![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | Wszystko zaczęło się komplikować... Najwyraźniej właściciel rupieciarni nie lubił, gdy do niego strzelano... A może zdenerwował się, że jakiś odłamek porysuje jakiś kawałek złomu, zalegającego garaż. Albo po prostu wkurzyło go słowo "śmieciu". W każdym razie reakcja była nietypowa i błyskawiczna. Tudzież efektowna. Zhaaaw bez problemu opanował chęć pociągnięcia za spust, gdyż mogłoby się to okazać dość przykre nie tylko dla włochatego monstrum. Które, jak się okazało, znało Pepper. Kolejna przemiana, tym razem w wykonaniu Koena, była równie ciekawa, ale mniej już zaskakująca... Trudno było powiedzieć, jak skończy się ta awantura... Aby nie znaleźć się w samym jej centrum Zhaaaw powiedział: A raczej chciał powiedzieć... Na środku sali wylądowała kolejna osoba. I ona wypytywała o Pepper... - Witaj - powiedział. Miał nadzieję, że jej przybycie rozładuje napięcie. Albo chociaż inaczej je ukierunkuje. - Zhaaaw Kthaara - przedstawił się. - Masz może jakiś dowód swoich słów? Powitanie nie było może najbardziej przyjacielskie, ale... W dzisiejszych czasach... |
| | |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | Czasu bylo malo, a z kazda kolejna chwila bynajmniej go nie zyskiwali. Moze powinna byc z nimi szczera? Moze powinna wyjawic sekret ktory powierzyly jej Cory Chaosu? Moze, ale widzac niezgode, brak zaufania i ledwie wstrzymywana niechec do wspolnego dzialania wolala sie wstrzymac. Zreszta i tak juz wkrotce dowiedza sie wszystkiego, a odpowiedzialnosc za powierzenie im tej wiadomosci zostanie zdjeta z jej barkow. Opowiedzialnosc i ewentualne skutki ktore po tym nastapia. W koncu co za duzo to nie zdrowo. Mieszkanie Marienny bylo dokladnie takie jak sobie wyobrazala. Co prawda nie znala zbyt dobrze tej dziewczyny chociaz doglebnie przebadala dane jakie na jej temat posiadalo Konsorcjum. Jednak suche slowa zawarte w raportach nie mogly dac przejzystego obrazu jej samej. Obserwujac mloda kobiete dostrzegla to czego nie podal komputer. Strach, smutek i ponownie strach. Przed czymkolwiek uciekala i czegokolwiek by sie nie bala bylo to dla niej gorsze niz dostanie sie w lapska Genoshiana. Podobnie jak Tek, ona rowniez powrocila z ostatniej wyprawy w tajemnicy, nie pamietajac niczego, a wlasciwie prawie niczego co sie tam wydarzylo. Ukryta za maska slodkiej wlascicielki sklepu z ksiazkami dla kolekcjonerow zyla na uboczu nie rzucajac sie w oczy, ale i niespecjalnie ukrywajac. Dlaczego akurat ona byla osoba ktora zostala przez nia wybrana? Coz, byc moze byla to zwykla solidarnosc podobnych sobie kobiet. Byc moze chec zobaczenia jak na jej osobe zareaguje Tek. Jednak najbardziej prawdopodobna byla nadzieja wiazaca sie z mozliwym pobudzeniem pamieci gdy ta dwojka straznikow rozpozna siebie nawzajem. Emocje jakie temu powinny towarzyszyc moga wystarczyc do zburzenia bariery w ich mozgach, a co za tym idzie, do uzyskania odpowiedzi na pytania zbyt istotne aby mogly pozostac pytaniami bez odpowiedzi. Strazniczka ostrzezona wczesniej o jej przybyciu byla juz gotowa tak wiec Pepper bez slow jednak z usmiechem podala jej drugie i ostatnie juz lusterko. Odczekawszy, az Marienna zniknie podniosla je z podlogi i schowala do malego schowka przy pasie. Szosty zmysl podpowiadal jej, ze dobrze zrobila zmieniajac postac na ludzka w chwili przybycia do tego mieszkania. Cos mowilo jej bowiem, ze dziewczyna nie byla by zbytnio zadowolona z odwiedzin istoty, ktora w rzeczywistosci byla Pepper. Krotkie zerkniecie na czasomierz umieszczony w branzolecie zmusilo ja do szybszego dzialania. Musiala wrocic po artefakt zostawiony w sali konferencyjnej