Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG -Autorskie
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Sesje RPG -Autorskie Ścieżki wyobraźni są kręte. Sprawdź jak daleko wyobraźnia zaprowadziła wielu tych, którzy dali się jej ponieść. Zagraj w sesje oparte na systemach autorskich


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-19-2008, 19:14   #251
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 59 755
Chi, chi, chi…! No popatrz Ray’gi kto sprawił nam nie-spo-dzian-kę ! – pomyślał drow. To mała Kejsi ukryta była gdzieś w korytarzu i czaiła się z gracją grabi w trawie, czekających aż ktoś na nie wlezie. No i najwyraźniej drow właśnie na nie nieopatrznie wlazł.
Ray’gi postawił krok do tyłu i cofnął w ostatniej chwili impuls psioniczny. Nie chciał przecież robić krzywdy Kejsi. No, żeby być szczerym, przynajmniej nie teraz. Kejsi udało się wyrwać rękę z jego uchwytu i powiedziała:

– Hihi, to ja!!! Przepraszam, chciałam tylko... zrobić ci kawał, hihi!

Ray’gi założył ręce, lecz zanim zdążył wymówić słowo, chimera wskoczyła mu na szyję i zaczęła świergotać tym swoim nie znośnym głosikiem.

- Co tu robisz sam, całkiem sam, sam, Ray`gi, miał!? Miał nie znów miałczkawmiałka!!!

Ray’gi z uśmiechem złapał ją w talii i zestawił na ziemię. Co za ironia losu, już myślałem, że demon ją zabił, a ona zjawia się tu, w takiej chwili, ktoś jednak Ciebie kocha tam na górze Ray’gi, heh...

- O to samo mógłbym się zapytać Ciebie kwiatuszku. No nie wiem, nie wiem... – przewrócił głowę na bok i przymknął oko, jakby oceniał Kejsi pod jakimś względem – No, ale dla Ciebie mogę zrobić chyba wyjątek, prawda…?

Mroczny elf wziął Kejsi delikatnie za rękę i powiedział:

- Po prostu czegoś szukam. Powiedz mi, moja droga, o co się pokłóciłaś z Astarothem, co ? Potem Ci to wyjaśnie.

Po czym razem oddalili się w kolejny nie sprawdzony jeszcze korytarz.
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 08-19-2008 o 19:22.
Mijikai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Stary 08-19-2008, 20:28   #252
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 2 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 48 653
- O to samo mógłbym się zapytać Ciebie kwiatuszku.
- To proste, Ray`gi, proste, proste! – zaśmiała się. – Przyszłam zobaczyć, co tu robisz całkiem sam, hihi! Przecież coś cię tu mogło zjeść, zjeść, duchy! – otrzepała się i zakrzyknęła bojowo, wyciągając przed siebie jedną łapkę. – Ale teraz moc najczystszego, rozjaśniającego mrok Światła jest u twego boku i nie musisz lękać się ciemności! Precz cienie, z drogi, z drogi, nie ma dla was miejsca w świecie jasności!
- Po prostu czegoś szukam.
- Czego? Kogo? Duchów!? Ducha tej dziewczynki?
Kejsi wiedziała, że chodzi zapewne o ten artefakt o którym wspominał łowca, który był z nimi w lesie. Nie wierzyła jednak w istnienie czegoś takiego. Na pewno już kto inny dawno temu to ukradł, albo to w ogóle nie istniało!
- Po co ci to? – spytała cicho. – Myślisz, że to istnieje?
- Powiedz mi, moja droga, o co się pokłóciłaś z Astarothem, co ?
- O Wiatr Lodu – fuknęła, naburmuszona. – Dusza Starfira powinna przebywać wśród Bieli! Ale nie dałam rady jej odzyskać – dodała smętnie, spuszczając koci ogon. – Może kiedyś znów spróbuję...
Ray`gi z zapałem czegoś szukał.
- Na pewno uważasz, ze powinniśmy tu być? – Kejsi się niepokoiła. – A co jak te duchy i cienie się rozzłoszczą!? Czego szukamy!? Pomogę ci, to znajdziemy to szybciej i będziemy mogli stąd iść!
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-19-2008, 21:20   #253
 
Mijikai's Avatar
 
Reputacja: 2 Mijikai ma wyłączoną reputację
$: 59 755
- Czego? Kogo? Duchów!? Ducha tej dziewczynki ?

Sprytna... cha, cha... miałeś rację, Morcruchusie, co za nie wyczerpany potencjał. Ale ja nie jestem taki naiwny jak ty mój martwy przyjacielu. Kejsi po zapytaniu o kłotnię zdenerwowała się, najwyraźniej mocno to przeżyła, ale spontaniczne reakcje przecież były jej wizytówką:

- O Wiatr Lodu – fuknęła, naburmuszona. – Dusza Starfira powinna przebywać wśród Bieli! Ale nie dałam rady jej odzyskać – dodała smętnie, spuszczając koci ogon. – Może kiedyś znów spróbuję...

