Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-18-2008, 11:44   #241
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 38 024
Jego urodzie nie przystoi nadmierna skromość. Ale tym razem naprawdę był zadowolony z efektu. Wszystko wyszło tak jak sobie to zaplanował a akcenty jakie mu podpowiedzieli towarzysze wspaniale wkomponowały się końcowe dzieło. Gdy reszta przyniosła paliwo i skorupy nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Pomimo tych 600 lat życia musiał przyznać że podobnych towarzyszy to jeszcze nie miał!
-Aghhh stójcie istoty nie cywilizowane. Trochę techniki i od razu się gubicie... Może nie każdy musi robić latająco-wybuchające statki powietrzne niczym te małe gnomiaste karzełki ale powinniście wiedzieć że te skorupki trzeba rozkruszyć i dopiero wtedy można je dodać do ognia!
Co powiedział to zrobił. Płomień tylko nie znacznie zabarwił swój odcień ale zawsze. Krasnolud wyraźnie usatysfakcjonowany pogłaskał się po brodzie a potem ruszył w drogę razem z pozostałymi. Zaskoczyło go w pewnym to co zrobił Esthe. Już dawno nie widział by ktoś miał moc kreowania skał. On osobiście uważał to za bluźnierstwo. Kamień sam z siebie był żywy i tylko wprawny kamieniarz miał prawo dzięki swej pracy zaklinać go w cudowne dzieła. To nie była sztuka to był prawie mistycyzm według dwarfów. Ale to co zobaczył teraz. Otwarcie mu się to nie spodobało. W trakcie podróży i rozmowy z orkiem poruszył ten temat.
-nie masz młota! a topóra? Lepiej uważaj na niego.. przez ostatnie dwa starcia za każdym razem zapodziewałeś gdzieś swój patyk... uważaj bo ten jest już ostatni
-mamy jeszcze wędkę!
-odwal się od Maleństwa :P
-poza tym nie wiem po co ci ten kundel. Wiesz że jestem miszczem w tropieniu. Nikt tak dobrze jak ja nie pije wódy, nie tłucze toporem i nie tropi niebezpieczeństw w lasach i jaskiniach. Dlatego powiadam Ci gdyby coś nam groziło już bym to wiedział ale w tych lasach jest tylko spokój, kleszcze i ewentualnie grzybica nóg
-Czy znów przychodzicie niszczyć nasze łąki?
-Eeee lembasy!
-Tym razem może to ja będę gadał ty się ukryj lepiej..
-Aleeeee, choć może i masz rację. One mogłyby nie uszanować odwiecznej miłości pomiędzy starożytnym narodem dostojnych, mądrych i pięknych krasnoludów a ludem elfów.


Na chwil kilka oddał inicjatywę na rzecz boskiego przyjaciela. Chciał mieć polewkę z tego jak on smali podeszwy do zwolenników młodej leszczyny. Oni mu nie przeszkadzali o ile nie wtrącali się do jego jadłospisu, piwa, zadymy, nie blokowali jedynej kładki przez rwącą rzekę lub nie chcieli zabić (oczywiście za niewinność, w końcu nie zależnie od wymiaru elfy były takie same!)

Na szczęście krwiożercze elfy miały swoje problemy. Pokazały im o co chodzi. Dwarf jak ma prawdziwego agronoma przystało pokiwał głową i ..
-Ale na krasnoludy to na pewno nie przechodzi, Wiecie moim życiem włada już inny cel i nie będzie zaszczytem umrzeć od elfiastej rzeżączki...
Ale poczekajcie chwilkę.. Macie tu kopalnie? Można spróbować powalczyć z tym czymś. Pamiętam że kiedyś mój cudowny i uwielbiany przez wszystkich lud wydobywał z kopalni jakiś szuwaks, które okoliczne elfy używały jako nawozu. Można i tu tak spróbować? Powieddżcie ciut więcej o tej kopalni. Ktoś tam siedzi teraz? Ewentualnie zarządza w mieście chyba nie jesteśmy zbyt mile widziani...

Ale nim tam się udamy muszę się dowiedzieć czy macie dużo czerwonego wosku w magazynach? Robi się z nich ładne świeczki zgadza się?
Nasza koleżnka, która dotrze do nas z czasem kiedyś mówiła że potraficie tak zasadzić drzewa a potem je pielęgnować by przybrały przew wybrany kształt. Jeżeli tak to byśmy byli zainteresowani waszą pomoc. Oczywiście wtedy gdy już będziemy My mogli wam pomóc...
-Esthe, Levin, Barb Pamiętacie naszą rozmowę z Kejsi na temat Świątyni poświeconej Bieli? Wydaje mi się że moglibyśmy w końcu urzeczywistniać nasze plany?
 
Vireless jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 08-18-2008, 12:20   #242
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 57 246
Elfy okazały się (o dziwo) być wystarczająco mądre aby najpierw pytać a dopiero potem strzelać. Barbak musiał w duszy przyznać, że czyniło je lepszymi od znacznej części jego kompanii. Ta kolorowa banda składająca się głównie z paranoików, religijnych zboczeńców, heretyków, zaklinaczy, pół bogów i inszych przedstawicieli marginesu społecznego, miała to do siebie, że na ogół najpierw strzelała do napotkanej osoby a dopiero potem pytała gdzie na przykład może kupić mleko. Taaak Ork doskonale wkomponowywał się w tę barwną mieszankę.

Wraz z tą myślą dziki uśmiech zakwitł na zielonej facjacie. Był on pewnym kontrastem dla otaczającej go bieli, Barbak jednak niewiele sobie z tego robił. Elfy nie tylko, nie zaczęły strzelać, ale również gdy go rozpoznały obdarzyły go szacunkiem. Zabawne. Taki szczegół jak wybór przez boga może sporo zmienić. Już wokoło niego nie padały stwierdzenia nieodłącznie wiązane z jego osobą i widłami. Teraz, jest Rycerzem Bieli. Poważną personą, z którą trzeba się liczyć. Palladine, dlaczego ten świat jest tak strasznie obłudny?

Zanim Barbak na dobre przemówił do przedstawicieli leśnego ludu, w jego okolicy wylądował ich drużynowy długouchy. Kamień, który za jego dotknięciem okazał się być ćmokiem, wylądował. Uczynił to dokładnie w taki sposób w jaki powinien lądować spory kawałek skały. Lądowaniu towarzyszyło głośne uderzenie, i mało zgrabne wytracanie prędkości już na ziemi. Efektowne, owszem, ale czy potrzebne? Nie ważne. Każdy żyje i kieruje się swoją Wolną Wolą. Dobrze, że te elfki nie podziurawiły go tylko i wyłącznie dla tego, że jego kamyk zaorał im spory kawałek łąki. Dość złośliwości Barbaku. Skarcił sam siebie zielonoskóry. Bierz się za robotę, bierz szybko zanim Karzeł powie coś czego będziesz potem żałował.

