czy to miała być długa walka ? W istocie. Dla nekromanty czas się nie liczył, nie wiedział jak było z demonem, ale skoro niedługo już nie będzie go to obchodzić to elf zbył tą myśl uśmieszkiem. Czas było przejść do rzeczy... Morcruchus otoczony aurą zmysłów stworzył trzy-metrowego golema emanującego magią i pozostającego na każdy jego rozkaz. Kamienie wyrosły, jak z ziemi i połączyły się, kiedy niebieska runa rozgorzała na jego skalnym torsie zaryczał i ruszył wprost na tego piekielnego bękarta. Sam nekromanta nie pozostał próżny, gdyż chwilę później zadecydował się na krok, z którym wiązał śmiałe nadzieje na rozwiązanie walki. Zamierzał uwolnić z rękawicy zregenerowaną demonicę, ale żeby to nie zaowocowało jej zdradą postanowił najpierw całkowicie poddać ją własnej woli. Był bezpieczny, gdyż każda próba teleportacji zakończyłaby się fiaskiem z powodu golema, silnie antymagicznej postaci i w najlepszym razie przeniesienie się za plecy elfa mogłoby poskutkować "drobnymi" zaburzeniami w ciele rzucającego czar. Tymczasem nekromanta swoim eterycznym kształtem wniknął do rękawicy. Pamiętaj pozostajesz pod moją kontrolą moja droga uderzył myślami w demonicę... - jak wiadomo mogło się to jej nie spodobać, gdyż perspektywa powrotu do tego świata i pozostawania czyimś niewolnikiem, dla nikogo nie wydawała się kusząca. Zaczęło się. Tytaniczna walka, choć bezgłośna walka sił woli. Morcruchus ze swymi licznymi wiekami zgromadzonej wiedzy, stuleciami doświadczenia i doprowadzonej do perfekcji przebiegłości, mierzył się bezpośrednio z córką fioletu, esencją zła i pogardy dla życia, maszyną do zabijania. Po kilkunastu sekundach spokojnej wymiany myśli Morcruchus zaczął się wycofywać i pozwolił by demonica się odsłoniła, w duchu zdawał sobie sprawę, że przeciwko Astarothowi stosuje również tą niebezpieczną, acz śmiercionośną taktykę. Esencja niewysłowionej furii, kryjącej się głębiej, czy płycej w demonach, chciała całkowicie złamać umysł elfa. W rzeczywistości wszystko było pod kontrolą, ale on wiedział, że demonica nie zdawała sobie z tego sprawy i już była pewna swej przewagi. Tymczasem nekromanta uderzył, znienacka, bez obaw, z uśmiechem na twarzy i spokojnie nie dając sobą zawładnąć nie chcianą furią. Skupił się i posegregował obrazy, oddzielił od siebie każdą przysyłaną, straszliwą myśl, by za chwilę odesłać ją w nicość, a następnie odizolować się od pozostałych. Przeprowadzał kontratak. Przyzwał te wszystkie uczucia i doświadczenia, które towarzyszyły mu, gdy dokonywał cudów w swym laboratorium, co musiał przejść by pokonać wszystkich konkurentów i zasłużyć sobie na tytuł Wielkiego Nekromanty. Chciał by demonica to wszystko poznała. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie miała tego poznać... na raz. Napór myśli zmiażdżył jakąkolwiek opozycję ze strony demonicy, poczuł jak jej nić świadomości pęka i zastępuje ją całkowite posłuszeństwo. O to chodziło. Skromnie, z uśmieszkiem po prostu przyklejonym do twarzy wycofał się z rękawicy. Sam, jego kontakt trwał maksimum dziesięć sekund, a stało się tak wiele. Demonica wyzwolona z rękawicy stanęła obok niego w pełni sił, lecz psychicznie zniszczona. Musiała go nienawidzić. Podobało mu się to, więc puścił jej zaczepnie oko, jakby mentalną walkę uważał za przyjazną i niewinną zabawę. Podszedł do niej zalotnym krokiem i szepnął do ucha odgarniając kosmyk włosów: - Nic tak nie buduje przyjaźni jak wspólny wróg, prawda ? - wiadomo było o kim mowa. |
| |
| Reklama |
| |
| | #482 |
![]() | Kejsi nagle stanęła w ogniu! Przyjęła więc znów materialną postać, i szybko zmutowała.Wokół chimerki pojawiły się świetliste pręgi, który przemieniły się w kształt ptasich skrzydełek. - Sathem ocknij się, ocknij, zostawcie go, demony, bestie, kulfony!!! – pisnęła z rozpaczą. To był błąd, bo Sathem, choć oślepiony, usłyszał ją i machnął ognistym ogonem, próbując ją sięgnąć. Kejsi poczuła, że coś obok niej śmignęło, cudem uniknęła ciosu. Choć oślepiona, bardzo się bała, próbował siedzieć już cicho. Demony, ognisty smok, płaszczki! Słyszał ryki Wiatru Lodu i Sathema, krzyki demonów, ale nic nie widziała, nie wiedziała w którą stronę lecieć i gdzie uciekać! A gdyby zawołała Wiatr Lodu Sathem mógł ją dosłyszeć i zmieść swoim ogonem albo spalić całkiem! Kejsi postanowiła polecać na swoim czułym kocim słuchu! Poruszając zabawnie dużymi kocimi uszkami zaczęła pikować powoli w dół, szukając głosu ptaków, głosów zwierząt, wielbłądów, świerszczy, cykad, antylop, kojotów, jakichkolwiek zwierząt, aby z ich pomocą ocenić jak daleko jest ziemia, aby dolecieć do niej możliwie szybko ale nie za szybko, by się nie rozbić na gruncie, którego po prostu nie widziała!