Skyreal i to wrocic zanim dostanie sie tam Genoshian. Nigdy by sobie nie podarowala gdyby jeden z tych przedmiotow trafil w jego lapska. Byla tez niemal pewna, ze Cory Chaosu rowniez by jej tego nie darowaly. Marnowanie ich zaufania i przyjazni dla checi zobaczenia reakcji Johna na przybycie tej calej gromady wydalo sie jej glupota na ktora nie bylo jej stac. Na wszelki jednak wypadek na powrot przybrala swoja wlasciwa forme demona, lub jak niektorzy twierdzili, nietoperzycy. Gdyby miala stanac oko w oko z Genoshianem i tym co za nim stalo wolala umierac tak jak ja stowrzono naprawde, nie zas w zludnej powloce, ktora przybierala na codzien. Nie bylo bowiem szansy by sama, bez Tej broni byla w stanie zwyciezyc zlo ktore nim zawladnelo. Zdecydowanie tez nie mogla pozwolic by i ja opetalo. Z mozliwych wyborow pozostala by jej zatem tylko ucieczka lub smierc. Pierwsze bylo niemal niemozliwe. Drugie.. drugie najbardziej prawdopodobne. Teleport zajal ledwie krotka chwile. Znalazlwszy sie ponownie w sali konferencyjnej odetchnela z ulga stwierdziwszy, ze reszta posluchala jej propozycji i zniknela. Moze i bowiem doprowadzali ja do szalu to jednak przez ten krotki czas kiedy byli razem i przez dlugi czas zmudnego zbierania o nich informacji stali sie jej bliscy niemal jak rodzina... Niemal. Krotka chwile zadowolenia z rozsadku towarzyszy zagluszyla mocna fala nienawisci naplywajaca zza drzwi. Byl blisko. Wlasciwie byl na tyle blisko, ze najwieksza glupota bylo by pozostanie w tym pomieszczeniu chociazby chwile dluzej. Chwyciwszy lusterko, ktore nadal spokojnie lezalo na stole zaczela teleportacje. Nagle, zupelnie niespodziewanie cala sala i zapewne rowniez calym budynkiem wstrzasnal wybuch. Fala niesamowitego goraca uderzyla w nia dokladnie w chwili gdy znikala, osmalajac, a w niektorych miejsca palac delikatna skore ktora pokryte byly skrzydla i plecy dziewczyny. Potworny bol na chwile przycmil jej zmysly. Byla to jedynie krotka chwila wystarczyla jednak by koncentracja niezbedna podczas teleportu prysla niczym banka mydlana w zderzeniu z dlonia. Szczesciem w nieszczesciu stalo sie to tuz przed ladowaniem dzieki czemu zamiast utkwic w scianie garazu, jedynie sie od niej odbila ladujac z loskotem na twardym zelobetonie. Pech najwyrazniej nie zamierzal jej jeszcze opuszczac co uswiadomila sobie w chwili gdy naruszona konstrukcja skladajaca sie z roznego rodzaju rupieci zachwiala sie, a nastepnie zaczela niebezpiecznie zblizac sie do jej ciala. Zareagowala instynktownie turlajac sie w strone skrawka wolnej przestrzeni. Niestety nie dosc szybko. Przez chwile, ktora wydala sie jej wiecznoscia patrzyla jak kolo, ktore wygladalo na dosc ciezkie zbliza sie do jej lewego skrzydla, z impetem w nie uderza, a nastepnie jakby nigdy nic odtacza sie dalej upadajac wreszcie, jakby nigdy nic, u stop Zhaawa. Nie czula bolu. Wszystko to bylo tak.. absurdalne, ze az miala ochote rozesmiac sie w glos. Oto siedziala niemal naga, gdyz te strzepki ubrania ktore z niej zwisaly nie zakrywaly praktycznie niczego, w garazu Johna, ktorego kolo zapasowe od harleya wlasnie zmiazdzylo jej prawie pol skrzydla ... i nie czula nic.. zupelnie nic. - Kruszynko moglbys tu wreszcie posprzatac. Wyszeptala nieco chrapliwym glosem lekko usmiechajac sie do ogromnego stwora stojacego przy jednej ze scian. Wciaz z usmiechem na ustach zaczela sie podnosic. Juz niemal udalo sie jej stanac na nogi gdy nagle zaatakowal ponownie posylajac ja na podloge. Wdzieral sie w kazdy centymetr jej ciala drazac glebiej i glebiej, odbierajac kontrole, wyciskajac lzy , wyduszajac krzyk, ktory szybko przerodzil sie w jek. - Koen.. Juz... Jestes.. Martwy...
