Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-11-2008, 20:10   #41
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 5 Midnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skał
$: 148 425
- Ej chłopaki może przypadkiem macie przy sobie jakieś żarcie?

-Albo ogromną chęć powolutku, bez gwałtownych ruchów podnieść ręce do góry?


Idioci. Pomyslala odbiegajac na chwile myslami od czynnosci jaka wykonywala stojac wciaz we wnetrzu transportowca. Branzoleta pracowala z cichym szumem gdy zreczne palce dziewczyny przebiegalay po klawiszach wirtualnej konsoli, nad ktora unosil sie przestrzenna mapa miejsca w ktorym obecnie sie znajdowali. W przeciwienstwie bowiem do Koena, wierzacego w swoje wybuchowe zabawki i Morbiusa, dla ktorego najwyrazniej glupie odzywki stanowily wystarczajace zabepieczenie, ona wolala nieco inne sposoby. Niechetnie, gdyz czlowiek ten nieco sie jej juz narazil, przyznala Wolfowi malego plusa. Jako jedyny zostal wraz z nia zamiast niepotrzebnie wyskakiwac w ciemno nie biorac pod uwage zasadzki.
Zlociste oczy krok po kroku przeszukiwaly mape na ktorej jak do tej pory nie pojawilo sie nic co moglo by wygladac podejzanie. Szesc jasnych kropek migotalo zielono bez wiekszych zaklocen. Jednoczesnie, chociaz z pewnymi oporami, jej wrazliwy sluch sledzil wszelkie odglosy dobiegajace z zewnatrz i najblizszej okolicy. Takze i na tym polu nie bylo zaklucen. Zwykle odglosy dnia, szum pojazdow nad nimi, rozmowa czworki straznikow.
Wreszcie stwierdziwszy, ze najwyrazniej nikt nie odkryl ich spotkania, ani ze przynajmniej narazie nic nie zagraza grupie, wylaczyla urzadzenie. Przeciagnawszy sie puscila zalotnie oczko do Wolfa.

- Wyglada na to, ze o ile sami sie nie pozabijamy to chwilowo jestesmy bezpieczni.

Rzucila ruszajac w strone wyjscia. Wlasnie miala wylonic sie z mroku pojazdu gdy przypadkiem jej wzrok padl na kawalek lusterka przyczepiony byle jak do sciany maszyny. W tym samym momencie jej dlugie, czarne wlosy zaczely sie przemieniac. Ich koncowki, wbrew wszelkim prawom natury zaczely cofac sie ponownie ku korzeniom jednoczesnie przybierajac odcien matowego fioletu. Koncowy efekt stanowila fryzura, ktora najwyrazniej zadowolila wlascicielke, ktora juz bez zbednych spowolnien zgrabnie zeskoczyla z progu transportowca.


- Jakims cudem jeszcze im sie to nie udalo. Za slabo probuja...

Z wesola mina psotnego kota odpowiedziala na pytanie skierowane do Koena i Morbiusa.

- Teren jest bezpieczny. Nie liczac nas nie ma tu nikogo kto moglby nam przeszkodzic co nie znaczy, ze tacy nie moga sie pojawic. Sugeruje wiec znalezienie lepszego miejsca na okazywanie sobie nawzajem nieufnosci.

W trakcie wypowiadania tych slow z wesolym blyskiem w oczach obserwowala Zhaaawa. Skinawszy mu glowa i obdazywszy slodkim usmiechem wyciagnela dlon w gescie przywitania.

- Witaj Zhaaaw. Mam nadzieje, ze neoburger okazal sie zjadliwy. Czasami wkladaja do nich dosc... dziwne rzeczy.

Nastepnie, odwrociwszy sie w strone Nicholasa powiedziala.

- Nigdy nie mielismy okazji sie poznac, jednak dosc dokladnie sledzilam twoja kariere. Cieszy mnie, ze zdecydowales sie na udzial w tej wyprawie. Jestem pewna, ze wiele bedziemy mogli sie od ciebie nauczyc...


~ Tek.

Ostatnie slowo przeznaczone bylo jedynie dla niego dlatego tez nigdy nie opuscilo ust Pepper rozbrzmiewajac tylko i wylacznie w umysle straznika. Tymczasem dziewczyna mowila dalej.

- Lepiej zejdzmy z widoku. W kazdej chwili moze nas namierzyc ktos z konsorcjum, a wtedy nie bedzie zbyt wesolo.
 
__________________
Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę.
Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009

Ostatnio edytowane przez Midnight : 09-13-2008 o 12:14.
Midnight jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 09-12-2008, 18:27   #42
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 963
Widząc szczupłą, zgrabną sylwetkę, która wynurzyła się z mrocznych wnętrzności transportowca Zhaaaw nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z osobą, o której mowa. Co błyskawicznie zresztą potwierdziły słowa skierowane pod jego adresem.

Uśmiechnął się szeroko.

- Neoburger był przepyszny... A załącznik ucieszył oczy.

W staroświeckim geście uniósł do ust dłoń Pepper.

- Ale i tak nie dorównywał doręczycielce...

W głosie nie było cienia pochlebstwa, tylko proste stwierdzenie faktów.

Pepper spojrzała na niego jakby nieco zdziwiona, po czym wybuchnęła wesołym śmiechem.

- Dobre kłamstwo nie jest złe.

Stwierdzenie to było prawdą starą jak świat, ale w odniesieniu do Pepper nie miało zastosowania. Trudno było jednak dyskutować na ten temat, bo Pepper natychmiast zajęła się innymi sprawami. Całkiem zresztą słusznie. Nie powiedziała tylko jednego...

- Co z Wolfgangiem? - spytał Zhaaaw.

