![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #641 |
![]() | Biegnąc na Rith’a Brbak próbował uczynić mu jakąś szkodę wiązką bieli, jak szybko dało się zauważyć równie dobrze mógł by próbować zabić słonia packą na muchy. Demonowi biel zaszkodziła tak samo jak packa mogła by zaszkodzić słoniowi. Trudno. Ork dostrzegł skinięcie Demona w jego kierunku, nie mogło oznaczać to absolutnie nic dobrego. Reakcja Orka była natychmiastowa i wprawny obserwator dostrzegł by iż przez chwile ork biegł do przodu przebierając już nogami w bok. Zakończyło się to oczywiście tyleż efektownym co i nieskoordynowanym przewrotem. Efekt był jednak osiągnięty. Kolumna, przy której znajdował się jeszcze przed chwilą zielonoskóry już leżała na ziemi, Barbak natomiast stał. Jeszcze stał. W chwili gdy uskakiwał całe jego ciało zostało ogarnięte przez podmuch wiatru charakterystyczny dla wszelkich walących się i ciężkich zarazem konstrukcji. Na jego ciele pojawiło się też kilka drobnych zadrapań. Nic jednak poważnego. - Lavender`s dog... – prychnął drwiąco Rith. YouTube - Within Temptation - What Have You Done (feat. Keith Caputo) Z chmury kurzu jaki wydobył się z pod zawalonej kolumny, niczym z opadającej mgły wyłoniła się postać orka. Jego oczy pałały rządzą krwi i mordu, z ust kapała piana jak u wściekłego zwierzęcia, po torsie natomiast spływała małymi strużkami krew. - Ju Toking tu mi?- Odparł niezgrabnie ork. I w jego umyśle zakwitał nowa myśl. Zdawał sobie w pełni sprawę, że nie posada dostatecznych narzędzi aby zagrozić temu przeciwnikowi. Można zatem użyć potęgi swego intelektu. Brabak uśmiechnął się maniakalnie do siebie i swoich myśli. Orki może i mądre przesadnie nie są. Potrafią jednak perfekcyjnie co innego. Coś co teraz może się przydać - Jak dotąd nie pokazałeś nic ponad gadanie, kozi bobku. Ork zwrócił się bezpośrednio do demona. [ - Coś mi się widzi, że poza gadaniem to nie potrafisz zbyt wiele pokazać. Zwarz kupo obornika na to, że twoje fajerwerki nie uczyniły nic wielkiego. Skrzydła odrosną, kości się pozrastają. A ty pożal się Palladie demonie skończysz już niedługo w kupie kompostu. Tam nawiasem mówiąc gdzie twoje miejsce. Dlaczego zapytasz? Wyobraź sobie że powiem Ci. Pomimo iż jedzie Ci z pyska tak bardzo, że jest to w zasadzie gorsze od wszystkiego co przed kilkoma chwilami zaprezentowałeś. Zastanów się czy nie lepiej było by walczyć z nami używając oddechu. Podusilibyśmy się na pewno zatęchła kupo gnojówki. Wracając jednak do tematu. Powiem ci Waść, żeś jest przegrany, że z taką aparycją jaką sobą prezentujesz mógłbyś startować w konkursie piękności wraz z trolijkami bagiennymi... ta sama klasa, ten sam rodzaj piękności... ten sam smród. To mówiąc Barbak zacisnął pięści i zmaterializowanymi w nich sztyletami cisną w demona. Zanim jeszcze sztylety doleciał dodał. Jakbyś założył efektowną minówkę, i wysmarował odpowiednią szminką dziób to nadawał byś się szybciej do wychędożenia niże do bitki. To co dasz buzi? Lubię takich ostrych brutali.Barbak uśmiechnął się lubieżnie co w połączeniu z toczoną pianą i krwią wyglądało wręcz makabrycznie. Ork miał nadzieje że ta tyraliera zwróci uwagę na niego. Chciał tego. Może w ten sposób wywalczy chwilę dla przyjaciół. Dla Waldorfa, aby się pozbierał, dla Kejsi żeby odetchnęła, dla Tev’a, Thomasa i Ast’a. Może to da im te potrzebne 10 sekund na oddech i na koordynacje działań. A potem... ork uśmiechał się szeroko. Palladine, idę do Ciebie! Szykuj flaszke dobregi spirytusu! Valgaavie staram się jak tylko mogę, miej to na swej uwadze! Przygotuj zatem zakąskę! Gdy tylko Demon w najmniejszym nawet stopniu zareaguje i zaatakuje Barbaka, ork od razu zasłoni się Pawężą Wiary i przyklęknie. Takie ustawienie przynajmniej teoretycznie nie powinni go przewrócić. Pawęż zaprze o posadzkę i własnym ciałem z całej siły naprze nań aby zrównoważyć siłę uderzenia. //Jeśli tylko Barbak będzie miał problem z jednoczesnym wezwaniem i sztyletów i pawęży, to zdecydowanie wybiera pawęż.// |
| |
| Reklama |
| |
| | #642 | ||