- Kiedyś, kiedyś...? - Ray'gi zmrużył oczy i spojrzał w mrok - Obiecuję Ci, że spróbujesz, ale nie będziesz sama moja droga - spojrzał się na nią z tajemniczym uśmiechem - Historia ma zwyczaj zmieniać osoby, które myślą, że ją zmieniają, jedną z takich osób jest Astaroth, Astaroth, który jeszcze nie dawno był dla mnie zagadką. Raz wydawał mi się bardzo zbliżony do mojego postrzegania świata, raz całkowicie odmienny, demon, który zabawia się w boga. Demon, który ma czelność niszczyć ten sterylny, przepiękny, cykl życia. A przecież wszystko co istnieje pragnie żyć ? Prawda ? - drow wyrwał się z zapatrzenia i kontynuował - Astaroth prędzej, czy później upadnie, gdyż każda sprzeczność z założenia upada. Słyszałaś o czymś bardziej absurdalnym niż chaos, który chce budować nowy porządek, nowy ład...? - zatrzymał się i zniżył się by być oko w oko z Kejsi, szepnął - Posłuchaj, może i masz we mnie ostoję zła, szyderstwa i intrygi - zawiesił głos i uśmiechnął się trochę do niej, a trochę do siebie - Będę nią z przyjemnością. - znowu zawiesił głos - Jednak żyjemy w czasach, gdzie pogrążeni jesteśmy w nieustannej walce dobra ze złem i nie jest to zło, które ja reprezentuje, ale zło jakie reprezentuje Astaroth. Zło szalone w hektolitrach niegodziwości i nienawiści jakimi darzy nasz świat. Równowaga, o której mówił Funghrimm to mrzonka, nierealny pomysł, do zaakceptowania przez nas, lecz nie przez nich. Nie przez Fiolet. Wiem, że zostałaś wybrana na Wojowniczkę Światła. To olbrzymi dar. Nigdy nie miałem zamiaru umniejszać jego wagi, moim stosunkiem do Światła. Mam do Ciebie jedną prośbę. Jedną małą prośbę. - uśmiechnął się do niej i popatrzył jej głęboko w oczy - nie zmarnuj go. Astaroth nie jest kimś z kim da się rozmawiać.

Ray'gi spojrzał przez zamkowe okno na gwiazdy. Przepiękne. Odwrócił głowę w stronę Kejsi, a jego czarne oczy złapały jej spojrzenie.

- Wewnątrz każdej bryły węgla tkwi diament, który czeka, żeby się wydostać. - Ray'gi palcem w rękawiczce zatoczył powoli kółko w powietrzu, na około serca Kejsi - I tu - potem zrobił to samo kółko na około swojego - I nawet tu - Ray'gi westchnął fatalistycznie - Astaroth utracił swój diament dawno temu, kiedy stał się demonem. - poklepał Kejsi delikatnie - Zapamiętaj co Ci teraz powiedziałem Kejsi. Nie zmarnuj daru. - na jego wargach znów zagościł szelmowski, charakterystyczny uśmieszek - To co zamierzamy tu stać do końca życia, czy ruszymy się po to cudo ?
 

Ostatnio edytowane przez Mijikai : 08-20-2008 o 09:32.
Mijikai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-20-2008, 17:06   #254
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 5 Almena ma w sobie cośAlmena ma w sobie cośAlmena ma w sobie coś
$: 312 524
Tev;
Pokazujesz elfom dziwny znak.

- Nie obchodzą mnie ich gierki ani władza. Obchodzi mnie co wiecie o żywiołach i energii.
Elfy przyjrzały się w skupieniu znakowi.
- To przedziwne – zauważył któryś. – To bez wątpienia symbolizuje cztery wymiary... i coś... jeszcze?
- Patrz – inny elf wskazał palcem. – To czarne tło, to niebyt. Pomarańczowe koła to cztery wymiary, biel w ich wnętrzu to plany astralne, a te smugi łącząc je to Bramy. A... to koło w centrum?
* * *

Almena buchnęła naraz śmiechem. Szczerym, pociesznym śmiechem. Zdumiona Almanakh nie wiedziała co zrobić.
- Wybacz – mrugnęła Almena, pokręciwszy z rozbawieniem głową, ale nie powstrzymała się i znów ryknęła śmiechem.

* * *

Barbak; Elfy poleciały przynieść dla ciebie strzały, największe jakie znalazły.

Tev;
- Żywioły? Co tu o nich mówić? Jest ich 5. Ogień, woda, wiatr, ziemia, dusza. Stworzone przez Światło, będące materią ze Światła. Mogą ulec skażeniu, czego byliśmy świadkami, zdaje się. Energia, hm… czerpiąc z mocy żywiołu, czerpie się z nieskończonego źródła. Nie zużywa się własnej energii magicznej. Styczność z żywiołem potęguje czar.

Funghrimm; Wyruszasz, prowadzony przez elfy, do hmmm warsztatu...? Co oni tu wykuwają, spinki do gaci?! Heh... no trudno... masa pracy przed tobą, ale zamierzasz stworzyć sobie broń!
- Acha czy wy też nie lubicie DROW’ów ?
- Drowy? To nasi bracia...
- ...mogę wam powiedzieć gdzie możecie upolować jednego...
- Upolować?! – jęknęli. – Dlaczego mielibyśmy krzywdzić...?!
- ... i to takiego, który służy demonom...
- DEMONOM?! GDZIE ON JEST?! – wszystkie elfy miały nagle łuki albo miecze w rękach.

Po wykuciu broni ruszasz do kopalni!