- Jak znam życie, to zaraz zaszczyci nas swoją osobą - odpowiedziała obojętnie.

Zhaaaw równie obojętnie przyjął to do wiadomości.

- W takim razie dokąd teraz? - spytał. - I...

Nie dokończył.

Z wnętrza transportowca wyszedł kolejny mężczyzna.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 09-12-2008 o 19:18.
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-12-2008, 19:14   #43
 
Tammo's Avatar
 
Reputacja: 4 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
$: 187 691
Center, południowa hemisfera. Droga z dzielnicy 245 do ruin wieżowców Skyreal, 8:21 czasu planetarnego

Wolf spokojnie przeszedł jako ostatni. Grupa dawała sobie radę, a wiedza, że ktoś ma twoje antidotum powodowała, że każdy miał człowieka, który będzie go w razie czego chronił.

Na razie Wolfgang obserwował, bo to było teraz najważniejsze. Dowiedzieć się jak najwięcej i jak najszybciej. Miał straszną ochotę wyciągnąć dziennik, ale za wcześnie było się z tym zdradzać. Miast tego, dokonał podsumowania wydarzeń w pamięci.

Reakcja Pepper na otrzymanie mojego antidotum - nie zaskakująca. Jest zbyt kobieca by nie pozwolić urażonej dumie się zamanifestować choć trochę. Morbius odstawia błazna, co jest jedną z najbardziej męczących do utrzymania masek. Daje spore możliwości, zatem trzeba na niego uważać i zobaczyć co potrafi. Najbardziej uspokaja mnie Koen. Widać kim jest, co umie i że można na nim polegać. Jest też realistą, i to opanowanym.

Schlangeaugen mimo słów dziewczyny zbadał próbkę. Nie dlatego, że nie ufał truciźnie w fiolce. Nie dlatego, że nie ufał, że Pepper jej nie wypiła. Zbadał ją dlatego, że zbadał już wszystkim innym i nie widział powodu, dla którego Pepper miała być traktowana ulgowo - w końcu nie chodziło o to, by być dla siebie miłym. Chodziło o to, by wiadomym było, że w grupie wszyscy są na równych prawach i nikt nie ma lepiej. Zwłaszcza, jeśli jest młodą i ładną dziewczyną, która zmienia kolor włosów i inne detale anatomii na życzenie robiąc się na blondynkę, brunetkę czy jakąkolwiek inną dziewczynę o zapierającej dech w piersiach urodzie.

Pepper, jak mawiał jeden gość, miała warunki. Dlatego należało tym bardziej traktować ją tak jak pozostałych. Bo to nie jej warunki mogły pomóc ekipie, ale jej wiedza i umiejętności i charakter.

Oczywiście, nie było czasu na jakiekolwiek wyjaśnienia. Nie były one też szczególnie potrzebne. Jeszcze nie teraz. Wolfgang uważał, że należy wybrać dowódcę. Ale nie przed tym, jak spotkają się wszyscy i nie przed wyjawieniem przez Pepper, co wie.

A do tego czasu mógł obserwować pozostałych. Dlatego drogę do transportowca pokonał szybko i czujnie, uważając i robiąc za ariergardę, ale kiedy już był przy kolosie, licząc w myślach zmierzył Pepper czas otwierania zamka. Tak, na przyszłość.

W transportowcu zajął miejsce przy drzwiach, mając gotową broń na podorędziu i generatory na ramionach. Nie spodziewał się, żeby Konsorcjum miało ich już dojechać, ale jeśliby tamtym się miało to udać, pozostawał przygotowany.

Wytrzęsło nim. Nie narzekał jednak, siadając przy drzwiach oczekiwał znacznie gorszej jakości lotu. Dostrzegłszy w pewnym momencie zniesmaczoną Pepper zmagającą się ze sterami latającego kloca zakonotował sobie w pamięci 'wysokiej klasy pilot'. Dla tych jednak, co go obserwowali, zdawał się próbować drzemać.


Center, południowa hemisfera. Ruiny wieżowców Skyreal, 8:26 czasu planetarnego

Otworzył oczy gdy głuchy zgrzyt i wstrząs oznajmił wszem i wobec lądowanie. Wolf niemal uśmiechnął się, widząc niesmak Pepper. Pamiętając jej pojazd, nie miał wątpliwości co wolałaby prowadzić.

Oczekiwały na nich dwie osoby. Zanim jednak Wolf zdołał zauważyć coś więcej... Morbius już wysiadł. Wolf nic nie mówiąc, powolnym ruchem dobył broni, starając się uczynić to tak, by było to niezauważalne. Koen myślał najwyraźniej podobnie, ponieważ wyskoczył z bronią i wziął czekających na muszkę.

Wolf nie był pewien, czy on sam nie spisałby Morbiusa na straty lub nie pozostawił go swojemu losowi. W końcu gość był strażnikiem - jeśli tak wysiadał, to zapewne albo wiedział coś, co pozwalało mu zaufać sytuacji, albo miał pełne zaufanie do swoich umiejętności przetrwania... albo był krótkowzroczny. On sam nie miał do siebie takiego zaufania. Po pierwsze, tamci mogli być nie po ich stronie. Po drugie, w okolicy mogli być snajperzy. Po trzecie... było jeszcze wiele innych powodów, ale nie było czasu zastanawiać się nad nimi. Kątem oka von Meirelles dostrzegł działanie Pepper i jego twarz mimowolnie przyozdobił uśmiech aprobaty. Jeśli ktoś już sprawdzał to, co istotne, to on sam mógł przekierować uwagę i broń na tych, którzy mogli mieć ochotę do strzału.

