![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #151 |
![]() | - Wojna?! Smok przeleciał ponad głowami zebranych. Rozpoczęła się panika. Słodka panika. Drow z lekko przymrużonymi oczyma szepnął z pod szerokiego ronda kapelusza: „A jednak wyszło na moje.” *** – Mistress, ja lubię wojnę. - Mistress, ja ją uwielbiam. - Ach, Mistress, ja kocham wojnę jak nic na świecie. - Kocham wojnę ludobójczą, kocham błyskawiczną, kocham wielofrontową, również ofensywną. - Kocham też bitwy, oblężniczą, przełamującą front, torującą odwrót, wyczyszczającą. - Wszystkie działania wojenne na tym świecie są obiektem mojej szczerej miłości. - Uwielbiam chwile, gdy sterowana przez żołnierzy katapulta niszczy mury wrogiego miasta. - Przepełnia mnie radość, gdy machiny oblężnicze oddają strzał i wraz z hukiem uderzeń rozbrzmiewa skowyt wrogich wojsk wyrzucanych w powietrze. - Gdy wyrzucony w powietrze wróg zostaje dodatkowo rozerwany przez niszczycielskie zaklęcie, moje serce tańczy. - Oddałbym dużo, aby ujrzeć jak mój błyskotliwy podkomendny przebija pancerz nieprzyjacielskiego żołnierza, tylko po to by zbroczyć ostrze cudzą krwią. - Gdy ów drący się w niebogłosy nieprzyjaciel zostanie uciszony wprawnym uderzeniem w serce, wypełnia mnie niespotykana euforia. - Kocham widok rzędu lśniących mieczy, gdy piechota tratuje przeciwnika, przełamując linię obrony. - Wzruszają mnie do łez chwile, gdy roztrzęsieni, najmłodsi żołnierze, desperacko dźgają i dźgają martwe już ciała wrogów. - Naprawdę, nie jest mi żal, wręcz przeciwnie, gdy uciekający żołnierze defetystów zostają schwytani i powieszeni na ulicznych latarniach. - Czuję się wspaniale, gdy płaczący jeńcy wraz z podniesieniem mojej ręki zaczynają padać jak koszone źdźbła zbóż przy mrożącym krew w żyłach odgłosie zwalnianej cięciwy. - Mile wspominam sytuacje, gdzie lekkozbrojna, heroiczna piechota, zostaje żywcem pochłonięta przez smoczy płomień. - Jestem dumny, gdy moi ludzie zabijają masowo kobiety i dzieci z wiosek bronionych przez nieprzyjaciół. - Kocham przytłaczać i niszczyć skromne jednostki wroga. - Największym wstydem jest dla mnie uciekanie na oślep przed i tak mającym mnie zaraz dogonić przeciwnikiem. - Mistress… - Coś mi się wydaje, że ty tak naprawdę nie wiesz co to jest wojna… - Ale…! Nie bój się. Nauczę Cię. Chociaż nie będzie toczona na powyższych zasadach… to mi nie przeszkodzi. - Wyciągniemy wszystkich tych, którzy śpiąc w swoich norach zaczęli o nas zapominać, w tym Ciebie. Wyciągniemy Cię za włosy i otworzymy żałośnie zaciśnięte ślepia. Nauczę Cię co to znaczy strach. - Tak, spalę twój świat do ostatniego skrawka, czego uwieńczeniem będzie to co ty i twój fagas zrobiliście Rithowi. To jest wojna…! - W drogę, Mistress…! Przygotuj się. *** Ray’gi i jego towarzysze wyruszyli. Podróż, jak podróż. Nie była zbytnio uciążliwa. Szli równo, a Barbak i Fungrimm zabawiali się, jak zwykle, plebejskimi gadkami. Ray’giemu to nie przeszkadzało, nawet trochę