Barbak, Funghrimm, Levin, Estre;
Wyruszacie do kopalni. Elfy postanawiają że Wojownik Światła i jego walecznie wyglądający kompani świetnie dadzą sobie radę sami. Być może wobec panujących wokół ciemności w środku dnia i wieści o odwiedzinach Ast i Arotha postanowili sprawdzić czy nowy Wojownik Światła nie jest demonem w przebraniu. W każdym razie odprowadzają was wzrokiem, kiedy udajecie się do kopalni.
Schodzicie na kwietne łąki, kiedy znikąd zjawiają się w okolicy dziwne istoty. The infamous Almanakh`s Fufis! Czyli przedstawiciele podgatunku kleszczy łąkowych!
Czyż nie są śliczne?! :>
Mają 2 m wysokości i 2 m długości. Posiadają 3 otwory gębowe typu gryząco-ssąco-miażdżącego. Są dość pancerne i jadowite, ale nie lubię biegać. Za to jak się przyczepią do czegoś, to nie puszczą. Świetnie maskują się w otoczeniu, stąd nie zauważyliście ich, dopóki nie podeszliście cholernie-za-blisko. Pięć kleszczy krąży wokół, wyglądają jak wielkie zielone pasące się krowy.

Tev;
-Zobacz to jest nasz jeszcze jeden kompan. Przed chwilą powiedział, że ma w rzyci Veriona i Mistress...
-Dobrze gada, słuchajcie go. Veriona, Mistress, Almanakh, Lavandera i inne badziewia też. Do usług-zwrócił się ponownie do Elfów, po czym odwrócił się do Krasnoluda i Orka.


- ZAMILCZ!!!

....GAKH...?!
Świst strzały, klin w gardle...!!!
Upadłeś, dławiąc się i krztusząc, nie mogąc złapać powietrza!

Barbak, Funghrimm, Levin, Estre;
O__O ‘
Właśnie wychodziliście z elfickiej wioski, kiedy Tev rzucił coś heretyckiego, a sekundę później padł na ziemię, zwijając się i kaszląc niekontrolowanie. Elficka strzała...?! Zrobiła mu piękną tracheotomię! O___O’ Tev leży z przebitą na wylot szyją, krwawiąc paskudnie! Najwyraźniej strzała ominęła kręgosłup i co ważniejsze rzeczy, które są w środku, a i bycie rakszasa nie było bez znaczenia – mimo to, Tev dławi się, nie mogą wykrztusić ani słowa.

Kleszcze natychmiast odwracają się ku wam. Oj...! Krew!....

Kejsi, Ray`gi;
Krążycie po zamku. Trafiacie na mały dziedziniec ze starym ogrodem. Zauważacie studnię na środku placyku. Wokół stoją uschnięte, powykręcane drzewa. Skręcone pędy róż pnących się po ścianach i kolumnach pozostałych po zawalonej altance miejscami wciąż jeszcze są zielone i kwitną.
Studzienka jest murowana, przykryta przegniłymi deskami.
Pod jednym z drzew zauważacie wielką, zniszczoną psią budę. Kiedy zbliżacie się do niej, słyszycie za plecami huk uderzenia. Deski na studni podskoczyły.



Astaroth; Wybierasz się do Kirenny, kiedy nagle przychodzi wiadomość „myślowa” od Azmaera.
- Astaroth, złe wieści. Śmiertelnik, którego chciałeś obdarzyć naszym życiem, okazał się niegodnym i zbyt słabym. Właśnie umarł.
Szlag by.
- Witaj. Jak widzę doceniłaś możliwości jakie daje fiolet – mówisz do Kirenny.
- O tak, Panie, jak cudnie móc to poczuć!
- Czy masz jakieś plany co chcesz robić dalej?
- Ich jest wszędzie pełno – warknęła. – Ale nie uciekną mi! Jeśli zechcą, zginą!
Oho. Feministka.
- Mam dla ciebie zadanie...
- To zaszczyt, panie!
- Azmaer będzie twoim przewodnikiem.
- Azmaer?! – skrzywiła się. – On pochodzi od... samca!!!
- A ty pochodzisz z burdelu! – usłyszałeś fuknięcie Azmaera.
 
__________________
Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD

Ostatnio edytowane przez Almena : 08-31-2008 o 18:26.
Almena jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 10:27   #255
 
Vireless's Avatar
 
Reputacja: 2 Vireless jest na bardzo dobrej drodze
$: 38 024
Widok elfickiej kuźni obudził w nim wspomnienia. Ukryte, nieco przyprószone kurzem i zapomniane. Teraz dały sobie znać niczym zadra. To kim był i co robił w życiu. Nie mógł już wrócić do „swoich” teraz jest zabójcą. Przysiągł zmyć swoją hańbę krwią. Najlepiej swoją z dużą domieszką innych wokół. Teraz dopadła go handra. Pomacał się wokół jego menażka była pusta! Rozeźlony zagadał do kowala.
-Więc ruszajmy czeka nas trochę pracy. Z chęcią się podziele swoją wiedzą za twój warsztat i kilka kawałków metalu. Naszego metalu??
Obejrzał narzędzia oraz surowiec, pokiwał z uznaniem.
-Tak przy okazji nie można by było się u Was zaopatrzyć w trochę bimbru?

Praca szła szybko i składnie. Stylisko wybrał spośród kilkunastu jakie leżały przed nim. Po prostu wybrał największy jaki był. Kilka razy go zważył w ręku a potem za całej siły walnął o jedną z wystających belek. Wytrzymała stylisko też. Drewno miało długości tyle co on lub nawet trochę więcej.