Elfki, nie dość ze nie zastrzeliły go na sam widok zielonego siedzenia, to teraz zaczęły bardzo wnikliwie przyglądać się mu. Nagi, wytatuowany tors świętego orka musiał robić wrażenie na tych leśnych dziewkach. Barbak dla zabawy napiął mięśnie klatki piersiowej. Smok wytatuowany na niej rozrósł się naraz do większych rozmiarów, po czym powrócił do klasycznych kształtów. Gdy w Ditrojd dziergał go tamtejszy Mistrz Tatuażu, klął się na wszystkie świętości, że przy napinaniu mięsni smok będzie unosił skrzydła. Proponował również wytatuowanie słonia, na brzuchu. Trąba słonia miała kończyć się w dość oczywistym i dość ruchliwym miejscu. Biorąc jednak pod uwagę fakt, ze smok ledwie poruszał skrzydłami, Ork dziękował Palladine’owi, że nie zdecydował się na słonia.

Barbaku uspokój się, łajał się cały czas. Łajał i jednocześnie nie mógł do końca powstrzymać się od złośliwości. Pewnie napięcie mięśni mogło być posądzone o zwykły tik nerwowy, ale po co dawać jakikolwiek pretekst do nieporozumień. Ork jeszcze z dwa razy odetchnął głęboko skupiając pełną uwagę na tym co do niego mówiono.

I od razu głupie żarty wybił sobie z głowy. Traktowano go teraz zupełnie jak wyrocznie. Zadawano mu pytania jakby pozjadał wszystkie rozumy tego świata. Skąd on miał wiedzieć dlaczego Almanakh zachowuje się tak, a nie inaczej? Skąd miał wiedzieć dlaczego zapanowała Ciemność? I co miał im powiedzieć na temat Astaroth’a? Prawdę? Hmm.... to może się kiepsko skończyć. Coś jednak powiedzieć musiał.
- Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Części nie jestem pewien. Tak samo jak dla Was, wiele jest dla mnie zagadką, a na jeszcze więcej usilnie poszukuję odpowiedzi. Gdy Palladine czynił mnie tym, czym stałem się w tej chwili dał mi jasno do zrozumienia, że nie wszystko może być podane na talerzu. Do wielu odpowiedzi trzeba dojść samemu. Wiele rzeczy trzeba samemu pojąć. Taka wiedza jest wiele cenniejsza. Almanakh? Nie odpowiem Wam na pytanie co się z nią stało. Nie wiem na pewno. Jestem jednak przekonany iż nawet teraz toczy ona walkę w obronie bieli, dobra, wszystkiego tego o co zawsze walczyła. Walczy o to wszystko, jednak cel i forma tej walki nieustannie się zmienia. Można by powiedzieć, że ewoluuje. Walka ta zmienia się wraz z samą bielą, wraz z fioletem które to są nieodzownie połączone. To doprowadza nas do odpowiedzi na drugie pytanie. Tak Ast i Aroth zstąpił do tego świata. Ale nie ma potrzeby obawiać się go jakoś szczególnie. Owszem trzeba go mieć na oku, jednak podejrzewam, że nasze interesy mogą być nawet wspólne. Nie pytajcie mnie dlaczego tak podejrzewam. Ciężko to wytłumaczyć. Zaufajcie mi proszę.
Jeśli idzie o tę zarazę, to przyznam szczerze, że nie wiem w jaki sposób powinniśmy z nią walczyć. Tu nie wystarczy odprawić egzorcyzm, na grzyby to nie działa. Tu trzeba czegoś zupełnie innego. Zaufajcie memu brodatemu przyjacielowi. On zna się na grzybach dużo bardziej niż ja... w końcu ma już 600 lat. Po za tym, spójrzcie no tylko na niego.


Następnym dziwnym wydarzeniem, była prośba Levina o rozmowę na osobności. Druid zasypał go nie banalnymi pytaniami. Ork zastanawiał się czy zna na nie odpowiedź.
- Nie obawiaj się, nie mam do Ciebie żalu. Czy możemy przegrać z Astem? Tak. Możemy, ale dlaczego mamy z nim w cokolwiek grać. Jeśli nie będziemy grać na jego zasadach nie będziemy mogli przegrać. Poza tym, mieliśmy przeca zagrać na nosie Almenie i nie rozstrzygać na czyjąkolwiek stronę tej rozgrywki. Bycie sługa Mistress jak najbardziej mnie dotyczy. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przepraszam, że odpowiadam nie podając konkretów, ale zrozum stając się Wojownikiem, nie otrzymałem Boskiej Wiedzy. Wiem dokładnie tyle samo co wiedziałem i wcześniej. Ork zrobił kwaśną minę. Verion nie odzywa się bo albo nie może, albo nie chce. Raczej obstawał bym za tym pierwszym. Przy całym chaosie jaki władał jego sercem, dostrzec można było odrobinę człowieczeństwa. Tak chyba tak bym to nazwał. Wydaje mi się, że gdyby mógł odezwał by się. Jeśli chcesz wiedzieć, Palladine też ostatnio milczy. Czy Veriona można przywrócić do życia? Pojęcia nie mam. Podejrzewam, że tak. Ale nie wiem kto mógłby to uczynić. Co do Almeny. W moim mniemaniu najgorszą rzeczą jaką można zrobić to iść do Almeny. To jest w tej chwili jedyna persona do której bym nie poszedł. Jedyna. To przeca przez nią to wszystko. I to przeciw niej to wszystko robimy. To jej udowodnimy że biel i fiolet potrafią koegzystować. Idąc i prosząc ją o cokolwiek pokazujemy, że sami nie możemy sobie poradzić. Że jesteśmy za krótcy na to co zostało nam wyznaczone. Ja osobiście się z tym nie godzę. Masz jednak przyjacielu Wolną Wolą. Zrobisz to co podyktuje Ci serce. Kejsi żyje. Jestem tego pewien!
-Esthe, Levin, Barb Pamiętacie naszą rozmowę z Kejsi na temat Świątyni poświeconej Bieli?
Krasnolud wyrwał go z zamyślenia.
- Nie jestem Barb! Fungłimku! I zabierz mi ten patyk z przed nosa! Tak masz racje. Świątynia faktycznie mogła by tu powstać. To zdaje się być właściwe miejsce. Tak. Ork zwrócił się do elfiastych. Tak czy inaczej pomoglibyśmy Wam i bez względu na to co powiecie za chwil kilka powiecie i tak Wam pomożemy. Wiedzcie jednak, że sprowadziła nas tu misja. Jaką wyznaczyli nam Bogowie. Misja ta polega na pobudowaniu świątyni na chwałę bogom... wszystkim bogom. Chcielibyśmy prosić Was o pomoc w jej wzniesieniu.
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-18-2008, 17:59   #243
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 312 524
Wrzuta.pl - Madonna - Die Another Day





