![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #541 |
![]() | Intrygujące. Światełko w ciemnościach okazało się dwoma ibilithami, młodymi i chociaż wydawało się drow'owi, że poznał już granice prostactwa i nieokrzesania mieszkańców powierzchni to Ci dwaj zaniżali jakąkolwiek średnią,teraz wiedział, że niewiele może go już zdziwić. W hierarchii w ludzkim społeczeństwie stali pewnie, jak wnioskował z ich wyglądu i zachowania na samym dole drabiny. Śmiertelnie przerażeni przez demona, który najpewniej zmaterializował się nieopodal tej dwójki,ogarnięci ślepym przerażeniem zaczęli uciekać w tak pogardzanej przez jego ród dezorganizacji. Gdy, po chwili zamieszania młodzieńcy zebrali się z ziemi, Ray'gi założył ręce w geście dezaporobaty i pogardy dla ich rodzaju. Zmrużył oczy i oczekiwał reakcji swych towarzyszy. Dalej rozwiązywali jakąś sprawę, z tego co widział z wielkim zapałem, gdyż uznał, że mieszkańcy powierzchni bardzo łatwo się poddawali, lecz ta tu grupa była wyjątkiem. On, jako jedyny miał inny cel. Kejsi, młoda chimera, rozhisteryzowane i niezdyscyplinowane zwierzątko. Pokręcił głową, gdyż bardzo nie podobało mu się to, że ludzie pozwalają żyć bytom tak słabym jak ona. Pod ziemią nie dałby jej jednego dnia. Skończyła by w rynsztoku z poderżniętym gardłem. Bardzo nie podobała by mu się perspektywa, gdyby drowy zaczęły się upodabniać do swych kuzynów z powierzchni. Stało by się z nimi to samo - to dzięki brutalnemu sprytowi, były zawsze o krok przed wrogami - słabszych eliminowano, gdyż większość przynosiła wstyd rasie, nazywano to popularnie kasacją i nie miano za złe zabójstw dokonywanych w zaułkach. W mieście nazwanym Ditrojid czuł się tak obco, nie musiał się oglądać przez ramię, ani otaczać mocą w obawie przed sztyletem mogącym utkwić w plecach. Ludzie, którzy go tam otaczali nie zdawali sobie sprawy kto kroczył wśród nich. Ray'gi z domu Tarayatechi w Ched Nasad, podziemnym mieście drowów był szanowany, posiadał respekt i potęgę. Do czasu aż został wygany. Nie miał swym pobratymcom tego za złe, gdyż rozumiał, że zaczął posuwać się za daleko. Na powierzchni czuł, że ludzie, którzy go otaczają, są tak puści w środku, powiedziałby nawet, że nie zaprzątają sobie swych wąskich umysłów sensem egzystencji i uważał, że mieszkańcy powierzchni są wręcz stworzeni tylko po to by przeżyć swe życie i niczego w nim nie dokonać. A widząc zielonoskórego i krasnoluda tylko utwierdzał się w tym przekonaniu. Tymczasem jednak zaprzestał rozmyślania i jego umysł zarzucił kotwicę, która ściągnęła go na ziemię do spraw bardziej przyziemnych. Nie podejmował dialogu z nowonapotkanymi, tylko słuchał i przyswajał informacje. Po to tu właśnie był. W pewnym sensie. Poczuł jak kryształ zastukał do wrót jego świadomości. Otworzył je i zaczął wpuszcać powoli kolejne impulsy wysyłane doń przez artefakt. Posegregował je i obejrzał śmierć Morcruchusa. Zobaczył kto był za nią odpowiedzialny. Demon. Yoholami w społeczeństwie drowów najczęściej pomiatano, pomniejsze były wzywane jako osobisty słudzy, większe jako strażnicy w pałacach i rezydencjach. Sam miał kilku. Zdradzieckie twory fioletu były najczęściej aroganckie i głupie, ale ten tu wydawał się inny. Rozsiewał wokół tą niebezpieczną aurę. Ray'gi wiedział, że żadnego przeciwnika nie należy ignorować, a szczególnie nie takiego, który rozprawił się krwawo z jego prawie równie potężnym wspólnikiem - Morcruchusem. Tarayatechi zawsze gardzili otwartym działaniem, woleli doprowadzać wrogów do skraju wytrzymałości psychicznej i wtedy rozpocząć ofensywę. Przebiegłość nie pozwalała Ray'giemu wystąpić przeciwko nim wszystkim na raz. Za dobrze wiedział co działo się z dumnymi i butnymi głupcami. Wolał poczekać. Miał jednak pewien inny plan, dla którego cała reszta była maską. Uśmiechnął się postukując palcami o podbródek. |
| |
| Reklama |
| |
| | #542 |
![]() | - Tiżnije! Latające węże, niejadowite, nie gryzące, śpiewające. Kejsi bardzo chciała je zobaczyć! - Muszą być piękne, piękne, piękne! Muszą pięknie śpiewać! Mogły mieć coś wspólnego z Rithem albo pokonaniem go, może ich śpiew ma właściwości niszczące chaos? Skoro były w wizji, musi to coś oznaczać! Skoro są dobre, leczą śpiewem, chyba powinniśmy do nich iść, może są po naszej stronie, może przydadzą się do czegoś, chociaż chiemrka nie miała pojęcia co w tym wszystkim oznaczają śpiewające węże. - Dziękuję, pójdę już! – pożegnała się z pumą. Waldorff spytał młodzieńców czy mają coś od zaginionego, a on wyjął gałganek. - Gałganek! – ucieszyła się Kejsi. Otrzepała się i potrząsnęła przecząco głową. Kissi tylko