![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #31 |
![]() | Hans de Bule Szukając jakiejś bezpiecznej kryjówki dostrzegłeś jakiś ciemny kąt w którym znajdowały się stare i puste beczki. Uznając to za dobrą kryjówkę schowałeś się za nimi w cieniu. Dobrze ukryty mogłeś w spokoju obserwować okolicę. Usłyszałeś jak ktoś wychodzi na zewnątrz. Ze swojej pozycji ozbaczyłeś rycerza który kierował się do stajni. Po chwili wyszedł prowadząc dwa konie. Jednym z koni był czarny ogier, a drugim brązowa klacz. Poprowadzone zostały pod katedrę i tam zostawione. Rycerz podszedł bardzo blisko twojej kryjówki. Skrycie wyciągnął fioletowy flakonik i sztylet. Odkorokował flakonik i zanurzył w nim ostrze. po wyciągnięciu ostrza zakorkował flakonik z powrotem i schował go z powrotem pod płaszczem. Wtedy usłyszałeś jak otwieraja się drzwi. Rycerz schował sztylet i spokojnym krokiem ruszył do wejścia. Zaraz po tym usłyszałeś głosy: - Gdzieżeś był Zygfryd? - Potrzebę załatwić musiałem. Zaraz po tym skupiłeś wzrok na tych którzy wsiadają na konie. Był jeden młodo wyglądający mężczyzna z czerwoną peleryną na plecach i eleganckich sztach. Jego krótkie, czarne włosy opadały nieco na czoło. Twarz była gładka i piękna jak u elfa. Taka twarz miał też drugi mężczyzna. Chociaż tutaj to nie było nic dziwnego. Mężczyzna był elfem. Falwick jeszcze powiedział do człowieka: - Pamiętaj Nostridzie o swojej obietnicy. I pamiętaj, że przybędziemy parę minut póżniej. - Niech tylko Zygfryd eskortuje mojego towarzysza do Protektora. Potem muszę udać się do Blaviken. Mam tam stare porachunki z tym dziadygą Stregoborem. - W porządku. Zygfryd. Weż konia i jedźcie. Zygfryd wrócił do stajni i wziął kolejnego konia. Zauważyłeś na jego twarzy szyderczy uśmiech. Dołączył do reszty i zaraz po tym pojechał z dwójką tajemniczych postaci. Falwick i inni rycerze wrócili z powrotem do katedry. Dratgar Po wejściu do pokoju użyłeś zasuwki aby zamknąć drzwi. Potem rozejrzałeś się po nim. Nie był zbyt duży ani zbyt umeblowany. Koninek, łóżko z ciepłym kocem, okno i mały stolik z krzesłem to było wszystko co znajdowało się w tym pokoju. Były jeszcze drzwi do drugiego pokoju. Byłeś jednak tak zmęczony, że nie patrzyłeś na żadne niewygody. Po prostu runąłeś na łóżko natychmiast zasypiając. Wszystkie twoje sny zostały nagle gwałtownie przerwane przez rękę która zacisnęła się na twoim gardle. Otworzyłeś oczy i zobaczyleś jakiegoś obdartusa w kapturze. trzymał on wręku sztylet i mówił pod nosem jakieś dziwne słowa których zrozumieć nie mogłeś. Zrozumieć mogłeś tylko to, że teraz musiałeś szybko zareagować. Swój miecz położyłeś tuż obok łóżka na stoliku, ale nie mogłeś go dosięgnąć. Kiedy spojrzałeś na okno zauważyłeś, że jakoś dziwnie jasno na zewnątrz. Wtedy zrozumiałeś, że całe miasto się pali. - Na chwałę Talona. Z tymi słowami morderca chciał wykonać śmiercionośne pchnięcie. Reszta Wszystkich was z drzemki wyrwały jakieś dziwne hałasy dochodzące z zewnątrz i pokoju Dratgara. Za oknem dostrzegliście płonące domy i ludzi którzy próbowali je gasić. Mimo dużych ilości wody pożar i tak nie ustawał. Cały czas się rozprzestrzeniał. Wyglądało na to, że niedługo zajmie się nawet karczma. Co do Dratgara to pewnie zabawiał się z jakąś prostytutką. Takie wam naszło pierwsze skojarzenie. Potem usłyszeliscie karczmarza na korytarzu drzącego się tak, że prawie popękały wam bębenki. - Ludzie. Ratujcie się. Ci z "Sekty" podpalili miasto. Potem szybko zbiegł na dól korzystajac z własnej rady. Kolejny hałas i cisza. Po chwili słyszeliście kroki które raczej nie należały do karczmarza. Na dodatek te kroki zbliżały się do waszych pokoji. Po wyjrzeniu za drzwi spostrzegliście kilku zakapturzonych, podejrzanie wyglądajacych ludzi którzy trzymali w rękach miecze. Raczej nie mieli przyjaznych zamiarów. |