Koen nie miał najwyraźniej zamiaru strzelać - tak przynajmniej odebrał to Jose, gdy białowłosy pozwolił jednemu z oczekujących dobyć własnej broni. W tej grze ten kto miał spluwę w rękach wygrywał z tym, który musiał jej dobyć w 9 przypadkach na 10. A Koen nie był z tych, co rezygnują z pewnej przewagi, jeśli więc pozwolił tamtemu dobyć broń... to nie miał w planach strzelania.

Interwencja Morbiusa była w jego unikalnym stylu. Von Meirelles wiedział już, że będzie musiał być nader ostrożnym wobec tego człowieka. Nieprzewidywalność miała swoje dobre strony, ale nie wobec swoich w drużynie.

"Nie mogę mu natomiast odmówić odwagi. Ja bym nawet nie zbliżył tam palca, on go wetknął. Odważny. Lub, ponownie, krótkowzroczny."

Pepper skończyła sprawdzanie. Przeciągnąwszy się puściła zalotnie oczko do Wolfa.

- Wygląda na to, ze o ile sami się nie pozabijamy to chwilowo jesteśmy bezpieczni.
- Dobra robota - odrzekł ten z lekkim uśmiechem, by chowając broń dodać - a co do zabijania, na razie na to nie wygląda.

Metamorfoza Pepper przykuła całą uwagę Wolfganga. Mógł sobie na to już pozwolić, ponieważ sytuacja na zewnątrz była rozładowana, ponieważ wierzył w skan Pepper i samokontrolę Koena (nawet po zagraniu Izzaka). I dlatego chłonął to, jak dziewczyna się zmienia, wszystkimi zmysłami. Rejestrował czy zmieni się zapach, czy pomiędzy chemikaliami i smarem - charakterystycznymi dla transportowca - poczuje coś jeszcze. Patrzył, na kontury ciała dziewczyny, obserwując ewentualne zmiany karnacji czy koloru skóry. W myślach usztywnił dłonie, by nie zdradzić się z wrażeniem, jakie wywarła na nim zdolność towarzyszki. Przymknął oczy, a gdy je otworzył patrzył już gdzie indziej.

- Fascynujące - rzekł bezbarwnym tonem, gdy skończyła, przenosząc na nią nieobecne spojrzenie z witających się mężczyzn na zewnątrz transportowca. - Musisz wiele oszczędzać na kosmetyczce czy fryzjerze.

Jedynie próba skanowania jego myśli mogłaby zdradzić kobiecie, jakie wrażenie wywarła na nim ta przemiana. Wolf w tym momencie postanowił ukryć swoją kartę atutową jeszcze głębiej, niż zamierzał.

Wysiadł ostatni, wcześniej jeszcze uważnie ogarniając okiem transportowiec, szukając czegokolwiek, co mogłoby zdradzić tym, którzy go znajdą, kto w nim był. Dla niepoznaki wylał w jednym miejscu, w którym akurat nikt nie siedział, starą butlę z jakimś smarem. Doskonale wiedział, że jako najświeższy ślad przykuje to najwięcej uwagi. Gdy wysiadł, kiwnął głową obecnym na powitanie. Nawiązując do ostatnich słów Pepper, rzucił:

- Proponuję zejść parę pięter niżej, jest tam dobrze ulokowany pokój konferencyjny z co najmniej paroma drogami ucieczki, gdyby ktoś nas szukał. Zapomniałem spojrzeć czy to toporne urządzenie ma autopilota? Jeśli tak, da się to odesłać tam, skąd to wzięliśmy z wymazaniem koordynatów lotu by nas nie namierzyli? Jeśli zaś wymazanie nie wchodzi w grę, to może chociaż poślemy to gdzieś, gdzie tego przez jakąś godzinę nie znajdą?

- Aha, Morbius - rzucił spokojnie Strażnik patrząc na beztroskiego mężczyznę poważnie - jeśli ja będę miał wyciągniętą broń, nie próbuj proszę 'rozbrajać' mnie wtykając w lufę palec. W tych kwestiach nie mam opanowania Koena, pewnie ze zdziwienia lub rozbawienia wystrzelę.
 

Ostatnio edytowane przez Tammo : 09-12-2008 o 19:19. Powód: drobne zmiany z racji posta nad moim
Tammo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-13-2008, 16:34   #44
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 963
Ta twarz nie była mu obca.

- Wielki Samotnik? - usłyszał, gdy ściskali sobie ręce.

- Tak przynajmniej mówili - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Przynajmniej niektórzy... - dodał.

Nie spieszył się z wyjaśnieniami, że znaczna część tych, z którymi rozmawiał uważała Wolfganga za odludka, który ze wszystkimi problemami radził sobie sam, któremu do szczęścia nie był potrzebny żaden przyjaciel...

- A z autopilotem sobie poradzę - dodał nawiązując do pytania Wolfganga. - Dajcie mi trzy minuty...

Bez wahania wkroczył na pokład transportowca i skierował się do panelu sterującego.
Odesłanie transportowca w miejsce, z którego przyleciała Pepper i spółka nawet dla dziecka nie stanowiłoby problemu. Autopilot, bez którego nie wzniosłaby się w powietrze żadna maszyna wielkiej firmy, zapamiętywał trasę przelotu i miejsca lądowań. Trochę gorzej wyglądała sprawa z namówieniem go, by zapomniał o lądowaniu na parkingu przy wieżowcach. Ale, przy odrobinie dobrej woli...

Błyskawicznie podłączył mikom'a do komputera pokładowego. Palce zatańczyły na klawiaturze. Wprowadzenie maleńkiej poprawki do oprogramowania... Programik przypominający wirus komputerowy bez problemu przyczaił się w zakamarkach pamięci malutkiego móżdżku autopilota. Programik miał tylko jeden cel - wprowadzić do pamięci komputera całkiem inne parametry ostatniego lotu.
A potem miał zniknąć na zawsze...