szwendał się po lesie. - Wracał do domu. Nie chciał nam pomóc szukać Icka, więc go zostawiliśmy. - No. Kissi ma świra na punkcie książek. Znowu tachał taką grubą. - Kissi tu był!? To była księga, którą miał Kiren, elf! Kissi ją wziął!? Ukradł ją elfowi i umknął lewiatanom!? Sam ich pokonał!? Kissi nigdy nie był wojownikiem, jak on sam mógł pokonać te demony i elfa!? Chyba, że tajemnica o jakiej wspominał ulepszyła jego zdolności, ale to było dziwne, dziwne! Może umknął podstępem? Kissi był bardzo dobry w podstępach! - Mamy szukać zaginionego Icka, ale musimy też szukać Kissiego! – zawołała do reszty zagubiona Kejsi. – Musimy też szukać latających kobr, tiżnijów! To te, co były w wizji od Lavendera! Co zrobimy!? Chyba lepiej się nie rozdzielać na trzy grupy, demony mogą znów zaatakować! Gdzie są Thomas i Charlotte!? Gdzie Morcruchus!? Powinniśmy go powiadomić co robimy, gdzie jesteśmy, powinniśmy po niego iść! Astaroth, gdzie go widziałeś po raz ostatni!? A co z przyzwaniem Almanakh!? Co robić, co robić!? – rozpaczała Kejsi, biegając wokół. Zauważyła, że ten dziwny, obcy drow Raygi podejrzanie obserwował ją cały czas, choć udawał, że nie zwraca na nią uwagi. Waldorff i Barbak trzymali się razem, i nie lubili chyba elfa. Sathem też był asertywnie nastawiony. Raygi uśmiechał się, gładząc podbródek. On chyba coś knuje! To było dziwne, elfy znane Kejsi nie miały ciemnej skóry, i były dobre, szlachetne, wszyscy lubili i szanowali elfy! Elfy były małomówne, ale radosne, śpiewały, tańczyły, grały, były legendarnymi wojownikami! - Może powinniśmy iść wpierw za Kissim!? – Kejsi wskoczyła Barbakowi na barana. – On ma księgę, ważną księgę! – zeskoczyła i biegała wokół Sathema. – Ale jeśli w tym czasie coś stanie się Ickowi!? – przeskoczyła nad Waldorffem. – A co z kobrami!? Chyba musimy najpierw pokonać demony, kiedy ich nie będzie, Icek i wszyscy będą bezpieczniejsi! Poszukajmy Kissiego i księgi! Co wy na to!?
__________________ a takie tam |
| |
| | #543 |
![]() | -Ja też je znam, i jednego jestem pewien że Asth nie będzie szczęśliwy gdyby ktoś znów mu chciał pokrzyżować plany. A jestem pewien że ten czarny lembas nie przyszedł nas tu chronić bezinteresownie. -I jeszcze jedno Ci powiem przyjacielu. Nie możesz dać mu poczuć jego wyższości a takimi tekstami właśnie to robisz. Zachowuj się tak by zaczął się z tobą liczyć. Chociaż może i nie. - Pewnie masz racje przyjacielu. Często Ci się to ostatnio zdarza. Ork uśmiechnął się szczerze. - Może partałoby go wypróbować po co tu jest. Poza tym nie sądzę byś znalazł jakąkolwiek zieloną orczycę a tak byś miał z niego przynajmniej jakiś pożytek.... Ork uśmiechnął się jeszcze serdeczniej, po czym ułożył prawą pięść w zagięciu lewej ręki. Lewą zaciśniętą rękę uniósł natomiast ku górze wystawiając jednocześnie palec środkowy. Dość uniwersalny znak winien Waldorffowi powiedzieć wystarczająco wiele. Barbak cały czas szczerze się uśmiechał. Brakowało mu takich żartów. - Barbak, czy ten głos mówił do ciebie!? Przecież wyznajesz Lavendera! – Zapytała Kejsi. – Lavender włada piorunami!? Dlaczego ten piorun był fioletowy!? Przecież to był zły piorun, zły, zły! On mógł nas zabić, spalić! Lavender chce nas zabić!? Dlaczego!? – rozpaczała. A może Lavender odkrył, że jeśli zniszczymy nasze imiona, ten świat zginie, przepadnie!? Może Lavender nie chce, aby ginęły setki istnień!? Ork nie odpowiedział, jednak przyznał że mała chimera zasiała w nim ziarno niepewności. Ta błyskawica faktycznie była fioletowa, poza tym Palladine nigdy nie reagował tak ostentacyjnie. Może faktycznie coś tu jest nie tak. - Waldorffie. Potrzebuje twej wiedzy. Jako, żeś jest teologiem powiedz mi czy znasz bóstwo, bożka lub kogokolwiek innego zdolnego władać błyskawicami i kto zarazem przybrał kobrę za godło lub herb? Oprócz tego w głowie Barbaka pojawiła się jeszcze jedna myśl. Wszyscy członkowie drużyny (no może poza Ray’gim) byli z innego świata, rzeczywistości czy jakoś tak. On nie. Co się stanie, gdy ta misja dobiegnie końca? Jaki będzie los jego przyjaciół i co się stanie z nim samym? Ork postanowił na razie nie dzielić się jeszcze swymi zmartwieniami z pozostałymi. Jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas. Gdzieś opodal toczyła się dysputa z napotkanymi ludźmi. Waldorff jak się okazało był za tym aby odszukać jakiegoś zaginionego dzieciaka... prawe, ale czy przypadkiem nie mieliśmy robić czegoś zgoła innego? Zastanawiał się ork. Nagle na jego plecach wylądowała Kejsi, zasypując go jednocześnie prawdziwym nawałem pytań. –(...) A co z kobrami!? Chyba musimy najpierw pokonać demony, kiedy ich nie będzie, Icek i wszyscy będą bezpieczniejsi! Poszukajmy Kissiego i księgi! Co wy na to!? Ork po raz kolejny wybuchnął salwą szczerego śmiechu. - Prowadź przodem. Tylko daj mi chwile. Chciałbym utwierdzić się w swym przekonaniu. Waldorffie podaj mi raz jeszcze ten spiryt. Proszę. Ork złapał rzucony bukłak. Spojrzał w niebo, na bukłak, w niebo i na bukłak raz jeszcze.... Panie, jam Twym wiernym sługą. Nie pozwól proszę aby w moim sercu pojawiło się zwątpienie I rozterka. Po czym Barbak sowicie pociągnął z naczynia (kuląc się jednocześnie w sobie samym i czekając na Armagedon). |
