Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-14-2008, 16:29   #601
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 41 680
Kejsi zdziwiła się trochę, kiedy lodowej szyby dotknęła dłoń kobiety. Wodne chimery żyły w okolicznych wodach, ale Kejsi nie spodziewała się, że któraś ją odwiedzi.
- Heja! – odpowiedziała na powitanie syrenki.
Początkowo Kejsi z trudem przychodziło zrozumienie piskliwego języka syrenki, ale po chwili się przyzwyczaiła. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że tiżnije co noc, co miesiąc, zjawiają się nad brzegiem jeziora, śpiewając tę samą pieśń, ale pierwszy raz zataczały nad wodą trójkąt! To przekonało Kejsi, że to znak od Almanakh! Syrenka wyznała, że pod wodą, nieopodal, znajduje się zatopiona świątynia. A właściwie nie zatopiona, i to było dziwne! Ponoć świątynia wyłoniła się z dna jeziora! Syrenka opowiedziała legendę, według której to Demon z Ditrojid, Irch, zjawił się pewnej nocy nad jeziorem, i wrzucił do wody skarb, którego pochłonęła wynurzająca się świątynia! Syrenka powiedziała, że na drzwiach świątyni są dziwne runy, i tylko ten, kto potrafi wskazać pośród nich te, które można narysować jednym ciągłym pociągnięciem pióra, otworzy te drzwi.
- Czy możesz narysować mi te znaki!? Chcę wiedzieć jak wyglądają, proszę, proszę, proszę!
- Iiiiiijjiiiiiiak-ijjjak?
- Weź z dna ostry kamyczek albo dużą ułamaną, twardą muszlę, i wyryj nią znaki na tej ścianie lodu, proszę, proszę, proszę! Chcę pokazać je moim towarzyszom, żeby pomogli rozwiązać zagadkę!
- Tijjjjjak, czaaaaj ajs wrjiuuuusę!
Syrenka wróciła po chwili i kawałkiem ułamanej muszli wyryła na gładkim lodzie pięć symboli.
- Dziękuję!
- Drrrrrojazk!

Radosna Kejsi poklepała wesoło w lód na pożegnanie. Udało się im coś znaleźć, znaki od Almanakh! Wizje nie kłamały! Tev niedowiarek pęknie ze złości!
Chimerka skupiła się, pomachała ogonkiem i klasnęła w dłonie.

- Nie istnieje otchłań bezdenna, nie istnieje pustka, której Światło nie wypełni! Co ze Światła powstało jest jego częścią, niech jeden żywioł drugim się stanie! Woda!!!

Tunel zaczął na powrót napełniać się wodą i wodna winda wiozła Kejsi do góry!
- Słuchajcie, słuchajcie, słuchajcie, coś mam!!! – zakrzyknęła wesoło Kejsi, kiedy wraz z fontanną wody wystrzeliła ponad taflę jeziora. – Barbak, Waldorff, Raygi, zobaczcie!
Kejsi dopłynęła do brzegu i naszkicowała pazurem runy na piasku plaży.
- Trzeba znaleźć te, które można narysować jedną i tą samą kreską!

Nagle zjawił się Astaroth z Kissim. Demon znęcał się nad Kissim, aż Kissi nie wytrzymał i zaatakował go.
- Przestańcie!!! – jęknęła Kejsi.
Do całej akcji dołączył się Tev. Reszta drużyny nie reagowała!
- Astaroth, Tev zapłacicie za to!!! – pisnęła i skoczyła do Kissiego. – Zostawcie go!!!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 04-14-2008, 16:59   #602
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc jest na bardzo dobrej drodze
$: 44 901
Łódka dobiła do brzegu.


Ork sprawnie się z niej wygramolił i zamierzał już zakończyć ten obfitujący w wydarzenia rejs. Na plaży jak się okazało znaleźli wraz z Waldorffem i Elfiastym znaczną część drużyny. Znaleźli również Kissiego. Barbak nie odłożył wiosła i przez ułamek sekundy w jego umyśle pojawił się widok głowy chimery rozbijanej przez ten znacznych rozmiarów kawałek drzewa. Ork szybko porzucił jednak ten zamiar. Szkoda drzewa, szkoda też czasu dla takiego patałacha.


Przesłuchaniem zajął się Ast... w którym zaszły dość ciekawe zmiany. Ork oprócz zmian zewnętrznych dostrzegł też pewną zmianę nie widoczną na pierwszy rzut oka. Od demona nie biła już tak intensywnie aura fioletu. Barbak nie potrafił wyjaśnić tego co spostrzegł, zmiana była dość znaczna, mimo to jego postawa nie zmieniła się specjalnie. Dalej był dumny, dalej też tajemniczy. Poczekamy, zobaczymy pomyślał ork. Wszystko się na pewno wyjaśni.


Kissi mówił i odpowiadał na pytania. Ork wsłuchiwał się dokładnie w to co słyszał i wyciągał swe własne wnioski.


Wnioski te nieoczekiwanie potwierdził Waldorff.

-Nie wiem czy cię to interesuje Legionie on kłamie jak najęty... stwierdził krasnolud.


Legion? Zapytał w duszy sam siebie Barbak. Ale nie miał czasu specjalnie zastanawiać się nad tym dalej. Waldorff wyraźnie szukał jego wzroku, a gdy go znalazł nie pozostawił orkowi żadnych wątpliwości. W taki sposób może jedynie może patrzeć drapieżnik na swoją ofiarę.. a ofiarą w tym konkretnym przypadku mogła być tylko jedna osoba.


Waldorff paskudnie się uśmiechnął, a następnie jego młot powędrował na ramię.


Ork pojął w lot. Powoli zmienił pozycję gotów w każdej chwili włączyć się do akcji. W jego dłoniach nie było broni, ale to nie był problem. Wiedział że nie musi po nią sięgać.


Przeniósł ciężar ciała na lewą nogę i delikatnie odchylił się do tyłu. Taka postawa gwarantowała mu możliwość natychmiastowej akcji oraz szybkiej zmiany pozycji... tak w celu ofensywnym jak i defensywnym.


Dłonie luźno zwisały wzdłuż ciała.


Zielona gęba spojrzała na krasnoluda. Jej uśmiech sprawił że nie jednego przeszły by dreszcze. Niezauważalnie skinął głową. I czekał na to co się wydarzy.


Ork na poły przymknął oczy i skoncentrował się.

YouTube - New Order - Confusion (Blade)

Krew w jego żyłach zaczynała płynąć coraz szybciej, pompując dodatkowe porcje tlenu oraz adrenaliny do każdej żywej komórki jego ciała.


- Niech gra muzyka! pomyślał......