__________________ Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę. Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009 Ostatnio edytowane przez Midnight : 10-05-2008 o 18:49. |
| | |
| | #63 |
![]() | - Masz może jakiś dowód swoich słów? Brak zaufania wcale nie zdziwił Marienne. Mieli prawo do podejrzliwości. Wiele słyszała o ich prześladowaniu i polowaniach. Właśnie tego udało jej się uniknąć. - Nie mam żadnych dowodów, które mogłyby was przekonać. Może poza słowami Pepper – spojrzała na zegarek znajdujący się na bransolecie - Zresztą za moment powinna się… W tym momencie zjawiła się. Strażniczka w ostatniej chwili, zręcznie odskoczyła, albowiem w miejscu w którym przed momentem stała, leżała ranna Pepper. Łatwo było się domyślić, co się jej stało, zwłaszcza po słowach które skierowała do Koena. To cud, że w ogóle przeżyła ten wybuch. Forma w jakiej się pojawiła, kompletni zaskoczyła Veriene. Demon… Tylko że Pepper w tej postaci dalej była sobą… Szybko jednak odpędziła od siebie nachodzące ją setki myśli i wspomnień. Verene już nie ma. W głębi duszy czuła jednak, że sama siebie okłamuje. - Pepper… - powiedziała cicho i podeszła do rannej dziewczyny.– Mogę ci jakoś pomóc? Nie znała się na leczeniu. Tak naprawdę małe były możliwości, żeby jakkolwiek mogła wspomóc strażniczkę.
__________________ Ponieważ drugi etap olimpiady informatycznej mam dopiero 19 stycznia, na razie powinnam odpisywać w miarę regularnie |
| | |
| | #64 |
![]() | Zhaaaw spojrzał na podającą się za Strażniczkę Marienne. Powołanie się na Pepper stanowiło tylko częściowy, w dodatku niezbyt pewny dowód. Zanim jednak zdążył zdecydować, co zrobić dalej, nagle w pomieszczeniu zmaterializowała się wymieniana dość często z imienia osoba. Z trzaskiem odbiła się od ściany i z hukiem wylądowała na podłodze, pociągając za sobą całą piramidę różnorakiego złomu. Deus Ex Machina - pomyślał Zhaaaw z uśmiechem, który wyparował natychmiast na widok stanu, w jaki znajdowała się Strażniczka. Poprzypalana tu i ówdzie, w stroju niezbyt obyczajnym, a przez jedno z jej skrzydeł na oczach Zhaaawa przetoczyło się ciężkie koło jakiejś przedpotopowej machiny. Rzeczywiście Pepper mogła mieć pewne pretensje do właściciela tego lokalu. Nie warto było zadawać pytań w stylu "Jak ci pomóc" czy też "Co się stało". Zresztą ostatnie słowa Pepper jakby wskazywały na przyczynę. Przeklinając w duchu fakt, że jego moc nie może tu zbyt wiele zdziałać, poza miejscowym, dość ryzykownym, znieczuleniem, oraz bezmyślność która spowodowała, że w swym ekwipunku nie ma autolekarza rzucił się w stronę Pepper. Ściągnął płaszcz, przyklęknął przy leżącej i, starając się nie dotykać najgorzej wyglądających miejsc owinął Pepper. Zawsze słyszał, że w razie wstrząsu należy zadbać o to, by zapewni poszkodowanemu ciepło. A Pepper z pewnością doznała wstrząsu, skoro chciała wyręczyć Konsorcjum w wyprawieniu Koena na tamten świat. |
| | |
| | #65 |
![]() | - Pepper… Mogę ci jakoś pomóc? Znaczenie slow Marienne powoli docieralo do oszolomionego umyslu Peppper. Pomoc jej? Dlaczego ktos mialby jej pomagac. Odkad pamietala to ona pomagala innym i tego wlasnie sie po niej spodziewano. Tymczasem ta dziewczyna pyta czy moze jej pomoc. Zgryzliwy usmiech wypelznal na twarz wykrzywiona bolem. Ochryplym glosem wyszeptala. - Nie Ver... Marienne, nie mozesz mi pomoc. Nie masz takiej mocy... Szorstka odpowiedz, ale nie byla w tej sytlacji w stanie kontrolowac tego co mowi ani tego ze slowami moze kogos zranic. Nie, zbyt wiele sily wymagalo utrzymanie bolu w ryzach, a i to nie do konca. Wtem poczula szorstki material ktorym ktos wlasnie ja otulal. Zdziwiona spojzala w twarz Zhaawa. Kto by pomyslal. Tlumiac sykniecie bolu podziekowala mezczyznie skinieniem glowy. - Nic mi nie jest. Rzucila bardziej do siebie niz do reszty zebranej w garazu. Aby dowiesc swych slow zaczela sie ostroznie i z mozolem podnosic. Udalo sie jej to chociaz