Na szczęście nie musiał go tworzyć na poczekaniu. Przeróżnych programików o przeróżnych zastosowaniach miał wiele... wystarczyło odszukać ten właściwy i tylko odrobinę zmodyfikować, co potrwało raptem minutę. Samo przesłanie nie zajęło nawet sekundy.
Odłączył mikom'a, wstał z fotela, uruchomił autopilota i ruszył w stronę wyjścia.

Czerwone światło zaczęło pulsować nad włazem, a we wnętrzu transportowca rozległ się bardzo miły, kobiecy głos.

- Zamknięcie włazu nastąpi za minutę. Do startu pozostały trzy minuty. Proszę zająć miejsca.

Tego polecenia nie zamierzał usłuchać. Nie miał nawet zamiaru zastanawiać się, któro wrzucił do tej maszyny nielegalne oprogramowanie. Zanim seksowny głosik poinformował go, że właz zostanie zamknięty za trzydzieści sekund opuszczał wnętrze pojazdu.

- Zmywamy się - powiedział. - Za jakieś dwie minuty pudło startuje.

Nie pamiętał, by w ostatnim dziesięcioleciu start na antygravach i autopilocie się nie powiódł, ale nie myśl o awarii była powodem do pospiechu. Start transportowca mógł, mimo wszystko, przyciągnąć czyjąś uwagę, a to nie było żadnemu z nich do szczęścia potrzebne.

- Którędy na tę konferencję? - spytał.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-21-2008, 19:14   #45
 
Tammo's Avatar
 
Reputacja: 4 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
$: 187 691
Center, południowa hemisfera. Ruiny wieżowców Skyreal, 8:30 czasu planetarnego


Kiedy nikt nie zaprotestował, Wolfgang przesłał wszystkim plany osiedla do bransolet i powiódł ich do pokoju konferencyjnego. Salka była skromna, przeszklona, ulokowana nieopodal szybów wind i klatek schodowych. Dwa fotele, kilka krzeseł wokół długiego, prostokątnego stolika stojącego na środku pokoju, pod ścianą wysokie, barowe taborety przy dość wysokiej półce, która dla siedzących na taboretach mogła od biedy robić za stolik.

Salka miała okno od zachodu, niemal cała jedna ściana była z plastali, materiału którego slogan reklamowy mówił o łączeniu giętkości plasteliny z twardością stali.

- Taki lepszy pleksiglas - skomentował to kiedyś rzecznik konkurencyjnej firmy podczas publicznej debaty ku uciesze gawiedzi. Przyjęło się i plastal odtąd często na Center nazywano też 'lepszym pleksiglasem'.

Poza tym jednym 'pleksiglasowym' oknem, reszta ścian salki wychodziła do wewnątrz budynku i była ze zwykłego (no, może wzmocnionego na tyle, by można było się oprzeć) szkła.

Von Meirelles poczekał aż wszyscy wejdą i zagaił:

- Zacznę nieuprzejmie, bo nie od prezentacji a od zaufania. Wśród wszystkich tu zebranych wasza dwójka - lekki gest objął Trolla i Płomienia - powinna słuchać uważnie.

Wyciągnąwszy fiolki i detektor Jose rzekł:

- Zaproponowałem to już pozostałym, teraz proponuję wam. Pijecie truciznę, dostajecie antidota kogoś z pozostałych, oni dostają wasze. W ten sposób wszystko zostaje w rodzinie, a na najbliższe 24 godziny jesteśmy wszyscy sobie niezbędni bo inaczej ktoś umiera. Za, czy przeciw?

Białowłosy ogarnął spojrzeniem Zhaawa i Mikołaja. Czekał spokojnie przez chwilę, by dodać:

- Jeśli macie jakieś pytania, postaram się odpowiedzieć, ale ta decyzja powinna być podjęta szybko. Wciąż czekamy na to, by Pepper opisała misji a potem trzeba ją jeszcze wykonać. Jeśli chcecie sprawdzić prawdziwość moich słów, detektor (ten na stole, czy wasz, jeśli macie) i pokażcie gdzie mam splunąć. Myślę, że pozostali też się zgodzą pokazać, że są zatruci.
 
Tammo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-21-2008, 22:57   #46
 
Julian's Avatar
 
Reputacja: 2 Julian wkrótce będzie znany
$: 19 518
Tek... Jedno krótkie słowo, z którym powinien być obyty a jednak gdy usłyszał je rozbrzmiewające w swoim umyśle każdy mięsień jego ciała zesztywniał na moment, a uśmiech od razu zszedł z jego twarzy. "Kim ona do cholery jest? Skąd może o mnie wiedzieć?" Pytania od razu pojawiły się jak echo jego prawdziwego imienia. No cóż, było pewnym że przynajmniej jedna osoba organizująca to wszystko musiała znać jego tożsamość, inaczej by go nie wezwali, ale mimo wszystko był cholernie zaszokowany. Dopiero przy tej sytuacji naprawdę ucieszył się, że ubrał swoją chustę, dzieki niej nie było widać momentu kiedy jego szczęka próbowała sięgnąć ziemi. Miał nadzieję, że nikt nie zauważył jego zaskoczenia. Oprócz Pepper - ona z całą pewnością zauważyła.

