Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-17-2008, 22:27   #171
 
Josonosimiti's Avatar
 
Reputacja: 1 Josonosimiti jest na bardzo dobrej drodze
$: 12 391
Follow the dragon...
Follow the dragon...

Apokalipsa!
No może nie przesadzajmy... To tylko wielka wyniszczająca rasy wojna, która powtarza się cyklicznie przecinając boleśnie oś czasu niczym sinusoida.
Taaaaak, to tylko zasrana wojna...

Las, bagna stwory i potwory. To wszystko, takie nieistotne.
W sercu mając nadzieję. Nową nadzieję, której nie zniszczy nawet rozpoczęta wojna, Estreiche z zapałem kroczył za towarzyszami. Dobrze wiedział czego chce.

Follow the dragon...

Liczy się jedno. Może zginąć. Nie jest to czymś niezwykłym. Ciągle ktoś gdzieś ginie. Nie mógłby jednak zginąć nie wiedząc... Pragnął tego. Wręcz żądał.
Uważał, że mu się ta wiedza należy.

Nawet kamienny most nie wydawał się przeszkodą. Otchłań pod stopami nie była straszna. Wyglądała śmiesznie w oczach pełnych pasji.

"Follow the dragon... , Follow the... huh ?!"
Valgav! Błyskawice, ziemia, skały powietrze, ucieczka i popłoch.
Biegnie, biegnie przed siebie, wśród tumanów pyłu. Rękoma zasłania oczy. Barabak, walka. Migoczące obrazy, uciekające sceny i przejaśnienia wizji.

Drużyna. Co z resztą?
W opętaniu kompletnie o nich zapomniał.
Uciekają. Biegnie za nimi. Zatrzymali się. Czarny smok przestąpił im drogę.
Estre zrozumiał, że to jedyna szansa. Przepchnął się między towarzyszami wychodząc na przód. Z trudem utrzymywał się na nogach. Gorące powietrze szarpało, ubraniem elfa i nim samym. Zebrał w sobie trochę siły i rozprostowując ciało krzyknął.

- Oto i jestem Mistress ! Co teraz ? Daj mi jakiś znak, wskazówkę cokolwiek! Każda chwila nieubłaganie zbliża mnie do klęski. Nie mam za wiele czasu. Czy tak ciężko zrozumieć moje cierpienie?! -

Czekał... Czekał na odpowiedź patrząc z przerażeniem w wibrujące nozdrza bestii i płonące oczy.
 
Josonosimiti jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 07-17-2008, 22:46   #172
 
Szarlej's Avatar
 
Reputacja: 3 Szarlej wkrótce będzie znany
$: 87 868
Szalona ucieczka, tupot stup za nim i przed nim. Avadriel przesyła obraz. Przed nim chimerka i krasnolud (który zaskakująco szybko przebiera krótkimi nogami) za nim reszta. No ale nie to było istotne, istotny był smok. Wielki, czarny tyle mógł o nim powiedzieć. Strach, to pierwsze co poczuł. Ale nie jego strach, o nie. Strach Avadriela. Zwierzęce przerażenie przed większym drapieżnikiem. Kruk uświadomił sobie, że zalewa swego partnera tym uczuciem i wzniósł łagodne mury obronne. Ochrona była dostatecznie silna by odciąć Levina od strachu a za słaba aby odciąć do od kruczych zmysłów. Druid przestał odczuwać strach. Zresztą nie chodzi o to, że był odważny. Po prostu cała ta chemia, którą wytwarza organizm jeszcze działała a oczy (dokładnie krucze oczy) nie zdążyły jeszcze przekazać do mózgu informacji:
"Przed Tobą stoi wielki smok, który może Ciebie zabić i nawet tego nie zauważyć, więc radzę uciekać i to szybko bo nie będzie co z Ciebie zbierać."
No cóż, niestety szybciej dotarła trochę inna informacja:
"Przed Tobą stoi ten skubaniec, który próbował Ciebie i Twoich przyjaciół zabić, no i zabrania Wam przejść przez most."
Więc Levin w ludzkiej głupocie postąpił naprzód. Avadriel zakrakał i schował sie za Barbarc'iem.
Krok do przodu, jedna ręka puszcza ramie Kejsi.
Następny krok, czemu druga ręka zaciska się na brzytwie? Ta broń wydawała się śmieszna przeciwko bagnistym stworom a co dopiero smokowi.
Trzeci krok, odłączenie się od Avadriela, po co ma czuć ból.
Czwarty krok, czemu byłem tak głupi? Czemu duma nie pozwala mi zawrócić?
Piąty krok już ostrożniejszy, bez oczu kruka nie widzi ścieżki, musi wcześniej badać ją nogą.
Szósty krok, ja oszalałem?!
Siódmy krok, ciało druida spina się w oczekiwaniu na uderzenie.
Ósmy krok, Pani pomóż.
Dziewiąty krok, jak to przeżyje nie będę taki uparty.
Dziesiąty krok, myśl numer jeden dotarła do umysłu Levina.
Jedenasty krok, ślepiec dotarł do smoka, wyciąga drżącą rękę w jego kierunku. Gdy go dotknął próbuje iść wzdłuż niego.
 
Szarlej jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-18-2008, 10:42   #173
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 38 024
Pozostać pod pędzącą lawiną to śmierć. I to taka której nie możesz nic przeciwstawić. Ani siłę, ani umysł czy refleks. To nie była śmierć dla niego. Szukał jej ale z głową. Nie sztuką dać się zabić przez chłopskie widły dlatego że wykorzystałeś jakąś młódkę w polu... Sztuką to wypełnić swą misję i oddać swe życie. Tylko w ten sposób mógł spłacić swój dług wobec klanu. Gdyby przeżył sukces spłynęłaby na niego gloria i chwała. Obiecał że ich w życiu nie zazna.
Popatrzył spode łba co wyprawia Elf.
-Aye, prawde że wszystkie gustegrune lembasy to zdrajcy. Załatwimy i to z czasem.
Jego planem, a raczej zamierzeniem było stworzenie czy też pomaganie w stworzeniu nowej idei. Nowej rzeczywistości. Tam biel i fiolet miały być sobie współistotne. A to że przed chwilką umarł Veriona-Bakłażan pokrzyżowało mu plany. Po cichu dodał, miał nadzieje że zainteresowany usłyszy.
-Asth, przepraszam za tę zadymę w Burdelu. To miało uratować Fioletowego Kulfona. Nasza umowa jest aktualna cokolwiek by się nie działo. Zabierz stąd Kejsi i Barbaka.
Przed nim na moście była dwójka członków drużyny. Wydawało się że Legionowi również odjechało. Nie no on nie mógł pozwolić by tu zginął ktoś inny niż. Ktoś z Jego drużyny.
-Barak khazuuud.
Ruszył w stronę orka, wyciągnął siekiery i zrzucił plecak. W pełnym biegu zakrzyknął
-Jeżeli komuś o tym powiesz, sprawię że w życiu nie dotkniesz już żadnej kozy lub owcy!
AAAAAaaaaaaaaoooooo RRRRRRzzzzzuuuuuuuććććć mmmmnnnnnąąąąą!