Panie spraw aby ma ręka była pewna,

A oko celne........
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-14-2008, 19:33   #603
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 2 Blacker jest na bardzo dobrej drodze
$: 107 072
Złapany w stalowy uścisk Kissi zanim zdążył się zorientować został przeniesiony do miejsca, skąd Astaroth przeniósł się po śmierci Thomasa. Nie obchodził się z łupem zbyt delikatnie - cisnął nim o ziemię tak, by jak najbardziej go zabolało. Był wściekły o uwięzienie go w pentagramie, a jednocześnie był pewien że Kissi nie był bez winy - wszakże to w piwnicy jego domu była pułapka. Jedyną rzeczą, której zawdzięczał to że jeszcze żyje był fakt, że potrzebował od niego kilku informacji.

W międzyczasie podszedł do niego czarnoskóry elf i uraczył go swojaprzemową. Astaroth zmierzył go pogardliwym spojrzeniem - dlaczego w ogóle się do niego odezwał? Nie przypominał sobie, by dawał mu znać, że go zauważył. Sam tekst przemowy go rozśmieszył. Zna wszystkie jego umiejętności... Chaosie, gdzie rodzą się tacy ignoranci? Najwyraźniej miał kontakt z elfim nekromantą i dowiedział się coś od niego jednak jak można być tak głupim? Swoich umiejętności nie wyjawił dotąd nikomu, nie demonstrował ich również jeszcze przy nikim. Niech żyje w swoim błędzie, a jeśli będzie wystarczajaco głupi by go zaatakować skończy jak jego poprzednik. Jednak odrobine kultury wypadało okazywać nawet komuś takiemu jak on

- Cieszę się, że je znasz i wiesz jak je pokonać. Dobrze wiedzieć również, że to planujesz. Jednak dlaczego nie pójdziesz po prostu się powiesić, jeśli aż tak życie ci niemiłe?

Nie doczekał się jednak odpowiedzi, gdyż chimerzy głupiec, zamiast grzecznie odpowiedzieć mu na wszystkie pytania rzucił się na niego ze sztyletami, do samobójczego ataku. I niech ktoś powie, że to on jest agresywny - próbował go przekonywać do zaniechania ataku, jednak upór zwyciężył. Jakby dość było ataku, słowa Waldorffa upewniły go, że Kissi kłamał. Cóż... Ze swojej strony zrobił wszystko, by pozwolić zachować mu życie, jednak gdy jeden ze sztyletów zagłębił się między jego żebra. W tym momencie powiedział sobie ,,dość"

Przeniósł się za Kejsi, biegnącą mu na pomoc i wskazał palcem wskazującym na głowę Kissiego. Uśmiechnął się jednak lekceważąco do mrocznego elfa i powiedział tak, by to usłyszał

- Lepiej zweryfikuj swoją wspaniałą wiedzę o mnie

Po czym, po wykorzystaniu umiejętności przeniósł się wraz z własną chimerą pod świątynię, gdzie miał znaleść ostatnie imiona - teraz, zamknięty w śmiertelnym ciele powinien móc tma wejść. Wykorzystał również chaos, tkwiący w chimerze do zasklepienia swojej rany i przybrał postać pielgrzyma w szarym płaszczu, po czym ruszył do świątyni
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-14-2008, 20:15   #604
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 4 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 291 683
- Milczy.
- Może Rith go uciszył.
Lavender spojrzał w złote ślepia Valgaava.
- Nie wiem – szepnął.
- Hm?
- Nie wiem co stało się z Almanakh – powtórzył.
Smok westchnął ciężko.
- To moja wina. To ja osłabiłem obrońcę Oka Światła, przez co nie mógł jej ustrzec.
Lavender ze współczuciem pokręcił przecząco głową.
- W wymiarze chaosu, w mieście Rasgan, Verion objawiał się mi jako porywacz Almanakh, jej oprawca. Później ujrzałem go w świetle jej obrońcy. Kiedy Kanzeliv pokonał Veriona w walce, stanąłem w obronie Kihary Riona, by go ocalić. Zrobiłem to dla Almanakh. Ona... naprawdę była... przywiązana do niego... – szepnął. – Odczuwałem to całą duszą, kiedy spoglądałem w jej oczy, gdy na niego patrzyła. Zrobiłem to dla niej – ponowił, jakby z wyrzutem sumienia. – Cały czas jednak wspominałem chwile, kiedy... wspominałem rodziców, braci, przyjaciół... smoki... Cały czas widziałem Kiharę Riona takim, jakim był przez tysiąclecia, służąc Rionowi. Jako zabójcę smoków. Nie mogłem... nie umiałem inaczej... – zacisnął pięści. – Jego oczy... jego uśmiech...! Wcale się nie zmienił!... Stale widziałem go, jak... jak stoi na skale... i powoli wyciąga rękę w bok, uśmiechnięty, z zamkniętymi oczami, jak...! Miałem... miałem go w garści, śmiertelnego, rannego, z połamanymi żebrami, pełzał w kałuży krwi u stóp Kanzeliva!... Mogłem...!

