Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Zamknięty Temat
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-28-2007, 19:56   #51
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Przywołanie do siebie legionu nie udało się - na szczęście. Mógłby nie zapanować nad czymś tak potężnym co mogłoby się skończyć unicestwieniem całej drużyny, być może nawet z nim samym... a tego nie chciał. Osłabienie spowodowane światem bieli oraz niedawną śmiercią uniemożliwiło mu wykonanie tego ataku. Wskazał dyskretnie drużynie cień demonicy, z nikłą nadzieją, że to zrozumieją - ale o dziwo nagły przebłysk inteligencji u krasnoluda (co było normalne) oraz u... inkwizytora (czego się wybitnie nie spodziewał) sprawił, że gdy on zajął demonicę oni zaatakowali jej cień, z którego czerpała swoją energię. Efektem tego było to, że ledwie żywa demonica przeniosła się w ramiona inkwizytora i zgrywała przed nim niewinną ofiarę. Astaroth przeniósł się obok niej, wyciągając wcześniej obydwie szable z ziemi i powiedział

- Inkwizytorze Gno... Genghi! Na pewno byłeś szkolony w swoim zakonie o demonach. Chyba znasz pierwszą zasadę tak? Nigdy nie ufaj demonom. Zwłaszcza takim, które błagają cię o litość. Zniszczmy ją razem, raz na zawsze. Chyba że - tutaj spojrzał uważnie w twarz rozmówcy - nagle zechciałeś stanąć po stronie chaosu? Dobijmy ją razem, jeśli zgodzisz się przyjąć moją pomoc. Jeśli nie, to znikam a ty rób co zechcesz

Ciekawe, czy gnom ulegnie prośbie umierającej kobiety i marnie skończy, czy posłucha swojego rasowego wroga... Zresztą, to jest tak naprawdę nieważne, ona powinna zginąć niezależnie od jego woli, lub sprowadzi tutaj swoich pobratymców

***

Wreszcie ruszyli w stronę wież, co prawda w żółwim tempie ale najważniejszy był sam ruch. Okolica przypominała trochę miejsce, gdzie rozpoczęła się jego nowa droga, droga chaosu, miejsce gdzie spotkał swojego dawnego morderce... Taaak, dużo wspomnień nie czyniło tego miejsca przyjemnym. Co prawda jemu w przeciwieństwie do reszty nie przeszkadzały warunki podróży, gdyż w końcu co może mu taki moskit wyssać? Chaos? Lepiej dla niego, żeby nie próbował. Chimerę wysłał tymczasem do patrolowania okolicy z powietrza.

Im szybciej znajdą się w okolicy wież, tym lepiej. Zwłaszcza, że na ich drodze stanęło... no właśnie, coś. Chimery potrafiły przybierać najróżniejsze kształty i rozmiary, ale wyobraźnia demona nie sięgała tak daleko, jak potrafiła sięgnąć kreatywność natury. A jej malowniczy przykład właśnie radośnie witał się z drużyną. Hmmm...

- Nie wiem o co chodzi, ale to na pewno my. Mówiąc miasto masz na myśli tamte wieże?
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny

Ostatnio edytowane przez Blacker : 11-28-2007 o 20:02.
Blacker jest offline  
Reklama
Stary 11-28-2007, 22:40   #52
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 182 599
Tevonrel obudził się na gałęzi, po czym ziewnął szeroko, przeciągając się.
-Ciekawe co nas dzisiaj czeka-mruknął do siebie, patrząc na lśniące ostrze Ilontha.
-Coś czuję, że będziesz mi potrzebny-powiedział cicho do swojej broni, po czym ponownie zamknął oczy, ponieważ nie chciało mu się schodzić do tej grupy na dole, lecz nagle poczuł, że na dole robi się niezwykle smakowity posiłek, co przypomniało mu, że jadł ostatnio trzy dni temu.
-Wypada coś zjeść-mruknął do siebie, po czym zeskoczył z gałęzi, lądując na wszystkich łapach, a następnie podszedł do ognia, wydzierając spory kawał niedopieczonego mięsa.
W oka mgnieniu pochłoną swoją porcję wraz z kością, po czym spojrzał z utęsknieniem na resztę, lecz szybko odwrócił wzrok, siadając przy pozostałych.
Uznał za stosowne posiedzieć z nimi chwilę, gdyż zjadł coś od nich, lecz nie nacieszył się zbyt długo, ponieważ jego uszu dobiegł kobiecy chichot.
Tevonrel szybko spojrzał w tamtą stronę i zobaczył kobietę ze skrzydłami nietoperza, która uśmiechnęła się prowokacyjnie i zeskoczyła zgrabnie z drzewa.
Rakszasa wstał, a na jej widok ślina pociekła mu z pyska. Postronny obserwator mógłby pomyśleć, że Tygrys odczuwa pożądanie, lecz ten kto go znał, bez wątpienia mógł zaprzeczyć temu, gdyż Tev był na to niewrażliwy.
Powodem ślinotoku było to, że Tevonrel uznał stworzenie za niezwykle smaczne śniadanie uzupełniające poprzedni posiłek.
Oblizał się szybko, co potwierdzało chęć skonsumowania kobiety.
Nietoperze skrzydełka w sosie tłuszczowym! Pycha! Surowe mięsko! Mniam! Ale wyżerka!-pomyślał oblizując się ponownie.
Zobaczył, że owa kobieta podchodzi do Demona, co wprawiło Teva we wściekłość.
To mój posiłek!!!-pomyślał, lecz za chwilę uspokoił się, widząc że tamten nie ma ochoty jej zjeść, zaś śniadanko poruszało się wokół Astarotha.
Szybko jednak od niego odeszła, a nim otumaniony jedzeniem Tygrys zauważył, na polanie pojawiły się fioletowe płomyki, a z dłoni śniadania wystrzelił snop mrocznej energii, trafiając w ziemię i obrysowując go.
Gdyby nie był otumaniony jedzeniem, może dałby radę się zasłonić, korzystając ze swojej szybkości, jednakże tego nie zrobił.
Zobaczył tylko jak jego cień oderwał się od niego, a następnie ruszył w kierunku Demona. Cienie drzew spełzły w zaciśniętą dłoń Demonicy, która zaczęła nimi ciskać w rudą.
Pora się usunąć…-oprzytomniał, odsuwając się po małym kroczku w kierunku drzew. Tępo było bardzo wolne, gdyż tylko tak mógł niepostrzeżenie przemknąć się do drzew.
W tym samym czasie Sukubica robiła akrobatyczne uniki, pozwalające na uchronienie się przed cienistym pociskiem, zaś przed kolejnymi dwoma uchronił ją Anioł, błyskawicznie zjawiający się na jednej z gałęzi drzew.
Karzełek wrzeszczał coś o jakimś Abazigalu, szarżując na przeciwnika z jaśniejącym toporem. Ogon Demonicy, który uderzył Gnoma w twarz, dalej szarżujący krasnoludek, tnący toporem, unik wroga. To wszystko działo się szybko, ale Tevonrel i tak zdążył przebyć już ponad połowę drogi.
Rakszasa wpatrywał się ciekawie w bitwę, przesuwając się szybciej ze względu na to, że wróg odwrócił się do niego plecami.
Spokojnym krokiem oddalił się za drzewo, na które wspiął się, a następnie usiadł na gałęzi.
Wygodne to drewno-pomyślał przyglądając się dalej.
Nagle zobaczył swój obiad na gałęzi jednego z drzew, otoczoną fioletową kulą energii. Wrzaski, chaos, jak tam się dużo dziej, lecz bitwa dalej nie była skończona.
Demonica wyglądała tak, jakby regenerowała się, a Sierściuch wściekle strzelał do cienia sprawczyni walki. Cień za każdym uderzeniem stawał się coraz bardziej wyblakły.
Muszę zapamiętać, żeby w razie, gdybym przyłączył się, ciął cień-pomyślał, przyglądając się dalej, a w tym samym czasie cień zniknął wraz z osłoną fioletowej energii, zaś sama osłaniana, przeskoczyła na gałąź, na której stała Sukubica. Kobieta przyciągnęła głowę ofiary, po czym wpiła się w nią, całując. Tevonrel ze zdziwieniem uniósł jedną brew, przyglądając się protestującej rudej, nie mogącej się oderwać od napastniczki.
Tevonrel widząc beznadziejną sytuację Sukubicy, wstał, chcąc skakać po drzewach i dochodząc do ofiary pomóc jej się oswobodzić, gdy do akcji wkroczył Karzełek wraz ze swoją kuszą, po czym wystrzelił z niej trzy razy, zaś Krasnolud uniósł swój wielki Młot Bojowy, mamrocząc coś pod nosem i spuścił go na drzewo, gdzie toczyła się obrzydliwa walka.
Nagle zobaczył, że cień pojawił się ponownie i biegał dookoła, unikając walki.
To dziwne… A nawet bardzo… Najpierw garnął się do walki, a teraz jej unika? Coś tu jest nie tak-pomyślał, obserwując wszystko z góry.
Jednakże na polu bitwy dalej działo się dużo, a nawet więcej niż powinno. Demonica nie uniknęła bełtów, a nagły wybuch wstrząsnął drzewem, zakrywając całą scenę chmurą dymu.
-Te istoty nie poradzą sobie beze mnie-mruknął wściekły, że musi dołączyć do bitwy, lecz nagle stał się cud. Kobieta oderwała się od rudej, stojąc na jednej nodze, gdyż po drugiej pozostał tylko kikut, zaś jej ogon był wyraźnie krótszy. Niestety znowu trzymała w reku cienistą włócznię, celując w malutkiego człowieczka. Nie mniej jednak nie dane jej było rzucić swoją bronię, dlatego że zaklęcie Krasnoluda zadziałało bardzo dobrze, rozłupując drzewo i delikatnie raniąc agresorkę.
Demonica trafiona kolejnym bełtem teleportowała się na drzewo nieopodal niego, ponownie otaczając się kulą energii.
Rakszasa zastygł w bezruchu, a doświadczony obserwator, posiadający wiedzą o polowaniach tygrysów, wiedziałby, że jest to taki sam bezruch, jak w przypadku prawdziwych polowań.
Kątem oka zobaczył, że cień zmienił swoją formę na widmową.
Mógłbym dać głowę, że z tym cieniem jest coś nie tak-pomyślał, trzymając Demonicę na oku. Gwałtowny przypływ energii oraz sił oznajmił Tygrysowi, iż coś się stało, a za chwilę wiedział co się stało, gdyż dostrzegł to. Cień do niego wrócił, z czego niezmiernie się ucieszył.
Trwał jednakże bez przerwy w bezruchu, dostrzegając atak cienia na Krasnoluda, co podważyło jego teorię. Tamten szybko został zamknięty w przestrzeni otoczonej półprzezroczystymi ścianami, przez co został unieszkodliwiony.
Kula energii zniknęła, a Demonica zeskoczyła z drzewa, więc Tevonrel usiadł wygodniej, znowu poruszając się. Zobaczył, że cień znowu się zmienił, wędrując po ziemi.
Strasznie często się przemienia… Za często…-pomyślał, zastanawiając się.
Nagle agresorka zaatakowała Astarotha, który próbował robić co tylko się dało, jednakże tamta okazała się silniejsza, pchając Demona w stronę drzewa i przyszpilając go do drewna. Poddał się, a Rakszasa prychnął pogardliwie.
W tym czasie Anioł nie próżnował, tnąc Demony, lecz nie wiele to dało, ponieważ towarzysz zniknął, stając się chmurką tak jak wróg, ale w odróżnieniu od kobiety, nie wrócił tak szybko.
Po raz kolejny pojawiła się fioletowa kula, a wewnątrz niej obłoczki fioletu, które stawały się Demonicą.
Cień przeciwniczki ponownie atakował, tym razem Anioła, który ciśnięty w powietrze uderzył w gałąź spadając, a następnie agresor ciął go w pierś. Przyszła kolej na atak na Krasnoluda, który nie dał się i wykorzystując jakieś swoje zaklęcie sprawił, że cień zniknął.
Tymczasem Demonica ponownie zeskoczyła w pełni sił, a cień przemienił się. Do gry powrócił również Astaroth, który był wyraźnie słabszy, lecz zdołał pokazać na owy nieprzyjemny cień nieprzyjemnej właścicielki oraz wbić swoje miecze w ziemię, krzycząc:
-Legionie, przybądź!
W tym właśnie momencie Tevonrel postanowił działać, gdyż zrozumiał przesłanie, potwierdzające po części jego teorię, zawierającą sporo błędów.
Zeskoczył błyskawicznie z drzewa, ruszając spokojnym, rozważnym krokiem w kierunku Demonicy, zaś w ręku trzymał Ilontha.
Tygrys zobaczył, że wróg trzyma łańcuch jego towarzysza, lecz kobieta teleportuje się za Futrzaka, a w miejscu gdzie stała, dokładniej, gdzie była jej głowa, rozległa się eksplozja, zaś sam Sathem został powalony oraz uchroniony przed śmiercią przez rannego Anioła, poruszającego się z dużą szybkością.
Krótki pojedynek pomiędzy dwoma stronami zakończył się raną Sierściucha.
Czy oni niczego nie rozumieją?! Poza tym nikt nie będzie krzywdził Futrzaka!-pomyślał ze złością, przyspieszając, ale również nie chcąc bezmyślnie rzucać się na wroga. Nie mniej jednak prawdziwym celem był szybko poruszający się cień, którego próbuje już trafić Krasnolud.
-[i]Tu jednak trzeba szybkości[/I}-mruknął, wykorzystując swoją pełną prędkość, przemykając obok różnych postaci, których nawet ze swoim wzrokiem nie potrafił teraz rozpoznać. Niestety bełt Karzełka był wystrzelony wcześniej niż Tev przyspieszył. Rakszasa szybko zorientował się, że Demonica poczuła, więc stanął jej na drodze.
Anioł nie dał jej podejść i rzucił mieczem, który trafił, a następnie odebrał swoje dwa miecze. Ostatnie tchnienie kobieta wydała w ramionach Krasnoludka.
Tevonrel oparł się na Ilonthu, kręcąc ponuro głową.
Jakiś czas później zaczęli przedzierać się przez las, w którym roiło się od upierdliwych roślinek, przeszkadzających w chodzeniu, więc Tev postanowił wykorzystać zakrzywione ostrze swojej broni i torować sobie przejście, wywijając nim dookoła.
Moskity dokuczające pozostałym, oszczędziły Tygrysa, ponieważ ten wywijał Ilonthem na wszystkie strony, trzymając się z dala od pozostałych, by ich nie zranić.
Na jednej z polan odbywało się ciekawe przedstawienie, które zignorował.
Po jakimś czasie dotarli na skraj lasu, a przed nimi rozciągała się równina. Pewnie zachwycałby się pięknem widoków, lecz dostrzegł coś…
-Heeeejaaaa-odezwała się dziewczyna z uszami KOTA oraz ogonem, również KOCIM.
Tev popatrzył na nią ze zdziwieniem, widząc jak podchodzi do większości z drużyny, ale nie do niego. Szczególnie go to nie obchodziło, więc ziewnął tylko, a następnie mlasnął, okazując swój neutralny stosunek do całej sytuacji.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 11-29-2007, 16:20   #53
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 58 714
- Ona.... mnie... – wyszeptała ledwo słyszalnie, cierpiąc, konając. – ...opę...tała... pomóż... mi... pro...szę...
Podniosła słaba, drżącą rękę, przesunęła nią po policzku i ramieniu Genghiego.
- ...po...całuj mnie... osta...tni raz.... uwo...lnij...mnie... – szepnęła błagalnie.