| |
| | #544 |
![]() | Kissi! A więc to on ma tak pożądaną przez niego księgę. Musiał ją zdobyć niezależnie od kosztów, a ściganie coraz to kolejnych osób próbujących mu przeszkodzić powoli zaczynało go irytuwać. Lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby grzecznie przyniesiono mu tę księgę nie prowokując go do porzucenia łagodnej natury. Jak dotąd ograniczał krzywdzenie innych do minimum, jednak nie mógł przewidzieć co się stanie, gdyby moce legionu wymknęły się spod kontroli i zaczęły siać spustoszenie. Nie mógł do tego dopuścić, jeśli nie chciał patrzeć na krew wszystkich tych, którzy stanęliby wyzwolonej mocy na drodze Nie przejął się wizjami - zbyt często samemu sprowadzał je na innych by ulegać ich ułudzie. Musiał jak najszybciej zakończyć to wszystko, co się tutaj działo, jednak najwyraźniej nie wszyscy byli przekonani o słuszności tego, co robią. Zmuszanie ich byłoby głupotą, gdy można ich przekonać logiką. Odezwał się więc, adresując swoją wypowiedź do towarzyszy - Mam nadzieję, że nie odbieracie zniszczenia tej rzeczywistości jako masowy mord, nieprawdaż? Wszyscy ci tutaj urodzą się normalnie, sześćset lat od momentu do którego wrócimy. Wszystko będzie tak samo, jednak bez wpływu Ritha co będzie znacznie lepsze dla wszystkich mieszkańców Słysząc, jak Kejsi chce wyruszyć na poszukiwania Kissiego w duchu przyznał jej rację. Jednak jej metody poszukiwania były zbyt powolne, wręcz żałosne porównując je z teleportacją. Zwrócił się więc do chimery - Mam lepszą propozycję. Najpewniej zdołasz rozpoznać Kissiego gdy go zobaczysz, a krzystając z teleportacji dogonimy go znacznie szybciej. Co ty na to? Razem odzyskamy księgę bez krzywdzenia tego, kto aktualnie ją posiada...
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #545 |
![]() | -Ile to czasu minęło odkąd poznałem zielonego? -Waldorff podrapał sie po brodzie. - Zresztą czy to ważne - W świadomości podpowiedział mu młot. - -Ważne że zapowiada się że spotkałeś nowego druha. Kogoś komu będziesz mógł w razie czego powierzyć swoje bezpieczeństwo. Tym bardziej że drużyna dużo straciła gdy zakalec zepsul atmosferę w kataakumbach świątyni. To ważne byśmy znów zaczeli działać drużynowo. - Przed nim Barbak jowialnie się śmiał i odpowiedział mu tak jak zdawało się już wcześniej Waldorffowi że odpowie. Utwierdziło go to tylko w jego zamysłach. Gdy kilka chwil póżniej Syn Zerrathula poprosił go ponownie o bukłak dał mu. I co więcej osobiście tak jakby nie wierząc w te wcześniejsze pioruny. -Trzymaj i smacznego. Na szybko nie potrafię sobie zadnego z Panteonu starych bogów, który posługiwałby się filotem i kobrami na dodatek. Aczkolwiek jeszcze na osobności spróbuje raz jescze.- Patrzył jak on przechyla bukłak. W końcu nie wytrzymał. -Stój, ile, gdzie, za dużo, przecierz ty masz żołądek jak koń. Wszystko byś wychlał. Powoli, z umiarkiem. Ożesz ty. -Stał i podskakując w miejscu pieklił się że tak dużo tamten pije. -Nie wiemy kiedy znów zawitamy do cywilizacji //pytanie do MG. czy moja postać może coś wiedzieć to wtedy odpowiem zielonemu Dzieciaki nie wiele mu odpowiedziały co więcej on nic z tego nie wyciągnął. Znaczy się z tej rozmowy. Jedynym pozytywem była informacja uzyskana przez Astarotha. Nie skomentował jej na głos ale w duchu przyznał że ten Kissi z całym szacunkiem ale jest coraz bliżej grobu. Zresztą oni również. -Kejsi masz rację skoro ten chimer ma naszą ksiegę to poszukajmy jego. Tym bardziej że Asth proponuje zrobić to szybciej via teleport. Ja bym proponował byś się go posłuchała. Wie co mówi - Waldorffowi wydawało się że słyszy jak jego sumienie właśnie puka do niego i chce się zapytać dlaczego tak powiedział. - Będzie szybciej i bezpieczniej. A my w tym czasie udamy na poszukiwanie tego jeziora. Jestem pewien że TEv i Sathem dadzą sobie radę jako tropiciele.! |
| |
| | #546 |