| |
| Reklama |
| |
| | #32 |
![]() | Hans wstał z kryjówki dopiero gdy upewnił się, że nikt go nie widział ani teraz nie zobaczy. Wstał i poszedł w kierunku w którym była karczma w tej chwili było mu obojętne która czy ta w której był czy jakaś inna. mimo, że gorączkowo myślał nie tracił czujności. "Zakon Białej Róży to mordercy? Używający trucizn? Słyszałem, że są zniewieścieli i żeby się tam dostać potrzeba tylko pieniędzy ale, żeby tak niehonorowo. A ta dwójka nieznajomych elf i człowiek albo mieszaniec, kumają się z Falwickiem i Protektorem. Kim jest ten protektor? Niby potężny i wpływowy a wdaje się w burdy po barach. Falwick zdawał się go nie lubić a teraz rozmawiał z jego kamratami, dziwne." Rycerz położył rękę na rękojeści długiego jeździeckiego miecza niemal odruchowo. Był gotowy do ewentualnej walki.
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP |
| |
| | #33 |
![]() | Gusni zerwał się słysząc krzyki, wrzaski i inne hałasy. Chwytając topór zrozumiał, że coś się dzieje na zewnątrz. Dojrzał do okna i zobaczył o co chodzi. Miasto paliło się, a mieszkańcy starali się na siłę to gasić i ratować, co było do odratowania. Gusni założył swoje rzeczy w pośpiechu. Za chwilę jednak usłyszał krzyk karczmarza, następnie kroki... Nałożył hełm i powoli wyjrzał za drzwi. Kilku zakapturzonych osobników z mieczami... "Nieładnie..." pomyślał Krasnal. Krasnolud nie był pewien, czy zaatakować i liczyć, że pozostali zdąża go wspomóc, czy poczekać, czy spróbować się wypytać o co chodzi. Postanowił czekać, gotowy na wszystko na rozwój wypadków. Lepiej nie ryzykować na darmo... A jak będą chcieli guza, to go dostaną. Chwytając mocno topór Gusni odsunął się dwa kroki od drzwi cały czas w gotowości, słuchając co się dzieje. |
| |
| | #34 |
![]() | Peterus: "Co się dzieje"-Peterus patrzył na światło wpadające do pokoiku przez malutkie okienko. "Ci z "Sekty" podpalili miasto."-Jaka sekta do cholery- wycedził do siebie pod nosem, po czym wstał i nałożył na siebie szybkim ruchem płaszcz. Usłyszał głosy walki z parteru i powolne kroki na piętro. "To na pewno nie karczmiarz"- wychylił się i zauważył zakapturzone postacie zmierzające do ich pokoju. "Ooo czyżby rodzinka już się po mnie pofatygowała?? Raczej nie oni zrobiliby to jakoś delikatniej."- pomyśał. Wyjął miecz i kopnął w drzwi by efektownie się otworzyły. -"Raz się żyje"-wymamrotał pod nosem, po czym wyskoczył zza progu i szybkim susem chciał doskoczyć do pierwszego napastnika. Trzymał miecz w prawej ręce na wysokości pasa, ostrzem do dołu. Miał zamiar, gdy dostanie się do najbliższego wroga wykonać cięcie w górę, połączone z piruetem. po czym odskoczyć i przyjąć obronną pozycję przed możliwym kontruderzeniem. Był to trudny manewr który wykonywał wiele razy w swym wampirzym życiu, miał nadzieje że alkochol który płynął w jego żyłach nie spowoduje błędów w jego "wojennym tańcu" oraz że ktoś ruszy mu z pomocą, sam być może dałby radę normalnym żołnierzom, ale Ci na takich nie wyglądali.