__________________ a takie tam |
| |
| | #483 |
![]() | X Astaroth, Morcruchus. Cienie demonicznego umysłu, chwile sądu... - Boli? Pomyśl, że to dopiero początek naszej zabawy. Zadbam, byś poznał prawdziwy ból – szepnął Astaroth. - Wiesz, jakie to uczucie gdy twoje kości wychodzą z ciebie żywcem? Ja wiem. Poczciwy nekromanta, niepozorne chucherko. Vriess. Być może Morcruchus nie wie, że Vriess był jedną z nielicznych osób, z jakimi przegrałeś walkę. - A teraz ty poznasz coś podobnego. Ciekawe, kiedy zrozumiesz swój błąd? Kopia Elfa stała się nagle potężnym golemem. Astaroth obchodzi go wokoło, powoli, dostojnie, ironicznie się mu przyglądając, drażniąc cię. Nawet Tacy Jak On mają... piętę Astarotha. Trzeba ją tylko znaleźć. Szukasz jej gorączkowo, Morcruchusie. - Czy właśnie to nie jest geniusz ? Przegrać szereg bitew i znienacka wygrać wojnę ? – elf serdecznie się uśmiechnął, tylu już wrogów zgubił ten uśmiech. Morcruchus przyzywa własnego golema. Jego rękawica lśni opalizującym fioletem, i cień elfa podnosi się, wijąc się, przemienia się w znaną wam dobrze demonicę. Desmodas: A Touch of Fear by =transfuse on deviantART - I`m all yours, sugar... – mruczy namiętnie i ulegle demonica. - Nic tak nie buduje przyjaźni jak wspólny wróg, prawda ? - Soooo true, honey... – pieszczotliwie przesunęła czubkiem szponiastego palce po twoim podbródku. Astaroth milczy. Wywija huczącego fioletowym ogniem młyńca obydwiema szablami i błysnąwszy dziko ślepiami rzuca się do ataku na Mocruchusa! Wierny mu golem natychmiast dołącza do natarcia. Golem zamachnął się potężną pięścią, demon wycelował sztych szabli w brzuch elfa. Golem na golema, demonica i nekromanta na demona. Wszystko kończy się w jednej chwili. Unik przed szablą Astarotha, błyskawica w ręce demonicy przecinająca jego pierś, golem uderzający w kopię golema... Astaroth pada na ziemię i znika. - He`s there!!! – jęknęła demonica. Szlag! Jest tutaj. Niematerialny. Zimny dotyk wokół serca. Morcruchus wzdrygnął się, zmieszany. Drań. Transem zamienił się miejscami z iluzją golema, kiedy ją okrążał z tym głupim uśmieszkiem na twarzy! A teraz jest tutaj. Trzyma serce nekromanty w swoim ręku. X
__________________ I never cared before I met you ***Your Exel is my command! *** xD |
| |
| | #484 |
![]() | Plan Astarotha powiódł się - Genghi był wystarczająco pewny siebie by zignorować jego działania. W trakcie gdy obchodził spokojnie świeżo utworzoną kopię, która właśnie przybierała kształt golema użył transu. Była to jedna z jego najstarszych i najbardziej zaufanych umiejętności - od początku swojej drogi musiał manipulować innymi, nakłaniać ich by działali według jego woli. Teraz wykorzystywał tą umiejętność w nieco innych okolicznościach, by wprowadzić pewien błąd w ataku dwójki przeciwników. Przewidział, że słusznie nie uznają kopii za godnego przeciwnika i skoncentrują swój atak na nim, Astarothu. Bardziej na rękę byłby mu jednak atak na golema, by sam zyskał nieco czasu więc podmienił ich wizerunki. Gdy wspólnie ruszyli do natarcia zgodnie z oczekiwaniami gnom w ciele elfa wraz z demoniczną sojuszniczką zaatakowali jego wizerunek, pod którym skrywała się golemowata kopia. Oczywiście, pokonali go bez problemu, jednak podarowali Astarothowi trochę czasu. Cennego czasu, który skwapliwie wykorzystał Golem być może był silną istotą, jednak uniknięcie jego ataku dla kogoś zręcznego nie było zbyt wielkim problemem. Udało mu się przejść obok i znaleść się za plecami przeciwnika. Demonica pierwsza zrozumiała ich błąd, jednak było za późno. Astaroth zacisnął rękę na sercu Genghiego, umieszczając paznokieć dokładnie w środku serca, na styku komór i przedsionków. Ręka była półmaterialna, więc najlżejszy ruch, obojętne czy to Astarotha czy Genghiego zaowocowałby rozerwaniem serca. Mógł go zabić w tej sekundzie, jednak nie zrobił tego - nie miał w tym żadnego interesu. Do śmierci powinno dochodzić tylko wtedy, gdy jest to konieczne. O nie... miał go zamiar tylko poturbować. Zbliżył się tuż do elfa i wyszeptał do niego - Teraz rozumiesz, prawda? Drgniesz i umrzesz... Chyba nie chcesz, by twoja kilkusetletna kariera zakończyła się tu i teraz, nieprawdaż? Więc jak będzie... Po dobroci czy po złości? Zdejmij powoli rękawiczkę z demonicą, a zastanowię się, co z tobą zrobić Najpewniej dawny gnom nie podejrzewał, że wszelkie jego podstępy są z góry skazane na porażkę. On, Astaroth zawsze był o krok do przodu a puls serca był tak kuszący do przerwania...