sprawiala przy tym wrazenie jakby lada chwila miala zwalic sie ponownie na zimna podloge. Ostroznie, tak aby nie narobic wiekszych zniszczen sprobowala poruszyc skrzydlami. Prawe, chociaz mocno nadpalone wydawalo sie nie miec zadnych grozniejszych uszkodzen. Gorzej miala sie sprawa z lewym, przez ktore przy kazdym najdrobniejszym ruchu przeplywala fala zapierajacego dech w piersiach bolu. Troche potrwa nim calkiem powroci do formy. Wniosek ten przypomnial jej rowniez przez kogo znalazla sie w takim oplakanym stanie. - Koen... Imie zostalo bardziej wysyczane wscieklym glosem niz wypowiedziane. - Jak to sie wszystko skonczy to przysiegam, ze cie znajde, przywiaze do tego twojego plecaka i osobiscie zdetonuje jego zawartosc! Najwyrazniej gniew dodawal jej sil gdyz ostatnie slowa wykrzyczala pelna piersia mierzac czarna pantere ognistym spojzeniem. - A teraz do diabla niech ktos poda mi cos przeciwbolowego!
__________________ Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę. Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009 Ostatnio edytowane przez Midnight : 10-05-2008 o 21:46. |
| | |
| | #66 |
![]() | Wydarzenia nabierały tempa i to z kosmiczną prędkością. Nie zdążył bliżej przyjrzeć się temu reliktowi minionych czasów jakim był jedyny swego rodzaju egzemplarz ludzkiego szczytu dziedziny wypasu czyli Harley Davidson. Wyglądało na to, że może działać. Ktoś pracował przy nim i to sporo. W tym momencie uważał, że Koen miał szczęście bo gdyby coś stało się tej maszynie chyba uścisk jakiego świadkami byli przed chwilą byłby o niebo mocniejszy. Podniósł głowę licząc na to, że ich gospodarz wrócił już do ludzkiej postaci i może przy odrobinie szczęścia da mu się przejechać. Jednak przeznaczenie miało zupełnie inne plany niż spełnić dziecięce marzenia Morbiusa. Najpierw pojawiła się kolejna dziewczyna i przedstawiła się jako Marienne Khak jeżeli dobrze usłyszał. Oczywiście nic mu to nie mówiło. Podniósł głowę odrywając spojrzenie od chromowanej blachy Harleya. Najwyraźniej Zhaaaw bawił się w dżentelmena. Jemu kobiety ostatnio dały się we znaki i starał się panować nad swoją męską naturą. Dobrze powiedziane "starał". W praktyce to okazywało się zawsze jakoś trochę trudniejsze niż w teorii. Uśmiechnął się i pomachał nowo przybyłej i już miał rzucić standardowym tekstem podrywaczów z barów w Center gdy kolejną osobą która zmaterializowała się przed nimi był nie kto inny jak sama Pepper. W dodatku wyglądała na nieźle poobijaną i.. jeszcze bardziej wkurzoną. Rzadko widywało się, żeby ktoś w takim stanie myślał o tym żeby porywać się na faceta w o wiele lepszej kondycji. Było jednak coś jeszcze. Ten gniew w jej oczach... Skrzydła, najwyraźniej Pepper nie była do końca tym za kogo ją brali. Popatrzył w stronę wielkiego kota w którego skórze nie chciał być teraz nawet za milion kredytek. Nawet za dwa miliony. No może za trzy by się zgodził. Skwitował to tylko jednym krótkim zdaniem, które mówiło tak naprawdę wszystko w obecnej sytuacji. -Masz przerąbane stary. Zhaaaw pospieszył już na ratunek Pepper znowu ubiegając Morbiusa. No cóż najwyraźniej póki co muszę podpierać ścianę na tej dyskotece. Pepper jednak szybko wstała co było nie lada wyczynem zważywszy na jej stan. Determinacji tej babce nie brakowało a on osobiście lubił takie gorące laski z piekła rodem. W tym przypadku było to dość dosłowne porównanie. - Jak to sie wszystko skonczy to przysiegam, ze cie znajde, przywiaze do tego twojego plecaka i osobiscie zdetonuje jego zawartosc! - A teraz do diabla niech ktos poda mi cos przeciwbolowego! Poszperał w kieszeniach płaszcza gdzie tkwiły rzeczy o którym nie śniło się filozofom. I znalazł to czego szukał. -Mi pomaga na ból głowy, ale podobno można mieć po tym problemy z potencj... Pepper spojrzała na dość dziwnie wyglądającą tabletkę tkwiącą między palcami dłoni Morbiusa i lekko się wzdrygnęła. -Nie dzięki, wolę jednak pozostać przytomna.