__________________ "Człowiek jest niczym iskra w ciemnościach. Obyśmy wszyscy rozpromieniali ją wiecznym światłem" "Victorus aut Mortis" |
| |
| | #35 |
![]() | Namariel obudził się, gdy usłyszał krzyki karczmarza. Jego sen był czujny, w końcu nie raz zdarzyło mu się spać w dziczy, gdzie twardy sen najczęściej oznacza śmierć. Teraz jednak sytuacja była trochę inna. Ludzie z sekty podpalili miasto ? To było co najmniej dziwne. Jacyś zakapturzeni ludzie szturmują karczmę. Wstawać kurwa! - rzucił do tych, którzy jeszcze nie wstali. Niestety nie miał czasu, żeby założyć zbroję, więc porwał tylko łuk, kołczan i miecz, a następnie rzucił się w stronę drzwi. Z sąsiedniego pokoju usłyszał hałasy. Ten pieprzony wiedźmin chędoży dziwkę. Niedoczekanie. Wstawaj, pali się, szturmują karczmę ! - wołał waląc w drzwi. Gdy stanął na schodach mógł wreszcie zobaczyć napastników. Kilku zakapturzonych ludzi z mieczami. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Gusni czekał na rozwój wypadków, a Peterus rzucił się do walki. Namariel wyćwiczonym, opanowanym do perfekcji ruchem wziął strzałę, napiął cięciwę i przymierzył celując w najbliższego z przeciwników. Gdyby podeszli zbyt blisko obok nogi zawsze leżał miecz. Mężczyzna zwolnił cięciwę. Leć, by zabić. - pomyślał wypuszczając strzałę. |
| |
| | #36 |
![]() | Dratgar nie wiele myśląc, a jeszcze mniej mogąc, dość opanowany jak na taką sytuację, chciał złożyć znak Aard, lewą dłonią, drugą sięgając po miecz, przy pomocy silnego szarpnięcia ciałem. Jeżeli udało mu się uwolnić, z rąk napastnika, przygniata go do ściany i trzymając miecz przy gardle krzyczy mu w twarz. -Kim ty, do diabła jesteś kto ci kazał...!!! W tym momencie ujrzał, przez okno co się dzieje w mieście i uznał za zbędne zadawanie więcej pytań i chciał wyrzucić napastnika przez okno... W przypadku gdy nie udało mu się powstrzymać cięcia, chciał szarpnąć ciałem tak aby przyjąć sztylet w najmniej śmiertelne miejsce. Z trucizną ewentualną sobie poradzi, byle nie uszkodzić ważnych organów wewnętrznych.