W międzyczasie elficki kowal przygotowywał obręcz do zakucia oraz wytargał największy kawałek metalu jaki był dostępny. Fungrihmm w trakcie pracy porzucił swoje zacietrzewienie i rozpogodził się. Praca wybitnie sprawiała mu radość. Co chwila aż podskakiwał w miejscu gdy wykonywali kolejne części oręża. Z całym oddaniem opowiadał jak powinno być to wykonane i sam stawał do najważniejszych prac. Ale jeżeli ktoś się go zapytał On odpowiadał szczerze i wyczerpująco. Już tak dawno nie robił tego że zapomniał że zdradza sekrety o których nie można było mówić poza jaskiniami. Niezbyt go to interesowało, liczyła się praca. I wynik.... Dwuręczny korbacz z pojedynczą zębatą kulą.
Gdy już był pewien efektu przymierzył się do niej. Nie było to dla niego jakimś specjalnym osiągnięciem. Był zdecydowanie silny, nie przepakowany jak to bywało wśród orków czy ludzi ale żylasty i czerstwy. W języku dwarfów oznaczało że był tylko trochę szerszy niż wyższy. Gdy się dodało do tego tatuże, warkoczyki na brodzie i podgoloną głowę otrzymywało się prawdziwego zabójcę. Teraz wyposażonego w straszną broń.. Jego zasięg wydłużył się około 3 metry a kula zamocowana na łańcuchu potrafiła rozłupać kamień na łupki.

Podczas pracy mimowolnie się zaprzyjaźnił z obecnymi tu elfami. Dlatego gdy oni tylko zareagowali na kombinację słów drow + demon on nie mógł tego przepuścić. Przecież odkąd się on pojawił cały czas coś knuł przeciw nim. Dodatkowo nie zapomni mu jak się zachował podczas walki z Bladolicym.
-Ten zdrajca mówił coś o opanowaniu artefaktu z nawiedzonego zamku/ pałacu. Jestem pewien że jeżeli uzyska dodatkową broń będzie mógł zrobić o wiele więcej złego. Ale najlepiej sami to sprawdźcie. Acha i wyślijcie tam kogoś kto nie boi się psioników. W przeciwnym wypadku oszuka go po prostu...

Ruszyli do kopalni w asyście długouchach. Fungrihmm musiał przyznać że mają rację. Ja też takim jak oni nie pozwolił chodzić samemu po swoim mieście i to nie tylko z powodu dziewic. Rozwój sytuacji wcale go nie zaskoczył. Stary zabójca uważał że sam ma narąbane w głowie ale by przybywać do wioski elfów i obrażać ich i ich bogów. To nie mogło się skończyć. Reakcja była szybka. Świst strzał przypomniał mu zabawy z elfami w jakich miał nie przyjemność brać udział. Strzały były szybkie, kąśliwe i zawsze nie wiadomo skąd wylatywały. Sposobem było podpalenie całego lasu.
On o tym wiedział Tev widocznie nie...

Rakasza się zwijał z bólu( Dwarf podejrzewał że jednak musiał go boleć). Na dodatek na horyzoncie pojawiły się mega kleszcze.
-No i bądź tu mądry tam kleszcze do zabijania a tu Tev umierający. Chej Barbak czy myślisz że on może mieć coś cennego przy sobie?
Fungrihmm raz jeszcze przyjrzał się co robią stworki, dwa z nich ruszyły w ich stronę. Widocznie poczuły smak krwi.
-Hahaha no dobra żartowałem, te dwa są moje!
Jak zaklęty obrócił się w miejscu i ruszył na spotkanie mini pancerników z narządami gryząco-ssąco-miażdżącymi. Wziął mocny zamach z nas prawego ucha i demonicznymi śmiechem pobiegł ku przeznaczeniu.

-Buaaahhhaaahhaa, stójcie biedronki już do was lecę. Aaaaaallllleeeeee będzie jjjaaazda! Się mnie nie spodziewaliście. Poznajcie mojego nowego kolegę nazywa się ZABIJĘ WAS. Buuaaaahhhhaaa.

Fakt że powoli ale z każdym dniem coraz bardziej osuwał się w odmęty szaleństwa. Powietrzny atak na smoka czy próba wyzwania na pojedynek Levander to jeszcze nic. Teraz widać było jak bardzo Fungrihmmowi brakowało rozlewu krwi.

Na pierwszego nabiegł z lewej strony po czym wykorzystując całą swą moc oraz moment zamachowy rąbnął zwierzaka w nogę. Nie tracąc pędu odwrócił się i zaszarżował na kolejnego stworka. Tym razem atakował dla odmiany nogi...
 

Ostatnio edytowane przez Vireless : 08-21-2008 o 14:02.
Vireless jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 11:33   #256
 
hollyorc's Avatar
 
Reputacja: 1 hollyorc wkrótce będzie znany
$: 57 246
YouTube - Within Temptation - What Have You Done (feat. Keith Caputo)

-Dobrze gada, słuchajcie go. Veriona, Mistress, Almanakh, Lavandera i inne badziewia też. Do usług.
- ZAMILCZ!!!