Gdy był dwa kroki przed Barbakiem wyskoczył w górę i przyciągnął prawą rękę i nogę do siebie a lewą część ciała wystawił szeroko tak by można było go łatwo złapać

****
BBBBuuuaaaaccchhhaaaa, zaraz cię dopadnę Der hässlich Drachen.
DDDDDDDDDDDDYYYYYYYYYYYYYYYYEEEEEEEEEEEEEEEEE
 
Vireless jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-18-2008, 10:52   #174
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 57 246
O dziwo, zielonoskóry dobiegł do smoka, o dziwo nie został zabity po drodze przez lecące głazy, o dziwo też nie zabił go przypadkiem przelatujący smoczy ogon. Zielone oczy wychwyciły jeszcze, dziwny, szybko przemieszczający się fioletowy kształt. Coś jakby cień który dołączył się do szarży na smoka. Czyżby Astaroth stwierdził że jest to dobry moment na to aby włączyć się do walki? Lepiej późno niż wcale. Wszystkie te myśli przemknęły przez głowę orka w ułamku sekundy. Nie było czasu na jakiekolwiek koordynowanie działań, nie było czasu nawet na to aby cokolwiek powiedzieć, krzyknąć coś jeszcze. Sylwetka smoka stała przed oczyma i była tak duża, że przysłaniała sobą już w zasadzie wszystko. Barbak wpadł w szał! W tym stanie nie liczyło się już w zasadzie nic. Był on, były jego sztylety, znak że Palladine, mimo że daleko to cały czas mu sprzyja i był smok. Valgaav, kihara Gava. Smok którego do niedawna Ork uważał za sprzymierzeńca we wspólnej walce? Walce? Nie sprzymierzeńca w dążeniu do celów które w jakimś stopniu były wspólne. Sprzymierzeńca przepełnionego sprzecznymi uczuciami, zamkniętego w sobie i cierpiącego. Cierpiącego w zasadzie przez czas, który dla orka był równy wieczności. Sprzymierzeńca, któremu do niedawna gotów był zawierzyć życie, a na którego teraz szarżował z bronią w ręku.

Dopadł go, uderzył, trafił. Ostrza weszły w ciało. Zadały rany. Posoka zaczęła się lać. I co? I nic. Co dwa sztylety są w stanie zrobić smokowi? Nawet jeśli są to uświęcone sztylety.
- Może ci pomóc? Z góry dobiegł go gardłowy głos przeciwnika.
Smok złapał go bezceremonialnie za ramię, zaczął dźgać sam siebie orkową bronią. Trzymał cały czas. Ork niczym szmaciana zabaweczka latał to w prawo to w lewo niezdolny do czegokolwiek.
- Tego chciałeś?
- A jak Ci się wydaje? Ufałem Ci! Szanowałem Cię! Byłeś dla mnie uosobieniem cnót i prawości! Byłeś Kimś Valgavie!
Wykrzyczał Ork przez własne łzy, obijając się o różne przedmioty. Wykrzyczał to przez łzy tak związane z przeszywającym go bólem, jak i związane z zawodem jakiego doznał.

Za nim wykrzyczał coś Astaroth. Tak to faktycznie był Ast. Może zatem jest jeszcze jakaś nadzieja. Demon zaatakował! Ku zdziwieniu orka smok nie podjął walki, dostojnie, acz jakby niechętnie wycofał się. Zniknął. A rok głośnym pacnięciem wylądował na ziemi. Ręka rwała tępym bólem. Mógł ją jednak ruszać. Zadem poza tym , że bolała nie stało się z nią nic poważniejszego. Tak przynajmniej mu się wydawało.

Nie było czasu zastanawiać się co dalej. Przed orkiem rozbił się ogromny głaz otrzeźwiając go i zmuszając do ucieczki. Jedynym rozsądnym kierunkiem zdawał się być ten w którym udała się reszta drużyny. Ork zatem pobiegł tam czemprędzej. Gdy jednak dobiegał do krawędzi urwiska zastanawiał się po co tu biegł? Przecież i tak nie przejdzie na drugą stronę. Przecież i tak nie wejdzie na ten most mowy nie było. Tak długo jak długo miał pod nogami pewne oparcie biegł, gdy jednak stanął nad krawędzią przepaści nogi się pod nim zaczęły uginać.

- O nie! Palladine! Ześlij proszę jakiś wielki kamyczek prosto w moją głowę! Bo ja tędy nie przejdę na pewno! Mowy nie ma!

Tymczasem obok orka działy się rzeczy nader ciekawe. Valgav co i róż wykrzykiwał sentencję Thou shall not pass!!! Jak zdarta płyta. Cały czas to samo. Dodatkowo wymachiwał skrzydłami i tworzył dookoła siebie niezdrową ilość wysokiej temperatury. Zasadniczy problem polegał jednak na tym że stał po drugiej stronie mostu. Ork nie mógł się do niego dostać i nie chodziło tu o jego wrodzoną awersje do wysokości.

Levin szedł w najlepsze środkiem skalnego pomostu. Jakby nigdy nic spacerował sobie w kierunku smoka. Z brzytwą w dłoni! Niezły jest! Ma zdecydowanie nie po kolei w głowie! Dobry jest! Uśmiechnął się maniakalnie Ork.
-Asth, przepraszam za tę zadymę w Burdelu. To miało uratować Fioletowego Kulfona. Nasza umowa jest aktualna cokolwiek by się nie działo. Zabierz stąd Kejsi i Barbaka.
- Karzełku, pilnuj własnego siedzenia. Nikt nie będzie mnie stąd zabierał! Tam jest smok!


W zielonych dłoniach pojawiło się Maleństwo, na cięciwie już miała pojawić się strzała.
-Barak khazuuud. Gardłowe kranoludzkie słowa zadudniły w orczej głowie.
- Kazuuud por ke? Odrzekł Ork, ale jego przyjaciel biegł już na niego z bronią w rękach!!! Brak nie był do końca pewien czy tę szarżę spowodowały wypowiedziane przez niego przed chwilą słowa, czy było to coś innego. Na wszelki wypadek cofnął się dwa kroki od skalnej krawędzi.
-Jeżeli komuś o tym powiesz, sprawię że w życiu nie dotkniesz już żadnej kozy lub owcy!
- Ale o co Ci chooooo.......
- AAAAAaaaaaaaaoooooo RRRRRRzzzzzuuuuuuuććććć mmmmnnnnnąąąąą!