__________________ <miejsce na twoją reklamę> xD Ostatnio edytowane przez traveller : 10-05-2008 o 22:28. |
| | |
| | #67 |
![]() | Pantera zamigotała i zamiast niej pojawił się Koen. Szybko podszedł do Pepper. -Zrobisz co będziesz chciała a teraz daj mi obejrzeć te rany i chociaż trochę to poowijać. Z kieszeni kurtki wyjął standardową apteczkę pierwszej pomocy w jaką WS wyposażał swoich żołnierzy. Delikatnie ale stanowczo ułożył Pepper na płaszczu w który była owinięta i otworzył apteczkę. Do strzykawki ciśnieniowej włożył jedną z trzech ampułek środka przeciwbólowego i przyłożył aplikator do skóry dziewczyny. Ciecz pod bardzo dużym ciśnieniem wcisnęła się między komórki skóry zostawiając tylko ledwo widoczne zaczerwienienie. Szybko spryskał rany "bandażem w sprayu", preparat działał jako środek odkażający, tamujący krwawienie i zabezpieczający przed ponownym zabrudzeniem. Cieniutkie opatrunki z mikrotkaniny samoczynnie przylegającej i trzymającej się skóry, ale za to nie przyklejającej się do samej rany dopełniły dzieła. Koen zamknął i schował apteczkę. -Mój błąd ale nie sądziłem, że będziesz tam wracać. Następnym razem postaram się jakoś sprawdzić. Przepraszam. A jeśli zechcesz po tym wszystkim pociągnąć mnie do odpowiedzialności to będę do dyspozycji. Jesli nadal będę żywy oczywiście. Głos białowłosego był poważny i spokojny. Wyglądało na to, że pomimo paskudnego charakteru i zwyczaju doprowadzania do pasji wszystkich dookoła jednak umiał się przyznać do błędu i poddać konsekwencjom. Wyprostował się i spokojnie przebiegł wzrokiem po wszystkich twarzach. Odkąd wcisnęli mu w dłonie karabin zaraz po tym jak skończył trzynaście lat był żołnierzem ale taka sytuacja zdarzyła mu się pierwszy raz. Pod maską spokoju był na siebie wściekły jak jasna cholera, życie udowodniło mu, że nawet będąc profesjonalista nie da się uniknąć błędów. A najgorsze było to, że to nie on przez ten błąd ucierpiał. -Co robimy i dokąd teraz ruszamy? Pytanie zostało zadane mechanicznym tonem jakby właściciel głosu był duchem zupełnie gdzie indziej.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas... "Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce" A macie gogle? Ostatnio edytowane przez Durendal : 10-05-2008 o 22:51. |
| | |
| | #68 |
![]() | Mysli o Pepper nabraly dziwnego kierunku. Pozorna banda awanturnikow zaczela nabierac ksztaltu jakiegos szalonego jej pomyslu. Gosc wlasnie zamienil sie w kota co ewidentnie swiadczylo o... No wlasnie... Banda straznikow w jego garazu? I to ewidentnie zebranych z jakichs kryjowek przez Pepper! Ktorej to wlasnie tu brakowalo... Nie chcial myslec ile to go moze kosztowac a zastanawianie sie ile to bedzie kosztowac Pepper zostawil na pozniej. - Spokojnie, kolego, nie żebym sam nie miał ochoty tak go potraktować, ale mimo wszystko jeśli na ten tobołek na jego plecach przeskoczy iskra, to wszyscy, z tobą włącznie, znajdziemy się w połowie drogi powrotnej stąd do wieżowców Skyreal. Dokładniej mówiąc rozsmarowani po całym tym odcinku. Ogarniasz to? No więc byłbym wdzięczny za trochę więcej ostrożności. Spokojne slowa i zdrowa dawka logiki zawartej w nich deko uspokoily Johna. Z wdziecznym "kling" wyszarpnal pazury ze sciany i powoli zaczal zmieniac postac. -Ej stary spokojnie tak w ogóle to chyba przesadziłeś z tymi odżywkami ostatnio. Borgijska metka? Nie martw się gdzieś tu mam numer do jakiegoś dietetyka. (...) -Wow Harley??? No teraz to jestem już prawie pewien, że to nie dzieje się naprawdę. Spojrzal na innego mezczyzne i mruknal pod nosem: - Dietetyk? To ten od koni? Niewazne...