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny Ostatnio edytowane przez Blacker : 03-07-2008 o 21:22. |
| |
| | #485 |
![]() | Morcruchus aż za dobrze znał ten zimny dreszcz, który go przeszedł podczas, gdy demon chwytał jego serce. Dostąpił zaszczytu bycia dotkniętym w jego cenne serce już po raz drugi. Przez chwilę analizował wszystkie możliwe drogi wyjścia, a że był mistrzem analizy wybrał odpowiednią już po upływie chwili. - Teraz rozumiesz, prawda ? Drgniesz i umrzesz... Chyba nie chcesz, by twoja kilkusetletnia kariera zakończyła się tu i teraz, nieprawdaż? Więc jak będzie... Po dobroci czy po złości? Zdejmij powoli rękawiczkę z demonicą, a zastanowię się, co z tobą zrobić. Elf z niezadowoleniem wstrząsnął głową, delikatnie, aby serce całkowicie "przypadkowo" nie uległo wstrząsowi, który mógłby go kosztować życie. Nienawidził być uzależniony od kogokolwiek, ale w tej sytuacji znajdował jedyne wyjście, gdyż wiedział o czymś o czym nie wiedział Astaroth. A umiał grać na uczuciach lepiej niż to potrafił zrobić ktokolwiek inny, dlatego też opuścił swe wielce zagrożone ciało i w formie eterycznej świadomości zebrał w jednej chwili wszystkie moce, które miał przeciwko demonowi. Nie okazało się to łatwe. To nie były siły, z którymi mógł się droczyć jak z demonicą. Jedna po drugiej myśli i cała nienawiść, gniew, i wszystko co okropne, czego doświadczył Astaroth w swym życiu upadło przed nim. Wewnętrzne zmagania ustąpiły, a Morcruchus wysłał swą wolę poza umysł wraz całą magią nasyconą bólem i cierpieniem demona, wydając jeden, silny rozkaz - " Powal Astarotha i uczyń go materialnym, nakaż mu puścić me serce, sparaliżuj go, i zniszcz raz na zawsze ! " Myśli jednak nie dawały za wygraną - próbowały go wymanipulować. Ukazały się obrazy, gdzie Astaroth siedzi wraz z Morcruchusem w zniszczonej świątyni Abazigala w Ditrojid, a obywatele, zniewoleni rzucają dary pod ich nogi. Było to w wielu aspektach jeszcze trudniejsze do pokonania. Był gotów zwolnić myśli ze swego rozkazu, przyznać się do groteskowości pomysłu wyzywania demona na pojedynek. Ale przypomniał sobie. Przypomniał po co tu jest i o co walczy. Uśmiechnął się szeroko i nagle mrowienie rozbiegło się po jego ciele. Zwyciężył. Myśli, uformowane w cierń złożony ze strachu, męki, rozpaczy, wszystkich chwil, które przeżył Astaroth popędziły na niczego się niespodziewającego demona. |
| |
| | #486 |
![]() | Thomas. Wojna wygrana. Anioł pstryknął palcami by odwołać swoje ściany, które rozpłynęły się w powietrzu sprawiając, że znów niebo było czyste, bez przeszkód dla latających stworzeń. Płaszczki pouciekały do wymiaru fioletu a Żywy Ogień krążył wokół Thomasa mrucząc i warcząc. Anioł wylądował na ziemi przyglądając się zniszczeniom. Smok delikatnie usiadł po prawicy Thomasa a mężczyzna poklepał go przyjaźnie po łuskach. - Dobrze się spisałeś, dziękuje. - Nie ma za co, spełniałem swe obowiązki. - odpowiedział mu gardłowym pomrukiem. Nagle wokół części drużyny zebrało się mnustwo wojowników i każdy krzyczał coś do każdego członka grupy. Uszy Anioła wyłapały słowa skierowane do niego. Spojrzał z politowaniem na mężczyznę który do niego mówił. Nagle poczuł, że połączenie myślowe z Archerem zostało zerwane co oznaczało, że zginął. - Wybaczcie Panowie... Mam sprawę do załatwienia. Gdy wrócę, za jakieś dwadzieścia, trzydzieści minut oddam się w ręce sprawiedliwości. - mruknał lekko zażenowany. Nie czekając na odpowiedź nagiął czasoprzestrzeń i ruszył w stronę, gdzie ostatni raz znajdował się Archer. Żywy Ogień poderwał się i ruszył za nim. Z dala zobaczył spadającą Kejsi pod postacią ptaka, pikowała... Nie wiedział, czy ona tak sama z siebie, czy spadała na serio... Nie chciał ryzykować. Przyspieszył. Po chwili złapał kociaka i położył na ziemi, zamykając ją w klatce ze ścian. Nie chciał, żeby coś się jej stało. Następnie zajął się Wilkołakiem, od którego wyczuwał demoniczną magię. Podleciał do niego i ściągnął z niego ogień. Ściągnął taką ilość, by Sathem żył ale był nie przytomny. Następnie i jego zamyka w tej samej klatce co Kejsi. Po tych dwóch zabiegach pojawia się przed demonami. - Witam. Jestem Thomas. Czy mój posłaniec nie kazał Wam się stąd wynosić? - spytał, spoglądając każdemu w oczy. |
| |
| | #487 |