Zniknęła. Pojawiła się za moment za plecami Almanakh.
- Light arrow!!!
Biała błyskawica mknąc ku Almenie została zaatakowana przez fioletowe mgły unoszące się wokół niej, które z rykiem, jak żywe zwierzę, wyciągnęły błyskawicznie swoje macki i oplotły się kokonem wokół pocisku, zżerając go. Almena nawet nie drgnęła, nie mrugnęła.
- Demony nie mają uczuć. Nie bywają szczęśliwe.
- Nie wszystkie! – krzyknęła Almanakh. - Umierając, Verion powiedział, że jest szczęśliwy, iż jestem przy nim!
- Well. He lied ;3 – uśmiechnęła się rozkosznie.
- Holly blazer!!!
Miliony świetlistych ostrzy wbiło się w otoczkę mgieł wokół Almeny, zapłonęły fioletowym ogniem.
- Odziedziczył uczucia po tobie…! Narodził się wieki po tym, jak nas rozdzieliłaś!
- Istoty Takie Jak Ja nie potrafią odróżnić „dobra” od “zła”. Nie wiemy co to jest „dobro”, przyjemne, i „zło”, nieprzyjemne, gdyż żywimy się cierpieniem i negatywną energią, pożeramy nawet własny ból. Dla nas wszystko co istnieje, ma bardzo podobną barwę, fioletu. Doświadczamy jedynie pewnych stanów, form oddziaływań energii na energię, ale to na nic. Nie wszystko co boli, jest dla nas szkodliwe, nie wszystko co słodkie, nie jest trucizną. Wiemy jedynie, że Biel jest inna niż chaos, że kontakt z nią jest bardzo nieprzyjemny i bolesny. Co nie znaczy zły. To jest największy fenomen.
- Chaos desi...!
Almena zmrużyła oczy, błyskawicznie wyciągnęła rozłożoną dłoń ku Wojowniczce Światła. Ogromna, wijąca się wstęga fioletowych mgieł przeorała lasy i wzgórza, zostawiając zionący czarnymi oparami kanion. Almanakh łopocząc białymi skrzydłami zerknęła w dół. Almena zacisnęła powoli pięść i opuściła rękę. Wyrwa w ziemi zamknęła się, opary zniknęły.
- Szczęście nie istnieje. Nie istnieje stan błogości i zadowolenia. Demony doświadczają tego przez cały czas, kiedy brak im każdej formy dyskomfortu. Nie stopniujemy czegoś, czego nie potrafimy nawet nazwać. Wy znacie mnóstwo uczuć. Małe radości i ogromne sukcesy. Demony zawsze mają się tak samo, niezmiennie czasem przez wieki. Może dlatego i małe i wiele sukcesy przychodzą nam z taką samą łatwością.
- To był twój plan. Wszystko ułożyło się po twojej myśli! Verion był mną zafascynowany, odkryłaś w nim wolną wolę. Czekałaś, aż znajdzie sposób, by otworzyć Bramę. Kiedy tego dokonał, uznałaś, że jest godzien. Zatrzasnęłaś za nim Bramę, ale nie po to, aby cierpiał. Chciałaś, żeby uodpornił się na Biel, żeby jego wolna wola w pełni się rozwinęła. Byłaś ciekawa, czy Taki Jak On przeżyje. Jednocześnie, zamykając Bramę, uwolniłaś go od gniewu Riona i innych Lordów Demonów. Zrobiłaś z niego „zdrajcę”, dla jego dobra, dla tajemnicy własnego planu! Aż nadszedł dzień, kiedy poprosiłaś go o coś. Verion jednak odnalazł w sobie uczucia, miłość do mnie. I odmówił wykonania twojego rozkazu! Wtedy stwierdziłaś, że potrzebujesz kogoś innego. Valgaava albo Astarotha. Obaj musieli znaleźć się za Bramą, nieświadomi, że idą tam na twój rozkaz. Amulet Kaihi-ri był częścią planu. Skąd Rith wiedział, jak go stworzyć? Powiedziałaś mu o tym! Dlaczego żaden demon nie próbował zgładzić Ritha, widząc, co on czyni, widząc, że tworzy amulet, zdolny zagrozić samym Lordom Demonów? Ponieważ go chroniłaś. Postradałaś jego zmysły, uwierzył, że się go boisz, że będzie Nowym Shabranido. Straszyłaś go legendami o Żywym Ogniu, Wietrze Lodu i Oku Światła. Postanowił się ich pozbyć. Wiedziałaś, że Verion się o tym dowie i wróci ze mną do Wymiaru Chaosu. Chciał mnie chronić. Szukał schronienia pod twoimi skrzydłami, zaś ty nasłałaś na niego Kanzeliva i Riona!
- Kanzeliva – uśmiechnęła się Mistress. – Rion sam rzucił się na swego „zdrajcę”, w porę ugasiłam jego bojowy zapał.
- Chciałaś go zabić!...
- Chciałam sprawdzić, czy pozwoli się zabić, czy zrezygnuje z miłości do ciebie. Wtedy przekonałam się, że on naprawdę cię kochał. Odmówił wykonania mojego rozkazu nie z braku szacunku do mnie, a z powodu uczucia do ciebie. So I let him exist.
- Co takiego ma w sobie Astaroth, czego nie mieli Valgaav i Verion?!
- Hm;3
- Valgaav także odmówił wykonania tego rozkazu?
- Nie wydałam mu go nawet.
- Więc po co sprowadziłaś go za Bramę?
- Żeby zabił Ritha.
- Kłamiesz! Kiedy Rith zginął, Valgaav wciąż istniał, a gdy poprosił cię byś skróciła jego męki, odmówiłaś! Chciałaś, żeby zgładził Veriona!
- I never wanted Verion`s death. Or yours. But you were more important to me.
- Nieprawda!
- Verion died for you and for me.
Almankh z żalem pokręciła głową.
- Wielka wojna, tego chciałaś?! Cały ten plan... Dlaczego Astaroth?!
- Z reguły opętańcy bardzo powoli nabierają mocy mgieł chaosu. Ponieważ jednak był unikatem z wolną wolą, pomogłam mu szybciej nabrać sił. Resztę zrobił już sam.
- Rith musiał stworzyć amulet Kaihi-ri po to, by przekazać go Astarothowi, kiedy ten będzie gotowy... Nie przewidziałaś, że pojawi się ktoś taki jak Astaroth, idealny dla twoich planów! Czego chcesz? Nie chodzi o Wojnę, nie chodzi o pokój! Więc o co?
- You really think I will tell you?;3
- Co takiego jest w Wymiarze Światła, czego potrzebujesz?
- Look around you.
Almaankh opuściła swój świetlisty łuk.
- Jak my wybrniemy z tego koszmaru…?
- We won`t ;3 It`s too late now.
- Co mogę zrobić, abyś stąd odeszła? Zabierz Astarotha, wróćcie do Wymiaru Chaosu, zostawcie nasze światło, zostaw mnie z moją żałobą!
- Ależ odejdę. Jeszcze nie czas. Verion marzył o miejscu, gdzie wszyscy mogliby egzystować razem. Nieważne, czy w zgodzie, czy w wojnie, ale razem. Chciał tam być wiecznie, z tobą. Tylko tam mogliście być razem „szczęśliwi”.
- To absurd! Takie miejsce nie istnieje!
Almena uśmiechnęła się niepokojąco.
- Oczywiście, że nie.