Gnom zepchnął kobietę ze swoich ramion, a tamta głośno upadła na ziemię. Gnom postawił jej nogę na klatce piersiowej. Z zimną zaciętością powiedział formułę jaką zwykł mówić w takich przypadkach:

- Niechaj Abazigal zmiłuje się nad twoją duszą, a jasność wiekuista na zawsze Ci święci, gdyż to nie naszym wyborem jest opętanie, lecz ty spółkująca z pomiotem chaosu, musisz być zniszczona, jeśli prawdą jest, że zostałaś opętana, jeśli jesteś tylko zwykłym demonem błagającym o litość, stukroć większe męczarnie na Ciebie nakładam !

Tak naprawdę pod tymi słowami krył się dość silny egzorcyzm, sprytnie zakamuflowany pod tymi słowami. Gnom wzniósł topór, a potem bezlitośnie go opuścił. Posoka trysnęła na najbliższych. W jego oczach można było dostrzec błysk szaleństwa. Uśmiechnął się szeroko i pogładził swoją krótką, kozią bródkę.

- Nie muszę wysłuchiwać twoich porad Astarothu, pewnie myślisz, że wiesz więcej o demonach odemnie... - popatrzył się ponuro - kiedyś możesz się bardzo fatalnie zaskoczyć.

Odwrócił się i ruszył za drużyną. Podobno demon ujrzał poza lasem wieże, nie wiedział, czy może to być prawda, czy nie, ale raczej tak, skoro byli na planie bieli, to demon nie znał się na tutejszej geografii.

***

Szli lasem, szli przedzierając się przez parującą gorącem i wilgocią zieloną gęstwinę. Obserwowali bawiące się zwierzęta. Gnom przymknął oczy było mu tu nieznośnie gorąco, wszędzie latały jakieś moskity, które próbowały go ugryźć, ale chyba sama narastająca w nim złość napawały je grozą.

Wtem z drzewa zeskoczyło coś... coś... coś szkaradnego. Najpierw gnom już myślał, że to kolejny demon, więc uchwycił topór oburącz, ale okazało się przyjazne... Mogła to być kolejna... Chimera... ( jak z resztą później się okazało ) zaczęła podejrzliwie przyjaźnie:

- Heja, jestem Kejsi! - uśmiechnęła się radośnie do gnoma, przeturlała się po ziemi przed nim niczym wesoły kociak, zaczęła chodzić i oglądać wszystkich dookoła, Co za bezczelna wszędobylska... - zdążył tylko pomyśleć bo ów chimera podeszła do niego.

- Co to!? - spytała, wskazując jego kuszę i topór.

- To służy do zabijania twojego rodzaju - wyjaśnił z dystansem - Oczywiście tych z trochę gorszym usposobieniem - dodał z niechęcią.

Kiedy powiedziała: "To was poszukują.", Genghiemu zapaliła się czerwona lampka...

- Kto nas poszukuje ? - oznajmił z dumą - Wielki Inkwizytor nie marnuje czasu. Nigdy.