- Zupelnie nie liczac na odpowiedz rzucil okiem w strone motoru. Usmiechnal sie lekko, juz w swojej ludzkiej postaci. Spodobalo mu sie ze ktos w tych czasach jeszcze wie co to harley. W koncy tydzien temu jakis dresik zwierzyl mu sie ze tez chcialby miec neonowe buty harleya... Heh, dno. W pewnym momencie garazem wrecz wstrzasnelo. Wstrzasnelo tez calkiem mocno obecnymi... No tak. Pepper i jej wejscia. Zwlaszcza jak, rzadko choc jednak, wpadala tak do garazu po wyprawie na jednego glebszego w pubie na rogu... Z tym ze teraz bylo inaczej niz zwykle. - Kruszynko moglbys tu wreszcie posprzatac.- Uslyszal glos Pepper No moze nie tak calkiem inaczej. Niemniej wygladala strasznie i John w jednej chwili zdecydowal sie pobiec na gore, do mieszkania i poszukac wsrod jej rzeczy srodkow przeciwbolowych, ktore zazwyczaj uzywala. Uslyszal jeszcze za soba slowa Pepper: - Koen.. Juz... Jestes.. Martwy... Kimkolwiek jest ten Koen podejrzewal ze bedzie mial niezla przeprawe z tym seksownym demonem... Minute, moze dwie zajelo mu przekopanie rzeczy Pepper. W koncu znalazl to czego szukal i zbiegl w dol akurat by zobaczyc bialowlosego pochylajacego sie nad Pepper. Wlasnie opryskiwal jakims srodkiem rany a obok niego lezala pusta... Strzykawka?! -Co robimy i dokąd teraz ruszamy? - Uslyszal pytanie, podchodzac do lezacej i gromady ktora wokol niej sie zebrala. - Hehe...- Zasmial sie pod nosem- Jezeli dales jej cokolwiek innego niz to- Pokazal w wyciagnietej dloni ampulke.- To jedyne gdzie pojdziemy to na gore, do mieszkania i to na pare godzin... Dobrze bedzie jak sie obedzie bez potrzeby zamykania jej gdziekolwiek, jezeli wpadnie w furie... A teraz pomozcie mi ja przeniesc. Lepiej jej zrobi lozko niz twarda podloga
__________________ ----------------------------------------------------- Info dla obslugi: Mam angielska wersje OS wiec nie posiadam polskich czcionek. Ostatnio edytowane przez corenick : 10-06-2008 o 20:16. |
| | |
| | #69 |
![]() | -Spokojnie to uniwersalny środek WS przeznaczony dla żołnierzy oddziałów specjalnych, ostatnio upowszechniony dla szerszego zastosowania. Wszystko sprawdzone tak by nie mogło zaszkodzić żadnej rasie widniejącej w rejestrach WS a przypominam, że wszyscy w nich widniejemy. Głos Koena był spokojny i równy. Wiedział co mówi, on sam od najmłodszych lat był leczony preparatami raczej hodowanymi niż robionymi chemicznie więc jego organizm potrafił ostro reagować na chemikalia dlatego też nosił wyłącznie sprawdzone pod każdym względem medykamenty. -Poza tym to nawet nie środek chemiczny tylko neutralne osocze z nanorobotami. Przez najbliższe kilkanaście godzin te maleństwa będą w czysto elektryczno-mechaniczny sposób opiekowały się jej systemem nerwowym, a gdyby nie umiały to są tak nastawione by nie podejmować żadnych akcji. Nie pytajcie skąd to mam. Są jeszcze tylko dwie dawki więc niech nikt nie prosi o to na ból głowy. Ostatnie zdanie powiedział już z lekkim mrugnięciem i delikatnym uśmiechem na twarzy. Wracał do siebie po tym jak koncertowo dał dupy i teraz miał naprawdę mocne postanowienie, że niczym nie namiesza i da z siebie wszystko.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas... "Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce" A macie gogle? |