![]() | Tev przyleciał na polanę, na której przywitało go pytanie Kejsi. -Tev czy to ty!? -Tak, tak, a któż by inny...-mruknął. -Zjeść światełko!? Przecież byś się poparzył! Nie wiem co to za światełko, ale to chyba nie demony, bo one widzą w mroku, ani nie Kiren, bo to elf, Kissi też widzi w ciemnościach! To podejrzane światełko, podejrzane! Możemy się zakraść do niego i zobaczyć co to, albo zajrzeć do wioski i spytać, czy oni nie wiedzą co to jest!-zaproponowała chimera. -No tak, będę jeszcze latał w tą i z powrotem. Ani mi się śni!!!-warknął, rozglądając się. Astaroth w oddali gadał z jakąś chimerą podobną do pumy, a za chwilę dołączyła tam Kejsi. Waldorff pił z Barbakiem, gdzieś dalej stał Mroczny Elf. -W waszym języku istnieje powiedzenie mówiące, że głupotą jest posyłać dziecko, by wykonało pracę mężczyzny. My mamy podobne powiedzenie, że głupotą jest posyłać mieszkańca powierzchni, jeżeli można posłać drow'a. Więc wy tu lepiej zostańcie, a ja to sprawdzę-powiedział, ruszając. -Zapominasz, że jest jeszcze ktoś, kto ma lepszy wzrok oraz słuch-ziewnął, przeciągając się i patrząc jak Sathem rusza wraz z Mrocznym Elfem. Nagle rozległo się uderzenie pioruna, a w powietrzu zawisł hologram kobry, który zaczął coś gadać, ale zniknął. Niewątpliwie Barbak zrobił coś, czego robić nie powinien według swoich pseudobogów, a Tev uśmiechnął się przewrotnie. Wtedy właśnie rozległ się grzmot, a drzewa zatrzęsły się. -Żałosne! Chcesz zobaczyć większy pokaz?! To przyjdź tu, a pokażę ci kilka sztuczek!-powiedział głośno. Gdyby coś tam było, śmiało mogłoby to odebrać jako zniewagę w jego kierunku. Nagle rozległy się krzyki, więc Gryf szybko skoczył tam i znalazł się w pobliżu światełka, które było pochodnią, a kiedy zauważył Astarotha "znęcającego się" nad dwoma chłopakami i samym sobą, zapytał: -Może ci pomóc?-zachichotał, patrząc na dwójkę wpadającą na drzewa oraz w chaszcze i Demona przypalającego się pochodnią, ale za chwilę wszystko ustało. Demon skończył przypalać skwierczącego gluta, a ci chłopcy zaczęli się podnosić z większym spokojem, ale to już nie interesowało Teva, który położył się gdzieś z boku. Nagle poczuł się jakby dostał się w samo oko cyklonu, bo świat zaczął nieprzyjemnie wirować wzbudzając mdłości, a przed oczami pojawiły się elektryczne błyski, po czym wszystko ustało, ale przestał wiedzieć cokolwiek. Zemdlał. ~Coś ty znowu narobił?!-wrzasnął na Ravista, zawzięcie piszącego coś w księgach. ~Musiałem nas na chwilę odłączyć-mruknął po chwili, nie podnosząc wzroku i nie przestając pisać. ~Zaraz wszystko wróci do normy, nie bój się-machnął ręką, odrywając się na chwilę od pisania, by zamoczyć pióro w atramencie. ~Czemu? Co ty robisz i co chcesz zrobić?-zapytał Rakszasa. ~Zobaczysz później-ciągnął Ravist tym samym obojętnym, nieprzytomnym głosem. ~Nie będziesz chciał pokierować?-pytał dalej Tygrys. ~Nie mam czasu na odpoczynek-odparł lakonicznie tamten, a Tev spojrzał na niego ze zdziwieniem. ~Jaki odpoczynek?! O czym ty gadasz?! ~Wierz mi, to co robisz ty, jest leniuchowaniem w porównaniu z tym, co robię ja. Nawet nie masz pojęcia ile się dowiedziałem i jakie kroki poczyniłem, ale dowiesz się w swoim czasie, chociaż mogę ci powiedzieć, że odkrywam talenty, o których nawet nie miałeś pojęcia. Teraz jednak powiedz mi czy ten fragment jest dobry: "Widział śmierć, która go otaczała, a on stał tam sam, ociekając krwią swoich przeciwników i śmiejąc się szyderczo nad ich ciałami, które nigdy nie podniosą się z ziemi...". Zastanawiałem się czy może zmienić go na ten: "Jego wróg wykrwawiał się na jego rękę, która jeszcze głębiej wcisnęła broń w brzuch przeciwnika, zaś oczy patrzyły na swojego oprawcę z niemym wyrzutem oraz zaskoczeniem. Chwilę później wyszarpnął ostrze z truchlejącego ciała, które bezwładnie zwaliło się na ziemię z tym samym zaskoczonym wyrazem twarzy...". Który lepszy?-zapytał Rav. ~Zamieść jeden i drugi-warknął Tev, po czym wybuchnął: ~Naprawdę bardzo ciężkie zajęcie! Książkę sobie pisze! I co, może jeszcze ją wydasz i zarobisz na niej fortunę, co?!-wrzasnął Rakszasa. ~To nie są byle jakie książki. Zobaczysz-uśmiechnął się tajemniczo Ravist, ponownie zaczynając szaleńczo pisać po czystych do tej pory kartkach. ~Aha, zapomniałbym-mruknął, a następnie machnął niedbale ręką, przywracając przytomność. -Znaliście Prestiosa? Co moglibyście powiedzieć o nim. Kiedy ostatnio go widzieliście Kim był ten dzieciak dla niego. Czy ten gówniarz mógł go odwiedzać w pałacu?-usłyszał głos Waldorffa, dobiegający jakby z oddali oraz inne głosy zwracające się do Krasnoluda, ale ten za chwilę zwrócił się do niego. -Tev przepraszam ale mam pytanie do Ciebie. Czy zdołałbyś wytropić tego dzieciaka jeżeli oni by mieli coś co do nich należy. Ewentualnie czy mógłbyś to samo zrobić z uciekinierami z lewiatanów? Musimy ruszyć jak najszybciej na poszukiwanie ich choć nie wiem sam czy ten dzieciak nie ma jakiegoś udziału w zabójstwie z świątyni?