lastinn player

- To nie była twoja wina.
- Miałem wrażenie, że Almanakh zbytnio mu ufa, i nadzieję, że kiedy go zgładzę, Oko Światła będzie bezpieczne. Nie przewidziałem, że chaos przyjdzie do wymiaru bieli! – jęknął Valgaav. – Chciałem zabić Veriona dla niej, dla jej dobra!... Ich znajomość wydawała mi się niezdrowa, nienaturalna, szkodliwa dla wszystkiego wokół! Z-zrobiłem to z egoizmu – westchnął boleśnie. – Dla własnej zemsty! Przez własną nienawiść widziałem to, co chciałem ujrzeć! Gdyby Verion nie odniósł ciężkich ran w walce ze mną, być może uchroniłby Almanakh przed Rithem! Najgorsze jest jednak to, że jeśli oni wszyscy zginą... Astaroth, Kejsi, Thomas... Jeśli nie wrócą do przeszłości i nie powstrzymają mnie przed walką z Verionem...! Milczysz.
- Nawet Verion nie powstrzyma tego, co czyha w tamtej rzeczywistości.
- Co to jest?
- Nie domyślasz się?
- Zabicie Ritha nic nie da?!...
- Ast i Aroth. Obawiam się, że od niego wszystko zależy. On nie zdaje sobie z tego sprawy. Znów będzie przeciwko wszystkim, czy tego zechce, czy nie. Będzie musiał wybrać.
- Czy Taki Jak On, demon, jest w stanie wybrać coś poza chaosem?
- To się okaże kiedy przyjdzie czas. Jego towarzysze, nie wspominani przez przepowiednie, mogą, jeśli zechcą, odegrać większą rolę w dziejach świata niż Ast i Aroth.
- Pojawienie się amuletu Kaihi-ri... On został stworzony, by zapobiegać skutkom Wielkich Wojen.
- Być może, Valgaav, jesteśmy właśnie świadkami nadejście kolejnej Wielkiej Wojny, którą stoczą tylko nieliczni.
- Tacy Jak Oni?
- Biel i Chaos nie wybierają swych obrońców. To obrońcy wybierają, za kogo chcą walczyć.
- Miejmy nadzieję, że oni już wybrali. Myliłem się co do Veriona. Teraz rozumiem...
* * *
[Rasgan]
- Gdzie jest Oko Światła?!
- Nie wiem...
- GDZIE ONO JEST?!
- Nie wiem.
- GADAJ!!!
- Nie.
- Zabiję cię, szumowino!!!
- Zabij;3 Nie krępuj się.
- Ga-daj.
- Nie.
- Będę cię tłukł, aż...!
- Tłucz;3 Nie krępuj się.
- Gadaj, albo...!!!
- Nie.
Byłem tam i cię widziałem. Padał deszcz. Czy zawsze kiedy płaczesz pada deszcz...?
Pewnie tak...
Patrzyłem na ciebie. Jesteś tak niesamowicie... piękna... Nie zauważam nawet twojego ciała, śmiertelnego bytu, wszystko mi jedno, czy dotykasz mnie ciepłą, czy zimną dłonią, czy twe usta są miękkie, czy suche i spękane. Twoja dusza... Jesteś taka piękna. Mimo, że mordowałaś moją rasę.
Zakochałem się w tobie...? Raczej nie. Byłaś mi niezbędna do egzystencji. Do całego mnie.
„Łączy nas wszystko, co nas dzieli” – pamiętam, jak to powiedziałaś, z nutką ironii, ale uśmiechnięta, wesoła, szczęśliwa. Jestem twoim koszmarem. Jesteś moim marzeniem.
A ja...? Ja... myślałem że też mnie... kochasz...? Kochasz? Właściwe słowo?
Współczułaś mi, od tego wszystko się zaczęło. Przeżyłem dzięki twemu współczuciu. Żywiłem się nim. Może dlatego poczułaś się dobrze w moim towarzystwie. Wolna od wszelkich trosk.
Zawsze mnie nienawidziłaś. Kihara Riona.
Pamiętam, kiedy ujrzałem cię po raz pierwszy. Oko Światła. Stałem u boku Shabranido, a ty wyłoniłaś się z Bramy w blasku białego ognia, niczym Zorza. Zerknąłem tylko ku tobie, i zadrżałem. Ze strachu. Nie mieliśmy okazji „spotkać się” wtedy, na szczęście, gdyż zajęty byłem walką z czarnymi smokami. Byłaś dla mnie jak wyrok śmierci. Wiesz o tym?
Kiedy wyruszałem, aby cię zgładzić, czułem, że nie wrócę z tej misji.
Byłem z tobą.
- GADAJ!....
Boli.
Kiedy po raz drugi spotkałem się z tobą twarzą w twarz, konałem. Byłem przerażony. Przerażała mnie twoja Biel.
- Nic ci... nie jest...?
Otworzyłem powoli prawe oko i zamrugawszy dwa razy z nadzieją, że wizja choć trochę się wyklaruje, rozejrzałem się wokół. Nie spodziewałem się wprawdzie dobrego widoku z tej perspektywy - leżącego na lewym boku, - lecz fakt, iż ujrzałem tylko szarą pustkę i zamazany, czarny cień w jej otchłani, boleśnie mnie rozczarował. Oddychałem z wielkim trudem. Płytkie, urywane wdechy. Wydechy były pełnymi boleści, cichutkimi sapnięciami. Zamknąłem oko, aby nie nadwerężać niepotrzebnie ułomnego jak się okazało zmysłu, i zebrawszy zaoszczędzone tym sposobem siły próbowałem cokolwiek powiedzieć. Poruszałem ustami, ale z mojej krtani wydobył się jedynie upokarzająco śmiesznie słaby, nieartyukowany jęk.
- Boli...? – spytał cichutko przestraszony głosik.
Raz jeszcze spróbowałem się poruszyć, zmusić jakąkolwiek z kończyn do choćby najlżejszego drgnięcia. Nie reagowały, leżały bezwładne na podłodze; lewa ręka przyciśnięta tułowiem, prawa zgięta w łokciu, z dłonią prawie zaciśniętą w pięść, niemal dotykającą twarzy. Prawa noga lekko zgięta, w lewej straciłem czucie.
Potworny ból rytmicznymi falami przetaczał się przez całe moje ciało, stale i bez przerwy, taki sam, powracający w równych, zbyt krótkich odstępach czasu, abym mógł zastanowić się ze spokojem nad swoim położeniem. Każdą stworzoną myśl ból miażdżył i degradował do rozpaczliwego błagania o ukojenie.
Dychałem głośno, za szybko, za płytko; moje sapanie będące teraz jedynym źródłem energii dla skatowanego ciała wypełniło całą ciszę i nie słyszałem zupełnie wszelkich odgłosów zrodzonych z działań istoty obecnej obok mnie. Ból ostrą, rwącą szpilą wbijał się coraz głębiej i głębiej pomiędzy moje żebra.
- Nie bój się... – szepnęła tuż nade mną.
Otworzyłem szeroko prawe oko. Mogła teraz zobaczyć w nim blask czystego lęku i rezygnacji. Bałem się jej. Jej bliskości i jej słów.