Świst strzały, jest czymś czego raczej nie można pominąć z niczym innym. Nie chodzi tu o to, że Barbak wsłuchiwał się w świst strzał już od bardzo długiego czasu. Zasadniczy problem polega na tym, że gdy już słyszysz świst strzały, jest już za późno. Na ogół też, jeśli możesz na ten temat jeszcze pomyśleć znaczy to że strzał nie był skierowany w Ciebie. Tak też było i w tym przypadku. Początkowo Ork uważał, że nad wyraz sprawnie wypuszczony pocisk skierowany był w przerośnięte kleszcze, które pojawiły się dookoła. Chrapliwy, gardłowy gulgot kogoś, kto właśnie topi się we własne krwi utwierdził go w przekonaniu, że jednak tak nie było. Co gorsza, przerośnięte insekty na zapach krwi zareagowały tak, jakby ktoś blaszanymi pokrywkami wzywał ich na jedzenie. A przekąską miał być Tev

[fanatyzm mode on]
– What have you done?!? A żeby Was wszystkich.... Przestańcie strzelać w Rakasze!

Nie było specjalnie czasu na to aby powiedzieć coś więcej. Ork jednym susem znalazł się przy Tevonrel’u, zanim jeszcze przyciąganie ziemskie upomniało się o jego obezwładnione ciało. Upadek z szypem w szyi mógł mieć dla niego tragiczne konsekwencje. Ork odgradzając elfy od przyjaciela własnym ciałem, najdelikatniej jak umiał położył Tev’a na ziemi. Jego oczy były cały czas przytomne, jednak wszechobecna posoka uniemożliwiał mu powiedzenie czegokolwiek, ale słyszał i zdawać by się mogło zachowywał przytomność.
- No i masz za swoje! Następnym razem jak nie będziesz mógł utrzymać języka za zębami, rozewrzyj szeroko szczęki i ugryź się w rzyć. I co żeś zrobił? Nie ruszaj się!

Sytuacja przedstawiała się nad wyraz ciekawie. Z jednej strony dreptały do nich kleszcze, z drugiej mieli oddział elfów z nie do końca przewidywalnymi zamiarami. W środku, był on, wykrwawiający się Tev, maniak z nowym patykiem, ślepiec no i Estreiche.
-Chej Barbak czy myślisz że on może mieć coś cennego przy sobie? Krasnolud, jak zawsze pragmatycznie podchodzące do tematu.
- Pięknie! Fungrimm, pomógł byś.... Funn....???? Ork zobaczył jedynie tuman kurzu jaki wzniosły małe nóżki dwarf’a. Zadziwiające jak szybko potrafił nimi przebierać. Zadziwiającym było, że bodaj po raz pierwszy przebierał nimi we właściwym kierunku. Mógł oczywiście mu pomóc, zabrać rannego w bezpieczne miejsce, ale nie... Szarża jest tym, co zawsze wywołuje erekcje u brodatego ludu. Nigdy nie są w stanie odmówić sobie jakiejś.

Ork zaklął szpetnie pod nosem.
- Reksio! Nie daj mu znaleźć tej chromolonej zagłady! Pomóż Fungrimm’owi! Nie daj mu zginać! Estre osłaniaj nas. Levin... po prostu zrób coś... i nie lataj! Ork skierował swe spojrzenie przelotnie na elfkę, która jak mu się zdawało wypuściła strzałę. A z Tobą jeszcze sobie porozmawiam! Uważasz, że jesteś teraz lepsza od niego?Był zły. Zawiesił pytanie jedynie na chwilę. Nie miał czasu teraz na wywody, przyjaciel czekał.

Strzała jak się wydawało ominęła newralgiczne części szyi. Ork orzekł to powołując się na swe doświadczenie medyczne. Opierało się ono na założeniu, że skoro Tev jeszcze dycha znaczy się że nie mógł dostać w nic ważnego. Ale krwawił zdecydowanie za mocno.
Ork pochylił się nad przyjacielem.
– Mogę Ci pomóc, ale może to być dla Ciebie niebezpieczne. Skup się na chwilę. Znajdź w sobie tak duże pokłady dobroci jakie jesteś w stanie odnaleźć. Nie szamocz się i nie walcz, nie ma na to teraz czasu, za szybko tracisz krew. Umrzesz jeśli nie pomożemy sobie na wzajem. Rozumiesz? Co? Dasz sobie radę? Bredzisz! To przez upływ krwi! Teraz trochę zaboli.

Barbak stawiał wszystko na jedną kartę. Wiedział, że jest w stanie pomóc przyjacielowi. Ten jednak musiał wykonać gest dobrej woli. Musiał, przynajmniej na jakiś czas odciąć się od swego mrocznego ja. Musiał na jakiś czas obrócić swą facjatę w kierunku najczystszego światła.

Zielone dłonie sprawnym ruchem złamały wykałaczkę jaka wystawała z Tev’owego gardła. Następnie możliwie szybkim i możliwie delikatnym ruchem wyjęła pocisk z ciała. Spowodowało to oczywiście tylko zwiększenie krwawienia. Teraz posoka lała się nie tylko z przodu, ale i z tyłu. Nie to było jednak teraz ważne. Barbak przyłożył prawą dłoń do rany wlotowej, lewą do wylotowej. Delikatnie nacisnął blokując krwotoki. Blokował też w ten sposób dopływ krwi do mózgu Tev’a. Musiał zatem działać szybko.

http://youtube.com/watch?v=NQj8K4z-AtI&feature=related

Palladine, robię to po raz pierwszy, rad bym był gdybyś mi pomógł kapke.