Zdumienie zielonego nie miało granic, jednak nie spowodowało zaćmienia umysłu. Maleństwo z delikatnym brzęknięciem niezadowolenia upadło na ziemie. Na dwa kroki przed nim krasnolud wyskoczył w powietrze. Zadziwiająco wysoko i zadziwiająco sprawnie jak na jego wzrost i wiek.
Dłonie Barbaka zacisnęły się na kraznoludzkiej lewej kostce i lewym nadgarstku. Pęd dwarfa, Barbak zamienił w ruch wirowy. Obrócił przyjacielem trzy razy wokoło własnej osi. W tym czasie na powrót przysunął się do półki skalnej. Słyszał zatrważający śmiech przyjaciela, gdy ten znajdował się jeszcze w jego rękach. Gdy kręcąc się Barbak dotarł nad krawędź wypuścił druha. Celował oczywiście w smoka. Celował tak aby Fungrimm leciał nad mostkiem. Tak aby przeleciał nad Levinem i podążając dalej lotem parabolicznym spadł na Valgaava.
YouTube - Nightwish - Over the hills and far away

Thou shall not pass!!!
No!!! But some of us shell fly abvowe!!!


W zielonych dłoniach na powrót pojawiła się niezadowolona broń.
- No już nie bocz się! Mamy smoka do zabicia. Nie celuj tylko w ten mały lecący, kurzajkowaty kształt. To Fungrimm!!

Smok był na szczęście na tyle duży że spokojnie można było do niego strzelać nie przeszkadzając przyjacielowi.
 

Ostatnio edytowane przez hollyorc : 07-18-2008 o 19:52.
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-18-2008, 20:28   #175
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 2 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 48 653
- Valgaaaaav!!!
Przecież w przyszłości ,w świecie Ritha, w świecie nienawiści, w świecie gdzie nawet Wojownicy Światła polegli, Valgaav... przybył im z pomocą! Przecież walczył u ich boku z Rithem! On przecież nie jest zły!
Zbyt wiele sprzeczności, chiemerka była zagubiona. Pomagał im, katował Veriona, zaatakował bez powodu! Kim on był, czego chciał!? Czego... Tacy Jak Ona chcieli od niego!?
Barbak i Astaroth próbowali zatrzymać smoka, aby reszta mogła uciec! Było to bardzo bohaterskie, ale czy konieczne!? Znów przelewają krew, agresja rodzi agresję!
Kejsi nie rozumiała dlaczego widziała w smoku istotę bardzo cierpiącą, godną współczucia. Kogoś, komu bardzo, bardzo, bardzo brakowało czegoś w życiu, kogoś bardzo, bardzo, bardzo nieszczęśliwego!
- Przepełniony bólem, on po prostu chce, aby ktoś był Taki Jak On, aby ktoś cierpiał Tak Jak On, on nie chce być sam! – jęknęła z rozpaczą Kejsi. Jeśli to prawda, jeśli całą jego rasę wymordowały demony... Przecież jest on całkiem sam, zupełnie sam!
Nie umiał poradzić sobie ze swym bólem, nie umiał być demonem, jakim się stał, był czarnym smokiem, znienawidzonym przez demony, przez samego siebie! Sytuacja była kiepska, skoro Almanakh i Światło nie potrafiły uleczyć Valgaava, ani sztylety Barbaka, ani szable Astarotha tego nie zrobią, a tym bardziej słowa Kejsi! On potrzebował kogoś, kogoś Takiego Jak On!
- Znajdziemy go!!! – krzyknęła Kejsi. – Valgaav, pomożemy ci szukać, pomożemy ci znaleźć Takiego Jak Ty! Przecież tego chcesz, prawda!? Tego właśnie chcesz!
Rzuciła się biegiem ku smokowi. Wyjęła piórko Alamankh i ukryła je w dłoni.
- Valgaav, musimy tam przejść! Biała gwiazda zgasła, wiatr ucichł, zwierzęta oniemiały! Co stało się ze Światłem, z Almanakh, z Verionem!? Musimy się dowiedzieć! Przepuść nas! Musimy się dowiedzieć i cokolwiek się stało, walczyć by to naprawić, walczyć razem! Przecież jesteś czarnym smokiem, nie Kiharą Gaava, przecież chcesz, aby biała gwiazda oświetlała życie, przecież chcesz tego! Nie wiem, czy to wina Mistress, czy Veriona, ale jeśli mogę, uwolnię cię od ich mocy, czarny smoku! Chodź z nami, Tacy Jak Ty przysięgali chronić Bramy, chronić Almanakh!!!
Ostatnie słowa wykrzyczała już podczas dalekiego skoku. Miała zamiar przyłożyć piórko do łapy smoka i modlić się do Światła by to podziałało.
- Światło nieskalane, Światło niepokonane... I choćbym kroczyła mgłami chaosu... zła się nie ulęknę... bo Światło jest ze mną!!!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-18-2008, 21:02   #176
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 4 Blacker wkrótce będzie znany
$: 120 843
- Valgaavie - wydyszał wściekle Astaroth, gdy przeciwnik umknął przed jego atakiem - Nie LIcz, że Tacy jak oni dadzą się zwieść twoim słowom. Zaufali mi i przekonają się, że podjęli słuszną decyzję!

Funghrim krzyknął , że zadyma w burdelu była by pomóc Verionowi. Choć Astarotha zirytowało to jeszcze bardziej, gdyż pomimo ich współpracy szczerze nielubił Veriona, to jednak nie był to odpowiedni czas by wyjaśniać to krasnoludowi. Grunt to to, że Verion był martwy i już więcej nie będzie się mieszał w jego szyki. Zasłużył na to strzelając do niego - widać przywykł że może robić co mu się żywnie podoba i nie będzie musiał ponosić za to konsekwencji. Jakby tego było mało, niedługo po tym prosił go o pomoc gdy Valgaav wykorzystywał jego słabość. Takiej arogancji Astaroth nie mógł mu wybaczyć, więc zostawił go tam na pastwę smoka i choć drużyna usiłowała zaprzepaścić tę szansę pozbycia się Veriona bez brudzenia sobie rąk najwyraźniej demismok osiągnął zamierzony efekt

Teraz jednak smoczy demon używał wszelkich sztuczek by uniemożliwić im przedostanie się na drugą stronę kamiennego mostu. I choć większość drużyny przedostała się na drugą stronę bezpiecznie, to wraz z Barbakiem zostali na drugiej stronie. Najwyraźniej Valgaavowi zależało, by nie przedostali się dalej, a był to wystarczający powód by rozbudzić ciekawość Astarotha. Im bardziej ktoś mu czegoś zabraniał, tym większe szanse były, że to zrobi. Od czasów Ritha nieznosił gdy ktoś usiłował mówić mu, co ma robić

Funghrimm i Barbak podjęli dość sensowną próbę ataku, jednak Astaroth postanowił wnieść do ich planu pewne ulepszenie. Gdy tylko Barbak pochwycił dwarfa Astaroth wzbił się nad nich na swoich skrzydłach, a w momencie gdy ork wypuścił dwarfa z rąk Astaroth chwycił go w locie i wykorzystując swoje skrzydła i siłę z jaką Barbak wyrzucił Funghrimma miał zamiar szybować w stronę smoka. Miało to nadać większą szybkość lecącemu Dwarfowi bez zbyt szybkiego opadnięcia. Gdy zbliżą się wystarczająco do smoka Astaroth wypuści dwarfa pozwalając grawitacji dokonać reszty a sam wzbije się wyżej, po czym zpikuje w stronę smoczego łba, celując swoimi szablami w oko
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-19-2008, 18:57   #177
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 312 524
W ślepiach Valgaava, w otaczających go mgłach, ujrzeliście nagle...!