Kiedy już sobie wszystko poukładał i otrząsnął się ze zdziwienia, podszedł do Pepper z zamiarem wypytania jej o źródło jej wiedzy, jednak zanim wprowadził zamiar w życie, Wolfgang zakomunikował, że prześle im plany osiedla. Rzeczywiście, już sekundę później jego bransoleta zawibrowała i zapiszczała informując o otrzymanej wiadomości. Nie sprawdzał jej nawet, bo nie interesowała go zawartość przesłanego mu pliku, po prostu podążył za Wolfem, który zaprowadził ich na miejsce. Rozmowa z Pepper mogła chwilkę poczekać. Właściwie to fakt, że znała ona jego prawdziwą tożsamość był pomocny - jeśli ona poparłaby jego słowa, to nie musiałby się wysilać z udowadnianiem, kim naprawdę jest.

Od razu kiedy weszli do sali konferencyjnej, "Nick" upatrzył sobie jeden z dwóch wygodnych foteli stojący trochę na uboczu. Zanim jeszcze Jose zaczął mówić, on już tam zasiadł i rozsiadł się przerzucając jedną nogę przez poręcz fotela i słuchał towarzysza. Kiedy Wolfgang skończył wykład, mimo że próbował stłumić smiech, Tek cicho zachichotał. Był to mało przyjemny rodzaj śmiechu, taki który sugeruje, że właśnie strzeliłeś jakąś straszną gafę.

- Chcesz mi powiedzieć - zaczął ocierając łzy tłumionego śmiechu i siadając prosto w fotelu - że wszyscy wypiliście zabójczą truciznę, aby zmniejszyć ryzyko zdrady?

Znowu się zaśmiał, tym razem trochę głośniej. Brzmiało to jakby szydził, ale w rzeczywistości nie mógł uwierzyć, że mogliby to naprawdę zrobić, była to pewna forma negacji czegoś nieakceptowalnego. Jednak rzeczywistość w końcu w niego uderzyła. Spojrzał na poważne oblicze Wolfganga i sam spoważniał.

- Poważnie? - westchnął i oparł głowę na ręce i zaczął spokojnym głosem - Zakładasz, że jesli będziemy współpracować i się zgramy, to nikt nie zginie? Błąd.

Wstał i podszedł do Jose nie odrywając od niego wzroku. Liczył na więcej rozsądku po ludziach, którzy tyle przeżyli ukrywając się przed Konsorcjum na jego własnym terenie.

- Nie twierdzę, że to złe wyszkolenie, czy niedopatrzenie. Po prostu brakuje Ci praktyki. Otóż pozwól, że Ci coś wytłumaczę... - to było ostatnie zdanie wypowiedziane spokojnie - Na misji się umiera! To nie ćwiczenia Wolf! Tym razem też będą ofiary, bo zawsze są! Dlatego lepiej bierzcie swoje antidota i pijcie je, już jest wystarczająco mało silnych strażników bez was trujących się.

Zrobił krótką przerwę i wziął głęboki oddech, nie uspokoił się, ale ściszył trochę głos i zwrócił się już do wszystkich. Miał nadzieję, że choć trochę z tego co chciał przekazać do nich dotarło.

- To nie jest zabawa, musimy minimalizować straty, nic nam nie da jak się przekręci dwóch naszych od jednej kulki. Idziemy, kurwa, w paszczę lwa. Na gówno się zdadzą super gadżety i błyskotliwe plany. Wszyscy jesteście zajebiście wyszkoleni, ale nikt z was nie był nigdy po drugiej stronie lustra. Co prawda nie wybieramy się tam, ale będzie równie przesrane.

Odwrócił się całkowicie tyłem do stołu i oparł się o niego prawie na nim siadając dalej mówił już spokojnie, jednak słychać było w jego głosie tłumione emocje.

- Zaufajcie mi, byłem w tym gównie trzy razy. Nie utrudniajmy sobie życia. - zrobił krótką przerwę i ściągnął chustę z twarzy na szyję, miał nadzieję, że być może ktoś go rozpozna - Wystarczy, że Konsorcjum chce nas udupić. Albo ufamy sobie bez wspomagaczy, albo wszyscy i tak pójdziemy do piachu. To właśnie zabijało poprzednie drużyny - brak zaufania.

Zmierzył wzrokiem wszystkich obecnych, kończąć na swoim odbiciu w plastalowej szybie. Pamiętał jak wyglądała współpraca na pustyni, tam nikomu nie można było ufać, ale nie było też miejsca na brak zaufania... Zupełnie jak tutaj. Szkoda, że przypomniał sobie starą definicję pracy zespołowej tak późno... Zbyt późno aby uratować inne drużyny.

- To jak będzie z nami?
 
Julian jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-22-2008, 12:03   #47
 
Tammo's Avatar
 
Reputacja: 4 Tammo wkrótce będzie znanyTammo wkrótce będzie znany
$: 187 691
- Cóż mogę Ci rzec, Mikołaju. Żadne z nas nie jest w tak wspaniałym położeniu jak Ty i nie stać nas było na luksus zaufania tylko w imię honoru Strażników. Jeśli wierzysz w te wartości tak mocno, podziwiam. Ja niestety już nie mam takiej wiary i 'na gębę' nie zaufam.

Von Meirelles nie kpił. Nie było uśmieszku na jego twarzy, sarkazmu w głosie czy błysków pogardy w oczach. Pomimo śmiechu i pewnego protekcjonalizmu przedmówcy, twarz białowłosego mężczyzny była równie poważna i spokojna jak wtedy, gdy przedstawiał propozycję z trucizną.