Niech przez me skromne dłonie,
Przepłynie światło i w jego żyłach zapłonie.
Niech uleczy jego serce, rany,
Niech mu będzie ratunkiem gdy dech odebrany.
Niech ma tarcza wiary będzie mu ratunkiem,
Gdy mu życie przez palce ucieka ciurkiem.
A łzy rozpaczy niech mu w sercu cierniem staną,
Będąc po wsze czasy niedowiarka raną.


Dłonie orka zabłysły najczystszym światłem. Ork miał nadzieje, że pomoże, a nie zaszkodzi.
 
hollyorc jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 16:38   #257
 
Szarlej's Avatar
 
Reputacja: 3 Szarlej wkrótce będzie znany
$: 87 868
Wieeelkie kleszcze i umierający Tev tak w skrócie można opisać sytuacje. Ślepiec już chciał rzucić się na pomoc dla tygrysa gdy ork go ubiegł.
- Reksio! Nie daj mu znaleźć tej chromolonej zagłady! Pomóż Fungrimm’owi! Nie daj mu zginać! Estre osłaniaj nas. Levin... po prostu zrób coś... i nie lataj!
"Zupełnie jakbym był ułomny."
"Bo jesteś."
"To jeszcze nie powód do dyskryminacji."
Człowiek podszedł do elfów.
-Uważacie się za lepszych od Wojownika Światła? Kwestionujecie jego decyzje w doborze towarzyszy? Uważacie, że lepiej wiecie?! Jeżeli chcecie się na coś przydać to pomóżcie zabić kleszcze. Przynieście nam też kilka rzeczy krzesiwo i hubkę, trzy pochodnie, trzy bukłaki z wodą, jeden z winem i jeden z czymś do odkażania. Żywność też się przyda A i jak macie to gorzałkę dla krasnoluda. Szybciej, jeżeli chcecie pomóc w misji światła. A i włóżcie to wszystko w torbę.
Po chwili dodał do gówno dowodzącego Lembasa.
-W okolicy pałęta się drow, jednak jest jedna rzecz Almankh ma co do niego plany. Wiecie przecież, że każdego grzesznika da się nawrócić. Jak go spotkacie to nie strzelajcie ale bądźcie uważni, chwilowo błądzi.
"Raczej Ty go potrzebujesz."
"Almankh być może też."
Gdy już wszystko dostał, zarzucił torbę przez ramię i podszedł do orka (wcześniej czekając aż skończy akcje reanimacyjną/walkę).
-Mam coś do załatwienia z Astem, mógłbyś mi towarzyszyć jako bezstronny sędzia?
Jeżeli Barbak się zgodzi odejdzie z nim kawałek tak aby elfy ich nie widziały/słyszały.
-Astaroth?! Zagramy?
Miał nadzieję, że demon usłyszy i przybędzie.
 
Szarlej jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 18:34   #258
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 186 887
Elfy odpowiadały na jego pytania, a odpowiedzi nadzwyczaj go zadowoliły. Cztery wymiary i coś jeszcze, czerń to niebyt, biel to plany astralne. Czy to środkowe koło może być Energią?
Jednakże z dalszej przemowy wynikało, że istnieje pięć żywiołów, a mianowicie ogień, woda, powietrze, ziemia i dusza, którą są z Bieli, ale mogą ulec skażeniu, zaś one same są energią, z której się czerpie, przez co Półelf musiał się zastanowić poważnie.
Czy możliwe było, żeby Energia była piątym żywiołem, duszą? To by jednak mogło znaczyć, że przy wszelkich działaniach wyzwalana jest dusza. Tylko czego? Dusza tego, co ją wyzwala? W takim razie jak to jest z czterema żywiołami? Dusza żywiołu ognia lub powietrza? To by z duszy robiło nadżywioł, co rzeczywiście doprowadzało do tego, że dusza mogłaby być Energią, którą widział.
Istniała jednak jeszcze jedna opcja. Energia była czymś, o czym Elfy nie słyszały. W sumie on też o tym nie wiedział, zaś niewiele istot neutralnych spotkał w życiu. Jeżeli już ktoś o tym wie to istoty neutralne, lecz nie wszystkie, czego przykładem był on sam. Elfy same nie wiedziały czym jest środkowe koło. W sumie to szczególnie siły jasne i ciemne. Energia może być czymś ponad wszystkim, duszą również, ale jest jeszcze jedno pytanie. Czemu obserwator pokazał cztery, a nie pięć żywiołów? Nagle serce zabiło mu mocniej. Obserwator mógł być piątym żywiołem, duszą. Przecież to on chciał, żeby patrzyli, a jednocześnie nie pozwalał im odejść również kiedy zauważyły ich oczy. Dualizm również tam występował. Tylko co z Energią? Może być niezauważalna jak sama dusza oraz obserwator, lecz równie silna jak Energia pozostałych żywiołów i kiedy chcieli się poruszyć, energia ściągnęła oczy kogoś... większego.
Możliwe, ale jest zbyt wiele niewiadomych, których Elfowie nie zdołają wyjaśnić poprzez swoje zaślepienie kimś, kto wydaje im się bogiem. Kwestii potężnych władców nie zdołają wyjaśnić, ale należy spróbować.
Potrzebny jest specjalista w dziedzinie wiedzy o żywiołach i planach.