· **
- O rany. Nie sądziłem, że to będzie takie męczące – Zig przeciągnął się, siedząc na brzegu muru i powachlował się swymi nietoperzymi skrzydłami. - Na szczęście prawie skończyliśmy!
- Ja nie narzekam – mruknął czarnowłosy, dyndający na gzymsie głową w dół. - Odbudowaliśmy nasze miasto i możemy być pewni, że tym razem żadna ludzka krucjata nam go nie odbierze.
- Tak?
- Co tak? No pewnie, że tak, Zig. Tak powiedziała Mistress.
- Tak powiedział Kanzeliv w jej imieniu!
- Gdyby zacytował ją niezgodnie z prawdą, urwałabym mu łeb, co nie?
- Chyba. Masz rację. Po prostu nie ufam demonom tak do końca, ale skoro nas nie zgładziły... – szepnął Zig. – Najważniejsze, że pomogły nam pozbyć się ludzi i dzięki nim odzyskaliśmy Rasgan! Ależ tu był bałagan! Odbudowaliśmy port, podziemia, domy, wieże! Dobrze znów chodzić po mieście, bez obawy, że ktoś wbije ci krzyż w plecy! Będę o wiele szczęśliwszy, kiedy wybudujemy tę świątynię i się stąd wyniosą!
- Po jakiego shabranido budujemy dla nich tę ogromną świątynię w tak niedogodnym miejscu? I dlaczego niszczą wszystkie świątynie w okolicy?
- Bo tamte to nie świątynie demonów, oczywiście. Ale masz rację, gorszego miejsca na budowę nie mogły wybrać. Budować świątynię w olbrzymim leju w ziemi pozostałym po ataku Valgaava!
- Trochę to trwało, ale już niedługo...
- O w mordę...!!! – poderwał się przerażony Zig. - Co... co to jest?!
Wskazał ręką w niebo.

Fraktal 2 by ~K2member on deviantART

* * *
- Wake up, my child...
W mroku fioletowych mgieł zajaśniało sześć ogromnych, koncentrycznie ułożonych ślepiów.
- Stop them.
* * *
- Co się dzie...?! Uppf!!! – Zig w locie rozplasnął się na demonie, który pojawił się znikąd i spadł na dach wysokiej wieży.
- Uważaj, co robisz, wampirze! – fuknął demon, odwracając się.
- Wybacz... czy... uhhh... czy Kihara Kanzela widział to coś na niebie?! – Zig wskazał na skrzące się znaki.
- That`s none of your business!
- A co to jest? To coś dynda ponad naszym pięknym, nowiutkim miastem! – panikował Zig.
Demon zapatrzył się w niebo, wyglądało na to, że sam nie ma pojęcia co to takiego. Zig wykorzystując okazję wymknął się i pognał dalej, ku budowanej świątyni, gdzie zwykł przybywać Kanzeliv.
Po drodze poczuł, jak przez całą otaczająca go materię przemknęła niewidzialna fala energii. Spojrzał w górę – znaki na niebie zafalowały i zniknęły. Zig zatrzymał się, był już na terenie świątyni.
Wokół było pusto. Wszystkie demony nagle zniknęły. Wszystkie poza Kanzelivem, który stał wpatrzony w niebo, otoczony wampirami.
- Nie ma powodu do obaw – powiadomił Kanzeliv.
- Co to było? – spytał stanowczo któryś wampir.
Kanzeliv fuknął pod nosem.
- Nie obawiajcie się. W ten sposób Shabranido komunikuje się z Mistress po drugiej stronie Bramy. W żaden sposób wam to nie zagraża.
Wampiry zerknęły po sobie. Kanzeliv przechadzając się jakby nigdy nic spoglądał w górę, na majestatyczne, ogromne wieże świątyni.
- To jest nie do przyjęcia – rzekł nagle. – To wschodnie skrzydło trzeba wyburzyć.
- CO?! – jęknął któryś wampir, ale zamilkł pod spojrzeniem Kanzliva.
- Wyburzyć?! – spytał w szoku inny. – Przecież kiedy oglądaliście plany, kiedy to budowaliśmy, nie mówiłeś...!!!
- Plany się zmieniły – uśmiechnął się Kanzeliv. – Zburzyć to i dobudować dokładnie to samo, ale w tamtym miejscu.
Wampiry milczały w szoku.
- Ale... dlaczego...?! To znaczy... ona... nie będzie symetryczna jeśli...
- I o to chodzi – Kanzeliv zbliżył się, wampiry jak oparzone cofnęły się. – Wykonaliście kawał naprawdę solidnej roboty, bez obaw, Mistress jest zadowolona i nie cofnie danego wam słowa. Prosi tylko o drobne poprawki, czy to tak wiele?
- Nie – wyjąkali.
- Tyle lat cierpieliście pod jarzmem ludzkiego rasizmu. Uwolniliśmy was od niego, oddaliśmy wam Rasgan, pomogliśmy wam go odbudować. W zamian żądamy tylko świątyni, której sami nie możemy stworzyć. Świątynia dla idealnej Pani musi być idealna! – warknął z naciskiem.
- Będzie – zapewniły wampiry.
* * *

Ray`gi; Dziewczynka buchnęła płaczem na twoje słowa.
- Nieprawda!!! Oni mówią, że kłamiesz, Raj-gi! Gyrooo!!!
Mgiełka rozprasza się, duch dziewczynki znika. Cisza.
Niech to. Krążysz po korytarzach, zagubiony. Cienie falują, uciekają przed tobą. Drzwi, drzwi, drzwi... zaglądasz wszędzie – zamek jest ogromny. Jak wygląda ten cholerny artefakt?! Nawet, gdyby leżał gdzieś tutaj pod twoim nosem, nie miałbyś pojęcia, że to on!
Bez pomocy ducha się nie obejdzie. Duch tymczasem wyparował, a wzywany grzecznie, nie pojawia się.
Huh...?!



Cień na ścianie znów wyciąga ku tobie szpony. Cofa się... cofa...?!
AGKHHHH!!! X_x Coś rzuciło się naraz na ciebie od tylu, chwytając cię za szyję!!!