![]() | Sathem obudził się na ziemi. Nie wiedział jak się tam dostał, pamiętał tylko, że nagle zrobiło mu się słabo. Wciąż był oślepiony, lecz umiał sobie bez tego poradzić. Sniff, sniff. Pociągnął głośno nosem i oślepienie przybrało inny wymiar. Z zewnątrz nie dochodziły żadne zapachy - był zamknięty. Niedaleko siebie wyczuł Kota. Pokręcił głową raz, później w drugą stronę, dzięki czemu ustalił z której strony ma towarzystwo, a następnie w berserkerskim szale rzucił się w tamtą stronę, chcąc staranować niewinne Kocię. - Zdychaj, kmiocie! - krzyknął Sathem
__________________ Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu! Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek... |
| |
| | #488 |
![]() | Szarpiąc Beulfa za ramię Krasnolud miał wrażanie że popełnia jakieś fo-pa jak to nazywają elfy. Wszyscy wokół walczyli a on nie brał w tym udziału. Przynajmniej wprost. Gdy udało się smokowca namówić na chwilę rozmowy poprzez całe zamieszanie wszystkie wyrzuty sumienia minęły jak wczesna mgła o poranku. - Za Rithem?! Za panem mgieł?! – zdumiał się. – Ale to legenda! Nikt go nigdy nie widział! Czekaj czekaj czy ja dobrze rozumiem...?! Chcesz usunąć wszystkie ślady istnienia siebie i swojej drużyny aby dorwać Ritha?! Tacy Jak Wy...?! WY chcecie z NIM walczyć!? Bez urazy, ale...? -Rozumiem Cię Beulf. On na pewno też tak myśli. Co mogą zrobić mu tacy jak my. Zwykli podróżnicy, którzy znaleźli się w złym miejscu o złej porze. Powiem Ci więcej niż może sobie wyobrażać. -Księgi o których mówiłeś ma Kapłanka, zapiski z notatek ma Ilundil. -To wydaje mi się że będzie trzeba z nimi pogadać raz jeszcze. Choć teraz mam nadzieję że klimat będzie miał inny wymiar. Możesz nam i sobie pomóc? -Spróbuję, Waldorff, chociaż... nie wiem jak pamiątkowa księga z tamtego turnieju pomoże zgładzić Ritha! Trochę to dla mnie skomplikowane! – przyznał, zagubiony. – Zniszczycie ją, tak? Trochę szkoda, nie wiem czy kapłanka wam pozwoli... I co to da? Jak Rith od tego umrze?! -Taką mam nadzieję. Waldorff na samą myśl że może im się nie udać aż wzdrygnął. Odkąd tu się znaleźli cały czas był jakby wyzuty z rzeczywistości. Nowy świat i to co się działo wokół nie pasowało mu zbytnio do jego przyzwyczajeń. Można rzec że był w pewnym stopniu dość konserwatywnym krasnoludem. Posiadał znaczny zasób wiedzy ale tej książkowej. Doskonale się orientował w rzeczach, które tu mu do niczego nie pasowały. Tak było i teraz. To co powiedział mu Asth łączyło się w pewno w jakąś logiczną całość ale on nie mógł jej sobie przyswoić i przetłumaczyć na dwarfowski. Pytanie czy raczej wątpliwość jaką zasiał Dragonita teraz wykiełkowała z nową siłą. Dużo siły go kosztowało by ją zwalczyć. Dopiero jego wierny Młot Bojowy wyrwał go z marazmu. - Wszyscy cali?! Waldorff...?! WALDORFF!... – Beulf rozejrzał się wokół gruzowiska. – A, tu jesteś! Żeś mnie wystraszył!... -Jestem, jestem. Beulf mam prośbę czy możesz odszukać tę pamiątkową księgę. To może być ważne. Acha i jeszcze jedno czy jest ktoś jeszcze oprócz Ciebie kto pamięta ten konkurs? Chwilę potem wokół nich zgromadziła się straż. Waldorff wiedział już co się stanie. -Waldorffie Steelhammer jesteś oskarżony o pomoc w ucieczce jeńców, oraz ukrywanie opętanej A czy ktoś ją ukrywał, tu siedzi Waldorff wskazał na Charlotte. Nie wiem o co Wam chodzi. Dopiero to co usłyszał później zmroziło go do cna. ...raz zabójstwo Ilundila. No to znów mamy przerąbane. Mruknął pod nosem i opuścił młot na ramię. Popatrzył co zrobili inni. Podbudował się zachowaniem Barbaka ale wiedział że tym razem nie będzie łatwo. No i ktoś (to dobre ktoś..) zabił doradcę Kapłanki. Pójdę sam ponieważ sam chcę porozmawiać z Kapłanką. Młot odstawię w świątyni. Uszanujcie mnie to i wam się nic nie stanie. |
| |
| | #489 |
