Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie > Archiwum sesji Autorskich
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-22-2008, 17:49   #31
 
Rainrir's Avatar
 
Reputacja: 3 Rainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znany
$: 14 451
Dotarcie do brzegu zajeło im dużo czasu, ze względu na ładunek jaki mieli ze sobą, jak i próbe zachowania kompletnej ciszy.
Na prawo i lewo dało się wypatreć blaski, najpewniej ognisk, przy których stacionowały wojska obrony wybrzeża, co ułatwiało im robote.
Po przybyciu na brzeg, rozpoczeli prace przy rozładunku całego sprzętu.
Po dość ciężkiej robocie, choć nie skończonej, Karol usiadł na ziemi, by chwilkę odsapnąć. Poczuł, ze na czymś usiadł, i mimo iż uczono go, że jeśli mina na której się usiadło, nie wybuchła, nie należy z niej wstawać, to właśnie to uczynił.
Ku jego zdziwieniu to była butelka z jakimś trunkiem, albo czymś innym, przy świetle księżyca nie mógł się doczytać, dlatego schował ją do plecaka i powrócił do pomocy kompanom.
Rozpakując kolejną torbę, ujżeli na skraju plazy światło, które najpewniej dawała latarka.
Lekko przestraszeni, padli na ziemie, a po chwili usłyszeli, jak ten człowiek nawołuje po włosku "Giovanni", najpewniej kogoś szuka.
-Nie wstawać, chyba że ktoś zna włoski, równie dobrze może to być ojciec, szukający swego dziecka-rzekł szeptem Cydzik
 
Rainrir jest offline  
Reklama
Stary 02-22-2008, 19:07   #32
 
Estragon's Avatar
 
Reputacja: 0 Estragon jest na bardzo dobrej drodze
$: 2 910
"W końcu na brzegu, już ten brak gruntu pod stopami zaczynał mnie drażnić". Nedinović szedł za resztą, nie czując się jeszcze wystarczająco dobrze, by móc dzielić atmosferę euforii pierwszego sukcesu. Niestety, jak to bywa z takimi euforiami, bardzo szybko zamieniła się ona w problem.
- Giovanni, Giovanni!
Widok Włocha otrzeźwił go niemal natychmiast. Padł z resztą i zgodnie z poleceniam Cydzika nie wydawał z siebie nawet tchu. Odruchowo sięgnął po swojego Frommera i gotów do oddania strzału czekał na rozwój wydarzeń.
 
__________________
"Wystarczy przyjąć, że pi równa się 2 przecinek 89 i z
każdego koła można zrobić błędne koło".
Eugene Ionesco
Estragon jest offline  
Stary 02-23-2008, 08:12   #33
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 117 697
Byli na plaży... pierwszym i najtrudniejszym odcinku ich misji. Jeśli teraz się przedrą w głąb lądu... to szanse na wykonanie ich zadania wzrosną o wiele. James dał znak do przebierania się w niemieckie mundury: - Przebierajcie łachy... tylko cicho i żeby mi żaden nie zadzwonił bronią, nie chcemy mieć na karku obrony wybrzeża... - cicho szepnął, sam zaczął wyjmować łachy z torby. Szybko zmienił mundur amerykański, na szwabski mundur majora Wermahtu, stare ubrania spakował do torby.

Rozejrzał się co robiła reszta oddziału, też kończyli swoje czynności. Obserwował linię horyzontu, jakieś trzysta metrów przed nimi zaczynał sie pas wydm. To on był dla nich swoistym Rubikonem... muszą go sforsować niezauważeni.

"Giovani, Giovani" - wołanie włoskiego żołnierza, zmroziło kapitanowi krew w żyłach. Byli na otwartej przestrzeni, co prawda księżyc nie świecił zbyt mocno, ale prawdopodobieństwo ich wykrycia było duże. Makaroniarz niósł latarkę, zasłaniając światło rękom, mimo to i tak był świetnie widoczny w ciemnościach.