- Dodatkowo nie umiejąc wyeliminować możliwości że jest wśród nas szpieg Konsorcjum, a potrzebując ufać sobie nawzajem - bo jak słusznie zauważyłeś bez tego nie powstanie drużyna i bez tego przegramy - musieliśmy zrobić coś, by takie zaufanie między nami powstało. Nasza piątka nie wpadła na lepszy pomysł, więc przeszedł najlepszy pomysł jaki mieliśmy. Jeśli masz lepszy, przedstaw go, ale teraz proszę, bo nagli nas czas. Od razu dodam, że nie wiem jak pozostali, ale ja przez ostatni rok nabawiłem się paranoi. Nie będę w stanie zaufać Ci na słowo, Mikołaju, że jesteś Mikołaj Płomień, strażnik, nie zaś ktokolwiek inny, szpieg Konsorcjum. Konsorcjum to dla mnie bardzo realne zagrożenie, które NIE zostawi nas w spokoju. Zwłaszcza jeśli wiadomość o Lustrze jest prawdą.
 
Tammo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-22-2008, 15:10   #48
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 5 Midnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skał
$: 148 425
Nim podazyla za Wolfem przystanela na chwile unoszac wysoko glowe i uwaznie nasluchujac. Jak zwykle sie spoznial. Pewnie zapil gdzies lub dorwal ladniejsza dziwke i wlasnie sie z nia zabawial. Gniewny grymas przemknal przez wesola twarz pozostawiajac po sobie chmurne spojzenie fioletowych oczu. Trzeba bylo byc niezwykle naiwnym by sadzic, ze stawi sie punktualnie. Miala nadzieje, ze przynajmniej prowadzi nasluch. Jakos niespecjalnie usmiechal sie jej pomysl szukania go po spelunach i burdelach tej przekletej planety. Ostatni rok... Jednak nie byl to czas na rozmyslania nad upadkiem towarzyszy. Wzruszywszy ramionami odgonila niechciane mysli ruszajac za reszta.

Sala konferencyjna prezentowala sie nader skromnie. Majac do wyboru drugi fotel, niewygodne niskie taborety, stol lub wysokie krzesla barowe wybrala ostatnia opcje. Po prawdzie fotel bylby pewnie znacznie bardziej wygodny jednak poki co nie chciala siadac w poblizu Teka.
Gdy pozostali zajeli mniej lub bardziej wygodne pozycje Wolf zaczal mowic. Dosc szybko stracila jednak zainteresowanie jego slowami przekierowujac je calkowicie na branzolete. Wyswietliwszy przestrzenna klawiature zaczela szybko wpisywac kolejne komendy. Z kazda odpowiedzia urzadzenia gniewny wyraz jej twarzy ulegal poglebieniu. Cokolwiek zawieraly wiadomosci jakie otrzymywala zdecydowanie nie byly po jej mysli. Nagle jej uwage zwrocily slowa wypowiedziane, a w wiekszosci wykrzyczane przez Nicholasa.

- Na misji się umiera! To nie ćwiczenia Wolf! Tym razem też będą ofiary, bo zawsze są! Dlatego lepiej bierzcie swoje antidota i pijcie je, już jest wystarczająco mało silnych strażników bez was trujących się. To nie jest zabawa, musimy minimalizować straty, nic nam nie da jak się przekręci dwóch naszych od jednej kulki. Idziemy, kurwa, w paszczę lwa. Na gówno się zdadzą super gadżety i błyskotliwe plany. Wszyscy jesteście zajebiście wyszkoleni, ale nikt z was nie był nigdy po drugiej stronie lustra. Co prawda nie wybieramy się tam, ale będzie równie przesrane.

Wolf odpowiedzial spokojnie za co byla mu niezwykle wdzieczna. Najwyrazniej w tym towarzystwie uzywanie wyczulonych zmyslow sluchu bylo dosc blednym posunieciem o czym niezbicie swiadczylo nieprzyjemne buczenie rozlegajace sie w uszach.

- Wolf, on jest straznikiem. Kazdy z nas nim jest choc nie kazdy podal nam swoja prawdziwa tozsamosc. Widac wiec nie tylko ty nabawiles sie paranoi.

Zdawac by sie moglo, ze chciala cos jeszcze dodac jednak po chwili zrezygnowala kierujac spojzenie na Nicholasa.

- Kazdy z nas zdaje sobie sprawe, ze idziemy w paszcze lwa. Podejzewam nawet ze czesc z nas wolalaby znalesc sie w niej zamiast isc tam gdzie nas wzywaja. Wiem, ze na misji sie umiera.

~ Tara...?
Cichy glos ponownie rozlegl sie w glowie Tek'a.


- Nie ludze sie tez, ze wszyscy powrocimy zywi. Najprawdopodobniej wiekszosc z nas zginie przy samej probie dostania sie do Lustra. Takie jest zycie. Mam jednak dwa pytania. Po pierwsze, skad u ciebie przekonanie, ze nikt z nas nigdy wczesniej nie byl po drugiej stronie? Po drugie, na jakiej podstawie sadzisz, ze nie bedziemy musieli przez nie przejsc?


Przez chwile jeszcze spogladala w jego oczy po czym zwrocila sie do pozostalych.

- Popieram naszego towarzysza jezeli chodzi o trucizne. Najwyzszy czas dac sobie spokoj z tego typu srodkami ostroznosci. Nikt z nas nie jest szpiegiem i w tej kwesti mozecie mi zaufac. O ile naturalnie jeszcze potraficie zdobyc sie na cos takiego jak zaufanie. Proponuje zatem wypic antidotum i zabrac sie do przygotowan. Przede wszystkim jednak proponuje abysmy przestali bawic sie w kota i myszke. W tej misji potrzebna nam bedzie wiedza o kazdym atucie i kazdej wadzie wspoltowarzysza. Pora przestac sie ukrywac i zaczac dzialac. Bedzie to calkiem dobry pierwszy krok na drodze do wiary w siebie nawzajem.

