![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #41 |
![]() | -Te amulety mogą się jeszcze przydać -mruknął pod nosem namriel. Karczmarz leżał martwy, trochę szkoda chłopa, ale cóż, takie jest życie. Dlaczego sekta miała by atakować miasto ? Czegos szukają ? Potrzebny im ktoś ? Spojrzał na Dragtara i pomyślał o kartce, którą znalazł. Nie, jeszcze nie teraz. Sam nie wiedział, czy ostrzec, czy wydać wiedźmina. Gdy wybiegli przed karczmę zobaczył te postacie. Nie mamy raczej z nimi szans w otwartej walce, trzeba to załatwić inaczej. Wszyscy na klęczkach i pogrążeni w letargu. Namariel szukał jakiejś drogi ucieczki lub czegokolwiek co mogłoby okazać się pomocne w tej sytuacji. Ostatnio edytowane przez maciek.bz : 03-16-2008 o 20:21. |
| |
| Reklama |
| |
| | #42 |
![]() | Gdy Hans zobaczył pożar, pobiegł do karczmy. Chciał jak najszybciej ostrzec towarzyszy. Gdy Przepychając się przez ludzi modlił się o to aby stajnia z jego koniem nie płonęła usłyszał jak jakiś człowiek prosi o pomoc. "No to sam wskocz w ogień a nie lamentuj." Miał ochotę to powiedzieć na głos. Zamiast tego zatrzymał się przeklinając ile wlezie na swoje samarytańskie zapędy. Rzucił okiem jeszcze na swoich towarzyszy. "Dadzą sobie radę." Popatrzył na mężczyznę, którego żona właśnie płonęła. -Który to dom? Odpowiedział mu kobiecy krzyk. Pobiegł do tego domu i swoją masą wywalił drzwi. "Wbieganie w pożar w pełnej płycie nie jest za dobrym pomysłem. Kurwa, po co bawię się w bohatera."
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP |
| |
| | #43 |
![]() | Krasnal Gusni wyszedł do przodu. Nie miał wcale zamiaru stać tu i czekać, aż całe miasto spłonie. Jeśli te dziwne jegomości go zaatakują - trudno posmakują ostrza topora, jak nie, to tym lepiej. Wychodząc rozglądał się uważnie. Spojrzał jeszcze na pozostałych, którzy z nim tu stali. Ogólnie zrobił zaledwie cztery kroki wprzód patrząc na reakcje owych postaci. Gusni nie widział co ma robić... mógł oczywiście pójść sobie sam, nie patrząc na pozostałych, ale wiedział, że cokolwiek będzie się działo w kupie raźniej, jak to mówią. - To jak? - zapytał jeszcze raz towarzyszy, o ile nie zauważył reakcji u żadnej z postaci. -Jak to co przyjacielu-powiedział Peterus ustawiając się z jego lewej strony - Sieczemy to mięsko jak tylko się zbliży.. Była to bardzo interesująca propozycja, a że Krasnolud zdążył polubić Peterusa, ta propozycja wydała się nawet ciekawsza. Gusni dobył swojego topora mocno chwytając go prawą ręką. Ostatnio edytowane przez Sumar : 03-30-2008 o 16:33. |
| |
| | #44 |
![]() | Peterus: Peterus podąrzał za swoimi towarzyszami. Po opuszczeniu karczmy zobaczył dziwnie ubranych ludzi, było z nimi coś nie tak.. Byli jakby w letargu. -Co do cholery to jest-wymamrotał.-stanął jak słup, coś mu oni przypominali... -"To jak?"-zapytał Gusni. -Jak to co przyjacielu-powiedział Peterus ustawiając się z lewej strony krasnoluda i wyciągając swój miecz.-Sieczemy to mięsko jak tylko się zbliży..-Peterus uniósł miecz nad głowę w prawej ręce a lewą dłoń przyłożył do ust. Zakosztował paru kropli krwi kultysty któremu rozorał twarz. "O tak, tego mi trzeba przed śmiercią z rąk rodzinki, krwi i dobrej bitki" Odstawił dłoń i uśmiechnął się szyderczo w stone klęczących postaci. Ugiął się na delikatnie na nogach, by w razie ataku móc doskoczyć do zblizającego się wroga i zadać śmiertelny cios.