-zaproponował Krasnolud, a Tev ziewnął, zaczynając się przeciągać. -Nareszcie ktoś pomyślał choć trochę. Oczywiście, że mogę i to z dużo większym powodzeniem niż ktokolwiek inny. Tygrysy i Gryfy mają świetny węch, a jeden lepszy od drugiego-mruknął. -Przyjaciele czy widzieliście może w powietrzu lewiatana? Duża bestia, wyglądająca jak demon, na jej grzbiecie najpewniej był elf. A może widzieliście samego elfa? To dla mnie BARDZO ważne...-uśmiechnął się Demon. -Ano mam, jego gałganek. Bawi się nim, ale czasem rzuca tym w nas, i zabrałem łobuzowi!... Co, morderstwo?! Jakie morderstwo?! Co wy bredzicie, dzieciak ma sześć lat!!! Łobuz jak licho, ale morderstwo?!-odezwał się chłopak, a Gryf zignorował go i powąchał włóczkę, zapamiętując zapach. Poczuł poruszenie w głowie i wiedział, że Ravist coś kombinuje, a po chwili zorientował się, że w ten sposób chce na stałe utrwalić ten zapach. Ruch ustał, czyli Półelf powrócił do swojej księgi. Podświadomie słuchał też wymiany zdań między Kejsi i pumą. Wiedział, że Ravist uwielbia informacje, więc mu je dawał. Był pewny, że wylądują gdzieś, gdzie ich nie zapomną. Drugim uchem wpuścił wymianę zdań między młodymi, a Astarothem. Znowu poczuł poruszenie, ale tym razem dużo większe. Ravist ciskał naokoło pełno zaklęć, ale zaraz przestał, znowu zasiadając do księgi. W ten sposób poradził sobie z nagromadzeniem informacji napływających do niego. U Teva nie tylko zmysł słuchu i węchu działał, ale również wzroku. Drow był nadnaturalnie zainteresowany Kejsi. ~Da się to wykorzystać-uśmiechnął się przebiegle Ravist, a Tev już widział zbliżającą się Kejsi. -Kissi tu był!? Nic mu nie jest!? Kissi, z księgą!? Możecie ja opisać!? To była księga, którą miał Kiren, elf! Kissi ją wziął!? Ukradł ją elfowi i umknął lewiatanom!? Sam ich pokonał!? Kissi nigdy nie był wojownikiem, jak on sam mógł pokonać te demony i elfa!? Chyba, że tajemnica o jakiej wspominał ulepszyła jego zdolności, ale to było dziwne, dziwne! Może umknął podstępem? Kissi był bardzo dobry w podstępach!-mówiła Kejsi, ale Gryf wpadł jej w słowo, zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze. -Dziwne, że nikt o tym nie pomyślał. Spodziewałem się, że Astaroth może na to wpaść, choć nie wiem czy jest to prawdą. Nie wpadł na to jednak... Dziwne... To przecież Demon. Mnie wydaje się to oczywiste, chociaż nie koniecznie musi być prawdziwe-podszedł bliżej leniwym krokiem. -Moim zdaniem ten Elf... jak mu tam było? Kiren... Moim zdaniem on jest Demonem tak samo jak ten wasz cały Kissi. Wydaje mi się to trochę oczywiste, ale Kiren trzymający księgę i odlatujący na Demonach-Lewiatanach, ewidentnie jest po ich stronie, a potem nagle zjawia się Kissi mający tą samą księgę. Przypadek? Wątpię. Moim zdaniem Kissi jest po stronie Kirena i jest jego sprzymierzeńcem, a skoro Kiren trzyma z Demonami, które są wrogami naszego, drogiego Demona, to znaczy, że są po stronie Ritha. Kissi podobno jest dobry w podstępach. Może to wy padliście jego ofiarą, a nie, jak się spodziewacie, Kiren i Demony? Moim zdaniem wszystko wyglądało tak: Lewiatany pojawiły się tylko po to, żeby zabrać ze sobą Kirena i Kissiego, który niby bronił się przed tym, ale tak na prawdę leciał z nimi z własnej woli, a jedynie upozorowali porwanie. Zapewne ktoś mu próbował pomóc. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Kissi nie dał się wyswobodzić z łap Lewiatanów. Taka jest moja teoria- Ravist mówił wolno, żeby do wszystkich wszystko dotarło, a następnie spojrzał na ich reakcje. -Mamy szukać zaginionego Icka, ale musimy też szukać Kissiego! Musimy też szukać latających kobr, tiżnijów! To te, co były w wizji od Lavendera! Co zrobimy!? Chyba lepiej się nie rozdzielać na trzy grupy, demony mogą znów zaatakować! Gdzie są Thomas i Charlotte!? Gdzie Morcruchus!? Powinniśmy go powiadomić co robimy, gdzie jesteśmy, powinniśmy po niego iść! Astaroth, gdzie go widziałeś po raz ostatni!? A co z przyzwaniem Almanakh!? Co robić, co robić!?-rozpaczała Kejsi. -Wszystko trzeba oddać hierarchii wartości. Najmniej wartościowe jest przyzywanie czegoś, czego NIE MA, czyli na sam koniec trzeba zostawić przywoływanie Almanakh. Morcruchus już nie wróci, więc nie ma to sensu. Dlaczego nie wróci? Na to odpowiedz sobie sama. Skąd wiem? Moja sprawa. Tiżnije mogą zejść na dalszy plan tak samo ja Icek, ale są zaraz po Kissim-mówił dalej Ravist. -Może powinniśmy iść wpierw za Kissim!? On ma księgę, ważną księgę! Ale jeśli w tym czasie coś stanie się Ickowi!? A co z kobrami!? Chyba musimy najpierw pokonać demony, kiedy ich nie będzie, Icek i wszyscy będą bezpieczniejsi! Poszukajmy Kissiego i księgi! Co wy na to!?