W umyśle dodał, chyba, że chodzi o alkohol...
 
__________________
Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany.
Mijikai jest offline  
Stary 12-01-2007, 13:02   #54
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
- Mówiąc miasto masz na myśli tamte wieże? – spytał ten w czerwonych szatach.
- Tak! – Kejsi uśmiechnęła się wesoło, jednak po chwili spuściła wzrok i otrzepała się aż.
On był taki straszny, taki zimny!...
- To są wieże Ditrojid, chociaż teraz ich nie widać, są za mgłą unoszącą się rankiem ponad lasem! To miasto chimer i Virów, ale na wielki turniej przybywają też elfowie, i synteci, i ludzie, i magowie, a nawet smoki! Wszyscy przybywają, wszyscy, wszyscy, wszyscy! – zaklaskała wesoło, stając na dwóch łapkach i prostując się. – Legenda głosi, że dawno temu, kiedy nie było tu jeszcze miasta, na równinie spotkali się dwaj kapłani – kapłan Lavendera i kapłan Khemetry. Obaj chcieli tu wybudować świątynię poświeconą temu, kogo czcili, ale białych kamieni starczyłoby tylko na wybudowanie jednej świątyni, a nie mogli jej poświecić Lavenderowi i Khemetrze jednocześnie! Dlatego postanowili urządzić konkurs umiejętności, a ten, który zwyciężył, miał prawo poświecić świątyni temu, komu pragnął. Świątynia powstała, ale umiejętności obu kapłanów były godne podziwu, więc nie mogli się zdecydować, komu dedykować świątynię. Od tego czasu, co piętnaście lat, odbywa się tutaj turniej! Zwycięzcy mają prawo poświecić świątynię komu zechcą! Wówczas wystrój świątyni jest przebudowywany i zachowywany do kolejnego turnieju! Imiona zwycięzców zapisywane są na pamiątkowej tablicy, dlatego każdy chce zwyciężyć, oczywiście! Poza tym, zwycięzca ma prawo spotkać się z kapłanem świątyni, który zjawia się tylko raz na piętnaście lat! Wręcza on wygranemu specjalny dar, który wpłynie na przyszłość obdarowanego! Nikt nigdy nie wie, co dostanie! Bardzo bym chciała wziąć udział w turnieju, ale nie mam swojej drużyny! – wyznała ze smutkiem Kejsi.

Kejsi wpierw zwróciła uwagę na tych "egzotycznych". Później zauważyła wychodzącego z lasu tygrysa-rakszasę i wilczka w przypalonych spodenkach i dziurawym kapeluszu!?
- Heja! - tradycyjnie przywitała się z nimi, siadając przed tygrysem i zerkając wesoło jego oczy. - jesteś kapłanem? - spytała, oglądając Ilothena, coś, co wyglądało jak kapłańska laga.
zauważyła nagle że wilk kuleje.
- skaleczyłeś się! Poczekaj!
Wskoczyła na gałąź drzewa i zniknęła na moment w gęstwinie. wróciła niosąc długie liście Języcznika i kwiaty Tankery.
http://www.dannesdjur.com/bilder/pha...kervilleae.jpg
Starła w łapkach kwiaty, obłożyła papką nogę wilczka i obwiązała liśćmi.
- teraz lepiej się zagoi!

Gnom odpowiedział na jej pytanie w sprawie dziwnego przedmiotu. Odpowiedź wręcz zatkała Kejsi.
- To służy do zabijania twojego rodzaju - wyjaśnił z dystansem - Oczywiście tych z trochę gorszym usposobieniem - dodał z niechęcią.
Myślała, że się przesłyszała. Spojrzenie gnoma nie wskazywało na to jednak.
- Do zabijania....? – jęknęła, cofając się aż. – Dlaczego chcesz zabijać Takich Jak Ja!?
Niedowierzała. Nigdy w życiu nie usłyszała większej bredni!
- Kto nas poszukuje ? – spytał dalej gnom.
Kejsi, chwilowo do niego zrażona, wskoczyła za wilka i ukryła się za nim.

- czy on rzeczywiście zabija chimery!? – spytała z żalem wilka w kapeluszu. – Dlaczego!?....

- Zeszłej nocy ktoś porozwieszał w mieście obwieszczenia, głoszące, że poszukuje Takich Jak Wy! - wyznała wilczkowi. - To na pewno wy! Averon, Białoskóry w czerwonych szatach, człowiek w czerni, dwaj niscy, i rudowłosa kobieta w czarnej sukni, tygrys, wilk... Nie napisał, kim jest, podał tylko adres, na który powinniście się zgłosić! Zaprowadzę was! – zaproponowała wesoło.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 12-01-2007, 13:43   #55
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 37 371
Pod wolą boskiej siły oraz niezmierną miłością widmo ustąpiło. Dalsze wypadki wprost doprowadziły do upadku demonicy i to całkowicie dosłownego. Miejscem upadku był gnom. No nie da się ukryć że piekliszcze nie mogło gorzej wybrać... wprost w ręce łowcy czarownic. Karzeł wiedział co się dalej stanie. Sam był kapłanem i pare razy w życiu widział lub brał udział w egzorcyzmie. Z biegiem lat doszedł do wniosku że Ci którzy go nadużywają zmieniają się w potwory z jakimi walczyli. Postanowił że jego kotwicą bezpieczeństwa będzie zdrowy rozsądek. Tak więc parę w czułych objęciach zostawił swojemu losowi i ruszył w stronę nekromanty. Wydawało się że wyszedł na całej imprezie najgorzej. Oczywiste było dla dwarfa że będzie oczekiwał pomocy choć sam się do tego nie przyzna. Zresztą to nie rola kapłana oceniać charaktery ludzi. Kolejny był w kolejce Thomas. Również jemu Waldorff zaproponował pomoc. Na końcu Sathem, z likantropami krasnolud nie miał do tej pory do czynienia. Tak więc obejrzał najpeirw z odległości a potem w końcu podszedł z pytaniem do niego:
-Jeżeli zechcesz to spróbuję to obejrzeć, może uleczyć.- Uśmiechnął się szczerze i wyciągnał dłoń w kierunku wilka..