Skonczywszy swoje przemowienie ponownie zajela wysokie krzeslo niedbale opierajac sie o blat stolu. Miala nadzieje, ze pojda wreszcie po rozum do glowy. Czasu bylo coraz mniej. Znala sposoby dzialania Konsorcjum. Przede wszystkim jednak wiedziala jak dziala Genoshian co wcale nie poprawialo jej humoru. Mozliwe, ze w chwili gdy oni sprzeczja sie o drobnostki on jest juz w drodze do Lustra. Wolala nie myslec co sie stanie jezeli dotrze tam przed nimi.
 
__________________
Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę.
Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009
Midnight jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-24-2008, 12:04   #49
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 7 Kerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetnyKerm jest po prostu świetny
$: 190 963
Nie bardzo rozumiał. po co mu plany osiedla. Czyżby Wolfgang przewidywał, że ktoś z nich zagubi się w czasie tej krókiej wędrówki? Zlekceważył zatem przesłaną mu informację i bez słowa podążył za przewodnikiem.

Do sali konferencyjnej dotarli we względnie krótkim czasie. I od razu dał się zauważyć fakt, że owa salka od dawna nie służyła jakimkolwiek konferencyjnym celom. Wyposażenie wołało o pomstę do nieba, a zestaw krzeseł i foteli pozostawiał wiele do życzenia. Jakakolwiek konferencja w tym właśnie miejscu trwałaby nad wyraz krótko...
Warstwa kurzu zalegająca pomieszczenie sugerowała, że ostatnia wizyta sprzątaczek miała miejsce ładnych parę lat temu, zaś z pamięci robotów sprzątających usunięto dane o tej lokalizacji.

Choć krzeseł starczyłoby dla znacznie liczniejszego towarzystwa, to tylko dwa fotele zapewniały komfort, jaki pozwoliłby na cierpliwe wysłuchanie nawet długiej i nudnej przemowy. Jednak zatopienie się w takim fotelu zdecydowanie utrudniało podjęcie jakiejkolwiek szybkiej akcji wymagającej ruszenia się z miejsca. Z tego też powodu Zhaaaw wybrał, podobnie jak Pepper, wysoki stołek. Zdmuchnął z półki kurz, położył tam neseser, na to rzucił płaszcz.

Przyglądając się zebranym w sali, najwięcej uwagi poświęcając najatrakcyjniejszej osobie, puścił mimo uszu pierwsze słowa Wolfganga. Za to następne dotarły do niego w całej okazałości. I przez moment nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać...
To faktycznie była paranoja i dość trudno było się czymś takim zachwycać.

Na szczęście nie musiał się trudzić wygłaszaniem opinii na ten temat - Nicholas zrobił to za niego. Chociaż, prawdę mówiąc, pominął parę drobiazgów, o których Zhaaaw zamierzał wspomnieć gdy przyjdzie kolej na jego wypowiedź.
Jednak w przemowie Mikołaja było coś, co na chwilę odwróciło uwagę Zhaaawa od poronionych pomysłów Wolfganga.

Słowo "Trzy". Magiczna liczba, ale nie z magią miał teraz skojarzenia.
Plotki głosiły, że tylko jeden Strażnik miał zaszczyt i przyjemność tyle razy zabawić się w ALicję ze starej opowieści i wyruszyć na drugą stronę lustra. Ale te same plotki głosiły, że ów strażnik odbył jedną podróż więcej "tam" niż "z powrotem"...

Twarz, która wyłoniła się zza zsuniętej chusty, była mu znana. Nie osobiście, ale z pewnością widział go na zdjęciu. A poniżej... Tam z pewnością nie pisało "Nicholas Flame"...

Zhaaaw uśmiechnął się dość ponuro. Nigdy jeszcze nie rozmawiał z nieboszczykiem. W dodatku ten wyglądał na całkiem żywego.
Odruchowo spojrzał na Pepper, jakby szukając potwierdzenia swoich podejrzeń, ale dziewczyna patrzyła w inną stronę, a na jej twarzy nie malowały się żadne emocje.
Albo to dla niej żadne zaskoczenie, albo ja się mylę - pomyślał. Ale był przekonany, że to pierwsze...
Ponownie przeniósł wzrok na "Nicholasa" i ciągle nie do końca wierząc własnym oczom pokręcił głową. Cała sprawa robiła się jeszcze ciekawsza, niż można było sądzić na początku.

Bardzo szybko okazało się, że nie tylko on podzielał wątpliwości Flame'a co do pomysłu z trucizną. Który to pomysł miał parę dość znaczących braków. A Zhaaaw nie miał wątpliwości, że w tej sytuacji lepiej będzie poprzeć Pepper.

- Muszę stwierdzić, że mi również ten pomysł się nie podoba. Wręcz wydaje się kiepski. Nie wspomnę już o tym, że w dziesięć minut przerobiłbym każdy wykrywacz tak, że pokazywałby, co chcę.

- Przede wszystkim... Dlaczego mamy mieć zaufanie akurat do ciebie? Skąd można wiedzieć, że nie trzymasz w kieszeni kompletu antidotów? Albo przynajmniej swojego?

- Stworzyłeś śmiertelny łańcuszek... I, jak wspomniał Nicholas, wypadnięcie jednego ogniwka może oznaczać koniec drugiego. Nie zawsze jest czas, by obszukać zwłoki. A w niektórych przypadkach nie byłoby czego przeszukiwać...

- A za dwadzieścia cztery godziny to nieufność zniknie? A może zastosujesz kolejny sposób na wzmocnienie więzi zaufania?