-mówiła Kejsi, skacząc wszędzie. -Miło mi, że się ze mną zgadzasz-skomentował Rav. -Mam nadzieję, że nie odbieracie zniszczenia tej rzeczywistości jako masowy mord, nieprawdaż? Wszyscy ci tutaj urodzą się normalnie, sześćset lat od momentu do którego wrócimy. Wszystko będzie tak samo, jednak bez wpływu Ritha co będzie znacznie lepsze dla wszystkich mieszkańców-powiedział Astaroth, a Gryf uśmiechnął się przewrotnie. -Wierz mi, zniszczenie tej rzeczywistości podobałoby mi się w równej mierze, nawet gdyby był to masowy mord-zachichotał Tev, ale za chwilę do głosu ponownie doszedł Ravist. -Kejsi, masz może jakiś zapach Kissiego lub znasz jego zapach, ale od waszego ostatniego spotkania, nie od jakiegokolwiek?-zapytał. Uwielbiał zadawać pytania, dzięki którym otrzymywał więcej niż jedną odpowiedź jednocześnie nawet, gdy odpowiedź jest jednowyrazowa. Gdyby Kejsi go nie znała, oczywistym by było, że Kissi jest Demonem, bo jej płeć zwraca uwagę na drobne szczegóły i zapamiętuje je, czyli taki szczegół dla chimery z dobrym węchem nie był niczym niezwykłym do zauważenia i zapamiętania. Gdyby jednak go znała... tu sprawa by się komplikowała, ale nie wykluczałoby to, bycia Demonem ani tym bardziej współpracy z Demonami. Jednocześnie ułatwiłoby sprawę, ponieważ wytropienie go byłoby już tylko kwestią czasu. -Mam lepszą propozycję. Najpewniej zdołasz rozpoznać Kissiego gdy go zobaczysz, a krzystając z teleportacji dogonimy go znacznie szybciej. Co ty na to? Razem odzyskamy księgę bez krzywdzenia tego, kto aktualnie ją posiada...-powiedział Demon do Kejsi. Sprytnie. Bez krzywdzenia... to powinno skłonić Kejsi, bo jest łatwowierna, a nie wierzę, że Astaroth nie będzie się bronił podczas ataku-pomyślał Ravist, ale nie wypowiedział tego, ponieważ widział w tym swoją własną korzyść. -Kejsi masz rację skoro ten chimer ma naszą księgę to poszukajmy jego. Tym bardziej że Asth proponuje zrobić to szybciej via teleport. Ja bym proponował byś się go posłuchała. Wie co mówi-poparł Waldorff, a Ravist pokiwał głową. -Będzie szybciej i bezpieczniej. A my w tym czasie udamy na poszukiwanie tego jeziora. Jestem pewien że Tev i Sathem dadzą sobie radę jako tropiciele!-ciągnął Krasnolud, zaś Ravist ponownie pokiwał głową. Znalezienie jeziora, wodospadu, innego wodopoju czy Icka nie stanowiło najmniejszego problemu. -Dobry pomysł, jednakże mam jedno pytanie co do niego. Twoja zdolność teleportacji obejmuje znajomość miejsca czy przedmiotu lub osoby? A może jednego i drugiego? Na pewno obejmuje znajomość miejsca-mówił, ale rozejrzał się i stwierdził, że mogłyby się znaleźć osoby, które nie zrozumieją jego słów. -Chodzi mi o to, czy potrafisz się teleportować w miejsce, którego nie znasz, ale znasz przedmiot albo osobę, przy której chcesz się znaleźć?-zapytał jaśniej tak, by wszyscy zrozumieli o co pyta.
__________________ Hołd najlepszemu człowiekowi naszych czasów. _______________________________________________ Nie zabieraj go... Proszę... Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 03-29-2008 o 14:22. |
| |
| | #547 |
![]() | - Moim zdaniem ten Elf... jak mu tam było? Kiren... Moim zdaniem on jest Demonem tak samo jak ten wasz cały Kissi – odezwał się Tev. - To nieprawda, nieprawda, NIEPRAWDA!!! – oburzyła się Kejsi. Jednak gwałtownie zamilkła. - Nie, przecież gdyby był demonem, amulety wojowników migotałyby przy nim!!! – zawołała tryumfalnie. – Kissi nie jest demonem, nie jest, NIE JEST!!! – rozpaczała. - Najmniej wartościowe jest przyzywanie czegoś, czego NIE MA, czyli na sam koniec trzeba zostawić przywoływanie Almanakh – ciągnął Tev. Kejsi zadrżała aż i zaczęła wywijać kocim ogonkiem. - Jak możesz, jak śmiesz tak mówić!? Ona nie jest czymś, ona jest Wojowniczką Światła, Okiem Światła, jest zabójczynią Shabranido!!! – krzyczała, ocierając szkliste złote oczy. – Jak możesz tak mówić!? Ona żyje, widziałam, ona żyje, i wróci do nas, wierzę w to, wierzę!!! Ona nigdy nas nie zostawiła, nigdy!!! Jak możesz, jak śmiesz!? Kejsi poczuła się bardzo samotna. Poza Sathemem nikt jej nie wspierał, skąd wzięli się Tacy Jak Oni, ci, którzy nie wierzą w Światło, bluźnią przeciwko Wojownikom Światła!? Tak, Sathem, Barbak i Waldorff zdali się jako jedyni w tej drużynie wierzyć w siłę Bieli. Reszta? Demon, podejrzany drow, bluźniący rakszasa! Jak Tev śmie zwalać winę na Kissiego i nazywać