![]() | Kejsi pomimo potłuczenia wykonały popisowe salto, lądując za Rithem. Żywiołak wody po prostu rzucił się na wroga, rozbijając się na nim falą. Kejsi zmyślnie chciała zamrozić ową falę, by uwięzić w niej demona i unieruchomić, przynajmniej na jakiś czas. Pech. Jeden wielki pech. Już prawie, już prawie się udało! Kropelki wody zmrożone lodowatym wiatrem zaczęły zamarzać, zgodnie z planem, i... wtedy wszystko się zawaliło. Fala dotarła za daleko, ochlapała samą Kejsi, i nim chimera zdała sobie sprawę ze swej fatalnej pomyłki, jej łapki przymarzły do zamrożonego Żywiołak. Rith stał się niematerialny, umknął w ten sposób barierze lodu i zjawił się tuż przy chimerce, która bezradnie zapierając się nogami i wywijając ogonem rozpaczliwie próbowała oderwać swe przednie łapki od lodu. - Pozwól że ci pomogę – Rith chwycił ją za ramię. Kejsi zacisnęła powieki i krzyknęła płaczliwie świdrującym piskiem, nim spłonęła w wybuchu fioletowego ognia, zamieniając się w chmurkę popiołu. Wiatr. Rozwiał chmurkę popiołu, sypnął nią po waszych twarzach, abyście mogli dobrze zwęszyć zapach spalenizny. Pierścień Wiatru Lodu z brzdękiem uderzył o taflę wody i potoczył się po niej. - ZAMKNIJ SIĘ!!! – Rith w nieopanowanym szale wydzierał się na Astarotha. Nie pokonasz go. Takie jest twoje przeznaczenie... Mistress has chosen him not you!... Mistress is everywhere!… Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen-sjooovna...! - Ivjiiiidjiia haps…! - ZAMILCZ!!! STÓL PYSK!!! – histeryzował Rith, a jego histeria szybko urosła do rangi berserkerskiej wściekłości. W dłoni Ritha zabłysła niewielka, fioletowa kula. Zamachnął się, cisnął w Astarotha. Pocisk pomknął z prędkością światła. Hapsen-hapsen-sjooovna...! – wizg Astarotha zderzył się z nadlatującym pociskiem i zbił go z toru. Kula pomknęła dalej i znikła za horyzontem. Za kilka sekund powróciła, pojawiając się na horyzoncie po drugiej stronie ziemi! Świsnęła obok Astarotha, który wykonał błyskawiczny unik, i znów zniknęła. Powróciła po chwili, błysnęła na horyzoncie, a po chwili już świszczała blisko, bardzo blisko! Tev po raz kolejny zmuszony był przerwać kumulację Bieli do ataku, ten unik zniweczył atak, lecz ocalił mu życie. PSSSSSSTRIIIIINK!!! – fioletowa kula z metalicznym hukiem odbiła się od pawęży Barbaka. Pomimo, że ork klęczał i zapierał się ciężarem całego zielonego ciała na osłonie, uderzenie omal nie wyrwało mu pawęży z rąk, przesunęła orka po ziemi; Barbak sunął po tafli wody, czubek tarczy ze zgrzytem rysował powierzchnię akwenu, żłobiąc w niej głęboką rysę, niczym w lodzie. Barbak dzięki swej sile i aurze Świetlistości zbudowanej ze swej wiary i oddania Paladine`owi, zdołał utrzymać barierę i choć z trudem, wyhamował wreszcie. Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen-sjooovna...! Ork wychylił się na moment zza tarczy. Moment wystarczył akurat, aby cisnąc przyzwane, lśniące zielenią sztylety. Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen-sjooovna...! Ivjiiiidjiia hapsen-hapsen...! - MORDA W KUBE…!!! – Rith urwał i zakrztusił się aż. Jeden ze sztyletów wszedł po samą rękojeść w jego prawy bok, kiedy demon twarzą zwrócony był ku Astarothowi. Drugie ostrze wżarło się w prawe ramię wroga. Rith z sykiem bólu wyrwał otrze, prawa ręka opadła mu bezwładnie. Raygi; Fioletowa kula mknie prosto ku tobie....! Wpada, uderza... Uderza i... Ray`gi znika nagle w... kapeluszu?! [Ray`gi; - CZEGO CHCESZ NIE WIDZISZ ŻE JEJ SZUKAM?!?! – usłyszałeś wściekły wrzask.- Ten głos... To twój głos, prawda? Wołasz mnie! Ach! Wołasz mnie, idę, idę, kochana! Przed tobą zjawił się znany ci demon, Lidrael. Czy to ty, gdzie jesteś, twój glos, gdzie twój głos? Nie słyszę cię już! Odpowiedz!!! Nie, nie rozmawiaj z nim! – sapnął. – Tylko ze mną, wolno ci rozmawiać tylko ze mną!!! Oni nie maja prawa słyszeć twojego cudnego głosu, kochana, oni go nie lubią tak jak ja! Ja go kocham, czczę, mów do mnie, kochana, już zawsze, tylko do mnie! Cicho! – warknął na ciebie. – Peszysz ją!!!] Fioletowa kula ze świstem przeszła tuż ponad głowa Barbaka, który w porę schronił się za swą pawężą. Radość nie trwała jednak długo, gdyż orka dobiegł bolesny jęk Waldoffa i odgłos jego upadku. Kiedy ork obejrzał się, ujrzał dwarfa spoczywającego nieopodal, w kałuży krwi. Dzierżącego nadal młot w dłoni. Wściekły krzyk bojowy Thomasa zadudnił wokół. Bezskrzydły już, ale najwyraźniej wciąż Anioł, zaszarżował w zemście na demona. Cisza Błogosławiona cisza. Straszna cisza. Zimna cisza. Cisza. Nareszcie. ........i wina...... ........i cisza...... Cisza. Wahanie. Strach? Przebaczenie....tylko od jednej osoby.... - Słonko...? - Tak? - Jak to jest... umierać? - Nie wiem. - Wiesz, że śmierć... ma słodko-gorzki smak? - Dla demona...? Ta, którą się żywisz? - Myślisz, że dla istoty Bieli smakuje inaczej? Że smakuje w ogóle? Kiedy anioły płaczą, pada deszcz. Prawda? Kiedy anioły umierają... zachodzi słońce... prawda? Zachodzi na zawsze...? Wschodzi Czarna Zorza. Słońce nie wzejdzie już nigdy na twoim czarnym niebie Słońce nie wzejdzie nigdy nie ma Ciebie Zimna, Czysta, Kryształowa. Witaj Rozświetlaj Czarną zorzą co nocy Zakwitaj... Eloi, Eloi, lema sabachthani?!... Klinga Żywego Ognia, porzucona, upadła z brzdękiem na ziemię.