(Karzeł zadeklarował pomoc wszystkim, których uważał za potrzebujących. Być może ktoś nie skorzystał z jego oferty wtedy nie będzie protestował tylko przyjmie to ze zrozumieniem)

***

Podróż upływała sprawnie i można rzec że dla Waldorffa była miła. W końcu mógł sobie w spokoju przemyśleć trochę rzeczy oraz porozmawiać z Moradine. Wszakże nie dawne oświecenie oraz walka były kolejnym etapie na jego drodze w stronę wiecznej Kuźni. Rozmyślanie na temat wyższe i bardziej uduchowione zostały przerwane przez nietypowe spotkanie. Może spotkanie było typowe ale nie sama postać która była elementem spotkania. W gruncie rzeczy chimera nie wiele wniosła do jego życia i przyjął ją jak zawsze pozytywnie i z otwartością. Rozmowę jaką przeprowadziła z członkami drużny słyszał tylko w urywkach i nie przywiązywał do niej wielkiej wagi. Przynajmiej na razie. Zapamiętał na pewno:, turniej, to wy, coś ważnego, was szukają i do miasta. Sam ten zlepek słów mógł znaczyć kłopoty ale dwarf pokładał zaufanie w Moradine. Nie pozwoli go wszakże bez celu skrzywdzić. Sam miał inny cel.

-Jeżeli nie mamy innych planów na wieczór i będziemy dziś tu spać to ja się oddale na pewien czas. Czas uczcić kogoś ważnego dla mnie. Uśmiechnał się szeroko poczekał co drużyna jeszcze ustali a potem poszedł w stronę skał jakie zobaczył niedaleko. Poczuł nie odpartą pokuse na oddanie hołdu wiecznemu kowalowi w sposób, który winien znaleźć jego akceptację. Postanowił wykuć małą kapliczkę w formie młota stojącego na głowni i operającego się o kowadło..

Nim odszedł dowiedział się o co chodziło. Nie zachwyciło go to ale stwierdził że czemu nie.
-Wybacz że się jeszcze nie przedstawiem. Jestem Waldorff, kapłan w służbie wiecznego kowala Moradine. Jak dla mnie możemy się przejść tam by zobaczyć kto nas tak usilnie szuka. Ale teraz wybaczcie musze coś zrobić.
 
Vireless jest offline  
Stary 12-01-2007, 17:01   #56
 
Amman's Avatar
 
Reputacja: 2 Amman jest na bardzo dobrej drodze
$: 27 595
- AAAAaaaaAAAAAAAARghhHHHHHHHHHhh!!!!

Gdy demonica przygwoździła stopę Wilka do ziemi, z bólu zamroczyło Sathema. Byłby się przewrócił, gdyby nie ten nieszczęsny miecz. Kiedy likantrop był w stanie myśleć, chwycił za klingę i szarpnął, wyrywając ją z ziemi. Następna fala bólu zwaliła go z nóg, aczkolwiek zachował jasność umysłu. Odwrócił się na czworakach w stronę przybranej siostry Astarotha, która leżała przed gnomem. Wyciągnął rękę, chcąc ją spalić, kiedy poczuł igiełki na calutkim ciele. Oznaczały one pobieranie energii z rezerw organizmu.
~~A no tak, zapomniałem że wybuchy są "energożerne"~~
Sathem zaniechał spalania, widząc, że Inkwizytor ma zamiar skończyć z demonem.

Kiedy już było po wszystkim, Wilk przyczworakował do najbliższego drzewa, odwrócił się plecami do niego i oparł się najwygodniej jak mógł, aby zmaksymalizować odnowę energii. Odpoczywając zauważył, że krasnolud podchodzi najpierw do Nekromanty, później do Anioła. Popatrzył na swoją ranę.
~~No to trzeba ją zdezynfekować.~~
Nakierował palce wskazujące z obu rąk na ranę, i już miał zacząć wypalać ranę, gdy dwarf podszedł również do niego.
- Jeżeli zechcesz to spróbuję to obejrzeć, może uleczyć.
Widząc uśmiech krasnoluda, kiwnął głową na znak, że całkowicie oddaje się w jego ręce.

********

Wilk szedł przez gęstwiny lekko kulejąc. Sathem wciąż zastanawiał się, czemu to on właśnie został tak brutalnie potraktowany przez demonicę, chociaż starał się trzymać od niej z daleka. Nawet nie zauważył, że wyszli z lasu. Jego rozmyślania przerwał okrzyk:
- Heeeejaaaaa!
Likantrop od razu zaczął szukać źródła owego okrzyku. Zlokalizował je jako zwisająca na ogonie, żeńska wersja Tevonrela.
- Te! TEV! - krzyknął w stronę rakszasy - To chyba ktoś do Ciebie! Albo od Ciebie!
Ci dwoje na pewno nie mogli być ze sobą spokrewnieni. Patrząc, jak Kotka witała się z gnomem, przypomniał sobie powitanie przez Kota, jak i jego usposobienie względem wilka.
~~Nie, oni stanowczo nie byli ze sobą spokrewnieni.~~ pomyślał, patrząc jak wita się z krasnoludem, a później wywija parę fikołków na ogonie. Oderwał na chwilę wzrok od Kotki, patrząc na swój ogon. On nie byłby w stanie robić takich akrobacji... Chociaż z drugiej strony - jeszcze nigdy nie próbował. Uznał, że będzie musiał podpytać się tej kocicy, jak ona to robi. Jego wzrok od ogona oderwał kolejny okrzyk chimery:
- Taaaaaaak! - To wy!!! To wy, to wy, to wy!!!
Widząc, jak wskakuje na ręce Astarothowi, wilk uznał ją za wariatkę.
- Uważaj, bo uzna to za atak. - mruknął z ironią pod nosem.
Gdy podeszła do Tevonrela, Sathem zastanawiał się, o czym będą rozmawiać. Chciał podejść do nich, lecz gdy usłyszał wcale nie cichszy od poprzednich okrzyk: "Heja!" zaniechał tego, gdyż wiedział co będzie dalej.

Kiedy Kotka podeszła do niego, powiedziała:
- Skaleczyłeś się! Poczekaj!
- Krasnolud już mi pomógł. Żebyś widziała jak to wygl...