go demonem!? W Świątyni Przybycia Kejsi słyszała niewyraźne echo jego słów – rozmawiał z Verionem, zawarł z nim pakt! Jest oskarżony o morderstwo- jeśli ktoś tu jest opętany, to Tev nie Kissi! - Morcruchus już nie wróci, więc nie ma to sensu. Dlaczego nie wróci? Na to odpowiedz sobie sama. Skąd wiem? Moja sprawa. Oczy Kejsi zrobiły się wielkie jak talerze. - Co mu zrobiłeś!? – wybuchła. – Co zrobiłeś Morcruchusowiiiiii !? Przerwał im Astaroth. - Dobrze, mogę z tobą iść, w końcu znam Kissiego najlepiej z nas! - Kejsi jest łatwowierna... - Tev...! - Wierz mi, zniszczenie tej rzeczywistości podobałoby mi się w równej mierze, nawet gdyby był to masowy mord – zachichotał Tev. Kejsi nie wytrzymała. - Jak możesz, jak możesz!? Tego już za wiele, nie będziesz bezkarnie obrażał Almanakh, Kissiego, nas i wszystkich wokół! Podobałoby ci się niszczenie wszystkiego, mordowanie moich znajomych, przyjaciół, wszystkiego co żyje z woli Światła!? Heretyku, bluźnierco!!! – Kejsi żałowała, że nie ma tu teraz Genghiego, który rzuciłby na pewno błyskotliwym tekstem o heretykach! - Odbicie świetliste zmrożone rozkazem bieli, Skuj swoim gładkim lustrem ciszy wrzask złych dusz, Zduś ogień nienawiści ich umysłów i serc, Blizzard wind!!!
__________________ a takie tam |
| |
| | #548 |
![]() | Można by powiedzieć, że ręka dziewczyny miewa się już znacznie lepiej. Przestała boleć, a co lepsze dało nią się ruszać. Charlotte z wdzięczności oddała Thomasowi sporą dokumentację, którą uprzednio mu zabrała. Stwierdziła, że chyba już wie to, co wiedzieć chciała, jednak jeszcze wszystko przed nią. Kim byli jej rodzice, i czemu ona jest taka jaka jest. Czemu nie mogła żyć normalnie, jak każdy człowiek? Dlaczego stała się wrednym demonem? Choć z drugiej strony, ona zawsze była wredna...Tak więc czemu stała się demonem? Bez tego "wrednym", bo ta cecha nie uległa zmianie ani nie doszła. Charlotte przybrała niewidzialną postać i wzniosła się 6 metrów nad ziemią. Postanowiła nie pójść, nie teleportować się, a polecieć do rezydencji de la Mote Valois. Leciała niespiesznie obserwując co dzieje się na dole. Miała nadzieje, że jej niewidzialność nie skończy się zbyt szybko. Gdy tylko doleciała do rezydencji i stanęła na ziemi tuż za jej murami. Ruszyła powolnym krokiem do domostwa, a potem do pokoju w którym zawsze leżał jej schorowany ojciec.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| |
| | #549 |
![]() | Tev usiadł, obserwując reakcję towarzyszy. -To nieprawda, nieprawda, NIEPRAWDA!!! Nie, przecież gdyby był Demonem, amulety wojowników migotałyby przy nim!!! Kissi nie jest Demonem, nie jest, NIE JEST!!!-oburzyła się Kejsi. -O ile mnie pamięć nie myli to amulety nie wykryły również Thomasa, a on przyjął do siebie Chaos. Powinny go wykryć, a tak się nie stało. Poza tym nawet, gdyby Kissi nie był Demonem, to i tak nie wyklucza to współpracy z Demonami. Patrząc jednak od innej strony. Znałaś się z nim już wcześniej, prawda? 600 lat temu. Wątpię, żeby ten rodzaj chimer żył aż tyle czasu i trzymał się w tak dobrej kondycji. Przemawia to przeciw niemu. Sama powiedziałaś, że jest dobry w podstępach-powiedział jakby od niechcenia. -Jak możesz, jak śmiesz tak mówić!? Ona nie jest czymś, ona jest Wojowniczką Światła, Okiem Światła, jest zabójczynią Shabranido!!! Jak możesz tak mówić!? Ona żyje, widziałam, ona żyje, i wróci do nas, wierzę w to, wierzę!!! Ona nigdy nas nie zostawiła, nigdy!!! Jak możesz, jak śmiesz!?-ciągnęła Kotka. -Dla mnie to jest COŚ, co nie istnieje. Poza tym oczywiście, że nas nie zostawiła. Dlaczego? Bo coś co nie istnieje, nie może niczego nigdy zostawić. Uważam, że wszyscy bogowie to jeden wielki przeżytek utrzymujący się przez wieki, żeby innym się lepiej żyło. Wiara wszystkich wzmacnia i daje siły, ale tak na prawdę to nie bóg zsyła siły, ale umysł, bo jest to potęga, której nikt w pełni nie wykorzystał. To on zsyła rozwiązania, napełnia energię, kiedy już jej pozornie nie ma, daje siłę, o którą nawet sam się nikt nie posądza. Umysł jest mocą i siłą. Oczywiście nie obrażając wyznawców-przy ostatnim zdaniu skłonił łeb ku Waldorffowi i Barbakowi, wyrażając szacunek do ich poglądów. -Moim zdaniem Almanakh jest wymysłem. Nie istnieje Lavander, Almanakh czy jak im tam było, oraz inni. ALMANAKH! Jeżeli istniejesz, to zstąp na ziemię i pokaż się! Może się zmierzymy, co?! Przyjdź, jeżeli masz odwagę i jeżeli jesteś!-po tych słowach gwałtownie urwał przemówienie i zapadła cisza. -Widzicie? Nie widzicie i właśnie o to chodzi. Almanakh nie istnieje-ciągnął obojętnym głosem. -Co mu zrobiłeś!? Co zrobiłeś Morcruchusowiiiiii !?