- Pożałujecie, że kiedykolwiek mieliście czelność wymawiać moje imię...! – warknął Rith. – I to nieprawidłowo!!! Wokół Ritha pojawiła się zasłona fioletowych płomieni, a w jej wnętrzu sylwetka demona gwałtownie urosła. Gdy płomienie opadły, ujrzeliście starego wroga w nowym obliczu. Coor the Shadow by ~perkan on deviantART - Stanęliście do walki ZE MNĄ bez Oka Światła?! – fuknął. – Bezbronni? Idioci!... Demon uderzył ogromną łapą w ziemię, a wokół, nieregularnie, wystrzeliły gejzery fioletowych płomieni, coraz więcej, coraz bliżej!....
__________________ I never cared before I met you ***Your Exel is my command! *** xD | ||
| |
| | #643 |
![]() | Kejsi, najwyraźniej wytrzymała pierwszy atak Ritha i wychodziła z wody. Nie spodziewał się po niej, że może wytrzymać tak silne uderzenie, a co dopiero móc się po nim poruszać. Gdy sam był w śmiertelnym ciele on sam po takim ciosie ledwo zdołał przestawiać nogi. Nie trwało to jednak długo i chimera została spętana przez własną falę lodu, a nim zdążył zareagować pojawił się przy niej Rith. Wiedział, co zaraz nastąpi, jednak był bezsilny. Było już zbyt późno, a jedyną pozostałością po Kejsi był rozwiany przez wiatr popół i pierścień, który z metalicznym dźwiękiem upadł na lód Śpiew Astarotha dekoncentrował Ritha, niszczył jego zwykłe opanowanie. Wściekłość, nieudolnie maskująca strach wypełniała jego przeciwnika. Najwyraźniej rozumiał, że jego czas nadchodzi, siłą odebrane dziedzictwo odejdzie a on sam przy odrobinie szczęścia zginie. Śmierć będzie szczęściem? Jak to możliwe? - spytałoby wielu. Tak, to będzie łaska. Jeżeli to on dotrwa do końca walki Ritha spotka o wiele gorszy los. Miał zamiar wyssać z niego całą demoniczną energię, wraz z amuletem oraz zostawić go przy życiu, w formie cienia. Doskonale pamiętał, co w Rasganie o nich czytał. Były one najniższą formą istnienia, bez najmniejszych szans odzyskania choć odrobiny mocy. Wieczność w braku nadzieji... Taki los miał mu zamiar zgotować! Mknącą ku niemu kulę energii zbił falą wizgu i choć ta zawróciła to za drugim razem zdążył wykonać unik. Kątem oka dostrzegł, że Tev również uniknął wrogiego pocisku. Przeniósł się do miejsca, gdzie zginęła Kejsi i podniósł z ziemi pierścień. Kto by pomyślał, że takie niepozorne, metalowe kółko jest w rzeczywistości tak potężnym artefaktem? Wsunął go delikatnie, na palec wskazujący lewej ręki po czym ponownie uderzył w Ritha falą wizgu. Ojczulek obrócił się w jego stronę, najpewniej by po raz kolejny bezskutecznie go uciszyć, gdy dwa celnie rzucone przez Barbaka sztylety zagłębiły się w jego śmiertelnym ciele. Niestety, kula energii ciągle atakująca kolejnych sojuszników trafiła Waldorffa, kończąc jego życie. Thomas, w szale rzucił się na Ritha jednak szarża okazała się bezskuteczna i również on oddał swoje życie A Astaroth miał kolejny dylemat. Trzech towarzyszy zginęło, a on mógł ocalić tylko jednego. I to był właśnie jeden z najtrudniejszych wyborów w jego życiu. Kejsi, którą osobiście wplątał w tę wojnę? Waldorffa, tego kórego znał najdłużej? Czy upadłego anioła, Thomasa który był jednym z niewielu, których mógł nazwać przyjaciółmi? Nie było czasu, by rozwodzić się dłużej - wybrał tego, którego już raz zawiódł. Nie mógł sobie pozwolić, by zdarzyło się to po raz drugi. Wyciąjnął prawą rękę przed siebie i pozwolił, by energia przepłynęła przez jego ciało. Dłoń Astarotha została otoczona błękitną poświatą, a gdy uniósł ją wyżej niewielka kula jakby znikąd zmaterializowała się w jego dłoni. Dusza. Nie na darmo zostałnazwany ,,Last Soulbreakerem". Schował ją bezpiecznie, w swoim wnętrzu. Niehc Thomas odpoczywa, bo jego życie jeszcze się nie skończyło. W końcu, kiedy oddawał swoje życie fioletowi, nieświadomie oddał mu również swoją śmierć. Pochylił się i podniósł również Żywy ogień, po czym wbił z całej siły ,,Miecz rozpaczy" w lód. W prawej ręce miał teraz ,,Smutek 14 wdów" a w lewej wiatr lodu i żywy ogień. Rith w tym czasie przybrał nową postać, jednak nie zrobiło to na nim wrażenia. Nie wygląd się liczył, lecz to co potrafił. Jak dotąd koncentrował się na unikach - najwyższa pora było przejść do ataku. Odpowiedział Rithowi - Bezbronni? Wola jest moją bronią, a Mistress jest moją tarczą. Przegrałeś! Ukorz się, póki jeszcze możesz! Prawdę mówiąc wiedział, ze Rith się nie podda. Byłby zawiedziony, gdyby tak zrobił, choć nie zmieniło by to niczego - zbyt wielu zabił, by mógł pozwolić mu żyć. Choć zazwyczaj traktował śmierć innych jak kolejny element rozgrywki odkrył, że tym razem każda z tych śmierci była dla niego osobistą stratą. Najpewniej był to cień ludzkich słabości, przywołany przez śmiertelne ciało jednak był silną motywacją. Miał zamiar dzięki byciu o krok do przodu przewidzieć następny ruch przeciwnika i zaatakować Ritha żywym ogniem. Miał nadzieję, że dusze obydwu artefaktów staną po jego stronie Do Thomasa, będącego w jego wnętrzu tak jak kiedyś do anielicy przekazał w myślach - Rozgość się... Przynajmniej na razie, dopóki nie znajdę ci zastępczego ciała