- Na ziemię - syknął cicho, ale instynktownie wyczuł, że to nie było potrzebne. Jego towarzysze byli doświadczonymi wojakami... już leżeli rozpłaszczeni na podłożu. - Nie róbcie nic, może sobie pójdzie... a jak nie to - wyciągnął z pochwy przy pasie kukri - trzeba go szybko i cicho sprzątnąć... Zostańcie tu, kapralu Finebaum, zajdźcie go z prawej strony, ja się podczołgam z lewej... w razie gdyby wszedł na plaże... zdejmujemy gościa... - ścisnął mocniej kukri w dłoni i powoli zaczął się kierować ku wejściu na plażę, badają grunt rękoma przed sobą. Karabin i zasobnik zostawił z Cydzikiem i Nedinowićiem, tylko by przeszkadzały. Pistolet z tłumikiem miał w kaburze... nóż był w tej chwili najlepszym sprzymierzeńcem.
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Stary 02-23-2008, 15:03   #34
 
Hermes's Avatar
 
Reputacja: 0 Hermes ma wyłączoną reputację
$: 2 724
Finabaum właśnie rozpinał worek ze sprzętem, kiedy dobiegł go głos Włocha.
-Giovani! Giovani!! Giovani!!! - Paul na chwilę zamarł w bezruchu, ale ciało zareagowało szybciej niż mózg. Rzucił się na ziemię, starając się nie narobić przy tym hałasu.
-....kapralu Finebaum, zajdźcie go z prawej strony, ja się podczołgam z lewej... - dobiegł go głos dowódcy. To właśnie miał zrobić. Ale on w odróźnieniu od kapitana wziął ze sobą worek i po omacku wyciągnął z niego pistolet i tłumik.
Zaczął się czołgać tak, aby zajść Włocha z prawej.
 
__________________
Si vis pacem, para bellum.
Hermes jest offline  
Stary 02-27-2008, 09:38   #35
Newsman
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 4 Hawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skał
$: 54 422
6 Lipca 1943 roku, Wtorek, 3:55, Sycylia

Żołnierze instynktownie rzucili się na ziemię gdy usłyszeli to nawoływanie. Przez chwilę leżeli nieruchomo czekając, aż ten tajemniczy osobnik sobie pójdzie. Po chwili zrozumieli, że do tego jednak nie dojdzie. O'Riley i Finebaum zaczęli odczołgiwać się od grupy starając się zajść Włocha z dwóch stron. Poruszali się najciszej jak potrafili. Teren, na którym się znaleźli był ich sprzymierzeńcem, obaj żołnierze zdawali sobie z tego sprawę. Nie powinni trafić na jakąś pękającą gałązkę, szeleszczące liście czy rozbite szkło ... jeżeli oni nie zrobią błędu, to ich wróg nigdy ich nie usłyszy. Jeżeli zrobią to tak jak tłumaczyli na szkoleniu facet może nawet nigdy się nie dowie co go zabiło. Szybka i bezbolesna śmierć, jeżeli się nie cofnie będzie mógł liczyć tylko na to.

Pozostali przy sprzęcie komandosi obserwowali swoich kolegów,dopóki ci nie znikli im z oczu. Obaj byli dobry, poruszali się wyćwiczonymi ruchami, bez żadnych pomyłek. Cicho jak duchy. Jeżeli ktoś raz stracił ich z oczu miał duży problem aby ich odnaleźć, pomagało tylko to, że wiedzieli na co mają patrzeć. Nie wiedzieli co się wydarzy. Słabe światło latarki nadal znajdowało się w tym samym miejscu, jednak ucichł krzyk ... nasłuchiwał? A może na coś czekał? W końcu światło zgasło i usłyszeli ciężkie wojskowe buty uderzające o drewniane schody.

Dwójka wysuniętych żołnierzy miała okazję lepiej przypatrzyć się całej sytuacji. Żołnierz zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać, przez chwilę wystraszyli się, że szuka ich. Tamten zgasił jednak latarkę, gdyby jej użył ... to ta misja mogła skończyć się, za nim na dobre się rozpoczęła. I nic by nie dały te wszystkie przebieranki, nic nie zdziałała by szaleńcza jazda drogami Egiptu. Jednak szczęście ... lub coś innego im sprzyjało. Wrogi żołnierz odwrócił się i wyszedł z plaży. Gdy tylko znalazł się na drodze skierował się dalej na wschód ... pewnie do kolejnej plaży. "Ciekawe czy kiedyś dowie się, jak blisko otarł się
dziś o śmierć" przeszło im przez myśl.