bawiło, ale na zewnątrz był chłodny jak zwykle. Grunt, kiedy byli już u stóp góry zrobił się grząski i stąpało się niepewnie. Jak zauważyli z pobliskich drzew zwisały dziwne kokony. Ray’gi chciał pobrać trochę wydzieliny, ale zrezygnował po kilku chwilach i tylko zwrócił uwagę na Barbaka zbliżającego się do wilka: - Może lepiej nie prowokujmy tych stworzeń. Nie wiemy co to jest i nie wiemy jak dużo jest tego w okolicy. Barbak zwrócił się do reszty towarzyszy. Zdaje mi się że ten Warg może nam pomóc. Nie wiem dlaczego, ale losy orków zawsze były w jakiś sposób połączone z Wargami. - Hmm…? Często kończyliście w żołądkach wygłodniałej watahy ? - A ten tu pojawia się moim oczom już po raz trzeci. To musi coś znaczyć. - Na przykład to, że możliwym jest iż ich jest tu więcej i to ich nie należy drażnić, hmm…? Ray’gi średnio przywiązywał wagę do komentarzy postępowania orka, bo wpatrywał się uważnie w szczyt góry, w kierunku którego podążył smok. Taak. Doskonałe miejsce. |
| | |
| Reklama |
| |
| | #152 |
![]() | - Hmm…? Często kończyliście w żołądkach wygłodniałej watahy ? Drow przyjął jak zwykle ton pełen wyższości i pogardy kierowane do wszystkiego i wszystkich. - Hmm.... Ork sparodiował ton czarnego elfa. Ciekawym jest to co powiedziałeś, zachowam to głęboko...... w swej pamięci. Ork zastanawiał się jeszcze gdzie i jak głęboko może mieć stwierdzenie drow’a, jednak się powstrzymał. Jego wypowiedź była spokojna, nie zaczepiał Lembasa. - Na przykład to, że możliwym jest iż ich jest tu więcej i to ich nie należy drażnić, hmm…? – Hmm... Króciutki uśmiech pojawił się na zielonej facjacie. To może być ciekawe. Fungrimm’ie gotów jesteś znaleźć swą zagładę? Gotów jesteś zobaczyć przed nią obraz rozszarpywanego, bliżej niezidentyfikowanego wezwłoka? Drow, nie zareagował. Tępo gapił się w dal czekając aż coś się stanie. Co? Może jakiś ptak nakitra mu na płaszcz, może aż te zwisające z gałęzi dziwne kreatury zrobią mu coś dziwnego.... Może aż osiągnie Katharsis. Barbak nie wiedział i nie specjalnie go to interesowało. Przed nim był Warg. |
| | |
| | #153 | ||
![]() | x Barbak: poprzez błotko i grząską ziemię, ruszasz powoli w kierunku czarnego warga. Blup, Bluuup – chlupocze ziemia pod twoimi stopami. Zapadasz się coraz głębiej i głębiej w ten cuchnący naturą syfek. I nagle zdajesz sobie sprawę, że nietrudno o zakażenie, jeśli ubabra się świeże rany na nogach... Głębiej tu niż sądziłeś. Ta dziadowskie kępy torfowca nachodzą na wodę i nie stanowią żadnego oparcia dla kogoś Takiego Jak Ty, kogoś tak masywnego. Warg obserwuje cię, kiedy się zbliżasz. Zadziera wysoko ogon, obnaża kły, i wpatruje się w ciebie. Waldorff; nie ma to jak krótkonogi dwarf na mokradłach! Podczas kiedy Barbak bawi się w zaklinacza wargów, ty już prawie ćwiczysz pływanie! Ray`gi: Kiedy Mistress przyszła spytać cię, czego pragniesz, aby spełnić twe marzenia, odwróciłeś się od niej. Teraz na myśl o wojnie wyzywasz ją w myślach na pojedynek.