Wyglądał jak młody, wątły, wychudzony człowiek. Człowiek z potarganymi włosami i rogiem na głowie.
- Oh my, look what I`ve found!;3
- Huh…?!
Szeroko rozwartymi ze strachu ślepiami rozejrzał się wokół. Mgły, mgły były wszędzie. Nie przywykł do takiego otoczenia. Mgły, niewidzialny grunt, wieczność nicości, szepty.
- Come closer little dragon…
- Ha…?! – odskoczył, obracając się bezradnie wokoło. - Who-who are you!?
- Oh, I`m nobody to be afraid of...;3
Nie mógł zlokalizować źródła głosu. Wszystko tu było takie samo, wszystko z mroku i mgieł. Po nieistniejący horyzont, widać było jedynie mroczną pustkę. Ale ktoś tu był! Sam, został zupełnie sam, po raz pierwszy, całkiem sam pośród... mgły, szepty, czyjś wzrok pełzał po nim. Głosy, miliony głosów, legiony demonów! Zgroza jakiej nie zaznał wcześniej wstrząsnęła w drgawkach jego jestestwem. Nieopanowane napadu lęku i psychozy były czymś nowym, czymś, co pojawiło się znikąd wraz z nowym życiem. Odchodził od zmysłów, nie panował nad tym. Drżenie nóg. Miał ochotę paść na kolana i wyć.
- Lord Gaav?! – wrzasnął płaczliwie, nerwowo krążąc wokół i poszukując ratunku pośród mroku. - Lord!!!
- Oh my, there`s nothing sweeter then a lonely child desperately crying for help!;3 Poor you.
Zjawił się znikąd. Uśmiechnięty. Valgaav znieruchomiał, zamarł z szeroko otwartymi oczami pełnymi lęku. Wyglądał jak posąg, jak martwy element wystroju mgieł chaosu. Verion otworzył fioletowe ślepia, poczuł w tym ułamku sekundy, jak energia duszy Valgaava zafalowała, zawrzała, roztrzaskała się.
- Missing mama and papa, hm?;3 – szepnął złowrogo, wciąż uśmiechnięty. - Don`t worry about them, their in heaven now. Somewhere you`ll never get, I promise;3
- V-Verion…! – wykrztusił niemal ze łzami w oczach, porażony strachem, a potem naraz wrzasnął w szale - YOU!!!
Echo jazgotliwego krzyku odbiło się daleko we mgłach. Tyle nienawiści. Verion zwątpił. Wątłe ciało, rozsadzone od wewnątrz przez migoczącą aurę. Mgły ucichły.
Gaav dosłyszał.
- Ow my. I`d better get going now.
- No!!! – wydarł się histerycznie Valgaav, niezgrabnie rzucając się już tylko ku mgłom, gdzie demon zniknął.
Nogi mu drżały, były jak z waty, umysł umarł, ale połamane szpony próbowały sięgnąć celu.
- No, come back here!!!
* * *
- Calm down.
- I have to kill him, Lord! Please, please let me fight him! Please, let me! Please, let me…! – powtarzał to w nieskończoność, błagalnie wpatrzony w Gaava.
- You`re too weak and a way too much stupid for it yet – odparł spokojnie.
- Lord!… - błagał. – Please let me…!!!
- You think that a demon can kill the other demon without a permission from our Mother?
- Mother? – zdumiał się.
- Verion is Rion`s Kihara – wyjaśnił z niespotykaną cierpliwością. - You can`t kill a Kihara without Mistres`es permission.
- So… how can I earn one? – oczy Valgaava lśniły w mroku jak dwie gwiazdy.
- Valgaav. You`ve been a demon only for a few days now!
- But I have to…! – powtarzał, kręcąc przecząco głową. - Please!!! Ask Mistress…!
- A said calm down. Verion is not someone to mess around with – ostrzegł. - You will see him every day now, every night, you will fight by his side in the name of chaos…
- B-ut…!
- …BECAUSE I say so! Because it`s the only way you can earn a permission to kill him. One day you`ll kill Verion. And Rion too. And Phibrizo, and Kanzel. You can train on the golden dragons, that you hate so much.
* * *
Mgły były ciche, spokojne. Valgaav wpatrywał się w nie nieprzytomnie. Było cicho. Sam. Żaden demon nie ośmieliłby się zbliżyć do niego. Tak jak od wieków. Gaav był jedynym demonem, którego obecność Valgaav tolerował. Kihara tolerował swojego Lorda. Mgły chichotały wiele razy na ten temat.
- Kiepski masz dziś humor;3
Valgaav milczał. Verion przechadzał się wokół niego, okrążając smoka spokojnie i z nudów, uśmiechnięty, zrelaksowany. Z pozoru. Valgaav chwilami wodził za nim wzrokiem. Ale nie poruszył się.
- Dobrze go wytresowałeś, Gaav!;3 – zaśmiał się głośno Verion.
Zatrzymał się naprzeciwko smoka i zbliżył swoją twarz do jego twarzy.
- Szkoda, że Lorda Gaava już z nami nie ma, hm? – szepnął złośliwie, mrugając. - Nie wstyd ci? On tyle razy chronił twoje smocze dupsko, a ty nie zdołałeś obronić jego! – pokręcił z politowaniem głową. - Zabijanie twoich bliskich to łatwizna!;3 – kolejny wkurzający uśmieszek. - Szkoda, że więcej ich nie masz, to było zabawne!
Obszedł smoka dookoła po raz kolejny, a gdy ten nadal nie reagował, zaczepnie wyciągnął ku niemu jeden palec, chcąc trącić go w plecy.
- Nie... dotykaj... mnie...
- Hm? A co zrobisz? Zabijesz mnie?
- Nadejdzie dzień...
- Nie nadejdzie. Hm... zaraz... – zastanowił się głośno Verion. - Oh my, yeeees!;3 – zawołał wesoło. - Jest jeszcze jedna bliska ci osoba, hm?
Valgaav drgnął nerwowo. Verion zniknął.
- Almanakh?! – jęknął w zgrozie smok.
* * *

Wrzuta.pl - E Nomine - Das Omen



Estre; Wyrwałeś naprzód.
- Oto i jestem Mistress ! Co teraz ?
Valgaav potrząsnął łbem, kłapiąc przy tym szczęką, jakby przełykał mały, ale smaczny kąsek.
- Daj mi jakiś znak, wskazówkę cokolwiek! Każda chwila nieubłaganie zbliża mnie do klęski. Nie mam za wiele czasu. Czy tak ciężko zrozumieć moje cierpienie?!