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| | #644 |
![]() | Nagle Kejsi rozpoczęła atak, ale załamał się on. W pewnym momencie chimera przymroziła łapy do swojego lodu, a Rith bezlitośnie to wykorzystał. Chimera spłonęła w wybuchu fioletowego ognia. Zapach spalenizny dobiegł do niego, zaś Ravist skrzywił się, lecz bynajmniej nie z odrazy. Ten Demon zabił ich towarzyszkę podróży. To było niewybaczalne. Pierścień zadzwonił przy upadku. Rith rzucił małą, fioletową kulką, którą Astaroth odbił, ale za chwilę powróciła z drugiej strony horyzontu. Szlag!-pomyślał Ravist, wiedząc co się wydarzy, ale czekał do ostatniej chwili, gdyż został zmuszony do przerwania próby przeniesienia Bieli, której było dwa razy więcej niż poprzednim razem. Kulka uderzyła w końcu w prawęż Barbaka, za którą się schował. Uderzenie było tak silne, że przesunęło go o ładny kawałek. Nagle Ork rzucił sztyletem, trafiając Ritha, który wyciągnął go, lecz prawa ręka zwisała bezwładnie. Kulka jednak leciała dalej aż trafiła Ray'giego, który zniknął jakby w kapeluszu. Pocisk jednak nie zakończył działania, gdyż świsnął nad Barbakiem i pomknął ku Krasnoludowi. Widząc to, Ravist próbował rozpaczliwie szybko utworzyć tarczę z Bieli przed Kapłanem, ale nie zdążył nawet zacząć, gdy Waldorff leżał martwy. Półelf wpadł we wściekłość, a Tev w furię porównywalną z huraganem dwunastego stopnia. Ten Krasnolud był jednym z nielicznych stworzeń, które mógł śmiało nazwać przyjacielem. Demon zrobił coś, czego nikt nie powinien próbować się odważyć, szczególnie w przypadku Rakszasy, zaś wykonanie czegoś takiego dwóm Rakszasom graniczyło z samobójstwem. Rith ośmielił się tknąć jego przyjaciela. Za to zarówno Tev jak i Ravist mieli zamiar go zniszczyć. Tyle było spraw, o których chciałby porozmawiać z Krasnoludem, ale nie było mu to dane. Nie mniej jednak silna wola Ravista wygrała z gniewem, przywracając spokój. Półelf wiedział, że nie tędy jest droga. Podczas złości popełnia się szereg błędów. Tak działo się w większości przypadków. Nagle Thomas również poległ, a Żywy Ogień uderzył o wodę. Kolejna osoba mniej, ale w prawym ręku Astarotha zmaterializowała się kula. Ravist domyślił się, że to dusza Thomasa. Astaroth ponadto podniósł Żywy Ogień i Pierścień Kesji. Tygrys miał zrobić to samo, ale wolał nie próbować. Nadal był niematerialny. Nie mniej jednak ostrza jego broni dorównywało Żywemu Ogniowi, więc miał swoje bronie, z którymi był bardziej obyty. Nagle wokół Ritha zapłonęły fioletowe płomienie, a on sam przemienił się w bestię, na którą Ravist zareagował jedynie uniesieniem brwi. Sam nie wiedział co Demon chciał przez to osiągnąć. Myślał, że ktoś się go przestraszy? Jeżeli tak to się potwornie pomylił. Dla Półelfa był jedynie dziwakiem. -Pożałujecie, że kiedykolwiek mieliście czelność wymawiać moje imię...! I to nieprawidłowo!!! Stanęliście do walki ZE MNĄ bez Oka Światła?! Bezbronni? Idioci!...-rzekł Rith, a Mag spojrzał na niego ze zdziwieniem. Bezbronni? Tego Rav by nie powiedział. Cóż, nie wiedział jeszcze co Rakszasa trzyma i jaka siła rośnie wewnątrz niego. Nagle do Ravista dotarło coś, czego nie brał pod uwagę. Coś, czego pominięcia nie mógł sobie darować. On i Tev byli jednym, ale osobowości pozostały. Są połączeni, ale mogą wykonywać niezależnie od siebie dwie różne czynności. Jak mógł na to nie wpaść?! Przecież właśnie na tym bazował przez cały czas, gdyż podczas, gdy Tev kierował ciałem, on pracował nad jego niematerialną częścią, czyli duszą, umysłem... Teraz jednak wiedział co zrobić. ~Tev, nie mogę przenieść bieli do środka Ritha. Trwa to za długo, a do tego muszę wykonywać uniki, które wszystko przerywają. Mam plan-uśmiechnął się tajemniczo. Nagle Rakszasie wyrosły dwie dodatkowe, niematerialne ręce. Czteroręki Tygrys dodatkowo uzbroił się w drugie ostrze, mając jedną rękę wolną. Chciał jednak zrobić jeszcze coś. Podleciał do ciała Waldorffa, hodując dwie dodatkowe ręce, najniżej, do których przełożył dawnego Asetha. -Wybacz druhu, że pożyczę to sobie-mruknął Rav, po czym chwycił oburącz Młot Krasnoluda. Dodatkowo wyjął również sztylet. ~Tak jak ustalaliśmy i trzymaj się tego-rzekł Półelf. ~Pokażę mu co znaczy wściekłość-warknął trzęsący się z furii Tev. Tev przejął kontrolę nad ciałem, mając do dyspozycji wzmocnione atrybuty oraz cztery bronie. -Zatańczmy!-burknął w furii. Rakszasa dysponował prędkością zapewne dorównującą prędkości Ihra podczas spotkania Teva właśnie z nim, zaś niematerialny Młot był lekki jak piórko. Rakszasa nagle zniknął nie tylko wzrokowo, ale też mentalnie oraz duchowo. Tak przynajmniej wydawało się będącym tu stworzeniom. Zamierzał podbiec do Ritha i ciąć go jego ostrzami nasyconymi Bielą, by zdezorientować przeciwnika, zaś Ravist próbował przenieść zgromadzoną Biel do środka Demona, żeby zniszczyć go ostatecznie...