W tym momencie udało im się uniknąć przelewu krwi, wszyscy byli jednak pewni, że zanim ten dzień dobiegnie końca. Nim słońce, które jeszcze nie zaświeciło nad tą wyspą zajdzie chowając się za horyzontem, na ich "rękach" pojawi się krew Niemców i Włochów. Nie mięli żadnego wyboru, zdawali sobie sprawę, że to co tutaj robią może pomóc w czasie inwazji. Jeżeli im się uda, zginie mniej ich "kolegów", którym w zadaniu przypadnie zdobywanie tych plaż. Jeżeli odniosą sukces to tamci będą mieli o tyle łatwiej. Ogromna
odpowiedzialność. Jednakże byli na to gotowi, byli najlepsi. Dla nich liczyło się tylko i wyłącznie zwycięstwo.

Ich rozmyślania przerwał ryk silnika, jak jeden mąż zadarli głowy w górę, bojąc się, że to jakaś wroga maszyna patroluje wyspę. Gdy rozpoznali ten kształt ogarnęła ich radość. Hellcat!



Czyżby dowództwo przysłało im dywersję? Samolot wykonywał niskie przeloty, co chwila wykonując trudne manewry. Byli pewnie, że liczni żołnierze wyszli ze swoich "kryjówek" przypatrując się temu widowisku ... a może to tylko przypadek? Zdarzało się już tak. W końcu jeżeli akcja była taka tajna, ktoś mógł wysłać ten samolot na misję zwiadowczą. Jeżeli żołnierze wroga zajęci są obserwowaniem myśliwca, może im to tylko pomóc ... ale jeżeli ich to tylko obudziło?
 
__________________
We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling
Hawkeye jest teraz online  
Stary 02-28-2008, 20:12   #36
 
Rainrir's Avatar
 
Reputacja: 3 Rainrir wkrótce będzie znanyRainrir wkrótce będzie znany
$: 14 451
Tak niewiele brakowało. Naprawdę niewiele.
Gdyby ten Włoch nie wrócił, skąd przyszedł, najpewniej by zginął, przez co mogliby narzucić na siebie pościg.
Gdy wszyscy na chwilę zamarli w bezruchu, Karol podczołgał się do
Kapitana O'Riley'a
-Kapitanie, proszę o zgodę na zwiad i rozeznanie, postaram się wrócić za jakieś 10 minut-powiedział po cichu, patrząc na dowódcę.
Kapitan tylko kiwnął głową. Karol doczołgał się do skraju plaży, po czym wstał do pozycji lekko przykucniętej, po czym powoli oddalał się od drużyny, chowając za czym się tylko dało, ostrożnie przepatrując teren.
*Mam nadzieje że okolica jest spokojna*-pomyślał
 
Rainrir jest offline  
Stary 02-29-2008, 23:18   #37
Wasteland warrior
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 8 merill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodniemerill jest jak niezastąpione światło przewodnie
$: 117 697
James leżał rozpłaszczony na piasku, jakieś piętnaście metrów do nawołującego żołnierza. Nie posuwał się dalej, nie chciał ryzykować, że makaroniarz go wykryje, gdyby wszedł na plażę, musiałby przejść koło niego - wtedy spotkała by go śmierć. Szybka śmierć, kukri umieszczone między żebrami... usta zakryte dłonią, nawet nie wiedziałby co się stało. Włoch nawoływał jeszcze chwilkę... a potem odszedł. "Uff... mało brakowało" - kapitan odetchnął z ulgą. Gdzieś tam z jego prawej strony na ziemi leżał kapral Finebaum.

Poczołgał się w jego stronę uważnie obserwując światła latarni, zdradzające pozycje wrogich żołnierzy. - Kapralu niech pan sprowadzi pozostałych, mają być przebrani i uzbrojeni, teraz musimy się wydostać z plaży... lepiej żeby nic nas nie zatrzymało.

Czekał aż podoficer sprowadzi resztę grupy. Nie ruszał się z miejsca póki co... nie miał pewności, że przejście z wydm jest "czyste", makaroniarze mogli w końcu je zaminować. Po chwili wokół niego zebrała się drużyna, Cydzik miał za zadanie rozpoznać teren do wyjścia z plaży, lepiej nie ryzykować, że władują się na jakąś minę.

- Ja z kapralem Finebaumem pójdziemy na szpicy, Azariel ty zamykasz pochód. Uważać na sprzet, nie dzwonić mi zasobnikami i patrzeć pod nogi. Musimy się wydostać z plaży, potem postaramy się znaleźć jakiś środek transportu, albo spróbujemy dostać się piechotą w stronę lotniska. To nie jest daleko, jakieś 20 km. - instruował podwładnych, czekając aż powróci szeregowy Cydzik.