| | |
| | #70 |
![]() | -Zrobisz co będziesz chciała a teraz daj mi obejrzeć te rany i chociaż trochę to poowijać. A zebys wiedzial, ze zrobie co bede chciala. Pomyslala bunczucznie jednak pozwolila Koenowi zajac sie jej ranami. Kruszynka gdzies zniknal i Pepper powziela w duchu nadzieje, ze chociaz raz pomyslal i poszedl przyniesc jej swierze ubranie i ampulke leku przeciwbolowego, ktory zostal stworzony specjalnie dla niej. Troche bylo jej zal Morbiusa. Nieco zbyt szorstko odrzucila jego pomocna dlon jednak jakos nie miala sily wdawac sie w tym momencie w dyskusje na temat roznic w rekacjach na srodki chemiczne i biologiczne przedstawicieli roznych ras wystepujacych we wszechswiecie. Nie widziala co dokladnie Koen robil z jej skrzydlami i nadpalonymi czesciami plecow jednak ulga jaka jej to przyniosilo skutecznie tamowala wszelkie watpliwosci. W koncu przeciez nie podal by jej niczego bez wczesniejszego uzgodnienia.. prawda? Mezczyzna zaczal mowic cos o bledzie. Wyraznie tez uslyszala slowo przepraszam. No, no... Czego jak czego, ale tego to sie po nim nie spodziewala. Zabawne ale w tej wlasnie chwili uzmyslowila sobie rowniez, ze nie czuje najmniejszego nawet uklucia bolu. -Co robimy i dokąd teraz ruszamy? - Hehe... Jezeli dales jej cokolwiek innego niz to, to jedyne gdzie pojdziemy to na gore, do mieszkania i to na pare godzin... Dobrze bedzie jak sie obedzie bez potrzeby zamykania jej gdziekolwiek, jezeli wpadnie w furie... A teraz pomozcie mi ja przeniesc. Lepiej jej zrobi lozko niz twarda podloga. Rozwscieczona do granic mozliwosci zerwala sie z prowizorycznego poslania ciskajac z oczu iskrami. Wiec jednak dal jej jakis srodek! Tlumaczenia, ze byl to jedynie uniwersalny srodek WS bynajmniej nie poprawily jej humoru. Nie dosc, ze nie mieli czasu to jeszcze teraz okaze sie, ze to wlasnie ona bedzie ich spowalniac. Niedoczekanie. - A ty gdzie do cholery byles zeby go przed tym powstrzymac?! Rzucila sie z oskarzeniami w strone Johna. - Nie mogles poprostu przeskoczyc na gore i z powrotem?! Musiales szwedac sie po tych twoich cholernych schodach?! Kim ty do diabla jestes?! Czlowiekiem?! Adrenalina pobudzona srodkami, ktore mimo iz w malych ilosciach to jednak i tak dzialaly na nia niekorzystnie, sprawila, ze powoli zaczynala tracic panowanie nad soba. Ruszywszy ku Johnowi szybkim krokiem wyrwala mu z dloni ampulke i przelamawszy na pol wysypala cala jej zawartosc na jezyk, a nastepnie polknela. Gdy znow mogla mowic skierowala sie w strone Koena. - Jezeli jeszcze raz wstrzykniesz mi cokolwiek bez mojego pozwolenia to przysiegam, ze rozszarpie cie na szczepy, a nastepnie nakarmie toba kanalowe szczury. I wierz mi, nie zartuje. Co ty sobie wlasciwie myslales?! Ze jestem jakims tam czlowiekiem lub istota z twojej planety albo i tez pospolicie spotykana mieszanka