__________________ "Człowiek jest niczym iskra w ciemnościach. Obyśmy wszyscy rozpromieniali ją wiecznym światłem" "Victorus aut Mortis" |
| |
| | #45 |
![]() | Hans de Bule Rycerz z impetem wpadł do płonącego domu. Uderzone kilogramami żelaza drzwi rozleciały się w płonące drzazgi. W środku nie dość, ze było gorąco to jeszcze zbroja nagrzewała się boleśnie paląc skórę rycerza. On jednak nie zatrzymał się tylko przebiegł przez cały dom. A raczej starał się przebiec. Jednak zbroja była ogromnym ciężarem. Zbroja która na dodatek była rozgrzana. Usłyszał kobiecy głos dochodzący z jednego z pokoi. Wszedł tam i zobaczył starą kobietę z siwymi włosami która klęcząc zażarcie się modliła: - O, boska Melitele. Miej nas w opiece teraz w tej ciężkiej godzinie jak i na wieki wieków. Nie miał czasu do stracenia. Mocno chwycił stara kobietę i nie zważając na jej krzyki i lamenty ruszył do drzwi. Nagle jakaś płonąca belka odpadła od stropu i spadła rycerzowi prosto na plecy. Uderzenie było tak silne, że upadł na ziemie puszczając kobietę. Mało brakowało, a spadłby prosto na nią. Z bólem wstał i znowu podniósł kobietę. Wyprowadził ją z płonącego domu i oddał ja mężowi. Małżeństwo z radością rzuciła się sobie w ramiona. - Dzięki. Po stokroć dzięki, mości rycerzu – powiedział staruszek przez łzy. Rycerz odwrócił się i zobaczył, że jego towarzysze zniknęli razem z zakapturzonymi. Wtem zobaczył rycerstwo Zakonu jadące w jakimś nieznanym kierunku. Ruszył za nimi. Dratgar, Peterus i Gusni Peterus zaatakował jako pierwszy. Bezszelestnie i szybko wbił miecz w głowę jednego z zakapturzonych. W tym samym momencie Gusni toporem rozbił czaszkę kolejnego. Dratgar jeszcze następnego skrócił o głowę. Już wszyscy zakapturzeni wyrwali się z letargu i teraz z bronią w ręku szarżowali na napastników. Trzech rozsiekał wiedźmin wraz z szerokim obrotem. Kolejnych dwóch padło po precyzyjnych pchnięciach Peterusa. Gusni zdołał odciąć toporem nogę jednemu, a kiedy ten upadł dobić go. Dalej nic nie zdołali zrobić. Zostali zablokowani przez przeważające siły wroga. Jeszcze jeden nadział się na miecz Peterusa w trakcie ataku jednak nic to nie zmieniło. Liczne ciecia i pchnięcia uderzały ze wszystkich stron. Niektóre tylko z tych ciosów zostały zablokowane. W końcu trzej wojownicy padli nie ziemię nie mogąc się podnieść. - Zabierzcie tych heretyków i przykładnie ich ukarzmy ku pamięci naszych poległych braci. Pamiętajcie, że ich śmierć nie poszła na marne. Zginęli w walce z herezją – przemówił jakiś starszy głos. Towarzysze zostali podniesieni i przeniesieni gdzieś dalej. Gdzie konkretnie sami nie wiedzieli. Byli zbyt osłabieni przez walkę żeby się wyrwać. Nagle poczuli, że wylądowali na czymś miękkim. Było to siano, a konkretnie stóg siana. Na dodatek mokry. Zakapturzony który stał obok trzymając w ręku zapaloną pochodnię wyglądał dosyć złowróżbnie. Namariel Namariel był o wiele rozsądniejszy od swoich towarzyszy. Zamiast ruszyć na pewną śmierć znalazł ścieżkę którą zdołał uciec. Teraz ukrywał się obserwując bieg wydarzeń. Jego towarzysze zostali pokonani tak jak przewidywał. Nie rozumiał dlaczego zamiast pogadać od razu rzucili się na medytujących. Teraz byli prowadzeni na jakiś mokry stóg siana. Od razu zaświtało mu w głowie co zakapturzeni chcą zrobić jego towarzyszom. Nagle odskoczył spod kopyt nadjeżdżającego w dzikim galopie konia. Konie jechały w kierunku jego towarzyszy i członków sekty. Koni dosiadało rycerstwo zakonne. Po chwili zobaczył rycerza Hansa de Bule’a który szedł za rycerzami. Bez zastanowienia zrobił to samo. Dratgar, Gusni i Peterus Kiedy już miano podłożyć ogień stało się coś co do tej pory zdarzało się tylko w bajkach. Pomoc nadeszła w ostatniej chwili. Człowiek z pochodnią runął przebity bełtem z kuszy. Zapalona pochodnia zgasła w piasku. Rycerze zakonni wyjechali