Nagle nad głowami usłyszał warkot silnika... samolot. Padli płaskiem na ziemię, kapitan obserwował ciemne kontury samolotu - Hellcat!!!"Co on tu do cholery robi?! Postawi na nogi wszystkich makaroniarzy i szkopów w promieniu 10 km!!!" - myślał gorączkowo.

- Musimy ruszać, teraz. Ten cholerny samolot zwiadowczy może ściągnąć nam na kark kłopoty. Przygotować broń i jazda za mną...

W duchu odliczał czas kiedy niebo rozświetlą salwy działek przeciwlotniczych wojsk obrony wybrzeża...
 
__________________
Rangers lead the way - 2 batalion Rangersów - 6 June 1944 - Omaha Beach
Tajemnice Czarnego Lądu - zapraszam do rekrutacji.
11844451 - moje gg.
Sobota: Wielkie odpisywanie!!!
merill jest offline  
Stary 03-01-2008, 21:05   #38
 
Hermes's Avatar
 
Reputacja: 0 Hermes ma wyłączoną reputację
$: 2 724
- Kapralu niech pan sprowadzi pozostałych, mają być przebrani i uzbrojeni, teraz musimy się wydostać z plaży... lepiej żeby nic nas nie zatrzymał - Paul usłyszał szept kapitana. Opuścił lufę pistoletu, na końcu której widniał tłumik. Włoch miał dużo szczęścia, ale oni również. Gdyby nie wrócił do jednostki to ich zadanie stałoby się dużo trudniejsze. Skulony wrócił do reszty oddziału.

-Przebierać się i łapać swoje graty. Zmykamy stąd. Stare rzeczy zrzućcie tutaj na kupę i jazda do kapitana - Paul sam już zdejmował stary mundur i szybko przebrał się w mundur niemiecki. Nóż i Browninga wrzucił do plecaka a resztę broni sprawdził i załadował, chociaż najgorsze co mogli teraz zrobić to wdać się w strzelaninę. Sprawdził czy w zamku MP40 nie ma piasku, włożył magazynek i zarzucił go sobie na ramię.

Cydzik odszedł na zwiad, ale coś trzeba było zrobić z pontonem i starymi mundurami.
- Azariel, pozbądź się pontonu i nie obchodzi mnie jak. Zatop, schowaj, wszystko jedno. Byle go nie znaleźli.
Sam wykopał szybko dół, wrzucił tam mundury i worki po sprzęcie i jeszcze szybciej zakopał.

Dopiero wtedy dołączył do reszty zespołu. Kapitan właśnie mówił:
- Ja z kapralem Finebaumem pójdziemy na szpicy, Azariel ty zamykasz pochód. Uważać na sprzęt, nie dzwonić mi zasobnikami i patrzeć pod nogi. Musimy się wydostać z plaży, potem postaramy się znaleźć jakiś środek transportu, albo spróbujemy dostać się piechotą w stronę lotniska. To nie jest daleko, jakieś 20 km.

-Kapitanie, dwie osoby na szpicy to o jedną za dużo. Pan powinien, za przeproszeniem, dowodzić, a moją rolą jest wystawiać się na wabia
- uśmiechnął się Finebaum.

Nagłe pojawienie się samolotu zmusiło wszystkich do działania. Paul ruszył pierwszy mając nadzieję, że teren nie był zaminowany.
 
__________________
Si vis pacem, para bellum.
Hermes jest offline  
Stary 03-05-2008, 15:01   #39
 
Estragon's Avatar
 
Reputacja: 0 Estragon jest na bardzo dobrej drodze
$: 2 910
"No tak, zawsze można liczyć na swoje dowództwo, po co u diaska ten samolot?!", poprzeklinał pod nosem kilka razy Milan, po czym dla pewności przejrzał jeszcze raz, czy czegoś przypadkiem nie zostawił.
- Cóż, panowie, nie pozostaje nam nic innego jak iść przed siebie. Kapitanie, jeżeli uda nam się zdobyć jakiś pojazd, nasze szanse wzrosną diametralnie. Gdzie tutaj jest najbliższe miasteczko? Tam na pewno da się coś wykombinować, legalnie albo mniej grzecznie. Panie Finebaum, proszę uważać z przodu, jak coś się panu stanie - jesteśmy zgubieni - uśmiechnął się przyjaźnie do Paula i ruszył na pomoc w kopaniu dołu, pociągnowszy łyk z manierki.
- Może warto by zobaczyć dokąd poszedł ten Włoch? - Nedinović rzucił w eter kopiąc wraz z Azirelem.
 