Funghrimm;
Nie doceniasz słynnych leśnych kleszczy Almanakh!...
- Macie tu kopalnie? Powiedzcie ciut więcej o tej kopalni.
- Ludzie założyli ją tu, szukając złota, ale znaleźli kryształy. Pozwoliliśmy im zostać, ponieważ nikt nie potrzebował wtedy wydobycia kryształów a wielką skalę, i obiecali, że szybko opuszcza nasze ziemię. Popyt na kryształy jednak wzrósł niespodziewanie i kopalnia świetnie prosperowała. Kiedy złoża się wyczerpały, ludzie szukając ich głębiej zaczęli używać ładunków wybuchowych.
- Ktoś tam siedzi teraz?
- Wygoniliśmy robotników, oni jednak wciąż snują się czasem w okolicy. Poza tym kopalnie są opuszczone.
- Ewentualnie zarządza w mieście chyba nie jesteśmy zbyt mile widziani...
- Zarządca tej kopalni jest fantomem – prychnął elf. – Zawsze kiedy o niego pytamy w Aventer, jesteśmy zbywani, odsyłani od jednego możnowładcy do drugiego. Nasza cierpliwość się skończyła, dlatego próbujemy zniszczyć tory.
- Ale nim tam się udamy muszę się dowiedzieć czy macie dużo czerwonego wosku w magazynach?
- Nie, nie zbieramy czerwonego wosku – zdumiał się elf. – Jedynie w święto Białej Gwiazdy, ale do niego jeszcze pół roku!
- Robi się z nich ładne świeczki zgadza się?
- Tak. Jedna taka świeca może płonąc nieprzerwanie przez kilka miesięcy.
- Nasza koleżnka, która dotrze do nas z czasem kiedyś mówiła że potraficie tak zasadzić drzewa a potem je pielęgnować by przybrały przew wybrany kształt.
- Zgadza się. Tak właśnie próbowaliśmy zniszczyć tory z kopalni. Posadziliśmy na torach sadzonki drzew i podlaliśmy je eliksirem. Przez noc z siewek urosły potężne drzewa, ich korzenie rozerwały tory. Ludzie nie dowiążą już kryształów do miasta! Mieliśmy nadzieję, że ta demonstracja przekona ich, aby wynieśli się kopalni, ale to tylko wzmogło ich gniew.
- Jeżeli tak to byśmy byli zainteresowani waszą pomocą.
- Potrzebujecie drzew? – zdziwił się elf.

Barbak; Gah. Kiedy ktoś was atakuje, jest świrusem chaosu. Kiedy ktoś traktuje was z szacunkiem jest obłudny! XD
- Tak Ast i Aroth zstąpił do tego świata.
*westchnienie zgrozy wśród elfów *.
No co oni? Boją się starego, dobrego Astarotha?
- Ale nie ma potrzeby obawiać się go jakoś szczególnie.
*Elfy zbierają szczęki z trawki *
- Owszem trzeba go mieć na oku, jednak podejrzewam, że nasze interesy mogą być nawet wspólne.
*Elfy dostają zawału *
- W-w....WSPÓLNE?! – wyjąkały w osłupieniu elfy.
- Wiedzcie jednak, że sprowadziła nas tu misja. Jaką wyznaczyli nam Bogowie.
*Elfy nawet już nie zbierają swoich szczęk z trawki *
- Bogowie? Jacy... bogowie...?
- Co to jest Bóg...? – szepnęła jakaś elfka, inne wzruszyły ramionami.
- Misja ta polega na pobudowaniu świątyni na chwałę bogom... wszystkim bogom.
- Eeeee...????
- Chcielibyśmy prosić Was o pomoc w jej wzniesieniu.
- Świątynia dla kogoś... innego niż Almanakh, Lavender, lub.... Barbak?! – elfy zaczęły szemrać w zagubieniu.
- Chcielibyśmy prosić Was o pomoc w jej wzniesieniu.
- Ale..... eeee...? – elfy chciały być uprzejme i delikatne. – Możemy wybudować świątynię dla Wojowników Światła, lub dla samej Białej Gwiazdy, ale...? „Dla bogów”? Co masz na myśli?
 
__________________
Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD
Almena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-18-2008, 21:17   #244
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 59 755
Ray’gi uśmiechnął się. Ależ oczywiście, że kłamię. Oni są nadzwyczaj bystrzy. Mroczny elf rozejrzał się i zdjął kapelusz. Włożył go sobie pod ramię i ruszył korytarzami. Wszystko to było takie same. Przeszukiwał setki sal, komnat. Na daremno. Oparł się o ścianę. A może gdybym zrównał to wszystko z ziemią, może wtedy byście mi powiedzieli, co…? Rozejrzał się i popatrzył po długich, chłodnych tunelach, które przemierzył już kilka razy i nic nigdzie nie znalazł. Wszystko tu było takie, trywialne i symetryczne. Drow pokręcił głową i spojrzał na kamień, jeden z tysięcy wbudowanych w ściany tego zamku. Zdjął rękawicę i dotknął go. Szorstki.

Wy, ludzie, tak wspaniale potraficie ignorować rzeczywistość. Talent to przecież najrzadszy z możliwych. Jesteście prawie ślepi i prawie głusi. Patrzycie na kamień i widzicie tylko… kamień. Nie dostrzegacie perspektyw dla tego jednego bloczku. – Ray’gi pogłaskał głaz i założył rękawiczkę – U was pomysły rodzi potrzeba. U nas pomysły rodzą potrzebę… cha, cha… i chyba właśnie to nas tak różni. My nawet z kamienia potrafimy wycisnąć wszystkie soki. – drow skwitował myśl uśmieszkiem i oddalił się w przód wielokrotnie już przechodzonym korytarzem.

Ray’gi patrzył przed siebie jak cienie się rozstępują. Boją się demona. – przebrał palcami powietrze. Poklepał się po barku. Ho, ho… Lidrealu, jesteś… hmm… byłeś bardzo użytecznym demonem. Nie pomożesz mi w odnalezieniu artefaktu… co…? No cóż, tak właśnie myślałem. Lidrealowi nie spieszyło się z pomocą. Drow wzruszył ramionami do siebie i uśmiechnął się. Bez niej nie znajdzie tej zabawki. Pragnie swego Gyro. Skoro tylko go znajdę, z łatwością będę mógł nią pokierować. Ale jeżeli nie znalazłem dotąd tego czegoś, to jak znajdę pieska…? – mroczny wywrócił oczami i coraz poważniej zaczął się zastanawiać nad zrównaniem wszystkiego z ziemią, a potem przeszukania popiołów, gdy nagle na oświetloną ścianę przed nim padł cień.

Drow stanął przed nią uważnie się mu przyglądając. Gyro…? Cień zaczął się zbliżać i wyciągać szpony. Nagle cofnął się i… Mroczny elf zorientował się jednak o co chodzi. W tej samej chwili odwrócił się na pięcie by spojrzeć w oczy napastnikowi. Za późno…! Poczuł zakleszczające się na krtani pazurzaste dłonie. Drow płynnie wystosował dwie ofensywne czynności w imię zasady: Najlepszą obroną jest atak. Pierwsza był to bodziec psychiczny, ugodzenie umysłu, które miało odrzucić i sparaliżować nieprzygotowany umysł oraz druga, w brew pozorom mogąca bardzo zaszkodzić przeciwnikowi – atak demoniczną ręką w nadgarstek, aby rozluźnić uchwyt. Jednak Ray’ gi nie zamierzał puścić, aby widmo rozmyło się i ponawiało swe żałosne próby przegonienia go stąd, to właśnie ono miało go doprowadzić do skarbu pana Glittermore.