Smok dźwignął swoje ogromne czarne cielsko, stawałeś się coraz mniejszy, malutki, skurczony i drżący, a on rósł, potężniał. Gdy dźwignął się na dwie tylnie łapy, łbem niemal sięgał trzech księżyców. Nagle w panice zdałeś sobie sprawę, że ten czarny smok nie jest wcale tym samym smokiem, którego widziałeś ponad miastem!!!

Levin; ….i niewidome…
„Co ty robisz?!”
...i bestia...
“Stój!!!” – wrzasnął Avadriel.
...i stała się...
„Stój!!!”
„..Niewidome dziecko przytuliło się do bestii i ścisnęło kosmyk jej miękkich włosów w rączce. Bestia stała się łagodna i dziecko spało przy niej bez lęku...”
Czułeś na skórze łaskotanie. Nie wiatru. Łaskotanie mgieł.
Słyszałeś nad sobą ryk smoka, czułeś jak skały wibrują od jego warczenia.
„STÓJ!!!”

Wszyscy;
Levin zatrzymał się tuż przed Valgaavem, wyciągając ku niemu rękę! Kruk druida krąży ponad nim w panice. Valgaav zerknął na druida, powoli zaczął się kurczyć, cofać... opa...dać.. na... cztery... ła... LEVIIIN!!! O_O

Kejsi pognała chodnikiem nad przepaścią, kończąc bieg dalekim skokiem. Zerka w górę, zdezorientowana tym, że smok uniósł wysoko przednie łapy, nie sięgnie ich. Rusza więc tu lewej tylnej łapie. Smok nie poruszył się, ale jego złote ślepia wodziły za chimerką wzrokiem. Długi ogon wijąc się uderzył o ziemię, kładąc się na niej na kształt czarnego muru z łusek, i z głośnym szuraniem przesunął się po skałach, dosłownie wymiatając zdumioną chimerkę spod smoka. Ogon strzepnął ją na skraj przepaści, Kejsi poturlała się bezwładnie, poturbowana i ogłuszona.

Funghrimm; Rzucasz się... i to dosłownie, rzucasz się do ataku! Astaroth cię wspiera, niosąc cię na swych skrzydłach mrocznego... anioła?

Wszyscy; Valgaav opadł na cztery łapy; ziemia zadrżała, buchnęły wokół kłęby czarnych mgieł, falami przetaczając się przez most. Chrupnięcie, łomot walących się skał, grunt zaczął uchodzić wam spod nóg – most się wali!!!

Funghtimm; Lecisz, mkniesz, pędzisz, koziołkujesz. Niebo, ziemia, mgły, wszystko wygląda tak samo. Na tle wirującej czerni przemykają raz po raz dwa świecące, złote punkty. U celu!!!
Z bojowym krzykiem uderzasz z całych sił siekierą. Huknęła, siła uderzenia zatrzęsła twoją ręką. Ostrze utknęło. W górnej szczęce pyska smoka. Dyndasz na niej, próbujesz wbić drugie ostrze. Valgaav fuknął, ostrze ześliznęło się po jego łuskach, a ty, wrzeszcząc, dyndasz na boki, kilkanaście dobrych metrów nad walącym się mostem.

Pyk, pyk! Strzały Barbaka uderzają o pierś i szyję smoka, pękając, ginąc w mroku. Machasz nogami, twoje buty ześlizgują się po smoczej łusce. Otworzył pysk – oceniłeś po tym, jak noga ześliznęła ci się po ogromnym, śliskim kle tym razem. Ze swojej pozycji widzisz teraz prawe oko smoka – zerka na ciebie.

Levin; Potworne uderzenie, wstrząs, ogłuszający huk. Upadłeś na twarde skały pośród kurzu i duszących mgieł. Macasz dłonią – skały. Wstajesz. Skała przesuwa się, omal nie upadłeś. Wpadasz na coś twardego; kłoda...? To pazur Valgaava!

Wszyscy; Smok, ozdobiony dwarfem dyndającym na jego psyku, skierował nagle wzrok na Estre, usiłującego utrzymać równowagę na walącym się moście.
Uderzył ogromnymi skrzydłami – był już w powietrzu. Gromy, nie! – to uderzenia jego skrzydeł! Wichura, nie! – on zbliża się!...

Astaroth na własnych skrzydłach przeprowadza atak na smoczy łeb, celując w oko. W złote oko, które zerka na niego przenikliwie. Smok prostuje sztywno szyję, zniża łeb, zaczyna szybciej uderzać skrzydłami, zmienia tor lotu. W powietrznych akrobacjach, w zwodach i nagłym nurkowaniu w mrok, najwyraźniej próbuje uciec Astarothowi, ominąć go na wszelkie możliwe sposoby. Jest zadziwiająco szybki i zwinny. Nawet, kiedy Astaroh jest już tuż tuż, Valgaav natychmiast odwraca się tak, by łeb trzymać jak najdalej od Pana Mgieł. Szable zostawiły kilka głębokich rys na smoczym tułowiu, ale taka góra mięsa niewiele sobie z tego robi.
Astaroth; Coś jest stanowczo nie tak. Valgaav unika cię, wręcz jakby prosił cię o ustąpienie! Nie atakuje, nie żąda, nie zmusza cię do odwrotu. Robi wszystko, by cię omijać, choć doskonale czujesz, że się ciebie nie boi!

Barbak; Strzała za strzałą – trafiają, odbijają się od smoczych łusek jak od litych skał. Mimo to dłuższa chwilę nie potrafisz przestać – strzelasz, aż smok wzbija się w powietrze. Wichura spod jego skrzydeł powala cię na ziemię.

Levin; Huragan...!!! Złapałeś się skał, przypadając do ziemi. Coraz słabiej wieje... smok wznosi się coraz wyżej.