Wszyscy; oj!... Field fire image by FFTaz23 on Photobucket Od pioruna torfowisko i wrzosowisko otaczające was błyskawicznie zajmuje się ogniem! Ściana ognia odcina Barbaka od reszty drużyny. Jesteście uwięzieni pośród pożaru i bagien! Z drzew w popłochu spełzają setki dziwnych obleśnych stworzeń, plątają się wszędzie, łażą wam po stopach, depczecie po nich, włażą wam na nogi poszukując schronienia przed płomieniami. Funghrimm; No nie! Jesteś blisko ziemi, toteż co chwilę któryś obleśny, lepko mokry stworek przebiega po tobie, od nóg, poprzez plecy, głowę, po ramionach w dół. Barbak; Kiedy uderza piorun i wybucha pożar, na moment odwracasz wzrok, a kiedy ponownie poszukujesz czarnego warga, ten znów znika. Odcięty ścianą ognia od reszty, jesteś w nieco lepszej sytuacji, z dala od ognia. Póki co. W świetle ognia rozjaśniającego noc, zauważasz nagle... liczne, krótkie włoski rosnące na.... wewnętrznej stronie twoich dłoni! Gah?! Przecież nie było ich tam wcześniej!!! Teraz masz jednak większe problemy; fala ognia zbliża się błyskawicznie!
__________________ I never cared before I met you | ||
| | |
| | #154 |
![]() | Ulga, radość, lekkość i brak tylu traumatycznych przeżyć. Odszedł od łóżka i schował pióro wojowniczki do sakwy wcześniej zawinąwszy je w kawałek tkaniny. Kiedy mieli już go odesłać skłonił się przed Almanakh. -Pani, chciałbym z nim porozmawiać kiedy poczuje się lepiej. Levin dołączył do drużyny, znowu zamiast brać czynny udział w akcji myślał. Myślał długo, rozważał problem, który go gryzł i to znacznie poważniejszy niż ewentualni bandyci pradawnej krwi. W końcu czym jest taki problem wobec wiecznej służby Almenie? Chociaż sądząc z tego co się działo w grocie Ray'giemu by się to spodobało. Mokradła są dostatecznym problem dla zdrowego człowieka a co dopiero dla ślepca. I po co to? Żeby spotkać się ze smokiem co pewnie znowu zakończy się walką. Po ostatnim (i dzięki Almanakh jedynym) spotkaniu ze smokiem jeszcze bolał go kręgosłup. Idąc prze bagna i padając grunt kijkiem (jaka szkoda, że jego broń została w lesie) podszedł do Kejsi i zagadał. -Chyba sporo wiesz o naszych potężnych przyjaciołach. Powiedz mi skąd Verion ma śmiertelne ciało. Nurtuje mnie też jeszcze jedno pytanie, jak myślisz dotrzyma on słowa? Zupełnie jakby samo przedzieranie się przez bagna nie było trudnością samą w sobie to zjawił się wilk. No ale Ork z krasnoludem poszli do niego (w wypadku tego drugiego adekwatniejsze byłoby popłyną) więc ten problem przestał być problemem. No cóż życie druida nie jest łatwe a jeszcze szybko rozprzestrzeniający się ogień na mokradłach (że on nie zgaśnie) utrudniał je jeszcze bardziej. Korzystając z tego, że szedł obok Kejsi położył jej rękę na ramieniu i powiedział przepraszająco: -Inaczej miałbym problem z uciekaniem. Oprócz z uczynności małej chimerki Levin korzystał z oczu Avadriela.