- Więc...?
Zakaszlał i splunął krwią. Wielka dłoń zacisnęła się na fałdach jego czarnego płaszcza i przyciągnęła zesztywniałe ciało ku człowiekowi o posturze niedźwiedzia.
- Gadaj – syknęły usta noszące brzydką bliznę.
- Nie mamy... o czym... gadać... – wydyszał cichutko i uśmiechnął się złośliwie.
Trzaśnięty w twarz raz i drugi, jęknął tylko i spuściwszy ciężką głowę, splunął znów krwią.
- Mam czas. Jak długo jeszcze wytrzymasz?
- Nie powiem – wymusił na sobie uśmiech, choć twarz zabolała go od tego.
- Na pewno? – warknął i z całych sił wpakował swoją wielką pięść w brzuch szczupłego, zdrętwiałego ciała.
- Na... pew...no... – wykrztusił z trudem na bezdechu.
Oprawca zacisnął pięści i zadrżał aż z wściekłości. Czarnowłosy uśmiechnął się złośliwie i upierdliwie uparty, niezrozumiale spokojny, kasłał sobie cichutko, raz po raz spluwając czerwona pianą.
- I tak je znajdziemy – zapewnił wściekle kat. – Myślisz, że nie?!
- Nie powiem...
- Dobrze się bawisz powtarzając to?
- Nie powiem – uśmiechnął się obłąkańczo.
- Nie? A dobrze się bawisz obrywając? – warknął i trzasnął znów jeńca w twarz.
- Nie powiem – szepnął.
- Bo ja świetnie się bawię tłukąc ciebie. Wiesz o tym, prawda?
- Moja wiedza nie jest przeznaczona dla ciebie, szumowino – wysapał boleśnie.
- A dla kogo?
- Nie powiem.
* * *
Był tu! Almanakh z piskiem zgrozy odskoczyła pod ścianę, odwracając się zamaszyście. Verion uśmiechnął się zawadiacko i niewinnie wzruszył ramionami, powoli wyciągając do niej rękę.
- Czego ty chcesz?! – jęknęła w panice.
- Jestem wolny.
- Co?!
- Wolny. Nie ma Riona, nie ma Shabranido. Jestem wolny. Chcę... być z kimś.
- Być z kimś?!
- Jestem samotny.
- Demony nie bywają samotne!
- Więc może jestem chory;3 – podszedł do niej, znienacka chwycił jej dłoń i przyłożył ją do swego czoła. - Mam gorączkę?
- Demony nie chorują! – wydukała w osłupieniu, wyrywając mu machinalnie swoją rękę.
- A co robią?;3
- Złe... rzeczy.
- Robię... złe rzeczy?;3
- N-nie wiem – cofała się przed nim, aż utknęła w kacie pokoju.
- Boisz się mnie?
- Nie.
- Ja ciebie też nie.
- Powinieneś.
- Wiem.
- Nie podchodź.
- Przecież się nie boisz – mrugnął do niej.
- Nie chcę, żebyś podchodził – wyjąkała lękliwie.
- Oh my. Brzydko pachnę? Mam tłuste włosy? Myłem zęby!;3
- Jesteś demonem!
- Tego nie zmienię.
- Nie przychodź do mnie więcej!
Zachichotał złośliwie.
- Oko Światła. Zabójczyni Shabranido. Zabij mnie.
- Nie podchodź!
- Zniszcz mnie. Jestem demonem. Śmiało.
- Nie podch...!
- Zmuś mnie.
- Proszę...!
Zatrzymał się tuż przed nią, ujął jej dłoń i przytknął ja do swego policzka.
- Proszę bardzo – szepnął i pocałował jej dłoń.
- Posłuchaj...
- Darowałem ci życie. Ty darowałaś życie mnie. To nie był przypadek, Słonko;3
- „Słonko”?!
- Tak nazywamy pieszczotliwie gwiazdę w wymiarze chaosu. Dla mnie nie jesteś Almanakh. Zabójczyni demonów. Jesteś moim Słonkiem;3.
- Powinnam...
- Ja również. Nie zrobię tego.
* *
Korytarze, korytarze, korytarze... Wojownicy, tu i tam. Kłaniali się, kłaniała się. Była szczęśliwa, zmęczona. Wśród przyjaciół czuła się... Mrugnął do niej. Co?!

http://www.angelfire.com/art2/chyu/images/xelyuki.jpg

- Verion?! Co ty tu robisz?! Zobaczą cię!!! Zabiją!!!...
- Chodzę gdzie chcę i kiedy chcę. Przychodzę do kogo zechcę, i ponoszę ryzyko, jakie tylko zapragnę ponosić. Po raz pierwszy ubrałem się w coś białego. Do twarzy mi?
- W białym stroju i fioletowych oczach?
- Czy istota o oczach zabójcy może być przystojna w najpiękniejszym nawet odzieniu?
- Istota o takim umyśle...
- Jakim, hm?;3
- Wahasz się.
- Mam jakiś wybór?;3 Jesteś tylko jedna, Słonko. Moja.
- Proszę cię, nie możesz tu zostać!... Oni cię zobaczą i...!
- Nie odejdę sam.
- Więc cię wypędzę!
- Oh my, wypędź mnie!;3 Zbesztaj!
- Oszalałeś!
- I co zrobisz obłąkanemu demonowi? Egzorcyzm, hm? Przyjmę każdy egzorcyzm... z twoich ust...

http://www.angelfire.com/art2/chyu/images/xelfiSI.jpg

- Nie... powinniśmy...
- Ja nie powinienem;3 To zbyt słodkie, zbyt urocze, zbyt piękne, za dużo pozytywnych uczuć, czuję się taki słaby, bezradny, brak... mi tchu... i kręci mi się w głowie... chyba zemdleję...
- Jesteś... jesteś...!!! Nie znam nawet słowa, które opisywałaby to, czym jesteś!!!
- Mniej gadania, Słonko, oto lekarstwo!
* * *
- O co chodzi?
- Te uderzenia...
- Uderzenia?
- W moich piersiach. Coś... uderza o...?
- To twoje serce, Verion.
- Serce bije w ten sposób?
- Tak. Zobacz. Posłuchaj mojego.

http://www.angelfire.com/art2/chyu/images/xelficom1.jpg

- ...to jest... cudowny dźwięk, Słonko. Chciałbym go słuchac codziennie. Zadbam o to, aby moje marzenie się spełnilo. Obiecuję. Jestem Kiharą Riona. Zawsze dostaję to, czego chcę.

...and I just want to know...
And who can hear those tiny broken hearts
And what are we to be….?
In my dreams I am lost
So far away from home
Why am I in the world
So far away from home
All my life
All the time
So far away from home
Without you
I will be
So far away from home…


* * *

Charlotte; Stajenny nawet nie protestuje, kiedy siodłasz konia. Po prostu mdleje i pada na ziemię w nie uprzątnięte końskie łajno.
Z tego co zdołał wyjąkać wnioskujesz, że minęło ponad 600 lat!
Na szczęście Icek mieszka w tym mieście, nie w Ditrojid.
Wyjeżdżacie na ulicę. Nocne ulice są opustoszałe, więc przejażdżka jest raczej przyjemna. Docieracie na ulicę kasztanową i uradowany Icek wskazuje ci swój dom. Chata jak chata, warsztat bednarza. Zatrzymujesz konia, Icek gna do drzwi i okrzykami budzi pół ulicy. Z domu wybiega uradowany mężczyzna, chłopiec rzuca mu się w ramiona.
- Tuś mi!!! Myślałem, że cię wilcy zjedli!!!
Po powitaniu syna, mężczyzna kłania ci się nisko raz za razem.
- Pani, błogoslawionaś, dzięki ci! Jeśli mogę się jakoś odwdzięczyć... Nie mam zbyt wiele, ale znalazłem kiedyś nad jeziorem dziwny przedmiot, miejscowy mag powiedział, że to cenny talizman! – wbiega do chaty, po czym wraca i wręcza ci niewielki, płaski kamyk.
Zauważasz wyryte na nim: IIIIV

Astaroth; ... Kissi nie jest opętany, nie jest demonem. Dlaczego wiec tak się zachowuje? Jest niespełna rozumu, ot co. Szkoda czasu dla takiego jak on...
Wskazujesz go palcem.
Kissi nieruchomieje, podskakuje w nagłej konwulsji. Z jego uszu zaczyna płynąc krew.
A potem dzieje się coś, co może cieszyć tylko demona.