-powiedziała na jego słowa o późniejszym Elfie. -Ja? Nic. Gdybym chciał z nim walczyć i go zabić to miałem okazję do próby tuż po pojawieniu się tutaj, ale ja wolałem z nim nie walczyć. Unikałem walki. Poza tym jaki miałbym cel w zabijaniu go lub krzywdzeniu? Żaden. To było bez celowe. W świątyni Sathem był bliski walki z Thomasem. Co wtedy zrobiłem? Pociągnąłem go do drzwi, bo pojedynek nie miał sensu. Sama widzisz. Od początku nie opowiadałem się przy żadnej ze stron i dalej obstaję przy swoim-mówił obojętnym głosem Ravist. Tev był zbyt nerwowy. -Jak możesz, jak możesz!? Tego już za wiele, nie będziesz bezkarnie obrażał Almanakh, Kissiego, nas i wszystkich wokół! Podobałoby ci się niszczenie wszystkiego, mordowanie moich znajomych, przyjaciół, wszystkiego co żyje z woli Światła!? Heretyku, bluźnierco!!!-zdenerwowała się Kejsi, a Ravist uśmiechnął się przewrotnie. -Pragnę zauważyć, że nie obraziłem nikogo z tej... grupy. Ja stwierdzam fakty i daję propozycje, które nie koniecznie muszą być prawdziwe, jednakże gdybym miał komuś powierzyć życie to prędzej Astarothowi niż Kissiemu. Tak, zaufałbym bardziej Demonowi. HONOROWEMU, a nie przebiegłemu Kissiemu, który w każdej chwili mógłby próbować wbić ostrze w plecy-mówił niezmiennym, obojętnym głosem, leniwie grzebiąc pazurem w ziemi. -Odbicie świetliste zmrożone rozkazem bieli, Skuj swoim gładkim lustrem ciszy wrzask złych dusz, Zduś ogień nienawiści ich umysłów i serc, Blizzard wind!!!-Kejsi próbowała na niego rzucić jakieś zaklęcie, ale Gryf tylko ziewnął teatralnie i potężni odbił się od ziemi, błyskawicznie wznosząc się w powietrze, gdzie wtopił się w noc, jednakże cały czas krążył nad polaną, a następnie zapikował w dół i wylądował twardo dokładnie w tym samym miejscu, z którego wystartował. -Pamiętasz co mówiłem o swojej rasie? Właśnie. Nie próbuj tego więcej, bo drugi raz czegoś takiego nie zignoruję i skończy się źle dla któregoś z nas, a mogę ci zapewnić, że będę się starał, by nie skończyło się źle dla mnie-warknął, po czym ponownie usiadł, obserwując uważnie otoczenie, ale jednocześnie słuchając wypowiedzi towarzyszy.
__________________ Hołd najlepszemu człowiekowi naszych czasów. _______________________________________________ Nie zabieraj go... Proszę... Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 03-29-2008 o 15:10. |
| |
| | #550 |
![]() | Thomas. To zaczynało się układać w logiczną całość. Skoro Rith zabił "brata" Thomasa znaczy, że to Rith podszywał się pod Kirena... Teraz dopiero o tym pomyślał, teraz dopiero na to wpadł... Wyciągnął złe wnioski z rozmowy z Kapłanką... Kiren nie był na usługach Ritha... Kiren był Rithem! Pewnie dzięki mocy Amuletu mógł przejść obok straży niezauważony, a skoro był w Siedzibie Abizgalitów (wiem, że źle :P) mógł zabić zastępcę Kapłanki... Pewnie też podszywał się pod Kissiego dla tego Demony tak bardzo pragnęły go odebrać albo... Ocalić. Musiał skontaktować się z Astarothem... - Aha, dziękuje. Miłego dnia. - pożegnał się ze strażnikiem. Poszedł w jakiś korytarz, gdzie nikogo nie było. Przymknął oczy, coś wyszeptał i znikł. Zawitał w Mgłach Bieli by zregenerować skrzydło, które przyciął mu jeden z lewiatanów. Po chwili było gotowe więc wyszukał Astarotha i ruszył w jego kierunku. Pojawił się za Demonem. - Wybacz, że Ci przeszkadzam ale mam sprawę... - mruknął - Obawiam się drogi przyjacielu, że Rith jest w posiadaniu tej lektury, którą tak gorączkowo szukamy... - dodał szybko. W tym momencie zaczęła się rozróba w drużynie... Thomas wystawił rękę i postawił między Tevem a Kejsi ścianę. Potem mruknął inkantację na unieruchomienie. (czy wyjdzie czy nie - rzut pokaże) Po tym powrócił do rozmowy z Astarothem. - Znalazłem notatki, że Azmaer przegrał z Kirenem w pojedynku... - wręczył kartkę, którą wziął ze sobą - ... Ty sądzisz, że zabił go Rith... A ja, że Rith i Kiren to jedna i ta sama osoba... Rith jest demonem... Gdy tylko chce może przybrać inną postać... Mógł też podszyć się pod Kissiego... - spojrzał na Kejsi, która pewnie wybuchnie zaraz płaczem - ... a dzięki mocy Amuletu udało mu się skryć Demoniczną Energię przed amuletami Wojowników Światła... - mruknął - Sądzę, że szukamy wiatru w polu... - skończył przemowę. |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 563 | 11-14-2007 11:52 |
| Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 1012 | 11-14-2007 11:49 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 11:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 70 | 03-23-2007 21:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 550 | 03-23-2007 20:59 |