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP Komputer mi się rozwalił, będę jak uporam się ze wszystkim. |
| | |
| | #155 |
![]() | Oblewające, zimne, mokre błoto. Wszechobecne dostające się w absolutnie każdy zakamarek ciała błoto. Niektóre kobiety, zwłaszcza te z wieku średnim zapłaciły by zapewne fortunę za taki spacerek. Barbak jednak nie był w wieku średnim, nie narzekał na swą cerę i zdecydowanie nie był kobietą. Nie pojętym było dla niego jak ktoś może czerpać satysfakcje z taplania się w błocie, jak może uważać że rzeczone błoto robi coś dobrego, i jak na Palladine’a może jeszcze płacić za to ciężkie pieniądze. Błoto jest akurat tym czego zasadniczo nigdzie nie brak. Jakim problemem zatem jest zażyć kąpieli błotnej w przydrożnym bajorku? Tanio, szybko, skutecznie... można się całemu upierniczyć. Chcąc czy nie, Ork postąpił właśnie w ten sposób. Przypominając sobie rozmowy dziewczyn z bordelu z Ditrojd Ork z rozbawieniem pomyślał, że jego cera będzie teraz gładka jak pupka pisklaka. Może dzięki temu w końcu jakaś samiczka by się nim zainteresowała.. może wypadało by się troszeczkę ogarnąć.... Barbaku, tępa pało! O czym ty myślisz! Skup się nad tym co jest przed Tobą, czy może raczej pod tobą! Błoto, bajoro czy jakby to inaczej nazwać stawało się coraz głębsze. Błoto sięgało coraz to i wyżej, jednak jeszcze można było iść. Tylko czy z tego powody nie złapie jakiegoś syfa? Zielony zapytał sam siebie, gdy poczuł delikatne pieczenie z pod bandaży na nodze. Zobaczymy. Nie zabił mnie demon, smok. Zabije mnie ma własna noga?... Nie na pewno nie. Barbak powolnym krokiem zbliżał się do kawałka suchego gruntu na którym stał Warg. Stał? W tej chwili przypominał on raczej kulkę sierści, pazurów, kłów, zasadniczo tego z czego składa się zwierze gotowe do ataku. Był piękny! Nagle spadł na niego Armagedon. Stracił wzrok i słuch. Wszystko dookoła stało się białe, nie było widać niczego, uderzenie serca potem, wszystko było ciemne. Głośny huk? Wybuch? Ogłuszył. Nie słychać było absolutnie nic. Kilka chwil zajęło Orkowi dojście do siebie. Gdy już względnie zrozumiał, że dalej stoi w wodzie, musiał bardzo szybko przyjąć do wiadomości nowe fakty. Bajoro za nim płonęło. Jak bajoro może płonąć? Został docięty od reszty przyjaciół. Na dodatek Warg do którego tak delikatnie podchodził, urwał się gdzieś... nie było go już w polu widzenia i Ork był pewien że go nie dogoni. Trzeba było coś zrobić, zrobić szybko bo zaraz nie dość, że będzie przemoczony to jeszcze będzie przypalonym zielonym orkiem. Barbak zdjął z pleców Maleństwo. Początkowo uważał że nie powinien nic z nim robić, jednak teraz i tak było upierniczone błotem. I tak będzie musiał je czyścić. Sprawnie zanurzył łuk w mule, używając go niczym bosaka. Starał się czem prędzej dotrzeć do suchego miejsca. Tego samego w którym przed kilkoma chwilami stał jeszcze wilk. Palladine będzie mi kiedyś dane go oswoić? Barbak dawał sobie sprawę z retoryczności swego pytania. Nie oczekiwał odpowiedzi. Było to raczej wyrażenie żalu, niż oczekiwanie na pomoc ze strony bóstwa. Gdy po raz kolejny zanurzył Maleństwo w wodzie z zaskoczeniem, zauważył iż na jego dłoniach pojawiły się jakieś dziwne włoski. Nie miał czasu specjalnie się dziwić, jego ciało już nie raz zaskakiwało go, może tym razem nie będzie to jednak nic czego musiał by się wstydzić. Miał przynajmniej taką nadzieje. Ostatnimi czasy raczej nie prowadził życia rozpustnego, nie podejrzewał zatem aby mógł złapać, coś nieuleczalnego... i chyba mu kaktus na dłoni nie wyrośnie. Nie warto się tym przejmować przynajmniej na