__________________
"Wystarczy przyjąć, że pi równa się 2 przecinek 89 i z
każdego koła można zrobić błędne koło".
Eugene Ionesco
Estragon jest offline  
Stary 03-08-2008, 16:07   #40
Newsman
 
Hawkeye's Avatar
 
Reputacja: 4 Hawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skałHawkeye jest jak klejnot wśród skał
$: 54 422
6 Lipca 1943 roku, Wtorek, 4:15, Sycylia

Cydzik bardzo ostrożnie ruszył do wyjścia z plaży. Najostrożniej jak potrafił przeszedł po drewnianych stopniach prowadzących do normalnej drogi. Nie było to łatwe, szczególnie w podkutych gwoździami niemieckich butach wojskowych, jednakże przy krążącym nad ich głowami samolotem, nikt nie powinien go usłyszeć.

Droga, była wyłożona dużymi płytami. Czołgi oraz ciężki sprzęt mógł spokojnie po nich przejechać, aby dostać się na plażę. W najbliższej okolicy nie było widać, żadnych ludzi. Rozglądając się w prawo zobaczył jakieś 200 metrów od siebie sylwetkę bunkra. W oddali na lewo majaczyły domy mieszkalne, zapewne wioski. Na wprost jakieś 150 metrów stał namiot z jednym stolikiem. Cydzik ostrożnie podszedł pod ten prowizoryczny posterunek.

Wokół stołu leżały 4 przewrócone w pośpiechu krzesła, na stole leżała rozrzucone karty, dwie manierki oraz gramofon, z którego dobywała się muzyka.

Karolowi wydawało się, że kiedyś już gdzieś słyszał tą piosenkę, nie potrafił sobie jednak skojarzyć gdzie. Rozejrzał się w poszukiwaniu żołnierzy, którzy zajmowali ten posterunek, jednakże nigdzie nie było ich widać. Odwrócił się na pięcie i powrócił do swoich kompanów.

Minęło trochę więcej niż 10 minut, ale w końcu Szeregowy Cydzik powrócił do reszty komandosów, po zdaniu krótkiego raportu ustawił się zgodnie z rozkazami O'Rileya i cała grupa wyszła z plaży.

Niedługo potem ich oczom ukazał się ten sam widok, który wcześniej miał okazję podziwiać Polak. Nedinović spojrzał w górę i zobaczył, że samolot zaczął oddalać się w inną stronę wyspy, wkrótce nie słyszeli ryku jego silnika. Zapadła cisza, od której wszystkim aż dzwoniło w uszach. W końcu odezwał się Finebaum

-Spójrzcie - pokazał na horyzont, gdzie powoli słońce budziło się do nowego życia. Ciemna noc zaczęła zamieniać, się w różowy poranek. Na szkoleniu było mówione, o tym że na tych szerokościach słońce potrafi zajść lub wzejść w zastraszającym tempie. Czyżby nawet natura chciała im dzisiaj spłatać figla.

W ciszy usłyszeli słowa piosenki "This is the Army Mister Jones,No private rooms or telephones,You had your breakfast in bed before,But you wont have it there any more.".

Finebaum spojrzał zdziwiony na posterunek i gramofon, o którym mówił Karol. Płyta Glenna Millera? Tutaj? Przemykając się komandosi dotarli do porzuconego przez żołnierzy namiotu. Droga prowadziła dalej, aż za horyzont. Kapitan rzucił okiem na kompas, wydawało się, że właśnie ona poprowadzi ich do pierwszego celu.

Tymczasem Nedinović zauważył leżący w krzakach karabin, dobrze znał ten model Caranco 91 wyprodukowany jeszcze pod koniec 19 wieku.


Tylko gdzie może być jego właściciel?
 
__________________
We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling
Hawkeye jest teraz online  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Komentarze] Psy Wojny Hawkeye Archiwum sesji Autorskich 66 04-11-2008 14:50
[Autorski] Psy Wojny Hawkeye Archiwum rekrutacji 47 01-19-2008 23:23
W świecie wojny Asshilis Archiwum sesji DnD 8 07-02-2006 17:10
W świecie wojny Asshilis Archiwum sesji DnD 40 03-18-2006 10:16
W świecie wojny Asshilis Archiwum sesji DnD 19 03-06-2006 11:42


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 16:21.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110