- Zdecydowanie popieram Pepper i Nicholasa. Koniec z trucizną i weźmy się do roboty. Skoro Pepper twierdzi, że jesteśmy Strażnikami to z pewnością tak jest. Gdyby ktoś z nas był wtyczką, to już byśmy mieli na karku siły Konsorcjum. Na co niby mieliby czekać? W końcu oni też znają stare powiedzenie, pochodzące ponoć z mitycznej Ziemi, "Lepszy wróbel w garści..."

Pominął fakt, że nigdy nie widział wróbla, choćby na obrazku.
- Popatrz, jaki mieliby łup... - rozejrzał się dokoła. - Pięcioro strażników za jednym zamachem. Bez większego wysiłku. Można marzyć o czymś więcej?

Spojrzał na stojący na środku stołu detektor.
- Poza tym, ta twoja maszynka jest chwilowo niesprawna... O, popatrz...
Dotknął lekko obudowy, która błyskawicznie pokryła się warstwą lodu. Światełka zamigotały i zgasły.
 
Kerm jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09-30-2008, 08:36   #50
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 3 traveller wkrótce będzie znanytraveller wkrótce będzie znany
$: 43 489
-Ej spoko stary spoko nie chcielibyśmy żebym jeszcze coś tam "złapał" w tej twojej lufie prawda?

Morbius kolejny raz wyszczerzył swoje lekko pożółkłe zęby - kolejna skutek braku higieny spowodowany życiem na ulicach Center. Bawił się ich kosztem niespodziewanie dobrze, być może tak dobrze że z lekka zapominał że jego zachowanie nie jest pozbawione przyczyny. Moment później Wolf przesłał im plany osiedla. Krótką chwilkę zajęło im dotarcie do miejsca gdzie w końcu mieli chwilę wytchnienia. Morbius wskoczył na fotel i wyciągnął swobodnie swoje nogi na całą szerokość. Ręce założył na głowę i nie przestając się uśmiechać wysłuchał spokojnie kłótni faceta, który w swojej chuście mógł zrobić karierę porywacza podniebnych pociągów z ich naczelnym naukowcem - Wolfem. Tego drugiego najwyraźniej właśnie okrzyknięto następcą dr. Mengele*. Obaj panowie zdominowali rozmowę a on nie miał ochoty im przerywać. Szkoda tylko, że nie miał vasta-popcornu* pod ręką. Tak naprawdę to było mu wszystko jedno czy wypiję tą truciznę czy nie, sam miał o wiele poważniejsze problemy. I raczej nie zamierzał się nimi dzielić z resztą. Rozumiał jednak punkt widzenia Nicholasa, który po odwiązaniu swojej chusty wydał mu się dziwnie znajomy.

-No hej stary nie każdy z nas jest przystojniakiem, więc możesz już z powrotem założyć tą chustę. Wiesz kilka głębszych łyków atomowego piwa i nikt nie będzie o tym pamiętać czy tam nie zrobi mu to większej różnicy a może nawet wyrwiesz jakąś...

Zamilkł z twarzą kretyna, który nie wie o co chodzi. Wysunął przed siebie ręce w geście bezradności kiedy poczuł na sobie spojrzenie Teka. Bo to najprawdopodobniej był właśnie Tek. Nigdy go nie spotkał, ale nawet teraz większość Strażników miało dostęp do strzępków informacji, które pozwoliły mu zidentyfikować tą chodzącą legendę. No jeśli jest tu ten człowiek tzn. że być może udać im się trochę pożyć, nie patrząc na drobny szczegół że wszyscy jego starzy kumple już dawno wąchają stokrotki po drugiej strony. Chwilę potem większość poparła Teka. Pomyślał że to akurat wcale nie było dziwne zważywszy na to, że nie każdy z nich miał tendencje samobójcze. No z takim wyglądem co niektórzy pewnie mieli.
Nagle coś przerwało mu myślowy monolog. Zamrugał szybko oczami. Czy ten facet właśnie nie zamroził maszynki Wolfa?

-Ok to może zaczniemy już rozprostowywać kości ku uciesze gapiów? Coś powoli zaczyna mnie palić w żołądku i wątpię żeby ten wczorajszy neoburger okazał się dużo starszy niż wczorajszy. Więc mogę prosić o swoje antydotum? A przy okazji śnieżynko - zwrócił się do Zhaaawa - nie możesz czasem wyczarować innych smaków?

Następnie jakby od niechcenia przeciągnął się w fotelu i rzucił z zawrotną prędkością xeno-tytanowym* nożem w szybę z pleksiglasu. Tylko, że.. nóż zniknął gdzieś w powietrzu nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Izzak uśmiechnął się tylko jeszcze bardziej. Nie zamierzał odkrywać jeszcze wszystkich swoich kart, więc trzeba było zagrać waletem.

*dr. Mengele - pseudonim borgijskiego terrorysty, który wypuścił śmiercionośnego wirusa w stacji kosmicznej Konsorcium krążącej po orbicie planety Helios. Liczba ofiar została zatuszowana przez władzę.

**vasta-popcorn - po wyczerpaniu się światowych zapasów kukurydzy, pożartych przez rój*, popcorn zaczęto wytwarzać go pochodnego gatunku kukurydzy - kwiatów vastiliana.

***xeno-tytanowy - po prostu ostrym.

****rój - ogromna plaga owadów, które lata temu były przyczyną głodu w wielu układach słonecznych. Nikt tak naprawdę nie wie co doprowadziło do ich wyginięcia jednak są na ten temat liczne teorie, które raczej ciężko zweryfikować.
 
__________________
<miejsce na twoją reklamę> xD

Ostatnio edytowane przez traveller : 09-30-2008 o 20:48.
traveller jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 17:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110