Sathem przestał mówić, gdyż zobaczył, że Kotka pobiegła do lasu.
- ...ądało. - dokończył pod nosem. Za chwilę jednak chimera wróciła z jakimiś liśćmi, które utarła i obłożyła ranę.
- Teraz lepiej się zagoi!
~~Jak dla mnie to tutaj nie ma się już co goić...~~
Nagle ona schowała się za wilkiem.
- Czy on rzeczywiście zabija chimery!? – spytała z żalem. – Dlaczego!?....
- Mnie się nie pytaj, we mnie również tym celował. -
szepnął przez ramię
- A tak przy okazji - odwrócił się - jestem Sathem. - powiedział, wyciągając rękę w stronę chimery, przygotowując małą niespodziankę dla niej.
 
__________________
Nie będzie mnie przez parę miesięcy... Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w lipcu!
Wiecie że w człowieku ukryte jest zło?? cZŁOwiek...
Amman jest offline  
Stary 12-01-2007, 19:05   #57
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 310 137
Genghi; nie z tobą te numery... Ostrze topora wbija się w ‘ciało’ demonicy, ta z jękiem zawodu zamyka oczy.
- All right... – dyszy ulegle. – You got me, sugar... You`ve won… - chwyta cię za prawą dłoń. – Ymmm, maybe you`re not as handsome as demons are... but you`re sweet – uśmiecha się do ciebie, całkiem sympatycznie. – Just call me, sugar, and I`ll be there… - to jej ostatnie słowa.
‘Umierając’, zamienia się w kłęby czarno-fioletowych mgieł, które oplatają twoją rękę! Noszona przez ciebie żelazna rękawica staej się nagle wyczuwalnie lżejsza, zmienia kolor ze srebrności metalu na głęboką czerń z metalicznym, fioletowym połyskiem.
* * *

Sathem; eeh tak, Kejsi podała ci łapkę ’XD Z twojej ręki zaś w tym momencie bucha niewielkie kłębowisko ognia. Przerażona Kejsi z piskiem zgrozy odskakuje na drzewo, zjeżona zabawnie.

Waldorff; Znajdujesz piękny kawał białej skały, odpowiedni wymiarami, położony na skraju lasu pod wielkim, malowniczo rozłożystym drzewem. Ochoczo zabierasz się do pracy. Dzięki twojemu talentowi Kapliczka Moradina powoli nabiera kształtów.

Astaroth, Genghi, Tevonrel, Vriess;
Wam się spieszy. Macie dość moskitów, lasów, odludzi, chimer zeskakujących z drzew i biegających wokół XD. Chcecie jak najszybciej dotrzeć do miasta. Kiedy Waldorff wspomina o nocowaniu tutaj, aż was skręciło. Jest wczesna godzina, przed południem, a on chce wykuwać do wieczora kapliczkę Moradina...?! [może i inkwizytor to jeszcze zrozumie, ale demon totalnie się załamał XD] Astaroth pierwszy rusza ku mgłom, przez trawiastą równinę. Genghi nie tracąc czasu za nim, Vriess i Tev wleką się obojętnie za nimi.

Kejsi, Charlotte, Sathem, Thomas;
Kejsi po chwili zastanowienia rusza za Astarothem i resztą, pewna, że pozostali też dołączą. Charlotte zapewne podąża za nekromantą...XD Thomas i Sathem ostatecznie dołączają i zamykają pochód, pozostawiając dwarfa jego prywatnym sprawom.

Waldorff; zajęty pracą, nagle ze zdumieniem zauważasz, że reszta drużyny zniknęła i są teraz niewyraźnie widocznymi sylwetkami daleko na horyzoncie, tonąc w falującym morzu żółtawych traw. Hm. Kapliczka skończona w 90%, wygląda naprawdę profesjonalnie i majestatycznie. Dbasz o szczegóły. Zadowolony ze swego dzieła, postanawiasz je dokończyć i dogonić drużynę.
Wyczuwasz nagle podejrzenia drgania podłoża, jakby coś dużego stąpało mozolnie w twoim kierunku. Z lasu wyłania się podłużny łeb ogromnego zwierzęcia. Zdumiony stwór zerka w twoim kierunku, pomrukując niskim, gardłowym głosem. Powoli całe wielkie cielsko wyłania się spomiędzy drzew.
http://www.igorschockaert.be/fotos/a...K/image168.jpg
Stwór porusza się mozolnie i niespiesznie. Przystaje kilkadziesiąt metrów od ciebie i pomrukując przygląda się tobie dociekliwie. Robi dwa kroki w twoim kierunku, przystaje. Kolejny krok, znów się zatrzymuje.

Wszyscy; [poza Waldorffem]
Trawa sięga wam po pas [Gengiemu po hełmXD]. Wreszcie, docieracie do granicy lasu. Stad widzicie już nieco poprzez mgły i faktycznie – jak mówił Astaroth, widać białe wieże!
- Och, gdzież one są?!?!? – słyszycie czyjś zniecierpliwiony jęk.
Zauważacie dziwną postać snującą się pod lasem.
http://uk.games-workshop.com/news/er...es/HE_Mage.jpg
Facet schyla się co chwilę i maca ziemię, grzebie w wysokiej trawie. Zauważacie leżące nieopodal na ziemi okulary [yhyyym <devil> ]XD
 
__________________
I never cared before I met you

***Your Exel is my command! *** xD
Almena jest offline  
Stary 12-01-2007, 23:38   #58
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 565
Jakaś dziwna koto-panienka nie zrobiła na Charlotte zbytniego wrażenia. Albo bynajmniej demonica udawała, że tak właśnie było. A raczej, że niczego nie było. Sama już się w tym pogubiła.
W gruncie rzeczy, to coś sprawiło, że jej humor spadł poniżej zera. Cóż za ironia losu, wszystko co złe spada na nią!

"O spójrzcie państwo, jakie małe, różowe zło. Morderczyni z pilniczkiem we włosach." - zadrwiła w myślach z dziwadła, zaś na jej twarzy dało się dostrzec znajomy, złośliwy uśmieszek.

Charlotte ruszyła przed siebie i nie zważając na to co stoi jej na drodze szturchnęła łokciem kocią damę nasilając uderzenie szybkim pchnięciem. Kotkę lekko zarzuciło, ale zdecydowanie - nie przewróciła się, bo bez przesady to zwykłe szturchnięcie.

- Ojej, wybacz kochana. Czyżbym Cię NIECHCĄCY uderzyła? No cóż, zdarza się, nawet najlepszym . . . - rzuciła z wdziękiem i po czym poprawiła swe śliczne, długie, rude włosy i nie odwracając się poszła za resztą ku niejakich "białych wież."