Waldorff; Głowa Kissiego po prostu... Jak arbuz. Wybuchający arbuz.
Barbak; ...czegoś takiego dawno nie widziałeś. Zrobiło ci się bardzo niedobrze.
Ray`gi; ...odwracasz wzrok, z nadzieją, że nic cię nie ochlapało.
Kejsi;....świat... się... skończył...

* * *
Island at Night by =gucken on deviantART

Biała Gwiazda po raz kolejny wznosi się na nieboskłon.

romantic night by ~joshushund on deviantART

Astaroth; Zabierasz, co twoje, i ruszasz dalej.

Desert Sunset by ~ahff on deviantART
Wita cię nowy dzień.

Świątynia Przybycia jest teraz Świątynią Abazigala. Na piaskach pustyni stoi wielka budowla otoczona wałem chroniącym przed piaskami. Wybudowano ją zapewne na ruinach dawnej świątyni. Jako pielgrzym udajesz się do wnętrza świątyni. Twoja chimera człapie za tobą, o dziwo jej obecność, choć wzbudziła zainteresowanie, nie wzbudziła paniki. Poza tym zwierzak zachowuje się grzecznie, poza tym, że czasem stroszy pióra na głowie.
Hmmm ta świątynia jest ci zupełnie obca. Udajesz się do podziemi. Tu wcale nie jest lepiej.

Temple corridor by ~sifu on deviantART

Korytarz kończy się ślepo, dalej jest zamurowany. Obszedłeś już całą świątynię i nie znalazłeś pomieszczeń, w których byłeś wcześniej.
 
__________________
I never cared before I met you

Ostatnio edytowane przez Almena : 04-14-2008 o 20:21. Powód: lol Kej zabiję !:D
Almena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 13:16   #605
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc jest na bardzo dobrej drodze
$: 44 901
... spraw abym popędliwym nie był,

I a bym prawość w nieprawym świecie dostrzec potrafił.


Ork zakończył modlitwę i był świadkiem czegoś strasznego. Kissi szarżując został nie tyle obezwładniony, jak początkowo myślał ork, ale zmasakrowany. Jego głowa zamieniając się w krwawą miazgę przypominała teraz wszystko, ale na pewno nie to czym jeszcze przed chwilą była.


Barbak poczuł jak żołądek kurczy mu się i jego zawartość zaczyna podchodzić do góry. Opanował się jednak. Widywał już podobne sceny. Były one straszne, ale nie były dla niego pierwszyzną. Nie poruszył się, ale eksplodujący Kissi zwrócił jego uwagę, ork nie należał do stworzeń wstających rano i stwierdzających „Uwielbiam zapach roztrzaskanego mózgu o poranku” i to wydarzenie tylko to potwierdzało.


Dopiero po chwili zrozumiał że jego postać musiała w jakiś sposób zaniepokoić mrocznego elfa. W sumie cieszył się z tego powodu. Nie przepadał za swym nowym towarzyszem w podróży. Wymienili zaledwie kilka słów, ale Porucznik za każdym razem gdy się odzywał w jakiś sposób zaskakiwał zielonoskórego. Za każdym razem w sposób zdecydowanie negatywny. Wiedział, że Drowi nie zniży się za pewne do rozmowy z nim, postawił zatem na przekaz niewerbalny.


Uniósł dłonie na wysokość własnych łokci i rozłożył je w rozbrajającym geście. Uśmiechnął się do tego głupio. Zastanawiał się nad pokazaniem języka, ale mogło by to być już przesadą. Barbak nie chciał przesadzać. Chciał pokazać się od strony „głupiego orka” ale bez zbędnej przesady.


Nie chciał przesadzać ponieważ nie to było teraz ważne. Przed chwilą na jego oczach eksplodowała żywa istota. Fakt istota mająca nie jasne zamiary i istota mająca zapewne nie po kolei w głowie. Jednak dalej była to żywa istota. Barbakowi daleko było do poglądów druidzkich głoszących iż życie pod wszelaką postacią należy czcić i bronić. Jednak nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że ta śmierć była po prostu niepotrzebna.


- Czy to było aby konieczne. Spytał poważnie, jednak pytanie nie było skierowane do nikogo konkretnego.


Szybko zaczął rozglądać się za Kejsi. Ona nie powinna oglądać tego widoku, a jeśli nawet zobaczy powinna jak najszybciej zostać odciągnięta od zwłok Kissiego. Taki szok mógł być bardzo niebezpieczny dla samej Kejsi jak i jej otoczenia (ze względu na jej umiejętności).


- Waldorffie... Kejsi. Ork wypowiedział tylko tyle po czym rzucił się w kierunku chimery. Będzie się starał za wszelką cenę odciągnąć ja od ciała i za wszelką cenę uspokoić.
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 13:18   #606
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 33 600
Przeniósł wzrok z Orka na Drowa raz jeszcze. Potem splunął pod nogi i przyjrzał się, co się będzie działo dalej z Kissim. Niewypowiedziane słowa wobec Ray’gi dźwięczały w powietrzu i wchodziły w rezonans z pogardą, jaką obdarzał wszystkich mroczny elf.

Stary kapłan był pewien, że jedynym, który się cieszy się z tego spięcia była Demon. Wszakże to on żywił się takimi pokładami zła i niegodziwości. To właśnie chaos zawsze chciał zawładnąć każdym i wszystkim. Nawet ci, którzy z nim walczyli musieli uważać by nie stoczyć się w jego objęcia. Waldorff wiedział, że już dawno temu przekroczył tę cienką granicę obcowania ze złem. Co więcej on już umarł a nawet przez pewien czas nie posiadał własnej duszy! Te wspomnienia wracały do jego pamięci bez wytchnienia. Na krótkie mgnienie oka przypomniał sobie, że tak naprawdę to i on nie ma zbytniej ochoty wracać do świata rzeczywistego.

-Przecież ja nadal jestem kupą złotego złomu i tkwię w tej świątyni na pustyni. Zburzenie tego świata dla mnie też może być brzemienne we skutkach..

Odrzucił od siebie złe myśli i podzielił swą uwagę na to, co się dzieje wokół. Ze szczególną uwagą długouchego. Ten chyba nie mógł wybrać sobie gorszego momentu by atakować jednego z nich, nawet i słownie.