![]() | Tev; Oho. Poszukują cię i raczej nie w celach towarzyskich. Poszukują rakszasy aczkolwiek, a pod postacią gryfa jesteś póki co szanowanym wojownikiem, i inni chętnie dzielą się z tobą radością. - Zwycięstwo! - Nie pierwsze i nie ostatnie! – świergoczą gryfy i latające chimery wokół. Lądujesz póki co, tak jak inni, i próbujesz wtopić się w tłum chimer. Póki co ukrycie wielkiego gryfiego cielska w uliczce przed ogrodem zakonników Abazigala jest o tyle łatwe, ze wszyscy zabrali się za szukanie rannych i usuwanie gruzu, więc mało kto ma czas zwracać na ciebie jakąkolwiek uwagę. - Szlag by jego psia noga kogucia mac!!! – klnie ktoś. - Odbudujemy. - Taaaa, tam był ten towar, co dla pana don Mer Vous sprowadzałem zza morza szlag by, przepadło!!! Zerkasz; dwaj kupcy stoją przed zawaloną kamienicą, wśród gruzu sterczą resztki szyldu głoszącego „wazy i ceramika”. - Nie martw się, don Mer Vous to już nędzarz, powiadają. I tak by nie kupił. - Nędzarz?! - Ponoć wisi masę kasy rodzinie de la Mote Valois. - Masz ci klops! – fuknął wściekły kupiec i ze złości kopnął kawał gruzu. De la Mote Valois? Gdzieś już słyszałeś to nazwisko… No taaaak, Charlotte de la Mote Valois… Kejsi; Leżysz na czym miękkim. Pamiętasz, że Satchem został opętany przez demoniczny czar, i zaatakował cię. Pamiętasz odgłosy walki, ryk Starfire, głos Thomasa; - Czy mój posłaniec nie kazał Wam się stąd wynosić? Masz w głowie mętlik. Otwierasz powoli oczy. Za oknami przyświeca wieczorne słońce. - Gdzie... ja jestem? – wydukałaś. Łapki i ogon miała owinięte mokrymi bandażami pachnącymi wywarem z ziół. Do pokoju weszła sympatycznie wyglądająca kobieta. ice girl by *Amuria on deviantART - Obudziłaś się! – uśmiechnęła się. – Nic się nie bój. Przywiózł cię jeden z gryfów, byłaś ciężko poparzona i półprzytomna. Zemdlałaś, kiedy rzucaliśmy zaklęcia odnowy. Teraz już jest dobrze, odwinę te bandaże i obejrzę jak to wygląda. Medyczka poodwijała bandaże, zobaczyłaś nowe, odrastające futerko. - Dziękuję! - To były naprawdę groźne poparzenia, co się stało? - Nie pamiętam – skłamała zakłopotana. Nie chciała tłumaczyć że Sathem nie z własnej winy ją poparzył! - Ajsi, możesz na chwilę? – spytała inna medyczka, zaglądając do pokoju. - Jesteś już zdrowa, myślę, że możesz opuścić szpital – uśmiechnęła się do Kejsi Ajsi. – Przepraszam na moment... Kiedy wyszła rozejrzałaś się dobrze i zauważyłaś w kacie drugie łóżko, które, jak sądziłaś początkowo, nie było puste! - Kejsi!... Na łóżku leżał półprzytomny Kissi, z zabandażowaną prawa nogą. - Kissi! – chimerka doskoczyła do jego łóżka. - Co się stało!? Dobrze się czujesz!? - Zniknęłaś nagle. Zostałem ranny podczas ataku demonów, kiedy cię szukałem. Wszystko w porządku. Demonów już nie ma, wojownicy zajęli się nimi. W mieście nie jest bezpiecznie. Budynki się walą. Mogłabyś zginąć pod gruzem. Pojdziemy do lasu. Zbudujemy tam dom, Kejsi. - Dom!? - Znajomi z Ditrojid nam pomogą. Zamieszkamy tam sami. Ukryjemy mój sekret. I będziemy razem na zawsze! - Ale... ale ja mam misję, Kissi, mam zadanie, cel, od Światła! – zawołała zmieszana Kejsi. - Misję? – zachichotał z pogardą. - Muszę wezwać Almanakh! - Ona nie żyje, Kejsi – pokręcił przecząco głowa i pogłaskał cię po głowie, żartobliwie mierzwiąc ci niebieskie włosy. - Demony ją zabiły. - To nieprawda, nieprawda! Widziałam! Ona uciekła, Verion ją ocalił, on jej nie zabił, on ją uratował, oni byli przyjaciółmi! Kissi! Widziałam to! Ona żyje! - Skoro żyje, dlaczego nie broni swego ludu przed plagą chaosu? – prychnął drwiąco. Speszona Kejsi spuściła wzrok. - N-nie wiem...! Musi być jakiś powód! Muszę się dowiedzieć jaki! To moja misja! Pomóc Almanakh! Potrzebujemy Oka Światła, żeby pokonać Shabranido! On tu przyjdzie, przyjdzie, przylezie! Trzeba go wygnać! - Kejsi. Almanakh nie żyje. Brama jest zamknięta, a Shabranido został wygnany w mroki mgieł chaosu wieki temu, w Wymiarze Chaosu! Nie przyjdzie. Nie trzeba z nim walczyć. Nie musisz walczyć. Masz iść ze mną, będę cię bronił przed demonami. - Nie, je trzeba zniszczyć, trzeba zniszczyć chaos! - A ja? - Kissi... - Ja cię potrzebuję. Bardziej niż kogokolwiek innego. - Kissi... ![]() - A co będzie z nami, Kejsi? - Nic, Kissi – szepnęła smętnie. - Nic z ‘nas’ nie będzie. - Możemy być razem wiecznie! – upierał się. - Co z tego?... Kissi... Przepraszam, ale... teraz jestem z Sathemem! - Nie pozwolę!... – warknął zaciekle. - Wręcz przeciwnie, nie zabronisz mi! - On nie ma prawa...! - Chcę być z nim! Kissi!... – w rozpaczy cofnęła się od łóżka. - Bo zabija demony, bo zamienia się w ognistego ptaka? To był on, prawda? Feniks, który zawiózł was za Starfire do Świątyni Przybycia! To was opisują księgi i legendy, to byliście wy! Legendy i księgi nie powstają w jeden dzień! - Więc to prawda!? Minęło ponad 600 lat!? - To dlatego nadal żyjesz? – uśmiechnął się obłąkańczo. - Jesteś wybranką