Jak zwykle moich oponentów cechuje, niewysłowiony brak honoru. Prawdopodobnie dlatego, że w otwartej walce nie dali by rady psionikowi, który złamał bariery tego co możliwe. W następnej jednak walce, pompatycznie nazywanej przez Mistress mianem Wielkiej Wojny to nie ja będę obiektem podstępu, bo to ja użyje intrygi. Chi, chi, chi…!

Oczywiście nikt, nigdy nie powiedział, że Ray’gi walczył honorowo.
 
Mijikai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-18-2008, 21:34   #245
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 186 887
I znów walka. Znów walka o dostanie się tam, gdzie koniecznym było wejść. Znów starcie, które okazuje się zawsze najtrudniejszym pojedynkiem w życiu. Przed tym ponownie stanęli Ravist i Tev.

Biała nicość. Tyle można było zobaczyć. Nagle niewidoczny obserwator odwrócił się, ukazując czarną nicość. Bezistotowy obserwator stał po środku, gdzie te dwie siły ścierały się bezustannie. Fale czerni wlewały się na białe połacie, jednakże one nie pozostawały bierne. Odwet był straszliwy i równie skuteczny.
Chwilę później fale stały się wiatropodobnymi dziełami jakiegoś kapryśnego boga. W miejscach szczególnie silnych oddziaływań stron, tworzyły się potężne huragany.
Jeden moment później to skały uderzały o siebie, czemu towarzyszył ogłuszający łoskot.
Za uderzenie serca to nienaturalne płomienia lizały się, starając się zniszczyć drugiego swoim ciepłem.
Zmiany powtarzały się, a obserwator stał tak długo, że wydawało się to wiecznością. Obserwator starał się coś pokazać. Tylko co?
Od wpatrywania w zmiany mogły już rozboleć oczy, ale obserwator kazał patrzeć, więc patrzyli.
Nagle stało się jasnym to, co było nie odkryte. Dualizm świata. Dualizm nie polegający wcale na przeciwstawnościach. Konfrontacja, którą pokazywał obserwator była tylko i wyłącznie dwoma najbardziej skrajnymi przykładami. Przykładem dualizmu był on sam jako Tev i Ravist. Ci sami, a jednak inni. Wcale to nie znaczyło, że któryś z nich był dobry lub zły.
Tu nasuwał się kolejny wniosek im więcej mamy w sobie dobra w tym świecie, tym w drugim mamy więcej zła.
Alter ego Kejsi byłoby istnym szatanem.
Tev był neutralny, więc Ravist też taki musiał być, jednakże kto zależał od kogo? Wydawało się, że odbywa się to na zasadzie równej wagi. Skutkiem tej myśli była kolejna.
Obserwator pokazywał tylko zmagania jasnej części z ciemną, ale niezauważone było to, co działo się pomiędzy. Tam, gdzie stykały się dwie siły wyzwalana była niezwykle potężna siła, lecz niekontrolowana. Niezauważona, niekontrolowana, niedoceniana, ale zależna od dwóch współzawodniczących sił.
Jak oni.
Oni są niezauważeni, niekontrolowani i niedocenieni, a przy tym mający siłę. Przy tym musieli się przyznać przed samym sobą, że byli zależni od reszty świata, która zdawała się sama napędzać.
Natłok myśli ustał, lecz żywioły dalej się ścierały, a obserwator był nieruchomy.
Woda, powietrze, ziemia, ogień, woda, powietrze, ziemia, ogień, woda, powietrze, ziemia, ogień...
Kolejność nie miała znaczenia i wszystko zdawało się go nie mieć, a jednocześnie oczywistym było to, że miało to więcej niż jeden aspekt. Jeden został odkryty, ale drugi?
Odpowiedź zeszła jak grom z jasnego nieba.
Energia!
Każdy z żywiołów ją ma, a ponadto to właśnie skrajności dostarczają jej najwięcej, zaś na środku jest jej multum. Tak, o to chodziło!
Energia pod różnymi postaciami!
Nagle wie siły przestały na siebie napierać. Rozbłysło bezbarwne, oślepiające światło, a kiedy zgasło, wszystko dookoła wypełniała wirująca leniwie bezbarwna chmura. Wirowała może i leniwie, lecz czuć było jej moc. Lej prowadził w dół. Znajdował się on na środku, czyli tam, gdzie poprzednio ścierały się dwie potęgi. Nie w miejscu, gdzie była biała nicość. Nie tam, gdzie dominowała czarna pustka, a tam, gdzie wszystko łączyło się, tworząc wulkany erupcyjnej energii.
To mogło podsunąć pewną myśl. Siła pośrednia, choć najsilniejsza, była zależna od dwóch pozostałych, tworzą trójkę. Była również niezauważalna, choć posiadająca o wiele większy potencjał mocy. Przez to niezauważalnie można było się wśliznąć do strefy energii niezależnej od niczego, napędzającej wszystko.
Dostrzegli jednak coś jeszcze. Najtrudniej było pozostać na tym cienkim skrawku przestrzeni, gdzie ścierały się moce. Gdy się tam już pozostanie, siły będą starały się zepchnąć cię na którąś stronę, lecz kiedy się tam utrzymasz, opanujesz moc rządzącą środkiem, otworzy się lej, a tam kolejna przeszkoda.
Nie trudno zauważyć jak obraca się chmura energii. Wirowała wokół własnej osi w prawą stronę, a wszystko prowadziło w dół leja. Nie trudno wywnioskować, że żeby się tu dostać, trzeba wykorzystać "Potęgę Środka", by dostać się na górę. Pochłonie to wiele sił, ale kiedy się uda, trzeba dopłynąć i utrzymać się na krawędzi wiru, co wcale nie jest łatwe.
Zauważyli całą masę jasnych punkcików na samym dole leja, a im wyżej tym mniej było punktów. Na obrzeżu był tylko jeden i było jasne, że tylko jeden może tam pozostać. Wszystko krążyło niczym po idealnie okrągłych orbitach.
Sami dostrzegli to, do czego będą dążyć.
Energia była zarówno "Potęgą Trzech", jak również "Potęgą Czterech". To właśnie są dwa aspekty. Niby oczywiste, a jednak skryte.
"Najtrudniej jest dostrzec to, co nie jest ukryte"
Takie właśnie napisy pojawiły się w powietrzu, co zastanowiło Ravista. Kto lub co im pomaga?
Nagle zrozumiał jeszcze jedną rzecz. Wszystko krąży w koło. Koło jest bardzo ważne, ale nie rozumiał w jaki sposób jest aż tak bardzo istotne.
Trójkąt, kwadrat, koło. Trójka, czwórka, nic.