Nie on nie da takiej radości odmieńcowi. Będzie uważał, co tamten zrobi i w końcu on popełni błąd. Dla krasnoluda mroczny elf był obrazą stwórcy. Największym zagrożeniem w mrocznych sztolniach i grotach. Niektórzy określają takie organizmy, jako naturalnych wrogów. Tak było i tym razem. Całe napięcie niejako zbudowane trochę sztucznie dało przynajmniej jedną odpowiedź. To nie Waldorff czy Barbak jest jego największym wrogiem. Oni mogą go kontrować i sprawić by się odkrył. Mimowolnie wypowiedział na głos

-Nie chciałbym być w twej skórze, kiedy już Astaroth już z tobą skończy.


Już dawno przekroczył granicę przyzwoitości i złamał większość kanonów obowiązujących zwykłych kapłanów. Był już stary i doświadczył w swym życiu dużo. Stracił dużo z młodzieńczej werwy, jaką obdarzeni byli świeżo wyświęceni kapłani. Ich zapał i fałszywe pojmowanie świata bardzo często prokurowało błędne działania. Waldorff wiedział, że w jego przypadku jest inaczej. Posiadał znaczny zasób wiedzy teoretycznej i dość duży dystans do zbytniego uogólniania pojęć.

Widział już śmierć nie raz. Tym razem nie zaskoczyła, wiedział, że ona kroczy za Kissim. Czuł jej obecność, gdy tamten wpierw upokorzył kapłankę a potem uciekł na lewiatanach. Teraz go spotkała i pocałowała.

To nie była piękna śmierć. Szybka i bezbolesna, ale nie przyjemna dla otoczenia. Gdy głowa chimery rozprysła niczym arbuz wydała swój specyficzny plask. Karzeł widywał już podobne sytuacje. Przecież nie na darmo nosił wielki i potężny młot bojowy. Ale to było coś innego. On zabijał, bo musiał i robił to skutecznie, ale to, co zobaczył napełniło go pewnym niesmakiem.


-Legion niech cię nie musiałeś tego biedaka dekapitować w taki sposób! Nie na jej oczach!

Wiedział, dla kogo było to przedstawienie. Ktoś mu przed chwilą rzucił wyzwanie. Mroczny Lord zapragnął pokazać, co się stanie, gdy ktoś jeszcze raz wystąpi przeciw niemu. Całe zajście sprzed kilku chwil zredukował do pasty z arbuza.

Pogardę i nienawiść podniósł do poziomu perfekcji pokazując, że istoty naziemne równie dobrze jak i drowy potrafią być okrutne.


Gdzieś za nim Ork walczył z reakcją swego ciała na makabryczny widok. Zdołał po pewnym czasie wydukać

- Waldorffie... Kejsi.

Odwrócił się w stronę Kejsi. Nie wiedział jak ona się. Co by się nie działo to był jej bardzo dobry znajomy albo i ktoś więcej. Takie widoki działają dość stymulująco na kobiety. Krasnolud wiedział, że ona musiała się ostatnio czuć, co najmniej zagubiona. Odszedł Sathem, którego nie widział już długi czas. On i Zielonoskóry mieli z nią zdecydowanie za mały kontakt. Astaroth natomiast w dość wyszukany sposób zgładził jej przyjaciela z dawnych czasów. Ucieszył się, że nie ma tu sukuby, ponieważ ta od razu by musiała to skomentować na swój sposób. Waldorff był pewien, że to by oznaczało początek pewnej zadymy. A wiadomo gdzie baby się biją...


Podszedł do niej spokojnie i postarał się ją objąć ramieniem.

-Kejsi proszę nie patrz tam. To Ci nie pomoże. Już nie. Poza tym w tym świecie rządzi bladolicy. To on naprawdę jest temu winny. Możemy, co ja mówię ukarzemy go w końcu. Pamiętaj o Almakh i jej walce. Tylko Ona może dać ci siłę byś była dzielną chimerą!
 
Vireless jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 13:36   #607
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 5 Nami wkrótce będzie znanyNami wkrótce będzie znany
$: 123 072
- Może i racja, że faceci zawsze mdleli na mój widok, ale ten to już przesadził... - mruknęła sama do siebie krzywiąc się z niesmakiem. Facet leżący twarzą w końskiej kupce nie był zbyt miłym widokiem. Charlotte zasłoniła oczy chłopca dłonią

- Nie patrz mój drogi, to zbyt brutalny widok. - powiedziała z aktorską melancholią w głosie. Próbowała nie pokazywać po sobie tego, że nie spodziewała się by mogło minąć 600lat! A przecież...przecież to oznaczało, że oni przenieśli sie w czasie! A to nie wszystko...najbardziej Sukube interesowało, co ona mogła robić przez te 600lat...i czy druga ona jest w tym wymiarze.
Rudowłosa otrząsnęła się ze swoich dziwnych zamyśleń i wsiadła na konia. Okazało się na szczęście, że chłopak mieszka dość blisko - to dobrze. Charlotte nie lubiła gdy ludzie wyżej urodzeni wykorzystywali tych z niższego stanu. Ze smutkiem godziła się na to by ktoś pracował przy polu, jednak godziła się na to. Przede wszystkim z tego względu, że ojciec kiedyś jej powiedział "Albo oni będą pracować, albo ty. Wybieraj, tylko szybko, bo HEKTARY czekają..."
Gdy w końcu dojechaliśmy gdzie dojechać mieliśmy dziewczynie kamień spadł z serca. W końcu będzie mogła zając sie swoimi sprawami, popytać o matkę i ojca. Minęło 600lat! Czy ktoś w ogóle ich jeszcze pamięta...?

- Tuś mi!!! Myślałem, że cię wilcy zjedli!!!

Oh...my...god...co to za wieśniak?! Pfff, jak on śmiesznie mówi! "Elo, melo tam co w maczugom ciem, hehe"...nie ma co - zadrwiła w myślach Sukuba i nagle poczuła dziwne poczucie winy...jakby, coś wewnątrz mówiło jej, że nie powinna tak myśleć.

- Pani, błogoslawionaś, dzięki ci! Jeśli mogę się jakoś odwdzięczyć... Nie mam zbyt wiele, ale znalazłem kiedyś nad jeziorem dziwny przedmiot, miejscowy mag powiedział, że to cenny talizman! - chłop pobiegł do chatki a Charlotte zeszła z konia. Właściwie, nie potrzebowała go już i mogła oddać wieśniakowi. Był to doskonały, zadbany, szlachecki koń...wieśniak może go sprzeda?
Gdy mężczyzna wrócił, Charlotte bez skromności wzięła talizman i dokładnie go obejrzała.

- Hmm, co to są za znaki na nim? Nie pasuje na żadną liczbę, ani...wie Pan co to może być? Mag coś mówił Panu, na ten temat? - zwracała się do niego per Pan, bo tak została wychowana...dopiero teraz sie dziwiła, że na Kejsi śmiała mówić szczota, choć i tak robiła to tylko w myślach...tych najcichszych myślach.