__________________ Hołd najlepszemu człowiekowi naszych czasów. _______________________________________________ Nie zabieraj go... Proszę... |
| |
| | #645 |
![]() | - Dobra śmierć. Rzekł Barbak parząc na Waldorfa. Wiedział, że krasnolud znalazł się teraz w halach Miradine i że zapewne już popija wraz ze swym Bogiem z jakiegoś potężnego i nigdy nie wysychającego naczynia. Zazdrościł mu trochę. Uczucie ukłucia w sercu po starcie przyjaciela, z którym bądź co bądź zdarzył się już zżyć, uśmierzała duma z tego, że wypełnił On swoje przeznaczenie... w iście chwalebny sposób. Położyć głowę pod toporem losu nie jest żal w przypadku gdy wiemy że nasza śmierć ma sens. Dziwne, ale zdawać by się mogło że do śmierci Kejsi, Barbak powinien podejść tak samo. Tak jednak się nie stało. Mała chimera została bestialsko zamordowana, a w orku z tego powodu zagrały wszystkie pierwotne instynkty. Nie potrafił tego wytłumaczyć, nie potrafił określić dlaczego śmierć tej małej chimerki dotknęła go tak bardzo. Tak się jednak stało. Zaczął na głos przemawiać do Bogów: Palladine, patrzysz i nie grzmisz. Valgawie, Almanach, Moradine, Mistress. Tu umierają Tacy jak Ja. Przelewają swą krew w Waszym imieniu. Umierają z uśmiechem na ustach wdzięczni Wam, że mogli to uczynić w Waszym imieniu. Z Waszym imieniem na ustach....A WYYYYYY COOOOOOOO? MOŻE BYŚCIE RUSZYLI SWOJE BOSKIE RZYCI I NAM POMOGLI!!!! Barbak był rozżalony. Do krwi, piany, potu dołączyły teraz jeszcze łzy, jakie zielonoskóry hojnie wylewał za swych towarzyszy. Waldorff, Kejsi, Thomas martwi, Tev słania się na nogach. Astaroth na granicy wytrzymałości. I pośród nich ja. Jedyny nie tknięty przez ten pomiot. Okrutnie ze mnie drwicie. Oni są tacy jak Ja, zatem i mnie przyjdzie zginąć z ręki tej kreatury i uczynię to z prawdziwą radością. - Tevonrel’u. Jeśli dobrze zrozumiałem, starałeś się umieścić ładunek Bieli w tym demonie. Jak się domyślam spowodowało by to jego eksplozję... czy działa to w drugą stronę? Czy można umieścić ładunek chaosu w kimś związanym z bielą i tym samym spowodować wielkie....ork wydał siebie głośny odgłos eksplozji. Następnie spojrzał się na przyjaciela i zaczął poruszać głową to w lewo to w prawo.... i zaczął tykać. - Kończmy z tym pomiocie piekielny. Kończymy z tym wypierdku. Teraz będziemy tańczyć tak jak ja Ci zagram. Brabak zamknął oczy i wezwał w dłonie szable. Wierna broń pojawiła się natychmiast. - Niech gra muzyka. I wyrwał do przodu. Ork biegł w możliwie mało rytmiczny sposób, to przyspieszał to zwalniał, to skręcał, to wykonywał przewrót. Starał się za wszelką cenę zmylić przeciwnika. Starał się podejść jak najbliżej. Następnie zaatakował. - Tev, jak tylko będziesz gotów... nie krępój się.... |
| |
| | #646 |
![]() | Fioletowe płomienie huknęły wysoko w górę ognistymi fontannami. Gdy deszcz fioletowych iskier opadł, Astaroth, Barbak i Tev nadal trwali na polu walki. Żywy Ogień i Wiatr Lodu. Handuavhierienlivingfarej, bounder of Ivaneth, i Shinodaavengher, bounder of Almanakh. W rękach Ast i Arotha. Last soulbreakera. Wizja, o której wspominała Kejsi, spełniła się. Astaroth stanął do walki z Panem Mgieł. Bez Oka Światła. Biel stanęła przeciw chaosowi w rękach samego chaosu... Smoki krążące wokół zwlekały. Doskonale zdawały sobie sprawę z tego, co nastało. Rith fuknął głośno i znieruchomiał, zapatrzony w Astarotha. Nie drwal od niego wzroku, nie mrugając nawet białymi ślepiami. Nie odrywał wzroku, nawet wtedy, kiedy Tev rzucił się do ataku. Ostrza i młot Waldorffa przeszły przez niematerialne ciało demona jak przez powietrze. Rith po prostu stał, stał i patrzył na Astarotha, kiedy Tev próbował go zranić bronią i wiązką Bieli. Rith zupełnie go ignorował, w ciszy przypatrując się, wahając się, knując. Palladine, patrzysz i nie grzmisz. Valgawie, Almanach, Moradine, Mistress... Rith drgnał, przeniósł wzrok drążący w trzewiach na orka. - Kończmy z tym pomiocie piekielny. Kończymy z tym wypierdku. Slalomem poprzez gejzery fioletowego ognia. Podbiegasz do demona, dając znak Tevowi. Tev próbuje, próbuje znowu, jednak plan nie wypala i wściekły rakszasa wraca do prób zranienia wroga na własną rękę. Do bezowocnych prób. - You fool, you have no idea who Mistress is!!! – wycedzil przez zęby Rith do Barbaka. * * * . . :Glow: . . by =Dutch-Flower on deviantART - Invidiahapsemhapsensjovna, ivji thia hapsh enth enth ovna ifi