http://www.testriffic.com/resultfiles/13328Fire.jpg

Nagle nad obserwatorem pojawiła się ogromna para płonących oczu, która patrzyła uważnie na każdy kawałek terenu, zaś gdy natrafiła na nich, rozszerzyły się w wyrazie bezgranicznego zdumienia, po czym zapłonęły jeszcze większym ogniem, oddając pełnię furii.
Energia zebrała się wokół niego, zaś wszystkie cząstki ich jestestwa czuły się niszczone w błyskawicznym tempie. Atom po atomie.
Nagle Ravist i Tev jednocześnie wyrwali się, zmierzając w dwie różne strony. Oczy zrobiły gigantycznego, rozbieżnego zeza, próbując nadążyć, ale ci dwaj już sunęli przez Plan Powietrza. Z prędkością błyskawicy opuścili Plan, zatapiając się w swoim ciele.

Odetchnął głęboko, jakby właśnie wypłynął spod wody po wyjątkowo długim zanurzeniu, po czym uśmiechnął się kpiąco.
-Pojedynki ze mną zawsze są nieuczciwe. Dwóch na jednego. Przykre-uśmiechnął się triumfalnie, po czym bezceremonialnie przepchnął się do Elfów.
-Elfiaki, widzieliście kiedyś taki wzorek?-zapytał, rysując symbol:

http://www.lazienkowy.pl/obrazki/270506nowagala2.jpg

Pozostało mu to z wymiaru, z którego uciekł. To i kilka innych, lecz bardziej mentalnych uwag.
-Nie obchodzą mnie wasze dyrdymały o bogach i innych paskudztwach. Nie obchodzą mnie ich kolory. Jak dla mnie mogą być nawet niebiescy, sraczkowaci, w kratkę, w kropki i wszyscy mogą mnie pocałować tam, gdzie słońce nie dochodzi. Mogą latać, skakać, pływać, chodzić, kumkać, warczeć, prychać, syczeć czy zabijać-rzekł mało dyplomatycznie.
-Nie obchodzą mnie ich gierki ani władza. Obchodzi mnie co wiecie o żywiołach i energii.
Czy to mógł być sen?-pomyślał.
 
Alaron Elessedil jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 12:23   #246
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 57 246
Ciekawym było, że w miarę jak Barbak wypowiadał swą sentencje oczy elfów otwierały się coraz szerzej, szczęki zaczynały być coraz szerzej otwarte (zaciskając się jednocześnie). Czyżbym powiedział coś złego?
- Świątynia dla kogoś... innego niż Almanakh, Lavender, lub.... Barbak?!

Świątynia dla mnie?
Średniej wielkości budynek z centralnie umieszczonym basenem, pełnym dobrego alkoholu. Wokoło palmy, egzotyczne owoce, przepysznego mięsiwa, dziewki, posągi....dziewki... i to wszystko dla mnie? Nie do nie dla mnie. Nie nadaje się do tego. Nie potrafię leżeć do góry brzuchem i puszczać wiatrów. Tzn. potrafię ale nie mogę nie odnieść wrażenia że jestem stworzony do wyższych celów.

- Co mam na myśli mówiąc o Bogach? Może źle się wyraziłem mówiąc o Bogach. Wybaczcie mi. To przez różnice językowe pomiędzy naszymi rasami. Postaram się wyjaśnić to inaczej. Świątynia, która miała by powstać miała by być oddana wszelkiemu istnieniu, każdemu bytowi świata. Miała by łączyć w sobie wszystkie sprzeczności, wszelkie spory. Miała by być uosobieniem tego co nie jest możliwe, co uważa się za szalone. Łamać wszelkie zasady, poruszać samym swym istnieniem wszystko to co uważa się za tabu. Mówię o stworzeniu czegoś co jeszcze nigdy nie było stworzone ręką rasy rozumnej. Czymś...(Ork nakręcał się coraz bardziej w swym patetycznym klimacie) [i].. gdzie każda istota, mogła by zostać wysłuchana, gdzie mogła by prosić o radę, gdzie mogła by podjąć najważniejsze decyzje, gdzie mogła by kierować się swą Wolną Wolą. Tak! Chyba o to mi chodzi.
-Elfiaki, widzieliście kiedyś taki wzorek? PLASK! Ork swą otwartą prawicą walną się w czoło.
Tev, iście na modłę Astatoth’a pojawił się niewiadomo kiedy, nie wiadomo jak. Z gracją, słonia w składzie porcelany, zręcznością ślimaka na bananie i zakręcony niczym bąk w tulipanie, zaczął wypytywać Elfy. O co? O jakąś energię.
- Nie obchodzą mnie wasze dyrdymały o bogach i innych paskudztwach (....)wszyscy mogą mnie pocałować tam, gdzie słońce nie dochodzi.....
[fanatyzm mode off]
- Reeeeksiiiiioooooo!!!
Ork mocno uderzył dłonią w swoje udo, przywołując Warga.
- Cześć Tev! Ja też się cieszę, że Cię widzę! Warknął Barbak. Jednak wycofał się z rozmowy dając odpowiedzieć elfom najpierw na pytania Rakaszy. Odczekał chwil parę ostentacyjnie sprawdzając stan swych paznokci, i zagadując do Reksia.
- Zobacz to jest nasz jeszcze jeden kompan. Przed chwilą powiedział, że ma w rzyci Veriona i Mistress. Fajnie prawda?.... Spokojnie! To wartościowy sojusznik.

Gdy Tevonrel zakończył wypytywanie Elfiastych na tematy tylko jemu zrozumiałe, Ork raz jeszcze podjął rozmowę.
- Coś mi się zdaje, ze o świątyni będziemy jeszcze mogli porozmawiać. Tymczasem, widząc jak świecą się oczy naszemu brodatemu przyjacielowi proponuje czem prędzej udać się do kopalni. Zobaczymy w jakim ona jest stanie i do czego się jeszcze nadaje. Ta wiedza przyda nam się jeśli przyjdzie nam rozmawiać później na temat tego czy ma ona jeszcze działać. Bo jeśli na przykład okaże się że jej złoża są wyeksploatowane.... dobrze mówię Fungrimm?... Wyeksploatowane? Jeśli właśnie takie są, to ludzie na pewno tu nie wrócą i problem, przynajmniej ten będzie z głowy. A i jeszcze jedno. Nie macie strzał? Nie, nie wykałaczek! Strzał! Mniej więcej takich. Ork palcami wskazującymi obu rąk pokazał długość strzały jaka była standardem potrzebnym aby nakarmić Maleństwo.
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 13:07   #247
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 38 024
Pokiwał z uznaniem głową na słowa Elfa.
-Dziękuje, zajmiemy się sprawą zarazy i nieproszonych gości. W sumie to dobrze już dawno nie byłem w żadnej kopalni. Z chęcią zanurzę się znów w wilgotną i mroczną otchłań gdzie można znaleźć kamienie, złoto, mithryll lub Śmierć!
Uśmiechnął się pod nosem raczej do siebie niż do kogoś szczególnie. Ręką wykonał ruch przypominający głaskanie solidnego kawału stali jaki powinien mieć na plecach. Gdy zorientował się zaklął szpetnie.
-Przyjacielu co do drzew świątyń i całej reszty wrócimy gdy wypełnimy misję. Nie lubię gadać po próżnicy.
Ale miałbym jedną prośbę. Chciałbym skorzystać z pomocy waszego kowala. Jestem pewien że macie kilka zbędnych kawałków łańcucha oraz solidne stylisko?