- Aha, i proszę - dodała dając wieśniakowi lejce - Ja tego konia już potrzebować nie będę - dokończyła zawieszając talizman na szyi i chowając go pod dekolt sukni.

- Jeśli chce mi Pan się odwdzięczyć to chętnie posłuchałabym trochę o rodzinie de la Mote Valois. Interesują mnie konkretnie czasy gdy żyła tu panienka Charlotte, biedna dziewczyna znienawidzona przez służbę. Piękna, inteligentna, pełna wdzięku, zapału do poezji, nauki, sztuki, matematy...- Sukuba przerwała na chwilę gdyż zorientowała sie, że zaczyna gadać sama o sobie...- Znaczy się chciałam wiedzieć, co stało się z jej matką i ojcem. I kim była jej matka?! Chodzą takie dziwne plotki...czy ktoś ją zamordował? A sama Charlotte? Czy ją też zamordowano...? - dokończyła swoją pełną wypowiedź tajemniczym akcentem. W głębi duszy miała nadzieje, że mężczyzna może coś wie. Wieśniak nie wieśniak ale przynajmniej nie upada w końską kupkę...
 
__________________
WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;<
Nami jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 16:03   #608
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 53 350
Głowa Kissi'ego po prostu wyleciała w powietrze rozchlapując posokę wszędzie dookoła. Uniósł brwi w zaskoczeniu połączonym z rozbawieniem. Czy to miała być groźba Astarothu ? - pomyślał. Oboje - Barbak i Waldorff zabrali się do pocieszania Kejsi, nie sprawiając mu trudności przy obejrzeniu malowniczo zmasakrowanych zwłok Kissi'ego. Przyklęknął przy truchle i nie dotykając go obejrzał miejsce, w którym normalnie znajdowałaby się głowa. Implozja ? Nie, to mój sposób na efektowne zabójstwo... - zastanowił się. Odwrócił głowę do Astarotha.

- Wyjaśnij. - zażądał.

Ale Astarotha już tam nie było. Odwrócił zatroskane spojrzenie w kierunku Waldorff'a, który to odezwał się do niego w sposób, który jedynie cierpliwy drow mógł znieść. Na szczęście krasnoluda, on, właśnie do takich należał.

- Nie chciałbym być w twej skórze, kiedy już Astaroth już z tobą skończy.

- Spokojnie mój przyjacielu, Astaroth nie jest dla mnie zagrożeniem, jedynie utrapieniem. Jeżeli poszedł po pomoc to tylko lepiej, by to całe robactwo zebrało się razem. Szybsze i pełniejsze zwyciestwo. - bezceremonialnie powiedział, po czym wstał z klęczek.

Podszedł z powrotem stąpając powoli, w kierunku jeziora. Jak bardzo irytował go haszakkiński kapłan ! Czemu bronił tego demona ? Ray'gi tego nie rozumiał i nie próbował zrozumieć. Czemu obarczał winą Ritha za śmierć Kissi'ego ? Żyli w świecie, w którym tak naprawdę istniało uosobienie zła. Nie byli to niegodziwi ludzie, ani chimery, nie był to nawet jego własny lud - mroczne elfy, istoty słynące z wielkiego okrucieństwa. Były to demony. Demony, dla których praca była korzystna, demony, których cele najczęściej wykraczały za granice ludzkiego pojmowania. Yohole Najczystsze zło, niepokalana ciemność, przez nikogo nieograniczona. Czy te stworzenia mogłyby istnieć bez mroku zalegającego w sercach innych ras ? Najprawdopodobniej nie. Czy są źródłem zła jak wiele niegodziwych ludzi lub drowów, czy może jego owocem, objawem zgnilizny przeżerającej serca zbyt wielu ? Ray'gi sądził, że chociaż one najpewniej by się z nim nie zgodziły chodziło o to drugie. I skądże, był kontent, bo nie dość, że były użyteczne, to jeszcze niektóre z nich były prawdziwym wyzwaniem. Astaroth. Wzruszył ramionami. Kto jak kto, ale ta imitacja demona, nie była wyzwaniem. Nie dla Ray'giego.

- Kejsi proszę nie patrz tam. To Ci nie pomoże. Już nie. Poza tym w tym świecie rządzi bladolicy. To on naprawdę jest temu winny. Możemy, co ja mówię ukarzemy go w końcu. Pamiętaj o Almakh i jej walce. Tylko Ona może dać ci siłę byś była dzielną chimerą !

- Krasnoludzie, myślałem, że kapłani nie próbują manipulować istotami rozumnymi, przynajmniej tak jest u nas, a wiem, że w wielu rzeczach, co dziwne, uważacie się za lepszych. - uśmieszek pojawił się na jego ustach - Czy nie łatwiej powiedzieć po prostu, że Kissi się wygłupił, a demon, Astaroth z nim skończył ? Za to w jaki sposób...! Nie każdy może się poszczycić śmiercią z rąk "samego" Astarotha...
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 04-15-2008 o 16:09.
Mijikai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 17:31   #609
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 1 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 41 680
To...było...!? Tobyłot-to...!?!!!
- KISSIIIIIIiiiiiiiiii!!! – zapłakała chimerka.
Zrobiło się jej słabo, zatoczyła się i omdlała w ramiona Barbaka, który pobiegł do niej.
- Kis.... – wydukała, omdlewając.

Miała sen. Straszny sen.
lastinn player

A gdyby ten sen... gdyby się... speł...
- KISSIIIII!!! – chimerka zawyła z przerażenia, wyrywając się z objęć snu, podrywając się półprzytomnie, pesząc zapewne Barbaka, który miał trochę zdumioną minę. – KISSI!!! – krzyczała przez łzy, próbując stanąć na nogach, które uginały się pod nią jak z waty, świat wirował, mglisty, pulsujący, gorący. – KISSI!!!
Już miała skoczyć, kiedy drogę zagrodził jej Wardoff i objął ją delikatnie.
- Kejsi proszę nie patrz tam. To Ci nie pomoże. Już nie. Poza tym w tym świecie rządzi bladolicy. To on naprawdę jest temu winny. Możemy, co ja mówię ukarzemy go w końcu. Pamiętaj o Almakh i jej walce. Tylko Ona może dać ci siłę byś była dzielną chimerą!
- Waldorff...! – zapłakała bezradnie, tuląc się do niego.
- Kissi się wygłupił – usłyszała słowa Ray`giego. - A demon, Astaroth z nim skończył. Za to w jaki sposób...! Nie każdy może się poszczycić śmiercią z rąk "samego" Astarotha...