Światła, wybranką Starfire i Żywego Ognia? Tak uważasz? A może Światło pozwoliło ci przeżyć, abyśmy mogli znów się spotkać i być wreszcie razem! - Nie szukałeś mnie... - Słucham? - Dlaczego przez te 600 lat nie szukałeś mnie, skoro krążyły o nas legendy!? Co stało się z tą legendarną Kejsi, ze mną, ze zwyciężczynią turnieju, co się stało? Sprawdziłeś co podawały legendy!? – wykrzyczała przez łzy. W pokoju zjawiła się znów medyczka. ice girl by *Amuria on deviantART - Jak się czujesz? Powinieneś odpoczywać... – zwróciła się do Kissiego. - Nic mi nie jest! - Przepraszam...? Zna pani legendy o Kejsi, która została porwana przez Demona z Ditrojid na Starfire? – spytała chimerka. - Oczywiście, wszyscy znają. - Co stało się z tą Kejsi? - Wróciła z przyjaciółmi po oczyszczeniu Świątyni Przybycia. Została najwyższą kapłanką świątyni Ditrojid. Służyła tam 99 lat, nim umarła. W żadnych dokumentach jednak nie ma imienia kapłanki, która te 99 lat służyła, ale powiadają, ze to właśnie była ona. - Więc była sławna! Sławna, znana! Przez 99 lat... nie szukałeś mnie, Kissi! – otarła łzy i zmarszczyła gniewnie brwi. - Nie szukałeś, nie sprawdziłeś, czy żyję, co się ze mną dzieje, wcale, nie zależało ci!.... - To nie tak!... – jęknął, próbując się podnieść. - A jak, a jak!? Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo, a ty twierdzisz, że to mnie kochasz i chcesz żebym była z tobą! Nie martwiłeś się o mnie, nie szukałeś mnie!... - Myślałem, że to tylko legendy! – usprawiedliwił się z drwiącym uśmiechem. - Nie sprawdziłeś! Nie wierzyłeś, że mogłabym zostać najwyższą kapłanką!? A może nie chciałeś zadawać się z kimś Takim Jak Ona bo odrzuciłeś nauki i wolę Światła! - Kejsi, te brednie, ten Starfire, Żywy Ogień, ci szaleńcy, przewrócili ci w głowie! Spójrz na nich! Są oskarżeni o zabójstwo dwóch osób, w tym doradcy najwyżej kapłanki, o ukrywanie opętanych! - Oskarżeni!? – jęknęła. – Jak to, jak to!? Waldorff, Thomas, Barbak, Tev... oskarżeni!? Medyczka pokiwała potakująco głową. - I co? – tryumfował Kissi. - Wierzysz Takim Jak Oni?! Oni chcą odrzucić wolę Światła, które pozwoliło się nam spotkać ponownie, chcą cię uwieść, wydać na pastwę demonów! To oni je tu przywiedli! Zawsze gdy oni się tu zjawiają, demony również przybywają! - W ogóle mnie nie słuchasz! Kejsi... umarła! Umarła, Kissi, ona nie żyje!... – pisnęła przez łzy i wybiegła z pokoju. Sathem;- Wiem, że to nie twoja wina i nie gniewam się! Cieszę się, że jesteś cały i zdrowy, że też tu jesteś! Głos Kejsi. Leżałeś na miękkim posłaniu. Pamiętasz atak demonów, a potem fioletową pustkę. Czujesz, że ktoś delikatnie i łaskocząco ociera się skronią o twoją skroń. Otworzyłeś powoli oczy. - Sathem! – zobaczyłeś radosną twarzyczkę Kejsi. Leżałeś na łóżku, ona siedziała obok ciebie. Za otwartymi drzwiami był mały pokoik, gdzie przy biurku siedziała chyba... pielęgniarka?, przeglądając jakieś słoiczki z miksturami. ![]() - Jesteśmy w szpitalu w Ditrojid! – powiedziała Kejsi. – Starfire cię przywiózł, a mnie gryf! Byłeś poparzony, Tak Jak Ja, ale już ci wyleczyli! Tam, pod kopułą, która odbiła twój czar, trochę się przysmażyłeś, owszem. Zerkasz na swoje ramiona i futro – jutro już odrasta, skóra troszkę jeszcze swędzi ale jest jak nowa. - Wiesz, że Barbak, Waldorff i Tev są oskarżeni o zabójstwo, o morderstwo!? – powiedziała z rozpaczą. – Musimy ich znaleźć! Thomas; Ymmmm wygodnie, cieplutko, cicho, nie ma to jak spać i olać wszystko... Nagle jakieś piski, podskoki, wołania. - Aniele Thomas, Aniele Thomas, Rano wstań, rano wstań bo demony są już, bo demony są już, tuż, tuż, tuż! Tuż, tuż, tuż! Otwierasz jedno oko. Leżysz na wyrku w białym pokoju, a obok ciebie podskakuje wesoło Kejsi, śpiewając. Jest i Sathem! - Cieszę się, że doszedłeś już do siebie – powiedziała ‘pielęgniarka’, podchodząc do łóżka. lightning girl by *Amuria on deviantART - Miałeś złamane skrzydła i kilka groźnych ran kłutych, kiedy Żywy Ogień przyniósł cię do Ditrojid! – wyjaśniła. – Długo byłeś nieprzytomny, przespałeś kilka godzin! Teraz już wszystko powinno być w porządku dzięki magii odnowy i lekom. Kejsi, Sathem, Thomas; Spytani medycy powiedzieli wam, gdzie szukać reszty drużyny, i tam też się udajecie. Idąc uliczkami miasta widzicie, jakie szkody wyrządził w Ditrojid atak demonów. Trwają