Sukuba przeciskała się by być jak najbliżej prowadzącego tę całą wycieczkę. Trafiło na Astarotha, no cóż, może być i on. Swoją drogą nie był znowósz taki zły. Uroczy wręcz.

Idąc w gęstej trawie sięgającej po pas Charlotte zastanawiała się czy nie ma na źdźbłach tej trawy jakiś obleśnych mrówek bądź innych owadów. Na szczęście nie było. Dziewczyna westchnęła z ulgą i nie spuszczając z oczu Astortha szła dalej póki nie dostrzegli na swej drodze dziwnego mężczyzny zaś za nim dwóch białych wież. Swoją drogą, daleko trochę xP

- Och, gdzież one są?!?!? – usłyszała Charlotte. Był to zniecierpliwiony jęk mężczyzny szukającego czegoś nieopodal lasu. Dziewczyna od razu dostrzegła leżące na ziemi okulary. Bez wahania ominęła demona-przewodnika i zgrabnie schyliła się po okulary podnosząc je po czym podeszła do mężczyzny.

- Proszę mój drogi, tego szukasz?? - spytała jakby od niechcenia spoglądając przez ramię na koto-panienkę. Zdecydowanie psuła jej humor.
Wyciągnęła rękę z owymi okularami ku mężczyźnie i uśmiechnęła się do niego.
Nie chciała w końcu by wziął ją za jakąś naburmuszoną ślicznotkę ze zgrabnym ciałem.
Co prawda była wręcz do schrupania, macania, całowania i temu typu spraw, ale od dnia w którym stała się demonem nie była naburmuszona!
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<

Ostatnio edytowane przez Nami : 12-01-2007 o 23:43.
Nami jest offline  
Stary 12-02-2007, 13:25   #59
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 47 943
Rudowłosa szturchnęła Kejsi przechodząc obok.
- Ojej, wybacz kochana. Czyżbym Cię NIECHCĄCY uderzyła? No cóż, zdarza się, nawet najlepszym
- Nic się nie stało! – zawołała uśmiechnięta chimera, zupełnie, jakby nie zrozumiała ironii.
Nie było przecież mowy aby w świecie Bieli ktoś umyślnie kogoś uderzył.
- Zobacz! – zawołała, a nim sukkuba się obejrzała, Kejsi przefrunęła nad jej glową w wysokim skoku, po drodze upuszczając na jej włosy wianek z kwiatków, który upletła po drodze. – Jesteś teraz elfią nimfą! – zachichotała.

Kiedy doszli do granicy lasu, Kejsi zobaczyła jak rudowłosa oddaje nieznajomemu okulary.
- Heja! – radośnie przeturlała się przed nim na powitanie. – Jestem Kejsi! Ty też idziesz na turniej?

Kejsi rozejrzała się wokół i nagle zdała sobie sprawę, że nigdzie nie było Waldorffa! Kiedy szła w wysokiej trawie ledwo co widziała, ale była pewna, iż dwarf szedł gdzieś za nią!
- Nie ma Waldorffa!!! – wzniosła alarm w panice biegając wokół. – Nie ma, nie ma, nie ma Waldorffa! Gdzie jest Waldorff!? Może się zgubił!? Poszukajmy, poszukajmy Waldorffa, biedny Waldorff!!! – wskoczyła na drzewo i zwinnie uczepiona gałęzi rozejrzała się z góry. – Waldorff został tam, daleko, przy białych kamieniach! Jest tam ogromne zwierzę!
Zeskoczyła na ziemię, biegając pod drzewami na czterech łapkach i szukając czegoś.
- Mam, mam, mam piórko! – zakrzyknęła wesoło, wymachując piórkiem.



Otworzyła swoją torebkę i schowała tam piórko. Wstała na dwie tylnie łapki i potarła przednimi o trawę z poranną rosą, by je zwilżyć, uniosła je ku niebu.
- Wszechpotężne Światło, tchnij moc życia w tą wodę, niech ocali czyjąś duszę!

Na jej dłoniach pojawiły się błękitne iskierki, uniosły się ponad jej głowę i wirując utworzyły postać papużki.



- Leć! Leć ! Leć do Waldorffa! Odwróć uwagę tego wielkiego zwierzęcia, żeby sobie poszło od biednego dwarfa!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline  
Stary 12-02-2007, 21:21   #60
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3 Blacker wkrótce będzie znany
$: 119 959
Dziwna istota najwyraźniej przyczepiła się do nich na dobre, nie reagując nawet na delikatne sposoby spławienia przez Charlotte - najwyraźniej nawet nie odebrawszy jej intencji wzięła to za nieszczęśliwy wypadek. Nawet jeśli na początku miał zamiar jakoś pozbyć się tej istoty, najlepiej przenosząc dzięki umiejętności teleportacji gdzieś naprawdę daleko to w tym momencie dostał czegoś na kształt rozstroju nerwowego w którym poważnie zaczął się zastanawiać czy w tak strasznym świecie podobnym do jego najgorszych koszmarów wśród takich istot jest sens siać chaos...

Wieże do których dążyli od momentu skończenia biwaku były już naprawdę niedaleko - doprowadził ich szczęśliwie prawie w komplecie, poza krasnoludem który został wyrzeźbić kapliczkę. Może i był tolerancyjny, ale czekać aż skończy dłubać w skałach tylko po to by oddać cześć zabobonowi nie miał najmniejszego zamiaru. Zadowolony, ignorując osobnika szukającego okularów odwrócił się do reszty z uśmiechem i powiedział

- No, widzicie? To są te wieże o których mówiłem. Teraz wystarczy tylko...

Demon urwał nagle i potrząsnął lekko głową. Coś z nim było nie tak... Całe jego jestestwo ogarnęła nagła słabość. Najwyraźniej jego chaos był znacznie osłabiony walką z demonicą a zmęczenie teraz dawało o sobie znać. Zrobił krok w tył i oparł się plecami o pobliskie drzewo. Głuche łupnięcie w uszach i obraz nieco pociemniał... Coś działo się z nim nie tak! Thomas odwrócił się gwałtownie w jego stronę i powiedział

[Akcja przysłana przez MG - niestety...]