zza rogu. Ci z tyłu strzelali z kuszy do sekciarzy. Ci z przodu osłaniali ich, ponieważ byli lepiej opancerzeni. Kiedy tylko szyk się zbliżył zaczęło się sieczenie z grzbietu koni które przetrzebiło sektę. Na samym czele szyku był Falwick który siekł z największym zapałem. Zakapturzeni walczyli dzielnie do samego końca, ale walczyli tak prymitywnie, że nawet nikogo nie zranili. Po zakończonej walce niektórzy rycerze pobiegli pomóc ludziom w gaszeniu pożarów. Falwick w tym czasie spojrzał na wojowników krytycznie. W tym momencie nadbiegli Namariel i Hans Falwick rzucił też ponure spojrzenie na nowo przybyłych. - Oczywiście miałem złudną nadzieję, że was już nie spotkam. Nadzieja to matka głupców co zostało właśnie dobitnie udowodnione. Rozkażę aby was zaniesiono do szpitala. A wy dwaj na nogach idźcie i znajdźcie jakiś nocleg. My zajmiemy się resztą. Ranek Hans, Namariel i Peterus obudzili się o świcie. Sen dobrze im zrobił. W ogóle nie czuli zmęczenia. Jakby nic się tej nocy nie wydarzyło. Jednak się wydarzyło. I to sporo. Peterus wyrwał się rycerzom stwierdzając, że z nim wszystko w porządku. Jego regeneracja sprawiła, że większość ran zanikła i mógł iść o własnych siłach. Zeszli na dół do zatłoczonej sali "Starego Narakortu". Juz świtało. Mimo bardzo wczesnej pory karczma była przepełniona. Tak samo jak ulice Wyzimy. Gusni i Dratgar wyszli ze szpitala. Kapłanki Melitele z pomocą magii udzieliły im szybkiej pomocy jednak kazały im tutaj przeleżeć resztę nocy. O ile Dratgar już był w pełni sił to Gusni wciąż odczuwał liczne bóle i z ich powodu co chwila klnął pod nosem. Ostatnio edytowane przez wojto16 : 04-04-2008 o 18:27. |
| |
| | #46 |
![]() | - Cholera jasna - zaklął Gusni - Co mnie podkusiło? - Chyba z piwskiem przesadziłem jeno trocha... Albo to te wino Peterusa... - mówił Krasnolud do siebie, rozprostowując obolałe kości. Gusni musiał udać się pod opiekę Kapłanek Melitele na wieczór... Nic nie miał do nich, ale jakoś też nie darzył ich szczególną sympatią. Razem z nim trafił tam też Dratgar. Cóż, ciekawiło go co się stało z resztą. Krasnolud niewiele pamiętał prócz tego, że cudem udało im się przeżyć i że trafił tutaj. Krasnal sprawdził, czy ma przy sobie topór i kilka choć groszy. Następnie nie patrząc na Wiedźmina postanowił zobaczyć jak wygląda okolica... ile w końcu spłonęło i w ogóle jak to wygląda. Ruszył wolnym, obolałym krokiem krokiem. Ciekawiło go co z karczmą, w której byli. W końcu tam najłatwiej było kogoś ograć w kości, spotkać kilka braciaków, a teraz, gdy karczmarz nie żyje, raczej nie szybko wróci to do normy. -Napiłbym się... - mlasnął Gusni. Posanowił później skoczyć do Starego Narakortu. Nie był pewien, jak go tam przyjmą, chyba tylko raz zdarzyło mu się tam być. Ważne teraz było tylko to, żeby z rana się trochę znieczulić. Ostatnio edytowane przez Sumar : 04-05-2008 o 20:16. |
| |
| | #47 |
![]() | Poprzedni wieczór nie był zbyt spokojny. Walka, ratunek, karczma. Ciekawe, dlaczego Falwick ich uratował. Na pewno nie z dobrego serca, raczej z chęci zysku. Co my możemy mu zaoferować. Właściwie tylko nasze umiejętności, nic więcej. Namariel zszedł na dół przyglądając się gościom. Był naprawdę głodny, ale nie dał po sobie tego poznać idąc dostojnym krokiem w stronę karczmarza. Uśmiechnął się przypominając sobie pękatą sakiewkę, którą wygrał w kości. Karczmarzu. - uśmiechnął się. Dla mnie najlepszy posiłek, jaki tutaj macie i dzban wina. Tylko nie wymieszanego z wodą, wierz mi znam się na tym. Usiadł przy stoliku i czekał na zamówienie. Szukał też jakiś gości, którzy grali w kości. W końcu przydałaby się dodatkowa kasa. Poszukał Dragtara, a gdy go wypatrzył położył przed nim kartkę, którą znalazł wczoraj. Znalazłem ją wczoraj. Chciałbym żebyś wiedział. Zastanawiał się co robić. Wypadało by się udać do Falwicka, trzeba chyba z nim pogadać. Zasugerował to towarzyszom. |