Tymczasem Tev słuchał, drapiąc się pazurem po dużym łbie, po czym zaczął dłubać sobie między zębami, lecz nagle usłyszał brzęk cięciwy. Natychmiast, instynktownie uchylił się, ale chwilę później świst lecącej strzały znalazł się niebezpiecznie blisko aż w końcu poczuł jak coś przebija mu się przez szyję.
Tev zachwiał się i upadł na kolana. Jego ciało okazało się niezwykle ciężkie i nieposłuszne. Nie mógł nic na to poradzić, więc upadł, nie mogąc złapać tchu.
Miał potworną ochotę wstać i nacharchać im w te Elfie twarzyczki, ale nie mógł się nawet złapać powietrza, co dopiero podnieść się.
~Jeśliś wkroczył między wrony, musisz krakać jak i ony-rzekł głos w głowie i co dziwne nie należał do Ravista. To musiał być ten ktoś, kto im pomagał.
Furia, która zapanowała w jego głownie nie dała mu trzeźwo myśleć. Starał się jedynie podnieść i rzucić na Elfa, który do niego wystrzelił, co mu nie za bardzo wychodziło. Chciał ryknąć, ale z jego gardła wydobył się tylko gulgot, co jeszcze bardziej zirytowało Rakszasę. Leżał na ziemi, wykręcony nienaturalnie. Nogi leżały mu bokiem na ziemi, po jednej stronie, a tułów i głowa leżała poziomo na ziemi. Ravist próbował rozpaczliwie przejąć kontrolę nad ciałem, jednakże furia Teva nie pozwalała na to. W tym czasie Ork znalazł się nad nim.
-Mogę Ci pomóc, ale może to być dla Ciebie niebezpieczne-Tev tylko ledwo podniósł głowę i zagulgotał krwią, a oczy patrzyły ze złością.
-Skup się na chwilę. Znajdź w sobie tak duże pokłady dobroci jakie jesteś w stanie odnaleźć-ciągnął Barbak, a twarz Teva wykrzywiła się tak, jakby chciał powiedzieć, że w takim razie nie wiele jej będzie.
-Nie szamocz się i nie walcz, nie ma na to teraz czasu, za szybko tracisz krew-chętnie warknąłby, że nawet nie może się ruszyć, ale nie mógł mówić, więc wyraził to twarzą. Powietrza mógł nabrać jedynie na tyle, żeby przeżyć, nie zemdleć i zachować zmysł, czyli nie wiele.
-Umrzesz jeśli nie pomożemy sobie na wzajem-zrobił zrezygnowaną minę, po czym wyraził coś w stylu "puszczaj, poradzę sobie", ledwo oddychając, zaś Ravist z całą mogą napierał na ścianę wściekłości Teva.
-Rozumiesz? Co? Dasz sobie radę? Bredzisz! To przez upływ krwi!-powiedział Ork, a Tygrys chętnie plasnąłby sobie dłonią w czoło. Gdyby mógł.
-Teraz trochę zaboli-tych słów z ust właśnie Orka obawiał się najbardziej, więc tylko ledwo poderwał głowę, prychając czerwienią na twarz towarzysza.
Kiedy Ork wyjmował mu strzałę z gardła, poderwał ręce do góry, chcąc Barbakowi powyrywać wszystkie kończyny po kolei, zaczynając od dołu, ale nagle ból ustał, ale za to dał o sobie znać wypływ krwi, gdyż przed oczami Rakszasy zrobiło się ciemno, ale chwilę później odzyskał wzrok i zobaczył zielone dłonie tamują jego krew. Furia lekko ustąpiła i Ork mógł dostrzec w jego oczach porywczą osobowość Teva i coraz bardziej wypierającą ją spokojną inteligencję Ravista, która chwilę później zajęła miejsce Teva.
Dłonie Barbaka rozbłysły, ale Ravist kilka uderzeń serca później uwolnił magię mającą rozproszyć jego cząstki i zmienić w powietrze. Wtedy może poukładać sobie cząstki tak, żeby zlikwidować ranę. Ponadto kątem oka widział Waldorffa biegnącego na kleszcze.
Przeciwko pięciu kleszczom stał jeden stary Krasnolud z nowym korbaczem, Reksio, Estre z łukiem i Levin. Tamte kleszcze miały trzy pyski, czyli tak jakby piętnaście kleszczy na trzy osoby plus Reksio.
Z całym szacunkiem do jego towarzyszy, ale był zdania, że trzeba im pomóc. Miał zamiar pod postacią powietrza wniknąć w łeb paskudztwa i narobić tam takich szkód, żeby zaczął walczyć przeciwko swoim i to samo zrobić z pozostałymi. W ten sposób miałby pięć kleszczy pod swoją kontrolą.
 