thia hatsh enth hatshien ovhna… - szeptała bezgłośnie. - … - “ifi thia hatsh enth hatshien ovhna…” - …Proszę cię… - “zawsze walcz do końca”. - Wiem. Proszę. Wstań. Musisz wstac. - Ifi thia hatsh enth hatshien… - To nie ma znaczenia! Proszę cię...! Proszę. Spójrz. Glow by =kaboomachu on deviantART - Ifi thia… - Ćśśśśś. Ćśśśś, wiem. Widzisz? In The Eye Of The Begotten II by *neodecay on deviantART Ze smutkiem odwróciła głowę. - To nie ma znaczenia. Pozwolila ci istniec, nie dlatego, że pragnęła twej męki. Kochała cię. Ona potrafi kochac. Przysięgam. Proszę cię. Zamknęła oczy. Algebra...Floating Couch Remix by `smashmethod on deviantART - To nieważne. Proszę. Chodźmy. Rith musi umrzec. Po jej policzkach spłynęły łzy. - To moja wina. Wybacz. Nie wiedziałem. To przeze mnie. Proszę... * * * Barbak; Stanąłeś oko w oko z Rithem. Bez planu B. Na szczescie plan B zjawiłsie sam, zanim łapsko demona zdążyło cię zmiażdżyc. You are my light when I am in dark realms, Never to be extinguished nor muted By the waves of darkness that wash over And knock me hard earthward leaving me weak, Broken and crushed, to have cheer nevermore. You are my light when I am in dark realms. You are the love that heals my mortal wounds, Crystal light that washes across my eyes When I am fallen and lost on the field Of some glorious and distant battle. Like holy fragrant herbs your golden touch. You are the love that heals my mortal wounds. You are the armor in dangerous times, Warding off cruel blades and piercing arrows The claws of the dragon bounce harmlessly Off the cuirass woven from strands of heart. With you I do not fear the hard battle. You are the armor in dangerous times. You are my true blade in my noble quests, Strong and reliable, never to fail me. For times when love is my only weapon, Love, it is one stronger than all others, Banishing the dark and bringing the light. You are my true blade in my noble quests. You are my cloak in the swirling blizzards, The cold shall never sink its teeth into me As long as you are there to keep me warm. In my cloak made from love I can boldly Venture into frozen lands to bring calm. You are my cloak in the swirling blizzards. [by antese] Wokół orka pojawiła się świetlista poświata, która oparzyła łapę Ritha. - Lavender i Valgaav! – prychnął. – Głęboko wierzący, co? – ofuknął cię. – Zapewnię ci wizytę u samego Światła!!!... Demon lewitując uniósł się wysoko w powietrze, rozdziawił szczęki wydając z siebie potworny jazgot. Ogromna wielobarwna kometa zrodzona z energii amuletu Kaihi-ri wystrzeliła w waszym kierunku! Oj niedobrze...!!! A Lovecracking Bottleneck by `smashmethod on deviantART
__________________ I never cared before I met you ***Your Exel is my command! *** xD |
| |
| | #647 |
![]() | Tev błyskawicznie doskoczył do Demona, wykonując idealnie zgrany atak. Młot, dawny Ilonth i Aseth oraz sztylet równocześnie przecięły ciało Demona, jednakże przeszły przez niego. W tym samym czasie Ravist, widząc jak bronie bez szkód przechodząc przez niematerialne ciało Ritha, wypuścił małą wiązkę Bieli. Na próbę. Ten krok okazał się niezwykle słuszny, gdyż również ten cios nie przyniósł rezultatu. Tev postanowił spróbować jeszcze raz, ale również nie przyniosło to efektów. Ciął wściekle, stosując coraz to nowe cięcia oraz uderzenia. Nawet Ravist był pod wrażeniem tego, co Tev robił z broniami oraz jakie ataki wyprowadzał. Do Półelfiej głowy wpadł nowy pomysł. Był on oczywisty, lecz dużo pomysłów było genialne w swej prostocie. Być może ten również taki będzie. ~Tev! Tev! Spokojnie! Stop, stop, stop! Wycofaj się, niczego tym nie wskórasz. Możesz machać przez tydzień, a i tak nic z tego nie będzie-rzekł Ravist, zaś gdy Rakszasa chciał się na niego wydrzeć, szybko powiedział: ~Jeszcze go zaatakujemy, ale trzeba to zrobić z głową. Nie bezmyślnie. Bezmyślnie to można zjeść obiad, nie, zabić Demona. Do tego trzeba myśleć. Ja wiem co robić. Wycofaj się i zniknij ponownie-powiedział Pólelf. Tymczasem Tev ponownie zniknął w niewidzialności, wyczekując na odpowiedni moment. ~Zaatakujemy razem, kiedy nadejdzie czas. Zaatakujemy na mój znak i ani sekundy wcześniej. Mam już kolejny plan, w razie, gdyby ten nie wypalił-uśmiechnął się tajemniczo Rav. Obserwowali, czekając na odpowiedni moment, zaś gdy trafi się taki, Tev zaatakuje broniami, a Ravist Bielą, która dalej się gromadziła.