- Zmuszając mnie do zabicia szamanki przyjąłeś na siebie połowę mego grzechu... Zabijając paladynów na statku zyskałeś kolejną skazę na duszy... Mordując gnoma w krakenie kolejna rysa pojawiła się na twej poszarpanej fioletem duszy. W Razgańskim porcie zamordowałeś wielu niewinnych ludzi... Niszcząc całe miasto straciłeś swą duszę... Przeto błagam Cię Boże, zmiłuj się nad tym, który nie zaznał Twej potęgi!!

Anioł! On musiał mieć z tym coś wspólnego! Ale co u chaosu się tutaj dzieje. Próbował odepchnąć się plecami od drzewa i zaatakować anioła ale uderzyła w niego nagła fala słabości połączonej z potężnym bólem a na jego rękach pojawiły się białe żyłki. Co... się... działo? Ten anioł był zwyczajnie zbyt słaby żeby zatrzymać jego, zwłaszcza po przemianie jaką osiągnął. Ktoś lub coś musiało mu pomagać. Wierna chimera która rzuciła się na coś znajdującego się przed nim, czego nie widział nagle została zmieciona przez jakąś niewidzialną siłę.

[Koniec akcji od MG]

W tym momencie anioł swój miecz w ziemię, a jego cień utworzył krzyż... Na sam jego widok targnęły nim gwałtowne fale bólu. Osunął się powoli na kolana. Nie ważne było to, co się z nim działo. Musiał zabić anioła! To on próbował coś z nim zrobić! Miał w sobie dość chaosu, delikatną jego pajęczyną otoczył anioła. Wygrał! Teraz prosty ruch i anioł najpewniej zginie. Już miał zacieśnić wokół niego chaos gdy nagle pomiędzy nimi dostrzegł świetlisty zarys jakiejś sylwetki kobiety ze skrzydłami. Jakby już ją widział. Zaraz... znał tą twarz!

- Erenis? Ty... tutaj... Jakim... cudem... ty... nie... żyjesz - powiedział z trudem

Tak! To na pewno była ona! Wszędzie rozpoznałby tą twarz, tą która za życia powracała w koszmarach. Tylko że wtedy włosy zlepione krwią opadały jej na twarz a jego szabla była wbita w jej brzuch. Ten smutny łagodny uśmiech jakby mu to wszystko wybaczała, te usta poruszające się w niemej prośbie by przestał, by nie wchodził na drogę zniszczenia. Tego ona chciała od niego. To było jej ostatnie życzenie. Zginęła przez jego głupotę z jego ręki, a on ją zignorował. Jego rodzona siostra wyciągała rękę w jego stronę a jego umiejętność nagle rozwiała się w jej bieli. Ona była anielicą i pomagała Thomasowi go zabić!

Białe mgły... Otaczały go... Paliły całe jego ciało bólem, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczył. Formowały się w kształty tych, których już nigdy nie powinien zobaczyć. Tych, którzy zginęli z jego ręki. Na samym przedzie stali obok siebie jego ojciec, brat i siostra, a za nimi jaki milczący tłum cała reszta. Tym razem nie byli jednak przerażeni, na ich twarzach malowała się złość i żądza zemsty. Z tłumu rzuciła się na niego jakaś postać, rozcięta szablą rozwiała się jednak za nią zgodnie do ataku ruszyła reszta. Rzucił się w szaleńczy taniec, uderzając wszędzie wokół niszcząc, niszcząc, niszcząc. Cienie znikały jeden po drugim aż została tylko trójka tych, którzy nie włączyli się dotąd do walki. Widmo brata dobyło jego własnej szabli, ,,Nieśmiertelnego ostrza" które stracił w grocie życia, a jego ojciec dwóch własnych ,,Zębu czasu" i ,,Kła". Siostra stała za nimi wciąż smutno uśmiechnięta. Rzut, przejście, cios zadany jednocześnie obydwoma szablami. Widma ojca i brata zniknęły. Białe mgły wokół zafalowały i ponownie uformowały się w ten sam tłum, tych samych postaci. Kolejne starcie, ponowny powrót widm i tak kolejna fala za falą, przez długie godziny. Astaroth czuł, że nie ma już sił. Widmowe ręce pochwyciły go za nadgarstek, uderzeniem szabli trzymanej w drugiej ręce rozwiał trzymające go widmo ale coraz więcej chwytało go i unieruchamiało w uścisku. Każda ręka paliła gorzej od piekielnego ognia, wysysając z niego siłę i żądzę walki. Białe żyłki pojawiały się stopniowo na całym ciele obraz zanikał aż widział tylko swoją siostrę przed sobą która szeptała bezgłośnie ,,Musisz odpowiedzieć... Już raz umarłeś, umrzyj po raz kolejny odejdź raz na zawsze, odpocznij". Przed oczami stanął mu anioł, ten który miał wymierzyć mu sprawiedliwość. On? Nie no... bez żartów...

Wizja trwająca kilka godzin, a w rzeczywistości skrawek sekundy rozwiała się. Astaroth wstał chwiejnie podpierając się szablą i ruszył do przodu jednak po trzech krokach opadł ponownie przygnieciony ciężarem bieli. To chyba jednak rzeczywiście był koniec. Spojrzał wściekle na anioła i wytężając resztkę sił wyszeptał tak, by ten usłyszał

- Nie ma Boga... Nie ma sprawiedliwości... Nie zginę w jego imię... Ja wrócę... Bądź pewien... Nie.. mogę... przecież... tak... po... prostu... umrzeć... Przeklinam... Cie...

Biel oślepiała go... Jednak nie sprawiała bólu. Stało się. Zginął. Trafił do miejsca gdzie miał odpocząć przez wieczność, zapominając o tym ile złego uczynił i zostawiając świat śmiertelny samemu sobie. Zaraz... Miał zostawić tam anioła, chaos który stworzył, swoją chimerę? To nie było w takim razie niebo! Trafił do piekła!
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny

Ostatnio edytowane przez Blacker : 12-03-2007 o 06:44.
Blacker jest offline  
Reklama
Zamknięty Temat


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 563 11-14-2007 11:52
Tacy jak ty 2 Almena Archiwum sesji Autorskich 1012 11-14-2007 11:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 11:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 70 03-23-2007 21:03
Tacy jak ty Almena Archiwum sesji Autorskich 550 03-23-2007 20:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110