porządki, wszyscy wspólnymi siłami usuwają zwalone drzewa, latarnie, gruzy po zawalonych domach. Niestety nie macie zbyt wiele czasu na pomoc. Ruszacie do siedziby zakonu Abazigala, gdzie przy drzwiach witają was strażnicy. Wyjaśniacie, że szukacie reszty, ponoć oskarżonej o karygodny czyn drużyny. Zostajecie o dziwo bardzo grzecznie i z szacunkiem potraktowani, po czym odprowadzeni pod drzwi sali spotkań. Barbak, Waldorff; Odprowadzono was pod eskortą z powrotem do siedziby zakonu Abazigala. Tym razem jednak prowadzeni jesteście do innej sali. Przed drzwiami kazano wam poczekać. Czekacie i czekacie. Siedliście na podłodze, wojownicy twardo stoją. Wreszcie, ku waszemu zdumieniu, inny wojak przynosi wam krzesła i w milczeniu odchodzi. Siadacie. Czekacie chyba z kilka godzin, bo przez witraże widzicie, że pociemniało na dworze. Wreszcie! Wchodzicie. Wraz z wami wchodzi 6 strażników, 4 z włóczniami, 2 z mieczami i kuszami. ![]() Wewnątrz czeka na was najwyższa kapłanka, pogrążona w żałobie. Jest z nią też wojownik, najwyraźniej chimera. Knight Fox by *Fox-Dev on deviantART Drzwi komnaty otwierają się i dołączają do was Sathem, Kejsi i Thomas! Barbak, Waldorff, Sathem, Kejsi, Thomas;- Shosire, przedstaw im proszę całą sprawę – rzekła kapłanka. - Tak, pani – odezwał się Lis. – Jak zapewne wiecie, Barbak został oskarżony o dwa zabójstwa, wasz towarzysz rakszasa, Hestor, o współudział w jednym z zabójstw. Na nich, oraz na Waldorffa Steelhammer i Averona padło podejrzenie ukrywanie opętanej kobiety. Jednakże... – ciągnął poważnie. – jako że Starfire oraz Żywy Ogień zdają się was wspierać, najwyższa kapłanka postanowiła wstrzymać wykonanie wyroku, oraz dać wam możliwość udowodnienia własnej niewinności. Jeśli przedstawicie dowody przemawiające za waszą niewinnością, nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje i przyjmiemy was jako przyjaciół, złożymy przeprosiny i zadośćuczynienie. Barbaku, wiedz wpierw, iż szanujemy twoją decyzję. Nie zrejterowałeś, a pokornie przyszedłeś tutaj, nie zmuszając nas do bezsensownej walki. Wiedz, że to doceniamy. Jednak na miejscu zdrobni, w pokoju Ilundila, doradcy najwyższej kapłanki, odnaleziono bukłak wody święconej, który jak ustalono, należy do ciebie – rzekł Lis. – Znaleziono również porzucone narzędzi zbrodni. Averońską broń – zerknął na Thomasa. - Pozwolimy wam udać się teraz na miejsce zbrodni, byście mogli zebrać dowody mające udowodnić wasza niewinność – dodała kapłanka. - Pamiętajcie, ze miejsce zbrodni zostało dokładnie zbadane przez niezależnych ekspertów w tej dziedzinie – zaznaczył Lis. – Chyba nie muszę wybijać wam z głów podrzucania fałszywych dowodów, prawda? Udajcie się za mną. Waldorff, zostań na moment, chciałeś porozmawiać z kapłanką. Lis prowadzi was znów do holu głównego, po prawych schodach na piętro. Na końcu długiego korytarza, skręcacie w prawo i Lis zatrzymuje was. - Zacznijcie odtąd. Po zebraniu dokumentacji przyjdzie czas na przesłuchanie świadków. Niech Światło będzie sprawiedliwie wskazywało wam drogę! Kiedy tylko ostrożnie zaglądacie do pokoju po prawej na końcu korytarza, uderza was niepojęta wręcz ilość posoki. Spodziewaliście się cichego ciosu sztyletem między żebra, a nie... ścian wymalowanych krwawymi pokaźnymi plamami! Od razu jest jasne, że narzędziem zbrodni nie była broń biała. - Ciało leżało tam, za łóżkiem, na brzuchu, głową w kierunku szafki, z ramionami wzdłuż tułowia. Miało w piersi dziurę na wylot i... zbrodniarz trafił też w głowę. Każdy strzał byłby śmiertelny. Usłyszeliśmy pierwszy wystrzał, drugi kilka sekund później. Kilkanaście sekund później zielarka przybiegła do jednego ze strażników mówiąc, że słyszała strzały, i huk upadku z pokoju Ilundila. Zjawiliśmy się tu w kolejne kilkanaście sekund, tyle zajmuje przebiegnięcie korytarza. Zbrodniarza nie było, a okna były pozamykane. W łazience na podłodze jest pełno wody, a na ścianach rozbryzgi krwi. Wanna prawie do połowy pełna. Ruszacie. *patrz załącznik Pokój 1 należy do kapłanki świątyni, która zna się na ziołach i hoduje je w ogrodzie zakonu. Pokój 2 należy do ucznia kapłanki. Miał się u niej szkolić, jednak Ilundil tydzień temu nakrył go przy próbie skradnięcia jej dziewict... er serca Pokój 3 – pokój Ilundila. Pokój 4 – łazienka. *patrzcie do komentarzy!