__________________ Amatorzy zbudowali arke noego a profesionaliści Titanica... |
| |
| | #37 |
![]() | - To zatańczmy... - wymamrotał przez zęby, do siebie Gusni widząc reakcję Peterusa i wyskoczył z toporem w rękach z zamierzeniem zaatakowania najbliższego wroga. Wszystko działo się szybko. Peterus bardzo szybko zareagował, przez co Gusni długo nie czekał na rozwój wypadków. Nie było wiele miejsca, krasnolud musiał o tym pamiętać, władanie, dwuręcznym toporem nie jest proste na niewielkiej przestrzeni, jednak trafione ciosy nie należały do najciekawszych z punktu widzenia ofiary. W razie wypadku Gusni miał jeszcze w prawej cholewie sztylet zdatny do użycia. "Trzeba szybko to załatwić..." - pomyślał. Ogólnym zamierzeniem Krasnoluda było rozsiekanie jak najwięcej bandytów. On nigdy nie okazywał litości wrogom i nie lubił trzymać zakładników. Zbyt dużo w tym zachodu. Jednak to co zrobią inni nie do niego zależało. Krasnolud po prostu dbał o swoje życie. Nie miał zamiaru umierać od ostrza takich "dupków", ani od ognia. |
| |
| | #38 |
![]() | Dratgar Jedną ręka nie mogłeś wykonać znaku Aard, ale za to udało ci sie chwycić miecz. Szarpnąłeś się na tyle mocno, że zrzuciłeś zabójcę z siebie. Zabójca uderzył o podłogę i próbował wstać, ale Dratgar nie dał mu szansy. Wiedźmin zeskoczył z łóżka i przydepnął napastnika. Następnie brutalnie go podniósł i pchnął na ścianę. Przycisnął go przykładając miecz do gardła. Zaczął zadawać pytania. Widząc jednak co się dzieje za oknem chwycił zabójcę i wyrzucił go przez okno. Pokaleczony zabójca wpadł prosto w ogień. Z płomieni dobiegł przeraźliwy krzyk. Wiedźmin jednak się nim nie przejął. Za to musiał się przejąć zapaloną pochodnią która została ciśnięta do pokoju przez rozbite okno. Podłoga zapaliła się natychmiast. Ogień rozchodził się w szybkim tempie po całym pokoju. Dratgar nie miał wyboru jak tylko zabrać swoje rzeczy i w pośpiechu wyskoczyć na korytarz. Gusni, Namariel, Peterus, Dratgar Peterus wyskoczył jak strzała. Doskoczył do zaskoczonego bandyty i cięciem w górę rozorał mu twarz. Bandyta upadł na ziemię. Jednak następny był już o wiele szybszy. Nim Peterus wykonał piruet został pchnięty w lukę pancerza. Nagle pchnięcie sprawiło, że utracił równowagę. Prawie się przewrócił co wykorzystać chciał następny napastnik. Nie zdążył. Namariel pojawił się nagle. Strzała pomknęła do celu wbijając się w czaszkę. Trup głucho upadł na podłogę. Trzeci już wcześniej odskoczył, ale wtedy wpadł na niego z impetem Gusni. Pierwszy potężny cios krasnoluda został zablokowany z wielkim trudem. Siła pchnęła zakapturzonego na ścianę. Krasnolud jednak nie poprzestał na tym. Kolejny cios który został sparowany, ale kosztem meicza który po prostu się złamał. Widocznie nie był najlepszej jakości. Przeciwnik popatrzył z przerażeniem na złamany miecz i krzyknął: - Czekajcie. Mam... Gusni nie dał mu dokończyć Głowa naapstnika uderzyła o nogę Peterusa. Sądząc po twarzy był to półelf. Wtedy też na korytarz wybiegł Dratgar. W jego pokoju zobaczyliscie ogień który cały czas się rozprzestrzeniał. Nie było raczej czasu na konwersację. Musieliście szybko uciekać. Namariel mimo pośpiechu zabrał dziwne amulety które nosili na szyi zakapturzeni. Zbiegliscie po schodach na dół. Przy schodach leżały zwłoki karczmarza. Kiedy wybiegliście z karczmy na zewnątrz zobaczyliście, że przed płonącymi domami klęczeli