Funghrimm; Nie tak... miało być!!! O_O
http://i198.photobucket.com/albums/a...eOfDragon1.jpg
Skały nikną w dole, hen, hen w dole, w mroku nocy i mgieł. Niebo gwiaździste nad wami. Otchłań piekielna pod wami. Wznosi się, wznosi...! Zawisł w powietrzu. Obraaaaa...!!! Dyndasz, rozpaczliwie próbując się czegoś złapać, ale smocze łuski są gładkie, duże i śliskie. Siekiera wbita między nie jest twoją jedyną podpoooooo-OOOoooooooooOOOOOOOooo!!!
Valgaav obrócił się głową w dół, i uderzywszy mocniej skrzydłami zaczął pikować!

Estre; Upadłeś na walący się most, wstajesz na czworaka, z trudem łapiąc równowagę. Ryk w mroku, ponad wami. Zerkasz w gó...!!!!

Wszyscy;
Valgaav runął z nieba. Ogromny, czarny, lśniący fioletem mgieł. Jak kruk. Rozpostarł skrzydła, wznosząc się znów, tuż ponad mostem. Smok sięgnął w dół szponiastą łapą. Jak pajęczyna...! Most prysnął jak przerwana pajęczyna.

Gdy ziemia zadrżała, bezwładne ciało Kejsi zsunęło się z krawędzi rozpadliny!

Estre; ŁAH?!
Ogłuszający ryk, mrok przysłaniający księżyce, wichura odbierająca oddech, zatykająca płuca… Ledwie otworzyłeś oczy załzawione od pyłu; nie ujrzałeś nic w ciemnościach. Smok przemknął ponad wami z szybkością błyskawicy i hukiem gromu, sam podmuch omal nie zmiótł was w dół, sekundę później zaś skały, których się trzymałeś, rozpadły się na kamienie wymykające się z rąk i spod stóp. Spadasz!!!

Barbak; Valgaav podczas lotu jest celem nie do trafienia z łuku! Porusza się szybko, jest duży, owszem, ale strzały wystrzelone ku niemu zostają po prostu zdmuchnięte w locie przez pęd powietrza od uderzeń jego skrzydeł. To na nic się nie... KEJSI!!! ESTRE!!! Na Paladine`a, za późno!!! Most z hukiem runął, trzasnął jak zapałka złamana przez łapsko Valgaava!

Funghrimm; STÓÓÓOóóóóóóÓÓÓJ!!!! X_X
Zatrzymał się...! Siekiera poluzowała się miedzy jego łuskami, ale dyndasz nadal na smoczym pysku. Uf, zatrzy...! He?! Spoglądasz w dół. Mrok. W czerni majaczą lasy, hen, hen w dole. Oglądasz się. Skały. Most runął. Barbak! Fuj! Ale zaleciało!!! Smoczy oddech... Pod tobą robi się naraz bardzo gorąco! Podkuliłeś nogi. Barbak, zwiewaj!!!



Barbak; Zerkasz w dół – elf dynda na skale uczepiony jakiegoś krzaka. Plusk! Kejsi!!!
A niech to, Valgaav zawrócił, zawisł w powietrzu, zionął ognistą kulą!!!

Estre; Jedna, jedyna, marna kępka kosodrzewiny uczepiona korzeniami skalnej szczeliny, uchroniła was przed przepaścią. Wisisz na gładkiej, skalnej ścianie, trzymając się kępki iglastego krzewu, ale trudno utrzymać chwyt na cienkich gałązkach z igłami... Dwadzieścia metrów ponad tobą jest skalna półka, gdzie dawniej kończył się most. Wiele metrów w dole, szumi rozbijając się o skały rwąca rzeka.

Kejsi; Ocucił cię chłód wody. Półprzytomnie, instynktownie próbujesz płynąć, ale porywa cię silny prąd! Udaje ci się wynurzyć głowę i zaczerpnąć powietrza. Wąska, rwąca rzeka niesie cię na skały. Mokre, śliskie, ale może uda się... masz pazury... Masz siły... choć fale rzucają tobą, kręcą, miotają, dasz radę...!
 
__________________
Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD
Almena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-19-2008, 19:25   #178
 
Szarlej's Avatar
 
Reputacja: 3 Szarlej wkrótce będzie znany
$: 87 868
Krzyk Avadriela przedziera się przez zasłony, jednak Levin nie zwraca na niego uwagi. Wszystko byłoby dobrze, smok by nie zaatakował gdyby nie przyjaciele Levina. Ale jak mogło być inaczej. Nagle druid zostaje powalony przez trzęsienie ziemi.
"Jeszcze huraganu, pożaru i powodzi brakuje. Gdzie upadłem? Skała i kłoda?!"
Ślepiec przez chwilę macał przedmiot.
"Pazur."
Levin nie zwracając uwagi na to, że podpiera się na smoku wstał. No ale nie postał za długo, Valglaav wzbił się w powietrze. Wiatr stworzony przez jego skrzydła znów obalił ślepca.
"Huragan już jest, ciekawe co następna pożar czy powódź? Mu się chyba nudzi."
Wiatr zaczął słabnąć.
"Odleciał?"
"Tak."
Avadriel miał roztrzęsiony głos, Levin wyczuł, że ledwo powstrzymuje od nawymyślania mu. Ślepiec opuścił mury, kruk użyczył mu swoich oczu.
Astaroth właśnie bawił się w berka ze smokiem. Smok zionął ogniem, chociaż tym razem celem kataklizmu nie był Levin. Krasnoludowi też najwyraźniej się nudziło bo huśtał się na pysku Valglaava. Barbak patrzył na zionącego smoka. Wszystko pięknie ale gdzie chimerka i elf?
Avadriel zakołował pokazując mu więcej terenu. Elf robił sobie wspinaczkę po skałach a chimerka walczyła z czwartym kataklizmem, wodą.
Levin długo się nie zastanawiając podszedł do przepaści gdzie wisi elf, przykucnął i wlepił w niego swe niewidome oczy.
-Dobrze się bawisz?
"Pomóc czy nie pomóc? On nas olał i przypatrywał się wszystkiemu z półki."
"Pomóż, elf wbrew pozorom też stworzenie Almankh."
Levin ciągle "patrzył" na elfa.
-Trzymaj się, zaraz Ci pomogę.
"Poszukaj czegoś czym mógłbym go wciągnąć."
"Dobrze."
"Wiedziałem, żeby brać line, lina zawsze się przydaje. Przecież zawsze jak w teatrze aktor idzie na akcje ma line."
Jeżeli niczego nie znalazł. Krzyczy
-Nic tu nie ma, musisz poczekać aż nas skrzydlaty przyjaciel skończy bawić się ze smokiem.
 

Ostatnio edytowane przez Szarlej : 07-19-2008 o 21:10. Powód: niezrozumienie sytuacji
Szarlej jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-20-2008, 11:54   #179
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 2 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 48 653
Kejsi podniosła się chwiejnie, obolała. Ogłuszające huki wokół, ryk smoka i drżenie skal przerażało ją. Niem iała pojęcia jak to się stało, że nagle straciła grunt pod sobą!
- Haaaaaaah!!! Spaaaaaaadaaaaa....! UMPFLLL BULB!!!