razie. Gdy próbował wygramolić się na suchy skrawek lądu, przypomniał sobie pewne zdarzenie, jakie już kiedyś przeżył. Spojrzał ponownie w niebo, uśmiechnął się w duszy, po czym wykrzyczał głośno: - NO PRZECIEŻ NIE PIJĘ!!! PRZYNAJMNIEJ NIE DUŻO!!!! Te pioruny nie były potrzebne! Gdy wygramolił się w końcu na kawałek czegoś suchego spojrzał na to co działo się za jego plecami. I przeżył szok. Jego przyjaciele byli odcięci. Otaczał ich płomienny krąg. Ciekawe jaki piorun powoduje utworzenie płomiennego kręgu? Ork był pewien, że ktoś tu się komuś naraził. Nie był to on, Palladine też raczej nie słynął z tego typu zabaw, poza tym miał chyba teraz na głowie ważniejsze sprawy. - Fungrimm Ty przerośnięta kurzajko! Kejsi! Levin i reszta!!! Pod wodę! Przejdźcie pod wodą! Pod ogniem! Kierujcie się w moją stronę, za moim głosem! Tu jest sucho i się NIE PALI!!! TUTAJ!!!! SZYBKO BO BĘDZIECIE ZARAZ PRZYPOMINAĆ GRZANKI!!!! TUUUUUUUUUUUUUTAAAAAAAAAAAAAAJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ Ork nie żałował gardła, wydzierał się możliwie głośno, aby jego przyjaciele wiedzieli w którą stronę mogą się kierować. Na wszelki wypadek w jego dłoniach pojawiła się strzała. Ubłocony pocisk, znalazł się na ubłoconej cięciwie. - Maleństwo! Tylko grzecznie! Nie strzelamy do swoich, walimy do tego, co jest brzydkie i nas nie lubi... Ork mówił sam do się. Wiem, że będzie cię korciło, ale nie walimy też do Drow’ów. Przynajmniej nie tych, których znamy. Uważając, aby śliska cięciwa nie wymsknęła mu się z zielonej dłoni, Ork poszukiwał celu dla strzły. |
| | |
| | #156 |
![]() | - Fungrimm Ty przerośnięta kurzajko! Kejsi! Levin i reszta!!! Pod wodę! Przejdźcie pod wodą! Pod ogniem! Kierujcie się w moją stronę, za moim głosem! Tu jest sucho i się NIE PALI!!! TUTAJ!!!! SZYBKO BO BĘDZIECIE ZARAZ PRZYPOMINAĆ GRZANKI!!!! TUUUUUUUUUUUUUTAAAAAAAAAAAAAAJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ Krzyk Orka przebił się przez szum płomień. Levin nie czekał na odpowiedź czy reakcje Kejisi. Szybki rzut oka (a właściwie oczu kruka) upewnił gdzie jest Barbark. Podszedł w tamtą stronę jak najbliżej mógł i pociągnął za sobą Kejsi. -Zaraz będziesz musiała zanurkować. Nie czekając na odpowiedź rzucił do reszty. -Płyńcie za mną wiem gdzie jest Barbark. Woda, o ile było można to nazwać wodą, sięgała mu za pas. Do tej pory była to przeszkoda w poruszaniu się, teraz była to pomoc. Przed przygotowaniem się do nurkowania, rzucił do chimery. -Złap mnie za nogę i zamknij oczy, w przeciwnym wypadku będziemy płynąć w różnych kierunkach. Nie otwieraj oczu, będą tylko potem piekły. -Barabark!!! Płyniemy!!! Wziął kilka głębokich oddechów, zamknął oczy i zanurkował. Nie był świetnym pływakiem ale odległość też nie była dużą. Przed odpłynięciem upewnił się, że Kejsi zastosowała się do jego instrukcji. Starał się płynąć jak najbliżej dna. -Nigdy nie nauczysz się pływać w ten sposób! W głosie mistrza Levin wyczuł lekką irytacje, zawsze był bardziej wyczulony na emocje od innych ludzi. -Wiem co zrobimy. Wszedł do wody i trzymając go za ramię podholował kawałek. -Czujesz grunt pod stopami? -Nie. -To dobrze, ja też nie. Odepchnął się od młodzieńca i odpłynął. Levin przewrócił się na plecy i zaczął młócić wodę rękami i nogami. Woda jakby odpowiadał na jego ataki zaczęła wchodzić mu do oczu. W końcu poczuł upragniony grunt pod stopami. "Kruki nie są stworzone do pływanie." -Ale ludzie tak. "Kiedy on podpłynął?" "Kiedy Ty się topiłeś." -Co Wam mówiłem? Mury! Słyszę Waszą rozmowę bez wysilania się, więcej muszę się wysilać, żeby Was nie słyszeć. -Przepraszam mistrzu.