jeszcze inni zakapturzeni. Wyglądali jakby byli w jakimś letargu. Łącznie były jakieś 34 osoby. Każda z nich miała przy sobie miecz. Hans de Bule Wracałeś sobie spokojnie do karczmy próbując przetrawić zdobyte przed chwila informacje gdy nagle zobaczyłeś pożar w oddali. Paliła się cała dzeilnica. Wielu ludzi wybeigło na ulicę i próbowało gasic ogień z lepszym lub gorszym skutkiem. Zacząłeś biec szybciej na tyle ile pozwalała ci ciężka zbroja. Kiedy juz zbliżałeś sie do płonącej karczmy zobaczyłeś starca który biegał i krzyczał: - Moja żona! Moja żona! Została w domu. Niech mi ktoś pomoże. W oddali zobaczyłeś swoich towarzysyz którzy wybiegali z karczmy i jakąś zakapturzoną grupę ludzi którzy klęczeli w milczeniu. Poza tym widzałeś jak jakiś mężczyzna wyłamuje drzwi do płonącego domu i wbiejga do niego. Jeszcze z kolejnego domu dobiegał krzyk jakiejś kobiety. |
| |
| | #39 |
![]() | Gusni, tak jak chciał, szybko rozprawił się z jednym z bandytów. Wszystko płonęło, karczma też zaczynała płonąć. Trzeba było wiać. Zbiegając ze schodów Krasnolud dostrzegł martwego karczmarza. Trochę szkoda chłopa. W końcu postawił im piwo. Wybiegając na zewnątrz Gusni dostrzegł płonące domy, pod którymi klęczały inne zakapturzone postacie. Wyglądali jakby byli w jakimś letargu. Wszystkich było gdzieś z prawie trzy tuziny i każdy miał miecz. - Cholera, ja to sie zawsze w jakoś kabałe wpakuje... - mruknął krasnolud poprawiając hełm. - Chcemy czy nie tera jesteśmy razem. - powiedział bez emocji do pozostałych, po czym szybko dodał - Co robim? Gusni lubił czasem sam się porządzić, ale teraz miał wrażenie, że reszta lepiej wie co się tu dzieje. Wolał nie ryzykować głupotami. Tym bardziej, że nie miał zielonego pojęcia co to są za ludzie i czego chcą. Mógł jedynie podejrzewać różne rzeczy. Ostatnio edytowane przez Sumar : 03-05-2008 o 14:51. |
| |
| | #40 |
![]() | Dratgar, dość niezręcznie znosząc w rękach swój ekwipunek, zbiegł na dół i wybiegł przed karczmę. Gdy wszyscy zajęci byli podziwianiem ognia i sylwetek bandytów ten rzucił wszystko co miał na ziemię, przyklęknął na niej i narysował Znak Yrden. Ostatnimi czasy, jedyny znak jaki mu wyszedł. Po czym wstał i zaczął zakładać, na siebie swój ekwipunek, aby nie krępował jego ruchów i nie walał się po ziemi. Założył zbroje, na nią plecak wypełniony głównie prowiantem, przepiał pas na ukos przez pierś w którymi swobodnie wisiało kilka butelek, a potem zaczepił oń miedzy plecami a plecakiem, srebrny miecz. W rękę chwycił swą drugą broń i nogą zasypał przed chwilą narysowany znak. -Chcemy czy nie tera jesteśmy razem. - powiedział bez emocji do pozostałych, po czym szybko dodał -Co robim? -Pytasz jakbyś nie wiedział krasnoludzie... To co robimy najlepiej... I wysunął się nieco do przodu...
__________________ Amatorzy zbudowali arke noego a profesionaliści Titanica... |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| (komentarze) Czas Pogardy | wojto16 | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 52 | 06-17-2008 18:22 |
| [Wiedźmin] Czas Pogardy | wojto16 | Archiwum rekrutacji | 44 | 02-13-2008 16:40 |
| Czas przeznaczenia | Shadow | Archiwum sesji Autorskich | 455 | 09-25-2007 16:19 |
| [autorska] Czas przeznaczenia | Shadow | Archiwum rekrutacji | 25 | 01-09-2007 15:07 |
| Czas Zwycięstwa i Porażki, Tot ri Cuk a Pad | Solfelin | Autorskie systemy RPG | 0 | 12-12-2006 20:12 |