Kejsi płacząc odwróciła się i uciekła. Chciała uciec, jak najdalej, jak najdalej, jak najszybciej! Wskoczyła na lodowy chodnik, gdy się skończył płynęła. Wskoczyła do swej lodowej windy i zjechała nią na samo dno, gdzie zwinęła się w szczelny, mokry kłębek i owinęła się kocim ogonem, chowając twarz w koszyczku z łapek.
- Kissi!... Wszyscy...! Genghi, Morcruchus, Kissi, Thomas!... D-dlaczego!? Almanakh… gdzie jesteś!? Oko Światła, dlaczego tego nie widzisz!?
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04-15-2008, 17:37   #610
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 3 Alaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 158 276
Legion. Z pewnością Waldorff znał Astarotha od dawna, bo nie sądził, żeby to imię zostało mu nadane bez powodu, niedawno.
Wykonał szybką analizę. Astaroth był Demonem, ale Ravist ani Tev nigdy nie zadawali sobie pytania jak powstał. Astaroth to Demon, czyli Legion był inną istotą. Skoro tak było, to znaczy, że Astaroth jest opętańcem.
Domysły potwierdzał czas, w którym Waldorff wypowiedział jego imię sprzed opętania, a mianowicie po przemianie Demona.
Wiedział już jak wyglądał Legion. Mógł również snuć domysły, że był człowiekiem i do tego szlachcicem, sądząc po wyglądzie.

Tymczasem na polanie działo się całkiem sporo ciekawych rzeczy. Nie zdążył nawet stworzyć huraganu, gdy Astaroth wysadził głowę Kissiego tak, że było to całkiem efektowne.
Z zainteresowaniem patrzył na kawałki czaszki, fragmenty mózgu. Gdzieś nawet wypatrzył oko. No cóż, ta chimera niewątpliwie zasłużyła sobie na to. Astaroth był po prostu pierwszy.
-Lepiej zweryfikuj swoją wspaniałą wiedzę o mnie-rzekł Astaroth, teleportując się, a Ravist podszedł bliżej, patrząc na bezgłowe ciało Kissiego bez cienia emocji.
-Nie chciałbym być w twej skórze, kiedy już Astaroth już z tobą skończy-rzekł Krasnolud.
-Spokojnie mój przyjacielu, Astaroth nie jest dla mnie zagrożeniem, jedynie utrapieniem. Jeżeli poszedł po pomoc to tylko lepiej, by to całe robactwo zebrało się razem. Szybsze i pełniejsze zwycięstwo-odparł Mroczny Elf, wstając z klęczek, sprzed ciała Kissiego.

Wobec wypowiedzianych słów powstawało jedno pytanie. Za kogo on się uważał? Za Boga?
Astarotha bał się nawet Rith, a może szczególnie on, więc za kogo uważał się Mroczny Elf? Skoro jest tak silny to czemu sam nie stawi czoła Rithowi, skoro Astaroth jest utrapieniem, a nie zagrożeniem?
Ravist wiedział jak Drow by odpowiedział. Rzekłby, że Rith przyda mu się żywy lub że to jest fragment jego planu.
Nie mniej jednak nawet dziecko wiedziałoby, że są to puste przechwałki oraz oczywiste kłamstwa mające na celu podbudowanie swojego nadszarpniętego ego.
Osobiście nie miał nic do Mrocznego Elfa, więc postanowił nic nie mówić ani go nie potępiać.

-Kejsi proszę nie patrz tam. To Ci nie pomoże. Już nie. Poza tym w tym świecie rządzi bladolicy. To on naprawdę jest temu winny. Możemy, co ja mówię ukarzemy go w końcu. Pamiętaj o Almakh i jej walce. Tylko Ona może dać ci siłę byś była dzielną chimerą!-rzekł Waldorff, starający się pocieszyć Kejsi, zaś Tygrys pokręcił głową.
-Należało mu się, a Astaroth był jedynie szybszy-nie zamierzał dodawać w tej sprawie niczego więcej.
-Krasnoludzie, myślałem, że kapłani nie próbują manipulować istotami rozumnymi, przynajmniej tak jest u nas, a wiem, że w wielu rzeczach, co dziwne, uważacie się za lepszych. Czy nie łatwiej powiedzieć po prostu, że Kissi się wygłupił, a demon, Astaroth z nim skończył? Za to w jaki sposób...! Nie każdy może się poszczycić śmiercią z rąk "samego" Astarotha...-odezwał się Mroczny Elf.
-Manipulacja istnieje tylko wtedy, kiedy istnieje przekonanie dotyczące sprzeczności w słowach lub czynach do próby zmiany zdania innej osoby, mające na celu własną korzyść. Sam zatem widzisz, że manipulacją to nazywać się nie może, chociażby dlatego, że Waldorff nie ma w tym żadnej prywatnej korzyści-powiedział od niechcenia, mijając wszystkich, by spojrzeć na, narysowane przez Kejsi, symbole.
Ledwie rzucił na nie okiem i rzekł:
-Są trzy. Ten, ten i ten. Podejrzewam jednak, że mają znaczenie tylko pierwszy i trzeci, gdyż jest tam trójkąt, czyli znak Bieli. Nie mylę się?-to powiedziawszy wskazał końcem Ilontha symbol pierwszy, trzeci i piąty.
-Nie ja jestem specjalistą od Bieli, więc zapytam: Co dają te symbole, gdyż nie znam ich znaczenia magicznego lub jeszcze innego? Co należy teraz zrobić?-zapytał Waldorffa i Barbaka. Oni mieli zdecydowanie większą wiedzę w tej dziedzinie.
Kejsi w tym czasie uciekła gdzieś. Cóż, w razie potrzeby będzie mógł ją znaleźć bez najmniejszych kłopotów.
Zapamiętał również, że musi porozmawiać z Krasnoludem.

~Dobrze. Zrobiłem to, co zrobić powinienem był. Teraz twoja kolej-powiedział Półelf, przeciągając się.
~Dobra, dobra, idź przepisuj księgi-warknął Tev.
~Tylko nie zburz wszystkiego, co zrobiłem do tej pory i panuj nad sobą!
~Zamknij się już!-krzyknął Tev, przejmując kontrolę nad ciałem.
 

Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 04-15-2008 o 17:45.
Alaron Elessedil jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[komentarze] Tacy jak ty 2 Almena Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 563 11-14-2007 10:52
Tacy jak ty 2 Almena Sesje RPG -Autorskie 1012 11-14-2007 10:49
[autorska] Tacy jak ty 2! Almena Archiwum rekrutacji 66 03-26-2007 10:07
[komentarze] Tacy jak ty Almena Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich 70 03-23-2007 20:03
Tacy jak ty Almena Sesje RPG -Autorskie 550 03-23-2007 19:59


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 10:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95