__________________ I never cared before I met you ***Your Exel is my command! *** xD Ostatnio edytowane przez Almena : 04-22-2008 o 19:53. |
| |
| | #490 |
![]() | - Waldorff!!! – Kejsi zwyczajowo powitała ciepło krasnoluda, rzucając się na niego i tuląc go przyjaźnie. – Barbak! – wskoczyła wesoła orkowi na barana, i z wesołym piskiem zeskoczyła na podłogę. – To prawda, że was oskarżono, to prawda, to prawda!?Przemowa Lisa wyjaśniła wszystko. - Ale on nie mógł tego zrobić! – przekonywała Kejsi, wskazując Barbaka. – To sługa Lavendera, walczył z demonami, zabijał je! Lis oczekiwał jednak konkretnych dowodów, wiec Kejsi pocieszyła Barbaka i Waldorffa. - Nie martwcie się, na pewno znajdziemy winnego i ukażemy go w imię Światła! Jak mógł odebrać życie słudze Abazigala i to w jego świątyni!? Kulfon, ohydek, paskudnik, łotr!!! Znajdziemy go, znajdziemy, znajdziemy! Kejsi nigdy jednak nie uczestniczyła w prawdziwym śledztwie, a do tego nigdy nie musiała samodzielnie go wykonywać! Kiedy zjawili się na miejscu zbrodni poczuła ciarki na futerku. Przypadła do podłogi na czterech łapkach i skradała się, uważając gdzie stawia łapki, by nie uszkodzić śladów ani żadnych dowodów. Kiedy zajrzała nieśmiało do pokoju Ilundila futerko stanęło jej dęba i przerażona wyprężyła się robiąc koci grzbiet, nastroszyła ogon i z jękiem paniki odskoczyła umykając na korytarz. - Ile krwi, ile krwi, o najświętsze Światło! – otrzepała się. Drżała cała. - Co za brutal, łotr, potwór, co za koszmar mógł to zrobić!? Światło błogosławione, Światło miłosierne, matko nasza, przyjaciółko, czuwaj nad duszą nieszczęsnego Ilundila! – szepnęła zrozpaczona Kejsi. Zerknęła z rumieńcem na drużynę. - Ja tam nie wejdę, nie wejdę, przepraszam, ale nie ma mowy, nie wejdę tam, nie mogę! – powiedziała ze smutkiem i lękiem. – Zbadam jeden z sąsiednich pokoi, ale tam, w to zło, w tą niewinną krew, nie wejdę, nie dam rady, nigdy! Kejsi starała się ochłonąć i ustalić plan działania. Nigdy nie była detektywem i nie miała pojęcia za co się zabrać najpierw, a czas mijał, chciała pomóc przyjaciołom i udowodnić ich niewinność w jaką wierzyła! - Powinniśmy dowiedzieć się czegoś o Ilundulu! – stwierdziła. Zerknęła na Lisa, obserwującego ich poczynania z końca korytarza. - Przyjacielu, sługo Abazigala, Lorda Ożywicielu, bracie Genghiego Von Armeshplausta! – ukłoniła się, zmieszana trochę. – Czy możesz udzielić nam kilku informacji o lundilu, abyśmy dopadli tego, który bestialsko go zabił, i uwolnili jego duszę w ciszę pokoju Światła? - Pytajcie więc – zgodził się. - Czy Ilundil miał jakichś wrogów? - Raczej nie. - Raczej, raczej? - Niegodziwcy nie lubią sług prawa, ale nie miał konkretnych wrogów. Był bardzo szanowany w zakonie i wśród mieszkańców Ditrojid. - Czym się zajmował? - Był doradcą i prywatnym stróżem najwyższej kapłanki. - Więc musiał dobrze walczyć. - Był bardzo zręcznym wojownikiem. - Czym walczył? - Sztyletami, nożami do rzucania, krótkim mieczem. - Hołdował jakiemuś żywiołowi? - Nie. - Ale znał magię? - Był bardzo oczytany, znał wiele zaklęć i zręcznie się nimi posługiwał. - Czy miał dostęp do czegoś, co było tajne dla innych? - Tak. - Czy miał jakieś konkretne słabości, czy było coś, czego bardzo pragnął? - Nie sądzę, przynajmniej nikt z nas tego nie zauważył. Pragnął służyć najwyższej kapłance i Bieli, i czynił to doskonale. - Czy w ostatnich dniach zachowywał się podejrzanie? - Nie. - Czy miał stały plan dnia? - Tak. Rano śniadanie, wizyta w bibliotece, służba, przerwa na spacer po ogrodzie i mieście, służba, obiad, praca w swoim pokoju, służba, zwiad po okolicy. Kolację jadł w pokoju. - Tam w łazience jest wanna z wodą, czy zawsze kąpał się o tej porze? - Nie wiem, nie interesowałem się tym, kiedy Ilundil bierze kąpiele – zaczerwienił się Lis XD. - Przed kolacją miał trochę wolnego czasu. - Czy Ilundil czcił Almanakh? - Jak każdy elf, tak. - Czy miał jakieś hobby? - Nie. - Czy kobiet z miasta nie podkochiwały się w kimś tak wyjątkowym? - Wiedziały, że jako doradca kapłanki nie może mieć żony ani kochanki. - On też o tym pamiętał, prawda? - Jedyną jego najlepsza przyjaciółką była najwyższa kapłanka. - Czy ktoś próbował już kiedyś zrobić na niego zamach? - Nigdy. - Czy był kiedykolwiek karany za złe spełnianie swoich obowiązków? - Nigdy. - Na jak długo wybiera się doradcę kapłanki? - Póki jest w stanie spełnić swój obowiązek jako doradca i obrońca. - Czy ktokolwiek próbował kiedyś wygryźć go ze stanowiska? - Nie. - Kto teraz zostanie doradcą kapłanki? - Najprawdopodobniej ja. - Ah – speszyła się. – Wybacz... - W porządku, rozumiem – uśmiechnął się. Kejsi nadal była zagubiona. Nie wiedziała za co się zabrać! - Czy ta kapłanka, co mieszka pokój obok, zielarka, co zaalarmowała strażników, widziała kogoś tutaj? - Spytasz ją podczas przesłuchania. - A ten kapłan, którego wydalono z zakonu, był tutaj wtedy? - Nie. Nie było go w siedzibie zakonu od rana. - Gdzie był? - Nie wiemy. - To Ilundil nakrył go na przewinieniu? - Tak. - Czy to Ilundil chciał usunąć go z zakonu? - Tak zdecydowała najwyższa kapłanka. - Czy ten kapłan był bardzo zły na Ilundila? - Nie był zadowolony. Klął stale, na wszystkich. Kejsi zerknęła na resztę drużyny. - Może powinnam zajrzeć do pokoju tego kapłana, co sądzicie? Chyba miał motyw, żeby zrobić krzywdę Ilundilowi! ![]()
__________________ a takie tam |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 563 | 11-14-2007 11:52 |
| Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 1012 | 11-14-2007 11:49 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 11:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 70 | 03-23-2007 21:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 550 | 03-23-2007 20:59 |