Po chwili zamysłu dodał jeszcze
Acha czy wy też nie lubicie DROW’ów mogę wam powiedzieć gdzie możecie upolować jednego i to takiego, który służy demonom...

Za jego plecami wzniósł się tumult. Dwarf ujrzał Teva. Na jego widok uderzył pięścią w serce
-OOoooo kogo me oczy widzą. Żeś się odnalazł. A skoro zamieszania zrobiłeś tyle co cała horda chaosu to musisz być sobą i to w najlepszej formie...
No tak to teraz brakuje tylko Kejsi oraz Sathema bo jak rozumiem mroczni sami się znajdą w odpowiedniej chwili.


//Jeżeli wizyta w kuźni się nie uda to od razu kieruje swe kroki w stronę kopalni. Natomiast jeżeli będę miał chwilkę czasu dla siebie to o tyle wymarsz się opóźni...//
 
Vireless jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 14:00   #248
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 186 887
-Reeeeksiiiiioooooo!!!-zawołał Ork, po czym przybiegł do niego wilk, na co Tev uniósł brew.
-Oryginalne imię-powiedział po czym poklepał po głowie... Nie, nie Reksia... Barbaka. Do wilczka tylko wyszczerzył się, po czym skinął Krasnalkowi głową szczerząc się w uśmiechu.
-Cześć Tev! Ja też się cieszę, że Cię widzę!-powiedział Barbak.
-No właśnie, ja też się cieszę i w tym radosnym nastroju pozostańmy-wyszczerzył się, po czym odwrócił się do Elfowinków.
-Mowę wam odjęło?!-wrzasnął.
-Zobacz to jest nasz jeszcze jeden kompan. Przed chwilą powiedział, że ma w rzyci Veriona i Mistress...-odezwał się Paladyn.
-Dobrze gada, słuchajcie go. Veriona, Mistress, Almanakh, Lavandera i inne badziewia też. Do usług-zwrócił się ponownie do Elfów, po czym odwrócił się do Krasnoluda i Orka.
-No dobra, a teraz powiedzcie mi gdzie jest reszta, Kejsi, Futrzak, Ray'gi i inni? No i oczywiście Astaroth? Muszę z nim pogadać, wiecie gdzie on jest?-zapytał drapiąc się po głowie i rozglądając.
-A i jeszcze jedno. Nie macie strzał? Nie, nie wykałaczek! Strzał! Mniej więcej takich?-zapytał Barbak, a Tygrys pokręcił głową z politowaniem.
-Nie umiesz z nimi rozmawiać. Temu szanownemu fanat... yyy... Wojownikowi potrzeba waszych oszczepów z piórkami na końcu jak u strzał, rozumiecie? Wy mówić nasza jenzyka? Sprechen Sie... ekhem... nie ten język. Do you speak this language?-zapytał po czym ryknął ze złością, zakładając ręce na piersi w wyrazie zrezygnowania.
-A niech was drzwi ścisną-warknął.
 
Alaron Elessedil jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 17:08   #249
 
Szarlej's Avatar
 
Reputacja: 3 Szarlej wkrótce będzie znany
$: 87 868
-Masz racje Barbaku, poczekam na Almankh.
"Pani wiem jak można zapobiec wojnie, wiem jak można dokonać to co wychodzi tylko ludziom, połączyć biel i fiolet. Trzeba wskrzesić Veriona. Jeżeli coś Ciebie ogranicza to błagam powiedz mi, ja spróbuje, mnie nie ograniczają żadne kodeksy."
Ślepiec właśnie podszedł do orka tłumaczącemu długouchym sens świątyni i usłyszał jedno zdanie, które go naprowadziło.
- Świątynia dla kogoś... innego niż Almanakh, Lavender, lub.... Barbak?!
"No jasne Barbak i Kejsi są niemal równie Lavenderowi i Almankh. Jeżeli Pani mnie słyszy to i Kejsi."
"Kejsi?! Heeej! Słyszysz mnie?!"
Levin dokonał właśnie rzeczy niemożliwej dla kogoś kto nie jest psionikiem, krzyczał w myślach.
"Wiem jak zapobiec rzezi jaką będzie wielka wojna. Musimy wskrzesić Veriona. Almankh mi nie odpowiada, powiedzcie mi tylko co mam zrobić. Rozumiesz o co mi chodzi? On był spoiwem łączącym Almankh i Almene. Obie go opłakiwały. Pomóż mi."
Kiedy skończył mówić, bo była to bardziej mowa duchowa niż modlitwa, do Kejsi zjawił się wielki futrzak, który ich wcześniej opuścił. Po raz kolejny zaczął się wściekać i obrażać bogów obecnej małej armii. Levin skinął mu tylko głową na przywitanie i zaczął ponownie skanować okolice.
 
Szarlej jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 17:36   #250
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 2 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 48 653
„Hihi! Trzy...czte...ry...!”
- WAH!!!
„Nieustraszony drow, tak!? Hihi... Nie mogę się powstrzymać...!”
Przyczaiła się w planie niematerialnym, przycupnęła jak kot przed atakiem, wywinęła ogonem i zakręciła tyłkiem jak kot przed skokiem.
- BUUUU!!! XD
Rzuciła się na niego łapiąc go jedną ręką za bark, drugą za szyję.
Drow drgnął lekko, ale błyskawicznie złapał Kejsi za rękę i odwrócił się.
- WAH!? – Kejsi sama podskoczyła, zaskoczona, strosząc ogon.

Neko girl image by darkinusgurl on Photobucket

Wyrwała mu rękę, sama nie wiedziała jak.
- Ray`gi! – pojawiła się za moment obok drowa, w pełni już materialna, czerwona jak burak. – Hihi, to ja!!! Przepraszam, chciałam tylko... zrobić ci kawał, hihi!



Nim drow zdążył wyjść z szoku, rzuciła mu się na szyję, tym razem delikatniej, przytulając go.
- Co tu robisz sam, całkiem sam, sam, Ray`gi, miał!? Miał nie znow miałczkawmiałka!!! – speszyła się.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111