Alaron Elessedil jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 21:02   #259
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 2 Kejsi2 wkrótce będzie znany
$: 48 653
- Co to...!?
Kejsi zatrzymała się, poruszając zabawnie kocimi uszami. Zaczęła obracać się wokół i rozglądać po murach i zakątkach ogrodu.
- Levin...!?
Podbiegła do kolumny i zajrzała za nią.
- Levin!?
Biegała wokół drzewa, zaglądała w krzaki.
- Levin!?
"Kejsi?! Heeej! Słyszysz mnie?!"
„Gdzie się schowałeś!?”
"Wiem jak zapobiec rzezi jaką będzie wielka wojna. Musimy wskrzesić Veriona.”
„Wskrzesić!? Ale on był demonem, demonem, demonem!!! One nie mają ciała, ich nie da się wskrzesić! Po śmierci one stają się częścią mgieł chaosu! To znaczy... że Verion jest teraz częścią mgieł Astarotha!? To jakbyś... jak oddychasz i wydychasz powietrze – nie odzyskasz go już z powrotem takiego samego!”
„Almankh mi nie odpowiada, powiedzcie mi tylko co mam zrobić.”
„Nie mam pojęcia jak go wskrzesić, to chyba niemożliwe!?”

- ŁAH!!!
Kejsi krzyknęła, przestraszona i wskoczyła drowowi na ręce, nastroszona i drżąca.
- Ra-ra-raygi, tam coś jest!!! – wskazała na studnię.
 
__________________
a takie tam
Kejsi2 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08-21-2008, 23:05   #260
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 4 Blacker wkrótce będzie znany
$: 120 843
Astaroth podziwiał zgrabny kopczyk, który Kirrena usypała nad ciałem jednego ze swoich krzywdzicieli. Widać było, że przez cały ten czas szukała w duchu możliwości zemsty a fiolet był tylko drogą, dzięki której te uczucia mogły zostać wyzwolone. Nie musiał jej zbyt długo zachęcać, gdyż sama skorzystała z mocy chaosu i teraz wreszcie mogła być spokojna. Spełnił dobry uczynek. Odciągnął ją znad przepaści rozpaczy, uratował stare życie by móc dać jej nowe. Napełnił ją siłą i pewnością siebie, których jej brakowało w poprzednim życiu. Taka jak ona była idealną kandydatką na skazicielkę. Tak wspaniale pełna gniewu i nienawiści! Jak do dobrze, że poświęcił jej trochę czasu dzięki czemu zyskał wierną pomocniczkę. Jednak jeżeli chciał w pełni osiągnąć wszystkie swoje cele czekała go jeszcze długa i żmudna droga, usiana licznymi przeszkodami

A właśnie w tej chwili, pierwsza z tych przeszkód postanowiła mu się ukazać. Azmaer przysłał mu wiadomość, że pacjent którego miał zamiar opętać zmarł. Astarotha ogarnął gniew na ludzką słabość, przez którą nie był w stanie wytrzymać nawet tyle. Trudno, będzie musiał zająć się tą sprawą inaczej. Jakby tego było mało kolejny z drużyny go woła! Doskonale rozumiał, że jest popularny i o jego uwagę będzie zabiegało wiele osób, ale mógłby sobie wybrać lepszy moment. Teraz będzie musiał chwilę poczekać - sprawy wewnętrzne fioletu miał priorytet. Miał dwa skłócone ze sobą demony, które musiał przywołać do porządku. Najpierw przekazał Azmaerowi telepatycznie tak, by Kirrena niczego nie słyszała

- Azmaerze, przestań. To tylko biedna, skrzywdzona kobieta. Dajmy jej czas by przyzwyczaiła się do fioletu. Pamiętaj, że ona była zwykłym człowiekiem podczas gdy ty pochodzisz bezpośrednio ode mnie. Ignoruj jej zaczepki i jeżeli będzie potrzebowała pomocy wesprzyj ją. Skażenie żywiołu wody jest koniecznie do moich planów, a ona jest na skazicielkę idealną kandydatką

Następnie zwrócił się do Kirreny

- Nie potępiaj wszystkich mężczyzn za grzechy kilku z nich. Staruszek u którego mieszkałaś, który dał ci zastępczy dom zanim odnalazłaś swój prawdziwy dom wśród nas także był mężczyzną. Ja także, jak to określiłaś ,,pochodzę od samca". Azmaer musi być twoim przewodnikiem, bo jako pierwszy dokonał najwspanialszego dla demona czynu. Skaził on żywioł ziemi, a teraz oczekuję od ciebie, że zrobisz to samo z żywiołem wody. Skaź go dogłębnie swoją energią, napełnij go swoim żalem i złością. Zyskasz dzięki temu nową moc, z którą będziesz mogła zrobić co tylko zechcesz

Miał nadzieję, że to choć chwilowo zapewni spokój. Wysłanie Kirreny jako skazicielki miało jeszcze jedną dobrą stronę - przynajmniej będzie miała jakieś zajęcie i nie rozpocznie krwawej zemsty na wszystkich mężczyznach. Choć jej negatywne emocje mogły stać się użytecznym narzędziem, to by je wykorzystać musiał sprawować nad nimi kontrole. Teraz mógł spokojnie przenieść się do drużyny, wcześniej jednak asekuracyjnie obłożył się zwierciadłem chaosu. Trafił akurat przed Levina, który go wzywał. Zmierzył towarzysza wzrokiem i odpowiedział

- Co masz na myśli? Wołasz mnie tylko po to, by w coś zagrać?
 
__________________
,,W czasach słabości pokazuj swoją siłę.
W chwili potęgi pokaż swoją słabość"
Sun Tzu, Sztuka Wojny

Ostatnio edytowane przez Blacker : 08-22-2008 o 07:27.
Blacker jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 09:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111