* * *
Wrzuta.pl - Beautiful Disaster

- Przyszedłem po ścierwa twoich dzieci, samozwańczy Panie Mgieł!!! – fuknął i zaryczał, całkiem smoczym głosem.
Fioletowa fala rozeszła się wokół, w powietrzu, na lądzie, i w wodzie.
Wtedy ujrzeliście.
Setki, tysiące.
Demony. Wszędzie demony. Przyczajone, gotowe do ataku. Czekające na sygnał Ritha.
- Chyba nie spodziewałeś się, iż uwierzę, że grasz czysto? – prychnął Valgaav. – Śmiertelny tchórzu...! Nawet z Takimi Jak Oni nie potrafisz wygrać uczciwie!
Zerknął na nas.
- I`ll take care of them.

Po przeciwnej stronie lewitowała Almanakh, u jej boku setki smoków pomrukiwało, łopocząc głośno ogromnymi skrzydłami. Dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby niemo rozmawiali.
- Let`s go after them – Almanakh odezwała się jako pierwsza. – For Mistress.
- Let`s – odparł cicho Valgaav.
Oboje zniknęli, jak na komendę.

Po przeciwnej stronie. Ona, smoki. On. Sam!

Niepotrzebnie mieszaliśmy się do jego życia, niepotrzebnie dyskutujemy mu co ma robić! Nie mamy pojęcia, co przeżył, co czuje, czy w ogóle ma uczucia! Traktujemy go tak jak innych, ale on nie jest Taki Jak My! Nie mamy prawa widzieć go takim! Nie możemy każdego problemu rozwiązywać siłą! Gdyby to było takie proste, Verion już dawno pozbyłby się Valgaava! Mógłby go zabić jednym swoim słowem, a my, co my robimy, na Światło!? Rzucamy się na niego z piórkami i brzytwami!? Co my sobie wyobrażamy!?
Nic nie rozumiemy, nie chcemy zrozumieć, chcemy szybko pozbyć się problemu! To okropne, co my robimy!? Nie znamy przyczyn, nie znamy skutków, a pakujemy się między chaos, między biel, bez pytania sięgając po broń!
Kejsi zdała sobie nagle sprawę, że wszystko co wydarzyło się po śmierci Ritha było jedną wielką klęską. Ze swoją Wolną Wolą, zbłądzili, nie starali się, nie szukali drogi, szli tam, gdzie zwodził ich chaos. Chaos wyczekujący na wielką wojnę. Eksperyment Mistress wykazał jednoznacznie, że jeśli chodzi o nich, o nich i Astarotha, jeśli chodzi o walkę umysłów, Chaos jest ponad Bielą. Mistress. „My power is my mind”. Almanakh, jej serce, miłość, jej dusza.
Nie usłuchaliśmy ani jednego, ani drugiego. Zbłądziliśmy po środku. Utknęliśmy teraz w centrum Wielkiej Wojny.
Była wściekła. Wściekła na siebie i towarzyszów.

- Miałem wrażenie, że Almanakh zbytnio mu ufa, i nadzieję, że kiedy go zgładzę, Oko Światła będzie bezpieczne. Nie przewidziałem, że chaos przyjdzie do wymiaru bieli! – jęknął Valgaav. – Chciałem zabić Veriona dla niej, dla jej dobra!... Ich znajomość wydawała mi się niezdrowa, nienaturalna, szkodliwa dla wszystkiego wokół! Z-zrobiłem to z egoizmu – westchnął boleśnie. – Dla własnej zemsty! Przez własną nienawiść widziałem to, co chciałem ujrzeć! Gdyby Verion nie odniósł ciężkich ran w walce ze mną, być może uchroniłby Almanakh przed Rithem! Najgorsze jest jednak to, że jeśli oni wszyscy zginą... Astaroth, Kejsi, Thomas... Jeśli nie wrócą do przeszłości i nie powstrzymają mnie przed walką z Verionem...! Milczysz.
- Nawet Verion nie powstrzyma tego, co czyha w tamtej rzeczywistości.
- Co to jest?
- Nie domyślasz się?
Valgaav przymknął złote ślepia.
- Wszyscy przepadniemy wraz z Rithem – szepnął.
- Ta wojna nie kończy się wraz z jego śmiercią. Prawdziwy wróg jeszcze się nie ujawnił – powiedział Lavender.
- Skąd wiesz?
- Rith stworzył tę czasoprzestrzeń, gdyż nie mógł władać tamtą, z której pochodzi – uśmiechnął się Lavender. - Uciekł przed kimś.

Mistress! To była Mistress!!! To ona, to ona!!! Siostra Almanakh!

- Zabicie Ritha nic nie da?!...
To nie Rith był przyczyną wybuchu wojny!!! O nie, o nie, to nie Rith!!! Skierowaliśmy swe spojrzenia w złe miejsce, zgładziliśmy niewłaściwe ogniwo tej układanki!!!
- Pojawienie się amuletu Kaihi-ri... On został stworzony, by zapobiegać skutkom Wielkich Wojen.

Rith nie był Sprawcą Zagłady, nie wypowiedział wojny, nieważne, czy by przeżył, czy nie, on...!!! On był tylko Stwórcą Amuletu Kaihi-ri!!! To... to Mistress! Mistress i Almanakh!!! To one!!! Chaos i Biel... razem...! One... one nie miały prawa się spotkać!!!

Jego słowa!!!

- Biel i chaos nie mogą dojść do porozumienia. Nie powinny. Nie całe. To byłaby katastrofa - zaznaczył poważnie Verion. – Eeer... yesss, Mistress, right away ^_^''' - jęknął, zakłopotany.
On... on chciał nas wtedy ostrzec!!! Ona mu przerwała, uciszyła go!!! A on... on chciał nas ostrzec! Chciał nam powiedzieć, że Almena i Almanakh...!
To Verion! Verion był tym, który trzymał jedną z dala od drugiej!

Nie byliśmy wcale lepsi od Valgaava. Zaślepiony żądza zemsty. A nas co zaślepiło!? On miał chociaż miliony powodów, by nienawidzić Veriona. Setki lat cierpienia, znoszenia tego cierpienia. A Tacy Jak My!? My po prostu... poszliśmy na łatwiznę!
W tym momencie Kejsi podjęła decyzję.
Jeśli przeżyje...