__________________ Początek wojny - rekrutacja do CP, kontynuacja Problemów Dyskusja na temat ról w świecie CP Dyskusja na temat religii w CP Komputer mi się rozwalił, będę jak uporam się ze wszystkim. |
| | |
| | #157 |
![]() | Był milczący i zły nawet z Orkiem nie kłócił się od jakiegoś czasu. Brakowało mu jego oręża. Jego ulubionej księżycówy. To co miał w tym momencie w plecaku tylko go bardziej zdenerwowało. Ale nie był już bezbronny. Szukał wzrokiem kogoś na kim mógłby wyładować swą agresje. -Doneweterh, nie lubię bagien. Dwarfy nie są stworzone do bablania się w błotu. Co ja goblin czy Ork jestem. – Błoto kawała błota znów go chlapnął w twarz. – Podniósł się z kolan i wygramolił na tyle że woda sięgała do ramion. Był może niezbyt ładny ale za to był uparty jak..... stary Dwarf. I trochę ślepy ale tego nikt mu nigdy nie powiedział. Nie wprost. Nie po to by stracić zęby. Rozwój przypadków nie zaskoczył. Obcowanie z demonami nauczyło go nie dziwić się. Pioruny, ogień, lodowa śliźgawka w płonącym domu? Pestka. Ale sytuacja była zła. Wyglądało na to że to będzie jest koniec. Ale to nie była ta śmierć o jakiej myślał. Gdyby to był jeszcze oddech smoka ale torfowiska. -Co ze mnie za idiota że się dałem tu wciągnąć. Mam nadzieje że ten ogień jest tylko na zewnątrz bo jeżeli zapalą się pokłady torfu pod nami tooooo nie chcę wiedzieć co się dalej stanie. - Fungrimm Ty przerośnięta kurzajko! –Ork po staremu znalazł się w tej lepszej sytuacji. Wyglądało na to że pomysł jak się uratować. Wołał go -KONFLIKT? Ja ci dam kurzajkę! Poczekaj niechcię tylko dopadnę w swoje łapy. Rzucił się w wodę tak jak doradzał mu przyjaciel. Starał się zapomnieć że z natury nie lubił i nie był pewien czy potrafi pływać. Takie szczegóły nie powinny prawdziwemu zabójcy nigdy zaprzątać głowy... -prchhhy Już ja cię prcchhs złapię khhhddiii –Fungrihhm nie tylko w przenośni walczył o życie starając się uciec przed ogniową ścianą... |
| | |
| | #158 |
![]() | -prchhhy Już ja cię prcchhs złapię khhhddiii Odgłosy jakie dotarły do zielonych uszu świadczyć mogły tylko i wyłącznie o jednym. Jego stary, stetryczały i najlepszy przyjaciel połknął haczyk. Ork uśmiechnął się od ucha do ucha. W obecnej sytuacji (płonące torfowisko, otaczające ich chmary zwisającego czegoś, wataha wilków za plecami etc.) zestawienie jego uśmiechu z realiami mogło by świadczyć o pomieszaniu zielonych zmysłów. Ale to w zasadzie potwierdzało by dlaczego znalazł się w tej kompanii. Postanowił zastanowić się nad tym potem. Wpatrywał się otoczenie. Starał nie patrzeć na płonącą ścianę. Nie, nie dlatego że od patrzenia bolały oczy. Patrzenie w taką masę ognia uczyniło by go ślepym w przypadku, gdyby ktoś starał się do niego podejść z przeciwnego kierunku. Tak wiec stał odwrócony do ściany ognia, z napiętym Maleństwem. Jak by to Fungrimm powiedział, zabezpieczał tyły, tyle że z przodu. Wiedział, że dwarf stając się teraz czymś pomiędzy pędzącą lokomotywą parową, pancernikiem i łodzią podwodną podążał za jego głosem. Pędził, ale czy umiał pływać? Była to dość kluczowa kwestia dla persony, która wzrostem równać może się co najwyżej z przerośniętą wiewiórką. Mimo wszystko Barbak wierzył w przyjaciela. - Fuuuuuungriiiiiiiiimmmmmmmm!!! Szybciej nie potrafisz??? Byle Derro, szybciej wydostał by się z tego płonącego kółeczka. No szybciej dziadku! Szybciej!. Szybciej przyjaciele! |