__________________ Hołd najlepszemu człowiekowi naszych czasów. _______________________________________________ Nie zabieraj go... Proszę... |
| |
| | #648 |
![]() | Charlotte pogrążona we wspomnieniach całkowicie zapomniała o swoich towarzyszach. Czytała pamiętnik i dostrzegała w nim swój gniew, swoje pismo... Wiedziała dobrze, że to ona, wiedziała, że przez te 600lat w jej życiu zaszły wielkie zmiany. - Spotykam się z Thomasem? Śśśśświetnie...ciekawe co jeszcze robiłam przez te 600lat... Sukuba zaczęła przeszukiwać cały pokój. Znalazła książki edukacyjne, takie z obrazkami, dla małych dzieci, ale i takie już poważniejsze. Te poważniejsze były o tematyce związanej z żywiołami świata bądź ze światem niematerialnym, z duchami. Inne, były o magii. Charlotte wiedziała, że to nie są jej książki. Znała siebie i zapewne nigdy czegoś takiego by nie kupiła...chyba, że dla kogoś... Zaczęła szukać dalej i znalazła obce pismo, łudząco przypominające jej. Było wypisane od początku do końca dwoma imionami: Charlotte, Thomas, zaś na samiusieńkim końcu dodane: i ja. Demonica przypomniała sobie o wszystkich zebranych informacjach no swój temat i na temat swojej rodziny. Wynikało z nich, że ojciec uciekał, a nie umarł, matka zaś była demonem, Charlotte miała romans z Thomasem i miała dziecko...ale czy miała dziecko z samym Aniołem?! Czy to możliwe?! W natłoku rodzących się wątpliwości Charlotte zakręciło się w głowie. Dała chwiejny krok w przód i niefartownie potrąciła książki leżące na biurku. Wszystko z hukiem runęło na podłogę. Kobieta schyliła się i zaczęła szybko zbierać wszelakie kartki, które wyleciały luzem z książek. Zaciekawiła ją jedna, na, której był akt urodzenia... Imię: Faya Matka: Charlotte Ojciec: Thomas Dopiero wtedy Sukuba uwierzyła we wszystko. Dopiero wtedy zrozumiała, że Thomas to nie jest zwykła zabawka. Nie wiedziała tylko, że jest już zbyt późno, na rozumienie. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie. Charlotte dojrzała w progu dziwną dziewczynę, mniej/więcej jej wzrostu, o rudych włosach i ... motylich skrzydłach?! - Och mamo! Wszędzie Cię szukałam! - powiedziała dziewczyna i klęknęła przed siedzącą na podłodze Charlotte i uścisnęła ją. - Faya? - spytała niepewnie Sukuba. - Mamo widziałam jak ktoś krzywidzi tatę, musisz mu pomóc, proszę!! - wyłkała dziewczyna ściskając mocniej Charlotte. Demonica oddaliła od siebie dziewczynę i spojrzała niepewnie w jej oczy. "Oczy Thomasa...takie dobre i pełne wiary..." - dostrzegła je i niepewności zniknęły. Kochała te oczy, mogła potrzeć w nie godzinami. Wstała z podłogi i pomogła wstać Fayi. - Musimy więc się spieszyć. Zaprowadź mnie tam, szybko. - powiedziała Sukuba a dziewczyna o motylich skrzydłach złapała ją za rękę i wyskoczyła przez okno, rozkładając swoje skrzydła. - - - * - * - * - - - Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się Charlotte i chwyciła Barbaka teleportując się z nim za plecy Ritha. - Witaj jestem Charlotte. Pamiętasz mnie? - rzekła słodko i uwodzicielsko uśmiechając się do zielonego. Sukuba przybrała niewidzialną postać i wbiła się w umysł Ritha przekazując mu myśli. Zabiją Cię...zabiją. Każdy o takim wyglądzie - ginie. Każdy o takiej duszy - ginie. Każdy kto jest Taki jak Ty - ginie... - szeptała mu w myślach starając się go zdekoncentrować, a gdy tylko jej się to udało stworzyła iluzję w której Iluzjonistyczna Charlotte pojawia się niespodziewanie przed nim i zaczyna go namiętnie całować. Sukuba nie wiedziała, czy Rith odporny jest na iluzję, ale miała szansę przekonać się o tym...