| |
| | #48 |
![]() | płonący dom Płyta nagrzewała się i paliła nawet przez przeszywkę. Biegł za głosem kobiety. Głos zaprowadził go do małego pokoju w którym modliła się stara kobieta. "To chyba ona jest żoną starca, wiekiem pasują." Złapał ją i przerzucił przez ramię. "Najwyżej poparzy się o zbroję, przynajmniej przeżyje." Zawrócił i pobiegł ku drzwiom. I wtedy prawie by zakończył życie. I to zupełnie nie bohatersko jako: "Mięso pieczone w puszce". A wszystko przez belkę. Spadła mu na plecy i go przewróciła. Upadł, szczęśliwie nie pod belkę ani nie na kobietę. Chwycił ją ponownie i tym razem wyszedł. Kiedy oddawał staruszkę zobaczył oddział Białej Róży. Nie słuchając podziękowań i instynktu samozachowawczego pobiegł za nimi. spotkanie z obrońcami uciśnionych Hans stał przed Falwickiem i patrzył an niego. Nie uciekał wzrokiem, wręcz przeciwnie patrzył mu w oczy. Gdy kazał mu odejść powiedział tylko jedno. -Jak dobrze, że w tym mieście są rycerze, którzy zawsze zajmują się ratowaniem ludzi po zamieszkach. Przydałby się jeszcze ktoś, kto by to zrobił przed zamieszkami. Nie obracając się odszedł. Wiedział, że Falwick nie jest głupi, nie zaatakuje pasowanego od tyłu przy wszystkich. Odszedł w stronę gospody. Ranek Rycerz po obudzeniu się, sprawdził czy drzwi ciągle są podparte krzesłem a okiennica zaryglowana. Dopiero po tym obejrzał zbroję czy nie ucierpiała podczas pożaru i siebie. Gdy okazało się, że wszystko jest w porządku, zszedł na dół i zamówił śniadanie. Postanowił poczekać na Peterusa i z nim pogadać.
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP |
| |
| | #49 |
![]() | Peterus: -"Cholera by to wzięła"-mamrotał pod nosem Peterus schodząc po schodzach na parter karczmy-"miałem wpaść z rana na spotkanie z rodzinką, a tu dupa."-dodał gdy jego zmęczone ciało opadło na krzesło w kącie sali. Oglądnął zbroje która, podobnie jak on, sama się zregenerowała. Coś trzeba zrobić. Rozglądnął się po karczmie z ciekawości. -Oooo jest nasza kompanija....-Machnął do karczmarza i zamówił śniadanie. Po czym szukał wzrokiem gdzież siedzi krasnolud. Chciał z nim porozmawiać, polubił go, w swym wampirzym życiu znał wielu krasnoludów, zawsze ich lubił, nie wiedział jak można ich nienawidzić... Tak jak elfów..Co oni do nich mają.... Ehh Ci ludzie, otrząsnął się z metafizycznego zamyślenia i wygodniej rozsiadł się na krześle karczmy. -Panowie, co robimy z zaproszeniem szanownego Falwicka??-powiedział do towarzyszy z wczorajszego zajścia.-Moim zdaniem trzeba sprawdzić co on chce,tylko jakoś mi on się nie podoba..." Gdy skończył czekał na odpowiedzi kamratów...
__________________ "Człowiek jest niczym iskra w ciemnościach. Obyśmy wszyscy rozpromieniali ją wiecznym światłem" "Victorus aut Mortis" Ostatnio edytowane przez vonPeterPL : 04-15-2008 o 21:21. |
| |
| | #50 |
![]() | Hans popatrzył na Peterusa. -Kiedy wczoraj piliście poszedłem za rycerzami. Rozmawiali z ludźmi Protektora. Podczas tej rozmowy wymienili trzy osoby: mnie, Ciebie i wiedźmina. Więc ja bym nie był za pracą dla Falwicka. Mam przeczucie, że to się dla nas źle skończy. Poprzednio zignorowaliście moje przeczucie i skończyliście na stosie.
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP |
| |
| Reklama |
| |
![]() |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| (komentarze) Czas Pogardy | wojto16 | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 52 | 06-17-2008 18:22 |
| [Wiedźmin] Czas Pogardy | wojto16 | Archiwum rekrutacji | 44 | 02-13-2008 16:40 |
| Czas przeznaczenia | Shadow | Archiwum sesji Autorskich | 455 | 09-25-2007 16:19 |
| [autorska] Czas przeznaczenia | Shadow | Archiwum rekrutacji | 25 | 01-09-2007 15:07 |
| Czas Zwycięstwa i Porażki, Tot ri Cuk a Pad | Solfelin | Autorskie systemy RPG | 0 | 12-12-2006 20:12 |