- Valgaav...! Wybacz mi, już rozumiem!!!
Wynurzyła się i sięgnęła łapą skał, próbując schwycić się.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07-21-2008, 12:35   #180
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 57 246
No tak! Barbak zastrzeli dziwne robale rzucające się na wszystkich, zamieni dziwne torfowe coś w dziwne torfowe coś najeżone strzałami , będzie łapał lecącego druida (zaraz po tym jak zderzył się z pięścią smoka). Będzie rzucał przyjacielem nad przepaścią, zabijał wysokiego demona gdy reszta drużyny dziwnym zbiegiem okoliczności będzie udawała nieżywych (albo nie będzie udawała). Jednym słowem zrobi to, zrobi tamto. A co dostanie w zamian? Zostanie wyzwany od rybaków i KIJANEK!!! Zostanie zostawiony na skalnej półce tuż nad PRZEPAŚCIĄ, za plecami mając rumowisko po lawinie! Przed sobą natomiast szykującego się do ataku smoka i zawalony most, jedyną choć i tak wątpliwą drogę ucieczki.
- Pewnie! Wpakuj mi teraz jeszcze kulę ognia w rzyć! A co mi tam! Tego jeszcze nie było! Może by mi tak ktoś pomógł??? Może nie jest to najlepszy moment na takie wyznania ALE MAM LĘK WYSOKOŚCI!!!! Ork wydzierał się ze skalnej półki starając się nie patrzeć w dół i nie zbliżać zarazem do jej krawędzi.
Fungrimm wpadł na genialny pomysł ujeżdżania Valgaava. Ork nie miał zielonego pojęcia jakie jego przyjaciel miał w tej kwestii doświadczenie. Nie wiedział też jakie doświadczenie miał Valgaav w byciu ujeżdżanym. Nie mógł się jednak oprzeć wrażeniu, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Dwarf dyndał sobie w najlepsze na smoczym pysku trzymając się jedynie na swojej siekierce. Dyndał sobie tak nie bacząc na to że Barbak zaraz spłonie!
- FUNGRIMM!!! Zrób coś do ciężkiej cholery!
- Barbak, zwiewaj!!!
- Dobre sobie, A NIBY GDZIE???

Ork zaczął niepewnie przemieszczać się to w jeden to w drugi koniec skalnej półki. Całe zamieszanie, cała walka nie przedstawiała się najlepiej dla drużyny.

Levin, mężny wojownik który rzucił się na smoka z brzytwą w dłoni, leżał gdzieś tam po drugiej stronie. Przez to, że ta przerośnięta jaszczurka wzbiła takie tumany kurzu nie można było dokładnie stwierdzić gdzie leżał. Ork obawiał się że nie może jednak specjalnie liczyć na jego pomoc.

Kejsi. Była już tam, gdzie on patrzeć nie chciał. Spadła na dół.
Palladine spraw aby nic jej się nie stało!

Astaroth latał to w prawo to w lewo próbując swymi patykami zrobić krzywdę Valgaav’owi. Ork nie chciał być złośliwy. Ale niestety na razie starania przyjaciela przypominały walkę motyla ze słoniem.

Ich drużynowy elf, zagorzały zwolennik bieli, zaraz po tym jak wzniósł modlitwy ku siłom fioletu, poleciał w przepaść za przykładem Kejsi i zawisł teraz na jakiejś kosodrzewinie.

A Fungrimm zdawać by się mogło bawił się w najlepsze.

Faktycznie sytuacja nie wyglądała różowo. Nie mógł liczyć na pomoc przyjaciół. Po prawdzie bał się też jej. Gdyby Ast starał się teraz przewieść go na tych skrzydełkach... o nie!!! Może kula ognie w siedzenie tak strasznie nie boli!

Była tylko i wyłącznie jednak persona, która mogła mu jeszcze pomóc. Na której pomoc mógł liczyć zawsze.

Panie! Dziś w obliczu zbliżającej się wielkimi krokami zagłady staję przed Tobą skruszony. Staję przed Tobą pełen wiary i nadziei. Staję przed Tobą taki jakim to Ty mnie stworzyłeś, takim jakim stałem się wypełniając Twą wolę. Staję i upraszam posłuchania, upraszam rady i ratunku. To wszystko co dzieje się wokoło. Losy nie tylko nas, ale i wszystkiego co dzieje się dookoła nas. Losy bieli, losy fioletu. Losy wojen, które pochłaniają miliony istnień. To bardzo dużo jak na moje, jak na nasze ramiona. Panie Wszystkimi mymi siłami staram się im sprostać. Staram się za wszelką cenę wypełniać Twą wolę, wolę Almanakh, wolę światła. Ale los zawiązał mi na szyi taką pętlę, że bez Twojej pomocy za chwilę przyjdzie mi na niej zawisnąć. Rith, Valgaav, Verion, Almanakh, Ty w końcu Mistress, Almena. Nie rozumiem tego, nie wiem co się dzieje i jaką powinienem obrać drogę. Do tej pory starałem się kierować Wolną Wolą. Tak jak mi powiedziałeś Sam. Starałem się jednak zawsze postępować zgodnie z Twymi wytycznymi, zgodnie z Twymi radami. To doprowadziło mnie tu. Na tę skałę, tu gdzie moje kolana drżą z przerażenia, gdzie me oczy zaglądają w smocze gardło, gdzie mój umysł podpowiada mi że zaraz zginę. Czy popełniłem błąd? Czy zawiodłem zaufanie? Czy moja śmierć będzie miała w tej chwili jakiś sens? Czy będzie jedynie niepotrzebnym aktem desperacji? Głupoty?

Maleństwo padło na ziemię. Kolana zgięły się i Ork czy chciał czy nie chciał i tak już klęczał. W jego prawicy, mocno ściskany trwał jego medalion.

- Valgaawie! Ork przemówił cicho. Nie oczekiwał odpowiedzi. Wątpił nawet aby smok go usłyszał. Czarny smoku. Przyjmuje mą porażkę. Przyjmuję swój los. Nie rozumiem Twych poczynań, nie rozumiem pobudek, nie rozumiem okrucieństwa jakie stało się narzędziem w Twych rękach. Wierzę jednak, że masz powody by czynić to co czynisz. Przepraszam za me uniesienie, wybacz mi zaślepienie. Wierzę może nie tyle w samego Ciebie, co wierzę w mądrość wyboru Palladine’a. On nie upodobał by sobie Ciebie jako przyjaciela, jeśli nie miałbyś odrobiny dobroci w sercu. Zatem przebacz mą popędliwość, wiedz też, że jeśli przyjdzie mi tu zginąć, to wybaczam i nie żywię za to urazy.

Valgaav zionął ognistą kulą. Ork zadziałał instynktownie, czy może raczej panicznie. Stach przed śmiercią okazał się jednak być silniejszy od strachu przed wysokością. Ork złapał Maleństwo, zamknął oczy i rzucił się w przepaść na spotkanie szumiącej wody. Szansa na spotkanie z jakąś skałą, zadawała się być fraszką w porównaniu z pewną śmiercią w objęciach płomieni.
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111