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< Ostatnio edytowane przez Nami : 04-27-2008 o 18:55. |
| |
| | #649 |
![]() | You fool, you have no idea who Mistress is!!! – wycedzil przez zęby Rith do Barbaka. - Oświeć mnie zatem zapchlony wieprzu. Twoje nowe Ja zdaje się jeszcze bardziej do. Ciebie pasować. Jeszcze bardziej, śmierdzące. To jak będzie z tym buziakiem... ork cały czas prowokował. Grad ciosów, wybuchów i wszelkiego co może się kojarzyć z walką spadł na orka. Mimo to on nadal stał. - Dzięki Ci Palladine, Dzięki i Wam Bogowie. Pozwólcie mi przeżyć najbliższy kwadrans, pozwólcie mi zabić Ritha! ********* Lavender i Valgaav! – prychnął. – Głęboko wierzący, co?Zapewnię ci wizytę u samego Światła!!!... - Jak do tej pory zachowujesz się jak ma ciotka niewydymka, cały czas obiecujesz i nic nie robisz. No to się doigrałem, pomyślał ork i pomknął do przodu. Wiadomym jest, że każdy atak (w tym również atak magiczny) musi mieć jakiś czas na osiągnięcie czy też może nabtanie pełni swej siły. Barbak postanowił możliwie zbliżyć się do Demona, aby uniknąć trafienia... i wtedy usłyszał głos - Witaj jestem Charlotte. Pamiętasz mnie? – rzekła niewiasta i uśmiechnęła się do niego... bardzo ponętna niewiasta z ponętnym uśmiechem. - Pozdrowiona bądź. Owszem pamiętam. W tej chwili ork był już za plecami Rith’a. Wymarzone miejsce na atak. Może atak jakim nie powinien się nikt szczycić, ale na Bogów, przecz walczymy z demonem. Szable orka zatańczyły. - Dzięki Złotko.- Rzucił jeszcze ork i zaatakował Demona. |
| |
| | #650 |
![]() | W momencie, gdy podniósł żywy ogień należący chwilę wcześniej do Thomasa Rith wypuścił w ich stronę swoją energię, powodując wybuch słupów fioletowego ognia. Jego atak, choć wydawałby się całkowicie przypadkowy miał swój pewien porządek, przez co gejzerów ognia udało się uniknąć. Żywy ogień zastąpił w jego ręku ,,Miecz rozpaczy", a na palcu wskazującym spoczywał pierścień - wiatr lodu. Miał na uwadze słowa Kejsi, gdy opowiadała mu o swojej wizji a także to, co powiedział mu Azmaer o tych sześciu wiekach, które minęły dla niego w sekundę przez amulet. Obydwie opowieści zgadzały się co do jednego - to jego alternatywne ja również posiadało Żywy ogień i Wiatr lodu, jednak przez brak Oka światła przegrało. Był jednak istotny detal, odróżniający sytuację z wizji od tej, która działa się teraz. Być może z punktu widzenia Ritha jak i większości demonów było to nieistotne, jednak dla niego znaczyło bardzo dużo. Wtedy walczył sam Rith, gdy zobaczył dwa artefakty w jego rękach zamarł w miejscu, ignorując przenikające przez niego ataki. ich spojrzenia spotkały się na chwilę i Astaroth zrozumiał jedno - obydwaj wiedzą, że z ich dwójki tylko jeden może wyjść żywy. I ten, kóremu się to uda zgarnie całą pulę. W powietrzu zawisło niewypowiedziane pytanie: kto? Czy Rith, planujący dojście do tej chwili zanim Blacker się narodził, przez tak długi okres zmierzając powoli i ostrożnie ku swojemu celowi czy on, który zniszczył więzy i pokonał ograniczenia, stawiając milowe kroki ku temu samemu celowi? Cierpliwość czy przebiegłość? Stary czy nowy fiolet? Posłuszeństwo przez przymus czy przez lojalność? Rith czy Astaroth? Niezależnie od wyniku coś się skończy, a rozpocznie się nowa epoka. Do kogo będzie jednak ona należeć? Barbak, orkowy wojownik którego nie zdążył poznać zaatakował Ritha. Nie był pewien, kim tak naprawdę jest jednak wiedział o nim jedno - skoro ufał mu Waldorff to on również mógł mu zaufać. Rith najwyraźniej miał zamiar go zabić, jednak stała się rzecz niespodziewana - aura otoczyła zielonoskórego chroniąc go przed przeciwnikiem i parząc go. Rith był najwyraźniej u granic swojej wytrzymałości, gdyż zdesperowany wypuścił w ich stronę pocisk złożony z czystej energii. Astaroth oczekiwał na ten moment. Teraz miało się wszystko wypełnić! Pozwolił, by cała jego wściekłość i nienawiść, gromadzone od lat w oczekiwaniu na tę ulotną chwilę w ciągu sekundy przekształciły się w ogromne pokłady fioletu, rozlewając się po całym jego ciele, wypełniając je do granic wytrzymałości. Energia Ritha, zdobyta podczas pierwszego ataku dopełniła kumulacji mocy i wtedy poczuł, że jest gotowy. Przeniósł się tuż obok Ritha gotowy, by raz na zawsze zakończyć jego egzystencję. Krzyknął do Teva i Barbaka - Wycofajcie się! Zaraz będzie bardziej niż gorąco! Niezależnie od tego, który z nich trafi drugiego, to był koniec walki. Jego cios, zadany żywym ogniem zabije przeciwnika, natomiast jeśli to Rith go trafi cała skumulowana energia zamieni się w potężną eksplozję. Ostatnią odrobinkę sił, które nie służyły mu do ataku ani do wysadzenia samego siebie przekształcił w zwierciadła chaosu, które miały ochronić pozostałą przy życiu dwójkę przed efektem eksplozji. Niech chaos mu sprzyja!
__________________ ,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę. W chwili potęgi pokaż swoją słabość" Sun Tzu, Sztuka Wojny |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [komentarze] Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 563 | 11-14-2007 11:52 |
| Tacy jak ty 2 | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 1012 | 11-14-2007 11:49 |
| [autorska] Tacy jak ty 2! | Almena | Archiwum rekrutacji | 66 | 03-26-2007 11:07 |
| [komentarze] Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 70 | 03-23-2007 21:03 |
| Tacy jak ty | Almena | Archiwum sesji Autorskich | 550 | 03-23-2007 20:59 |