gatunkow?! Uniwersalny srodek! Uniwersalne srodki mozesz sobie sam podawac do diabla albo lepiej wsadz je sobie tam gdzie nawet slonce Center nie dociera. Oddychala ciezko z kazdym nastepnym slowem czujac wieksze zmeczenie gdy sproszkowana krew zaczynala oczyszczac jej organizm i regenerowac uszkodzone tkanki. Powoli tez nastepowala przemiana w Pepper jaka znali pozostali czlonkowie druzyny. Zniknely skrzydla, szponiaste stopy znow przybraly ludzki wyglad. Jedynie wlosy pozostaly takie same srebrzysta zaslona splywajac jej na plecy. Plaszcz, ktory podarowal jej Zhaaw zostal na ziemi wiec teraz stala przed wszystkimi naga i zupelnie tym sie nie przejmujaca. - Pytasz dokad ruszamy?! W sam srodek gowna i mamy na to doprawdy niewiele czasu. Przed zmrokiem musimy znalezc sie przy Lustrze chocby niewiem co i wierzcie mi nie dostaniemy drugiej szansy. Ruszcie wiec dupy i zacznijcie myslec nad sposobem w jaki tego wyczynu dokonamy, a ja.. ja w tym czasie chyba troche .. odpoczne. Falowanie swiata bylo jednym ze skutkow walki dwoch srodkow, ktore nagle znalazly sie w jej organizmie. Wiedziala, ze jezeli wygra ten podany jej przez Koena to skonczy bez zmyslow w lozku John'a i to na dlugie godziny po to tylko by obudzic sie zdrowa ale za to z poteznym bolem glowy. Jezeli wygra jej srodek to zakonczy sie to tylko lekkim oslabieniem. Tymczasem jednak czula sie jak po duzym i glebokim. Humor nagle sie jej poprawil co zaowocowalo radosnym usmiechem. Przyczyny dla ktorych jeszcze chwile temu wydzierala sie na wszystkich przestaly byc istotne. Bylo jej tak dooobrze... Jej wzrok wypatrzyl Teka stojacego nieco na uboczu i jak do tej pory milczacego. Tak byc nie powinno. Biedak pewnie poczul sie opuszczony... - Tek.... Chodz do nas skarbie. Jestes taki przystojny, a stoisz tam w cieniu. Taki facet powinien raczej znajdowac sie w towarzystwie chetnej i obdazonej przez nature dziewczyny co nie Marienne? Tobie przeciez nic nie brakuje wiec napewno sie razem dogadacie. Powiem wam w sekrecie ze John ma na gorze calkiem niezle luzko. Naaprawde niezle i nawet zbytnio nie skrzypi. Ja tymczasem.. Ja zajme sie tymi tutaj .... Pomysl ten jej samej wydal sie bardzo zabawny wiec wybuchnela szalenczym chichotem. - Morbiuuus.. Morbius przystojniaku czy nie sadzisz, ze moje piersi sa nieco za male? Aby ulatwic ocene ujela je w dlonie niczym dwa dorodne owoce. - Myslisz, ze powinnam je sobie powiekszyc? Bo wiesz.. Johnowi podobaja sie takie z duuuuzymi... A moze to chodzilo o male piersi i duze posladki?... Kruszynko? Mocno zaaferowana tym, ze nie moze sobie przypomniec jak to dokladnie mialo byc zwrocila sie do wielkoluda. - Kruszynko to jakie maam w koncu miec? Chcac ulatwic mu zdecydowanie sie chciala podejsc blizej ale jakims cudem jej lewa noga nie chciala isc rowno z prawa. Aby uchronic sie przed kompromitujacym upadkiem chwycila mocno Koena spogladajac mu przy tym gleboko w oczy. - Rany, ale ty masz oczyska.
__________________ Pragnienie mężczyzny zwraca się ku kobiecie, pragnienie zaś kobiety rzadko zwraca się ku czemuś innemu niż ku pragnieniu żywionemu przez mężczyznę. Spodziewany dzien 0 : 20 Styczen 2009 Ostatnio edytowane przez Midnight : 10-06-2008 o 23:49. |
| | |
| Reklama |
| |