| | |
| | #159 |
![]() | Kejsi nie lubiła mokradeł, a zwłaszcza teraz, kiedy miała nowiutką sukienkę, nowiutką, nowiutką! - Chyba sporo wiesz o naszych potężnych przyjaciołach. Powiedz mi skąd Verion ma śmiertelne ciało. - Almanakh i Lavender wspominali o tym – odpowiedziała Levinowi. – Dawno temu, dawno, dawno, Verion przybył do Wymiaru Bieli, był tutaj jedynym demonem wtedy! Wyruszył na poszukiwania Almanakh, zakochał się w niej, i chociaż otaczali ją jej przyjaciele, wojownicy Światła, gotowi go zabić, chociaż ona o tym wiedziała i mu zabraniała, martwiąc się, on stale przychodził do niej, umykając sługom bieli, chowając się przed nimi! Pewnego dnia jednak Lavender wykrył obecność Veriona, i przekonany, że Verion przybył by zgładzić Almanakh, stanął z demonem do walki! Verion zabił Lavendera w tym starciu, ale Lavender umierając rzucił na niego klątwę, mocą swej Bieli odbierając Verionowi nieśmiertelność! - Nurtuje mnie też jeszcze jedno pytanie, jak myślisz dotrzyma on słowa? - Nie wiem, to w końcu demon, bakłażan! Kiedy wybuchł pożar, Kejsi wpadła w panikę. - Fuuuuuj, są wszędzie, wszędzie!!! – opędzała się od ohydztw pełzających wokół. – Zabierzcie to!!! Nagle jeden z robali został przebity strzałą. - Dzięki Barbak, dzięki, dzięki! Kiedy jednak Levin poprosił ją o pomoc, Kejsi postanowiła być dzielna. - Barbak jest tam, chodźmy do niego! Trzymaj się mocno! – złapała go za rękę i prowadziła możliwie najlepszą drogą. – Tu jest głęęęęę!!! – plusnęła w wodę po czubek głowy, wynurzyła się i wypluła kępkę mchu. – Tfu! Tutaj, tutaj! Przepłyniemy pod ogniem!
__________________ a takie tam |
| | |
| | #160 |
![]() | Wszyscy; Kierowani nawoływaniami Barbaka, wspomagani przez ostrzał z Maleństwa, mający na celu przerzedzenie szeregi paskudztw, brniecie przez mokradła, umykając przed ogniem. Pomysł przepłynięcia pod płem torfowców zostaje potraktowany z entuzjazmem i wkrótce całą drużyna zgodnie babra się w cuchnącym błotku. Barbak, kiedy kolejni członkowie drużyny oblepieni apetycznym syfkiem i mszakami wyłaniają się jakby spod ziemi, masz wrażenie, że człapią ku tobie zombi z bagien. Najwięcej ucierpieli Akrenthal i Estre, którzy najpóźniej zdecydowali się na kąpiel, trochę są podczadzeni i podsmoleni, nie wspominając że wydłubują z uszu śluz obleśnych stworków z drzew. Tak więc, droga powrotna odcięta przez pożar i kłęby dymu. Cuchnący, mokrzy i oblepieni syfem, ruszacie na spotkanie z czcigodnym smokiem z góry. Szybko zauważacie jednak, ze macie towarzystwo. Raz, dwa, trzy, cztery, sze.... dziesięć, jedena....?! Aż tylu was nie było, z bagna zaś wyłaniają się kolejne postacie! Z radosnym bulgotem, podążają za wami. Jest ich ośmiu [ośmioro? Jak tu odróżnić płeć?] ![]()
__________________ I never cared before I met you |
| | |
| Reklama |
| |